Dodaj do ulubionych

ślub katolika z protestantką

31.05.05, 20:43
Kobietki pomóżcie.
Oboje jestesmy zmęczeni załatwianiem slubu w KRK, ja niestety nie pojde na
układ i nic nie podpiszę co dotyczy wychowywania wspolnych dzieci w wierze
katolickiej, dodatkowo rozne sprawy nieprzyjemne dochodzą ze strony
proboszcza mojego narzeczonego (wiejska parafia). Jezeli wexmiemy slub w
zborze jakie to będzie miało dla niego konsekwencje?
Dodam, ze moj facet nie przywiazuje juz do tego wagi ale ja wolałabym, żeby
zdawal sobie sprawę z konsekwencji. Moze jestem przewrazliwiona, ale chcę
miec wszystko dopięte na ostatni guzik.
Poza tym ten jego katolicyzm jest raczej z przywiązania (tradycja wiejskiego
chowu) niz z przekonan i praktykowania.
Obserwuj wątek
    • kann2 Re: ślub katolika z protestantką 31.05.05, 20:54
      Ale czy na pewno wiesz, co konkretnie masz podpisać?

      Czy jestes protestantką z urodzenia?

      Małżeństwo w zborze byłoby dla twego narzeczonego nieważne.
      • darcia73 Re: ślub katolika z protestantką 31.05.05, 21:00

        kann2 napisał:

        > Ale czy na pewno wiesz, co konkretnie masz podpisać?


        Musze podpisac jakąś deklaracje, ze nie bede robic trudnosci przy wychowywaniu
        dzieci po katolicku. A ja bede robic trudnosci, bo nigdy nie zgodziłabym się
        aby moje dzieci były wychowywane po katolicku.

        > Czy jestes protestantką z urodzenia?
        >
        Nie jestem protestantką od urodzenia, jestem "przechrzczona" wink


        > Małżeństwo w zborze byłoby dla twego narzeczonego nieważne.


        Dla niego, dla mnie i Panstwa Polskiego byłoby wazne, dla KRK nie.
        Czyli nasz zwizek byłby tzw "niesakramentalnym" ?
        Moj narzeczony nie moglby przystepowac do komunii?
        • kann2 Re: ślub katolika z protestantką 31.05.05, 21:39
          Jesteście doprawdy w trudnej sytuacji. Gdybyś była od dzieciństwa protestantką,
          problemy byłyby mniejsze. Ale skoro odeszłaś z Kościoła katolickiego, prawo
          kanoniczne wymaga, byś się zgodziła na katolickie wychowanie dzieci. To jest
          warunkiem uzyskania zgody na wasz ślub kościelny. Gdybyście zawarli go w zborze
          bez zezwolenia biskupa, w świetle prawa kanonicznego byłby nieważny, bo twój
          narzeczony jest zobowiązany do zachowania formy kanonicznej, czyli zawarcia
          małżeństwa wobec uprawnionego kapłana katolickiego i dwóch świadków zwykłych.
          Są trzy możliwości:

          1) Po rozważeniu sprawy prosisz o zwolnienie z kar kościelnych, w jakie zapewne
          popadłaś, przystępujesz do spowiedzi i wracasz do Kościoła katolickiego.

          2) Zgadzasz się na podpisanie zobowiązań o katolickim wychowaniu potomstwa oraz
          że nie będziesz utrudniała mężowi praktykowania wiary katolickiej.

          3) Udajecie się do kurii diecezjalnej z prośbą o dyspensę od formy kanonicznej
          zawarcia małżeństwa, tak byście mogli zawrzeć małżeństwo w zborze. Ale do
          takiej dyspensy także jest wymagane zobowiązanie j.w. Jednak w kurii z
          pewnością mają większe doświadczenie w tego rodzaju trudnych sprawach, z którą
          wiejski proboszcz nie zawsze umie dać sobie rady.

          Wasz związek, jesli będzie ważny, będzie sakramentalny. Ale gdyby był zawarty w
          zborze bez zezwolenia (dyspensy biskupa), byłby nieważny, a twój narzeczony nie
          mógłby wówczas przystępować do Komunii św.

          Tutaj możesz poczytać więcej (nr 71-93):
          www.kkbids.episkopat.pl/dokumentydlep/malzenstwo.htm#etykieta1
          • darcia73 Re: ślub katolika z protestantką 31.05.05, 21:52
            Dzięki bardzo. Juz wszystko jasne. Będzie slub w zborze smile
            W koncu dla mojego M to zadna roznica czy w zborze czy cywilny - i tak
            niesakramentalny wink
            • kann2 Re: ślub katolika z protestantką 31.05.05, 22:07
              Czyżbyś chciała, by człowiek, którego zapewne kochasz, oddalił się od swego
              Kościoła i Komunii św.?
              • darcia73 Re: ślub katolika z protestantką 01.06.05, 00:00
                Myslę, ze to byłoby dla mnie osobiscie najlepsze rozwiązanie; ale ja mu tego
                nie powiem. On sam podejmuje decyzje - NIGDY w zaden sposob nim nie
                manipulowałam i ile to było mozliwe szłam na ugodę. Na samym poczatku
                znajomosci zaznaczyłam kim jestem, w co wierzę i ze nasze dzieci nigdy nie będą
                wychowywane po katolicku.
                Jezeli kiedys będzie żałował, to mnie nie będzie mogł nic zarzucić, bo ja
                uswiadamiałam go, zawsze jasno przestawialam sytuację i nigdy nic nie ukrywałam.
                Dlatego moje pytanie. Nie chcę, by specjalnie dla mnie się czegoś wyrzekał.
                Musi zdawac sobie sprawę z konsekwencji naszego związku. jak na razie jego
                katolicyzm jest osobliwy, nawet czasami dziwię się, ze jeszcze sam siebie
                nazywa katolikiem, bo więcej w jego poglądach protestantyzmu.
                Zresztą myslę, ze gdyby był takim prawdziwym katolikiem nasz związek po prostu
                nie przetrwałby. Zbyt wiele by nas dzieliło.
                Poza tym ostatnio w rachubę zaczął wchodzić slub cywilny (jego inicjatywa) a ja
                pomyslałam, ze jak mu tak bardzo nie zalezy na slubie w KRK, to moze by tak
                koscielny w zborze?
                A ślub cywilny, bo KRK nas zmęczyło - OBOJE.
                Wiecie co, ja się z tego autentycznie cieszę. Slub w kRK chciałam brac tylko ze
                względu na mojego M, a teraz sprawa zaczyna się układac po mojej mysli, bez
                mojego udziału.
                Ja naprawdę miałam szczere chęci i w tym aspekcie nie mam sobie nic do
                zarzucenia.
                Moj M nie jest zbyt gorliwym chrzescijaninem, moja wiara jest bardziej
                utwierdzona, wiec naturalnym jest moj wpływ na wychowanie dzieci a z czystym
                sumieniem po prostu nie moglabym wychowywac je po katolicku.
              • a_weasley Kto kogo od czego oddala i w jaki sposób 06.07.05, 17:10
                kann2 napisał:

                > Czyżbyś chciała, by człowiek, którego zapewne kochasz, oddalił się od swego
                > Kościoła i Komunii św.?

                Mnie by w takiej sytuacji to nie przeszkadzało. Mnie obchodzi, żeby się nie
                oddaliła od Jezusa. Dla nas, protestantów, związek wyznaniowy nie jest taką
                świętością jak dla katolików.
                A co do związku wyznaniowego, to na razie najwięcej dla oddalenia mojej
                narzeczonej od takowego zrobili jego właśni duchowni w trakcie załatwiania
                naszego ślubu.
                • minerwamcg Re: Kto kogo od czego oddala i w jaki sposób 10.07.05, 11:08
                  > Mnie by w takiej sytuacji to nie przeszkadzało. Mnie obchodzi, żeby się nie
                  > oddaliła od Jezusa.
                  Wiesz, u nas akurat to się wiąże - Chrystus jest, bardziej niż u Was, obecny w
                  sakramentach.

                  >co do związku wyznaniowego, to na razie najwięcej dla oddalenia mojej
                  > narzeczonej od takowego zrobili jego właśni duchowni w trakcie załatwiania
                  > naszego ślubu.

                  A, duchowni, owszem, starali się jak mogli smile (dla sprawiedliwości dodam, że
                  absolutnie nie wszyscy). Ale ja zawsze byłam przekorne stworzenie...
    • mader1 Re: Darciu :) 04.07.05, 17:40
      Specjalnie dla Ciebie smile Jest światełko w tunelu:
      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_050704/kraj/kraj_a_4.html
      • mader1 Re: Darciu :) 04.07.05, 18:15
        Wkleję, bo zaraz nie będzie dostępu, a może jesteś na wakacjach:


        Ekumenicznie i po ludzku


        Dobra wiadomość dla osób różnych wyznań, które planują wziąć ślub: to oni sami
        będą decydować o tym, w jakim Kościele ochrzczą swoje dzieci


        Nikt już nie będzie ich zmuszał - jak to jest obecnie - do składaniazobowiązań,
        w jakim Kościele ich dzieci, które dopiero się narodzą, przyjmą chrzest.

        Nad nowym rozwiązaniem pracują wspólnie Kościoły chrześcijańskie w Polsce:
        katolicki i siedem Kościołów chrześcijańskich należących do Polskiej Rady
        Ekumenicznej. Ich decyzja będzie przełomowa. Również dlatego, że rozwiązania
        obecnie obowiązujące w Kościele rzymskokatolickim w Polsce są nawet surowsze
        niż zapisane w kodeksie prawa kanonicznego.

        Niepotrzebne napięcia
        Do Soboru Watykańskiego II niekatolik, który wchodził w związek z członkiem
        Kościoła katolickiego, musiał pisemnie przyrzec, że potomstwo zostanie
        ochrzczone i wychowane po katolicku. Od soboru tylko strona katolicka
        przyrzeka, że "uczyni wszystko, co w jej mocy, aby wszystkie dzieci zostały
        ochrzczone i wychowane w Kościele katolickim", druga strona jest tylko o tym
        powiadamiana.

        Instrukcja Episkopatu Polski z 1987 roku jest jednak bardziej rygorystyczna -
        strona niekatolicka powinna podpisać dokument, że została poinformowana o
        treści zobowiązań. Ale, jeśli nie chce - ksiądz nie może jej zmuszać. I to
        rodzi napięcia.

        - Zdarzają się sytuacje, że duchowni katoliccy wywierają nacisk, by strona
        niekatolicka podpisała dokument. To jest nieuczciwe - mówi ks. Adrian Korczago,
        proboszcz luterańskiej parafii Bładnice Dolne koło Skoczowa.

        Nie tylko katolicy, ale i prawosławni muszą podpisywać stosowne zobowiązania w
        sprawie chrztu dzieci w swoim rycie.

        - Musieliśmy się bronić i wprowadzić takie same zasady jak katolicy - tłumaczy
        ks. Grzegorz Misijuk z Białegostoku, uczestnik prawosławno-katolickich rozmów o
        małżeństwach mieszanych. Jego zdaniem presja na młodych rodziców, by ochrzcili
        dziecko w świątyni katolickiej, także wtedy, kiedy ślub rodziców odbył się w
        cerkwi, jest raczej dziełem rodzin katolickiego małżonka niż duchownych.

        Będzie jak we Włoszech
        -W wielu krajach Kościół katolicki, a z nim także inne Kościoły, przyjęły
        bardziej ekumeniczne i bardziej ludzkie rozwiązanie - mówi o. Stanisław
        Celestyn Napiórkowski, franciszkanin, członek zespołu przygotowującego nowe
        zalecenia. - Obowiązuje w nich zasada, że to rodzice rozstrzygają, w jakim
        Kościele ich dzieci będą ochrzczone i jakie otrzymają wychowanie. Duszpasterze
        i rodzina mogą im tylko pomóc w podjęciu decyzji, ale ostatnie słowo należy do
        rodziców.

        Taka zasada, zaaprobowana przez papieża, obowiązuje m.in. we Włoszech między
        katolikami a waldensami i metodystami. Podobne istnieją także w Niemczech i
        USA.

        - Kościoły w Polsce pracują nad przyjęciem stanowiska podobnego do
        obowiązującego we Włoszech - dodaje o. Napiórkowski.

        Projekt być może już jesienią zostanie przedstawiony władzom poszczególnych
        Kościołów. Instrukcja będzie mówić także o innych sprawach dotyczących
        małżeństw mieszanych.

        - Instrukcja, przypominając i precyzując prawo obowiązujące w Kościołach,
        sprawi, że to, co dozwolone, stanie się oczywiste i obowiązujące. Wprowadzi
        lepszy klimat ekumeniczny - mówi biskup Tadeusz Pikus, przewodniczący zespołu
        episkopatu do spraw kontaktów z Polską Radą Ekumeniczną.

        EWA K. CZACZKOWSKA
        • sion2 Re: Darciu :) 04.07.05, 21:11
          Własnie to jest jeden z minusów KK polskiego, ze wbrew zaleceniom Soboru Wat II
          strona niekatolicka była zmuszana do podpisania takiej deklaracji sad(((((

          Swoją drogą kolejne przekłamanie: wszyscy twierdza że treśc deklaracji głosi że
          dzieci będą wychowywane po katolicku a tymaczsem jej treść brzmi że "X uczyni
          wszystko aby były wycowywane po katolicku" różnica mała ale istotna.

          Jednakże w przypadku darcia chyba nic to nie zmienia gdyż ona tak naprawdę nie
          należy do żadnego koscioła (nie jest zdeklarowaną członkinią żadnego) wiec i
          żadne umowy pomiędzy niektórymi kosciołami jej obowiązywać i dawać praw nie
          będą, niestety.
          • darcia73 Re: Darciu :) 04.07.05, 21:50
            myślę, ze jak najbardziej mnie dotyczy smile
            przecież uwazam za wazny chrzest w kosciele baptystów i tym papierkiem sie
            posługuje a przynaleznosc zborowa to sprawa drugoplanowa.
            mozna mieszkac np w Białymstoku a byc czlonkiem zboru tej samej denominaji w
            Warszawie wink w protestantyźmie nie ma "rejonizacji" wink
            w koncu uwazam się za protestantkę i moje następne dzieci, jezeli Bog mi je da,
            będą wychowywane po protestancku, tak jak i pierwsze; w moim watku o
            protestantyźmie napisalam, ze potrafię się odnaleźć w kazdej denominacji, bo
            jezeli dobrze się przyjrzec, to kazdy odłam protestantyzmu ma bardzo wiele
            wspolnego a roznice to sprawy drugorzędne
            • darcia73 Re: Darciu :) 04.07.05, 21:57
              szkoda tylko, ze te rozmowy jeszcze trwaja, nie wiem czy będzie nam się chciało
              tyle czekac, ale jest to na pewno wielka szansa dla innych, ktorzy staną przed
              takim wyborem za jakiś czas smile
          • kann2 Złudne nadzieje podaje Rzeczpospolita 04.07.05, 22:25
            To nie tak, że Kościół polski odstawał od nauki Soboru. Prawo kanoniczne
            wymaga, by strona katolicka zobowiązała się, że UCZYNI WSZYSTKO, CO W JEJ MOCY
            by dzieci były ochrzczone i wychowane w wierze katolickiej. A więc nie wymaga
            się, żeby musowo były, tylko że strona katolicka ma się o to starać, jak
            potrafi. Natomiast druga strona, niekatolicka, do niczego się nie zobowiązuje,
            ale ma być powiadomiona o zobowiązaniach strony katolickiej. Jeśli podpisuje,
            totylko to, że została powiadomiona. Jesli nie chce podpisać, nie musi. Tak
            przewiduje to prawo powszechne ustanowione przez papieża dla całego Kościoła i
            tego nikt poza papieżem zmienić nie może. We Woszech jest tak samo. I u nas
            także.

            Natomiast owszem, jest różnica. Bowiem w przypadku osób, które ODESZŁY od
            Kościoła katolickiego, czyli nie są protestantami z urodzenia, wymaga się, by
            nie tylko taka osoba została powiadomiona o treści zobowiązań strony
            katolickiej, ale by także zobowiązała się do tego, że nie będzie stawiała
            przeszkód w ich realizacji. Fakt, że tak postawiona poprzeczka może być
            uciążliwa dla niekatolika w takim przypadku, ale Kościół patrzy na nich jako na
            odstępców i dlatego stosuje większe środki ostrożności.

            www.kkbids.episkopat.pl/dokumentydlep/malzenstwo.htm#etykieta1
            od punktu 71

            Kościół odradza zawieranie małżeństw mieszanych, właśnie dlatego, że
            niebezpieczeństwo konfliktów w sprawach religii jest znaczne.
            • a_weasley Ostrożność, jak to ładnie powiedziane... 06.07.05, 17:07
              kann2 napisał:

              > Natomiast owszem, jest różnica. Bowiem w przypadku osób, które ODESZŁY od
              > Kościoła katolickiego, czyli nie są protestantami z urodzenia, wymaga się, by
              > nie tylko taka osoba została powiadomiona o treści zobowiązań strony
              > katolickiej, ale by także zobowiązała się do tego, że nie będzie stawiała
              > przeszkód w ich realizacji.

              Mówiąc wprost: mści się na nas.
              Mnie uratowała przytomnosć umysłu tak nasza, jak i księdza. Otóż jest przepis,
              że można załatwiać formalności w parafii katolickiej właściwej dla miejsca
              zamieszkania strony niekatolickiej, a zresztą miejsce zamieszkania to jest to,
              gdzie przebywasz od miesiąca, kto to sprawdzi? Skoro więc okazało się, że z
              proboszczem mojej katolickiej narzeczonej nie da się rozmawiać, przenieśliśmy
              się z całą sprawą do parafii, w której mieszkam.
              Ksiądz zaś był na tyle przytomny, że, choć znał moją przeszłość, przyjął do
              papierów moją metrykę chrztu protestanckiego w wieku świadomym i dał mi do
              podpisu zobowiązanie w wersji łagodniejszej. Prawdopodobnie zdawał sobie
              sprawę, że w przeciwnym razie wyjdzie z tego duży dym i wszystko może się
              zdarzyć, łącznie z tym, że weźmiemy ślub bez dyspensy.
              • kann2 Re: Ostrożność, jak to ładnie powiedziane... 06.07.05, 20:28
                Znane mi są przypadki, w których ignorancja lub brak poszanowania prawa
                kościelnego przez księdza doprowadziły do ludzkiiego nieszczęścia. Aczkolwiek
                nie w kontekście, o którym mowa.
            • elwinga Re: Złudne nadzieje podaje Rzeczpospolita 07.07.05, 19:19

              > Natomiast owszem, jest różnica. Bowiem w przypadku osób, które ODESZŁY od
              > Kościoła katolickiego, czyli nie są protestantami z urodzenia, wymaga się, by
              > nie tylko taka osoba została powiadomiona o treści zobowiązań strony
              > katolickiej, ale by także zobowiązała się do tego, że nie będzie stawiała
              > przeszkód w ich realizacji. Fakt, że tak postawiona poprzeczka może być
              > uciążliwa dla niekatolika w takim przypadku, ale Kościół patrzy na nich jako
              na
              >
              > odstępców i dlatego stosuje większe środki ostrożności.

              Tak na marginesie, nie można chyba mówić o protestantach/katolikach "z
              urodzenia"? Chrześcijaninem jakiegokolwiek wyznania zostaje się przez przyjęcie
              chrztu, a nie przez fakt narodzin w rodzinie chrześcijańskiej.

              A swoją drogą, intryguje mnie, w jaki sposób sprawdza się, czy ktoś był
              wychowany w rodzinie niekatolickiej, a kto odszedł w pewnym wieku od
              katolicyzmu?
              • sion2 Re: Złudne nadzieje podaje Rzeczpospolita 07.07.05, 21:33
                elwinga napisała:


                >
                > Tak na marginesie, nie można chyba mówić o protestantach/katolikach "z
                > urodzenia"? Chrześcijaninem jakiegokolwiek wyznania zostaje się przez przyjęcie
                >
                > chrztu, a nie przez fakt narodzin w rodzinie chrześcijańskiej.

                no tak ale przecież chrzest w katolicyzmie i denominacjach bezpośrednio
                "polutrowskich" przyjmuje się chrzest w niemowlęctwie
                małżeństwo zawiera się w dorosłości wiec wtedy zawsze przynależnośc do jakiegoś
                wyznania istnieje smile

                >
                > A swoją drogą, intryguje mnie, w jaki sposób sprawdza się, czy ktoś był
                > wychowany w rodzinie niekatolickiej, a kto odszedł w pewnym wieku od
                > katolicyzmu?

                no jeśli ktoś ma wpis w księgach że był ochrzczony w Kk a teraz deklaruje się
                jako "protestant" to wiadomo że odszedł od wiary smile
                jesli wpisu nie ma, nie był w ogóle ochrzczony w KK, to i nie stał się jego
                członkiem a wiec nie odszedł od wiary

                myslę że ten przepis ma wiele słusznosci gdyż wszyscy wiedzą że niestety ci
                ktorzy odeszli od KK najczęściej wstępując do innego koscioła stają się
                zaciekłymi wrogami KK a wiec zachodzi uzasadniona obawa że dzieci nie tylko nie
                będą miały dostępu do parktyk katolickich ale i będą wychowywane w swoistej
                "nienawiści" do KK
                a jednak przeważnie dzieci "odstępców" nie podzielają już zacietrzewiania
                rodziców - tak przynajmniej zapewniało mnie parę osób prywatnie z kręgów
                protestanckich, zresztą to logiczne gdyz te dzieci już nie mają osobistej urazy
                do Kk tak jak ich rodzice
                • darcia73 Re: Złudne nadzieje podaje Rzeczpospolita 07.07.05, 21:47
                  Sion, kazdy rodzic chce dac swojemu dziecku wszystko co najlepsze. Wg mnie
                  najlepszą rzecza dla moich dzieci jest na pewno wychowywanie po protestancku a
                  nie po katolicku i ukazywanie im błędow katolicyzmu oraz nauczanie na podstawie
                  Biblii. W moim przypadku nie ma mowy o jakimkolwiek katolickim wychowywaniu, bo
                  ja osoboscie myslę, ze byłaby to ogromna krzywda wyrządzona moim dzieciom. Ja
                  chciałabym, aby były szczęsliwe i żyly z Bogiem opierając się TYLKO na Bogu,
                  poprzez Jezusa. Z daleka od koscioła katolickiego, ale bez wrogości tylko z
                  mądrym dystansem.
                  • sion2 Re: Złudne nadzieje podaje Rzeczpospolita 08.07.05, 11:29
                    Dokładnie tak wlasnie jest: kazdy chce zapewnić dziecku to co najlepsze. I jesli
                    ty masz prawo twierdzić że najlepiej trzymać się w życiu z dala od KK to sam KK
                    ma prawo twierdzić ze taka postawa jest b. szkodliwa dla dzieci smile, które
                    miałbyby się wychowywać w takiej atmosferze, że wiara katolicka jest najgorszym
                    złem tego świata.

                    Poza tym po raz setny ci powtórze że przynależnosc do KK NIE STANOWI przeszkody
                    do zycia zgodnego z tym co chce Bóg i życia według Biblii. Czego przykładem są
                    choćby dziesiątki osob na tym forum, katolików a bardzo Bozych ludzi. Siebie nie
                    liczę gdyż jak wiadomo ja wszystkich nienawidzę, a zwłaszcza protestantów.
                    • darcia73 Re: Złudne nadzieje podaje Rzeczpospolita 08.07.05, 15:57
                      I dlatego Kasiu, nie bedzie slubu w KK smile
                      A moje przyszłe dzieci, jesli Pan Bog mi je da, jak rowniez moj Przemek, bedą
                      protestantami smile

                      --
                      Niech pamiętają królowie, że oni są dla ludu, a nie lud dla nich.

                      A. Frycz Modrzewski
              • kann2 Re: Złudne nadzieje podaje Rzeczpospolita 07.07.05, 21:42
                elwinga napisała:
                > Tak na marginesie, nie można chyba mówić o protestantach/katolikach "z
                > urodzenia"? Chrześcijaninem jakiegokolwiek wyznania zostaje się przez
                przyjęcie chrztu, a nie przez fakt narodzin w rodzinie chrześcijańskiej.

                Fakt. Masz rację. Miałem na myśli osoby ochrzczone w dzieciństwie i wychowane w
                wyznaniu niekatolickim.

                > A swoją drogą, intryguje mnie, w jaki sposób sprawdza się, czy ktoś był
                > wychowany w rodzinie niekatolickiej, a kto odszedł w pewnym wieku od
                > katolicyzmu?

                Sprawdza się dokument - śwaidectwo chrztu. Jeśli jest z Kościoła katolickiego,
                a ktoś mówi, że nie jest katolikiem, to się go pyta o to, kiedy wystąpił z
                Kościoła.

                • darcia73 Re: Złudne nadzieje podaje Rzeczpospolita 07.07.05, 22:06
                  Dla mnie chrzest katolicki jest niewazny, za wazny uznaję ten w wieku dorosłym;
                  Ale np. gdybym była od urodzenia protestantką wyznania luteranskiego za wazny
                  uznałabym chrzest przyjety w dzicinstwie, bo tam jest konfirmacja, czyli
                  potwierdzenie w wieku swiadomym chrztu z niemowlectwa czyli cos na kształt
                  publicznego wyznania swojej wiary swiadomie, bez tego nie mozna przystapić do
                  Wieczerzy Panskiej.
                  W przypadku slubu w kadnym wyznaniu, oprocz katolickiego, narzeczeni, jezeli
                  beda tworzyc związek mieszny nie musza deklarowac a jakim wyznaniu będą
                  wychowywane ich dzieci, byleby po chrzescijansku. Tutaj jest prawdziwe
                  przegięcie ze strony KK. I my jako narzeczeni nie chcemy juz slubu w kk. Po co
                  nam się denerwowac, walczyc z katolicką koscielną biurokracją.
                  Bog w Biblii nigdzie nam nie powiedział, ze małzenstwo musi byc zawarte w KK,
                  NIGDZIE w biblii nie ma nawet mowy o tym jak powinna wyglądac ceremonia
                  małżenska. Wszystko zalezy od kultury, w ktorej się zyje i prawa panstwowego.
                  W sredniowieczu do XIII wieku były tylko tzw. zrekowiny czyli pan młody
                  zabierał uroczyscie pannę młodą do swojego domu w asyscie swiadków, nawet nie
                  wybierano sie do koscioła. ceremonie koscielne zarezerwowane były dla wyzszych
                  sfer. Dla zainteresownych polecam: Bardach J., Leśniodorski B., Pietrzak
                  M., „Historia państwa i prawa polskiego”, PWN, Warszawaa 1979
                  • magda9945 Re: Złudne nadzieje podaje Rzeczpospolita 08.07.05, 21:40
                    Wiesz,ja szesc lat temu tez stalam przed podobnym dylematem.Mam meza
                    "katolika",mi zreszta tez niczego z sakramentow katolickich nie brakuje.Sama
                    bylam gorliwa katoliczka dzialajaca w ruchu oazowym i chodzaca na
                    pielgrzymki,ale to wszystko bylo tylko pragnieniem,szukaniem kontaktu z
                    realnym,zywym Bogiem.Nie znalazlam tego w KK,ale Jezus mnie odnalazl.Domyslam
                    sie skad bierze sie w tobie ta wrogosc do tego kosciola,to pewnie przez
                    gorliwosc twoich rodzicow,aby nie pozwolic ci odejsc od KK.Moi robili to
                    samo,przezylam koszmar i pewnie ta nienawisc do dzis by kipiala,ale wiesz mam
                    dobrego znajomego ksiedza,z ktorym zawsze lubilam rozmawiac.On znal moja
                    sytuacje i to on lagodzil konflikt z moimi rodzicami.Wiesz w ciagu wielu rozmow
                    odkrylam,ze on ma serce otwarte na Boga,ze on wciaz go nie zna naprawde,ale nie
                    zamyka sie na niego.Od tamtej pory mysle o katolikach jak o ludziach szukajacych
                    Boga,przynajmniej wielu .Zycze im,aby poznali te realna obecnosc Jezusa w zyciu
                    codziennym,te milosc,ktora Bog wypelnia swoje dzieci.Wtedy beda szczesliwi.A ty
                    droga SION nie palaj nienawiscia do nas,bo ja naprawde wiele
                    wycierpialam,szczegolnie od mojego ojca,ktory jest fanatycznym katolikiem,O ile
                    niemam nic ogolnie do KK,to zadra w sercu jest.Piec lat walki o prawo do zycia
                    poza KK,naprawde potrafi dac w kosc.W Chrystusie nie ma denominacji,ale KK jest
                    bardzo zamkniety na wszelkie zmiany.No coz pozostaje sie tylko modlic,aby kazdy
                    na tym forum iw calej Polsce poznal Jezusa osobiscie,jako brata,a Boga jako
                    ukochanego tatusia.
                    • sion2 Re: Złudne nadzieje podaje Rzeczpospolita 08.07.05, 22:34
                      magda9945 napisała:

                      > Wiesz,ja szesc lat temu tez stalam przed podobnym dylematem.Mam meza
                      > "katolika",mi zreszta tez niczego z sakramentow katolickich nie brakuje.Sama
                      > bylam gorliwa katoliczka dzialajaca w ruchu oazowym i chodzaca na
                      > pielgrzymki,ale to wszystko bylo tylko pragnieniem,szukaniem kontaktu z
                      > realnym,zywym Bogiem.Nie znalazlam tego w KK,ale Jezus mnie odnalazl.Domyslam
                      > sie skad bierze sie w tobie ta wrogosc do tego kosciola,to pewnie przez
                      > gorliwosc twoich rodzicow,aby nie pozwolic ci odejsc od KK.Moi robili to
                      > samo,przezylam koszmar i pewnie ta nienawisc do dzis by kipiala,ale wiesz mam
                      > dobrego znajomego ksiedza,z ktorym zawsze lubilam rozmawiac.On znal moja
                      > sytuacje i to on lagodzil konflikt z moimi rodzicami.Wiesz w ciagu wielu rozmow
                      > odkrylam,ze on ma serce otwarte na Boga,ze on wciaz go nie zna naprawde,ale nie
                      > zamyka sie na niego.Od tamtej pory mysle o katolikach jak o ludziach szukajacyc
                      > h
                      > Boga,przynajmniej wielu .Zycze im,aby poznali te realna obecnosc Jezusa w zyciu
                      > codziennym,te milosc,ktora Bog wypelnia swoje dzieci.Wtedy beda szczesliwi.A ty
                      > droga SION nie palaj nienawiscia do nas,bo ja naprawde wiele
                      > wycierpialam,szczegolnie od mojego ojca,ktory jest fanatycznym katolikiem,O ile
                      > niemam nic ogolnie do KK,to zadra w sercu jest.Piec lat walki o prawo do zycia
                      > poza KK,naprawde potrafi dac w kosc.W Chrystusie nie ma denominacji,ale KK jest
                      > bardzo zamkniety na wszelkie zmiany.No coz pozostaje sie tylko modlic,aby kazdy
                      > na tym forum iw calej Polsce poznal Jezusa osobiscie,jako brata,a Boga jako
                      > ukochanego tatusia.


                      Matko kochana a gdzie ja "pałam nienawiścią" do protestantów?!
                      Ręce opadają człowiekowi do ziemi samej sad((((((((.

                      To darcia mnie wielokrotnie posądzała o nienawiść, jest to subiektywne odczucie
                      na skutek mojego odkłamywania wielu sądów na temat KK serwowanych przez
                      niekatolików, a zwłaszcza historii i nauki KK. Dlatego zasłużyłam sobie na
                      posądzanie o nienawiści no bo sie z wami nie zgadzam.... Moje zdanie w poście
                      wyżej było ironią po prostu. Ja nikogo nie nienawidzę..... matko w zyciu nigdy
                      nie spotkałam tyle posądzeń o nienawiść co na tym forum... siostro w ogóle mnie
                      nie znasz a posądzasz o samo zło w sercu, czy to na pewno po Bożemu?

                      Na temat twojego postu mogłabym dziesięć napisać ale to wszystko jest bezowocne
                      więc nie będę. Ja życzę natomiast serca otwartego na prawdę a nie na stereotypy
                      smile. No i współczuję bardzo ojca fanatyka, tyle że to się zdarza w każdej
                      denominacji i nie jest przypisane wyłącznie katolikom wink. Myśle że często w
                      życiu ludzi którzy mieli własnie takie przezycia działa prosty mechanizm
                      psychiczny że nie chcą mieć nic wspólnego z tym czymś co im takich cierpień
                      przysporzyło sad i moze całkowicie zablokowac na dostrzeżenie obiektywnego dobra.
                      Oczywiście nie twierdzę że tak jest u ciebie, nie mam zwyczaju bawić sie w Boga
                      i przypisywać sobie wszechwiedzę na temat czyjegoś postępowania i zycia duchowego.
                      Ciekawa ta teoria że jak ktoś jest katolikiem chocby się sprężał i wytężał to
                      nigdy Jezusa w KK nie spotka....pewnie Go w nim w ogóle nie ma.... - spotykam
                      się takim twierdzeniem nieustannie, głoszą go ci którzy nie nawiązali żywej
                      relacji z Bogiem będąc członkami KK. Zupełnie przy tym nie zauważają wszystkich
                      którzy Jezusa w KK spotkali smile. Nie kwestionuje tego ze ktoś nie spotkał Jezusa
                      w KK, choć nie wiem jak to mozliwe, ale wierzę że niektórzy mają inną drogę do
                      Boga, że On ich ratuje poza KK - jestem o tym przekonana. Nie mogę tylko pojąć i
                      przyjąć przekonania że w KK nigdy się nie nawiąże relacji prawdziwej z Bogiem,
                      nie można być prowadzonym przez Ducha i w ogóle pewnie nawet zbawionym smile.
                      Niepojeta zuchwałość jak dla mnie. Być PEWNYM ze brat X nigdy nie spotka Jezusa
                      dopóki będzie w KK, a jeśli spotka to tylką taką namiastkę pewnie...
                      Bóg jest wielki i działa wszędzie siostro.
                      • darcia73 Re: Złudne nadzieje podaje Rzeczpospolita 09.07.05, 08:47
                        Magdo, opisywałam juz moją historię na tym wątku:

                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16182&w=23396410&s=0
                        Oczywiscie , jak w większośći przypadków - moi rodzice nie zgadzali się na moje
                        zycie z Bogiem, ale ja to przetrwałam. Nie mam niechęci do katolików jako ludzi
                        (inaczej nie wiązałbym się z moim lubym) ale to samego katolicyzmu.

                        A teraz niech katolicy nie czytają, bo będzie brutalnie. To co nizej bedzie
                        napisane nie jest dla katolików! Tylko sie obrazicie a i tak nie zrozumiecie.







                        Magdo, nie miałabym tez nic przeciwko temu, aby nasz slub był w kk o ile nie
                        byloby mszy i nawiązan do Marii i swietych ale wiem, ze są takie sluby
                        ekumeniczne. jedynym problemem jest podpisanie przeze mnie kartki, o
                        wychowywaniu dzieci po katolicku. A na to NIE MOGĘ się zgodzic mając takie
                        poznanie jak obecnie. Kult swietych, relikwii, dziwna atmosfera w kk, kult
                        maryjny, rozne obrzędy,ktorym nadaję się jakąś moc, rózaniec i wiele , wiele
                        innych - dla mnie to są drzwi dla diabła i mają one cechy demoniczne. Magdo,
                        pomimo wielkiej wiary wielu katolików, nie mogłabym z tych powodow wychowywac
                        dzieci w katolicyzmie.
                        Bog rozlicza nas wg naszego poznania. Sa katolicy bardzo błogoslawieni, i jest
                        to dla mnie ogromną radoscią. Na mnie ciąży jednak ta odpowiedzialność, ze
                        zdaję sobie z tego sprawę i moje sumienie nie pozwala mi na wchodzenie w takie
                        duchowe sprawy moich dzieci. To jest walka duchowa.
                        12) Gdyż bój toczymy nie z krwią i z ciałem, lecz z nadziemskimi władzami, ze
                        zwierzchnościami, z władcami tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach
                        niebieskich.
                        Ef. 6
                        • sion2 Re: Złudne nadzieje podaje Rzeczpospolita 09.07.05, 11:08
                          darcia73 napisała:


                          > A teraz niech katolicy nie czytają, bo będzie brutalnie. To co nizej bedzie
                          > napisane nie jest dla katolików! Tylko sie obrazicie a i tak nie zrozumiecie.

                          > Magdo, nie miałabym tez nic przeciwko temu, aby nasz slub był w kk o ile nie
                          > byloby mszy i nawiązan do Marii i swietych ale wiem, ze są takie sluby
                          > ekumeniczne. jedynym problemem jest podpisanie przeze mnie kartki, o
                          > wychowywaniu dzieci po katolicku. A na to NIE MOGĘ się zgodzic mając takie
                          > poznanie jak obecnie. Kult swietych, relikwii, dziwna atmosfera w kk, kult
                          > maryjny, rozne obrzędy,ktorym nadaję się jakąś moc, rózaniec i wiele , wiele
                          > innych - dla mnie to są drzwi dla diabła i mają one cechy demoniczne. Magdo,
                          > pomimo wielkiej wiary wielu katolików, nie mogłabym z tych powodow wychowywac
                          > dzieci w katolicyzmie.
                          > Bog rozlicza nas wg naszego poznania. Sa katolicy bardzo błogoslawieni, i jest
                          > to dla mnie ogromną radoscią. Na mnie ciąży jednak ta odpowiedzialność, ze
                          > zdaję sobie z tego sprawę i moje sumienie nie pozwala mi na wchodzenie w takie
                          > duchowe sprawy moich dzieci. To jest walka duchowa.
                          > 12) Gdyż bój toczymy nie z krwią i z ciałem, lecz z nadziemskimi władzami, ze
                          > zwierzchnościami, z władcami tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach
                          >
                          > niebieskich.
                          > Ef. 6


                          No wiesz darciu jakoś się nie obraziłam...... tylko zmartwiłam tobą. Czytałam
                          znacznie bardziej brutalne słowa o nas katolikach na tym forum niż te twoje
                          ostatnie.
                          Wiesz jakos tak czuje że Pnau Bogu poniewaz jest b. cierpliwy i wyrozumiały i
                          zawsze widzi czlowieka w całym kontekście jego zycia, doswiadczenia, wiedzy i
                          mozliwości poznania - nie sprawia szczególnej przykrości twoje odcinanie sie od
                          katolicyzmu gdyż według ciebie i w twoim sumieniu czynisz to dla Niego. Masz
                          błędne rozeznanie ale czynisz je szczerze, jak sądzę. Ja uważam że jesli
                          człowiek będąc katolikiem miałby zamknąć się na Boga, odrzucić Go tak aby
                          zagrożone było jego zbawienie - lepiej zeby był protestantem. Bóg się zawsze
                          dostosowuje do człowieka bo go kocha i najwazniejsze jest dla Niego aby z Nim
                          był w jak największej łączności. Sądzę że dlatego własnie Bóg działa wśród
                          protestantów, wielu z nich wzrasta w wierze i osobistym zaufaniu Bogu daleko
                          bardziej od wielu katolików. Wielu protestantów jest prowadzonych przez Ducha,
                          choć nie zyją wszystkim co nam Bóg podarował dla naszego zbawienia. Ale
                          autentycznie zyją dla Boga, nie mam wątpliwości. Życzę ci żeby tak było w twoim
                          zyciu.

                          Twoje poznanie jest błędne i ze względu na chocby 0, 00000000001 % szansy że
                          może coś zrozumiesz musze to napisac. Zaden z wymienionych przez ciebie
                          elementow wiry katolickiej nie stanowi jej istoty. Nikt nie jest zobowiązany do
                          odmawiania rózańca (jak wiadomo powtarzanie słow anioła powiedzianych do Maryi
                          oraz duchowe rozmyslanie nad wydarzaniami - oprocz Wniebowzięcia Maryi i
                          ukoronowania jej na królową nieba i ziemi - opisanymi w Biblii ma pochodzenie
                          czysto diabelskie), modlenia się do świętych, kultu relikwii itd. - to wszsytko
                          jest tylko POMOCĄ DODATKOWĄ na katolickiej drodze do Boga. Prawda że nie można
                          zwalczac tego będąc katolikiem ale nieprawda ze te elementy stanowią istotę
                          wiary katolickiej i nieprawda że ktokolwiek jest do nich przymuszony albo nawet
                          zobowiązany.
                          Ponadto twoim usprawiedliwiem jest że nie znasz historii wiary chrześcijańskiej,
                          nie czytasz świadectw, które czasem są grubymi apologiczymi księgami (jak chocby
                          Klemens Aleksandryjski z II w) ktore doskonale dowodzą identycznosc wiary
                          katolickiej z wiarą pierwszych chrześcijan. Wierz mi że nie wszystko jest
                          opisane w Pismie św gdyż ono nie miało i nie ma na celu informowac nas o
                          najdrobniejszych szczególach i formach kultu na chwałę Boga. W samym Piśmie
                          znajdziesz słowa że nie wszystko zostało opisane smile.
                          Dlatego własnie, między innymi nie masz prawidłowego rozeznania.
                          Poza tym ostrzegam cię po bratersku ze bardzo czymś niebezpiecznym jest
                          posądzanie kogoś o konszachty z diabłem. Wiesz czasem jak ciebie czytam to mam
                          wrażenie - ponieważ tak często serwujesz posądzanie katolików i wiary
                          katolickiej o genezę diabelską - że gdyby dziś jeszcze praktykowano palenie na
                          stosach "czarownic" to wiele katolików zostałoby spalonych na skutek twoich
                          doniesień i posądzeń wink.
                          Zauważ że samego Jezusa posądzali o to faryzeusze, bo nie mogli zroumiec Jego
                          wykraczania poza ramy Starego Testamentu. On po szeregu takich oskarżeń groxnie
                          powiedział ze grzech obrażania działania Ducha św nigdy nie będzie wybaczony. Ty
                          tak samo posądzasz katolicką wiarę i katolików o zycie niezgodne z Biblią a więc
                          diableskie. Wiec uważaj darciu.
                        • agalea Re: Złudne nadzieje podaje Rzeczpospolita 09.07.05, 17:02
                          > Magdo, nie miałabym tez nic przeciwko temu, aby nasz slub był w kk o ile nie
                          > byloby mszy i nawiązan do Marii i swietych ale wiem, ze są takie sluby
                          > ekumeniczne. jedynym problemem jest podpisanie przeze mnie kartki, o
                          > wychowywaniu dzieci po katolicku. A na to NIE MOGĘ się zgodzic mając takie
                          > poznanie jak obecnie. Kult swietych, relikwii, dziwna atmosfera w kk, kult
                          > maryjny, rozne obrzędy,ktorym nadaję się jakąś moc, rózaniec i wiele , wiele
                          > innych - dla mnie to są drzwi dla diabła i mają one cechy demoniczne. Magdo,
                          > pomimo wielkiej wiary wielu katolików, nie mogłabym z tych powodow wychowywac
                          > dzieci w katolicyzmie.
                          > Bog rozlicza nas wg naszego poznania. Sa katolicy bardzo błogoslawieni, i jest
                          > to dla mnie ogromną radoscią. Na mnie ciąży jednak ta odpowiedzialność, ze
                          > zdaję sobie z tego sprawę i moje sumienie nie pozwala mi na wchodzenie w takie
                          > duchowe sprawy moich dzieci. To jest walka duchowa.
                          > 12) Gdyż bój toczymy nie z krwią i z ciałem, lecz z nadziemskimi władzami, ze
                          > zwierzchnościami, z władcami tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach
                          >
                          > niebieskich.
                          > Ef. 6


                          Jasne.... a protestanci to święte istoty.
                          Ja dośc sporo się naczytałam i dowiedziałam o protestantyzmie. NAwet zaczęło mi
                          się to podobać. Ale kiedy moja koleżanka powiedziała mi, że przyjedzie do nich
                          pastor zza granicy głosić słowo Boże, a do tego dodała że jest on znany z tego
                          że uzdrawia i wskrzesza (!!!) umarłych to dałam sobie spokój. to jest dopiero
                          droga do diabła i z Bogiem nie ma to nic wspólnego. Z protestantów uznaję tylko
                          takie kościoły jak luterański, kalwiński, anglikański. Reszta to dzieło szatana.

                          Żeby nie było, że kłąmię to podaję stronę tego kościoła i rewelacje i tym
                          pastorze (sorry.... apostole, bo tak go nazywają):
                          www.spichlerz.org/new/index.php?Strona=news&kat=3&podkat=6&nid=108&PHPSESSID=393f0bf0a0c82ace18e2023e466edc39
                          • darcia73 Re: Złudne nadzieje podaje Rzeczpospolita 09.07.05, 23:30
                            Nie czytaj tego, co nie jest dla Ciebie, bo to tak jakbys była nieproszonym
                            gosciem
                            • agalea Re: Złudne nadzieje podaje Rzeczpospolita 10.07.05, 22:52
                              No tak..... jak się nie ma argumentów to najlepiej rzucić chamskim tekstem i
                              uważać sprawę za zakończoną.

                              Skąd u Ciebie taka nienawiśc do katolików???? I nie pisz że to nie prawda, bo
                              widać to w każdym Twoim poście. Będziesz wychowywać dzieci na protestantów?
                              Ok... wychowuj jak chcesz. Ale wychowuj poprzez pokazywanie im piękna tego co
                              tkwi w tym wyznaniu, a nie poprzez oczernianie katolicyzmu. Ty jednak wolisz
                              dziecu pokazać wszystko co złe w katolicyzmie. Jesli już chcesz być taka
                              "uczciwa" to pokaż też wszystko co złe w protestantyźmie (np. te dziwaczne
                              wierzenia które opisałam powyżej, ciągłe ocenianie wiary katolików przez pryzmat
                              swoich wyobrażeń itp).
                              • samboraga Re: Złudne nadzieje podaje Rzeczpospolita 11.07.05, 09:18
                                Agalea, Darcia we wcześniejszych postach zaznaczyła, że jej wypowiedź
                                skierowana jest do protestantów i prosi o nieczytanie strony katolickiej.
                                I tyle.
                      • a_weasley Z prywatnymi kłótniami idźcie na priv 09.07.05, 12:24
                        sion2 napisała:

                        > To darcia mnie wielokrotnie posądzała o nienawiść,

                        A nam co do tego? Czy przez to Darcia ma mniej lub więcej racji w sprawie, o
                        której tutaj rozmawiamy?
                        W dodatku sama piszesz, że

                        > jest to subiektywne odczucie

                        i subiektywne jest zarówno odczucie, że chodzi o nienawiść, jak i nazwanie
                        tego, co robiłaś, mianem

                        > mojego odkłamywania wielu sądów na temat KK serwowanych przez
                        > niekatolików, a zwłaszcza historii i nauki KK.

                        Gdybyśmy zapytali Darcię, co wtedy robiłaś, usłyszałbym zupełnie co innego. A
                        po sprawdzeniu okazałoby się, że prawda leży pośrodku albo jeszcze gdzie
                        indziej.
                        Tyle, że ja tego sprawdzać nie zamierzam. Jeżeli chodzi o Ciebie i Darcię,
                        interesuje mnie tylko to, co Darcia ma do powiedzenia w sprawie żądań KK w
                        dziedzinie wychowania dzieci z małżeństw mieszanych i co Ty masz do powiedzenia
                        odnośnie stanowiska swojego Kościoła, a nie to, co kto kiedy komu powiedział i
                        jak ten drugi ktoś to odebrał. To jest prawdopodobnie temat pasjonujący dla
                        Ciebie i dla Darci, natomiast dla innych dyskutantów (śmiem przypuszczać)
                        niespecjalnie.
                        • darcia73 Re: Z prywatnymi kłótniami idźcie na priv 09.07.05, 13:08
                          A_wesley; nie bądź taki surowy w swoich osądach.
                          To, ze wymieniamy swoje stanowiska, ze czasami się nawiąże do minionych spraw,
                          ze zejdzie z tematu - to nie tragedia, to oznaka, ze watek zyje. A my uczymy
                          się przez takie dyskusje, uczymy się przede wszytkim tego co pisac i jak
                          odnosic się do innych, by ich nie gorszyc. Zaden chrzescijanin nie jest
                          doskonały, to Pan nas prowadzi do doskonałosci, roznymi drogami. Kazdy z nas
                          wychował się w innej rodzinie, zetknął z innymi ludxmi, innymi wartosciami,
                          podchodzi bardziej lub mniej emocjonalnie do sprawy, ma inny temperament,
                          inaczej buduje wypowiedzi, potrafi przeniesc lepiej lub gorzej swoje mysli na
                          formę pisaną, dysponują większa lub mniejszą iloscią czasu na udzielanie się na
                          forum, mniejszą lub większą wiedzą, czyta inne książki itd. Kazdy z nas jest po
                          prostu inny ale kazdy nowonarodzony człowiek jest Dzieckiem Bozym. Dązymy do
                          ideału jakim jest Nasz Bog, ale pewnie wiesz ze nie jest to łatwe a przeciwnik
                          chodzi jak lew ryczący...
                          Z kazdej dyskusji mozna cos wyniesc. nawet tej nie na temat.
                          A takie pro forma sztywne trzymanie się watku, to pruski dryl.
                          Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i z ciekawością poczytam, jak załawtwiłeś tą
                          sprawę w swoim związku i jak zamierzacie wychowywac dzieci, czy bedą chrzczone
                          itp. Byłabym Ci bardzo wdzięczna, gdybys zaprezentował trochę wiecej ze swojego
                          stanowiska na ten temat smile
                          • sion2 Re: Z prywatnymi kłótniami idźcie na priv 09.07.05, 13:42
                            NIe wiem drogi wesley'u gdzie mój post ma znamiona kłotni? Owszem wiele razy się
                            kłóciłam na tym forum i zapewne będę ale nie tym razem. Mój post jest zyczliwy
                            darcia i napisany zupełnie spokojnie. Szanuję jej wybór choć nie mogę się z nim
                            zgodzić gdyż wynika z błędnych przesłanek, ale nie przestaje przez to darcia być
                            dzieckiem Boga. Chciałabym i pragnęłabym uznania że ja też jestem dzieckiem Boga
                            i jestem przez niego prowadzona choć jestem tą straszną katoliczką. Moje
                            podważanie róznych teorii pojawiających się na tym forum zawsze wynikało ze
                            studiowania źródeł historycznych wczesnochrześcijańskich a nie było bynajmniej
                            przeciaganiem liny na swoją stronę za pomocą demagogii.
                            I niemal każdy wątek zbacza z tematu, to nie tragedia.
                            • a_weasley Re: Z prywatnymi kłótniami idźcie na priv 10.07.05, 10:31
                              sion2 napisała:

                              > kłóciłam na tym forum i zapewne będę ale nie tym razem. Mój post jest zyczliwy
                              > darcia

                              To chyba jakieś nowe znaczenie słowa "życzliwy", o którym dotąd nie wiedziałem.

                              > Moje podważanie róznych teorii pojawiających się na tym forum

                              miało miejsce w innym wątku i wywlekanie go tutaj jest dotkliwie zbędne.
                          • a_weasley Co zamierzam 10.07.05, 10:49
                            darcia73 napisała:

                            > ze zejdzie z tematu - to nie tragedia,

                            Nie. Ale powód do zmartwienia owszem, bo zajmujecie się rozgrzebywaniem swoich,
                            powtarzam, dwustronnych uraz.

                            > i jak odnosic się do innych, by ich nie gorszyc.

                            To życzę owocnej nauki.

                            > A takie pro forma sztywne trzymanie się watku, to pruski dryl.

                            Nie pro forma, tylko większość forów, to tutaj również, umożliwia wysłanie
                            komuś listu na priv.

                            > Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i z ciekawością poczytam, jak załawtwiłeś tą
                            > sprawę w swoim związku

                            Jakom rzekł, udało nam się największą rafę ominąć, zresztą po wielu burzliwych
                            dyskusjach, kiedy moje Szczęście twierdziło, że takie ostre oświadczenie nie
                            jest wymagane, względnie że ja się nie łapię na pojęcie odstępcy od wiary
                            katolickiej.
                            A gdyby ksiądz się obudził w ostatniej chwili, że trzeba... cóż, planu B nie
                            mieliśmy. Natomiast byliśmy zgodni, że chcemy zostać razem, mieć wspólnie
                            dzieci i że żadne nie żąda od drugiego zobowiązań, jakich samo by nie było
                            skłonne przyjąć.

                            > i jak zamierzacie wychowywac dzieci,

                            Po chrześcijańsku, na początku nie eksponując różnic, a potem nie naciskając w
                            żadną stronę.

                            > czy bedą chrzczone itp.

                            Akurat szczęśliwym trafem Kościoły obu stron uznają chrzest niemowląt oraz
                            uznają swoje chrzty nawzajem. Gdyby mój nie uznawał, chyba byśmy ochrzcili po
                            katolicku, a będzie chciało, to się ochrzci w wieku świadomym.
                            W którym ochrzcimy pierwsze, jeszcze nie wiemy (może rzucimy monetą?), a potem
                            na zmianę.
                            W niedzielę zamierzamy chodzić raz do kościoła, raz do zboru. W Wigilię
                            pójdziemy przed wieczerzą na zborowe nabożeństwo, a po wieczerzy na pasterkę.
                            We Wielki Piątek do zboru, a w niedzielę na rezurekcję (że o święceniu pokarmów
                            nie wspomnę).
                            Kwestia, co będzie, jak przyjdzie nauka religii, która w zborze jest, głupia
                            sprawa, w niedzielę w czasie nabożeństwa. Najchętniej tobyśmy dzieci ani na
                            religię w szkole, ani do szkółki niedzielnej nie posyłali, tylko sami nauczyli
                            czego trzeba.
                            W każdym razie wiele tu zależy od spraw pozadogmatycznych, bo jeżeli w szkole
                            będzie ksiądz, że tylko odstrzelić, a w zborze dobrze prowadzona katecheza, to
                            pewnie moja nie będzie stawiała oporu. I na odwrót (akurat teraz nasza
                            katechetka jest niestety taka sobie).
                            {Odezwała się moja i mówi (tonów triumfalistycznych nie zaobserwowałem, raczej
                            stwierdzenie oczywistego faktu), że znowu jest w sytuacji uprzywilejowanej, bo
                            księży jest we Warszawie o parę rzędów wielkości więcej niż pań ze szkółki
                            niedzielnej, można przebierać jak w ulęgałkach}.
                            Co z I Komunią, tośmy jeszcze nie ustalili. Mamy jeszcze trochę czasu do
                            namysłu, może w międzyczasie dogadają się co do interkomunii?
                            Dwóch rzeczy jesteśmy pewni:
                            1) cokolwiek dzieci w końcu wybiorą, będą wiedziały, w co wierzą i dlaczego
                            2) ja wolę być ojcem pobożnych katolików niż letnich ewangelików, moja Jedyna
                            podchodzi do sprawy tak samo.
                            • darcia73 Odnosnie uraz 10.07.05, 11:21
                              A_Wesley:

                              Jako osoba zainteresowana wyobraź sobie uważam, ze nie zajmujemy się
                              wygrzebywaniem wzajemnych uraz, co więcej nasza wymiana zdań jest już inna,
                              jesteśmy tutaj razem od początku forum i gdyby Sionki zabrakło, nawet z jej
                              typowymi pro katolickimi wypowiedziami, bo by mi jej brakowało. Dobrze
                              wiedziec, co o tym myśli druga strona. I ja nie mam żadnych uraz do Sion, ona
                              pisze to, co myśli i ma do tego prawo, ja też. A jej ostatni post w ogóle nie
                              był napastliwy. Był bardzo dobrze napisany! Nie wiem dlaczego odczuwasz naszą
                              wymianę zdań jako walkę, bo ja tak nie uważam.
                              • sion2 Re: Odnosnie uraz 10.07.05, 12:47
                                UFF..... szczerze dziękuję darcia smile.
                            • darcia73 Re: Co zamierzam 10.07.05, 11:42
                              Podziwiam Cię szczerze za taka postawę, twoja miłosc do kobiety musi byc
                              rzeczywiscie silna, skoro idziesz na takie kompromisy a i brak uprzedzen
                              wyjątkowy smile.
                              Moze ja nie kocham swojego narzeczonego tak bardzo, bo nie poszłabym na
                              kompromis sad
                              Wolałabym odejsc
                              Co do wychowywania dzieci, to myslę ze w normalnej, zdrowej rodzinie, ktora
                              sama jest przykładem chrzescijanskiego zycia i Bog jest zawsze na pierwszym
                              planie, nie ma zagrozenia do wychowania letnich chrzescijan.
                              Ja wolałabym aby moje dziecko przede wszytkim poznało Boga; moja postawa wobec
                              dogmatów katolickich jest tak krytyczna, ze z czystym sumieniem nie moglabym
                              wychowywac dziecka w tej wierze, tutaj byłoby zbyt wiele zgrzytów, to tak
                              jakbym nie była wierna Bogu.
                              Najwazniejszą sprawą jest to by dziecko się nawrocilo, potem jego droga z
                              Bogiem, rozne zawirowania sprawiją jakim bedzie chrzescijaninem.
                              Pisząc o letnim ewangeliku pewnie masz na mysli osobe nienawrocona, ktora ma
                              tylko przynaleznosc do tego koscioła. Dlatego moje dziecko zadnej
                              pryznaleznosci miec nie bedzie az samo wybierze,
                              A w zyciu kazdego nawroconegoo człowieka zdarzaja się chwile, kiedy jest się
                              goracym lub letnim dla Pana i on nas przestrzega przed ta "letnioscią"

                              Co do szkołki niedzielnej - na niej nie naucza się dogmatow, tylko prostych
                              prawd o Bogu; ze trzeba kochac swoich braci, opowiada historie bibijne; byłam
                              nauczycielką szkółki, więc wiem. Sa to rzeczy bardzo uniwersalne.
                              Nie wiem jak jest na religii katolickiej ale pewnie sa nawiązamia do Marii i
                              swiętych, bo jest to dosc wazna strona poboznosci katolickiej, ale nie jestem
                              tutaj ekspertem.
                              Mając te rzeczy na uwadze nigdy bym się nie zgodziła na chodzenie moich dzieci
                              na religię katolicką.

                              na koniec dodam ,ze największym koszmarem byłoby dla mnie,zeby moje dzicko było
                              gorliwym katolikiem wink, ale to jego wybor, nidgy w zaden spoosb nie bede mojego
                              dziecka potepiac za chrzescijanstwo. nawet w katolickiej formie
                              Ja chcę byc dla mojego dziecka tylko drogowskazem, pokazywac mu zycie z Bogiem
                              i wskazywac na Jezusa, nie chce wywierac na niego przymusu, tak jak moi rodzice
                  • a_weasley Konfirmacja. I co z tego? 09.07.05, 10:33
                    darcia73 napisała:

                    > Dla mnie chrzest katolicki jest niewazny, za wazny uznaję ten w wieku
                    dorosłym;
                    > Ale np. gdybym była od urodzenia protestantką wyznania luteranskiego za wazny
                    > uznałabym chrzest przyjety w dzicinstwie, bo tam jest konfirmacja, czyli
                    > potwierdzenie w wieku swiadomym chrztu z niemowlectwa czyli cos na kształt
                    > publicznego wyznania swojej wiary swiadomie,

                    czyli odpowiednik katolickiego bierzmowania.

                    > bez tego nie mozna przystapić do Wieczerzy Panskiej.

                    W wyznaniu katolickim też niemowlęta do Wieczerzy Pańskiej nie przystępują.
                    • darcia73 Re: Konfirmacja. I co z tego? 10.07.05, 11:44
                      KOnfirmacja nie jest pod zadnym względem odpowiednikiem katolickiego
                      bierzmowania!
                      www.luteranie.pl/www/kim/konfirmacja.htm
                      • a_weasley Re: Konfirmacja. I co z tego? 10.07.05, 22:43
                        Ależ oczywiście, że jest. Pod każdym względem z wyjątkiem teologicznych
                        zawiłości "sakrament - niesakrament".
                        Jest kolejnym stopniem wtajemniczenia, obrzędem inicjacyjnym grupy wyznaniowej,
                        potwierdzeniem w wieku świadomym chęci przynależności do tejże zadeklarowanej w
                        imieniu dziecka przez rodziców, którzy je ochrzcili w niemowlęctwie, bliźniaczą
                        siostrą bierzmowania i bliską kuzynką Bar Micwy. Nie występuje natomiast w
                        wyznaniach praktykujących chrzest w wieku świadomym.
                        • darcia73 Re: Konfirmacja. I co z tego? 11.07.05, 21:56
                          znajomy luteranski ksiądż/pastor zaprzeczył twojej interpretacji konfirmacji,
                          przede wszystkim konfirmacja NIE JEST sakramentem napelnienia duchem sw.
                          To sa naprawdę kolosalne róznice teologiczne; Ty zapewne osobiscie ze wzgledu
                          na slub z katoliczka pragniesz jak najwięcej znlaezć wspolnych cech, ale
                          niestety nie jest tak jak myslisz. Mylisz pojęcia.
                          • sion2 Re: Konfirmacja. I co z tego? 12.07.05, 09:05
                            darcia73 napisała:

                            > znajomy luteranski ksiądż/pastor zaprzeczył twojej interpretacji konfirmacji,
                            > przede wszystkim konfirmacja NIE JEST sakramentem napelnienia duchem sw.
                            > To sa naprawdę kolosalne róznice teologiczne; Ty zapewne osobiscie ze wzgledu
                            > na slub z katoliczka pragniesz jak najwięcej znlaezć wspolnych cech, ale
                            > niestety nie jest tak jak myslisz. Mylisz pojęcia.


                            Tak darciu ale z dugiej strony podobieństwa też są kolosalne. Bo sakramnet
                            bierzmowania ma spełniać identyczne FUNKCJE w zyciu wierzącego jak konfirmacja w
                            lueteranizmie. Bierzmowanie nazywane jest w katolicyzmie "sakramentem
                            dojrzałości chrześcijańskiej", jego przyjęcie niejako "konczy" drogę
                            wtajemniczenia chrześcijańskiego. Jest napełnieniem Duchem człowieka który
                            swiadomie potwierdza i decyduje się być chrześcijaniniem w zyciu dorosłym,
                            przyznaje się do Chrystusa w zyciu dorosłym i dlatego otrzymuje łaske
                            towarzyszenia Ducha. A potem nic nie stoi na przeszkodzie aby taki czlowiek stał
                            sie członkiem np. Odnowy w Duchu św i doświadczył chrztu w Duchu św na sposób
                            bardziej charyzmatyczny i dający sie odczuć duchowo, emocjonalnie. Jedno nie
                            przeszkadza drugiemu, bo każde ma inną wymowę.
                            Z tego co wiem (a wiem mało,przyznaję) konfirmacja ma podobne cele:
                            potwierdzenie przynalezności do Chrystusa w wieku świadomym i dojrzałym. Dopiero
                            od tego od konfirmacji ktoś jest w pełni odpowiedzialny za swoje zycie w
                            Kosciele, podobnie u katolików: dopiero od bierzmowania katolik może sam być
                            matką/ojcem chrzestnym i odpowiada sam za swoja wiarę.

                            Poza tym sądzę że ty po prostu zupełnie inaczej rozumiesz chrzest i co się
                            dzieje podczas niego, dyskutowałysmy o tym jakiś czas temu. Ty rozumiesz chrzest
                            jak TWOJE działanie, potwierdzenie TWOJEJ decyzji że wybierasz Chrystusa itd.,
                            wyrażenie TWOJEJ wiary. Natomaist katolicy, luteranie, prawosławni rozumieją
                            chrzest jak czas działania BOGA przez ŁASKĘ, jako czas w którym człowiek zostaje
                            za darmo obmyty we krwi Jezusa i nie potrzebuje swojej wiary do tego. Łaska
                            uprzedza wiarę świadomą, stanowi jej poczatek. Tak mówi Pismo, że Bóg jest w nas
                            sprawcą i chcenia i działania zgodnie z Jego wolą, mowi też że przez chrzest
                            jestesmy zanurzeni w smierć Chrystusa aby zyskć życie.
                            Sądzę że dlatego dla ciebie chrzest w niemowlęctwie (pamiętaj ze jest obecny w
                            wielu denominacjach, a nie jest wymysłem katolicymu, gdyż sam Luter i luteranie
                            potępiają tych co nie chrzczą dzieci, także prawosławni) jest nie do przyjęcia.
                            Masz po prostu inną wiarę związaną ze chrztem smile.
                          • a_weasley Sakrament czy nie i co z tego wynika 12.07.05, 22:43
                            darcia73 napisała:

                            > Ty zapewne osobiscie ze wzgledu na slub z katoliczka pragniesz
                            > jak najwięcej znlaezć wspolnych cech,

                            Wolałbym, żebyś skoncentrowała się na tym, co napisałem, i odpuściła sobie
                            analizy moich uczuć i motywów.
                            Prawda jest o wiele banalniejsza. Ja jestem po prostu na tyle prymitywny, że
                            takie różnice nie robią na mnie dostatecznego wrażenia.
                • elwinga Re: Złudne nadzieje podaje Rzeczpospolita 09.07.05, 22:35
                  Tak, to rozumiem. Chodziło mi raczej o sytuację, w której np. ewangeliczny
                  chrześcijanin, który nie uznaje chrztu w KK za ważny ("bo byłem dzieckiem i
                  nikt mnie nie spytał"), przyniesie kartkę od swego pastora, że był ochrzczony w
                  takiej to a takiej wspólnocie wtedy a wtedy (bo czy akty chrztu sensu stricto w
                  takich wspólnotach istnieją, to śmiem wątpić). Rozumiesz, on w ogóle się nie
                  przyzna, że był już chrzczony jako dziecko. Czy ksiądz (np. podejrzewając w
                  przyszłym panu młodym byłego katolika) ma jakiś obowiązek dalej drążyć tę
                  sprawę czy też powinien przyjąć takie zapewnienie z dobrodziejstwem inwentarza?
                  Pomijam oczywiście całą kwestię moralnej oceny tej sytuacji - chodzi mi tylko o
                  stronę formalną - czy są tu jakieś odgórne zalecenia albo przepisy?
                  • kann2 Re: Złudne nadzieje podaje Rzeczpospolita 09.07.05, 23:07
                    W tym wypadku, myślę, jesli ktoś bardzo chciałby oszukać, oszuka. Na ważność
                    małżeństwa nie ma to jednak wpływu. No chyba że ksiądz zasięgnie języka,
                    sprawdzi w księdze chrztu parafii, w której rodzice mieszkali w czasie
                    urodzenia tego człowieka, ktoś sam powie itp. W sumie księża wiedzą przecież,
                    że w niektórych wspólnotach udziela się chrztu w wieku dojrzałym, a w ogrmonej
                    więszosci przypadków ludzie są chrzczeni w Kościele katolickiem jako dzieci.
                    Gdy ktoś nie przynosi świadectwa chrztu, jest traktowany "ostrożnie", gdyż to
                    świadectwo jest jednocześnie dowodem stanu wolnego osoby.
                  • a_weasley Protestancka metryka 10.07.05, 10:29
                    elwinga napisała:

                    > chrześcijanin, który nie uznaje chrztu w KK za ważny ("bo byłem dzieckiem i
                    > nikt mnie nie spytał"), przyniesie kartkę od swego pastora, że był ochrzczony
                    > takiej to a takiej wspólnocie wtedy a wtedy (bo czy akty chrztu sensu stricto
                    > w takich wspólnotach istnieją, to śmiem wątpić).

                    A czym jest metryka chrztu, jeśli nie kartką od księdza? Chrzty są rejestrowane
                    i można dostać zaświadczenie. A czy to się nazywa akt chrztu i metryka, czy
                    wpis i zaświadczenie, to sprawa trzeciorzędna.

                    > Czy ksiądz (np. podejrzewając w przyszłym panu młodym byłego katolika)
                    > ma jakiś obowiązek dalej drążyć tę sprawę czy też powinien przyjąć takie
                    > zapewnienie z dobrodziejstwem inwentarza?

                    Śledztwa przecież prowadził nie będzie. OIP, instrukcja Episkopatu każe
                    mu "upewnić się", ale bez szczegółów.
                    Natomiast nie mam pojęcia, czy ważne jest - z katolickiego punktu widzenia -
                    małżeństwo zawarte na podstawie takiej podstępnie uzyskanej dyspensy. Mam
                    wrażenie, że jest ważne, lecz niegodziwe - ale to już niech się jakiś katolik
                    wypowie.
                    • minerwamcg Re: Protestancka metryka 10.07.05, 11:05
                      IMHO takie małżeństwo jest ważne, ponieważ spełnione są najważniejsze warunki
                      takie jak obustronna zgoda, deklaracja chęci posiadania potomstwa etc.,
                      natomiast na pewno jest to grzech, ponieważ grzechem jest składanie fałszywych
                      zeznań, w tym także zatajanie znaczących faktów.
                      • verdana Widzę problem! 10.07.05, 11:43
                        Nie jestem pewna, czy się w jednej sprawie nie mylicie.
                        Ja na pewno nie jestem katoliczką - nie jestem nawet ochrzczona. Wiec od
                        koscioła nie odeszłam. A kiedy brałam ślub z moim mężem musiałam - JA - podpisać
                        zobowiązanie, że nie będę przeszkadzać mężowi w wychowaniu dzieci w wierze
                        katolickiej. To był warunek zawarcia ślubu. Więc nie chodzi tu o "zbłąkane
                        owieczki", ktore odeszły od kościoła, ale o wzystkich.
                        I jeszcze jedna rzecz, wybaczcie, mnie niepokoi. Można wychować w mieszanej
                        parze dziecko w religii katolickiej, w religii protestanckiej, bez religii.
                        Natomiast wychowywanie dziecka w nięcheci do religii tej drugiej strony (nawet
                        jak mąż "letni", to pewnie dziadkowie, ciocie itd wierzący) jest bardzo poważnym
                        błędem wychowawczym. Jeśli będzie się dziecku tłumaczyło "błędy katolicyzmu",
                        "błędy protestantyzmu" itd. to w pewnym sensie - moim zdaniem - łamie się tu
                        wspólne przykazanie "Szanuj Ojca swego i Matkę swoją". No bo jak szanować
                        tkwiącego po uszy w błedach ojca - jest albo głupi, albo zły, albo...
                        I tu widzę poważny problem. Wg. mnie mieszana rodzina powinna być wyjątkowo
                        tolerancyjna, wręcz ekumeniczna - albo lepiej, aby jej nie było wcale.
                        • darcia73 Re: Widzę problem! 10.07.05, 12:06
                          widzisz verdano, jako osoba niewierząca, nie zrozumiesz tych niuansów, o ktore
                          sie tutaj rozchodzi. Błedy katolicyzmu rozumiem jako cos co przeze mnie jest
                          pojmowane jako grzech a tym sie nie dyskutuje tylko trezba przed tym
                          przestrzegac i unikac, a są to niektore dogmaty katolickie.
                          Za katolika moge uznac osobę, ktora przestrzga zasad przyjetych przez jej
                          koscioł. W wielu przypadkach, jezeli ktos w cos katolickiego nie wierzy jest
                          automatycznie "wykluczony" w katolicyzmu przez swoj kosciol, np przy
                          ustanowieniu dogmatu wniebowzięcia Marii, było napisane, ze jesli ktos w to nie
                          wierzy to:
                          cyt. " Jest to prawda wiary objawiona przez Boga. Dlatego jesli ktos, od czego
                          niech Bog zachowa, osmiela się zaprzeczac tej definiowanej przez Nas prawdzie
                          albo swiadomie poddaja ją w watpliwosc, niech wie, ze calkowicie odstapił od
                          boskiej i katolickiej wiary"

                          Tak więć niewielu jest prawdziwych katolikow


                          Jak moge swiadomie nie powiedziec dzicku, ze cos jest złe, skoro oboje rodziców
                          tak uwaza? A ze jeden nadal tkwi w przynaleznosci wyznaniowej, to nie znaczy,
                          że pochwala wszytsko co katolickie. Iles tam procent ludzi w POlsce uwaza się
                          za katolików a powszechnie stosowana i popierana przez nich antykoncencja temu
                          przeczy, jak i poparcie np. dla związków homoseksualnych itp. Bo prawdziwie
                          wierzący katolik nie będzie stosował antykoncepcji, bo to grzech.
                          • sion2 Re: Widzę problem! 10.07.05, 13:22
                            Ja sie zgadzam z verdaną trochę a trcohę z darcia w tym względzie. Kiedyś
                            napisałam historyjkę wymysloną ale według mnie dobrze obrazującą mozliwości
                            wychowywania dzieci w malżeństwie mieszanym.
                            Dziecko protestanckie przychodzi do matki i pyta się co to jest I Komunia. Matka
                            odpowiada w taki sposób: "wiesz to czyste bałwochwalstwo i grzech, po prostu
                            niektórzy ludzie - katolicy sądzą gdyż tak im każe papież z Rzymu ze Jezus to
                            jest obecny w kawałku ciasta nad jakim oni wypowiedzą katolickie zaklęcia w
                            czasie swoich spotkań w kościołach. My na szczęście nie jesteśmy tacy jak oni,
                            my żyjemy zgodnie z Biblią a nie mamy jakiś dziwnych praktyk pogańskich. A I
                            komunia to jest wtedy gdy katolickie dziecko pierwszy raz zjada to ciasto i
                            wierzy że to Jezzu, potem wszyscy idą do domu i dają dziecku mnóstwo pieniędzy a
                            dorośli siedzą i się upijają"

                            A inna matka, też protestantka powie tak: " I Komunia to zwyczaj w kosciele
                            katolickim do ktorego my nie należymy. Katolicy wierzą inaczej niż my,
                            mianowicie że chleb spożywany w ich kosciołach w czasie nabożeństwa, na skutek
                            słów Jezusa staje się Jego Ciałem a wino Jego Krwią. I kiedy dziecko pierwszy
                            raz przyjmuje uroczyście ten chleb do spożycia wtedy mają uroczystosc I Komunii.
                            My tak nie wierzymy, my sądzimy że obecnośc Jezusa jest tylko duchowa a chleb
                            nie staje się Jego Ciałem w czasie nabożeństwa, takie są różnice między nami.My
                            uważamy że nie można tak wierzyć jak katolicy."

                            Obydwie wypowiedzi są wymyślone przeze mnie. Chodzi o to że ta pierwsza uczy
                            dziekco pogardy i wywyższania sie nad inaczej wierzącymi, uczy że ja-protestant
                            jestem lepszy i nie jestem takim grzesznikiem jak ten bałwochwalca katolik. A
                            druga uczy ze katolicy wierzą tak i tak a my protestanci wierzymy inaczej i nie
                            zgadzmy się z wiarą katolicką. Róznice są kolosalne weług mnie. Można też
                            dziecku tłumaczyć dlaczego my nie wierzymy tak jak X ale w istocie jest bez
                            bardzo trudno to zrobić nie deprymując wiary innych, nie szufladkując nikogo do
                            "bezbożników" i "bałwochwalców". Bardzo trudno jest podawac FAKTY bez oceny i
                            osądzania drugeigo człowieka. Bo to co dla protestanta - zakochanego w Bogu jest
                            bałwochwalstwem, to dla katolika - zakochanego w Bogu jest oddawaniem czci Bogu smile.


                            Natomiast darcia mylisz się trochę sądząc że jak jest napisane w sformułowaniu
                            soborowym "niech będzie wyłączony ze społeczności wierzących" to automatycznie
                            oznacza ze ktoś mający wątpliwości co do niektórych dogmatów katolickich to już
                            nie jest katolikiem. Nie tak prosto! Z kilku powodów: uczono mnie na dogmatyce
                            własnie że są dogmaty i dogmaty. Są dogmaty chrystologiczne których odrzucenie
                            stanowi zagrożenie i potencjalną utratę zbawienia wiecznego, a są dogmaty
                            maryjne których większośc , gdy ktoś wątpi nie stanowi zagrożenia dla jego
                            zbawienia w sensie jego utraty. Bo jesli ktoś odrzuca że Jezus jest Bogiem
                            prawdziwym to ciężka sprawa a jeśli ktoś watpi że Maryja została wzięta do nieba
                            z duszą i ciałem to już mniej ciężka sprawa smile.

                            Podobnie zawsze patrzy sie na to DLACZEGO ktoś odrzuca dany dogmat. Przeważnie
                            ludzie odrzucają gdyż nie rozumieją co on głosi i oznacza. Po drugie dlatego że
                            najczęściej jedynym co się naczytali na temat dany są pseudonaukowe publikacje w
                            róznych medialnych pozycjach w rodzaju "Fakty i mity" albo w jakiejś
                            sekciarskiej antykleryklanej pozycji manipulującej danymi historycznymi i
                            bazującej na niewiedzy historycznej czytelników. Ponadto u katolików odrzucanie
                            dogmatów bierze się także z nieznajomości Pisma św., bo dogmaty są biblijne
                            aczkolwiek wiele "niewprost" - ale to wynika z innego sposobu i mentalności
                            katolickiej w odczytywaniu Słowa.
                            Dlatego trudno mówić ze ktoś nie jest "prawdziwym katolikiem" bo stracił wiarę w
                            np. wniebowzięcie Maryi.

                            Co do zaś antykoncepcji i innych paskudztw to zauważ ile grzechów i to jakich
                            potwornych obecnych wśród pierwszych chrześcijan opisuje Pismo, zwłaszcza listy
                            apostolskie: kazirodztwo, pijaństwo, zaniedbywanie ubogich, głupotę, sluchanie
                            nauk pogańskich itd. A jednak to tych ludzi św. Paweł pisze "bracia...". Bo
                            ludzie błądzą choć nawet starają sie żyć po Bożemu, ale upadają, dają wiarę złej
                            nauce choć jednoczesnie przyznają sie do Chrystusa. Tak było zawsze i będzie
                            zawsze, a nie ma tak że Chrystus przyjmie tylko tych którzy w 100% wykonali jego
                            wolę i spełnili 100% przykazań. Nie upoważnia to nikogo do relatywizmu i bycia
                            "katolikiem, ale..." lecz uzmysławia prawdę że ludzkie serce jest w stanie
                            SPRAWIEDLIWIE osądzić tylko Bóg. Nie mnie i tobie sądzić kto i na ile jest
                            "prawdziwy" lub "nieprawdziwy".
                        • minerwamcg A ja nie widzę problemu 10.07.05, 13:41
                          verdana napisała:

                          > Nie jestem pewna, czy się w jednej sprawie nie mylicie.

                          Nie mylimy się. To znaczy mylimy się na pewno w wielu sprawach, ale w tej
                          akurat nie.

                          > Ja na pewno nie jestem katoliczką - nie jestem nawet ochrzczona. Wiec od
                          > koscioła nie odeszłam. A kiedy brałam ślub z moim mężem musiałam - JA -
                          > podpisać zobowiązanie, że nie będę przeszkadzać mężowi w wychowaniu dzieci
                          > w wierze katolickiej. To był warunek zawarcia ślubu. Więc nie chodzi tu
                          > o "zbłąkane owieczki", ktore odeszły od kościoła, ale o wzystkich.

                          Nie o wszystkich. Chodzi o osoby ochrzczone w Kościele katolickim, które potem
                          zmieniły wyznanie, ORAZ o niewierzących. Natomiast w przypadku małżeństwa
                          mieszanego wyznaniowo - katolika z osobą ochrzczoną w innym Kościele, a nie
                          ochrzczoną wcześniej w Kościele katolickim (podobnie, o ile wiem, z osobą w
                          ogóle innej religii) strona katolicka zobowiązuje się do dołożenia starań, a
                          strona niekatolicka podpisuje jedynie oświadczenie, że została poinformowana o
                          owym zobowiązaniu i rozumie jego treść - do niczego się w ten sposób nie
                          zobowiązując.
                        • kann2 Re: Widzę problem! 10.07.05, 14:14
                          verdano, być może ksiądz w Twoim przypadku był nadgorliwy. Obowiązujące prawo
                          kościelne wymaga od nieochrzczonych, by podpisali oświadczenie, iż są świadomi
                          zobowiązań złożonych przez stronę katolicką. Link podałem dwukrotnie powyżej.
                          • sion2 Kannie zgłupiałam... 10.07.05, 14:52
                            kann2 napisał:

                            > verdano, być może ksiądz w Twoim przypadku był nadgorliwy. Obowiązujące prawo
                            > kościelne wymaga od nieochrzczonych, by podpisali oświadczenie, iż są świadomi
                            > zobowiązań złożonych przez stronę katolicką. Link podałem dwukrotnie powyżej.

                            Przed chwilą wyczytałam gdzies w którymś z linków co je podałam do wątku addria
                            o ekumenizmie, że KK gdy jedna ze stron jest bezwyznaniowa (czyli niewierząca
                            także?) lub nalezy do innej religii( nie innej denominacji tylko religii) bądź
                            jest znana z publicznych wystąpień przeciw KK to musi podpisać zobowiązanie do
                            wychowywania po katolicku dzieci... a nie tylko oświadczyć ze wie o
                            zobowiązaniach strony katolickiej. Nic już nie rozumiem.... To by się zgadzało
                            że veradana jako niewierząca musiała sie zobowiązac że dzieci będą katolikami a
                            jak jest ślub np. zielonośiątkowiec-katolik to strona niekatolicka podpisuje
                            tylko że wie o zobowiązaniach katolickiej strony.
                            • kann2 Re: Nie wolno głupieć! 10.07.05, 16:17
                              Nie trzeba wierzyć wszystkiemu, co ktoś w internecie pisze. Ja w tym wątku
                              dwukrotnie podałem odsyłacz do obowiązujących w Polsce przepisów Kościoła
                              katolickiego na temat zawierania małżeństwa. Podam po raz trzeci:
                              www.kkbids.episkopat.pl/dokumentydlep/malzenstwo.htm#etykieta1
                              Verdana pisze o sobie, że nie jest ochrzczona (nie tylko niewierząca). A do
                              takich osób ma zastosowanie art. 76 Instrukcji:

                              76. Jeżeli chodzi o stronę niekatolicką, to należy rozważyć kilka sytuacji.
                              Pierwsza z nich dotyczy:
                              1. osób nie ochrzczonych;
                              2. osób ochrzczonych, ale od najmłodszych lat wychowanych we wspólnocie
                              kościelnej niekatolickiej;
                              3. osób, które zostały wprawdzie ochrzczone w Kościele katolickim, ale od
                              najmłodszych lat, jeszcze przed używaniem rozumu, były wychowywane w środowisku
                              ateistycznym.
                              W oparciu o poszanowanie sumienia, urobionego, jak można domniemywać, w dobrej
                              wierze, wymaga się, by wskazane wyżej osoby, przy zawieraniu małżeństwa ze
                              stroną katolicką, zostały poinformowane o zobowiązaniach strony katolickiej i
                              by przyjęły do wiadomości z pełną świadomością treść tych zobowiązań. To
                              świadome przyjęcie treści zobowiązań strony katolickiej do wiadomości przez
                              stronę niekatolicką wydaje się gwarantować, że jest ona gotowa okazać
                              naturalnie obowiązującą tolerancję względem przekonań przyszłego współmałżonka
                              i obowiązków wynikających z tych przekonań. Obydwie strony powinny być pouczone
                              o istotnych celach i przymiotach małżeństwa, jego jedności czyli wyłączności i
                              nierozerwalności, jak również w wypadku osób ochrzczonych, o sakramentalności
                              małżeństwa.

                              Natomiast od osób, które ODESZŁY z Kościoła katolickiego wymaga się już nie
                              tylko oświadczenia, że zna zobowiązania strony katolickiej, ale coś więcej: że
                              sama nie będzie przeszkadzać.
                              77. Osoba, która formalnym aktem odstąpiła od Kościoła (por. n. 72, 3), a chce
                              zawrzeć małżeństwo ze stronę katolicką, winna złożyć zobowiązanie, że nie
                              będzie przeszkadzała współmałżonkowi w wypełnianiu praktyk religijnych, a
                              także, że nie będzie przeszkadzała, by wszystkie dzieci zostały ochrzczone i
                              wychowane w Kościele katolickim (formularz V).
                              Te same normy należy zastosować do tych, którzy:
                              1. uważają się za niewierzących lub ateistów;
                              2. wprawdzie nie formalnie, ale praktycznie i publicznie odstąpili od Kościoła,
                              tak że faktu tego odstępstwa nie da się ukryć;
                              3. trwają notorycznie w cenzurach kościelnych;
                              4. ostentacyjnie nie praktykują.

                              78. Należy pamiętać, że w wypadku osoby, która odstąpiła od Kościoła i wiary,
                              względnie publicznie jej nie praktykuje, niebezpieczeństwo naruszenia prawa
                              Bożego jest większe, niż w małżeństwie z osobą wierzącą, ale należącą do braci
                              odłączonych, czy niewierzących w dobrej wierze. Stąd też wymagania w obydwu
                              wypadkach są różne.
                            • svistak do sion :-) 10.07.05, 20:51
                              prosze...odbierz poczte
                              s.
                              • sion2 Re: do sion :-) 10.07.05, 21:31
                                svistak napisała:

                                > prosze...odbierz poczte
                                > s.


                                odebrałam i nie wiem o co ci chodzi, niestety
                                nie występuję pod nickiem ell.a czy jakos tak a i tej osoby przez wyszukiwarke
                                nie znalazłam, poza tym przyjaciół mam dość, także takich co teologię skończyli,
                                a czasu za mało żeby jeszcze na forach wymienionych przez ciebie się udzielać
                                także dziękuje za propozycję zaprzyjaźnienia z tą osobą, ale nie mam ochoty smile
                                • svistak Re: do sion :-) 12.07.05, 11:22
                                  ehhh... jestescie obie jak dwa jeze... uparte...
                                  nie mam nic zlego na mysli... wprost przeciwnie...
                                  myslalam ze ty, jako dojrzalsza... pomozesz jej...
                                  ehh...
                                  s.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka