Dodaj do ulubionych

zajęcia dodatkowe

18.04.05, 09:58
Może z naszym forum nie ma to zbyt wiele wspólnego, ale już
na tyle różnych tematów rozmawialiśmy, więc myślę, że mogę...

Mam z tym problem. Jak podchodzicie do zajęć dodatkowych dla dzieci?
Nasz syn (9 lat) chodził na judo 2 lata, teraz zrezygnował. Córka
(6 lat) chodziła na zajęcia plastyczne pół roku. Teraz zrezygnowała.
To były ich jedyne zajęcia pozalekcyjne, na które wcześniej chcieli
sami chodzić. Nie jesteśmy specjalnie zwolennikami takich zajęć, ale
te akurat podobały nam się, a im także. Może aż za bardzo nam się
podobały... Czuliśmy, że płynie z nich dobro. Syn miał super trenera,
który w dodatku jest wierzący (no, wiecie, co mam na myśli). Treningi
dawały mu nie tylko sprawność fizyczną, ale też odczuwanie wysiłku,
mądrą rywalizację, takiego ducha "sportowego" wink Ja to zaraz myślę,
że jak dzieci coś zaczynają robić to już na całe życie, a one dopiero
próbują, to tego to owego. I trzeba im na to pozwolić, ale na jakich
zasadach?

Takie pytanie: na ile zmuszać dzieci do zachowania konsekwencji w
podejmowanych zajęciach? Czy w ogóle i w jakim wieku? Czy namawiać,
czy od razu odpuszczać (bo w końcu to ich zajęcia)? Na ile zgadzać
się na coś nowego?
Obserwuj wątek
    • glupiakazia Re: zajęcia dodatkowe 18.04.05, 11:22
      Przerabiam to z najstarsza (7 lat), srednia jest troche mniej chimeryczna. W
      zasadzie pozwalam jej na te zmiany, bo mysle sobie, ze po prostu szuka, az
      trafi na cos, co ja wciagnie. Moze sie oczywiscie okazac, ze nic nie zatrzyma
      jej uwagi na dluzej i nie bedzie miala nic, co rzeczywiscie bedzie ja
      pasjonowalo. Ale jesli tak, to tym bardziej chyba sie jej nie przymusi. Staram
      sie tylko za kazdym razem uskutecznic pogadanke, ze trzeba to przemyslec, ze
      trzeba przynajmniej "dochodzic" np. do konca miesiaca - zeby miala swiadomosc,
      ze to jest jednak jakis obowiazek i zapisujac sie na zajecia bierze na siebie
      pewne zobowiazanie.
      Jestem nieugieta tylko jesli chodzi o angielski, tzn. bylabym, bo ona akurat z
      angielskiego nigdy nie chciala sie wypisac, ale na to bym nie pozwolila.

      > Takie pytanie: na ile zmuszać dzieci do zachowania konsekwencji w
      > podejmowanych zajęciach?

      Mysle, ze z wiekiem powinno sie wymagac coraz wiecej konsekwencji, ale nie mam
      pojecia jaka to powinna byc "dawka" dla 9-latka smile Na razie to tylko teoria,
      nie przerabiana na zajeciach praktycznych smile
    • isma Re: zajęcia dodatkowe 18.04.05, 12:29
      Hm. Miniatura chodzi na zajecia umuzykalniajace, bardzo je lubi, i mysle, ze to
      jeszcze na dlugo wystarczy. Generalnie jestem przeciw duzej liczbie zajec,
      chocby wszystkie byly szalenie rozwijajace wink)).

      Ale tez mysle, ze wazna jest konsekwencja, zwlaszcza jako efekt madrego
      sterowania wyborem, poprzez obserwacje naturalnych uzdolnien. No, bez cudow,
      nie ma tak, zeby dziecko bylo i utalentowane muzycznie, i pieknie rysowalo, i
      jeszcze mialo zylke hokeisty. Mysle, ze im lepiej dobrane zajecia, tym mniejsze
      ryzyko, ze dziecko sie znudzi albo ze bedzie probowalo to tego, to owego (a juz
      zwlaszcza na zasadzie: "bo Basia tez jezdzi konno").

      Ja jestem efekt braku konsekwencji wink)). Zajec pozalekcyjnych
      przeeksperymentowalam mnostwo, chodzac na nie zreszta i tak w kratke, bom
      ciagle byla chora. Nie polecam. A juz najgorzej bylo z angielskim: poniewaz mam
      jakie-takie ucho, a potem spedzilam chwile w USA, zawsze (zaczynalam rozne
      kursy angielskiego, na roznych poziomach, chyba dziewiec razy) powtarzal sie
      ten sam schemat: zachwyt prowadzacego moim slownictwem i wymowa, przy
      kompletnym zlekcewazeniu mojej calkowitej indolencji gramatycznej. Rezultat -
      zawsze po pol roku mialam dosc. I, szczerze mowiac, troche mi brakowalo tego,
      ze nie bylo obok mnie kogos, kto by mnie do tego systematycznie wkuwanego
      angielskiego przymusil.
    • samboraga Re: zajęcia dodatkowe 18.04.05, 15:35
      chciałabym bardzo umieć rozpoznać talenta (róznorakie) mojego dziecka dane mu
      przez Boga, pomóc mu wybrać właściwie

      ale oprócz niekonsekwencji jego (tego jeszcze nie ćwiczyliśmy bo mały jest)
      boję się póki co 'klęski urodzaju' i wpływów kolegów, takiego owczwego pędu:
      mój prawie już 6-latek chce i na angielski (koleżanka chodzi, a ten ogólny
      przedszkolny 'się nie liczy'), i na karate (kolega chodzi)- to po przedszkolu,
      bo w ciągu dnia są też zajecia dodatkowe (angielski, korektywa, taniec)-chodzi
      na wszystko bo chce, bo dzieci chodzą, a ja bym go dała tylko na ang., bo ma
      przecież i tak 'obowiazkowa' rytmikę...A zdarzały się już dni gdy nie
      wychodzili w dzień na dwór bo były ciurkiem zajęcia...

      na razie stanęło na basenie po przedszkolu (2xtyg)-tu ja sie uparłąm on nie
      chciał, ale powiedziałm że musi umieć pływać (ja umiem ale nie nauczę go sama)
      tak jak umie jeździć na rowerze...
      i o dziwo sam zauważył że 'on jutro (tj. dzień po basenie) chce szybko do domu
      bo we wtorki to się nie ma czasu pobawić'
      więc światełkko nadziei jest - taka ilość zajęc by nie przedobrzyć i nie
      przysłonić życia w ogóle - a jak to nam w praniu wyjdziue dalej to zobaczymy...
    • mader1 Re: zajęcia dodatkowe 18.04.05, 16:51
      ja uwazam, ze to dobrze,ze dzieci chca chodzic na zajecia dodatkowe - bo
      to oznacza, ze maja jakis zapal. Najtrudniej jest z takim, ktoremu sie
      nie chce. Cos mozemy mu podsunac - jakies jedno zajecie dla nas wazne
      i troche pilnowac tu konsekwencji - motywacje sa rozne : np basen,
      bo ma skrzywienie kregoslupa lub w naszym przekonaniu plywanie jest
      umiejetnoscia podstawowa czy angielski, bo.... Natomiast co do reszty,
      dalabym mozliwosc zmiany, przerwania, wyboru. Bo gdzies dziecko musi
      wyrazac swoja wole - a to jest bezpieczny sposob. Poza tym uczy sie w ten
      sposob, co niosa za soba zmiany. Uczy sie wchodzic w nowe srodowisko.
      Uczy sie,ile kosztuje niekonsekwencja - bo spotyka kolege i dowiaduje
      sie, ze jest zaawansowany i wiecej dokonal, jak zdecydowal sie zostac.
      Uczy sie siebie - co idzie mu lepiej,co gorzej itd itp
      Tak robilam -bylo cos na czym mi bardzo zalezalo -reszta do wyboru - chyba,
      ze za drogie.
      Pierwsza corka nie wybierala zbyt wiele zajec - byla rozsadna.
      Druga musielismy ograniczyc,bo zamierzala harowac jak wol wink
    • mama_kasia Re: zajęcia dodatkowe 19.04.05, 09:12
      1. Syn ma uzdolnienia plastyczne (mamy potwierdzenie u pani w szkole
      i u pana na zajęciach) i chociaż w pierwszym odruchu chciał zrezygnować,
      bo siostra zrezygnowała, ale stwierdził, że jednak nie. Ma też nieposkromiony
      temperament i potrzebuje intensywnego ruchu. Zdecydowaliśmy w pierwszym
      momencie, że będzie chodził na treningi do końca roku szkolnego, a po
      wakacjach coś znajdzie innego, najlepiej w szkole (i za darmo, i blisko).
      Kładziemy duży nacisk na sport; nie wbrew jego warunkom fizycznym, ale trochę
      wbrew jego charakterowi. Domator z niego wielki.
      Syn zgodził się na to, ale potem stwierdził zdecydowanie, że kończy z
      treningami. Odpuściliśmy, ale szpilki wkładamy (uff, paskudni jesteśmy.
      Czas z tym skończyć!)
      2. Córka... Hmmm, średnie dziecko... Na nią właściwie jeszcze nie ma
      argumentów. Czekamy i choć pogadanki są, to jednak póki co ona ma
      głos decydujący. Rysować uwielbia, więc z powietrza tych zajęć nie
      wzięliśmy.
      3. I jak zwykle potrzeba złotego środka i wyczucia. Pilnować konsekwencji,
      ale też dawać wybór.

      Jeszcze spytam się o angielski. Dużo o tym piszecie. Czy uważacie, że
      dodatkowe zajęcia z angielskiego są rzeczywiście potrzebne? A może jednak
      szkoła wystarczy. Nie miałam zamiaru posyłać dzieci na dodatkowy angielski.
      To tak jak z korepetycjami, którym jestem przeciwna. Jak nauczyciel uczy
      czegoś w szkole, to powinien to robić tak, aby nauczyć. Ale to pewnie
      mrzonki... To jak z tym angielskim?
      • isma Re: zajęcia dodatkowe 19.04.05, 09:20
        Kasiu, ja mysle, ze jesli podstawy angielskiego w szkole sa, to bez sensu jest
        fundowanie dziecku dodatkowych zajec o tym samym charakterze. Co nie znaczy, ze
        nie przydalby mu sie kontakt z jezykiem w innej formie, np. ogladanie
        anglojezycznych filmow czy czytania komiksow ;-O.
        A nasi znajomi spotykaja sie w trzy pary z dziecmi na takich sobotnich
        wycieczkach jezykowych - jada gdzies z nimi (np. zoo, muzeum, skalki) i wszyscy
        udaja amerykanskich turystow, kupa smiechu jest przy tym wink)).
        • mama_kasia Re: zajęcia dodatkowe 19.04.05, 09:30
          Czasami we trójkę (mąż, syn i ja) pogadamy sobie po angielsku,
          przy czym stopień zaawansowania jest tak różny (mąż - dobra znajomość,
          ja w trakcie nauki - postanowiłam nauczyć się na starość od podstaw i
          uczę się już półtora roku, z czego jestem bardzo dumna smile, a syn
          początkujący jeszcze bardziej), że póki co idzie ciężko. Ale pomysł
          z wycieczkami super smile)) I nie pomyślałam o komiksach ... Dla fana
          komiksów pomysł świetny.
          • glupiakazia Re: zajęcia dodatkowe 19.04.05, 09:39
            W naszym przypadku angielski jest w szkole, ale poniewaz to zerowka, jest
            nieobowiazkowy i w zwiazku z tym da tych dzieci, ktore chodza, jakby
            dodatkowy. Na jeszcze jeden angielski raczej bym nie posylala. Jak bedzie
            miala w szkole - zobaczymy, jaki bedzie poziom.
            A w domu tez czesto rozmawiamy po angielsku (zwlaszcza, jak chcemy z Pawlem
            omowic pewne kwestie strategiczne), ale jest coraz fajniej, bo dziewczyny
            zaczynaja wylapywac pojedyncze slowa i wiedza, o czym rozmawiamy sad
            W zasadzie bardzo nas to cieszy smile
            Maja tez przykazane, ze jak chca ogladac bajki, to musza najpierw poogladac z
            10-15 minut w anglojezycznej wersji.
            • samboraga Re: zajęcia dodatkowe 19.04.05, 09:51
              z tym angielskim to nasze garnie się samo i nie ma dośćsmile

              tak sobie myślę, że on w trochę innym świecie żyje niż np ja w tym sensie że
              dość często sam widzi nas (tj męża i mnie) 'w akcji', do tego dochodzą ciotki,
              wujek, stryjek (nasze rodzeństwo) - a to jakieś rozmowy przez telefon, a to
              tłumaczymy na ulicy drogę obcokrajowcowi, a to korespondencja ze znajomymi czy
              jakieś wyjazdy na których się wysyłamy wzajemnie (spytaj która godzina-ty znasz
              włoski;zapytaj ile bilet-ty idź bo znasz niemiecki)
              może stąd jego podejście?
              a może lubi i ma dryg (a miałby po kimsmile)

              no i widzę że nie tylko my stosujemy 'rozmówki angielskie' na tematy gorące
              wychowawczowink)))
              bo to nasze to straszne gumowe ucho, zwłaszcza jak mamy z mężem różnicę zdań co
              do jego osoby
    • mader1 Re: zdanie reedukatora 19.04.05, 10:22
      zaskocze Was. nauczycielka mojej corki - reedukator twierdzi,ze 3-9
      latki powinno sie zapisywac na zajecia w kierunkach, w ktorych maja
      trudnosci np. antytalent plastyczny na zajecia plastyczne. Uwaza,ze kazdy
      moze opanowac w stopniu srednim wszystko - jezeli wczesnie zacznie
      • mama_kasia Re: zdanie reedukatora 19.04.05, 10:30
        Kto to jest reedukator?
      • isma Re: zdanie reedukatora 19.04.05, 10:31
        Mader, znamy te teorie wink)). Tylko, question is, po co? Znaczy, niby podobno
        mozg sie wszechstronnie cwiczy, ale, w sensie osiagania konkretnych rezultatow,
        to ja np. jakos nie mam ambicji, zeby moje dziecie bylo we wszystkim dobre w
        stopniu srednim wink)). W zupelnosci mi (!!!) wystarczy, jak bedzie mialo
        cokolwiek, co szczerze lubi robic wink)).
        • mader1 Re: zdanie reedukatora 19.04.05, 10:50
          musze juz wychodzic... ale... nie daruje sobie.
          reedukator to taki nauczyciel co to ma wyrownywac szanse,leczyc dysfunkcje.
          wlasnie,wlasnie Ismo...
          bo ja tak po chrzescijansku pomyslalam sobie, ze mozna dziecko " zacwiczyc"
          na smierc cwiczac tylko to,w czym jest gorsze.....
          Zreszta sama cwiczylam corce reke - bo miala fatalne pismo, ale...
          staralam sie tylko tyle , ile musiala, by byc zrozumiala, bo liczy sie
          to, co sie pisze, chyba ...
          • glupiakazia Re: zdanie reedukatora 19.04.05, 12:01
            No z tym reedukowaniem to bym byla baaardzo ostrozna. Teoria brzmi ladnie i
            trzyma sie kupy, ale...
            Rodzice mojego meza uwazali swego czasu, ze ich syn niezgrabnie sie porusza
            (?!), w zwiazku z tym zapisali go na taniec i on do tej pory, po
            kilkudziesieciu latach wspomina to jako najgorszy koszmar swojego dziecinstwa.
            Moi rodzice tez mi zafundowali reedukacje (juz nie napisze z czego, bo ciagle
            mi ciarki chodza po plecach), ale w wieku nastoletnim i to jest jedyna rzecz,
            jaka do dzis, zupelnie na powaznie mam im za zle i mam zal nieutulony.
            Wiem, na pewno sa sytuacje, kiedy to dziala i wychodzi wszystkim na zdrowie.
            Ale ja mam traume i nikt mnie nie przekona smile
    • alex05012000 Re: zajęcia dodatkowe+pytanie 19.04.05, 12:06
      a propos zajęć dodatkowych, moja Ola ma 5 lat - chodzi do przedszkola, w którym
      od początku chodziła na wszystkie zajęcia tj. rytmika, gimnastyka, tańce i
      angielski, nigdy nie protestuje, chyba te zajęcia lubi, jak się pytam jak było
      to mówi, że fajnie... oprócz zajęć ma czas na zabawę, wychodzą codziennie na
      ogród, no chyba że leje... ponieważ ma widoczne zdolności do tańca, czuje rytm
      i lubi słuchać muzyki (poważnej...) od tego roku przedszkolnego zapisałam ją
      raz w tyg. na umuzykalnienie, poza przedszkolem, w szkole muzycznej, no i z
      racji tego, że jestem romanistka... raz w tygodniu przychodzi pani na lekcję
      francuskiego, Ola ma lekcje wespół z koleżanką z innej grupy z przedszkola...
      może niektórym wyda sie to dużo, ale Ola raczej wydaje sie zadowolona ze swoich
      zajęć, dodam po pierwsze, że jest jedynaczką, wiec w domu nie ma towarzystwa
      dzieci-rodzeństwa, ja cały dzień w pracy, poza tym ja nie mam
      talentów "przedszkolankowych" i "nie lubię z siebie robić małpy na kiju", po
      drugie w zimie chodziłyśmy w soboty na łyżwy, na basen, była też na nartach...,
      a w każdą niedzilę chodzimy do Filharmonii, lub teatru lub kina lub na wystawę
      sztuki... znów pewnie niektórym wyda sie że to za dużo, ale ja uważam, że pewne
      nawyki trzeba zaszczepić jak dziecko jest małe, przyzwyczaić do różnych form
      kultury... staram sie uwarażliwić Olę na sztukę, literaturę, itd, poza tym cały
      tydzień mnie prawie nie ma wieć w weekendy oddaję sie do dyspozycji Oli, no i
      coś w weekend trzeba robić, prawda? ja nie umiem siedzieć w domu ... no, teraz
      jak będzie ciepło będziemy więcej wyjeżdżać za miasto lub do parków i więcej
      spotykać się z dziećmi znajomych...
      tak przy okazji co robicie w weekendy??? planujecie czy na żywioł? kiedy zakupy
      i sprzątanie? oczywiście ciekawi mnie przy załozeniu że mama pracuje i w tyg
      nie ma czasu na pewne rzeczy????
      pozdarwiam maria
      • marzek2 Re: zajęcia dodatkowe+pytanie 19.04.05, 12:16
        Ja też jestem trochę ofiarą zajęć dodatkowych smile muzycznych znaczy. Bo od V
        klasy podstawówki chodziłam do szkoły muzycznej, to ważne, że szkoły a nie
        ogniska czy czegoś takiego. Więc od tego momentu miałam dwie szkoły właściwie,
        jedna przed druga po południu, zajęcia prawie codziennie, do tego codziennie
        ćwiczenia na pianinie... zero czasu na koleżanki właściwie. Nie wiem sama,
        dlaczego mi się to nie nudziło, może dlatego, że lubiłam grać, a inne lekcje w
        szkole muzycznej traktowałam jak zło konieczne, skoro chodzę i chcę grać muszę
        się też uczyć innych rzeczy. I w licerum, jak mi hormony uderzyły do głowy
        nieźle, zrezygnowałam... Teraz tego żałuję. Żałuję, że mama nie przycisnęła
        mnie wtedy, nie zachęcała, ale z drugiej strony, byłam już dorosła i swoje
        zdanie rzadko zmieniałam pod wpływem mamy niestety sad

        Ale - myślę, że w nas w Polsce jest trochę skrzywione patrzenie na różne zajęcia
        dodatkowe, to znaczy nie patrzy się na nie jak na coś rozwijającego dziecko, jak
        na hobby, ale od razu trzeba być najlepszym, profesjonalistą itp. Czy każdy kto
        chodzi do szkoły muzycznej musi w przyszłości zostać zawodowym muzykiem? Jasne,
        że nie. Ale sposób kształcenia w tych szkołach chyba to zakłada, wiem z
        autopsji. Dlatego też myśląc o Zuzi i ewentualnych lekcjach pianina, wiem, że
        albo ognisko albo lekcje prywatne. Mamy znajomych, których nastoletni syn
        pięknie gra, jest pasjonatem muzyki poważnej wręcz, ale miał tylko lekcje
        prywatne, mógł poświęcić się swojej pasji a nie tracić czas na pięciu innych
        przedmiotach muzycznych, niepotrzebnych do niczego, jeśli się traktuje granie
        jako swoje hobby.
        Nie macie trochę wrażenia, że ostanio wartość dziecka mierzy się ilością jego
        zajęć dodatkowych? Nie mówię o "naszych" dzieciach na forum, ale w świecie tak
        jest, wyścig szczurów zaczyna się w przedszkolu niemalże.
        Zuzia chodzi na angielski i tańce w przedszkolu bo tańce uwielbia. Ja staram się
        nie wariować z tymi zajęciami, poważnym hamulcem jest też ich koszt, co przy
        trójce dzieci jest dość ważne.
        Druga sprawa (rozumiem Cię Mamo-Kasiu dobrze smile to korepetycje. Matko, ja
        przerobiłam podstawówkę i szkołę średnią bez żadnych korepetycji, nie byłam może
        orłem, ale jakoś sobie radę dawałam. Trochę miałam lekcji przygotowawczych do
        studiów, z niemieckiego. Wolę nie myśleć co będzie jak dzieciaki pójdą do
        szkoły, liczę na geny, że będą albo genialne (jak Ciumak) albo przynajmniej
        pilne (jak jasmile
      • anndelumester Re: zajęcia dodatkowe+pytanie 19.04.05, 12:32
        W pełni się z Tobą zgadzam, że pewne nawyki w dziecku po prostu trzeba
        zaszczepic smile własnie takie jak ciekawość muzyki, sztuki literatury smile) wiele
        osób mnie już pytało po co z takim małym dzieckiem chodzicie na wystawy,
        zwiedzacie różne miejsca itd. i mam dosyć tłumaczenia, że to jest po prostu
        naturalne....tak samo jak naturalne jest to , że w naszej rodzinie się słucha
        muzyki i powaznej i tej mniej powaznej...
        Moim zdaniem bardzo wazne, przy doborze zajęć dla dzieci jest to co sami możemy
        naszemu dziecku przekazać, jesli dziecko może swobodnie uprawiać w domu np.
        sztukę wink)),jest od małego oswajane i z kredkami i z farbami itp. to wierzę,
        że zajęcia plastyczno artystyczne dadzą jakiś efekt, podobnie z muzyką. Tak
        sobię myslę że wazne jest oddzielenie wyscigu szczurów i tego co modne w danym
        środowisku od prawdziwego budzenia zainteresowan u dziecka, a tego za nas nikt
        nie zrobi w pierwszej fazie ...
      • isma Re: zajęcia dodatkowe+pytanie 19.04.05, 13:13
        Anienie, Mario, chodzenie gdzies z rodzicem to zupelnie co innego. To jest
        naturalne, ze dzielimy sie z dziecmi tym, co sami lubimy, dziwne byloby,
        gdybysmy tego nie robili wink)). Ja mialam na mysli np. akcje pt. "moje dziecko
        musi koniecznie jezdzic na nartach, chociaz sie boi, my nie jezdzimy, ale niech
        nasze dziecko nie bedzie gorsze (????) od rowiesnikow".
        • anndelumester Re: zajęcia dodatkowe+pytanie 19.04.05, 13:32
          >>Ja mialam na mysli np. akcje pt. "moje dziecko
          > musi koniecznie jezdzic na nartach, chociaz sie boi, my nie jezdzimy, ale
          niech
          >
          > nasze dziecko nie bedzie gorsze (????) od rowiesnikow".
          wiesz, takie akcje z jednej strony mnie smieszą, a z drugiej lekko przerażają.
          O ile jeszcze ładowanie dzieciakowi iluśtam języków jestem w stanie sobie
          wytłumaczyć, tak posyłanie na zajęcia tylko dlatego że "wszyscy chodzą"
          niestety do mnie nie przemawia. Akurat obserwuje "małego wirtuoza" - mamusia
          sobie ubzdurała że chłopiec bedzie grał na pianinie he he bo to taki fajny
          mebel hehe, a to że w domu zero jakiejkolwiek kultury muzycznej, to inna
          sprawa, ale mały musi kochać muzykę i juz.
          • isma Re: zajęcia dodatkowe+pytanie 19.04.05, 13:46
            No. My z racji wieku Miniatury jeszczesmy chyba z prawdziwym wyscigiem szczurow
            nie mieli do czynienia, ale pewna zaprzyjazniona mama regularnie nas zapytuje,
            dlaczego Miniatura nie ma - wzorem jej synka, starszego od M. o dwa miesiace -
            domowej galerii swojej tworczosci plastycznej (nie ma, bo - co przyznajemy bez
            zenady, ale ludzie nie wierza w proste wytlumaczenia - nasze dziecko interesuje
            sie kredkami i farbami jako rodzajem hantli, znaczy, ogranicza sie do
            sprawdzenia, jaki zamach mozna nimi wykonac i gdzie to slad zostawi wink)).

            Natomiast, jeszcze odnosnie rozwijania uzdolnien, i w zwiazku z postem Marzek.
            No, wiec wszyscy absolwenci "wieczorowych" szkol muzycznych, jakich znam, to
            niekoniecznie wirtuozi, ale za to ludzie genialnie zorganizowani i
            fantastycznie obowiazkowi. Moja najlepsza przyjaciolka z lat liceum zdala
            mature w wieczorowym liceum muzycznym, ciagniecie obu szkol kosztowalo ja mase
            wysilku, w dodatku takiego troche bez-efektownego, bo ona grala na gitarze, a
            na studia w Krakowie przyjmowano (i to chyba nie co roku) JEDNEGO
            instrumentaliste tej specjalnosci.

            Dla mnie, jesli nawet efektem takiej muzycznej edukacji bylaby
            zupelnie "nieartystyczna" umiejetnosc planowania czasu, a oprocz tego
            rozbudzenie jakiejs wrazliwosci w sferze dzwiekow, to to zupelnie wystarczy ;-
            ))). Zreszta, akurat w przypadku Miniatury my sie staramy pilnowac, zeby w tych
            jej zajeciach umuzykalniajacych element estradowo-senicznego popisywania sie
            (do czego nasze dziecie ma, oj ma, sklonnosc) nie przewazal nad elementem
            zabawy i nauki przez zabawe wink)).
            • anndelumester Re: zajęcia dodatkowe+pytanie 19.04.05, 14:02
              No to masz dobrze
              Bo wśród naszych znajomych są dzieci mw. w wieku Juniora czyli niecałe 2 lata
              które - angielski w Helen Doron, rytmika, plus umuzykalnienie i jakieś zajęcia
              ze sztuki przy domu kultury na wzór i podobieństwo baby-Mozart czy inne baby
              Einstein(podobno to jest teraz trendy wink!?
              I były zagajenia w typie - nie poślesz - twoje dziecko bedzie opóxnione
              względem rówieśników ....
              Mały lubi muzykę, znajoma pani muzyk "zauwazyła" u niego predyspozycje i nawet
              namawiała na "lekcje", ale ja na razie jestem sceptyczna dość...fakt ma talent
              chłopak do popisow wink wokalno tanecznych, ale wolałabym żeby to była narazie
              zabawa. Żeby nie przedobrzyć.. A potem zobaczymy.
              A ze szkołą muzyczną - przyznaję rację - faktycznie uczy organizacji czasu
              baaaaaardzo.

      • glupiakazia Re: zajęcia dodatkowe+pytanie 19.04.05, 13:52
        no wlasnie, mama pracuje i w tygodniu ma czas na zupelnie niewiele rzeczy...
        mnie by tez interesowalo, co robicie w weekendy, ale nie chce zasmiecac tego
        watku. Mario, mozeby tak nowy watek?
        Odkad mam male dzieci, to lubie poniedzialek. Mozna na siedzaco wypic kawe i
        isc samej do toalety...
        • alex05012000 Re: zajęcia dodatkowe+pytanie 19.04.05, 14:10
          wątek założyłam, a co się tyczy szkoły muzycznej i Oli to tak gwoli
          wyjaśnieniom Ola chodzi na umuzykalnienie organizowane w szkole muzycznej, ale
          nie jest to szkoła stricte, raz lub dwa w tyg (ona chodzi 1 raz) po 45 minut
          śpiewają, tańczą i skaczą do rytmu ... dość niewinna rozrywka, poza tym babcia
          ją wozi swoim autem, i zawszeć to jakaś dodatkowa atrakcja,
          tak jeszcze myślę, ze oprócz wykazywanych predyspozycji i zdolności staram sie
          po prostu nauczyć dziecko tego co sama umiem (narty, łyżwy, pływanie, języki),
          bądź tego co u mnie nie wyszło a szkoda (muzyka-gra na instrumencie, taniec...)
          czyli staramy sie przekazać to co nas interesowało, w czym jesteśmy dobrzy,
          iczęsto to co przekazali nam nasi rodzice...
          zapraszam do wątku weekendowego - maria
    • mama_kasia zajęcia muzyczne 19.04.05, 15:04
      U nas rodzice mają mały zmysł muzyczny, no może nie zmysł, ale
      umiejętność popisów własnych. Choć oboje bardzo lubimy śpiewać,
      i nie bacząc na to, że czasami nam nie wychodzi, śpiewamy w domu.
      Dzieci też śpiewają sobie pod nosem, a czasami głośno, ale też
      tak za bardzo im nie wychodzi. Jednak syn rytmiki nie lubił, z muzyki
      ma dobry. Nie wiem, jak będzie z dziewczynkami.
      Zakładamy, że nie każdy musi być we wszystkim dobry, ale to, co robi
      ma robić, jak najlepiej potrafi.
      Tak się jednak zastanawiam, czy jednak nie zawalamy, nie ucząc dzieci
      śpiewania piosenek. Nie chodziły do przedszkola i ta edukacja je ominęła.
      Może też z tego wynikają problemy syna z muzyką. Przy czym, zaznaczam,
      muzyka jest w naszym domu obecna, głównie turytyczna, o górach, bo taką
      lubimy najbardziej, a ostatnio też "Tymoteusz". Dzieciaki znają całe
      teksty na pamięć, co jednak nie znaczy, że muzycznie im wychodzi
      dobrze wink)))
      Zawaliliśmy, czy nie? Uczycie dzieci piosenek dla nich przeznaczonych?
      • isma Re: zajęcia muzyczne 19.04.05, 15:34
        Nieee, chyba nie zawalacie wink)). My tez spiewamy, jesli juz, raczej sila
        determinacji, niz talentu wink)). A muzyka w szkole podstawowej - rozumiana jako
        klasyczne "lekcje spiewu" - byla moim najnieulubienszym przedmiotem. Polubilam
        dopiero za sprawa konkursu chopinowskiego'85, a potem wspanialej sp. pani
        profesor Stachowskiej (Marzek, pamietasz?) w liceum wink)). Ja zreszta mam
        raczej bierna pamiec muzyczna i tzw. sluch relatywny (umiem sie dostroic, ale w
        solowkach raczej sie nie sprawdzam wink))

        Miniaturze - oprocz normalnego rodzicielskiego repertuaru muzyki powaznej
        (Czajkowski i Dworzak - biedne dziecko) tudziez rzeczy rozrywkowych typu Vaya
        con Dios, Grechuta, Piaf, standardy musicalowe ;-O, puszczamy Arke Noego,
        Natalie Kukulska, jakies skladanki z tradycyjnymi piosenkami ludowymi i
        dzieciecymi - nauczyla sie ich na pamiec sama. Z nas trojga zdecydowanie glos
        ma najlepszy (sluch pewnie tez wink)).
        • glupiakazia Re: zajęcia muzyczne 19.04.05, 15:53
          No to my tez chyba zawalamy, bo uczyc nam kogokolwiek spiewu byloby bardzo
          trudnosmile
          Ale moj maz mi czesto powtarza, ze powinnam dzieciom spiewac (za kare chyba).
          My z tych malo kulturalnych, bo muzyke klasyczna to nie bardzo. Ja mam tak
          kiepski sluch, ze w ogole nie odrozniam od siebie tych klasycznych kawalkow.
          Raczej taka lagodna muzyka rozrywkowa. Dzieci tez maja swoje kasety z muzyczka
          dla dzieci. A ostatnio absolutnym hitem jest Piccolo Coro del Antoniano (tu
          wielki usmiech w strone Sionki! Sionku, macham do Ciebie, widzisz?)
          • pawlinka Re: zajęcia muzyczne 19.04.05, 22:18
            A skąd macie Piccolo Coro del Antoniano? A w ogóle to oni jeszcze występują? Z
            tą panią dyrygentką o miłej powierzchowności bardzo?
            • glupiakazia Re: zajęcia muzyczne 20.04.05, 09:17
              no od Sionki dostalam smile)
              nie wiem, czy wystepuja i nie wiem, czy z ta pania dyrygent smile
      • alex05012000 Re: zajęcia muzyczne 19.04.05, 15:49
        Uczycie dzieci piosenek dla nich przeznaczonych?
        NIE! po pierwsze i wszystkie następne, bo ze mnie nie wydobywa się żaden głos
        przypominający śpiew!!!, nawet w pełnym kościele nie próbuję śpiewać... dlatego
        też posłałam (między innymi) Olkę do przedszkola łącznie z zajęciami ruchowo-
        muzycznymi i na umuzykalnienie... dodam jeszcze, że jestem antytalentem do
        tańca (to moje wielkie niespełnione marzenie, umieć/móc tanczyć)- dlatego
        chodzi (też między innymi, ni tylko dlatego ) na tańce... żeby przy ognisku i
        na prywatce nie musiała siedzieć w kącie ...
        uważam, że przedszkole bardzo duzo jej daje, właśnie w takiej sferze muzyczno-
        artystycznej: piosenki, wierszyki, teatrzyki, tańce, śpiewy.. zwłaszcza kiedy w
        domu z różnych przyczyn tego akurat nie ma (ja Olki nie nauczę ani śpiewać, ani
        tanczyć ani grać na instrumentach, muszą to za mnie zrobić inni...), ale z
        drugiej strony nie każdy musi umieć śpiewać! ja nie śpiewam i jakoś mi to nie
        przeszkadza...
        w naszym domu muzyki jest mało, jeśli jest to poważna, no i zabieram Olę na
        koncerty jak pisałam... ogląda bajki, ale muzyki dostosowanej do jej wieku (nie
        wiem jaka to by była?)nie słucha, z wyjątkiem kasety z piosenkami po francusku
        od naszej lektorki...
        a kto to jest "Tymoteusz" mamo-kasiu?
        • mama_kasia Re: zajęcia muzyczne 19.04.05, 23:06
          "Tymoteusz", czyli "2Tm 2,3" jest to zespół, w którym grają
          m.in. dorośli muzycy z "Arki Noego", ale też bracia Pospieszalscy
          i Tomek Budzyński z "Armii". Byliśmy na ich koncercie wielkopostnym,
          łagodnym jak na to, co grają poza postem (tak mówią), kupiliśmy płytę
          i jesteśmy zachwyceni. I tekstem (głównie psalmy smile i perfekcyjną
          muzyką (tak przynajmniej sądzę wink))
          Dzieci podśpiewują. Nawet dwulatka śpiewa "szema, szema..."
          • alex05012000 Re: do mama-kasia 20.04.05, 09:20
            dziękuję za wyjaśnienie, nie znam ani zespołów ani tej muzyki, ale nie sądzę
            aby u nas sie przyjęła...jeśli psalmy to w klasycznym wykonaniu, ja raczej nie
            trawię muzyki religijno-kościelnej na rozrywkowo... w kościele jak jest msza
            typu młodzieżowego z brząkaniem na gitarze itd. to ja raczej z tych co
            mruczą: "panie odpuść im, bo nie wiedzą co czynią...", zato oratorium Haendla
            lub requiem Mozarta chętnie posłucham.... no cóż, taki już typ, lub raczej
            typowa ze mne, pozdrawiam - maria
      • mader1 Re: zajęcia muzyczne 19.04.05, 16:31
        no to u nas w domu muzyka jest wszechobecna. W graniu my nieuczeni,ale
        ja czasem zdzieram gardlo na solowki wink)))). Moj maz ma wielka plytoteke,
        a w niej mnostwo rzeczy i powazna i rozrywkowa.....
        Dziewczyny maja zaliczone wazniejsze opery Teatru Wielkiego.
        Od czasu do czasu jestesmy na koncertach - ostatnioo rzadziej,bo czesto
        wyjezdzamy na wies.
        Starsza brala lekcje pianina pare lat - nauczyla sie systematycznosci. Obie
        dziewczyny spiewaja w chorze.
        Chociaz maja piekne glosy, nie chcemy,by wiazaly z tym przyszlosc. Raczej ma
        to byc rodzaj przygody. One na razie tez to tak traktuja.
        Zabawne jest, gdy mlodsza uczy sie jakiegos fragmentu opery jeszcze nie
        dla niej. Zabawne jest tez,gdy jakas kolezanka mowi na uwielbiana przez
        nie muzyke - nuuuudziarstwo.... Zebyscie widzialy ten wzrok...
        Zebyscie widzialy ich mine.
    • madalenka25 Re: zajęcia dodatkowe 19.04.05, 20:02
      na dziś "chodzimy" angielski, zuchy, kółko różańcowe i schola (tak sie to pisze)

      Młoda wie, że jeśli zaczeła chodzić na zajęcie dodatkowe to minimum rok będzie
      w nich uczestniczyła - jestem w tym wypadku dość konsekwentna

      każda decyzja o zajęciach dodatkowych jest w domu dośc szeroko omawiana,
      wszystkie plusy i minusy są brane pod uwagę ale decyzja zawsze pozostaje Młodej
      ja tylko pilnuje by ją "wykonywała" i nie zapomniała przy tylu zajęciach o
      domowych i szkolnych obowiązkach

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka