sion2
02.12.06, 15:01
Ja nie potrafię. Chodzi o takie próby gdy wydaje sie że jest
sie "zostawionym" przez Boga na pastwe... nie wiem czego: losu? przypadku?
łaske ludzką?
Co robicie wtedy? Ja sie buntuje ale ten bunt Jemu oddaje, co jednak nie
umniejsza rozmiaru buntu.
Czy potraficie wierzyc ze Bóg prowadzi was, bez wzgledu na to co sie dzieje w
waszym życiu, nie tracicie nadziei podczas ciemnosci i pustki?
Uciekam sie takze do Maryi. Dzis kolejny raz uslyszalam w radio taką piekną
modlitwe sw. Maksymiliana z 1919 roku o tym ze gdy Ona go wypusci z rąk choc
na chwile to spadnie na samo dno piekla ale jesli bedzie go trzymac w
ramionach i "uzywac" ciagle na jak najwiekesza chwale Bożą, moze zostac nawet
wielkim świetym. Zastanawia mnie ciagle ta "umiejetnosc swietych" czyli nie
tracenie ducha podczas prob wiary.
Jak oni to robili...