Dodaj do ulubionych

kieszonkowe do szkoły;)

21.09.06, 11:09
tytuł trochę prowokacyjny mi wyszedł, a i problem ogólnowychowawczy, ale Was
znam więc proszę o radęsmile

w szkole jest sklepik, dziecko ma oszczędności w śwince skarbonce...
i wpadło na pomysł, że to są jego pieniądze, więc sobie weźmie i wyda w
sklepiku...
oczywiście na to nie chcę pozwolić, skarbonka 'nie ma dna' bo dziadkowie
systematycznie zapełniają (małymi kwotami, ale wystaczy...), sklepik też nie
ma dna, bo wiadomo...wink do tej pory ze świnki wyciągaliśmy raz na pól roku i
szliśmy kupić ekstra zabawkę, taka nauka oszczędności...

no i moje pytanie - zastanawaim się czy dać mu wyciągać ze świnki, ale jakąś
konkretną kwotę, np. raz na tydzień, czy dawać drobne kieszonkowe a świnka
będzie 'od dużych marzeń'?...
Obserwuj wątek
    • pieskuba Re: kieszonkowe do szkoły;) 21.09.06, 11:49
      Pozwolić dyponować własnymi pieniędzmi wedle uznania i uzgodnić z dziadkami,
      żeby rozważnie uzupełniali braki. Jeśli dziecko "przehula" zawartość świnki,
      zrozumie sens oszczędzania i planowania większych wydatków.
    • kulinka3 Re: kieszonkowe do szkoły;) 21.09.06, 12:00
      Dla mnie decydujące jest pytanie, co dziecko chciałoby kupować w tym szkolnym
      sklepiku.Jeśli słodycze, napoje i inne tego typu rzeczy to byłabym zdecydowanie
      sprzeciw żeby rozbijać wink) świnkę skarbonkę.Ładnie to ujęłaś,żeby świnka była
      od dużych marzeń.
      Ja jestem co prawda w tej kwestii mocno nieobiektywna ,bo nie lubię typowych
      szkolnych sklepików, ale ewentualnie zgodziłabym się na niewielką kwotę raz na
      tydzień z kieszonkowego.
    • mader1 Re: kieszonkowe do szkoły;) 21.09.06, 12:50
      ja przychylałabym się do kieszonkowego raz na tydzień na ten nieszczęsny
      sklepik ( ja też ich nie lubię). A do świnki od " wielkich marzeń". Ale...
      wydaje mi się, że nie potrafiłabym załatwić tego nakazem. zaproponowałabym,
      nakreśliła dobre strony takiego rozwiązania, ale jeżeliby dziecko się
      upierało... cóż... Jego pieniądze. Może wtedy popróbowałabym z dziadkami ?
      • kulinka3 Re: kieszonkowe do szkoły;) 21.09.06, 13:12
        Mój zdecydowany sprzeciw przeciw rozbijaniu świnki nie przekłada się rzecz jasna
        na despotyczny nakaz zakazujący ruszania pieniędzy. Żeby to było jasne.
        Pozostaje pytanie jakie są Wasze zasady dotyczące zbierania owych pieniążków do
        świnki,co ustaliliście. Czy realizacja wielkiego marzenia ( to raz na pół
        roku)czy drobne wydatki.Wtedy to kwestia konsekwencji.
        A co do kieszonkowego to tak, jak pisała Mama Kasia, bardzo drobne kwoty!
    • mama_kasia Re: kieszonkowe do szkoły;) 21.09.06, 13:03
      Namawiałambym, aby zostawić skarbonkę tak, jak było, ale
      w końcu to są dziecka pieniądze... i ono ma głos decydujący.
      Nie dawałabym też specjalnego kieszonkowego na sklepik, a raczej drobniaki
      od czasu do czasu z przestrogą, aby zachowało umiar w jedzeniu słodyczy
      i chipsów.
    • samboraga Re: kieszonkowe do szkoły;) 21.09.06, 18:23
      muszę to sobie przemyśleć, w pierwszej chwili chciałam zakazów...

      najbardziej obawiam się właśnie tych słodyczysad
      niesety przestrogi i prośby o umiar puszcza mimo uszucrying
      na szczęście na prośbę rodziców chipsy i napoje gazowane zostały w tym roku
      wycofane, więc chociaż tyele dobrzesmile
      te słodycze sa przerażająco tanie, za złotówkę można mieć kilka cukierków...za
      50 gr najmniejszy słodycz (jakieś kuleczki słodkie) a w tej śwince trochę tych
      złotówek jest, to nie są same grosze...
      no i nie umawialiśmy się ze świnką na konkretne zbieranie, po prostu samo
      zbieranie dotąd było fajne, poza tym były pieniądze po urodzinach albo z jakichś
      okazji i trzeba je było zagospodarowaćwink

      no tak, macie rację, że to jego pieniądze...może pozwolić mu brać w
      środę?...wtedy będą trzy dni wyżerki...wink a dzieadkowie - są,
      hmmm...małoreformowalni...sad
      • kulinka3 Re: Samborago 21.09.06, 18:33
        A mogę mieć pytanie?




        • samboraga Re: Samborago 21.09.06, 22:12
          słucham...
          • kulinka3 Re: Samborago 21.09.06, 22:30
            najbardziej obawiam się właśnie tych słodyczysad
            niesety przestrogi i prośby o umiar puszcza mimo uszucrying

            Wiesz po Twoim uściśleniu, nie wiem czy problem jest w tej skarbonce czy w tych
            nieszczęsnych słodyczach, na które te pieniądze mają iść?
            To tyle.
            • samboraga Re: Samborago 21.09.06, 22:42
              >czy problem jest w tej skarbonce czy w tych
              > nieszczęsnych słodyczach

              w obu

      • zuzanna56 Re: kieszonkowe do szkoły;) 21.09.06, 18:36
        Ja nie mam problemu bo po pierwsze moje starsze dziecko ( chodzące do szkoły)
        nie przepada za słodyczami a po drugie moje dzieci nie dostają pieniędzy od
        dziadków. No, chyba że na urodziny.
    • dorotkak Re: kieszonkowe do szkoły;) 21.09.06, 18:49
      ja bylabym za składaniem pieniążków do świnki na jakiś konkretny cel, ustalony z
      dzieckiem
      do dziś pamiętam, że ja składałam na rower i kiedy już mi rodzice zdecydowli się
      dołożyć brakującą resztę a tata wystał się całą noc po ten rower to się
      rozpłakałam ze szcześcia a tata chyba też razem ze mną do towarzystwa, takie
      rzeczy pamiętam sie do dziś a poza tym uczą szacunku do pieniędzy
      nie trudno jest być dobrym, wystarczy tylko chciećsmile
      • samboraga pieniądze i szacunek 21.09.06, 22:30
        > do dziś pamiętam, że ja składałam na rower

        tak, też pamiętam takie rzeczysmile) chociaż nie rower w moim przypadku
        kłoppot w tym, że moje dziecko ma 'prawie wszystko', no taka jest prawda,
        chociaż nie cieszy mnie to, wbrew pozorom
        ja kiedyś to pisąłam, ale się powtórzę - jest pierwszym wnuczkiem (i do tego
        roku jedynym) dla obu stron dziadków, brat - niemowlak jeszcze niewiele zmienia,
        bo niewiele potrzebujewink

        więc sytuacja z dużymi marzeniami nie jest prosta, walczymy z dziadkami o
        niespełanianie wszystkich zachcianek, rok temu zarekwirowliśmy skuter bo mu "po
        prostu kupili"...(dziecko miało 6 lat!!!), na szczęście wygadali się nam
        wcześniej i mieliśmy czas na interwencję, drudzy postawili nas przed faktem
        dokonanym - dziecko z nami umówiło się na akwarium 'za rok' (że podrośnie, bo to
        obowiązek, i ekstra prezent itp.), a tu babcia (której tylko szepnął, że 'fajne
        takie akwarium') przynosi gotowe, urządzone...

        czyli praktycznie ta skarbonka to ostatnio jest na takie bzdury (jak
        słodycze)...sad do tego od niedawna pozwalam mu w ramach usamodzielniania
        chodzić samemu do sklepu (po małe zakupy typu chleb) i tam też są słodycze...

        ja też bym chciała mu wyrobić ten szacunek dal pieniedzy, ale to nie jest
        prostesad nie wiem jak to rozwiązaćsad
        • mader1 Re: pieniądze i szacunek 22.09.06, 10:53
          ciężko macie z tymi dziadkami - wychowawczo. Wydaje się, że to idealna
          sytuacja - zwłaszcza tym osobom, które nie mają za co kupić prezentu dziecku.
          Ale kota można zagłaskać na śmierć.
          A jak to jest z Małym - czy te prezenty Go trochę już rozpuściły, czy ciągle
          cieszy się też z każdego drobiazgu. Czy została mu " radość życia" - z drobnych
          wydarzeń, rzeczy, które go spotykają ?
          Może trzebaby się zastanowić nad długotrwałą strategią rodzicielską w sprawie
          takich spełniających każdą zachciankę dziadków czy wujków.
          Jeżeli myślisz, że mozna o tym pogadać - może ktoś będzie miał pomysł- załóżmy
          osobny wątek smile
          • samboraga Re: pieniądze i szacunek 22.09.06, 11:23
            > Jeżeli myślisz, że mozna o tym pogadać - może ktoś będzie miał pomysł- załóżmy
            > osobny wątek smile

            to dobry pomysłsmilebo sprawa mnie przytłacza
            ale teraz nie mam czasu, po południu będę wolniejszasmile
            • pawlinka Re: pieniądze i szacunek 22.09.06, 19:55
              o,o,o: założyć wątek proszę. TA sprawa też mnie interesujesad
    • magdalaena1977 Re: kieszonkowe do szkoły;) 21.09.06, 20:31
      Ja byłabym za zostawieniem dziecku swobody w wydawaniu jego pieniędzy. Inna
      opcja wydaje mi się wręcz okropna. Dla mnie w kieszonkowym najważniejsza była
      właśnie ta samodzielność podejmowania decyzji. Możliwość wejścia do sklepu i
      kupienia tego na co mam ochotę.

      Jak byłam mała, to oczywiście nie dostawałam dużych kwot, a jeśli dostałam np.
      od dziadków większa sumę to przejmowali ją rodzice, żeby wydać na cos sensownego
      np. ubranie (nie cierpiałam dostawać pieniędzy ani ubrań, miałam wrażenie, że
      nic z tego nie mam).

      Oddzieliłabym to co jesteś w stanie dziecku powierzyć i dała nad tym pełną
      kontrolę (tzn. wiadomo, że nie pełna samowolka np. alkohol dla nastolatka), a
      większe kwoty przejmowała i wydawała w porozumieniu z nim.
    • madalenka25 Re: kieszonkowe do szkoły;) 22.09.06, 09:03
      pozwoliłabym dziecku na dysponowanie zawartością świnki a zabroniłabym dziadkom
      uzupełnianie jej bez powodu smile

      moja 10 latka dostaje kieszonkowe w wysokości 5 złotych tygodniowo, w domu ma
      słodycze, owoce a do szkoły dostaje kanapki i picie ale jak każde dziecko kusi
      ją szkolny sklepik i czasem coś w nim kupuje tylko ma świadomość, że jesli wyda
      wszystko w jednym dniu to do nastepnego tygodnia zostaje bez kasy i tego to juz
      ja konsekwentnie pilnuje

    • audita Re: kieszonkowe do szkoły;) 22.09.06, 12:09
      Teraz dopiero w pełni docenilam fakt, że w naszej szkole nie ma sklepiku wink)))))
      W waszej sytuacji - chyba umówiłabym się z dzieckiem tak, że na wydatki w
      sklepiku jest określona suma (miesięcznie czy tygodniowo) - jak się skończy, to
      trudno, czekamy na następny okres rozliczeniowy.
      Dziadkowie dorzucający trochę kasy "bez okazji" to fajna instytucja, ale co
      innego niespodziewany "bonus", a co innego - świnka skarbonka bez dna, w której
      przybywa pieniędzy niezależnie od tego, ile się wydało. To moim zdaniem dosyć
      demoralizujące smile zwłaszcza w wieku, kiedy dziecko uczy się, że pieniądze mają
      określoną wartość i nie biorą się znikąd (u nas ten temat przerabiany był przy
      okazji przekliczeń ceny czegoś-tam na godziny spacerów z tatą, który inaczej
      musiałby siedzieć w pracy i na to coś-tam zarabiać).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka