Dodaj do ulubionych

Kartka z historii

28.06.10, 20:24
Pewnego wieczoru, wiosną 627 roku, niewielki oddział spiesznie przemierza
ulice Yorku. Na jego czele starzec dosiadający królewskiego wierzchowca
przedziera się przez zaniepokojony tłum. Jeździec opuszcza miasto, przez kilka
mil jedzie wzdłuż rzeki Derwent, aż do świątyni Godmunddingaham, gdzie stroją
miny posążki bożków. Mężczyzna zeskakuje z konia i nie patrząc nawet na świętą
przegrodę, rzuca swą włócznię w kierunku świątyni. Kilka minut później cała
budowla jest już tylko płonącym stosem pogrzebowym martwych bogów.

Ów starzec ikonoklasta nie jest biskupem-misjonarzem spragnionym wiary i
męczeństwa; jego oddział nie jest bandą mnichów dewastujących dawne miejsca
kultu. Starzec nazywa się Coifi, jest najwyższym kapłanem ludu Anglów, jak
gdyby jednym z pierwszych urzędników. Ci zaś, ktorzy go otaczają, to śmietanka
arystokracji królestwa Northumbrii, gdzie król Edwin jest wolnym panem
wojowniczego ludu. Spektakularne nawrócenie Coifiego nie dokonało się na
płaszczyźnie osobistej. Nie kierowało nim też posłuszeństwo jakiemuś
autorytarnemu władcy, nabożeństwo do jakiegoś charyzmatycznego i groźnego
świętego, czy też uległość wobec delikatnych nacisków ze strony pobożnej
małżonki. Przed chwilą król, otoczony wszystkimi możnymi swego królestwa,
poprosił go o radę w imieniu całego ludu. W sposób wolny. W tym wielkim
germańskim dworze - halli - kazdy z mężczyzn wypowiedział się za przyłączeniem
się do Boga jedynego albo przeciwko niemu. W kącie sali biskup Paulinus, jeden
z nielicznych chrześcijan w królestwie, z trudem panował nad sobą. I z dala od
wojen, w których bogowie pokonanego są na łasce zwycięzcy, z dala od pól
bitewnych, gdzie podobno barbarzyńscy wodzowie składali rozpaczliwe śluby,
król Edwin, jego szlachta, jego lud, a nawet jego najwyższy kapłan, po
dojrzałej refleksji zdecydowali się nawrócić.

Tak w zbeletryzowanej formie mozna przedstawić słynne zgromadzenie w Yorku,
opisane przez Bedę Wielebnego w jego słynnej "Historii kościelnej narodu
angielskiego" ks II, 13.
A jest to tylko jeden spośród dziesiątkow innych opisów podobnych wydarzeń
które miedzy V a VII stuleciem tworzyły ów powolny, masowy i powszechny ruch
prowadzący ogół ludów germanskich mieszkających w dawnych zachodnich
prowincjach Cesarstwa Rzymskiego do nawrócenia się na chrześcijaństwo.
Paradoksalnie, barbarzyńscy królowie pokonując potęgę Rzymu bez żadnego
przymusu nawracają się na religię pokonanych.
Zachowane opisy owych nawróceń pełne są cudowności, zarówno w wypadku królów
plemion anglosaskich jak i najsłynniejszym nawróceniu wodza Frankow Chlodwiga
- ale niezmiennym faktem jest to że przebiegały one w sposób pokojowy.

Dlaczego podałem powyższy opis? Jakże często podnoszony jest argument o
bezwzględnym nawracaniu pogan na chrześcijaństwo, zapominając że zjawiska te
dotyczą czasów późniejszych. Ze były one dziełem władców instrumentalnie
traktujących religię dla swoich celów politycznych, nawet gdy mienili się oni
arcychrześcijańskimi.Do nadużyć dochodzi wtedy gry triumfy święci polityczny
związek tiary z koroną.
Ale ten proces zacznie się kilkaset lat później. Początki były zupełnie inne,
zwłaszcza w przypadku Irlandii.
Jeden praktycznie człowiek św. Patryk dokonał nawrócenia wyspy - i nie szła w
ślad zanim żadna armia.
Ale to temat na całkiem odrębną historię.
Obserwuj wątek
    • wiesia140 Re: Kartka z historii 28.06.10, 20:32
      dziękuję za ciekawy tekst, niestety jak się okazało związek tiary z
      koroną nie zawsze służy dobrze także samej tiarze
      • andrzej585858 Re: Kartka z historii 04.07.10, 14:41
        Gorliwość neofitów bardzo często prowadzi do działań sprzecznych z zasadami
        głoszonymi przez nowe wyznanie - w tym przypadku przez chrześcijaństwo - a
        bardzo często przypomina zasady stosowane przez zwycięskie armie w stosunku do
        podbitych narodów.
        D podobnych przypadków i to w wykonaniu biskupów dochodziło na terenach
        dzisiejszej Francji a także i innych. Dopiero od jakiś 100-200 lat szerzono tam
        chrześcijaństwo a już dochodzi zwłaszcza wobec spoleczności żydowskich do
        stosowania przemocy.
        Oto jak postępował w takich przypadkach papież Grzegorz Wielki.

        Używanie środków przymusu przez biskupów zostało stanowczo potępione przez
        Grzegorza, według ktorego owszem należało sprzyjać prozelityzmowi
        chrzescijańskiemu, ale powinien on być ujety w ramy pewnych reguł, a zwłaszcza
        trzymać się z daleka od podstępnych i pokrętnych zabiegów, które nazbyt często
        mu towarzyszyły. Dla uzasadnienia swego stanowiska przedstawiał argumenty z
        rozmaitych dziedzin: prawa cywilnego, teologii oraz duszpasterstwa i co
        ciekawsze - praktyki!!
        Gdy w czerwcu 591r. dowiedział się, że w wyniku dzialania biskupów Wergiliusza z
        Arles i Teodora z Marsylii "wielu żydów żyjących w tamtych stronach zostało
        doprowadzonych do chrztu raczej przemocą niz przez głoszenie słowa Bożego",
        napisał do nich w cytowanym liście, ażeby ustało zgorszenie:

        "Gdy bowiem ktokolwiek przystąpi do źródła chrztu nie dzięki łagodnemu
        nauczaniu, lecz z konieczności, to wracając do starego zabobonu tym gorzej potem
        umiera dlatego, że zdawało się, iż się odrodził" - List 45.

        Użycie siły niosło ze sobą niebezpieczenstwo zniszczenia samej instytucji
        chrztu, ktora przemieniała niewinnych w swojej niewiedzy, w chrześcijan ktorzy
        będą potem winni apostazji czyli wykroczenia o olbrzymim ciężarze. Biskupi
        prowansalscy powinni w przyszłości zadowolić się udzielaniem chrztu ludziom,
        ktorym Bóg udzielił osobistego daru oświecenia.

        Grzegorz odnosił się z nieufnością do podstępnej i nie mniej szkodliwej
        praktyki, jaką było przejmowanie synagog. Do Piotra, biskupa w Terracine, który
        stał się winny takiego przejęcia, Grzegorz napisał w roku 591, że tego rodzaju
        praktyki są zakazane przez prawo cywilne, a co więcej, zadają one kłam
        prawdziwym próbom konwersji:

        "Albowiem tych, którzy są poza obrębem religii chrześcijańskiej, nalezy
        pozyskiwać dla jedności wiary łagodnością, życzliwością, napominaniem,
        przekonywaniem, aby nie odstręczać groźbami i postrachem tych, których można
        było przywieść do wiary słodyczą nauki i ukazywaniem grozy przyszłego Sądu.
        Nalezy więc starać się o to, aby raczej garnęli się do słuchania z ust waszych
        słowa Bożego, niż lekali nadmiernej surowości" - List 34.

        Piotrowi z Terracine nie w smak był osąd papieski i rok później starał się
        lawirować twierdząc, że synagoga stała zbyt blisko jego katedry i że śpiewy
        żydowskie przeszkadzały chrześcijanom w modlitwie; z tego powodu znów zamierzał
        skonfiskować budynek. Swoją drogą jakże do dzisiaj znany argument - czasem
        dzwony z kościoła przeszkadzają w odpoczynku !!
        Uprzedzony o tym, Grzegorz wysłał dwóch sąsiednich biskupów, aby dokonali
        inspekcji na miejscu i sprawdzili, czy rzeczywiście dźwięki dochodzące z
        synagogi były zbyt głośne - co oczywiście nie miało miejsca - całe zdarzenie
        jest opisane w Liście 45.

        Również biskup Wiktor z Palermo, ktory usiłował skonfiskować żydowskie miejsce
        kultu w swym mieście, został surowo przywołany do porządku w czerwcu 598 roku;
        papież zachęcał biskupa do przeczytania pewnej kompilacji prawnej, gdyż ten
        zdawał się nic nie wiedzieć o systemie własności dóbr kultowych - Listy t. 3 str
        38..

        Przy okazji warto chyba podać ów przepis prawny pochodzący z Kodeksu Teodozjusza
        który brzmi następująco:
        "Jeżeli, po niniejszym prawie, w wyniku nowych machinacji, synagogi zostaną im
        wyrwane albo będą się ich Kościoły, albo nawet zostaną poświęcone dla
        czcigodnych misteriów, w ramach odszkodowania trzeba będzie dać im miejsca, na
        których będą mogli zbudować synagogi o takich rozmiarach, jak te, które zostały
        in zabrane. Zaś co do skarbów ofiarnych, które zostałyby wzięte to nalezy
        zwrócić je ich właścicielom".

        Jak widać także prawo cywilne tworzone przez władców chrześcijańskich stało na
        gruncie poszanowania prawa własności miejsc kultu.

        W podanym przykładzie gdy jednak doszło do zajęcia synagogi w październiku 598
        r. papiez Grzegorz nakazał zarządzającemu dobrami kościelnymi na Sycylii, aby
        zmusił biskupa Wiktora do wypłacenia Żydom równowartości zajętych dóbr, sumy
        pozwalającej na zakup nowych lokali. Biskup Palermo miał też zwrócić ozdoby i
        zwoje Prawa - które znalazł w skonfiskowanych budynkach. Grzegorz Wielki nie
        zamierzał dopuścić do działań, które były niezgodne z prawem i z teoriami
        duszpasterskimi i które - co więcej - mogły nadwerężyć jego autorytet.
        Biskup Neapolu w 602r. Paschazy chciał działać w sposób bardziej subtelny; nie
        konfiskując synagog, zabraniał obchodzenia w nich świąt żydowskich. Grzegorz
        Wielki napisał doń, że środek ten pozostawał w sprzeczności z dobrocią cechującą
        kaznodzieję, że był on zakazany przez prawo i argument rzadko wtedy stosowany -
        prawo większości czyli stanowili w danym miejscu większość wyznaniową i z tego
        też powodu nalezy uszanować ich prawa do swobodnego obchodzenia świąt.

        Postać papieża Grzegorza Wielkiego jest na pewno niezwykła, ale dzięki temu iż
        zachowała się prawie cała jego spuścizna literacka w tym niezwykle obfita
        działalność epistolograficzna możemy przekonać się jak naprawdę przebiegał
        proces chrystianizacji i jakie było stanowisko papieży w przypadku gdy
        dochodziło do działań sprzecznych zarówno z teologią jak i z prawem cywilnym.
        Mamy przetłumaczone na język polski wszystkie zachowane listy papieża Grzegorza
        wydane w 4 tomach przez wyd. PAX niestety dość dawno gdyż w latach 1954-55.
        Pomimo wszystko bardzo polecam ich lekturę gdyż obraz tego
        wczesnośredniowiecznego świata jaki możemy mieć po ich lekturze jest nieraz
        bardzo odmienny od stereotypów jakie ciągle funkcjonują.
        • andrzej585858 Re: Kartka z historii 10.07.10, 12:32
          Zainspirowany dyskusją związaną z wschodnimi sztukami walki chciałbym
          przypomnieć że podobne dylematy znane są chrześcijaństwu już od dawna. Dotyczy
          to szczególnie prawosławia, które ze względu na bezpośredni kontakt z kulturami
          zarówno islamu jak i Dalekiego Wschodu było bardziej podatne na te wpływy.
          W trakcie sporów dotyczących bardzo wyrafinowanych dyskusji teologicznych
          związanych z metodami modlitewnymi jako jeden z argumentów wysuwany był także
          argument o przejmowaniu technik medytacyjnych obcych duchowości chrzescijańskiej.

          Spór rozgorzał w XIV wieku wokół praktyki tzw. modlitwy Jezusowej, zwanej także
          metodą modlitwy serca - w terminologii zaś teologicznej znanej jako hezychazm .
          Termin pochodzi od słowa hesychia - oznacza on pokój wewnętrzny, pokój serca,
          wyciszenie.
          Hezychazm jako stan kontemplacyjny nawiązywal do monastycyzmu pustyni i całej
          tradycji monastycznej, ale metoda modlitwy serca rozwinęła się najpierw w
          klasztorze św. Katarzyny na Synaju, a następnie poprzez monastery bizantyńskie
          nad Bosforem przeniknęła na przełomie XIII/XIV wieku na górę Athos.

          Ponieważ metoda ta dla mnichów była raczej nowością, być moze jak wszyscy
          neofici wyolbrzymiali oni i źle interpretowali nauki swoich mistrzów.
          Hezychaści bowiem za ostateczny cel kontemplacji uważali "światło Boże"; by
          dojść do tego celu, hezychasta, pogrążony w milczeniu i oddany pokucie, winien
          powtarzać słowa modlitwy Jezusowej - "Panie Jezu Chryste, Synu BOży, zmiłuj się
          nade mną". Pierwszy człon był odmawiany na wdechu, drugi na wydechu. Mnisi
          uczyli się także metod samokoncentracji typu wschodniego, jak wpatrywanie się w
          pępek. Stopniowo hezychasta zdobywał wrażenie błogiej radości i czuł się
          otoczony promieniami tej samej niestworzonej światłości, która oświeciła
          apostołów na górze Tabor.

          Ten sposób życia i tej nauki nie przyjęła część intelektualistów bizantyńskich,
          zwłaszcza tych którzy mieli styczność z scholastyką zachodnią. Nie wnikając w
          zawiłe spory teologiczne w ktorych głównymi adwersarzami byli arcybiskup Salonik
          Grzegorz Palamas oraz Barlaam mnich pochodzący z Kalabrii. Spór ten zaowocował z
          jednej strony"Listami" Baralaama oraz innymi dziełami a z drugiej zas
          monumentalnym dziełem Palamasa " Triady w obronie świętych hezychastów".

          Tutaj chciałbym podać tylko krótki zarys tych technik opisanych przez pierwszego
          nauczyciela mnichów z góry Atos - Grzegorza Synaitę (1255-1347) :
          "Od rana siedź na niewielkim podnóźku, przenieś umysł z siedziby mentalnej
          kierującej zasady do serca i tam trzymaj go mocno. Pochyl się. Pochyl się
          boleśnie, z wielkim bólem piersi, ramion, szyi, krzycz wytrwale myślą lub duszą:
          <Panie Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną!> Potem, z bólu i zmęczenia, może też
          ze znudzenia spowodowanego ta przewlekłością (...) przenosząc umysł na drugą
          połowę formuły, mów: <Synu Boży, zmiłuj się nade mną!>. Powtarzając, często pół
          formuły, nie powinieneś jednak nonszalancko zmieniać jej nieustannie, gdyż
          rośliny bezustannie przesadzane nie zapuszczają korzeni. Zatrzymuj także oddech,
          tak by nie oddychać swobodnie. Ponieważ powietrze oddechów, które wychodzi z
          serca, zaćmiewa umysł i niepokoi rozum, oddalając umysł od serca, albo
          zostawiając go więźniem zapomnienia lub wprowadzając, by się zatrzymał na
          rzeczach zabawnych, aby bezwiednie znalazł w końcu to, czego nie powinien. Gdyby
          ci się zdarzyło zobaczyć nieczystości duchów złośliwych lub myśli, które
          wstępują do twego umysłu i przybierają mieniące się formy, nie przestrasz się. I
          gdyby ci się ukazały dobre pojęcia czegoś, także nie zajmuj się i nimi. Lecz na
          ile możesz, panuj nad oddychaniem, zamknij umysł w sercu i trwaj nieustannie w
          przywoływaniu Pana Jezusa; w ten sposób szybko wypalisz i wyrzucisz z siebie te
          myśli, niewidzialnie biczując je imieniem Bożym".

          W ten właśnie sposób mnich dochodził do hesychii, do odczuwania jakby obecności
          światła z góry Tabor.
          Niektórzy hezychaści zalecali w czasie modlitwy rodzaj "jogi" Należało umieścić
          głowę między kolanami i trwać całkowicie bez ruchu ze wzrokiem utkwionym w sercu
          lub w pępku, aby utrwalić myśl w sercu. Takie ćwiczenie nazywa się
          "Omfaloscopia" - patrzenie w pępek , albo "omfalopsychia" - opuszczenie duszy do
          pępka.
          Wszystko to opisuje Barlaam lekceważąco w następujący sposób:

          "Wtajemniczyli mnie w potworne i dziwne zasady, które można by uważać za owoc
          nie mówię rozumu, co byłoby nieprawdą, czy wspólnego zmysłu rozeznania, lecz
          wręcz nierozważnej i ekstrawaganckiej wyobraźni. Obejmują one cudowne
          rozdzielenia i wizje umysłu i duszy, następowanie po sobie białych świateł i
          kolorów ognia, przypływy i odpływy umysłowe zespolone z duchem, chwytane
          nozdrzami, łaskotki wokół pępka, wreszcie połączenie, za pępkiem, naszego pana
          ducha z duszą w pełnym przeczuciu serca, i inne podobne rzeczy, które moim
          zdaniem są niczym innym jak prawdziwym obłędem i brakiem rozumu" Miało to
          prowadzić do tego iż niektórzy "widzą światło fizyczne w swoich wnętrznościach i
          poza nimi; że doznają pewnych pojedynczych pulsowań i ruchów serca i czują
          wychodzące z nosa ciepło".

          Barlaam nie był przeciwnikiem monastycyzmu, posiadał jedynie bardzo racjonalny
          umysł dla którego pojęcie ekstazy w wyniku kontemplacji było czymś obcym, a
          wykorzystywanie przy tym technik mających swoje pierwotne żródło
          najprawdopodobniej w hinduizmie bądż też w praktykach islamskich sufich -
          praktyką nie do przyjęcia.

          Palamas zmarł w 1359 r. a już w 1368 został kanonizowany przez patriarchę
          Filoteusza a doktryna hezychazmu uznana została za oficjalną w kościele
          wschodnim. Hezychazm wywarł olbrzymi wpływ na rozwój duchowości narodów
          słowiańskich a zwłaszcza Rosji. Starzec Zosima znany nam z "Braci Karamazow"
          Dostojewskiego jest także jednym z przedstawicieli tego nurtu.

          Tak więc, pomimo oporów techniki medytacyjne które są niewątpliwie pochodzenia
          wschodniego zostały ostatecznie zaakceptowane w chrześcijaństwie wschodnim i do
          dzisiaj stosowane.
          • alinaw1 Re: Kartka z historii 10.07.10, 14:40
            Nie tylko wschodnie. Zachodnie też, choć na wschodnim (tym bliskim,
            a nie dalekim) bazuje. Chrześcijaństwo IV-VII w. bylo mocno
            zakorzenionie w medytacji, przede wszystkim to wplyw życia
            pustelniczego (np. w Egipcie i Azji Mniejszej). Jan Kasjan i św.
            Benedykt czerpali z mistycyzmu pustelniczego pełnymi garściami. Nic
            więc dziwnego, że współczesnymi propagatorami medytacji
            chrześcijańskiej są właśnie benedyktyni. Jeden z nich, o. J. Main
            załozył Centrum Medytacji Chrześcijańskiej, które dziś ma wiele
            gałęzi w całym świecie. Wielu praktykujących medytacje odnosi się do
            jana od Krzyża. To też na marginesie innej naszej dyskusji, którą
            zapoczątkowalam dylematem: czy sztuki walk dalekiego Wschodu są
            antychrześcijańskie.
            • andrzej585858 Re: Kartka z historii - wspomnienie św. Benedykta 11.07.10, 13:11
              "Był mąż, z łaski Bożej i z imienia "Błogosławiony" - Benedictus, którego życie
              przepełniała świętość. Od dzieciństwa miał serce dojrzałe i wyrastając daleko
              ponad swój wiek cnotami nie zaprzedał swojej duszy żadnej rozkoszy. Wręcz
              przeciwnie choć żyjąc jeszcze na ziemi mógł z niej korzystać swobodnie przez
              czas pewien, wzgardził światem, jakby już wszystkie jego kwiaty uwiędły.

              Pochodził ze szlachetnego rodu, z prowincji Nursji. Stąd został posłany do
              Rzymu, gdzie studiować miał sztuki wyzwolone. Kiedy jednak spostrzegł, jak wielu
              spośród jego towarzyszy studiów wpada w przepaść występków, cofnął nogę, którą
              już niejako postawił na progu świata. Obawiał się bowiem, że gdyby zakosztował
              coś niecoś z jego nauk, mógłby łatwo stoczyć się cały w otchłań bezdenną.
              Porzucił zatem studia, zostawił dom i majątek ojcowski, a pragnąc tylko Bogu sie
              podobać, wyruszył na poszukiwanie habitu, który by sam wskazywał na święty
              sposób życia.

              Odszedł zatem pełen wiedzy, choć bez wykształcenia, nieuczony, lecz wiedziony
              przez mądrość. Nie znam całej jego historii, a te skromną część, którą z niej
              opowiadam, zawdzięczam czterem spośród jego uczniów".

              Tak rozpoczyna się 2 księga "Dialogów" napisana przez papieża Grzegorza którego
              potomni obdarzyli przydomkiem Wielki (540-604).

              Dzisiaj wspominamy św. Benedykta (480-547) opata, zakonodawcy oraz patrona Europy.
              Twórcy Reguły która stała się syntezą życia mniszego a jednocześnie drogowskazem
              także dla tysięcy świeckich. To właśnie niestrudzonej, benedyktyńskiej pracy
              tysięcy mnichów zawdzięczamy ciągłość naszej historii, zawdzięczamy im takze
              zachowanie i przekazanie spuścizny antycznej.

              Reguła św. Benedykta wywarła poważny wpływ na całe życie Europy Zachodniej.
              Dzieło św. Benedykta jest imponujące i niepowtarzalne. Benedyktyni przez długie
              wieki (wiek VI-XII) byli najpotężniejszą rodziną zakonną na świecie. Ich
              klasztory dochodziły do liczby kilku tysięcy, a liczba mnichów dochodziła do
              wielu dziesiątków tysięcy. Z modelu życia benedyktyńskiego wyrosły inne rodziny
              zakonne, m.in. benedyktynki (klauzurowe i czynne), cystersi, kameduli,
              oliwetanie, sylwestryni i trapiści. Zakony te wydały kilka tysięcy świętych i
              błogosławionych, dały Kościołowi ponad 20 papieży. Wśród świętych
              benedyktyńskich wypada wymienić: św. Grzegorza I Wielkiego (+ 604), doktora
              Kościoła; św. Augustyna z Canterbury, apostoła Anglii (+ 605); św. Bedę, doktora
              Kościoła (+ 735); św. Bonifacego, apostoła Niemiec i głównego patrona tegoż
              kraju; św. Wojciecha - apostoła Czech, Węgier, Polski i Prus, męczennika (+
              997); św. Piotra Damiani, doktora Kościoła (+ 1072); św. Romualda, założyciela
              kamedułów (+ 1027); św. Jana Gwalberta (+ 1073), założyciela nowej gałęzi
              zakonnej; św. Anzelma, doktora Kościoła (+ 1109); św. Scholastykę (+ ok. 543);
              św. Matyldę (+ 968); św. Hildegardę (+ 1179); św. Gertrudę Wielką (+ 1302).

              Święty Benedykt z Nursji W Polsce najbardziej znanym opactwem benedyktyńskim
              jest Tyniec. Do Polski benedyktyni przybyli wraz ze św. Wojciechem (+ 997). Za
              czasów Bolesława Chrobrego założyli klasztor po kamedułach w Międzyrzeczu.
              Zamieszki, jakie po śmierci tegoż króla powstały i nawrót pogaństwa,
              doprowadziły do upadku klasztoru. W XI wieku widzimy benedyktynów w Trzemesznie,
              w Łęczycy (Tum), w Gnieźnie, w Tyńcu, na Łysej Górze, w Czerwińsku, Płocku,
              Kruszwicy, w Krakowie, Sieciechowie, we Wrocławiu, Oleśnicy, Lubiniu i w
              Gdańsku. Obecnie istnieją ich opactwa w Tyńcu, Lubiniu koło Kościana oraz
              Biskupowie.

              Pamiętajmy o tych mnichach zyjących jakby poza naszym codziennym światem a
              jednak ich nieustanna modlitwa z której istnienia nie zdajemy sobie nawet sprawy
              - otacza nas bezustannie.
              • andrzej585858 Re: Kartka z historii - 1 sierpnia 01.08.10, 17:13
                Dzień dzisiejszy w naszej historii to dzień szczególny - obchodzimy kolejną
                rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego.
                Zdania co do słuszności podjęcia decyzji o jego wybuchu były i będą podzielone.
                Ale niech te spory pozostaną domena historyków.
                Dla mnie najważniejsze jest to co powiedział dzisiaj Zbigniew Olesiak - prezes
                Światowego Związku Żołnierzy AK:

                "- Polityczne, żenujące spory wolnej Polski są w pewnym sensie skutkiem lat
                zniewolenia, które nastąpiło po zakończeniu wojny. Ale dalszy kształt tego kraju
                już nie od nas zależy, ale od dojrzałości naszych dzieci i wnuków. Musimy
                wykonać ostatnie zadanie - przekazać pamięć historyczną. To, co robimy dziś,
                jest spełnianiem tego zadania - mówił pod pomnikiem Polskiego Państwa
                Podziemnego Zbigniew Olesiak, prezes Światowego Związku Żołnierzy AK."

                Właśnie pamięć historyczna powinna być ważnym elementem wychowania. Pięknym
                przykładem nowoczesnego spojrzenia na tą kwestię był koncert "Warszawa 2010".
                Bardzo podobała mi się współczesna interpretacja utworów tak bardzo związanych z
                Warszawą.
                • andrzej585858 Re: Kartka z historii - Liturgia mozarabska 08.08.10, 12:16
                  Na marginesie dyskusji o obronie krzyża przypomniało mi się że najlepszym
                  przykładem prawdziwej obrony wiary jak i krzyża są dzieje wspólnot
                  chrześcijańskich żyjących w naprawdę trudnych warunkach. Wtedy gdy wyznanie
                  wiary groziło realnymi konsekwencjami - jak oni bronili swojej wiary.

                  Znalazłem pewien piękny fragment liturgii mozarabskiej. Jest liturgia którą
                  sprawowano na terenach dzisiejszej Hiszpanii. Liturgia wyrosła z czasów
                  rzymskich, rozkwitła pod panowaniem Wizygotów a następnie zeszła do podziemi po
                  podboju Hiszpanii przez Arabów.
                  Pomimo panowania obcej religii chrześcijaństwo nadal trwało i sprawowana była
                  liturgia. Oto jak wtedy modlono się:
                  Jest to początek liturgii z mszy na Boże Narodzenie - modlitwa początkowa:

                  "Daj sercom pragnienia zasługujące na spełnienie, ustom - słowa zasługujące na
                  wysłuchanie, ciału - uczynki zasługujące na błogosławieństwo.
                  Nie prosimy, byś ponowił w nas swoje narodzenie w ciele, ale byś wcielił w nas
                  Twoje niewidzialne bóstwo, jak dokonałeś ongiś w Maryi w sposób specjalny, a
                  teraz uczyń to w sposób duchowy w Kościele.
                  Spraw, by nasza wiara Ciebie poczęła, serce, wolne od zepsucia, Ciebie
                  zrodziło:; dusza, zawsze nawiedzana przez moc Najwyższego, Ciebie ogarnęła.
                  Nie ródź się z nas, ale objaw się w nas. Bądź rzeczywiście przez nas Emanuelem,
                  Bogiem z nami. Racz pozostać między nami i walcz za nas. Jedynie w ten sposób
                  zwyciężymy".

                  "Jedynie w ten sposób zwyciężymy"m - tak modlili się ponad 1000 lat temu
                  chrześcijanie w kraju opanowanym przez muzułmanów. Zwyciężymy, nie przez walkę
                  zbrojną, lecz przez odmianę serca. Dopiero wtedy ta walka będzie miała sens.
                  Inna forma walki jest przejawem pychy, wiary we własne siły. Jeżeli w sercu nie
                  ma miejsca na krzyż, to walka o miejsce dla niego nie jest dobrą walką.

                  Jeden z wschodnich mnichów św. Marek Asceta tak powiedział:
                  "Grzechem nie jest rodzenie się myśli, leczy przyjacielska z nią rozmowa rozumu".

                  • andrzej585858 Re: Kartka z historii - Pierwsza republika 15.08.10, 16:26
                    Bardzo często podnoszona jest u nas kwestia obecnosci Kościoła w życiu
                    publicznym. Ci, którzy uważają że jest ono nadmierne stwierdzają jednocześnie że
                    zmierzamy do państwa wyznaniowego a jest to sprzeczne z zasadami prezentowanymi
                    przez Europę, że w ten sposób stajemy się zaściankiem Europy itd.
                    Tutaj chciałbym podac przykład Grecji, członka Unii. Państwa którego Konstytucja
                    zaczyna się od następujących słów:

                    Konstytucja zaczyna się krótką inwokacją "W Imię Świętej, Jedynej i
                    Niepodzielnej Trójcy Piąte Zgromadzenie Konstytucyjne Grecji ustala:" Potem
                    następuje Część I - Podstawowe Zabezpieczenia. W Sekcji II - Relacje Kościoła i
                    Państwa znajduje się artykuł 3.

                    Art.3 - Relacje Kościoła i Państwa

                    1) Religią dominującą w Grecji jest religia Wschodniego Prawosławnego Kościoła
                    Chrystusa. Prawosławny Kościół Grecji uznający naszego Pana Jezusa Chrystusa za
                    swoją Głowę jest nierozerwalnie złączony z Wielkim Kościołem Chrystusa w
                    Konstantynopolu i każdym innym Kościołem Chrystusa o tej samej doktrynie,
                    niezachwianie przestrzega świętych, apostolskich i synodalnych kanonów i
                    uświęconych tradycji. Jest On autokefaliczny i administrowany przez Święty Synod
                    Biskupów i Stały Święty Synod zapoczątkowany i składający się tak, jak to
                    ustaliła Karta Statutowa Kościoła uwzględniająca zasady Patriarchalnej Księgi z
                    29 czerwca 1850r. i Aktu Synodalnego z 4 września 1928r.

                    2) Ustrój kościelny istniejący w ustalonych okręgach Państwa nie powinien być
                    uważany za przeciwstawny z ustaleniami powyższych paragrafów.

                    3) Tekst Pisma Świętego powinien być niezmienny. Oficjalne tłumaczenie Tekstu na
                    inne formy języka bez uprzedniej aprobaty Autokefalicznego Kościoła Grecji i
                    Wielkiego Kościoła Chrystusa w Konstantynopolu jest zakazane.

                    Jak widać tak jednoznaczny tekst Konstytucji nie stał na przeszkodzie aby zostać
                    członkiem Unii, dodać mależy jeszcze do tego istnienie autonomicznego okręgu -
                    czyli republiki mnichów na górze Athos.

                    Najstarszą republiką w Europie nie jest wcale Francja, lecz... święta Góra Atos.
                    Ta republika mnichów prawosławnych musi odpierać obecnie ataki na swój ustrój ze
                    strony instytucji europejskich.

                    Święta Góra Atos leży na jednym z trzech górzystych cyplów Półwyspu
                    Chalcydyjskiego nad Morzem Egejskim. Cypel ów ma długość 75 km, szerokość 8-12
                    km, zaś najwyższy jego szczyt wynosi 2033 m n.p.m.

                    Według prawosławnych przekazów, miejsce to zostało wybrane na sanktuarium
                    chrześcijaństwa przez samą Matkę Bożą. Jak podaje atonicka tradycja - statek, na
                    pokładzie którego Maryja razem ze świętym Janem płynęli na Cypr, został
                    zniesiony przez burzę morską na skały Atosu. Opuszczając później ów zakątek
                    Bogurodzica miała wygłosić proroctwo, w którym zapowiadała, że ziemia ta stanie
                    .się miejscem szczególnego kultu Chrystusa.

                    Najstarsze przekazy historyczne dotyczące życia monastycznego na Górze Atos
                    pochodzą z 843 roku. W 885 roku bizantyjski cesarz Bazyli I wydał edykt, w
                    którym uznał owo miejsce za wyłączną własność mnichów. Ci ostatni, ascetyczni
                    pustelnicy, mieszkali wówczas głównie w jaskiniach. Dopiero w roku 963 jeden z
                    nich, św. Atanazjusz, opuścił swoją pieczarę i założył pierwszy klasztor -
                    Wielką Ławrę, a następnie nadał osiedlu mnichów surową regułę. Od tego czasu na
                    cyplu atonickim zaczęły powstawać nowe monastery, kaplice czy pustelnie. W
                    czasach swojej największej świętości na Górze Atos istniało ok. 300 obiektów
                    sakralnych, a w monastycznej republice żyło nawet do 20 tysięcy mnichów.
                    Przechodzili różne koleje losu: w XI wieku musieli odpierać ataki piratów, w
                    XIII - padli ofiarą najazdów frankofońskich, w XIV - złupili ich najemnicy
                    katalońscy, zaś od XV stulecia musieli płacić haracz sułtanowi tureckiemu.

                    W 1913 roku Atos został wcielony do Grecji jako terytorium neutralne i
                    autonomiczne. Specjalna ustawa z 1926 roku nadała temu miejscu status "Republiki
                    Teokratycznej". Najwyższą władzą owej rzeczpospolitej jest Święta Inspekcja -
                    rada złożona z przedstawicieli 20 klasztorów, wybieranych co roku 1 stycznia.
                    Obecnie na Świętej Górze Atos przebywa ok. 1700 mnichów. Wszyscy obowiązkowo
                    przyjmują obywatelstwo greckie, choć są wśród nich nie tylko Grecy, lecz również
                    Rosjanie, Serbowie, Rumuni, Bułgarzy, Macedończycy, a nawet Syryjczycy,
                    Austriacy i Australijczycy. Mieszka tam również jeden mnich z Polski - ojciec
                    Gabriel Krańczuk z Jabłecznej.

                    Żeby dotrzeć na Górę Atos, trzeba najpierw zdobyć list polecający z polskiej
                    ambasady w Atenach lub z konsulatu w Salonikach, a następnie z pismem tym udać
                    się do greckiego MSZ w Atenach lub ministerstwa ds. Macedonii i Tracji w
                    Salonikach, gdzie otrzymuje się wizę wjazdową do mnisiej republiki. W sezonie
                    letnim należy się postarać o to wcześniej, ponieważ istnieje pula tylko 10 wiz
                    wjazdowych na każdy dzień roku.
                    Kobietom wstęp wzbroniony

                    W teokratycznej republice obowiązuje do dziś dekret cesarza Konstantyna
                    Monomachosa z 1060 roku, zakazujący wstępu na Atos "kobietom, dzieciom, eunuchom
                    i wszelkim gładkim twarzom". Zakaz ten dotyczy także samic wszelkich gatunków
                    zwierząt. Dekret ów jest dziś szczególnie ostro krytykowany przez część
                    europejskich środowisk lewicowych i liberalnych, a zwłaszcza przez lobby
                    feministyczne.

                    W 2001 roku labourzystowski deputowany do Parlamentu Europejskiego Glyn Ford
                    złożył na ręce komisarza ds. sprawiedliwości Unii Europejskiej interpelację w
                    tej sprawie. Twierdził, że obowiązujący na Atosie dekret z XI stulecia łamie
                    standardy prawne UE.

                    W odpowiedzi komisarz Antonio Vitorino oświadczył: "Całkowity zakaz wstępu
                    kobiet na Górę Atos to ponad tysiącletnia tradycja uzasadniona przesłankami
                    religijnymi i Komisja Europejska nie zamierza poczynić żadnych kroków w celu
                    zniesienia tego zakazu." Vitorino przypomniał, że w 1981 roku Grecja,
                    przystępując do Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej, wywalczyła dla Góry Atos
                    "specjalny status", respektujący autonomię mnisiej enklawy. Potwierdził to
                    zarówno Traktat Amsterdamski, jak i umowa z Schengen.

                    Odpowiedź ta nie zadowoliła jednak lewicowych polityków, którzy w styczniu br.
                    wnieśli pod obrady Parlamentu Europejskiego rezolucję, wzywającą władze
                    monastycznej republiki do zmiany swego prawodawstwa. Stosunkiem głosów 274 do
                    269 eurodeputowani przegłosowali rezolucję, w której domagają się zmiany statusu
                    Świętej Góry Atos, gdyż jej obecny stan jest sprzeczny z "ideą równości płci,
                    prawem unijnym i zasadą przemieszczania się obywateli Unii na jej terytorium".
                    "Nie może być tak, że paszport unijny nie obowiązuje na Górze Atos", oburzali
                    się inicjatorzy uchwały.

                    Podczas dyskusji w Parlamencie Europejskim padały również głosy, aby Unia
                    wstrzymała przekazywanie funduszy dla Atosu, przeznaczonych na konserwację
                    unikalnych zabytków historycznych, do czasu aż mnisi nie uchylą cesarskiego
                    dekretu z 1060 roku. Władze teokratycznej republiki odrzuciły jednak ten
                    szantaż. Zapowiedziały, że zrezygnują z przyjmowania jakiejkolwiek pomocy z UE,
                    jeżeli tego typu żądania będą się powtarzać.

                    Rezolucję Europarlamentu skrytykowała zarówno hierarchia Greckiej Cerkwi
                    Prawosławnej, jak też rząd w Atenach.

                    Ta obrona atonickiej tradycji wynika z roli, jaką Święta Góra Atos odgrywa w
                    świecie prawosławnym. Nieprzypadkowo jest ona nazywana sercem ortodoksji i
                    duchowym centrum prawosławia. Na przestrzeni wielu wieków przybywali tu mnisi z
                    całego świata, którzy później wracali do swych rodzinnych klasztorów i tam
                    zaszczepiali tradycje z góry Atos, często odnawiając w ten sposób życie
                    religijne swych wspólnot.

                    W miejscu tym pielęgnowano szczególnie tradycję mistyki prawosławnej nazywanej
                    hezychazmem i związanej z praktyką Modlitwy Jezusowej. W atonickich kronikach
                    znaleźć można wiele opisów, jak modlący się starcy doznawali już za życia
                    "przebóstwienia", czyli przemienienia podobnego do tego, które stało się
                    udziałem Jezusa na górze Tabor. Najwybitniejszym przedstawicielem duchowości
                    hezychastycznej był żyjący na Atosie w XIV wieku
                    • andrzej585858 Re: Kartka z historii - Pierwsza republika cz. 2 15.08.10, 16:38
                      św. Grzegorz Palamas, którego pisma są do dziś czytane i studiowane w wielu
                      środowiskach prawosławnych.

                      Także i dziś głos starców z Góry Atos jest uważnie słuchany w świecie
                      prawosławnym. Uchodząc powszechnie za strażników wschodniej ortodoksji,
                      występują oni przeciw kontaktom ekumenicznym z Kościołem katolickim. Właściwie
                      ekumenizm uważają za herezję, zaś katolików wprost nazywają heretykami.
                      Katolicki turysta spotka się w republice mnisiej z wielką gościnnością i
                      życzliwością gospodarzy ale w nabożeństwie prawosławnym nie będzie mógł wziąć
                      udziału nawet jako obserwator.

                      Kiedy po Soborze Watykańskim II papież Paweł VI i patriarcha Konstantynopola
                      Atenagoras cofnęli klątwy z XI wieku, jakimi obłożyły się nawzajem Kościoły:
                      katolicki i prawosławny - na górze Atos zawrzało. Oburzenie mnichów wywołało
                      zwłaszcza wzajemne uznanie ważności sakramentów przez zwierzchników obu
                      Kościołów. W latach 1969-71 duża część mnichów odmówiła wspominania podczas
                      liturgii imienia Atenagorasa, wypowiadając w ten sposób posłuszeństwo patriarsze
                      Konstantynopola.

                      W grudniu 1987 roku Synod Świętej Góry Atos zaprotestował przeciwko wizycie w
                      Watykanie ówczesnego patriarchy Konstantynopola Dymitra, który spotkał się z
                      Janem Pawłem II. Hierarcha został skrytykowany zwłaszcza za to, że wziął udział
                      w celebrowanej przez papieża liturgii, a więc uczestniczył w uroczystości
                      "heretyckiej".

                      W roku 2001 atoniccy mnisi sprzeciwili się z kolei pielgrzymce Jana Pawła II do
                      Grecji. Zarządzili nawet zbiorowe modły, prosząc Boga, by zabrał do Siebie
                      Papieża, zanim ten stanie na helleńskiej ziemi. Zdaniem greckich komentatorów,
                      antykatolicyzm stał się trwałym elementem prawosławnej świadomości.

                      Tym bardziej sensacyjnie brzmiały więc wyniki badań opinii publicznej, jakie
                      przeprowadzono tuż po wyjeździe Papieża z Grecji. Otóż 57 procent Greków
                      opowiedziało się za zjednoczeniem Kościołów: katolickiego i prawosławnego.
                      Okazało się więc, że antykatolicyzm nie jest wcale w prawosławnej świadomości
                      tak trwałym elementem, lecz raczej skutkiem historycznych urazów i resentymentów.

                      Ten przykład pokazuje, że droga do pojednania z prawosławiem wiedzie nie przez
                      szantaż i aroganckie żądania, jak w przypadku autorów styczniowej" rezolucji
                      Europarlamentu, lecz przez osobistą świętość i pokorę, jak świadczy o tym Jan
                      Paweł II.

                      Tak więc świadomość swojej religijności i wpisanie tego faktu w Konstytucję nie
                      powoduje że dany kraj staje się państwem wyznaniowym i myślę że tak przecież
                      licznie odwiedzający obecnie Grecję Polacy nie odnoszą takiego wrażenia.
                      Świadomość tradycji i źródeł kultury swojego państwa jest czymś co przynosi
                      chlubę Grekom.

                      Czy w takim razie u nas pozycja Kościoła jest tak nadmiernie eksponowana jak
                      ciągle jest to podnoszone?
                      Europejskość to nie jest odcinanie się od historii i tradycji, zapominanie o
                      chrześcijańskich korzeniach naszej kultury - i za to przywiązanie do własnej
                      tradycji - chwała Grekom.

                      Chociaż już Wergiliusz napisał: "Quidquid id est, timeo Danaos et dona ferentes"
                      - co obiegowo tłumaczy się: czymkolwiek to jest, lękam się Danajów (Greków),
                      nawet gdy składają dary"
                      • andrzej585858 Re: Kartka z historii - Wołanie na puszczy 20.08.10, 23:10
                        Jest rok 1566. Minęło zaledwie 74 lat od chwili gdy pierwszy Europejczyk
                        postawił swoją nogę, nieświadomy tego, na jednej z wysp która okazała się
                        częścią nieznanego do tej pory kontynentu.
                        Nie minęło nawet stulecie a oto biskup Chiapas w Meksyku pisze taki oto
                        rozpaczliwy list do papieża Piusa V:

                        "Błagam, aby Wasza Świątobliwość wydał dekret, w którym ekskomunikuje i obłoży
                        anatemą tego, kto usprawiedliwiałby wojnę prowadzoną przeciw niewiernym
                        wyłącznie z powodu bałwochwalstwa albo pod pretekstem, że wojna sprzyja
                        głoszeniu słowa, zwłaszcza gdy chodzi o pogan, którzy nigdy nie przynieśli nam
                        żadnej szkody. Niech zostanie ekskomunikowany także ten, kto mówiłby, że poganie
                        nie są uprawnionymi panami swych ziem lub kto twierdziłby, że poganie są
                        niezdolni przyjąć Ewangelię i dostąpić zbawienia wiecznego, bo sa prostaccy i
                        nierozgarnięci; tak na pewno nie jest w przypadku Indian, których sprawy
                        broniłem aż do śmierci, pracując w znoju na chwałę Boga i jego Kościoła.
                        W mojej księdze wykazałem wyraźnie, że wszystkie te twierdzenia są sprzeczne z
                        świętymi kanonami, z wiarą ewangeliczną i naturalną i liczę, że dowiodę tego w
                        sposób jeszcze bardziej oczywisty, jeśli to tylko możliwe."

                        Tak, na chwilę przed śmiercią pisał do papieża niestrudzony obrońca praw Indian,
                        autor wstrząsającej relacji "Krótki opis zniszczenia Indii", potem byli następni
                        ludzie Kościoła, zakonnicy - twórcy tzw. redukcji paragwajskich - ich los
                        wspaniale został ukazany w filmie "Misja" R. Jaffe.

                        Kościół - nie milczał i nie pozostawał obojętny wobec okrucieństwa ludzi,
                        zarówno świeckich konkwistadorów jak i sprzyjających im duchownych.
                        To, że wtedy ich głos był jedynie głosem wołających na puszczy nie oznacza że
                        był głosem bezużytecznym.

                        Warto o nich pamiętać, także i dzisiaj kiedy triumfy święci tzw. poprawność
                        polityczna.
                        • andrzej585858 Re: Matka Teresa z Kalkuty 27.08.10, 21:05
                          100 lat temu i jeden dzień gdyż 26 sierpnia urodziła się w Skopje Agnes Gonxhe
                          Bojaxhiu - znana nam wszystkim jako Matka Teresa z Kalkuty, postać niezwykła i
                          charyzmatyczne. Przez 45 lat służyła ubogim i umierającym w Indiach,
                          Benedykt XVI w swojej pierwszej encyklice "Deus caritas est" trzykrotnie
                          wspominał postać Matki Teresy - błogosławionej Matki Teresy pisząc m.in. :
                          „Na przykładzie błogosławionej Matki Teresy z Kalkuty możemy jasno zobaczyć, że
                          czas poświęcony Bogu na modlitwie nie tylko nie ogranicza efektywnej i pełnej
                          miłości służby bliźniemu, lecz jest również niewyczerpalnym źródłem tej służby".

                          Miłość jest zarówno źródłem jak i efektem służby bliźniemu. Dobrze czasem
                          przypomnieć sobie o tym.

                          Jako ciekawostkę chciałbym podać iż poczta niemiecka uczciła setną rocznicę
                          urodzin Matki Teresy wydaniem znaczka:

                          www.efiliale.de/efiliale/katalog/produkt.jsp?addItemSource=&Item=prod51550263&navAction=push&parentCat=cat2370006
                          Sam zbieram znaczki, stąd też powyższa informacja.
                          • wiesia140 Re: Matka Teresa z Kalkuty 27.08.10, 21:08
                            dziękuję Andrzeju
                          • pysio8 Re: Matka Teresa z Kalkuty 28.08.10, 07:17
                            Matka Teresa z Kalkuty jest mi bardzo bliska, dziękuję za wspomnienie o niej;
                            doświadczyłam jej opieki i bliskości, kiedy sama byłam w ciemnościach i wcale
                            nie zdawałam sobie z tego sprawy, ze zabłądziłam.
                            Jak to święci potrafią się przebić przez chaos i mają swoje Boże metody na
                            zagubione owce.
                            • pysio8 Re: Matka Teresa z Kalkuty 28.08.10, 07:30
                              W bibliotekach publicznych są również książki o tematyce new age i to głównie na
                              nie "polowałam".
                              W pewnym momencie zaczęłam, z powodu jakiejś ciekawości, wypożyczać książki z
                              fragmentami zapisków i modlitw Matki Teresy, trochę tak jakbym brała je "przez
                              przypadek".


















                              • pysio8 Re: Matka Teresa z Kalkuty 28.08.10, 20:28
                                Np. ten fragment dzisiaj odnaleziony na Deon.pl

                                „Bóg chce – pisała – abym zwróciła się do was w imieniu nienarodzonych dzieci.
                                Życie jest najpiękniejszym darem Boga. Nie wolno nam niszczyć ani ingerować w
                                ten piękny Boży dar. Dlaczego dzisiaj ludzie boją się małego dziecka? Ponieważ
                                chcą mieć łatwiejsze, bardziej komfortowe życie. Bać się należy jedynie łamania
                                Bożych praw. Jak wielokrotnie mówiłam, tym, co najbardziej niszczy pokój, jest
                                aborcja – ponieważ jeżeli matka może zabić swoje dziecko, co może powstrzymać
                                ciebie i mnie od zabijania się nawzajem? Ofiaruję wszystkie swoje cierpienia,
                                abyście wybierali życie" – pisała w 1996 r. do Polaków bł. Teresa z Kalkuty.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka