Dodaj do ulubionych

kazanie o... śmierci

23.11.06, 08:08
W minionąniedzielę poszłam jak zwykle z moim ośmiolatkiem na mszę dla dzieci.
Ksiądz w czasie kazania (rozmowy z dziećmi przed ołtarzem) mówił o śmierci.
Właśnie wczoraj usłyszałam komentarze innych mam, które były oburzone jak
ksiądz ŚMIAŁ mówić im dzieciom o śmierci, przecież nie ma do tego prawa, bo
jest to zadanie tylko rodziców. Szczerze mówiąc mnie zatkało, nigdy nie
myślałam w ten sposób. Z moimi dziećmi rozmawiamy również o śmierci, nie
robimy z tego tematu tabu i to kazanie wcale mi nie przeszkadzało, zwłaszcza,
że dzieci bardzo rozsądnie odpowiadały księdzu.
A z drugiej strony sobie pomyślałam ile śmierci jest w grach komputerowych i
kreskówkach dla dzieci nie mówiąc o wiadomościach (chociaż ostatnia tragedia
w kopalni).
Napiszcie co o tym sądzicie, czy ksiądz ma prawo rozmawiać z waszymi dziećmi
śmierci??
Pozdrawiam
Ania
Obserwuj wątek
    • malgosiader Re: kazanie o... śmierci 23.11.06, 08:34
      to kazanie bardzo mnie poruszyło, ale dlatego, że w tym roku straciłam mamę i
      jakoś tak wszystko wróciło i trochę sobie popłakałam,
      natomiast u nas było pięknie opowiedziane o przemijaniu, ksiądz bardzo pięknie
      to przekazał, miał ze soba gałąź, m.in. na jej przykładzie dzieciom opowiadał,
      jestem zaskoczona, że niektórzy rodzice mogli tak to odebrać,

      co się tyczy śmierci jestem tego samego co ty, jak już wspomniałam w tym roku
      odeszła moja mamusia, mieszkała z nami, dzieci były świadkami jej chorby,
      utraty włosów, niedomoagań, nie były przy samej śmierci, ale w kościółku poszły
      się z nią pożegnać, nikt im nie kazał, same wyrwały się z ławek żeby pożegnać
      ukochaną babunię (kiedyś już o tym pisałam na tym forum),
      nie było żadnych stresów, płaczu w nocy, czy lęków z tym związanych,
      rozmawialiśmy dużo z nimi, podczas mamy choroby, modliliśmy o zdrowie,
      pewnie dlatego tak to dojrzale przyjęły,
      co niedzielę jedziemy na cmentarz z dzieciakami, dużo babcię wspominamy, dzieci
      wiedzą, że kiedyś spotkamy się z babcią i naprawdę pomimo tragedii, która miała
      miejsce w naszym domu wszystko jest ok.
      dzieci potafią wile zrozumieć, muszą mieć to tylko odpowiednio przekazane, nasz
      wikary zrobił to przepięknie wink
    • mader1 Re: kazanie o... śmierci 23.11.06, 10:15
      byliśmy na mszy dla dorosłych, więc kompletnie nie wiem, co mówił ksiądz
      dzieciom. Mówimy dzieciom o śmierci - tyle jej wokół, że chyba trudno byłoby
      ten temat ominąć. Nie oburzają mnie też rozmowy innych ( siostry czy księdza )
      z dziećmi na ten temat. Uzupełniają to cośmy już sobie powiedzieli...
      Poza wszystkim... do odejścia najbliższych przygotowujemy się poprzez różne
      doświadczenia i słowa przez całe życie.
      Kto wie, kiedy i jego takie wydarzenie spotka ?
    • brucha Re: kazanie o... śmierci 23.11.06, 11:48
      śmierć to element życia, więc dlaczego ksiądz nie miałby rozmawiać z moim
      dzieckiem o śmierci? ważne, żeby umiał to zrobić. bardziej bałabym się braku
      takiej umiejetności niż samego tematu.

      bo ja w rozmowie o śmierci poległam. mój 5-latek nie ma zamiaru umierać i co za
      tym idzie iść do nieba. nawet jeśli niebo to najdoskonalsze miejsce we
      wszechswiecie to on się tam nie wybiera. nie lubi zmian w życiu i woli pozostać
      na ziemi. gdyby dało się 'podskoczyć i zajżeć do nieba' toby się może
      zastanowił. ale bez wczesniejszej inspekcji to póki co nie ma na niego mocnych.

      mam nadzieję, że z wiekiem zmieni zdanie.

      w dodatku po wizycie 1 listopada na cmentarzu załapał jakieś stany lękowe. w
      domu nie zauwazyłam, ale pani w przedszkolu miała chyba niezłą jazdę. dwa dni
      siedział w kącie i nie chciał wyjść pod zadnym pozorem. twiedził, że boi się
      smierci i nie chce umrzeć. na szczęście już przeszło.
      • mama_kasia Re: kazanie o... śmierci 23.11.06, 12:07
        Nasza średnia miała to samo mniej więcej w tym wieku.
        Źle działały na nią piosenki Arki Noego, mówiące o śmierci, o niebie,
        o zmratwychwstaniu.
        • nulleczka Re: kazanie o... śmierci 23.11.06, 13:29
          W dzieciństwie strasznie się śmierci bałam, chociaż nikt ze mna o tym nie
          rozmawiał.Był to w pewnym sensie temat tabu. I sama nie umiałam się z tym
          uporać, a wstydziłam się sama rozpoczynać rozmowę...Szkoda, bo na pewno by mi
          ona pomogła. Nie byłabym ze swoim problemem sama...Często zastanawiałam się, co
          sie dzieje z człowiekiem po śmierci, panicznie bałam sie odejścia mamy...
          Z dziećmi natomiast rozmawiamy, tym bardziej ze często jeździmy na grób do
          moich rodziców. I one przyjmują to jakoś tak naturalnie - bez traumy.
          Niedawno dostałam wiadomość o smierci zaprzyjaźnionej z nami zakonnicy.Kiedy
          córka zobaczyła mój smutek z tego powodu, pocieszała mnie: "nie martw się,
          przecież zobaczysz ją w niebie."
    • a_weasley Re: kazanie o... śmierci 23.11.06, 16:47
      kwirynia napisała:

      > Właśnie wczoraj usłyszałam komentarze innych mam, które były oburzone jak
      > ksiądz ŚMIAŁ mówić im dzieciom o śmierci, przecież nie ma do tego prawa, bo
      > jest to zadanie tylko rodziców.

      Czarno, szczerze mówiąc, widzę takie rozmowy w wykonaniu rodziców innych niż
      głęboko wierzący.

      > A z drugiej strony sobie pomyślałam ile śmierci jest w grach komputerowych i
      > kreskówkach dla dzieci nie mówiąc o wiadomościach (chociaż ostatnia tragedia
      > w kopalni).

      I kiedy mianowicie dani rodzice zamierzają rozmawiać z dziećmi o śmierci, jeżeli
      osiem lat to jeszcze nie jest właściwa pora?

      > Napiszcie co o tym sądzicie, czy ksiądz ma prawo rozmawiać z waszymi dziećmi
      > śmierci??

      Od tego jest (między innymi). Nie ma religii bez eschatologii, nie ma
      chrześcijaństwa bez Zmartwychwstania, nie ma zbawienia bez śmierci doczesnej.
    • maadzik3 Re: kazanie o... śmierci 24.11.06, 06:49
      Jak dla mnie - oczywiscie. Podobnie jak babcia, dziadek. Na pewno w koncu temat
      wyplynie w rozmowie z kolegami. Moim obowiazkiem jako rodzica jest przygotowac
      na to dziecko. Wiec w domu o smierci rozmawiamy - czasemsmile)). Oswoic temat,
      odpowiedziec na trudne pytania, rozwiac watpliwosci po rozmowie z kims innym,
      ale bez zaglaskiwania. Na szczescie sama nie czuje tu hamulca, nie boje sie
      rozmawiac z dzieckiem o smierci wiec i nie boje sie ze ktos to sprobuje zrobic
      (no chyba, ze bardzo niemadrze, wtedy zareaguje).
      Magda
    • mamalgosia a o piekle? 26.11.06, 14:39
      Co prawda nie słyszałam kazania do dzieci o piekle, ale można? Powinno się? A
      może tylko rodzice? Lub w ogóle nikt? Jest to piekło czy go nie ma dla dziecka?
      I czym jest?
      • a_weasley Piekło obok 26.11.06, 21:11
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16182&w=52129346&a=52272808
        • marzek2 Re: Piekło obok 21.11.07, 12:03
          Moje dzieci mają świadomość nieba i piekła oraz dlaczego trafia się w jedno i drugie
          miejsce. Myślę, że nie rozumieją do końca tego, czym tak naprawdę jest piekło, ale
          rozumieją wystarczająco dużo, żeby nie chcieć tam pójść. Ale dużo zależy też od
          charakteru dziecka, kiedyś przeprowadziłam z moją 5,5 latką szczegółową rozmowę
          na temat co się dzieje z ciałem człowieka kiedy umiera, włączając w to szczegóły
          fizjologiczne - ale sama zapytała, była zaciekawiona, takie naukowe podejście, bez
          emocji. Nie wyobrażam sobie podobnej rozmowy z jej starszą siostrą. Wspomniana
          5,5 latka tego roku na podczas Święta Zmarłych była autentycznie rozczarowana, że
          nic nie widać pod płytami nagrobnymi...
    • wyczyny Re: kazanie o... śmierci 22.11.07, 12:03
      wlasnie ksiadz! bo on bedzie mowil o smierci jako przejsciu do swiata Boga, wiecznosci w ktorej nie ma bolu i strachu, a rodzice czesto o tym zapominaja, jakby zycie konczylo sie definitywnie na ziemi
      • alex05012000 Re: kazanie o... śmierci 22.11.07, 15:57
        rodzice czesto o tym zapominaja, jakby zycie konczylo sie
        definitywnie na ziemi
        hmmm, bo zycie które znamy, jedyne ktore znamy, kończy sie
        definitywnie z chwilą śmierci, tu na ziemi, dorośli to wiedzą "dużo
        bardziej" niż dzieci...
        • kudyn Re: kazanie o... śmierci 22.11.07, 16:50
          Co to znaczy znamy?
          • luccio1 Re: kazanie o... śmierci 06.11.09, 22:43
            kudyn napisał:
            > Co to znaczy znamy?

            To znaczy, że spodziewamy się, że dzień jutrzejszy nie będzie się różnił od
            dzisiejszego, pojutrze od jutra - itd.; najwyżej, jeśli będą zmiany, to za
            każdym razem będzie to krok ku lepszemu.
            I że wszystko będzie się rozgrywać w tej samej rzeczywistości, w której
            znajdujemy się dziś, teraz.
        • wyczyny Re: kazanie o... śmierci 24.11.07, 01:38
          przeciez wierzymy w swietych obcowanie...zywot wieczny...
    • minerwamcg Re: kazanie o... śmierci 22.11.07, 15:42
      Zawsze wkurzało mnie tworzenie dla dzieci jakiejś
      osobnej "wiareczki", jakiegoś "chrześcijaństewka" pełnego różowych
      aniołków, z wiecznie małym Jezuskiem i Bozią głaszczącą po główkach.
      Taką "religijkę" w wieku dojrzewania zrzuca się jak za małe ubranko
      i człowiek zostaje z niczym - goły i bezradny, z zerową odpornością
      na niektóre "propozycje" współczesnego świata.
      • mmb Re: kazanie o... śmierci 06.11.08, 10:49
        zgadzam się w 100% i podpisuję wszystkimi czterema kończynami pod tym co napisałaś.
    • nati1011 Re: kazanie o... śmierci 22.11.07, 17:32
      myślę, ze dzieci rozumieją ze śmierci więcej niż niejeden dorosły.

      Moja 5-letnia wtedy córka, po moim kolejnym pobycie w szpitalu,
      stwierdziła, że jeśli umrę, to ona naje się mydła, by być ze mną.

      Nie sądzę by była to tylko przenośnia. Ona autentycznie wierzyła, ze
      po drugiej stronie się spotkamy.
    • ese1 Re: kazanie o... śmierci 22.11.07, 17:59
      hm... no nie wiem co napisac, zeby tamtych mam nie obrazic. Generalnie nie
      jestem za robieniem ze smierci tabu, gdyby im o sexie opowiadal, to moze i bym
      sie oburzala.
      Moim zdaniem listopad jest miesiacem, w ktorym wspominamy tych, co odeszli,
      zabieramy dzieci na cmentarz, przekazujemy im pamiec o tych, ktorych nie poznali
      i w dzieciach automatycznie budzi sie pytanie co to jest ta smierc i lek, ze
      moze im kogos z najblizszych zabraknac. I to jest chyba dobry czas na dobre,
      sensowne wytlumaczenie dzieciom co to jest ta smierc, a nie wydaje mi sie, zeby
      kazdy rodzic potrafil dobrze to zrobic.
    • maadzik3 Re: kazanie o... śmierci 23.11.07, 10:57
      Uwazam za normalne gdy o smierci (o ktorej i my z naszym synem rozmawiamy)
      rozmawiaja z nim dzidkowie. Byloby naturalne gdyby to zrobil pastor. W ogole dla
      mnie temat jak kazdy inny. Acz uwazam ze inicjowanie go przez doroslego powinno
      byc ograniczone do pewnej grupy osob, natomiast w wypadku inicjacji tematu przez
      dziecko kazdy dorosly moze i powinien w granicach pytan dziecka i swojej
      kompetencji co do przekonan w jakich jest wychowywane odpowiedziec. I tak o
      biologicznych mechanizmach smierci - zgadnieta - rozmawialabym z kazdym
      dzieckiem. O zyciu pozagrobowym tylko gdybym wiedziala ze rodzice to zaaprobuja
      (mowie o raczej malych dzieciach) - bo dziecku z rodziny niewierzacej trudno
      wrzucac taki temat bez wiedzy i zgody rodzicow (w druga strone tez dziala). Ale
      w tej wezszej, uprzywilejowanej grupce wciaz duchowny sie miesci.
      Co do otaczajacej nas smierci - wczoraj jechalismy samochodem i w wiadomosciach
      podano ze w Afganistanie zolnierze strzelali do kobiet i dzieci, no i Mlody
      zapytal "dlaczego strzelali do dzieci?". Tlumaczylam, rozmawialam, ale po raz
      kolejny smutno mi sie zrobilo gdy pomyslalam jakie zlo otacza i przepeknia
      czasem ludzi. Gdy przyjdzie opowiadac dziecku o uzbrojonych po zeby mezczyznach
      strzelajacych do dzieci to absurd tego jest porazajacy.
      • a_weasley Re: kazanie o... śmierci 06.11.08, 22:43
        maadzik3 napisała:

        > podano ze w Afganistanie zolnierze strzelali
        > do kobiet i dzieci, no i Mlody zapytal
        > "dlaczego strzelali do dzieci?".
        > Tlumaczylam, rozmawialam, ale po raz
        > kolejny smutno mi sie zrobilo gdy pomyslalam
        > jakie zlo otacza i przepełnia czasem ludzi.
        > Gdy przyjdzie opowiadac dziecku o uzbrojonych
        > po zeby mezczyznach strzelajacych do dzieci to
        > absurd tego jest porazajacy.

        To prawda. Absurd kupowania w ciemno wszystkiego, co dziennikarz mówiący po
        polsku mówi o polskich żołnierzach, jest porażający.
      • a_weasley Co się mieści, a co się nie mieści 06.11.08, 23:05
        W tej notce pomijam kwestię, że w doniesieniach medialnych, zwłaszcza tam, gdzie
        można się popisać antyamerykanizmem (a wszystko, co dotyczy operacji wojskowych
        w Iraku i Afganistanie, taką możliwość daje), działa zasada "on ukradł czy jemu
        ukradli, coś tam ze złodziejstwem było".

        Maadzik3 napisała:

        > "dlaczego strzelali do dzieci?".
        <ciach>
        > Gdy przyjdzie opowiadac dziecku o uzbrojonych
        > po zeby mezczyznach strzelajacych do dzieci

        to jeśli gdzieś się coś takiego zdarzyło, dzieje lub zdarzy (a w miejscach i
        czasach, o których właśnie rozmawiamy w wątku "Birkenau", i owszem się
        zdarzało), mamy po prostu 1:1 sprawę Świętych Młodzianków.
        Nie wiem, czy ja jestem taki gruboskórny, czy moi rodzice, ale ja o tym, że
        Niemcy strzelali do cywilów bez różnicy płci i wieku, wiedziałem od dziecka. I
        co? I nic. Źli ludzie źle robili.
    • nati1011 Re: kazanie o... śmierci 06.11.08, 11:01
      Pamiętam - jeszcze z religii - opowiadanie o Stsiu Kostce. Ksiądz
      zadał chłopcom pytanie: co by zrobili, gdyby sie dowiedzieli, ze
      jutro umrą? Stanisław Kostka odpowiedział, że grałby dalej w piłkę.

      Ciekawe kto z nas jest w każdej chwili gotowy na smierć?

      1 listopada była ładna pogoda, więc i sporo ludzi na cmentarzu. W
      kościele już o wiele mniej. Tak sobie pomyślałam, czy jak my
      umrzemy, to bedzie sie miał kto za nas modlić? Widać wzrost
      zamożności społeczeństwa. Nie mogłam trafić na kwaterę teścia, bo
      nagle w alejce pojawiło sie wiele nowych pomników. Co jeden to
      postawniejszy. Są piękne - faktycznie. Tak samo jak kwaity i
      wymyśłne znicze.

      Ale osobiście wolałabym zamiast pieknego pomnika, kwiatów i zniczy
      za setki złotych - modlitwę i msze w swojej intencji.
      • a_weasley Re: kazanie o... śmierci 06.11.08, 22:45
        Nati1011 napisała i bynajmniej nie chodzi mi w tej chwili o spór teologiczny,
        czy w ogóle jest sens modlić się ZA zmarłych, czy też pomoże mu to jak... jak
        właśnie umarłemu kadzidło:

        > Ale osobiście wolałabym zamiast pieknego pomnika,
        > kwiatów i zniczy za setki złotych - modlitwę i
        > msze w swojej intencji.

        Mat. 23:23.
      • luccio1 Re: kazanie o... śmierci 06.11.08, 23:31
        Pamiętam ten przykład w innej wersji:
        św. Stanisław Kostka miał umrzeć nie "jutro" - lecz za godzinę.
        W tej sytuacji jego odpowiedź: "To w sam raz zdążę dograć mecz" - była jedyną
        rozsądną w tej sytuacji.
      • luccio1 Re: kazanie o... śmierci 06.11.08, 23:41
        nati1011 napisała:
        > Nie mogłam trafić na kwaterę teścia, bo
        > nagle w alejce pojawiło sie wiele nowych pomników. Co jeden to
        > postawniejszy. Są piękne - faktycznie. Tak samo jak kwiaty i
        > wymyślne znicze.

        Póki żył Tato, a ja byłem mały, i chodziliśmy tylko na groby Jego Rodziców a
        moich Dziadków Ojczystych (tych Dziadków, których nie zdążyłem zobaczyć) - bo
        tylko one są na Rakowicach w zasięgu dojazdu tramwajem,
        nie było tam żadnych pomników, a tylko same mogiły ziemne (Tato był wrogiem
        pomników "z zasady");
        i były znicze-blaszaki, rozmiaru podgrzewaczy do herbaty, tylko z silniejszymi
        knotami,
        to kładliśmy tam takie właśnie znicze, układając z nich krzyże.

        I od początku wiedziałem, że kiedyś - choć to "kiedyś" było wówczas przyszłością
        tak odległą, że prawie nieprawdopodobną - jeśli tylko się postaram, to będę tam,
        gdzie są teraz Dziadkowie.
    • sadosia75 Re: kazanie o... śmierci 10.11.09, 01:13
      Ja ciezar rozmowy o smierci przenioslam wlasnie na ksiedza.
      Sytuacja mnie do tego zmusila i moja bezsilnosc. Moja Mama zmarla,
      ja nie potrafilam wyjasnic dzieciom baa nie mialam odwagi aby to
      zrobic, ze ich Babcia odeszla, ze mimo wielu lat choroby i walki o
      zycie Babcia odeszla od nas i poszla do Boga. To wlasnie mlody
      kaplan opowiadal moim dzieciom dlaczego ludzie umieraja, dlaczego
      odprawia sie 9 i 40 dni w cerkwii, dlaczego trzeba sie modlic do
      Boga o upokoj dla zmarlej osoby. Ja nie potrafilam udzwignac tego
      ciezaru. ktoz inny lepiej wyjasni dzieciom czym jest smierc niz
      osoba duchowna? My rodzice mimo naszych wielkich staran, checi
      wyjasnienia dzieciom nie bedziemy potrafili powiedziec o smierci
      bez emocji. w koncu kazdy z nas doswiadczyl straty bliskiej mu
      osoby.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka