Na początku witam Was serdecznie, to mój pierwszy wątek tutaj

Chciałam
poprosić Was o radę w pewnej sprawie.
Do kościoła Ewangelicko-Augsburskiego poszłam pierwszy raz na nabożeństwo w
okresie Wielkanocnym. Nabożeństw w tym okresie było kilka, chyba piątek,
sobota, niedziela, poniedziałek... Byłam na wszystkich. Potem chodziłam dość
nieregularnie (studiuję zaocznie), ale kilka razy byłam. Teraz mam wakacje,
więc postaram się chodzić w każdą niedzielę.
Teraz przejdę do mojego "problemu". Parafia znajduje się w sąsiedniej
miejscowości (w mojej nie ma), jest to malutki kościółek i mała społeczność
ludzi, z której tak naprawdę nikogo nie znam. W nabożeństwach regularnie
uczestniczy może 40-50 osób. Księdza oczywiście też nie znam. Wydaje mi się,
że wchodząc do tak małej społeczności ludzi powinnam jakoś się przedstawić,
przynajmniej księdzu. Co innego jakbym przyszła tylko raz z ciekawości, ale ja
jestem pewna, że chcę być częścią kościoła E-A, chcę być luteranką. Głupio się
czuję, kiedy przychodzę, siadam w ostatniej ławce i marzę o tym, żeby nikt nie
zwracał na mnie uwagi. Do komunii oczywiście nie przystępuję (nie wiem nawet
czy jako "oficjalnie katoliczka" mogę, ale czuję, że na razie nie powinnam).
Kiedy jest ofiara wokół ołtarza, idę. I czuję się jeszcze bardziej głupio, bo
wszyscy patrzą. Co byście zrobiły na moim miejscu, powinnam podejść do
księdza, zapytać czy nie ma nic przeciwko temu, żebym przychodziła? Chyba tak
właśnie zrobię... Kiedyś i tak będę musiała. Nie wiem skąd u mnie takie obawy,
normalnie nie mam problemów z nawiązywaniem kontaktów i ogólnie relacjami z
ludźmi, a ksiądz wydaje się być bardzo sympatycznym człowiekiem...