paulina62
21.02.05, 11:51
Postanowiłam się Was poradzić, bo od jakiegoś czasu męczą mnie wątpliwości.
Nie byłby to problem, gdyby nie moja córka, która niedawno skończyła roczek.
Moje wątpliwości nie dotyczą wiary w Boga,ale Kościoła katolickiego i tego,
co zostało mi wpojone w dzieciństwie. Moja rodzina (zwłaszcza babcie i
teściowie)jest bardzo przywiązana do tradycji kościelnych, a ja coraz
częsciej zastanawiam się nad ich słusznością. Przykłady:
- nie czuję Boga w tej wielkiej, pozłacanej świątyni, do której chodzę na
mszę (zdecydowanie lepiej czułam się w zakopiańskim drewnianym kościólku albo
na polowych mszach pielgrzymkowych),dodam, że wyboru wielkiego nie mam, bo w
mojej miejscowości wszystkie kościoły (czyt. proboszcze)zdają się prześcigać
co do ilości złoceń i ulepszeń typu nowe organy, choć stare całkiem dobrze
brzmią,
- nie potrafię się modlić słowami oklepanych modlitw (nie rozumiem tych
starszych pań, które na mszy przebierają w rękach paciorki różańca - nie
wiem, czy słuchają mszy czy odmaiwają rózaniec ?)
- jedyny obraz, jaki na mnie działa to Ten na Jasnej Górze - inne traktuję
jako lepsze lub gorsze malarstwo,
- nie rozumiem postu w piątek polegającego na niejedzeniu mięsa - większym
grzechem w moim odczuciu byłoby wyrzucenie do śmieci resztki wędliny, bo w
sobotę już mogłaby się nie nadawac do zjedzenia, nie mówiąc o tym, że np.
wiele osób woli ciacha od mięsa (mój wujek)i bez żadnej żałości zrezygnuje z
mięsnych potraw w piątek, ale będzie się zażerał kremówkami,
- księża z mojej parafii zajeżdzają pod bbloki (np. kolędując albo z komunią
do chorych) osiedlowe oddalone od kościoła ok 200 metrów samochodami - już
nieważne,że marki tych samochodów, że ho ho, ale na taką odległość
samochodem - ech;
- wiele wiele innych.
Porblem w tym, ze nie wiem, jak wychowam swoje dziecko. Ja żyję (staram się)
tak, żeby nie krzywdzić drugiego człowieka, chodzę do kościoła, bo
przyzwyczaiłam się, a poza tym nie chodząc naraziłabym się mojej rodzinie.
Nie umiem się modlić tak jak np. mój mąż - klęczy i odmawia te wszystkie
regułki - ja kładę się do łóżka, zamykam oczy i myślę o całym dniu - czym
mogłam kogoś albo Boga urazić, dziękuję Mu w duchu za wszystkie najmniejsze
uciechy, przede wszystkim za Majeczkę - wszystko swoimi słowami, bo inaczej
nie umiem się skupić. Ale Maja podrośnie, zacznie pytać, jak nauczyć ją
modlitwy, moja teściowa już teraz chodzi z nią po swoim mieszkaniu i pokazuje
obrazki "Zobacz, Bozia tu jest", a ja wierzę, ze Bóg jest w każdym ptaszku,
listku, ale najmniej w obrazku. Moje przekonania nie idą w parze z
przekonaniami rodziny i środowiska, w jakim przychodzi żyć mojemu dziecku.
Oni święcie są przekonani,że ksiądz to nieomal sam Bóg i trzeba robić i
myśleć, jak powiedział na kazaniu. Pewnie to nieskładnie napisałam, ale
myślę, że zrozumiecie o co mi chodzi. Poradźcie, proszę, jak wychowywać
dziecko, żeby wg mnie korzystało z podpowiedzi serca jako wyznacznika drogi
życiowej , ale nie narażając się na uwagi środowiska, bo np. nie wpatruje się
w obrazek święty przy modlitwie.