Dodaj do ulubionych

znowu o szkole

13.01.06, 11:51
Niedługo nadejdzie dla nas czas decyzji. Będziemy musieli zdecydować, czy
zostawić najstarszą w tej szkole, w ktorej jest - czyli w zwykłej podstawówce
(bo najbliżej), czy zmienić na inną (bo lepsza).

Rozmawiałyśmy już o tym, ale wczoraj dowiedziałam się rzeczy, która znowu
dała mi trochę do myślenia. Otóż pewien człowiek, Kubańczyk, który uciekł z
Kuby do Stanów i był przez ponad 20 lat szefem Coca-Coli, chodził do jednej
klasy z Fidelem Castro. Więc, jak widać, chyba jednak niewielkie ma
znaczenie, co człowiek w szkole usłyszy... Dużo ważniejszy jest tzw. z
angielska własny background, czyli jaklby filtr, przez który przepuszcza się
otrzymane informacje i interpretuje je.
Skoro tak, to może nie ważne, czy chodzi się do zwykłej podstawówki,
czy "lepszej" szkoły?
Do tego zdania przychyla się mój mąż, a ja już byłam niemalże zdecydowana na
tą "lepszą", teraz znowu mam wątpliwości...
Obserwuj wątek
    • mamalgosia Re: znowu o szkole 13.01.06, 12:10
      No to może wypowiem się ja, jako nauczycielkasmile (w chwilowym stanie spoczynku
      co prawda,ale jednak), Z moich ponaddziesięcioletnich obserwacji wynika, że
      (MOIM ZDANIEM, nie chcę nic sugerować) tak zwana lepsza szkołą (w moim mieście
      też jest taka) ma sens dopiero na etapie gimnazjum, a jeszcze lepiej - liceum.
      Jesli chodzi o naukę, to naprawdę dziecko weźmie tyle ile będzie chciało. Wiem,
      wiem - lepiej się uczy w klasach 15osobowych, w spokoju, gdzie wszyscy
      uczniowie są zainteresowani tematem. A w moim gimnazjum 40 sztuk bandziorów,
      wrzaski, łażenie po klasie, a czasem nawet recydywa. A jednak ci, którzy chcą
      się uczyć, osiągają takie smae wyniki, jak ci w równoległych szkołach lepszych.
      Naprawdę.
      Odrębną sprawą jednak jest kwestia wychowawcza. No bo może w takiej lepszej
      szkole nie ma picia, palenia, ćpania. I to może byc może byłoby dla mnie
      podstawą do przeniesienia dziecka.
      Ale dopiero na etapie gimnazjum. W podstawówce nie ma to dla mnie żadnego sensu.
      P.S. Aleś mi dołożyła tym mailem, niech Cię drzwi ścisną
      • glupiakazia Re: znowu o szkole 13.01.06, 14:39
        > Odrębną sprawą jednak jest kwestia wychowawcza. No bo może w takiej lepszej
        > szkole nie ma picia, palenia, ćpania. I to może byc może byłoby dla mnie
        > podstawą do przeniesienia dziecka.
        > Ale dopiero na etapie gimnazjum. W podstawówce nie ma to dla mnie żadnego
        sensu

        Właśnie. Też myślę, że to zaczyna być ważne dopiero na etapie gimnazjum. Ale
        (że też zawsze musi być jakieś "ale"!smile) szkoła, o której myślimy to są małe
        klasy, które idą od podstawówki przez gimnazjum, aż do liceum. Czy w związku z
        tym nie lepiej by było, żeby jednak posłać ją tam wcześniej, co by się zżyła?
        Dzieci młodsze chyba łatwiej się adaptują niż te na poziomie gimnazjum? Może
        jej to więc oszczędzi stresu?
        • mamalgosia Re: znowu o szkole 14.01.06, 16:58
          Różnie bywa. Do moje klasy przyszła nowa dziewczyna - ta to dopiero miała
          wzięciesmile
    • samboraga Re: znowu o szkole 13.01.06, 13:59
      kolejny temat rzekawink))

      Kaziu, a ta 'lepsza' to jaka? chodzi o naukę, olimpiady, konkursy, dostawanie
      się na 'wyższe poziomy edukacji' czy o 'atmosferę szkoły' (chociaż to też
      niejasne określenie)?

      my zapisaliśmy dziecko do 'lepszej'...
      a sami oczywiście skończyliśmy zwykłe i jakoś na ludzi wyrośliśmywink)
      mój mąż też się wahał, w pobliżu są 2 podstawówki państwowe i szkoła katolicka,
      ta 'lepsza' właśnie, do której dzieci dojeżdżają z całej okolicy

      na razie syn chodził do przedszkola (przy tej szkole) i...nie żałujęsmile))
      przedszkole wybrałam m. in. podpatrując opiekę nad dziećmi podszas zabaw na
      podwórku: w państwowym okrzyki 'złaż z tego murku, gdzie tam poszedłeś, wracaj
      natychmast..' i zagadane panie stojące w kółeczku...
      w drugim - panie (i siostry) a to zagadają z grupką dzieci, a to z chętnymi
      pobawią się w sklep, a to siostra zakasuje habit, żeby z chłopakami pograć w
      piłkę... (oczywiście opisuję to co było u mnie, wiem, że i państwowe sa różnesmile
      dopiero potem był ważny 'poziom' zajęć (b. fajnie prowadzonesmile

      o coś podobnego chodzi mi przy wyborze szkoły podstawowej, to mam na myśli
      pisząc o 'atmosferze' - dwa plus dwa tu i tam będzie cztery, ale dziecku będzie
      milej, będzie się chętniej uczyło, do tego zależy mi na tym, aby nie było tez
      dyktatu rodziców w szkole (co się zdarza w prywatnych)

      dyskusja była też o kosztach, ale - mundurek (białą koszula i sweter) to mniej
      ciuchów do kupowania a rozszerzony program (np języka) oraz różne kółka
      pozalekcyjne to oszczędność na dowożeniu i takich zajęciach w przyszłości

      wiem, że w przypadku mojego dziecka, w tych pierwszych latach nauki, ważniejsze
      będzie pokierowanie jego rozwojem ogólnym, bo wiedzę po prostu nabędzie, że
      będzie umiał lekcję, ale nie zgłosi się, bo np. 1. wstydzi się pani, 2. wstydzi
      się dzieci... w efekcie to nie jego umiejętności zaważą o ocenach (co niestety
      przekłada się potem na samoocenę), ale 'odnalezienie się w szkole'wink)

      pewnie, że wszędzie może się trafić nauczyciel, który dostrzeże moje dziecko,
      ale wolę wybrać szkołę, w któej ta opieka nie będzie jedynie sprawą pojedyńczych
      nauczycieli, ale wizją (przynajmniej w założeniuwink całej szkoły (chodzi mi o
      współpracę z dyrektorem, z peddagogami)

      acha - i tak się składa, że'nasza' szkoła jest też 'wysoko' jeśli chodzi o
      poziom nauczaniawink
      • sion2 Marysiu zajrzyj na priv n/t 13.01.06, 14:18
      • glupiakazia Re: znowu o szkole 13.01.06, 14:46

        > Kaziu, a ta 'lepsza' to jaka? chodzi o naukę, olimpiady, konkursy, dostawanie
        > się na 'wyższe poziomy edukacji' czy o 'atmosferę szkoły' (chociaż to też
        > niejasne określenie)?

        W zasadzie nie chodzi o tzw. "poziom nauczania". Chodzi mi głównie o to, że
        w "lepszej" szkole dzieci mają zorganizowany czas, różne zajęcia do 17.00. W
        szkole zwykłej kończyłaby np. o 14.00, a ponieważ nas nie ma w domu i raczej
        nie będzie, bo żadne z nas na razie nie może zrezygnować z pracy - dziecko
        szłoby z koleżankami na trzepak. I właśnie tego obawiam się najbardziej.

        > my zapisaliśmy dziecko do 'lepszej'...
        > a sami oczywiście skończyliśmy zwykłe i jakoś na ludzi wyrośliśmywink)

        Czasem też tak myślę. Ale wydaje mi się, że w naszych czasach te "trzepaki"
        jakieś inne były, ale to osobny temat rzekasmile

        > dyskusja była też o kosztach, ale - mundurek (białą koszula i sweter) to mniej
        > ciuchów do kupowania a rozszerzony program (np języka) oraz różne kółka
        > pozalekcyjne to oszczędność na dowożeniu i takich zajęciach w przyszłości

        To też argument, o tym nie pomyślałam. A mundurek dla mojej "różowej" córeczki
        to rzecz wręcz wymarzonasmile
    • mama_kasia Re: znowu o szkole 14.01.06, 10:29
      Zastanawiałam się nad tym swego czasu. Doszłam wtedy (a może
      dochodzę cały czas, bo temat co rusz powraca mimo podjętej raz
      decyzji wink do wniosku, że jeśli już , to dopiero od gimnazjum.
      I to przede wszystkim ze względów wychowawczych, środowiskowych,
      też... chyba... nauczania, ale tego jeszcze nie wiem...
      Pod nosem mamy bardzo dobrą przepełnioną podstawówkę. Po pierwszej
      klasie część dzieci z klasy syna przeniosła się do innej szkoły
      z zajęciami, 15-osobowymi klasami itd. Wtedy się zastanawiałam, ale
      było nam prościej z obecną szkołą, syn lubił klasę, problemów z nauką
      żadnych. Zdecydowanie jestem przekonana, że jeśli chodzi o naukę to
      w tej, czy innej podstawówce zaczerpnie tyle samo. Nie wiem, jak to
      jest dalej w gimnazjum. W grę wchodzi jeszcze środowisko.
    • anndelumester Re: znowu o szkole 14.01.06, 12:02

      Mysle ze porownywanie naszych czasow - mw. sprzezd 25-30 lat z czasami obecnymi
      jest bez sensu. Ja wspominam swoją podstawówke jako koszmar - a merytorycznie
      podobno nie była najgorsza, - co z tego kiedy wiekszośc dzieci
      hmm..prezentowała mowiac oglednie kompletnie inny system wartosci/wychowania
      od tego ktory mialam w domu...a panie nauczycielki , tez nie byly jakis
      najwyższych lotów (no moze z paroma wyjątkami)
      W kwestii wyboru szkoły i sprawach edukcji dziecka, bede sie kierować zdaniem
      mojej mamy, ktora, zawodowo zajmuje sie edukowaniem nauczycieli i bardzo licze
      sie z jej zdaniem i czasami bardzo niepopularnymi opiniami..
      I tak - pomijając to co sie z domu wynosi i tak zwana prace rodziców z
      dzieckiem, która jest bardzo wazna, - skoro pierwsze lata edukacji sa
      najwazniejsze (kwestia nauczenia sie uczenia, selekcji wiadomości, ciekawość
      świata i uczenia sie) zadecydowalismy że synek pojdzie do wybranej przez nas
      szkoły podstawowej prywatnej albo spolecznej, a potem do p[aństwowego gimnazjum
      i państwowego liceum - oczywiście o ile wystarczy mu oleum w glowie smile
      Ostatnio sporo na ten temat czytalam i chetnie bym na[pisała wiecej , ale teraz
      Koko sie domaga uwagi i niestety musze sie streszczać
      • verdana Re: znowu o szkole 14.01.06, 14:57
        Ja jestem zwolenniczka nawet marnych szkół "dla wszystkich". Szczególnie na
        etapie podstawówek.
        Właśnie dlatego, ze to jedyna szansa spotkania się z dziećmi z innego
        srodowiska. Zobaczenie, że sa dzieci biedne i bogate, zadbane i zaniedbane
        przez rodziców. To kształci pewną wrazliwość społeczna, której chyba potem
        nadrobic nie można.
        Nie wyobrazam sobie części studiów - nauk społecznych, psychologii, pdagogiki,
        jesli całe życie dziecko obracało się w jednorodnym środowisku.
        • anndelumester Re: znowu o szkole 14.01.06, 15:47

          > Właśnie dlatego, ze to jedyna szansa spotkania się z dziećmi z innego
          > srodowiska. Zobaczenie, że sa dzieci biedne i bogate, zadbane i zaniedbane
          > przez rodziców.
          >To kształci pewną wrazliwość społeczna, której chyba potem
          > nadrobic nie można.
          Zobaczenie to jedno.
          A uczestniczenie przez ileś tam lat to drugie. Poza tym nie bardzo wierze zeby
          akurat obserwacja uczestnicząca w wieku lat 6, 7 czy 8 wykształcila wrażliwośc
          społeczną oraz inne cechy z gatunku altruistycznych. Jezeli nie ma takiej
          postawy w domu , to moim zdaniem marne szanse.

          > Nie wyobrazam sobie części studiów - nauk społecznych, psychologii,
          pdagogiki,
          > jesli całe życie dziecko obracało się w jednorodnym środowisku.
          ????? Nie wiem jak na twojej uczelni, ale i na moich studiach jak i studiach
          mojej siostry , znajomych etc. studenci studiow dziennych byli w wiekszości z
          jednego środowiska... i chyba zbyt wiele kontaktów pozaśrodowiskowych nie
          mieli. Co nie rzutowało jakoś na ich poźniejsze kariery naukowe czy poza
          naukowe. Pewnie są jakies wyjątki, ale wydawało mi się , że po to by badac
          jakąś grupę spoleczno niekoniecznie trzeba sie z nią intensywnei kontaktować od
          dzieciństwa.
    • pysio8 Re: znowu o szkole 14.01.06, 19:04
      A o rozmowie w 3-ciej gimnazjalnej można?
      Podczas zebrania zastanawialiśmy się do jakich szkół średnich trafią nasze
      dzieci, poprosiliśmy wychowawcę o pomoc, żeby nam, lekko strapionym
      rodzicom 'coś' zasugerował.
      Szybciutko jednak doszliśmy do genialnego wniosku smile, że nastolatek i tak w
      gruncie rzeczy samodzielnie podejmie decyzję do jakiej szkoły zechce iść (
      przynajmniej mój smile

      Wychowawca, który w niejednej szkole i w niejednym mieście nauczał, bardzo
      odradzał posyłanie dzieci do średnich szkół prywatnych ze względu na niższy
      poziom nauczania.
      Do tej pory zastawiam się, za co w takim razie rodzice płacą, skoro te lepsze-
      prywatne szkoły okazują się być ...gorsze surprised, za wyjątkiem pewnej katolickiej
      szkoły średniej, o której wyrażał się z uznaniem.

      Akurat ten problem mamy z głowy, ponieważ nas- rodziców nie stać na płatną.

      Powiem jeszcze, że zupełnie nie jestem zadowolona z wyboru jakiego nastolatek
      dokonał.
      A, i co ważniejsze... Jeszcze z czymś muszę zacząć się oswajać,a mianowicie, że
      coraz mniejszy mam wpływ na te ważne wybory. Jego decyzje zaczynają być
      naprawdę JEGO.
      • verdana Re: znowu o szkole 14.01.06, 21:45
        Jednak obserwuję bardzo niepokojące zjawisko. Profesorem mozna być, jak się
        nawet nosa nie wychyliło poza rodzinny dom, ale naprawdę dobrym psychologiem,
        pracownikiem społecznym, kuratorem, a nawet nauczycielem itd - już nie bardzo.
        Ta młodzież po prostu mówi o ludziach z innego środowiska, jakby pisała pracę
        antropologiczna o plemionach afrykańskich. Nie ma pojęcia, jak naprawdę
        zachowuja się dzieci z rodzin "innych" - nawet nie zawsze
        patologicznychpatologicznych, ale ubogich, niewykształconych, zaniedbanych. Ma
        często do biedniejszych czy mniej wykształconych stosunek "patriarchalny" -
        albo typu "biedacy zasługujacy na litość" albo "sami sobie winni".
        Pewnie już przytaczałam ten przykład, ale wstrząsnęła mną wypowiedź bardzo
        inteligentnej i bardzo sympatycznej dziewczyny po prywatnych szkołach, która
        stwierdziła, że naprawdę - nieznajomość języka jest winą wyłącznie
        zainteresowanego, bo wystarczy trzy miesiące w Anglii i mówi się doskonale.
        Postępowi rodzice wysyłaja swoje dzieci do szkół i przedszkoli integracyjnych,
        żeby osoby niepełnosprawne traktowały tak samo jak zdrowych kolegów. Ale te
        same osoby chciałyby separacji swoich dzieci od dzieci z "gorszych rodzin" -
        chociaż nie jest nigdzie powiedziane, że gorsza rodzina to gorsze dziecko.
        Żadna dobra szkoła społeczna czy prywatna nie da dziecku takich doświadczeń,
        jak własne spojrzenie - kolega, syn restauratorów, który u nas w domu zjadł
        pierwszy ciepły obiad, kolega, który nas okradł na polecenie matki (tak, uwazam
        to doswiadczenie za kształcące), koleżanka nie przychodzaca do szkoły, bo matka
        kazała pracować na straganie itd.
        • samboraga Re: znowu o szkole 14.01.06, 22:43
          > inteligentnej i bardzo sympatycznej dziewczyny po prywatnych szkołach, która
          > stwierdziła, że naprawdę - nieznajomość języka jest winą wyłącznie
          > zainteresowanego, bo wystarczy trzy miesiące w Anglii i mówi się doskonale.

          to trochę znak naszych czasówwink
          myślę, że te mury sa w głowie (i to rodzicówwink), ale nie sądzę, aby chodzenie do
          innej szkoły to zmieniło, można mieć w klasie koleżankę 'z innej bajki' i tego
          nie zauważyć, bo ona się nie będzie umawiała na wspólne ploty i zakupy w butikachwink
          zaczyna się od mieszkania w ogrodzonych gettach 'żeby było bezpieczniej'...
          ta sama dziewczyna może chodzić do prywatnej szkoły, jeździc na wakacje do
          Anglii, a wolny czas spędzać jako wolontariuszka z dziećmi w świetlicy
          socjoterapeutycznej
          i myślę, że takie mentalne 'ujednorodnienie' nie jest dobre dla nikogo, nawet
          dla profesora astronautykiwink to raczej kwestia pełniejszego człowieczeństwa, czy
          jakos takwink
          przesada w żadną stronę nie jest dobra - z jednej strony nie chcę zamykać
          dziecku oczu na 'inny' świat (ja poszłam kiedyś z kolagą z podwórka na 'akcję' z
          jego ojcem-złodziejem - staliśmy w sklepie, w kolejce i odciągaliśmy uwagę a on
          jako zawodowy kieszonkowiec...), z drugiej dziecko wychowywane w 'dbającej'
          rodzinie musi mieć też możliwość kontaktu z podobnymi do niego rówieśnikami tak
          aby miałao z kim powymieniać sie chociazby uwagami o filmach, grach, ksiązkach...
        • anndelumester Re: znowu o szkole 14.01.06, 23:18
          W zasadzie się trochę z Tobą zgadzam i trochę nie zgadzam, ale do rzeczy.
          >>Profesorem mozna być, jak się
          .>nawet nosa nie wychyliło poza rodzinny dom, ale naprawdę dobrym psychologiem,
          .>>pracownikiem społecznym, kuratorem, a nawet nauczycielem itd - już nie bardzo
          Niby zgoda, ale fakty – ile osób z bagażem doświadczeń różnych środowisk
          decyduje się na taką pracę? Podkreślam pracę i to w placówkach publicznych, nie
          wolontariat, streetworkerstwo, nie działania w jednostkach pozarządowych etc.
          Wydaje mi się, że jednak aspiracje są w takich przypadkach nieco inne.
          >>Ta młodzież po prostu mówi o ludziach z innego środowiska, jakby pisała pracę
          >>antropologiczna o plemionach afrykańskich. Nie ma pojęcia, jak naprawdę
          >>zachowuja się dzieci z rodzin "innych" - nawet nie zawsze
          >>patologicznych, ale ubogich, niewykształconych, zaniedbanych.
          I tego nic nie zmieni, nawet pobyt w szkole, a nawet obserwacje uczestniczące o
          jakich ostatnio było napisane bodaj w GW (pani socjolog najpierw weszła w grupę
          przestępczą a potem jeszcze w inne środowisko). Oczywiście swoi bedą pozornie
          blizsi od takich Trobriandczykow, ale czy przez fakt bycia
          okradnietą/napadnietą zblizyłas się jakoś do środowiska zlodziei? Być może
          poszerzyło to skale oceny takich czynow , ale jednak uważam, że i bez udziału w
          przestepstwie mozna zdawac sobnie sprawe z tego ze takie czy inne czyny sa
          róznie motywowane, warunkowane etc.
          Kilku moich kolegów z podstawówki odsiedziało już albo jest w trakcie
          odsiadywania jakiś wyroków i nie spowodowało to u nikogo z pozostałych uczniów
          jakiejś ewolucji czy ocieplenia uczuć względem nich.
          Może był zbyt duży szok , że uczeń IV klasy szkoły podstawowej bezkarnie okrada
          i tłucze swoich kolegów, mówi do wychowawczyni sp.... stara k...., w d... mnie
          pocałuj...itp. i ze jest to zachowanie promowane przez nauczycieli, którzy ze
          strachu takich osobników nie pytają unikają itd. i przepychają z klasy do
          klasy.
          >>Żadna dobra szkoła społeczna czy prywatna nie da dziecku takich doświadczeń,
          >>>jak własne spojrzenie - kolega, syn restauratorów, który u nas w domu zjadł
          >>>pierwszy ciepły obiad, kolega, który nas okradł na polecenie matki (tak,
          uwazam
          >>to doswiadczenie za kształcące), koleżanka nie przychodzaca do szkoły, bo
          matka
          >>>kazała pracować na straganie itd.
          Fakt, nie da. O ile kontakty z dziećmi powiedzmy , tak jak napisałaś bez
          obiadu – czy zaniedbanymi emocjonalnie , czy wysyłanymi do pracy mogą dawać
          pozytywne doświadczenia, tak mam poważne zastrzeżenia co do bycia okradzionym,
          pobitym czy potraktowanym szkolną „falą”...
          Ja jednak nie skazywałabym pierwszo drugo czy trzecioklasisty na mixowanie ‘dla
          zasady”, dodajmy dla zasady rodziców. Bo to może mieć zupełnie odwrotny skutek.
          Poza tym, po prostu najzwyczajniej w świecie się boje bandytyzmu, że moje
          dziecko zostanie ciężko pobite czy zadźgane nożem tylko dlatego że nosi okulary
          czy nie jest osiedlowym kibolem/ blokersem.
          Moi dobrzy znajomi dali syna do najbliższego w okolicy przedszkola publicznego,
          bo uważali, że wybieranie na tym poziomie nie ma sensu. Przez pierwsze miesiące
          troszkę się dziwili ze styl zabaw młodego się zmienił podobnie jak słownictwo –
          tzn. zaczął kląć jak szewc – a panie na zebraniu rozbrajająco stwierdziły ze
          wszystkie dzieci tak klną i one nie mają na to wpływu. Decyzje o przerwaniu
          integracji podjęli po przedszkolnych jaselkach kiedy to znaczna część
          zaproszonych rodziców była kompletnie zalana.
          Ja rozumiem Twoje zdziwienie ową dziewczyną, bo to oznacza tez ze nikt nigdy w
          domu z nia na takie tematy nie rozmawiał choćby przy okazji newsów z wiadomosci
          czy dzienników/gazet.
          Daleka jestem też od protekcjonalnego „pochylania się nad drugim
          czlowiekiem” Ale z drugiej strony takie integrowanie dla integrowania i
          bagażu doświadczeń kojarzy mi się trochę z losami inteligenckich, prawdziwych
          komunistów z przełomu xix i xx wieku. Być może chcieli dobrze, ale nie dość, że
          założone wyrównywanie im nie wyszło, to jeszcze w większości wszyscy źle
          skończyli, wykończeni przez tych, z którymi się chcieli nadmiernie pointegrować-
          pomagać.
          Osobiście uważam, ze dziecko można mądrze uwrażliwić w domu i to na różne
          sposoby.
          Natomiast to też nie jest tak ze ja jestem absolutnym zwolennikiem prywatno-
          społecznych podstawówek, bo one tez potrafią nieźle doświadczyć (np. w
          kontaktach z innymi rodzicami, którzy uważają ze będzie to taka instytucja
          która bez ich udziału wykuje z ich dziecka geniusza, bo oni przeciez płacą ),
          jednak uważam, że w obecnych czasach jest to dla małego jeszcze dziecka
          sensowniejsza opcja, bo szkoła (i nauka) mają szansę kojarzyć się z miejscem
          bezpieczny i w miarę przyjaznym.
          • verdana Re: znowu o szkole 15.01.06, 19:45
            Opisywana przeze mnie dziewczyna właśnie pracuje z dziećmi zaniedbanymi jako
            wolontariuszka.. Ale dla niej to jest inny świat - ona nigdy takich dzieci nie
            znała, nie wie, że mogą być fajnymi kolegami, a nie tylko "elementem"
            potrzebujacym pomocy. Ot , taka "dobra pani".
            I naprawdę, to nie jest tak, ze w szkole publicznej sam "element", a w
            prywatnych i społecznych - dobrze wychowana młodzież. Oznaczałoby to, że dobrze
            wychować dzieci mogą tylko osoby majace pieniądze. To chyba jednak nie jest
            tak.
            Jedyną matką, z jaka zgadzałyśmy się w 99% na temat metod wychowawczych, była w
            podstawówce i liceum (do gimnazjum chodziły do innej klasy) matka kolezanki
            mojej córki, wielodzietna sprztączka z wykształceniem zawodowym. W jej domu
            potrafiło się miesiąc oszczędzać, żeby kupic bilety na koncert. Mogło zabraknąć
            na obiad, ale nie na książki. Takich doswiadczeń, an nie tylko ubliżania i
            lania przez dzieci "niższych sfer" jest pozbawione dziecko ze szkoły elitarnej,
            dla zamożnych. Ono jednak, czego by nie powiedzieć, w pewien sposób czuje się
            lepsze, wyróznione - bez żadnej swojej zasługi (niezależnie od rodziców taki
            klimat jest w większosci znanych mi szkół niepaństwowych, podtrzymywany przez
            dyrekcję). Trzeba też zwrócić uwagę, ze do tych szkół rodzice posyłają dzieci w
            dużym stopniu własnie dlatego, że nie chcą, aby spotykały się z "byle kim".
            Trudno więc mówić o uwrażliwieniu przez dom. Przypomina mi sie opinia mojej
            znajomej, która osłupiała, gdy dowiedziała się, że nie mam zielonego pojęcia
            kim są rodzice większości przyjaciół moich dzieci (odważna jesteś...). I inna,
            ktora doprowadziła do zerwania znajomości swojego dziecka z synem
            hydraulika "Bo co on może wnieść do takiej znajomosci, mój syn przy nim niczego
            się nie nauczy, a on tylko wykorzystuje wiedzę mojego syna, żeby sam się
            rozwinąć".
            Pracowałam 9 lat w marnym prywatnym liceum, z bardzo wysokim czesnym. Tam
            dopiero było towarzystwo...
            • verdana Re: znowu o szkole 15.01.06, 22:01
              Witam, i przepraszam za wtargnięcie- jestem Ratyzbona córka Verdany i
              wykorzystuję jej nick by się tu wypowiedzieć gdzyż wydaje mi się że pewnego
              aspektu spotykania się z rówieśnikami z innego środowiska nie dostrzegacie. Ja
              sama od podstawówki siedziałam w ławce z córką dozorcy, narkomanem,chłopakiem
              kupującym w jeden dzień samochód. Przyaźniłam się z dziwczyną do której dzwonił
              stajenny ale tez z taka której rodzice po osiemnastych urodzinach powiedzieli
              że musi sobie na mieszkanie u nich zarobić. Nigdy nie dobierałam sobie
              przyjaciół ze względu na pochodzenie czy stan finasowy ale dziś cieszę się że
              los postawił na mojej drodze tak różnorodnych ludzi. Gdy na studiach moi
              znajomi z dobrych szkół z pogardą wyrażają sie o tych głąbach którzy nie
              studjują ja myślę o mojej koleżance dla której studia to olbrzymie marzenie
              niestety nie do zrealizowania gdy trzeba pracować na utrzymanie. Wiem że jestem
              w pozycji uprzywilejowanej - że to iż studjuję nie muszę zarabiać mam dostęp do
              internetu i pełno książek na półkach to nie jest norma ale przywilej. Wiem też
              że narkotyki biorą zwykli mili ludzie w ładnych i czystych ciuchach a nie nie
              tylko jacyś obszarpani menele których nigdy na swojej drodze nie spotkam. Jest
              jeszcze wiele takich przykładów - najważniejsze jest to że poznając ludzi
              którzy mają więcej lub mniej niż ty albo poprostu żyją inaczej zaczynasz lepiej
              rozumieć jaką pozycję zajmujesz w społeczeństwie i jak ono wygląda. I choć
              siedmiolatkowi przydaje się to w sposób ograniczony to mając lat dziewiętnaście
              mozna dzięki takiej nauce uniknąć pogardy wobec bogu ducha winnych ludzi. A to
              jest powód dla którego warto się uczyć.
              I przepraszam -mam dysortografię.
              • samboraga Re: znowu o szkole 15.01.06, 22:40
                miło Cię czytać Ratyzbonosmile

                pewnego
                > aspektu spotykania się z rówieśnikami z innego środowiska nie dostrzegacie.

                zważywszy, że chyba wszystkie osoby uczestniczące w forum edukację odebrały
                jeszcze za czasów jedynie słusznej państwowej edukacji to chyba mamy podobne
                doświadczenia wszyscy (klasy po 30-35 osób i pełny przkrój społeczny)
                a jednak różnimy się w ich ocenie, tak mi się wydaje
                podtrzymuję moje zdanie, że można mieć w klasie koleżanki/kolegów z różnych
                środowisk i nawet tego nie zauważyć albo tym się nie interesować i tak samo
                traktować tych innch 'z góry' jak i wówczas gdy się takich bezpośrednich
                kontaktów nie miało

                natomiast nie podzielam Twojego pesymizmu Verdano, że ta wrażliwośc jest nie do
                nadrobienia w dorosłym życiu, uważam, że możliwa jest zmiana postrzegania
                świata, niekoniecznie tylko z pozycji 'dobrej pani'

                zastanawiałm sie jakiś czas temu nad tym do jakiego stopnia 'dobra' szkoła to
                chronienie dziecka przed 'prawdziwym' światem...
                ale jak ktoś teraz zauważył teraz trzepaki są innecrying(
                myślę, że w sztuczny sposób wrócić do egalitaryzmu w edukacji się nie da i chyba
                był on sztuczny w dużych miastach - za moich czasów dzieci z 'dbających' rodzin
                chodziły na dodatkowy angielski i inne zajęcia, oczywiście płatne
                teraz ja zamierzam płacic 'oficjalne' czesne (w szkole społecznej w miarę
                znośne) - za mniej więcej to samo ale w ramach szkoły
                jeśli bym posłała do publicznej - pewnie i tak posłałąbym na języki, jakieś
                kółka zainteresowań
                Verdano, czy naprawdę wierzysz, że córka straganiarki jest w stanie 'z marszu'
                dostać się do Batorego (b. dobre, państwowe liceum warszawkie)? (oczywiście nie
                chodzi mi o jej zdolności intelektualne)
              • minerwamcg Przepraszam, będzie oftopik, ale nie zdzierżyłam! 15.01.06, 23:08
                > I przepraszam -mam dysortografię.

                Przepraszam, będzie oftopik, ale nie zdzierżyłam! Na iluż to ja forach
                internetowych widzę osoby, sadzące byk na byku i tłumaczące się dysortografią.
                A tu do dysortografii przyznaje się dziewczyna, w wypowiedzi której znalazłam
                dwa błędy (Bogu małą literą i "studjują"), zaledwie parę przypadków braku
                ogonka. Przydałoby się tylko poprawić interpunkcję - i wszystko byłoby nie
                tylko ok., ale w najlepszym porządku. A więc - jak się chce, to można! Osoba z
                dysortografią może opublikować w miarę poprawny tekst. Opublikować - bo to w
                jej przypadku równa się napisać i sprawdzić.
            • samboraga Re: znowu o szkole 15.01.06, 22:53
              > I naprawdę, to nie jest tak, ze w szkole publicznej sam "element", a w
              > prywatnych i społecznych - dobrze wychowana młodzież. Oznaczałoby to, że >dobrze
              > wychować dzieci mogą tylko osoby majace pieniądze. To chyba jednak nie jest
              > tak.

              nie jest tak, zgadzam się
              ale nie jest tez tak, że osoby mające pieniądze dobrze wychować dzieci nie potrafią
              i tu, i tam to zależy od konkretnych ludzi
    • mama_kasia Re: znowu o szkole 16.01.06, 10:21
      Mój syn ma najlepszego kolegę. Najlepszy chłopak w klasie
      pod względem nauki, świetny jako przyjaciel, wzorowe zachowanie.
      Ma bardzo ciężką sytuacją rodzinną. Mama sprzątaczka. Pieniędzy mało.
      To wszystko w normalnej podstawówce, z tym że w klasie z "dopłatami".
      Jestem naprawdę zadowolona, że syn trafił na takiego chłopaka.
      Z drugiej strony jest wspomniana przeze mnie podstawówka, katolicka.
      Tam są te 15-osobowe klasy itd. I w tej szkole wiem, że
      są dzieci z różnych środowisk. Wiem, bo z syna klasy przeszła np. dziewczynka
      z uboższej rodziny. Myślę, że może być różnie. Szkoła ta jest elitarna,
      ale z drugiej strony wiem, że pomagają też uboższym, że zajmują się też
      wychowaniem dzieci. Przypuszczam, że jest tam grono nowobogadzkich, ale
      na pewno nie tylko. Jednak nadal waham się, czy posłać tam syna do
      gimazjum. Na szczęście mam jeszcze dwa lata do przemyśleń wink)) Przede
      wszystkim nie mam pojęcia, jaki ten mój syn będzie za dwa lata smile
      • jol5.po Re: znowu o szkole 16.01.06, 13:40
        Kaziu, napiszę z własnego doświadczenia
        w szkole mam obecnie troje dzieci - 6, 4 i 2 klasa. Moje doświadczenia to szkola publiczna (starsza córka), szkoła niepubliczna (trzy lata nauki syna i dwa lata nauki młodszej córki). Obecnie wszystkie dzieci chodzą do wspomnianej szkoły publicznej.
        Moje wnioski. Nie mozna z góry przekreslić podstawówki publicznej ani z góry "faworyzować" szkoły niepublicznej. O ich wartości może zaświadczyć tylko analiza poszczególnych elementów, na poziomie indywidualnym każdej szkoły. Na etapie podstawówki, szczególnie w klasach 1-3, najważniejsza jest osoba bezposrednio stykająca się z dzieckiem czyli pani nauczycielka prowadząca klasę.
        Bardzo fajne mam doświadczenia z panią prowadzącą klasę najstraszej córki (szk. publ) - profesjonalna (podchodzaca do problemów dzieci jako do zadań, a nie jak do ich złej woli), dobrze panująca nad grupą, lubiąca swoją opracę, lubiąca dzieci. W szkole tejże (czyli normalnej publicznej podstawówce), jest świetlica (co prawda tylko do klasy 3) i dosyć duża oferta zajęć dodatkowych: kółka, zajęcia sportowe, nauka gry na instrumentach, są też konsultacje nauczycieli z poszczególnych przedmiotów, na które dziecko może sobie dowolnie chodzić. Jest pedagog (prowadzi zajęcia wyrównawcze dla słabiej radzacych sobie dzieci) i psycholog.
        Szkoła niepubliczna do której uczęszczały moje dzieci była kontynujacja przedszkola. Przedszkole bylo katolickie, prowadzone przez zgromadzenie sióstr zakonnych, którego charyzmat polega przede wszystkim na pracy z dziećmi i młodzieżą. Atmosfera w przedszkolu wspaniała. Dobra, ciepła współpraca z rodzicami, dzieci otoczone zyczliwością, poczucie humoru w kontaktach z nimi. Dla mnie wazna też była oferta wychowawcza - zetknięcie z życzliwymi ludźmi koscioła, nauka religii, promowane wartości. Przedszkole przystąpiło do tworzenia szkoły, dyrektorką miała zostać ta sama osoba co w przedszkolu. Akurat syn szedł do klasy 1. Jeśli chodzi o wybór szkoły dla niego, czegóż chcieć więcej??
        A jednak dzieci już nie chodzą już do owej szkoły. Najpierw o zaletach szkoły - małe klasy, środowisko będące kontynuacją wcześniejszego. Więcej niż w publicznej szkole godzin języka obcego. Oferta zajęć dodatkowych poprównywalna już jednak, a nawet mniejsza niż w publicznej szkole (wiadomo, że świeżo powstała szkoła nie może mieć bardzo dużej oferty), świetlica dla wszystkich dzieci, a nie tylko klas młodszych.
        Dlaczego więc zabraliśmy dzieci. Nie miały nic do tego sprawy pienieżne, aczkolwiek opłat jest sporo - czesne + opłaty za zajęcia dodatkowe i w części języki. Najwazniejszy powód to ten, że jedno z naszych dzieci (młodsza córka) okazało sie mieć trudności w nauce (stwierdzone w poradni pedagogicznej zagrożenie dysleksją). Pod koniec pierwszej klasy, po teście końcowym, który poszedł córce słabo, przeprowadzona została z nami rodzicami dosyć nieprzyjemna rozmowa. Słaba, izoluje się od klasy i jeszcze inne zatrzeżenia. Przez wcześniejsze lata nie bylo pretensji, bo starszy syn miała dosyć dobre wyniki w nauce. Byliśmy także rodzicami dosyć angażującymi sie w życie szkoły, mąż miał udział przy jej powstaniu, prowadził także nieodpłatne kółko zainteresowań. Miałam wrażenie, że szkoła stanowi środowiskom bliskie mi, moje środowisko. Nie miało to jednak znaczenia w momencie przeprowadzenia przez dyrekcję z nami romowy nt córki. Nasza decyzja była więc od razu zabraniu dzieci ze szkoły.
        Przedszkole nie bylo tak znane we Wrocławiu jak obecnie jest szkoła. Tam jest multum ofert, ludzie walą oknami i drzwiami. Myślę (już nie pisząc o innych argumentach, o których wiem, a o których nie czas i miejsce na rozpatrywanie ich wszystkich), że wartością nadrzędną w tej chwili jest dla dyrekcji szkoła, jej wysoki poziom (wiem o kilku innych rozmowach przeprowadzonych ze słabszymi dziećmi z klasy córki).
        Mimo oferty jezykowej, świetlicy nie jest to dobre środowisko dla dzieci słabszych (a takie przecież też mają prawo do nauki), nie ma pedagoga, nie mogłam uzyskać fachowej pomocy i rady co do problemów córki. Młoda siostra (nauczycielka) bardzo stresowała się problemami Malgosi, przelewała nerwy na nią, w efekcie codziena nauka i dla Małgosi i dla mnie była ciężką sprawą. Niepubliczne szkoły muszą dbać o wyniki swoich wychowanków.
        Z moich doświadczeń wynika, ze szkoły publiczne mogą sobie pozwolić na większy luz. Małgosia trafiła na bardzo dobrą nauczycielkę w publicznej szkole. Przez ostatnie pół roku udało jej się wyeliminować u Małgosi starch przed odzywaniem się na zajęciach, zaaklimatyzowała się dobrze w nowej grupie, odrabianie lekcji jest w całkiem innym tonie iż przed rokiem - jest starsza, ale też mimo świadomości o trunościach Małgosia ma zapał do pracy. Wiem, że na równi z innymi dziećmi jest wciągana w pracę na lekcji, brana do tablicy. Stres jaki towarzyszł jej w pierwszej klasie opadł. jest lepiej. Ważna jest też praca pedagoga - prowadzi z Małgosią zajęcia wyrwnawcze. Więc osiągnię zostało coś bardzo ważnego - Małgosia ma sygnał o trudnościach, ale sa one zadaniami do wykonania, nie ma też poczucia od odstawaniu i poczucia byciem gorszą (w poradni pedagogicznej stwierdzono u niej osłabienie poczucia wartości szczególnie na tle nauki)
        To jednostowy przykład, ale dla mnie ważny, bo dotyczył mojego dziecka (i to one ma zdiagnozowne efekty rocznej edukacji w tej a nie innej szkole). No i chyba dobitnie pokazuje, że nie ma łatwych podzialów na, z samego założenia, dobre bo niepubliczne i gorsze bo publiczne szkoły.
    • mamalgosia to ja jeszcze dodam 16.01.06, 13:46
      że jestem bardzo fajną nauczycielką, a zawsze uczyłam w szkołach państwowychsmile
      • pawlinka Re: to ja jeszcze dodam 16.01.06, 14:23
        Mamalgosiu, to jest nas dwie smile))
        • mama_kasia Re: to ja jeszcze dodam 16.01.06, 14:46
          To dobrze, że jesteście smile)) Tylko szkoda, że nie bliżej...
          • pawlinka Re: to ja jeszcze dodam 16.01.06, 14:49
            no, chyba żeby tak stworzyć szkółkę wakacyjną, objazdową? Jeszcze dokoptować
            kilka forumowych nauczycielek, bo chyba nas tutaj trochę jest, co?
    • pawlinka Re: znowu o szkole 16.01.06, 14:53
      Kaziu, jestem zdania, że dziecko zawsze można przenieść. Podobno najlepiej
      znosi takie zmiany po klasie trzeciej.
      Też stoimy już niedługo przed wyborem, trochę się rozglądam...jeszcze nie wiem.
    • glupiakazia Re: znowu o szkole 03.01.07, 14:16
      O, skoro ktoś wyciągnął to dopiszę zakończenie. Zdecydowaliśmy się zostawić ją
      w podstawówce za rogiem. Przeważyły dwa argumenty: 1. postanowiliśmy zaufać
      doświadczeniu zaprzyjaźnionych nauczycielismile-to jest uśmiech w stronę Mamalgosi
      i 2. uznaliśmy, że dobrze będzie, jak się trochę zakorzeni w miejscowości, w
      której mieszkamy.
      • mamalgosia Re: znowu o szkole 03.01.07, 17:09
        A u mnie się zmieniło. Gdybym miała za co, to bym posłała do "lepszej" już
        podstawówki.
        Ale u nas nie ma, więc nie mam się nad czym głowić
        • agnieszka1964 O szkole 03.01.07, 23:36
          Jestem nowym członkiem waszego forum ale chciałam troszkę opowiedzieć o swoich
          doświadczeniach. Mam dwóch już prawie dorosłych synów i trochę nazbierało się w
          moim życiu doświadczenia. Bardzo proszę czuwajcie nad tym co dzieje się w
          szkole. Nie jest to może aż tak istotne czy to szkoła prywatna czy państwowa
          ale jak dziecko będzie się w niej czuło. Mój starszy syn ma 18 lat kończy
          właśnie liceum i całe życie chodził do szkoły państwowej. Jemu zawsze łatwo
          było dostosować do sytacji miał duże wyczucie gdzie jak się zachować aby nie
          zginąć. Młodszy ma lat 16 i po burzliwej przeszłości w szkołach państwowych
          właśnie rozpoczął edukacje w liceum katolickim. Już po 2 tygodniach czuło się
          że się zmienia i z zamkniętego i ciągle niedocenionego dziecka w pewnego siebie
          młodzieńca. Nie jest to związane z tym że dorasta ani z niskim poziomem
          nauczania ale że spotkał ludzi którzy myślą tak jak on i mają podobne poczucie
          wartości. Dzieci które nie mogą zrozumieć że uczciwość i nie uczciwość nie
          zależą od jakiś zasad a tylko od okoliczności w szkole państwowej są tępione i
          dla mnie to jest największe niebezpieczeństwo. Nasze dzieci wcale nie uczą się
          współżyci z ludźmi innymi niż oni, tylko uczą się różnych sposobów oszustwa i
          przetrwania w ekstremalnych warunkach. Wiedza w szkole publicznej to doprawdy
          dodatek.
          Po pierwsze być dobrym to wstyd i jeżeli chcecie aby wasze dzieci się uczyły
          musicie nad tym czuwać
          Po drugie nawet najlepszy uczeń uważa że cel uświęca środki(ci szóstkowi też
          ściągają aby nie mieć kłopotów)
          Po trzecie nauczyciele robią testy które niczego nie sprawdzają poza bezmyślnym
          zapamiętaniem niuansów.
          Po czwarte nauczyciel zazwyczaj nie chce współpracować tylko mieć święty spokój.
          Po piąte każda rzecz którą powiecie nauczycielowi może być użyta przeciwko
          dziecku.
          Jeżeli chcecie aby Wasze dzieci kochały naukę, były dociekliwe, żyły wśród
          ludzi którzy maja takie same wartości - to szkoła prywatna to jest to.
          W szkole prywatnej rodzic też ma większy wpływ na to co dziecku się przekazuje
          może o nim wszystko powiedzieć i razem z nauczycielem będziecie myśleli jak mu
          pomóc. Ze szkoły państwowej dzieci mają wyjść takie same nie za mądre i nie za
          głupie lecz w sam raz. Szóstkowi uczniowie to wcale nie erudyci ale cwaniaczki
          i lizusy. Jak odkryłam to w zeszłym roku to włosy staneły mi na głowie. Moje
          dziecko ma kończyć szkołę bardzo pracuje a tu ocena(z matematyki) za składanie
          oregami ma zaważyć na tym iż nie może mieć piątki. Nie ma znaczenia że
          przeszedł do drugiego etapu Pitagorasa( w niektórych szkołach starcza to na
          szóstkę). Miesiąc przed końcem roku pani grzmi że się nie uczą poza moim synem,
          który ma najlepsze oceny,a po miesiącu on ma dwie oceny niżej od innych
          zaproponowane na koniec. Nic z tego nie rozumiałam więc poszłam zrobić awanturę
          i trochę pomogło ale nie wystarczyło by dostał się tam gdzie marzył. Nie
          wierzcie że teraz szkoła to to samo miejsce do którego chodziliście sami. To
          całkiem inny świat. Jeszcze raz proszę czuwajcie i rozmawiajcie tak łatwo
          przegapić to że dziecko już nie przygląda się innemu światu a jest jego
          częścią. Starszy syn już skończy państwową szkołę ale jak wiele mam z nią
          lęków. Kolegów i koleżanek nie znam. Mój syn mówi nie chciałabyś ich poznać a i
          ja nie chcę się z nimi nigdzie pokazywać. Co to musi być za młodzież? Jak pytam
          a w szkole są papierosy, alkohol, narkotyki? Odpowiada, że oczywiście. Wierzę
          że nie weźmie ale się ciągle lękam. Przez dwa lata był w klasie szykanowany za
          to że się dobrze uczy. Jeżeli macie dzieci w państwowej szkole to przyglądajcie
          się wszystkiemu. Dzieci nie mówią o wielu rzeczach bo się do nich przyzwyczaiły
          a to wcale nie jest dobrze.ja byłam przez 11 lat nauczycielem w szkole do
          której chodzi mój starszy syn i też niczego nie widziałam wydawała mi się
          całkiem dobrą. Pozdrowienia niech Bóg czuwa nad Waszymi dziećmi
          • mama_kasia Re: O szkole 04.01.07, 09:51
            Agnieszko, z Twojej wypowiedzi wyciągam dla siebie tylko jeden
            wniosek - rozmawiać z dziećmi.
            Nie wiem, jak to jest w gimznazjum, czy liceum państwowym.
            Natomiast w naszej państwowej podstawówce nie jest tak, jak
            opisujesz. Zupełnie nie mogę się z tym zgodzić. Nie generalizowałabym.
            To naprawdę zależy od ludzi, którzy w szkole pracują. Szkoła publiczna
            też może być przyjazna, choć z wieloma rzeczami, które tam się dzieją
            nie zgadzam się. Ale rozmawiam o tym.

            Poruszasz jeszcze coś, co jest dla mnie ważne.

            Nasze dzieci wcale nie uczą się
            > współżyci z ludźmi innymi niż oni, tylko uczą się różnych sposobów oszustwa i
            > przetrwania w ekstremalnych warunkach.
            Myślisz, że to zależy od szkoły?
            A nawet jeśliby tak było, to może już na poziomie liceum potrzebna byłaby
            dzieciom taka konfrontacja, próba sił, obrona własnych zasad. Zresztą
            na każdym etapie życia dzieci podejmują jakieś wybory. Naszą rodziców
            rolą jest ich umacniać; pomagać im stawać po dobrej stronie. Pewnie
            w wyselekcjonowanym, mniejszym środowisku szkoły publicznej tych
            wyborów może być mniej (nie wiem na pewno), ale jak nie takie, to są
            inne. Wiem też, że np. w gimnazjum katolickim, o którym ewentualnie
            myślę dla syna, jest bardzo dużo nauki. Nie wyobrażam sobie, aby nawet
            zdolny uczeń był w stanie pracować na wysokich obrotach na wszystkich
            przedmiotach. Tu też potrzebne są wybory, "szkolne cwaniactwo". Coś
            być może trzeba odpuścić.

            "Jeszcze raz proszę czuwajcie i rozmawiajcie tak łatwo
            > przegapić to że dziecko już nie przygląda się innemu światu a jest jego
            > częścią. " - i z tym zgadzam się całkowicie smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka