Dodaj do ulubionych

moja radość

05.10.05, 08:57
Wczoraj zdałam egzamin na prawo jazdy, moja radosć jest ogromna i podwójna, bo
tak bardzo prosiłam Boga aby dał mi spokój i jasnośc umysłu podczas egzaminu i
Bóg w swej łaskawości mnie wysłuchał smile). Boże dziekuję Ci i chwalę Twoje imię.


PS To był mój 8 egzamin i pierwszy kiedy wyjechałam na miasto. Denerwowałam
się, ale dzieki Bogu, nie był to stres paraliżujący tylko mobilizujący.

Obserwuj wątek
    • mama_kasia Re: moja radość 05.10.05, 09:14
      Gratulacje smile
      Tylko teraz używaj samochodu. Swoje prawo jazdy zakopałam
      i boję się teraz tknąć samochód wink A przydałoby się czasami
      samej poprowadzić.
    • akve Re: moja radość 05.10.05, 09:16
      Gratulacje !
      Pamietam jak 3 lata temu zdałam egzamin,jak się cieszyłam smile
      I dziekowałam Bogu ,ze tak szybko mi poszło.
      To naprawdę przydatna umiejętność,otwierająca wiele nowych możliwości w życiu.

      Ciesze się z Tobą.
    • samboraga Re: moja radość 05.10.05, 09:26
      gratuluję! i teraz grunt to jak najwięcej jeździć, to znaczy jak tylko masz
      okazjęsmile))
      • aszlan Re: moja radość 05.10.05, 10:01
        Dzięki dziewczyny smile)

        Egzaminator nie był co prawda życzliwy, ale uczciwy. Trochę się czepiał, np.
        kazał mi powtarzać łuk, za małopłynną jazdę, albo skosne za niepowtórzenie
        kierunkowskazu, a na poczatek jazdy po miescie rzucił "jak pani chce zdać ten
        egzamin to proszę jechąc bardziej dynamicznie" ;0), ale miałam taką siłe i
        spokój, wiadomo od kogo smile), że w ogóle mnie to nie deprymowało.
        Przede mną ok. 2 tygodnie czekania na dokument, a potem mam zamiar jeździć,
        wszak wiadomo trening czyni mistrza smile)
    • mader1 Re: moja radość 05.10.05, 09:54
      gratulacje
    • aka21 Re: moja radość 05.10.05, 14:49
      I ja serdecznie gratuluję!!! Dobrze, że zamierzasz go używaćsmile))
    • glupiakazia Re: moja radość 05.10.05, 15:23
      szerokich i prostych drog!smile
    • pawlinka Re: moja radość 05.10.05, 23:15
      to może i ja spróbuję, bo tak do tej pory: per pedes smile)), ale też fajnie!
      Gratuluję bardzo!
      • aszlan Re: Pawlinko 06.10.05, 10:44
        Gorąco namawiam do sprobowania, jak się zdecydujesz daj znać, podsunę Ci kilka
        rad jak nie wyrzucać pieniędzy w błoto, tzn. czego wymagać od instruktorów, bo
        ja np. 3 pierwsze podejścia mogłam spokojnie sobie darowac, poszłam na plac
        zupełnie nieprzygotowana do samodzielnego manewrowania. Okazało się, ze wina nie
        tyle leżała w mojej niekumatości smile co w w złym nauczaniu; zrozumiałam to
        dopiero jak zmieniłam szkołę nauki jazdy.


        Pozdrawiam, Malgosia
        • pawlinka Re: Pawlinko 06.10.05, 12:46
          No to ja zaczynam się nad tym poważnie zastanawiać...zachęciłaś mnie i mąż się
          ucieszy...smile))
          Pozdrawiam!
          Aga
          • aszlan Re: Pawlinko 06.10.05, 12:55
            smile) mąż i ucząca się jeździć żona, mhmmm.... w pewnym momencie przestałam
            opowiadać mojemu mężowi o moich wyczynach w "L" smile, teraz czekam na
            "konfrontację" kierowca (ja) - pasażer (mąż) smile)).
            • pawlinka Re: Pawlinko 06.10.05, 13:28
              oj, oczmi wyobraźni widzę pojedynek na szosie, to znaczy w samochodzie, w tym
              momencie już rzeczywiście naszym. Detronizacja mojego kierowcy? Na rzie czuje
              się jak w "Wiozac pania Daisy", cos mi pada czcionka, przepraszamŁ+=
              • samboraga detronizacja kierowcy;) 06.10.05, 13:44
                w tym
                > momencie już rzeczywiście naszym.

                he, he nie tak prędkowink))
                z jednej strony okaże sie że teraz to Ty możesz odebrać samochód z naprawy
                (kochanie, masz wiecej czasu), że to Ty powinnaś zaprowadzic samochód do myjni
                z drugiej - że oboje BARDZO nie lubicie przestawiania 'pod siebie' lusterek....
                wtedy zacznie kiełkowac w mężu myśl, że jednak woli stare, dobre czasywink....

                >Detronizacja mojego kierowcy?

                mój na początku był zadowolonywink
                a to sama zrobię zakupy, a to załatwię kilka spraw naraz na mieście, a to mogę
                go zmienić jak jest zmeczony i jedziemy razemsmile))
                'kłótnie' zaczęły się przy powrotach z imienin - kto teraz może wypić toast
                albo piwo na proszonym griluwink)
                apogeum - rok temu na wakacjach - zawiozłam i przywiozłam sama rodzinę na
                wakacje, nad morze (prawie 500 km w jedną stronę)
                ja byłam z siebie dumnasmile))
                (sama chciałam spróbować, wcześniej już jeździłam na dłuższe trasy)
                mój mąż - przeżył WIELKI kryzys tożsamościwink))...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka