Dodaj do ulubionych

Trudna miłość do teściów

29.06.06, 11:48
Zupełnie inni niż my. Wiemy, że wychowali naszego ukochanego lub ukochaną.
Spoglądają podejrzliwie... Czy nie zrobimy krzywdy ich dziecku sad
Czasem bardzo uprzejmi, trudno przełamać dystans. Mówi się " mamo" a
jednocześnie trzeba uważać, nawet bardziej niż wobec obcego sad
Jak to się dzieje, że niekiedy od razu wiadomo, że teściowa to świetna
kobieta ? smile Nie doświadczyłam tego.
Narzeczona mojego brata i moja mama zaprzyjaźniły się od razu. Niestety,
dziewczyna zerwała zaręczyny tuż przed ślubem sad
Obserwuj wątek
    • ruda_kasia Re: Trudna miłość do teściów 29.06.06, 12:27
      Ale trafiłaś. Trudna, ja własnie w niedzielę się poddałam. Nie będę już
      próbować ich kochać. A ich syn powiedizał, że od dziś jest sierotą.
      Żeby była jasność - nawet nie mam żalu, że teśc kazał mi w sposób wielce
      niecenzuralny opuścić swój dom, ale za długo udawałam, że nic się nie dzieje,
      kiedy się działo, teraz muszę jednak od toksycznych ludzi odizolowac siebie (bo
      to jednak stres) i dzieci - bo nie wiadomo, co jeszcze z takiego domu moga
      wynieść, gdzie nie szanuje się ani małego ani dorosłego.
      Na koniec anegdota: zawsze się śmiałam, że miałam dwie super potencjalne
      teściowe, z którymi się świetnie dogadywałam, ta właściwa jest osobą z innej
      bajki. Zupełnie.
      • mader1 Re: Trudna miłość do teściów 29.06.06, 14:47
        ruda_kasia napisała:


        > Na koniec anegdota: zawsze się śmiałam, że miałam dwie super potencjalne
        > teściowe, z którymi się świetnie dogadywałam, ta właściwa jest osobą z innej
        > bajki. Zupełnie.

        Tego nigdy nie wiadomo, okazuje się dopiero " w praniu" wink)))
    • mamalgosia Re: Trudna miłość do teściów 29.06.06, 14:21
      Chciałabym się wypowiedzieć, ale moje zdnaie jest okropne - moja miłość do
      teściów opiera sie głównie na nakazie miłości nieprzyjaciółwink sad.
      Nie, nie skrzywdzili mnie, ale...
      • samboraga Re: Trudna miłość do teściów 29.06.06, 15:52
        mamalgosia napisała:

        > Chciałabym się wypowiedzieć, ale moje zdnaie jest okropne - moja miłość do
        > teściów opiera sie głównie na nakazie miłości nieprzyjaciółwink sad.
        > Nie, nie skrzywdzili mnie, ale...

        ja też tak mamsad
        a nawet ostatnio brak i tej miłości...
        a 'walka' jest nie tyle o męża (mojego), co o dzieci (wnuczętasmile...

        to niesamowite, bo niby nie skrzywdzili, niby chcą dobrze, chcą pomóc...a mam
        ich dość...
    • justyna.ada Re: Trudna miłość do teściów a podejście do dziec 29.06.06, 14:37
      A mnie ciekawi Wasze zdanie na trochę inny temat. Tak sobie pomyślałam,
      obserwując różne rodziny, łacznie z własną. Czy to się jakoś ma do siebie -
      trudna relacja z teściami, gdzie problematyczne jest m.in. powierzanie im
      dzieci, a obecne u niektórych rodzicó powiązanie z dziećmi tak silne że ciągle
      z nimi trzeba być, taka rozbujana opiekuńczość, trudność w życiu "własnym
      życiem" a nie życiem dziecka.

      I na odwrót: unormowane relacje z teściami, i "luz" wobec własnych dzieci?
      Może bełkoczę, ale mam nadzieję, że rozumiecie? Zastanawiam się czy to może tak
      działać?
      • mader1 Re: Ach ten luz... 29.06.06, 14:45
        Znam przynajmniej jedną mamę faceta ( nie moja teściowa na szczęście), która
        prezentowała wobec niego luz dopóki się nie ożenił. Zawsze była zajęta,
        pracowała, dawała dziecko do żłobka, do babci na całe tygodnie, do ... Nawet
        gdy miał dziewczynę , była luzacka... I właśnie do czasu...
        Teraz nic nie może odbyć się bez konsultacji syna, potrzebny jest do
        podwożenia, zawożenia, zwykłe zakupy bez niego, to nie to samo...
        • pawlinka Re: Ach ten luz... 29.06.06, 14:53
          Niestety, też znam taką rodzinę. Mimo wszystko nie jest to, mam nadzieję,
          normasmileTen Kohelet miał racje, jest czas na wszystkosmile
          Baaardzo podoba mi sie pewne przysłowie amerykańskie: "Gdyby Pan Bóg chciał,
          żeby starsze panie wychowywały dzieci, nie wymyśliłby menopauzy."
      • samboraga Re: Trudna miłość do teściów a podejście do dzie 29.06.06, 17:40
        moi teściowie żyją naszym życiem i jest mi z tym b. trudnosad((
        z najbardziej absurdalnych zagrań - odwożą mamę teścia do szpitala na jeden
        koniec miasta, a potem zajeżdżają do nas (na drugi) i zostawiają...futro
        prababci (rzecz się działa w zimie) pod pretekstem, żeby się nie gniotło w
        samochodzie..
        tyle że ze szpitala do ich domu są 2-3 km, a do nas ponad 20 - chodziło o to by
        zajechać do wnuka po raz 3 w jednym tygodniu... (bo informacja, że prababcia
        leży w szpitalu jest ważna, ale nie aż tak priorytetowa dla 6-7 latka...wink)
        i o ile teściowa jest z tych co to praca, dom, dzieci, to teść właśnie teraz
        nadrabia zaległości wychowawczesad(
      • ruda_kasia Re: Trudna miłość do teściów a podejście do dzie 30.06.06, 09:26
        nic z tych rzeczy, ja jestem luzakiem. chciałabym np zostawić dzici babci -
        choć raz na jakiś czas na cały dzień lub choć pół wieczoru z mężam w kinie.
        Niestety nie jest to możliwe. Mieszkamy w jednym domu (mam nadzieję, że już nie
        długo), ale teściowie nie chcą zostawać z dziećmi, z młodszą to już w ogóle nie
        ma mowy, a za starszą, kiedy oni uważają za stosowne. Nie czepiam się, nie mam
        roszczeniowej postawy, tyle tylko że niektórzy dziadkowie to robią. Oni nie
        chcą. Co do postu Samboragi - kiedy mieszkaliśmy osono, tesciowie potrafili być
        codzinnie u nas. Co to jest 3 razy w tygodniu naprzeciw wieczności wink
        W sumie zapomniałam napisać, że skrzywdzili nas, wielokrotnie (począwszy od
        twierdzenia, że N. nie powinien ze mną być bo jestem stara, brzydka i biedna ;-
        ) z niewiadomo jakiej rodziny), szczególnie zaś swego syna. Mimo to nie jest
        to milość nieprzyjaciół. Chyba obojętność, i obawiam się, że to grzech.
        • samboraga Re: Trudna miłość do teściów a podejście do dzie 30.06.06, 10:54
          >Co to jest 3 razy w tygodniu naprzeciw wieczności wink

          rzeczywiście, nie pomyślałamwink))
          ale i ta perspektywa niewiele pomaga mi psychicznie - ja się duszę...
    • mader1 Re: A czy atmosfera domu wpływa na.... 29.06.06, 14:49
      czy atmosfera domu chłopaka/ dziewczyny wpływa na naszą decyzję ?
      Gdybym ja chciała się tym sugerować, nie wyszłabym za mojego męża nigdy...
      Zbliżyłyśmy się z jego mamą dopiero z czasem.
      • samboraga Re: A czy atmosfera domu wpływa na.... 29.06.06, 16:23
        > Zbliżyłyśmy się z jego mamą dopiero z czasem.

        A moja teściowa była 'miła' i taka niby wszystko akceptujaca, a z czasem wyszło,
        że jednak nie wszystko jej się podoba. Ale do dzisiaj ma problem z powiedzeniem
        tego wprost, co doprowadza mnie do białej gorączkisad( Już bym chyba wolała się
        pokłócić...
        • mader1 Re: A czy atmosfera domu wpływa na.... 29.06.06, 18:20
          to chyba grzech kłamstwa sad, co ?
          Wydaje mi się, że problem polega na tym, że rodzice w momencie, gdy dzieci
          dojrzewają, przyprowadzają swoje sympatie, chcą coś " przechytrzyć". Należy na
          przykład udawać przyjazną, bo w ten sposób jest szansa, że dziecko będzie się
          zwierzać, a co za tym idzie " zachowa się kontrolę".
          Jakiś czas temu moja córka zaczęła się umawiać z chłopcem. Nie podobał mi się.
          Z drugiej strony nie był na tyle fatalny, żeby ostro interweniować ( zresztą
          niby jak ?). Powiedziałam jednak, że nie podoba mi się. Wszystkie moje
          koleżanki były oburzone - bo według nich " straciłam kontrolę". A ja po
          przemyśleniu sprawy odszłam do wniosku, że nie potrafię być z moim dzieckiem
          nieszczera smile, nawet jeżeli miałabym to kiedyś odszczekiwać, nawet jeżeli się
          narażę. Chyba to doceniła, zwłaszcza kiedy moje obiekcje jej się potwierdziły.
          Jakoś zawsze wolę szczerość, choć ona jest dużo trudniejsza w takich
          przypadkach. Myślę, że wtedy można chociaż na czymś zacząć budować.
          Z kolei jeżeli jest już mąż czy żona, wydaje mi się, że rodzice powinni
          działać " stabilizująco" - to znaczy dla dobra pary.

          A jak myślisz, czy taka szczerość jest potrzebna, czy w gruncie rzeczy dzieci
          nie obchodzi " co myślą sobie rodzice" na temat chłopaka, narzeczonego ?
          • samboraga kontrola nastolatków;) 30.06.06, 10:50
            >Powiedziałam jednak, że nie podoba mi się.

            ja też bym powiedziała (na ile siebie znamwinksmile)

            mogę nie czuć całości problemu (jako mama nie-nastolatka jeszczewink, ale też
            jestem za szczerością, szczerością też i w tym, że przecież nas, rodziców
            obchodzi z kim ‘chodzi’ nasze dziecko – jaki sens udawać, że ‘zrobisz jak
            zechcesz, to twoja sprawa’ skoro widać po nas, że ‘coś jest nie tak’ albo że aż
            nas korci, aby skomentować..., w końcu dajemy sobie prawo, by komentować np.
            wygląd, czemu udawać, że w tak ważnej kwestii jak sympatia dziecka jesteśmy niby
            ‘przychylnie obojętni’…
            to chyba też jakiś element naszej, rodziców, autentyczności wobec dziecka,
            stanięcia w prawdzie, tego, że zależy nam, zależy nam na prawdzie, na dziecku, a
            nie na pozorach właśnie…

            wyobrażam sobie taką rozmowę jako naukę budowania związku – np. w moim
            otoczeniu, jeżeli chodzi o córki, zwracano uwagę na to jaki jest stosunek
            chłopaka do dziewczyny, do jej rodziny (np. namawianie przez chłopaka na wspólne
            kino w dniu imienin kogoś z rodziny dziewczyny było nie do przyjęcia)
            i jeżeli ‘się rozmawiało’ to właśnie zwracając uwagę na te aspekty ‘bycia razem’
            (a ‘się chodziło’ dalej – aż człowiek sam przejrzał na oczywink))
            ale – to są ważne rozmowy dla OBU stron, choć w pierwszej chwili ('chcemy z tobą
            porozmawiać') to wielkie emocje, łatwo o wybuch…

            kontrola w formie ‘węszenia’, w wieku nastoletnim, zakłada, że ‘to nie czas na
            te rzeczy, tylko na naukę’, myślę, że tacy rodzice nieświadomie pozbawiają się
            szansy na rzeczywiste wpłynięcie na sposób tworzenia związków przez swoje dzieci
          • samboraga stabilizacja pary;)) 30.06.06, 11:29

            > Z kolei jeżeli jest już mąż czy żona, wydaje mi się, że rodzice powinni
            > działać " stabilizująco" - to znaczy dla dobra pary.

            tak, też tak uważamsmile
            tylko co to oznacza?wink
            mam wrażenie, że w czasie ‘chodzenia’ rodzicom chodzi o to, aby związek dziecka
            był zbliżony do tego co sami znają (i tak doradzają dziecku), a potem chodzi
            bardziej o to (myślę o idealesmile, aby dwoje stworzyło nową jakość, własne sposoby
            ‘bycia’…

            tak się złożyło, że u nas obie strony chcą przemycić w tej ‘przychylności’
            kontrolę nie tyle nad nami, co nad…dostępem do wnuka/-ów… - to działa jak
            atawizmsad( (chociaż również w doświadczeniach obu rodzin były przypadki
            ‘odcięcia dostępu’sad( więc może to jest jakieś wytłumaczenie) - w efekcie, odkąd
            jesteśmy parą nie czujemy się ważni dla naszych rodziców sami z siebie…
    • mama_kasia Re: Trudna miłość do teściów 29.06.06, 15:30
      Jestem w tej komfortowej sytuacji, że z teściową widzimy się tak
      mniej więcej co dwa miesiące i są to bardzo miłe wizyty. Nigdy
      niczego od nas nie oczekuje, a sama daje na wiele.

      Bardziej zastanawiam się na tym, jaką to ja będę ewentualnie teściową.
      I myślę, że może być ze mną ciężko sad
    • samboraga na linii teściowie - teściowie... 29.06.06, 16:40
      wspólne wnuki, więc i okazje do kontaktów...
      tylko mam coraz mniej ochoty, aby robić za zderzak...
      a może każde z nas (żona/mąż) powinno robić za tłumacza kulturowegowink) - już
      tyle razy zdarzyło się, że tłumaczyliśmy, że 'tamci' mieli co innego na myśli,
      bo 'u nich' to jest zwyczaj że tak i tak...
      czasami mam wrażenie, że łatwiej parom mieszanym kulturowo, nieporozumienia są w
      stałej opcjiwink)...

      i w tym wszystkim jednegoo tylko jestem pewna - uważam, że babcie/dziadkowie są
      dla wnucząt b. ważnismile
      chociaż i ta miłość potrafi być trudnasad
      mój dziadek miał wielkie poważanie dla książek i ilekroć coś od niego pożyczałam
      (a miał bogatą biblioteczkę filozoficznąsmile zapisywał w kajecie... - teraz,
      znając jego życie, pęd do wiedzy i jej zdobywanie mimo trudności życiowych,
      rozumiem, że to jako szlachetną fobię, ale wtedy to był dla mnie raczej dowód
      braku zaufania do własnej wnuczki...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka