Dodaj do ulubionych

"wychowanie do życia w rodzinie" w rodzinie

16.02.07, 10:59
Przeczytałam ostatnio kilka książek związanych z edukacją seksualną i
chciałabym Was zapytać o stronę praktyczną tego zagadnienia. Mój synek ma
dopiero 2 latka ale ja już staram się wychowywać go w sposób, który pozwoli
mu ukształtować swoją tożsamość płciową. Dla nas oznacza to, że staramy się
aby Jerzyk miał zabawki kojarzone z obiema płciami, unikamy stwierdzeń
typu "chłopcy nie płaczą/nie bawią się lalkami/...". Zdarza się, że Jerzyk
widzi nas nago i jest to dla nas naturalne. Wie, gdzie ma penis i wie, że
dziewczynki mają srom (ale wie też, że penis można nazywać siusiakiem).
Gdy dziecko ma 2 lata to sprawa jest dosyć prosta. Chciałabym Was zapytać,
jak w Waszych rodzinach traktuje się edukację seksualną. Jak tłumaczycie
dzieciom zakaz masturbacji? Czy w przypadku masturbacji dziecięcej
występującej około 3 roku życia próbujecie dziecko przekonać do zaniechania
tych praktyk? Zastanawiam się nad tym problemem, ponieważ badania wyraźnie
wykazują, że masturbacja, która nie jest nałogiem i nie przybiera form
patologicznych nie jest szkodliwa dla zdrowia fizycznego ani psychicznego.
Jak więc wytłumaczyć dziecku ten zakaz skoro nie ma właściwie innych
argumentów niż grzech?
Wychowujecie dziecko wedle tradycyjnego podziału ról na kobiece i męskie czy
raczej staracie się przekazywać dzieciom egalitarny model świata? Wiele tu
pytań i nieco chaotycznie to wszystko ujęłam ale mam z tym problem i cały
czas się nad tym zastanawiam.
Prosiłabym o wymianę poglądów smile Wasze wypowiedzi zawsze są dla mnie
wskazówka lub natchnieniem smile
Obserwuj wątek
    • alex05012000 Re: "wychowanie do życia w rodzinie" w rodzinie 16.02.07, 12:47
      witaj,
      ja książek na ten temat nie czytałam, na razie nie widzę potrzeby... edukacji
      seksualnej tez raczej nie prowadzę... córka ma 7 lat.
      Jak tłumaczycie dzieciom zakaz masturbacji? Czy w przypadku masturbacji
      dziecięcej występującej około 3 roku życia próbujecie dziecko przekonać do
      zaniechania tych praktyk?
      pierwsze słyszę aby masturbacja występowała powszechnie, myślałam,ze to
      marginalne zjawisko... moja dziewczynka nigdy nie wykazywała zainteresowania
      dotykaniem miejsc intymnych ani jakimikolwiek praktykami tego typu... wie, ze
      mężczyźni i kobiety są różnie zbudowani, widziała nagich chłopców i nagie
      kobiety/dziewczynki (choćby na basenie czy na obrazach...), nagiego dorosłego
      mężczyzny nie..., jak ją coś interesuje to raczej pyta...a ja staram sie
      wyjaśnić stosownie do wieku...o akt seksualny nie pytała a ja nie opowiadam
      sama z siebie, ma czas... zabawki ma różne, preferuje te określane jako
      chłopięce: samochody, roboty, pojazdy... ubrania też: sportowe, chłopięce w
      stylu, taka jest, nie zamierzam na siłę wciskać jej w rózowe sukienki i kupować
      lalki (zresztą sukienki by nie załozyła i tak a lalkę oddała...),
      Wychowujecie dziecko wedle tradycyjnego podziału ról na kobiece i męskie czy
      raczej staracie się przekazywać dzieciom egalitarny model świata?
      napewno nie ma u nas w rodzinie mowy o żadnym tradycjonalistycznym podziale ról
      na męskie i damskie! DLA MNIE TO KOMPLETNY PRZEŻYTEK, pracuję zawodowo,
      prowadzę samochód, wkręcam śruby i piłuję drzewo..., a mój mąż czasami gotuje,
      nie jest kierowcą, i nie ma stałej pracy... jaki to podział ról? napewno nie
      stereotypowy ... świat jest bardzo różny, rodziny też (nie zawsze jest to
      małzeństwo zawarte w kościele i dzieci) ... uczę raczej poszanowania
      różnorodności, szacunku, miłości, zrozumienia, empatii.... a nie jakiegoś
      konkretnego modelu... to czym jest rodzina nasza córka widzi na codzień, widzi
      wzajemną miłość, szacunek i więź swoich rodziców, widzi też ich pracę,
      zmęczenie, problemy, chorobę i inne składniki życia...
      p.s. myślę że podział ról i stereotypowe zachowania/ubrania/zabawki narzucają
      media i sklepy/producenci... w sklepach zabawki i ubrania sa podzielone na te
      dla dziewczynek i te dla chłopców... mnie to strasznie wkurza...po pierwsze
      dział "damski" dla mojej córki mógłby nie istnieć, po drugie on jest nudny jak
      flaki z olejem! same lalki w 200 wersjach, do tego ubranka, makijaże,
      biżuteria, bobasy z całą paletą zachowań "matka", przesłodzone kucyki czy
      kuchnia na koniec... zato w męskim dziale!!!! wyścigi, kolejki, auta i pojazdy,
      tory hot wheles, dinozaury, lego, roboty, bodameny, zamki, zestawy do
      majsterkowania, i inne ciekawe rzeczy - po prostu rewelacja! dużo ciekawsze i
      bardziej rozwijające!!! moim zdaniem...
      dziewczynki od małego wpycha sie w okreslone role: podobać sie- dbanie o strój,
      wygląd, makijaż, biżuteria i takie tam, być matka: lalki, bobasy, z wózeczkami,
      łożeczkami, smoczkami jedzące i bekające ...
      ja tam wolę swoją chłopczycę z zapałem śledzącą wyścigi samochodowe... obsługi
      niemowlęcia zdąży sie nauczyć ...
      • warszawianka51 Re: "wychowanie do życia w rodzinie" w rodzinie 18.02.07, 21:02
        alex05012000 napisała:

        > witaj,
        > ja książek na ten temat nie czytałam, na razie nie widzę potrzeby... edukacji
        > seksualnej tez raczej nie prowadzę... córka ma 7 lat.

        A dlaczego nie widzisz potrzeby? Uważasz, że to jej nie dotyczy? Dziecko
        siedmioletnie już na pewno sporo wie na ten temat... Ja właśnie pytam o
        doświadczenia, bo chciałabym dziecko wprowadzać w świat płciowości zanim zrobi
        to za mnie jego kolega z zerówki, który np. obejrzał pisma pornograficzne
        swojego taty.

        > pierwsze słyszę aby masturbacja występowała powszechnie, myślałam,ze to
        > marginalne zjawisko... moja dziewczynka nigdy nie wykazywała zainteresowania
        > dotykaniem miejsc intymnych ani jakimikolwiek praktykami tego typu... wie, ze
        > mężczyźni i kobiety są różnie zbudowani, widziała nagich chłopców i nagie
        > kobiety/dziewczynki (choćby na basenie czy na obrazach...), nagiego dorosłego
        > mężczyzny nie..., jak ją coś interesuje to raczej pyta...a ja staram sie
        > wyjaśnić stosownie do wieku...o akt seksualny nie pytała a ja nie opowiadam
        > sama z siebie, ma czas...

        W dzisiejszym świecie, gdzie nagość i podteksty seksulane spotykamy na każdym
        kroku trudno jest żyć w przekonaniu, że dziecko zetknie się z seksem dopiero
        podczas dojrzewania. To, że Twoja córka nie pyta wcale nie musi oznaczać, że
        się tematem nie interesuje (dzieci w wieku 3-5 lat pytają o swoje pochodzenie i
        jest to jak najbardziej typowe i zgodne z normą rozwojową). Może po prostu
        wyczuła, że temat jest dla Ciebie trudny lub że nie masz chęci aby o tym
        opowiadać. Całkiem możliwe, że się absolutnie pomyliłam w tej mojej
        minidiagniozie i mam nadzieję, że nie odbierzesz tego jako atak - po lekturze
        kilku książek na ten temat chciałam Ci tylko pokazać, że zachowania dziecka
        można różnie interpretować. Może warto by było zapytać córeczkę w stosownej
        chwili, co wie na ten temat.

        > napewno nie ma u nas w rodzinie mowy o żadnym tradycjonalistycznym podziale
        ról
        >
        > na męskie i damskie! DLA MNIE TO KOMPLETNY PRZEŻYTEK, pracuję zawodowo,
        > prowadzę samochód, wkręcam śruby i piłuję drzewo..., a mój mąż czasami
        gotuje,
        > nie jest kierowcą, i nie ma stałej pracy... jaki to podział ról? napewno nie
        > stereotypowy ... świat jest bardzo różny, rodziny też (nie zawsze jest to
        > małzeństwo zawarte w kościele i dzieci) ... uczę raczej poszanowania
        > różnorodności, szacunku, miłości, zrozumienia, empatii.... a nie jakiegoś
        > konkretnego modelu... to czym jest rodzina nasza córka widzi na codzień,
        widzi
        > wzajemną miłość, szacunek i więź swoich rodziców, widzi też ich pracę,
        > zmęczenie, problemy, chorobę i inne składniki życia...
        > p.s. myślę że podział ról i stereotypowe zachowania/ubrania/zabawki narzucają
        > media i sklepy/producenci... w sklepach zabawki i ubrania sa podzielone na te
        > dla dziewczynek i te dla chłopców... mnie to strasznie wkurza...po pierwsze
        > dział "damski" dla mojej córki mógłby nie istnieć, po drugie on jest nudny
        jak
        > flaki z olejem! same lalki w 200 wersjach, do tego ubranka, makijaże,
        > biżuteria, bobasy z całą paletą zachowań "matka", przesłodzone kucyki czy
        > kuchnia na koniec... zato w męskim dziale!!!! wyścigi, kolejki, auta i
        pojazdy,
        >
        > tory hot wheles, dinozaury, lego, roboty, bodameny, zamki, zestawy do
        > majsterkowania, i inne ciekawe rzeczy - po prostu rewelacja! dużo ciekawsze i
        > bardziej rozwijające!!! moim zdaniem...
        > dziewczynki od małego wpycha sie w okreslone role: podobać sie- dbanie o
        strój,
        >
        > wygląd, makijaż, biżuteria i takie tam, być matka: lalki, bobasy, z
        wózeczkami,
        >
        > łożeczkami, smoczkami jedzące i bekające ...
        > ja tam wolę swoją chłopczycę z zapałem śledzącą wyścigi samochodowe...
        obsługi
        > niemowlęcia zdąży sie nauczyć ...

        Bardzo mi się podoba Wasz małżeński podział ról smile Ja tylko się martwię czasem,
        że jak wychowam synka (z córką miałabym chyba jeszcze więcej wątpliwości) nie
        na stereotypowego macho to potem będzie mu trudniej wpisać się w świat... Ja
        byłam wychowana według takiego egalitarnego modelu no i miałam spore problemy
        po ślubie... Wydawało mi się, że mój mąż będzie taki jak mój ojciec - że będzie
        gotował, prał, sprzątał itd. Mamy spore trudności z pogodzeniem odmiennych
        modeli rodzinnych.
        Jestem cała duszą po stronie równych szans i równych praw dla kobiet i mężczyzn
        ale nie wiem czy nie łatwiej się żyje, gdy podział jest tradycyjny... Stąd te
        moje wątpliwości.
        • alex05012000 Re: "wychowanie do życia w rodzinie" w rodzinie 19.02.07, 11:53
          warszawianko,
          [jam też warszawianka...]
          "A dlaczego nie widzisz potrzeby? Uważasz, że to jej nie dotyczy? Dziecko
          siedmioletnie już na pewno sporo wie na ten temat... Ja właśnie pytam o
          doświadczenia, bo chciałabym dziecko wprowadzać w świat płciowości zanim zrobi
          to za mnie jego kolega z zerówki, który np. obejrzał pisma pornograficzne
          swojego taty."
          powiedzmy, że edukacja seksualna mojej córki jest bardzo okrojona, nie dlatego
          ze to dla mnie temat tabu, tylko dlatego, ze nie wiedze u niej zainteresowania
          tymi sprawami, a nie mam ochoty niejako na siłę jej uświadamiać tylko dlatego
          że ma 7 lat... , akurat córka chodzi do zerówki przedszkolnej, grupa jest
          wyjątkowa, to nie tylko moje zdanie, rodziców koleżanek i kolegów znam, wątpię
          aby na stołach w ich domach leżały pornograficzne pisemka, i wątpię aby seks
          był tematem rozmów w przedszkolu, poza tym córka pyta nas o ile ją temat
          interesuje, jest otwarta i o wszystkim rozmawiamy, wiec myślę, zę zapytałaby
          gdyby ją te kwestie zainteresowały, i dostałaby odpowiedź. My jako mąż i zona
          często sie tulimy, mówimy sobie, ze sie kochamy, w jej obecności, itd...
          Interesował ją temat nagości, wyglądu piersi, męskiego członka, budowa
          anatomiczna, dlaczego są różnice, itp, udzieliliśmy z mężem informacji, z
          nagością jest "obeznana" choćby z tego względu, ze jej ojciec jest malarzem i
          maluje m.in. akty ....
          pytała też kiedyś jak sie urodziła (nie poczęła!) - i też dostała odpowiedź,
          pan dr wyjął cię z brzuszka mamy! akurat miałam cc i jest to szczera prawda,
          ogladała płód na zdjeciach w pismach typu Dziecko... więcej jej nie
          interesowało, i nie zamierzam sztucznie tych tematów rozbudowywać!
          "Może po prostu wyczuła, że temat jest dla Ciebie trudny lub że nie masz chęci
          aby o tym opowiadać." - nie jest to dla mnie temat trudny!, wręcz przeciwnie,
          edukacja seksualna jest szalenie ważna, zwłaszcza w wieku nastoletnim, po
          prostu uważam, ze dla mojej córki nie nadszedł jeszcze czas na te rozmowy,
          zdażymy o tym porozmawiać..., niezależnie od tego co jej ktoś w szkole powie
          czy nie powie...
          "Jestem cała duszą po stronie równych szans i równych praw dla kobiet i mężczyzn
          ale nie wiem czy nie łatwiej się żyje, gdy podział jest tradycyjny..."
          - hmmm zależy jak komu!, to raz, a dwa, może sie łatwiej żyje jak sie taki
          podział akceptuje, ale jak nie??? ja gdyby mi "kazano" nie pracować, siedzieć z
          dzieckiem/dziećmi w domu, gotować, prać i sprzątać, i być finansowo zależnym od
          kogokolwiek ..., uciekłabym gdzie pieprz rośnie następnego dnia nad ranem...
          pozdrawiam -alex/maria
    • maadzik3 Re: "wychowanie do życia w rodzinie" w rodzinie 16.02.07, 13:01
      Młody ma 3,5 roku. W tej chwili już się przy nim nie kąpię, ale jak mi wparuje
      do łazienki to nie robię problemu. Z mężem kąpie się codziennie, bo mamy kabinę
      prysznicową a nie wannę i ze względów bezpieczeństwa (poślizgnięcie) wolimy żeby
      kąpali się razem, zresztą to już wieczorny rytuał. O tym skąd się biorą dzieci
      już rozmawialiśmy (na poziomie jego wieku). Z masturbacji dziecięcej w ogóle nie
      robię problemu - zamierzam spokojnie przeczekać i nie interweniować. Natomiast
      powoli myślę jak zacząć rozmowy o "złym dotyku", ostrzec go przed obcymi,
      wprowadzać w pojęcie intymności i tu na razie nie mam pomysłu. Jak ostrzec, żeby
      zrozumiał jednocześnie nie strasząc?
      M.
      • maadzik3 Re: "wychowanie do życia w rodzinie" w rodzinie 16.02.07, 13:02
        Aha, tworzymy związek typowo partnerski i Młodego wychowujemy egalitarnie - tata
        zmywa, ja gotuję, pieluchy zmieniajliśmy obojesmile))
      • warszawianka51 Re: "wychowanie do życia w rodzinie" w rodzinie 16.02.07, 17:38
        Można spróbować tłumaczyć, czym jest "zły dotyk" wychodząc od tego jakie
        dziecko ma prawa, co jest normalne a co nie jest w zachowaniu dorosłych wobec
        niego, których części ciała dziecka nie wolno nikomu dotykać i jakie propozycje
        muszą być absolutnie odrzucone. Można tę rozmowę przeprowadzić przy okazji
        oglądania jakiejś książeczki z rysunkami nagich ludzi.
    • mamamonika Re: "wychowanie do życia w rodzinie" w rodzinie 16.02.07, 13:24
      U nas związek partnerski - czyli o tradycyjnych podziałach nie ma mowy
      O seksie rozmawiamy, oczywiście stosownie do wieku. Ale 4-latka przysłuchuje
      się rozmowom z siedmiolatkiem i tez wie, że istnieje seks i mniej więcej jak
      się odbywa. Wiedzą także, jak wygląda ciąża i mniej więcej poród, którędy
      wychodzi dziecko, skad się bierze mleko itp
      Z masturbacji nie robimy problemu - starszemu synkowi ten etap już przechodzi,
      u córy go nie zauważyłam, u młodszych synków też jeszcze nie.
      Powoli rozmawiamy o zagrożeniach ze sfery seksualnej - o pedofilach,
      zachowaniach wobec obcych, zasadach poruszania się po internecie (ze starszym
      synem)
    • mamalgosia Re: "wychowanie do życia w rodzinie" w rodzinie 18.02.07, 14:42
      U moich synów nie będzie problemu masturbacji dziecięcej, bo do 18 roku życia
      będą nosić pampersysmile
      Ale tak serio, to temat na pewno trudny. I jak już się przećwiczy z jednym
      dzieckiem, to z drugim na pewno będzie inaczej.
      Natomiast co do podziału ról, to ja raczej jestem tradycjonalistką. nie mówię,
      że ja tylko przy garach (bo jednak pracuję zawodowo), a Mąż ma tylko zarabiać,
      ale jednak uważam, że nie ma nic złego w tym, jak pewne sprawy należą do
      mężczyzny a pewne do kobiety. Nie mam jakiejś ścisłej granicy, na pewno jednak
      nie grzebałabym w kontakcie.
    • mamalgosia chłopcy nie bawią się lalkami 18.02.07, 14:45
      To mnie zastanowiło już przy pierwszym Synu. Z drugim sprawa jest
      nieobiektywna, bo zastał już pewien świat zabawek i nie ma wyboru. Natomiast
      Starszy miał i ciekawe - wybierał autka, narzędzia itp. Czasem jakąś lalką się
      zaciekawił, ale tylko dlatego, że ma np. fajny wózek, albo ślicznie beka (jego
      kuzynka ma lalkę, która siorbie przy piciu mleka, a potem jej się odbija jak
      facetowi spod budki z piwem). Wrodzone, czy co?
      • warszawianka51 Re: chłopcy nie bawią się lalkami 18.02.07, 21:22
        Mamałgosiu, ja myślę, że to jednak socjalizacja smile Mój bawi sie lalkami a gdy
        tylko ktoś z rodziny zaczyna mówić "Jerzyczku, chłopcy nie bawią się lalkami"
        to zostaje uciszony moim wzrokiem smile Dzięki tym komentarzom zauważyłam jednak
        jak bardzo ulegamy stereotypom i jak bardzo mamy uporządkowany świat na kobiecy
        i męski.
        Badacze twierdzą, że inaczej mówimy do chłopców i inaczej do dziewczynek. W
        inny sposób układamy zdania, innych słów używamy. Myślę, że to jest trudne do
        uchwycenia podczas wychowywania własnego dziecka.
        Do tego dochodzi przecież jeszcze obserwacja rodziców - "inaczej bawi się ze
        mną mama, inaczej tata". "Jestem dziewczynką, więc powinnam zachowywać się jak
        mama".
        Potem nagradzamy dziecko za zachowania zgodne ze stereotypem płci - "Kasiu,
        jak ślicznie wyglądasz. Jesteś bardzo ładną i grzeczną dziewczynką"; "Karolku,
        jak ślicznie wybudowałeś wieżę z klocków - jesteś bardzo dzielny". I karzemy za
        zachowania sprzeczne ze stereotypem płci - "Kasiu, ale się wybrudziłaś.
        Dziewczynki nie powinny taplać się w błocie"; "Karolku, chłopcy nie bawią się
        lalkami". Oczywiście moje przykłady są przerysowane, ale na pewno zauważacie
        podobne tendencje do zachowaywania się wśród osób zajmujących się Waszym
        dzieckiem lub w Was samych.
        Ja nie twierdzę, że identyfikacja z własną płcią jest niewskazana smile
        Oczywiście, że jest to proces jak najbardziej normalny. Badacze jednak uważają,
        że dzieci przyjmują stereotypowy podział płci około 7-10 rolu życia, po czym
        mają problem podczas dojrzewania, bo widzą, iż ten stereotyp to nie jest ich
        tożsamość. Pojawiają się wewnętrzne konflikty między tym "jaki jestem" a
        tym "jaki powinienem być, jakim mnie widzą inni". I jeśli dziecko wyrastało w
        środowisku otwartym, nie stereotypizującym świata to rozwiąże te konflikty i
        będzie umiało być sobą.
        Ale to wcale nie oznacza, że mamy zabierać chłopcpm samochody i wciskać im
        lalki. Tak się jakoś rozpisałam. Chyba niepotrzebnie smile
        • samboraga Re: chłopcy nie bawią się lalkami 18.02.07, 21:43
          > Ale to wcale nie oznacza, że mamy zabierać chłopcpm samochody i wciskać im
          > lalki. Tak się jakoś rozpisałam. Chyba niepotrzebnie smile

          pisz, piszsmile))
          można zabrać, ale to nic nie dawink)) w przedszkolu syna nie było zabawek
          militarnych (takie było założenie) - chłopcy robili karabiny z klocków albo z
          patyków

          myślę, że z tą socjalizacją sprawa jest bardziej skomplikowana niż na pierwszy
          rzut oka się wydaje, ale jeszce mam to nie przmyślane do końca, więc nie napiszęwink
          • mamalgosia Re: chłopcy nie bawią się lalkami 18.02.07, 21:50
            Popieram samboragę: pisz, pisz!

            A co do socjalizacji, to tego właśnei cały czas mojemu Starszemu brakowało, tak
            więc raczej to nie to
          • warszawianka51 Re: chłopcy nie bawią się lalkami 18.02.07, 22:04
            Pytanie, czy bardziej nas kształtuje natura czy kultura to jedno z najstarszych
            pytań nauki smile A ponieważ ja mam nadzieję być kiedyś socjologiem, to naturalnie
            więcej widzę wpływu socjalizacji aniżeli genów. No ale to takie moje
            zboczenie wink
            Możliwe jest, że niektórzy chłopcy bawili się takimi zabawkami w domu, albo w
            TV widzieli, albo... smile Jednym słowem - nie przekonacie mnie wink

            --
            Bóg nigdy nie jest ,,poza", ani ,,przed", ani ,,nad" nami. Kiedy żyję, o ile
            umiem naprawdę, On słodzi kawę w porcelanowej filiżance.
            Ks. M. Puzewicz
            • samboraga Re: chłopcy nie bawią się lalkami 18.02.07, 22:10
              > Możliwe jest, że niektórzy chłopcy bawili się takimi zabawkami w domu, albo w
              > TV widzieli, albo... smile Jednym słowem - nie przekonacie mnie wink

              gdzieś mi brzmi, że uważasz tę socjalizację za zło...? w każdym razie dla
              włąsnego dzieckasmile na pewno socjalizacja stawia rodzicowi wyawania i granice
              wpływu na dziecko, ale przecież nie ma dziecka wychowującego się w próżni, w
              zapadłej dziurze, bez telewizora...nawet dziadek czy babcia wprowadzą w
              menatlnośc dziecka inny świat, a co dopiero przedszkole, szkoła i dalej...
              • warszawianka51 Re: chłopcy nie bawią się lalkami 18.02.07, 22:32
                Oj, wiedziałam, że tak będzie można odebrać moje słowa smile Nie, socjalizacja
                jest dla mnie zupełnie OK smile)
                Chodzi mi raczej o to, że w zakresie ról płciowych dużo w nas (czyli osobach
                wychowujących dzieci) stereotypów, uprzedzeń, niewiedzy... Znacznie więcej niż
                na przykład w zakresie emocjonalności dziecka.
                Nie uważam, że wskazane jest odebranie chłopcpm samochodów i karabinów. Ale
                myślę, że fajnie by było zdawać sobie sprawę z tego, że każda przez nas
                zakupiona zabawka albo każda przevczytana książeczka rozwija nasze dziecko nie
                tylko intelektualnie, emocjonalnie, poznawczo ale również seksualnie. Bo
                seksuologia to nie nauka o seksie ale o płci.
              • skrzynka3 Re: chłopcy nie bawią się lalkami 18.02.07, 22:38
                A ja widze roznice w sposobie bawienia sie tymi samymi zabawkami przez synow i
                corke. Chlopaki mieli i lalki i wozek dla lalek (oj co sie musialam nawalczyc z
                rodzina!) Dwa lata temu na prezent gwiazdkowy zazyczyli sobie na wspolny
                prezent dla ich trojga ....kuchnie. Tyle, ze ich zabawy lalkami polegaly na
                urzadzaniu wyscigow wozkami ewentualnie pojedynku karate dwoch lalek, corka z
                namaszczeniem lalki kapie, karmi, tuli itp. Kuchnia tez bawia sie wszyscy -tyle
                ze, chlopaki przy jej pomocy otwieraja pizzernie lub laboratorium na statku
                kosmicznym a corka gotuje dla calej rodziny obiadki (tej rzeczywistej lub
                swojej wirtualnej).
                Co do edukacji-wlasciwie w sposob naturalny toczy sie od pierwszego
                pytania "jak sie znalazlem na swiecie?" Jakis czas temu kiedy sredni (8 lat)
                zaczal drazyc temat bardzo juz szczegolowo co i jak skorzystalam z podpowiedzi
                z ktoregos ze starych watkow z tego forum i wykorzystalam ksiazke "Moja mama
                zniosla jajko"
                Na dziecieca masturbacje jak na razie dzialalo spokojne, delikatne odwrocenie
                uwagi. Zauwazylam tez u jednego z moich dzieci ze nasilenie zjawiska jest
                sygnalem nadmiaru wrazen a za malej ilosci uwagi z naszej strony.



                -
                • mamalgosia karate dla lalek 19.02.07, 08:24
                  Bardzo chciałabym to zobaczyć
                • mader1 Re: chłopcy nie bawią się lalkami 19.02.07, 13:23
                  U mnie trudno by mu było - temu chłopcu smile)))
                  Najpierw były dwie dziewczyny i chociaż miały też garaż, kolejkę, dinozaury ,
                  gry i samochodziki, uzbierało się sporo lalek, klocki lego - zestawy dla
                  dziewczyn, wózek, kuchenki, garnki itp.
                  I wygląda to tak.
                  Chłopiec siłą rzeczy korzysta z tych zabawek. Ale jest panem doktorem dla
                  lalki - wynajduje strzykawki, lekarstwa i bierze się do pracy. Przewozi ją
                  gdzieś - głównie wyimaginowanym samochodem, przewija owszem, ale może być wtedy
                  nawet nieubrana.
                  W zestawach lego dla dziewczyn interesuje go głównie budowanie domów, pokoi,
                  pałaców , pięterek - co dziewczyny zresztą też robiły.

                  U mnie w domu " chłopaki płaczą". Mały owszem , potrafi płakać i płacze, gdy
                  tylko dzieje mu sie krzywda wink
                  • samboraga Re: chłopcy nie bawią się lalkami 19.02.07, 15:14
                    > U mnie w domu " chłopaki płaczą". Mały owszem , potrafi płakać i płacze, gdy
                    > tylko dzieje mu sie krzywda wink

                    nooo, mój też płakał, i w domu, i w przedszkolu...nawet miał zadatki na mazgaja...
                    ale niedawno, ok. 6,5 - 7 lat przeszedł na męską stronę społeczeństwa, jest
                    zapatrzony w kolegów, idolem został tata (to jeszczze pół biedywink, i dziadkowie
                    (eh, oni potrafią wbić i młotkiem, że chłopaki nie płaczą, bo nie są troki od
                    kaleson, malowniczy epitet, prawdawink?), i mimo, że formalnie postrzyżyn nie
                    robiliśmy, to ja czuję ten skok, który się dokonał (mama jest ok, ale chłopaki
                    inaczej się zachowują...)
                    zrobił sie taki...chłopacki...
      • mamamonika Moi się bawią 19.02.07, 14:38
        I to bardzo chętnie. I o zgrozo bawią się też wściekle różową karetą Barbie...
        A córa uwielbia hot wheels i czołgi wink))
        • samboraga Re: Moi się bawią 19.02.07, 15:05
          > I to bardzo chętnie. I o zgrozo bawią się też wściekle różową karetą Barbie...
          > A córa uwielbia hot wheels i czołgi wink))

          o, ja tez wolałam żołnieżyki od lalek...
          i takie mam spostrzeżeenia, że więcej dziwczynek bawi się w chłopackie zabawy, a
          chłopaki w dziewczyńskie się wstydzą, jeszcze w domu owszem, pobawią się, ale
          potem w starszych grupach przedszkola to zaczyna byc wstyd...
          rok temu mój synek jako argument, że wolałby mieć siostrę podał, że mógłby bawić
          się misiami i lalkami, bo z samochodami to on może się bawić z kolegami
          • mamamonika Re: Moi się bawią 19.02.07, 15:26
            Dokładnie. Mój najstarszy synek jak był jeszcze sam na placu podkradał
            dziewczynkom wózki - to była najlepsza zabawka pod słońcem smile)) Po prostu nie
            było tego w domu. Teraz młodsi chłopcy też uwielbiają wózki. Zabawki to
            zabawki, zabawy też są różne - raz się bawią w dom czy przedszkole, raz w dziki
            zachód, piratów, Tomka Wilmowskiego czy inną strzelaninę wink))
        • alex05012000 Re: a dziewczynki nie bawią sie lalkami... 19.02.07, 15:26
          mamamoniko! ale sie ucieszyłam, że nie tylko moja córka uwielbia hot wheelsy!
          moja ma 3 zestawy, i takie tory w kołko... czołgów nie lubi, ale inne pojazdy
          owszem... zresztą ja od lalek tez wolę wyścigi samochodowe i w ogóle wszelkie
          motoryzacyjne, klockowe, kolejki, gry...
          • mamamonika Re: a dziewczynki nie bawią sie lalkami... 19.02.07, 15:27
            Ja też wolałam smile)
            Ale moja córa uwielbia też Barbie i inne takie paskudy. Kiedyś obiecywałam
            sobie, że tego za próg nie wpuszczę - i wyszło jak zwykle wink
            • alex05012000 Re: a dziewczynki nie bawią sie lalkami... 20.02.07, 09:37
              ja też sobie obiecałąm, ze Barbie progu nie przestąpią i słowa dotrzymałam, tak
              skutecznie obrzydzałam, że jak raz dostała Barbie, oryginał z kanady! to
              wymieniła na książkę o Kreciku....żadnych Barbie i innych paskud!.... owszem,
              lalek kilka ma (rezydują w meblowym "barku") ale takich zwykłych albo
              bobasowatych...wszelkie nietrafione prezenty typu lalka, koraliki do
              nawlekania ... moje dobre dziecko rozdaje koleżankom!
              • mamamonika Re: a dziewczynki nie bawią sie lalkami... 20.02.07, 11:43
                Ja troszkę wyluzowałam - w końcu zabawki są dla dzieci, nie dla rodziców smile))
                Uznałam, że jeśli obok takich plastikowych potworków będzie dostawała pozytywne
                wzorce, potworki nie zaszkodzą. Poza tym zaobserwowałam, że juz siedmiolatki
                odkładają te lalki na półki. A gdybym jej zabroniła posiadania Barbie,
                nabrałaby uroku zakazanego owocu.
                Teraz mała lubli do tego kolor różowy, najlepiej na wszystkim wink)) Też mam
                nadzieję, że jej przejdzie
                • alex05012000 Re: a dziewczynki nie bawią sie lalkami... 20.02.07, 15:29
                  ależ ja nie broniłam!!! ja tylko skutecznie obrzydziłam....
                  poza tym moja jest wyjątkowa chłopaczyca....
                  różowe, to nawet majtki nie moga być, choć raczej mało widzoczne!
                  • mamamonika Re: a dziewczynki nie bawią sie lalkami... 20.02.07, 16:32
                    Moja to chłopaczyca (3 braci ma wink)) na różowo smile))
                    Mieszanka wybuchowa wink
    • samboraga Re: "wychowanie do życia w rodzinie" w rodzinie 18.02.07, 21:38
      Czy w przypadku masturbacji dziecięcej
      > występującej około 3 roku życia próbujecie dziecko przekonać do zaniechania
      > tych praktyk? Zastanawiam się nad tym problemem, ponieważ badania wyraźnie
      > wykazują, że masturbacja, która nie jest nałogiem i nie przybiera form
      > patologicznych nie jest szkodliwa dla zdrowia fizycznego ani psychicznego.
      > Jak więc wytłumaczyć dziecku ten zakaz skoro nie ma właściwie innych
      > argumentów niż grzech?

      sama zadałam to pytanie w starym wątku pt. 'bujanko' i...na forum zapadła ciszawink))
      myślę tak - we wczesnym dzieciństwie poznawanie siusiaka to jak poznawanie ręki
      czy dziurek do nosa, czy ile groszku tam wejdzie, ale teraz, mój syn jest w
      wieku 7,5 lat zaczyna się juz zainteresowanie 'poważne', szukanie przyjemności,
      a ponieważ mamy juz za sobą sporo rozmów o sprawach płci to ostatnio sam zapytał
      dlaczego siusiak sztywnieje i to a propos masturbacji właśnie...bo o tym jak
      powstaje dziecko już rozmawialiśmy, w tym jak dochodzi do stosunku
      to rozmawia przed nami...sama się zastanawiam jak to ująć...
      natomiast podział ról i uczenie ról płciowych... - mój starszy syn jest typem
      przytulaka, uczuciowca, nawet miał lalkę, ale bardziej bawiło go wożenie
      wózkiem...więc to chyba faktycznie wrodzonewink)
      a chłopaki nie płaczą - miałam nawet o tym napisac na forumsmile uczę, że 'chłopaki
      nie płaczą', ale przekaz, wpływ kultury, kolegów, mass mediów i w ogóle
      otoczenia jest bezlitosny i zabija to dość skuteczniesad(( im bardziej się
      dziecko socjalizuje, tym bardziej, bo chce się dostosować do grupy itd.
      • warszawianka51 Re: "wychowanie do życia w rodzinie" w rodzinie 18.02.07, 22:25
        bo o tym jak
        > powstaje dziecko już rozmawialiśmy, w tym jak dochodzi do stosunku
        > to rozmawia przed nami...sama się zastanawiam jak to ująć...

        Poradniki radzą ujmować to najprościej - powiadać o tym, że mężczyzna ma penis
        a kobieta pochwę i że seks polega na tym, że mężczyzna wkłada penisa do pochwy.
        Czasem kończy się to orgazmem czyli stanem kiedy jest bardzo przyjemnie. No i
        potem należy włączyć całą działkę wartości - to już każda rodzina sama tworzy
        (albo posiłkuje się gotowym spisem wartości jak choćby Katechizm), ale takie
        podstawy jak to, że seks jest dopełnieniem miłości i że jest przeznaczony dla
        dorosłych to chyba standard dla każdej rodziny z naszej kultury.
        Autorzy poradników radzą też aby nie mówić więcej niż dziecko chce wiedzieć,
        ale jednak przekazać podstawowe informacje. Czyli nie opowiadać siedmiolatkowi,
        że istnieją różne pozycje, że istnieją różne typy seksu itd smile Raczej skupić
        się na tym, aby powiedzieć wszystko to, co i tak dziecko usłyszy od kolegów
        (pewnie nie w takiej formie o jakiej marzymy).


        > sama zadałam to pytanie w starym wątku pt. 'bujanko' i...na forum zapadła
        cisza
        > wink))
        > myślę tak - we wczesnym dzieciństwie poznawanie siusiaka to jak poznawanie
        ręki
        > czy dziurek do nosa, czy ile groszku tam wejdzie, ale teraz, mój syn jest w
        > wieku 7,5 lat zaczyna się juz zainteresowanie 'poważne', szukanie
        przyjemności,
        > a ponieważ mamy juz za sobą sporo rozmów o sprawach płci to ostatnio sam
        zapyta
        > ł
        > dlaczego siusiak sztywnieje i to a propos masturbacji właśnie..

        Masturbacja dziecięca (występująca około 3 roku życia) wiąże się głównie z
        poznawaniem swojego ciała. Ale jak już taki trzylatek podotyka sobie siusiaka
        to zauważa w pewnym momencie, że dotykanie go jest przyjemniejsze niż dotykanie
        ucha czy nosa. Więc to nie tylko aspekt poznawczy jest tu istotny. Faktem
        natomiast jest, że większość trzylatków nie masturbuje się z jakąś niepokojącą
        częstotliwością. U dzieci, które mają dużo bodźców z zewnątrz i dużo zajęć etap
        ten przechodzi i nie staje się czymś patologicznym.

        Mój synek ostatnio zaczął podejrzanie długo wycierać ręcznikiem siusiaka i choć
        ja jestem "taka wyedukowana" wink to jednak zamarłam i nie wiedziałam, co
        robić. smile Próbowałam po chwili zabrać mu ręcznik i założyć pampersa, ale on
        zaczął się złościć (złości się jedynie wtedy, gdy BARDZO mu na czymś zależy).
        Więc on chyba już odkrył, że siusiak to nie tylko do siusiania służy. smile

        No i spanikowana napisałam na forum smile)
        • mamalgosia a co ma dziewczynka na zewnątrz? 19.02.07, 08:26
          Bo brakuje mi słowa. Kobiety i dziewczynki mają pochwę - ale jest ona
          niewidoczna. A jak sie nazywa to co widać? Moi Synowie mają penisy, ale
          nazywamy je siusiakami - tak jakoś się utarło. Natomiast podsuńcie mi jakiś
          pomysł na to co mają dziewczynki, bo "pupa" mnie nie przekonuje (pupę moim
          zdaniem mają wszyscy)
          • barbie-torun Re: a co ma dziewczynka na zewnątrz? 19.02.07, 09:00
            był taki watek na forum o nazewnictwie
            pipka, cipka, kokoszka to chyba najczęstsze były
          • warszawianka51 Re: a co ma dziewczynka na zewnątrz? 19.02.07, 10:06
            To się nazywa srom smile
            • warszawianka51 Re: a co ma dziewczynka na zewnątrz? 19.02.07, 10:10
              Jestem wielką zwolenniczką nazywania organów rozrodczych tak, jak nazywamy
              wszystkie inne części ciała - normalnie i bez żadnych eufemizmów smile W końcu na
              ucho mówimy ucho, na nos - nos a na oczy - oczy... Stosowanie eufemizmów po
              pierwsze daje dziecku sygnał, że "ta" sfera jest inna niż cała reszta ciała, a
              po drugie - utrudnia w późniejszym wielu komunikację (bo kiedy dziecko wie, że
              siusiak to penis to głupio mu mówić siusiak, ale nie potrafi bez zażenowania
              wypowiadać słowa penis). Ale to oczywiście wybór każdego rodzica.
              • mamalgosia Re: a co ma dziewczynka na zewnątrz? 19.02.07, 12:14
                U nas ciut inaczej. Ja mam co prawda ucho, ale Synek ma uszko. A "penisek" mi
                śmiesznie brzmi (nie, żeby "siusiak" brzmiał poważnie...)
          • samboraga Re: a co ma dziewczynka na zewnątrz? 19.02.07, 10:52
            siusiak i sikawka, rodzaj męski i żeńskiwink))
            ale jak oglądamy książki o seksie czy o anatomii to nazwy naukowe
            • mamalgosia sikawka 19.02.07, 12:15
              Sikawka - niezłe. Mój Starszy swego zcasu pasjonował sie Starżą Pożąrną, jak
              usłyszy, że dziewczynki mają sikawki, to nie wiem, czy go powstrzymam przed
              zdejmowaniem koleżankom majtek
              • samboraga Re: sikawka 19.02.07, 13:11
                była jeszcze wersja 'siusiawka', ale sikawka wygraławink) może ze względu na tę
                straż pożarną właśniewink)) ale fakt, że mój nie śledził dziewczynek w toalecie
                jak koledzy...

                bo pierożek czy różyczka czy inne takie to mi nie pasują...
          • mamamonika Moja córa ma sisię :-) 19.02.07, 14:40
            • samboraga Re: Moja córa ma sisię :-) 19.02.07, 15:01
              sisia - świetnesmile to chyba njlepszy odpowiednik jaki słyszałam, wreszcie coś, co
              jak siusiak, robi siuisu... mała sama wymysliła, czy to Wasza inwencja?smile
              • mamamonika Re: Moja córa ma sisię :-) 19.02.07, 15:22
                Rodzinne nazewnictwo smile)
                • alex05012000 Re: my mówimy "niunia" 19.02.07, 15:27
              • mamalgosia Re: Moja córa ma sisię :-) 19.02.07, 17:40
                Chyba ta "sisia" najbardziej mi odpowiada. Rozmawiałam już ze Starszym.
                - Wiesz, cyzm się różnią dziewczynki od chłopców?
                - wiem
                - czym?
                - Chłopcy mają siusiaki
                - A dziewczynki co?
                - Dziewczynki nic.

                I w tym sedno: Panowie mają penisy, a panie NICsmile
                • mader1 Re: Moja córa ma sisię :-) 19.02.07, 19:34
                  zależy od punktu widzenia smile
                  Moje dzieci znają pojęcia : dla chłopców penis i siusiak ( nie ma co udawać -
                  siusiak jest częściej używany przez rówieśników), dla dziewczynek srom i cipka -
                  z tym, ze cipka bardziej im odpowiada.
                  I teraz wyjaśniając punkt widzenia. Moja córcia miała ok. 3 lat. Za sobą niby
                  oglądanie ksiązeczek, tłumaczenie. Pokazywałam w książeczkach, jak siusiają
                  chłopcy, dziewczynki. Gołego chłopca, dziewczynkę i nazywałyśmy poszczególne
                  części ciała.Ale nie wiem, czemu ta wiedza teoretyczna nie przełożyła jej się
                  na praktyczną smile)) Poszłysmy do mojej Przyjaciółki, której urodził się
                  chłopczyk. Mała pobiegła asystować przy przewijaniu. Nie wydawało mi się, żeby
                  przeżyła jakieś zaskoczenie . A tu :
                  - Ojej... - zmartwiła się - A gdzie on ma cipkę ?
                  Tak więc ten chłopiec biedny nie miał cipki smile)))
                  Mój mały jest już bardziej doświadczony i nie przyszłoby mu do głowy, że
                  dziewczynki mają NIC. Wie, co mają smile Widział smile
                  • skrzynka3 Re: Moja corka ma siusiajke :) n/t 19.02.07, 22:20

                    • mader1 Skrzynka :) 19.02.07, 23:09
                      świetną masz sygnaturkę smile)))
                      • mamalgosia Re: Skrzynka :) 20.02.07, 21:05
                        Ty też. Bardzo prawdziwą
        • samboraga Re: "wychowanie do życia w rodzinie" w rodzinie 19.02.07, 11:03
          > Poradniki radzą ujmować to najprościej - powiadać o tym, że mężczyzna ma penis
          > a kobieta pochwę i że seks polega na tym, że mężczyzna wkłada penisa do pochwy.
          > Czasem kończy się to orgazmem czyli stanem kiedy jest bardzo przyjemnie. No i

          źle to ujęłam - rozmowy o stosunku już mamy za sobą, były i książeczki 'mama
          zniosła jajko' i 'skąd się biorą dzieci' i 'wychowanie seksualne dla dzieci 7-9
          lat', i dużo rozmów...
          co prawda poradniki bardzo ładnie to opisują, teoretycznie jest tak jak mówisz -
          nie mowic więcej niż dziecko chce, ale w praktyce takie rozmowy sa
          nieprzewidywalne...wink)) ale udało się przebrnąćwink
          natomiast teraz - owszem, robienie dzieci kończy się przyjemnością, to już mój
          syn wie, rozmawiualiśmy, ale rozmowa o wartościach, zwłaszcza w kontekście
          masturbacji, nie jawi mi się jako prosta...
          na pewno skorzystam z rady, kogoś z piszących, o odwracaniu uwagismile ale musze
          też porozmawiać, bo to typ dociekliwywink))
    • rycerzowa Re: "wychowanie do życia w rodzinie" w rodzinie 18.02.07, 23:37
      Co do uświadomienia - to moim zdaniem warto zrobić to jak najwcześniej, ok.
      3-4 roku życia, gdy dziecko jeszcze nie ma uprzedzeń, nie wstydzi się, nie wie,
      że to temat tabu. Powiedzieć wszystko ale tylko tyle, ile trzeba, najprościej,
      podobnie jak się opowiada o cudzie dnia i nocy, pór roku, albo jak się piecze
      chleb.

      Co do masturbacji dziecięcej - zbadać dziecku mocz, bo często u dzieci
      występuje podrażnienie cewki moczowej, więc je coś tam "piecze"; no i wykluczyć
      owsiki.
      Dziecko nie powinno czuć się samotne, opuszczone, nie powinno się nudzić.
      Wtedy nie będzie problemu.

      A co do uczenia ról płciowych - czyli natura albo kultura, to problem chyba już
      na niwie naukowej rozwiązano: kultura tak, ale tylko na bazie natury.
      To chyba z Achillesa próbowano zrobić dziewczynę; wiadomo z jakim skutkiem.
      Zatem chyba wszystko jedno, jakie zabawki dajemy dzieciom - wybiorą same a
      najdalej w wieku dojrzewania wszystko się wyjaśni.

      • mamalgosia Re: "wychowanie do życia w rodzinie" w rodzinie 19.02.07, 08:28
        rycerzowa napisała:


        > Zatem chyba wszystko jedno, jakie zabawki dajemy dzieciom - wybiorą same a
        > najdalej w wieku dojrzewania wszystko się wyjaśni.

        Przepraszam, ale nie zrozumiałam: co się wyjaśni? Z jaką płcią dziecko się
        utożsamia?
        >
        • barbie-torun Re: "wychowanie do życia w rodzinie" w rodzinie 19.02.07, 09:06
          jak to wyjaśni???
          nie wyobrazam sobie a pewnie chyba z żadna z matek
          że córka (albo syn) będzie miała skłonności homo....

          a np. wybierze zawód typowo męski - ślusarz czy monter i cały dzień chodzić w
          kombinezonie i bejzbolówce;
          a syn np. nauczyciel w przedszkolu
          jesli takie mają predyspozycje to dlaczego nie
          • katriel Re: "wychowanie do życia w rodzinie" w rodzinie 19.02.07, 11:41
            barbie-torun napisała:
            > nie wyobrazam sobie a pewnie chyba z żadna z matek
            > że córka (albo syn) będzie miała skłonności homo....

            A właściwie dlaczego sobie nie wyobrażasz?
            W końcu to się zdarza. Rzadko - raptem kilka procent - ale zdarza.
            Nie masz żadnej gwarancji, że na Twoje dziecko to nie trafi.
            Więc dlaczego nie? Zbyt potworne, żeby to sobie wyobrazić?
            Potworniejsze niż nieuleczalna choroba? Niż wypadek?
            Nie rozumiem.
            • barbie-torun do katriel 19.02.07, 12:56
              katriel zmroziła mnie Twoja wypowiedź,
              po części potworniejszy dla mnie homoseksualizm niż ciężka choroba
              ale moża niedzisiejsza jestem...

              przed rokiem widziałam dwie dziewczyny całujące się namiętnie
              i takim obrzydzeniem wręcz szokiem to dla mnie było 8(
              • katriel Re: do katriel 19.02.07, 13:19
                Barbie,
                przepraszam, nie chciałam "zmrozić".
                I nieważne w sumie, czy homoseksualizm potworniejszy czy mniej potworny od
                choroby. Chodzi mi o to, że jest realna możliwość, że Twoje dziecko będzie miało
                taki problem. Bardzo ostrożnie licząc, jest 2% homoseksualistów w
                społeczeństwie. To jest jedna szansa na 50 - to nie jest mało.

                Zaznaczam: mówię o skłonnościach, nie o zachowaniach. Rozumiem, że wychowujesz
                swoje dzieci w wierze; rozumiem, że Twoje dzieci będą wiedziały (bo Ty im to
                powiesz), że stan zakochania został stworzony po to, aby ułatwić znalezienie
                sobie męża/żony, i jeśli ktoś czuje się zakochany w osobie, która się na
                męża/zonę nie kwalifikuje (bo jest cudzym mężem/żoną, księdzem, zakonnicą, albo
                osobą tej samej płci), to to odczucie należy odrzucić. Ale to nie zmienia
                postaci rzeczy, że Twoje dziecko może się któregoś dnia zakochać w osobie tej
                samej płci. I jeśli będzie wiedziało - lub chociaż podejrzewało - że zareagujesz
                szokiem i obrzydzeniem, to Ci o tym nie powie. A chyba chciałabyś wiedzieć, w
                kim zakochało się Twoje dziecko?

                • barbie-torun Re: do katriel 19.02.07, 14:04
                  masz rację, istnieje takie prawdopodobieństwo

                  zakochanie a zauroczenie czy bliska przyjaźń to coś innego
                  chociaż czasami trudna do zaobserwowania z boku...
                  skłonności do złego lokowania swoich uczuć może mieć każdy

                  np. młode dziewczyny podkochują się w nauczycielach i tak w wiekszości
                  przypadków nic z takiego związku nie będzie, 14latka i 45latek z rodziną,

                  albo fascynacja koleżanką

                  trudne sprawy
                  a moje maluchy wciąż rosną i rosną...
                  • katriel Re: do katriel 19.02.07, 16:37
                    Fajnie, że chociaż to rozumiesz/dopuszczasz. I miejmy nadzieję, że to wystarczy.

                    Jest ponoć coś takiego jak faza homofilna kształtowania się popędu seksualnego.
                    Młodziutkie dziewczyny, u progu dojrzewania, fascynują się kobietami:
                    nauczycielkami, aktorkami, piosenkarkami; młodzi chłopcy adorują mężczyzn. Ja
                    taką fazę przeszłam - powiedzmy - łagodnie. Na tyle, żeby się lekko zaniepokoić,
                    zastanawiać: co ja właściwie do niej czuję? Nie jest to przyjaźń, bo prawie się
                    nie znamy; nie zakochanie, bo to kobieta, a nie chłopiec; nie zwykła znajomość,
                    bo za bardzo mi na niej zależy. Rodzicom nic nie mówiłam, bo nawet nie
                    wiedzialam, jak to powiedzieć.
                    Przeszło samo. Podrosłam, związałam się z chłopakiem. Co czułam? Z początku
                    chyba to samo, co wcześniej do kobiet. Tyle, że tu czułam się bezpieczniej:
                    znałam model. Chłopcy zakochują się w dziewczynach, dziewczyny w chłopcach,
                    chodzą na randki i się całują. Nie jest to może specjalnie dojrzały wzorzec
                    seksualności, ale - w przeciwieństwie do fascynacji osobą tej samej płci -
                    społecznie akceptowany.
                    Potem dojrzałam naprawdę, razem ze mną dojrzewał chłopak (już inny) i nasze
                    uczucie. To jest historia pozytywna.

                    Historia trochę mniej pozytywna może wyglądać tak, że ta półdziecinna fascynacja
                    okazuje się tak silna, że dziewczynka faktycznie nie wie, co z tym zrobić.
                    "Zakochałam się, ale nie w chłopcu, a w... kobiecie. Czy jestem normalna?" -
                    przeczytałam kiedyś chyba w jakimś kąciku porad w młodzieżowym piśmie.
                    Odpowiedzi nie bardzo pamiętam, tylko to pytanie. Chyba pocieszano ją, że jej
                    przejdzie.

                    Ale bywa, że nie przechodzi. Że dziewczyna ma już nie trzynaście, a szesnaście,
                    osiemnaście, dwadzieścia lat - i wciąż fascynują ją tylko koleżanki. Chce z nimi
                    przebywać, chce ich zainteresowania, czułości; ale zaczyna też chcieć więcej.
                    Marzy o pocałunkach - która z nas nie marzyła? - ale o pocałunkach z inną
                    dziewczyną. To się wydaje takie logiczne: zauroczenie - zakochanie -
                    pocałunek... Gdzie jest granica między marzeniem a rzeczywistością?...
                    Któregoś dnia ta granica się zaciera. Uścisk na pożegnanie czy koleżeński cmok w
                    policzek prowokuje gorączkowe fantazję, a te z kolei przekształcają owe niewinne
                    z początku gesty, przedłużając je i intensyfikując tak, że zaczynają one
                    przekraczać rozsądne granice przyjacielskiej czułości. Najpierw nieznacznie,
                    tak, że jeśli druga strona zareaguje lękiem, szokiem, oburzeniem, będzie można
                    się wycofać, obrócić to w żart, nie tracąc twarzy...
                    Ale druga strona wcale niekoniecznie reaguje szokiem i oburzeniem. Może sama ma
                    takie skłonności i o niczym innym nie marzyła? Może się zdarzyć, przynajmniej
                    ten raz na pięćdziesiąt...
                    Może jest zaskoczona i nie wie co zrobić? Ma osiemnaście lat i ukochaną
                    przyjaciółkę. Któregoś razu ta przyjaciółka na pożegnanie całuje ją w usta.
                    Długo i czule. Powiedzmy, że czuje, że coś nie tak, że to co najmniej dziwaczne.
                    Ale to jej ukochana przyjaciółka, ta najlepsza i najmądrzejsza, nie zrobiłaby
                    przecież nic złego!... Nieprzygotowana (bo przecież nigdy nie zastanawiała się,
                    czy przyjaciółka nie jest przypadkiem lesbijką; bo to przecież rzecz nie do
                    pomyślenia), zdezorientowana, odwzajemnia pocałunek. Jest zmieszana, ale było
                    jej przyjemnie: jutro to powtórzą. Za miesiąc zaczną się ukrywać w obawie, że
                    ktoś to zobaczy i źle zrozumie. Za pól roku jedna zaproponuje drugiej, żeby
                    wspólnie zbadały sobie piersi. To takie rozsądne, przecież rak nie śpi! Dwie
                    młode dziewczyny, nagie piersi, pomieszane emocje: przyjaźń, fascynacja,
                    zawstydzenie, lęk... Sytuacja naładowana seksem. Może wybuchnąć...

                    Trudne sprawy. Ale nie ma na to szczepionki. W dobrych, katolickich rodzinach,
                    bez oczywistych problemów czy błędów wychowawczych, wyrastają chłopcy i
                    dziewczęta o wyraźnych skłonnościach homoseksualnych. Często rodzice dowiadują
                    się ostatni, często te dzieci przez okres "burzy i naporu" przechodzą same,
                    samotniejsze niż większość ich rówieśników. Bo boją się powiedzieć, bo boją się
                    tego szoku i obrzydzenia.
                    W "Więzi" z czerwca zeszłego roku pisze Szczepan Czerski:
                    "Dowiedzieliśmy się od syna, że ma orientację homoseksualną, gdy był już
                    23-letnim mężczyzną. Nasza wiedza na ten temat była wówczas bardzo uboga — tak w
                    zakresie przyczyn powstawania skłonności homoseksualnych, jak i wszystkiego, co
                    wiąże się z życiem takiej osoby, włączając w to różne teorie na temat możliwości
                    bądź niemożliwości zmiany orientacji. Syn natomiast miał już sprecyzowany pogląd
                    na całą sprawę i wydawał się ze swoim homoseksualizmem całkowicie pogodzony. Nie
                    upatrywał w tym tragedii dla siebie, przeciwnie, przedstawił nam życie par
                    homoseksualnych jako coś naturalnego we współczesnym demokratycznym świecie,
                    jako równoprawną opcję obok związków heteroseksualnych. Dla nas, rodziców, i dla
                    całej naszej katolickiej rodziny było to ogromnym ciosem, który przyjęliśmy z
                    pokorą. Uznaliśmy, że młodemu człowiekowi odbywającemu studia nie można narzucać
                    wbrew niemu — jakimikolwiek metodami — żadnych radykalnych działań mających na
                    celu zmianę jego osobowości, choćby kierowały nami najszczersze intencje."
                    I kawałek dalej:
                    "Zastanawiam się, jak to jest... Przecież mój syn jest człowiekiem
                    wykształconym, myślącym i oczytanym, dlaczego więc odsunął się tak zupełnie od
                    praktyk religijnych i Kościoła, dlaczego nie walczy chociażby o rozbudzenie w
                    sobie na nowo wiary? Kto tu zawinił?
                    Odpowiedź jest z pewnością złożona. Szukając jej, trzeba jednak wyjść od
                    uświadomienia sobie, że osoby homoseksualne czują to samo co my — osoby
                    heteroseksualne. Kochają, pragną bliskości, tęsknią, mają instynktowną potrzebę
                    bycia z drugą osobą. Tę właśnie sferę ludzkiego doświadczenia część
                    wypowiadających się publicystów, polityków czy duchownych kompletnie pomija w
                    dyskusji, wymagając od homoseksualistów, by poradzili sobie ze swoją
                    skłonnością, powstrzymując się od 'zachowań homoseksualnych'. Zapomina się, że
                    oznaczać to musi tragiczne osamotnienie i ciągłą tęsknotę, poszukiwanie, brak
                    spełnienia, trudny do wyobrażenia uczuciowy niedosyt."

                    Trudne, bardzo trudne to sprawy...
        • rycerzowa Re: "wychowanie do życia w rodzinie" w rodzinie 19.02.07, 09:43
          Całkiem niedawno czytałam (nie pamiętam, gdzie)o badaniach naukowców
          amerykańskich, którzy przez lata obserwowali rodziny wychowujące dzieci wg
          wzorów unisex, czyli jednakowe zabawki, jednakowe traktowanie etc.
          Okazało się jednak, że w wieku dojrzewania chłopcy zwrócili się ku sferom
          charakterystycznym dla swej płci (np. technika, sporty siłowe)
          w procencie niemal identycznym jak w społeczeństwie; dziewczęta zainteresowały
          się modą, stawały się zalotne. Hormony, ot co.

          Czy zatem można w rodzinie "nauczyć" dziecko bycia kobietą lub mężczyzną albo
          ignorowania tej różnicy?
          Najważniejsza jest natura i normy społeczne, ogólne.

          Na te społeczne normy możemy stopniowo wpływać , i to się dzieje. Ale natury
          kobiety i mężczyzny zmienić się nie da, zresztą po co.
          Pytanie, jak wychowywać dziecko, "by było czem jest" (Korczak), by podkreślić
          męskość i kobiecość, które czynią nasze życie ciekawszym i piękniejszym?
          Nie wiem , czy poprzez rodzaj zabawek.
          Kobiecość nie polega na umiejętności gotowania, a męskość na znajomości
          działania silnika.
          (Znam dobrego inżyniera, tchórzliwego, mimozowatego, w ogóle bez... no, wiecie).

          Na czym ma więc to "utożsamianie z płcią" polegać?

    • lipolcia warszawianko, podbijam 09.03.07, 07:14
      bo jak wiesz mamy Maję w tym samym wieku co Jerzyk, i zagadnienie nas jak
      najbardziej interesuje.

      My staramy się wychowywać Małą tak jak to jest u Was, myślimy podobnie. Tylko
      że mimo całego przemyślenia wielu spraw związanych z płcią wiem, że we mnie
      głęboko jest cała masa urazów dotyczących płci właśnie.
      Swego czasu zdałam sobie z nich sprawę, pracowałam nad nimi z pewnymi sukcesami
      (rzutowały też na nasze małżeństwo, dość poważnie), ale wiem, że w relacji
      matka - córka jak bumerang wracają doświadczenia z wczesnego dzieciństwa,
      których świadomie moge nawet nie pamiętać.

      I tu mam szkopuł. Mogę się tylko modlić żeby Mai krzywdy jakiejś mimo woli nie
      zrobić.
      Co do masturbacji - nie zauważyłam póki co, ale Maja jeszcze opieluszkowana
      więc i trudniej łapkami eksplorować.

      Podziału ról w małżeństwie nie mamy, lub też jest on bardzo zgrubny. Bo są
      rzeczy których ja nie zrobię, a które robi mąż, np majsterkowanie (no nie
      zrobię drzwi przesuwnych do pokoju wink. Ale reszta jest do podziału w
      zależności od aktualnego nawału obowiązków.

      Nie chodzę w bardzo kobiecych ubraniach (choć fryzjer, maluję się itp) ale Maja
      i tak uwielbia sukienki. To jest właśnie efekt programowania o którym
      pisałaś "Ach jak ślicznie wyglądasz w sukienusi." Zdajemy sobie z tego sprawę,
      ale jeśli Maja chce, może się bawić zabawkami niekoniecznie dziewczęcymi - ma
      ciężarówkę, koparkę i szereg aut, bo bardzo sobie życzyła. Ma pociąg duplo.
      Lalkami się nie bawi póki co (a ma 3 bobasy różnej wielkości, lalkę Barbie po
      mamie - obiekt już muzealny wink, jeśli chodzi o instynkta opiekuńcze to woli
      coś miękkiego typu miś lub "sijasiele" [przyjaciele] Kubusia Puchatka. Maja na
      spacerze brana jest za chłopczyka bo często ma dżinsy i umorusaną buzię i
      buciki - chodzi wszędzie w myśl zasady "dziecko brudne to dziecko szczęśliwe".
      Dziewczynki w naszym sąsiedztwie są ubrane w pastelowe kolory i opiekunowie
      trzęsą się nad czystośćią tych ciuszków.
      I na spacerze właśnie słyszymy uwagi do dziewczynek "Dziewczynki nie bawią się
      koparkami (w piaskownicy), dziewczynki nie chodzą po kałużach, błocie... itp".
      Maja chodzi, bawi się, jeśli ma ochotę. Jestem nietolerancyjna i strasznie, ale
      to strasznie mnie irytują takie pogaduszki wszystkowiedzących dorosłych do
      młodych obywatelek, czego to dziewczynki nie mogą. Chyba się odzywają urazy z
      dzieciństwa wink

      Nikt jej nie zmusza do tej koparki, nie są to zabawy typowe dla chłopców. Myślę
      że jest typową dziewczynką. Ale ma prawo wybierać. Jeśli kiedyś wybierze lalkę
      to ok.
      Co jeszcze... widzi nas nago, i trochę śmiesznie ale nie wiem co zrobić z jej
      uwielbieniem dla sporego pieprzyka na moim brzuchu. Całuje go, przytula.... za
      radą męża nie odsuwam jej, właśnie żeby nie zaprogramować na problem. Ale Maja
      wie np że się krępuję jak mi bluzkę odsłania, i nie robi tego. Zamiast tego
      prosi o "pipsika", i przyjmuje do wiadomości tłumaczenie że nie będę się
      rozbierać... hmmmmmm

      Ja również prosiłabym o jakieś uwagi i poglądy mam bardziej doświadczonych. Bo
      sami robimy wiele rzeczy na wyczucie.


      Pozdrawiam serdecznie,

      Ola z Mają (03.04.05)
      • warszawianka51 Re: warszawianko, podbijam 09.03.07, 10:38
        Fajnie sie spotkać z Tobą ponownie smile JAkoś na kwoetniówkach trudno mi się
        ostatnio odnaleźć smile

        Mój Jerzyk bardzo chętnie chodzi z wózeczkiem dla lalek smile I chyba mu zakupimy
        taki na 2 urodziny smile

        Strasznie fajne masz podejście do wychowania Mai. Nawiasem mówiąc - gdy jeszcze
        nie wiedziałam, jakiej płci będziemy mieć dziecko to planowałam właśnię Maję smile

        Ja się właśnie zastanawiam coraz częściej czy nie programując dziecka według
        stereotypu nie utrudniamy mu życia w przyszłości. Bo jednak reszta
        społeczęńśtwa tkwi w stereotypowym postrzeganiu ludzi.
        Ostatnio trochę więcej poczytałam na temat tego, czy decyduje natura czy
        socjalizacja i właściwie nadal trudno znaleźć ostatecznę odpowiedź. Coraz
        więcej się mówi o tym, że geny są decydujące, ale zawsze badacze podkreślają,
        że przy wytężonej pracy rodziców wszystko da się zmienić. Nie ma jednoznacznych
        wyników badań - jedne badania zaprzeczają drugim.
        Nawet czytałam o takim przypadku chłopca, któremu przy obrzezaniu uszkodzono
        członka i w rezultacie postanowiono go przekształcić w dziewczynkę. Operacyjnie
        zrobiono mu pochwę a potem (po kilku latach) podano hormony w celu
        wykształcenia drugorzędnych cech płciowych. Dziecko to było socjalizowane
        według ról kobiecych i wyrosło na kobietę.

        Pozdrawiam smile
        • mama_kasia Re: warszawianko, podbijam 09.03.07, 11:02
          A ja jakoś jestem za stereotypami. Niech mój syn rośnie na
          prawdziwego mężczyznę z krwi i kości, a dziewczynki na kobiety.
          I mam zamiar tak je właśnie wychowywać smile
          Mądrość chyba polega na tym, aby dostrzegać, że niezależnie od płci pewne
          cechy są pożądane zarówno dla chłopca jak i dziewczynki smile
        • katriel Re: warszawianko, podbijam 10.03.07, 20:01
          warszawianka51 napisała:
          > Nawet czytałam o takim przypadku chłopca, któremu przy obrzezaniu uszkodzono
          > członka i w rezultacie postanowiono go przekształcić w dziewczynkę. Operacyjnie
          > zrobiono mu pochwę a potem (po kilku latach) podano hormony w celu
          > wykształcenia drugorzędnych cech płciowych. Dziecko to było socjalizowane
          > według ról kobiecych i wyrosło na kobietę.

          Przypuszczam, że mówisz o Davidzie Reimerze, bohaterze książki "As Nature Made
          Him: The Boy Who Was Raised as a Girl".
          Jeśli tak, to lepiej byłoby się przyjrzeć całej historii. David przyszedł na
          świat jako Bruce, jeden z pary braci bliźniaków. Tak jak piszesz, przy
          obrzezaniu uszkodzono mu członka i w rezultacie postanowiono go przekształcić w
          dziewczynkę. Bruce otrzymał chirurgicznie wytworzoną pochwę i nowe imię Brenda.
          Od tego momentu był traktowany jak dziewczynka.
          Ale Brenda wcale nie zachowywała się "jak dziewczynka". Biła się z chłopakami,
          odmawiała kucania przy siusianiu, nie chciała bawić się lalkami. Kiedy w okresie
          dojrzewania kuracja estrogenowa spowodowała zmiany w jej ciele, problemy jeszcze
          się pogłębiły.
          Dopiero jako czternastolatka - nieufna, depresyjna, otyła, nieakceptująca siebie
          czternastolatka - Brenda dowiedziała się, że przyszła na świat jako chłopiec.
          Natychmiast (i ze sporym entuzjazmem) przyjęła męską tożsamość i kolejne -
          trzecie już - imię David.
          David jako chłopiec, a potem mężczyzna radził sobie lepiej niż Brenda jako
          dziewczynka, ale nie bezproblemowo. Wciąż prześladowały go złe wspomnienia i
          nawracające epizody depresji. Miał rodzinę (ożenił się z matką trójki dzieci),
          ale małżeństwo to przechodziło liczne kryzysy. Jego brat bliźniak zmarł wskutek
          przedawkowania środków antydepresyjnych. Stracił lubianą przez siebie pracę
          (fizyczną), i chociaż miał z czego żyć (dochody z książki były aż nadto
          wystarczające), czuł się niepotrzebny. Zresztą, później stracił też sporą część
          oszczędności(wskutek oszustwa).
          W wieku 38 lat popełnił samobójstwo.

          Niezbyt optymistyczna to historia - i wcale nie wygląda na argument za tym, że
          "przy wytężonej pracy rodziców wszystko da się zmienić"...
    • minerwamcg Re: "wychowanie do życia w rodzinie" w rodzinie 09.03.07, 16:33
      Problem w tym, że u kobiet do cech pożądanych zaczęły należeć także cechy
      męskie. I starsi o wiele lepiej traktują chłopczycę (u nas w domu mówiło
      się "Kaśka Wybijokno") niż zniewieściałego chłopca. Dziewczynka bawiąca się
      autkami, naprawiająca z tatą samochód, łażaca po drzewach i rozbijająca nosy
      chłopakom z sąsiedztwa jest "dzielna". Chłopiec zainteresowany lalkami,
      gotowaniem, a już nie daj Boże robótkami ręcznymi w najlepszym razie jest
      prowadzany do psychologa, w najgorszym - klasyfikowany jako przyszły
      homoseksualista.
      Ja tam zdecydowanie wolę, żeby dzieci (jak się ich już szczęśliwie dochowamy)
      może niekoniecznie zachowywały się w sposób przynależny swojej płci, ale na
      pewno ze swoją płcią się identyfikowały. Żeby Janek czuł się obowiązany bronić
      Marysi przed wszystkimi kolegami z sąsiedztwa (którym jeszcze nie zdążyła
      podbić oka), a Marysia była gotowa opatrzyć Jankowi rozwalony nos i pocieszyć,
      gdyby jednak napastnik z sąsiedniego podwórka okazał się silniejszy.
      Nie przeszkadza to jednak, żeby Marysia sama naprawiała sobie rower a Janek
      własnoręcznie przyszywał guziki. Ba! Żeby - jeśli tak się zdarzy - Marysia
      lepiej znała się na rowerach niż Janek i wszyscy jego koledzy, a Janek lepiej
      radził sobie z igłą niż Marysia i jej koleżanki (co sądząc po edukacji
      współczesnych dzieci w zakresie prostych robót ręcznych trudne nie będzie).
      • lipolcia tak, to prawda 10.03.07, 10:19
        coś w tym jest, w takim postrrzeganiu cech kobiecych i męskich.

        Ja pisząc o tym że Maja dostała koparkę nie chciałam dać do zrozumienia, że
        MUSI się tą koparką bawić, bo takich ma przemądrzałych rodziców.
        Po prostu Maja zaczęła się tym interesować, więc nie zamierzam jej wbijać do
        głowy że to nie jej interes. To prosta droga do tego żeby przestała pytać i
        interesować się światem. Lalki jak pisałam też ma, ale na razie się nie
        interesuje. Ale ma taką potencjalną możliwość.

        A że jest i będzie dziewczynką, to nie ulega wątpliwości. I zgadzam się z Tobą
        minerwo, że dobrze żeby dzieci indentyfikowały się ze swoją płcią. Mnie - i
        warszawiance też - chodzi właśnie o to naprawianie roweru przez Marysię, szycie
        przez Jasia, i tak dalej.

        A co do przykładu opisywanego przez warszawiankę to mam wątpliwość. Pozbawienie
        organów płciowych dziecka, i podanie mu hormonów, nie wystarczy żeby
        przeprogramować mózg, który staje się męski albo żeński jeszcze w macicy.
        Musiałabym dokładnie zapoznać się z tym przykładem, bo wg mojej wiedzy jako
        biologa to nie takie proste - mózgu się nie przeprogramuje. Jeżeli ten chłopiec
        miał mózg "męski" to zrobiono mu krzywdę. Osobnym przypadkiem są osoby
        transseksualne, czyli takie u których płeć mózgu jest inna niż płeć
        fizjologiczna - czyli np chłopiec urodzony z mózgiem zaprogramowanym na
        kobietę. Wtedy hormony pomogą i jest to klasyczna zmiana płci, i wogóle
        odbiegam od tematu głównego i kończę już wink
        • warszawianka51 Re: tak, to prawda 10.03.07, 10:58
          > A co do przykładu opisywanego przez warszawiankę to mam wątpliwość.
          Pozbawienie
          >
          > organów płciowych dziecka, i podanie mu hormonów, nie wystarczy żeby
          > przeprogramować mózg, który staje się męski albo żeński jeszcze w macicy.

          Czytam coraz więcej na temat tych zagadnień i przekonuję się, że to wcale
          jeszcze nie jest do końca jasne. Nawet te do niedawna pewne różnice między
          kobietami a mężczyznami jak np. sprawniejsze postrzeganie przestrzeni przez
          mężczyzn itd. są kwestionowane przez genetyków zachowania i przez psychologów.
          Wpływ genów i biologii jest niezaprzeczalny, ale naukowcy podkreślają, że można
          to zmienić poprzez socjalizację.

          Zresztą, tak jak już napisałam - jedne badania przeczą drugim i trudno na razie
          mówić o jakiś rozstrzygnięciach w nauce. Ale jedno jest pewne - że nic nie jest
          pewne smile)
          • mader1 Re: tak, to prawda 10.03.07, 14:47
            > kobietami a mężczyznami jak np. sprawniejsze postrzeganie przestrzeni przez
            > mężczyzn itd. są kwestionowane przez genetyków zachowania i przez
            psychologów.
            > Wpływ genów i biologii jest niezaprzeczalny, ale naukowcy podkreślają, że
            można
            >
            > to zmienić poprzez socjalizację.
            >
            > Zresztą, tak jak już napisałam - jedne badania przeczą drugim i trudno na
            razie
            >
            > mówić o jakiś rozstrzygnięciach w nauce. Ale jedno jest pewne - że nic nie
            jest
            >
            > pewne smile)

            Uwaga ! Wyrzucą z gazety.pl nasze forum smile))) Bo może z tego wynikać, że
            homoseksualizm także jest do wyleczenia - poprzez podawanie hormonów czy
            umiejętną socjalizację. Także ,idąc tym samym tropem,jako typ zachowań jest
            do " nakręcenia".
      • warszawianka51 Re: "wychowanie do życia w rodzinie" w rodzinie 10.03.07, 10:52
        > Problem w tym, że u kobiet do cech pożądanych zaczęły należeć także cechy
        > męskie. I starsi o wiele lepiej traktują chłopczycę (u nas w domu mówiło
        > się "Kaśka Wybijokno") niż zniewieściałego chłopca.

        Ano właśnie - nawet chłopczyca brzmi jakoś tak miło a w słowie "zniewieściały"
        kryje się krytyka.

        > Ja tam zdecydowanie wolę, żeby dzieci (...) na
        > pewno ze swoją płcią się identyfikowały.

        To jest oczywiste. Tylko ja mam wątpliwości, czy na pewno jest takie jasne, co
        się kryje za każdą z płci. W dzisiejszych czasach nie jest tak łatwo to
        wyodrębnić. Z jednej strony Jaś ma bronić Małgosi, ale fajnie by było gdyby ją
        przytulił gdy jest smutna, gdyby potrafił powiedzieć parę słów pocieszenia,
        gdyby po prostu ją rozumiał. Ale takie empatyczne podejście do drugiego
        człowieka kiedyś było zarezerwowane dla kobiet. Więc czy naprawdę istnieją
        teraz różnice? Bo fajnie by też było gdyby już duży Jan potrafił ugotować
        obiad, posprzątać i przewinąć dziecko - no i żeby te wszystkie czynności były
        dla niego naturalne i żeby rozumiał konieczność wykonywania ich wszystkich.

        No. smile



        • mader1 Re: "wychowanie do życia w rodzinie" w rodzinie 10.03.07, 15:26
          Z jednej strony Jaś ma bronić Małgosi, ale fajnie by było gdyby ją
          > przytulił gdy jest smutna,

          w pewnym wieku to przytulenie to łatwo Jasiom przychodzi smile)))
          • warszawianka51 Re: "wychowanie do życia w rodzinie" w rodzinie 10.03.07, 16:24
            Taaaa smile Tylko, że nie wiem czy to jest jednoznaczne z tym, że rozumie Małgosi
            potrzeby smile
            • mader1 Re: "wychowanie do życia w rodzinie" w rodzinie 10.03.07, 17:17
              > Taaaa smile Tylko, że nie wiem czy to jest jednoznaczne z tym, że rozumie
              Małgosi
              > potrzeby smile

              Jego potrzeby są wtedy zbieżne z małgosinymi smile))
              • minerwamcg Re: "wychowanie do życia w rodzinie" w rodzinie 14.03.07, 09:01
                O żeż Wy zbereźnice, a ja pisałam o rodzeństwie! smile))))
    • mader1 Re: "wychowanie do życia w rodzinie" w rodzinie 10.03.07, 15:23
      Hmmm... Wychowanie do życia w rodzinie w rodzinie ma tę przewagę nad wszystkimi
      poradnikami, lekcjami, szkoleniami i... że może toczyć się z uwzględnieniem
      cech tego właśnie egzemplarza dziecięcego, który otaczamy troską wychowawczą i
      miłością smile))
      W zachodnim społeczeństwie tzw. otwartym, w którym wydaje się nam, że będą żyły
      nasze dzieci, jest ostatnio kłopot z określeniem typowych ról społecznych
      męskich i damskich. Jeszcze niedawno wszystko było jasne ( czy ja już gdzieś
      tego nie pisałam ? smile)), co ma robić kobieta, by być cenioną i szanowaną. To
      był niemalże przepis - zajmować się dziećmi, wspierać męża, dobrze gotować,
      robić przetwory, wydawać przyjęcia, ogólnie zajmować się domem. Mąż miał
      zarabiać, mieć pozycję zawodową i towarzyską, bronić.
      Teraz okazuje się, że na mądrą, uroczą mamę i panią pięknego zadbanego domu
      można powiedzieć pogardliwie i z lekceważeniem " kura domowa". Okazuje się, że
      dobrze gdyby dyrektor generalny poważnego przedsiębiorstwa ugotował jeszcze w
      sobotę świetny obiad.... Mało tego, może się okazać, że dobrze zarabiająca
      kobieta pozostanie w pracy, podczas gdy słabo zarabiający mąż zostanie w domu
      poprzewijać dziecko i gotować obiady. Bo ekonomicznie tak będzie korzystniej.
      Nie jest ważne czy to akceptujemy i jak jest u nas.
      Jako rodzice wychowujemy dzieci do życia w świecie, w społeczeństwie.
      Wychowujemy je w rodzinie. Ono nas podpatruje. Nic więc nie da kupowanie
      chłopcu wózka dla lali, jeżeli jego tato nie wejdzie za nic w świecie do
      kuchni, bo to " dla głupich bab". Cóż z tego, że mama zarabia pieniądze, jak
      wyraża się lekceważąco o ojcu, że jest niezaradnym głupkiem i nadaje się tylko
      do garów. Gary są dla gorszych - taki przekaz dostaje dziecko. Czy to chłopiec
      czy dziewczyna.
      Więc przede wszystkim starałam się moim dzieciom przekazać szacunek do innych.
      Bo jeżeli się jakimiś czynnościami pogardza, jakimiś rolami pogardza, to trudno
      je potem wykonywać.
      Staram się przekonać dzieci, że pewne czynności robi się , ponieważ jest taka
      konieczność. Że , jak wiele razy pięknie pisały dziewczyny, ziemniaki można
      gotować z miłością, bo dla tych, których się kocha. I gotowanie nie zubaża
      psychiki, nie szufladkuje, nie dyskredytuje - można potem usiąść nad
      specjalistyczną rozprawą. Ugotować może zarówno mężczyzna, jak kobieta, nie są
      wymagane do tego specjane dodatkowe warunki.
      Staram się przekazać im, że nie wszyscy muszą wszystko. W konkretnym
      małżeństwie czy nawet mieszkając we wspólnym pokoju można podzielić się
      zadaniami. Mozna przyjać, że skoro on zawsze płaci rachunki ( i ona o tym nie
      musi myśleć), ona umawia wizyty do lekarza. Jak on gotuje, ona sprząta. Jak on
      jest w pracy, ona gotuje itd. Taki podział nikomu nie ubliża, jeżeli następuje
      za obopólną zgodą, nie obciąża nikogo za bardzo.
      Staram się im powiedzieć, że wstyd to jest robić rzeczy złe.
      Staram się uszanować ich charakter, osobowości - płaczącemu i wrażliwemu nie
      powiem, żeby nie płakał " bo wszystkie baby się marzą" albo ' chłopcy nie
      płaczą".Akceptuję je. Kupię lalę chłopcu , gdy poprosi i nie wyśmieję, tylko
      powiem " będziesz dobrym tatą". Ale nie będę robiła mu zajęć przy pomocy lali.
      Najwyżej gdyby był mało wrażliwy, mówiłabym mu o uczuciach innych.
      Staram się przekazać , jak ich zachowanie może być odbierane pzez społeczność,
      w której funkcjonują.
      • warszawianka51 Re: "wychowanie do życia w rodzinie" w rodzinie 10.03.07, 16:26
        Bardzo mądrze napisane. NAprawdę wspaniale to ujęłaś Mader. Właściwie
        odpowiedziałaś na moje pytania i rozwiałaś moje wątpliwości. Udzielasz
        korepetycji? smile
        • mader1 Re: "wychowanie do życia w rodzinie" w rodzinie 10.03.07, 17:28
          sama czasem ich potrzebuję smile Te moje dzieci są bardzo udane, ale czasem mam
          wrażenie, że takie mi z nieba spadły a ja potrafię tylko psuć wink
          A... masturbacja.
          Wiesz, ja trochę uważam, że to nie moja sprawa. Trochę, jak pisała Rycerzowa -
          patrzę czy coś tam dzieciaka nie swędzi, a jeżeli nie - nie ma żadnych
          zaczerwienień, ranek, nie wnikam. Najwyżej dawałam jakąś zabawkę czy czymś
          zajmowałam.
          A jeżeli ono się tym popisuje, to wtedy mówię, że tak się nie robi. Dziewczyny
          nie miały tendencji do popisywania się. Nie podgladałam ich. Mały rozbawił się
          w pewnej chwili i wystawiał tego siusiaka na pokaz. Powiedziałam mu, że tak się
          nie robi. Że nie jest to przyjęte, żeby chłopaki chodziły z penisami na
          wierzchu przy ludziach. Tato nie chodzi.Wystarczyło. Ale jednocześnie, gdy
          pobudzi się przy myciu w wannie, nie wnikam.
          Uczę ich poszanowania i mojej i ich intymności.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka