svistak 22.03.07, 14:55 Czytalyscie: wiadomosci.onet.pl/1399994,2677,1,kioskart.html ? s. Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
justyna.ada Re: mniszka 22.03.07, 16:12 No, zdarza się. Może nie o wszystkich przypadkach gazety piszą, ale przecież wyraźnie tu sama ex-siostra mówi, że tak naprawdę powołanie zakonne nie okazało się być tym "czymś". Że jak juz klamka zapadła, to zaczeły sie schody. I tylko pytanie, czy wówczas jest to kryzys, który trzeba przezwyciężyć, czy faktycznie minęła się z powołaniem. Na szczęście zakon to nie małżeństwo Odpowiedz Link
minerwamcg Re: mniszka 22.03.07, 19:46 Taaak. Skoro odchodzą księża, to czemu nie miałyby odchodzić siostry? Szkoda tylko, że odchodzą ludzie z zakonów, które kształtowały dobry, otwarty i ukierunkowany na myślenie nurt katolicyzmu. Dominikanie, jezuici... To nie jest dobre. Także dlatego, że sens trwania w czymś do śmierci zostaje dotkliwie podważony. Skoro odchodzą księża, zakonnice - to po cholerę ja się mam męczyć w trudnym małżeństwie? Po cholerę ratować, naprawiać, zmieniać, skoro tak łatwo można wszystkim pieprznąć i zacząć do nowa, jak widać na przykładzie ojca G., księdza O, siostry N... Przecież ja (Ja. JA. JAAA!) mam także prawo do samorealizacji i mogę, ba, powoli poczytuję sobie za obowiązek iść tam, gdzie z tego prawa skorzystam. Smutne. I jeszcze jedno. Sposób, w jaki prowadzona jest rozmowa. Pytania skierowane do eks-siostry żywo przypominają mi prezentera programu "Na każdy temat". Więc naprawdę on to pani robił śrubokrętem? Ojeej. I jak się pani wtedy czuła? Z pytań widać, że zadaje je ktoś, kto o życiu zakonnym nie ma pojęcia, a niemożność pójścia na basen/siłownię/plażę uważa za ciężki zamach na swobody obywatelskie. I do tego sprowadza dramat byłej zakonnicy. Odpowiedz Link
a_weasley Re: mniszka 22.03.07, 19:53 Już dawno temu zacząłem mówić, że jeżeli dziennikarze o wszystkim, o czym piszą, mają takie pojęcie, jak o historii najnowszej, harcerstwie, prawie karnym i bezpieczeństwie ruchu drogowego, to najlepiej w ogóle nie czytać gazet. Przynajmniej człowiekowi się nie zdaje, że coś wie. Sprzedałem ten koncept dziesiątkom osób i reakcja jest niemal zawsze taka sama: - To dopisz jeszcze do tego informatykę / elektronikę / fantasy / rpg / <cokolwiek innego, zależnie od zawodu i/lub pasji danego rozmówcy>. minerwamcg napisała: > To nie jest dobre. Także dlatego, że sens trwania w czymś do śmierci zostaje > dotkliwie podważony. Skoro odchodzą księża, zakonnice - to po cholerę ja się > mam męczyć w trudnym małżeństwie? Po cholerę ratować, naprawiać, zmieniać, > skoro tak łatwo można wszystkim pieprznąć i zacząć do nowa, Sęk w tym, że tutaj akurat nikt nie obiecywał trwania do śmierci, bo OIR nie chodzi o siostrę po wieczystych. Więc to nie tyle pirzgnięcie małżeństwem,ile zerwanie zaręczyn, rzecz przykra, lecz zrozumiała. Z czego jednakowoż większość rodaków nie zdaje sobie sprawy. Piszę tak, bo - powiedzmy to sobie szczerze, bez specjalnego ocyndalania się i fałszywej skromności - uważam, że mam o tych zagadnieniach większe pojęcie niż przewiduje polska norma, a i ja już jako człowiek dobrze dorosły dowiedziałem się, że nowicjat nie jest ani szczeblem pierwszym, ani ostatnim przed ślubami wieczystymi. Odpowiedz Link
magdalaena1977 Re: mniszka 22.03.07, 20:23 minerwamcg napisała: > Z pytań widać, że zadaje je ktoś, kto o życiu zakonnym nie ma pojęcia, a > niemożność pójścia na basen/siłownię/plażę uważa za ciężki zamach na swobody > obywatelskie. I do tego sprowadza dramat byłej zakonnicy. Też mnie to strasznie uderzyło. Ale można powiedzieć, ze takie sprawy codzienne to coś co przeciętnego człowieka najbardziej ciekawi. Pamiętam jak w OAZIE mieliśmy spotkanie z siostrą (z naszej parafii), która opowiadała o swoim życiu. I jak niesamowicie normalne ono było. Np. jak nam pokazywała zdjęcia z obłóczyn. Może mamy wizję zakonu prosto ze średniowiecznego świata, ewentualnie z filmu Faustyna ? Pamiętam kiedyś w Wyborczej wywiad z zakonnikiem (chyba właśnie Bartosiem lub Obirkiem) i on też podkreślał faktyczny brak ascezy - brak troski o jutro, o zarabianie na chleb. Że co prawda ślubował ubóstwo, ale w praktyce ma ładny pokój pełen książek w centrum Krakowa. Odpowiedz Link
a_weasley A z jeszcze innej strony... 22.03.07, 20:39 magdalaena1977 napisała: > Z pytań widać, że zadaje je ktoś, kto o życiu zakonnym nie ma pojęcia, a > niemożność pójścia na basen/siłownię/plażę uważa za ciężki zamach na swobody > obywatelskie. I do tego sprowadza dramat byłej zakonnicy. Większości ludzi jest trudno zrozumieć, że coś może być dla kogoś tak ważne, że z ochotą zrezygnuje z tego, bez czego oni nie są w stanie obejść. A tym bardziej - eto coś, bez czego oni nie są w stanie obejść, dla kogoś może być tak mało warte, że wyrzeczenia się tego w ogóle nie postrzega jako poświęcenia. Kiedyś nie mieściło mi się w głowie, że można dobrowolnie jechać tam, gdzie przez trzy tygodnie nie ma radia (to znaczy na Oazę). W tym samym czasie moim kolegom nie mieściło się w głowie, że nie doskwiera mi bark w domu telewizora. Nie pojmowałem też, jak ciż sami koledzy moga dobrowolnie jechać tam, gdzie w wakacje każą wstawać o ósmej (to znaczy na obóz harcerski). Niedługo później sam zostałem harcerzem i ani brak radia, ani pobudki skoro świt o 7.30 mi nie doskwierały (jakkolwiek współczułem kolegom z bratniej drużyny, którym codziennie fundowano pobudkę o szóstej). W harcerstwie przeżyłem studia i trwałem tam jeszcze ładnych parę lat. A moi cywilni znajomi nie mogli pojąć, że mi nie przeszkadza harcerski odpowiednik celibatu - zakaz picia i palenia. A nie, nie przeszkadzał. W ogóle mi to nie ciążyło. Nie rozumiałem ćwierć wieku temu harcerzy i oazowiczów. Nie rozumieli potem mnie cywile. Teraz ja próbuję zrozumieć tych, którzy nie rozumieją zakonników. I, cholibka, też nie rozumiem. Odpowiedz Link
svistak Re: mniszka 22.03.07, 20:34 wiiisziiisz... mojej siostrze nie pozwolono zlozyc slubow wieczystych z powodu stanu zdrowia ("to znak,ze nie masz tu byc"). gdy szla do zmartwychwstanek byla zdrowa, po II slubach okazalo sie ze nie moze pracowac w zakonnej kuchni /technolog zywienia/, to ja musiano niemal przez rok obslugiwac,bo lezala w lozku chora. z "domu" odbieralam osobe po 3 operacjach /kolana, staw biodrowy/, poruszajaca sie w wielkim trudem o kulach. Nie wiem czy potrafisz wyobrazic sobie jej wielodniowa rozpacz /zawalil sie jej swiat, plan na zycie/, jej przerazenie / jak sie odnalezc w swieckim swiecie/, jej proby zachowania "trybu zakonnego" /godziny modlitw-lacznie z nocnymi,posty,nabozenstwa, czytania, wyciszenia,sluzba innym/... nie umiala tego nazwac... mowila: co ja ubiore-nie mam ubran, gdzie bede mieszkac-przeciez wymeldowalam sie, mlodsza siostra zajela pokoj, co bede jesc-nikt mi nie da zlamanego grosza itp. to bylo 5 lat temu.spiewa w chorze koscielnym, haftuje ornaty i obrusy -jak kiedys...ale... poznala lektora w grudniu slub! s. Odpowiedz Link
sion2 no tak, ale... 23.03.07, 18:45 Wyobrazam sobie cierpienia twojej siostry, naprawde. Sama mam ciocie-zakonnice i wiem czym jest dla niej bycie w zakonie. Jednak choc to boli i wydaje sie niesprawiedliwe, w kazdych konstutucjach zakonnych jest napisane ze czlonkinia zakonu moze byc osoba pelnoletnia w wieku od... do... posiadajaca pelne zdrowie fizyczne i psychiczne. Nie jest to tajemnica ze zdrowie stanowi na etapie wstepnej formacji zakonnej, pewnego rodzaju sprawdzian powolania. Powolania do zycia w zakonie, nie sprawdzian czy ktos jest wierny Bogu czy nie, na ile Go kocha itd. Kazda wstepujaca wie o tym, ze jesli zachoruje przewlekle nieuleczalnie przed slubami wieczystymi, bedzie musiala odejsc ze zgromadzenia. Taka osoba nie jest w stanie wypelaniac obowiazkow wynikajacych z bycia zakonnicą, za to potrzebuje obslugi. NIestety zakonom pieniadze na utrzymanie nie spadaja z nieba i nie moga przyjmowac w swoej szeregi osob, o ktorych z gory wiadomo ze nie beda w stanie w zaden sposob zarobic na swoje utrzymanie i beda wymagac kosztownego leczenia. Twoj post zabrzmial intencjonalnie jakby krzywdzono chorych w zakonach i ich nie chciano. Tymczasem zupelnie inna sytuacja jest gdy zakonnica zachoruje po wieczystych slubach, wtedy zakon przejmuje pelną odpowiedzialnosc za taką osobę, zapewnia jej utrzymanie do konca życia, leczy ją wszelkimi środkami na jakie je stać. Taka siostra obloznie chora traktowana jest jak skarb i otoczona serdeczna troską. Podobnie zakony otaczaja opieką swoją innych chorych, nie swoich, zalezy jaki charyzmat posiada dane zgromadzenie dla kosciola. Odpowiedz Link
samboraga Re: no tak, ale... 23.03.07, 21:50 Nie jest to > tajemnica ze zdrowie stanowi na etapie wstepnej formacji zakonnej, pewnego > rodzaju sprawdzian powolania. Powolania do zycia w zakonie, nie sprawdzian czy > ktos jest wierny Bogu czy nie, na ile Go kocha itd. Sion, to chyba niefortunne sformułowanie, choroba nie jest sprawdzianem czy ktoś nadaje się do zakonu w sensie umijętności życia w stałej grupie, zamknięciu, stałym rytmie itd. itp. (skoro zakonnica chorująca po ślubach się nadaje, podobnie jak zakonnica 'emerytka', zwykle również schorowana), ale po prostu warunkiem przyjęcia z powodów ekonomicznych oraz wytrzymałościowych (np. fizyczna wytrzymałość na np. wielogodzinne modlitwy, adoracje nocne), tzn. tak myślę. A swoją drogą ciekawe czy taka chora kandydatka z własnym posagiem miałaby szanse na wstąpienie - argument ekonomiczny, by odpadł (powiedzmy, że wiano na tyle duże, a co do adoracji itp., to chorujące zakonnice i tak pewnie są z nich zwolnione... Tak teoretycznie rozważam sobie, bo przypomniało mi się, tak na marginesie, że ja, jako osoba chora, własne dziecko urodzić i wychować mogę, ale adotowanego mi raczej nie powierzą, bo a nuż umrę zanim wychowam...to takie absurdy właśnie... Odpowiedz Link
sion2 Re: no tak, ale... 25.03.07, 18:43 1. dokladnie tak jest: zdrowie fizyczne na etpaie wstepnej formacji zakonnej jest sprawdzianem czy ta osoba jest powolana do danej wspolnoty. Kazde zgromadzenie ma realizowac pewien zewnetrzny cel w kosciele. Modlitwy, formacja duchowa - nazywana jest celem wewnetrznym a jego realizacja nie jest zalezna od zdrowia, bo kochac Boga heroicznie moze i sparalizowany czlowiek. Natomiast cel zewnetrzny danej wspolnowy, zapisany w konstytucjach jest tak samo wazny i nie ptzyjmuje sie osob, ktorym stan zdrowia nie pozwoli realizowac zewnetrznego celu zgromadzenia czyli krotko mowiac: pracowac. To ze ktos nie ma powolonia dp danego zgromadzenia, nie wartosciuje w zaden sposob jego wiary, cnót ani milosci do Boga, oznacza tylko ze Bog nie chce tej osoby w tym miejscu w kosciele. 2. Teraz nie przyjmuje sie osob z posagiem. Osoba musi miec fizyczne mozliwosci realizowania zenwetrznego celu wspolnoty, jej charyzmatu w kosciele. jesli zas zachoruje osoba po slubach wieczystych, poniewaz sa one wiążące, ponieważ slubuje sie Bogu - uznaje sie ze skoro On dopuscil na te osobe taka chorobe, Jego wolą jest aby zgromadzenie ją utrzymywalo. Odpowiedz Link
samboraga Re: no tak, ale... 25.03.07, 21:47 no, jeśli tak jest w konstytucjach zakonnych, to jasne... ale przekonać, to mnie to nie przekonało - wielu świeckich chorych pracuje, siostra w kancelarii przedszkola mojego dziecka wykonywała zwykłe prace biurowe, do wykonania również dla kogoś, kto rowów kopać nie może >nie wartosciuje w zaden > sposob jego wiary, cnót ani milosci do Boga to akurat jest oczywiste Odpowiedz Link
a_weasley Prostuję 22.03.07, 20:02 Nie doczytałem. Ta akurat była już po wieczystych. Ale dla przypadku ogólnego to, co piszę, pozostaje w mocy. Odpowiedz Link
mamaadama4 Re: Prostuję 22.03.07, 20:36 Tak jak nie od wczoraj księża rezygnują z kapłaństwa tak ta zakonnica nie jest pierwszą w historii kościoła, która zrezygnowałą po ślubach wieczystych. Wcześniej o tym nie pisano. Teraz pisze się o wszystkim. Szkoda tylko, że niestety - zdecydowana większośc tych tekstów służy li tylko zarobieniu wierszówki przez zaspokojenie zwykłęj ciekawości i potrzebie sensacji. Odpowiedz Link
mamaadama4 Re: i jeszcze jedno 22.03.07, 20:37 Lubię czytać Przekrój (chyba z sentymentu do byłęgo redaktora naczelnego )) ) ale zupełnie nie wiem o co miało chodzic w tym wywiadzie z byłą zakonnicą? Niby o czym miałam się jako czytelnik dowiedzieć? Odpowiedz Link
a_weasley Ech, Przekrój... to se uż nevrati... 22.03.07, 20:43 mamaadama4 napisała: > Lubię czytać Przekrój (chyba z sentymentu do byłęgo redaktora naczelnego )) Ja też. Ten stary. Za komuny nie wszystko było złe. "Przekrój" był lepszy. W tej chwili mam wrażenie, że to jest pismo dla tych, którzy najchętniej by czytali NIE, ale nie pozwalają im na to receptory smaku. Już uwstecznione, ale jeszcze działające. Odpowiedz Link