andrzej585858
28.06.10, 20:24
Pewnego wieczoru, wiosną 627 roku, niewielki oddział spiesznie przemierza
ulice Yorku. Na jego czele starzec dosiadający królewskiego wierzchowca
przedziera się przez zaniepokojony tłum. Jeździec opuszcza miasto, przez kilka
mil jedzie wzdłuż rzeki Derwent, aż do świątyni Godmunddingaham, gdzie stroją
miny posążki bożków. Mężczyzna zeskakuje z konia i nie patrząc nawet na świętą
przegrodę, rzuca swą włócznię w kierunku świątyni. Kilka minut później cała
budowla jest już tylko płonącym stosem pogrzebowym martwych bogów.
Ów starzec ikonoklasta nie jest biskupem-misjonarzem spragnionym wiary i
męczeństwa; jego oddział nie jest bandą mnichów dewastujących dawne miejsca
kultu. Starzec nazywa się Coifi, jest najwyższym kapłanem ludu Anglów, jak
gdyby jednym z pierwszych urzędników. Ci zaś, ktorzy go otaczają, to śmietanka
arystokracji królestwa Northumbrii, gdzie król Edwin jest wolnym panem
wojowniczego ludu. Spektakularne nawrócenie Coifiego nie dokonało się na
płaszczyźnie osobistej. Nie kierowało nim też posłuszeństwo jakiemuś
autorytarnemu władcy, nabożeństwo do jakiegoś charyzmatycznego i groźnego
świętego, czy też uległość wobec delikatnych nacisków ze strony pobożnej
małżonki. Przed chwilą król, otoczony wszystkimi możnymi swego królestwa,
poprosił go o radę w imieniu całego ludu. W sposób wolny. W tym wielkim
germańskim dworze - halli - kazdy z mężczyzn wypowiedział się za przyłączeniem
się do Boga jedynego albo przeciwko niemu. W kącie sali biskup Paulinus, jeden
z nielicznych chrześcijan w królestwie, z trudem panował nad sobą. I z dala od
wojen, w których bogowie pokonanego są na łasce zwycięzcy, z dala od pól
bitewnych, gdzie podobno barbarzyńscy wodzowie składali rozpaczliwe śluby,
król Edwin, jego szlachta, jego lud, a nawet jego najwyższy kapłan, po
dojrzałej refleksji zdecydowali się nawrócić.
Tak w zbeletryzowanej formie mozna przedstawić słynne zgromadzenie w Yorku,
opisane przez Bedę Wielebnego w jego słynnej "Historii kościelnej narodu
angielskiego" ks II, 13.
A jest to tylko jeden spośród dziesiątkow innych opisów podobnych wydarzeń
które miedzy V a VII stuleciem tworzyły ów powolny, masowy i powszechny ruch
prowadzący ogół ludów germanskich mieszkających w dawnych zachodnich
prowincjach Cesarstwa Rzymskiego do nawrócenia się na chrześcijaństwo.
Paradoksalnie, barbarzyńscy królowie pokonując potęgę Rzymu bez żadnego
przymusu nawracają się na religię pokonanych.
Zachowane opisy owych nawróceń pełne są cudowności, zarówno w wypadku królów
plemion anglosaskich jak i najsłynniejszym nawróceniu wodza Frankow Chlodwiga
- ale niezmiennym faktem jest to że przebiegały one w sposób pokojowy.
Dlaczego podałem powyższy opis? Jakże często podnoszony jest argument o
bezwzględnym nawracaniu pogan na chrześcijaństwo, zapominając że zjawiska te
dotyczą czasów późniejszych. Ze były one dziełem władców instrumentalnie
traktujących religię dla swoich celów politycznych, nawet gdy mienili się oni
arcychrześcijańskimi.Do nadużyć dochodzi wtedy gry triumfy święci polityczny
związek tiary z koroną.
Ale ten proces zacznie się kilkaset lat później. Początki były zupełnie inne,
zwłaszcza w przypadku Irlandii.
Jeden praktycznie człowiek św. Patryk dokonał nawrócenia wyspy - i nie szła w
ślad zanim żadna armia.
Ale to temat na całkiem odrębną historię.