Dodaj do ulubionych

"niedziela po polsku"

03.04.06, 21:45
właśnie czytam... smutne niewymownie
serwisy.gazeta.pl/df/1,34467,3252037.html
Obserwuj wątek
    • andaba Re: "niedziela po polsku" 03.04.06, 22:41
      Nie ma tu nic o opcji najpopularniejszej w niektórych środowiskach - owszem,
      rano cała rodzina do kościoła, a potem mama na bojki do sąsiadki, ojciec do
      knajpy uchlać się do nieprzytomności, a dzieci większość dnia gonią samopas.
      Gorsze niż supermarket.
      No, ale picie to rozrywka, a zakupy praca...

      Wiem, wsadziłam kij w mrowisko smile
      • mader1 Re: "niedziela po polsku" 03.04.06, 23:02
        zaraz kij w mrowisko... wink)))
        Wiadomo, że niektórzy piją. Nie tylko w Polsce zresztą - gdzie indziej mąż
        schodzi do pubu (czy innego tam) na bilarda z kumplami. A żona to klasycznie
        jak napisałaś.
        Mnie zaskoczyła ta względnie duża ilość osób w kościele smile
        To, że dzieci nie mówią o alkoholu też mnie zaskoczyło. Może jednak czują się w
        obowiązku ukrywać pijaństwo ? Bo gdyby te nieszczęsne zakupy albo telewizja
        zastąpiły ( czasowo wink)) picie - też nie jest tak źle.
        • pawlinka Re: "niedziela po polsku" 03.04.06, 23:11
          Tak, nie mówią gimnazjaliści o piciu, ale o imprezie całonocnej - już tak...
          Nie, Mader, widzisz tutaj tyle dobrego, ja się załamałam, a Ty - "nie jest tak
          źle"...optymistka z Ciebie.
          • matizka Re: "niedziela po polsku" 03.04.06, 23:20
            Hej,

            początek artykułu jest chyba pozytywniejszy. Kościół, mimo wszystko razem, pod
            koniec natomiast okazuje się, że najlepszy dla tych dzieciaków jest wieczór
            jakieś wyjście.

            Mnie się wydaje, ze tam są wypowiedzi dzieciaków w różnym wieku; że są jakieś
            10 latki i trochę starsi i dlatego tak się różnią.

            A swoją drogą zastanowiło mnie to kłocenie się, że mama czepia się jak zawsze,
            ja chyba też czasami tak po babsku czepiam się bez sensu.

            M
          • mader1 Re: "niedziela po polsku" 03.04.06, 23:38
            może tak : nie spodziewam się zbyt wiele, zwłaszcza po artykule o takim
            tytule. Żyję w tym kraju przecież i widzę te tłumy zmierzające z procesjami do
            Centrów Handlowych sad Najbardziej żal mi maluchów, które atakowane różnymi
            bodźcami muszą tam spędzać czas.
            W związku z piciem - myślałam, że więcej dzieciaków będzie mówiło o piciu
            rodziców. Lepiej już, że ten ojciec rozłoży się w swoim domu na tej sofie czy
            tam kanapie niżby miał iść z kumplami na piwo.
            A dzieciaki ? Czy to nie wzruszające, że gimnazjaliści wciąż chcą od rodziców
            zmiany, bliskości ? Chciałaby zagrać w karty, niesamowite...
            To nie chce spotkać się ze swoim " partnerem" i pokochać się z nim, jak
            pisze "Pop- corn" ? Wolałaby zagrać w karty z tatusiem...
            Przeczytam sobie jeszcze raz o tej imprezie.
            • bumblebee1 Re: "niedziela po polsku" 03.04.06, 23:48
              mader1 napisała:
              > W związku z piciem - myślałam, że więcej dzieciaków będzie mówiło o piciu
              > rodziców. Lepiej już, że ten ojciec rozłoży się w swoim domu na tej sofie czy
              > tam kanapie niżby miał iść z kumplami na piwo.


              Może ojciec walący się na kanapę na cały dzień przed telewizorem pije piwo.
              Jedno, drugie, dziesiąte, a dziecko nie wspomina o tym, bo przestało na to
              zwracać uwagę. Dla niektórych "piwo t nie alkohol". W związku z tym, wcale nie
              wiem, czy lepiej.
            • mader1 Re: "niedziela po polsku" 04.04.06, 00:03
              No jest trochę o tym piciu , ale raczej nastolatek :

              Justi (tata pracuje w firmie, mama zajmuje się dzieckiem): - Byłam na zakupach
              w Arkadii od 12 do 16, tylko z tatą. Chodziliśmy po sklepach i zjedliśmy obiad.
              A wcześniej byłam na mszy, bo rodzice mówią, że jak mam siłę imprezować całą
              noc, to muszę mieć siłę na godzinę iść do kościoła.

              do tego nie przywiązywałabym zbytniej wagi. Dzieciaki w tym wieku lubią się
              przechwalać nocnym życiem. Imprezowanie całą noc często oznacza, że mama
              pozwoliła jej nocować u przyjaciółki, z którą całą noc przegadała wink))

              Dominika (mama w urzędzie, tata w serwisie narciarskim): - Byliśmy na koncercie
              w Proximie. Niby post. Rzucaliśmy się na tłum, wcześniej coś wypiliśmy, pary
              się całowały, żartowaliśmy, ja zwymiotowałam.

              Tym bardziej bym się przejęła. Ale ona napisała - "niby post".Raju, wielu niby
              porządnych dorosłych wcale o tym nie myśli... Widać, że nie ma do końca w niej
              zgody na to, co robi. Da sobie radę, jeszcze będziecie z nią stali ramię w
              ramię w kościele smile

              Rybeńka (tata dyrektor, mama dyrektor): - Mama była na zakupach, a wieczorem
              poszła do koleżanki pouczyć się do egzaminów na studiach. Tata pracował na
              komputerze, a później pojechał do pracy. Ja wieczorkiem przeszłam się ze
              znajomymi do pubu. Można wypić piwo, porozmawiać, posłuchać muzyki. Lubię takie
              wypady, przynajmniej nie siedzę w domu i nie słucham, jak starsi się kłócą.

              To i dalszy ciąg brzmią najtragiczniej sad

              Czytając taki artykuł trzeba pamiętać, że ukazuje się w gazecie, która hmmm
              raczej ma nastawienie liberalne do handlu w niedzielę , krytyczne w stosunku do
              (jak to napisała svistak) Polaka = Katolika. Wybrane są " najciekawsze"
              wypowiedzi. Ponadto dzieci są w takim dziwnym wieku : mają do rodziców mnóstwo
              pretensji, potrzebują bliskości rodziców, ale wstydzą się to okazać. Skupiają
              się na swoich odczuciach i problemach - o przy burzy hormonów największy
              problem mają z samymi sobą. Fantazjują. Koleżanka mojej corki, łagodna,
              spokojna, aż nudna dziewczyna z dobrego, kochające ją domu, pisze na blogu, że
              pije do lusta wink))), co jest oczywistym kłamstwem.
    • a_weasley Rzetelność a la Wyborcza 04.04.06, 00:06
      We wstępie - o niedzieli "między kościołem a supermarketem". W tekście - na 130
      dzieci w supermarkecie było 17.
      Bez komentarza.
      • pawlinka Re: Rzetelność a la Wyborcza 04.04.06, 00:18
        Tak, racja. Chyba, że chodzi o to, z kim dzieci tam były: z rodzicami czy z
        kumplami? Chociaż, to i tak wszystko jedno...
      • mader1 Re:))))) b/t 04.04.06, 00:20

      • pawlinka Re: Rzetelność a la Wyborcza 04.04.06, 00:25
        A może... dzieci chodzą czasem codziennie do supermarketu (na wagary), to w
        niedzielę świętująsmile
    • glupiakazia Re: "niedziela po polsku" 04.04.06, 12:59
      Właśnie przeczytałam. Jestem w szoku.
      Ale wcale nie dlatego, ile osób było w supermarkecie, a ile w kościele, ile się
      upiło i imprezowało. Tu bym się skłaniała ku zdaniu Mader, że trochę jest to
      podkoloryzowane, a chodzić w tym wieku do kościoła dzieci raczej nie lubią i
      ten fakt wcale mnie nie ekscytuje.
      Przeraziła mnie natomiast inna rzecz, która się przewinęła jakby trochę
      pominięta: parę osób mówiło, że nie pamięta, kiedy ich rodzina zasiadła razem
      do stołu, inna dziewczyna mówi, że u nich każdy ma telewizor w swoim pokoju.
      Obraz takiej rodziny, w której każdy bierze sobie z garnka jedzenie i idzie je
      jeść przed swoim telewizorem - to mnie naprawdę przeraża.
      Bo można chodzić po sklepach i być w tym czasie bardziej razem niż w domu (nota
      bene dla mnie współczesne supermarkety mają raczej bardziej charakter dawnego
      rynku-deptaka, a nie wyłącznie sklepu, ale to temat na inny wątek), można
      oglądać telewizję i też czuć tą rodzinną wspólnotę. Można grać na komputerze
      razem i też być ze sobą nawzajem. No, ale jak się ze sobą w domu wyłącznie
      mija w kuchni przy nakładaniu z garnka, no to jest rozpaczsad(.
      • aka21 Re: "niedziela po polsku" 04.04.06, 13:24
        Oj, właśnie ta samotność mnie najbardziej uderzyła! Z tych co byli na Mszy Św.
        też większość sama lub z mamą. Każdy robi co chce, jak pojawia się wymiana zdań
        to najczęściej jest kłótnia. I chyba najgorsze jest to, że z nielicznymi
        wyjątkami (dziewczynka która chciała pograć w karty) taka samotność tym
        dzieciom odpowiada. Żyć, by sobie wzajemnie nie przeszkadzaćsad(
      • kulinka3 Re: "niedziela po polsku" 04.04.06, 13:35
        Dokładnie zastanowiło mnie to samo.Brak wspólnego posiłku, pomimo tego,że
        wszyscy są w domu! I bardzo mało wspólnej aktywności.Już nie mówię o sporcie,
        ale o jakimś spacerze i ROZMOWIE!.Każdy żyje trochę z na własnej
        planecie.Brakuje nawet wzmianki,że rodzice ze sobą rozmawiają.
        Niedawno słyszałam opowieść o nastolatkach w Japonii, którym jedzenie podaje się
        pod drzwi, za którymi całymi dniami żyją w wirtualnej rzeczywistości.Zero
        rozmowy z bliskimi.
        Dziewczyny, szczególnie te które macie nastolatki, dorastające dzieciaki, czy
        one naprawdę tak źle czują się z bliskimi, czy naprawdę tak trudno jest się
        dogadać?
        • mader1 nastolatki 04.04.06, 21:21
          my jesteśmy nietypowi, bo jemy razem wink))) Ten brak wspolnych posiłków wziął
          się pewnie najpierw od stołów "jamników" ( oklicznościowych) w pokoleniu moich
          rodziców, poprzez brak stałego miejsca do jedzenia, coraz dłuższych godzin
          pracy i zajęć dodatkowych dla dzieciaków.Dlatego gdzie byśmy się nie
          przeprowadzali w życiu - mamy stół i to coraz większy, bo nawet goście go
          lubią. A osobne telewizory - to już nie będę komentować.
          Co do nastolatkow - to osobny temat. One mają w tym wieku największe kłopoty z
          dogadaniem się z samymi sobą sad
      • pawlinka Re: "niedziela po polsku" 04.04.06, 21:33
        Moja siostra kilka lat temu prowadziła nieco podobne badania i raczej podobne
        wnioski wyszły na koniec: rzeczywiscie je się oddzielnie, rzeczywiście -
        dzieciaki mają swoje telewizory. Pewna znajoma dziewczynka dostała taki swój na
        Komunię...od babci zresztą, ech...
        Inna sprawa mnie tutaj też zastanawia: próba modelowania swojego życia na jakąś
        modłę, wg narzuconych wzorów; wydaje się, że wolny czas to powinno się spędzać
        tak, albo tak, albo najlepiej tak. Przecież każda rodzina to wypracowuje sama. I

        I jeszcze to sprzątanie: mama robi to sama (ale mi się rymło!) Czyli, ma jakąś
        wizję domu, ona, sprząta to swoje pudełeczko, ja idę do kumpli, bo tutaj nie ma
        mojej przestrzeni. i dzieciak zamyka za sobą drzwi.
    • godiva1 Re: "niedziela po polsku" 04.04.06, 18:54
      E tam, zeby zaraz "po polsku"... tak sie dzieje na calym swiecie. Poza tym
      skad oni wzieli te dane? Nie generalizowalabym na podstawie kilkunastu
      swierzen dzieci.
      • nulleczka Re: "niedziela po polsku" 05.04.06, 11:56
        Właśnie, Godiva, to samo sobie pomyślałam...Paskudnie tendencyjny
        artykuł "wyprodukowany" chyba tylko po to, żeby stworzyć kolejny negatywny
        stereotyp Polaka katolika.
    • otryt Re: "niedziela po polsku" 06.04.06, 23:30
      To bardzo ciekawy temat. Szkoda, że nikt nie napisał, jak się temu nie dać? Czy
      kupić drugi komputer, czy tłoczyć się przy jednym?
      • kulinka3 Re: "niedziela po polsku" 06.04.06, 23:37
        otryt napisał:

        > To bardzo ciekawy temat. Szkoda, że nikt nie napisał, jak się temu nie dać?

        To poproszę o przepis.Chętnie poczytam, bo temat rzeczywiście ciekawy.
        • otryt Re: "niedziela po polsku" 07.04.06, 09:48
          Nie mam przepisów. To najtrudniejszy temat rozmów z moją żoną. Jak spędzać czas
          wolny? Od tego zależy w dużym stopniu jedność w rodzinie. Gdy dzieci były małe,
          po prostu wyciągaliśmy je w różne miejsca. Wszędzie chodziliśmy razem. Teraz
          pojawiają się silne tendencje odśrodkowe, tzn każdy ma jakieś pilne powody, aby
          nie być razem. Z drugiej strony trzeba dać czas młodzieży, aby budowali swoje
          indywidualne, osobiste życie. Komputer bywa najatrakcyjniejszą i najtańszą
          rozrywką. Moje dzieci nie grają w głupie gry. Robią naprawdę mądre i wspaniałe
          rzeczy na komputerze. Nie znają jednak umiaru. Trwa ciągła walka o dostęp do
          jednego komputera. Gdyby kupić drugi walka osłabnie, ale ilość czasu spędzonego
          wspólnie zmaleje. Żona chce jedyny nasz komputer wyrzucić, ja uważam że nie da
          się pod prąd. Ale widziałem jak wygląda życie w angielskiej, spokrewnionej z
          nami rodzinie. Rodzina: rodzice i dzieci 15 i 18 lat, zamożna, duży dom. Każdy
          osobno spędza czas w swoim pokoju i przy swoim komputerze. Nie ma obiadów jak u
          nas. Bywa, że domownicy nie spotykają się ze sobą przez kilka dni. Idą czasem
          do lodówki, wrzucają gotowy obiad do mikrofalówki. Podgrzany zanoszą do swojego
          pokoju przed swój komputer i tam jedzą. Coraz więcej ludzi wykonuje telepracę.
          Gospodarz , inżynier, specjalista dużej klasy, jako konsultant pracuje w domu,
          stale pod telefonem i komputerem. Nie ma 8 godzin a potem czas dla rodziny,
          musi być stale dostępny, nawet gdy w nocy dzwonią z innych stref czasowych.
          Gospodyni, nauczycielka, nie ma stałego etatu. Te wciąż się ogranicza. Jest tzw
          nauczycielem od zastępstw. Czeka w domu pod telefonem , w każdej chwili gotowa
          do wyjazdu. Nigdy nie wie, gdzie i kiedy ma pojechać i jakiego przedmiotu
          uczyć. Nie można przewidzieć, gdzie i jaki nauczyciel zachoruje, aby go
          zastąpić. Miasto duże dwumilionowe. Takie rozwiązania są ponoć efektywne z
          punktu widzenia ekonomii. U nas również to reklamują. To tylko kwestia czasu,
          aż będziemy mieli to samo. Mają za to miesiąc wspólnych wakacji gdzieś daleko w
          świecie. Problem jest niezwykle skomplikowany. Jak atrakcyjnie spędzać czas
          mając skromne środki finansowe? Jak przełamywać złe przyzwyczajenia w spędzaniu
          czasu wolnego i te wrodzone i te nabyte w wyniku różnych sytuacji życiowych?
          Proszę, podzielcie się własnymi refleksjami i dobrymi doświadczeniami.smile
          • pawlinka Re: "niedziela po polsku" 07.04.06, 10:04
            Dołączam się do Twojej prośby, bo rzeczywiście w mojej rodzinie ta opcja
            wczesna jest aktualna: zabieramy dzieci ze sobą, ale co potem? na szczęście na
            forum mamy starszych stażem rodziców!
            Na "dzień dzisiejszy" wiem, że nie kupię dzieciom komputera osobnego. Marzy mi
            się pokój do pracy, pokój rodzinny, który używa się do zabawy i prac
            okołodomowych i którego nie sprząta sie, bo przychodza gościesmile Czyli salonik
            to nie może być osobno. Przestrzeń wspólna i osobna...myślę o tym....
            • aka21 Re: "niedziela po polsku" 07.04.06, 10:08
              Pawlinko, piękne masz marzenia! Najbardziej spodobało mi się to:
              pokój rodzinny, który używa się do zabawy i prac
              > okołodomowych i którego nie sprząta sie, bo przychodza gościesmile
              Też bym tak chciała! Póki co musimy sprzątać, bo goście się nie zmieszcząwink
              • pawlinka Re: "niedziela po polsku" 07.04.06, 10:10
                Marzenia rzecz piękna...
                My też musimy sprzątać, bo mieszkanie mamy malutkie. Czasem mi się wydaje, ze
                ja tyko sprzątam...Ale to złudzenie "apteczne"
                • mader1 Re: "niedziela po polsku" 07.04.06, 10:41
                  Na początku nie było łatwo wink , bo my biedaki byliśmy bezdomni (
                  wynajmowaliśmywink A z czasem wypracowaliśmy zasady, które muszą panować, bo
                  dzieci mamy w róznym wieku, mój mąż prowadzi " wolny zawód" w dodatku w sferze
                  finansów i spotkania ma o róznej porze smile)) pełna ameryka smile)))
                  - to, co było najtrudniejsze : jedno z nas musi być ' bardziej w domu". Padło
                  na mnie.
                  - dążyliśmy do tego, by jeden pokój był wspólny. Też dla gości. Wobec tego jest
                  tam ciagły bałagan - zabawki, porozrzucane książki, otwarty komputer, a czasem
                  pielgrzymki z odrabianiem lekcji. Wbrew pozorom sprawia to, że z gośćmi
                  szybko "przełamujemy lody " - bo już wiedzą o nas, co najgorsze i jest
                  spokój smile)))Nikt z domowników nie może się w nim czuć " nie u siebie". W
                  związku z tym jedną sypialnia jest dla dwojga. Ale przyznali, że to lepiej.
                  - stół pełnowymiarowy, do jedzenia w tym właśnie pokoju smile)) a na wsi, gdzie
                  pokój połaczony z kuchnią - na przełomie tychże pomieszczeń.
                  Trudno nauczyć dziecko zachowania przy stole, jak nie ma stołu. Na stole bywają
                  odrabiane lekcje - choć są biurka w pokoju smile)
                  Są malowanki w wycinanki najmłoszego, co zmusza do interakcji, powoduje kłótnie
                  i sprzeczki (" Nie juszaj ! Nie dokońciłem pciecieś ! smile))), ale też pozwala
                  bez plamy na honorze "pomóc" maluchowi.
                  - komputer jeden i właśnie w tym pokoju. Zasada nie zaglądania przez ramię !
                  - czas " zabawy" na komputerze ograniczją rodzice - oczywiście uzasadniają to !
                  - jakiś wspólny posiłek.
                  Wychodzenie później.
                  To tyle, co pamiętam.
                  • mader1 Re: "niedziela po polsku" 07.04.06, 11:53
                    wychodzenie... kiedyś, jak nie było jeszcze małego, było łatwiej wink, bo była
                    różnica 6 lat między dziewczynami. Filmy, przedstawienia, wystawy - spiewają
                    panienki muzykę poważną, więc zakładam, że przynajmniej jedna musi się
                    podciągnąc w dziedzinie kultury wyższej wink))), a kino - jeżeli wychodziliśmy to
                    na jakiś wspólny, raczej wtedy infantylny film. Po pojawieniu się małego
                    musieliśmy się już czasem rozdzielić ( 12 lat między najstarszym a
                    najmlodszym). Spacery do parku wspólnie - jedziemy do jakiegoś
                    atrakcyjniejszego, wystawy ( biedny mały), trochę muzyki ( krótsze koncerty),
                    niektóre filmy.Część czasu spędzamy tylko z najstarszą : teatr, czasem jakiś
                    film ( to ja !), czasem jakaś wyjatkowa wystawa.
                    A... no i wyjeżdżamy na wieś razem - to zbliża smile
                    Najstarsza spędza czas też z koleżankami czy kolegami - ustalamy i zazwyczaj
                    nie zgrzyta.W tamtym roku trochę było bardziej nerwowo - bo znalazła sobie
                    symaptię z domu, w którym wszystko robili oddzielnie i chodzili samopas.Ten
                    chłopak nie miał już takich potrzeb - a właściwie wstydził się ich sad Nauczono
                    go, że jedzenie jest tylko po to, by zaspokoić głód, a nie żeby się spotkać sad
                    Młodsi bardziej muszą się podporządkować - spędzają z kolegami i koleżankami
                    czas wolny od nas wink
                    • verdana Re: "niedziela po polsku" 07.04.06, 13:23
                      Ja przede wszystkim nie pozwoliłam mieć w domu więcej niż jednego telewizora
                      (łatwe, bo i tak nie ma gdzie postawić). Więc oglada się raczej w towarzystwie.
                      Komputery mamy chwilowo cztery (przy czym nie ma mowy o komputerze dla dziecka -
                      - starsze dostały w okolicach matury). No, ale komputer to przede wszystkim do
                      pracy, więc trudno.
                      Jeśli chodzi o spacery, to wyznaję zasadę trudna do zaakceptowania w świetle
                      choćby tego artykułu. W dni powszednie staram się zabierać co pewien czas
                      dzieci indywidualnie (wiek nieistotny), zeby nareszcie pogadać sam na sam.
                      (Dziś bylam z córką na spacerze i bylo bardzo miło). Spacer przed południem w
                      niedzielę jest obowiazkowy o tyle, ze zazwyczaj rodzice (albo jeden z rodziców,
                      bo ja często pracuję) idą i zabierają chętnych. Za wyjątkiem kataklizmów nie ma
                      pozostawania w domu - tzn. dzieci starsze mogą robic co chcą, dzieci małe i
                      niepracujacy rodzice idą (jak starsze nie mają studiów to też często się
                      załapują). A ta zasada nieakceptowalna? Idziemy tak, by wszyscy mieli
                      przyjemność. Może to być supermarket i często, choćby w zimie jest. Może być
                      idiotyczna wyprawa do sklepów. Moze być cokolwiek, niedydaktyczne, w kłębach
                      spalin, tuczące i psujace zęby (zwykle idziemy na ciastko), byle było fajnie.
                      Na przykład okazało sie, ze dzieci nie przepadaja za wyprawami do lasu - niby
                      to i zdrowe i kształcące i ekologiczne - ale nie chcą - to nie idziemy.
                      No i jeszcze jedna rzecz - w niedziele jest wspólne śniadanie i obiad. Nie jest
                      obowiązkowy, gdy młodzież ma wlasne zajecia, może nie przyjść (jak chce być, to
                      obiad przesuwa się na późne godziny wieczorne). Ale - może przez to, że nie
                      zmuszamy - zwykle wszyscy na obiedzie są. Szcsególnie, ze każdy moze raz na
                      cztery tygodnie wybrać, co będzie na obiad.
                      • mader1 Re: "niedziela po polsku" 07.04.06, 13:38
                        i jeszcze... mamy takie zwyczaje... ponieważ średnia jak sama nazwa wskazuje
                        jest pośrodku - między burzą hormonalną najstarszej, a emocjami najmłodszego w
                        poniedziałki mamy basen. Drogę w tę i spowrotem dla siebie, regularnie na
                        karnet - bo wtedy trzeba iść. Nikogo nie zaBieramy smileTo od urodzenia synka.
                        W czwartki najstarsza ma tak zapchany dzień, że przychodzi ok. 20 i nie ma po
                        drodze chwili na oddech. Uwielbia spagetti - ale takie nie torebkowe. I w
                        czwartek co tydzień, jak już dotrze zziajana i pełna wrażeń , jest dla niej
                        spagetti, niezależnie co reszta rodziny o tym myśli smile)))Wie o tym i bardzo ją
                        to cieszy.
                      • otryt Telewizor, komputer i spacer 13.04.06, 01:20
                        Verdano, stosunek do telewizora mam podobny. Kiedyś przez pół roku był zepsuty
                        i było wspaniale. Tyle czasu nagle się zrobiło, na czytanie, rozmowę, prace
                        domowe i spać wcześniej chodziliśmy. Atmosfera spokojniejsza. Kupię chyba drugi
                        komputer, kierujac się Twoim doświadczeniem. Moja żona preferuje wyjścia na
                        spacer gromadą, ja wolę, podobnie jak Ty z każdym dzieckiem osobno. Gdy
                        jesteśmy tylko we dwoje lepszy jest kontakt i głebsza rozmowa.smile
                    • otryt Stół 13.04.06, 01:13
                      Te wyjścia u nas wyglądały bardzo podobnie, gdy dzieci były młodsze. A duży,
                      solidny stół to najważniejszy sprzęt w domu, moim zdaniem. Naszego broniłem
                      wielokrotnie, bo za duży, zawalidroga. Ale to właśnie przy nim koncentruje się
                      życie rodziny. Przy ławie to jakoś nie wychodzi. Dobranoc Madersmile
                  • mama_kasia Re: "niedziela po polsku" 07.04.06, 20:23
                    O, to tak jak u nas - pokój mieszkalny, a że jeszcze połączony
                    z kuchnią, to całe życie w nim się toczy smile - stół dla
                    wszystkich i do wszystkiego (lekcje przy nim nagminnie syn
                    odrabia, choć ma swoje biurko wink, komputer, tapczan (nie wersalka
                    ani sofa tylko tapczan, aby można było sobie wygodnie
                    polegiwać - no tak trochę nietypowo, ale przemyślanie wink, TV, który
                    dwa tygodnie temu się popsuł (ale dzisiaj czekamy na naprawiacza)
                    i ten ciągły bałagan.
                    • mader1 Re: "niedziela po polsku" 07.04.06, 23:32
                      i ten ciągły bałagan.
                      smile))) jakbym u siebie była.
                      telewizor to u nas jest, a jakże... Ale przecież nie w czasie jedzenia... i nie
                      jak ktoś odrabia lekcje... i tak lubimy muzykę, więc nie, jak leci jakaś
                      muzyka... smile w rezultacie żeby zadziałał trzeba a) znaleźć program telewizyjny
                      b) powstrzymać małego przed rzucaniem się z okrzykami na gazetę wroga c)
                      przypomnieć sobie , który to dzień d) odłożyć program, bo to z poprzedniego
                      tygodnia e) jeszcze raz znaleźć - tym razem właściwy f) znaleźć rzecz wartą
                      oglądania g) zareflektować, że nie nadaje się dla 3-latka h) odłożyć program lub
                      g) zauważyć , że właśnie się kończy h) j.w. lub g) zauważyć, że zacznie się za
                      2 godz. h) za dwie godziny " na śmierć zapomnieć" i jeszcze inna wersja g)
                      zauważyć, że jest odpowiedni cudny program lub film h) przekonać rodzinę, że :
                      trzeba wyłączyć muzykę, trzeba wyjść z odrabianiem lekcji do swojego pokoju,
                      trzeba uciszyć się i) po 20 min. oglądania dzwoni wtedy telefon z pilną acz
                      długą sprawą smile)))
    • pawlinka chwila "reraksu :-) 07.04.06, 23:25
      Podczas kolędy rozmowa nie zawsze się klei. Ksiądz zagadał więc do najmłodszego
      w rodzinie Jasia: – A ile masz lat? – Siedem... – A do kościółka chodzisz? –
      Chodzę... – Co niedziela? – Co niedziela... – Z całą rodziną? – Z całą... – A
      do którego? – Do Carrefoura...
    • pawlinka i jeszcze: znak czasu? 07.04.06, 23:28
      Wiesz, że żyjesz w 2006 roku, kiedy:

      1. Niechcący wprowadzasz hasło do mikrofalówki.
      2. Od lat nie układałeś pasjansa prawdziwymi kartami.
      3. Masz 15 numerów telefonów do twojej czteroosobowej rodziny.
      4. Wysyłasz e-maile do osoby przy sąsiednim biurku.
      5. Nie utrzymujesz kontaktu z rodziną i znajomymi, którzy nie mają e-maila.
      6. Po długim dniu pracy odbierasz telefon, mówiąc nazwę firmy.
      7. Kiedy dzwonisz z domu wciskasz najpierw 9 lub 0.
      8. Od czterech lat siedzisz przy tym samym biurku, a pracujesz dla trzeciej z
      kolei firmy.
      10. Dowiadujesz się z wiadomości, że zostałeś zwolniony z pracy.
      11. Zatrzymujesz samochód pod blokiem i dzwonisz z komórki do domu, żeby ktoś
      zszedł i pomógł ci wypakować zakupy.
      12. Wstajesz rano i „wchodzisz” na Internet, zanim wypijesz kawę.
      13. Czytasz to i się zaśmiewasz.
      14. Nawet gorzej: wiesz już dokładnie, komu to prześlesz.
      15. Jesteś zbyt zajęty, by zauważyć, że nie było punktu 9.
      • mader1 Re: i jeszcze: znak czasu? 07.04.06, 23:37
        smile))) Pawlinko smile))) co Ci tak wesoło smile)))
        Ja bym dodała jeszcze, że jedziesz do znajomych i dzwonisz spod domofonu
        komórką ustalając numer mieszkania.
        • pawlinka Re: i jeszcze: znak czasu? 07.04.06, 23:42
          porządkuję i odkurzam nasze książki ("a po co wam tyle książek? byście coś
          lepiej kupili sobie do jedzenia" - to ulubiony tekst prababci moich dzieci)
          Tę część porządków lubię najbardziej, to mi wesołosmile
          • mader1 Re: i jeszcze: znak czasu? 07.04.06, 23:58
            "i kurzom się , kochana, kurzom bez przerwy wink tylko we łbie se mieszajom tymi
            książkami"
            A na telewizorku to i kwiatki i portrecik dziecka mozna postawić ...wink)))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka