Wątpliwości!

21.02.05, 11:51
Postanowiłam się Was poradzić, bo od jakiegoś czasu męczą mnie wątpliwości.
Nie byłby to problem, gdyby nie moja córka, która niedawno skończyła roczek.
Moje wątpliwości nie dotyczą wiary w Boga,ale Kościoła katolickiego i tego,
co zostało mi wpojone w dzieciństwie. Moja rodzina (zwłaszcza babcie i
teściowie)jest bardzo przywiązana do tradycji kościelnych, a ja coraz
częsciej zastanawiam się nad ich słusznością. Przykłady:
- nie czuję Boga w tej wielkiej, pozłacanej świątyni, do której chodzę na
mszę (zdecydowanie lepiej czułam się w zakopiańskim drewnianym kościólku albo
na polowych mszach pielgrzymkowych),dodam, że wyboru wielkiego nie mam, bo w
mojej miejscowości wszystkie kościoły (czyt. proboszcze)zdają się prześcigać
co do ilości złoceń i ulepszeń typu nowe organy, choć stare całkiem dobrze
brzmią,
- nie potrafię się modlić słowami oklepanych modlitw (nie rozumiem tych
starszych pań, które na mszy przebierają w rękach paciorki różańca - nie
wiem, czy słuchają mszy czy odmaiwają rózaniec ?)
- jedyny obraz, jaki na mnie działa to Ten na Jasnej Górze - inne traktuję
jako lepsze lub gorsze malarstwo,
- nie rozumiem postu w piątek polegającego na niejedzeniu mięsa - większym
grzechem w moim odczuciu byłoby wyrzucenie do śmieci resztki wędliny, bo w
sobotę już mogłaby się nie nadawac do zjedzenia, nie mówiąc o tym, że np.
wiele osób woli ciacha od mięsa (mój wujek)i bez żadnej żałości zrezygnuje z
mięsnych potraw w piątek, ale będzie się zażerał kremówkami,
- księża z mojej parafii zajeżdzają pod bbloki (np. kolędując albo z komunią
do chorych) osiedlowe oddalone od kościoła ok 200 metrów samochodami - już
nieważne,że marki tych samochodów, że ho ho, ale na taką odległość
samochodem - ech;
- wiele wiele innych.
Porblem w tym, ze nie wiem, jak wychowam swoje dziecko. Ja żyję (staram się)
tak, żeby nie krzywdzić drugiego człowieka, chodzę do kościoła, bo
przyzwyczaiłam się, a poza tym nie chodząc naraziłabym się mojej rodzinie.
Nie umiem się modlić tak jak np. mój mąż - klęczy i odmawia te wszystkie
regułki - ja kładę się do łóżka, zamykam oczy i myślę o całym dniu - czym
mogłam kogoś albo Boga urazić, dziękuję Mu w duchu za wszystkie najmniejsze
uciechy, przede wszystkim za Majeczkę - wszystko swoimi słowami, bo inaczej
nie umiem się skupić. Ale Maja podrośnie, zacznie pytać, jak nauczyć ją
modlitwy, moja teściowa już teraz chodzi z nią po swoim mieszkaniu i pokazuje
obrazki "Zobacz, Bozia tu jest", a ja wierzę, ze Bóg jest w każdym ptaszku,
listku, ale najmniej w obrazku. Moje przekonania nie idą w parze z
przekonaniami rodziny i środowiska, w jakim przychodzi żyć mojemu dziecku.
Oni święcie są przekonani,że ksiądz to nieomal sam Bóg i trzeba robić i
myśleć, jak powiedział na kazaniu. Pewnie to nieskładnie napisałam, ale
myślę, że zrozumiecie o co mi chodzi. Poradźcie, proszę, jak wychowywać
dziecko, żeby wg mnie korzystało z podpowiedzi serca jako wyznacznika drogi
życiowej , ale nie narażając się na uwagi środowiska, bo np. nie wpatruje się
w obrazek święty przy modlitwie.
    • mama_kasia Re: Wątpliwości! 21.02.05, 12:38
      Nie za bardzo potrafię radzić, ale tak mi się wydaje,
      że przede wszystkim to Ty musisz być przekonana, że dobrze robisz.
      Wtedy żadne bacie, ciocie czy sąsiadki nie będą miały wpływu.
      Bo Ty będziesz pewna, że taka jest Twoja wiara i tak chcesz wychować dziecko.
      Teraz trochę dla rozjaśnienia wątpliwości wink
      - różaniec - jest taki list papieża o różańcu, nie wiem, czy czytałaś.
      Dla mnie kapitalny. W swoim czasie potwierdził on to, co sądziłam o różańcu.
      Gdy modlę się tą modlitwą, czytam najpierw fragment ze Słowa Bożego
      odnośnie danej tajemnicy lub przypominam ją sobie. Potem te "zdrowaś Mario"
      są tylko podkładem do rozważania. To kwestia wprawy wink
      - obrazy to dla mnie głównie malarstwo, chociaż byłam w Wilnie i widziałam
      obraz "Jezu ufam Tobie". Był zupełnie inny niż kopie, które widziałam.
      Klęczałam w tym kościele i byłam wdzięczna Bogu za to, że jestem w tym
      miejscu, że przypomina mi o swojej miłości. Byłam też na mszy w Ostrej Bramie.
      Tak było tam ciasno. Dla mnie te miejsca są niezwykłe, bo kojarzą się
      z jakimiś wydarzeniami z historii, bo są historią. To tak jak pobyt w
      górach, dotarcie do szczytu, zachwyt widokiem. Po prostu są miejsca,
      które wywołują wzruszenie... Są też takie obrazy... I jakoś tak mam, że
      to prowadzi mnie do Boga, który jest Piękne doskonałym...

      A Twoja modlitwa nie musi przecież być taka jak męża.
      Wczoraj czytałam wywiady z nawróconymi swego czasu członkami polskich
      zespołów rockowych. Siedziałam cały wieczór i nie mogłam się oderwać.
      Oni, jak dotarła do nich prawda o Bogu, jak się Nim zachwycili, to po
      prostu wsiąkli. Poszli na całość. Książka ma zresztą tytuł "Radykalni".
      Nic, żadna głupota, jak pojawia się w Kościele, nie mogła ich odciągnąć.
      Co ważniejsze, oni stwierdzili, że w Kościele, i to katolickim, tym
      wydawało się im wcześniej - skostniałym, co podkreślali, jest Żywy Bóg.
      Super książeczka.
      To tyle bardzo luźnych zapisków wink
    • grrrrw Re: Wątpliwości! 21.02.05, 13:31
      Watpliwosci religijne maja chyba wszyscy i nie jest to grzech.
      Tradycje przez małe t to tylko forma wyrazania religijnosci. Formy te sie
      zmieniaja.
      Jak nie macie drewnianego kosciolka w okolicy, to chodz z dzieckiem do tego,
      jaki macie. A przy okazji wyjazdow pokazuj mu inne wnetrza, dla edukacji.
      Zabieraj na pielgrzymki i pokazuj różne obrazy - jest taka ksiazka "Przewodnik
      po sanktuaraich maryjnych" czesto z dziecmi przegladami i dyskutujemy, który
      obraz jaki jest. Skad wiesz, moze twoje dziecko akurat bedzie lepiej sie czulo
      i modliło w pozlacanej cerkwi ? Moze bardziej przemówi do niego figura z
      Jazłowca.
      Ja nie potrafie modlic sie we wnetrzach protestanckich zborow, nieprzytulnie i
      zimno, brak inspiracji.
      Ucz dziecko modlic sie własnymi słowami. Wyjasnij mu, ze modlitwa pamieciowa
      przydaje sie, gdy chcemy modlic sie wspolnie, albo mamy we łbie taki metlik, ze
      tylko powtarzanie formułek sie udaje (ja tak mialam w czasie operacji syna).
      Wyjasnij mu, ze formułki te sa bardzo stare i wszystkim chrzescijanom znane. Ze
      modlitwe Ojcze NAsz ułozył sam Pan Jezus, a Zdrowas Maria to cytat z Pisma
      Swietego.
      Idea postu od przyjemnosci jest bardzo łatwo przez dzieci pojmowana. Jak masz
      wyrzucic - to zjedz, albu zwierzatku daj. Tak ucz dziecko - czyli ucz ja szukac
      wewnetrznego sensu przepisow i zwyczajow religijnych. Bo potem bedzie sie
      zastanawiac, czy moze isc do komunii, bo jej komar do gardla wlecial
      (autentyczne)!
      Nie ucz dziecka zawisci o to co inni maja. Nie wiem dlaczego ksiadz podjezdza
      samochodem, moze potem jeszcze gdzies dalej jedzie, a moze nie chce wsród
      pijakow z osiedlowego sklepu z Najswietszym Sakramentem sie przepychac ?
      Jednoczesnie ucz modlitwy za ksiezy i odpowiedzialnosci za Kosciół.
    • lucasa Re: Wątpliwości! 21.02.05, 14:15
      gdyby nie taki dlugi post, to pomyslalabym, ze to prowokacja, wystepuja tu
      prawie wszystkie oklepane zarzuty, ktorymi rzucaja albo ci, ktorzy wlasnie
      odeszli od KK, albo ci, ktorzy nie do konca zrozumieli
      bo przeciez,
      nikt nie kaze Ci modlic sie oklepanymi slowami (jak Twoja rodzina moze to
      sprawdzic (?) czy Cie do tego zmusic? co ma ktokolwiek do tego jakimi slowami
      Ty sie modlisz)
      obraz (zaden, nawet ten z Jasnej Gory) nie musi na Ciebie dzialac, ani nie
      musisz sie wpatrywac w swiety obrazek
      nie musisz rozumiec tego jak starsze osoby czy ktokolwiek inny sie modli, a tym
      bardziej nie musisz sie modlic na rozancu, jezeli ta forma modlitwy CI nie
      odpowiada,
      nikt CI nie kaze podziwiac ksiezy, pracy wlozonej w dekoracje/odnowienie
      kosciola, czy marki ich samochodow
      itd, itd, itd,
      smutne, ze tak postrzegasz rzeczywistosc, super, ze tyle rzeczy zauwazylas i
      teraz tylko od CIebie zalezy czy odejdziesz od tego co ktos Ci mowi (tylko kto?
      i kiedy? w dziecinstwie?) a zwrocisz sie ku Bogu (Bogu Osobowemu, bo w
      przeciwnym razie ciezko Ci bedzie wytlumaczyc coreczce zwiazek miedzy Bogiem w
      listku a Bogiem, ktory umarl na krzyzu)

      moze dobrym wyjsciem byloby przylaczenie sie do wspolnoty? choc sama wiem, ze w
      malej miejscowosci moze to byc trudniejsze.
      poza tym czytanie i czytanie i czytanie. i Biblii (moze tez odkryjesz, ze
      takie "oklepane" slowa Psalow tez moga byc piekne i tyle wyrazic, i pomoc sie
      modlic wtedy, kiedy nam brakuje slow/sil/energii), i ksiazek ("Radykalni" sa
      super pomyslem), i magazynow (ja akurat mam dostep do "W drodze" i b. mi
      odpowiada),
      ale przede wszystkim modlitwa. wlasnymi slowami smile
      a przeciez mozesz to tez zaproproponowac mezowi
      a przeciez na poczatku od Ciebie zalezy jaka bedzie wiara Twojej coreczki, ale
      tez przede wszystkim Twoja wlasna!
      pozdrawiam serdecznie,
      Agnieszka

      ps. poza tym po przeczytaniu Twojego postu mam takie wrazenie, ze wszyscy
      dookola CIebie cos zle robia, bo rodzina lacznie z mezem modli sie oklepanymi
      slowami, babcie przebieraja (?) paciorki rozanca, ktos inny modli sie do
      obrazow, ksieza - ah, to co oni robia to juz w ogole...

      a gdzie Ty jestes w tym wszystkim?

      ps. odezwij sie jeszcze, dobrze? Twoje slowa przypominaja mi troche sama siebie
      z czasow przed-studenckich. a w tym cale piekno wiary, ze caly czas sie
      rozwijamy i ksztaltujemy.
    • paulina62 Re: Wątpliwości! 22.02.05, 12:25
      Bardzo Wam dziękuję! Cieszę się, że odważyłam się tu napisać i spotkałam się z
      odzewem. Nie mam zamiaru odchodzić od Kościoła - i dlatego próbuję walczyć z
      tymi wątpliwościami, które zaczęły mnie ostatnio przerastaś (dodam, ze ostatnio
      przerosły mojego tatę i boję się, żeby mnie ta "choroba" nie dopadła - on i
      jego koledzy z pracy to właśnie tacy ludzie, których tematy zaczęły się
      ograniczać, do tego, jacy są księża).
      Bardzo mnie podbudowało to, co napisaliście o modlitwie własnymi słowami, bo
      właśnie, Lucaso, czasem mi "każą" klepać te modlitwy (rodzinne odmawianie
      modlitwy ostatnio przy umierającym dziadziu), które nie odpowiadają mi w takiej
      formie. Swego czasu szukałam w książkach innych modlitw i to bardziej mi
      odpowiadało. A może polecilibyście mi jakieś pozycje (moją ulubioną dotychczas
      były "Modlitwy na każdy dzień" ks Malińskiego - to do mnie przemawiało, ale po
      jej czytaniu przez 3 lata znów muszę poszukać czegoś nowego).

      Zdaję sobie sprawę, że piszę chaotycznie, ale ciężko mi swoje kilkuletnie
      przemyślenia przelać nagle w jedną wypowiedź.

      Wspólnota u mnie w mieście odpada. Młodzież i ludzie starsi (czyt. babcie na
      emeryturach) mogą jeszcze coś znaleźć, ale dla młodych małżeństw z dziećmi nie
      ma nic.

      Wiem, że wygląda, jakbym na wszystko narzekała, ale z moich obserwacji wynika,
      że naprawdę nie jest wesoło:
      - dlaczego osoba biedna żebrająca pod kościołem może liczyć tylko na parę
      złotówek, a na organy czy żyrandole ludzie rzucają setki,
      - dlaczego, gdy jest zbiórka na Orkiestrę Swiątecznej Pomocy, to w parafii
      zawsze organizują inną zbiórkę Caritasu (w tym roku na ofiary tsunami) - cele
      równie ważne, ale w innej parafii zbiórka Caritasu była tydzień wcześniej, a na
      dodatek co roku wolontariusze Orkiestry są "przestawiani" za parking kościoła,
      - dlaczego moja ciotka, która codziennie biega do kościoła i odmawia różaniec,
      koronkę, należy do wspólnoty, tak bardzo narzeka, ze musi się zajmować
      schorowanymi rodzicami, a swojego ojca w szpitalu nie odwiedziła, bo ona "nie
      lubi szpitala",
      - dlaczego mojej przyjaciólki teściowa, która cały dzień słucha Radia Maryja,
      jest Różą Różańca itp., terroryzuje swoją rodzinę atakami histerii i humorów
      oraz obrzuca wyzwiskami, chociaż oni jej wcale nie zawinili, wręcz przeciwnie.

      Hipokryzja na każdym kroku jest w moim otoczeniu właśnie związana z ludźmi,
      którzy uważają się za najlepszych katolików, a ludzi oceniają tylko po tym, czy
      chodzą do kościoła.

      Lucaso - nie chcę wszystkich i wszystkiego krytykować, ale mój post tego
      dotyczy, stąd to. Widzę też ludzi dobrych i chwała im za to (np. moi teściowie -
      do rany przyłóż - mają swoje różne, ale hipokryzji w nich nie ma za grosz).
      Rozpisałam się, a tu trzeba coś na obiad upichcić smile

      Jeszcze jedno - gdzie znajdę tę książkę "Radykalni"?
      Potrzebuję jeszcze wiele wyjaśnień, ale to może w osobnych wątkach.
      • direta Re: Wątpliwości! 22.02.05, 12:43
        Napisałam do Ciebie na priva!
      • mama_kasia Re: Wątpliwości! 22.02.05, 13:24
        Paulina, pisz o swoich wątpliwościach. Tak jak potrafimy, będziemy
        odpowiadać smile
        Już wcześniej chciałam napisać o organach, ale zapomniałam. Pewnie, że
        nie jest to najistotniejsza sprawa, ale ostatnio na ten temat rozmawiałam
        z organistą z mojej wspólnoty. I dowiedziałam się, że organy trzeba
        dwa razy do roku (po zimie i chyba po lecie, ale pewna nie jestem)
        sprawdzać, dostrajać - taki mini przegląd, który do tanich nie należy.
        Co jakiś czas konieczny jest remont. U nas był 4 lata temu i to podobnie
        skandalicznie dawno. Byłam zaskoczona kwotami, jakie rzucał. Nie powtórzę
        ich, bo znając siebie na pewno coś pokręcę wink
        W naszych kościelnych organach wpadają klawisze. Gra się już na nich
        nieciekawie. Byłam zaskoczona tymi wszystkimi informacjami...
        Wiem, że nie jest to najważniejsze. Piszę o tym bardziej na zasadzie
        ciekawostki. Ale z drugiej strony, jak tak się głębiej wejdzie w różne
        koszty, motywy postępowania księży, to można doszukać się sensu, choć
        przyznaję są też nadużycia.
        A jeśli chodzi o innych, o hipokryzję, to ja bym jednak bardziej skupiła
        się na sobie. Na jednych rekolekcjach ojciec mówiąc nam o grzeszności
        człowieka, podkreslał, że my nie możemy gorszyć się świństwami robionymi
        przez innych, też przez księży. Pewnie, że to jest zło, ale nie możemy
        dopuszczać, aby ono nas dotknęło. Potem już tylko krok do stwierdzenia, że
        Kościół jest zły.
      • grrrrw Re: Wątpliwości! 22.02.05, 13:41
        A może polecilibyście mi jakieś pozycje (moją ulubioną dotychczas
        > były "Modlitwy na każdy dzień" ks Malińskiego - to do mnie przemawiało, ale
        po
        > jej czytaniu przez 3 lata znów muszę poszukać czegoś nowego).

        Spróbuj brewiarz, wersja mala (dla swieckich), do kupienia w wiekszych
        sklepach z dewozjonaliami lub w sklepie przy kurii.
        > Wspólnota u mnie w mieście odpada.


        A moza sama cos zainicjujesz ?


        > - dlaczego osoba biedna żebrająca pod kościołem może liczyć tylko na parę
        > złotówek, a na organy czy żyrandole ludzie rzucają setki,

        Skad wiesz, czy ona naprawde jest biedna, czesto ludzie chorzy psychicznie ,
        otoczeni miloscia i opieka wymykaja sie i zebrza.
        Byla tez taka akcja "nie dawaj na ulicy zebrakom", podobno w wiekszosci to
        oszusci, czesto alkoholicy czy narkomani - lepiej dac na jaka stołowke czy
        schronisko, laznie dla ubogich.

        To co na tace - na utrzymanie kosciola, stulowe - dla ksiedza, na biednych
        osobna skarbonka, na tzw. kwiaty - czyli dla zakrystianki osobna. Trzeba to
        wiedziec, nie rzucac na oslep.

        > - dlaczego, gdy jest zbiórka na Orkiestrę Swiątecznej Pomocy, to w parafii
        > zawsze organizują inną zbiórkę Caritasu (w tym roku na ofiary tsunami) - cele
        > równie ważne, ale w innej parafii zbiórka Caritasu była tydzień wcześniej, a
        na dodatek co roku wolontariusze Orkiestry są "przestawiani" za parking
        kościoła,


        Nie wiem, ale caritas ma osobne konto, owsiak osobne, a ludzie tylko jedna
        portmonetke. Ja daje wiecej na caritas, na owsiaka drobne sumy, bo nie ufam czy
        dobrze gospodaruje pieniedzmi.

        dlaczego moja ciotka, która codziennie biega do kościoła i odmawia różaniec,
        > koronkę, należy do wspólnoty, tak bardzo narzeka, ze musi się zajmować
        > schorowanymi rodzicami, a swojego ojca w szpitalu nie odwiedziła, bo ona "nie
        > lubi szpitala",

        Bo jest jak wszyscy ludzie dotknieta pietnem grzechu pierworodnego, co
        pozostawilo skutki w naturze ludzkiej - jest ona wewnetrznie malo zintegrowana,
        nielogiczna, poczytaj sw. Pawła ten slynny cytat "nieszczesny ja czlowiek"...
        . U niektorych (np. chorych psychicznie nawet bardzo malo zintegrowana)

        > - dlaczego mojej przyjaciólki teściowa, która cały dzień słucha Radia Maryja,
        > jest Różą Różańca itp., terroryzuje swoją rodzinę atakami histerii i humorów
        > oraz obrzuca wyzwiskami, chociaż oni jej wcale nie zawinili, wręcz przeciwnie.

        > Moze jest chora na histerie ( to nie to samo co hipokryzja),albo cos
        gorszego, a radio maryja tego nie leczy, trzeba isc do lekarza.

        > Hipokryzja na każdym kroku jest w moim otoczeniu właśnie związana z ludźmi,
        > którzy uważają się za najlepszych katolików, a ludzi oceniają tylko po tym,
        czy chodzą do kościoła.

        Chodzenie do kosciola ma sens wtedy, gdy nastawiona jestes na korzysci plynace
        ze sluchania Slowa Bozego i laski eucharystii. Zakladajac ze ktos jest
        nastawiony, zawsze lepiej isc niz nie isc, ale to zdecydowanie prywatna sprawa.

        W malej miejscowosci chodzenie do kosciola, właczanie w inicjatywy parafialne
        czesto jest traktowane jako obowiazek towarzyski, a niechodzenie i
        nieangazowanie jako lekcewarzenie lokalnej wspolnoty.
    • grrrrw uwagi meza 22.02.05, 20:59
      Maz - radny - twierdzi, ze na terenie przykoscielnym sa jakies inne przepisy co
      do zbiórek publicznych, za te osoby odpowiada parafia, przepisy sa uproszczone
      (nie potrzeba identyfikatorow i pozwolenia kazdorazowego imiennego), a poza
      inne. Wiec chyba chodzi o to, ze za osoby zbierajace na owsiaka parafia nie
      moze reczyc, ktos inny (urzad miasta chyba) za nich reczy. I oni musza miec
      identyfikator, a nieletni opieke doroslej osoby i puszki inaczej opieczetowane.

      Co do zebraka - moze ludzie go znaja (mala miejscowosc) i uwazaja ze wcale nie
      jest biedny, albo nie znaja i nie wiedza czy rzeczywiscie jest biedny,albo
      pamietaja z czasow, gdy mu mówili "popraw sie Jozek" bo skonczysz na zebrach
      pod kosciolem. A on na to ze sobie wyprasza wtracanie w osobiste sprawy.
    • paulina62 Re: Wątpliwości! 25.02.05, 12:13
      Tyle wczoraj napisałam,a Maja klik - i skasowała smile)))

      Co do Owsiaka - ja mu wierzę, bo widziałam efekty zbiórek w szpitalu smile
      Organy - co innego konserwować, a co innego sprowadzać z zagranicy jakieś super
      wielkie. Ale nieważne!
      Żebraczki - ja nie mogę przejść obojętnie, bo zapamiętałam sobbie w
      dzieciństwie słowa, że to Sam Pan Jezus może byc przebrany. Wyrzuty sumienia,
      jak nie dam są zbyt wielkie.A jak ktoś zbiera na chore dziecko to w ogóle smile))
      Mam dzisiaj optymistyczne nastawienie do świata.
      Odwiedziłam veritas i kupiłam książkę Bosmansa - to tak jakby mówił do mnie.
      A koleżanka pożyczyła mi (swoją drogą dziwny zbieg okoliczności, że właśnie
      teraz )"Listy starego diabła do młodego" - daje wiecej do myślenia niż
      wszystkie homilie jakie do tej pory słyszałam.

      grrrw - sama nic nie zainicjuję, bo ja z tych cichych, nieśmiałych myszek sad

      Mamo Kasi - wbrew pozorom nie skupiam się na cudzych błędach, przynajmniej nie
      na codzień, tu się tak nagle wyżaliłam.

      Zapytam się WAs jeszcze o coś w innym wątku.
      Pozdrawiam.
    • mader1 Re: Wątpliwości! 27.02.05, 23:58
      No duzo tych watpliwosci.
      Po pierwsze to chcialamm podziekowacc Braciomm Protestantom za
      milczenie tym watku , co dowodzi ich taktu, bo niektorzy tez mieli
      takie watpliwosci.
      Kazdy z nas ma sporo watpliwosci, co wychodzi poszczeegolnych
      watkach. Niektore z poruszanych przez Ciebie tematow sa oczywiste -
      bardzo to przykre, ze ludzie nie potrafia czy nie chca byc lepsi.
      Co do kosciolow, obrazow - duzo by pisac, ale byly juz takie watki
      na tym forum. W swoim zyciu mialam pare parafii i zadna nie byla
      doskonala. Gdybym wybrala z kazdej najwartosciowsze dla mnie elementy -
      bylby to kosciol marzen. Ale wiesz, co jest najzabawniejsze ? To, zee
      byc moze moja sasiadka uwazalaby, ze te najbardziej ccenione przeze
      mnie elementy, sa do kitu smile
      Ale najtrudniejszy zarzut, ktory wysunelas to obluda.
      Bo ja sama nie wiem, jak jest ze mna. Wiele osob wie, ze jestem
      wieerzaca i nie chcialabym nikogo zgorszyc, a przeciez, choc sie
      staram, grzesze sad
      Wcale nie czulamm sie w porzadku, wrzucajac pieniazek jakiemmus
      glodnemu dziecku. Uwazalam to za latwee uspokojenie sumienia.
      Wlasciwie czulam, ze powinnam je wziac, przygarnac, pomoc, zalatwic
      jego sprawe definitywnie. A gdyby to byl Jezus ? Czy nalezaloby
      odejsc po wrzuceniu drobnych do puszki ?
      A pomaganie bardziej czynne - tzn. opieka nad inna rodzina - to do
      jakiego momentu ? Czy mamy oddawac nadwyzke ? Czy mamy ograniczac
      naszych bliskich ?
      Tak naprawde w porzadku czulabym sie gdybym tak weszla miedzy tych
      najbiedniejszych, ze bylabym jedna z "nich" i pomagala im, wzmacniala
      ich z tej pozycji.
      A jeszczee tak nie potrafie.
Pełna wersja