Dodaj do ulubionych

Kłopoty z modlitwą

19.02.04, 11:18
A dokładniej, z modlitwą błagalną.
Dwa miesiące temu zmarła na białaczkę moja kuzynka. Zostawiła męża i dwóch
synków. Wcześniej prawie nie miałyśmy ze sobą kontaktu, dopiero w tych
ostatnich tygodniach w szpitalu, kiedy czekała na przeszczep szpiku,
rozmawiałyśmy sporo przez telefon. To była wspaniała kobieta. Pogodna mimo
cierpienia, troszcząca się przede wszystkim o innych. Pogodzona z tym, że jej
choroba może się skończyć śmiercią – a jednocześnie pełna nadziei. Nie
buntująca się (już?) przeciw swojemu losowi.
Tyle osób modliło się o jej wyzdrowienie.

I od tego czasu przestałam móc prosić w modlitwie. To nie tak, że nie
próbuję. Zresztą wiele spraw „do załatwienia” miałabym do przedstawienia
Bogu. Ale... kiedy chcę o coś prosić, od razu widzę buzie tych chłopców w
czasie pogrzebu ich mamy.
Bez sensu wydaje mi się proszenie o cokolwiek innego, niż pogodzenie z wola
Bożą. A przecież inaczej jest powiedziane w Piśmie. „O COKOLWIEK będziecie
prosili...”
Bardzo mi z tym ciężko.
I jeszcze wróciły moje wątpliwości z młodzieńczych czasów co do sensu
modlitwy – pamiętam, jakie wrażenie zrobiła wtedy na mnie myśl któregoś z
XVII-wiecznych myślicieli francuskich, że nasza modlitwa błagalna właściwie
uwłacza Bogu, bo zakłada, że albo nie wie On, czego nam potrzeba, albo, że
nie chce nam tego dać.
Obserwuj wątek
    • isma Re: Kłopoty z modlitwą 19.02.04, 11:50
      Audita,
      chyba Cie rozumiem. My w hospicjum modlimy sie za wszystkich naszych
      podopiecznych, przeciez terminalnie chorych, a wiec bez szans na wyzdrowienie.
      Modlimy sie o Boze mlosierdzie dla nich, co moze oznaczac tak dobra smierc
      (najczesciej), jak i podarowane przez Boga kolejne tygodnie zycia, ktore
      pozwalaja im pogodzic sie z Bogiem, najblizszymi... Ale byl tez taki
      podopieczny, ktory opuscil hospicjum zywy...
      Staram sie modlic za konkretna osobe, ale nie o zaistnienie konkretnego faktu:
      moze to byc wyzdrowienie, ale moze to byc laska w godzinie smierci. Moze to byc
      Boza pomoc w wychowaniu pozostalych po zmarlym malych dzieci.

      Aha - moje doswiadczenie jest takie, ze nasza modlitwa owocuje nie tylko dla
      tych, za ktorych sie modlimy, ale przede wszystkim dla nas samych. Gdybym nie
      miala doswiadczenia tych smierci w hospicjum, nie umialabym sie modlic za moja
      corke przed jej narodzeniem, kiedy jej zdrowie bylo zagrozone. Nie o jej
      zdrowie, tylko o "nie moja, ale Twoja wola..."

      Pozdrawiam serdecznie.
      • lucasa Re: Kłopoty z modlitwą 19.02.04, 13:46
        sorki, ze tak wtrace nie na temat:
        isma, napisalas "my w hospicjum"
        dopiero odkrylam to forum i nie wiem czy tam pracujesz, czy przychodzisz, i jak
        to wyglada, mozesz mi wiecej napisac? jezeli nie tutaj to na priv
        dzieki,
        Agnieszka
        • isma Re: hospicjum 19.02.04, 14:07
          Tu dwa slowa, wiecej na priv.
          Jestes z Krakowa (przy okazji: jest watek: Nasza baza danych - tam mozna sie
          wpisac tudziez troche o nas dowiedziec)?

          Jestem wolontariuszka (pracuje tylko personel medyczny). Poniewaz - z racji
          wlasnych doswiadczen w temacie - nie najlepiej znosze bezposredni kontakt z
          umierajacymi - pomagam glownie w sprawach organizacyjno-finansowych. Na
          przyklad jestem wyspecjalizowana kwestarka uliczna.

          Z obu przyczyn wymienionych powyzej sprawy "dobrego umierania" sa dla mnie
          wazne (to by pewnie byl osobny watek - to tez jest postawa "szacunku dla
          zycia", naturalna smierc, nie tylko naturalne planowanie rodziny wink))

          A staram sie modlic za wszystkich, z ktorymi los mnie styka.
    • magdalena_76 Re: Kłopoty z modlitwą 27.02.04, 09:13
      Audita, jest mi bliskie to, co piszesz. Też często mi się wydaje, że przecież
      On i tak wie - i zrobi swoje, i to, co zrobi będzie przecież najlepsze - więc
      po co prosić... tylko, że ja tego nie rozumiem, bo patrzę "po ludzku" i dlatego
      to takie trudne.
      Miałam w swoim życiu parę sytuacji takiego wielkiego cierpienia, kiedy naprawdę
      tylko On był jedyną nadzieją. I pamiętam moje wtedy odczucia - totalne
      przylgnięcie do Pana Boga, takie "ucapienie się" Go kurczowo i nieustająca
      prośba o wiarę w to, że On mnie kocha. Banał. Ale kiedy na wydarzenia życia
      spojrzymy z takiej perspektywy - NAJPIERW z przekonaniem o Jego miłości, o
      bezpieczeństwie w Jego dłoniach, o ciągłej Jego trosce o nas - to stąd bierze
      się siłę do zawierzenia, do zaufania... nie do zrozumienia, ale do mocnego
      przekonania, że jest w tym cel i sens, który może kiedyś zrozumiemy.

      Bardzo jest mi bliski psalm 131
      "Panie, moje serce się nie pyszni
      i oczy moje nie są wyniosłe.
      Nie gonię za tym, co wielkie,
      albo co przerasta moje siły.
      Przeciwnie: wprowadziłem ład
      i spokój do mojej duszy.
      Jak niemowlę u swej matki,
      jak niemowlę - tak we mnie moja dusza.
      Izraelu, złóż nadzieję w Panu
      odtąd i aż na wieki"

      Będę o Tobie pamiętać, pozdrawiam serdecznie
      M.
    • audita Re: Kłopoty z modlitwą 28.02.04, 13:27
      Dziękuję smile
      Mało piszę na forum, ale wchodze tu codziennie. Dobrze, że jest. Dobrze, że
      jesteście smile)))
    • ciumak Re: Kłopoty z modlitwą 29.02.04, 18:34
      A ja może troszkę od innej strony. Choć nie do końca, bo już padło hasło, że
      modlitwa jest też potrzebna modlącemu się. Każdy z nas ma różne
      odpowiedzialności: za małżonka, za dzieci, różne inne wynikające z tego, do
      czego Bóg nas powołuje, albo zwyczajnie kładzie coś na sercu. No więc można
      różnie podejść do tych odpowiedzialności. Można zakasać rękawy i wziąść się
      twardo do roboty, można inwestować w coś grube pieniądze, a można - i uważam, ze
      tak być powinno - zacząć od modlitwy, od prośby do Boga, żeby nas w tym
      prowadził i dawał mądrość. To prawda, że Bóg wie o tym o co Go prosimy, ale
      najgorsze co można zrobić, to wykonywać to, co nam polecił, bez Niego. Można np.
      stwierdzić: OK, Bóg mnie powołał, żebym zrobił to i to, więc nie ma co czekać,
      biorę się do roboty. Ale można to zrobić na sto sposobów i w rozmaitych
      momentach - to wszystko też jest ważne i trzeba być ciągle blisko Boga w
      realizacji tych odpowiedzialności.
      Modląc się do Boga o coś powinienem mieć otwarte uszy i słuchać, co dalej chce
      mi pokazać w tym temacie i czy to co robię to jest tak, jak ma być. Modlitwa o
      coś bez słuchania, jak, kiedy i gdzie, to jest trochę jak mówienie Bogu, jak to
      mam zamiar zrobić, a On ma ochraniać tę działalność.
      Tyle teorii, tak to czuję. Niestety praktyka nie nadąża uncertain i dopiero się uczę,
      więc proszę nie czujcie się zbytnio pouczani.
    • audita Re: Kłopoty z modlitwą 01.03.04, 21:56
      To ja mam jeszcze pytanie - mogę?
      Na marginesie tego wątku - a może lepiej w nowym?
      Jak doświadczacie "głosu Boga" w swoich modlitwach? Czy rzeczywiście w czasie
      modlitwy? Czy dopiero potem np. jakieś wydarzenia w waszym życiu są dla was tą
      Bożą odpowiedzią?
      Ja tylko raz w życiu miałam takie wydarzenie, które mogłabym
      nazwać "odpowiedzią na bieżąco" - przy jakiejś okazji postaram się o nim
      napisać smile
      • marzek2 Re: Kłopoty z modlitwą 01.03.04, 22:30
        Dobry pomysł na nowy wątek, tak sobie myślę, ale inicjatywa należy do Ciebie
        marzek
    • mader1 Re: Kłopoty z modlitwą 01.03.04, 22:53
      Ja juz sie tylko tak modle " badz Wola Twoja". Od jakiegos czasu
      uwierzylam, ze On lepiej wie.Spelnily sie niektore moje marzenia smile))
      Zartuje. Ale stalo sie tak kiedys, ze modlilam sie o cos, jak bylam
      nastolatka. I za jakis czas zobaczylam, ze tak, jak chcialam, nie byloby
      dobrze. Musialo to jeszcze we mnie dorosnac. Kiedys , jak modlilam sie np.
      za nieprzyjaciol , to mowilam modlitwe, a w sercu mialam pragnienie
      dotyczace rozwiazania sprawy. Teraz - tylko imie czy nazwisko i
      modlitwe. Przekonalam sie, ze On lepiej wie. Tyle wydarzen w moim zyciu
      nabralo glebszego sensu po latach... Zaczelam miec juz troche pokory
      i nawet przed swoja operacja mowilam juz tylko "niech sie dzieje Twoja
      wola, Panie".
    • pysio8 Re: Kłopoty z modlitwą 02.03.04, 10:30
      Moje próby dotyczą modlitwy nie tyle błagalnej, co dziękczynnej, i zawsze
      modląc się dodaję, (ale niech mi się dzieje Twoja Wola Panie, a nie moja.)

      Prośba innych ludzi o modlitwę działa cuda.
      DZięki modlitwie żyje moje dziecko.
      Po modlitwie, a nawet już w trakcie ogarnia mnie spokój i radość.
      A muszę Ci powiedzieć, że jednocześnie na codzień w sumie dużo się wkurzam i
      irytuję i, że niestety ten Spokój , o którym mówię, nie trwa przez cały czas.

      Nie jestem pewna, czy słowa oddały to o czym chciałam napisać, po prostu
      zacznij się modlić, a wtedy tego doświadczysz...- SPOKOJU i zgody na Jego Wolę.


    • ogolone_jajka Re: Kłopoty z modlitwą 25.04.04, 01:10
      Kolejny dowód, że boga nie ma.

      NIE WIDZICIE TEGO LUDZIE?????
    • audita Re: Kłopoty z modlitwą 25.04.04, 09:36
      No jakoś jednak nie widzę... Wiele osób prosi cię, i to dosyć intensywnie,
      żebyś na tym forum robił to i owo (albo nie robił tego i owego) - a ty jakoś
      nic smile))))). Czyżby to znaczyło, że jednak nie istniejesz???? smile))))))))))))
      • mika74 Re: Kłopoty z modlitwą 26.04.04, 12:25
        Bóg zawsze wysluchuje modlitw. Tylko,że nie wszystko o co prosimy jest dla nas
        dobre. Jest oczywiście problem co znaczy ,jak rozumiec "dobro" dla nas.
        "Dobro" to jest to co prowadzi nas do Boga i doprowadzi nas do zbawienia, a
        niekoniecznie jest to wygoda, zycie bez problemów, bez zranień i cierpien.
        Wprost przeciwnie "Kto chce iśc za mna niech sie zaprze samego siebie ,niech
        weźmie krzyz swój i mnie naśladuje". Bóg to nie jest więc dobra wrózka, która
        spelnia moje zachcianki, nawet jak mi sie wydaja dla mnie dobre, ani karetka
        pogotowia jak sie wszytsko wali.Dlatego krzyz jest zgorszeniem, takze niestety
        dla nas. Dla uczniów tez był zgorszeniem,dlatego po ukrzyzowaniu zamkneli sie
        przestraszeni w wieczerniku i watpili.Dlatego nie jestesmy wyjatkiemsmile
        Ale istaniej taka zalezność,że im bliżej jesteśmy Boga tym lepiej wiemy kiedy i
        o co prosić. Bóg wysłuchuje zawsze modlitw, ale te sprawy które my chcemy
        załatwić 'ze szkoda dla siebie" On załatwia "po swojemy" ,tak abysmy byli
        zbawieni. To jest ta "zazdrośc" Boga, która wynika z Jego milości, z Jego
        pragnienia abysmy wszyscy znaleźli sie w niebie.
        Podam taki skromny przykład.
        Kiedyś modliłam się aby mnie Bóg obudził rano o 8. Bo o 9 miałam pociąg do domu
        do rodziców,jechałam na świeta , dawno w domu nie byłam. Myslałam,że i tak się
        obudze , bo budze sie ok 8,ale wolałam sie pomodlic. Niestety budzik mi nie
        działał, a nie mialam żadnych innych "źródeł "pobudki.
        I co???Obudziałam sie o 10( a bardzo rzadko mi się to zdarza,zeby nie
        powiedziec ,że nigdy)!!! Nie zdarzyłam więc ani na pociąg na 9 ,ani na nastepny
        który jechał o 10.Wkurzona jechałam ok 13 na dworzec ,nastepny pociąg miałam
        dopiero o 13. Przyjeżdzam na dworzec i co słysze przez głośnik? Okazuje sie ,że
        na torach leżą zwlalone drzewa bo była wichura i nie jechał ani pociąg o 9 ani
        o 10. Dopiero jechał ten o 13. Bóg pozwolił mi się wyspać smile.
        To tak dla tych , którzy nie wierzą ,że "każdy włos na naszej głowie jest
        policzony" i ze Bóg troszczy sie nawet o szczegóły...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka