swinka_babe
24.09.04, 12:12
Drodzy forumowicze, pisze pierwszy raz
Zdecydowałam się tu napisać bo może są tu osoby z małżeństw w których jedno
jest wierzące a drugie nie. Może będziecie mieli dla mnie jakies rady.
Sytuacja wygląda tak: byliśmy z mężem oboje niewierzący (z niewierzących
domów). Mąż był wręcz wojującym ateistą, wyśmiewał się z ludzi wierzących,
nie umiał zrozumieć że ktoś inteligentny może wierzyc w boga. Teraz mój mąż
odkrył „swoją” religię i chce się przyłączyc do tej wspolnoty, chodzi na
spotkania, nabożenstwa, wykłady. Na moje pytanie twierdzi że uwierzył w Boga.
Ja nie rozumiem jak to się mogło stac, mam podejrzenia że udzielanie się w
tej wspólnocie wypełnia mu jakies braki emocjonalne, towarzyskie, brak ojca
(nie zna go), korzeni rodzinnych. Jako ateistce jest mi trudno zrozumieć jak
można tak nagle uwierzyć, może pod wpływem jakiś niesamowitych zdarzeń w
życiu ale tak ot, po przeczytaniu paru książek na temat tej religii?
Na dodatek ta religia akcentuje mocno rolę rodziny, świętować się powinno
wspólnie itd. Mąż namawia mnie żebym z nim chodziła na spotkania. A ja nie
mam ochoty na przyjmowanie jakiejkolwiek religiii. Nie dosc tego, nie mam
czasu na chodzenie na te spotkania i mam żal do męża że tam chodzi bo zabiera
to dużą część naszego wspolnego czasu którego mamy bardzo mało bo ja mam
długie godziny pracy. Mamy małe dziecko, chciałabym żebysmy spędzali choc
weekendy we troje a tymczasem mąż wychodzi na prawie cały dzien na te
spotkania (nie w każdy weekend ale dość często są te spotkania). Mąż jest
oczarowany ludzmi których tam spotkał, rozumiem to ale boję się że to nas
podzieli. Mamy mało znajomych, nase życie towarzyskie było bardzo skromne ale
dotąd wydawało się to mężowi nie przeszkadzać, nawet ze swoim jedynym
przyjacielem rzadko się widywał.
Jestem zmartwiona tą całą sytuacją i nie wiem co robić. Nie chcę stawac na
przeszkodzie mężowi jeśli odkrył swoje „powołanie” ale też nie chcę się sama
w to angażować i żal mi czasu który spędzamy oddzielnie z tego powodu.