pawlinka 13.03.07, 16:41 www.gazetawyborcza.pl/1,75480,3979000.html Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
mary_ann Re: do przeczytania 13.03.07, 17:41 Zaznaczam, że przeczytałam artykuł dość pobieżnie, ale odniosłam wrażenie, że artykuł jest bardzo tendencyjny. żeby była pełna jasność "w temacie": nie jestem i nie byłam zwolenniczką obecności religii (jako części programu szkolnego) w szkole publicznej - placówki prywatne to oczywiście insza inszość. Jednak w tym tekście mowa jest wyłącznie o strasznych rzeczach, jakie dzieją się tym, którzy na religię nie chodzą. Czy sa jakieś przykłady pozytywnej "kohabitacji"? Artykuł nie wymiania ani jednego, nie rozmawia tez zbyt wiele z dziecmi, jak one same się w swojej sytuacji czują. Ani z ich kolegami - np.tymi, którzy nikogo z racji "niechodzenia" NIE dręczą. Zapewne patologie opisane w artykule gdzies wystąpiły, ale jakoś mi się nie wydaje, żeby odmalowywały rzeczywisty bilans sytuacji. Oczywiście mogę się mylić, mieszkam w duzym miescie i mam dziecko w szkole społecznej (podejrzewam zresztą, że tej opisanej jako szkoła "w podwarszawskim Mysiadle", bo innej w Mysiadle chyba nie ma - jesli to rzeczywiście ta, to tu mogę zdecydowanie powiedzieć, że autor lekko zmanipulował informację...) Odpowiedz Link
jol5.po Re: sorry za brak korekty pierwszych dwóch zdań:- 13.03.07, 19:00 mam dziecko w przedszkolu, w szkole podstawowej i w gimnazjum, nie spotkałam się z takimi przypadkami. Z takim naciskiem na religię, z takimi "nawiedzonymi" nauczycielami, dyrektorami szkoły/przedszkola. Zwykle na religie nie chodzi kilka dzieci. Nic się z tego powodu nie dzieje. Wywiad zdaje się został zrobiony wśród ludzi bardzo "wyczulonych" w temacie religijnych, mających jakies własne problemy z religijnością, areligijnością lub wogóle z akceptacją siebie wśród innych. No bo np, czy naprawdę istnieje taki "świat przedstawiony": >Hipokryzją jest mówienie, że religia w przedszkolu to kwestia wyboru dziecka. Jasne, że wybierze, żeby pójść z innymi dziećmi. Czujesz się inny i gorszy, kiedy wszyscy gdzieś idą, a ty nie, kiedy wszyscy mają białą sukienkę, a ty nie, kiedy wszyscy w klasie dostają komputer na komunię, a ty nie, kiedy dzieci zaczynają powtarzać: Jezus jest dobry, a ludzie, którzy nie chodzą do kościoła, są źli.< te dzieci powtarzające "Jezus jest dobry"?? chyba, że ja żyję w innym środowisku. Odpowiedz Link
mader1 Re: do przeczytania 13.03.07, 19:11 Wiecie co, mam dość małe doświadczenie ze szkołami państwowymi. Z pewnością osobom innych wyznań, religii w kraju, w którym przeważają katolicy, jest dość ciężko. Pewnie ja w kraju muzułmańskim czy wśród buddystów nie miałabym lepiej. Zastanawiam się, jak to jest, że takie zachowania wobec moich dzieci w placówkach - szkole, przedszkolu katolickim wcale się nie zdarzały. To straszenie dzieci diabłami, złymi mocami, dyskryminowanie dziecka z powodu rozwodu rodziców... Albo mam wielkie szczęście, albo specjalnie wysyła się do państwowych szkół samych złych czy tępych katechetów. Chciałabym dodać ,że w szkole corki, państwowej, nauczycielka od polskiego, szalenie ceniona w swoim środowisku także tłumaczyła mlodzieży pewne posunięcia Giertycha.Nie wydaje mi się specjalnie nawiedzona czy wierząca. Jakoś nikt nie odważył się wyjść z lekcji lub powiedzieć, że od tej pory nie będzie uczestniczył Odpowiedz Link
prokasia Re: do przeczytania 13.03.07, 20:13 Artykuł mocno negatywny. Zaczęłam rozmyślać co będzie, jak moja mała pójdzie we wrześniu do zerówki. Jesteśmy protestantami i mieszkamy na wsi. Nasze dzieci uczęszczają na zajęcia szkółki niedzielnej. Liczę tylko na przychylność wychowawczyni i mimo wszystko niezmuszanie córki do zajęć religii. Odpowiedz Link
alex05012000 Re: do przeczytania 14.03.07, 09:33 ano przeczytałam... szkoda, że w artykule przykłady sa wyłącznie negatywne, a przeciez kontrprzykładów nie brakuje... w naszym, państwowym przedszkolu, w zerówce jest religia, na początku roku każdy rodzic wpisuje dziecko na poszczególne zajęcia, w tym religię, nie chodzą dwie osoby, o jednej rodzinie wiem, że protestanci, o drugiej nie wiem dlaczego, nikt z tego nie robi problemu, na tańce czy gimnastykę też nie wszyscy chodzą... Teraz dwa dni były rekolekcje, tez rodzice podpisywali czy chca aby dzieci uczestniczyły, o wszystko sie nas-rodziców pytają zresztą... aha, synek tej protestanckiej rodziny, przemiły skądindąd Kazio, który bywa u Oli na urodzinach corocznie... uczestniczył np. w jasełkach przedszkolnych, był królem, pani zapytała mamę czy chcą brać udział, chcieli... o pani katechcetce naszej przedszkolenj niewiele wiem...religia jest w środku dnia, wiec nie mam szans się z nią zobaczyć zreszta ... Oli zajęcia sie podobają, duzo rysują, kolorują obrazki, chyba też coś spiewają, nie mam powodów do narzekania, Gdybym była innego wyznania lub ateistką nie posłałabym jej na religię, na zasadzie dla świetego spokoju... co będzie w szkole, też państwowa zwykłą szkoła blisko domu... nie wiem, mam nadzieję, ze nie trafimy na nawiedzonych lub straszących diabłem... Odpowiedz Link
alex05012000 Re: do przeczytania 14.03.07, 12:22 oczywiście jest już "pasjonująca" dyskusja na e-mamie na ten temat... Odpowiedz Link
rycerzowa Re: do przeczytania 14.03.07, 13:48 Wiecie, ale my piszemy z innych pozycji; w tym przypadku jesteśmy większością, dlatego trudno nam zrozumieć czyjąś szczególną wrażliwość, czy raczej szczególne przewrażliwienie. W wątku o artykule mamyanieli rozmawialiśmy o złośliwych uwagach otoczenia na temat wielodzietności. Też chciałam dołożyć swoje, ale jak się zastanowiłam, to wyszło mi,że najczęstsza reakcją ludzi był zachwyt i chęć pomocy. Ale pamięta się przede wszystkim te kilka głupich zdań, które ktoś tam kiedyś raz czy dwa bezmyślnie rzucił. Taka jest właściwość ludzkiej pamięci,że zwraca uwagę na to co złe, i pamięta złe. Pamiętam z bardzo wczesnego dzieciństwa jak inna mała dziewczynka uderzyła mnie w twarz, gdyż powiedziałam o Gomułce to, co sie w moim domu głośno mówiło. Ja nic nie rozumiałam i ona nic nie rozumiała. Nasze światy były inne. I jeszcze bardzo mi było mi przykro, gdy nie mogłam jak inne dzieci iść na pochód pierwszomajowy i machać czerwoną chorągiewką, a to z powodu przekonań moich rodziców. Dziecko jest małym konformistą i wyróżniać się nie lubi. Na to jest czas później, od wieku dojrzewania. Niby uczymy nasze dzieci odnosić się z szacunkiem do tych "innych" , ale to nie znaczy, że tamte inne nie cierpią. W klasie syna cichy i grzeczny chłopczyk z niewierzącej rodziny pokradł kolegom pierwszokomunijne gadżety (wtedy zegarek i kalkulatory), pokazywał wszystkim i chwalił się, że to "od chrzestnego". Nietolerancja nie zawsze przybiera formę ostrej dyskryminacji, najczęściej jest okazaniem ,że "ty nie należysz do nas". Dla dziecko to jest bardzo trudne do przyjęcia. Dlatego ja zawsze zachęcam moich obojętnych religijnie znajomych do ochrzczenia dziecka, do posyłania go na religię. Tłumaczę to względami kulturowymi, w duchu mam nadzieję, że dziecko jednak "coś załapie". Mam rację, czy nie mam - nie wiem. Tak naprawdę to chyba chodzi o zaoszczędzenie małemu dziecku cierpienia. Odpowiedz Link
mama_kasia Re: do przeczytania 14.03.07, 14:13 To ja z kolei doskonale pamiętam, jak w podstawówce zostałam wyśmiana z powodu niechodzenia na religię (a religia była w salce katechetycznej). Mam to przed oczyma do dzisiaj. Tyle było ironii w głosie tego chłopca. To naprawdę nie było takie proste. Szczególnie, że w domu w tej dziedzinie wsparcia nie miałam. Wtedy też się mówiło i wiedziało, kto na religię nie chodzi. Wtedy też dzieci dokuczały i mogło się zostać odrzuconym. Czy religia w szkole to nasiliła? Nie wiem. Odpowiedz Link
jol5.po Re: do przeczytania 15.03.07, 16:04 a mnie jednak dziwi, że ta linia podziału i dyskryminacji przebiega w artykule w nawiązaniu do religii. To znaczy rozumiem, że rodzice niewierzący mogą bardziej uwaznie przyglądac się szkole, przedszkolom, że moga zauważać bardziej wyraźnie niektóre rzeczy. Ale wydaje mi się, że po przeciwnej stronie nie ma takiego zwratego przychylnego religii społeczeństwa jak z reklamówek LPR-u. Ja nie znam religii w szkole, bo skończyłam LO w 1989 r. Ale pamietam ze szkoły nastrój raczej taki, że nikt się o religię nie pytał, nie interesował. Raczej takie duże zaangażowanie budziło zdziwienie, na lekcji religii też jak ktoś się mocniej interesował to było dziwne. Towarzystwo w salce katechetycznej było raczej chłodne. Moja siostra w LO chodziła z klasą na religię, jako jedyna broniła księdza - dosyć miernie sobie radził pedagogicznie, klasa była bezlitosna, wyłapowano jego potkniecia, śmiano się z niego. W początku lat 90. to był okres sporów o ustawę aborcyjną, antyklerykalizmu. Nie sącę, żeby teraz w społeczeństwie był większy procent ludzi zaangażowanych tak mocno religijnie. Większość jest chłodnych. Ilu z moich znajomych skarżyło się, że teraz to musi chodzić w niedzielę do kościoła, bo dziecko komunijne. Zaraz po komunii przestali zresztą. A opis w artykule mówi o jakimś bardzo religijnym społeczeństwie - nie wiem, może ja się obracam w innych kręgach. Albo rodzice przepytywani na okoliczność artykułu należą do większych wrażliwców. >Dziecko niechodzenie na religię odbierze jak zakaz, karę. Na tym polega perfidia wprowadzenia religii do szkół i przedszkoli: że nagle niewierzący rodzice jawią się własnym dzieciom jako karzący za nic. Zostaliśmy postawieni w sytuacji zabraniaczy. Bardzo świadomie nigdy jej Brunonowi nie stwarzamy.< Ci rodzice bardzo się zastanawiają nad metodami wychowawczymi. Ale wydaje mi się, że większośc wzrusza ramionami jeśli chodzi o religię. Moje podstawówkowe dzieci mają po dwie, trzy osoby w klasie, które nie chodzą na religię. To w ogóle nie wywołuje reakcji. Komunie były w parafiach, a dużo dzieci dojeżdża, więc i tak każdy miał w innym terminie. Rozmawiałam chłopakiem, nastolatkiem, chodzi do liceum, normalnego państwowego, nie tego z najwyższej półki. Kilka osób nie chodziło od początku na religię, ale ta liczba się zwiększyła, kiedy prowadzacy zaczął wymagać porządnego prowadzenia zeszytu. Oni się smieją, że ktoś jest grubszy, że czegos tam nie ma, czasami jest jakiś kozioł ofiarny (klasa jest sportowa, mój znajomy nawet nie przyznał się, że jest ministrantem - "bo to głupio tak"), ale na pewno nie z tego, że ktoś nie jest religiny, albo niewierzacy. Te dyskusje z emamy o religii to jest chyba przecietne spojrzenie. Takie są mamy dzieci w polskich szkołach. Czy one sa specjalnie religijne?? Jedne są, inne nie, ale najwięcej jest takich przecietnych, chłodnych. Wiem, że pojedyncze osoby mogą miec odczucia jak w artykule, że mogą się zdazyc pojedyncze przypadki nawiedzonych nauczycieli, ale nie wydaje mi się to normą, a tak sugeruje artykuł. Ale myślę sobie, że moze się klimat zmienia. Ale nie w społczeństwie, oddolnie, a odgórnie. To uwikłanie religii w polityke, itd., i myslę, że osoba niewierzaca, która wypowiada się w artykule: "wszyscy przywódcy państwowi i partyjni mówią: "Polska jest krajem katolickim". Ja do tej grupy nie należę i co? Czuję, że jestem wrogiem. Nie mam psychicznego bezpieczeństwa." ma coraz większe prawo tak mówić. Odpowiedz Link
magdalaena1977 Re: do przeczytania 15.03.07, 20:09 Również dla przeciętnie katolickiej rodziny niektóre zachowania katechetów mogą być problemem: Już na tym forum czytałam narzekania na poziom katechezy w przedszkolu i np. na siostrę, która straszy spaleniem się w piekle za bicie kolegi. I chyba nawet trudniej z taka praktyką walczyć, jeśli generalnie podziela się wiarę siostry w piekło, w karę za grzechy, a tylko uważa się opowieści o kotłach ze smołą za horror dla wyobraźni przedszkolaka. Publiczne odpytywanie z tego "kto był w kościele w niedzielę" wydawało mi się zawsze sprzeczne z zasadą spowiedzi usznej. Znajoma mojej mamy już w latach osiemdziesiątych postawiła się księdzu nie wyrażając zgody, żeby jej małe dziewięcioletnie dzieci podjęły zobowiązanie, że do 18 roku życia nie będą pić alkoholu. Mojej cioci katecheta rozwalił całkowicie wszelkie niedzielne plany na rok przed bierzmowaniem jej córki, żądając się chodzenia na konkretną mszę w kościele parafialnym. Odpowiedz Link
arwena_11 Re: do przeczytania 18.03.07, 18:50 Moje dzieci chodzą do katolickiego przedszkola, więc religia od początku to był nasz wybór. Ale wyobraźcie sobie, ze przez pierwsze chyba dwa czy trzy miesiące przedszkola religii nie było. Bo nie miał kto uczyć. Dyrekcja nie chciała pierwszej z brzegu osoby, tylko kogoś odpowiedniego dla dzieci. bo nie każdy sie nadaje. Oczywiście najprosciej napisać do kurii że potrzebny katecheta, i przyjąc to co daje kuria. Tylko że jak widać z art. to nie zawsze jest dobre dla dzieci. A u nas wychodzi sie z założenia, ze z dzieckiem trzeba ostrożnie. Mozna go zrazić tak, że w ogóle nie bedzie chciało brać udziału w religii. Może to w tym problem leży? Szkoły i przedszkola przyjmują tych co da parafia lub kuria. Nie zajmują się szukaniem osób z "charyzmą" takich, które pociągną dzieci i młodzież za sobą. Ja jak byłam w podstawówce to nie było religii w szkole, ale w parafii mięliśmy religię klasami. Czyli no poniedz. 8a wtorek 8b itd. Było ok. Poza tym mięliśmy super księdza, który organizował wycieczki, mecze a nawet dyskoteki w salkach katechetycznych. A co do pytań kto był na mszy, to u nas mimo szkoły i przedszkola katolickiego nic takiego nie ma. Za to pamiętam jak w podstawówce po każdych wyborach, a były to lata 80, wychowawczyni pytała którzy rodzice byli na wyborach. Byłam jedyną osobą w klasie, która nie podnosiła wtedy ręki. Ciekawe która indoktrynacja jest gorsza? Odpowiedz Link
mader1 Re: do przeczytania 18.03.07, 19:38 > A co do pytań kto był na mszy, to u nas mimo szkoły i przedszkola katolickiego > nic takiego nie ma. No właśnie. Zauważyłam już w czasie przygotowania młodszej do komunii, ktore odbywało się w parafii ( podczas gdy starszej w szkole katolickiej), że w szkołach katolickich jest mniejsze ( przepraszam za słowo) " zamordzie" w sprawach wiary i jej praktykowania. Jest dużo kultury, zaufania, żadnych wypytywań, odznaczań, podpisów rodziców, karteczek i zaświadczeń. Nawet jeżeli są konieczne prosi się o nie, nie wymaga i tłumaczy dlaczego należy je przynieść. Powaliły mnie książeczki, sprawdzanie , wielokrotne próby, nerwowość, wystawność w przypadku przygotowań młodszej. Choć wielokrotnie krzyczano i tresowano chłopcow byli oni bardziej niegrzeczni niż ci, których traktowano łagodnie, ze zrozumieniem , ale stanowczo podczas przygotowań I komunii u starszej. Uczono ich odpowiedzialności. Odpowiedz Link
otryt Szkoła podstawowa - rok 1965 19.03.07, 15:24 Myślę, że każda inność wśród dzieci jest zauważana i komentowana. Gruby, chudy, mały, duży, w okularach, jąkający się, zezowaty, w niemodnych spodniach, biedny. Tak było zawsze. Chodzi tylko o to, aby te komentarze były kulturalne i na miejscu. Aby zachowywać się taktownie. Tego trzeba dzieci uczyć, a nie tego, aby nie zauważały inności. Nic na to nie poradzimy, że ci inni sami odczuwają dyskomfort z powodu swojej inności, nawet wtedy, gdy nikt im nie dokucza i nie daje żadnego innego ku temu powodu. Nic nie poradzimy na ten rodzaj przewrażliwienia. Pamiętam swoją podstawówkę. Rok 1965. Wtedy z religią było odwrotnie. Chodziliśmy na katechezę do kościoła, prawie cała klasa. Był to okres przedkomunijny, zajęć z religii więcej niż zwykle. Wszystkie jednak po południu, po lekcjach. Komunistyczna szkoła (z portretami Gomułki i Cyrankiewicza w każdej klasie) wiedziała dobrze, że tak jest i właśnie wtedy wymyślali jakieś popołudniowe zajęcia dla dzieci: czyny społeczne, harcerstwo, itp. Dzieci się podzieliły. Część poszła na religię, część na zajęcia organizowane przez szkołę. Sporo dzieci nie przyszło na te szkolne zajęcia. Następnego dnia wychowawczyni odpytywała każdego o powody nieobecności. Większość dzieci zmyślała jakieś bajeczki. Ja również, że niby babcia chora albo klucz zginął i nie mógł wyjść z domu. Ale ktoś w końcu powiedział prawdę, że był w kościele. Nasza Pani, ktoś bardzo ważny dla 9-latka, autorytet większy niż rodzice w tym wieku, powiedziała, że religia to zabobon i ciemnota, że się dziwi, że on taki dobry uczeń chodzi na religię. Takie miałem wychowanie w szkole. Być może część ludzi pamiętających tamte czasy, odreagowuje podobne historie, które były na porządku dziennym w większości szkół. Ja jednak tej dyskryminacji nie widzę. Odpowiedz Link