Dodaj do ulubionych

Pigulka "po"...

04.06.07, 20:47
Chcialam zapytac szanowne forumowiczki o Wasze zdanie na ten temat. Temat
walkowany wielokrotnie, ale jednak chcialabym poznac Wasze opinie.
Pracuje w aptece w Anglii, gdzie oprocz mozliwosci otrzymania tzw. Morning-
after pill na recepte, mozna ja takze nabyc tylko po konsulatcji z
farmaceuta. Oczywiscie zdecydowanie odmawiam, jednak ostatnio zaczynam miec
watpiliwosci.
Nie dlatego, ze wierze w bzdury producenta jakoby to nie byla
pigulka "wczesnopronna" tylko antykoncepcyjna ( bo co to za antykoncepcja juz
po koncepcji), znam tez wykladnie Kosciola Katolickiego o tym, kiedy zaczyna
sie zycie. Zastanawiaja mnie jedynie dwie sprawy.
Czy nie odmawiajac sprzedazy nie stawiam sie w roli sedziego ( a nie mam
przeciez takiego prawa), bo kobieta przyjmujaca nie musi podzielac mojego
swiatopogladu i religii.
Czy wreszcie odmawiajac powoduje jedynie opoznienie procesu ( ktore to
przeciez jeszcze sprawe pogarsza), bo dana osoba i tak pojdzie za rog do
apteki, w ktorej dostanie to co chiala.

Ciekawa jestem co myslicie?
Obserwuj wątek
    • minerwamcg Re: Pigulka "po"... 04.06.07, 21:41
      A tak z czystej ciekawości zapytam - masz możliwość odmówić? To znaczy - jeżeli
      odmówisz, nie wylecisz z pracy? Nikt Cię nie pozwie do sądu, że go
      dyskryminujesz? Nie będziesz miała żadnych przykrości?
      • izzunia1 Re: Pigulka "po"... 04.06.07, 22:33
        Problem w tym, ze bede raczej miala. Co prawda, nawet w zlaicyzowanej Anglii
        przekonania religijne sa jeszcze "sacrum", wiec za to nikt mnie z pracy nie
        wywali. Ale jestem juz pracownikiem "drugiej kategorii" i nie ukrywam, ze to
        troche boli, bo nie wydaje mi sie, ze moi angielscy koledzy przewazaja pod
        wzgledem wiedzy. A to,ze pare razy juz uslyszalam, ze mnie pani pozwie, bo
        bedzie " przeze mnie w ciazy",to juz szczegoly.
        Ale naprawde te sytuacje tak bardzo nie wplywaja na moje watpliwosci, jak to,
        czy tak naprawde jedyne co w tym boju zwycieza to moj "swiety spokoj" bo to ja
        jestem ta praworzadna, czyli czy przypadkiem taka odmowa to nie czyste
        faryzejstwo.
    • imbirka Re: Pigulka "po"... 04.06.07, 22:04
      Na ten temat ciekawie w Tygodniku Powszechnym:
      tygodnik.onet.pl/1546,1410619,dzial.html
      i tygodnik.onet.pl/1546,1412268,dzial.html.
      • kim5 Re: Pigulka "po"... 05.06.07, 09:00
        Trudno mi to ocenić, bo farmaceutą nie jestem, ale zastanawiam się, jaka jest
        granica moich przekonań, a wolności innych. Czy można odmówić sprzedaży leku na
        kaca, bo pijaństwo to grzech, więc jak odmówię i ktoś pocierpi, to na drugi raz
        się zastanowi? Mam swoje przekonania, ale wiem, że ktoś może mieć inne. I też
        ma do tego prawo. Nie wiem, czy mogę moim działaniem przeszkadzać komuś w
        realizacji jego celów. Idąc tym tropem - katoliczka powinna odmówić sprzedaży
        kebaba w piątek? Hmm, niewiele wniosłam do tej dyskusji, bo sama się
        zastanawiam.
        • isma Re: Pigulka "po"... 05.06.07, 10:06
          No nie, ale w sprawie kebaba, to jedzacy takowego w piatek szkodzi ewentualnie
          sam sobie i swemu sumieniu, natomiast jesli zalozyc, ze tableta ma dzialanie
          wczesnoporonne, to odmawiajacy wydania leku farmaceuta dzialalby nie tylko na
          rzecz sumienia kobiety, ale i zachowania zycia dziecka.

          Niektorzy starozytni chrzescijanie byli zdania, ze wlasciwym miejscem dla
          chrzescijanina jest warsztat rzemieslniczy - wytwarzajac przedmioty nie jest
          sie narazonym na moralne pokusy wink)). I ze te zawody, w ktorych popada sie w
          roznorakie zaleznosci z ludzmi, s apotencjalnie dla spokoju sumienia
          niebezpieczne wink)).
      • minerwamcg Re: Pigulka "po"... 05.06.07, 10:42
        Aptekarz z Międzylesia niestety posuwa się dalej -

        "Do apteki Tomasza Kondeja często przychodzą kobiety z receptami na zwykłe
        środki antykoncepcyjne. – Wiem, że można je stosować również leczniczo. Ale
        łatwo rozróżniam cel, z którym przychodzi pacjentka – mówi farmaceuta."

        Poznaje po oczach, na co pacjentce jest potrzebny lek i na tej podstawie
        podejmuje decyzję - wydać czy nie... - sorry, ale to jest uzurpowanie sobie
        kompetencji i praw, których się nie ma. A wszystko pod wzniosłym szyldem
        wolności sumienia.
        • justyna.ada chrześcijanin w pracy 05.06.07, 10:54
          No właśnie. Tak jak z tą listą "zawodów dla chrześcijanina". Ale powinien
          jeszcze uważać komu te swoje wyroby rzemieślnicze sprzedaje, nie? bo nuż w złym
          celu...?
          Nie no absurd. To chrześcijanin nie mógłby pracować w żadnej praktycznie
          instytucji/firmie, bo nieuchronnie natknie się na różne kombinacje albo z
          obserwacji albo sam będzie musiał wykonać (nie żeby zaraz kraść ale coś tam
          ponaciągać). i co, ma nie pracować? ma się zwolnić? nawracac szefa?
          Wiem, że tam gdzie jest możliwość "dołożę starań aby było uczciwie" to jest
          jasne. Ale jak nie ma co się starać bo ucciwie to nie będzie?
          I nie mówmy że to bardzo proste...
          • direta Re: chrześcijanin w pracy 05.06.07, 15:52
            Jednym słowem - kwadratura koła...
            Ale znam ludzi niezłomnych, którzy mieli głębokie wewnętrzne przekonanie
            (wymodlone) że mają postąpić tak, albo tak i ostateczne konsekwencje okazywały
            się (dla nich) dobre. Na przykład wylatywali z pracy, ale po to, by znaleźć lepszą.
            Znam też takich, którzy wylatywali z pracy i nie znajdowali lepszej ale
            przyjmowali obniżenie standardu jako... bo ja wiem jak to nazwać? znak wybrania?
            To tak jak apostołowie odchodzący sprzed sanhedrynu po wychłostaniu i cieszący
            się, ze byli godni cierpieć dla Imienia.
            Ale to wszystko, co napisałam powyżej, to teoria.
            Myślę izzuniu, że w najgłebszej głębi swojej duszy czujesz czy odmawiając
            postępujesz dobrze, czy źle.
            Ja mam dwa drogowskazy:
            "Bo drogi Pana są proste. Kroczą nimi sprawiedliwi, ale potykają się na nich
            grzesznicy"
            i drugi:
            "odstąp od złego, czyń dobro, szukaj Pokoju, idź za nim."

            Innymi słowy - jeśli po wykonaniu lub zaniechaniu jakiegoś działania czuję
            pokój, to znaczy, że postąpiłam właściiwie. Czasami ten pokój (lub niepokój)
            pojawia się dopiero po dłuższym czasie, po bardziej długotrwałęj refleksji.
            Moze ten Twój list jest znakiem, zę coś Cię jednak "uwiera", że może nie tędy
            droga. Ale jeśli nie tędy, to którędy?
            Błogosławiony Bronisław Markiewicz pisał:
            "gdzie częste upadki - stamtąd uciekać. Widać woli Bożej nie ma, by tam pozostawać"

            Z drugiej strony - czy moralne jest wyciąganie kasztanów z ognia cudzymi rękami?
            Tzn ja odejdę z apteki i zaczepie się np w jakimś laboratorium farmaceutycznym,
            gdzie bedę ważyć i mieszać mikstury, a na moje miejsce przyjdzie ktoś, kto nie
            będzie miał takich skrupułow i będzie sprzedawał i pils morning after i spirale
            i co tam jeszcze ktoś poprosi. (A moze nawet arszenik bez recepty? - zart?)

            Trudne pytania a odpowiedzi jeszcze trudniejsze.
            Słuchaj głosu serca i proś Boga by rozwiązał to za Ciebie.

            Ja kilka lat pracowałam w miejscu, w którym ciągle upadałam w grzechy języka
            (gniew, wrzaskliwość, znieważanie itd) i wbrew temu, co się mówi - nie udało mi
            się tam tej cechy swojej osobowości pokonać, utemperować, przeciwnie - stawałam
            się coraz bardziej zołzowata. I mogłam już tylko prosić Boga o pomoc, o
            wyzwolenie mnie i dzięki Bogu w końcu straciłam tę pracę wink I to na dość dla
            mnie korzystnych warunkach.
            • minerwamcg Re: chrześcijanin w pracy 05.06.07, 23:54
              > Z drugiej strony - czy moralne jest wyciąganie kasztanów z ognia cudzymi
              > rękami?
              > Tzn ja odejdę z apteki i zaczepie się np w jakimś laboratorium
              farmaceutycznym,
              > gdzie bedę ważyć i mieszać mikstury, a na moje miejsce przyjdzie ktoś, kto nie
              > będzie miał takich skrupułow i będzie sprzedawał i pils morning after i
              > spirale i co tam jeszcze ktoś poprosi. (A moze nawet arszenik bez recepty? -
              > zart?)

              Wiesz. Polaków skazanych na śmierć też w końcu "ktoś bez skrupułów" by zabił. A
              jednak Sługa Boży Otto Schimek potrafił powiedzieć, że on jest katolikiem i do
              tego ręki nie przyłoży.
            • a_weasley Gdyby tak każdy... 06.06.07, 00:03
              direta napisała:

              > Ale znam ludzi niezłomnych, którzy mieli głębokie wewnętrzne przekonanie
              > (wymodlone) że mają postąpić tak, albo tak i ostateczne konsekwencje okazywały
              > się (dla nich) dobre. Na przykład wylatywali z pracy, ale po to, by znaleźć
              > lepszą.

              Jak powiedział de Gaulle: "wszystko może się pewnego dnia zdarzyć - nawet to, że
              jakieś zachowanie zgodne z honorem i uczciwością okaże się ostatecznie dobrą
              lokatą polityczną".

              > Tzn ja odejdę z apteki i zaczepie się np w jakimś laboratorium
              > farmaceutycznym, gdzie bedę ważyć i mieszać mikstury, a na moje miejsce
              > przyjdzie ktoś, kto nie będzie miał takich skrupułow i będzie sprzedawał
              > i pils morning after i spirale

              Odda mu Pan wedle uczynków jego, a ty szedłszy opowiadaj Królestwo Boże.
              Przedstawiona przez Ciebie postawa przy pozorach słuszności jest piekielnie
              niebezpieczna i na tym podłożu kwitły wszystkie totalitaryzmy: "i tak ktoś to
              będzie robił, to czemu nie ja?". Tą metodą można było zatrudnić się w UB,
              korzystać z tego, czego oko zwykłego obywatela od wojny nie widziało, a co
              szatan przygotował tym, którzy mu służą, i uważać, że się robi dobrze, bo ja
              zwalczam reakcję byle jak, a gdybym pozostał na zewnątrz, toby ktoś się na moim
              miejscu starał.
              Bardzo niebezpieczna gra. Maski łatwo wrastają w twarz.
              Lepszym drogowskazem zda mi się Kantowski imperatyw kategoryczny, który każe
              zapytać: co by było, gdyby wszyscy postępowali w analogicznej sytuacji tak jak ja?
              • direta Weasleyom i innym wyjaśniam... 09.06.07, 22:13
                Być może nieprecyzyjnie się wyraziłam, więc spróbuję doprecyzować.

                Kiedy pisałam poprzedni list byłam świezo po oglądnięciu Bonda z Rogerem Moorem.
                I tam była taka scena:
                Bardzo pozytywny bohater odznaczony jakimś angielskim orderem i pomagający
                Bondowi rozwikłać jakąś zagadkę i przy okazji wykryć morderców rodziców
                dziewczyny Bonda okazał się być straszną szują i tymże mordercą.
                Bond i jego dziewczyna o mało przez niego nie zginęli i to oczywiście w bardzo
                spektakularny sposób (co ich ma się rozumieć uratowało, bo gdyby ich ukatrupił
                szybko i krótko nie byłoby następnych odcinków)
                No i wreszcie dopadli tegoż szui i zapędzili go w kozi róg. Dziewczyna uniosła
                broń, aby faceta przetransportować na tamten świat, na co Bond po raz kolejny
                zaczął ją mitygowac (w sumie nie wiadomo do końca po co, bo przecież nie po to
                by nie plamiła rączek niewieścich krwią niewinną) i nagle świst noża i czarny
                charakter został na dobre wyeliminowany przez drugoplanowego bohatera który też
                z szują miał własne porachunki.
                Innymi słowy - oni mieli czyste ręce a sprawiedliwości stało sie zadość.

                I tego typu sytuację miałam na myśli. Czy może tego typu dylemat moralny. Bo co
                jest lepsze: każdorazowo odmawiać sprzedaży, czy odejśc z apteki?
                To pierwsze jest na pewno trudniejsze, czyz nie?

                Pierwsze - posługując się porównaniem Minervy - to sytuacja Otto Shimka.
                Drugie, to sytuacja gdy Otto uniknął werbunku do wojska.

                Czy to jednak oznacza, że powinniśmy dać się werbować, by potem spektakularnie
                odmawiać?

                O tego rodzaju dylemat mi chodziło. Bo jednak nie każdy jest na tyle silny by
                wziąc tę cięższą zbroję. Czy jednak ucieczka rzeczywiscie jest obojętna moralnie?
                A jeśli nie jest... biada nam słabym...

                A co w sytuacji, gdy ktoś owszem odmawia ale równocześnie z powodu takiej czy
                innej cechy charakteru (np popędliwości) daje złe świadectwo?

                Innymi słowy nasz przykładowy Otto byłby na codzień dość trudny we współżyciu,
                kłótliwy albo z lekka fanatyczny w poglądach. Czy wtedy odmowa wykonania rozkazu
                zostałaby odebrana tak, jak powinna, czy jako kolejny przykład bigoterii?

                Oto są pytania!
                • a_weasley Re: Weasleyom i innym wyjaśniam... 09.06.07, 23:41
                  direta napisała:

                  > Czy to jednak oznacza, że powinniśmy dać się werbować, by potem spektakularnie
                  > odmawiać?

                  Oczywiście nie, osobliwie że nie mamy nigdy pewności, że nam starczy jaj, żeby
                  faktycznie odmowić, czy choćby się uchylić. A jeśli człowiek nie może żyć tak,
                  jak myśli, to z biegiem czasu zaczyna myśleć tak, jak żyje.
                  >
                  > A co w sytuacji, gdy ktoś owszem odmawia ale równocześnie z powodu takiej czy
                  > innej cechy charakteru (np popędliwości) daje złe świadectwo?

                  Człowiek odmawia dlatego, że to, czego odmawia, jest złe. I na tym powinien się
                  skupić. Choć oczywiście wróg skrupulatnie mu zacznie udowadniać, że robi to,
                  dajmy na to, na pokaz.

                  > zostałaby odebrana tak, jak powinna, czy jako kolejny przykład bigoterii?

                  To chyba jakieś nowe znaczenie słowa "bigoteria". Dotychczas zdawało mi się, że
                  to jest faryzeizm, pobożność na pokaz. Pobożność na pokaz, za którą zamiast
                  poklasku otrzymuje się 10 g ołowiu, przestaje być na pokaz.
        • minerwamcg Re: Pigulka "po"... 06.06.07, 13:47
          > Poznaje po oczach, na co pacjentce jest potrzebny lek i na tej podstawie
          > podejmuje decyzję - wydać czy nie...

          Przepraszam, wyraziłam się nieprecyzyjnie - powinno być "CHCE PODEJMOWAĆ
          decyzję" - o ile wiem, Tomasz Kondej na razie środki antykoncepcyjne sprzedaje,
          choć chciałby nie musieć tego robić.
          Jego prawo - ale w takim razie co z kobietami, które zażywają np. Dianne na
          problemy hormonalne? Znałam taką. I drugą, która na podobne problemy musiała
          łykać podobne lekarstwo...
          W dalszym ciągu zatem uważam, że ze strony aptekarza byłoby to karygodne
          przekroczenie kompatencji.
    • mamamonika Re: Pigulka "po"... 05.06.07, 15:19
      Mnie bardziej irytują księża święcący armaty sad((
      Tego juz w życiu nie zrozumiem
      • pavla5 Re: Pigulka "po"... 05.06.07, 16:03
        Ja mieszkam w Irlandii i tu do niedawna byly apteki gdzie nie sprzedawano nawet
        prezerwatyw.Teraz jest inaczej,ale wszystkie srodki antykoncepcyjne sa na
        recepte i jesli juz masz recepte w reku to lek chyba musisz wydac a w innej
        sytuacji to takze w Anglii mozesz spokojnie odmowic z tego co wiem,moja tesciowa
        mieszka w Belfascie i jej kolezanka tak robi (jest farmaceutka) wiec masz takie
        prawo
        • maadzik3 Re: Pigulka "po"... 06.06.07, 07:38
          Prezerwatywy tez na recepte???
    • mader1 Re: Pigulka "po"... 05.06.07, 17:42
      Na pewno to nie jest faryzeizm. Ty ten problem nosisz w sercu, naprawdę widzisz
      zagrożenie, a nie wypełniasz literę prawa, w która jest Ci obojętna.
      Postępuj zgodnie ze swoim sumieniem, nic innego nie mogę Ci doradzić.
      • mamachlopca1 Re: Pigulka "po"... 05.06.07, 20:10
        trudne to jest.ja-lekarz nie wypisuje takich rzeczy i po prostu odsyłam do kogo
        innego.a w aptece?pewnie gdy przyjdzie pacjent z recepta nie ma wyjscia.a gdy
        do ciebie(dla mnie to zaskakujace-bo w sumie to po co isc do lekarza jak
        farmaceuta zadecyduje)-ja nie proponowalabym tego sama,informowala co to
        jest,jak dziala.no ale to pacjent podejmuje decyzje i nie wiem czy mozna mu
        tego zabronic. bo to tak dziwnie-z recepra wydam a bez recepty juz nie.wg
        przekonan to zawsze powinno byc "nie"-a tego sie nie da zrobic.no ale jak
        bedziesz mies swoja apteke to nie umiscisz takich specyfikow na stanie i tylewink
    • minerwamcg Re: Pigulka "po"... 06.06.07, 00:00
      Nie przerobimy świata. Nie spowodujemy, że znikną pigułki wczesnoporonne, że
      lekarze przestaną dokonywać aborcji a kobiety tych aborcji się domagać.
      Możemy jednak głośno i wyraźnie odmówić udziału w takich praktykach.
      Wyjaśniając dlaczego to robimy i nie tłumacząc się z naszego postępowania. Mamy
      do niego prawo.
      • kramla Re: Pigulka "po"... 06.06.07, 07:27
        Mogę napisać tylko tyle, że cieszę się, że nie muszę podejmować takich
        decyzji.Postępuj w zgodzie z własnym sumieniem i zaufaj Bogu.Odwagi.
        • glupiakazia OT 06.06.07, 13:46
          kramlo, miło Cię widziećsmile
    • mamalgosia o tym i nie tylko 06.06.07, 09:29
      było swego zcasu w wątku "chrześcijanin w pracy" - sama go założyłamsmile, podaję
      linka, bo moim zdaniem ciekawy wątek. Choć wnioski chyba mizerne
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16182&w=12652657&a=12652657

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka