verdana
02.09.04, 08:50
Wydaje mi się, ze rodzice, którym zalezy na religijnym wychowaniu dziecka
(mówię tu o katolikach, bo tylko ta religia jest w szkole) powinni uwazniej
przyglądać się nauczycielom religii. I protestować, o ile nie nadają się do
zawodu. Nauczyciele są różni, nie tylko tego przedmiotu, ale jakoś mam
wrażenie, ze w tym wypadku niekompetencja przekracza dopuszczalny poziom.
Siostra zakonna w przedszkolu tłumaczyła 5-latkom, ze wieczorem trzeba się
modlić, bo mozna się rano nie obudzić. Świecka katechetka (byłam świadkiem!)
życzyła 3-klasistom udanych wakacji i wzywała by nie martwiły się gdy zdepczą
motylka czy ptaszka, bo zwierzatka służą ludziom.
To naprawdę ważnie. Moja córka (licealistka) zrezygnowała z nauki religii po
doswiadczeniach z księdzem, który mówił jej, ze jeśli nie chce podporzadkować
się woli męża i wychowywać dzieci zamiast pracować zawodowo, to zostanie
starą panną, bo takiej nikt nie zechce. Kolejna katechetka (ta usunięta
dzięki wspólnej akcji rodziców) pokazała 17-latkom "Niemy krzyk", co wprawiło
kilka dziewcząt w taki szok, że wywołało awanturę. A potem przyszła młoda
zakonnica... Wystawiała z klasą Gombrowicza, rozmawiała. W efekcie moja córka
zapisała się na religię z powrotem, mimo ze w tym roku czeka ją matura.
Tak więc wybór nauczyciela religii moze wręcz zaważyć na zyciu religijnym
młodego człowieka.