Dodaj do ulubionych

"Pasja" wyrzadziła mi szkodę

20.12.06, 23:31
Tak. Mam na myśli ów słynny film "Pasja". To wątek nie związany z wychowaniem
dzieci, ale na tym forum mogę sobie chyba pozwolić na podzielenie się takimi
refleksjami. Może to juz było przerabiane ale nie udało mi się znaleźć.
Oglądałam to w TV w święta Wielkanocne. Wytrzymałam do sceny biczowania,
dalej nie dałam rady oglądać.
Od tej pory coś się we mnie zamkło, coś umarło. Zaczęłam wątpić w sens tego
wszystkiego. Przestałam rozumiec, ufać, kochać. Zadaję sobie pytanie: po co
to wszystko? czy to aż tak musiało wyglądać? Gdzie tu jest Miłośc Boża?
Dlaczego tak to musiało być? I raz jeszcze: po co aż tak?
Nie umiem sobie z tym poradzić. Chodzę do kościoła, przyjmuję komunię św. Ale
to wszystko jest teraz takie głuche, bez życia jakby. W czasie przeistoczenia
(albo podniesienia - jak kto woli) mam ciągle scenę biczowania z "Pasji"
przed oczami. To jest najtrudniejszy moment Mszy św. Powraca wtedy pytanie:po
co aż tak???
Zdaje mi się, że zbyt wysoka to była cena. Nic już nie wiem, nie rozumiem. I
coś się we mnie zamkło.
Nie wiem czego od Was, kochani oczekuję. Chyba chcę poprostu o tym
porozmawiać, podyskutować.
Obserwuj wątek
    • mama_kasia Re: "Pasja" wyrzadziła mi szkodę 21.12.06, 08:42
      Mnie wtedy też uderzyły te sceny i też było mi z tym źle.
      Tak było. Tak się stało. Nie podważam tego, nie pytam "po co aż tak".
      Widocznie "aż taki" jest człowiek. A taka (po cierpienie, krzyż)
      jest Boża Miłość do człowieka. Może skup się na tej Miłości, ...a nie na
      grzechu.
    • otryt Re: "Pasja" wyrzadziła mi szkodę 21.12.06, 10:24
      Słusznie powiedziała Kasia, aby skupić się na Miłości, nie na grzechu. Zwróćcie
      jednak uwagę, że to film skupił się głównie na grzechu. To film zakłócił te
      proporcje. Pokazano piekło i apokalipsę, niesamowite okrucieństwo, sadyzm,
      cynizm, bluźnierstwa, zniewagi - to wszystko mogło powalić na ziemię bardziej
      wrażliwego odbiorcę filmu. Gdy w kinie oglądałem ten film nie mogłem na to
      wszystko patrzeć ani tego słuchać, chciałem, aby to się wreszcie skończyło. To
      była moja jedyna myśl podczas tego filmu. Każdy cios zadany Chrystusowi
      odczuwałem jako szpilkę wbitą w głowę. Gdy w końcu wyszedłem, głowa straszliwie
      bolała mnie przez cały dzień. A głowa nigdy mnie nie boli, nie znam tej
      dolegliwości. Ani ja, ani żona nie chcieliśmy iść na ten film. Przyjaciele
      zrobili nam jednak niespodziankę, kupili bilety i zaciągnęli za uszy. Trudno
      było w tej sytuacji odmówić. Wielu uważało pójście na ten film za obowiązek
      katolika. W telewizji nie oglądałem i nie chciałem, aby dzieci oglądały.

      Na tle szalejącej nienawiści dobra pokazano tam jedynie drobne okruchy. Moje
      pozytywne myśli skupiały się wokół ludzi, którzy w tym piekle okazywali zwykłe
      ludzkie uczucia i miłość: Maryja cierpiąca w milczeniu, Jan, który nie uciekł z
      tego piekła, choć inni uciekli, Weronika, która nie bała się okazać zwykłego
      ludzkiego gestu i choć odrobinę ulżyć w męce Chrystusowi, Szymon Cyrenejczyk,
      który nie chciał na początku dźwigać krzyża razem z Chrystusem, bo przyszedł
      tam jako zwykły gap, później jednak nie chciał się rozstać z Chrystusem.
      Postawa tych czterech osób to te pozytywne treści, które wyniosłem z filmu.

      Moim zdaniem film epatował niepotrzebnym okrucieństwem. Okrucieństwa było na
      filmie więcej, niż to wynika z kart Biblii. Myślę, że w tym piekle, od tych
      wszystkich ciosów, które pokazano na filmie Chrystus zostałby zabity kilka
      razy. Twórca filmu mocno przesadził. Nie przesadził w tym, jaka jest nienawiść
      ludzka, ale przesadził jednak w tym, ile może wytrzymać jeden człowiek. Jest
      scena, gdy Chrystus przywiązany do krzyża spada z tym krzyżem z wysokości na
      kamienny chodnik. Nie ma czegoś takiego w źródłach pisanych. Każdy człowiek po
      czymś takim zabiłby się na miejscu, wtedy jednak film musiałby się skończyć.
      Myślę, że Gibson chciał tym filmem dotrzeć do ludzi mniej wrażliwych, którzy
      nie poczują i nie zrozumieją, dopóki im ktoś wielkim młotem w głowę nie
      przywali. Ludzie wrażliwi rozumieją to i tak, bez takiego filmu. Nie sądzę, aby
      była to dobra metoda ewangelizacji.

      Bóg obdzielił swoją doskonałością każde stworzone przez siebie dzieło,
      człowieka szczególnie hojnie. Człowiek swoim grzechem zgotował Bogu w zamian za
      to hańbiący krzyż. Mój grzech też się do tego częściowo przyczynił. Niestety.

      Pozdrawiam serdecznie


    • mamalgosia Re: "Pasja" wyrzadziła mi szkodę 21.12.06, 10:30
      Tak, biczowanie było strasznie długie i już dosłownie nie dało się na to
      patrzeć. Ale uznałam, że jest to jakieś ukazanie faktów. Prawdę powiedziwaszy
      wielu ludzi cierpiało w swoim życiu mocniej i dłużej. Wiem, że to brzmi
      bluźnierczo, ale tak własnie czuję.
      • samboraga Re: "Pasja" wyrzadziła mi szkodę 21.12.06, 11:15
        > Tak, biczowanie było strasznie długie i już dosłownie nie dało się na to
        > patrzeć. Ale uznałam, że jest to jakieś ukazanie faktów. Prawdę powiedziwaszy
        > wielu ludzi cierpiało w swoim życiu mocniej i dłużej. Wiem, że to brzmi
        > bluźnierczo, ale tak własnie czuję.

        właśnie, ja też tak czuję - możliwości zadawania i znoszenia nieusuwalnego bólu
        są, niestety, bardzo szerokiesad((
        pomyślcie o wbijanych na pal - nie umierali tak od razu, często dopiero po
        wielu, wielu godzinach, że nie wspomnę o bólu samego wbijania...
        no, a zadawanie tortur? arsenał technik, żeby bolało, a żeby nie zabić...

        myślę, że jesteśmy mało oswojeni z bólem naszego ciała
        to oczywiście dobrze, ale przez to zatracamy poczucie fizyczności naszego życia
        myślę, że to się przekłąda na traktowanie naszych ciął w chorobie, że z tego
        powodu omijamy łukiem szpitale, że w podobny sposób spychamy w tył głowy myśl o
        bólu np. nowotworowym - ale to chyba temat na inny wątek
        • samboraga Re: "Pasja" wyrzadziła mi szkodę 21.12.06, 11:51
          jeszcze o fizyczności - chyba dawniej ludziom łatwiej było uznać, cierpienie,
          ból za element życia - ilu ludzi chodziło boso, nawet możni nie mieli lekko,
          jak wybierali się w podróż to konie jechały tylko tyle co dały radę, więc to
          trwało, resorów karoce nie miały, ogrzewania czy klimatyzacji teżwink
          do tego zmieniła się 'nasza' wrażliwość - my mamy gry komputerowe o zabijaniu i
          z kolejnymi 'życiami', mamy relacje tv z wojen na świecie - ale to jednak
          odczuwamy jako coś nierealnego, a wieki temu na rynkach miast odbywały się
          prawdziwe egzekucje, na ktróre prowadzano dzieci, aby i one miały rozrywkę...
          obecnie jednak częściej myślimy o ciele jako źródle przyjemności - dobre
          jedzenie jest dla wielu po prostu oczywistością itd. itp.
          to takie luźne myśli

          no, i pamiętajmy, że film ma tytuł "Pasja" a nie np. "Zmartwychwstanie"
          mnie nie zaskoczyła koncentracja na cierpieniu
          a przerysowanie - to jednak mimo wssystko film, a nie dokument
    • rycerzowa Re: "Pasja" wyrzadziła mi szkodę 21.12.06, 11:36
      Ewo, a czy już wcześniej nie słyszałaś o czymś takim jak Oświęcim?
      Ludzie ludziom gotują podobny los od zarania dziejów.
      "Sens tego wszystkiego" jest taki, żeby ze zła dobro wyprowadzić, zło dobrem
      zwyciężyć.

      PS. Ludzie mają różną wrażliwość: to co jednego poruszy, innego może zniszczyć.
      Najprawdopodobniej potrzebujesz profesjonalnej pomocy psychologicznej.

      • otryt Re: "Pasja" wyrzadziła mi szkodę 21.12.06, 11:46
        rycerzowa napisała:

        >Ewo, a czy już wcześniej nie słyszałaś o czymś takim jak Oświęcim?

        Każdy z nas słyszał.

        >Najprawdopodobniej potrzebujesz profesjonalnej pomocy psychologicznej.

        Może raczej przyjacielskiej i życzliwej rozmowy?

        • rycerzowa Re: "Pasja" wyrzadziła mi szkodę 21.12.06, 12:09

          otryt napisał:
          >
          > >Ewo, a czy już wcześniej nie słyszałaś o czymś takim jak Oświęcim?
          >
          > Każdy z nas słyszał.

          Każdy słyszał, ale czy każdy się nad tym zastanowił?
          Ileż to razy widzimy, że ludzie zaczynają wątpić w sens życia, miłość a nawet
          samo istnienie Pana Boga, tylko dlatego, że spotkało ich coś niesprawiedliwego,
          okrutnego, jak śmierć dziecka, jakiś straszny wypadek, etc.
          Czy ci, dorośli przecież ludzie nie przemyśleli wcześniej Oświęcimia?
          ("Oświęcim" to jest hasło).

          Przyjacielska i życzliwa rozmowa każdemu jest potrzebna. Ale zakładam, że Ewa ma
          bliskich i przyjaciół, z którymi nie raz o tym dyskutowała. Myślę też, że
          rozmawiała o tym ze spowiednikiem. Od emisji filmu upłynęło wiele miesięcy, był
          czas na psychiczne zregenerowanie się.
          Niedawno była na forum dyskusja o depresji: Nie zawsze wystarczy modlitwa, choć
          zawsze jest potrzebna. Czasem trzeba zwrócić się do specjalisty.
    • sion2 Re: "Pasja" wyrzadziła mi szkodę 21.12.06, 13:18
      A ja mam mieszane uczucia. Tez bardzo mna wstrząśnelo biczowanie, tak bardzo ze
      nie moge o nim rozmyslac w czasie np. odmawiania bolesnych tajemnic różanca,
      nie wnikam myslą jakby bo to za straszne dla mnie.

      Ale jesli chodzi o samą postac Jezusa bardzo mi sie podobala, wszystkie
      retrospekcje w filmie - zauwazyliscie? - byly pozytywne, byly czasem wrecz
      smieszne troche (scena ze stolem i Maryją), przepiekna scena z Ostatniej
      Wieczerzy, ogladalam ok 10 filmow o zyciu Jezusa i zaden aktor jak dla mnie nie
      zagral Milosci tak dobrze jak ten. Dla mnie z twarzy aktora promieniala Milosc.

      Poza tym nie zgadzam sie ze tutaj akurat wskazane bylo trywializowanie Męki.
      Zauważcie ze byla to jedyna w swym rodzaju Męka we Wszechswiecie, a cierpienie
      Jezusa bylo za "wszystkich ludzi", za wine ktora Adam zaciągnąl. Wspolczesny
      czlwoiek jest karmiony obrazami okrucienstwa codziennie z mediow, byle gra dla
      nastolatkow, byle gazeta czy dziennik w TV, dobry film to taki ze "zabili go i
      uciekl", iluz ludzi kocha opowiesci jak to kogos piłą ćwiartowali itd - taki
      jest czlowiek. I przepraszam, ale ukazywanie, jak to mialo miejsce do
      czasu "Pasji", Jezusa "cierpiącego" w postaci narysowania mu kilku czerwonych
      kresek farbą, kropli potu na czole i przywiazania rak sznurami do krzyza - jest
      po prostu trywializowaniem i lekcewazeniem tego co sie dokonalo za nas na
      Golgocie.
      Prawda historyczna o karze krzyzowania, ktora stosowali Rzymianie jest taka, ze
      byla to jedna z najbardziej barbarzynskich kar i tortur. Podobnie bylo z
      biczowaniem - przesada na "Pasji"? - owszem ale tylko w jednym: w ilosci
      uderzen i w tym ze skazaniec byl bity po calym ciele a to nieprawda gdyz
      uderzenie, zwlaszcza wielokrotne, w okolice serca czlowieka w takim stanioe
      szoku i wysilku, konczylo sie natychmiastowym zgonem. Rzymianie o tym wiedzieli
      i nie bili w klatke piersiowa od przodu w okolice serca - tak ze umiejscowione
      są rany na ciele Czlowieka z Calunu Turynskiego.
      Wyjatkiem w sprawie Jezusa bylo takze to ze zastosowano kare i uboczowania i
      ukrzyzowania - to tez nie bylo w zwyczaju. Przypuszcza sie ze Pilat jak podda
      Go ubiczowaniu i pokaze Żydom, oni sie ulituja nad Nim widzac w jakim jest
      stanie. Stalo sie inaczej i Jezus zostal skazany na krzyz. O Jego wycienczeniu
      swiadczy Biblia pisząc o upadkach.

      Argument ze w Biblii nie ma tak drastycznych scen, jest moim zdaniem chybiony,
      gdyz Nowy Testament powstawal w czasach gdy kara krzyzowania byla powszechnie
      stosowana. Nie bylo potrzeby opisywania dokladnego męki gdyz kazdy dorosly
      wiedzial na czym polega cierpienie skazywanych na tę karę. poza tym byla to
      kara najbardziej haniebna - skazancy wisieli calkowicie nadzy, co na przyklad
      nie bylo pokazane w filmie. naprawde w tamtych czasach wierzyc ze ktos, kogo
      ukrzyzowali Rzymianie jest Zbawicielem swiata, bylo szalenstwem.

      Film mną wstrząsnąl. Nie kwestionuję cierpienia Jezusa, zwlaszcza ze On
      przezywal takze opuszczenie przez Boga, takie, o jakim pojecia nie mamy.
      Ukazywanie szatana krążącego wokol Niego takze przypomina nam ze byla to
      najwazniejsza walka Dobra ze Zlem w dziejach wszechswiata. Szatan wiele razy
      kusił Jezusa, naparwde sądzicie ze w chwili gdy Jezus wydal sie na pastwe
      ludzi, na męke, na smierc - szatan nie pokazywal Mu się? przeciez to byla
      jedyna chwila dla szatana gdy mógł, wykorzystujac ludzkie namietnosci, zadac
      cierpienie Bogu...

      Uwazam ze to dobry film na dzisiejsze czasy.
      • netus Re: "Pasja" wyrzadziła mi szkodę 21.12.06, 13:35
        A ja nie obejrzałam Pasji w ogóle. Czułam opór, nie wiem dlaczego... Gdy
        słyszałam od zakonników i księży, że poznanie tego filmu, to powinnośc
        katolika, to jakoś się kurczyłam w środku. Ale słyszałam wile "dobrych" opiii
        na jego temat. Jesli można tak okreslic poruszenie, jakie wywoływał ten film u
        moich bliskich i znajomych
    • ewa.z1 Re: "do Rycerzowej 21.12.06, 13:59
      Słyszałam o Oświęcimiu, (4 lata dojeżdżając do liceum przejeżdzałam obok
      muzeum), wiem też, że człowiek potrafi być bezsensownie okrutny. Nie jestem aż
      taka głupia. Nie rozumiem, dlaczego powinnam zasięgnąć porady psychologa. Ze
      znajomymi nigdy o tym nie rozmawiałam. Ze spowiednikiem próbowałam, ale mnie
      zbył Pewnie źle trafiłam. No i nie cierpię również na depresję. Nie rozumiem
      dlaczego tak mnie oceniłaś.

      Z zainteresowaniem czytam wszystkie wypowiedzi.
    • jol5.po Re: 21.12.06, 14:16
      >Zaczęłam wątpić w sens tego
      >wszystkiego. Przestałam rozumiec, ufać, kochać. Zadaję sobie pytanie: po co
      >to wszystko? czy to aż tak musiało wyglądać? Gdzie tu jest Miłośc Boża?

      Rycerzowa wspomniała Auschwitz, mnie też przyszło do to głowy po przeczytaniu postu
      Bo wielu ludzi pytalo po Auschwitz, gdzie był Bóg. Wielu religijnych Zydów nie
      mogło i nie może nadal sobie z tym poradzić, a i chrześcijan też. Ludzie się
      pytają, gdzie był Bóg, jak widzą wypadek, jak widzą katastrofy.
      Zauwazyłam, że na emamie (dla mnie to taka próbka opini publicznej) po każej
      katastrofie powstaje wątek - dlaczego Bóg pozwolił na to.
      Bo oni widzą Boga bez tego cierpienia, które mu towarzyszyło w czasie śmierci.

      Ale nie wydaje mi się, też, że ludzie zgotowali taki los Chrystusowi jakos
      specjalnie, ze cierpiał tak ogromnie bardziej od innych, bo był Bogiem, innymi
      slowy zgadam się z mamalgosią:
      >Prawdę powiedziwaszy
      >wielu ludzi cierpiało w swoim życiu mocniej i dłużej. Wiem, że to brzmi
      >bluźnierczo, ale tak własnie czuję.
      Myslę, że on podważając religię, bluźniąc, jak niektórzy uważali, bedąc
      autsaiderem jakby to dzisiaj powiedzieć, sam wydał się na pastwę ludzkiego
      okrocieństwa - jego postawa nie mogła prowadzić do innego finału. Dlatego on
      jest ze wszystkimi odrzuconymi (najpierw mówił w 8 blogosławieństwach o tym, a
      potem sam stał się odrzucony), i jest równocześnie też ze wszystkimi
      cierpiacymi, bo każdy może znaleźć w jego historii cząstkę siebie - dlatego, że
      jego historia była taka ludzka.
      Cierpienie jest prowieniencji ludzkiej po prostu i reżyser je pokazał, nie wiem,
      czy tam trzeba szukać Boga, bo wtedy pytamy o sens cierpienia. ja rozumiem, że
      Bóg mówi przez mękę syna - jestem z Wami gdy cierpicie
      Gdy cierpicie tak po prostu i gdy cierpicie jedni od drugich.
      I w tym cierpieniu zadawanym tak bezmyslnie, wpisanym w nature ludzką - w
      historii Jezusa każdy robił swoje - Piłat sadził, zolnierz biczował itd, kazdy
      dokładał tylko mały kamyczek, pokazana jest jeszcze do tego perspektywa
      Zmartwychwstania

      Niestety filmu nie widziałam i dlatego dokładnie nie mogę się do niego odwołać
      (może więc przesadziłam z zabieraniem głosu w watkuwink, dlatego pisałam tylko jak
      widzę sens męki.
    • pawlinka Re: "Pasja" wyrzadziła mi szkodę 21.12.06, 15:39
      Ewo!I ja w cieniu Oświęcimia mieszkam (dwadzieścia kilka kilometrów od mojego
      domu jest Oświęcim; tutaj, gdzie teraz jest mój dom, szli ludzie w marszu śmierci).
      Mną też film wstrząsnął. Właściwie Sion napisała już wszystko. Gibson zrobił
      dobry film, który miał ludźmi wstrząsnąć. I tak było ze mną i moimi bliskimi.
      Pewnie z Tobą też, więc daj sobie czas i bądź dla siebie dobrasmile.
      Film rządzi sie swoimi prawami - licentia poetica, reżyser mógł coś przerysować,
      dodać, ale wydaje mi się, że nie przekroczył granicy prawdopodobieństwa.
      Przed Wielkanocą do numeru "Ozonu" dodawano CD z programem o Męce. Były to
      rozważania, rozmowy z naukowcami, zapis audycji Roberta Tekieli. Na okładce
      prośba: audycja dla osób dorosłych (drastyczne
      sceny). Tak: odgłos wbijanych gwoździ i przejmujący krzyk Człowieka mógł
      przerazić, bo tak było.
      Uważam, żze masz prawo czuć to, co czujesz. I jeszcze powtórzę: daj sobie czassmile
      Pozdrawiam serdeczniesmile
    • rycerzowa Re: "Pasja" wyrzadziła mi szkodę 21.12.06, 15:39
      Po pierwsze, chodzi mi właśnie o to, o czym pisze jol5.po, czyli że dorośli
      ludzie bywają jako te dzieci i podobne zadają pytania.
      Tymczasem na najważniejsze pytania prostych odpowiedzi nie ma, czyli pozostają
      tajemnicą.
      Poza tym w procesie dorastania, dojrzewania intelektualnego i emocjonalnego,
      dowiadujemy się o wielu rzeczach, faktach, i musimy je odpowiednio
      "przepracować",przemyśleć, przepłakać, by móc normalne żyć i wychowywać dzieci.
      "Oświęcim" to jedna z takich informacji.
      Jak ktoś, kto wie o "Oświęcimiu", może być zaskoczony, zdziwiony, doświadczeniem
      ciężkiej choroby, ludzkiego okrucieństwa, głupoty?
      Jak ktoś, kto przestudiował sprawę przysłowiowej już Inkwizycji, może "stracić
      wiarę" z powodu skandalu z abp Petzem?
      Dorosły człowiek ma odpowiedni dystans do rzeczywistości. (Co wcale nie oznacza,
      że nie buntuje się, nie cierpi).

      Po drugie, nie sugeruję, że Ewa ma "depresję"; skąd mi to wiedzieć!
      Po prostu na tym forum rozmawialiśmy o tym, że nie zawsze potrafimy poradzić
      sobie sami, a nawet przy pomocy naszych bliskich, z problemami naszej duszy.

      Zranienie wrażliwej psychiki to nie jest depresja, tak jak skaleczenie, nawet
      poważne, nie jest przewlekłą chorobą.
      Ale skaleczenie wymaga opatrzenia. Być może wystarczy pogadać z ludźmi na tym
      właśnie forum. Niektórzy z nich są jak chodzące Plastry na rany i ranki.
      Bo na pewno nie można tak obojętnie potraktować faktu, że Ewa pisze:

      > Nie umiem sobie z tym poradzić. Chodzę do kościoła, przyjmuję komunię św. Ale
      > to wszystko jest teraz takie głuche, bez życia jakby.

      Reasumując, rozumiem Ewę na poziomie emocji, bo jest chyba jedną z tzw.
      nadwrażliwych osób, ale uważam, że jako osoba dorosła pewne sprawy powinna już
      mieć przemyślane, pewne wnioski wyciągnięte.
      • pawlinka Re: "Pasja" wyrzadziła mi szkodę 21.12.06, 15:46
        "Jak ktoś, kto wie o "Oświęcimiu", może być zaskoczony, zdziwiony, doświadczeniem
        ciężkiej choroby, ludzkiego okrucieństwa, głupoty?"
        Mnie często, bardzo często to zaskakuje i zadziwia, a nawet - przeraża.
        Widocznie nie mam dystansu odpowiedniego do rzeczywistoścismile Czylim niedojrzała
        jeszcze?
        Ale ja uważam, że to dziecięce zdziwienie nie jest niczym złym - "badźcie jak
        dzieci". Oczywiscie - rozmawiajmy, ale nie nam oceniać i ferowac wyroki.
      • otryt Posłanie dla nadwrażliwych 21.12.06, 16:22
        Posłanie dla nadwrażliwych


        Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi
        za waszą czułość w nieczułości świata, za niepewność - wśród jego pewności
        za to, że odczuwacie innych tak jak siebie samych zarażając się każdym bólem
        za lęk przed światem, jego ślepą pewnością, która nie ma dna
        za potrzebę oczyszczania rąk z niewidzialnego nawet brudu ziemi
        bądźcie pozdrowieni.

        Bądźcie pozdrowieni Nadwrażliwi
        za wasz lęk przed absurdem istnienia
        i delikatność nie mówienia innym tego, co w nich widzicie
        za niezaradność w rzeczach zwykłych i umiejętność obcowania z niezwykłością,
        za realizm transcendentalny i brak realizmu życiowego,
        za nieprzystosowanie do tego, co jest, a przystosowanie do tego, co być powinno
        za to co nieskończone - nieznane - niewypowiedziane ukryte w was.

        Bądźcie pozdrowieni Nadwrażliwi
        za waszą twórczość i ekstazę
        za wasze zachłanne przyjaźnie, miłości i lęk, że miłość mogłaby umrzeć jeszcze
        przed wami.

        Bądźcie pozdrowieni
        za wasze uzdolnienia - nigdy nie wykorzystane - (niedocenianie waszej wielkości
        nie pozwoli poznać wielkości tych, co przyjdą po was)
        za to, że chcą was zmieniać zamiast naśladować
        że jesteście leczeni zamiast leczyć świat
        za waszą boską moc niszczoną przez zwierzęcą siłę
        za niezwykłość i samotność waszych dróg
        bądźcie pozdrowieni Nadwrażliwi.



        • jol5.po Re: Posłanie dla nadwrażliwych 21.12.06, 17:30
          >Jak ktoś, kto wie o "Oświęcimiu", może być zaskoczony, zdziwiony, doświadczeniem
          >ciężkiej choroby, ludzkiego okrucieństwa, głupoty?

          Ja myslę, że to nie odbywa się linearnie. Kiedyś myslałam, że doświadczenia się
          kumulują, na poziomie kultury, historii, teraz wydaje mi się, ze każde
          pokolenie, żeby nie powiedzeć każdy człowiek tworzy sobie kanon doświadczeń
          wybierając czasami na zasadzie przypadku te z doświadczeń ogólnych.
          Po Oświęcimiu przetoczyła się ogromna dsyskusja wśród filozofów, religijni Żydzi
          ogłosili, że Bóg umarł. I hasło Oświecim może sie do tego odwoływać, ale może
          też nie znaczącyć dla każdego to samo, może byc jednym z wielu faktów.
          Ale wrażliwy człowiek znajdzie punkty zaczepienia, gdzie zacznie się refleksja o
          naturze ludzkiej i jej okrucieństwie. Moze dla Ewy ten film to własnie jeden z
          takich momentów, gdzie czuje, że nie może zrozumieć, że musi przepracować, coś z
          tym zrobić. Dla mnie takim doświadczeniem obecnego czasu są cierpiace dzieci, o
          których tyle jest ostatnio w mediach. O tym Kubusiu, który nie słyszy, nie mówi,
          nie widzi, bo go tata pobił...Boże
        • rycerzowa Re: Posłanie dla nadwrażliwych 28.12.06, 23:29
          Pięknie napisane.
          Ale ja nie o tym.

          Jest taki stary dowcip, gdy syn widzi matkę ciężko pracującą i mówi: "Mamo,
          wychodzę do pubu, bo nie mogę patrzeć, jak się męczysz".
          Znamy takich "wrażliwców".
          Trzeba nimi czasem potrząsnąć.

          Wrażliwość może być też niszcząca. Niektóre kobiety, które straciły dzieciątko,
          odnoszą się z niechęcią, zazdrością, nienawiścią, wręcz z agresją wobec innych
          matek.
          Z czymś takim człowiek sobie sam nie poradzi. Potrzebuje pomocy specjalisty.

          Jest też mylenie wrażliwości z czułością, dobrocią.
          Są ludzie twardzi, co to i kino akcji lubią, byle czym się nie wzruszą, "Pasję"
          obejrzą i nie zaburzy im to apetytu na kolację. Ale zawsze można liczyć na ich
          pomoc, są uczciwi, prawi i porządni.

          Moja najmłodsza córeczka, do bólu konkretna, na poetykę nieczuła, zawsze
          pierwsza śpieszyła z pomocą, gdy wracałam z zakupami, nieproszona robiła
          herbatę, gdy widziała nas zmęczonymi. A te starsze "wrażliwce" trzeba było o
          pomoc prosić, uczyć empatii.
          Tak mi się wydaje, że gdy ma się w domu wrażliwca, to celem wychowania jest, by
          tę jego wrażliwość skierować na zewnątrz, do ludzi, a nie tylko na siebie.

          To tak ogólnie o wrażliwości.
    • mader1 Re: "Pasja" wyrzadziła mi szkodę 22.12.06, 00:13
      Myślę sobie o Tobie i o Twoich ... lękach, przemyśleniach...
      Dziękuję Ci za ten wątek. Tak się dzieje, że zawsze w okolicach Świąt
      Narodzenia Pańskiego myślę o tym, co stało się potem.
      Pasja.
      Ludzie WTEDY widzieli Go jako człowieka. Potrzebowali czasu, by zrozumieć, że
      jest Bogiem. Nie będę pisała o okrucieństwie tamtych czasów, bo czym zmierzyć
      okrucieństwo ? Nauczyliśmy się być okrutni, ale niejako " po cichu". W ciszy
      gabinetów, obozów, w białych fartuchach potrafimy robić równie okrutne rzeczy,
      jak kiedyś na rynku, na oczach gapiów. Ale gapie nie chcą patrzeć. No chyba, ze
      przez szybkę...
      Bito człowieka na oczach innych ludzi, przybijano Go do krzyża... To bolało.
      Ale pewnie było bardziej do zniesienia.
      My myslimy o Jezusie Chrystusie inaczej. To Bóg. Nasz Pan. Zbawiciel. Dobro i
      Miłość. Ktoś Święty, Jedyny. I dlatego te sceny aż TAK bolą. To, że nie możemy
      zaprzeczyć, wyprzeć z myśli - te rany, te razy zadawano naszemu BOGU. Komuś,
      przed Kim klękamy, obdarzamy największym szacunkiem.
      A został potraktowany tak, jak my psa nie potrafilibyśmy potraktować. ( Choć
      może żyjemy w czasach równie okrutnych).
      Myślę, że może... może przeraziło Cię tak to, że to nie jakaś metafora, że
      Chrystus nie promieniał jakoś, że nie uśmiechał się szyderczo, z dużą pewnością
      siebie. Że to NAPRAWDĘ bolało, że oblepiała Go krew, ślina, bał się
      potwornie... Musiał to przeżyć a raczej NIE PRZEŻYĆ do końca.
      To fizyczność tego Człowieka, który jest dla nas Bogiem przeraża. Stopień
      poniżenia, jakiemu się poddał jest nie do zaakceptowania dla tych, którzy Go
      wywyższają.
      Trudno zaakceptować ludzkie cechy u Boga.
      To jest Tajemnica.
      To jest nie do ogarnięcia. I te narodziny byle gdzie, niezrozumienie, ubóstwo,
      męka, śmierć i wreszcie Zmartwychwstanie.
      Ale jak On inaczej miał się zbiżyć do każdego z nas ?
      Taki triumfujący, nie do tknięcia, jak mógłby powiedzieć zgwałconej kobiecie -
      żyj, wytrzymaj ?
      Jak moglibysmy pomysleć, że nas rozumie , ten Byt,Duch, zawsze ponad, zawsze
      poza.
      On wie. On to poznał.
      Zaakceptuj to, że zrobił po to dla Ciebie. By być blisko, gdy cierpisz, by być
      Osobą.
    • mary_ann Re: "Pasja" wyrzadziła mi szkodę 22.12.06, 13:17
      A ja rozumiem i Ewę, i - jak sądzę - Rycerzowąsmile)
      Chyba mówicie dziewczyny, o dwóch różnych rzeczach...

      Kiedys roboczo sama sobie podzieliłam wszelką wiedzę na "intelektualną"
      i "emocjonalną" - widzę, że tu też ten podział się pojawił.

      Zatem rozumowo wiemy, tj. przyjmujemy do wiadomości i Pasję, i Oswięcim, i to,
      że niewinni ludzie (i jeszcze bardziej niewinne zwierzęta) na całym świecie
      cierpią katusze i umierają w męczarniach. Tyle tylko, że w dużej mierze jest to
      wiedza intelektualna. Emocjonalną uzyskujemy zwykle na chwilę - pod wpływem
      przeżycia własnego czy wyjątkowo sugestywnego, a nie zdewaluowanego jeszcze
      obrazu. Ale żeby normalnie funkcjonować, nie popełnić natychmiast harakiri albo
      przynajmniej nie popaść w zupełny stupor, nie możemy (to akt samoobrony!) stale
      jej przeżywać do głębi! Wszyscy niby wiemy, że dzieci w Afryce umierają z
      głodu, ale gdybyśmy pamiętali o tym z całą intensywnością i autentyzmem bez
      chwili przerwy, nie przełknęlibyśmy żadnego posiłku. A kto z Was w każdej
      sekundzie zycia naprawdę mysli o śmierci i perspektywie wiecznej?

      Ewa podzieliła się z nami nie swoją niedojrzałością (nie sądzę, by to, co
      opisuje, świadczyło o zaburzeniach, raczej o dużej wrażliwości - a kto się
      podejmuje tu ustalić granice normę, hę, reka do góry?), tylko obserwacją
      paradoksu ludzkiej natury, a także problemem. Osobiście dziękuję mader za
      piękną odpowiedź.
    • mamamonika Re: "Pasja" wyrzadziła mi szkodę 22.12.06, 18:10
      Mi się "Pasja" nie podobała...
      Za bardzo to było filmowe, plastikowe, upozowane, za dużo sztucznej krwi, aktor
      upozowany na kotlet mielony - zamiast przeżycia fizyczności, opuszczenia,
      okrucieństwa miałam odczucia podobne jak w momencie oglądania Pulp Fiction -
      groteska, plastik, dojmujące poczucie sztuczności. Po prostu w pewnym momencie
      wyłączyło mi się współczucie i przeżywanie, a włączyła... złość na reżysera. Za
      tę megadosłowność, nie zostawiającą ani chwili czasu na działanie wyobraźni
      widza, łopatologię, przesadę. Film miał wbić w ziemię, mnie zirytował i
      zniesmaczył, czekałam, kiedy się skończy. W końcu mnie znudził zamiast
      wzruszyć sad((
    • rycerzowa Re: "Pasja" wyrzadziła mi szkodę 28.12.06, 22:58
      W zasadzie należałoby sprecyzować, na czym polega problem Ewy.
      Czy nie może pogodzić się z istnieniem okrucieństwa wśród ludzi, czy sprawa jest
      natury teologicznej, tzn. zrozumienia celu i sensu krzyża.

      Johanna Jäger-Sommer, kobieta - teolog, pisze ( ostatni numer TP):
      Chrystus, jak głoszą pieśni pasyjne i traktaty teologiczne, musiał zostać
      „zabity" jako ofiara przebłagalna za nasze grzechy, aby pojednać Boga z
      ludzkością. Leżące u podłoża tej myśli archaiczne wyobrażenia o koźle ofiarnym i
      ofierze raczej nas dzisiaj odstraszają, niż mogą być dla nas obrazem zbawienia.
      I w ogóle: gdzie w tym dramacie odkupienia jest miejsce dla nas, ludzi?
      Występujemy w nim tylko jako „grzesznicy" – zresztą wskutek „grzechu
      pierworodnego", a więc też bez własnego przyczynienia się – którzy biernie
      przyjmują odkupienie przez Chrystusa.

      Czyli "dzisiejszy człowiek" nie rozumie, czuje się odstraszony.
      Czy to właśnie Ewa chciała wyrazić w swym liście, o tym porozmawiać?

      To jest wielka tajemnica wiary, niejednemu teologowi trudno powiedzieć: "rozumiem".
      Ale każdy jakoś to po swojemu czuje.
      Mnie się wydaje, że Chrystus na nowo umiera z każdym człowiekiem , który cierpi,
      który jest prześladowany. I w Oświęcimiu był wśród tych, którzy szli do gazu.
      I ze istnieje coś takiego, jak moja odpowiedzialność za czyjeś cierpienie, bo
      chyba na tym polega sens słów : "To nie gwoździe Cię przybiły, lecz mój grzech..."
      • mamachlopca1 Re: "Pasja" wyrzadziła mi szkodę 29.12.06, 09:31
        a mi Pasja się podobała-o ile tak to można nazwac.ten film wstrząsnął mna-ale
        tak w pozytywnym sensie-w sensie prowadzącym do nawrócenia. Pokazał mi Jezusa
        nie jago słodki obrazek wśród dzieci ale tak namacalnie zobaczyłam jak to
        wszystko wyglądało-właśnie tak fizycznie,tak jak było-z
        bólem,krwią,krzykiem,samotnością...bo to nie jest tylko jakaś śmierć
        teoretyczna,kiedyś,która my tylko wspominamy.to się ciąglę wydarza a dzięki
        mnie i mojemu grzechowi wygląda właśnietak jak wygląda.może rzeczywiście film
        nie był nastawiony na ukazanie Miłości ale nie o to tu chodziło.Miłość jest
        ukazywana ciągle-na każdym kazaniu,w książkach,wszędzie.a grzech i ból,ta
        śmierc która działa sie naprawdę jakoś jest odsuwana.mi akurat Pasja była
        potrzebna by Bóg przestał być dla mnie taki ckierkowy i nierzeczywisty.
        a co do scen które zrobiły największe wrażenie,to sceny upadku połączone ze
        wspomnieniem Maryi czasu,gdy Jezus był małym chłopcem.Sama straciłam dziecko i
        może dlatego to wszystko,akurat te emocje były mi tak bliskie.
    • otryt Re: "Pasja" wyrzadziła mi szkodę 04.01.07, 09:47
      Wszedł właśnie na ekrany polskich kin nowy film Gibsona "Apocalipto". Opowiada
      o zagładzie Majów. Pokazanym okrucieństwem przebija "Pasję". Większość polskich
      filmowców radzi, aby nie iść na ten film, bo Gibson mocno przesadził w
      epatowaniu złem i przemocą. Krytycy znów podkreślają, że dosyć swobodnie
      potraktował realia historyczne. Inni mówią, że reżyser musi mieć problemy z
      własną psychiką. Dla mnie ten nowy film jest potwierdzeniem, że tworząc Pasję
      Gibson nie kierował się pobudkami religijnymi.

      Dopuszczam jeszcze taką możliwość, że Gibson celowo serwuje ludziom coraz
      większe okrucieństwa, skoro to przecież lubią. Testuje, ile jeszcze są w stanie
      strawić, kiedy się w końcu udławią, zaczną wymiotować i zemdleni krzykną: -
      Dosyć!!! Sion wspomniała, że masowo chodzą oglądać, jak piła teksańska w rękach
      psychopaty przepoławia ludzkie ciała. Więc o co chodzi? Sęk w tym, że nie
      wszyscy jednak na to chodzą i to lubią. Nie wszyscy lubią "Piłę"
      i "Apocalipto". Mają prawo również nie lubić "Pasji". Te filmy to kasowe
      horrory, moim zdaniem. Szkoda, że Gibson zysku z filmu "Pasja" nie przeznaczył
      na jakiś zbożny cel. Uwierzyłbym wtedy, że nie zrobił "Pasji" dla zbicia
      jeszcze większej prywatnej fortuny.

      Pisze Sion, że to dobry film na dzisiejsze czasy. Myślę, że w każdych czasach
      byli ludzie bardzo wrażliwi i mało wrażliwi, to jest constans. Nie uważam, aby
      nasze czasy były pod względem popełnianego okrucieństwa przez jednych i chęci
      oglądania tego przez drugich, gorsze lub lepsze od poprzednich wieków. Raczej
      można powiedzieć, ze ten film jest dobry dla jednych ludzi, a szkodliwy dla
      innych.

      • mader1 " Apocalipto" 04.01.07, 10:03
        No byłam na Apocalipto.
        i wiesz, co mnie zdziwiło ? Odebrałam ten film zupełnie inaczej niż wszyscy,
        których znam.
        i niż recenzenci.
        Chyba nienormalna jestem sad
        • otryt Re: " Apocalipto" 04.01.07, 10:06
          Mader, ciekawy jestem Twojej opinii bardziej niż recenzentów gazetowych. Może
          podzielisz się swoimi refleksjami z tego filmu. Pozdrawiam serdecznie.
          • mader1 Re: " Apocalipto" 04.01.07, 11:38
            To będzie trudne. Najpierw muszę bowiem napisać, co czułam na tym filmie.
            Mam bowiem wrażenie, że zarówno " Pasja", jak i " Apocalipto" miały trafić do
            moich emocji, nie do intelektu.Poruszyć te odkryte niedawno "komórki
            lustrzane". Udało im się. " Pasja" poruszając moje emocje miała mi uświadomić,
            że Chrystus był Osobą, że nasz Bóg jest Osobowy. Mnie tego uświadamiać nie
            trzeba - tak moje relacje z Nim przeżywam od dawna, więc makabryczne sceny
            tylko bolały. Natomiast wystarczy spojrzeć na ankiety , w których chrześcijanie
            odpowiadają, w Kogo wierzą, żeby dostrzec, że Człowieczeństwo, Osobowość Boga
            gdzieś się gubi.
            A teraz o " Apocalipto"
            Zgodnie z zapowiedzią oglądamy zmierzch pewnej kultury. Są to Majowie z
            Jukatanu. Podobno pomylili się Gibsonowi z Aztekami, którzy w ciągu jednej
            uroczystości potrafili zabić nawet 20 tys. ludzi. Majowie przejmowali zwyczaje
            sąsiadów, ale nie byli aż tak okrutni. Zabijali mniej.
            Wiele osób nawet nie ma o tym pojęcia. Moja córka, nastolatka, zbierajac dane
            na referat o tych kulturach, z przerazeniem odnalazłą te dane.
            Wystarczy jednak spojrzeć na fora internetowe, zeby poczytać, jak to szlachetna
            i wzniosła kultura upadła tylko dlatego, że przypłynęli chrześcijanie. Inaczej
            wznosiłaby i rosłaby dalej. Myslę, ze wszelkie metafory, łagodzenia w tym
            wypadku byłyby bardzo niebezpieczne. Tak robi się od lat, utrwalając wśród
            tych, którzy wcale swojej wiedzy nie pogłębiają ,dotychczasowe stereotypy.
            Co czułam ?
            Oglądając polowanie na ludzi , na człowieka, bałam się. Przeraziło mnie
            przerysowane okrucieństwo, ale JAKBY zaczerpnięte z sytuacji wcale nie tak
            odległych.Okrucieństwo niemalże namacalne.
            Wielka , zaawansowana, rozwinięta cywilizacja - no jest. Okrucieństwo
            żołnierzy, wojowników, którzy nie tylko pojmują jeńcow, znęcają się nad nimi -
            no jest, wystarczy poczytać. Chwytanie dziecka za nóżkę wywijanie nim na oczach
            matki - mój ojciec opowiadał o tym, co widział w czasie II wojny światowej - to
            była jego opowieść. Gwałty na kobietach na oczach bezsilnych mężów - to ciagle
            jest. Polowanie na człowieka dla zabawy - czytamy o tym czasem w gazecie. Żle
            opłacani, chorzy robotnicy , podczas gdy mnóstwo bogatych mija ich obojętnie-
            to jest, widzę to na co dzień.Robotnicy - niewolnicy, trybiki jakiś wielkich
            przedsięwzięć, budowli. Odsuwanie nogą ze wstrętem umierającego starca "umieraj
            godnie, po cichu "- to jest. Wyśmiewanie odruchów solidarnosci - to jest.Rada
            przyjaciela - skoro umierasz, przetnij sobie żyły, będzie szybciej - eutanazja -
            to jest. Dół z gnijącymi ciałami - przypominający zdjęcia z obozów
            koncentracyjnych, z ostatnich wojen. Nagromadzone to wszystko w jednym miejscu,
            przywołujące gdzieniegdzie obrazy z "wiadomosci", miało poruszyć. To już było,
            to się powtarza...Nie wymyśliliśmy tego pierwsi i jezeli nie zawrócimy, nie
            pierwsi poniesiemy klęskę. Dziewczynka, chora dziewczynka, odsuwana
            bezlitośnie kijem, która przepowiada nieprawdopodobny zmierzch, katastrofę.
            Nawróćcie się.
            I myśl - co ja mogę ?
            Bezsilnośc człowieka, który jest tym przerażony, widzi to, ale widzi też ogrom
            tej dobrze działającej, sprawnej machiny.
            To druga warstwa filmu. Wiele razy powtórzone - " Nie bój się !". Strachem
            można sie zarazić, on uniemożliwia działanie. Uniemożliwia życie. Nieraz na tym
            forum rozmawialiśmy o strachu, lęku w naszym życiu.
            Ojciec, który ginie, ma tylko jedno przesłanie ' Nie bój się, nie lękaj się."
            W beznadziejnej sytuacji wierzy w syna ! I to daje wolność. Drugą słabością a
            jednocześnie siłą paradoksalnie okazuje się miłość, odpowiedzialność,
            zobowiazanie. Matka, która mogłaby na dnie dołu zwinąć się w kłębek i poddać,
            spina ranę swojego synka, zamiast go kaleczyć, dobijać i lamentować.Kamień
            wrzucony przez wroga, by ją zabić, zranić, zdemaskować, staje się podporą, gdy
            tonie wraz z dziećmi.
            W tym beznadziejnym położeniu zdarzają się małe cuda. Nie poddaje się. Nie
            skraca sobie życia. Walczy.
            Jej mąż też. Ma odruchy miłości - scena z omdleniem przyjaciela, kiedy
            podnoszą się tylko ze względu na tego drugiego - jakież to inne, niż litościwe
            dobijanie .
            Musi wrócić.
            Na jego oczach dzieją się kiczowate cuda - w naszym życiu też przecież tak
            jest. Nie wiemy, dlaczego nam, wcale nie zasługujemy. Ale on z tych cudów
            korzysta.
            Prostuje plecy - to jest mój las. Tak jaby odwrócenie snu o ucieczce, który
            dręczy wielu po nocach.Depresyjnego snu. Można się wyprostować i w tej
            beznadziejnej przecież sytuacji powiedzieć " nie boję się, nie będę uciekał,
            zawalczę".Jestem wojownikiem, zwyciężę.
            Tak zrozumiałam intencję Gibsona.
            Zrozumiałam, że chciał, by wielu ludzi przyszło na ten film i użył wszelkich
            możliwych sposobów , by tak się stało. Zanim poprawnośc polityczna zabroni w
            ogóle mowić, ze ktoś kogoś kiedykowiek mordował ( oprócz księży, którzy mordują
            wszystkich do dziś na każdej mszy )
            Nie szłabym aż tak daleko z interpretacją, że wielość krwawych ofiar dla
            bezlitosnych bozkow, przeciwstawiono jednej, dobrowolnej Ofierze Boga, ktora
            tamte wszystkie zakończyła. Zbyt płytko byłoby to pokazane.
            Raczej wydaje mi się, że na fali odradzania się tradycyjnych pogańskich wierzeń
            modnej w pewnych środowiskach - chciał pokazać, jakie to "piękne", tym co nie
            potrafią sobie przeczytać. Że to krok wstecz.

            A teraz. To tylko film. Wiele scen, które mogłyby być bardzo cenne, jest
            poprowadzonych płytko i jakby nieumiejętnie.
            Są uproszczenia, omyłki.
            Ktoś, kto sporo wie, wyjdzie rozczarowany. Nie trzeba mu pokazywać,że kapłani
            wyrywali serca ofiarom - potrafił to sobie wyobrazić i bez filmu.To jednak kino
            amerykańskie zarażone i prostym myśleniem i ich skłonnością do tanich
            efektow... Nie jest to " Plac Zbawiciela"... sad A szkoda.
            • otryt Re: " Apocalipto" 04.01.07, 13:32
              Dziękuję Ci Mader za Twoje odczucia z filmów.

              >Pasja", jak i " Apocalipto" miały trafić do moich emocji, nie do intelektu.
              >Poruszyć te odkryte niedawno "komórki lustrzane". Udało im się.

              W moim przypadku też udało im się. Nie chcę jednak przeżywać tych emocji. Czemu
              dobremu miałoby służyć przeżywanie tych emocji w kinie? Co innego przeżywać
              emocje w rzeczywistym, realnym świecie, w którym żyjemy. Nie uciekać od
              rzeczywistych, życiowych trudnych sytuacji i emocji z nimi nieodłącznie
              związanych - to rozumiem. W kinie przeżywamy emocje sztuczne, celowo podkręcone
              jeszcze przez reżysera. Emocje dla emocji. Jednemu robi się przyjemnie, bo
              adrenaliny więcej. Inny czuje ból. Człowiek został wyposażony w emocje, aby
              lepiej czuł swoją aktualną sytuację, w jakiej się znalazł i właściwie oraz
              szybko zareagował. Puste przeżywanie emocji (bez adekwatnego działania)
              powodują tylko znieczulenie na przyszłość.

              >Mnie tego uświadamiać nie trzeba - tak moje relacje z Nim przeżywam od dawna,
              >więc makabryczne sceny tylko bolały.

              Dokładnie to samo mogę powiedzieć o sobie. W sferę intelektualną film nie wnosi
              nic nowego. Czułem jedynie fizyczny ból. To wszystko, co wyniosłem z filmu.
              Żeby to jeszcze można było nazwać współcierpieniem z Chrystusem. Ale tego nie
              można zrobić. To sytuacja nieprawdziwa, sztuczna, wyreżyserowana. To samo, co
              wzruszanie się nad losem „Trędowatej”. Jednak były osoby, dla których w filmie
              nieudolnie rozlano wiadra ketchupu i czuły niedosyt lub zawód. Prawdziwym
              współcierpieniem z Chrystusem jest bycie w prawdziwej sytuacji, przy jednym z
              tych braci najmniejszych, przy umierającym na raka człowieku, trzymanie go za
              rękę i odczuwanie emocji związanych z tą sytuacją. Taką sytuacją mogłaby być
              pomoc udzielona Grażynce lub Oskarkowi, gdy widzimy jak strasznie dorośli je
              krzywdzą i sece nam się z żalu kraje oraz wiele innych prawdziwych sytuacji z
              naszego życia.

              Bardzo dziękuję Ci za wspaniały opis nowego filmu. Pięknie przetworzony przez
              Ciebie intelektualnie jest dla mnie do przyjęcia. I to mi wystarczy. Wszystkie
              te sprawy związane z upadkiem cywilizacji są do rozumowego pojęcia dla
              większości z nas. Analogie ze współczesnym światem czytelne. Wolę emocjonalnie
              przeżywać sytuacje związane ze współczesnym światem, nawet zwykły dziennik
              telewizyjny z jego okropieństwami. Do badania historii wystarczy mi chłodny
              rozum, bo w historii już nic nie zmienimy. Nie chcę podniecać się wizją
              stworzoną przez reżysera. Wolę solidaryzować się z Rocco Butighlionim i
              wściekać na wczorajszą informację, że sąd oznajmił, że jakieś dziecko w świecie
              ma troje rodziców. Mobilizuje mnie to chociażby do troski o własną rodzinę i
              inne znane mi rodziny, bo rodzina jest podstawą społeczeństwa i cywilizacji.
              Jak ona upadnie to upadnie wszystko.

              • mader1 Re: " Apocalipto" 04.01.07, 18:03
                Ja takze dziękuję za Twoją odpowiedź.


                Nie chcę jednak przeżywać tych emocji. Czemu
                >
                > dobremu miałoby służyć przeżywanie tych emocji w kinie? Co innego przeżywać
                > emocje w rzeczywistym, realnym świecie, w którym żyjemy. Nie uciekać od
                > rzeczywistych, życiowych trudnych sytuacji i emocji z nimi nieodłącznie
                > związanych - to rozumiem. W kinie przeżywamy emocje sztuczne, celowo
                podkręcone
                >
                > jeszcze przez reżysera. Emocje dla emocji. Jednemu robi się przyjemnie, bo
                > adrenaliny więcej. Inny czuje ból. Człowiek został wyposażony w emocje, aby
                > lepiej czuł swoją aktualną sytuację, w jakiej się znalazł i właściwie oraz
                > szybko zareagował.

                Twoja postawa jest dla mnie zrozumiała. Ja też wolę żyć swoim życiem, niż
                przeżywać życie bohaterów filmów. Czasem jednak chodzę na filmy lub oglądam je
                w telewizji, na CD. Niektóre mnie ubogacają, inne nie. Niektórych nie tykam -
                życie jest krótkie i nie da się wszystkiego obejrzeć.
                Do niektórych obrazów wracam. " Pasję " obejrzałam raz i wystarczy. Nie wydaje
                mi się żebym dojrzałą w niej jakieś jeszcze dno. Nie wydaje mi się, żebym
                wracała też do " Apocalipto".
                W czasie oglądania wielu filmów odczuwam różne emocje - słabsze, mocniejsze.
                Tu mniej więcej wiedziałam, co mnie może spotkać. Można napisać, że poszłam na
                nie świadomie.

                Puste przeżywanie emocji (bez adekwatnego działania)
                > powodują tylko znieczulenie na przyszłość.

                To jest prawda. I to jest niebezpieczeństwo używania kontrowersyjnych środków
                dla dobrych nawet celów. Miałam wrażenie, że Gibson chce tak mocno przerazić po
                to, by ludzie , niektórzy ludzie po wyjściu zaczęli myśleć. Takie miałam
                wrażenie. A wręcz działać, bo w tej chwili są ubezwłasnowlnieni strachem.
                Czy mu się to uda, udało ? Trudno mi zajrzeć w jego serce - czy to pycha,
                przekonaie o swojej misji skłoniło go do kręcenia takich filmów, czy chce w ten
                nieudolny sposób służyć Bogu ? Jeżeli stara się dla Boga - uda się, jeżeli
                zaspokaja swoje ego - Twoje obawy Otrycie ziszczą się.

                > Dokładnie to samo mogę powiedzieć o sobie. W sferę intelektualną film nie
                wnosi
                >
                > nic nowego.

                No właśnie. Ale i mi i Tobie wniosły coś rozważania adwentowe na forum. Są dla
                mnie niesamowitą inspiracją i dobrem. Natomiast ludzie są różni.
                My jesteśmy już ( jak to elegancko nazwać ? ) dojrzali, mamy wiele przemyśleń
                za sobą, Bóg postawił na naszej drodze wielu ludzi, którzy przyczynili się do
                naszego rozwoju - sami byśmy tego nie dokonali.
                Czy te filmy pomogą ? Nie wiem. Może przez niektóre skorupy przebija się tylko
                krzyk ? Jak bardzo Gibson zna swoich odbiorców " docelowych" ? Ja ich nie znam.
                Nie wiem, czy ma rację.

                Analogie ze współczesnym światem czytelne. Wolę emocjonalnie
                > przeżywać sytuacje związane ze współczesnym światem, nawet zwykły dziennik
                > telewizyjny z jego okropieństwami.

                Tak , ja też. Ale mam wrażenie, że wielu, mając w tle całymi dniami walczących
                ze sobą ludzi, egzekucje, porawiając sobie wieczorami ten obraz " Bill Kill" (
                czy odwrotnie), albo inną "Piłą mechaniczną" już zobojętniało. Nie przeżywa, bo
                nie ma co. Mama w domu starców, dzieci nie ma, żony nie ma... Odpowiedzialność
                i miłość łączy się z ciągłymi obowiązkami i stresem, nie w pretekstem do
                dążenia do wolności, nie powodem w sytuacjach krańcowych do życia. Nie ma
                sytuacji krańcowych. Nie ma ostrzeżeń. Są migające obrazki egzekucji.
                Myśmy to Otrycie już kiedyś przemyśleli, Bóg raczy wiedzić dlaczego nam na to
                pozwolił i jaka nasza załuga.
                Czy " apocalipto" znieczuli bardziej, czy przebudzi ? Czy przerazi powodując
                jakąś zmianę ? Nie wiem. Niech Bóg mu pomoże, oby.
                • otryt Re: " Apocalipto" 05.01.07, 10:33
                  Trudno mi coś dodać do tego co napisałaś, zgadzam się w całości. Każdy z nas
                  jest inny, ma inną historię życia. Stąd nawet krańcowo inne podejście do
                  filmów, o których rozmawiamy. Wielu okropnych rzeczy naoglądałem się w
                  dzieciństwie, dlatego może teraz nie mam już na to ochoty. Mając 12-13 lat
                  zaczytywałem się we wspomnieniach obozowych z Auchwitz, Majdanka, Dachau.
                  Nałkowska i Borowski były później w liceum jako lektura. Ja to wiem od bardzo
                  dawna, jaki może być człowiek. Ale wiem również, że może być ktoś taki, jak
                  Maksymilian Kolbe. Kiedyś spotkałem się osobiście z Franciszkiem
                  Gajowniczkiem. Mamy nawet wspólne zdjęcie. To człowiek, któremu św. Maksymilian
                  uratował życie. Zadziwiła mnie jego skromność i niestrudzone głoszenie prawdy,
                  o tym co zaszło wtedy w Auschwitz. Niestrudzony świadek prawdy. Jeździł po
                  Polsce i świecie przez kilkadziesiąt lat, czasem ze swoimi dorosłymi córkami i
                  wciąż opowiadał tę samą historię. Pozdrawiam serdecznie.
                  • aszlan Re:Jeszcze o " Pasji" 06.01.07, 09:15
                    Dla mnie jako chrześcijanki,"Pasja" jest filmem bardzo ważnym, a nawet
                    natchnionymn. Niewątpliwie jest to film tzw. mocny, ale musimy pamiętać , że
                    Gibson był wierny przekazom biblijnym. Zgoda mógł to pokazać w sposób mniej
                    naturalistyczny, tylko po co, wiele już było mniej lub bardziej udanych filmów
                    Chrystusie. Gibson, zrobił film dla chrześcijan, nawet tych szczególnie
                    wrażliwych, bo oni także powinni zdawać sobie sprawę, jak w rzeczywiście
                    wyglądała Męka i Śmierc Pana.
                    Ewo, oglądałaś do końca? Pamiętasz przepiękną, kluczową scenę
                    zmartwychwstania. Oto wypełniło się to co przepowiadali, prorocy i o czym
                    mówił sam Jezus, chocby tu:
                    "Życie moje oddaję za owce (..) Nikt Mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je
                    oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać. Taki nakaz otrzymałem od
                    mojego Ojca".
                    Nic co się wydarzyło wtedy nie było niezgodne z Planem Bożym,nie rozumiemy tego,
                    bo Boga człowiek nie jest w stanie zrozumieć, pozostaje nam Mu zaufać.
                    Pozdrawiam, Malgosia
                    • franula Re:Jeszcze o " Pasji" 06.01.07, 10:55
                      Długo milczałam, ale jednak napiszę - Ewo ja z premedytacja Pasji nie ogladałam
                      i nie zamierzam oglądać (nie uważam tego za obowiązel chrześcijanina). Nie
                      tylko jej - po dziś dzień zamykam oczy za co brtulaniejszych scacnach w
                      filmach. Na wiele specjalnie nie chodzę. opis Apocalipto napisany przez Mader
                      stoi mi w uszach. Po Pianiście nie moglam spać. Tak samo po książkach których
                      jednak nie unikam np literaturze obozowej, "gulagu". Tą drogą staram sie nie
                      zatykać uszu na zlo ale obrazy to dla mnie za dużo.
                      Pogodzilam się z taka moja ulomnością, taka mam konstrukcję psychiczną.
                      Intelektualnie zło Oświęcim Mękę cierpienie przeerobiłam (zostając bez
                      rozwiązani nota bene) ale mam za cienką skórę na epatowanie przemocą w mediach,
                      Jescze mi sie to "pogorszyło" po urodzeniu dziecka.
                      Jesli chodzi o przekładalność takiej konstrukcji psychicznej na zycie to w
                      życiu na zło staram się reagować ale z wielkim cierpieniem (poza własnym
                      porodemwink się jeszcze nie zetknęłam więc nie wiem.
      • sion2 Gibson nie napisal scenariusza do "Pasji"... 06.01.07, 11:37
        Wiecie co ale wszyscy zapomnieli o jednym: film "Pasja" powstal na podstawie
        objawien Katarzyny Emmerich - to jej Jezus opowiedzial swoja męke wlasnie w ten
        sposob jak ukazano na filmie. Gibson nie wymyslil ze męka byla az tak krwawa
        ale tak jest opisane w objawieniach. Oczywiscie nie jest obowiazkiem wierzyc w
        te obajwienia i w ogole ich wymowa tez nie jest w 100% doslowna a tego Gibson
        nie zrozumial - ale fakt pozostaje faktem ze to nie Gibson wymyslil takie
        skatowanie Syna Bożego.


        -
        Hura, będę ciocią!
    • minerwamcg Nie oglądałam. 07.01.07, 04:21
      A ja nie oglądałam. Mam za słabe nerwy. Jako dzieciak w Wielkim Poście
      spędzałam lekcje religii w toalecie.
      Potem oczywiście oswoiłam się z czwartą prawdą wiary. Najbardziej pomogły mi w
      tym, paradoksalnie, stosowne fragmenty Pisma Świętego, opowiadające o wszystkim
      godnie i bez egzaltacji - Słowo Boże jest skuteczne i to na najróżniejsze
      sposoby smile
      Jednakowoż w dalszym ciągu nie znoszę Gorzkich Żali.
      Trudno, tak mam. Wiem, że jako chrześcijanka powinnam - skoro nie mogłam
      towarzyszyć Jezusowi na Drodze Krzyżowej w realu - być z Nim sercem i
      wyobraźnią. Nie bać się prawdy o tym, jak i ile cierpiał. A jednak się boję.
      Przyznaję z pokorą, że było to po stokroć więcej, niż mogę sobie wyobrazić - i
      wiem, że to też zobowiązuje mnie do tym większej wdzięczności.
    • ja291 Re: "Pasja" wyrzadziła mi szkodę 11.01.07, 11:42
      Witam wszystkich bardzo serdecznie,
      wątek pasji skłonił mnie, aby przestać tylko podczytywać a wreszcie zabrać głos
      na tym forum smile

      Jak wchodziła "Pasja" do kin to nie miałam najmniejszej ochoty jej oglądać.
      Należę właśnie do grupy "wrażliwców", nie lubie scen przemocy, nie oglądam tego
      typu filmów, bo tylko mnie stresują, zresztą nawet nie jestem w stanie nie nie
      patrzeć. Pasja więc również z góry została skreślona.

      Jednak kilka miesięcy temu coś się zmieniło w moim życiu. Byłam na totalnym
      życiowym zakręcie i wtedy spotkałam Boga. Niby wierzyłam zawsze (tak byłam
      wychowywana), ale prawda jest taka, że ostatnich kilka lat nie byłam w zbyt
      bliskich stosunkach z Bogiem. Jednak kilka miesięcy temu, nagle coś mnie
      tchnęło. Najpierw natrafiłam w domu na obrazek z koronką do miłosierdzia Bożego.
      Potem idąc dalej tym tropem poszłam i kupiłam "dziennieczek siosty Faustyny".
      Przeczytałam go od deski do deski (choć jako "wrażliwiec" bałam się ciemności
      jeszcze miesiąc po skończonej lekturze, mając w pamięci spotkania siostry
      Faustyny z diabłem w różnych ciemnych zakamarkach).

      To co mnie uderzyło w dzienniczku to stałe nawoływanie do rozważania jego meki,
      uparte napominania, aby stale o tym rozmyślała. Dziesiątki jej wizji Jezusa po
      biczowaniu, czy już ukrzyżowanego. Jej opis, że na jego ciele nie było ani
      kawałka nie poranionej skóry, o tych ranach szarpanych powstałych podczas
      biczowania. To mnie dosyć zszokowało. Jakoś tak zawsze było to poza moją
      świadomością, że to mogo AŻ tak wygladać.

      Po skończeniu dzienniczka czułam potrzebę spełnienia tego nakazu i zanurzenia
      się w tej męce. Stwierdziłam, że trudno to robić nie mając pojęcia jak naprawdę
      wyglądała. Poszłam do kościelnej księgarni i kupiłam książkę Katarzyny Emmerich
      pt"pasja". Wizje i opis Pasji przez K.Emmerich przeszył mnie do głębi.

      Po tym obejrzenie filmu (nakręconego zresztą na podstawie tej książki) to było
      już jakby tylko zakończenie tej drogi. Leżał na półce 2 miesiące zanim
      odważyłam sie go obejrzeć. Bałam się, że będzie gorzej, jednak lektura
      doskonale przygotowała mnie na to co zobaczyłam. Nie miałam po prostu złudzeń,
      wiedziałam, że tak to musi wyglądać jeśli ma być prawdziwie. Prawdę
      powiedziawsze i tak film nie oddaje tego tak "mocno" jak książka, połączona z
      fragmentami "dziennieczka" dotyczącymi tego zagadnienia.

      Ja tez mam cały czas przed oczyma sceny z tego filmu, ale cieszę się z tego. Ja
      CHCĘ to widzieć i pamiętać, z całym okrucieństwem tych chwil. Rzeczywiście, jak
      tylko zaczynam o tym myśleć, to moje problemy doczesne od razu robią się takie
      inne, tracą na watości. A skoro Jezus za nas umarł i to w taki właśnie sposób,
      to wydaje mi się, że trzeba to przyjąć w takiej postaci. Bez upiększeń.

      Pasja jest teraz dla mnie bardzo pięknym filmem, choć wiem, że gdybym zobaczyła
      ją bez tego przygotowania, to na pewno bym jej tak nie odebrała.
      • kamilla14 Re: "Pasja" wyrzadziła mi szkodę 13.01.07, 02:20
        Dzis przysluchiwalam sie audycji w radio program1 dotyczacej przemocy w filmie -
        oczywiscie natychmiast padlo nazwisko Gibsona i filmy Apocalypto i Pasja, jako
        przyklady pozytywnego wyrazania agresji przez rezysera.
        Wystepujacy tam krytyk o dziwo uważał Apocalypto za swietnie nakrecony, ktorego
        sceny przejda do historii kina, natomiast w opozycji byl na szczescie Krzysztof
        Zanussi (na caloscia czuwal T. Jastrun).
        ZAnussi (wrażliwy religijnie, ale nie zadeklarowany zdaje się) porównywał Pasję
        do "Ostatniego kuszenia Chrystusa" (M.Scorsese). I mimo, że uznal ja za swietnie
        przedstawiona (z wyjatkiem kiczowatego dla niego zakonczenia), to jednak
        zabraklo mu tego, co bylo w bardziej kontrowersyjnym "Ostatnim kuszeniu..." -
        filozofii, dlaczego Jezus umarl. Gibson skupil sie rzeczywiscie na Pasji, mece i
        okrucienstwie ktorej przyczyna moze byc kazdy z nas...
        Mowil tez, ze jesli chodzi o skutki pokazywania brutalnych scen - nawet
        spsychologowie nie sa zgodni - czy uwrazliwiaja nas na zlo, czy prowokuja do
        czynienia zla...
        Tak samo jest pewno z Pasja - niektorym jest potrzebna do poglebienia wiary,
        unaocznienia cierpienia Jezusa i wiekszej empatii z nim, drugiemu moze zaszkodzic...
        Jeszcze

        >Rzeczywiście, jak
        >
        > tylko zaczynam o tym myśleć, to moje problemy doczesne od razu robią się takie
        > inne, tracą na wartości.
        Wydaje mi sie, ze Chrystus nie po to cierpiał, bysmy bagatelizowali swoje
        problemy (jak ktos tu slusznie zauwazyl, w historii swiata znane sa jeszcze
        gorsze tortury niz Pasja), ale by nam pokazac, ze doswiadczyl kazdego cierpienia
        i dzieki temu rozumie nas jak nikt...
        Eh, wielka to tajemnica, wiec pora konczyc, pozdrawiam
        k

Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka