Dodaj do ulubionych

Ufac Bogu podczas prób - potraficie?

02.12.06, 15:01
Ja nie potrafię. Chodzi o takie próby gdy wydaje sie że jest
sie "zostawionym" przez Boga na pastwe... nie wiem czego: losu? przypadku?
łaske ludzką?
Co robicie wtedy? Ja sie buntuje ale ten bunt Jemu oddaje, co jednak nie
umniejsza rozmiaru buntu.
Czy potraficie wierzyc ze Bóg prowadzi was, bez wzgledu na to co sie dzieje w
waszym życiu, nie tracicie nadziei podczas ciemnosci i pustki?
Uciekam sie takze do Maryi. Dzis kolejny raz uslyszalam w radio taką piekną
modlitwe sw. Maksymiliana z 1919 roku o tym ze gdy Ona go wypusci z rąk choc
na chwile to spadnie na samo dno piekla ale jesli bedzie go trzymac w
ramionach i "uzywac" ciagle na jak najwiekesza chwale Bożą, moze zostac nawet
wielkim świetym. Zastanawia mnie ciagle ta "umiejetnosc swietych" czyli nie
tracenie ducha podczas prob wiary.
Jak oni to robili...
Obserwuj wątek
    • elajanik2 Re: Ufac Bogu podczas prób - potraficie? 02.12.06, 19:33
      to chyba bardzo ludzkie wątpić.myślę że nie ma w tym nić złego, bo to jest jakby
      wpisane w naszą słabą ludzką naturę.myślę tylko że ważne jest, aby wątpić, ale
      nie zwątpić całkowicie."co nas nie zabije to nas wzmocni".po każdej próbie
      ostatecznie zawsze okazuje się że to doświadczenie miało jakiś sens, i do
      czegoś prowadzi.wierzę że stale jesteśmy wystawiani na jakieś próby, ale nie po
      to z pewnością, żeby pan Bóg mógł zobaczyć jacy jesteśmy, bo on to doskonale
      wie, ale pewnie po to abyśmy my sami mogli się przejrzeć w swoich własnych
      uczynkach, zwątpieniach i decyzjach.pokój z tobą
      • dorotkak Re: Ufac Bogu podczas prób - potraficie? 02.12.06, 22:43
        święte słowa - co nas nie zabije to nas wzmocni
        uwierzyłam, że wszystko w tym i każda próba, każde ciężkie doświadczenie ma
        sens, nic nie dzieje się bez woli Bożej, której tylko czasem nie umiem odczytać
    • mader1 Re: Ufac Bogu podczas prób - potraficie? 02.12.06, 23:45
      Kazdy trochę potrafi i trochę nie wink
      I, choć wydaje Ci się teraz inaczej, Ty też.
      Wiele razy zaufałaś.
      Z dzisiejszej perspektywy te próby wcześniejsze wydają Ci się odległe,
      nieważne, łatwe. Może zapomniałas już o nich ? Porażki bolą bardziej i dłużej
      się je pamięta...
      Staram się, uczę się tego, wydaje mi się, ze ufam. Bywało, że " rzucałam się na
      głęboką wodę ufności " i... wychodziło mi to na zdrowie.
      Ale, jak każdy, mam swoją piętę Achillesa. Czułym punktem są moi bliscy, moje
      dzieci. Trudno mi znieść ich ból, chorobę, cierpienie...
      Mimo wielu prób, z których wyszłam " zwycięsko" okazuje się, że bywają, są i
      będą takie, kiedy będzie mi trudno, bardzo trudno nie buntować się, odczytać
      wolę Bożą...
    • mamachlopca1 Re: Ufac Bogu podczas prób - potraficie? 03.12.06, 22:45
      Ja też nie potrafie i tez sie buntuję,odsuwam sie od Niego,wściekam że nie moge
      pojąć o co Mu chodzi.Zachowuję się jak małe dziecko-obrażam się i uciekam a
      potem On mnie musi łapac a ma przeróżne sposobywinkNiby się odsuwam od Niego ale
      gdzieś w głębi mnie jakiś kawałek mnie tak po prostu czeka by mnie wziął za
      ręke i poprowadził.Po ostatniej takiej próbie-najtrudniejszej jak dotąd już dwa
      lata nie potrafię tak całkowicie wrócić...Wciąż czuję się zraniona.Ale On o tym
      wie, próbuję Mu to oddac ale jeszcze jest za trudne.
      • k_j_z Re: Ufac Bogu podczas prób - potraficie? 04.12.06, 09:42
        a ja ufam.
        Tylko, ze mnie On jakoś nie wystawia na ciężkie próby. (może boi się, że przez
        cięzkie bym nie przeszła?)
        I wiem, że zawsze ze wszystkiego wyjdę na prostą.
        Zawsze mam w pamięci takie zdanie "nigdy nie mów do Boga 'tylko nie to'.
        Przyjmij zawsze z ufnością to, co On wybrał dla ciebie za najlepsze"
        Czasem próbuję się "układać", i nigdy nie zapominam podziękować za przeciwności.
    • aka21 Re: Ufac Bogu podczas prób - potraficie? 04.12.06, 10:34
      Może nie powinnam w tym watku...ale wybaczcie, gdzieś muszęsad

      Jak juz pisałam dzisiaj zaczynamy rekolekcje. Bardzo się cieszyłam na nie.
      Udało nam się przekonać rodziców żeby przez 3 dni przyjeżdżali do naszych
      maluchów wieczorem (to jest ok 60km, a oni pracują!). Wczoraj dzieci poszły
      spać, przyjechał ksiądz, który ma głosić, siedzieliśmy sobie wieczorem i
      cieszyliśmy się ze spotkania po latach, cieszyliśmy się z tego czasu trzech dni
      rekolekcji. Jakoś Bóg to posklejał, ze sie udało je zorganizować... i o północy
      z pokoju dzieci usłyszałam paskudny kaszelsad. Jaś zaczał się dusić, klasyczne
      zapalenie krtani! We mnie bunt! Dlaczego teraz! Jak poszedł do przedszkola
      tylko raz był chory! Teraz przez całe dwa miesiace dzielnie chodził, poszedł
      spać zdrowy! bez kataru, kaszlu....wiem, że to jakaś walka, ale gdzieś w sercu
      zrodził się żal do Boga dlaczego go nie ochronił...przecież wszystko może!
      Próbuję wierzyć, modlę się, chcę zaufać, ze będzie na tyle dobrze, byśmy oboje
      z mężem mogli wreszcie razem uczestniczyć w rekolekcjach, ale to wszystko jest
      dla mnie trudne...

      Czy u Was też tak jest, że jak ma się zdarzyć coś dobrego, co ma nas zbliżyć do
      Boga, to z dziećmi się coś dzieje?

      Serdecznie pozdrawiam
      Agnieszka
      • mama_kasia Re: Ufac Bogu podczas prób - potraficie? 04.12.06, 11:55
        Czy u Was też tak jest, że jak ma się zdarzyć coś dobrego, co ma nas zbliżyć do
        >
        > Boga, to z dziećmi się coś dzieje?

        Tak, zdarza się.
        Ale co można napisać - trzeba zaufać...
        • ruda_kasia Re: Ufac Bogu podczas prób - potraficie? 04.12.06, 13:57
          Ufam, natomiast zdarza się odczuwac złośc właśnie w sytuacji, kiedy nie mogłam
          iśc do kościoła - bo dzieci lub mąż w pretensjach.
          Uczę się więc traktować to jako inne doświadczenie bliskości Boga. Przecież
          dokładnie jak napisałaś - mógł "strzec" dziecka. Doświadczenie tego, że nie
          otrzymam łaski umocnienia tak, jak ja chce, tylko jak on. I naprawdę się już
          nie złoszczę.
          • sion2 Re: Ufac Bogu podczas prób - potraficie? 04.12.06, 14:39
            Mnie jest trudno w sytuacji gdy zupelnie na mój misiowy rozumek nie umiem
            dostrzec dobra za doswiadczeniem jakie mnie dotyka. Bo inaczej jest gdy np. Bóg
            zauważalnie przychodzi choc inaczej niz sobie wymarzylam - wtedy sie chwile
            podąsam ale jednak pojawia sie dziekczynienie.

            Gorzej gdy sprawy sie tak mają, jakby On się mną nie zajmował, jakby Go w zyciu
            moim nie było, gdy wszystko co istotne sie wali i załozenia co do przyszlosci
            sie nie sprawdzają. Takie "zniknięcie" Boga.

            Na szczescie duchowosc mojej wpsolnoty pozwala widziec nadzieje dla siebie w
            kazdym buncie, bo "cóż masz czego bys nie otrzymał? a jeslis otrzymał, czmeu
            sie chełpisz?" i to przekonanie ze moja nędza - oddana ufnie Jemu - przyciąga
            głębię Jego miłosierdzia.
            • mader1 Re: Ufac Bogu podczas prób - potraficie? 04.12.06, 15:30
              , gdy wszystko co istotne sie wali i załozenia co do przyszlosci
              > sie nie sprawdzają.
              A to akurat u mnie ostatnio częste. Mam wrażenie stoję już wobec Boga " goła" z
              moich myśli o mojej przyszłości i o sobie.

              A propos chorób dzieci. W post zaplanowałam sobie wszystko pięknie - a tu
              wykład, a tam rekolekcje, spowiedź miała byc u tego, kogo sobie upatrzyłam.
              Poprzesuwałam zajęcia w czasie... Potem, właśnie na tę chwilę wszystkich
              najbliższych złożyła choroba. A ja ... zostały mi rozważania na forum i w końcu
              ucieszyłam się, że te fragmenty Pisma Św. i Wasze słowa choć mam. Inaczej bym
              się podłamała.
              Z bardziej prostych, choć denerwujących doświadczeń ostatnich dni : obiecałam
              klasie córki i ich pani, że będę im towarzyszyła jako opiekun do Muzeum
              Niepodległości. W nocy synek dostał grypy żółądkowej. Rano problem - jeżeli
              zostanę z nim, klasa nie będzie mogła pójść, bo za późno na zmiany. Mały chory
              mocno. Mój mąż przesuwający ważne spotkanie, mama prosząca o parę godzin
              wolnego w pracy, synek , z którego się leje... Siedzę na sali kinowej i oglądam
              film o Paderewskim... sad
              Dzień wcześniej - zdążyłabym załątwić zastępstwo na wycieczkę, dzień później -
              mama nie usłyszałaby paru gorzkich słów od szefa sad
              Planowanie...
      • kudyn Re: Ufac Bogu podczas prób - potraficie? 04.12.06, 18:47
        Ja czasem mam wrażenie że to jest reguła, zawsze coś musi stanąć na drodze. A im
        ważniejsze rzeczy, tym poważniejsze przeszkody.
        Jeśli sprawa nie dotyczy dzieci, to często da się to przeskoczyć. I z reguły
        przeszkody mijają jeśli jestem konsekwentny.
        Gorzej jak dotyka to dzieci.
    • przyjaciela Re: Ufac Bogu podczas prób - potraficie? 10.12.06, 13:23
      witaj.
      nie wiem jak święci to robili. Mam na mysli choćby Małą Tereskę, którą się
      swego czasu bardzo fascynowałam. Nie czytałam wypowiedzi innych. ja odeszłam od
      Boga (to dla informacji czytających) sama, wiażąc się z osobą po rozwodzie.
      cierpię często katusze duchowe. ale nie mam siły wychowywać sama dzieci - po to
      by móc korzystać z sakramentów. I nie raz sobie myslałam, że Pan Bóg mnie
      zostawił na dobre. W końcu zrobiłam to pierwsza - zostawiłam Jego. Ale jednak
      opiekuje się mną. I przejawiło się to praca dla Mojego partnera. Przyszła sama.
      Stwierdziłam, że to opatrzność Boża. Praca przyszła sama. I to dość dobrze
      płatna, jak na tutejsze warunki (Polska południowo-wschodnia). Myślę
      bezczelnie, że może do mnie też przyjdzie, jak do pracy już będę mogła iść. ale
      z drugiej strony trzyma nas Bóg w szachu. nie daje pomyśleć, że jest nam juz
      tak dobrze. tylko wieczna walka o byt. Dlatego jednak znowu bezczelnie myślę,
      że nie opuszcza nas. Jest z nami. Choć trudno się tak na niego zdać. Ale jakoś
      jednak jest. nie ma recepty na to. bez Niego, juz bym dawno porzuciła moją
      rodzinę. Bo moje siły sa na wyczerpaniu. Ale wierzę że jest On ze mną. tylko
      nie mam czasu się nad tym zastanawiać. Dni mijają szybko i są pełne różnych
      wydarzeń. Dlatego myślę o nim w tzw. międzyczasie. I polecam innym.
      PS. Trochę prywaty.
      bardzo Cię pozdrawiam seredcznie. myslę o Tobie często. Ale nie mam mozliwości
      kontaktu z Tobą. tęsknię za spotkaniami z Tobą. A.
      • aetas Re: Ufac Bogu podczas prób - potraficie? 11.12.06, 00:27
        no ja nie bardzo z tym ufaniem, robię co moge na własną rękę i jakoś czasem
        trudno mi uwierzyć, że będzie dobrze i coś dobrego z tego będzie, a potem jest,
        ale w trakcie próby to ciężko, czasem jakbym była sama się zachowuję, jak bez
        Niego... smutne...
    • brucha Re: Ufac Bogu podczas prób - potraficie? 11.12.06, 11:42
      jestem w trakcie kolejnej próby wagi super ciężkiej, i sama się sobie dziwię.
      budzę się każdego ranka i ... czuję TEN spokój.

      nie wiem jak to opisać, ale to taki mój spokój na który zawsze czekam, kiedy
      dzieje się coś strasznego i kiedy nie daję sobie rady, i kiedy jest
      strasznie...
      i kiedy nie ma tego spokoju, jest naprawdę koszmarnie
      ale kiedy on przyjdzie, wtedy wiem, że cokolwie by ię nie wydarzyło, będzie
      dobrze..
      i wierzę, że ten spokój od Boga pochodzi...
      • sion2 Re: Ufac Bogu podczas prób - potraficie? 11.12.06, 13:16
        Moge powiedziec ze proba nie mija ale zmienia sie sposob jej przezywania, mysle
        ze takze na skutek modlitw wielu osob.

        To ja jestem niewierna a Bóg wierny jest, zawsze sie zajmowal mna i opiekowal
        wiec czemu watpie teraz? takze ta proba ukazuje mi moja malosc i Jego gotowosc
        do przebaczenia zawsze,i to ze mi towarzyszy.
    • dargoma nie zapominaj o wszystkich Jego dobrodziejstwach 13.12.06, 20:55
      Tak jest w dzisiejszym psalmie.
      Poczułam się raźniej- Bóg mnie pocieszył i przytulił. Pomogły mi Wasze
      wypowiedzi. Że te wszystkie moje bunty i zwątpienia tak bardzo ludzkie. Bo we
      mnie za grosz zaufania w chwilach trudnych. Zapominam w Wszystkich Jego
      dobrodziejstwach, o tym, że wiele razy przeprowadził, pomógł, otoczył opieką...
      Najbardziej dotyka mnie nie to, co mnie spotyka, bo podobnie, jak k_i_z, mam
      poczucie, że Bóg mnie oszczędza, że omijają mnie wielkie cierpienia, ale ta
      bieda, którą widzę wokół siebie, maltretowane, zaniedbane dzieci, których nikt
      nie kocha- i do tych pretensji dochodzi dodatkowa o mój własny charakter, który
      nie pcha mnie w stronę tychże dzieci, aby jakąś miłość im zanieść. Ot,
      wigilijna świeca caritasu na zagłuszenie sumienia, że troski i uwagi starcza mi
      tylko dla mojego własnego...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka