Dodaj do ulubionych

czy są tu mamy geniuszy?

14.09.05, 13:15
Pytanie być może bardziej na forum emama - i pewnie tam też je wkrótce zadam.
Ale zaczynam tutaj.
czy któraś z Was ma genialne dziecko, tzn. nadrozwinięte intelektualnie? (a
być może przy tym kiepsko rozwinięte emocjonalnie)
Wyjaśnię, o co chodzi, jak się ktoś odezwie
Obserwuj wątek
    • anndelumester Re: czy są tu mamy geniuszy? 14.09.05, 13:21
      eeee, do geniusza nikt ci się nie przyzna ze skromności,
      zapytaj o zdolne dzieci.. smile
      Mój synek 26 mieś został przez pediatre i psychologa "zakwalifikowany" do
      zdolnych dwulatków - a czy z tego geniusz bedzie ....zobaczymy wink
      zapytaj na wychowaniu smile
      • mamalgosia Re: czy są tu mamy geniuszy? 14.09.05, 14:15
        ale ja rzeczywiście pytam o geniuszy - coś więcej niż zdolnych. Na Wychowaniu
        powiadasz? Dobrze, zapytam
    • mama_kasia Re: czy są tu mamy geniuszy? 14.09.05, 14:00
      Geniusza to może nie, ale dziecko zdolne i owszem.
      A przy tym problemy emocjonalne też. Mamałogosiu,
      napisz szerzej, o co chodzi.
      • mamalgosia Re: czy są tu mamy geniuszy? 14.09.05, 16:37
        Zaczęło się od problemów nocnikowych. Zjawiliśmy się u lekarza - bo synek był
        już bardzo duzy, a z nocnikowymi sprawami nie tylko nic, ale wręcz wrzaski itp.
        W innych sytuacjach zachowanie synka bardzo nierówne : od euforii po załosne
        płacze (długotrwajace). Zachowanie kompletnie nieprzewidywalne, czasem wielka
        otwartość, czasem nieśmiałość, ale jakaś skrajna. Raz nawet nie mogłam z synkiem
        wejść do sklepu - ani po dobroci, ani po złości, nic nie dociera. A ponieważ
        widziałam, że głupi synek nie jest, uznałam, że przyczyna tego "nierozumienia co
        do niego mówię" musi tkwić gdzie iindziej.
        No i p0o testach wyszło, że genialny intelektualnie (na 7 grup testowych był w
        najwyższej. 6 grupa to byli zdolni, a 7 genialni). Niestety rozwój emocjonalny
        opóźniony i bardzo nierówny.
        No i co teraz? W ramach socjalizacji zapisaliśmy go na angielski - byliśmy już
        pierwszy raz. Synka zupełnie nie zainteresowały dzieci tylko zabawki. Pani nie
        słuchał, a i tak powtórzył wszystko co powiedziała i pani zapytała, czy on już
        się uczył angielskiego.
        Staramy się nie pogłębiać jego zainteresowań, ale on ciągle o coś pyta, to co,
        mam mu nie odpowiadać? W efekcie dużo już potrafi przeczytać, liczy w trzech
        językach (na wyrywki, więc nie jest to mechaniczne opanowanie tekstu),
        zapamiętuje niesamowite rzeczy itp.
        A może powinnam jednak go rozwijać?
        Sama już nie wiem. Widzę, że mój syn - jak to lubił mawiać Jan Paweł II - jest
        mi dany i zadany. Sądzę, że kiedys zostanę rozliczona z tego, jak pomogłam
        rozwinąć mojemu dziecku te talenty. I jak wypadnę?
        A ja jestem trochę bezradna.
        • isma Re: czy są tu mamy geniuszy? 14.09.05, 16:52
          Powiem jako ta, ktora tez kiedys byla w najwyzszych grupach testowych wink)).

          Trzeba takiego lepiej wink)) kochac. Trzeba lepiej smile)) wychowywac.
          O jego rozwoj intelektualny sie nie martw, w sensie, nie skupiaj sie, co z tym
          robic. Skup sie na tym, jak kochac i wychowac, po prostu.

          PS. Geniusz bez silnej woli (jak ja) jest i tak detka. Co do siebie, uwazam, ze
          to bylo opatrznosciowe wink)).
          • mcmaxim Re: czy są tu mamy geniuszy? 14.09.05, 19:17
            a ja dodam, po swoim przykladzie (dla jasnosci - mialem nieco skrocona szkolesmile ze nalezy dziecku pomagac w tym co je interesuje. nic nie narzucac, ale tez nie ograniczac (co ja swojej rodzicielce do dzis wypominam...). bo moze duzo rzeczy byc dla niego jak sloma, na ktora padnie jego ogien, ale predzej czy pozniej czyms sie powaznie i na dluzej zainteresuje...
            • sion2 Re: czy są tu mamy geniuszy? 14.09.05, 21:34
              Jak cię przeczytałam Kasiu to jako żywo stanął mi przed oczyma... Filipek z
              mojego przedszkola. Dziecko przyszło do nas w październiku, mając równo 2 lata.
              Mówił już pełnymi zdaniami, codziennie kilka nowych słów. Matka powiedziała mi
              że Filipek zna juz cały alfabet, ja się zdziwiłam że po co? w tym wieku? ona
              mówi że nie wiedzą kiedy Filipek sie nauczył, że ma starszą siostrę i gdzie
              musiał słuchać jak jej tłuamczyli ale nigdy aktywnie go nie uczyli. Sprawdziłam
              - rzeczywiście, jaką literkę Filipkowi nie pokaże, wszystko umie. Podobnie
              zaczynła cyferki. Potem była faza szybkiego rozwoju mowy, nastepnie dziecko
              zaczęło niesamowicie fantazjować, opowiadał całe historriw, logicznie i
              ciekawie. W wieku 2,4 lat rozwiązywał zadania dla 4latków.

              Jednocześnie Filipek: jako ostatni z grupy nauczył się chodzic bez pieluszki
              (dopiero w maju czyli mając 2 lata i 7 mcy), bywał agresywny, przy czym nauka
              nocniczka to był po prostu horror. Mieliśmy w przedszkolu 20 par majtek
              Filipkowych, a on każde siadanie na nocnik traktował jak zarzynanie go żywcem
              sad. No ale w końcu udalo się. Poza tym wlaśnie emocjonalnie odstawał trochę od
              grupy, jednoczesnie błyskając inteligencją dużo ponad swój wiek.

              Ja sądze że byc moze masz synka własnie bardziej inteligentnego a jego rozwojem
              emocjonalnym nie za bardzo bym się martwiła. Miałam też jako opiekunka dziecko
              3,5 letnie, chłopca, bardzo inteligentengo, wspaniale się rozwijającego, nie
              sprawiającego żadnych klopotów z wyjątkiem.... że był uparty jak osioł. Trudno
              było zdobyć jego zaufanie, ale jak już ktos zdobył to Staś by oddał życie za
              niego smile.

              Słowem: mnie sie wydaje że wieksza inteligencja jakoś często idzie w parze z
              pewnym chwilowo niewyrobieniem emocjonalnym. Bo dziecko "genialne" ma silniejsza
              osobowość, chyba.
              • mamalgosia sion 15.09.05, 11:46
                a jakie są dalsze losy Filipka?
                • sion2 Re: sion 15.09.05, 11:50
                  mamalgosia napisała:

                  > a jakie są dalsze losy Filipka?


                  niestety pojęcia nie mam bo przeciz przedszkolanka byłam tylko rok sad
                  teraz Filipek rozpoczął zerówkę....
                  • mamalgosia Re: sion 15.09.05, 15:11
                    no to szkoda, bo mnie właśnei ten dalszy ciąg interesuje...
            • mamalgosia Re: czy są tu mamy geniuszy? 15.09.05, 11:45
              mcmaxim napisał:

              > a ja dodam, po swoim przykladzie (dla jasnosci - mialem nieco skrocona szkolesmile
              > ze nalezy dziecku pomagac w tym co je interesuje. nic nie narzucac, ale tez ni
              > e ograniczac
              NIe, o narzucaniu nie ma mowy. tylko właśnei popadam w taką skrajność, że nie
              rozwijam tego co on lubi - bo chciałąbym, żeby rozwijał swoje emocje a nie
              intelekt. Ale chyba przesadzam...
          • mama_kasia Re: czy są tu mamy geniuszy? 15.09.05, 09:04
            Bardzo mi się spodobało to, co napisała Isma.
            Też tak czuję przez skórę, że to jest właściwa
            droga postępowania z geniuszami.
          • mamalgosia Re: czy są tu mamy geniuszy? 15.09.05, 11:44
            isma napisała:

            > Powiem jako ta, ktora tez kiedys byla w najwyzszych grupach testowych wink)).
            >
            > Trzeba takiego lepiej wink)) kochac.
            Ismo, staram, się, staram

            Trzeba lepiej smile)) wychowywac.
            Tak, ale własnie jak???


            > O jego rozwoj intelektualny sie nie martw, w sensie, nie skupiaj sie, co z tym
            > robic. Skup sie na tym, jak kochac i wychowac, po prostu.
            Sama nie wiem...


            >
            > PS. Geniusz bez silnej woli (jak ja) jest i tak detka. Co do siebie, uwazam, ze
            >
            > to bylo opatrznosciowe wink)).
            To pomyśl o dętce bez silnej woli, która NIE jest geniuszem. To ja!smile
        • tarba Re: czy są tu mamy geniuszy? 15.09.05, 09:52
          Mamalgosiu. No to ja się przyznam że mam takiego- już teraz starszy bo 8 lat i
          nie jestem pewna czy jest geniuszem- ma ponad 140 IQ czy to wystarczy? wink I
          również miał duuuuże problemy emocjonalne - nie było prawie stanów pośrednich
          między euforią a rozpaczą. Był bardzo uparty i nie znosił dodatkowo silnych
          bodźców (np uciekał z kościoła gdy ludzie śpiewali bo za głośno, połowy ubrań
          nie mógł nosić bo "gryzły") ,w tym również dużych grup dzieci. Uwielbia bawic
          się sam (ma ogromną wyobraźnię). Czasem można się nim zachwycić ale czasem po
          prostu go udusić.
          Nie wiem czy są jakieś ogólne sposoby na poradzenie sobie w tej sytuacji.
          Ja postanowiłam mu troszkę pomóc- bardzo dużo rozmawiałam z nim o uczuciach tzn.
          na początek mówiłam mu co ja czuję i jakie są moje sposoby na radzenie sobie ze
          złością czy gniewem, smutkiem. Po dłuższym czasie on był w stanie nazwać uczucia
          , potem sobie z nimi radzić , dzisiaj nie ma z tym juz prawie kłopotów, ma swoje
          sposoby np. masaż, boisko, rower, cicha muzyka.
          Co do zainteresowań to starałam się go w nic nie popychać ale gdy coś go
          wciągało to gadaliśmy o tym prawie tyle ile chciał. Niestety czasem oznaczało to
          konieczność np. rysowania mapy swiata "od ręki"(okres gepgraficzny) albo zakupu
          książki o mitologii skandynawskiej. Ostatnio skupił się na pisaniu historyjek do
          naszego rodzinnego teatrzyku, szachach,historii, ale to nie znaczy że za pól
          roku nie będziemy przerabiać okresu np fizycznego. w zasadzie tylko szachów
          jestem pewna że to potrwa( juz trwa 2 lata).
          Myślę że o rozwój intelektualny to on sam się postara-wystarczy nie przeszkadzać
          tylko wspierać. Ale o emocje warto zadbać-mój jest teraz o niebo szczęśliwszy i
          łatwiej mu być dobrym dla innych.
          • mamalgosia Re: czy są tu mamy geniuszy? 15.09.05, 11:49
            tarba napisała:

            nie było prawie stanów pośrednich
            > między euforią a rozpaczą.

            Ooo, własnie to! Lepiej bym tego nie ujęła.

            Czasem można się nim zachwycić ale czasem po
            > prostu go udusić.
            no, niestety i pod tym się podpiszę



            >
            > Ale o emocje warto zadbać-mój jest teraz o niebo szczęśliwszy i
            > łatwiej mu być dobrym dla innych.
            Wiem, bardzo się staram. Tylko mam wrażenie, że nie ma efektów. Po jakim czasie
            takiej celowej i świadomej pracy nad nim widziałaś pierwsze, malutkie efekty?
            • tarba Re: czy są tu mamy geniuszy? 15.09.05, 19:00
              >Tylko mam wrażenie, że nie ma efektów. Po jakim czasie
              > takiej celowej i świadomej pracy nad nim widziałaś pierwsze, malutkie efekty?
              Oj długo to trwało,tak z rok- dwa lata( ale ja nie bardzo sie nadaję do
              systematycznej pracy więc takie rozmowy były z doskoku).Tak naprawdę to efekty
              widze dopiero wtedy gdy spojrzę wstecz. a poza tym on się zawsze rozwijał akoś
              tak "falowo" po okresach polepszenia było znowu gorzej i potem lepiej.
              Ja nawet kiedys poszłam do przedszkolnego psychologa i ta rozmowa mi bardzo
              pomogła bo usłyszałam mniej wiecej tyle że nie ja jestem odpowiedzialna za jego
              nastroje i że dzieciństwo bywa niezbyt szczęśliwe. Jakos mnie to wyluzowało i
              juz sie tak nie napinałam- samo lepiej wychodziło.
              Ale wiesz np. nie zdecydowałam sie go posłać do szkoły rok wcześniej chciałam
              żeby jeszcze w przedszkolu się ogrzał troszeczkę. a gdy szedł do szkoły były
              płacze i przytulanie porannne. Dopiero teraz gdy dołączyła do niego siostra to
              jest dzielnym bratem. W szkole się nudzi ale co mnie bardzo zdziwiło jest
              bardzo popularny w klasie- chociaż początki były trudne.
          • mcmaxim Re: czy są tu mamy geniuszy? 16.09.05, 09:37
            podpisuje sie pod 90% z tego, co naspisalas -> jako obiekt :-]
            jedynie to durne IQ ponoc mam jeszcze wyzsze wink
            a szachy to do dzisiaj jedno z moich "hobbów" wink
            ale tak de facto to to w zyciu nic nie daje, jesli nie korzysta sie z tego odpowienio - i ja wlasnie tak mialem... uncertain
            najwazniejsze: nie ulegac takiemu dzieciakowi w totalnych fanaberiach, ale wlasnie: ksiazki, szachy, czasopisma, sport, wycieczka, maly majsterkowicz, itd itp smile i sporo rozmow!! pytania pt. "dlaczego", "po co", "na co" w ilosci 1000/sekunde tak na prawde nie sa bez sensu, mimo , ze nam - doroslym - sie takimi wydaja smile
            aaa... i zycze ci, zeby to u dzieciaka nie trwalo tak dlugo jak u mnie smile
            (bo ja tak mialem gdzies do 15-16 roku zyciawink
    • samboraga Re: czy są tu mamy geniuszy? 15.09.05, 13:18
      No to tak - na testach w przedszkolu mój sześciolatek ląduje w górnych strefach
      stanów wyżswzych. Z emocjami - rozpacz, co juz niejednokrotnie na forum pisałam.
      jeszcze rok temu jako jedyny płakał idąc do przedszkola i...to był rytuał.
      Jak pisze Tarba - albo rozpacz, albo euforia. Ja to nazywam na własny użytek
      nadwrażliwościąwink
      Dodam kilka słów od siebie, bo właściwie juz wszystko napisałyściesmile

      Intelektualnie to faktycznie on 'sam siebie prowadzi'. Jak coś go zajmie to
      najlepiej podawać w trybie encyklopedycznnymwink Ostatnio, jak to niedawno
      pisałam, ma tak ze mszą św. Z drugiej strony jak zaklęty siedzi na lekcji
      pianiana i te pół godziny wytrzymuje bez mrugnięcia, wręcz nie ma dość, chociaz
      te początki, to dukanie nut to nudne straszniewink)
      (przetrzymaliśmy go z posłąniem na lekcje od zeszłej zimy - nie ostudziło to
      jego zapałuwink - i tylko mnie denerwują komentarze osób postronnych, że 'takiemu
      małemu dziecku to trudno się skupić, że kopać piłkę woli'...ehhhh...

      Z takich praktycznych spraw u nas - w zeszłym roku częśc zajęc w przedszkolu
      zaczęła być prowadzona rytmem zerówkowo - szkolnym tzn dzieci
      niejako 'zaliczały' czy już umieją np liczyć do 10 itp. I tu - totalna klapa.
      Jak coś 'ma zaliczyć' - to on się spina, nie umie się zgłaszać (chociaz zna
      odpowiedź), jak pani go nie zapyta to zamyka się w sobie chociaz wie - a
      oczywiście wg niego pani ma zgadnąć sama że on chce włąśnie teraz odpowiedzieć;
      (( Doszło do tego, że już nie chciał poznawać w przedskolu nowych rzeczy (w
      domu dalej był 'chłonny'wink i wręcz sam odpowieadał na moje pytania (że przeciaż
      wie to i to), że 'on nie wie, Tomek to wszystko wie'...
      Teraz w zerówkowej grupie pracujemy więc więcej nad emocjamismile Cieszę się bo
      panie w grupie też widza jego problemy i nam pomagająsmile) Doradzają, ale tak aby
      to on wychodził ze skorupki, a nie czekał aż świat przyjdzie do niegowink))
      Za rok szkoła - mam nadzieje, że powolutku będzie lepiej z nadwrażliwcemwink
    • mader1 Re: czy są tu mamy geniuszy? 15.09.05, 16:23
      No dobra. Chcecie dalszy ciąg ? Z góry przepraszam zainteresowanych
      bezpośrednio, bo historie są autentyczne.
      Takie dzieci w klasach piewszych rzadko są lubiane. Nie postępują standardowo,
      rzucają jakieś hasła czy tematy, o których nauczyciel niekoniecznie wie. Na
      przykład :
      pani - żyjemy w Europie- do 4-latków
      4-latek zdziwiony - jak to , przecież my żyjemy na Ziemi nie na księżycu -
      uczył się o Układzie Słonecznym, w którym Europa jest jednym z księżyców.
      pani- jakim księżycu, nie mówimy o księżycu, mówimy o Europie.
      4- latek - Europa to przecież księżyc.
      pani- nie ma takiego księżyca !
      Finał :rodzice dowiedzieli się, że dziecko sobie zmyśla.

      1. pierwszy dalszy ciąg jest ten optymistyczny. Dziecko stopniowo coraz lepiej
      dawało sobie radę, otwierało się na dzieci i nauczycielki. Trzeba powiedzieć,
      że nauczycielki były dobre i starały się, dzieci w klasie nieduzo.Oczywiście do
      tej pory są momenty czarnej rozpaczy ( "chcę umrzeć na ptasią grypę") i
      euforii - ale są coraz bardziej stonowane. Przed okresem dorastania już prawie
      się uspokoiło, niestety hormony zrobiły swoje sad
      Generalnie typ dosyć otwarty,raczej realizujący się .Ciągle potrzebujący
      zwierzeń . Onieśmiela się, gdy mu na czymś BARDZO zależy.
      2.drugi przypadek. Duży konflikt z nauczycielem w nauczaniu początkowym -
      ćwiczenia za szybko robione, za wcześnie, za dobrze - i potem dziecko się
      nudziło i rozrabiało. Oczywiście duża klasa, nauczycielowi ani przez myśl nie
      przeszło, żeby może kserować dodatkowe zadania. Uczeń kłopotliwy,więc zły.
      Każde potknięcie było zauważane. Wyśmiewany przy klasie. Wspaniałe stopnie,
      kiepskie zachowanie. Wycofał się. Do tej pory boi się zgłaszać, boi się
      wyśmiania, wyszydzenia tak bardzo, że przeszkadza mu to w samorealizacji.
      Stopnie średnie.
      Uwagi i rozmowy z mamą odbiera jako pouczenia, czepianie się.
      Świetny dzieciak -jako znajoma staram się, żeby poczuł się lepiej na świecie,
      choć robię to po amatorsku smileUważam, że da sobie radę w życiu, choć szkołę
      będzie wspominał jak koszmar.
      • tarba Re: czy są tu mamy geniuszy? 15.09.05, 19:05
        >. Przed okresem dorastania już prawie
        >się uspokoiło, niestety hormony zrobiły swoje sad
        Mader ja Cię proszę nie strasz gdy pomyślę o dojrzewaniu w jego wykonaniu to
        włos mi się jeży. I wcale nie żartuję niestety sad
        • mader1 Re: czy są tu mamy geniuszy? 15.09.05, 19:37
          No nie jest tak źle. Muszę tylko dużo gadać.....słuchać i przytulać. Nagłe
          spadki nastroju na skutek różnych wydarzeń też są męczące dla wszystkich.
          Ale czasem da się racjonalnie porozmawiać czy naświetlić temat z innej strony.
          Koleżanka ma gorzej. Jej syn nie mówi o najważniejszych sprawach. W związku z
          tym orientuje się tylko po minach, gestach - wtedy trudno wytłumaczyć czy
          pocieszyć sad albo podpowiedzieć.
    • pieskuba Re: czy są tu mamy geniuszy? 15.09.05, 23:29
      Czy ta moja córka to geniusz, nie potrafię powiedzieć. Bardzo wcześnie zaczęła
      mówić, ale ja miałam tak samo, więc uznałam za normę. Zaskoczyła mnie potężnie,
      gdy zaczęła czytać jako niespełna trzylatka, a ja jej przecież nie uczyłam. Po
      prostu stanęła przy mnie, gdy czytałam gazetę i zaczęła odczytywać tytuły. W
      szkole świetne oceny, zachowanie gorsze (obrażona na przewrócone krzesło,
      wieczny bałagan).

      Ma podzielną uwagę - myśli o czymś innym i wydaje się kompletnie rozkojarzona a
      zapytana znienacka odpowiada z sensem. Od kilku lat zafascynowana ptakami -
      rozpozna wszystko, co pierzaste, wie gdzie występuje, gdzie gniazduje, ile ma
      piskląt, co je, poda nazwę łacińską. Ma góry książek na ten temat. Prenumeruje
      prasę fachową :o)Jako dziewięciolatka wprawiła w zachwyt znanego ornitologa, do
      którego udałyśmy się po poradę, co zrobić z tą pasją. Przeszła tez okres psów i
      dinozaurów. Nie lubi matematyki, ale w "Kangurze" całkiem niechcący zajęła
      bardzo dobre miejsce.

      Niestety, zaczęła się czwarta klasa a dziecko odmówiło współpracy. Szkołę ma
      głęboko w nosie, ale mam nadzieję, że się wdroży. Fatalnie jest z formą fizyczną
      - przedszkole spędziła czytając sobie w kąciku a panie były zachwycone, że mają
      takie "cudowne dziecko". Nie biegała, nie bawiła się w chowanego, nic. Potykała
      się o własne nogi, teraz nad tym pracujemy.

      Drażliwa i ma własne zdania, którego nie omieszka wyrazić. Nie dogaduje się z
      dziewczętami, z chłopcami i owszem. Drażliwa i wymagająca. Nie robiliśmy żadnych
      testów (tata psycholog tak postanowił).

      Młodsze dziecko bystrzutkie, ale nie zdradza objawów geniuszu :o))) Ustawicznie
      tłucze starszą siostrę i ciągnie ją za warkocz.

      pieskuba
      • verdana Re: czy są tu mamy geniuszy? 16.09.05, 16:41
        Geniuszy? Hm... Nie, matka geniuszy nie jestem, ale dzieci o wysokim IQ tak.
        Wysokie IQ oznacza, że dziecko ma wysokie IQ i tyle...
        No więc - mój najstarszy (IQ 145). Po pierwszej klasie i zmianie nauczycielki
        bardzo słaby uczeń. Nudził się na lekcjach, nie uwazał, gdy nauczycielka
        powtarzała cos lub dokladnie wyjaśniała, bo rozumiał od razu. Potem wyłaczał
        uwagę i nowego tematu też nie słuchał...
        Efekt - bardzo marny uczeń, w dodatku z cięzka dysortografią. Cała rodzina
        sadziła, że jest średnio inteligentny, przez tę głupią szkołę. Wrescie
        psycholog, zdenewowana naszą opinią zrobiła test inteligencji, poslala dziecko
        na zajęcia dla dzieci wybitnie uzdolnionych (gdzie jak mi powiedziano tez
        odbiegał od grupy). Uczył sie słabo, az do rozpoczęcia studiów - o czym zresztą
        poinformował nas psycholog, że tak własnie będzie.
        Jest bardzo lubiany, ale kolegów ma mało (nie mam z nimi o czym mówić...).
        Córka - IQ 142, w szkole podstawowej uczennica średnia, w liceum wybitna (za
        wyjątkiem matematyki...). Dwie opublikowane książki, cztery nagrody w
        konkursach poetyckich, dla równowagi kilka medali w karate. Koleżanki zaczęła
        mieć w liceum, przedtem nie umiała sie z nimi porozumieć (ocena psychologa - w
        wieku 13 lat rozwój społeczny i ocena zjawisk jak u 18-latki).
        Najmlodszy (IQ 138, bo jak mnie poinformowała p. psycholog był zmęczony i nie
        chciało mu się już robić koncowej części, a więc faktycznie nieco wyższy).
        Rozwój społeczny przyspieszony (żłobkowiec), poszedł rok wczesniej do szkoły,
        nie dlatego że czytał, ale dlatego, ze potrafił sie bawić wyłącznie z dziećmi
        starszymi. Uczeń średni.
        Żadne z dzieci nie było szczególnie genialne we wczesnym wieku dzieciecym ,
        najmłodszy nauczył sie sam czytać ok. 4 roku życia, córka mówiła zdaniami majac
        rok - to jedyne osiągnięcia.
        Natomiast przypadkiem genialnego dziecka jest mój mąż. Czytał biegle w wieku 3
        lat i od tego czasu to jest główne pole jego aktywności. Kolegów miał dopiero na
        studiach, ale do dziś z trudem przychodza mu kontakty towarzyskie. Ma kłopoty z
        odczytywaniem intencji innych ludzi, wszystkiego, co nie jest powiedziane "wprost".
        Skonczył studia, jest redaktorem, pisuje hasła do encyklopedii.
        • otryt Re: czy są tu mamy geniuszy? 17.09.05, 12:26
          Mam pytanie do Ciebie, Verdano. Jakiemu praktycznemu celowi służy pomiar IQ u
          wszystkich Twoich dzieci? Czy jest np. przepustką na zajęcia dla dzieci
          szczególnie uzdolnionych?

          Mnie nie przyszło do głowy, aby mierzyć IQ swoim dzieciom, choć jestem pewien,
          że jest wysokie. Z naszych doświadczeń wynika, że takie dzieci często same uczą
          się czytać i liczyć grubo przed pójściem do zerówki...jednak wykazują niższy
          poziom od przeciętnej w innych obszarach. Myślę, że nie należy przeszkadzać w
          tym samodzielnym zdobywaniu wiedzy, umiejetności czytania bądź liczenia. Należy
          rzetelnie odpowiadać na zadawane przez dziecko pytania. My przyjeliśmy taką
          zasadę, aby zainteresowania dziecka kierować przede wszystkim na dyscypliny
          wiedzy nieobecne w szkole, aby później sie w tej szkole nie nudziło, a także
          wyrównywać te dysproporcje w rozwoju, które już gołym okiem były widoczne.
          Nasze dziecko rysowało gorzej niż rówieśnicy, gorzej tańczyło, miało słabą
          koordynację ruchową, słabe kontakty społeczne. Dlatego zawsze w domu był
          papier, kredki, farby i ciągłe nasze zachęty, aby coś namalować. Było kółko
          plastyczne w klubie, rytmika i taniec w szkole baletowej, organizowaliśmy
          częste spotkania z innymi dziećmi. Na którymś pokazie dla rodziców wszystkie
          dzieci ładnie tańczyły, a nasza córka wykonywała wszystkie ruchy z sekundowym
          opóźnieniem. Nawet słyszeliśmy komentarze niektórych rodziców przyszłych
          primabalerin: "po co takie dziecko do szkoły baletowej chodzi?". Zwątpiliśmy
          czy robimy dobrze, jednak dyrektor tej szkoły, mądry człowiek, powiedział nam,
          że to właśnie dla takich dzieci są te zajęcia. Po kilku latach córka
          prześcignęła rówieśników zarówno w rysowaniu, tańcu i sporcie. Cały czas jej
          główne zainteresowania skupiały się na czym innym, niż uczą w szkole, a więc po
          kolei było kino, studiowanie historii kina, potem teatr, muzyka klasyczna,
          chór, warsztaty dziennikarskie, działalność społeczna, filozofia, psychologia,
          teologia, Biblia. To wszystko doskonale uzupełniało nauczaną w szkole wiedzę.
          Jednak był i jest pewien problem. Uczyliśmy córkę, gdy była mała, aby nie
          przejmowała się ocenami, że ważne jest głównie to co się umie, aby rywalizacja
          nie przytłumiła u niej zwykłej przyjemności, płynącej ze zdobywania wiedzy.
          Córka czuła na sobie zawiść koleżanek, my czuliśmy zawiść ich rodziców, gdy
          nauczycielka za bardzo chwaliła córkę na zebraniach. W którymś momencie w
          gimnazjum córka z pierwszej lokaty w klasie spadła na ostatnią. Momentalnie
          poprawiły się jej relacje kolezeńskie, zaczęła ukrywać w szkole swoje
          zdolności. Za to wyżywała się w konkursach miedzyszkolnych, w których
          rywalizacja odbywa się między młodzieżą nie widzącą się na codzień, a więc
          mniej bolesną. W liceum doszło do tego, że zaczęła wagarować... aby w
          Bibliotece Naukowej przygotowywać się z podręczników akademickich do kolejnych
          konkursów. Dziś ma 18 lat, na ostatnim świadectwie 200 godzin nieobecnych,
          nieusprawiedliwionych, średnia 4,1 na którą składają się 2,3,4,5 i 6 i mnóstwo
          sukcesów w najróżniejszych konkursach i olimpiadach oraz działalności
          pozaszkolnej. Część tych sukcesów przynosi także chlubę szkole. Doskonałe są w
          tej chwili jej kontakty społeczne, ma mnóstwo przyjaciół i znajomych, ma duże
          zdolności organizacyjne. Nie mam pojęcia, co będzie dalej.

          Pozdrawiam serdecznie
          • verdana Re: czy są tu mamy geniuszy? 17.09.05, 18:47
            Moje dzieci miały mierzone IQ nie dlatego, że zdolne, tylko dlatego, że tępe...
            Jest to jeden z elementów badania dzieci dysortograficznych. A wszystkie
            niestety, maja b. powazna dysortografię i to raczej prawdziwą. Juz ich ciotka z
            pokolenia, które jeszcze nie znało tego pojecia, ortografi nigdy się nie nauczyła.
            Mnie by tez do głowy nie przyszło, bo po co? Ale psychologowie badają, czy
            dziecko nie umie pisać - bo nie umie, czy tez może jest opóźnione w ogóle w
            rozwoju i z tego powodu nie jest w stanie nauczyć się ortografi.
            Badanie IQ tak sobie tez uwazam za idiotyzm.
            I zgadzam sie niemal ze 100% Twoich twierdzeń - szczególnie z tym odpowiadaniem
            na pytania. Ja swiadomie nie próbowałam uczyć starszych dzieci np. czytania, bo
            mąż uważał (widzac po sobie), że to nie jest dla dzieci korzystne. Jednak jesli
            chodzi o najmłodszego to któregoś dnia wychowawczyni w zuchach po prostu
            stwierdziła, ze mały umie czytać - cofnąć tego już nie mozna było...
            Też zapisalismy synów na plastykę (wolniejszy rozwój czynnosci manualnych), ale
            w ich wypadku to niewiele dało.
            • mamalgosia IQ 18.09.05, 16:16
              to prawda, ze niekoniecznie obrazuje inteligencję. Mnie swego czasu pasjonowały
              takie testy i zrobiłam ich bardzo dużo, w związku z czym teraz na testach IQ
              wychodze rewelacyjniesmile Przy czym nie świadczy to o nadzwyczajnym wzroście
              inteligencji, tylko o pewnej nabytej umiejetnoścismile
            • otryt Re: czy są tu mamy geniuszy? 19.09.05, 12:20
              Czytając nasze wypowiedzi widać, że nie ma jednej recepty na wychowanie
              zdolnych dzieci. Bardzo ogólną, ale też bardzo słuszną regułę podała Isma.
              Takie dzieci trzeba bardzo kochać i lepiej wychowywać a o rozwój intelektualny
              one same i tak zadbają. Od ludzi którym więcej dano należy też więcej wymagać i
              nie mam tylko na myśli wymagań w sensie egzekwowania zdobytej wiedzy. Duża
              inteligencja człowieka może służyć innym ludziom, przynosząc piękne owoce, ale
              może też być skierowana przeciwko nim, a wtedy owoc wychowania byłby bardzo
              gorzki i przeklinalibyśmy te wszystkie IQ.

              Ten temat wiąże się z sąsiednim wątkiem "Być najlepszym" i z wyścigiem
              szczurów, do którego zaprzęgane są już małe dzieci. Szczególnie te
              najzdolniejsze. Moim zdaniem najmłodsze dzieci powinny się uczyć przede
              wszystkim współpracy z innymi, czerpania radości dzieciństwa z poznawania
              świata i przeżywania piękna przyjaźni i koleżeństwa oraz działania w grupie.
              Piszę o tych przyjaźniach, bo na własne oczy widzę, jak pchają one mojego syna
              w górę, bardziej niż przeczytane książki, odblokowują jego ludzki i
              intelektualny potencjał. Należy dbać o harmonijny rozwój dziecka, o jego dobre
              relacje w rodzinie i poza rodziną. Trzeba uczyć je solidności i rzetelności,
              aby wykonywały wszystko najlepiej jak potrafią, ale bez ścigania się z innymi.
              Ścigać się możemy w sporcie, nie w życiu. Wierzę w to, że takie podejście
              wcześniej czy później pozytywnie zaowocuje. Tak sobie myślę, ale pewności nie
              mam.

              Pozdrawiamsmile
              • mama_kasia Re: czy są tu mamy geniuszy? 19.09.05, 13:07
                "Tak sobie myślę, ale pewności nie mam. "

                I ja tak myślę. Pozdrawiam - Kasia
                • verdana Re: czy są tu mamy geniuszy? 19.09.05, 13:45
                  Prawdę mówiąc, obserwując niektóre dzieci ambitnych rodziców mam niemal pewność
                  odwrotną. Z 90% dzieci hodowanych na geniuszy, uczonych setek różnych
                  umiejętności, wyrośnie może doskonały pracownik wielkiej firmy, ale nie osoba
                  twórcza.
                  Dziecko twórcze musi się bawić, mieć czas wolny, żeby sobie pomyśleć, musi mieć
                  prawo zadawać "głupie" pytania, musi miec prawo do wyboru, czym samo chce i nie
                  chce się zajmować.
              • isma Re: czy są tu mamy geniuszy? 19.09.05, 14:03
                Otryt, bo Ty opisujesz moje wychowanie wink)).
                Ja jako niespelna szesnastolatka bylam druga w ogolnopolskiej olimpiadzie
                polonistycznej. A na polrocze w tymze roku z polskiego mialam... trojeczke. I
                trzy czwarte klasy mialo oceny wyzsze ode mnie wink)). Potem juz oczywiscie
                mialam piatke, ktora moja polonistka wpisywala zawsze z uwaga: na podstawie
                rozporzadzenia MEN z dnia, monitor polski, numer... - bo moje czastkowe oceny
                mnie kompletnie do tego koncowego stopnia nie uprawnialy wink)).

                Co do rozwoju spolecznego: dokladnie tak to widze. Z taka istotna chyba uwaga z
                praktyki, ze trudno jest nie ulec pokusie, zeby dziecko niby "socjalizowac",
                ale przemycajac jednak jakies zdobywanie wiedzy czy jakas rywalizacje (np.
                zapisujac je na kurs jezykowy czy kurs tanca). A to niezupelnie o to chodzi.
                Moi rodzice zawsze bardzo sie starali, zebym sie tez zajmowala rzeczami
                kompletnie "niepotrzebnymi" i "niewymiernymi" typu wolontariat - a wiec w
                gronie ludzi, ale bez "wyscigu szczurow" wink)).
                • otryt Re: czy są tu mamy geniuszy? 20.09.05, 09:58
                  To co piszesz Ismo, rzeczywiście prawie w całości pasuje do mojej córki. W
                  pierwszym momencie pomyślałem, że dobrze jest na Twoim przykładzie widzieć
                  kilkanaście lat naprzód skutki pewnego podejścia w wychowaniu, aby ustrzec się
                  pewnych błędów, ominąć niewidoczne jeszcze rafy. Ale potem pomyślałem, że czas
                  wychowywania i kształtowania 18-latki przeze mnie już się prawie zakończył.
                  Był czas, kiedy córka była zapatrzone we mnie, ale to minęło w czasie
                  młodzieńczego buntu. Zaczęła szukać swojej indywidualnej drogi, przez moment
                  kontestowała wszystko, co wyniosła z domu. Pozwoliliśmy jej mentalnie odejść,
                  aby mogła po paru latach wrócić. Znów wiele nas łączy, ale to ona sama dziś
                  kształtuje siebie, dobiera sobie przyjaciół, środowisko, zainteresowania i
                  decyduje o przyszłym kierunku studiów. Mogę coś tam doradzać, dyskutować, ale
                  i tak zrobi po swojemu. Dziś najważniejsze pozostają wsparcie i miłość, które
                  jako rodzice staramy się dawać.

                  Rodzice zdolnych dzieci rzeczywiście, jak piszesz, starają się często przemycać
                  rywalizację w sposób mniej lub bardziej skrywany. Nawet nie muszą tego mówić,
                  dzieci i tak przez skórę, intuicyjnie wyczuwają ambicje rodziców i wchodzą w
                  zabójczą rywalizację. Córka chodziła do klasy dla wybrańców. Taki eksperyment
                  zrobiła szkoła podstawowa od 4 klasy. Stworzono klasę z rozszerzonym językiem
                  niemieckim, a jako kryterium wstępu dla 20 najlepszych był egzamin z języka
                  polskiego i matematyki. Po trzech latach tę klasę przenieśliśmy hurtem do
                  dobrego gimnazjum w innej dzielnicy. Do dziś ze zgrozą wspominam fakt, że w 4
                  klasie szkoły podstawowej nie można było mieć żadnej 3 na świadectwie. Kiedyś
                  komuś coś takiego się zdarzyło, więc został przeniesiony do zwykłej,
                  równoległej klasy. Dziś wyrzucam sobie, że tej chorej zasadzie wtedy się nie
                  sprzeciwiłem, bo była ona niedobrym zwiastunem, tego co miało nastąpić potem.
                  Na szczęście w miarę dorastania dzieci, ich rodzice coraz mniej ingerują w ich
                  życie szkolne, kontakty koleżeńskie i relacje między młodzieżą. I widzę, że
                  młodzież pozostawiona sama sobie dużo lepiej układa swoje wzajemne stosunki,
                  niż wcześniej będąc dziećmi pod dyktando swoich zbyt ambitnych rodziców.

                  Każde dziecko i to zdolne i mniej zdolne staramy się wychować jak najlepiej.
                  Sądzę, że sukces wychowawczy będzie można zaobserwować chyba dopiero wtedy, gdy
                  będziemy już w wieku sędziwym. Można sobie zadać pytanie, co takim sukcesem
                  wychowawczym w przypadku dziecka niezwykle zdolnego miałoby być? Odpowiedzi
                  pewno będą różne. Niedawno spotkałem się ze swoją klasą z liceum i z
                  wychowawcą, 30 lat po maturze. Wychowawca dowiedziawszy się, że pracuję w
                  zwykłej firmie nie potrafił ukryć zdziwienia i rozczarowania, był przekonany,
                  że jestem jakimś naukowcem. Podobnie zareagowała duża część klasy. A dla mnie
                  największym marzeniem było mieć szczęśliwą rodzinę, której w czasach licealnych
                  byłem złakniony.

                  Pozdrawiamsmile
                  • samboraga Re: czy są tu mamy geniuszy? 20.09.05, 10:17
                    >Można sobie zadać pytanie, co takim sukcesem
                    > wychowawczym w przypadku dziecka niezwykle zdolnego miałoby być?

                    właśnie tez zadaję sobie to pytanie
                    to chyba klucz do całoścismile

                    i pocieszyło mnie to co napisałeś wcześniej, że przyjaźnie Twoich dzieci
                    uruchamiają ich potencjał, otwierają dzieci - takich relacji dla mojego dziecka
                    bym chciała i chyba to, wówczas, uznałabym za jeden z sukcesów wychowawczych
    • carla7 List 19.09.05, 19:42
      Ostatnio w "Liście" ukazał się artykuł na temat dzieci przedwcześnie
      rozwiniętych intelektualnie. Wklejam link:

      www.list.media.pl/list-katolik-wiara-pl-1541.htm
      • samboraga Re: List 20.09.05, 10:18
        fajny, choć ciut krótkiwink
        • carla7 Re: List 23.09.05, 19:22
          W internecie są tylko fragmenty artykułu. Całość jest dość ciekawa i przełamuje
          stereotyp dziecka bardzo inteligentnego=grzecznego, dobrego ucznia, nie
          sprawiającego większych kłopotów.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka