Dodaj do ulubionych

Jałmużna

14.04.05, 14:26
Parę razy z dziewczynkami mijałyśmy różne babuleńki na spacerach. Na początku
tłumaczyłam i dawałam pieniążka, żeby dały pani na jedzenie. Teraz już same
wiedzą i jak tylko zobaczą kogoś siedzącego na ulicy z wyciągniętą ręką proszą
o pieniążka dla pani...
Jak sobie z tym radzicie? Dajecie wszystkim? Nawet tym, którzy od razu
wyglądają Wam na takich, którzy pójdą do najbliższego monopolowego i wydadzą
na "jabola"? Może kupujecie coś do jedzenia? Pozwalacie Duchowi Św prowadzić
się w takich sprawach? Jak?
Jak to wytłumaczyć dzieciom? Dawać zawsze? Nie zawsze? Mam mętlik, dziś nie
dałam jednej pani na spacerze, a moje tłumaczenia były dość mętne...
Obserwuj wątek
    • darcia73 Re: Jałmużna 14.04.05, 15:05
      Rzadko daję pieniądze żebrzącym na ulicach. Ktoś musi mnie rzeczywiście
      poruszyć, abym to zrobiła. Wpływ na to miały różne reportaże w TV a naciąganiu
      ludzi właśnie przez ulicznych „żebraków”. A ja wolę kupić bułkę dziecku
      sąsiadki niż dawać kasę na alkohol. Gdy ktoś jest natarczywy wtedy oświadczam –
      mogę kupić jedzenie ale pieniędzy nie dam. Jeżeli wiem, ze ktoś z moich
      dalszych lub bliższych znajomych ma kłopoty finansowe, kupuje co potrzeba i
      jadę; czasami nachalnie zostawiając kupione rzeczy, bo ktoś kto nie ma wstydzi
      się przyjąć pomoc rzeczowa, nie mówiąc już o pieniądzach, tych nikt jeszcze nie
      chciał wziąć.
      Ale wiem, ze trzeba pomagac tym, ktorzy są wokół nas, bo sama kiedys zostałam
      porzucona przez męża, bez kasy, z ogromnymi długami narobionymi przez eksa.
      Doświadczyłam na własnej skórze jak to jest, kiedy człowiek ma pusta lodówkę i
      nie ma za co zapłacic rachunków.
      • marzek2 Re: Jałmużna 14.04.05, 15:10
        Tak Darciu, ale jak wytłymumaczyć dziecku, któremu najpierw mówię, że Pan Jezus
        mówił nam, żeby pomagać tym, którzy są w potrzebie, daję pieniądze a potem nagle
        innej osobie nie daję... To nie takie proste...
        • darcia73 Re: Jałmużna 14.04.05, 15:21
          Moj synek jeszce nie zadaje takich pytań, ale ja bym mu powiedziala, ze nie
          kazdy, ktory prosi o pieniądze jest tym potrzebujacym i Pan Jezus dał nam rozum
          abysmy mądrze umieli tej pomocy udzielac. Ze niestety sa ludzie, ktorzy nie sa
          uczciwi i na takie osoby nalezy uwazac. Ze jest to bardzo trudne ale zawsze
          mozna się pomodlic i poprosic Pana Jezusa o wsparcie duchowe i mądrość.
          • mama_kasia Re: Jałmużna 14.04.05, 15:49
            Dobrze mówisz darcia smile

            Daję, ale w zasadzie tylko tym, co przychodzą do domu.
            Z reguły jest to jedzenie, ale i o jedzenie właściwie
            proszą. Przychodzi jeden pan i prosi o jakieś grosze na opatrunek.
            Trochę z nim ostatnio rozmawiałam. O jego braku pracy, o tym, że
            czeka na wiosnę, żeby pójść sadzić ziemniaki i zarobić coś. Pamiętał,
            że już raz dałam mu pieniądze smile Dałam znowu.
            Różnie jest. Czasami przychodziły dzieci, prosiły o jedzenie i złotówkę.
            Potem widziałam to jedzenie zostawione na schodach. Następnym razem
            powiedziałam im o tym.
            Było też tak, że prosili o jedzenie, a gdy wychodziliśmy z tym jedzeniem
            ze sklepu już ich nie było...
            Przychodzą po ubrania, po zabawki. Jak mam, to się dzielę, ale pieniędzy,
            z małymi wyjątkami, nie daję. A już na ulicy nie daję wcale, ale właściwie
            to ja nie spotykam żebrzących na ulicy. Pewnie za mało chodzę po mieście..
        • samboraga Re: Jałmużna 14.04.05, 15:22
          Nie daję.
          Daję tylko jak ktoś poprosi o kupienie bułki albo herbaty.
          I też mam zgryz z tymi dzićmi, ale mówię jak daję i (dlaczego!) 'na owsiaka'
          albo ten 1% podatku (temat na czasie!), albo idziemy do sióstr zakonnych przy
          przedszkolu i dajemy stare ciuchy dla ubogich (co do zabawek to trudno mi go
          było przekonać więc dałm spokój, jałmużna nie może bbyć dla dziecka horrorem).
          I mówię że wiem że tam to będzie dobrze wykorzystane, że dostaną potrzebujący.

          A swoją drogą dziwnie zawężyło się to słow 'jałmużna', tak pejoratywnie jakoś i
          tylko dla brudnych, bezdomnych....
          A w końcu pomoc hospicyjna, charyutatywna - to tez z jałmużny, nie?smile

          Choć zdarzyło mi się przy dzieckui powiedzieć komuś, że treż mam dziecko i nie
          dam, że trzeba poszukać pracy - i potem do mnie doszło, że a nu ż rzeczywiście
          bezrobotny był? Xle sie po tym czułam...
        • jancze Re: Jałmużna 14.04.05, 15:26
          To nie zawsze muszą być pieniądze. Można dać kanapkę, bułkę itd. Jeżeli
          proszący, nie będzie tego chciał, to samo dziecko zobaczy , że nie o to
          chodziło. Sama rzeczywistość. Kiedyś pewna kobieta bardzo prosiła mnie o
          pieniądze na leki, wypytałam się dokładnie jakie, kupiłam je przy okazji
          później i od tej pory noszę je ze sobą, bo może ją znowu spotkam. Córka była ze
          mną i wszystko słyszała i też się pytała, o co dokładnie tej Pani chodziło.
          Chyba najłatwiej kupić coś do jedzenia (zdarzało mi się oddawać kanapki do
          pracy) lub mleko jeżeli o to proszą spotkane osoby. Dzieci się tego nauczą od
          Ciebie. Dawania czegoś innego niż pieniądze.
          • glupiakazia Re: Jałmużna 14.04.05, 16:37
            nie daje na ulicy i dzieciom wytlumaczylam, ze te osoby najczesciej nie
            zbieraja dla siebie, tylko oddaja innym, ktorzy naszej pomocy nie potrzebuja.
            Dzieci natomiast wiedza i uczestnicza w robieniu zakupow, ktore potem jada do
            potrzebujacych, wiedza tez, ze czasem w razie potrzeby dajemy konkretnym osobom
            lub instytucjom pieniadze.
            Zdarzylo mi sie tez kupowac jedzenie osobie proszacej na ulicy, ale pieniedzy
            nie daje.
            • sion2 Re: Jałmużna 14.04.05, 17:32
              Ja też pieniedzy nie daję. Akurat jesetm zaangażowana w pomaganie i jest to dla
              mnie radością. Okazuje się że wystarczy w jednym brać udział a otwierają się
              oczy że wokół tyle biedy... Myślę ze można dziecku wytłumaczyć że są rózne formy
              wspomagania biednych, że nie trzeba koniecznie dawać żebrakom na ulicy zwłaszcza
              gdy jest duże prawdopodobieństwo że to pijacy albo narkomani, dziecko musi to
              wiedzieć. Myślę że Duch św. chce także udzielać daru roztropności i mądrości.

              Jest mnóstwo organizacji, fundacji, stowarzyszeń itp. działających na róznorakie
              sposoby np. niedawno powstało Centrum Projektów Obywatelskich które zbiera dane
              o biednych rodzinach, potwierdza w MOPS-ach i można "zaadoptować" jakąś rodzinę,
              dostarczac im produkty jakich potrzebują (nie pieniądze), wszystko jest legalnie
              i pod kontrolą. Myślę że gdyby dziecko uczestniczyło w zakpach dla takiej
              rodziny to samo zobaczy że jałmużna to niekoniecznie danie pieniędzy na ulicy.
              Myśle nawet że Duch św. czyni nas odpowiedzialnymi i nie chce żeby X kolejny raz
              się uchlał i pobił dzieci albo wpadł sam pod samochód. Czułabym się winna wtedy.
    • mader1 Re: Jałmużna 14.04.05, 23:52
      spoznilam sie... wszystko juz napisaly.
      my mieszkalismy w Srodmiesciu i problem byl duzy. Najpierw sie
      naradzalismy - dorosli. Potem zaprosilismy dzieci. Bo chcielismy pomoc
      naprawde. Powiedzilismy o tym,ze niektorzy to naciagacze.O swoich
      watpliwosciach -szczerze. Potem pokazalismy na co moglibysmy wplacac co
      miesiac pewna kwote, dzieci pomogly wybrac. Potem do tego doszly pomoce
      okazjonalne - to w miare mozliwosci. Potem skromna opieka nad rodzina...
      No ale powalajacymi darczyncami nigdy nie bylismy...
      Dziewczyny to zaspokoilo i my tez prawde mowiac czulismy, ze jakos nad
      tym panujemy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka