Dodaj do ulubionych

Celibat w świetle historii i nauki Biblii

02.04.04, 08:13
Celibat w pigułce

I wiek: święty Piotr, tak jak i inni apostołowie, został powołany spośród mężczyzn żonatych.
II i III wiek: większość duchownych żyje w stanie małżeńskim.
IV wiek: sobór w Nicei postanawia, że księża nie mogą po wyświęceniu żenić się ponownie. Musieli więc znaleźć żonę jeszcze przed ordynacją.
V wiek: zdaniem św. Augustyna, nic nie podnosi bardziej umysłu mężczyzny, jak pieszczota kobiety.
VI wiek: synod w Tour w roku 567 postanawia, że jeśli duchowny zostanie przyłapany z żoną w łóżku, ma być ekskomunikowany i pozbawiony urzędu na jeden rok. Papież Pelagiusz II uważa, że nie należy niepokoić żonatych księży, dopóki nie przekazują dóbr kościelnych swoim żonom i ich dzieciom. Papież Grzegorz Wielki wlicza w poczet grzechów każdą fantazję seksualną.
VII wiek: wedle dokumentów historycznych - zdecydowana większość księży na terytorium Francji ma żony.
VIII wiek: św. Bonifacy donosi papieżowi, że prawie wszyscy księża niemieccy są żonaci.
IX wiek: w roku 836 francuscy biskupi przyznają, że w wielu klasztorach żeńskich przeprowadzano liczne aborcje po to, by ukryć seksualne ekscesy kleru. Kanonizowany biskup Ulrich twierdzi, że jedynym sposobem oczyszczenia Kościoła z gorszących nadużyć jest powszechna akceptacja prawa duchowieństwa do legalnych małżeństw.
XI wiek: papież Benedykt IX sam zwalnia się od celibatu i składa dymisję, by się ożenić. Papież Grzegorz VII w roku 1074 postanawia, że wszyscy księża powinni rozstać się ze swymi żonami.
XII wiek: papież Kalikst II w roku 1123, podczas pierwszego soboru laterańskiego, uznaje wszystkie małżeństwa księży za nieważne.
XV wiek: 50 proc. duchownych ma żony, co jest powszechnie akceptowane przez wiernych.
XVI wiek: w roku 1545 i 1563 sobór potwierdza wyższość celibatu i dziewictwa nad małżeństwem.
XX wiek: zdaniem papieża Piusa XI, obcowanie cielesne z kobietą w ramach miłości małżeńskiej może być "rzeczą dobrą i świętą". Paweł VI chętnie udziela dyspens od celibatu. Papież Jan Paweł II utrudnia zwolnienia z celibatu...

Papieże mający oficjalne żony i dzieci: św. Piotr Apostoł, św. Feliks III 483-492, św. Hormisdas 514-523, św. Sylwester 536-537, Adrian II 867-872, Klemens IV 1265-1268, Feliks V (antypapież) 1439-1449

Papieże mający dzieci z nieprawego łoża: Innocenty VIII 1484-1492, Aleksander VI 1492-1503, Juliusz 1503-1513, Paweł III 1534-1549, Paweł IV 1559-1565, Grzegorz XIII 1572-1585
Obserwuj wątek
    • dusk-till-dawn Artykul, czesc 1 02.04.04, 08:14
      Fikcja celibatu na przestrzeni wieków

      Wynaturzenia moralne, nie wyłączając wszelkiej maści dewiacji seksualnych, w szeregach rzymskiego kleru dotkniętego przymusowym bezżeństwem, są tak długie jak historia celibatu. Rzecz jasna, nie tylko jest to wina celibatu jako takiego. Są to przecież ludzie, nie pozbawieni wszelkich ułomności. I podobnie jak w społeczeństwie znajdują się zboczeńcy różnej orientacji, tak samo znajdziemy ich w szeregach duchowieństwa.

      Czy można dobrowolnie żyć w czystości płciowej? Prawidłowo rozwinięta osobowość seksualna, nie zdzierży i nie toleruje płciowej abstynencji. Jeżeli osobnik nie czuje potrzeby odbycia stosunku płciowego zgodnie z "normami" natury, przynależnej jego płci, to znaczy, że mamy do czynienia z ludźmi, którzy nie osiągnęli dostatecznego stopnia rozwoju emocjonalnego. I słusznie powiedział Nietzsche, że kler rzymski z własnej niemocy płciowej uczynił cnotę celibatu. Oczywiście, z tym "celibatem" różnie bywało i bywa...

      Celibat stawia całą klasę młodych, w sile wieku ludzi płci obojga, poza nawiasem życia społecznego we wszystkim, co dotyczy elementarnego instynktu i jednego z najsilniejszych dążeń ludzkich. W seminariach nie znają duszy alumna, na wpół jeszcze dziecka; duszy przerażonej cudacznością teorii powołania i mnogością podstępnych chwytów, kwalifikujących jego intencje i pragnienia oraz zdolność wiernej służby dla Rzymu, a już zaprawiają go do życia w celibacie.

      W czasach starożytnych mężczyzna zniewolił i podporządkował sobie kobietę. Była ona raczej rzeczą, niż podmiotem. Stary Testament maluje obraz pogardy w jakiej była kobieta w tamtych czasach.

      Jeżeli nauka chrześcijańska podniosła kobietę, jak to słyszymy kłamliwie z katolickich ambon, to wszelka akcja prawna, obyczajowa lub polityczna poniżająca kobietę, powinna być przez Kościół potępiona. Ale tak nie jest! W dzisiejszej Polsce, Kościół wchodząc w tajne spiski z ustawodawczą władzą każdej opcji politycznej, organizuje krucjaty przeciwko prawom kobiety do samostanowienia i dysponowania własnymi narządami rodnymi lub macierzyństwem. Kto jak kto, ale hierarchowie tym bardziej powinni zrozumieć kobietę, która nie chce mieć dziecka, bowiem natura nie zakodowała w niej uczuć macierzyńskich, podobnie jak mężczyznom-księżom.Te krucjaty przeciwko kobietom w każdej sprawie i szczególe ich dotyczących, to wynik obłędu i obsesji szatana, które są wymysłem ludzi ciągle nękanych pokusami i obleganych wizją grzechu. Czynności narządów płciowych stanowią przyrodzoną im cechę i właściwość, więc nie sprzeciwiają się moralności. Natomiast kto w danym momencie jest ich depozytariuszem, lub z nich korzysta, nie powinno nikogo obchodzić. To chrześcijaństwo deprawuje naturalny, ludzki popęd do uszlachetniania gatunku. Chrześcijaństwo bowiem całe życie seksualne człowieka, będące w zgodzie z zewem i prawem natury, będące jej celem, ogłosiło "nieczystym" i grzechem śmiertelnym.

      Chrześcijaństwo w ślad za Pismem świętym, poniżyło i zdegradowało kobietę. Była ona czymś gorszym od mężczyzny, a przede wszystkim, jego poddaną. Paweł apostoł wołał, aby kobieta "milczała w kościele", przykładnie się modliła i rodziła dziatki ku chwale Pana. I to właściwie wszystko, co dało płci niewieściej, chrześcijaństwo.

      - "Chcę tedy, aby mężczyźni - pisał Paweł w liście do Tymoteusza - na każdym, przeznaczonym do tego miejscu, modlili się, podnosząc czyste ręce, bez gniewu i zwady. Podobnież i niewiasty, aby były w ubraniu przyzwoitym, przystrojone ze wstydliwością i skromnością, nie w wyszukane zaploty włosów, albo w złoto, albo w perły, albo w kosztowne szaty: ale jako przystoi niewiastom oddanym pobożności, w dobre uczynki. Niewiasta niech się uczy w cichości i uległości. A nauczać niewieście nie pozwalam, ani wynosić się ponad mężczyznę: ale ma się trzymać w cichości. (...) Ale zbawiona będzie przez rodzenie dziatek..." (I Tym.2: 8-15).

      Wśród apostołów byli żonaci mężczyźni, którzy mieli dzieci. Piotr, uczeń Zbawiciela, rzekomy pierwszy papież, był również żonaty, a Jezus uzdrowił nawet jego teściową, kiedy leżała w łóżku zwalona niemocą. Jeden z żydowskich filozofów, Ben Chorin utrzymywał, że Jezus był żonaty. Zbawiciel zresztą od kobiet nie stronił, a wręcz przeciwnie, lubił bardzo ich towarzystwo. Uwielbiał przebywać w otoczeniu nierządnic, które były jego najwierniejszymi słuchaczkami i towarzyszkami "ewangelicznych" wędrówek.

      Nowy Testament nie wspomina o dziewiczości, lub bezżenności kapłanów. Nie przyznaje się temu zagadnieniu żadnego znaczenia. Celibat nie wynikał z nauk Jezusa. Jan apostoł był kawalerem, ale z kolei u niego "celibat" wynikał z pewnej ułomności fizycznej... Będąc bowiem dorosłym mężczyzną, jego genitalia zniekształcone genetycznie były na poziomie rozwoju 7-8 letniego chłopca. Jan cierpiał na mikrogenitosomię! Z kolei Paweł i Barnaba, wyrzekli się małżeństwa, ale nie że żyli w celibacie. W czasach Pawła nie było mowy o celibacie duchowieństwa. Ba, mówię "duchowieństwa", chociaż nic takiego nie istniało w jego czasach. Pierwotne gminy chrześcijańskie wybierały swojego kapłana drogą głosowania. Zbiorowy instynkt i znajomość realiów dawały rękojmię trafnego wyboru duchowego kierownika, aniżeli dzisiejsze orzeczenia biskupów, ordinari loci.

      Paweł nie miał zamiaru żyć w celibacie, a tym bardziej nie zmuszał nikogo z ówczesnego kleru do czystości płciowej, bowiem posiadanie przez "duchownego" żony i dzieci, było czymś normalnym. Ładne obyczaje m.in. seksualne, musiały panować w protochrześcijańskich gminach, skoro uważał za konieczne przywoływać do porządku to całe pobożne towarzystwo:

      - "Biskup ma być nieposzlakowany, jednożeniec, (...) nie skory do picia i bicia, (...) trzymający swe dzieci w karności. (...) Diakoni także mają być czyści, nie dwoistego języka, nie opilce, nie chciwi szkaradnego zysku. (...) Podobnież niewiasty powinny być czyste, nie plotkarki, wstrzemięźliwe, wierne we wszystkim. (...) Diakoni mogą być tylko jednożeńcy i którzy umieją rządzić dziećmi i czeladzią swoją... (I Tym.3: 2-12)

      Paweł dopiero po śmierci Jezusa został jego apostołem. W liście do Koryntian pyta, czy nie ma prawa mieć u swego boku, kobiety. Nie owijał w bawełnę, ale był przynajmniej szczery w tym punkcie.

      - "Czy nie mamy prawa wodzić ze sobą niewiasty i siostry, jak i drudzy apostołowie, i bracia Pańscy, i Kefas? Czy tylko mnie i Barnabie nie wolno tego czynić? (...) Jeśliśmy wam dobra duchowe siali, cóż wielkiego, jeślibyśmy z waszych dóbr cielesnych żęli?" (I Kor. 9: 4-12) Natomiast w liście do Żydów, pisze: "Małżeństwo we wszystkich niech będzie poważane!" I nie czyni żadnego wyjątku wobec kogokolwiek,

      Dzieje Apostolskie mówią, że (już po śmierci Zbawiciela), uczniowie mieli żony i dzieci. Na przykład Filip, diakon z Cezarei miał 4 córki, panny zresztą, które były prorokiniami.
    • dusk-till-dawn Artykuł, czesc 2 02.04.04, 08:15
      Do roku 1074 nikt nie ośmielił się złamać praw bożych, które na zawsze zostały utrwalone w Naturze i wystąpić przeciwko nauce apostołów. Kościół był wówczas w miarę "czysty" gdyż kler żył w legalnych, monogamicznych związkach małżeńskich.

      Aż wreszcie znalazł się szalony mnich, nazwiskiem Hildebrandt, kanalia, która na Rzymian sprowadziła cierpienia i nieszczęście. Został papieżem pod pseudonimem Grzegorz VII (1073-1085) w nader osobliwych okolicznościach. Zwołał do Rzymu sobór w roku 1074 w celu umocnienia swojej pozycji władcy absolutnego i pana świata, a przede wszystkim walki z niemieckim cesarzem Henrykiem IV w celu zrzucenie z siebie zwierzchności władzy świeckiej. W tak zwanym "Dyktacie papieskim" Grzegorz ogłosił całemu światu, że "nazwa papież przysługuje tylko rzymskiemu biskupowi" i, że papież jest "namiestnikiem Boga na ziemi".

      To właśnie ten święty szaleniec wynalazł w swojej chorej głowie nowy grzech, a mianowicie grzech "wstępowania w związki małżeńskie duchowieństwa". W związku z decyzją Namiestnika Chrystusa, u podstaw której leżały tylko i wyłącznie względy natury politycznej, wydano stosowne dekrety przeciwko naturze człowieka i rozbito tysiące rodzin rzymskiego duchowieństwa.

      Cóż, kler zależny od papieża z niechęcią i oporami zaakceptował ten (nie) swój "grzech". Ci, którzy nie chcieli opuszczać żon i dzieci, musieli odejść ze stanu duchownego. Niejednokrotnie siłą byli usuwani z urzędów i probostw. W ich miejsce powoływano duchownych kawalerów, którym pozwalano trzymać u swego boku nałożnice, jeżeli tylko opłacili roczny podatek do papieskiej kasy. Długo nie trwało, a życie namalowało wielki obraz pod tytułem: "Rozpusta duchowieństwa". Moralność kleru sięgnęła dna! Przyjaciel Grzegorza VII, Piotr Damiani, biskup w Ostii przedstawił straszny widok sromotnego życia duchowieństwa. Jeszcze w XVI wieku niejaki Patrokoński układa osobne statuty dla duchownych, pragnących żyć w rozpuście.

      A może Czytelnik odgadnie, kto napisał niżej przytoczone słowa ?

      "W bardzo wielu klasztorach nie zachowują się wcale reguły klasztorne, nie pozostało w nich ani wiary w Boga, ani żadnych uczuć religijnych. Rozpusta między mnichami i mniszkami doszła do takiego stopnia, że jest hańbą ją nazywać, a która się mnoży niesłychanie. Mnisi i mniszki nawet razem mieszkają, a ponieważ życie świeckie wkradło się do klasztorów, ono wprowadziło ze sobą i tam ulokowało kokotki, utrzymywane przez wszystkich. Zatwardziałe w swych zbrodniach kpią sobie ze mszy i obrządków religijnych. Wiele zakonnic pozostaje w płciowym związku z prałatami i superiorami, jak również z mnichami i nawracanymi i rodzą dzieci w klasztorach. Dzieci mnichów i mniszek lokują się później w klasztorach... Najsmutniejszym zaś jest to, że wiele z nich morduje swe dzieci zaraz po przyjściu na świat. Niezależnie od tego zakonnice służą u księży i mnichów za gospodynie i kucharki, mając przy tym staranie o ich erotycznych uczuciach, które z nimi rozdzielają". Są to słowa papieża Grzegorza XII (1406-1415), które zawarł w jednej ze swoich bulli w roku 1415.

      Sławne sobory kostnicki i bazylejski, (które zebrały się jakoby w celu naprawienia Kościoła), orzekły, że nie można przywrócić klerowi prawa do ożenku z powodu zubożenia biskupiej kasy, bowiem za prawo utrzymywania przez księży nałożnic, (dzisiaj te "duchowe naczynia" nazywa się "gosposiami"), nie wpływałyby opłaty. A co jeszcze gorsze, majątki papieskie i biskupie mogły dostać się drogą spadku w ręce księżych dzieci. I, co prawda, duchowny utrzymujący nałożnicę łamał boskie przykazania czystości, ale nie papieskie dekrety...

      Kiedy wyszły na jaw zbrodnie mnichów jasnogórskich na początku ubiegłego stulecia , okazało się, że jasnogórscy paulini mieli kochanki oraz dzieci, które umieszczali w różnych zakładach wychowawczych lub u prywatnych osób, jak na przykład Damazy Macoch. Swoje dziecko zainstalował u pewnego stróża w Krakowie.

      Skoro jestem przy początku XX wieku, oto kilka budujących przykładów z tamtego okresu :

      W roku 1906 skazano na długoletnie więzienie w samych Włoszech 176 księży katolickich za występki przeciwko nieletnim płci obojga. W 1908 roku zbiegł do Ameryki jezuita dr Sabienci, który wezwany w Karwinie do umierającej, zamiast udzielić jej ostatniego sakramentu, po prostu ją zgwałcił. Ksiądz Malett z Griesdof założył tak zwane "Koło Panien", aby mieć możliwość obcowania z kobietami. Niebawem przyłapano go, kiedy odbywał z jedną z nich czuły stosunek na cmentarzu. We wrześniu 1908 roku w Rzymie, ksiądz zamordował starego Don Constantina, z którym uprawiał homoseksualne stosunki, a po dokonaniu zabójstwa, odprawił mszę w kościele. Wkrótce został jednak aresztowany. W Cantu pod Como w listopadzie 1909 roku osadzono w więzieniu trzech młodych mnichów, którzy gwałcili dzieci z prowadzonego przez siebie sierocińca. Klasztor został zresztą niebawem zamknięty. Według protokołu parlamentu austriackiego z 21 lutego 1901r., w jednym tylko 1900 roku "63 księży rzymsko-katolickich popełniło różne zbrodnie seksualne".

      I tak na przykład "Biskup Vilmos hrabia B. został przez pewną damę z arystokracji oskarżony, iż zaraził ją syfilisem."
    • dusk-till-dawn Artykuł, czesc 3 02.04.04, 08:15
      Teraz słów kilka o dobroczynnych skutkach celibatu wśród polskiego kleru XX wieku. Abp Bilczewski we Lwowie był ojcem kilkorga dzieci. Abp Szeptycki był ulubieńcem pewnej wiedeńskiej żydówki, niejakiej panny Wolf. Biskup Czechowicz z Przemyśla zapłacił 10 tysięcy koron pewnej żydówce, aby ich romans zachowała w tajemnicy Abp Weber miał we Lwowie przez długi czas romanse z zakonnicami miejscowego klasztoru. Kiedy sprawa się wydała, pan arcybiskup został za karę zesłany do Rzymu na pokutę, a następnie do jednego z klasztorów w Kanadzie. Siostra Honorata ze Zgromadzenia Boromeuszek we Lwowie, została mamusią małego dominikanina, którego ojcem był ks. Józef Wala, słynny z zakładania bractw różańcowych. Synalek udał się rodzicom. Został organistą... Pod byłym zaborem austriackim na ziemiach polskich, statystyka wykazała, że armia dzieci, których ojcami było rzymskie duchowieństwo, wynosi 10 tysięcy. Dane te pochodzą z roku 1910. Takie oto wonne owoce i kwiatuszki wyrastają z celibatu...

      Oto wizerunek moralności kleru, wyszkolonej i utrwalonej w seminariach średniowiecznej epoki i przystosowanej do pokus życiowych. Poza dochowaniem kościelnego rytuału przy spełnianiu obrzędów, nic ich nie obowiązuje, nie obchodzi, nawet składane śluby i stanowe przysięgi. Toż nawet element społeczny, dla którego jedyną rękojmią uczciwego życia jest kodeks karny, stanowi dla społeczeństwa mniejsze zagrożenie i większą gwarancję bezpieczeństwa, niż katolicki ksiądz, który uwolniony jest od wszelkiej kontroli i nadzoru społecznego, za cenę ideowej kaucji. Ten brak nadzoru nad ludźmi o umyśle poziomym i egoistycznym usposobieniu, hoduje potworną i niebezpieczną kastę, dla której moralność jest tylko czczą formalnością. Jest ona więc typem obłędu "moral insanity".

      Rozkosz jest potrzebna psychice normalnego człowieka, jak pokarm organizmowi. Ci, którzy się jej świadomie wyrzekli, stanęli do walki nie tylko z naturą, ale przede wszystkim z samym sobą. Wynik tego "pojedynku" jest z góry do przewidzenia... Katastrofa celibariusza (lub celibariuszki) jest nieunikniona i pociągnie za sobą wiele negatywnych skutków. Mistyka ma ścisły związek z kompleksem seksualnym, a do tych zakompleksionych należy zaliczyć wszelkich "wstrzemiężycieli" płciowych. Dążność do odbycia stosunku płciowego, mająca na celu dwa elementy: zaspokojenie popędu i funkcji biologicznej (spłodzenie potomstwa), jest sprzeczna całkowicie z chrześcijańskim "stanem duszy", jako ideałem czystości człowieka. Mistyka jest powiązana wszelkimi obrazami z życia płciowego, które jawią się mistykom, jako porównawcze stany, niezbędne do opisania swoich "religijnych" odczuć. Przeważnie powstawaniu każdej ekstazy mistycznej towarzyszą podświadome korzenie tkwiące gdzieś w zespole seksualnym do tego stopnia, że nauka nie zawahała się nazwać ich pewnych form, "mistyką seksualną". Rozróżnia się przy tym używanie przeżyć seksualnych do porównań, a stosunkowo łatwym do udowodnienia źródła ekstazy w seksualnym podnieceniu. Niejednokrotnie mistycy używając pojęć par excellence miłosnych, (miłości, niekoniecznie tej ewangelicznej!), traktują je jako symbole, odniesienie swoich doznań transcedentalnych, mają na myśli często aseksualną caritas (tu: droga do miłości bożej), a nie libido, (żądza, pożądanie), chociaż nie zawsze oba te pojęcia można ściśle rozgraniczyć. Roheim twierdził, że "różne wyobrażenia w wierzeniach powszechnie wyznawanych, takie jak dusze w postaci węży i inne symbole falliczne duszy, często wyrażane analogie między kopulacją... i ekstazą... wszystkie te fakty wskazują, że odwieczna idea duszy jest zwykłą i czystą sublimacją członka męskiego. Wniosek ten nie powinien być zaskakujący, gdyż idee nadnaturalne są tylko symbolicznymi przedstawieniami faktów biologicznych". Miłość i mistyka mają także inną wspólną cechę. W obu przypadkach znajduje się wspólny mianownik, łączący te dwa elementy w... miłości! Mistycyzm i religia zachodzą na siebie, przenikając się: kochana osoba staje się symbolem boga, zaś stan mistycznego zjednoczenia jest bezpośrednim stanem, odczuciem boskości.

      Tak zwani "celibariusze" dobrowolnie, lub pod przymusem wyrzekli się wszelkiej ziemskiej, normalnej i ludzkiej seksualności, aby oddać się z całą rozkoszą i zapałem tej mistycznej. Zdarza się jednak, że po jakimś czasie przekonują się, że "miłość mistyczna" nie do końca spełnia ich oczekiwania i wówczas szukają tej miłości ludzkiej, w ramionach kobiety, lub, co nie jest rzadkością, znajdują sobie partnera tej samej płci. Ale jakże często wyrzeczenie się wszelkich rozkoszy ziemskich, będące rzekomo wynikiem dobrowolnego "poświęcenia się Bogu" (Bóg nigdy od nikogo nie zażądał podobnej ofiary, bowiem byłby niekonsekwentny, a wręcz niepoważny, gdyż kazał ludziom się rozmnażać, nie czyniąc przy tym żadnych wyjątków!), jest wynikiem niemocy płciowej "poświęcającego się", i jakże często dewiacji. I najpotworniejsze jest to, że ułomność, niedoskonałość, wadę patologiczną, potrafiono zamienić w "cnotę", którą mamiąc ludzkość, stawia się ponad wszelkie pozytywne strony charakteru człowieka. Świecka część ludzkości tego

      świata jest tak zdeprawowana i zdegenerowana, że tylko mogą ją uzdrowić i naprawić osoby mające nad głową aureolę celibatu, które poświęciły się służbie swojemu bogu, oddając w jego depozyt własne ciało i duszę.

      Jak powiedziałem wcześniej, celibat kleru rzymskiego wyznania jest wynikiem decyzji polityczno-materialnych papieży, a nie doktrynalnych, gdyż w żadnym przypadku nie jest obowiązkiem nałożonym przez Zbawiciela.

      Istotą celibatu jest "płciowa abstynencja", która właściwie nie istnieje. Popęd płciowy abstynenta znajduje ujście w onanizmie fizycznym lub duchowym, oraz innych rodzajach przestępstw seksualnych, zboczeniach wszelkiego autoramentu, czy w końcu na skutek "sublimowania", przekształca się w popędy innego charakteru, np. religijnego. Spełnienie pragnień i marzeń, których celibariusz odmawia sobie świadomie na jawie, realizuje we śnie, i bardzo często nie zależy to od niego. Organizm nie toleruje ryzyka zagrożenia swojego ustroju zalegającymi wydzielinami płciowymi, i bardzo często płciowy "wstrzemiężyciel", miewając "bosko-erotyczne" sny podczas nocnego wytrysku nasienia, doznaje ekstazy i nieziemskiego błogostanu. Abstynencja płciowa często przejawia się zaburzeniami zdrowia, począwszy od błahych, (czynnościowych), lub nieznacznych stanów podrażnienia, w końcu doprowadzając do chorób poważniejszych, nie wyłączając tu psychicznych. Osobnicy dobrowolnie poddający się abstynencji płciowej, należą przeważnie do grupy psychicznej, bardziej wrażliwej duchowo, ale i też bardziej narażonej na niebezpieczeństwo skutków wstrzemięźliwości, zwłaszcza, że często owa "dobrowolność" wynika z jakiegoś wewnętrznego urazu, czy konfliktu. Jednym słowem, u celibariuszy po prostu jest "coś jest nie tak". Tak zwane "bóle narzeczeńskie" (lub "bóle księży") są efektem zaburzeń zdrowia w wyniku wstrzemięźliwości płciowej, przy czym mechanizmy ich powstawania, są zróżnicowane.

      Nie mówię o wrodzonych wadach i brakach w układzie płciowym, oraz jego czynności lub też ich zaburzeń. Celibariuszowi "pomocny" może być także brak popędu (anaesthesia sexualis), czyli wrodzony aseksualizm całkowity lub psychiczny danego osobnika, mogącego wykazywać objawy infantylizmu. Ale ów stan może się z czasem przerodzić z kolei w normalny popęd płciowy. Anaesthesia sexusalis może mieć również charakter przejściowy i często uzależniony jest od schorzeń organicznych, cechujący się na grze inkretów lub psychicznego urazu, na przykład doznanego od kobiet.
    • dusk-till-dawn Artykuł, czesc 4 02.04.04, 08:16
      Wiele, bardzo wiele oskarżeń padało pod adresem Kościoła i jego świętego personelu, a kościelni kronikarze okresu średniowiecza zostawili nam różne relacje...Teolog, Jan Alzog odnotował w "Historya powszechna Kościoła" (wyd. 1855r.) :

      "Zakonnice należą wyłącznie do mnichów, jeśli oddadzą się świeckim, zostają uwięzione i prześladowane. One uprawiają z mnichami kompletne wesela, przy czym odprawiają się msze, zawierają kontrakty, je się i pije obficie. Takie mniszki rodzą potem milutkie mnisiątka, albo też pozbywają się płodu. Jeśliby ktoś myślał, że to kłamstwo, niech zwiedzi kloaki klasztorów żeńskich, a znajdzie tam cały zbiór drobnych kosteczek. Nie tylko czasy Heroda w Betlejem!"

      W innym miejscu Alzog powiada:

      "Pomimo to, że już w końcu poprzedzającej epoki i od czasu Leona IX , silne przedsięwzięto środki dla poprawy skażonych obyczajów duchowieństwa, trzeba było żelaznej woli Grzegorza VII , aby je podźwignąć z upadku, przywrócić mu dawną godność i silnie strzec zachowania pierwotnego prawa o bezżeństwie. Następcy Grzegorza i różne koncylia starały się wytępić nałożnictwo, jak tego dowodzą liczne dekrety przeciwko concubinae, focariae, pedissequae. Stosując się do zdania apostoła: że człowiek żonaty stara się podobać żonie, nie posiada już tej niezależności jaką mieć powinien, i nie może poświęcić się zupełnie temu, który go płaci; Innocenty III uważał duchownych żonatych jako niezdolnych do pełnienia czynności duchownych, i starał się usilnie o upowszechnienie swego zdania. Bez wątpienia spowodowało to poniekąd inne ciężkie także błędy: bo chociaż przypominano ciągle duchownym wzniosłą ideę bezżeństwa i godność kapłaństwa, niektórzy z nich idąc jedynie za duchem świata, zbytecznie oddawali się uciechom, z chciwością zbierali bogactwa, dopuszczając się nawet świętokupstwa, przez co, sprawiedliwie stali się przedmiotem surowych sądów lub złośliwych satyr."

      "Zcieśnienie papieskiej władzy obok nierządnego życia kilku papieży, najsmutniejszy wpływ wywarło na obyczaje biskupów. Tytularni, nieprawymi środkami wdarłszy się na swe stopnie, nie tylko nie zachęcali wiernych do życia chrześcijańskiego, ale sami najhaniebniej się prowadzili. Św. Wincenty Ferreryusz w tych wyrazach przedstawia nam obyczaje biskupów swego wieku: ?Są to sami dworacy, próżni, ubiegający się za przepychem, a przy tym lichwiarze; wiara ich nie sięga poza granice dóbr ziemskich, i tyle tylko u nich waży, o ile przynosi im dochodu. Nie dbają o dobro swoich kościołów, wcale nie uczęszczają do tych, które im mało przynoszą; ani skromności, ani Boga w sercu nie mają; nie myślą ani o mszy świętej, ani kazaniach, a życie ich całe jest najokropniejszym zgorszeniem ?. Wpośród tak ogólnego zepsucia, znalazły się jednak liczne wyjątki. Kiedy biskupi zebrani na soborach powszechnych w tak znacznej liczbie, jednogłośnie wołali: ?Reformy, reformy Kościoła i jego członków ?, obok tego przyznać musimy, że nigdy mocniej nie użalano się na rozprzężenie panujące w duchowieństwie, jak na soborach XV wieku, i wówczas właśnie najliczniejsze dla zaradzenia temu wydawano postanowienia. W niektórych okolicach rozwiązłość niższego duchowieństwa dochodziła częstokroć do tego stopnia, że świeccy uważali uboczne ich nierządy jako zabezpieczenie własnego małżeńskiego pożycia. Przypuszczając nawet, że te ciągłe zażalenia były przesadzone, że powodem ich było szlachetne oburzenie i zbytnia soborów gorliwość o osiągnięcie wyższego stopnia ulepszeń; zawsze jednak zbyt jawnym i udowodnionym pozostaje straszne zepsucie obyczajów ówczesnego duchowieństwa.

      Wkrótce zgubne skutki tych przykładów objawiły się w masach ludów przestraszającym lekceważeniem wszelkiej moralności. Na soborach rozmaite podawano środki ku powściągnieniu rozpusty. Jedni głosowali za żenieniem się księży, inni zaś, głębiej zastanawiając się, jak np. Gerson, słusznie utrzymywali, że właśnie jedynie bezżeństwo księży, wsparte odpowiednim wysokiemu swemu powołaniu ukształceniem młodzieży duchownej, zdolnym było rozbudzić niknącą moralność i wlać w katolicyzm nowe siły żywotne: tak więc, że był to jedyny środek zbawienia dla Kościoła. Surowym zatem postanowiono kary na rozwiązłych księży. Zgadzano się powszechnie, że wielkie bogactwa były przyczyną zepsucia duchowieństwa. Wypadało zatem przede wszystkim wynaleźć dzielny i skuteczny środek przeciwko tej zbytecznej zamożności, i tym sposobem zamienić księży okrytych hańbą i wzgardą ludu, na duchowieństwo cnotliwe i do poświęcenia zdolne".

      Niestety, te pobożne życzenia nigdy się nie sprawdziły! Sobór presburgski zadecydował w roku 1309, że księża prowadzący jawnie nierządne życie, mają być pozbawieni czwartej części dochodu. Sobór bazylejski postanowił, "ażeby we dwa miesiące po ogłoszeniu wyroku, każdy ksiądz przekonany o rozwiązłe życie, ipso facto, uważanym był za pozbawionego swych dochodów przez trzy miesiące, a następnie pozbawiony pełnionego urzędu, jeśliby nie porzucił utrzymywanej przez siebie nierządnicy".

      Fanatycznie usposobiony zwolennik celibatu, Jan Paweł II stający przeciwko dziełu bożemu, zdaje się o tym wszystkim nie wiedzieć i majaczy o potrzebie "czystości" celibatu kleru, jakoby podyktowanym doktrynami chrześcijaństwa. Czym wytłumaczyć takie stanowisko nieomylnych starców watykańskich?! Czy władza i nieomylność papieska jest tak dalece zawodna i omylna, że nie rozumie prawa przyrodzonego człowiekowi, czy może tak obłudnie fałszywa, że chce przemycać pod pozorem celibatu i "nadświętości" dziewictwa coś takiego, co nie ma nic wspólnego ani z kapłaństwem, ani z moralnością płciową?

      Żaden celibariusz nie jest istotą nadprzyrodzoną, a więc ulega wszelkim prawom przyrody. Jest faktem, że duchowieństwo innych wyznań chrześcijańskich, wolne jest od wielu chorób "zawodowych", które trapią kler katolicki.

      Nie chcę bronić księży, gdyż oni na to nie zasługują, jakkolwiek są wśród nich ludzie godni szacunku. (Ale to są niestety, wyjątki!) Twierdzę jednak, że celibat deprawuje osobowość i moralność kleru, dlatego, że pozbawia tych ludzi najszlachetniejszych cech człowieka; pozbawia ich rodziny, najbliższego i naturalnego celu życia człowieka, jakim jest potomstwo. Celibatowe dekrety papieskie ujarzmiły myśli, pragnienia i oczekiwania człowieka-księdza, który stał się niewolnikiem papieża, a mniej drogowskazem do boga.

      Nie bez powodów ludek nazwał księży "bożymi ogierami". I jeżeli zdarzy się, że jakiś ksiądz czy zakonnik przejdzie ze stanu duchownego w świecki, jego dotychczasowi konfratrzy lżą mu i urągają, że porzucił księżowski stan dla kobiety. Nierząd w szeregach kleru zostanie prędzej zaakceptowany, aniżeli związek monogamiczny. I co warte podkreślenia, często ex-duchowni dochodzą do wyuzdania w sferze życia płciowego.

      Najlepsze i najszlachetniejsze instynkty człowieka, wrodzona potrzeba miłości, czułości, opiekuńczości i kochania, to wszystko u rzymskiego kleru nie istnieje. Gdyby chociaż grzech cudzołóstwa był u nich łatwy! Gdzie tam! Ich myśli przegrzane zmysłowością, które czają się w zapachu kadzideł i księżowskiej świętości, pozwalają się doskonale maskować.

      I ci zawodowi celibariusze, reanimatorzy moralności ludzkiej mają jeszcze czelność wypowiadać się na temat praw kobiet lub wychowania dzieci ?!

      Chore i anormalne doktryny Kościoła, wprowadzone z całą konsekwencją w życie, doprowadziłyby w ciągu zaledwie jednego stulecia do zniknięcia rodzaju ludzkiego z powierzchni ziemi. I tak oto seksualna wstrzemięźliwość, "czystość" i obsesja grzechu stosunku płciowego, lansowana przez Kościół, unicestwiłaby homo sapiens.

      Ale na razie, celibat, ta zwyrodniała acz pobożna, fikcja, chwiejąc się co prawda, trwa do dzisiaj...

      P.S. Słyszałem kiedyś, że istnieją żonaci księżą katoliccy, którzy biorą potajemnie "legalne" śluby. Po prostu, jeden daje ślub drugiemu. Nie chcę brać odpowiedzialności czy to, co słyszałem jest prawdą, ale rzecz jest całkiem możliwa i logiczna... Wszak "Nie cudzołóż" - boskie przykazanie, nie jest tym samym, co "Nie żeń się"
    • dusk-till-dawn Artykul, pe-es i autor 02.04.04, 08:17
      P.S. Słyszałem kiedyś, że istnieją żonaci księżą katoliccy, którzy biorą potajemnie "legalne" śluby. Po prostu, jeden daje ślub drugiemu. Nie chcę brać odpowiedzialności czy to, co słyszałem jest prawdą, ale rzecz jest całkiem możliwa i logiczna... Wszak "Nie cudzołóż" - boskie przykazanie, nie jest tym samym, co "Nie żeń się" - będące tylko papieskim przepisem, a więc ludzkim. Czy szczerze wierzący ksiądz, a do tego "normalny" z naszego punktu widzenia, może wahać się w wyborze?

      Dane "w pigułce" opublikowane zostały przez Stowarzyszenie "Plein Jour".
      Artykuł na podstawie publikacji Bogdana Motyla opracował Philosophus
      • krajarrek Re: katoliccy księża są 02.04.04, 11:11
        Celibat nie jest dogmatem KK i tak na prawdę w każdej chwili może być
        zniesiony. To nie jest kwestia wiary, a jedynie pewna pomoc dla księży. Tak,
        pomoc. Ciekawa rzecz, że zdecydowana większość księży jest za utrzymaniem
        celibatu, co oczywiście nie znaczy, że bardzo wielu ma z tym bardzo poważne
        problemy i kryzysy. Obawiam się jednak, że zniesienie celibatu tych kryzysów
        nie umniejszy.

        Żonaci księża katoliccy są (co właśnie jest dowodem, że nie jest to dogmat). Na
        przykład - grekokatoliccy i inni wschodnich obrządków katolickich (tak na
        marginesie: my mówiąc katolicki mamy na myśli tylko rzymskich katolików, a
        istnieje około 20 obrządków - rytów - katolickich, wszystkie w jedności z
        papieżem).
        Jeśli chodzi o księży rzzymsko-katolickich znam dwa rodzaje przypadków. Po
        pierwsze ci, którzy kilka laat temu masowo przechodzili z anglikanizmu na
        katolicyzm (czy to nie ciekawe dla protestantów?). Jeśli byli żonaci, to te
        żony mają oczywiście nadal, choć są dziś księżmi rzymsko-katolicimi.
        Drugi przypadek jest mniej znany. Chodzi o niektóre ytuacje w Afryce z księżmi
        zplemion murzyńskich, dla których jest to uwarunkowanie kulturowe. On gdyby nie
        miał żony (i - przede wszystkim - dziec), nie byłby w ogóle przyjęty przez
        swoją społeczność.
      • isma Re: Celibatariusz, jak juz 02.04.04, 11:40
        Jak w temacie.
    • sion2 Re: Celibat w świetle historii i nauki Biblii 02.04.04, 11:02
      Wszytskie dotychczasowe teksty dusk till odnoszące się do historii KK lub
      intepretujące jego wiarę zawierały nieprawdziwe fakty, niezgdone z historią.
      dlatego ponieważ nie zamierzam tracić czasu na sprawdzanie kolejnego wywodu,
      który jak sie wydaje pochodzi od Philophusa to tylko przestrzegam wszystkich ,
      aby czytali ten tekst z bardzo dużym dystansem i nie wdawali się w dykusje,
      które mają nas jeszcze bardziej podzielic.
      Kim jest ten, któremu zalezy na dyskusjach mających nas dzielic? Komu na tym
      zalezy?
      przykro, że nawet zbiliżajace się Święta, najwazniejsze dla wszystkich
      chrześcijan nie są dla dusk till wystarczającym powodem, aby choć spróbować się
      wyciszyć - tak napisała w wątku propozycja.
      Pozostje modlitwa...
    • mamalgosia Re: Celibat w świetle historii i nauki Biblii 02.04.04, 12:21
      no, dobrze, ale o co chodzi w tym poście?
      Celibat nie wynika z prawa naturalnego ani z prawa Bożego, tylko z prawa
      kościelnego i jako taki może być przez ów Kościół zniesiony
      • mika74 Re: Celibat w świetle historii i nauki Biblii 02.04.04, 12:37
        Przeczytalm tylko kilka zdań tego wywodu dusk i dalam sobie spokój.
        Jedno jest pewne : celibat istniał od czasów Jezusa, a nawet wczesniej
        (prorocy,Jan Chrzciciel był celibatariuszem, św. Jan ,SAM JEZUS!) i zapewne
        faryzeusze nabijali się z nich w tym samym stylu do dusksad
        Jest pewne ,że jest cos takiego jak powołanie do celibatu(ma głebokie
        uzasadnienie biblijne) i wśród ludzi świeckich i duchownych.
        KK wybiera, przyjmuje do stanu duchownego ludzi powołanych do celibatu. czyli:
        najpierw powołanie do celibatu, potem przyjecie święceń kapłanskich, nie
        odwrotnie! Ludzi powołanych do malzenstwa przyjmuja do stanu duchownego
        Kościoły wschodnie, także obrządków podległych papiezowi, biskupowi Rzymu
        (oprócz funkcji biskupich). CElibat wśród kapłanów ustanowili sobie sami
        kapłani i nie widze powodów aby ich na siłe pakowac do małzeństwa, skoro tego
        nie chcą. Oczywiscie zdarzaja sie i tutaj słabości i grzechy, ale grzechy
        zdarzaja sie każdemu (oprócz dusk oczywiscie). Grzechy zdarzaja sie także
        malzonkom i ludziom samotnym,a także wdowcom (oprócz dusk oczywiście).
        Mysle ,ze w tym przypadku sa to naprawde sprawy marginalne,a częściej więcej
        jest w nich plotek i wrogiej propagandy niz prawdy.
        Wszysko jak za czasów Jezusa.
        Wiesz co dusk...nawet jakbys mówiła zawsze i tylko prawdę(!), co na razie jest
        i tak niemozliwe , to dla mnie nie jestes zadnym swiadectwem chrześcijanina,
        nawet jakbym była protestantką.
        "Kto mieczem wojuje ten od miecza ginie".
        Pozdrawiam i miłego dniasmilem
        • marzek2 Re: Celibat w świetle historii i nauki Biblii 02.04.04, 12:47
          No właśnie dusk, wkleiłaś tu parę takich "kobyłek" i nie wiem, liczysz, że
          wszyscy nauczą się tego na pamięć? Mnie zniechęcił sam rozmiar tych materiałów,
          choć pewnie mogłoby być interesujące. A dodając do komentarza miki - jest takie
          powiedzenie - Twoje życie może być jedyną Ewangelią, jaką ludzie przeczytają -
          zastanów się, a co, jeśli dla ludzi na forum, Twoje posty mogą być jedyną
          Ewangelią, którą przyczytają. Ja się oczywiście zgadzam, że Jezus był radykalny
          i znał serce i motywacje ludzi, ale oni widzieli przede wszystkim Jego miłość
          (Ci, którzy za Nim ostatecznie szli). Czy styl Twoich postów (nie treść, bo z
          większością "teologii" tam zawartej się zgadzam) nakłania kogoś do pójścia za
          Jezusem?
          • isma Re: Celibat w świetle historii i nauki Biblii 02.04.04, 12:59
            Slodziuchne sa zwlaszcza wywody o seksualnych apetytach bylych ksiezy (czy to
            jest jeszcze "teologia", czy jakas inna nauka?). Kto to sprawdzal i jak?

            Marzek, wiesz, ze my jako klony sie zazwyczaj zgadzamy (trzeba byloby
            oczywiscie wyjasnic sprawe tego, ktora z nas byla pierwowzorem, albowiem, z
            calym szacunkiem, wydaje mi sie, ze jednka jestem ciutke starsza ;-((().
            Niejaki arcybiskup Vlk powiedzial o postkomunistycznych Czechach: "Nie beda
            chcieli sluchac naszych nauk, ale moze zatrzymaja sie przed naszym
            swiadectwem", o.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka