Dodaj do ulubionych

do mam wiercipięt i niegrzeczniaków

22.04.06, 21:02
Mam pytanie do mam dzieci, które nie były w stanie wytrzymac w kosciele na
Mszy świętej.Czy dziecko samo dojrzało, czy robiły cos w tym kierunku, żeby
było lepiej? A może nie poprawiło sie?
U mnie jest tak: mój 4 latek od roku chodzi na Msze św. regularnie co tydzień.
(wczesniej sporadycznie). Sam chce chodzić, lubi byc w kosciele, ale spokojne
zachowanie go przerasta. Chodzimy tylko do kościołów, w których sa takie
specjalne pomieszczenia dla rodziców z dziećmi.
Wydaje mi sie, ze niewielka poprawa już jest : kiedyś wrzeszczał, śpiewał,
hałasował autkami itp. Obecnie zdarza się, ze sobie usiądzie i poczyta
mszalik, ale to sa tylko chwile. Poza tym musi cały czas łazić, czasem gada,
autko tez musi byc.
Dodam, że niektóre momenty Mszy św rozumie - na Przeistoczeniu zawsze się
uspakaja, odśpiewywuje Ojcze Nasz (oczywiście chodząc przy tym), znak pokoju,
błogosławieństwo.
Jakie mi dajecie nadzieje?
A moze jakies rady?
Obserwuj wątek
    • pawlinka Re: do mam wiercipięt i niegrzeczniaków 22.04.06, 21:39
      córeczka jest takim zwierconym i śpiewającym chrześcijaninem. Synek od
      początku był "grzeczny", czekał na koniec dość cierpliwie, żeby sobie podzwonić
      dzwonkami. Przy siostrze trochę się zbisurmanił, jej wolno, to dlaczego jemu
      nie? Ale tylko raz byliśmy w kościele z wydzielonym miejscem dla dzieci.
      Przechodziły w towarzystwie innych samych siebie. CZęśc tego pomieszczenia była
      oszklona i zrobiły księdzu "glonojada"
      Przyznam, ze córeczce tłumaczymy, tłumaczymy i tłumaczymy. Stoimy blisko
      ołtarza i mówimy co się dzieje. Ciężka praca, ale pomaga.
    • mamalgosia Re: do mam wiercipięt i niegrzeczniaków 23.04.06, 21:15
      wszytskie mamy maja grzeczne dzieci? No to chyba przyjdzie mi zwariowaćsad
      • pawlinka Re: do mam wiercipięt i niegrzeczniaków 23.04.06, 21:33
        co to znaczy - grzeczne?wink
      • mary_ann Re: do mam wiercipięt i niegrzeczniaków 23.04.06, 22:16
        mamalgosia napisała:

        > wszytskie mamy maja grzeczne dzieci? No to chyba przyjdzie mi zwariowaćsad

        Do wczoraj myślałam, że ja mam grzeczne. Ale dziś młodsza (4 lata 9 mies) dała
        mi w czasie Mszy tak w kość, że.... ech... Recept na razie nie mam żadnychsmile
      • samboraga Re: do mam wiercipięt i niegrzeczniaków 23.04.06, 22:39
        > wszytskie mamy maja grzeczne dzieci?

        czasami bym chciała, aby moje dziecko było bardziej 'niegrzeczne', żywiołowewink
        może drugie będzie takiewink)
        • samboraga Re: do mam wiercipięt i niegrzeczniaków 23.04.07, 10:57
          > czasami bym chciała, aby moje dziecko było bardziej 'niegrzeczne', żywiołowewink
          > może drugie będzie takiewink)

          no, proszę...rok temu sobie wykrakałam...JEST niegrzeczne i żywiołowe - to młodsze
          • mader1 Re: do mam wiercipięt i niegrzeczniaków 24.04.07, 21:37
            no właśnie. Ty masz jakiś talent do krakania smile))) Pamiętasz, jak napisałaś w
            jednym ze swoich rozważań, że za kulturalnie i za grzecznie i za spokojnie na
            forum ? A niedługo potem wybuchła dyskusja o aborcji w szczególnych przypadkach.
            • samboraga Re: do mam wiercipięt i niegrzeczniaków 25.04.07, 10:21
              > no właśnie. Ty masz jakiś talent do krakania smile))) Pamiętasz, jak napisałaś w
              > jednym ze swoich rozważań, że za kulturalnie i za grzecznie i za spokojnie na
              > forum ? A niedługo potem wybuchła dyskusja o aborcji w szczególnych przypadkach

              no ładnie, tego nie pamiętałam...musisz częściej przyszpilać moje posty - ku
              rozwadze, mojejsmile
    • audita Re: do mam wiercipięt i niegrzeczniaków 23.04.06, 21:59
      Mój prawie-czterolatek też tak zaczął mieć od paru miesięcy, odkąd na mszy dla
      przedszkolaków poczuł się "u siebie". Ostatnio musiałam interweniować, kiedy
      usiłował wturlać się pod ołtarz... Mam wrażenie, że dodatkowo nakręca go
      towarzystwo innych dzieci - kiedy chodzimy na mszę dla dorosłych, zachowuje się
      stateczniej smile Pocieszam się, że z czasem będzie lepiej, bo moja siedmiolatka
      była w jego wieku podobnie nadaktywna (najgorzej wspominam okres, kiedy oboje
      krążyli po kaplicy, każdy w swoim kierunku - jedno na nogach, drugie na
      czworakach...).
      • mamalgosia Re: do mam wiercipięt i niegrzeczniaków 24.04.06, 10:24
        no więc neistety u nas nie ma takich specjalnych Mszy dla dzieci. jest niby
        jakaś dzięcięca, ale polega to tylko na tym, że przed Mszą ksiądz śpiewa z
        dziećmi, a potem już zupełnie nic. Homilia ta sama, w ogóle wszystko. Szkoda
    • ruda_kasia Re: do mam wiercipięt i niegrzeczniaków 24.04.06, 08:40
      Baśka ma 6 lat od jakichś 3 jest absolutnie grzeczna w kościele, no może nawet
      3 i pół. Chodziliśmy z nią regularnie do kościoła odkąd skończyła rok.
      Jej młodsza siostra obecnie 14 miesięcy całą mszę musi chodzić po kościele
      (więc wybieramy duże kościoły, na szczęście w KRakowie wybór duży wink)czasem
      przekkrzykuje księdza, ale do wytrzymania
      • a_weasley Re: do mam wiercipięt i niegrzeczniaków 30.04.07, 17:05
        ruda_kasia napisała:

        > czasem przekkrzykuje księdza, ale do wytrzymania

        Dla kogo? Dla Ciebie może. Ale pamiętaj, pisałem to sto razy i napiszę pewnie
        jeszcze dwieście, że dzieci dzielą się na swoje i nieznośne.
        Mnie jest naprawdę sześć dwadzieścia, czy nabożeństwo zakłóca dziecko czy pijak.
        • minerwamcg Re: do mam wiercipięt i niegrzeczniaków 30.04.07, 18:12
          No, niekoniecznie. Pijaka możesz "za pirze i na powietrze świże", i jeszcze Cię
          pochwalą - a żeby uciszyć przeszkadzające dziecko najczęściej musisz stoczyć
          walkę z jego matką, a reszta kościoła patrzy na Ciebie jak na mordercę
          niewiniątek.
          • a_weasley Re: do mam wiercipięt i niegrzeczniaków 30.04.07, 18:29
            minerwamcg napisała:

            > No, niekoniecznie. Pijaka możesz "za pirze i na powietrze świże",

            Jakoż też zdarzało mi się takie akcje uskuteczniać. A takoż pamiętam, jak ksiądz
            na pasterce zaapelował o takową, co też mój ojciec i jeszcze jakiś nieznany mi
            dżentelmen wykonali.

            >a żeby uciszyć przeszkadzające dziecko najczęściej musisz stoczyć
            > walkę z jego matką, a reszta kościoła patrzy na Ciebie jak na mordercę
            > niewiniątek.

            A zwróci ksiądz uwagę z ambony, to się potem na niego wyżalają na forum
            (mieliśmy tu taki przypadek), a przy odrobinie pecha na łamach (red. Lis onego
            czasu we Wproście bardzo sie oburzał).
    • kasia_ol1 Re: do mam wiercipięt i niegrzeczniaków 24.04.06, 09:35
      Mamałgosiu, jak dobrze Cię rozumiem. sama mam dwóch chłopców, którzy minuty nie
      usiedzą w miejscu, nawet w kościele wink
      tyle, że ja straciłam obiektywizm od czasu, gdy zostałam wyproszona z mszy
      wielkanocnej w gościnnym kościele z kilkumiesięcznym malcem, który nie płakał,
      nie krzyczał, a jedynie trzymał w rączkach gryzaczek sad po mszy poszlismy z
      mężem do zakrystii, żeby dowiedzieć się czym motywował sie ów ksiądz, by
      wyprosić rodziców z małymi dziećmi (niektórzy urażeni poszli do domu). otóż temu
      księdzu chodziło o komfort głoszenia kazania i atmosferę skupienia dla
      pozostałych wiernych. "matki z dziećmi do szóstego (siódmego ???) roku życia nie
      mają obowiazku uczestniczenia we mszy św." i w związku z tym - wg tego kapłana
      miałam z małym siedzieć w domu. zostaliśmy wyzwani od "rodziców z małpim
      rozumem" i jeszcze parę innych tekstów poleciało. przykre to było, tym bardziej,
      ze w takie piękne święta i jeszcze w kosciele p.w. Bozego Miłosierdzia crying
      nie wiem do jakiego stopnia mogę pozwolić moim chłopcom na "swobodne"
      przeżywanie eucharystii.
      zdarzyła mi się też taka sytuacja, że starszy synek przez pół mszy siedział na
      kolanach, a drugie pół trochę się kręcił wokół naszych miejsc, tzn. wstawał z
      kolan, raz stał koło taty, raz koło mamy - generalnie nie odchodził od nas, nie
      biegał po kościele, nie gadał. po mszy pochwaliliśmy go, ze był grzeczny, ładnie
      wytrzymał do końca mszy, na co jakaś "baba" wtrąciła się : "grzeczny?"
      przeszkadzało jej, ze kołkiem nie siedział (nie miał wtedy nawet trzech lat).

      co raz częściej odnoszę wrażenie, że dzieci przeszkadzają ludziom w kościele.
      pytałam teściowej i mojej babci jak to było kiedyś, jaka ja byłam w kosciele.
      dowiedziałam się, że z małymi dziećmi nie chodzili na mszę. rodzice wymieniali
      się w opiece nad dziećmi. ale my chcemy chodzić razem, chcemy sobie nawzajem
      przekazywać znak pokoju i razem wołać do Boga w naszych intencjach, razem
      dziękować. to jest nasz ideał niedzielnego/świątecznego bycia razem. szkoda, że
      przy okazji jest tyle niepotrzebnych dylematów...

      • mamalgosia Re: do mam wiercipięt i niegrzeczniaków 24.04.06, 10:28
        Są dwie strony medalu. Nie ukrywam, że sama nie chciałąbym, aby obok mnie
        siedziało czyjeś dziecko (nie mam na myśli kaplicy dla dzieci) i wrzeszczało.
        Staram się wiec, aby moje nie przeszkadzało innym. Tylko że sytuacja jest
        patowa. Są kościoły, w których takich pomieszczeń dla wrzaskulów nie ma. Wtedy
        tam po prostu nie chodze, ale szkoda mi. Obowiązku nie ma - ale w
        chrześcijaństwie chyba nie chodzi tylko o wypełnianie obowiązków, prawda?
        Jeżeli chcę aby dziecko chodziło do kościoła, ono chce chodzić, to mu
        zabraniać? Powiedzieć: Jak zgrzeczniejesz to pójdziesz? Bo Pan Jezus kocha
        tylko grzeczne i ciche dzieci?
        Rozumiem, ż eksiądz nie chce mówić homilii we wrzasku, ale przecież wrzasku nie
        było, prawda? Porozmawiałabym z nim, nie zostawiłabym tego w ten sposób. Nigdy
        nie spotkałąm sie z taką postawą księdza
        • kasia_ol1 Re: do mam wiercipięt i niegrzeczniaków 24.04.06, 10:59
          wrzasku rzeczywiście nie było, a my - jak juz pisałam - poszliśmy porozmawiać z
          księdzem, ale skończyło się na wyzwiskach z jego strony. byłam w szoku, bo
          zupełnie inaczej odbierałam tego kapłana przez pryzmat jego słow z ambony, jego
          kazań, a w rozmowie bezpośredniej okazał się - przepraszam za wyrażenie - po
          prostu chamem, ale tego mu nie powiedziałam, nie chciałam go obrażać, tak jak on
          to robił wobec mnie i męża.
      • a_weasley Re: do mam wiercipięt i niegrzeczniaków 30.04.07, 18:46
        kasia_ol1 napisała:

        > co raz częściej odnoszę wrażenie, że dzieci przeszkadzają ludziom w kościele.

        Dokładnie tak jest, a przynajmniej tak bywa.

        > pytałam teściowej i mojej babci jak to było kiedyś, jaka ja byłam w kosciele.
        > dowiedziałam się, że z małymi dziećmi nie chodzili na mszę. rodzice wymieniali
        > się w opiece nad dziećmi.

        Toż samo moi rodzice praktykowali.

        > ale my chcemy chodzić razem, chcemy sobie nawzajem
        > przekazywać znak pokoju i razem wołać do Boga w naszych intencjach, razem
        > dziękować. to jest nasz ideał niedzielnego/świątecznego bycia razem.

        Problem polega na tym, że to koliduje z ideałem przeżycia niedzielnego
        nabożeństwa, jaki mają inni.
        Jeżeli Wasze dzieci są - jak wnoszę z Twojej notki - za małe, żeby uczestniczyć
        w nabożeństwie, a Wy chcecie uczestniczyć razem, to macie dwie możliwości:
        znaleźć kogoś, kto się nimi zajmie (kogo? - a to jest Wasz problem), albo
        zrezygnować na razie z uczestniczenia razem.
    • isma Wybijokno ujarzmione 24.04.06, 09:35
      No wiec my mamy dziecko dziwne. Albowiem dziecko nasze z jednej strony jest
      straszliwym wybijoknem (zwlaszcza, jesli porownac z jego mamusia, ktora
      dzieckiem bedac siadala grzecznie z ksiazka w kaciku i przez pol dnia ani jej
      widu, ani slychu - dziadkowie przebolec nie moga tej roznicy), na placu zabaw
      albo w domu wszedzie go pelno, na wszystko wlezie, wszystko sciagnie, wszedzie
      zajrzy - a w kosciele (oraz z wizyta u osob trzecich) zachowuje sie w miare
      correct.

      W kosciele trzeba ja troche suflowac, tj. byc w pogotowiu z odpowiedziami na
      pytania "a po co", "a do czego", "a kiedy" - bo jak sie nie odpowie od razu,
      albo niesatysfakcjonujaco, to zachowuje sie gorzej, niz Kazia Szczuka w
      wiadomym teleturnieju. Muzyke lubi, wiec musza byc organy. No i na kazanie
      trzeba sie z nia udac do jakiejs bocznej nawy, bo jednak duzej dawki mowy
      niewiazanej nie jest w stanie zdzierzyc. Troche lazi - szczegolnie, jak sie cos
      dziej przy oltarzu, nie gada (wyjawszy wzmianowane wyzej pytania, ale na
      temat). Z zapalem spiewa "Ojcze nasz", z obowiazkowym amen na koncu wink))

      Zabieramy ja do kosciola od zawsze, z przerwa na sezon zimowy, bo sie jednak
      staramy ja od kaslaczy i kichaczy izolowac.
    • mmk9 Dojrzeje, dojrzeje 24.04.06, 09:44
      Już z czwartym to przerabiam. Róznie bywalo. Te ponizej 7 lat chodziły "w
      kratkę", na szczęście mamy babcię w domu. Mszy dla dzieci nie mamy ,wiecie, że
      faktycznie ta swobodniejsza atmosfera moze utrudniać nauczenie spokojnego
      zachowania. Kręcily się, gadały, jedna się kiedyś prawie calkiem rozebrala.
      Starszy chlopiec na szczeście przeważnie w czasie kazania zasypiał, ale zanim
      zasnął np caly czas mnie calował...Teraz bardzo nie lubi jak zabieram
      mlodszego, wstydzi się, ze ten trochę gada. Wsumie jest coraz lepiej i bardzo
      niewiele Mszy spędziliśmy pod kościolem, choć i tak bywało. Z tym, ze gadający
      pięciolatek jeździ do kościola co 2,3 niedzielę.
    • justyna.ada Re: do mam wiercipięt i niegrzeczniaków 24.04.06, 09:44
      Nie wszystkie mamy mają grzeczne dzieci... wink
      Ja tam czuję się czasem jak napiętnowana wśród innych rodzin w duszpasterstwie
      na mszy rodzinnej. Chociaż zasadniczo małym dzieciom wolno tam się przechadzać
      po kościele i wiadomo że "usta niemowląt śpiewają chwałę Panu Bogu" to nie ma
      też przyzwolenia społecznego na hałasujące dzieci i robiące co im się podoba
      gdy rodzice stoją i nie zwracają uwagi. No i my z naszą czterolatką mamy trochę
      roboty... Gania od taty do mamy (bo mama śpiewa w zespole a tata stoi trochę
      dalej bo nie śpiewa). Jak mama śpiewa psalm, to przybiega w trakcie i staje
      koło mnie żeby ją wziąć na rączki. Albo rozkłada się na schodach prezbiterium
      ścieląc sobie części garderoby, albo skacze z tychże schodów. No i raz mama raz
      tata, musi ją pacyfikować co i rusz, tłumaczyć i czasem sztorcować. A ona się
      obraża wink Czasem tylko szybkie wyjście do zakrystii i krótka żołnierska
      rozmowa pomaga.
      Ale idzie ku lepszemu, bo coraz więcej rozumie.
      A Senior trzecioklasista też się wiercił i po prostu trzeba się było z nim
      użerać a do 4 roku to nie sposób było z nim wytrzymac na normalnej mszy (i
      znaleźliśmy rodzinne, gdzie stał blisko ołtarza i więcej się działo to było
      lepiej)
      Ale na I Komunii zachowywał się super. I na długich nabożeństwach Triduum, też.
      Lepiej niż na coniedzielnej mszy...

      A jak obserwuję dzieci znajomych które przez całą mszę nie zmieniają miejsca
      gdzie stoją, recytują modlitwy itp... to też mi się wydaje że te moje takie
      niegrzeczne.

      Konkluzja: nadzieja jest.smile)))))))
      • mamalgosia Re: do mam wiercipięt i niegrzeczniaków 24.04.06, 10:33
        justyna.ada napisała:

        > wiadomo że "usta niemowląt śpiewają chwałę Panu Bogu"
        Tak, ale mój to już nie niemowlę, tylko mowlę jak najbardziejsmile

        to nie ma
        > też przyzwolenia społecznego na hałasujące dzieci i robiące co im się podoba
        > gdy rodzice stoją i nie zwracają uwagi.

        Ale ja zwracam uwagę. Tylko, że to nic nie daje

        >> Konkluzja: nadzieja jest.smile)))))))

        Oby!!!

        Synek mojej kolezanki - równolatek mojego - własnie w tym roku uczestniczył
        (Spokojnie i sensoweni) w całym Triduum. Załamało mnie to
    • rycerzowa Re: do mam wiercipięt i niegrzeczniaków 24.04.06, 10:58
      Niedawno w kościele za granicą widziałam, ze dzieci dostają kredki i "święte"
      obrazki do kolorowania.Kolorują, rysują, czasem robią z tego samoloty. Łażą po
      kościele i nikomu to nie przeszkadza .

      My mieliśmy problem z trójką dzieci.
      Gdy były całkiem małe,próbowaliśmy zabierać je na msze dla dzieci, pozostając na
      zewnątrz kościoła, albo wchodząc z wózeczkiem do przedsionka. Ale ganiały,
      uciekały każde w inną stronę .
      Gdy dowiedziałam się, że znajome młode małżeństwo, widząc nas, postanowiło
      zrezygnowac "na razie " z dziecka, daliśmy sobie spokój wink.

      Gdy najmłodsze osiagnęło wiek przedszkolny przyszedł znów czas na próbę z mszą
      dla dzieci. Niby były ciche , ale - wierciły się, rozglądały, poszturchiwały i
      tak dalej.
      Ale synek zapisał się do ministrantów, o czym marzył. Mimo naszych obaw, okazało
      się, że przy ołtarzu jest bardzo spokojny i grzeczny, gdyż miał tam zajęcie i
      czuł się potrzebny.
      Wtedy zaproponowaliśmy dziewuszkom zapisanie się do chórku. Maleńkie były, ale
      śpiewały ładnie i czysto, więc je przyjęto.

      Zatem dzieci, które nie były w stanie usiedzieć na mszy świetej, były w stanie
      spokojnie stać prawie godzinę.
      Do "wysłuchania" mszy nie były jeszcze dojrzałe, ale do uczestnictwa jak
      najbardziej.

      Gdy teraz zdarza mi się zabrać jakieś dziecko z rodziny do kościoła, to
      pamietam o tym, by:
      - to było jedno i tylko jedno dziecko,
      - wyjaśniać mu, co się dzieje przy ołtarzu,
      - zachęcać go do śpiewu, pokazując tekst w modlitewniku (nawet gdy nie umie
      czytać),
      - na czas kazania, gdy trzeba, wyjść z kościoła,
      - zwracać uwagę na obrazy i rzeźby, niech dziecko nauczy się patrzeć, zwracać
      uwagę na szczególy,
      - trochę wziąć na ręce, trochę posadzić, trochę niech postoi - dzieciom
      potrzebne są zmiany.

      Myślę, że kiedyś dam sobie radę z wnukami. Bo juz trochę "zmądrzałam" od czasu,
      gdy byłam młoda mamą,wystroiłam swoje pociechy, posadziłam rzędem w pierwszej
      ławce przed ołtarzem i oczekiwałam, że dadzą się podziwiać, że niby takie
      dobrze ułożone...

      • mamalgosia Re: do mam wiercipięt i niegrzeczniaków 24.04.06, 14:38
        bardzo dziękuję za tego posta, popróbuję
    • tres_ka Re: do mam wiercipięt i niegrzeczniaków 24.04.06, 15:04
      My mamy to szczęscie, że jest w naszym kościele msza dla małych dzieci. Dzieci mogą czuć się swobodnie, a rodzice nie stresować ich zachowaniem. Mimo to, ksiądz czasem ledwo wytrzymuje wink)). Ale to głównie wina rodziców, którzy pozwlają dzieciom na wszystko. Msza jest krótsza, kazanie specjalne dla dzieci, pieśni też. Czasem atrakcje typu cukierki, Mikołaj itp.

      Ale do rzeczy... Mój prawie 4-latek też nie bardzo w kościele potrafi się zachować. Gania, robi różne rzeczy, które mnie denerwują wink. Nieraz całą mszę latam za nim, nieraz jest lepiej. Liczę na to, że wyrośnie z tego. Starszy synek był spokojniejszy. Też miał okres "buntu", ale przeszło mu jak zaczął chodzić na religię, poznał piosenki, zaznajomił się z dziećmi. Potem jakoś bardziej uczestniczył we mszy. Było to w wieku 5 lat.

      Co do Twojej koleżanki, to nie przejmuj się. Myślę, że większość dzieci nie wytrzymałaby na Triduum. To dziecko musi być wyjątkowo grzeczne i spokojne. Ale większość dzieci w tym wieku to właśnie takie wiercipięty jak nasze wink.
    • jusiadyk Re: do mam wiercipięt i niegrzeczniaków 24.04.07, 23:52
      Dla mnie też cotygodniowa msza z dzieckiem (3lata) to mordęga i stres,
      zwłaszcza, że chodze do kościoła z synkiem sama bez męża-ateisty. Ale do rzeczy:
      jak czytam Wasze wypowiedzi to nasuwa mi sie konkluzja wiekowa: dzieciom w
      miarę ta kościółkowa nadaktywność w nie tę stronę przechodzi koło 5 roku życia.
      No to nadzieja faktycznie jest!
      • zuzanna56 Re: do mam wiercipięt i niegrzeczniaków 27.04.07, 13:40
        Moje dzieci teraz mają 10 i 6 lat i potrafią normalnie i spokojnie zachować się
        w kościele. Kiedy były młodsze, oczywiście wierciły się i lubiły chodzić po
        kościele. Odkąd pamiętam, zawsze razem chodziliśmy do kościoła, nieważne czy
        miały kilka miesięcy, rok czy dwa lata. Wybieraliśmy Msze Św. dla dzieci. Nie
        było takich co prawda w naszej parafii ale co tydzień byliśmy w innym kościele
        w Trójmieście. W końcu wybraliśmy kościół w Oliwie, koło Katedry. Teraz już tam
        nie chodzimy, bo dzieci już z tej Mszy dla przedszkolaków wyrosły ale teraz są
        wspaniałe Msze w naszej parafii.
    • a_weasley Wszystko ma swoją porę 28.04.07, 15:09
      Wprawdzie mamą nie jestem, a próba zostania tatą skończyła się niepowodzeniem,
      natomiast sam byłem dzieckiem stwarzającym taki problem.
      Poza tym problem mnie dotyczy i tak, bo oprócz mam i ich jakże kochanych dzieci
      w kościele na ogół jest - czego niekiedy rodzice zdają się nie zauważać -
      jeszcze parę osób.

      mamalgosia napisała:

      > Mam pytanie do mam dzieci, które nie były w stanie wytrzymac w kosciele na
      > Mszy świętej.Czy dziecko samo dojrzało, czy robiły cos w tym kierunku, żeby
      > było lepiej? A może nie poprawiło sie?

      Ja dojrzałem. Po stwierdzeniu, że czteroletni Artur się nie nadaje, rodzice
      poczekali rok - od czasu do czasu zachodząc z dzieckiem do kościoła, kiedy
      akurat żadne nabożeństwo się nie odbywało - i spróbowali jeszcze raz. Tym razem
      był już odpowiedni czas.

      > Wydaje mi sie, ze niewielka poprawa już jest : kiedyś wrzeszczał, śpiewał,
      > hałasował autkami itp. Obecnie zdarza się, ze sobie usiądzie i poczyta
      > mszalik, ale to sa tylko chwile. Poza tym musi cały czas łazić, czasem gada,
      > autko tez musi byc.

      Krótko mówiąc dziecko jeszcze nie jest na tym etapie, żeby z nim chodzić na
      msze, i należy poczekać. Jeżeli nie ze względu na Głównego Bohatera, to przez
      wzgląd na innych wiernych. O pójściu z dzieckiem, które się tak zachowuje, do
      teatru nikt by nawet nie pomyślał, a tu przecież coś więcej niż teatr.
      • a_weasley P.S. Wszystko ma swoją porę 28.04.07, 15:14
        a_weasley napisał, ale powodowany ostrożnością doprecyzowuje:

        > Ja dojrzałem. Po stwierdzeniu, że czteroletni Artur się nie nadaje, rodzice
        > poczekali rok -

        Kościołów z akwarium jeszcze wtedy nie wynaleziono.

        > Krótko mówiąc dziecko jeszcze nie jest na tym etapie, żeby z nim chodzić na
        > msze, i należy poczekać. Jeżeli nie ze względu na Głównego Bohatera, to przez
        > wzgląd na innych wiernych.

        Akwarium jest szczególnym przypadkiem owego czekania, oczywiście.
        Ostatni mam zresztą mieszane uczuciao na temat akwariów. Jest to na pewno
        ułatwienie dla rodziców, natomiast czy dla dziecka nie byłoby lepiej, żeby do
        czasu nie chodziło na msze wcale, a jak już zacznie chodzić, to od razu żeby
        było na kościele. Żeby kościół był kościołem, a plac zabaw placem zabaw.
        • minerwamcg Re: P.S. Wszystko ma swoją porę 28.04.07, 16:40
          Nie przesadzaj z tym placem zabaw. Nie widziałam jeszcze kościoła z
          piaskownicą.
          • a_weasley Re: P.S. Wszystko ma swoją porę 28.04.07, 17:48
            minerwamcg napisała:

            > Nie przesadzaj z tym placem zabaw. Nie widziałam jeszcze kościoła z
            > piaskownicą.

            Miałem na myśli plac zabaw w znaczeniu funkcjonalnym, czyli wydzielone miejsce,
            gdzie są inne dzieci, z którymi można się bawić (w porywach również zabawki i
            pani do opieki).
            • minerwamcg Re: P.S. Wszystko ma swoją porę 29.04.07, 01:14
              Kościołów z panią do opieki jest niewiele - a jeśli już (opowiadałeś o
              Chrystusowcach), to odbywa się to w zupełnie innej sali, z dala od nabożeństwa.
              Problem myślę że leży także w tym, jak różne są kościoły i nabożeństwa naszych
              wyznań. Ja tam bym chciała, żeby mały Janek popatrzył sobie na obrazy i figury,
              rozpoznał Pana Jezusa, Matkę Bożą, anioła, posłuchał organów i śpiewających
              ludzi - po prostu trochę "nasiąkł" atmosferą. Wtedy, paradoksalnie, będzie mu w
              protestanckim kościele łatwiej też - kiedy będzie już na tyle duży, żeby
              zrozumieć coś z czytań i kazania.
              Póki kazania nie rozumie, niech sobie siedzi na dywanie w specjalnie
              wydzielonej kaplicy i się bawi - a gdy przyjdzie pora Przeistoczenia uklęknie,
              poinstruowany szeptem, że dzieje się coś bardzo ważnego.
              Zakładając, że będzie dzieckiem, które potrafi się bawić po cichu. Jeżeli nie,
              trudno, trzeba będzie chodzić do kościoła z nastawieniem, że w razie potrzeby
              jedno z nas z maluchem wyjdzie.
              <o, właśnie odezwał się Weasley, czytając mi przez ramię, i dodałsuspicious
              Inaczej w sposób niejawny będziemy się przyczyniać do gloryfikowania Heroda...
        • mamalgosia weasley 29.04.07, 09:37
          tak to czytam i czytam i ... chyba masz rację.
          Ale widzę to z perspektywy czasu. Na razie nadal jesteśmy na etapie
          niegrzecznego zachowania w kościele (to znaczy Syn, bo ja staram się być
          grzecznasmile ), natomiast tak coś w środku mówi mi, że to Ty masz rację. Ale
          wszystkie moje święte autorytety mówiły mi, że im szybciej tym lepiej, niech
          się oswaja, niech chociaż będzie, jak od małego to ble ble ble...
          U nas jednak to nie była dobra droga
    • mader1 Re: do mam wiercipięt i niegrzeczniaków 30.04.07, 18:09
      Rok temu nie dopisałam się w tym wątku. Pewnie prodkowałam się w innym na
      podobny temat. Ale myślę sobie, ze przez ten rok wiele się zmieniło.
      Nasz mały był już mocno niegrzeczny, wprawdzie proboszcz warszawski twierdził,
      że przesadzam, ale mi wydawało się , ze właśnie nie jest coraz lepiej, a coraz
      gorzej. Rodzic wychodzi z nim, gdy zachowuje się nierzecznie ? Proszę bardzo, w
      stronę wyjścia poszedł już po 5 minutach... Rozkładał się i szorował posadzkę.
      Głośno dyskutował i obrażał się. Dwoje już wychowaliśmy, ale taki zawzięty
      egzemplarz trafił się nam pierwszy raz.
      Postanowiliśmy więc nie zabierać go jakiś czas na msze. Na szczęście jedno
      dziecko mamy już duże - po prostu wymienialiśmy się , rezygnując z bycia na
      mszy całą rodziną. Trochę było to smutne. Nieraz zostawał mąż, żeby 17- latka
      nie czuła się " wyrzucona" do opieki, nieraz ja. Mały z początku był
      zadowolony. Potem zaczął pytać, a my powiedzieliśmy mu, że jest za mały.
      Dziecko jest za małe, gdy przeszkadza innym w kościele i znowu rozmawialiśmy o
      mszy, o tym , co się tam dzieje. Potem zaproponował, żebyśmy może i my nie
      chodzili, bo czuł się jednak wykluczony...
      Wydawało mi się, że może to będzie dziecko, które po prostu nie będzie lubiło
      chodzić do kościoła. Bardzo mnie to dziwiło, bo w czasie spaceru lubił jednak
      wejść do kaplicy i przyklęknąć.
      Wreszcie... poprosił, że chce pójść. Obiecał poprawę. Zabraliśmy książeczkę,
      jakby jednak było mu ciężko. Powiedzielismy, że może się ruszać, może gdzieś
      przysiąść, może septem pytać. I pyta. Czasem kiedy już koniec smile)))
      Ale teraz idzie wyraźnie ku dobremu.
      • a_weasley Wot te na... 30.04.07, 18:36
        mader1 napisała:

        > Wreszcie... poprosił, że chce pójść. Obiecał poprawę. Zabraliśmy książeczkę,
        > jakby jednak było mu ciężko. Powiedzielismy, że może się ruszać, może gdzieś
        > przysiąść, może septem pytać. I pyta. Czasem kiedy już koniec smile)))
        > Ale teraz idzie wyraźnie ku dobremu.

        No proszę. Czasem proste, stare sposoby się sprawdzają.
        Tylko...
        No właśnie.
        Taki numer przechodzi w rodzinie, w której wiara jest oczywistym elementem
        oglądu świata, praktyki religijne oczywistym elementem życia, a w obrębie tych
        ostatnich udział w nabożeństwie żelaznym punktem niedzieli. Jak jest niedziela
        dorośli idą do kościoła. Mama idzie do kościoła i tata, i babcie obie, i
        dziadek, i jak ja będę duży to też będę chodził do kościoła. Jak się gdzieś na
        wikend wyjeżdża, to i tak się idzie do kościoła w niedzielę, bo w niedzielę się
        idzie do kościoła i szlus. A ja na razie jestem za mały i nie zasługuję, żeby
        chodzić do kościoła jak dorośli i jak mój brat, który jest duży i może chodzić
        do kościoła.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka