Dodaj do ulubionych

Nauki przemałżeńskie - jakie być powinny?

05.08.04, 14:54
Przygnała mnie tu chęć pogadania o Waszych doświadczeniach w temacie ww i
Waszych oczekiwaniach w stosunku do osób prowadzących te nauki w kościele.

Co Wam się podobało? Czy wyniesliście jakąś wiedzę, czy zapamiętaliście coś?
Z jakim nastawieniem szliście na te nauki? Co Wam przeszkadzało, co
zniechęcało? Co byście zmienili?
Obserwuj wątek
    • isma Re: Nauki przemałżeńskie - jakie być powinny? 05.08.04, 14:59
      Hehe, Adziu, ciesze sie, ze Cie przygnalo wink)).
      Na razie w skrocie. Bylo kiepsko, miejscami kuriozalnie. Ale sami sobie
      jestesmy winni, bo nie chcialo sie nam szukac sensownych nauk (tylko w jednym
      przypadku, poradni rodzinnej, przeprowadzilsmy rozeznanie, i okazalo sie
      trafione w dyche), zalozylismy, ze "odbebniamy" - to i nas "odbebniono".
      Z tym, ze mysmy byli tego swiadomi, a kilka osob, mysle, ukonczylo owe kursa
      autentycznie zgorszonych.
      • grrrrw Re: Nauki przemałżeńskie - jakie być powinny? 05.08.04, 15:15
        Czemu zgorszonych ?
        • isma Re: Nauki przemałżeńskie - jakie być powinny? 05.08.04, 15:35
          Ja juz o tym pisalam:
          1. stwierdzeniem, ze "Kosciol oczekuje od was trojga dzieci"
          2. stwierdzeniem ze jedynacy sa egoistami, podobnie jak ich wygodniccy rodzice,
          i nie mozna nazwac takich rodzin katolickimi.
    • mama_kasia Re: Nauki przemałżeńskie - jakie być powinny? 05.08.04, 15:22
      Jestem tych, co kurs przedmałżeński mieli na religii.
      Natomiast mój mąż miał zaległości, chyba z powodu
      niechodzenia na religię wink nie pamiętam. On swój kurs
      nadrabiał w swoim mieście, a tylko w moim mieście chodziliśmy
      razem na "naturalne planowanie rodziny" (nie musiałam, ale
      chciałam smile Byliśmy całkiem dobrze zorientowani w temacie,
      więc kurs wspominam miło smile

      Tak naprawdę jednak myślę, że to sam Bóg przygotował nam kurs
      przedmałżeński. Dużo ze sobą przed ślubem rozmawialiśmy o
      rodzinie, małżeństwie, wierze, Kościele, wspólnocie, życiu
      z Bogiem tak na codzień. I to był nasz kurs. Tak sobie to
      wyobrażam, że tak powinien wyglądać kurs przedmałżeński.
      Pod okiem dobrego duchownego powinno się o tym ze sobą
      porozmawiać, przemodlić, wyjaśnić wątpliwości. Znam kilka par,
      które miały to szczęście przechodzić taki kurs; niektóre przyjeżdżały
      do jednego z naszych ojców nawet z drugiego końca Polski. Wiem, że dla
      nich to był wielki dar.
      A ja bardzo się cieszę, że mimo braku takiej ludzkiej pomocy ze
      strony duchownego, przeszliśmy nasz kurs wink przedmałżeński pod
      okiem Boga.
      • grrrrw To było dawno 05.08.04, 15:29
        Czy nauki nie zniechecają ? Jasne ze tak ! Mnie samą zniecheciły
        dwadziescia kilka lat temu ! Sala była nabita po brzegi -to był
        rok 79 ! A ja denerwowałam się, bo mi się narzeczony spóźniał i
        bałam się, ze nam nie podpiszą kartek ! Jakas pani w koncu sali
        głosem cichym i anielskim cos łagodnie wyjasniała, bardzo słabo
        było słychać. Rozzłosciło mnie to i pomyśłałąm sobie, ze ja bym sie
        za to lepeij wzięła. Słowo honoru, naprawde tak pomysłałam!

        A na spotkanie indywidualne czekało się w długasnej kolejce. Potem
        wchodziło na kilkanascie minut, nawet nie miał człowiek czasu
        przywyknąc do pomieszczenia. Nota bene, była to zakrystia ! Nauki
        prowadziła bardzo miła para (poznałam tych panstwa potem blizej).
        Powiedaiałam,z e metode znam i stosuje, bo uczyłam sie w liceum na
        religii tego. Pani sie bardzo ucieszyła i zaproponowała mi pomoc w
        pracach grupy,
        • kubus_2004 Re: To było dawno 05.08.04, 16:17
          > Powiedaiałam,z e metode znam i stosuje, bo uczyłam sie w liceum na
          > religii tego.

          O jakiej metodzie piszesz?
          • grrrrw Re: To było dawno 05.08.04, 17:00
            Metody NPR !
            • kubus_2004 Re: To było dawno 05.08.04, 18:15
              Czyli stosowałaś NPR zanim jeszcze byłaś legalną małżonką?? Tak wynikało z tego co powiedziałaś. Ale po co stosować NPR jak się nie ma męża i jest się bardzo wierzącą katoliczką?? CHyba, że źle zrozumiałem.
              • grrrrw Postepowa katoliczka 05.08.04, 18:20
                Oczywiscie,przez kilk lat, zeby się nauczyc.
                Najpierw z ciekawosci, czy się sprawdzi, potem z obowiazku, bo nie chciałam
                postawic meza w miodowe dni w trudnej sytuacji.
                Tak właśnie powinna postepować kazda postepowa katoliczka !!
    • adzia_a Re: Nauki przemałżeńskie - jakie być powinny? 06.08.04, 08:23
      No więc ja jestem częściowo zadowolona.
      Chodziłąm do Bernardynów, każdy wykład był z kim innym i wiecie co - dzisiaj
      nigdy nie powiem, że "ksiądz nic nie wie o małżeństwie" bo akurat to, co
      najlepsze i najciekawsze usłyszałam z ust zakonnika, a raz zasnęłam (serio -
      wiem, obciach) na wykładzie pani psycholog, notabene matki, żony i babci. Jak
      się okazuje, nie broda czyni filozofa wink)))) W każdym razie bilans wychodzi na
      plus.

      Jeśli zaś chodzi o część NPR-ową to też jestem zadowolona częściowo wink Tutaj
      brakuje chyba dwóch rzeczy - po pierwsze podejścia partnerskiego, nie na
      zasadzie "szkolnej" profesorka - klasa, czyli ja wiem lepiej i mentorskim tonem
      co wolno, a co nie. Pani prowadząca była w zasadzie sympatyczna, zapomniała
      tylko, że mówi do dorosłych ludzi wink Druga sprawa - chyba powinno się
      dopuszczać jakąś dyskusję, to dobrze robi, ja przyszłam na nauki przekonana że
      będą trąbić o kalendarzyku i w takimże stanie wyszłam wink Fakt, instruktor nie
      ma obowiązku przekonywać mnie do czegoś, co odrzucam, ale przydałoby się może
      na początek jakieś rozwianie mitów wink)) Była też druga prowadząca, i ona była
      naprawdę super, bo mówiła o seksie wink))) O tym, co ważne, o problemach, kilka
      porad...niby banał, ale wiele z tych rzeczy sprawdza się do dziś. Fajna babka i
      miło ją wspominam smile

      Generalnie dialogu chyba brakuje, ale ja byłam na kursie na 70 osób, to chyba
      awykonalne.
    • azja200 Re: Nauki przemałżeńskie - jakie być powinny? 06.08.04, 10:16
      Ja część NPR wspominam bardzo źle, ponieważ małżeństwo prowadzące było bardzie
      papieskie niż sam Papież. Najgorsze było, gdy Pani pokazała nam przykładnie
      prowadzony kalendarzyk, dodająć, że to ich... A tam było zaznaczone, kiedy Pani
      miała @ i kiedy kochała się z mężem. Gdyby nie dodała, ze to jej, wszystko
      byłoby w porządku a tak, to jakoś dziwnie
      I jeszcze była dumna, ze ostatnie dziecko, trzecie, karmiła do 3 roku zycia
      Azja
    • isma Re: Nauki przemałżeńskie - jakie być powinny? 06.08.04, 10:49
      Wiec tak. W naszej diecezji mozna bylo "zaliczac" nauki w roznych parafiach i
      nie po kolei, z czego skorzystalismy. Nastawienie mielismy takie sobie,
      albowiem oboje cos tam juz o malzenstwie chrzescijanskim z roznych zrodel
      probowalismy sie dowiedziec wink)) i zakladalismy, ze te spotkania nie wyjda
      poza podstawy przez nas opanowane, a w zwiazku z tym beda strata dosc cennego
      dla nas w tym czasie czasu wink)).

      I nauka - w duzej parafii osiedlowej. Pani, okolo piecdziesiatki. Pani
      nieudolnie usilowala nas zmusic do dialogu - a wyszlo odpytywanie. Najpierw
      przepytala wszystkie pary po kolei, jak dlugo sie znaja. Potem przepytala, co
      bylo powodem decyzji o malzenstwie. Moje szczescie wprawilo pania w lekka
      konfuzje, poniewaz po kilku odpowiedziach, ze milosc, ono swoja niezbyt wtedy
      wprawna polszczyzna wyrazilo bezbrzezne zdumienie: "Jak to, co? Nie co, tylko
      kto. Duch swiety". Ale lekcja musiala byc z gory przygotowana, bo pani
      nastepnie, po wysluchaniu pozostalych odpowiedzi, jak z plyty odtworzyla wyklad
      pt. "Wszyscy wiec podjeliscie te decyzje z milosci, to dobrze, to bardzo
      dobrze". Potem bylo o przekazywaniu milosci w rodzinie, dla zilustrowania czego
      pani wyposazyla nas w swiece i polecila odpalenie ich wzajem od siebie.
      Co do tresci, uslyszelismy troche banalow, forma przekazu w zaden sposob nie
      uwzgledniala nie tylko np. wyksztalcenia i wrazliwosci uczestnikow (operacja ze
      swieca byla, jak sadze, dla osob nieobytych z symbolika - niezrozumiala, a dla
      troche bardziej obytych - lopatologiczna), ale i tego, co mowili.

      II nauka, w tej samej parafii. Ksiadz, mlody. Poki bylo o prawdach wiary,
      dotyczacych malzenstwa, bylo znosnie, choc sztampowo. No, ale potem ksiadz
      zaczal snuc teorie na temat liczby dzieci, o ktorych wspominalam powyzej.
      Reakcja uczestnikow byla ostra, ale dyskusja zostala ucieta.
      To spotkanie mnie chyba najbardziej zirytowalo, m. in. dlatego, ze bylo proba
      posluzenia sie autorytetem Kosciola dla gloszenia swoich prywatnych pogladow w
      dziedzinie psychologii czy socjologii rodziny przez osobe raczej nie
      legitymujaca sie stosownym wyksztalceniem w tej kwestii.

      III nauka - w kosciele zakonnym, w centrum. Pani, po trzydziestce. Sensowna,
      kompetentna w kwestii etyki seksualnej. Niestety, program obejmowal tez
      obejrzenie filmu o cudzie narodzin, filmu starszego od wiekszosci uczestnikow
      spotkania, tak niestety kiczowatego, ze audytorium pusty a spazmatyczny smiech
      ogarnial. Cud ow przejawial sie m. in. w tym, ze rodzaca przez caly czas miala
      na twarzy (na ktorej utrzymywal sie nadto perfekcyjny makijaz w stylistyce lat
      70-tych, a zatem mocny) hollywoodzki usmiech...

      IV nauka, w innej parafii zakonnej w centrum. Malzenstwo z kilkunastoletnim
      stazem. Zyciowo, dowcipnie, z doswiadczenia. Bez zastrzezen.

      Poradnia rodzinna - wybralismy polecona przez najomych, gdzie rezydowala
      sympatyczna staruszeczka. Zaczelo sie od pogawedki, jak przezylismy nauki, co
      sie nam podobalo, a co nie i dlaczego. Takze i o tym, co sami dla naszego
      amlzenstwa uwazamy za wazne. Poniewaz przy okazji rozmowy o "cudzie narodzin"
      pochwalilismy sie corka, zaplanowana z wykorzystaniem npr zreszta. W odpowiedzi
      uslyszelismy, ze lepiej bylo, cobysmy planowali po slubie, a nie przed - co
      prawda, to prawda wink)), nie bylo sie co o ten komentarz obrazac wink)), ale i
      podsunieto nam wykres (cudzy, cudzy - zupelnie nie rozumiem, dlaczego
      gdzieniegdzie wymaga sie wlasnych) do analizy. Zdalismy!!!
      W zwiazku z powyzszym pani uznala, ze drugie spotkanie jest nam niepotrzebne,
      przypomniala, ze w okresie karmienia piersia wszystko bywa inaczej i obiecala
      swoja pomoc w razie konkretnej potrzeby - i dwie pieczatki, i milo, i cieplo, i
      omal rodzinnie. Prawie, jakbysmy z wlasna babcia rozmawiali wink)).

      Wiem, ze to moze zabrzmiec samochwalczo, ale nie dowiedzielismy sie niczego
      nowego. No, moze poza rewelacja o egoizmie jedynakow wink)). Natomiast
      spotkalismy sympatyczna osobe, z ktora kontakt utrzymywalismy, i ktora bardzo
      nas pozniej juz indywidualnie - w rozwiazaniu trudnej kwestii - fachowo i
      duchowo, wsparla.

      Reasumujac: mysle, ze nie od rzeczy byloby ustalic minimum minimorum, w formie
      wykladu, bez miejsca na osobiste pomysly - i prowadzacego, i pod adresem
      uczestnikow. I osobno, moze nawet tylko dla chetnych - spotkania
      zindywidualizowane.
      • monamamamateusza Re: Nauki przemałżeńskie - jakie być powinny? 06.08.04, 11:39
        napiszę jakie były 8 lat temu. to ja byłam czarną owcą bez papierka z religii w
        liceum ( ach ten młodzieńczy bunt!!!), narzeczony miał wszystkie papiery w
        porządku ale zgłosiliśmy się razem, odpowiednio wsześniej 6 miesiecy przed
        ślubem. byliśmy jedyną parą na 8, która pobierała się bez przymusu wink! okazało
        się, jako jedyni nie spodziewamy się " wcześniaka". nauki w NPR ( prowadzonej
        przez bardzo kompetentną panią) wygladały w takim towarzystwie trochę śmiesznie
        hehe!!! należy mieć nadzieję, że przydadzą się na później. zajecia z teorii
        prowadziłm ksiądz,były baaardzo nudne. mimo moich przekonań o ważności takiego
        kursu wielkie rozczarowanie!!! pozdrowienia dla wszystkich forumowiczów
    • mamalgosia Re: Nauki przemałżeńskie - jakie być powinny? 06.08.04, 14:15
      To moja wielka bolączka. Są z reguły kiepskie. A uważam, żebardzo, bardzo ważne
      byłoby, aby były naprawdę dobre i wiele wnoszące. Ksiądz przygotowuje się do
      przyjęcia sakramentu kapłaństwa 6 lat, a do sakramentu małżeństwa przygotowuje
      się mało ktosad
      MOim zdaniem są trzy zasadnicze trudności:
      - źle wykształcona i źle dobrana kadra prowadzących kursy
      - złe nastawienie kursantów (to jest baaardzo trudne do wyeliminowania)
      - różni kursanci: no bo są młodziutcy, ale i starsi. Są tacy co to ledwo
      podstawówkę skończyli i tacy, którzy są po studiach. jedni wiedzą wiele o tych
      sprawach, sami sie jakoś przygotowują , inni po raz pierwszy coś słyszą.

      Dodam, że ja nie uczęszczałam na taki kurs. Jako osoba po Teologii i po kursie
      PDŻ uznałam, ze to zbędne
      • kejcior Re: Nauki przemałżeńskie - jakie być powinny? 06.08.04, 15:00
        Jestem zadowolona z nauk przedmałżeńskich. Szłam z dobrym nastawieniem, bo
        znałam już trochę prowadzących. Po za tym moi znajomi chodzili tam wcześniej i
        bardzo sobie je chwalili. Napewno ważne było tam podejście indywidualne. Nie
        było wyznaczonego terminu spotkań, gdyż po każdym spotkaniu umawialismy się na
        kolejne, więc nie kolidowało to naszych innych planów. Nie byłoby to napewno
        możliwe gdyby była liczna grupa, ale w naszej grupie byliśmy my i jeszcze jedna
        para, zresztą naszych przyjaciół. Dlatego było bardzo symaptycznie. Nie
        Trzymaliśmy się programowo wszystkich wykładów po kolei. Jedne łączyliśmy, inne
        rozciągały się na więcej spotkań, w zależności od potrzeby. Nauki były
        dostosowane do naszego poziomu wiary i zaangażowania. Był czas na dyskusję, na
        ćwiczenia np. kobiety miały napisać na kartce jakie werdług nich obowiązki ma
        kobieta i na odwrót, potem czytaliśmy to na głos i omawialiśmy w razie
        potrzeby - ogólnie ciekawe doświadczenie, niby banalne, ale budujace. O
        metodzie NPR wykłady były wspólne, a omawianie cykli na spotkaniach
        indywidualnych. Zresztą jeśli ktoś nie chciał omawiać swoich wykresów to nie
        musiał. Spotkania indywidualne były trzy i nie dotyczyły tylko tego tematu,
        mozna było porozmawiać o czym się chce.
        Jak już wspomniałam podejście było bardzo indywidualne. To, że było tylko dwie
        pary, to nie znaczy, że nie było więcej chętnych. Inne pary spotykały się w
        innym terminie, bo np. zaczęły wczesniej (albo później) od nas kurs, albo np.
        nie są raczej osobami praktykującymi i trochę inaczej się prowadzi wtedy
        wykład.
        Wszystko było w miłej i sympatycznej atmosferze, bez stresu, nerwów, czy
        znudzenia. Tzn. czasem pewnie (albo i większość)treści, były dobrze nam znane i
        niekoniecznie słuchało ich się z zapartym tchem, ale czasem wystarczyło jedno
        zdanie, które zapadało w pamięć. Dobra też była możliwośc konfrontacji - z
        czego korzystała najczęściej ta druga para.
        Napewno miałam szczeście i nie w każdej parafii, czy nawet diecezji jest taka
        możliwość, ale chciałam się podzielić tym, że nie wszystkie kursy są nudne i
        nietaktowne. Dodam, że kurs prowadziła kobieta posidająca dwie córki,
        nastolatki, więc nie taka stara ; ) a wręcz młoda i posiadająca już jakieś
        doświadczenie.
        • verdana Re: Nauki przemałżeńskie - jakie być powinny? 13.08.04, 22:31
          He, he. A moja przyjaciółka żeby zaliczyć musiała przedstawić własny wykres dni
          płodnych i niepłodnych. Problem polegał na tym, ze była w ciąży (co chyba nie
          jest wyjątkowym wyjatkiem?). Przepisała z jakiejś książki i zaliczyła. Ale
          niesmak pozostał jej do dziś. Bo zeby zmuszano w kościele do kłamstwa?
          • isma Re: Nauki przemałżeńskie - jakie być powinny? 14.08.04, 11:07
            A kto ja zmuszal? Nie mogla powiedziec, ze jest w ciazy i z echce sie uczysc na
            cudzych wykresach? Slubu by jej wtedy odmowili?
            Ze jej pozostal niesmak, to wcale sie nie dziwie...
            • verdana Re: Nauki przemałżeńskie - jakie być powinny? 14.08.04, 11:30
              Prowadzaca kurs oswiadczyła, ze nie dostana zaswiadczenia, bo ona nikomu nie
              da, kto nie nauczy sie interpretować własnego wykresu - a jesli ona jest w
              ciąży to swiadczy tylko o tym, ze jest grzesznicą i od nieczego to jej nie
              zwalnia!
              • isma Re: Nauki przemałżeńskie - jakie być powinny? 16.08.04, 09:21
                To trzeba bylo do kurii, bo faktycznie kiepska to nauczycielka npr, jesli
                faktycznie sadzila, ze w ciazy mozna miec normalny cykl miesieczny i jego
                interpretacji sie uczyc.
                Sama sobie przeczysz w tej opowiesci, kochana.
        • netus Re: Nauki przemałżeńskie - jakie być powinny? 14.08.04, 17:47
          U nas w parafii są tzw. wieczory dla zakochanych. Nie obejmuja już nas, bo
          byliśmy małżęństwem zanim zaczęły funkcjonować, ale wiem, że bardzo dobrze są
          oceniane przez narzeczonych. Problem od zawsze jest z instruktorami npr,
          ponieważ w moim mieście są dwie pary po czterdziestce na pewno, które w sposób
          mało przekonywujący opowiadają o "tych sprawach". Wiem, że załatwia się też
          takie nauki jeżeli sprawa jest pilna- wiecie o co chodzi.
          Dominikanie próbuja wiele robić, nawet kiedys chodziałm na taki kurs ( z
          mężęm ), po którym mieliśmy możliwość zdania egzaminu na instruktorów, ale
          zabrakło nam odwagi do pełnienia takiej funkcji. Wstyd sie przyznać, ale tak
          było. Ja czułam skrępowanie, a mąż nie chciał. Także kurs świetny ale wiedzę
          wykorzystujemy dla siebie.
    • mader1 Re: Nauki przemałżeńskie - jakie być powinny? 16.08.04, 17:06
      Niczego sie nie spodziewalismy i nic nie dostalismy - czyli zadnego
      zaskoczenia. Wyklady banalne. Nie wszyscy zdaja sobie sprawe, ale zeby
      prowadzic profesjonalne szkolenia, potrzebna jest nie tylko wiedza
      merytoryczna, ale tez predyspozycje lub wiedza z zakresu prowadzenia szkolen.
      Dlatego uwazam, ze par powinno byc jak najmniej, same powinny dobierac sobie
      interesujace tematy, powinny byc warsztaty, czyli jak najwiecej wnioskow, do
      ktorych dochodzi sie samemu poprzez umiejetne prowadzenie. Duzo konkretow i
      przykladow. Odpowiedzi na pytania "dlaczego ?" powinny byc poglebione.
      Natomiast rozmowa o NPR byla bardzo udana. Z gory powiedzialam, ze swoich
      wykresow nie bede przynosic i od razu sprowadzilam rozmowe do partnerskiej,
      przynoszac ze soba ksiazki, w ktorych o NPR czytalam. Naprzeciwko nas siedzial
      mlody czlowiek- ciut starszy od nas. W ten sposob moglismy od razu zaczac od
      watpliwosci. No ale oboje mielismy swietnie zdana mature z religii w czasach,
      gdy malo kto ja mial smile I nieskromne wyobrazenie o swojej wiedzy smile)))
      • magdalena_76 Re: Nauki przemałżeńskie - jakie być powinny? 19.08.04, 12:02
        Kurs był weekendowy - dla tych, którzy nie mają czasu albo im się bardzo
        śpieszy smile. Cała sobota i pół niedzieli. Prowadziło to małżenstwo (głównie) +
        ksiądz. Cóż - dużo zajęć w podgrupach smileróżne tematy do przedyskutowania,
        różne sposoby na odświeżenie tego co między nami jest, pisanie listów itp.
        Generalnie byłby to fajny pomysł - takie dni skupienia po prostu - gdyby nie
        dość duża ilość par, bo jednak zawsze przyjemniej w kameralnej atmosferze. I
        czegoś specjalnie odkrywczego się nie dowiedzieliśmy. Szkoda też, że połowa po
        prostu chciała odbębnić i dostać zaświadczenie, w pewnej chwili w sobotę
        wieczorem miała być Msza a przed nią adoracja i czas na spowiedź, na co ludzie
        się zjeżyli "co, modlić się mamy???!!!"... autentyczne... ;-(
        Wizyta w poradni mnie osobiście rozśmieszyła - młoda dziewczyna, która wpadła w
        zachwyt kiedy jej plasnęłam o stół plikiem wykresów robionych od roku
        smile "wreszcie nie muszę przekonywać!!!". pani miała mnóstwo różnych nietypowych
        wykresów do nauki i interpretacji w folijkach i flamastrem się zaznaczało a
        potem można było zmazać.
    • evee1 Re: Nauki przemałżeńskie - jakie być powinny? 03.09.04, 08:01
      Witam, dolaczylam do tego forum, bo jestem wierzaca i co ciekawe
      praktykujaca smile), no i interesuja mnie sprawy wiary. Ale moje
      spojrzenie moze byc dosyc niestandardowe, bo mieszkam w Australii
      i katolicki kosciol tutaj jest jednak niceo inny niz w Polsce.
      Na przyklad... nie mialam zadnych kursow przygotowawczych do
      slubu. Co prawda bylismy w nieco innej sytuacji, bo przyjaznimy sie
      z ksiedzem, ktory udzielam nam slubu i bylismy na jednej rozmowie
      z nim, na ktorej dal nam do przeczytania dwie ksiazki (bardzo ciekawe
      zreszta) i tyle. O NPR nikt nas nie meczyl smile. Ja akurat o NPR
      uczylam sie na religii w szkole sredniej, poza tym w domu od
      zawsze mialam ksiazeczke na ten temat, wiec bylam przeszkolona.
      Teoretycznie bylam wiec przygotowana.

      Slyszac o tych kursach i nastawieniu do nich prawde mowiac dziwie sie
      po co Kosciol upiera sie, zeby ludzie na te kursy uczeszczali. Przeciez
      przyjscie na taki kurs i "odbebnienie" wcale nie gwarantuje, ze uczestnikom
      majacym takie podejscie cokolwiek w glowie zostanie czy tez, ze w jakikolwiek
      sposob te wiedze beda wykorzystywac. Niski poziom tych kursow na dodatek
      nie polepsza sprawy, a nie kazdy ma motywacje, zeby biegac i szukac super
      kursow.
      Ja mam takie wrazenie, ze Kosciol tez jakby "odbebnia" w ten sposob edukacje
      przedmalzenska. Ludzie maja na kurs przyjsc, potem trzeba ich odpytac i
      problem edukacji z glowy. A nie na tym powinno polegac katolickie przygotowanie
      do zycia w rodzinie. Prawde mowiac nie wiem jak mozna ten problem rozwiazac.
      Ale napewno nie poprzez zmuszanie doroslych ludzi do uczestnictwa w niskiej
      jakosci kursach, ktore czesto sa na pograniczu farsy.
      Moze lepiej by bylo gdyby takie kursy faktycznie byly, dobre, ciekawe i dla
      zainteresowanych. Jestem pewna, ze wiele osob (ja na przyklad) po prostu by
      poszlo na taki kurs z czystej ciekawosci i w nadziei, ze czegos nowego i
      ciekawego sie dowie.
      A to podpisywanie kartek? W ogole co to za podpisywanie kartek przy spowiedzi!?
      Przeciez to czy sie spowiadam czy nie jest sprawa miedzy mna a panem Bogiem
      (dla informacji, to ja chodze do spowiedzi) i to ma byc moja spowiedz, a nie
      spowiedz dla ksiedza czy kartki. Znow takie "odbebnienie".
      • netus Re: Nauki przemałżeńskie - jakie być powinny? 03.09.04, 13:22
        Cześć, skoro jestes tu od niedawna, pewnie "nie znamy się". Kosciół w Polsce
        musi się zmienić, musza sie zmienić "wszechwiedzący księża" i to mam wrazenie
        nie jest tylko znak czasów, ale też jest w tym palec Bozy. Ludzie odrzucają
        banalnych, mało wierzących ksieży. Po prostu tu tez jest wolny rynek. A duża
        część duchownych dalej grzmi z ambony do głupiutkich ludzi, ale nie wie jak
        mało to ma wspólnego z miłością Pana Boga. Znam księży, którzy sa we
        wspólnotach z ludźmi, zyją problemami tych ośób. Jeden franciszkanin, z którym
        mamy stały kontakt zawesze mówi, ze to dzieki nam zmienił wiele w mysleniu,
        nauczył się szanować czas osób swieckich zawuwazył jak dużó mamy obowiązków i
        nie zawsze możemy byc na zawołanie. Takie myslenie jest jeszcze rzadkoscią.
        Zaufanie buduje sie poprzez szacunek, a jeśli księża uważają, ze im się należy
        nasz czas, zaangażowanie po prostu z ich urzędu, to przezywają frustracje, bo
        sądzą że sa najwazniejsi i zapominają ze mają służyć swoim wiernym. Trohcę
        pewnie tez jest w tym pesymizmu. Tak samo jest z kursami dla narzeczonych.
        Bylejakość jest wysmiana i juz.
      • sion2 Re: Nauki przemałżeńskie - jakie być powinny? 03.09.04, 20:09
        > A to podpisywanie kartek? W ogole co to za podpisywanie kartek przy
        spowiedzi!?
        > Przeciez to czy sie spowiadam czy nie jest sprawa miedzy mna a panem Bogiem
        > (dla informacji, to ja chodze do spowiedzi) i to ma byc moja spowiedz, a nie
        > spowiedz dla ksiedza czy kartki. Znow takie "odbebnienie".



        Tutaj się włączę z małym komentarzem, nie jestem zwolenniczką "kartek" do
        spowiedz, ale chciałabym napisać dlaczego one są. Krótko mówiąc chodzi tutaj o
        troskę o nie znieważanie Sakramentu , do którego się przystępuje.Chodzi o to,
        ze kapłan odpowiada przed Bogiem także za godne udzielanie Sakramentów. Dlatego
        w wyjątkowych sytuacjach może i powinien odmówić udzielenia rozgrzeszenia, albo
        Komunii sw albo pobłogosławienia małżeństwa. Bo sakrament to spotkanie z
        Bogiem, który przychodzi miłosiernym lecz i świętym, Panem naszym. Nie może
        kapłan wiedząc z całą pewnością, ze ktoś sobie lekceważy sprawy Boże udzielać
        takiej osobie sakramentu, gdyż dodatkowo obraża to Boga i będzie ze szkodą dla
        tej osoby. No więc znając sytuację przeciętnego katolika polskiego, który
        odstawia szopkę w czasie przyjmowania sakramentu (zwłaszcza małżenstwa),
        wprowadzono w Polsce te nieszczęsne kartki do spowiedzi przedślubnej. Nie jest
        to najlepsze rozwiązanie, ale w ten sposób przynajmniej część osób wkłada
        wiecej wysiłku do przygotowania się do tej uroczystości. Oczywiście ktoś może
        wyspowiadac się nieszczerze i wtedy jest jeszcze większe znieważenie Boga, ale
        od strony kapłana zostało zrobione wszystko, zeby katolik przyjmował sakrament
        godnie.
        Z jednej strony racja,że to sprawa sumienia każdego człowieka jak korzysta z
        sakramentów, ale z drugiej racja, ze trzeba zrobić wszystko, zeby ludzie nie
        przyjmowali Komunii św świętokradczo i robili sobie jaj z Boga, który jest
        świety. Ważniejsze jest tu nauczanie niż kartki.
        Nie jestem zwolenniczką tych kartek, ale jak mówię - tez sa jakieś argumenty
        racjonalne za nimi.
        Pozdr.kasia
        • praktycznyprzewodnik Re: Nauki przemałżeńskie - jakie być powinny? 03.09.04, 23:33
          Ja jestem przekonana, ze jesli kaplan z cala pewnościa wie, ze to byla tylko
          rozmowa, a nie spowiedz, to rozgrzeszenia nie udziela, a tylko błogosławi i
          kartke podpisuje. Bo ten podpis zaświadcza fakt nie spowiedzi, ale tego, ze
          dana osoba kontaktowała się z duszpasterzem przed zawarciem małzeństwa.
    • minerwamcg Notatki z kursu :)))) 02.02.05, 16:00
      Właśnie zaczęłam nauki przedmałżeńskie. Zaskoczeniem było, że za całą tę
      operację się płaci (na kościelnych stronach o kursach nie ma nic, a świeckie sa
      nieaktualizowane od 2001). Pierwsze spotkanie jak zwykle było z księdzem -
      katecheza na poziomie ósmej klasy, nic nowego - choć nie neguję, że niektórym
      by się to i przydało. Podejście miał bardziej sensowne, nie mówił, że Kościół
      wymaga, abym urodziła troje dzieci - wspomniał tylko o prostej zastępowalności
      pokoleń, co akurat jest logiczne. I o tym, że ludzie mają prawo w pewnym
      momencie poczuć się spełnieni jako rodzice i powiedzieć stop. I że liczba
      dzieci zależy od tego, ile jest się w stanie wychować, w czym się akurat
      zgadzam w całej rozciągłości. Dorzucił parę anegdot z życia małżeńskiego, nawet
      niebrodatych, w których, za co go lubię, dokładał za różne małżeńskie grzeszki
      po równo mężczyznom i kobietom.
      Zaskoczyła mnie natomiast ulotka zatytułowana "niepłodność", gdzie spotkałam
      się z potępieniem nie tylko zapłodnienia in vitro (co jest z punktu widzenia
      katolickiej nauki o życiu poczętym zrozumiałe) ale także in vivo! Wiecie, z
      jakim argumentem? Że nasienie, które służy do zapłodnienia na żywo, pochodzi z
      masturbacji. Ręce mi opadły. Wobec tego naganne są wszelkie badania nasienia,
      ponieważ trzeba je pobrać? Stanowczo, pewnych rzeczy nie rozumiem i nie
      zrozumiem nigdy.
      • addria Odpowiedź dla minerwamcg (i nie tylko) 11.02.05, 22:37
        Zamieszczam tekst autorstwa forumowiczki, która poprosiła abym wkleiła ją do
        tego wątku. Na dzień dzisiejszy nie ma ona dostępu do tego forum - z własnego
        wyboru. Dlatego zgodnie z jej prośbą, zamieszczam tutaj jej odpowiedź:

        "Rzeczywiście, Kościół katolicki potępia nie tylko zapłodnienie in vitro (i to
        niezależnie od tego,
        czy w ramach procedury wszczepia się do macicy wszystkie utworzone zarodki, czy
        też niektóre
        z nich są niszczone lub zamrażane), ale także sztuczną inseminację. Ze
        wszystkimi szczegółami
        można o tym przeczytać w Instrukcji Kongregacji Nauki Wiary "Donum vitae" z
        1987 roku.
        Kwestia masturbacji, choć ważna, nie jest tu jednak podstawowym argumentem.
        Podstawowym
        argumentem jest zasada nierozdzielania aktu małżeńskiego i rodzicielstwa (ta
        sama, która stoi
        za zakazem antykoncepcji). Mające się począć dziecko ma prawo do tego, aby
        począć się
        z miłosnego złączenia małżonków. Nie z probówki i nie z masturbacji. Techniczna
        pomoc
        lekarzy jest dopuszczalna tylko wtedy, gdy nie zastępuje, ale "ułatwia akt
        małżeński lub pomaga
        w osiąganiu jego celu, jeśli został on dopełniony w sposób normalny" (cytat
        z "Donum vitae").
        Jeśli idzie o badanie nasienia, to naganne jest nie samo badanie, ale
        masturbacja jako sposób
        pobierania próbki. Badanie można (i niekiedy należy) wykonać, ale pod
        warunkiem, że próbka
        nasienia do analizy zostanie pobrana w sposób godziwy. Są na to sposoby.
        Niekiedy wystarczy
        przebadać nasienie pobrane z pochwy żony po stosunku. Jeśli zachodzi potrzeba
        zbadania nasienia
        bez domieszki śluzu pochwowego, to można je zebrać w trakcie normalnego
        stosunku płciowego
        małżonków, wykorzystując specjalną prezerwatywę. Bliższe szczegóły można
        znaleźć w artykule
        o. Jacka Salija w najnowszym (lutowym) numerze "W drodze" (na razie w
        księgarniach, za trzy
        tygodnie w sieci)".

        • minerwamcg Re: Odpowiedź dla minerwamcg (i nie tylko) 12.02.05, 18:38
          > Niekiedy wystarczy
          > przebadać nasienie pobrane z pochwy żony po stosunku. Jeśli zachodzi potrzeba
          > zbadania nasienia
          > bez domieszki śluzu pochwowego, to można je zebrać w trakcie normalnego
          > stosunku płciowego
          > małżonków, wykorzystując specjalną prezerwatywę.

          Dwa pytania. Czy jeżeli konieczne jest świeże nasienie (np. na badanie
          żywotności plemników), małżonkowie idą do przychodni i tam odbywają stosunek?
          I czy "specjalna prezerwatywa" nie jest, jako prezerwatywa, zakazana?
          • verdana Re: Odpowiedź dla minerwamcg (i nie tylko) 12.02.05, 19:04
            Wybaczcie, ale dla mnie to jednak niezrozumiała paranoja - łączenie badania
            lekarskiego i zdrowia ze źle pojetą moralnością. Zresztą pobieranie próbek od
            żony bezposrednio po stosunku (nie mówiąć już o stosowaniu zakazanej
            prezerwatywy!) wydaje mi się wykorzystywaniem żony - nie jest to bowiem akt
            miłosci małżeńskiej, tylko wykorzystanie żony w celu pobrania nasienia do
            badań. Żona nie probówka.
          • addria Re: Odpowiedź dla minerwamcg (i nie tylko) 12.02.05, 19:05
            Jeśli autorka odpowiedzi przeczyta Twoje pytania i przyśle mi kolejne
            odpowiedzi, to je oczywiście zamieszczę.
            Choć wolałabym, żeby jednak zdecydowała się na rejestrację. Tak przecież byłoby
            dużo prościej smile
            • lucasa Re: Odpowiedź dla minerwamcg (i nie tylko) 12.02.05, 22:15
              >>>Dwa pytania. Czy jeżeli konieczne jest świeże nasienie (np. na badanie
              żywotności plemników), małżonkowie idą do przychodni i tam odbywają stosunek?
              I czy "specjalna prezerwatywa" nie jest, jako prezerwatywa, zakazana?

              ja moge odpowiedziec minerwamcg na te pytania (po lekturze "w drodze")
              1) nie bylo to wyraznie powiedziane gdzie - w przychodni pewnie nie ma sypialni
              (przynajmniej w Polsce, bo na zachodzie to pewnie nikt by sie w takie metody
              nie bawil). jezli nasienie ma byc swieze to musi byc dowiezione w przeciagu pol
              godz w temperaturze pokojowej (wiec pewnie zostaje wynajecie hotelu w poblizu
              szpitala, aby nie utknac w korkach, a metoda z wymazem z pochwy moze byc
              nieczytelna wlasnie ze wzgledu na obecnosc sluzu)
              2)otoz to. ta specjalna prezerwatywa to prezerwatywa z dziurka. serio. opocz
              tego ze specjalnego materialu.

              wiem o tym po lekturze (a komentarze nawiasach sa moje). nie pomyslalam, aby
              poruszyc to na forum. dyskutowalam z mezem i albo az tacy prosci albo az tacy
              skomplikowani jestesmy. nie zrozumielismy. po przeczytaniu artykulu myslalam ze
              padne. a do tej pory jestem w szoku. a pytan i zastrzezen mam tym razem duzo
              wiecej niz verdana. a tematem jestem bardzo zainteresowana, bo dotyczy to mojej
              najblizszej przyjaciolki.
              Agnieszka
              • addria A moim zdaniem... 12.02.05, 22:59
                ...rozważając omawiane sprawy z punktu widzenia nauki KK, jest to rozwiązanie
                całkiem logiczne. Choć np. ta dziurka może wzbudzać uśmiech wink, ale patrząc
                całościowo logiczne to jest.
                • katriel Re: A moim zdaniem... 13.02.05, 00:24
                  Witam. To ja napisałam email do Addrii z tym tekstem o prezerwatywie.
                  Widząc, że temat wzbudził zainteresowanie i pytania zdecydowałam się odezwać na
                  forum. Widzę jednak, że Agnieszka ubiegła mnie w odpowiedzi na pytania smile
                  Może jednak mimo wszystko dopowiem coś od siebie.

                  Rzeczywiście, jeśli nie mieszka się w promieniu pół godziny drogi od
                  laboratorium, w którym chce się zrobić badania, to pozostaje hotel lub coś w tym
                  rodzaju. Jest to niewątpliwie poważne utrudnienie dla osób, które chciałyby
                  skorzystać z metody z prezerwatywą, a mieszkają w małej miejscowości.
                  Natomiast test postkoitalny (czyli badanie nasienia pobranego z pochwy żony) w
                  zasadzie z założenia robi się kilka godzin po stosunku, bo on ma sprawdzać nie
                  tylko ilość i ruchliwość samych plemników, ale też ich szanse przetrwania w
                  śluzie danej kobiety. Więc tu już nie ma takich ograniczeń czasowych. No, ale to
                  badanie nie zawsze wystarcza.

                  Co do tego, że "na Zachodzie nikt by się nie bawił". W Stanach Zjednoczonych
                  recepcjonistka z laboratorium poinformowana, że pacjent nie zgadza sie na
                  masturbację, bez słowa protestu wyciągnęła z szuflady silikonową prezerwatywę (i
                  doliczyła do rachunku kilka dolarów). Klient płaci, klient wymaga. (Zdaje się,
                  że taką postawę wymusili Żydzi, którym też względy religijne zabraniają mieć
                  wytrysku poza pochwą.) W Australii funkcjonuje klinika leczenia niepłodności,
                  która w oficjalne procedury ma wpisane, żeby zapytać pacjenta, czy nie jest
                  przypadkiem katolikiem, a jeśli jest, zaopatrzyć go w prezerwatywę i pouczyć,
                  jak się jej używa (w tym pouczyć o robieniu dziurki!). Polskie laboratoria
                  sprowadzają takie prezerwatywy (na żądanie pacjenta) z Belgii lub z Anglii;
                  skoro się je tam produkuje, to widać ktoś je tam stosuje.

                  A dziurka... No tak. Może budzić uśmiech, a nawet zażenowanie. Sama ją
                  wstydliwie pominęłam w pierwszym liście smile. W moim osobistym odczuciu to jest
                  sprawa jakby trochę mniej ważna. Wiadomo, antykoncepcja jest zła i tak dalej; z
                  drugiej strony środki hormonalne w celach leczniczych się jednak dopuszcza -
                  można by tu dyskutować.
                  Ważniejsze w tej całej karkołomnej historii z badaniem nasienia wydaje mi się
                  prawo pacjenta do odmowy masturbacji. Żeby każdy, komu sumienie (albo cokolwiek
                  innego) nie pozwala uzyskać próbki nasienia przez samopobudzenie, miał możliwość
                  zrobienia tego inaczej.
                  • mayessa Re: A moim zdaniem... 24.02.05, 10:09
                    Mialam zaczac podobny watek wiec sie dopisuje.Jako narzeczona zagladam na forum
                    slub i wesele.I co?? Pelno watków na temat: "Zaplace za papierek o odbyciu nauk
                    przedmalzenskich" itp.Powiem Wam, ze w pewnym momencie troche mnie juz ponioslo
                    (no moze bez przesady ) ale jednak. Ja naprawde nie moge pojac tego jak ktos
                    decydujac sie na slub koscielny juz przed nim kombinuje po prostu oszukuje.
                    • grrrrw Re: A moim zdaniem... 24.02.05, 13:23
                      Juz tu kiedys bylo, jak do poradni przyszedl mlody chlopak z wlasna tesciowa
                      (przyszłą), bo corka byla zajeta czym innym. prowadzaca sie polapala, bo akurat
                      dziecko tej pani w szkole uczyla, ale nie dala nic po sobie poznac, tym
                      bardziej ze pani sie troche speszyla . Jak doszlo to nauki, widac sama na takie
                      nie chodzila i poczula sie uz nie speszona a skrepowana. Nauke w tym momencie
                      przerwano i na nastepne juz chlopak przychodzil juz sam.
                      Oczywiscie dostal jeden podpis.
                  • alex05012000 Re: książka czy artykuł w drodze ... 24.02.05, 15:55
                    bardzo mnie interesuje, ale będę musiała poczekać jak będzie w sieci, nota bene
                    jaki adres netowy?
                    kwestia potępiania sztucznych metod poczęcia przez KK zawsze wzbudza we mnie te
                    same emocje i pewne oburzenie.... możnaby dyskutować do rana, bo tak jak
                    rozumiem doskonale zakaz aborcji, czyli zabijania ludzkiego życia tak nijak nie
                    mogę pojąć zakazu pomnażania istot ludzkich...
                    w zacytowanym tekście ślicznie się pisze: "Mające się począć dziecko ma prawo
                    do tego, aby począć się z miłosnego złączenia małżonków. Nie z probówki i nie z
                    masturbacji." - extra! tylko co kiedy z miłosnego złączenia małżonków nie
                    poczyna się nic?
                    p.s. proszę nie pisać ze Bóg przygotował dla tych ludzi inną drogę i że powinni
                    się pogodzić z brakiem posiadania dzieci! aha, adopcja nie zawsze jest możliwa,
                    a propos adopcja też jest bez udziału miłosnego połączenia małżonków?!
                    p.s.2 ja zawsze przewrotnie mówię, że gdyby Bóg nie chciał mimo wszystko żeby
                    ci bezpłodni mieli dzieci toby ich rzeczywiście nie mieli - mimo sztucznych
                    metod niektóre pary nie mają przecież dzieci...
                    pozdrawaim serdecznie, temat ten już był, wiem, ale ja nie mogę sie powstrzymać
                    jak czytam tego typu wypowiedzi, przepraszam...
                    • lucasa Re: miesiecznik "w drodze" 24.02.05, 16:35
                      tutaj masz link:
                      www.wdrodze.pl/
                      artykuly z miesiecznika ukazuja sie z opoznieniem, ale i tak super, bo zawsze
                      moge komus podeslac link zamiast kserowac i wysylac

                      pozdrawiam,
                      Agnieszka

                      ps. nie podejmuje sie odpowiadac na Twoje pytania smile)) - sama swoich mam
                      mnostwo!
                      • lucasa Re: miesiecznik "w drodze" 24.02.05, 16:37
                        lucasa napisała:

                        > tutaj masz link:
                        > www.wdrodze.pl/
                        > artykuly z miesiecznika ukazuja sie z opoznieniem, ale i tak super, bo zawsze
                        > moge komus podeslac link zamiast kserowac i wysylac
                        >
                        > pozdrawiam,
                        > Agnieszka
                        >
                        > ps. nie podejmuje sie odpowiadac na Twoje pytania smile)) - sama swoich mam
                        > mnostwo!


                        raz jeszcze, bo troche sie pospieszylam,
                        artykuly z miesiecznika sa tutaj:
                        www.mateusz.pl/wdrodze/
                        nie ma tam jeszcze nr-u lutowego
                        A
                      • grrrrw Re: miesiecznik "w drodze" 24.02.05, 20:52
                        Ja sie juz zupelie wyeksploatowalam intelektualnie w tym temacie na Koscioł
                        religia. Zajrzyj tam, jest kilka fajnych watków.
      • minerwamcg Re: Notatki z kursu :)))) 28.02.05, 14:03
        No to ciąg dalszy notatek z kursu: na drugim spotkaniu, tym poswięconym
        naturalnym metodom planowania rodziny, nie byłam, bo mnie zmogła grypa.
        Trzecie, poświęcone psychologii zycia rodzinnego, odbyłam w parafii Bożego
        Ciała.
        Prowadziła je młoda dziewczyna, wyraźnie zażenowana faktem, że musi mówić do
        dużej grupy osób, aż miałam ochotę wstać i poprosić, żebym mogła ją zastąpić,
        bo mi żal było. Nie wiem, czy dlatego, czy z innego powodu mówiła raczej
        ogólnikami, na dokładkę przedstawiając problemy i ich możliwe rozwiązania
        wyłacznie z punktu widzenia żony. Faceci albo chrapali, albo oglądali sufit i
        ściany. W sumie nie powiedziała nic wartego zapamiętania, a to co powiedziała,
        ja też bym potrafiła, w dodatku "sprzedając" tę prościutką psychologię w sposób
        mam nadzieję bardziej atrakcyjny dla słuchacza.
        Potem mówił ksiądz. O potrzebie spowiedzi, o rachunku sumienia, o tym, jak się
        spowiadać (łacznie z formułkami). Najwyraźniej czuł, że dla wielu będzie to
        pierwsza spowiedź od bardzo dawna i jedyna na bardzo długo. Rzeczowo i
        sensownie, nie zahaczając jednak ani słowem o tzw. trudne tematy, które przy
        spowiedzi budzą największe kontrowersje.
        Rozdał książeczki "Rachunek sumienia narzeczonych", będące streszczeniem tego,
        co powiedział. Do tego jeszcze wrócę.
        Takie mi się to wszystko wydało trochę "dla nikogo". Dla tych, którzy prowadzą
        życie sakramentalne i wiedzą, jak i po co trzeba się spowiadać, było to zbyt
        ogólne - powtarzanie paru powszechnie znanych prawd. Dla tych, kórych trzeba do
        spowiedzi przekonać - zbyt jałowe.
        W następnym tygodniu wybrałam się do Dominikanów. Zajęcia z apostolstwa rodziny
        w świecie prowadziło małżeństwo, niestare i sympatyczne, a do tego najwyraźniej
        starające się, by uczynić wykład mozliwie atrakcyjnym. Było więc odpalanie od
        siebie świec, by zobrazować rozprzestrzenianie się wiary, była prezentacja w
        power poincie o tym, jak człowiek świadczy o swojej wierze wobec innych ludzi,
        było znowu parę anegdot, tym razem o dzieciach uczących się pacierza – a to
        któreś pytało, co to są „jakoimy”, inne znowu mówiło na mszy „narodził się z
        zmarłej dziewicy”... Ogólnie rzeczy sensowne i nawet dośc konkretne, które co
        prawda nam, trzydziesto-z okładem-letnim koniom nie objawiły żadnych nowości (o
        tym, że i w jaki sposób mamy ze sobą i z dziećmi rozmawiać o Bogu, mamy
        przegadane i obdyskutowane na wszystkie strony), mogły się jednak przydać
        młodszym.
        Następny wykład prowadził dominikanin, o uczestnictwie we Mszy świętej. Znowu –
        nic nowego, ale dało się tego słuchać bez zgrzytania zębów. Zapamiętałam jedno,
        że warto mieć "swój" kościół i "swoją" mszę - ale znowu, my pomimo różnicy
        wyznania już takowy i takową mamy.

        Wracając do rachunku sumienia narzeczonych - przy czwartym przykazaniu
        zaskoczyło mnie pytanie "czy nie odmawiamy rodzicom prawa do współdecydowania o
        naszych sprawach". Ożeż do licha! Oczywiście, że odmawiamy. Jesteśmy dorośli,
        odpowiedzialni, bierzemy ślub ze sobą, a nie z rodzicami. Dopuszczanie
        rodziców "do współdecydowania" oznacza dla mnie mamę zaglądającą dorosłej córce
        pod kołdrę i tatę, który dyktuje, kogo zaprosić na wesele. O obojgu
        narzeczonych zaś świadczy, że dojrzeli może do wszystkiego, ale na pewno nie do
        małżeństwa. I że dla dobra swojej przyszłej rodziny powinni sie rozstać i
        wrócić do siebie, kiedy będą dorośli - bo ślub bierze się we dwójkę, a nie w
        szóstkę.
        • mama_kasia Re: Notatki z kursu :)))) 01.03.05, 08:22
          Czytam to wszystko z wielkim zainteresowaniem, ponieważ w naszej
          parafii próbuje się przygotować parę par do prowadzenia takich nauk.
          Na razie tylko z npr. Moi przyjaciele ze wspólnoty zaczynają lada moment.
          Zgodnie z wytycznymi na pierwszym wykładzie mają mówić chyba ogólnie o metodzie,
          dodatkowo o budowie narządów rodnych. Załamka! Oczywiście nie o to im chodzi.
          Muszą przygotować wykład w miarę krótki i ciekawy, co łatwe nie jest,
          szczególnie że narzeczeni nie chcą tego słuchać (no, może nie wszyscy wink
          Nie wiem, może się mylę, ale chyba najlepsze jest mówienie o sobie,
          o swoim życiu. Co ty o tym sądzisz?
          • isma Re: Notatki z kursu :)))) 01.03.05, 10:50
            Mamokasiu, zawsze powtarzam, ze sila jest swiadectwo. To bodaj ktorys z
            czeskich kardynalow powiedzial "nie beda chcieli sluchac naszych nauk, ale
            zatrzymaja sie przed naszym swiadectwem".

            Ale po co oni maja mowic o anatomii? Chyba ci narzeczeni maja, u licha,
            ukonczona podstawowke? I chyba co jak co, ale anatomia w podejsciu "swieckim"
            i "koscielnym" sie nie rozni, chi, chi?
            • mama_kasia Re: Notatki z kursu :)))) 01.03.05, 11:20
              I o to chodzi smile
              Z tą anatomia to jakieś wytyczne książkowe... Myśleli, że wytyczne
              ułatwią im przygotowanie się, ale nic z tego wink)
          • minerwamcg Re: Notatki z kursu :)))) 01.03.05, 13:16
            Jasne, o wiele lepiej będzie się słuchało tego, jak sie człowiekowi w życiu
            teoria przełożyła na praktykę, niż samej teorii. Ci z ostatniego spotkania tak
            mieli, i było to sensowne.
            NPR to temat drażliwy, dotyka spraw, o których nie opowiada się publicznie –
            głupio by mi było patrzec na mojego męża i przy nim mówić do tłumu ludzi, kiedy
            współżyliśmy, a kiedy nie. Albo jaki śluz miałam przedwczoraj, a jaki tydzień
            temu. Poszanowanie intymności własnej i partnera to cholernie ważna rzecz – a z
            drugiej strony, żeby dzielić się „takimi” doświadczeniami trzeba być trochę
            ekshibicjonistą. Myślę, że najgorzej jest pomieszać strefę „medyczną”, tzn.
            wyjaśnienie zasad NPR i„życiową”, czyli jak się z tych zasad korzystało. Na
            forum ślubnym dziewczyny opowiadają horrorki, jak to pani prowadząca pokazywała
            swój kalendarzyk z zaznaczonymi datami współżycia i różnymi ginekologicznymi
            obserwacjami .
            Prowadzenie tych zajęć to – jak sobie wyobrażam – cholernie trudna sprawa. Z
            jednej strony trzeba być konkretnym, jak się zacznie mówić peryfrazami, nie daj
            Boże czerwieniąc się przy każdym słowie, korzyść z tego dla słuchaczy (poza
            zdrową uciechą) będzie żadna. Jeżeli potraktuje się zbyt „naturalistycznie” i
            zacznie jak np. pani w poradni (też informacja z forum ślubnego, nie wiem, na
            ile wiarygodna) pokazywać zdjęcia rozmazanego na dłoni śluzu, można całe NPR
            skutecznie obrzydzić. Ba! Ale jak to wszystko powiedzieć wiarygodnie a
            delikatnie?
            No i oczywiście słuchacze muszą uwierzyć, że NPR to może być sprawa prosta.
            Guzik, wcale nie prosta, przynajmniej na początku – ale jak się im ją
            przedstawi jako coś jasnego i klarownego, wymagającego umiarkowanego wysiłku, a
            z drugiej strony sensownego, można liczyć, że nie stwierdzą „czasochłonne,
            obrzydliwe i do tego skomplikowane”.
            No i jeszcze jedno, ale na to prawdę mówiąc nie mam pomysłu. Co poradzić
            ludziom, którzy zapytają, jak wytrzymać w płodny dzień, kiedy się najbardziej
            się chce? Wbić zęby w ścianę? Odmawiać różaniec? Wziąć zimny prysznic? A może
            brom?..
            • mama_kasia Re: Notatki z kursu :)))) 01.03.05, 22:24
              Myślałam, że o sobie, ale nie tak dokładnie wink
              Raczej bardziej jako świadectwo życia z Bogiem.
        • minerwamcg Notatki z poradni przedmałżeńskiej 02.03.05, 10:50
          Przyznam, że szliśmy z duszą na ramieniu. Wiedzieliśmy już (i to z forum
          Gazety!) że najprawdopodobniej nie trafimy na panią w moherowym berecie, tylko
          na młodego, podobno sympatycznego faceta. I tak się stało. Pan Leszek co prawda
          na początku dość obcesowo zapytał mnie o regularność okresu - wiem, że "taki
          zawód", ale mógł to zrobić delikatniej. Potem było już świetnie. Dowiedziawszy
          się, że chcemy mieć dzieci i to niejedno, wyraźnie się ucieszył. Pogadaliśmy
          trochę o kłopotach z płodnością, o tym, jak czasem trudno jest trafić w „dobry”
          dzień i że w związku z tym warto go umieć dokładnie określić. Przyjął do
          wiadomości, że miesiączkując przez ponad dwadzieścia lat jestem w stanie
          wyczuć, kiedy mam owulację i kiedy wzrasta mi temperatura. Przybił w papierach
          pieczątkę i zapytał, o czym chcielibyśmy porozmawiać. I tu zaczęła się bardzo
          sympatyczna rozmowa – o o naszej koncepcji bezstresowego wychowywania dzieci
          (minimum stresów dla otoczenia!), o przyjaciołach i ich roli w powstaniu
          naszego związku, o tym, że jako ludzie mocno już dorośli mamy trochę inne
          widzenie świata niż ci, którzy się żenią zaraz po dwudziestce (aczkolwiek
          średnia wieku żeniacych się w Krakowie wynosi teraz 28 lat! We wsiach
          podkrakowskich ten wskaźnik gwałtownie spada), o naszych rodzicach jako
          potencjalnych dziadkach i o tym, co zrobić, żeby dziecko nie przeszkadzało
          tacie-tłumaczowi pracującemu w domu. A przy okazji o warszawie rocznik 1970,
          którą jeździmy, o stryju-księdzu i jego zdrowiu, o psychologach i terapeutach
          (jak to zwykle bywa w Krakowie, dogadaliśmy się do wspólnego znajomego),
          słowem, jak mawiał bohater „Braci Karamazow”, z mądrym człowiekiem to i pogadać
          ciekawie. Gdzieś tak w połowie tej dyskusji pan Leszek stwierdził „jesteście
          taką fajną parą, że zaliczę wam jeszcze jedno spotkanie” – i wyszliśmy z dwiema
          pieczątkami zamiast jednej.
          Pan Leszek jest dla nas przykładem, że te obowiązkowe przygotowania, o ile
          sensownie poprowadzone, mogą być bezbolesne, rzeczowe i całkiem przydatne.
          Mojego narzeczonego (ewangelika przecież) ta rozmowa bardzo podniosła na duchu –
          niby wie, że nie wszyscy związani z Kościołem Katolickim mają mentalność
          mojego proboszcza (osobna historia), ale miło, że miał to okazję poczuć na
          własnej skórze.

          • minerwamcg P.S. Gdzie to jest? 02.03.05, 11:09
            Pan Leszek przyjmuje we wtorki od 17.30 do 18.30 (ale jak trzeba, to zostaje i
            dłużej) w parafii św. Stanisława Kostki przy ul. Konfederackiej w Krakowie.
            Wejście z boku kościoła, nad drzwiami napis "Oratorium św. Jana Bosko" czy coś
            w tym rodzaju, bo to salezjanie.
            • wierzba_b Re: P.S. Gdzie to jest? 02.03.05, 22:35
              Hm, św. Stanisław Kostka wyraźnie jest patronem sensownych poradni
              przedmałżeńskich wink Myśmy w Warszawie też byli u św. Stanisława Kostki (na
              Żoliborzu) i tam też całkiem OK było, pani konkretna, rzeczowa, zero ideologii,
              za to sporo się można było dowiedzieć. Potrzebującym polecam.
          • isma Off topic 02.03.05, 11:16
            Minerwo, Tys tez krakuska? wink)))
          • mama_kasia Re: Notatki z poradni przedmałżeńskiej 02.03.05, 11:21
            I to jest dobra droga!!!
            Dzięki, dla mnie to, co piszesz, jest naprawdę bardzo ważne.
            Wiem, że moi przyjaciele ze wspólnoty też to czytają smile

            A to mnie urzekło wink) "Przyjął do wiadomości, że miesiączkując przez
            ponad dwadzieścia lat jestem w stanie wyczuć, kiedy mam owulację i kiedy wzrasta mi temperatura". Nigdy nie myślałam o tym w ten sposób wink))
            • minerwamcg Re: Notatki z poradni przedmałżeńskiej 02.03.05, 12:34
              Prawda, powinnam była napisać "od dwudziestu lat", bo robi się z tego jakaś
              miesiączka stulecia smile
              A przyjmując, że w Polsce dziewczynka dostaje okres ok. 12 roku życia,
              osiemnastolatka ma z tą "miłą" przypadłością i w ogóle ze swoim cyklem
              rozrodczym do czynienia od sześciu. Dwudziestoośmiolatka (średnia krakowska) -
              już od szesnastu. Ma się kobieta czas trochę poobserwować i pewne prawidłowości
              zauważyć.
              Re Isma: a co do Krakowa... tak, tu się urodziłam i mieszkam. Ale niebawem
              wyjeżdżam do Warszawy. Żal będzie okrutny, ale z drugiej strony tu ani
              mieszkania, ani perspektywy na nie, do tego najfatalniejszy klimat...
      • minerwamcg Re: Notatki z kursu :)))) 14.03.05, 01:26
        Buuu, i to będzie chyba koniec notatek z kursu. Proboszcz w parafii mojego
        najmilszego prawiemęża (Warszawa) spisał protokół bez mrugnięcia okiem, o
        niepozaliczanych naukach taktownie nie wspomniał, w protokole napisał, że
        katechezy przedmałżeńskie narzeczona odbyła w Krakowie i tyle. Więc chyba
        resztę mam darowaną smile)))
        • mama_kasia Re: Notatki z kursu :)))) 14.03.05, 08:51
          I kto nam teraz będzie opowiadał o naukach przedmałżeńskich wink)))) ?
          • minerwamcg Blog "Narzeczona heretyka" :))) - niebawem w sieci 14.03.05, 12:49
            Nie martw się - dojrzeliśmy właśnie do spisania naszych doświadczeń z
            uzyskiwaniem dyspensy na małżeństwo mieszane. Sprawa jest w toku, stało się już
            bardzo dużo, a stanie jeszcze co najmniej drugie tyle smile)) Postanowiliśmy
            założyć blog, gdzie opiszemy swoje dotychczasowe potyczki z duchowieństwem
            obojga wyznań.
    • minerwamcg He, he - a to jak się Wam podoba? 17.03.05, 15:57
      Ręce opadają. A może to żart?
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=619&w=21750825&a=21779725
      • alex05012000 Re: He, he - a to jak się Wam podoba? 17.03.05, 16:11
        a o co chodzi? co to za wykres???
        [p.s. nauk przedmałżeńskich nie miałam, bo jak braliśmy ślub kościelny byliśy 6
        lat po cywilnym i z niemowlakiem - był ślub i chrzest na jednej mszy, i ksiądz
        nas zwolnił...]
        • glupiakazia Re: He, he - a to jak się Wam podoba? 17.03.05, 16:31
          o, czesc Mario, widze, ze juz z powrotem? Napisze na priva smile
          Chodzi o wykres miesiecznego cyklu kobiety wedlug zasad NPR.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka