Dodaj do ulubionych

Proszę o pomoc- intymne pytanie...

22.06.07, 15:03
Witam serdecznie

Jestem nowa na forum i chciałabym bardzo podziękowac za przyjęcie. Często Was
podczytuję i znajduję odpowiedź na niektóre moje wątpliwości.
Na moje pytanie szukałam odpowiedzi w wielu serwisach rodzinno-katolickich,
ale większośc odpowiedzi była wymijająca, a ja ciągle mam pewne wątpliwości.
Obecnie jestem w ósmym miesiącu ciąży, to będzie nasze drugie dziecko.
Od niedawna lekarz zabronił nam współżycia ze względu na zagrażający
wcześniejszy poród. Do tej pory współżyliśmy regularnie i nie będę ukrywac, że
dla obojga z nas to ważna sfera życia małżeńskiego.
Teraz brakuje nam bliskości i próbujemy sobie radzic na różne sposoby. Stąd
moje pytanie na temat seksu oralnego i pieszczot doprowadzających do orgazmu w
czasie ciąży. Czy jest to grzechem, jeżeli obie strony są zgodne, jeżeli jest
to akt miłości i bliskości, i jeśli nie jest to traktowane metoda zapobiegania
ciąży??
Mam nadzieję, że dobrze się wyraziłam. Jeszcze raz dziękuję za mozliwośc
pisania u Was, bardzo liczę na Waszą pomoc i pozdrawiam serdecznie.
Obserwuj wątek
    • rycerzowa Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 22.06.07, 20:54
      Aaaa, to znowu ty?
      Już cię tu dawno nie było....
      • mamalgosia Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 23.06.07, 19:33
        Mówisz, że podpucha? Ale i tak sobie pogadamy
    • cinderella4 Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 23.06.07, 10:41
      Przepraszam, nie rozumiem
    • kulinka3 Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 23.06.07, 11:56
      Zapytaj spowiednika.
    • cinderella4 Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 23.06.07, 13:21
      Witam ponownie

      Rozumiem, że przez treśc mojego pytania zostałam potraktowana jako forumowy
      troll. Nie wiem, może faktycznie zbyt intymne i odważne pytanie, ale chciałam
      zapewnic, że zarówno mój problem jak i ja sama jestem autentyczna. Nie chciałam
      nikogo urazic, ani wywołac zamieszania, po prostu szukałam odpowiedzi w
      literaturze, w serwisach jak również w konfesjonale i nigdzie nie znalazłam
      jednoznacznej odpowiedzi, więc spróbowałam zapytac u Was. Jeśli chodzi o
      odpowiedz spowiednika, przeczytałam na Opoce odpowiedź księdza Jezuity, że
      księża nie chcą inwigilowac małżeńskiego łoża i w danym momencie mówic stop!!,
      dlatego spowiadanie się z bardzo intymnych szczegółów małżeńskiego pożycia jest
      niewłaściwe i mogłoby zaklopotac spowiednika. Chyba spotkałam się z taką
      sytuacją, bo nie udało mi się uzyskac odpowiedzi.
      Jeżeli kogokolwiek uraziłam, przepraszam, zrobiłam to zupełnie nieświadomie.
      Jeśli ktoś mógłby mi pomóc, a nie chce odpowiadac na forum proszę o informację
      na forumową pocztę.
      Pozdrawiam serdecznie, A.
    • warszawianka51 Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 23.06.07, 13:28
      Witaj smile
      Jeśli Twój spowiednik nie udzielił Ci odpowiedzi, jeśli w serwisach katolickich
      nic nie jest napisane, jeśli szukasz jakiejś informacji i nie możesz jej
      znaleźć to może oznacza to, że naprawdę nikt nie chce mieszać się w sprawy
      Waszego pożycia i że możecie robić co chcecie pod warunkiem, że nie łamiecie
      znanych ogólnie zasad (w pierwszym poście napisałaś, że nie łamiecie). Ja też
      długo szukałam różnych wskazówek, ale uznałam, że gdyby coś było grzechem to
      księża i inne osoby lepiej ode mnie poinformowane na pewno by gdzieś o tym
      napisały, aby przestrzec ludzi przed nim (tym grzechem, oczywiście ) smile
      Pozdrawiam smile
    • mmk9 cinderella, 23.06.07, 13:50
      oczywiscie wiesz, ze zabroniono Ci nie tylko "tradycyjnego" wspołżycia, ale
      KAŻDEGO orgazmu, ze względu na skurczowe działanie oksytocyny ?
      • imbirka Re: cinderella, 23.06.07, 14:07
        mmk9 napisała:

        > oczywiscie wiesz, ze zabroniono Ci nie tylko "tradycyjnego" wspołżycia, ale
        > KAŻDEGO orgazmu, ze względu na skurczowe działanie oksytocyny ?

        a może chodzi jedynie o zmiękczające szyjkę działanie prostaglandyn zawartych w
        nasieniu?
    • mama_kasia Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 23.06.07, 13:58
      Dla mnie osobiście sprawa jest jasna - to jest grzech.
      Gdzieś czytałam dobry artykuł na ten temat ojca Karola Meissnera,
      ale nie mogę go teraz odszukać.
      • imbirka Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 23.06.07, 14:16
        Mamo_kasiu, czy możesz to wyjaśnić? Przecież w czasie ciąży i tak nie ma mowy o
        prokreacyjnym działaniu współżycia, a i otwartość na życie trudno negować. Więc
        pozostaje wyrażanie jedności i miłości poprzez seks - czy naprawdę musimy wnikać
        w to, jaka technika przy okazji jest stosowana? Już nie mówiąc o tym, że
        wstrzemięźliwość celibatariusza jest czymś innym niż wstrzemięźliwość małżonków,
        i nie wiem czemu akurat opinia celibatariusza co do tego, jak współżycie
        małżeńskie powinno przebiegać ma decydować bardziej niż autonomiczna decyzja
        małżonków, w jaki sposób oni miłość wyrażają. Ja spowiednika bym nie pytała,
        zwłaszcza po tym, jak traktowanie spraw seksu przez kilku spowiedników
        sprawiło,że mam uraz dość głęboki. I nie chodzi o ocenę moich grzechów, ale o
        zwyczajny brak taktu i wścibstwo, delikatnie mówiąc.
        • mama_kasia Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 23.06.07, 21:33
          Napisałam specjalnie "dla mnie osobiście", ponieważ rzeczywiście
          taka jest moja wrażliwość na grzech. Nie piszę tutaj o stanowisku KK,
          bo w tej kwestii aż tak dobrze zorientowana nie jestem.
          I nie chodzi mi w pierwszym rzędzie o technikę. Nie to jest dla
          mnie wyznacznikiem grzechu.
          ...Wybacz jednak, ale nie będę o tym pisać. Nie potrafię... To jest
          sfera - nie wiem, czy napisałabym, że wstydliwa, ale jednak "zarezerwowana"
          smile Jak dla mnie raczej nie do poruszania na forum - z mojej
          strony oczywiście smile
      • kulinka3 Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 23.06.07, 14:27
        Kasia ma rację.
        Może warto zajrzeć tutaj?
        www.szansaspotkania.net/index.php?page=1963
        • imbirka Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 23.06.07, 14:43
          Znam teksty zamieszczone na tej stronie i przemawiają do mnie w ogóle, np.
          artykuł o niepłodności. Nie mam teraz czasu na dokładną analizę, mogę jedynie
          napisać, że to co jest napisane tam o pobieraniu nasienia do badań dla mnie jako
          kobiety jest upokarzające. Mam wrażenie ze tekst ten napisał ktoś, kto sprawę
          niepłodności zna tylko z teorii, i nie jest to zdanie tylko moje, ale wielu
          niepłodnych, wierzących małżeństw, dla których bardziej upokarzające jest
          szukanie prezerwatywy z dziurką i traktowanie żony jak pojemnik na spermę, od
          naprawdę mało przyjemnego, mimo konstrukcji płciowej mężczyzny, pobrania
          nasienia do pojemniczka. Przykro mi, ale w mojej opinii to że ktoś ma br. czy o.
          czy ks. przed imieniem i nazwiskiem nie nakłada na mnie obowiązku bezkrytycznego
          podporządkowania się w kwestii postrzegania moich najintymniejszych spraw, a
          współżycie małżeńskie do takich należy.
          • imbirka errata 23.06.07, 14:44
            Miało być:

            > Znam teksty zamieszczone na tej stronie i NIE przemawiają do mnie w ogóle

            pozdrawiam

            Imb.
          • kulinka3 Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 23.06.07, 15:36
            Imbirko,przykro mi, że teksty zamieszczone na tej stronie do Ciebie nie
            przemawiają (artykułu o niepłodności nie czytałam), ale jest na tej stronie
            odpowiedź dla autorki tego wątku.
            Nikomu i niczemu nie jesteś zobowiązana się podporządkowywać.Na tej stronie jest
            jedynie wyjaśnienie moralnych aspektów niektórych sytuacji dotyczących pożycia
            małżeńskiego, tak jak je widzi KK. Przedstawia je ojciec, który ów kościół i
            naukę reprezentuje. A sfera współżycia małżeńskiego nie jest obszarem wolnym od
            wartościowania moralnego, pomimo szlachetnych i dobrych intencji małżonków.
          • fiamma75 Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 23.06.07, 16:39
            Imbirko zgadzam się z Tobą w 200%.
            • direta Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 27.06.07, 22:24
              fiamma75 napisała:

              > Imbirko zgadzam się z Tobą w 200%.

              Ja też. I miło Cię widzieć, Kasiu smile
          • mamalgosia imbirko 23.06.07, 19:30
            Akurat tak się składa, że kwestię pobierania nasienia teoretycznie
            przewałkowałam swego czasu ostro.
            Czytałam też o tych wszystkich metodach z prezerwatywą z dziurką, przy czym ta
            prezerwatywa jakaś za 50 zł. Trochę mnie dziwiły, trochę śmieszyły, trochę -
            również jak Ciebie - oburzały.
            Potem uznałam, że cóż - skoro takie wytyczne Kościoła, a ja ten Kościół kocham,
            to nie ma siły - muszą to być i moje zasady.
            Ale pytanie: czy tak rzeczywiście mówi Kościół? czy może tylko jacyś
            skrupulanci?
            Pytałam spowiednika, powiedział, że jak to do badania, to można się masturbowac
            i tyle.
            Ale mnie to "i tyle" nie dawało spokoju.
            A sprawa jest prosta:
            Katechizm Kościoła Katolickiego:
            2352 Przez masturbację należy rozumieć dobrowolne pobudzanie narządów płciowych
            w celu uzyskania przyjemności cielesnej.
            Pobudzanie więc narządów płciowych w celu uzyskania nasienia do badania nie
            podpada pod masturbację. I jako takie grzechem nie jest. Można tu też stosować
            etyczną zasadę o podwójnym skutku. I wtedy również grzechem to nie jest.

            Pewnie gromy polecą na moją głowę, ale dla mnie strona "Szansa spotkania" trąci
            faryzeizmem

            P.S. A w sumie też jestem teologiemsmile
            • katriel Re: badanie nasienia 25.06.07, 20:39
              Badanie nasienia to jest poniekąd "mój temat" (to on mnie na to forum ściągnął),
              więc nie mogę się powstrzymać, żeby nie wtrącić swoich trzech groszy. Teologiem
              nie jestem, żaden ze mnie autorytet, więc przypomnę tylko artykuł Jacka Salija
              OP w tej sprawie właśnie: www.mateusz.pl/wdrodze/nr378/15-wdr.htm i
              orzeczenie Świętego Oficjum z 24 lipca 1929 roku, zatwierdzone przez papieża
              Piusa XI, które o. Salij w swoim artykule cytuje: "Czy godzi się powodować
              bezpośrednio masturbację dla uzyskania nasienia w celu wykrycia i ewentualnego
              leczenia zakaźnej choroby rzeżączki? Nie godzi się." (Denzinger–Schönmetzer,
              Enchiridion symbolorum, definitionum et declarationum de rebus fidei et morum,
              3684.)
              • imbirka Re: badanie nasienia 25.06.07, 21:05
                W cytowanym artykule O. Salija pojawia się poważny błąd, i to w słowach
                cytowanego lekarza. Badanie ejakulatu a badanie nasienia w jego "naturalnym"
                środowisku, czyli test PCT to 2 różne badania, służące zbadaniu innych zupełnie
                przyczyn niepłodności, i rozważanie wyższości jednego nad drugim jest równie
                sensowne jak porównywanie wartości diagnostycznej morfologii z analizą moczu.
                Naprawdę nie mam nic przeciwko temu, aby ci, którzy odczuwają moralny sprzeciw
                wobec pozyskania nasienia w drodze masturbacji, mieli dostęp do innej metody.
                Ale mówienie o generalnej niegodziwości tego aktu, opisywanie już chyba
                przysłowiowych pokoików ze świerszczykami (do większości laboratoriów można
                dowieźć nasienie pobrane w domu), zwłaszcza w kontekście tego, co przechodzi
                kobieta, na której skupia się diagnostyka niepłodności, jest dla mnie nie do
                przyjęcia. Badanie nasienia to po prostu podstawowe badanie w diagnostyce
                niepłodności, tak jak u kobiety oznaczenie hormonów. Robienie takiej atmosfery
                wokół tego badania być może przyczynia się do tego, że wiele kobiet miesiącami
                jest poddawanych nawet inwazyjnej diagnostyce, a potem okazuje się że przyczyna
                jest po stronie męża. I cenny czas na leczenie jest zmarnowany. Nie bardzo
                rozumiem przywołanie stanowiska Świętego Oficjum odnoszącego się do leczenia
                rzeżączki, choroby będącej skutkiem przede wszystkim zdrady - to chyba z
                leczeniem niepłodności nie ma wiele wspólnego?
            • direta Re: imbirko 27.06.07, 22:23
              Dzięki mamałgosiu!
              Bo czułam dokładnie tak jak Ty, ale nie umiałam znaleźć na to stosownego paragrafu.
              Moim zdaniem te wszystkie zabawy z prezerwatywą to faryzeizm najłagodniej mówiąc
              i - jak to pisałam wielokrotnie na różnych forach - w moim sumieniu to właśnie
              takie sprowadzanie aktu małżenskiego do... nawet nie wiem jak to nazwać i
              uprzedmiotowianie kobiety do roli pojemniczka na prezerwatywę jest niegodziwym
              korzystaniem z tej sfery. Innymi słowy w moim sumieniu - to byłby dopiero
              grzech, a nie pobranie nasienia do słoiczka. Nie mówiąc już o tym, ze pobrać
              nasienie męża może żona.
    • justyna.ada Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 23.06.07, 16:48
      .
      > Od niedawna lekarz zabronił nam współżycia ze względu na zagrażający
      > wcześniejszy poród.

      No to trzeba wyjaśnić czy właśnie chodzi o tę oksytocynę powodującą skurcze,bo w
      takim przypadku ze swobodnym dawkowaniem przyjemności trzeba poczekać, aż urodzisz.


      > Teraz brakuje nam bliskości i próbujemy sobie radzic na różne sposoby.

      Ja nie jestem zbyt święta, jak sądzę. Dla mnie nie ma problemu, i zasadniczo,
      jeśli wyjaśniona jest kwestia antykoncepcji, to do reszty technikaliów mam
      podejście dość liberalne. Do tej pory w mediach typu "szansaspotkania" i innych
      podobnych spotykam się z dośc restrykcyjnym podejściem do tego co wolno a co
      nie, i niestety nijak mi to się z własnym sumieniem nie zgadza, a nie jest to
      żadna oficjalna wykładnia Kościoła, o ile wiem...

      pozdrowienia heretyckie tongue_out
    • cinderella4 Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 23.06.07, 17:17
      Dziękuję Wam bardzo za zaufanie i każdą odpowiedź. Ja staram się zaufac własnemu
      sumieniu, które wierzcie mi wcale nie jest pobłażliwe w tej kwestii. Wg mojego
      sumienia takie nasze zbliżenie nie jest niczym złym, ponieważ:
      - nie jest to metoda antykoncepcji, gdyż nie jestem płodna w danym momencie
      - żadna ze stron nie zmusza drugiej do niechcianych praktyk
      - jak to napisano na Opoce: "We współżyciu seksualnym między małżonkami
      dozwolone jest w zasadzie wszystko (w zasadzie, gdyż wykluczone są zachowania
      obrażające godność partnera, np. zmuszanie do współżycia) byle stosunek w swoim
      naturalnym przebiegu nie wykluczał możliwości poczęcia.
      - dla mnie jest to czułe, czyste wyrazanie miłości mojemu mężowi i wzajemnie,
      ale ciągle szukam odpowiedzi ze strony KK, chociaż nie wiem czy znajdę do końca
      sprecyzowaną

      Z drugiej strony czytałam gdzieś, że pieszczoty owszem grzechem nie są o ile nie
      zmierzają do świadomego wytrysku u mężczyzny, gdyż ten ma się odbyc jako
      zakończenie tradycyjnego stosunku seksualnego. Kiedyś coś w tym stylu usłyszałam
      od spowiednika, jednak było to powiedziane w znaczeniu zastępowania tradycyjnego
      stosunku w dni płodne.

      Kwoli wyjaśnienia - zabroniono nam współżycia ze względu na działanie skurczowe
      prostaglandyn, jednak dla wszelkiego bezpieczeństwa zrezygnowałam z orgazmów w
      trakcie naszych pieszczot.

      Jeszcze jedną rzecz znalazłam która mnie zaciekawiła, Ktoś w serwisie opoka
      zadał pytanie czy grzechem jest doprowadzenie pieszczotami do orgazmu żony, po
      czym następuje tradycyjny stosunek płciowy. Ksiądz odpowiedział, że nie ponieważ
      nie jest powiedziane, że małżonkowie mają szczytowac jednocześnie, a tylko tyle,
      że nasienie ma w finiszu znaleźc się w pochwie. Stąd wysnułam wniosek, że chodzi
      tu o działanie zapobiegające poczęciu. A u nas ono takie nie jest.
      Jaszcze raz dziękuję za każdą odpowiedź i pozdrawiam serdecznie, A.

      Kulinko, stronę którą podałaś przestudiowałam dokładnie, ale dziwi mnie fakt, że
      nie ma tu podanych jasnych zasad, a jedynie różni księża, w różny sposób
      interpretują dany temat.
      • kulinka3 Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 23.06.07, 17:37
        Cinderello,
        w swoim wyjaśnieniu poruszyłaś kwestię płodności aktu małżeńskiego.Tymczasem
        problem, który zasygnalizowałaś dotyczy aspektu jednoczącego,który wymagany jest
        od małżonków zawsze.
        Na podanej stronie jest wyjaśnienie dotyczące tego problemu.
        www.szansaspotkania.net/index.php?pageid=5644
        Zasady są jasne, ale by stwierdzić czy w danym przypadku doszło do świadomego
        grzechu potrzebne jest zbadanie innych okoliczności ( świadomość, dobrowolność)
        i to winno dokonywać się w rozmowie z kapłanem.
        • mamalgosia Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 23.06.07, 19:33
          kulinka3 napisała:

          > Zasady są jasne, ale by stwierdzić czy w danym przypadku doszło do świadomego
          > grzechu potrzebne jest zbadanie innych okoliczności ( świadomość,
          dobrowolność)
          > i to winno dokonywać się w rozmowie z kapłanem.

          Kulinko, kapłan ocenia dobrowolność i świadomość?
          • kulinka3 Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 23.06.07, 20:25
            Jeśli penitent przychodzi z wątpliwościami lub z niewiedzą co do grzechu, a
            kapłan rozgrzesza, to musi mieć pewność, co rozgrzesza.
            • mamalgosia Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 23.06.07, 21:15
              Ale jeśli ma "niewiedzę co do grzechu", to grzechu nie ma! Może zostać pouczony
              i w ten sposób jego sumienie w jakiś sposób się prostuje i kolejne popełnienie
              tego czynu będzie już grzechem. Ale nie tamto
              • kulinka3 Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 23.06.07, 21:20
                Dokładnie tak.Dlatego twierdzę,że konieczna jest rozmowa.
      • mamalgosia Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 23.06.07, 19:32
        cinderella4 napisała:

        > Z drugiej strony czytałam gdzieś, że pieszczoty owszem grzechem nie są o ile
        ni
        > e
        > zmierzają do świadomego wytrysku u mężczyzny, gdyż ten ma się odbyc jako
        > zakończenie tradycyjnego stosunku seksualnego. Kiedyś coś w tym stylu
        usłyszała
        > m
        > od spowiednika, jednak było to powiedziane w znaczeniu zastępowania
        tradycyjneg
        > o
        > stosunku w dni płodne.

        Nie nie, tu akurat nie masz racji

        jednak dla wszelkiego bezpieczeństwa zrezygnowałam z orgazmów w
        > trakcie naszych pieszczot.

        ???

        >
        • mama_kasia Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 23.06.07, 21:26
          > jednak dla wszelkiego bezpieczeństwa zrezygnowałam z orgazmów w
          > > trakcie naszych pieszczot.
          >
          > ???

          Tu też jestem zdziwiona, bo jednak na początku napisałaś coś innego.
          • cinderella4 Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 23.06.07, 23:02
            Już wyjaśniam

            Taka sytuacja zdarzyła się raz i nie wchodząc w szczegóły.: przytulaliśmy się,
            dotykaliśmy się, ale orgazm miał tylko mąż. Ja nie ze względu na skurcze macicy.
            Mamo_kasi nigdzie nie pisałam szczególow tej akcji, potrzebujemy bliskości, ale
            w granicach bezpieczeństwa dziecka i nigdzie wcześniej nie pisałam że oboje mamy
            orgazmy.
            Co nie zmienia faktu, że do tanga trzeba dwojga, więc albo oboje mamy grzech,
            albo nie.
            I wspomnę raz jeszcze, że próbowałam poruszyc ten temat w czasie spowiedzi,
            chociaż to było dawno temu kosztowało mnie to sporo odwagi i sama nie wiem kto
            był bardziej zakłopotany, ksiądz czy ja.
            Teraz czytając w różnych źródłach rózniące się wypowiedzi księży wychodzi na
            to, że panuje pewna swoboda w interpretacji faktów. Czyli, że w konfesjonale też
            mogłabym usłyszec różne odpowiedzi. Nie wiem więc czy zaufac sumieniu, czy
            szukac dalej odpowiedzi, chociaż coraz mniej wierzę, że takową znajdę.
            Dziękuję raz jeszcze za dyskusję i każdą opinię.
            Pozdrawiam,
            • mama_kasia Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 23.06.07, 23:13
              Teraz jasne. Źle zrozumiałam, przepraszam smile

              ...Rozumiem Twoje wątpliwości, ale pomóc nie potrafię.
              • mama_kasia Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 23.06.07, 23:21
                Jeszcze teraz myślę, ...po Twoim wyjaśnieniu, że nie napisałabym tak
                zdecydowanie tego, co napisałam wyżej - że to grzech. Widzisz, sprawa
                grzechu powinna jednak rozgrywać się w konfesjonale - bo to jest
                różnie - różne motywy, sytuacje, coś dopowiesz ... i już może być inaczej.
                Odpowiadając na pierwszy post, miałam na myśli inną sytuację - tak mi
                się teraz wydaje. ...Widzisz, nadal nie jestem pewna, na jaką sytuację
                odpowiadam. ...Nie wiem, czy mnie zrozumiałaś smile ...Bo ja się w ogóle
                do tych rozmów nie nadaję wink
                • cinderella4 Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 23.06.07, 23:50
                  Nie zrozumiałam, bo nie wiem jaką sytuację mialas na myśli pierwotnie, a jaką po
                  moim wyjaśnieniu.
                  Wiem, że nikt mi tu nie odpowie z pełną odpowiedzialnością tak to w 100% grzech,
                  albo odwrotnie.
                  Ale dziękuję za rozpatrzenie samej sytuacji, to z kolei mi pomaga, kierunkuje.
                  Ciągle jednak nie mam odwagi żeby poruszyc tę kwestię aż tak dogłębnie przy
                  spowiedzi. Chyba przez poprzednie doświadczenia.
                  Dziękuję raz jeszcze i dobranocsmile
                • cinderella4 Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 23.06.07, 23:52
                  Znalazłam coś takiego i choc dalej wiem, że nic nie wiem to pociesza mnie fakt,
                  że nie ja jedna mam takie wątpliwości. Odpowiedź sensowna, choc odbiega od
                  mojego przypadku(ciąży).

                  www.opoka.org.pl/zycie_kosciola/forum/porozmawiajmy/forumreko.php?action=show&id=1063196446
                  Co myślicie??
            • kulinka3 Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 23.06.07, 23:13
              Spróbowałabym jednak poruszyć ów temat przy okazji spowiedzi.Problem jest typowy
              i jest jasne stanowisko w tej kwestii.
        • cinderella4 Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 23.06.07, 23:16
          Mamalgosiu mogłabym prosic o wyjaśnienie?? W którym miejscu nie mam tu racji??

          Pozdrawiam,
    • otryt Czy pytać spowiednika? 25.06.07, 10:23
      Myślę, że etykę aktu małżeńskiego może opisać kilka dość ogólnie sformułowanych
      zasad uzupełnione ewentualnie katalogiem zachowań niedozwolonych. Całą zaś
      resztę należy pozostawić sumieniu małżonków. Trochę dziwi mnie, że w tak
      wykształconym gronie nikt włącznie ze mną nie potrafi udzielić jednoznacznej
      odpowiedzi, na pytanie w gruncie rzeczy podstawowe i najważniejsze, a dotyczące
      milionów małżeństw wierzących i praktykujących. Po odpowiedź wg niektórych
      osób należy pójść do spowiednika, on powinien roztrząsać najbardziej intymne
      detale małżeńskiego pożycia. Z takim podejściem nie mogę się zgodzić. Nie
      uważam, aby właściwym było, zaglądanie małżonkom pod kołdrę przez księdza. Ta
      sytuacja przypomina mi trochę sytuację prawników działających w systemie prawa
      niejednoznacznego, rozbudowanego i często wzajemnie sprzecznego. Konieczna
      staje się interpretacja prawnika, bo zwykły obywatel, nawet ten wykształcony
      gubi się w tym. Prawnicy w takim świecie doskonale się czują, bo przy byle
      drobiazgu wkraczają w życie ludzkie ze swoją interpretacją, oczywiście nie
      bezinteresownie. Okazuje się zresztą, że sami księża ten sam przypadek
      kwalifikują bardzo różnie. Jedni mówią, ze jest grzech, inni, że go nie ma.
      Wierzący małżonkowie poruszają się w tym, jak po polu minowym ryzykując grzech
      śmiertelny albo w wielu sytuacjach rezygnując ze współżycia. Rzecz jest
      niebagatelna, chodzi o życie wieczne i zbawienie.

      Nawet, jeżeli mam wątpliwości w tej materii to odpowiedzi szukam w lekturze, w
      Piśmie. Sam nie wiem, czy pojawiające się wątpliwości powinny skłonić do
      rezygnacji z przyjęcia komunii świętej, czy też nie? W dzieciństwie byłem
      uczony na religii, że najgorszym grzechem jest świętokradztwo. W tej sytuacji
      odpowiedź wydaje się być tylko jedna. Wiem z doświadczenia, że na dużo prostsze
      pytania spowiednicy dają różne odpowiedzi. Nie byłem nigdy pytany o współżycie
      małżeńskie. Raz jeden było inaczej. Po wyznaniu win dostałem szereg pytań. Czy
      się upijam? Czy biję żonę? Czy zmuszam ją do współżycia? Czy stosujemy stosunki
      przerywane? Czy używamy środków antykoncepcyjnych? Na szczęście odpowiedzi moje
      były dobre i spowiedź się szybko skończyła. Pozostał we mnie jednak olbrzymi
      niesmak, wyobrażenie o głębi niezrozumienia penitenta i jego sytuacji duchowej
      przez księdza. Ta spowiedź odrzuciła mnie od spowiedzi na cały rok.
      Wytłumaczyłem sobie, że w praktyce księdza być może zdarzają się penitenci,
      którzy mówią o mało istotnych grzechach pomijając te najcięższe.

      Jest jeszcze jedna wątpliwość. Słyszę, że kobiety częściej rozmawiają na
      spowiedzi o detalach współżycie niż mężczyźni. Może to świadczyć o dwóch
      sprawach: albo kobietom jest łatwiej o tym mówić i łatwiej spowiadać się w
      ogóle albo niektórych księży bardziej interesuje rozmowa z kobietami niż
      mężczyznami na te tematy. To ostatnie świadczyłoby o tym, że mają problemy z
      własną seksualnością.

      • mama_kasia Re: Czy pytać spowiednika? 25.06.07, 10:57
        Trochę dziwi mnie, że w tak
        > wykształconym gronie nikt włącznie ze mną nie potrafi udzielić jednoznacznej
        > odpowiedzi, na pytanie w gruncie rzeczy podstawowe i najważniejsze, a dotyczące
        >
        > milionów małżeństw wierzących i praktykujących.

        Może nie tyle nie potrafi, co nie chce w konkretnym przypadku.
        Na swój własny małżeński użytek wiem, kiedy przekraczam granicę grzechu.
        Jednak na forum nie chcę o tym rozmawiać, ani na priv również smile A i
        przy spowiedzi nie zadaję pytań smile

        Chociaż rzeczywiście nie potrafię z pamięci i z całą pewnością określić
        nauki KK w tym względzie.
        • isma Re: Czy pytać spowiednika? 25.06.07, 11:13
          W zasadzie spowiednik powinien Cie, poniewaz ze STATYSTYKI wynika, ze mozesz
          grzeszyc w tym wzgledzie, na okolicznosc przepytac...:

          "Gdy chodzi o samo przeprowadzenie spowiedzi, to trzeba zwrócić uwagę, że do
          obowiązków spowiednika należy także stawianie penitentowi odpowiednich pytań.
          Odnoszą się one do tych szczegółów, które są konieczne dla osiągnięcia
          integralności czyli zupełności wyznania win, jak i do tych spraw, których
          znajomość jest konieczna dla wyrobienia sobie sądu o istnieniu u penitenta
          usposobienia koniecznego do godnego i ważnego przyjęcia sakramentu pokuty.
          W przypadku spowiedzi małżonków istnieje często obowiązek postawienia pytań,
          dotyczących zwłaszcza wykroczeń antykoncepcyjnych. Ma to miejsce w tych
          wszystkich wypadkach, w których istnieje uzasadnione przypuszczenie, że
          penitent takie wykroczenia popełniał, choć sam się z nich nie oskarża. Wobec
          ogromnego nasilenia tych wykroczeń, można zaniechać pytań tylko wtedy, gdy
          można mieć przekonanie, oparte o poważne racje, że penitent takich wykroczeń
          nie popełniał. Może to mieć miejsce na przykład u stałych penitentów, których
          życie moralne jest spowiednikowi dostatecznie znane, lub u penitentów, którzy
          odznaczają się gorliwością i intensywnością swego życia religijnego oraz dużą
          delikatnością sumienia. Pytania te mogą też być zaniechane wobec penitentów
          zaawansowanych w latach, u których tego rodzaju wykroczenia nie wchodzą
          praktycznie w grę z racji wieku, wskazującego, że zaprzestali już oni pożycia
          cielesnego.
          Pytań tego rodzaju należy zaniechać w stosunku do penitentów o wyraźnych i
          silnych powikłaniach nerwicowych, zwłaszcza jeżeli te zaburzenia mają związek
          ze sferą seksualną. W takich wypadkach bowiem stawianie pytań i tak nie
          przyczyni się do uzyskania właściwej, obiektywnej oceny czynów i stanu
          moralnego penitenta, a może spowodować u niego jeszcze większy niepokój i
          udrękę moralną.
          Poza wymienionymi wypadkami stawianie pytań w zakresie problemów życia
          małżeńskiego jest ścisłym obowiązkiem. Jego zaniedbanie jest, zasadniczo
          biorąc, ciężkim naruszeniem obowiązków spowiednika."

          www.kkbids.episkopat.pl/dokumentydlep/pokuta.htm
          • mama_kasia Re: Czy pytać spowiednika? 25.06.07, 12:04
            Wobec
            > ogromnego nasilenia tych wykroczeń, można zaniechać pytań tylko wtedy, gdy
            > można mieć przekonanie, oparte o poważne racje, że penitent takich wykroczeń
            > nie popełniał. Może to mieć miejsce na przykład u stałych penitentów, których
            > życie moralne jest spowiednikowi dostatecznie znane

            Może dlatego mój mnie nie pyta smile Może zakłada (zna mnie dobrze),
            że sama bez pytania wyznaję, co trzeba.
            Ale z drugiej strony bardzo ciekawy ten tekst.
            • isma Re: Czy pytać spowiednika? 25.06.07, 12:18
              No, popatrz, a ja zakladalam, ze raczej jestes zaawansowana w latach... wink)).

              A powaznie, to dla mnie ten tekst jest - hmmm... ciekawy inaczej. Zauwazam na
              przyklad dosc znaczaca roznice w podejsciu do grzechow mezczyzn i kobiet.

              Otoz „mężczyzn praktykujących w małżeństwie tzw. stosunek przerywany, należy
              potraktować Z ZYCZLIWOSCIA i ZACHECAC do wytrwania w postanowieniach, ufając
              ich zasadniczej gotowości nawrócenia się, o ile tylko okazali choćby w
              MINIMALNYM STOPNIU wysiłek, skierowany do poprawy po ostatniej spowiedzi.

              Natomiast „w spowiedzi kobiet, które pomimo swych starań nie mogą uzgodnić ze
              współmałżonkiem stosowania w małżeństwie metod etycznego pożycia, spowiednik
              musi właściwie oceniać udział w aktach małżeńskich, w których mąż stosuje
              metody antykoncepcyjne. W wypadku praktykowania przez męża stosunków
              przerywanych, kobieta może taki stosunek podjąć, skoro jest on w swym początku
              poprawny i naturalny. W wypadku jednak jego przerwania może się już TYLKO
              zachować w sposób bierny. Nigdy zaś nie może takiego postępowania męża
              pochwalać lub do niego zachęcać, lecz przeciwnie, MA OBOWIAZEK wpływać na
              zaniechanie przez niego nieetycznej praktyki.
              W wypadku stosowania przez męża środków antykoncepcyjnych, żona nie tylko nie
              może formalnie współdziałać przez swą aprobate dla tej metody, lecz MA
              OBOWIAZEK przeciwstawienia się spełnieniu z nią aktów onanistycznych. Jedynie w
              OSTATECZNYCH, wyjątkowych przypadkach, dla BARDZO POWAZNYCH przyczyn (np.
              groźba porzucenia), może zaniechać sprzeciwu i zachować się biernie. Zachodzi w
              takich wypadkach fakt przymusu moralnego, który daje prawo do zajęcia postawy
              wyłącznie biernej wobec spełnianego grzesznego czynu współpartnera. Taką
              przyczyną bardzo ważną może być obawa przed narażeniem się na bardzo wielkie
              zło w razie stawiania oporu i odmowy udziału w akcie.”

              No, znaczy, niby do tanga trzeba dwojga, tylko ze mezczyzne sie zacheca, zeby
              wytrwal w postanowieniach, a od kobiety sie egzekwquje obowiazki...

              Wrrrr...
              • mama_kasia Re: Czy pytać spowiednika? 25.06.07, 12:39
                > No, popatrz, a ja zakladalam, ze raczej jestes zaawansowana w latach... wink)).

                Tak się przez moment nawet zawahałam wink)))
          • lucasa Re: Czy pytać spowiednika? 25.06.07, 15:36
            isma napisała:
            (...) wskazującego, że zaprzestali już oni pożycia
            > cielesnego. (...)

            "pozycia cielesnego"??? kiedy takie teksty zostana przetlumaczone na polski
            uzywany przez wymienionych w tekscie penitentow???

            A
            • isma Re: Czy pytać spowiednika? 25.06.07, 15:40
              Chi, chi. Wypraszam sobie, ze ja napisalam wink)).
              No bo to jest tekst z czasow naszych narodzin, z poczatku lat 70-tych. Moze
              pokolenie naszych rodzicow z takim jezykiem sie szerzej stykalo wink)).
              • justyna.ada żargon 25.06.07, 15:54
                > No bo to jest tekst z czasow naszych narodzin, z poczatku lat 70-tych.

                Takich kwiatków jest dużo, moje ulubione (używane na poważnie) to "niewiasty"
                i "dzieciątka" (to ostatnie używane zwłaszcza w kontekście spodziewania się i
                narodzin)
              • lucasa Re: Czy pytać spowiednika? 25.06.07, 16:12
                isma napisała:

                > Chi, chi. Wypraszam sobie, ze ja napisalam wink)).
                > No bo to jest tekst z czasow naszych narodzin, z poczatku lat 70-tych. Moze
                > pokolenie naszych rodzicow z takim jezykiem sie szerzej stykalo wink)).
                >

                smile))
                A ja dostalam takiego romatycznego smsa od Paticka. I jak ja mam mu to "pozycie
                cielesne" przetlumaczyc na angielski??? smile))
                A
        • kulinka3 Re: Czy pytać spowiednika? 25.06.07, 11:43
          Trochę dziwi mnie, że w tak
          > wykształconym gronie nikt włącznie ze mną nie potrafi udzielić jednoznacznej
          > odpowiedzi, na pytanie w gruncie rzeczy podstawowe i najważniejsze, a dotyczące
          >
          > milionów małżeństw wierzących i praktykujących.

          Otrycie , żeby udzielić autorce wątku jednoznacznej odpowiedzi trzeba by
          wchodzić w intymne szczegóły, bo one w decydujący sposób mają wpływ na ocenę
          moralną poruszanego problemu.
          Podałam link ,gdzie jest można tę odpowiedź znaleźć, a reszta winna dokonać się
          przy okazji spowiedzi, gdzie można sytuację doprecyzować.
          Nie rozumiem więc dlaczego nie rozumiesz,że na forum nikt jednoznacznie nie
          odpowiedział.
          Oczywiście można napisać ,że masturbacja małżeńska jest grzechem ciężkim, ale
          pozostawienie tylko takiego zapisu jest nieodpowiedzialne, bo na to by ocenić
          czy coś jest grzechem czy nie, wymagane są jeszcze inne warunki i te ocenia
          kapłan (na podstawie wyjaśnień penitenta), który rozgrzesza.
    • isma Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 25.06.07, 10:55
      Wiecie co - ja tego nigdy nie zrozumiem...

      No, zalozmy, ze uda mi sie kiedys dostosowac sie, w duchu posluszenstwa, a z
      czasem zapewne zobojetniec ;-/. Ale zrozumiec jednak nie zrozumiem...
      • glupiakazia Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 25.06.07, 12:52
        isma napisała:

        > Wiecie co - ja tego nigdy nie zrozumiem...
        >
        > No, zalozmy, ze uda mi sie kiedys dostosowac sie, w duchu posluszenstwa, a z
        > czasem zapewne zobojetniec ;-/. Ale zrozumiec jednak nie zrozumiem...
        >

        w kwestii zasadniczej mam dokładnie tak samosmile

        a propos głównego pytania wątku trafiłam kiedyś na coś takiego:

        zapytaj.wiara.pl/index.php?grupa=8&art=1176292300
        z czego wynika, że owszem, takie współżycie w czasie ciąży jest grzechem, choć
        odpowiadający nie powiedział tego "w czyste wyrazy".
        • kulinka3 Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 25.06.07, 16:41
          Zaciekawiła mnie ta lineczka, bo chyba bym się z taką odpowiedzią na pyt.1 nie
          zgodziła.W ramach dokształtu zapytam przy okazji spowiednika.
    • rycerzowa Troll, troll, troll! 25.06.07, 12:47
      Raz na kilka miesięcy zjawia się na forum, rzuca kontrowersyjny temat, i tyle go
      widzieli...
      A że to najprawdopodobniej ten sam troll, poznaję po symptomach, m.in. po stylu
      wypowiedzi.

      Dajemy się sprowokować do zwierzeń na najintymniejsze tematy, a trolle zacierają
      ręce z uciechy i kpią sobie z poglądów "ciotek dewotek" ("jak przy minimum
      rozkoszy maksymalnie...itd.")

      Są sprawy tylko między małżonkami i Panem Bogiem.
      Są oficjalne dokumenty kościelne.
      Są tematy do dyskusji, do zwierzeń, ale tylko między przyjaciółmi.
      A prowokacji nie lubię.

      • isma Re: Troll, troll, troll! 25.06.07, 13:02
        A tu sie musze nie zgodzic.

        Po pierwsze, cala nasza zabawa tutaj opiera sie na zaufaniu. Taka jest
        specyfika tego medium (na ktora nie mamy wplywu), ale tez i, chyba, nasza
        swiadomie przyjeta zasada w relacjach z innymi ludzmi.

        Po drugie, jak powiada stara rzymska zasada, chcacemu nie dzieje sie krzywda.
        ja nie zakladam, ze ktos tu sie naiwnie daje sprowokowac do zwierzen - co mamy,
        tym sie, stosownie do naszej wlasnej woli, dzielimy. To tez jest swiadectwo.
        Nawet jesli zostanie wysmiane.
        • justyna.ada Re: Troll, troll, troll! 25.06.07, 15:11
          A poza tym, jeszcze jeden skutek. To forum czyta wiele osób, które nigdy nie
          napiszą podobnego pytania, bo nie mają śmiałości. A może mają podobne problemy
          (abo i większe) i się czegoś dowiedzą. Troll nawet jeśli nim jest, niech się
          cieszy, a co tam smile. A Duch wieje kędy chce smile)
          Ja tam swoje zdanie powiedziałam, inni tak samo, a może czytacze coś dla siebie
          wyciągną albo chociaż zastanowią. A wiadomo, że internet to globalna wioska, i
          nikt przy zdrowych zmysłach nie powinien mówić czegoś, co nie chce żeby było
          przeczytane, bo świat jest mały.

          smile)))
    • babie_lato1 Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 26.06.07, 09:05
      Nie no, szczerze mówiąc, trochę zdębiałam...
      Dla mnie sprawa jest zupełnie oczywista - małżonkowie, którzy się kochają, mogą
      się całować gdzie chcą i tak długo, jak chcą. Miłość do tego ich popycha, działa
      przez nich.
      Grzeszne zachowania seksualne w małżeńskim łożu to takie, na które nie ma zgody
      między mężem i żoną (któreś ich nie aprobuje z różnych względów, choćby
      estetycznych itp.) - grzechem jest zmuszanie męża/ żony do czegoś, czego nie
      chce robić, szantaże emocjonalne itd. Dalej - antykoncepcja czyli wybieranie
      świadomie takich praktyk seks., które wykluczają powicia potomstwa - teraz i
      zawsze. Grzechem jest taki czyn seks., który poniża drugą osobę. Myślę, że stąd
      dyskusja - ponieważ nie ma katalogu takich zachowań/czynów, to zależy od
      wrazliwości, a może nawet bardziej osobowości małżonków i charakteru ich
      małżeństwa. Przede wszystkim zaś od tego, co ich łączy.
      Krótko mówiąc: jeżeli seks oralny jest wyrazem miłości, oddania siebie
      współmałżonkowi, a nie - uległości, poddania, zniewolenia - to, moim zdaniem,
      jest najnormalniejszą pieszczotą dozwoloną w małż. Szczerze mówiąc, nie mam
      najmniejszych wątpliwości co do tego. Miłość chyba nie polega na dzieleniu włosa
      na czworo, zaufajcie Panu Bogu - On przecież jest z Wami zawsze, kiedy łączycie
      się w miłości, to się chyba czuje smile M i ł o ś ć. Bóg jest miłością. Dociekanie
      wolno - nie wolno, wertowanie kodeksów, pytanie księdza o zgodę, przepraszam,
      ale wydają mi się trochę infantylne, niepotrzebne. Odwagi. Pozdrowienia.
    • cinderella4 Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 26.06.07, 10:07
      Witam jeszcze raz serdecznie.. Codziennie odwiedzam wątek i czytam Wasze
      wypowiedzi, są one dla mnie bardzo ważne, bo jak się okazuje nie wymyśliłam
      sobie sztucznego problemu, tylko faktycznie problem budzi kontrowersje.
      Wiem, że nikogo nie przekonam, że nie jestem trollem i że nie zadałam tego
      pytania dla dobrej zabawy, bo wiele razy widziałam poczynania trolli forumowych
      i nigdy nie ma się pewności. Nie zamierzam nikogo przekonywac. Faktycznie nick
      pojawił się pierwszy raz na forum i już go z pewnością nie użyję, bo
      najnormalniej w świecie bym się wstydziła. W końcu odsłoniłam spory kawałek
      mojego małżeńskiego pożycia. Tym bardziej jestem Wam wdzięczna za przyjęcie na
      forum (już w liście skierowanym do adminek zaznaczyłam, że chcę zapytac o coś
      bardzo intymnego) oraz za każdą wypowiedź.
      Z drugiej strony myślę, podobnie jak ktoś tu już napisał, że takie wypowiedzi
      kształcą, nawet jeśli ktoś otworzy wątek z czystej ciekawosci może się
      dowiedziec czegoś o czym pojęcia nie miał i coś zmienic na lepsze w swoim życiu
      duchowym.
      Pozdrawiam raz jeszcze
    • cinderella4 Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 26.06.07, 10:18
      Jeszcze jedna rzecz mi się nasunęła po przeczytaniu linków dołączonych do
      Waszych wypowiedzi. Porównując pytania i odpowiedzi podane tutaj:

      zapytaj.wiara.pl/index.php?grupa=8&art=1176292300
      oraz tutaj:
      www.opoka.org.pl/zycie_kosciola/forum/porozmawiajmy/forumreko.php?action=show&id=1063196446
      Można wywnioskowac, że w zależności od tego jakiego spowiednika wybiorę (nie mam
      stałego spowiednika) mogę usłyszec że to na 100% grzechem było, albo, że wcale
      niekoniecznie. Dziwi mnie bardzo fakt takiej swobodnej interpretacji tematu, bo
      jak się okazuje jasnych wytycznych nie ma.

      Pozdrawiam
      • isma Przymierze Nowe 26.06.07, 10:53
        No, ale to chyba niezupelnie o to chodzi, zeby byly jasne "wytyczne"...

        Jak kazda rzeczywistosc ludzka, takze i grzech jest powiazany z konkretna
        osoba, sytuacja, okolicznosciami. Przy czym nie idzie tu wcale o relatywizm,
        tylko o to, ze moralnosc chrzescijanska niekoniecznie musi byc
        moralnoscia "ilosciowa", taka z ducha Starego Testamentu. Tu nie ma tak, jak u
        Abrahama, zeby rozcinac ofiary na polowe, aby Bog przeszedl widomie miedzy
        nimi, oddzielajac w przymierzu czyste od nieczystego wink)).

        Dalej: przeciez kwestia tego, co jest grzechem, jest w pewnym sensie wtorna
        wobec zalu za tenze. Bo rozumiem, ze rozmawiamy o tym w kontekscie
        przystapienia do sakramentow, w tym sakramentu pokuty.
        Nie bardzo wierze (na wlasnym doswiadczeniu sie opierajac wink)) w szczery zal
        za czyn, ktorego sie za grzech w sumieniu nie uznaje, a tylko wyczyta sie czy
        dowie od "autorytetow:", ze sie go "ma". Mozna wzbudzic, owszem, pewien rodzaj
        niedoskonalego zalu, ze wystapilo sie przeciw temu, co wspolnota, ktora sie za
        swoja swiadomie uznaje, przyjmuje za norme. Ale to jest rozwiazanie, ze sie tak
        wyraze, dosyc prowizoryczne ;-(((.
        • kulinka3 Re: Przymierze Nowe 26.06.07, 11:18
          Oj Isma, Isma nie drażnij rekinawink)) bo sprowokujemy znowu dyskusję o
          posłuszeństwie i sumieniu.
          A tak na poważnie.Lepszy żal niedoskonały niż żaden wink)).
          Poza tym, powyższy temat jest bardziej do objęcia rozumem niż dogmat o Trójcy
          św.Z brakiem zrozumienia tegoż drugiego idzie żyć, z brakiem zrozumienia
          pierwszego już nie idziewink)).
          • isma Re: Przymierze Nowe 26.06.07, 11:30
            Nieskromnie powiem, ze uwazam swoje wielce niedoskonale rozumienie dogmatu
            trynitarnego za wystarczajace wink)). Moze dlatego, ze zgadzam sie na to, iz w
            swoim najglebszym wymiarze, w swojej istocie, jest on tajemnica, niedostepna
            widzeniu niejasnemu, a zrozumiala tylko w widzeniu przyszlym, twarza w twarz.

            Natomiast temat dotyczacy spraw jak najbardziej doczesnych, mozliwych (a nawet
            koniecznych wink)) do objecia rozumem w tym zyciu, teoretyczne powinien sie
            latwo rozumowi poddawac. A z tym u mnie jakos ni hu-hu wink)), co wiecej, chyba
            odosobniona w tym nie jestem. W zwiazku z czym byc moze uprawnione jest
            podejrzenie, ze moze to materia problemu jest jakas felerna wink)).
            • kulinka3 Re: Przymierze Nowe 26.06.07, 11:51
              Jestem pewna,że po drugiej stronie,mając poznanie doskonałe, i doczesne
              rozwiązania staną się dla nas jasne i oczywiste.
              A co do materii, nie jestem pewna czy to ona felerna czy to nasza ludzka
              słabośćwink)?
              Jesteśmy bowiem świadkami we własnych sprawachwink).

              • isma Re: Przymierze Nowe 26.06.07, 12:17
                No, dobra dobra, ale to szabat jest dla czlwoeika, a nie czlowiek dla szabatu.
                Czyli ze czlowiek powinien kapowac, po co mu ten szabat, skoro ma go na tym (a
                nie na tamtym) swiecie zachowywac wink)).
                • kulinka3 Re: Przymierze Nowe 26.06.07, 12:25
                  Toż wielu wszak kapujewink).
                  Chciałabyś 100% poparcia?
                  • skrzynka3 Re: Przymierze Nowe 26.06.07, 20:09
                    A wielu nie kapuje sad
                    Wczytuje sie w te strony i linki. Ten jezyk, opis sytuacji i zjawisk ich
                    interpretacja zupelnie nie przystaje do mojego doswiadczenia w malzenstwie, do
                    rzeczywistosci.Czytam i co drugie zdanie mam ochote krzyknac alez przeciez to
                    zupelnie nie tak!
                    Moge to tylko przyjac jak dotad w duchu posluszenstwa (bo dla mnie albo sie
                    przyjmuje i stara stosowac calosc nauczania swojej religii albo sie z niej
                    rezygnuje) uznajac, ze kolejna w moim zyciu proba zrozumienia nauczania
                    Kosciola w tej materii sie nie powiodla. Moze nastepnym razem....
                    • kulinka3 Re: Przymierze Nowe 26.06.07, 20:47
                      Ale czego dokładnie nie kapuje?
                      • skrzynka3 Re: Przymierze Nowe 26.06.07, 22:29
                        Nie kapuje szczegolowego i technicznego wnikania miedzy malzonkow jaki sposob
                        okazywania sobie milosci i oddania jest a jaki nie jest grzechem, nie kapuje
                        szukania jakis ekwilibrystycznych, upokarzajacych sposobow pobierania nasienia
                        do badania podczas kiedy najprosciej byloby aby wspolnie
                        malzonkowie "postarali" sie o uzyskanie probki do pojemniczka majac swiadomosc
                        ze robia to nawzajem dla siebie i przyszlego potomstwa. Nie kapuje zaklamania
                        nakazujacego aby ta prezerwatywa byla z dziurka bo wtedy stosunek nie jest
                        zamkniety na zycie podczas gdy wiadomo, ze malzonkowie odbywajacy stosunki w
                        okresie nieplodnosci poowulacyjnej (co jest akceptowane) maja 0% szansy na
                        poczecie -nikomu nie udalo sie jak dotad udowodnic podwojnej owulacji i nie ma
                        wsrod bogatego materialu zebranego przez badaczy NPR ani jednej ciazy z
                        prawidlowo wyznaczonej fazy poowulacyjnej-i ze zawodnosc prezerwatywy jest
                        znacznie wieksza. Nie kapuje nie uznawania zadnych wyjatkow od stosowania
                        jedynie NPR w celu planowania rodziny nie uwzgledniajac sytuacji zyciowo-
                        zawodowej, uwarunkowan fizjologicznych itp.
                        Nie kapuje calego szeregu rzeczy zwiazanych z ta delikatna materia miedzy
                        innymi przez uzywanie argumentow, ze cos jest z "natury gleboko wewnetrznie
                        nieuporzadkowane" -nic nie poradze, ze taki jezyk jest dla mnie martwy nie
                        przekazuje zadnej tresci.
                        Dlaczego nie mam problemow ze zrozumieniem wymagan mnojego Kosciola w kazdej
                        innej dziedzinie? To nie znaczy ze dostosowanie sie do nich jest dla mnie
                        bezbolesne i latwe.Ale rozumiem i czuje argumentacje.Potrafie bronic takiego a
                        nie innego stanowiska w dyskusji. A tu nie..I czesto okazuje sie ze nie ja
                        jedna mam watpliwosci i szarpie...
                        • kulinka3 Re: Przymierze Nowe 26.06.07, 23:12
                          Skrzynko,
                          widzę,że wrzuciłaś po całości wszystko, co na sercu leży. Ze mnie żaden teolog,
                          ani doradca rodzinny, tylko zwykły człek, który naukę swego kościoła stara się
                          rozgryść i rozumieć, więc nie spodziewaj się żadnego wykładu.
                          Ażeby wątku i spraw nie mieszać,to rozumiem,że problem w w/w temacie jest
                          taki,iż nie rozumiesz szczegółowego i technicznego wnikania między małżonków.
                          Cóż na to mogę powiedzieć.
                          W zasadzie kościół w szczegóły miłosnej relacji nie wnika.Mówi jedynie tyle, by
                          swoją seksualność człowiek wykorzystywał w zgodzie z jej przeznaczeniem, z
                          naturą tegoż aktu ( jedność i płodność) i tyle.
                          Wybacz, ale to my ludzie komplikujemy sprawy, które Bóg ustawił w określony sposób.
                          Dziwimy się,że wymagana jest jedność.Nie widząc,że jej brak prowadzi do historii
                          w rodzaju matka rodzi dziecko swojej bezpłodnej córce.
                          Dziwimy się płodności, bo sami chcemy zaplanować nasze dzieci.Bóg ma być jedynie
                          realizatorem naszych marzeń co do czasu i miejsca.A płodność stała się
                          zagrożeniem, który ujarzmiamy wszelkimi możliwymi sposobami.
                          Oczywiście specjalnie przejaskrawiam podane przykłady, by pokazać do czego mogą
                          prowadzić te oderwania.Przykłady ostatnich lat tylko utwierdzają mnie w
                          przekonaniu,że uchylenie małej furtki w dobrych intencjach szybko powoduje
                          lawinę pomysłowości człowieczej posuniętej, aż po absurd.
                          Oczywiście zaraz spotkam się z zarzutem,że ja/my/oni mamy szlachetne i dobre
                          intencje.Nie wątpię w to, ale kościół musi patrzeć na wszystkich, na skutki
                          globalne.
                          I jeszcze jedno.Jesteśmy stworzeni na obraz Boży i wszelka sfera naszego życia
                          winna być Bogu oddana.Ta najintymniejsza również.Bo jeśli nawet nasze myśli do
                          Boga należą , cóż mówić o czynach.....
                          • imbirka Re: Przymierze Nowe 27.06.07, 08:29
                            Skrzynka wymieniła większość rzeczy, których i ja nie kapuję.

                            kulinka3 napisała:

                            >W zasadzie kościół w szczegóły miłosnej relacji nie wnika.Mówi jedynie tyle, by
                            >swoją seksualność człowiek wykorzystywał w zgodzie z jej przeznaczeniem, z
                            >naturą tegoż aktu ( jedność i płodność) i tyle.

                            To właśnie definicja “przeznaczenia' dla wielu katolików jest niezrozumiała i
                            przeczy ich doświadczeniu. Płodność aktu w wielu syt. stoi pod znakiem zapytania
                            – we wspomnianej fazie poowulacynej, w czasie ciąży, u małżonków niepłodnych,
                            lub juz nie płodnych. A jedność – to chyba główny punkt niezgody, ponieważ to co
                            w odczucie wielu małżonków jest jednoczące, w oczach Kościoła jako niepłodny akt
                            seksualny jest grzechem. A te “oczy” to przede wszystkim interpretacje i opinie
                            osób, które seksu nie uprawiają, i ta delikatna, i bardzo zależna od
                            indywidualnych uwarunkowań sfera intymnego życia małżonków pozostaje poza ich
                            doświadczeniem. W innych sferach życia mogę używać mojego sumienia, ale tutaj,
                            bez względu na miłość jaką żywię do męża, i brak intencji traktowania go w
                            przedmiotowy sposób, ktoś wie lepiej.

                            >Wybacz, ale to my ludzie komplikujemy sprawy, które Bóg ustawił w określony sposób.
                            >Dziwimy się,że wymagana jest jedność.Nie widząc,że jej brak prowadzi do historii
                            >w rodzaju matka rodzi dziecko swojej bezpłodnej córce.
                            >Dziwimy się płodności, bo sami chcemy zaplanować nasze dzieci.Bóg ma być jedynie
                            >realizatorem naszych marzeń co do czasu i miejsca.A płodność stała się
                            >zagrożeniem, który ujarzmiamy wszelkimi możliwymi sposobami.

                            Twoje przejaskrawione przykłady to przede wszystkim generalizacje, w których
                            naprawdę trudno się odnaleźć.

                            >.Nie wątpię w to, ale kościół musi patrzeć na wszystkich, na skutki
                            > globalne.

                            Nie rozumiem takiego stanowiska. Podobno Bóg mnie kocha i wybrał taką jaką
                            jestem, i to mnie przy Nim trzyma. Nie wrzuca mnie do wielkiego wora pt.
                            “zapobieganie skutkom globalnym”.
                            Ja uważam że Kościół w osobach księży i różnych rodzinnych doradco-moralistów
                            zbyt wielką, w chorobliwy wręcz sposób drobiazgową uwagę przywiązuje do tajemnic
                            alkowy. Nie słyszałam o instrukcji dla spowiedników, aby pytać
                            penitenta-podatnika czy nie zataja dochodów, penitenta-rodzica, czy odnosi się
                            do swojego dziecka z szacunkiem i nie odbiera mu nadziei, penitenta-pracownika,
                            czy nie używa majątku firmy w celach prywatnych. A do spraw współżycia mamy
                            szczegółową instrukcję. Sfera seksualności to jedna z tych sfer, w których
                            człowiek jest najbardziej bezbronny, odsłonięty, podatny na naruszenia. Dla mnie
                            naruszeniem mojej intymności jest fakt istnienia takiej instrukcji i jej
                            nietaktowne stosowanie przez osoby, które nierzadko ze swoją sferą seksualną
                            mają poważny problem. Znam wielu księży, wielu wspaniałych i mądrych. Ale znam
                            też takich, że na myśl o tym, że moja 15 letnia siostra miałaby na kogoś takiego
                            trafić w konfesjonale, ogarnia mnie przerażenie. Dla mnie momentem, w którym
                            zachwiało się moje zaufanie w to, że Kościół wie co robi, wypowiadając się na
                            tematy związane z seksualnością człowieka, była tzw. sprawa proboszcza z Tylawy,
                            i kilka podobnych, np. zakonnika, któremu złamano życie po tym jak ujawnił fakt
                            wieloletniego molestowania i wykorzystywania dzieci i młodzieży przez proboszcza
                            parafii, w której uczył religii. Zachowanie hierarchów w stosunku do tych spraw,
                            zaplanowane na bardzo wysokich watykańskich szczeblach próby maskowania przy
                            kompletnej ślepocie na cierpienia najmniejszych, to jest coś czego ja nie mogę
                            zaakceptować. Wiele mogę wybaczyć mojemu Kościołowi – nieporadnych ludzi na
                            wysokich stanowiskach, oderwanie od codziennego doświadczenia zwykłych ludzi w
                            wielu sprawach, nieudane inwestycje finansowe itd. ...ale tego nie umiem, i nie
                            ukrywam, że te sprawy są pewnego rodzaju katalizatorem mojego problemu z Kościołem.
                            • kulinka3 Re: Przymierze Nowe 27.06.07, 16:33
                              imbirka napisała:
                              >
                              > To właśnie definicja “przeznaczenia' dla wielu katolików jest niezrozumia
                              > ła i
                              > przeczy ich doświadczeniu.

                              Myślę,że nie przeczy doświadczeniu jeśli się wie, co kryje się pod terminem
                              jedność i płodność.

                              Płodność aktu w wielu syt. stoi pod znakiem zapytani
                              > a
                              > – we wspomnianej fazie poowulacynej, w czasie ciąży, u małżonków niepłodn
                              > ych,
                              > lub juz nie płodnych.

                              Oczywiście masz rację.Nie chodzi o to, by każdy akt był płodny, ale by tej
                              płodności na własną rękę nie regulować, tylko iść jej rytmem.


                              A jedność – to chyba główny punkt niezgody, poniewa
                              > ż to co
                              > w odczucie wielu małżonków jest jednoczące, w oczach Kościoła jako niepłodny ak
                              > t
                              > seksualny jest grzechem.

                              Myślę,że najbardziej jednoczący jest akt, w którym OBOJE małżonkowie mogą
                              doświadczyć maksymalnej jedności i wzajemnego oddania.Rzecz jasna inne akty
                              również ową jedność pogłębiają, ale nie mogą być stosowane zamiast( wg mnie mogą
                              być również).


                              A te “oczy” to przede wszystkim interpreta
                              > cje i opinie
                              > osób, które seksu nie uprawiają,
                              i ta delikatna, i bardzo zależna od
                              > indywidualnych uwarunkowań sfera intymnego życia małżonków pozostaje poza ich
                              > doświadczeniem.

                              Takie podejście do problemu w zasadzie zamyka usta kapłanom na wiele rzeczy,
                              których nie doświadczają, nie mówiąc już o Chrystusie.
                              >
                              > Twoje przejaskrawione przykłady to przede wszystkim generalizacje, w których
                              > naprawdę trudno się odnaleźć.

                              Te generalizacje to tylko przykłady, bynajmniej nie since fiction, jak daleko
                              może pójść ludzka pomysłowość w tej dziedzinie.

                              > Ja uważam że Kościół w osobach księży i różnych rodzinnych doradco-moralistów
                              > zbyt wielką, w chorobliwy wręcz sposób drobiazgową uwagę przywiązuje do tajemni
                              > c
                              > alkowy.

                              Przepraszam ,a jesteś przy każdej spowiedzi szczegółowo wypytywana o te sprawy?
                              Poza tym, jeśli nauka kościoła w tej materii nie jest dla Ciebie wyrazem woli
                              Bożej, to rzeczywiście masz trudną sytuację.

                              Nie słyszałam o instrukcji dla spowiedników, aby pytać
                              > penitenta-podatnika czy nie zataja dochodów, penitenta-rodzica, czy odnosi się
                              > do swojego dziecka z szacunkiem i nie odbiera mu nadziei, penitenta-pracownika
                              > ,
                              > czy nie używa majątku firmy w celach prywatnych. A do spraw współżycia mamy
                              > szczegółową instrukcję.

                              Odbieram tę instrukcję, jako pomoc dla spowiedników, aby lepiej rozumieli tę
                              sferę życia świeckich. Właśnie dlatego,że jej nie doświadczają, a często stykają
                              się z pytaniami i problemami.

                              Dla mnie momentem, w którym
                              > zachwiało się moje zaufanie w to, że Kościół wie co robi, wypowiadając się na
                              > tematy związane z seksualnością człowieka, była tzw. sprawa proboszcza z Tylawy
                              > ,
                              > i kilka podobnych, np. zakonnika, któremu złamano życie po tym jak ujawnił fakt
                              > wieloletniego molestowania i wykorzystywania dzieci i młodzieży przez proboszcz
                              > a
                              > parafii, w której uczył religii. Zachowanie hierarchów w stosunku do tych spraw
                              > ,
                              > zaplanowane na bardzo wysokich watykańskich szczeblach próby maskowania przy
                              > kompletnej ślepocie na cierpienia najmniejszych, to jest coś czego ja nie mogę
                              > zaakceptować. Wiele mogę wybaczyć mojemu Kościołowi – nieporadnych ludzi
                              > na
                              > wysokich stanowiskach, oderwanie od codziennego doświadczenia zwykłych ludzi w
                              > wielu sprawach, nieudane inwestycje finansowe itd. ...ale tego nie umiem, i nie
                              > ukrywam, że te sprawy są pewnego rodzaju katalizatorem mojego problemu z Kościo
                              > łem.

                              Sprawy, które poruszyłaś są karygodne, gorszące, są ogromną raną dla kościoła i
                              nie dziwi mnie Twoja reakcja.
                              Nie generalizuj jednak.To,że zawiedli niektórzy ludzie nie oznacza,że kościół
                              ma przestać głosić prawdę o seksualności człowieka.Krzywdzisz w ten sposób tych,
                              którzy wspaniale służą Chrystusowi i bliźnim.




                              • justyna.ada Re: Przymierze Nowe 27.06.07, 21:35
                                k
                                >
                                > Myślę,że najbardziej jednoczący jest akt, w którym OBOJE małżonkowie mogą
                                > doświadczyć maksymalnej jedności i wzajemnego oddania.Rzecz jasna inne akty
                                > również ową jedność pogłębiają, ale nie mogą być stosowane zamiast( wg mnie mog
                                > ą
                                > być również).
                                >
                                OK. Kulinko powiedz jeśli możesz, jak to rozumiesz. Co to znaczy po
                                "odteologizowaniu". Nie wkręcam, pytam poważnie, to nie forum o seksie, ale
                                jednak dziedzina jest istotna. Ale nie chodzi mi o zdania ogólnikowe typu "aby
                                okazać sobie miłość" bo to wiemy. Jak to się przekłada na konkrety, gdy się po
                                prostu chce być ze swoją połówką razem w miłości, i zażywać przy tym
                                przyjemności według fantazji jaka akurat nam dopisuje. smile Bo kiedy się już w
                                tej sypialni znajduję to trudno się zastanawiać "ojej czy dotąd to jeszcze wolno
                                czy odtąd już nie" to chyba naturalne smile


                                pozdr
                                • kulinka3 Re: Przymierze Nowe 27.06.07, 22:07
                                  Justyno, na Boga, jam nie Michalina Wisłocka wink).
                                  Małżonkowie winni dążyć do pełnego stosunku seksualnego i tyle.Reszta to ich
                                  najbardziej intymna sprawa.
                              • babie_lato1 Re: Przymierze Nowe 27.06.07, 21:51
                                Zgadzam się z Imbirką w 100%, mam podobne spostrzeżenia.
                                Nie całe nauczanie Kościoła jest dogmatyczne. W kwestiach teologicznych jest
                                nieomylny, natomiast w społeczno-organizacyjnych ma, moim zdaniem, jeszcze
                                bardzo wiele do zrobienia. Rozwija się, przemienia. Nie możemy przyjmować
                                aktualnej nauki społecznej Kościoła jako nienaruszalnego dogmatu - w ten sposób
                                np. kobieta zawsze musiałaby mieć nakrycie głowy w kościele, byłoby niewolnictwo
                                itp., itd. Jako małżonkowie mamy niebagatelne, praktyczne doświadczenie w
                                sprawach seksualnych i naprawdę nie jest grzechem racjonalne, krytyczne myślenie
                                i wskazywanie na te aspekty nauczania Koscioła, w których rozmija się on z
                                rzeczywistością. Łoże małżeńskie jest ołtarzem sakramentu małżeństwa. Nie wolno
                                ignorować tego, co małżonkowie mają do powiedzenia na ten temat.
                                Trzeba wsłuchać się w ducha czasu. Co DZIS mówi do nas Bóg. Co DZIS stoi w
                                sprzeczności z miłością Boga, bliźniego czy ze zdrowym rozsądkiem i
                                doświadczeniem codzienności.
                                Seksualność jest własnie tą dziedziną, w której Kościół (zwłaszcza w wydaniu
                                "parafialnym"), moim zdaniem, ma najwięcej do zrobienia. "Odgórnie" - robi. Duch
                                działa. Postęp jest naprawdę widoczny. Ale droga jeszcze bardzo daleka... Tak to
                                widzę. W ogóle to temat na bardzo wielowątkową dyskusję - zacząć należałoby od
                                miejsca, znaczenia i roli świeckich w Kościele...wink

                                • kulinka3 Re: Przymierze Nowe 27.06.07, 22:47
                                  Zaraz,zaraz a od kiedy działania ludzkie dotyczące seksualności są wyjęte z
                                  oceny moralnej i co do tego ma nauka społeczna kościoła?
                                  • imbirka Re: Przymierze Nowe 28.06.07, 08:05
                                    kulinka3 napisała:
                                    >Zaraz,zaraz a od kiedy działania ludzkie dotyczące seksualności są wyjęte z
                                    >oceny moralnej i co do tego ma nauka społeczna kościoła?

                                    Ale kto tak twierdzi?

                                    kulinka3 napisała:
                                    Myślę,że najbardziej jednoczący jest akt, w którym OBOJE małżonkowie mogą
                                    > doświadczyć maksymalnej jedności i wzajemnego oddania.Rzecz jasna inne akty
                                    > również ową jedność pogłębiają, ale nie mogą być stosowane zamiast( wg mnie
                                    >mogą być również).
                                    >Małżonkowie winni dążyć do pełnego stosunku seksualnego i tyle.Reszta to ich
                                    najbardziej intymna sprawa.

                                    Pełny, tzn że nasienie ląduje w pochwie, tak? A co to jest niepełny? Np.
                                    pieszczoty oralne zakończone orgazmem, tak? Nazewnictwo odnosi się wyłącznie do
                                    aspektu technicznego, ale jednocześnie sugeruje, że mieści się w tym jakieś
                                    niesamowite, złożone dobro. Tymczasem w doświadczeniu wielu par, jedność i
                                    miłość można okazywać sobie i tak, i tak, nie kierując się przy tym intencją
                                    użycia małżonka.

                                    To sprowadza się to tego, że miarą jedności małżeństwa czynimy fakt, czy
                                    stosunek był “pełny”, czy nie. No i to jest dla mnie nie do przyjęcia, bo
                                    jedność to aktywna postawa, jest w głowie i w sercu, zaczyna się przy śniadaniu,
                                    a nie li tylko przejawia w sypialni. Mogę podać wiele przykładów z życia, w
                                    których warunki “płodność i techniczna jedność” są spełnione, ale właśnie ocena
                                    moralna współżycia nie byłaby dla mnie pozytywna, czy jednoznaczna. Ogromnie w
                                    pamięć zapadło mi małżeństwo prowadzących na naukach przedmałżeńskich na które
                                    chodziliśmy, rodzice czworga dzieci, przed 40stką. Na zajęciach o NPR i
                                    współżyciu, jak już jej mąż wypowiedział sie o jednoczącym związek podawaniu
                                    termometru itp. ta kobieta wypowiedziała się o sobie – że NPR jest bardzo
                                    trudny, a najtrudniejsze jest to, że seks w fazie poowulacyjnej nie sprawia jej
                                    od lat przyjemności. I że ona traktuje to jako ofiarę. Miałam przed sobą
                                    zmęczona mamę czworga, nie wszystkich zaplanowanych, dzieci, która od swojego
                                    życia nie oczekiwała zbyt wiele, a najbardziej intymna sfera między nią a mężem
                                    była źródłem cierpienia. Nie jestem pewna, czy po to Bóg dał ludziom możliwość
                                    seksualnego spełnienia.
                                    • kulinka3 Re: Przymierze Nowe 28.06.07, 18:15
                                      imbirka napisała:


                                      > >Zaraz,zaraz a od kiedy działania ludzkie dotyczące seksualności są wyjęte
                                      > z
                                      > >oceny moralnej i co do tego ma nauka społeczna kościoła?
                                      >
                                      > Ale kto tak twierdzi?

                                      Ano koleżanka Babie lato coś tak zasugerowaławink)

                                      >
                                      > Pełny, tzn że nasienie ląduje w pochwie, tak? A co to jest niepełny? Np.
                                      > pieszczoty oralne zakończone orgazmem, tak? Nazewnictwo odnosi się wyłącznie do
                                      > aspektu technicznego, ale jednocześnie sugeruje, że mieści się w tym jakieś
                                      > niesamowite, złożone dobro. Tymczasem w doświadczeniu wielu par, jedność i
                                      > miłość można okazywać sobie i tak, i tak, nie kierując się przy tym intencją
                                      > użycia małżonka.
                                      >
                                      > To sprowadza się to tego, że miarą jedności małżeństwa czynimy fakt, czy
                                      > stosunek był “pełny”, czy nie.

                                      Nie mówimy tu o jedności małżeństwa rozumianej jako wspólnota życia, ale o
                                      jedności aktu małżeńskiego tak, by urzeczywistniło się owo Boże -staną się
                                      jednym ciałem.

                                      Ogromnie w
                                      > pamięć zapadło mi małżeństwo prowadzących na naukach przedmałżeńskich na które
                                      > chodziliśmy, rodzice czworga dzieci, przed 40stką. Na zajęciach o NPR i
                                      > współżyciu, jak już jej mąż wypowiedział sie o jednoczącym związek podawaniu
                                      > termometru itp. ta kobieta wypowiedziała się o sobie – że NPR jest bardzo
                                      > trudny, a najtrudniejsze jest to, że seks w fazie poowulacyjnej nie sprawia jej
                                      > od lat przyjemności. I że ona traktuje to jako ofiarę. Miałam przed sobą
                                      > zmęczona mamę czworga, nie wszystkich zaplanowanych, dzieci, która od swojego
                                      > życia nie oczekiwała zbyt wiele, a najbardziej intymna sfera między nią a mężem
                                      > była źródłem cierpienia. Nie jestem pewna, czy po to Bóg dał ludziom możliwość
                                      > seksualnego spełnienia.

                                      Ten przykład najlepiej obrazuje, że seksualność człowieka posiada pewną
                                      konstrukcję.W fazie owulacyjnej kobieta doświadcza największej przyjemności z
                                      seksu, co jest naturalnie związane z możliwością poczęcia dziecka.Poza tą fazą
                                      ta przyjemność nie już już tak automatyczna.Wymaga większego wysiłku z obu
                                      stron.Tak to Stwórca w nas zaprogramował i ewentualne pretensje trzeba zgłaszać
                                      do Niego.
                                      Masz jakąś propozycję dla tych z fazy poowulacyjnej?



                                  • babie_lato1 Re: Przymierze Nowe 28.06.07, 23:37
                                    Działania ludzkie dotyczące seksualności nie są wyjęte z oceny moralnej -
                                    nigdzie też nie napisałam, że jest inaczej.
                                    > co do tego ma nauka społeczna kościoła?
                                    "Kościół katolicki naucza, iż człowiek jest istotą społeczną, a rodzina jest
                                    pierwszą i podstawową jednostką społeczną." No, to chyba trochę ma...
                                    • kulinka3 Re: Przymierze Nowe 29.06.07, 15:36
                                      babie_lato1 napisała:

                                      > Działania ludzkie dotyczące seksualności nie są wyjęte z oceny moralnej -
                                      > nigdzie też nie napisałam, że jest inaczej.

                                      To fajnie. Widocznie niewłaściwie zrozumiałam Twoje rozważania.

                                      > > co do tego ma nauka społeczna kościoła?
                                      > "Kościół katolicki naucza, iż człowiek jest istotą społeczną, a rodzina jest
                                      > pierwszą i podstawową jednostką społeczną." No, to chyba trochę ma...

                                      Zgoda.Tyle,że w tej dyskusji akurat poruszamy bardziej sprawy związane z
                                      moralnością niż nauką społeczną kościoła odnośnie małżeństwa.
                                      • babie_lato1 Re: Przymierze Nowe 29.06.07, 16:23
                                        > Zgoda.Tyle,że w tej dyskusji akurat poruszamy bardziej sprawy związane z
                                        > moralnością niż nauką społeczną kościoła odnośnie małżeństwa.

                                        To czego, Twoim zdaniem, dotyczy społeczna nauka Kościoła odnośnie małżeństwa?
                                        Czegóż innego niby Kościół miałby nauczać, jeśli nie tego jak moralnie i w
                                        zgodzie z wyznawaną wiarą być małżeństwem? Czy nie to m.in. jest treścią jego
                                        społecznej nauki względem rodziny właśnie? Dobra, zresztą nieważne, użyłam
                                        skrótu myslowego, rozwijać tego wątku nie ma sensu. Najwyraźniej inaczej
                                        rozumiemy termin "społeczna nauka Kościoła".
                                        • isma Rzeczy Nowe 29.06.07, 16:51
                                          Nie no, niby, literalnie rzecz biorac, nauka spoleczna Kosciola dotyczy
                                          kwestii, eee, no wlasnie zmiennych w czasie wink)). Encyklika Rerum novarum np.
                                          Rzeczy nie nalezacych do porzadku naturalnego, tylko do porzadku spolecznego.
                                          Co pozwala Kosciolowi sprytnie sie odciac od swojej nauki z czasow
                                          zamierzchlych w sferze pojmowania godnosci czlowieka, niewolnego np. wink)).
                                          Albo roli i funkcji panstwa, ktore teraz juz nie musi strzec wiary
                                          katolickiej wink)).

                                          W tym ujeciu malzenstwo nie jest sprawa spoleczna, bo wynika z porzadku
                                          naturalnego. A dzieki temu mozna twierdzic, ze nauczanie KK w tej sprawie ma
                                          moc ogolna, ew. przymiot nieomylnosci, jako dotyczace "wiary i moralnosci".
                                          • kulinka3 Dziewczyny ratunku!!!! 29.06.07, 17:04
                                            Please, powściągnijcie troszkę Wasz ( cudny zresztą!) polemiczny charakter,bo ja
                                            nie nadążam odpisywać, a tu żyć trzeba w realu. Nocy mi nie starczy.Sama jedna
                                            jestem na tym placu boju;-(((.
                                            Będę systematycznie odpisywać.Proszę o cierpliwość.
                                            • isma Re: Dziewczyny ratunku!!!! 29.06.07, 20:56
                                              Spoko, spoko, przeciez wiemy, zes matka dzieciom, w tym oseskom wink)).

                                              Ale, nawiasem mowiac, byc moze to o czyms swiadczy, zes jest jedna - w gronie,
                                              ktoremu raczej zarzucic wrogiego stosunku do KK sie nie da. Znaczy, kuma
                                              znacznie, znacznie mniejszy procent, niz nie kuma...
                                              • kulinka3 Re: Dziewczyny ratunku!!!! 29.06.07, 21:11
                                                No widzę,widzę;-((
                                                Ze mnie kiepski tłumacz, a i zdecydowanie wolę mówić niż pisać.Liczę jednak na
                                                to, że może ktoś z darem dydaktycznym jeszcze nam się tutaj pojawi.
                                                Poza tym, chyba łatwiej byłoby nam w realu pewne kwestie ostatecznie wyjaśnić.
                                                • isma Re: Dziewczyny ratunku!!!! 29.06.07, 23:08
                                                  Przyjedz, kobito, do tego Korbielowa. A nuz widelec Kosciol matka nasza
                                                  odniesie z tego korzysc w postaci licznego grona wzechstronnie uswiadomionych
                                                  wyznawcow wink)).
                                        • kulinka3 Re: Przymierze Nowe 30.06.07, 21:07
                                          babie_lato1 napisała:

                                          Dobra, zresztą nieważne, użyłam
                                          > skrótu myslowego, rozwijać tego wątku nie ma sensu. Najwyraźniej inaczej
                                          > rozumiemy termin "społeczna nauka Kościoła".

                                          Ja z nauki społecznej kościoła jestem cienka jak naleśnik po krakowskuwink))( mam
                                          nadzieję ,że moderatorka Isma nie ma jeszcze dyżuruwink))).
                                          Sądzę jednak,że w nsk nie rozważa problemów aktu małżeńskiego, bo te w moim
                                          odczuciu przynależą bardziej do teologii moralnej.
                                          Swoją drogą muszę kiedyś przysiąść nad nsk.Dzięki za mobilizacjęwink))
                                          • isma Re: Przymierze Nowe 30.06.07, 21:37
                                            Moderatorka Isma MA dyzur wink)). Kns byla uczona, owszem, dosyc forsownie,
                                            przez pewnego ksiedza doktora, ktory jednakowoz okazal sie byc, eeeee, glownie
                                            wybitnym teoretykiem ;-(((.

                                            Nalesnikow smazyc nie umiem. Slubny smazy. Ale bliny, bo to jego krag
                                            kulturowy.

                                            Ty, cieniaska, przysiasc nad kns jeszcze zadazysz. A z dzieckiem co?
                                            • kulinka3 Re: Przymierze Nowe 30.06.07, 21:58
                                              isma napisała:

                                              > Moderatorka Isma MA dyzur wink)).

                                              Ups....
                                              Z tymi Waszymi dyżurami to się czuję, jak w szpitaluwink))
                                              Siostro Ismo kochana zbieram się do Twoich rozważań, ale dziecięcia mię co i
                                              rusz wyganiają , bo chcą bajki oglądać.No może w nocy coś skrobnę albo
                                              jutro.Poczekasz?

                                              A z dzieckiem co?

                                              Połowica pojechała i przywiozła antybiotyk,bo nawet przy płytkim oddechu słychać
                                              zmiany osłuchowe. Zapytałam gdzie, w oskrzelach czy płucach? Nie był w stanie
                                              odpowiedziećwink)), nie dopytał.

                                          • babie_lato1 Moje wnioski 01.07.07, 13:42
                                            > Ja z nauki społecznej kościoła jestem cienka jak naleśnik po krakowskuwink))
                                            No, ja też, przyznaję się - jak chiński naleśnik smile
                                            Ale mnie Isma oświeciła (dzięki!). I wniosek mnie się kochane nasunął po tym
                                            taki: Gdzie leży klucz do naszej dyskusji? Otóż mam wrażenie, że Kulinka broni
                                            prawa Kościoła do niepodważalnej, moralnej wiedzy na temat małżeństwa mimo
                                            celibatu itd. Ja natomiast np. i parę tu innych osób wink dostrzegamy pewną
                                            praktyczną nieadekwatność czy absurdalną skrupulatność szczegółowych wytycznych
                                            czy pomysłów Kościoła nt. seksu.
                                            Myślę więc, moi drodzy, że wszyscy mamy rację, ponieważ małżeństwo jest
                                            rzeczywistością dwóch żywiołów - Boskiego i ludzkiego.
                                            Jest najnaturalniejszym, pierwszym powołaniem człowieka, danym od Boga, dlatego
                                            Kościół ma pełną wiedzę na temat tego, co jest w nim święte, a co grzeszne i
                                            tego czasy żadne nie zmienią, ponieważ sprawy owe czasowe nie są. Dlatego też
                                            sprawy naszych małżeństw - w ich ogólnym, moralnym kształcie - spokojnie możemy
                                            powierzać kapłanom, depozytariuszom tejże świętej wiedzy.
                                            Małżeństwo ma jednak także, poza moralnym, aspekt właśnie społeczny, obyczajowy,
                                            kulturowy - zmienny. W dawnych czasach nie do pomyślenia było, żeby się żona
                                            przy mężu rozebrała, repertuar pozycji seksualnych "niegrzesznych" także był
                                            chyba, hm, nieco węższy itd.
                                            Wydaje mi się, że nie należy mieszać właśnie tych dwóch porządków. Kościół
                                            określił "katalog" grzechów, wystarczy zajrzeć do KKK. Naprawdę, wystarczy.
                                            Szczegóły, w moim odczuciu, należy zostawić wiernym - oni mają sumienia, łaskę
                                            Ducha Świętego, charyzmaty. Być "jak dziecko" to nie znaczy "być infantylnym",
                                            "niewolnym" "Piotrusiem Panem". Dzieci właśnie zupełnie takie nie są, one bardzo
                                            chcą dorosnąć. Nie bójmy się więc być dorosłymi, wolnymi ludźmi. Przypominam
                                            też, że KAżDY chrześcijanin wraz z chrztem otrzymuje powołanie kapłańskie,
                                            prorockie i królewskie. Co oznacza, że Duch nie działa tylko przez hierarchię
                                            kościelną, to zresztą oczywiste.
                                            Objawienie jest już zamknięte, pozostają interpretacje. Nie wszystkie SPOłECZNE
                                            są słuszne, niektóre jeszcze "nie dojrzały". A sposób współżycia czy badania
                                            lekarskie to są, moim zdaniem, sprawy właśnie zmienne, społeczne, obyczajowe.
                                            Tyle. Przy okazji dziękuję za dyskusję (tę i inne) niesamowicie twórcze i
                                            rozwijające jest to forum...
                                            > Swoją drogą muszę kiedyś przysiąść nad nsk.Dzięki za mobilizacjęwink))
                                            No, ja też poczułam taką potrzebę... Pozdrowienia smile
                                • isma Re: Przymierze Nowe 28.06.07, 11:58
                                  babie_lato1 napisała:

                                  Łoże małżeńskie jest ołtarzem sakramentu małżeństwa.

                                  Czasem sie zastanawiam, jakie ma praktyczne konsekwencje w KK to, ze wlasnie
                                  malzonkowie UDZIELAJA SOBIE WZAJEMNIE tego sakramentu. Bo odnosze wrazenie, ze
                                  na razie zadne wink)).
                              • skrzynka3 Re: Przymierze Nowe 28.06.07, 00:32
                                kulinka3 napisała:

                                >> > Oczywiście masz rację.Nie chodzi o to, by każdy akt był płodny, ale by tej
                                > płodności na własną rękę nie regulować, tylko iść jej rytmem.

                                Jesli tak to po co ta nieszczesna dziurka w prezerwatywie sluzacej do badania?
                                Czyz nie takie bylo wlasnie uzasadnienie na zalinkowanej stronie, ze zaden
                                stosunek nie moze byc zamkniety na zycie?

                                Ja nie czepiam sie tej glupiej dziurawej prezerwatywy ot tak sobie - tylko dla
                                mnie to najlepiej pokazuje zaplatanie w tej materii. Jak w takim razie -jesli
                                przyjmujemy, ze nie kazdy akt musi byc otwarty na zycie obronic zakazu seksu
                                oralnego w czasie nieplodnym lub w ciazy - zwlaszcza kiedy pelny stosunek jest
                                niemozliwy -vide temat watku?

                                Jesli nie jest to sposob na przechytrzenie plodnosci, jesli nie wiaze sie z
                                wykorzystaniem wspolmalzonka, nie wynika z "nudow" i pogoni za coraz to nowymi
                                doznaniami i udziwnieniami ale dla jakiegos konkretnego malzenstwa jest jednym
                                ze sposobow okazania sobie milosci, czulosci, bezwarunkowej wzajemnej
                                akceptacji i jednosci?

                                I dla mnie wlasnie ten moment argumentacji o nierozerwalnosci przeznaczenia
                                jednoczacego i prokreacyjnego wspolzycia nijak nie daje sie przyswoic. Nie
                                potrafie udawac i oklamywac samej siebie, ze jestem otwarta na zycie wspolzyjac
                                w fazie poowulacyjnej.



                                >
                                >
                                > A jedność – to chyba główny punkt niezgody, poniewa
                                > > ż to co
                                > > w odczucie wielu małżonków jest jednoczące, w oczach Kościoła jako niepło
                                > dny ak
                                > > t
                                > > seksualny jest grzechem.
                                >
                                > Myślę,że najbardziej jednoczący jest akt, w którym OBOJE małżonkowie mogą
                                > doświadczyć maksymalnej jedności i wzajemnego oddania.Rzecz jasna inne akty
                                > również ową jedność pogłębiają, ale nie mogą być stosowane zamiast( wg mnie
                                mog
                                > ą
                                > być również).



                                To konkretni malzonkowie wiedza w jakich sytuacjach tego doswiadczaja.





                                >
                                > A te “oczy” to przede wszystkim interpreta
                                > > cje i opinie
                                > > osób, które seksu nie uprawiają,
                                > i ta delikatna, i bardzo zależna od
                                > > indywidualnych uwarunkowań sfera intymnego życia małżonków pozostaje poza
                                > ich
                                > > doświadczeniem.
                                >
                                > Takie podejście do problemu w zasadzie zamyka usta kapłanom na wiele rzeczy,
                                > których nie doświadczają, nie mówiąc już o Chrystusie.


                                A wiesz wielu madrych kaplanow ktorych mialam szczescie spotkac na swojej
                                drodze mialo odwage przyznac, ze w niektorych dziedzinach (chocby wychowanie
                                dzieci i troski z nimi zwiazane) nie majac doswiadczenia osobistego nie czuja
                                sie na silach wydawac jednoznacznych osadow i opini. Podsuwali zrodla, starali
                                sie wspomoc, na koniec zachecali do modlitwy i rozwazenia w swoim sumieniu.I
                                zwykle osiagali duzo lepsze i trwalsze rezultaty niz tacy ktorzy jednoznacznie
                                mowili co powinnam a czego nie czuc/myslec/mowic/robic w zwiazku z moimi
                                dziecmi. Czy nie podobna sytuacja dotyczy seksu?


                                Kulinko ja wiem, ze Ty nie teolog ani Michalina Wislocka smile. I nie od Ciebie
                                oczekuje odpowiedzina pytania, ktore sa we mnie od lat. Nauka Kosciola w tej
                                materii zmienia sie choc widac to dopiero na przestrzeni dziesiatkow lat.
                                Inaczej rozkladane sa akcenty, mowi sie o pewnych pomijanych kiedys aspektach.
                                To nie sa dogmaty ani prawdy objawione. Wiedza o ludzkiej osobie,psychice
                                rowniez seksualnosci poglebia sie i nauczanie Kosciola tez.
                                Na razie mnie i wielu innym (jak sie okazuje i to nie tylko z tej dyskusji)
                                katolikom pozostaje posluszenstwo i podporzadkowanie sie pewnym zasadom bez
                                zrozumienia ich uzasadnienia i przekonania o slusznosci. Ofiara w duchu pokory
                                tez ma swoja wartosc smile
                                • kulinka3 Re: Przymierze Nowe 28.06.07, 17:36
                                  skrzynka3 napisała:


                                  >
                                  > Jesli tak to po co ta nieszczesna dziurka w prezerwatywie sluzacej do badania?
                                  >
                                  > Ja nie czepiam sie tej glupiej dziurawej prezerwatywy ot tak sobie - tylko dla
                                  > mnie to najlepiej pokazuje zaplatanie w tej materii. Jak w takim razie -jesli
                                  > przyjmujemy, ze nie kazdy akt musi byc otwarty na zycie obronic zakazu seksu
                                  > oralnego w czasie nieplodnym lub w ciazy - zwlaszcza kiedy pelny stosunek jest
                                  > niemozliwy -vide temat watku?

                                  Skrzynko, akt płodny to akt przebiegający zgodnie z jego naturą( złożenie
                                  nasienia w pochwie),a nie akt który zawsze zaowocuje dzieckiem.
                                  Sex oralny jest praktyką zabronioną w sytuacji, kiedy ma on zastępować normalny
                                  stosunek np. w okresie płodnym lub w czasie ciąży gdy współżycie jest zabronione.

                                  >
                                  > I dla mnie wlasnie ten moment argumentacji o nierozerwalnosci przeznaczenia
                                  > jednoczacego i prokreacyjnego wspolzycia nijak nie daje sie przyswoic. Nie
                                  > potrafie udawac i oklamywac samej siebie, ze jestem otwarta na zycie wspolzyjac
                                  >
                                  > w fazie poowulacyjnej.

                                  W fazie poowulacyjnej do zapłodnienia nie dojdzie i nikt tego nie oczekuje.Nie
                                  dochodz do niego jednak dlatego, że kobieta jest w tej fazie naturalnie
                                  niepłodna, a nie dlatego, że poczyniła ku temu odpowiednie kroki.Owa
                                  dyspozycyjność do macierzyństwa i ojcostwa jest jednak, bo podejmując współżycie
                                  ludzie muszą liczyć się z faktem,że rodzicami zostać mogą.
                                  > >
                                  > >
                                  > > Myślę,że najbardziej jednoczący jest akt, w którym OBOJE małżonkowie mogą
                                  > > doświadczyć maksymalnej jedności i wzajemnego oddania.Rzecz jasna inne ak
                                  > ty
                                  > > również ową jedność pogłębiają, ale nie mogą być stosowane zamiast( wg mn
                                  > ie
                                  > mog
                                  > > ą
                                  > > być również).
                                  >
                                  >
                                  >
                                  > To konkretni malzonkowie wiedza w jakich sytuacjach tego doswiadczaja.

                                  No jeśli stosunek seksualny z ukochaną osobą nie jest formą największego
                                  zjednoczenia ( owo biblijne jedno ciało) to ja już nie wiem, co nim jest.


                                  > A wiesz wielu madrych kaplanow ktorych mialam szczescie spotkac na swojej
                                  > drodze mialo odwage przyznac, ze w niektorych dziedzinach (chocby wychowanie
                                  > dzieci i troski z nimi zwiazane) nie majac doswiadczenia osobistego nie czuja
                                  > sie na silach wydawac jednoznacznych osadow i opini. Podsuwali zrodla, starali
                                  > sie wspomoc, na koniec zachecali do modlitwy i rozwazenia w swoim sumieniu.I
                                  > zwykle osiagali duzo lepsze i trwalsze rezultaty niz tacy ktorzy jednoznacznie
                                  > mowili co powinnam a czego nie czuc/myslec/mowic/robic w zwiazku z moimi
                                  > dziecmi. Czy nie podobna sytuacja dotyczy seksu?
                                  >
                                  W sprawach wychowania nie ma jednej, najlepszej teorii.W sprawach małżeństwa,
                                  które jest sakramentem,kościół ma prawo głosu wynikające z tego,że to sam Bóg
                                  jest autorem małżeństwa.

                                  >
                                  > Kulinko ja wiem, ze Ty nie teolog ani Michalina Wislocka smile. I nie od Ciebie
                                  > oczekuje odpowiedzina pytania, ktore sa we mnie od lat. Nauka Kosciola w tej
                                  > materii zmienia sie choc widac to dopiero na przestrzeni dziesiatkow lat.
                                  > Inaczej rozkladane sa akcenty, mowi sie o pewnych pomijanych kiedys aspektach.
                                  > To nie sa dogmaty ani prawdy objawione. Wiedza o ludzkiej osobie,psychice
                                  > rowniez seksualnosci poglebia sie i nauczanie Kosciola tez.
                                  > Na razie mnie i wielu innym (jak sie okazuje i to nie tylko z tej dyskusji)
                                  > katolikom pozostaje posluszenstwo i podporzadkowanie sie pewnym zasadom bez
                                  > zrozumienia ich uzasadnienia i przekonania o slusznosci. Ofiara w duchu pokory
                                  > tez ma swoja wartosc smile

                                  Skrzynko pięknie to napisałaś.Mam tylko jedną uwagę. Może te prawdy to nie
                                  dogmaty,ale to również nie wymysł kilku papieży.Małżeństwo jest konkretnym
                                  zamysłem Bożym i ja głęboko w to wierzę.


                                  • ruda_kasia Re: Przymierze Nowe do kulinki3 29.06.07, 11:48
                                    > W sprawach wychowania nie ma jednej, najlepszej teorii.W sprawach małżeństwa,
                                    > które jest sakramentem,kościół ma prawo głosu wynikające z tego,że to sam Bóg
                                    > jest autorem małżeństwa.

                                    SAM BÓG jest autorem dziecka (na obraz i podobieństwo Swoje), zatem jest na
                                    pewno najlepsza teoria - może nie rozeznana przez wszystkich.
                                    Nie mogę zgodzić się z tezą, że małżeństwo jako Boży wytwór warunkuje większe
                                    nim zainteresowanie niż losem i wychowaniem dziecka!!!
                                  • skrzynka3 Re: Przymierze Nowe 29.06.07, 16:00
                                    kulinka3 napisała:



                                    > No jeśli stosunek seksualny z ukochaną osobą nie jest formą największego
                                    > zjednoczenia ( owo biblijne jedno ciało) to ja już nie wiem, co nim jest.


                                    Kulinko ale kto mowi ze akt seksualny nie jest forma najwiekszego zjednoczenia??
                                    Probujemy tylko powiedziec ze w odczuciu niektorych malzenstw pewne akty
                                    seksualne uznawane przez Kosciol za grzeszne bo nie bedace pelnym stosunkiem
                                    moga byc ROWNIEZ tej jednosci bardzo czytelnym i mocnym wyrazem. Nie zamiast
                                    ale obok. A czasem gdy pelny akt jest niemozliwy (casus omawiany w watku) moga
                                    byc czasowo jedyna szansa okazania sobie tej jednosci.
                                    >
                                    >

                                    > >
                                    > W sprawach wychowania nie ma jednej, najlepszej teorii.W sprawach małżeństwa,
                                    > które jest sakramentem,kościół ma prawo głosu wynikające z tego,że to sam Bóg
                                    > jest autorem małżeństwa.


                                    Nie zrozumialas mnie. Nigdy nie radzilam sie ksiezy w sprawie sposobow
                                    wychowania dzieci-wieksze zaufanie mam w tym wzgledzie do niektorych (nie
                                    wszystkich a wybranych) osob posiadajacych wlasne dzieci i wlasne doswiadczenie
                                    maciezynstwa.
                                    Chodzilo mi o sytuacje -powiazane bezposrednio z faktem posiadania przez mnie
                                    potomstwa - kiedy moje postepowanie, zachowanie,odczucia budzily we mnie
                                    watpliwosci moralne. W takich sytuacjach zdarzalo mi sie uslyszec- "ja tak
                                    naprawde nie wiem jak to jest bo nigdy nie bylem w takiej sytuacji. Wydaje mi
                                    sie ze powinno byc tak i tak ale to ty wiesz na wlasnej skorze czy to mozliwe i
                                    do zastosowania. Przemysl, przemodl, sprobuj."

                                    Moze o wlasnie takie pochylenie (ze swiadomoscia ze pewnych rzeczy nie bedac w
                                    malzenstwie sie nie doswiadczy i nie zrozumie) by chodzilo??? Zamiast twardego
                                    macie lub nie macie robic tak i tak kropka koniec.
                                    Wiadomo ze sa rzeczy bialo- czarne- "nie cudzoloz" ale sa sytuacje
                                    niejednoznaczne mogace podlegac roznej ocenie w zaleznosci od rzeczywistych
                                    motywow kierujacych malzonkami.


                                    >
                                    >> > Skrzynko pięknie to napisałaś.Mam tylko jedną uwagę. Może te prawdy to nie
                                    > dogmaty,ale to również nie wymysł kilku papieży.Małżeństwo jest konkretnym
                                    > zamysłem Bożym i ja głęboko w to wierzę.

                                    Ja tez wierze Kulinko ze malzenstwo jest zamyslem Bozym. Tylko juz nie mam tej
                                    pewnosci, ze pozostawil az tak szczegolowe intrukcje do niegosmile)) Raczej w moim
                                    odczuciu czesc z nich jest wynikiem nie zawsze doskonalych poszukiwan ludzkich
                                    i interpretacji.
                                    I wierze ze duch dziala rowniez przez rzesze swieckich bo sa oni czescia (i to
                                    wcale nie ta gorsza) Kosciola. Obowiazuje nas posluszenstwo ale rowniez
                                    zglaszanie watpliwosci, dzielenie sie swoimi doswiadczeniami i przemysleniami.
                                    Czy to wlasnie nie pod takim "oddolnym naciskiem" Kosciol zaczal inaczej
                                    postrzegac seks w ciagu ostatnich dziesiecioleci?smile
                                    >
                                    >
                                    • kulinka3 Re: Przymierze Nowe 30.06.07, 20:43
                                      skrzynka3 napisała:

                                      > Kulinko ale kto mowi ze akt seksualny nie jest forma najwiekszego zjednoczenia?
                                      > ?
                                      Cieszę się,że uważasz ,że jest.

                                      > Probujemy tylko powiedziec ze w odczuciu niektorych malzenstw pewne akty
                                      > seksualne uznawane przez Kosciol za grzeszne bo nie bedace pelnym stosunkiem
                                      > moga byc ROWNIEZ tej jednosci bardzo czytelnym i mocnym wyrazem. Nie zamiast
                                      > ale obok.

                                      No jeśli obok, a nie zamiast,to tu przychyliłabym się do stanowiska ,że jest
                                      dozwolone.

                                      A czasem gdy pelny akt jest niemozliwy (casus omawiany w watku) moga
                                      > byc czasowo jedyna szansa okazania sobie tej jednosci.

                                      Jeśli współżycie jest zabronione to w takim przypadku byłoby to owo zamiast, a
                                      więc niedozwolone.Czyż w takim przypadku owa jedność naprawdę nie może być
                                      okazana w inny sposób?

                                      > > W sprawach wychowania nie ma jednej, najlepszej teorii.W sprawach małżeńs
                                      > twa,
                                      > > które jest sakramentem,kościół ma prawo głosu wynikające z tego,że to sam
                                      > Bóg
                                      > > jest autorem małżeństwa.
                                      >
                                      >
                                      > Nie zrozumialas mnie. Nigdy nie radzilam sie ksiezy w sprawie sposobow
                                      > wychowania dzieci-wieksze zaufanie mam w tym wzgledzie do niektorych (nie
                                      > wszystkich a wybranych) osob posiadajacych wlasne dzieci i wlasne doswiadczenie
                                      >
                                      > maciezynstwa.
                                      > Chodzilo mi o sytuacje -powiazane bezposrednio z faktem posiadania przez mnie
                                      > potomstwa - kiedy moje postepowanie, zachowanie,odczucia budzily we mnie
                                      > watpliwosci moralne. W takich sytuacjach zdarzalo mi sie uslyszec- "ja tak
                                      > naprawde nie wiem jak to jest bo nigdy nie bylem w takiej sytuacji. Wydaje mi
                                      > sie ze powinno byc tak i tak ale to ty wiesz na wlasnej skorze czy to mozliwe i
                                      >
                                      > do zastosowania. Przemysl, przemodl, sprobuj."
                                      >
                                      > Moze o wlasnie takie pochylenie (ze swiadomoscia ze pewnych rzeczy nie bedac w
                                      > malzenstwie sie nie doswiadczy i nie zrozumie) by chodzilo??? Zamiast twardego
                                      > macie lub nie macie robic tak i tak kropka koniec.

                                      Skrzynko w sprawach moralnych kościół ma jasne wskazania, bo od tego jest.To
                                      jest jego domena, tym się zajmuje od 2000 lat.A to,że księża nie żyją w
                                      małżeństwie.Czy lekarz onkolog musi mieć raka żeby go leczyć.Kościół jest
                                      depozytariuszem pewnej prawdy o człowieku, zna człowieka nie gorzej niż nam się
                                      wydaje.

                                      > Wiadomo ze sa rzeczy bialo- czarne- "nie cudzoloz" ale sa sytuacje
                                      > niejednoznaczne mogace podlegac roznej ocenie w zaleznosci od rzeczywistych
                                      > motywow kierujacych malzonkami.

                                      No wiesz "nie cudzołóż" też może nie być czarne?
                                      Moralność ma "narzędzia", by wszystkie okoliczności brać pod uwagę.
                                      >
                                      > Ja tez wierze Kulinko ze malzenstwo jest zamyslem Bozym. Tylko juz nie mam tej
                                      > pewnosci, ze pozostawil az tak szczegolowe intrukcje do niegosmile)) Raczej w moim
                                      >
                                      > odczuciu czesc z nich jest wynikiem nie zawsze doskonalych poszukiwan ludzkich
                                      > i interpretacji.

                                      A dlaczego brakuje Ci tej pewności? Ja wierzę w to,że Bóg działa poprzez mój
                                      kościół i poprzez jego naukę chce szczęścia i dobra człowieka.
                                      Nie chcę poruszać tu nowych zagadnień, ale nauka Chrystusa o rozwodach, była i
                                      jest kontestowana, ale obowiązuje, choć nie rozumiana przez wielu.


                                      > I wierze ze duch dziala rowniez przez rzesze swieckich bo sa oni czescia (i to
                                      > wcale nie ta gorsza) Kosciola. Obowiazuje nas posluszenstwo ale rowniez
                                      > zglaszanie watpliwosci, dzielenie sie swoimi doswiadczeniami i przemysleniami.
                                      > Czy to wlasnie nie pod takim "oddolnym naciskiem" Kosciol zaczal inaczej
                                      > postrzegac seks w ciagu ostatnich dziesiecioleci?smile

                                      To prawda, co piszesz. Można to nazwać oddolnym naciskiem, pewnie też rozwój
                                      nauki i wiedzy o seksualności człowieka to tego się znacznie przyczynił.Ja
                                      jednak nie znam, przyznaję się bez bicia, zagadnienia poważnej materii (aborcja,
                                      masturbacja inne) w którym kościół odszedł jakoś radykalnie od swojego stanowiska.
                              • isma Re: Przymierze Nowe 28.06.07, 09:05
                                kulinka3 napisała:

                                > imbirka napisała:
                                > >
                                > > To właśnie definicja “przeznaczenia' dla wielu katolików jest niezr
                                > ozumia
                                > > ła i
                                > > przeczy ich doświadczeniu.
                                >
                                > Myślę,że nie przeczy doświadczeniu jeśli się wie, co kryje się pod terminem
                                > jedność i płodność.

                                He, he. Symptomatyczne jest okreslenie "kryje sie". No otoz, jesli Laska buduje
                                na naturze, to nic sie nie powinno "kryc", a wprost przeciwnie, byc w naturalny
                                sposob poznaniu dostepne wink)).


                                > Myślę,że najbardziej jednoczący jest akt,

                                Hmmmm, odnosilam wrazenie, z tego co poprzednio pisalas, o tej jednoznacznosci,
                                ze albo akt spelnia wymogi "jednosci", albo nie wink)), albo jest poprawny, albo
                                grzeszny.
                                Czyli ze, mowisz, moga byc akty "bardziej" i "mniej" jednoczace? Od
                                ktorego "mniej" zaczyna sie grzech?


                                >
                                > Takie podejście do problemu w zasadzie zamyka usta kapłanom na wiele rzeczy,
                                > których nie doświadczają, nie mówiąc już o Chrystusie.

                                Tak i nie. Kaplanom jest rzeczywiscie (znaczy, powinna byc - chociaz, eeee,
                                roznie to z doswiadczeniami zyciowymi przed wstapieniem do seminarium bywa)
                                niedostepna fizyczna strona milosci. Ale to nie znaczy, ze nie doswiadczaja
                                duchowej bliskosci z druga osoba. Bliskosci, ale takiej, ktora zatrzymuje sie
                                przed granica jednosci, wylacznosci. Bo na wylacznosc kaplana ma tylko
                                Chrystus.
                                I, szczerze mowiac, mysle, ze to jest wlasnie jedno z tych najglebszych
                                doswiadczen, ktore pozwala mowic niektorym kaplanom o jednosci nie w sposob li
                                tylko biologiczny. Za co ich bardzo szanuje.

                                > Przepraszam ,a jesteś przy każdej spowiedzi szczegółowo wypytywana o te
                                sprawy?

                                No, jak wynika z instrukcji, jezeli nie jest wypytywana, to jest to zaniedbanie
                                spowiednika. Bo, wedlug instrukcji, powinna byc.

                                > Odbieram tę instrukcję, jako pomoc dla spowiedników, aby lepiej rozumieli tę
                                > sferę życia świeckich. Właśnie dlatego,że jej nie doświadczają, a często
                                stykaj
                                > ą
                                > się z pytaniami i problemami.

                                Alez autorzy tej instrukcji tez tej sfery, w takim aspekcie, w jakim jest ona w
                                niej opisywana (czyli biologicznym), nie doswiadczaja...
                                Klasyczne "uczyl Marcin Marcina"...

                                > Sprawy, które poruszyłaś są karygodne, gorszące, są ogromną raną dla kościoła
                                i
                                > nie dziwi mnie Twoja reakcja.
                                > Nie generalizuj jednak.To,że zawiedli niektórzy ludzie nie oznacza,że kościół
                                > ma przestać głosić prawdę o seksualności człowieka.Krzywdzisz w ten sposób
                                tych
                                > ,
                                > którzy wspaniale służą Chrystusowi i bliźnim.
                                >
                                Kulinko - dokladnie to samo mozna powiedziec odnosnie Twoich przykladow o
                                rodzeniu przez matki wlasnym corkom corek, ktore jakoby sa oczywista
                                konsekwencja procesu "poluzowania" w sprawach seksualnosci. Otoz to tez sa
                                sprawy gorszace, ktore sa ogromna rana. Tyle tylko, ze przykladajac te miare do
                                kazdego kochajacego sie malzenstwa, byc moze krzywdzi sie w ten sposob tych,
                                ktorych jedynym grzechem ma byc niedostateczne przekonanie co do grzesznosci
                                uzycia prezerwatywy podczas ciazy...
                                • pawlinka obok 28.06.07, 09:16
                                  Może to obok tematu, ale fragment z artykułu w ostatnim "GN":
                                  "Wśród uczestników debaty na temat świętości seksu nie zabrakło duchownych.
                                  Prowadząca dyskusję Anna Karoń-Ostrowska z „Więzi” zadała w końcu pytanie, które
                                  stawia sobie chyba większość katolików świeckich: co ksiądz może wiedzieć na
                                  temat seksu i w jaki sposób, jako teoretyk, może towarzyszyć świeckim w
                                  rozwiązywaniu dylematów w tej materii? O. Ksawery Knotz, autor książki na ten
                                  temat, w żartobliwy sposób rozwiał wszelkie wątpliwości na temat „swoich
                                  kompetencji”. – Pisząc swoją książkę, nie teoretyzowałem. Chciałem być jak
                                  najbliżej konkretu życia. Dlatego ta książka to zapis moich fantazji seksualnych
                                  – zwierzył się franciszkanin. Sala gruchnęła gromkim śmiechem."
                                  Cały atykuł o Zjeździe w Gnieźnie, gdyby ktoś chciał, tutaj:
                                  www.goscniedzielny.wiara.pl/index.php?grupa=6&art=1182371441&dzi=1104786574&idnumeru=1182370057
                                  • imbirka Re: obok 28.06.07, 09:49
                                    Tylko żart, czy coś więcej?
                                    >O. Ksawery Knotz, autor książki na ten
                                    > temat, w żartobliwy sposób rozwiał wszelkie wątpliwości na temat „swoich
                                    > kompetencji”.
                                    Wystarczy coś wyśmiać, to już dalej nie trzeba tłumaczyć. To częsta metoda, jak
                                    się nie ma argumentów. Było fajnie, hihihi, odpowiedź nie padła, nadal nie
                                    wiadomo, a wszyscy zadowoleni.
                                    • pawlinka Re: obok 28.06.07, 10:18
                                      "autor książki na ten temat, w żartobliwy sposób..." to pewnie żart. Widzę, że
                                      jesteś zdenerwowana nieco. Swoim wtrąceniem w ten wątek nie było moim zamiarem
                                      wywołanie irytacji.
                                      • pawlinka Re: obok 28.06.07, 10:19
                                        Powinno być "nie było moim zamiarem wywołanie irytacji."
                                      • imbirka Re: obok 28.06.07, 10:21
                                        pawlinka napisała:

                                        > "autor książki na ten temat, w żartobliwy sposób..." to pewnie żart. Widzę, że
                                        > jesteś zdenerwowana nieco.
                                        Ja? ależ skąd smile emocje i zaangażowanie tak, bo temat ważny, ale podenerwowanie
                                        nie smile
                                  • otryt Re: obok 28.06.07, 10:00
                                    Czytając obszerne teksty Ksawerego Knotza, który zalinkowała Kulinka nie
                                    mogłem uwolnić się od wrażenia, ze w tym olbrzymim morzu słów jest tylko z 10
                                    procent istotnej treści, że autor czerpie przyjemność z pisania na ten temat.
                                    Swoją żartobliwą odpowiedzią potwierdza moją intuicję. Są ludzie, których
                                    słowa są nasączone erotyzmem. Znamy takich. Ja nazywam to zjawisko seksem
                                    werbalnym, który podświadomie ujawnia ukryte, niezaspokojone potrzeby.
                                    • isma Re: obok 28.06.07, 11:53
                                      O, to, to.
                                      Jest takie fajne slowo, ktore brzmi "powsciagliwosc". W rownym stopniu
                                      uzyteczne dla calego Ludu Bozego, nie wylaczajac pasterzy wink)).
                                    • justyna.ada Re: obok 28.06.07, 13:31
                                      nie
                                      > mogłem uwolnić się od wrażenia, ze w tym olbrzymim morzu słów jest tylko z 10
                                      > procent istotnej treści,

                                      A ja z drugiej strony nie mogę oprzeć się wrażeniu, że sposób traktowania seksu
                                      przez media chrześcijańskie jest celowo taki "uduchowiony" coby nie popaść w
                                      pornografię, albo nadmierne technikalia.
                                      No ale nie jestem w stanie strawić tekstów, które (chociaż jak wszystko, seks
                                      ma powiązanie z teologią, odniesienie do duchowości, ale jednak realizuje się
                                      też w realu) sprowadzają rzecz do duchowosci. Jak się idzie do łóżka, to założę
                                      się że nie celem medytacji smile

                                      Nadmierna teologizacja orgazmu, moim zdaniem. wink
                                • kulinka3 Re: Przymierze Nowe 28.06.07, 20:55
                                  isma napisała:

                                  >
                                  > He, he. Symptomatyczne jest okreslenie "kryje sie". No otoz, jesli Laska buduje
                                  >
                                  > na naturze, to nic sie nie powinno "kryc", a wprost przeciwnie, byc w naturalny
                                  >
                                  > sposob poznaniu dostepne wink)).

                                  Droga moja, określenie "kryje się" ma również znaczenie, że "coś jest w czymś
                                  zawarte", a nie ukryte.
                                  A poznaniu mam nadzieję jest dostępnewink) sądząc z faktu posiadania potomstwa.

                                  >
                                  > Hmmmm, odnosilam wrazenie, z tego co poprzednio pisalas, o tej jednoznacznosci,
                                  >
                                  > ze albo akt spelnia wymogi "jednosci", albo nie wink)), albo jest poprawny, albo
                                  >
                                  > grzeszny.
                                  > Czyli ze, mowisz, moga byc akty "bardziej" i "mniej" jednoczace? Od
                                  > ktorego "mniej" zaczyna sie grzech?

                                  Oczywiście pocałunek w policzek jest równie jednoczący jak stosunek seksualnywink)).

                                  >
                                  > Alez autorzy tej instrukcji tez tej sfery, w takim aspekcie, w jakim jest ona w
                                  >
                                  > niej opisywana (czyli biologicznym), nie doswiadczaja...
                                  > Klasyczne "uczyl Marcin Marcina"..

                                  Isma, wiesz dobrze,że instrukcja ta to również skazania pastoralne dla
                                  spowiedników odnośnie zagadnień moralnych.A te jak wiesz ustanawia kościół
                                  prowadzony Duchem św.,a nie nawet największa liczba małżeństw.

                                  > Kulinko - dokladnie to samo mozna powiedziec odnosnie Twoich przykladow o
                                  > rodzeniu przez matki wlasnym corkom corek, ktore jakoby sa oczywista
                                  > konsekwencja procesu "poluzowania" w sprawach seksualnosci.

                                  A czymże one są, jeśli nie daleko idącą konsekwencją?

                                  Otoz to tez sa
                                  > sprawy gorszace, ktore sa ogromna rana. Tyle tylko, ze przykladajac te miare do
                                  >
                                  > kazdego kochajacego sie malzenstwa, byc moze krzywdzi sie w ten sposob tych,
                                  > ktorych jedynym grzechem ma byc niedostateczne przekonanie co do grzesznosci
                                  > uzycia prezerwatywy podczas ciazy...

                                  Zaznaczyłam więc,że są to przykłady przejaskrawione, acz rzeczywiste i biorące
                                  swój początek w/w oderwaniach.
                                  Nie przykładam tej samej miary, bo dostrzegam gradację, nie da się jednak nie
                                  powiedzieć,iż źródło owych problemów ma swój początek w braku akceptacji dla
                                  natury aktu małżeńskiego.

                                  >
                                  • babie_lato1 Re: Przymierze Nowe 29.06.07, 00:30
                                    odnośnie zagadnień moralnych.A te jak wiesz ustanawia kościół
                                    > prowadzony Duchem św.,a nie nawet największa liczba małżeństw.

                                    "Największa liczba małżeństw" to jest większa część Kościoła. Czy Duch Święty
                                    omija nas, nie działa przez nas? Czy jesteśmy wszyscy moralnymi imbecylami? Czy
                                    dopuszczasz możliwość, że Duch może działać także w drugą stronę, że jesteśmy
                                    sobie NAWZAJEM potrzebni - nie tylko księża nam, ale także my księżom? Że
                                    świadectwo naszego życia może przyczynić się do przemian w nauczaniu Kościoła
                                    tam, gdzie wymaga ono dopracowania?
                                    Co do "zagadnień moralnych" - podstawę moralności określił Pan Jezus i jest nią
                                    miłość. A Kościół - to przecież my wszyscy, odpowiedzialni za siebie nawzajem.
                                    • kulinka3 Re: Przymierze Nowe 29.06.07, 15:52
                                      babie_lato1 napisała:

                                      > odnośnie zagadnień moralnych.A te jak wiesz ustanawia kościół
                                      > > prowadzony Duchem św.,a nie nawet największa liczba małżeństw.
                                      >
                                      > "Największa liczba małżeństw" to jest większa część Kościoła. Czy Duch Święty
                                      > omija nas, nie działa przez nas? Czy jesteśmy wszyscy moralnymi imbecylami? Czy
                                      > dopuszczasz możliwość, że Duch może działać także w drugą stronę, że jesteśmy
                                      > sobie NAWZAJEM potrzebni - nie tylko księża nam, ale także my księżom? Że
                                      > świadectwo naszego życia może przyczynić się do przemian w nauczaniu Kościoła
                                      > tam, gdzie wymaga ono dopracowania?
                                      > Co do "zagadnień moralnych" - podstawę moralności określił Pan Jezus i jest nią
                                      > miłość. A Kościół - to przecież my wszyscy, odpowiedzialni za siebie nawzajem.

                                      Zgoda, ale to nie my Babie Lato mamy charyzmat nauczania autorytarnego i bez
                                      błędu, to nie do nas należy kompetencja w sprawach wiary i moralności.
                                      • babie_lato1 Re: Przymierze Nowe 29.06.07, 16:33
                                        > Zgoda, ale to nie my Babie Lato mamy charyzmat nauczania autorytarnego i bez
                                        > błędu, to nie do nas należy kompetencja w sprawach wiary i moralności.

                                        Oczywiście, że tak. Przecież nie rwę się do jakiejś schizmy. Uważam tylko, że 1.
                                        świadectwo życia małżonków tj. praktyczne zastosowanie nauki Kościoła może mieć
                                        dla hierarchów pewne znaczenie poznawcze, być tematem do przemyśleń i
                                        ew.modyfikacji, rozwinięcia, pogłębienia w przyszłości stanowiska Kościoła w tej
                                        materii 2. W ogóle sceptyczne, krytyczne myślenie chrześcijan jest, moim
                                        zdaniem, cnotą, która pozwala na rozwój nauki Kościoła (już chciałam napisać:
                                        społecznej, ale ugryzłam się w klawiaturę, żeby znów nie było, że się udzielam
                                        nie na temat) i w ogóle pcha świat do przodu. Pozdrowienia smile
                                      • isma Re: Przymierze Nowe 29.06.07, 16:55
                                        kulinka3 napisała:

                                        > Zgoda, ale to nie my Babie Lato mamy charyzmat nauczania autorytarnego i bez
                                        > błędu, to nie do nas należy kompetencja w sprawach wiary i moralności.

                                        Zgoda, ale nauczanie o prezerwatywie, albo tez o tym, ze nasienie ma byc
                                        obowiazkowo zlozone w pochwie, coby grzechu smiertelnego uniknac, to, o ile
                                        wiem, nie jest nauczanie autorytarne i bez bledu, tylko nauczanie zwyczajne
                                        (ktoremu, oczywiscie, tez winni jestesmy posluszenstwo)...?
                                  • isma Re: Przymierze Nowe 29.06.07, 10:12
                                    Nie no, jasne, Kulinko, smichy-chichy zawsze sobie mozna robic, ale, eee, no,
                                    jak by to powiedziec, poeta mowi, ze kiedy niektorzy sie bawia, to innym idzie
                                    o zycie. Tak doczesne, jak i wieczne...

                                    Skoro chcesz sprowadzac sprawe do absurdu - pocalunek w policzek nie jest
                                    ZADNYM wyrazem jednosci rozumianej jako wylacznosc, albowiem na takowy sie
                                    moge, przy odrobinie szczescia, i od celibatariusza zalapac, jesli nie na
                                    codzien, to przynajmniej w ramach przekazywania znaku pokoju wink)). Nie
                                    grzeszac, jak mniemam. Elementarne, drogi Watsonie.

                                    My tu natomiast, zdaje sie, usilujemy uchwycic jakoby fundamentalna roznice
                                    (grzech smiertelny!) w jednosci zwiazana z tym, ze podczas stosunku seksualnego
                                    w malzenstwie (a wiec takiego, ktory jest WYLACZNA domena malzonkow) uzywa sie
                                    kawalka gumy, badz nie. Przypominam, ze w przykladzie, ktory zainaugurowal
                                    dyskusje, uzycie tegoz nie ma zadnego zwiazku z plodnoscia, albowiem kobieta w
                                    ciazy jest raczej naturalnie nieplodna. Slynna kategoria "otwartosci na zycie",
                                    ktora ma byc fundamentem jednosci zatem tu raczej z NATURALNYCH przyczyn
                                    zastosowania nie ma.

                                    Jak piszesz o instrukcji per "ustanawia Kosciol prowadozny Duchem sw." to to
                                    jest argument ad autoritatem. I ten, jak napisalam, przyjmuje. Roma locuta,
                                    causa finita, nalezy byc poslusznym. Co nie zmienia faktu, ze, jak napisalam
                                    wyzej - poza tym, ze Kosciol to ustanowil i nalezy sie stosowac, nieglupio
                                    byloby wiedziec, dlaczego.

                                    O przykladaniu te samej miary - nie chodzilo mi o rownorzednosc przypadku in
                                    vitro u siedemdziesieciolatki z przypadkiem uzycia prezerwatywy, tylko o
                                    zastanawiajaca analogie miedzy wiazaniem moralnych wynaturzen medycyny z
                                    watpliwoscia co do moralnej szkodliwosci pewnych form antykoncepcji (nawet nie
                                    antykoncepcji - higieny wspolzycia, bym powiedziala, jak w przypadku owego
                                    wspolzycia podczas ciazy...) a wiazaniem przypadkow, dajmy na to, pedofilii
                                    wsrod duchowienstwa, czy innych ciezkich grzechow ludzi Kosciola z
                                    codziennoscia tegoz. Twierdzisz, ze przypadki ciezkich win ludzi Kosciola sa
                                    jednostkowe i w zaden sposob nie powinny byc wiazane z tymi, ktorzy uczciwie
                                    staraja sie swoje powolanie wypelniac. Ze wnioskowanie o jakims zwiazku
                                    przyczynowo-skutkowym - np. stosunkowo duzej frekwencji przypadkow naduzyc
                                    seksualnych wsrod duchowienstwa z praktykowaniem przez toz duchowienstwo
                                    celibatu - jest krzywdzace. I ja sie z Toba zgadzam wink)).

                                    No i otoz ja bym, per analogiam, zaryzykowala twierdzenie, ze byc moze nie jest
                                    zupelnie oczywiste, iz przypadki ciezkich wynaturzen w dziedzinie seksualnosci
                                    czy rodzicielstwa powinny byc wiazane z osadem sumienia tych, ktorzy decyduja
                                    sie na uzycie prezerwatywy podczas ciazy... Dla mnie takie wnioskowanie jest
                                    rownie krzywdzace.
                                    W kazdym razie, na poziomie racjonalnym chyba oczywiste nie jest. Jedyny
                                    argument na rzecz tej tezy jest w mojej ocenie argumentem z autorytetu. Co,
                                    jeszcze raz przypominajac sw. Tomasza, wydaje mi sie mocno nieadekwatne - rzecz
                                    dotyczy natury ludzkiej, a nie rzeczywistosci nadprzyrodzonej, a zatem w
                                    ludzkim porzadku powinna byc wytlumaczalna.

                                    Oczywiscie, ze nauki Kosciola nie ustanawiaja malzenstwa. Ale w dniu
                                    Piecdziesiatnicy Duch sw. nie od parady zstapil nie tylko na Piotra ;-O. Nauka
                                    zawarta w Humanae vitae jest efektem kontaktow z Duchem sw. Pawla VI, natomiast
                                    calkiem powazne grono biskupow - wyznaczonych do tego zadania przez Sobor - sie
                                    zdaje sie w tej sprawie poinformowalo u Ducha sw. o zgola odmiennym spojrzeniu
                                    Niebios na sprawe.
                                    Bardzo mnie ciekawi, czemuz to Duch sw. tak bardzo w tej sprawie wodzil Kosciol
                                    po manowcach...smile))?
                                    • kulinka3 Re: Przymierze Nowe 29.06.07, 20:53
                                      isma napisała:

                                      > Nie no, jasne, Kulinko, smichy-chichy zawsze sobie mozna robic, ale, eee, no,
                                      > jak by to powiedziec, poeta mowi, ze kiedy niektorzy sie bawia, to innym idzie
                                      > o zycie. Tak doczesne, jak i wieczne...

                                      Isma, no dajże spokój z tym wysokim c wink)) To tylko zwykła amatorska(!)
                                      forumowa dyskusja.

                                      >
                                      > Skoro chcesz sprowadzac sprawe do absurdu - pocalunek w policzek nie jest
                                      > ZADNYM wyrazem jednosci rozumianej jako wylacznosc, albowiem na takowy sie
                                      > moge, przy odrobinie szczescia, i od celibatariusza zalapac, jesli nie na
                                      > codzien, to przynajmniej w ramach przekazywania znaku pokoju wink)). Nie
                                      > grzeszac, jak mniemam. Elementarne, drogi Watsonie.

                                      Pocałunek celibatariusza - bezcenne, za wszystko inne ....wink)).
                                      No dobrze, już jestem poważna.
                                      Nie chcę niczego sprowadzać do absurdu, ale jeśli łapiesz mnie za słówka w
                                      postaci mniej lub bardziej jednoczące, to co mam Ci odpowiedzieć? W małżeństwie
                                      wszystko jest jednoczące, ale nawet w seksie nie wszystko czyni z nas jedno
                                      ciało,prawda?
                                      >
                                      > My tu natomiast, zdaje sie, usilujemy uchwycic jakoby fundamentalna roznice
                                      > (grzech smiertelny!) w jednosci zwiazana z tym, ze podczas stosunku seksualnego
                                      >
                                      > w malzenstwie (a wiec takiego, ktory jest WYLACZNA domena malzonkow) uzywa sie
                                      > kawalka gumy, badz nie. Przypominam, ze w przykladzie, ktory zainaugurowal
                                      > dyskusje, uzycie tegoz nie ma zadnego zwiazku z plodnoscia, albowiem kobieta w
                                      > ciazy jest raczej naturalnie nieplodna. Slynna kategoria "otwartosci na zycie",
                                      >
                                      > ktora ma byc fundamentem jednosci zatem tu raczej z NATURALNYCH przyczyn
                                      > zastosowania nie ma.

                                      Sprawa seksu oralnego to sprawa jednocześnie i braku jedności i płodności, co
                                      jest wyrazem działania wbrew naturze aktu małżeńskiego.
                                      Mam jednak wrażenie i pisałam to już do Skrzynki,że pod pojęciem- płodność aktu
                                      -rozumiemy coś innego.
                                      To nie jest płodność rozumiana w taki oto sposób,że kobieta ma być w chwili aktu
                                      dosłownie płodna.Przecież w fazie poowulacyjnej czy w ciąży kobieta płodna nie
                                      jest. Akty są płodne w znaczeniu pewnej dyspozycyjności do płodności,możemy
                                      zostać rodzicami,bo podejmujemy czynności, które mogą do tego prowadzić.

                                      > Jak piszesz o instrukcji per "ustanawia Kosciol prowadozny Duchem sw." to to
                                      > jest argument ad autoritatem. I ten, jak napisalam, przyjmuje. Roma locuta,
                                      > causa finita, nalezy byc poslusznym. Co nie zmienia faktu, ze, jak napisalam
                                      > wyzej - poza tym, ze Kosciol to ustanowil i nalezy sie stosowac, nieglupio
                                      > byloby wiedziec, dlaczego.

                                      Ale to nie jest wiedza tajemna.Kościół tłumaczy jaka jest wizja seksualności
                                      człowieka ( m.i Mężczyzna i niewiastą stworzył ich).To jest jedynie wiedza przez
                                      wielu odrzucana.

                                      > O przykladaniu te samej miary - nie chodzilo mi o rownorzednosc przypadku in
                                      > vitro u siedemdziesieciolatki z przypadkiem uzycia prezerwatywy, tylko o
                                      > zastanawiajaca analogie miedzy wiazaniem moralnych wynaturzen medycyny z
                                      > watpliwoscia co do moralnej szkodliwosci pewnych form antykoncepcji (nawet nie
                                      > an
                                      >
                                      > No i otoz ja bym, per analogiam, zaryzykowala twierdzenie, ze byc moze nie jest
                                      >
                                      > zupelnie oczywiste, iz przypadki ciezkich wynaturzen w dziedzinie seksualnosci
                                      > czy rodzicielstwa powinny byc wiazane z osadem sumienia tych, ktorzy decyduja
                                      > sie na uzycie prezerwatywy podczas ciazy... Dla mnie takie wnioskowanie jest
                                      > rownie krzywdzace.

                                      Isma ja czegoś chyba nie doczytałam. O co chodzi z tą prezerwatywą w czasie ciąży?
                                      Może, być na priva żeby nie przedłużać dyskusji, ale jak wolisz.

                                      > W kazdym razie, na poziomie racjonalnym chyba oczywiste nie jest. Jedyny
                                      > argument na rzecz tej tezy jest w mojej ocenie argumentem z autorytetu. Co,
                                      > jeszcze raz przypominajac sw. Tomasza, wydaje mi sie mocno nieadekwatne - rzecz
                                      >
                                      > dotyczy natury ludzkiej, a nie rzeczywistosci nadprzyrodzonej, a zatem w
                                      > ludzkim porzadku powinna byc wytlumaczalna.

                                      No zdaje mnie się ,że chyba jest wytłumaczalna? Wiesz, dla mnie jest to jakoś
                                      zrozumiałewink).
                                      >
                                      > Oczywiscie, ze nauki Kosciola nie ustanawiaja malzenstwa. Ale w dniu
                                      > Piecdziesiatnicy Duch sw. nie od parady zstapil nie tylko na Piotra ;-O

                                      Duch św stąpił na wszystkich, ale jak wiesz z dzisiejszej Ewangelii pozycja
                                      Piotra jest szczególna i Paweł VI jest tego doskonałym zobrazowaniem.

                                      . Nauka
                                      > zawarta w Humanae vitae jest efektem kontaktow z Duchem sw. Pawla VI, natomiast
                                      >
                                      > calkiem powazne grono biskupow - wyznaczonych do tego zadania przez Sobor - sie
                                      >
                                      > zdaje sie w tej sprawie poinformowalo u Ducha sw. o zgola odmiennym spojrzeniu
                                      > Niebios na sprawe.
                                      > Bardzo mnie ciekawi, czemuz to Duch sw. tak bardzo w tej sprawie wodzil Kosciol
                                      >
                                      > po manowcach...smile))
                                      Trzeba by Jego zapytaćwink)

                                      • isma Jedno cialo 30.06.07, 00:32
                                        No, kol. Kulinko umilowana, najdrozsza, ja sobie wypraszam epitety w
                                        rodzaju "amatorszczyzna"!!!!!
                                        Kiedys pisalam, ze osobiscie przedkladam bycie teo-filka nad bycie teo-lozka.
                                        Slowo "amator" jest w tym kontekscie bardzo znaczace wink)).

                                        Kichac celibatariuszy, numerariuszy i innych wink)).
                                        Ale z tym jednym cialem - no tu jest chyba sobaka zaryta: nie moge zrozumiec,
                                        dlaczego "jedno cialo" ma oznaczac, przepraszam za dosadnosc, tarcie naskorka o
                                        naskorek (bez bariery z gumy wink)), tudziez zlozenie nasienia w pochwie, a nie
                                        to, ze relacja seksualna jest wlasciwa JEDYNIE mnie i mojemu mezowi.
                                        Seks czyni z nas jedno cialo. Nie ma seksu z nikim innym. Prawo kanoniczne
                                        zdaje sie to potwierdzac, mowiac, ze jesli nie ma seksu, nie ma tez malzenstwa.
                                        Koniec kropka.

                                        Ewentualne pocalunki zas smile)) z osobami trzecimi - z dzieckiem, dajmy na to,
                                        albo z ciotunia czy z kumplem z piaskownicy - charakteru seksualnego nie maja,
                                        albowiem ten wymiar jest zarezerwowany tylko dla JEDNEJ osoby, tej, ktora jest
                                        koscia z mojej kosci i cialem z ciala mojego (literalnie rzecz biorac, na
                                        odwrot, ale to niewazne).

                                        A jak juz jestesmy przy "jednym ciele" - metafora "jednego ciala" jest tez
                                        uzywana w Nowym Testamencie dla wyrazenia duchowej jednosci wierzacych w
                                        Chrystua. I nijakiego wymiaru biologicznego to nie ma....

                                        Co do wiedzy tajemnej. Dam Ci przyklad. Mam prawo jazdy. Zdalam za pierwszym
                                        podejsciem ;-O. Jak musze, to jezdze (nawet to lubie, chociaz wole jezdzic na
                                        trasie albo manewrowac, w duzym ruchu miejskim sie boje). Klopot polega na tym,
                                        ze nie mam pojecia o tym, jak dziala silnik. Staram sie zrozumiec, zebym w
                                        razie potrzeby (a nuz mi, biorac pod uwage moje preferencje, zdechnie w
                                        szczerym polu) potrafila awarii stawic czola. Niestety, to, co panowie
                                        mechanicy w pierwszym lepszym warsztacie pewnie potrafiliby pyknac od reki,
                                        mnie sprawia nieprzekraczalna trudnosc.

                                        Czy mam zakopac swoje prawo jazdy pod najblizsza rosochata wierzba?

                                        (na razie licze na to, ze Pan Bog mi nawet w szczerym polu jaks zyczliwa dusze,
                                        znajaca sie na silniku, zesle wink)).

                                        No, wiec Ty sie znasz na silniku. Ale, jak na razie, moje ucho slyszy
                                        tylko "silnik musi jakos dzialac, bo przeciez samochod jedzie" = Kosciol ma
                                        Ducha sw., a zatem ma racje. OK, napisalam, uznaje. Ale to chyba za malo, kiedy
                                        trzeba naprawiac. Argmentu statystycznego ("jesli sie grzebie w silniku,
                                        najczesciej sie go psuje") nie uznaje. Mnie interesuje moj silnik, a nie
                                        statystyka.
                                        Moje ucho slyszy tez od Ciebie, ze potencjalnie moj silnik powinien dzialac, a
                                        tylko ja (i mnie podobne) jestem nierozumiejaca blondynka, ktorej nie wiadomo
                                        kto i za co dal prawo jazdy: bo przeciez wspolzyjac w czasie
                                        ciazy "potencjalnie mozemy zostac rodzicami". No, ja Cie chrzanie, prezerwatywa
                                        tez moze peknac i potencjalnie mozemy zostac rodzicami. Statystycznie to jest
                                        nawet daleko bardzej prawdopodobne, niz zajscie w ciaze podczas ciazy wink)).

                                        No, z tym Piotrem to, eeee, zalezy od ewangelisty. U Lukasza wyznanie
                                        Piotra: "Ty jestes Mesjasz" nie powoduje uczynienia go przez Chrystusa opoka,
                                        na ktorej bedzie budowany Kosciol ;-O. Przeciwnie - slowa Pana w odpowiedzi na
                                        to wyznanie sa skierowane do calego kolegium apostolskiego wink)).
                                        Troche sobie teraz zartuje, oczywiscie. Jednakowoz, nie ukrywam, gryzie mnie
                                        kwestia "sensus fidei" - ktory raz jest oczywistym wyrazem dzialania Ducha sw.
                                        w Kosciele, a raz nijak sie przebic nie moze wink)).

                                        Na koniec powiem powaznie - nic na to nie poradze, ze dla mnie sprawa rozgrywa
                                        sie na wysokim c. Nie ja wymyslilam, ze dyskutowane tu zachowania sa dla
                                        Kosciola grzechem smiertelnym. Znaczy, chyba nie ma wyjscia - trzeba je
                                        powaznie traktowac....
                                        • isma Piotr i Pawel 30.06.07, 00:52
                                          Aha - przepraszam, ze zasmiece watek, ale mi slubny, solenizant, nie pozwoli
                                          pojsc spac, zanim tego nie napisze.

                                          Czy aby nie bylo tak, ze sw. Piotr nie mial racji w pewnej sprawie, jak
                                          najbardziej tyczacej sie wiary i moralnosci? I ze to niejaki sw. Pawel mu
                                          musial zdecydowanie do rozumu przemowic, czemu nasi mezowie zawdzieczaja, iz
                                          nie sa obrzezani wink)?
                                          • kulinka3 Re: Piotr i Pawel 30.06.07, 22:20
                                            isma napisała:

                                            > Aha - przepraszam, ze zasmiece watek, ale mi slubny, solenizant, nie pozwoli
                                            > pojsc spac, zanim tego nie napisze.

                                            No, no widzę, że koleżanka z podpowiedzi mężusia w naszej dyskusji korzystawink)
                                            Czyli 2 w 1, a raczej jedno ciałosmile)))
                                            Spóźnione,ale cieplutkie pozdrowienia dla solenizanta.
                                            >
                                            > Czy aby nie bylo tak, ze sw. Piotr nie mial racji w pewnej sprawie, jak
                                            > najbardziej tyczacej sie wiary i moralnosci? I ze to niejaki sw. Pawel mu
                                            > musial zdecydowanie do rozumu przemowic, czemu nasi mezowie zawdzieczaja, iz
                                            > nie sa obrzezani wink)?

                                            Anio nie miał,został napomniany, a i uchwała soboru w tej sprawie się pojawiła.
                                            Chcesz per analogiam zasugerować,że Paweł VI też się mylił.I Jan Paweł I i Jan
                                            Paweł II i Benedykt? Tylko ich napomnieć nie miał ktowink))?


                                            • isma Re: Piotr i Pawel 01.07.07, 09:59
                                              No, jedno, jedno. Niekoniecznie z okazji orgazmu, he, he. (inna sprawa, ze nie
                                              wiem, czy mozna wole nazwac funkcja ciala, no, ale nieistotne wink)).

                                              A co do meritum: nie twierdze, ze Pawel VI sie mylil. Twierdze tylko, ze
                                              istnieje taka mozliwosc.
                                              • kulinka3 Re: Piotr i Pawel 01.07.07, 11:03
                                                isma napisała:

                                                >
                                                > A co do meritum: nie twierdze, ze Pawel VI sie mylil. Twierdze tylko, ze
                                                > istnieje taka mozliwosc.

                                                A reszta, która to wszystko podtrzymała?
                                        • kulinka3 Re: Jedno cialo 01.07.07, 11:27
                                          isma napisała:
                                          > Ale z tym jednym cialem - no tu jest chyba sobaka zaryta: nie moge zrozumiec,
                                          > dlaczego "jedno cialo" ma oznaczac, przepraszam za dosadnosc, tarcie naskorka o
                                          >
                                          > naskorek (bez bariery z gumy wink)), tudziez zlozenie nasienia w pochwie, a nie
                                          > to, ze relacja seksualna jest wlasciwa JEDYNIE mnie i mojemu mezowi.
                                          > Seks czyni z nas jedno cialo. Nie ma seksu z nikim innym. Prawo kanoniczne
                                          > zdaje sie to potwierdzac, mowiac, ze jesli nie ma seksu, nie ma tez malzenstwa.
                                          >
                                          > Koniec kropka.

                                          Ale ja jeszcze wtręt malutki wetknę.
                                          Napisałaś nie ma seksu nie ma małżeństwa.Otóż przeszkodą z prawa naturalnego do
                                          zawarcia małżeństwa nie jest jakaś ogólna niezdolność do seksu, ale impotencja
                                          właśnie, czyli niezdolność do zrealizowania aktu małżeńskiego w sposób, w jaki
                                          natura zadysponowała.Czyli seks taki inny uprawiać sobie możesz, ale jeśli nie
                                          jesteś zdolny odbyć stosunku, z małżeństwa nici.Zresztą Isma, nie
                                          udawajmy,ludziom wszak o stosunki chodzi, a nie poprzestawanie na tym, co grą
                                          wstępną się nazywa.Kiedy staramy się o dziecko to wszystko jest proste, nie
                                          kwestionujemy co do czego i dlaczego, normalny stosunek jest ok.
                                          Jedno ciało to stosunek seksualny, wydedukuj to z Pisma.
                                          >
                                          > A jak juz jestesmy przy "jednym ciele" - metafora "jednego ciala" jest tez
                                          > uzywana w Nowym Testamencie dla wyrazenia duchowej jednosci wierzacych w
                                          > Chrystua. I nijakiego wymiaru biologicznego to nie ma....
                                          >
                                          Nie, bo mieć nie może. Mówimy tu bowiem o rzeczywistości duchowej, a małżeństwo
                                          to nie tylko duchwink). Białego małżeństwa byś już dzisiaj normalnie nie zawarła.

                                          > Co do wiedzy tajemnej. Dam Ci przyklad. Mam prawo jazdy. Zdalam za pierwszym
                                          > podejsciem ;-O. Jak musze, to jezdze (nawet to lubie, chociaz wole jezdzic na
                                          > trasie albo manewrowac, w duzym ruchu miejskim sie boje). Klopot polega na tym,
                                          >
                                          > ze nie mam pojecia o tym, jak dziala silnik. Staram sie zrozumiec, zebym w
                                          > razie potrzeby (a nuz mi, biorac pod uwage moje preferencje, zdechnie w
                                          > szczerym polu) potrafila awarii stawic czola. Niestety, to, co panowie
                                          > mechanicy w pierwszym lepszym warsztacie pewnie potrafiliby pyknac od reki,
                                          > mnie sprawia nieprzekraczalna trudnosc.

                                          A czy ktoś mówił ,że będzie łatwo?
                                          Chrześcijaństwo, to w ogóle wymagająca sztuka.

                                          >
                                          > No, wiec Ty sie znasz na silniku. Ale, jak na razie, moje ucho slyszy
                                          > tylko "silnik musi jakos dzialac, bo przeciez samochod jedzie" = Kosciol ma
                                          > Ducha sw., a zatem ma racje. OK, napisalam, uznaje. Ale to chyba za malo, kiedy
                                          >
                                          > trzeba naprawiac. Argmentu statystycznego ("jesli sie grzebie w silniku,
                                          > najczesciej sie go psuje") nie uznaje. Mnie interesuje moj silnik, a nie
                                          > statystyka.

                                          Ty nie naprawiaj, Ty jeździj zgodnie z przepisamiwink))A jak silnik się zepsuje,
                                          to go oddaj do specjalistów żeby go naprawili.Sama nie dłub, jeśliś nie wprawnawink))

                                          > Moje ucho slyszy tez od Ciebie, ze potencjalnie moj silnik powinien dzialac, a
                                          > tylko ja (i mnie podobne) jestem nierozumiejaca blondynka, ktorej nie wiadomo
                                          > kto i za co dal prawo jazdy: bo przeciez wspolzyjac w czasie
                                          > ciazy "potencjalnie mozemy zostac rodzicami".

                                          Przepraszam, nie dopowiedziałam tego w poprzednim wpisie.W ciąży to my już tymi
                                          rodzicami zostaliśmywink))Stosunki w ciąży są ok, bo przebiegają zgodnie z
                                          naturą,a element płodności nie występuje,z obiektywnych powodów, a nie z powodu
                                          ubezpłodnienia.

                                          >
                                          > No, z tym Piotrem to, eeee, zalezy od ewangelisty. U Lukasza wyznanie
                                          > Piotra: "Ty jestes Mesjasz" nie powoduje uczynienia go przez Chrystusa opoka,
                                          > na ktorej bedzie budowany Kosciol ;-O. Przeciwnie - slowa Pana w odpowiedzi na
                                          > to wyznanie sa skierowane do calego kolegium apostolskiego wink)).
                                          > Troche sobie teraz zartuje, oczywiscie. Jednakowoz, nie ukrywam, gryzie mnie
                                          > kwestia "sensus fidei" - ktory raz jest oczywistym wyrazem dzialania Ducha sw.
                                          > w Kosciele, a raz nijak sie przebic nie moze wink)).

                                          No może nie może sie przebić właśnie dlatego,że nie jest wyrazem tego Ducha?
                                          I jeszcze dwa przyczynki do rozważań.
                                          Nadprzyrodzony zmysł wiary" nie polega jednak wyłącznie i koniecznie na wspólnym
                                          odczuciu wiernych. Kościół, idąc za Chrystusem, naucza prawdy, która nie zawsze
                                          jest zgodna z opinią większości.
                                          Skoro zadaniem posługiwania apostolskiego jest zapewnienie niewzruszonego
                                          trwania Kościoła w Prawdzie Chrystusowej i wprowadzania w nią coraz głębiej,
                                          przeto Pasterze winni rozwijać zmysł wiary u wszystkich wiernych, rozważać
                                          krytycznie i autorytatywnie osądzać prawdziwość jego przejawów oraz wychowywać
                                          wiernych do coraz dojrzalszej oceny ewangelicznej. ( Jan Paweł II)
                                          >
                                          > Na koniec powiem powaznie - nic na to nie poradze, ze dla mnie sprawa rozgrywa
                                          > sie na wysokim c. Nie ja wymyslilam, ze dyskutowane tu zachowania sa dla
                                          > Kosciola grzechem smiertelnym. Znaczy, chyba nie ma wyjscia - trzeba je
                                          > powaznie traktowac....

                                          Sprawa jest poważna, ale od kiedy to Ty tymi śmiertelnym grzechami na tym forum
                                          straszyszwink))?

                                          • isma Plotki z alkowy ;-))) 01.07.07, 16:23
                                            Dobrze myslalam, ze musze isc do spowiedzi, i to koniecznie do proboszcza, bo a
                                            nuz bedzie potrzebna jakas specjalna absolucyjna kompetencja wink)).

                                            Dopiero co Kosciol rozwiazal za mnie problem interpretacji skutkow grzechu
                                            pierworodnego zdogmatyzowanej przez Sobor Trydencki (uff - juz moge sie
                                            zgadzac z Kosiolem w kwestii mozliwosci zbawienia nieochrzczonych), a tu znowu
                                            w nowa herezje popadam? Kulinko, serce moje, Ty myslisz, ze ja naprawde w
                                            grzech smiertelny nie wierze??????????????? No wiem, wiem, poganin ciagle
                                            jeszcze jestem, myslalam, ze gorliwym neofityzmem nadrobie, ale jednak nic sie
                                            przed Wami nie ukryje wink)).

                                            No, widzisz. Napisalas: "bialego malzenstwa bys juz DZIS nie zawarla". Z czego
                                            wniosek, ze pewne przez nature jakoby jednoznacznie okreslone sfery wiezi
                                            miedzy dwojgiem ludzi plci odmiennej NIE ZAWSZE byly rozumiane przez Kosciol
                                            tak samo i nie tak samo wartosciowane. Ludziom nie zawsze w malzenstwie
                                            chodzilo o stosunki wink)). Dzisiaj, zawierajac malzenstwo, nie wolno zakladac,
                                            iz bedzie ono na pewno "nieplodne" - chocby przyczyna tej "nieplodnosci" mialo
                                            byc niepodejmowanie stosunkow seksualnych w ogole. Ja przede wszystkim o tym
                                            tytule do niewaznosci mowie, a nie o impotencji. To, co dzisiaj jest tytulem do
                                            stwierdzenia niewaznosci (lub, w innym wariancie, do rozwiazania malzenstwa
                                            waznie zawartego), dawniej Kosciol uwazal za tytul do wyniesienia na oltarze ;-
                                            ))).
                                            Jaka range maja orzeczenia w sprawach kanonizacji, he...?

                                            Moge od bidy zalozyc, ze sw. Aleksy z Edessy byl postacia legendarna i problem
                                            jego nieszczesnej dziewiczej zony (?) zlekcewazyc wink)), no ale im dalej w las,
                                            tym gorzej. Wez cesarza Henryka II i Kunegunde. Albo byli
                                            malzenstwem "jozefowym" (jak twierdzi popularna hagiografia), albo, co wedlug
                                            historykow bardziej prawdopodobne, ona byla bezplodna. Niech mnie Kann poprawi,
                                            jesli sie myle (wyjmij, carissime, sztuczna szczeke z kubka, i pilnuj nas
                                            uwaznie), ale na moja wiedze owczesne niemieckie prawo koscielne pozwalalo w
                                            przypadku nieplodnosci zawrzec nowe malzenstwo (!!!). Nieplodnosci, a nie
                                            niezdolnosci do podejmowania naturalnych wink)) stosunkow seksualnych. A ze
                                            Henryk II nie skorzystal, to i go Kosciol kanonizowal wink)). Kanonizowal
                                            zreszta takze Joanne Franciszke de Valois, co do ktorej jej wlasny malzonek w
                                            dniu slubu pisemnie oswiadczyl, iz nie byla zdolna do macierzynstwa. Skad to
                                            juz wtedy wiedzial - pozostaje tajemnica, chyba ze zalozyc, iz defekt byl
                                            zwiazany z brakiem mozliwosci wspolzycia, a nie z nieplodnoscia wink)). Zeby
                                            bylo smieszniej, 22 lata pozniej przed sadem koscielnym Joanna twierdzila, ze
                                            malzenstwo zostalo skonsumowane, zas jej malzonek bronil sie zeznaniem wprost
                                            przeciwnym....

                                            Hagiografia zna caly legion swietych malzenstw, ktore wykluczyly fizyczna
                                            jednosc i plodnosc "z gory", przed slubem: w Prowansji czcza "z tego paragrafu"
                                            niejakiego sw. Eleazara i bl. Delfine, corka sw. Brygidy, sw. Katarzyna
                                            Szwedzka tez z narzeczonym slubowala wstrzemiezliwosc, bl. Jeanne Marie de la
                                            Maille i jej maz sakrament malzenstwa wykorzystali nie w celu praktykowania
                                            plodnosci, ale w celu pielegnowania tredowatych (!), Wlosi sobie upodobali bl.
                                            Helene Duglioli, ktora przez 30 lat slubnemu skonsumowac malzenstwa nie
                                            pozwolila, my Polacy nie gesi, i Kinge z Boleslawem Wstydliwym mamy.
                                            Katolicka etyka seksualna nie jest wiec tak znowu az "z natury wynikla" i sama
                                            natura czlowieka sie tlumaczaca, jak sie wydaje.

                                            A moim ulubionym przykladem tego, jak wazna jest jednosc i plodnosc w
                                            katolickim malzenstwie, sa bl. Bartolomeo Longo i Marianna de Fusco. Ze jest
                                            niedziela, to Wam opowiem, bo bedzie przydlugo:

                                            Otoz wzmiankowany Bartolomeo, prawnik wink)), w mlodosci byl spirytysta.
                                            Dominikanie zorganizowali szturm modlitewny na Pana Boga w sprawie jego
                                            nawrocenia, no i chlopina ulegl, skladajac przy okazji slub czystosci
                                            (szczesliwie, narzeczona, z ktora byl po slowie, opuscila uprzejmie ten padol
                                            lez po niespodziewanej, blyskawicznej chorobie smile)). Bartolomeo sie zabral z
                                            neofickim zapalem do roznych dziel apostolskich, w tym do poslugiwania
                                            nieuleczalnie chorym w Neapolu, a potem do krzewienia nabozenstwa rozancowego w
                                            rejonie Pompei. W tym ostatnim dziele wspierala go miejscowa wlascielka
                                            posiadlosci ziemskich, mloda wdowa, hrabina de Fusco. Prowadzila sierociniec i
                                            takie tam, stanowiac glowny finansowy flar dziela. Ale ta zazyla wspolpraca
                                            zaczela budzic zgorszenie wsrod okolicznej ludnosci ;-(((.

                                            Bartolomeo postanowil zlozyc sprawe w rece nastepcy sw. Piotra i poprosil o
                                            wskazowke Leona XIII, a ten doradzil mu sie z hrabina... ozenic. Posluszenstwo
                                            cnota chwalebna, wiec Bartolomeo i Marianna sie pobrali, nie myslac rzecz jasna
                                            o zadnej tam jednosci i plodnosci, poza duchowa wink)).

                                            W tym miejscu historii musze powiedziec, ze w naszym domu dzieje malzonkow
                                            Longo sa waznym punktem odniesienia w sytucjach konfliktowych. Bo to, wiecie,
                                            okazalo sie, hrabina miala wyjatkowo nieznosne usposobienie. Na punkcie swojej
                                            godnosci i autorytetu byla dziewczyna bardzo czula, a do tego wladcza i
                                            wybuchowa wink)). Bartolomeo, biedaczek, heroicznie znosil przez 39 lat ten
                                            dodatkowy krzyz, ktory sobie wzial na ramiona, a gdy spor siegal zenitu,
                                            powiadal: "Hrabino, wszystko przeminie, myslmy jednakze wciaz o niebie".

                                            No i otoz jak moj osobisty maz mowi "hrabino, wszystko przeminie, myslmy
                                            jednakze o niebie" - to ja sie konwulsyjnie turlam ze smiechu po panelach
                                            podlogowych, i topor wojenny zostaje zakopany wink)).

                                            No, kochani: tradycyjny wakacyjny watek o seksie lada chwila osiagnie 200
                                            wpisow i przestanie sie otwierac.
                                            Powodzenia w praktykowaniu posluszenstwa nam wszystkim zycze wink)).

                                            PS. Mader, w sprawie instrukcji jest pocieszajaca wiadomosc - Papieska Rada ds.
                                            Rodziny wydala pare lat temu vademecum dla spowiednikow, w ktorym juz sie nie
                                            kaza dopytywac wink)). Uzywana w tym dokumencie kategoria "ignorancji
                                            subiektywnie niepokonalnej" to troche opis tych watpliwosci, jakich sie nam tu
                                            troche zebralo wink)). I troche inaczej osadza sie "wspoludzial" malzonka, nie
                                            roznicujac, ze "upadajacego" chlopa nalezy zachecac, a od "grzesznej" baby
                                            egzekwowac. Lepiej pozostawic penitentow, usposobionych pozytywnie do zycia
                                            wedlug wiary, w dobrej wierze, jesli ich zachowania pochodza z ignorancji
                                            subiektywnie niepokonalnej. Lepiej sie modlic o Ducha sw., niz odsylac bez
                                            rozgrzeszenia. Jakosc motywow i godziwosc metod tez czynia, chwala Bogu,
                                            roznice...
                                            • kulinka3 Re: Plotki z alkowy ;-))) 01.07.07, 21:06
                                              Kobieto, Ty sumienia nie masz.Ja tu w piętkę gonię, a Ty takie elaboraty
                                              zapodajesz, czytam z doskoku, a kiedyż na to odpowiedzieć?
                                              Chcesz żebym na jutrzejszym kursie o małżeństwie i rodzinie przysnęła?
                                              Dzieci ułożę, to może coś skrobnę.
                                              Ściskam póki co.
                                              • isma Re: Plotki z alkowy ;-))) 01.07.07, 22:38
                                                No to jest dopiero skrajna nierownosc! Ty masz kursy, i wiedze na tacy, a ja
                                                co - samoksztalty wink)). I potem sie dziwic, ze Ty kumasz, a prosty katolik
                                                nie...

                                                (nawiasem mowiac - ja prawo jazdy zrobilam w USA, tam sie na kursy nie
                                                chodzilo, ino startowalo do egzaminu w momencie posiascia stosownych
                                                umiejetnosci - nie dziwota, ze o silniku nic nie wiem wink))

                                                Spokojnie - elaborat byl absolutnie nie na powaznie. Uznaj go za odpryski moich
                                                hagiograficznych zbiorow. Zreszta, sama wiesz - gadac sobie mozemy do upadlego,
                                                a i tak rzecz cala sie w konfesjonale rozstrzyga. No, glownie w konfesjonale.

                                                Poloz dzieci spac (ja mam dzisiaj bonusik w postaci dobrowolnego uczestnictwa
                                                mojej corki w wieczornej Mszy sw. sprawowanej w czesci po lacinie - nic lepiej
                                                dzieci nie usypia wink)) i sama sie kimnij. Sciskam.
                                                • kulinka3 Re: Plotki z alkowy ;-))) 02.07.07, 07:47
                                                  Kursa raczej sygnalizują problemy,w które później trza sie wgryźć, więc nie bój
                                                  żaby.Jeszcze tu ignorancją błysnę nie raz wink)).
                                                  Wątek rzeczywiście strasznie długi, ale jak to wszystkie nasze seksowne tematywink))
                                                  więc może już zamilknę.Tylko nie prowokujwink))
                                                  Ściskam!
                                                  • isma Re: Plotki z alkowy ;-))) 02.07.07, 09:12
                                                    Hrabino - wszystko przeminie, myslmy wszakze o niebie wink)).
                                            • kulinka3 Re: Plotki z alkowy ;-))) 02.07.07, 07:43
                                              isma napisała:
                                              >
                                              > No, widzisz.
                                              No widzęwink)) Okular jeszcze działa.

                                              Napisalas: "bialego malzenstwa bys juz DZIS nie zawarla".

                                              Ależ pani dosłowna.Mnie się tylko wydaje ( tu trza specjalisty),że białe
                                              małżeństwo to Ci ludzie zawierali miedzy sobą, po normalnym ślubie, to była ich
                                              dziwna decyzja.Małżeństwo zawsze miało zapewniać legalne potomstwo, a
                                              niepłodność była dla kobiety dramatem.
                                              Kilka synodów z III, IV i V wieku potępiało tych, którzy lekceważyli małżeństwo
                                              i twierdzili,że zbawienie możliwe jest dla tych, którzy zachowują wstrzemięźliwość.
                                              Podobnie wypowiadały się sobory Laterański II i III.

                                              Z czego
                                              > wniosek, ze pewne przez nature jakoby jednoznacznie okreslone sfery wiezi
                                              > miedzy dwojgiem ludzi plci odmiennej NIE ZAWSZE byly rozumiane przez Kosciol
                                              > tak samo i nie tak samo wartosciowane.

                                              Jeśli jest, tak jak napisałam wyżej, ten wniosek nie da się obronić.

                                              Ludziom nie zawsze w malzenstwie
                                              > chodzilo o stosunki wink)).

                                              Bo dziwne to ludzie byliwink)) i wpływom gnostyckim i innej herezji w myśleniu
                                              ulegali.

                                              Dzisiaj, zawierajac malzenstwo, nie wolno zakladac,
                                              > iz bedzie ono na pewno "nieplodne" - chocby przyczyna tej "nieplodnosci" mialo
                                              > byc niepodejmowanie stosunkow seksualnych w ogole. Ja przede wszystkim o tym
                                              > tytule do niewaznosci mowie, a nie o impotencji. To, co dzisiaj jest tytulem do
                                              >
                                              > stwierdzenia niewaznosci (lub, w innym wariancie, do rozwiazania malzenstwa
                                              > waznie zawartego), dawniej Kosciol uwazal za tytul do wyniesienia na oltarze ;-
                                              > ))).

                                              A mnie się zdaje, popraw jeśli coś bredzę,że niepłodność nie jest przeszkodą dla
                                              małżeństwa, chyba że byłaby zatajona.

                                              > Jaka range maja orzeczenia w sprawach kanonizacji, he...?

                                              A czy te małżeństwa były kanonizowane dlatego ,że były białe czy dlatego,że były
                                              święte?
                                              >
                                              > Moge od bidy zalozyc, ze sw. Aleksy z Edessy byl postacia legendarna i problem
                                              > jeg
                                              • mader1 Re: Plotki z alkowy ;-))) 02.07.07, 10:04
                                                Na temat impotentia jest bardzo dobra praca habilitacyjna prof. H. Stawniaka z
                                                UKSW. Jeżeli ktoś opisem poszczególnych przypadków i orzeczeń Roty się nie
                                                zgorszy wink, polecam smile)))
                                              • otryt Białe małżeństwa 02.07.07, 10:41
                                                kulinka3 napisała:

                                                >A czy te małżeństwa były kanonizowane dlatego,
                                                >że były białe czy dlatego, że były święte?

                                                Nikt nie przeczy świętości. Poznałem wiele życiorysów świętych, m.in. "100
                                                polskich kandydatów do chwały ołtarzy". Bardzo często ci ludzie w którymś
                                                momencie swojego życia małżeńskiego składali śluby, w których wyrzekali się
                                                aktów małżeńskich do końca życia. (Rozumiem to w ten sposób, że ważna albo
                                                najważniejsza część ich życia jest poza podejrzeniem). Ta sprawa jest mocno
                                                podkreślana w wielu żywotach, jakby od tego miało zależeć, czy zostaną
                                                kanonizowani czy też nie? Widzę w tym wpływy gnostyckie, choć oficjalnie
                                                potępione w Kościele, moim zdaniem nadal wciąż żywe, choćby w fakcie
                                                niemożności zostania szafarką przez kobietę zamężną. Lwia część beatyfikowanych
                                                i kanonizowanych to duchowieństwo, zakonnicy i zakonnice. Ci bardzo nieliczni
                                                świeccy, to wdowy albo wdowcy, a więc osoby nieaktywne seksualnie. Też grupa
                                                poza podejrzeniem. Święta Joanna Beretta Molla jest chyba jedynym wyjątkiem.
                                                Zbigniew Nosowski i środowisko "Więzi" od lat stara się pokazać, że ludzie
                                                świeccy także mogą być świętymi. I to nie tylko jedno z nich po śmierci
                                                drugiego, ale oboje. Nie rozumiem ciągłego podkreślania dziewictwa Maryi, np. w
                                                środowisku RM. Nikt przecież temu nie przeczy. Tych przejawów gnostyckiego
                                                myślenia jest cała masa, także instrukcja dla spowiedników, o której
                                                rozmawiamy. Bo to sfera życia wyjątkowo podejrzana.

                                                Ale patrząc z innej strony, śluby czystości składane w dawnych wiekach przez
                                                małżonków, którzy posiadali już dzieci mogły wynikać z całkiem racjonalnych
                                                pobudek, być wyrazem rozsądku i odpowiedzialności. Nie wiem, czy ludzie znali
                                                wtedy npr? Myślę, że nie. Dzieci rodziły się co roku. Nie znano zasad higieny,
                                                dlatego kobiety umierały bardzo często przy porodach, im starsza tym ryzyko
                                                było coraz większe. Mężczyźni brali kolejne żony, które matkowały ich dzieciom
                                                z poprzednich małżeństw. Myślę, że Kościół zachęcał wtedy do białych małżeństw,
                                                inaczej nie byłoby tak licznych pozytywnych wzmianek o tym w żywotach świętych.
                                                Mniejsza o motywację, czy chodziło o względy religijne, czy o rozsądek, skutek
                                                był ten sam. Kobiety mogły doczekać starości a rodziny mieć matkę i żonę.
                                                Często ci ludzie opiekowali się licznymi sierotami, a więc tworzyli swoim
                                                życiem dodatkowe dobro. Dziś po wiekach pewne decyzje mogą wydawać się
                                                niezrozumiałe, bo żyjemy w całkiem innych warunkach, jednak ujawnia się w nich
                                                mądrość Kościoła.

                                                Myślę, że Kościół prowadząc ludzi przez zmieniające się wieki musi godzić
                                                sprzeczne racje, godzić to co ludzkie z tym, co boskie. Czasem ten nasz
                                                przewodnik się myli, zbacza trochę z drogi, aby za jakiś czas wrócić na
                                                właściwy szlak. Czy jednak ktoś z nas poprowadziłby jako przewodnik lepiej? Sam
                                                jestem przewodnikiem górskim. Zdarzało mi się czasem pobłądzić. W końcu szlak
                                                znajdowałem, choć ileś godzin było straconych. Ale przecież bez przewodnika się
                                                nie da.smile

                                                • isma Re: Białe małżeństwa 02.07.07, 10:53
                                                  Wyjasnienie: ja wymienilam nie wszystkie znane mi z lektury biale malzenstwa, a
                                                  tylko te, ktore decyzje o niepodejmowaniu wspolzycia podjely PRZED slubem, a
                                                  nie np. po odchowaniu dzieci (to jest inna sprawa, i oczywiscie socjologiczne
                                                  argumenty, ktore podajesz, moga byc tu decydujace).
                                                  Czyli ze ludzie ci przyjmowali sakrament w okolicznosciach, w ktorych DZIS by
                                                  jego waznosc byla mocno watpliwa.

                                                  Wroce do tego nieszczesnego Bartolomeo i jego hrabiny - jaki sens ma sakrament
                                                  malzenstwa, gdy w jego rzeczywistosc wstepuje osoba zwiazana waznym slubem
                                                  dozgonnej czystosci (papiez tego czlowieka nie zwolnil ze slubu, co zapewne
                                                  moglby zrobic - doradzil mu natomiast ozenek)? Przeciez to jakas piramida
                                                  hipokryzji ;-(((.
                                                • justyna.ada Re: Białe małżeństwa 02.07.07, 11:36
                                                  (Rozumiem to w ten sposób, że ważna albo
                                                  > najważniejsza część ich życia jest poza podejrzeniem). Ta sprawa jest mocno
                                                  > podkreślana w wielu żywotach, jakby od tego miało zależeć, czy zostaną
                                                  > kanonizowani czy też nie? Widzę w tym wpływy gnostyckie, choć oficjalnie
                                                  > potępione w Kościele, moim zdaniem nadal wciąż żywe, choćby w fakcie
                                                  > niemożności zostania szafarką przez kobietę zamężną. Lwia część
                                                  beatyfikowanych
                                                  >
                                                  > i kanonizowanych to duchowieństwo, zakonnicy i zakonnice. Ci bardzo
                                                  nieliczni
                                                  > świeccy, to wdowy albo wdowcy, a więc osoby nieaktywne seksualnie. Też grupa
                                                  > poza podejrzeniem. Święta Joanna Beretta Molla jest chyba jedynym wyjątkiem.

                                                  No tak. Mnie się natychmiast kojarzy tekst Pawłowy (a więc natchniony,
                                                  nieprawdaż?) - lepiej byłoby gdyby wszyscy pozostawali tak jak ja /w
                                                  celibacie?/ ale jak już ktoś nie może wytrzymać to niech się ożeni/zamęży, żeby
                                                  skanalizował jakoś swoja seksualność.

                                                  Jakby jednak ta ludzka seksualnośc nawet dla małżonków była najeżona co chwilę
                                                  pułapkami, na kązdym kroku strasząca grzechami, nie całkiem dobra. Osoba żyjąca
                                                  w małżeństwie, znaczy się jest z definicji bardzo prawdopodobnie "nieczysta".
                                                  Wrrrrrr.

                              • otryt Kto krzywdzi Kościół? 28.06.07, 09:41
                                kulinka3 napisała:

                                >Krzywdzisz w ten sposób tych,
                                >którzy wspaniale służą Chrystusowi i bliźnim.


                                Przeczytałem w Tygodniku Powszechnym wstrząsającą historię proboszcza z
                                Tylawy. Czyżbyś chciała powiedzieć, że ksiądz Adam Boniecki także krzywdzi
                                wspaniałych i mądrych księży, których jest większość, publikując taki artykuł:


                                tygodnik.onet.pl/0,1205488,druk.html

                                Smutne jest nie tyle to, że znalazł się ksiądz, który molestował dzieci, bo w
                                każdej populacji znajdzie się taka osoba, ale desperacka obrona takich księży
                                przez hierarchię, nieliczenie się z krzywdą i zagrożeniem dla dzieci, jakie oni
                                stanowią. To gorszyciele i ci, którzy na to zezwalają krzywdzą uczciwą część
                                KK, a nie ci, którzy alarmują, że dzieje się wielkie zło. Tak niestety wygląda
                                większość tego typu spraw. Nawet wyrok sądu nie jest argumentem przeciwko pracy
                                z dziećmi takich księży. Biada gorszycielom. Może w USA wymyślili właściwy
                                sposób na uporanie się z problemem - wysokie odszkodowania dla ofiar księży.
                                Czy byłabyś skłonna Kulinko opłacić składkę na takie odszkodowanie, gdyby
                                alternatywą była licytacja kościoła parafialnego i w dalszej perspektywie
                                zamiana go na dyskotekę?
                                • kulinka3 Re: Kto krzywdzi Kościół? 28.06.07, 21:08
                                  otryt napisał:

                                  Czyżbyś chciała powiedzieć, że ksiądz Adam Boniecki także krzywdzi
                                  > wspaniałych i mądrych księży, których jest większość, publikując taki artykuł:

                                  Przepraszam, ale nie rozumiem, ani Twojej uwagi odnośnie publikacji w Tygodniku
                                  ani sugestii o składce na odszkodowania.
                                  Czy Ty tez uważasz,że grzechy ludzi kościoła winny spowodować zaprzestanie
                                  głoszenia Ewangelii i nauki moralnej?

                                  • otryt Re: Kto krzywdzi Kościół? 29.06.07, 01:27
                                    kulinka3 napisała:

                                    >Przepraszam, ale nie rozumiem, ani Twojej uwagi odnośnie publikacji w Tygodniku
                                    >ani sugestii o składce na odszkodowania.

                                    Mówiłasz Imbirce, że krzywdzi ucziciwych ludzi Kościoła, gdy przypomina sprawę
                                    księdza Michała Moskwy z Tylawy. Tygodnik Powszechny robi to również. Uważam,
                                    że tuszowanie takich spraw szkodzi Kościołowi i w konsekwekwencji prowadzi do
                                    takich sytuacji jak w USA, że trzeba płacić olbrzymie odszkodowania ofiarom
                                    księży pedofilów. W Polsce jeszcze tego nie mamy, ale będziemy mieli to samo,
                                    jeśli Kościół w Polsce nie przestanie bagatelizować takich przypadków.

                                    >Czy Ty tez uważasz,że grzechy ludzi kościoła winny spowodować zaprzestanie
                                    >głoszenia Ewangelii i nauki moralnej?

                                    Nie uważam tak. Kościół zawsze musi głosić Ewangelię i naukę moralną. Jednak
                                    taka nauka będzie mało skuteczna, gdy wokół będzie wielu ludzi zgorszonych
                                    postawą ludzi kościoła. Ludzie ci będą wypominać drzazgę w oku kochającym się
                                    małżeństwom podczas gdy sami mają belkę w oku (pedofilia). Nic się nie zmieniło
                                    od czasów Chrystusa pod tym względem. Dobranocsmile




                                    • kulinka3 Re: Kto krzywdzi Kościół? 29.06.07, 16:11
                                      otryt napisał:
                                      >
                                      > Mówiłasz Imbirce, że krzywdzi ucziciwych ludzi Kościoła, gdy przypomina sprawę
                                      > księdza Michała Moskwy z Tylawy.
                                      Mój komentarz nie dotyczył sprawy księdza z Tylawy, bo ten zawarłam w słowach:
                                      Sprawy, które poruszyłaś są karygodne, gorszące, są ogromną raną dla kościoła i
                                      nie dziwi mnie Twoja reakcja.
                                      Odniosłam się natomiast do stwierdzenia Imbirki:
                                      momentem, w którym
                                      zachwiało się moje zaufanie w to, że Kościół wie co robi, wypowiadając się na
                                      tematy związane z seksualnością człowieka, była tzw. sprawa proboszcza z Tylawy.

                                      Bo jak sam widzisz można by wyciągnąć wniosek,iż gorszące grzechy niektórych
                                      przedstawicieli kościoła podważają cała naukę kościoła.Wszyscy wszak grzeszymy.

                                      >
                                      > >Czy Ty tez uważasz,że grzechy ludzi kościoła winny spowodować zaprzestanie
                                      > >głoszenia Ewangelii i nauki moralnej?
                                      >
                                      > Nie uważam tak. Kościół zawsze musi głosić Ewangelię i naukę moralną.


                                      Uff.

                                      Jednak
                                      > taka nauka będzie mało skuteczna, gdy wokół będzie wielu ludzi zgorszonych
                                      > postawą ludzi kościoła.

                                      I tu się zgadzam.

                                      • imbirka Re: Kto krzywdzi Kościół? 29.06.07, 17:16
                                        kulinka3 napisała:
                                        > Bo jak sam widzisz można by wyciągnąć wniosek,iż gorszące grzechy niektórych
                                        > przedstawicieli kościoła podważają cała naukę kościoła.Wszyscy wszak grzeszymy.

                                        Kulinko, miałam się już nie odzywać, wątek robi się długi, i niewygodny w
                                        czytaniu smile , ale widzę, że nadal, mimo moich wyjaśnień, próbujesz przykleić mi
                                        pewną gębę osoby będącej na bakier z moralnością, co średnio mi się podoba.
                                        Wydaje mi się, że jako jedyna wyciągnęłaś taki wniosek z moich słów, i
                                        polemizujesz z tezami, które nie padły. Gdybym chciała podważyć całą naukę
                                        kościoła, nie byłoby mnie na tym forum.
                                        • kulinka3 Re: Kto krzywdzi Kościół? 29.06.07, 17:54
                                          Imbirko,
                                          prosiłam o chwile cierpliwości, bo nie nadążam odpisywać.Kolejny mój wpis miał
                                          być skierowany do Ciebie.Nie zdążyłam.... a Ty już uderzyłaś.
                                          Nikomu nie przyprawiam gęby i o niczyjej moralności się nie wypowiadam ( niby
                                          gdzie?).Nie mam ani takich ambicji ani prawa.
                                          Odniosłam się tylko do Twojej wypowiedzi, w której poddałaś pod wątpliwość
                                          wiarygodność głoszonej przez kościół nauki odnośnie seksualności na podstawie
                                          nadużyć niektórych kapłanów.Tak to po prostu dla mnie brzmi.
                                          A że ja jedna się do tego odnoszę. No bo ja jedna odpowiadamwink))
                                          Dziękuję za udział w dyskusji.Wiem,że to się już trudno czyta dlatego będę kończyć.
                                          Również pozdrawiam i do następnego razuwink))
                                          • imbirka Re: Kto krzywdzi Kościół? 29.06.07, 19:45
                                            Kulinko, tak odebrałam będące interpretacją moich wypowiedzi Twoje zdania
                                            skierowane do Otryta:
                                            >Czy Ty tez uważasz,że grzechy ludzi kościoła winny spowodować zaprzestanie
                                            > >głoszenia Ewangelii i nauki moralnej?

                                            >Bo jak sam widzisz można by wyciągnąć wniosek,iż gorszące grzechy niektórych
                                            >przedstawicieli kościoła podważają cała naukę kościoła.
                                            Być może byłam za prędka w ocenie Twoich słów, przepraszam.

                                            > Odniosłam się tylko do Twojej wypowiedzi, w której poddałaś pod wątpliwość
                                            > wiarygodność głoszonej przez kościół nauki odnośnie seksualności na podstawie
                                            > nadużyć niektórych kapłanów.Tak to po prostu dla mnie brzmi.
                                            Nie tyle grzeszne czyny podważają moje zaufanie w tej kwestii, aczkolwiek
                                            przyznaję, iż moja znajomość księży o zdecydowanie nieuporządkowanej sferze
                                            seksualnej ma tutaj pewne znaczenie. Ważniejsza jednak była haniebna reakcja na
                                            te grzechy i nadużycia.
                                      • otryt Skąd ta zła solidarność? 29.06.07, 19:59
                                        kulinka3 napisała:

                                        >Bo jak sam widzisz można by wyciągnąć wniosek ,iż gorszące grzechy niektórych
                                        >przedstawicieli kościoła podważają cała naukę kościoła. Wszyscy wszak
                                        >grzeszymy.


                                        Kulinko, odnoszę wrażenie, że nie chcesz mnie zrozumieć. Zgadzamy się , co do
                                        tego, że sprawy, księdza z Tylawy są karygodne, gorszące i są ogromną raną dla
                                        kościoła. Moim zdaniem krzywdy te są niewyobrażalne i nijak się mają do spraw z
                                        alkowy, o których tu rozmawiamy. Nie chodzi mi o grzechy tego księdza, ale o
                                        stosunek jego biskupa i innych zwierzchników do sprawy. Posiadając wiedzę o
                                        krzywdzeniu dzieci przez księdza pedofila biskup pozostawia go na
                                        dotychczasowym stanowisku, pozwala dalej uczyć religii. Co na to jego sumienie
                                        mówi, a co rozeznanie moralne i wysokie kształcenie? W oficjalnym komunikacie
                                        o urlopowaniu księdza Moskwy mówi się, ze ksiądz został udręczony przez
                                        zorganizowaną na niego nagonkę. Wyrok sądu w zawieszeniu potwierdził zarzuty,
                                        ksiądz dalej uczy dzieci. Ten biskup awansował potem bardzo. W ostatnie Boże
                                        Ciało spod ołtarza gromił polityków, że nie chcieli zmian w Konstytucji.
                                        Prawdopodobnie wypowiada się również na tematy etyki seksualnej w małżeństwie.
                                        Kościół w osobach biskupów, którzy kryją takie wypadki, tuszują zbrodnie
                                        pedofilii, awansują księży pedofilów, a wrogami kościoła nazywają tych, którzy
                                        starają się aktywnie walczyć ze złem pedofilii. Klasyczne odwrócenie dobra i
                                        zła. Z artykułu w TP dowiadujemy się, że inny zwierzchnik księdza Moskwy został
                                        skazany przez sąd za groźby karalne pod adresem ludzi chcących odsunięcia
                                        księdza Moskwy od dzieci. Chyba nie straszył tych ludzi ogniem piekielnym, bo
                                        na to nie ma akurat paragrafu? W zachodniopomorskiem biskup pod naciskiem
                                        wiejskich parafian przenosi innego księdza pedofila do wioski oddalonej o
                                        kilkadziesiąt kilometrów. Też ma uczyć tam dzieci religii. Biskup liczy na to,
                                        ze tam go nie znają. Ludzie w nowym miejscu jednak dowiedzieli się jakoś i od
                                        początku nie chcieli nowego księdza. Cóż za arogancja, jaki spryt, który ma
                                        głupie owce przechytrzyć. Owce mają iść ślepo za pasterzem, a nie dyskutować.
                                        Zawsze idzie się w zaparte. Nie ma żalu, skruchy, wyznania win, słowa
                                        przepraszam. Jak zawsze w takich wypadkach wspólnota się dzieli dramatycznie,
                                        rodziny się dzielą. Tak powstają schizmy w Kościołach i rozłamy, gdy rzecz
                                        dotyczy wyżej postawionego. Proboszcz dzieli tylko wspólnotę lokalną. Okolice
                                        Tylawy to najbardziej religijny zakątek Polski, gdzie ludzie tradycyjnie
                                        księdza po rękach całowali, a tu niektórzy odchodzą od Kościoła. I moje
                                        pytanie czy ci biskupi wiedzą co robią? Czy takim swoim działaniem nie
                                        podważają zaufania do KK jako całości? Jaki mają autorytet, aby pouczać w
                                        kwestiach seksualnych małżonków? Nawet głosząc słuszne nauki moralne, swoją
                                        postawą kpią w żywe oczy z treści zawartych w tych naukach i z ludzi, których
                                        chcą nauczać. Panuje jakaś niezrozumiała dla mnie solidarność zawodowa, która
                                        ujawnia się w takich wypadkach. Solidarność przeciwko tym braciom najmniejszym,
                                        którzy zostali powierzeni ich opiece. Kto mi powie z czego ta zła solidarność
                                        wynika?


                                        Ja się tak łatwo nie gorszę. Widzę wielu porządnych i oddanych ludzi Kościoła,
                                        którzy swoją codzienną, uczciwą i często w cichości wykonywaną pracą
                                        przyczyniają się do wzrostu Kościoła. Miał rację ksiądz Tischner, gdy mówił, że
                                        więcej ludzi odeszło od Koscioła z powodu własnego proboszcza, niż czytając
                                        dzieła Marksa i Lenina. Pozdrawiamsmile



                                        • kulinka3 Re: Skąd ta zła solidarność? 29.06.07, 20:41
                                          Skąd wrażenie ,że nie chcę Cię rozumieć?
                                          Grzechy ludzi kościoła, nawet tych z najwyższej półki, są wielkim zgorszeniem
                                          dla ludu Bożego, szczególnie jeśli są to już pewne struktury zła.Dla wielu ludzi
                                          tacy kapłani tracą swoją wiarygodność i są powodem różnych odejść.Wiem o tym.
                                          Kościół jednak to nie tylko owi kapłani i stąd moja obrona tych, którzy w
                                          cichości i poświęceniu są oddani Chrystusowi.O nich i o Chrystusie obecnym
                                          pomimo ludzkiej nędzy w swoim kościele trzeba również pamiętać.


                                          • otryt Re: Skąd ta zła solidarność? 29.06.07, 23:12
                                            kulinka3 napisała:

                                            >stąd moja obrona tych, którzy w
                                            >cichości i poświęceniu są oddani Chrystusowi

                                            O tych ani ja, ani nikt inny złego słowa nie powiedział.

                                            >O nich i o Chrystusie obecnym
                                            >pomimo ludzkiej nędzy w swoim kościele trzeba również pamiętać.

                                            Oczywiście. Pamiętam. Rozumiem jednak innych, którzy mieli mniej szczęścia niż
                                            ja. Ja na swojej drodze spotykałem raczej tych oddanych Chrystusowi ludzi
                                            Kościoła.





                                        • mader1 Re: Skąd ta zła solidarność? 29.06.07, 21:37
                                          Otrycie, mam wrazenie, ze wątek zbacza w dziwnym kierunku, który nie ma zbyt
                                          wiele wspólnego z tematem głównym. Wszyscy zgadzamy się, ze historie przez
                                          Ciebie opisywane są przerazające i jest to zło - nikt z tym nie polemizuje.
                                          Jako osoby należące do kościoła znamy tę historię i inne nie opisywane tu przez
                                          Ciebie, a nie mniej bulwersujące.
                                          • otryt Re: Skąd ta zła solidarność? 29.06.07, 23:20
                                            mader1 napisała:

                                            >Otrycie, mam wrazenie, ze wątek zbacza w dziwnym kierunku, który nie ma zbyt
                                            >wiele wspólnego z tematem głównym.

                                            Tak uważasz? No dobrze, nie będę już tego watku kontynuował. Cały Kościół to
                                            jest jedno ciało. Gdy w jednym miejscu szwankuje, ma to swoje odbicie w drugim.
                                            Podobnie w małżeństwie. Gdy człowiek zachowa się nieetycznie np w pracy, ma to
                                            swoje odbicie w małżenskiej alkowie, bo złamana została jedność człowieka w
                                            Bogu. Takie niuanse wrażliwi ludzie wyczuwają, bo seks to bardzo wrażliwa sfera
                                            życia człowieka.
                                            • isma Re: Skąd ta zła solidarność? 29.06.07, 23:28
                                              Mirek, pelna zgoda. Dokladnie tak jest - czlowiek funkcjonuje integralnie, a
                                              wrazliwosc sumienia jest podobna w roznych sferach ludzkiej aktywnosci.

                                              Ale, faktycznie moze zeby coreczki Kulinki emocjonalnie nie osierocic wink)), to
                                              skupmy sie na glownym watku.
                                              • kulinka3 Re: Skąd ta zła solidarność? 29.06.07, 23:35
                                                Dzięki Wam za wyrozumiałość;_)))Córka to jedno,ale syn ma chyba zapalenie
                                                płuc.Miejcie cierpliwość, dziś już padam na nos, jutro będę odpisywać.
                                                • isma Re: Skąd ta zła solidarność? 29.06.07, 23:40
                                                  Auuuuu ;-(((. Aga, jestescie jakos medycznie zabezpieczeni? Jakas szpitalna
                                                  france przywlokl?
                                                  • kulinka3 Re: Skąd ta zła solidarność? 29.06.07, 23:50
                                                    Jesteśmy na szczęście zabezpieczeni!Rano lądujemy u lekarza,rtg jest na miejscu,
                                                    jakby co.
                                                    Dzięki kochana! A tym Korbielowem nie kuś, bo zrobię głupstwo niewybaczalne.Może
                                                    by jaki telemost?
                                                    No i skoro z samym wielkim moderatorem prawię, to wytnij te moje wydziełki,by
                                                    wątku prywatnymi sprawami nie zaśmiecać.Mader mnie upomni i skasujewink))
                                                    Ściskam!
                                                  • isma Solidarnosc 30.06.07, 00:37
                                                    Nic nie wytne, bo ja sie z Panem Bogiem bede miedzy tutejszymi patelniami
                                                    przechadzac dopiero od jutrzejszych nieszporow.

                                                    Jakie niewybaczalne glupstwo? Niewybaczalny to jest grzech przeciw Duchowi sw.
                                                    A do takowego ani mi w glowie Cie namawiac wink)). Pozycze sobie cytatu: glosic
                                                    trzeba, prosze Pani, w pore i nie w pore. Bierz oseska i przyjezdzaj.
                                                  • mama_kasia ot 30.06.07, 11:08
                                                    A i ja nie wytnę, choć to mój dyżur smile
                                                    I zdrowia życzę.

                                                  • mader1 Re: ot 30.06.07, 12:07
                                                    ja nic nie wiem, to nie mój dyżur tongue_out Nie straszcie Mader smile))
                                                  • kulinka3 Re: ot 30.06.07, 22:23
                                                    mama_kasia napisała:

                                                    > A i ja nie wytnę, choć to mój dyżur smile
                                                    > I zdrowia życzę.

                                                    No normalnie szpital, jak słowo daję. Same dyżurywink)))
                                                    A zdrowie nam się przyda,oj jak bardzo!Dzięki.

                                                  • isma Re: ot 01.07.07, 20:02
                                                    Szpital nie szpital, fakt, ze siostry tu wystepuja w duzych ilosciach.
                                                    A siostra Ismena od sw. Ekumenii zdaje sie niedlugo zostanie siostra Ismena od
                                                    Meczenstwa w Malzenstwie, ale to szczegol wink)).

                                                    Kulinko, rentgen zrobiliscie?
                                                  • kulinka3 Re: ot 01.07.07, 20:59
                                                    isma napisała:

                                                    > Szpital nie szpital, fakt, ze siostry tu wystepuja w duzych ilosciach.

                                                    Oj tak w dużej.Chwała zaś tym,które pomimo strajku pielęgniarskiego u nas
                                                    dyżury dzielnie pełnią.
                                                    Obiecuję,że nie będę po nocy krzyczeć - Siostro, basenwink))0

                                                    > A siostra Ismena od sw. Ekumenii zdaje sie niedlugo zostanie siostra Ismena od
                                                    > Meczenstwa w Malzenstwie, ale to szczegol wink)).

                                                    Boże Ty mój, aż tak cierpisz wink)))? Biedactwo -((( Może jakaś terapia za
                                                    tydzień w warszawskich klimatach?
                                                    >
                                                    > Kulinko, rentgen zrobiliscie?
                                                    >
                                                    Na szczęście nie trza było, bo to katorga dla wszystkich, zmiany słychać na
                                                    ucho, zinnacik pijemy i mamy nadzieję rychło zdrowieć.
                                              • mader1 Re: Skąd ta zła solidarność? 29.06.07, 23:47
                                                skupcie, skupcie się na jednym, zwłaszcza, że kupa was jest ( w sensie wielu)
                                                na jednego wink))
                                                O wszystkich aspektach w jednym wątku to się jednak nie da.
                                              • otryt Re: Skąd ta zła solidarność? 30.06.07, 00:00
                                                isma napisała:

                                                >Ale, faktycznie moze zeby coreczki Kulinki emocjonalnie nie osierocic wink))
                                                >to skupmy sie na glownym watku.

                                                Podziwiam Kulinkę, że z tyloma osobami naraz rozmawia. Ja bym nie potrafił.
                                                Myślę, że moje stanowisko zbliżyło się do poglądu Kulinki, szczególnie w
                                                głównym wątku, tj jedności aktu małżeńskiego.

                                                Nie mogę znaleźć Twojej wypowiedzi o społecznej nauce kościoła, że nie dotyczy
                                                spraw naturalnych, jakim jest małżeństwo, że tu nic się w nauczaniu KK nie
                                                zmieniło. Pragnę jednak zauważyć, że z przysięgi małżeńskiej dla kobiety
                                                zniknął fragment o posłuszeństwie mężowi. A więc i tu KK podąża z duchem
                                                czasów. Nie tylko zmienił się pogląd na niewolnictwo.




                                  • imbirka Re: Kto krzywdzi Kościół? 29.06.07, 09:33
                                    kulinka3 napisała:
                                    > Czy Ty tez uważasz,że grzechy ludzi kościoła winny spowodować zaprzestanie
                                    > głoszenia Ewangelii i nauki moralnej?
                                    >

                                    Kulinko, wybacz, ale tak podsumowując moje wypowiedzi chyba nieco się
                                    zapędziłaś...Nigdzie nie twierdziłam, że należy zaprzestać głoszenia Ewangelii i
                                    nauki moralnej, tylko że sposób głoszenia w tej akurat sferze powoduje "wylanie
                                    dziecka z kąpielą". Dziękuje za wymianę poglądów i pozdrawiam,
                                    Imbirka
    • malpolid Cinderello 27.06.07, 12:01
      Ja bym sie tutaj skupiła na tym, że lekarz zabronił współżyć dlatego, że orgazm
      wiąże się ze skurczami macicy, co też może przyspieszyć poród. Dlatego ze
      względu przede wszystkim na dobro dziecka warto powstrzymać się od uniesień
      miłosnych aż do czasu gdy dziecko będzie dojrzałe do porodu. Orgazm wiąże się z
      wyrzutem oxytocyny - hormonu, który wywołuje skurcze macicy.

      • cinderella4 Re: Cinderello 28.06.07, 09:52
        Malpolid dziękuję za troskę, ale już wcześniej pisałam, ja nie mam orgazmów w
        czasie tych pieszczot. Jest to nasze spólne bycie razem, przytulanie, dotykanie
        co jednak kończy się one orgazmem tylko u męża, właśnie z powodów które opisałaś.

        Pozdrawiam, A.


        Dyskusję czytam z wielką radością i dziękuję za zaangażowanie.
    • ese1 Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 27.06.07, 12:12
      nie czytalam poprzednich wypowiedzi, odpowiem tylko od siebie
      nie uwazam za grzech niczego, co wyplywa z milosci mojej i meza
    • mader1 Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 29.06.07, 11:36
      Czytam sobie tak wszystkie te wypowiedzi...
      Co do jednego zgadzam się z Kulinką. A to jedno to jest sprawa najważniejsza w
      tym wątku - mianowicie odpowiedź na pytanie naszej Cinderelli smile
      Powinna poradzić się nie nas a spowiednika.
      Ma bowiem jakiś dylemat moralny, trudno wchodzić w jakieś szczegóły tych jej
      paru stosunków z mężem, które jeszcze przed urodzeniem dziecka odbędzie. Ale
      skoro ma problem dotyczący sumienia i on nie jest prosty, powinna roztrzygnąć
      go w spowiedzi. Czy ja wiem ? Okazuje się, że jest w ósmym miesiącu, nie
      powinna przeżywać orgazmu, ze względu na to " że to zawsze była ważna sfera w
      ich życiu" uprawia z mężem seks oralny, doprowadzając jego do orgazmu, którego
      sama nie może przeżywać... Może w podświadomości czai jej się myśl, że to nie
      jest wcale jednoczące doznanie i to nie jest równa pozycja ? Zwłaszcza, ze
      miesiąc jest ósmy i okres abstynencji nie byłby taki długi...
      Tak sobie myślę i nawet nie chcę jakiś większych publicznych wyjaśnień ich
      sytuacji, bo myślę, że nie mam do ego prawa.
      Cinderella jako osoba wierząca, z tak głębokimi dylematami moralnymi, których
      sporo z nas by nie miała, zapewne bywa na mszach, widuje jakiś księży i
      spowiada się. Argument o tym, że może uzyskać różne odpowiedzi , jest
      nietrafiony. W zależności od sytuacji w wielu sprawach, o które się pyta, może
      uzyskać rózne odpowiedzi. Zapewne spowiada się u ksiedza, do którego ma
      zaufanie , nie mówię już o autorytecie. Dlaczego nagle teraz miałoby mu
      zabraknąć rozumu ?
      Po trzecie - nie rozumiem, dlaczego miałabyś się Cinderello wstydzić pisać pod
      tym nickiem ? wink Nie bądźmy aż tak pruderyjni smile)) Ani seks oralny ani
      ewentualny grzech nie dyskwalifikuje uczestnika rozmowy. Opisywałyśmy tu już
      różne sytuacje... smile

      W innych punktach tej rozmowy niestety nie podzielam zdania Kulinki.
      Wprawdzie uważam, że grzechy duchowieństwa nie mają nic do rzeczy. Nawet gdyby
      duchowieńśtwo było bezgrzeszne, nie powinno aż tak szczegółowo wnikać w nasz
      akt małżeński.
      I nie mieszałąbym tu antykoncepcji, bo temat jest inny.
      Zgadzam się z babim latem, ismą, skrzynką.
      Instrukcja jest bardzo szczegółowa, nakłada na celibatariuszy powinność , moim
      skromnym zdaniem , trudną do udźwignięcia. To są tylko ludzie. Ludzie
      spowiadający się są także w róznym punkcie i swojej Drogi duchowej i zwyczajnej
      kondycji psycho-fizycznej. Ksiądz nie jest seksuologiem, często nie jest też
      psychologiem - a sfera intymna człowieka jest odbiciem jego ogólnej kondycji.
      Stąd po waszych wypowiedziach mam spostrzeżenie, że wobec instrukcji mamy tzw.
      akt obywatelskiego nieposłuszeńśtwa. Księża w czasie spowiedzi z reguły nie
      wypytują o tę sferę życia małzeńśkiego penitenta ( o ile sam nie złosi
      problemów), a penitenci o niej nie opowiadają. To nie jest zabawne. To powinno
      dać do myślenia.
      • isma Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 29.06.07, 11:47
        Owszem. Ale nawet nie dlatego, ze Cinderella zapewne ma zaufanie do osoby
        swojego spowiednika.

        Tylko dlatego, ze Duch sw., jak wierzymy, dziala w Kosciele przede wszystkim
        przez sakramenty, niezaleznie od osob, a dopiero potem - jezeli w ogole wink)) -
        przez instrukcje...
        • mader1 Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 29.06.07, 12:09
          owszem, owszem - znowu się zgadzam smile
          Modlitwa o światło Ducha Św. cinderello i do spowiedzi smile
      • otryt Jedność małżeństwa 30.06.07, 11:34
        Dokonałaś Mader pięknej syntezy całości dyskusji. Musze przyznać, że umknęła mi
        ważna rzecz, której nie było w pierwszym wpisie Cinderelli. Chodzi mianowicie o
        to, że orgazm przeżywa tylko jedna osoba. Zacząłem się zastanawiać, jak to
        wpływa na jedność małżeństwa, czy pozytywnie, czy negatywnie? Sięgnąłem do
        własnych doświadczeń w tym względzie. Seksuolodzy uczą, jak sprawić, aby linie
        orgazmu kobiety i mężczyzny osiągnęły swoje maksimum w mniej więcej tym samym
        punkcie, że jest to optymalna sytuacja. Przeżywamy to samo w tym samym czasie.
        To doświadczenie bardzo jednoczące. Wiemy z kolei, gdy ludzie nie potrafią
        osiągnąć orgazmu z powodów psychicznych lub zdrowotnych u jednego ze
        współmałżonków, to druga osoba również to odczuwa. Małżeństwo ma problem,
        która stara się rozwiązać. Jak może powstać sytuacja, że ludzie dobrowolnie
        godzą się na taki niesymetryczny układ? Pierwsza możliwość może wynikać z mniej
        lub bardziej zakamuflowanej presji ze strony współmałżonka. Druga może wynikać
        z chęci przychylenia nieba drugiej osobie, z czystej miłości, nie pragnąc nic w
        zamian, nie chcąc nic dla siebie. Ja bym nie mógł się zgodzić na taką
        nierównowagę. Poza tym nie jestem pewien, czy w podświadomości osoby dającej,
        nie narodzi się myśl, ze ta sytuacja jest nierówna, krzywdząca? Może wypłynąć
        to po latach w formie ukrytego żalu. Druga osoba powinna umieć czasem odmówić,
        gdy się jej coś proponuje. Osoba proponująca nie zawsze wie co robi.

        Mieliśmy różne okresy wstrzemięźliwości związane ze zdrowiem żony, trudnymi
        ciążami, połogiem. Dziś muszę przyznać, że te okresy były również bardzo
        jednoczące. Jedność we wstrzemięźliwości – takie doświadczenie bardzo łączy.
        Dla dobra dziecka, dla zdrowia żony. Była czułość, bliskość, Bóg pomiędzy nami
        i dziecko jeszcze nienarodzone. Czułem jego bliskość, słyszałem dwa pulsy,
        jeden bardzo szybki a drugi wolny. Po latach żona mi to przypomniała jako
        moment bardzo jednoczący, gdy w trudnej chwili byłem psychicznie bardzo blisko,
        że nie szukałem swego, własnej przyjemności. A moje usposobienie psychiczne
        było po prostu takie, że na pierwszy plan wychodziła wtedy potrzeba bliskości,
        czułości, pomocy, ulżenia, oczekiwania na cud narodzin, liczyło się przede
        wszystkim dobro matki i dziecka, moje własne potrzeby schodziły bez bólu i
        trudu na plan dalszy. Aby w stosownym momencie powróciły w pełni radości i
        szczęścia. Szczęścia tym większego, bo długo wyczekiwanego po okresie
        abstynencji. Jedność psychiczna jest równie ważna jak jedność fizyczna. Czy
        możliwe jest, aby w tym samym czasie jedna osoba płakała a druga się bawiła?
        Taka sytuacja burzy jedność związku. Czy wyobrażasz sobie, aby jedna osoba
        poszła na pogrzeb, a druga na zabawę? Nawet jeśli ta osoba idąca na pogrzeb
        sama proponuje, aby ta druga poszła na zabawę, bo miała taki trudny okres
        wcześniej i dobrze jej to zrobi. Na taki układ żadna ze stron nie powinna się
        zgodzić.

        Okresy wstrzemięźliwości wymagane są przy dłuższych rozstaniach. Tylu ludzi
        wyjeżdża teraz za pracą. Myślę, ze odpowiednie usposobienie psychiczne i
        duchowe pozwala przetrwać ten inny czas. Ci, którzy nie usposobią się mają
        trudniej, mogą zdradzić albo w inny sposób upaść. Wierzę w to, że podobnie mają
        celibatariusze. Mitem jest powtarzane wciąż w różnych miejscach, że mężczyzna
        zawsze musi, że każdy ksiądz musi mieć kogoś na boku, bo inaczej się nie da. Da
        się. Myślę jeszcze, ze istnieje bardzo ścisły związek pomiędzy duchowością a
        seksualnością. Ludzie trwoniąc swoją energię seksualną, np. w masturbacji lub w
        kontaktach seksualnych, które przynoszą niesmak, trwonią tym samym swoją
        energię duchową daną raz na całe życie. Tracą ducha, co wymiernie wpływa na
        życie danej osoby. Dlatego teologia seksualności ma olbrzymi sens.

        Nie chcę się wypowiadać na temat grzechu, od tego rzeczywiście jest spowiednik.
        Ja mogę powiedzieć, co czuję w danym momencie czy radość, szczęście, ulgę,
        miłość czy też niesmak, smutek, rozdrażnienie, kaca moralnego. Sumienie nam w
        ten sposób mówi. Słuchajmy tego głosu. Seksualność jest mocno powiązana z
        wyobraźnią, potrzebna jest wciąż świeżość i nie popadanie w rutynę. Wchodzenie
        w nowe sytuacje może przynosić różne odpowiedzi sumienia. Gdy sumienie pokazało
        nam niesmak, nie należy wchodzić drugi raz w to samo, gdy radość - można
        rozwijać. Wyobraźnię najbardziej zabija pornografia, proponuje prymitywne
        schematy, zabija świeżość, czystość, spontaniczność i niepowtarzalność każdego
        związku. A wyobraźnię trzeba rozwijać, najlepiej napełniając się czymś dobrym.:-
        )))
        • isma Re: Jedność małżeństwa 30.06.07, 12:34
          Z calym szacunkiem, ale czy Wy aby nie przeceniacie orgazmu...?

          Chcecie powiedziec, ze malzenstwa naszych prababek mogly byc nic nie warte, bo
          wiekszosc z nich nie miala pojecia o tym, ze wyzej wzmiankowany istnieje wink))?
          A co z jednoscia malzonkow, ktorzy wytrwali w dziewictwie do slubu? Serio ta
          ich malzenska jednosc od pierwszej doby polega na obustronym (ja juz nie mowie,
          rownoczesnym) orgazmie? No bez cudow wink)).
          • otryt Re: Jedność małżeństwa 30.06.07, 16:48
            isma napisała:

            >Z calym szacunkiem, ale czy Wy aby nie przeceniacie orgazmu...?

            Pisałem, że wstrzemięźliwość także może być jednocząca, a jeśli już orgazm to
            zawsze razem, nigdy osobno. Razem śmiech i razem łzy, razem w zdrowiu i razem w
            chorobie, razem na balu i razem w żałobie. Chodzi o to, aby istniała więź
            emocjonalna, która sprawia, że przeżywane emocje są w przybliżeniu wspólne.
            Wiele doświadczeń może łączyć, ważne by były przezywane wspólnie. A więc
            przeczytałaś Ismo dokładnie coś odwrotnego niż chciałem przekazać.smile

            Wspólne dążenie, by wytrwać w dziewictwie do ślubu także moe być bardzo
            jednoczące, pod warunkiem, że oboje chca tego samego, że nie ma nacisków, w tę
            lub w tamtą stronę, że są jednego serca.
            • isma Slub i pogrzeb 01.07.07, 20:15
              Z dziewictwem do slubu, to mi chodzlo o to, Mirku, ze, no, mezczyzna ma taka
              specyficzna wlasciwosc, iz w okreslonej sytuacji orgazm sie u niego pojawia, ze
              tak powiem, fizjologicznie, wiele doswiadczenia tu nie trzeba.
              A z kobieta jest troche inaczej, po prostu. Trzeba czasu, zeby poznala swoje
              reakcje, swoje cialo itp. Wiedza tajemna to to moze nie jest, ale wymaga troche
              prob i bledow. Zgadzamy sie, ze nie chodzi o to, zeby udawac, prawda...?

              Malo wiec prawdopodobne, zeby w noc poslubna oboje niedoswiadczeni malzonkowie
              ten orgazm przezyli (choc oczywiscie odbycie moralnie poprawnego stosunku jest
              mozliwe). Nierownosc w tej materii istnieje z samej natury odmiennosci kobiecej
              i meskiej plciowosci, wiec chyba brak wspolnego orgazmu nie jest niczym zlym...?

              A co do slubu i zaloby, choc niezupelnie na temat - opowiadal mi przyjaciel,
              Wloch, ze w regionie Friuli jest taki zwyczaj: po ceremonii slubnej kaplan
              zdejmuje bialy ornat, zaklada czarna stule i spiewa sie modlitwe za zmarlych.
              Nie jest wcale tak daleko od loza malzenskiego do ostatniego poslania, jak sie
              moze wydawac wink)).
              • otryt Re: Slub i pogrzeb 01.07.07, 22:18
                isma napisała:

                >Malo wiec prawdopodobne, zeby w noc poslubna oboje niedoswiadczeni malzonkowie
                >ten orgazm przezyli

                Masz rację oczywiście. Ja mówiłem jednak o innej sytuacji, gdy para DOBROWOLNIE
                decyduje się na nierówność.

                >po ceremonii slubnej kaplan zdejmuje bialy ornat,
                >zaklada czarna stule i spiewa sie modlitwe za zmarlych.

                Nie znam tego zwyczaju. Myślę jednak, że ma inną wymowę niż prawdziwy pogrzeb,
                prawdziwą stratę i prawdziwą żałobę. Dobranocsmile
          • mader1 Re: Jedność małżeństwa 30.06.07, 17:03
            isma napisała:

            > Z calym szacunkiem, ale czy Wy aby nie przeceniacie orgazmu...?

            Isma, my ciągle o sytuacji Cinderelli wink)) To ona pisała o orgazmach smile
            Napisałam , że w bezpośredniej rozmowie, mogłoby się okazać, ze problem TEGO
            małżeństwa leży gdzie indziej smile
            Więcej na ten temat nie będę pisać, bo moim zamiarem nie jest wirtualne
            skłócanie ani naprawianie małżeństw smile ani rozglądanie się po ich sypialni.
            Nie przeceniam też znaczenia orgazmów w życiu innych par, zwłaszcza obcych smile
            Każdy ma inne potrzeby.Podałam tylko jedną z możliwych wersji tej wirtualnej
            historii.

            > Chcecie powiedziec, ze malzenstwa naszych prababek mogly byc nic nie warte,
            bo
            > wiekszosc z nich nie miala pojecia o tym, ze wyzej wzmiankowany istnieje ;-
            )))?

            No wiesz, babć w to nie mieszaj smile)) Dajesz głowę, że nie miały pojęcia ??? Ja
            za swoje nie ręczę smile

            Otryt napisał o swoich odczuciach, w swoim związku.Piękne świadectwo
            kochającego męża.
            • isma Re: Jedność małżeństwa 30.06.07, 17:21
              He, he.
              Piszac o przecenianiu, mialam na mysli zalozenie, ze stosunek z orgazmem
              jest "lepszy" od takiego "bez".
              No otoz ja bym glowy za to nie dala. Zupelnie spokojnie w moim mysleniu miesci
              sie dobre pozycie malzenskie, w kotrym maz osiaga poczas wspolzycia orgazm
              (zadna sztuka wink)), a zona niekoniecznie. Bo jest niedswiadczona np. Albo
              jest w takiej sytuacji jak Cinderella, ktora slowem nie wspomniala, coby miala
              sie czuc gorzej z tego powodu, ze ona "bez".
              To my (Wy wink)) domniemalismy tu jakas nierownosc.
              Serio mysicie, ze ona w takich sytuacjach musi wystepowac?
              • mader1 Re: Jedność małżeństwa 30.06.07, 17:28
                Ismo, wolałabym już bardziej w ICH sprawy nie wnikać smile

                > Serio mysicie, ze ona w takich sytuacjach musi wystepowac?

                MOŻE. Zależy.
              • otryt Nierówność 01.07.07, 12:51
                isma napisała:

                >To my (Wy wink)) domniemalismy tu jakas nierownosc.

                Ismo, ta nierówność relacji, nie tylko seksualnej to ciekawy temat. Napisałem
                coś o tym, lecz skasowałem, by nikt nie wiązał tego z wątkiem Cinderelli. Choć
                na wstępie zaznaczyłem, że rozważania mają charakter czysto teoretyczny.
                Nierówność być może jest czymś naturalnym, co krok się o nią potykamy. Jednak
                jako dzieci boże wszyscy jesteśmy równi. Nierówność może mieć różne formy i
                natężenia. Nierówność w sferze seksualnej to osobny, obszerny temat temat. Być
                może na osobny, inny wątek. Lecz nie będę go zaczynał, bo przed wakacjami nie
                skończę, a myślę sobie także, że drogie moderatorki wygonią mnie z tym tematem,
                bo nie wiąże się z wychowaniem małych dzieci. Pozdrawiam serdeczniesmile))


      • kulinka3 Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 30.06.07, 19:04
        Mader, a co konkretnie z tej instrukcji uważasz za zbyt szczegółowe wniknięcie w
        akt małżeński?
        • mader1 Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 30.06.07, 20:26
          Kulinko, uchylam się od publicznej analizy krytycznej instrukcji mojego
          Ukochanego Kościoła. Obawiam się, ze nie wynikłoby z tego żadne Dobro.
          Mam zastrzeżenia do poszczególnych sformułowań - tak mogę napisać najogólniej wink
          Moja ogólna uwaga sprowadza się do tego, że pytania o najintymniejszą,
          najbliższą relację między małżonkami powinny pojawiać się jedynie w przypadku
          uzasadnionych podejrzeń, że sfera ta jest nieuporządkowana w konkretnym
          przypadku.
          I, oczywiście bez przeprowadzania żadnych badań, a jedynie na podstawie rozmów,
          wnioskuję, że spowiednicy w ten sposób ją realizują.
          • kulinka3 Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 01.07.07, 15:23
            Rozumiem tę delikatność.
            Pozostawiłaś mnie jednak w niewiedzy co do tego, co uważasz za zbyt daleko idącą
            ingerencję w akt małżeński i co jest takie szczegółowe. Trudno podejmować
            dyskusję z tak ogólnymi stwierdzeniami;-(((,wiedząc jedynie,że coś Cię z tej
            instrukcji negatywnie poruszyło.
            Dla mnie osobiście ta instrukcja nie jest przykładem wchodzenia z butami w
            małżeńskie łoże, a raczej próbą formacji sumienia penitenta.Próbą, która
            wyrażona jest stwierdzeniami w postaci:
            Postawę spowiednika względem penitentów w zakresie odpowiedzialnego
            rodzicielstwa, powinny cechować cztery aspekty: a) przykład Chrystusa Pana,
            który "zdolny jest do pochylenia się nad każdym synem marnotrawnym, nad każdą
            ludzką nędzą, nade wszystko zaś nad nędzą moralną nad grzechem" (przyp: 36), b)
            roztropna ostrożność w pytaniach dotyczących tych grzechów; c) pomoc i zachęta
            dla penitenta, aby osiągnął dostateczny żal i integralnie oskarżył się z
            grzechów ciężkich; d) rady, które w sposób stopniowy pobudzają do postępu na
            "drodze świętości".
            2. Szafarz Pojednania powinien zawsze pamiętać, że sakrament ten został
            ustanowiony dla mężczyzn i kobiet, którzy są grzesznikami. Będzie więc
            przyjmował penitentów przystępujących do konfesjonału zakładając - poza
            przypadkiem, kiedy są oczywiste dowody przeciwne - dobrą wolę pojednania się z
            Miłosiernym Bogiem, która rodzi się z serca skruszonego i pokornego (Ps 50,19)
            (przyp: 37).
            lub gdzie indziej
            5. Spowiednik jest obowiązany upomnieć penitentów co do wykroczeń, z istoty swej
            ciężkich, dotyczących prawa Bożego i wpłynąć, by zapragnęli uzyskać
            rozgrzeszenie i Boże przebaczenie z postanowieniem weryfikacji i poprawy swego
            postępowania. Przypadek powtórzenia grzechów antykoncepcji, nie jest powodem,
            samym w sobie wystarczającym, do odmówienia rozgrzeszenia; należy go jednak
            odmówić, jeśli brakuje dostatecznej skruchy albo postanowienia poprawy
            wykluczającej ponowny upadek (przyp: 40).
            Z pewnością pozostaje zawsze ważną zasada, także w odniesieniu do czystości
            małżeńskiej, że lepiej jest pozostawić penitentów w dobrej wierze, w przypadku
            błędu pochodzącego z ignorancji subiektywnie niepokonalnej, gdy przewiduje się,
            że penitent, choć usposobiony pozytywnie do życia według wiary, nie zmieniłby
            swego postępowania, co więcej, wszedłby na drogę grzechu formalnego; jednak
            także i w tych przypadkach, spowiednik powinien dążyć do tego, by przez modlitwę
            wezwania i zachęty, przybliżać coraz bardziej takich penitentów do (właściwego)
            uformowania sumienia i do przyjęcia nauczania Kościoła, i aby zaakceptowali w
            swoim życiu Boży plan, także w zakresie tych wymagań.


            • isma Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 01.07.07, 16:30
              Kulinka, to nie ta instrukcja. Wczesniej mowa byla o lokalnej instrukcji
              episkopatu Polski, z trzydziestoletnia broda (ktorej stosowania wszakze nikt do
              tej pory nie odwolal wink)).
              A Ty cytujesz z dokumentu kard. Trujillo, z 1997 r. On jest istotnie znacznie
              bardziej powsciagliwy - chociaz na stronie o. Knotza probuje sie go
              przedstawiac jako tozsamy w swych zasadniczych zalozeniach z obowiazujacym
              produktem rodzimym.
              • kulinka3 Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 01.07.07, 21:02
                Oj, to przepraszam bardzo.
                Jakoś mi się podejrzane wydawało,bo instrukcja rzeczywiście jest powściągliwa, a
                Mader uosobienie spokoju, wzburzyła się....
                Teraz wszystko jest już jasne.
    • audita Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 30.06.07, 22:12
      Czy Chrystus wykupił nas spod mocy żydowskiego Prawa pełnego drobiazgowych
      przepisów o obmywaniu rąk i kubków po to, aby nas poddać równie szczegółowym
      przepisom dotyczącym robienia dziurki w prezerwatywie ?
      Coś mi się w tym nie zgadza...
      • jogo2 Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 02.07.07, 00:28
        Dokładnie to samo bym powiedziała. Ludzie mniej religijni, a bardziej kierujący
        się "zdrowym", chłopskim rozumem, na podobne dylematy wzruszyliby
        ramionami: "Ludzie, czy wy innych problemów nie macie?". Z jednej strony, przed
        podzieleniem takiego stanowiska, powstrzymuje mnie (znowu ten
        cydzysłów) "ciekawostka" wyczytana na e-mamie: podobno np. we Francji seks
        analny stał się tak rozpowszechniony, że panownie przy "tradycyjnym" zaczęli
        mieć problemy, co moim zdaniem jest argumentem za tym, że musi jednak być jakiś
        autorytet zewnętrzny oceniający nawet sprawy intymne. W głowie mi się to nie
        mieści co pokoleniu niżej i jak się okazuje nie tylko we Francji, ale także i
        już w Polsce, w głowie się mieści. Z drugiej strony, podnosiłam już ten
        argument w innym wątku, w którym zostałam zakrzyczana, powoduje to mój
        wewnętrzny sprzeciw, iż np. seks oralny jest całkiem sprawnie i szczegółowo
        zakwalifikowany przez KK w kategorii grzechu, gdy tymczasem np. codzienne
        robienie awantury nastolatce lub mężowi Kościół nie klasyfikuje w kategorii
        grzechu - w moim odczuciu - wcale, do tego wystarczy spowiedź powszechna w
        trakcie mszy, gdy tymczasem w kategoriach psychologicznych to może być
        niszczeniem czyjegoś poczucia wartości - takie tam, nieważne grzech czy nie
        grzech, grunt, że dość istotne i trudno naprawić. Podobno na gruncie KK tym
        razem, a nie psychologii, wchodzi to w zakres tzw. "miłości bliźniego" co
        podobno jest najważniejszym przykazaniem w KK. Jak dla mnie - najważniejszym w
        dużej mierze tylko w teorii. W tym sensie zgadzam się z przemówczynią i w tym
        sensie mierzi mnie z tak samo szczegółowe wałkowanie rozmaitych sytuacji
        intymnych w świetle religii, a w konfesjonale zwłaszcza, a z drugiej strony - w
        kontekście tego newsa z Francji wyczytanego na e-mamie, no to nie mogę się
        zgodzić, że KK - w osobach swoich księży - powinien się powtrzymać w tej
        dziedzinie zupełnie od komentarzy, bo jak się okazuje, powtórzę tu za kulinką,
        aczkolwiek odnośnie do zupełnie czegoś innego - pomysłowość ludzka nie zna
        granic i powinna jednak czasem podlegać jakiejś ocenie.
        • otryt "ciekawostka" 02.07.07, 13:36
          jogo2 napisała:

          >"ciekawostka" wyczytana na e-mamie: podobno np. we Francji seks
          >analny stał się tak rozpowszechniony,

          Ja w to nie wierzę. Czy potrafiłabyś podać wiarygodne źródło tej informacji?
          Sama częściowo negujesz swoją wypowiedź używając słowa "podobno". Nie wierzę w
          to, aby większa część populacji narodu uprawiała seks w sposób
          charakterystyczny dla homoseksualistów. Nawet jeśli się coś takiego gdzieś
          ukazało, uważam to za element kampanii homoseksualnej. Wtedy powołując się na
          taką "informację" panowie ci mogą powiedzieć: "Czym my się różnimy od zwykłych
          małżeństw?” Przecież oni też nie mogą mieć dzieci, współżyjąc tak jak my""
          Nasza miłość jest równie dobra, jak ta łącząca kobietę i mężczyznę. Przecież
          niczym się nie różnimy w swoich zachowaniach. Jesteśmy dyskryminowani!". Nie
          puszczałbym takich "informacji" w świat.
    • cinderella4 Re: Proszę o pomoc- intymne pytanie... 03.07.07, 11:17
      Po kilku dniach urlopu od netu zasiadłam nad wątkiem swojego autorstwa i
      przeczytałam je z wielką uwagą. Dziękuję Wam za wszystkie wpisy, jestem pod
      wielkim wrażeniem Waszej wiedzy i kultury dyskusji, która niestety nie jest
      normą na forum edziecko...
      Po przeczytaniu Waszych wątków jedno mnie bardzo zastanowiło - otóż fakt, że
      wiele osób bardziej szczegółowo przeanalizowało naszą sytuację niż my sami, niż
      ja sama we własnym sumieniu. Może wynika to z faktu, że ja wiem co czuję w
      trakcie opisanej sytuacji, wiem co jest w mojej głowie i w moim sercu. Nie mniej
      jednak wiele szczegółów Waszej analizy było dla mnie odkrywcze. Z drugiej strony
      sama doszłam do tego, że sprawę trzeba przedstawic spowiednikowi i na pewno to
      uczynię z okazji pierwszego piątku. Spowiednika stałego, ale myślę, że mam
      takiego któremu mogę zaufac. Wiem, że mnie to uspokoi, bo sumienie nie daje
      spokoju, a to chyba jest wystarczający znak.
      Jeśli chodzi o te równowagę aktu małżeńskiego, w którym tylko jedno z małżonków
      ma orgazm, myślę że to nie ma się nijak do jedności, miłości, bycia razem
      blisko. Ja nie czuję się tu narzędziem, jestem z moim mężem, ofiaruję mu siebie
      i nie czuję żadnego nacisku z jego strony.
      Mamy problemy jeśli chodzi o to co oboje uznajemy za grzech w kwestii naszego
      pożycia seksualnego, ale to temat na zupełnie inny wątek.
      Tak czy inaczej dziękuję za zaufanie, każdy wpis i zaangażowanie i proszę o
      modlitewne wsparcie, na pewno bardzo potrzebne i przy najbliższej spowiedzi jak
      i przy czekającym mnie porodzie.
      Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie, A.
      • poprzezknieje Jeszcze w sprawie plodnosci - do kulinki 04.07.07, 21:16
        Z zainteresowaniem przeczytalem watek a szczególnie wypowiedzi kulinki ktora
        dzielnie tlumaczy naukę kosciola ale zaciekawila mnie wypowiedz dotyczaca plodnosci:

        >Sprawa seksu oralnego to sprawa jednocześnie i braku jedności i płodności, co
        >jest wyrazem działania wbrew naturze aktu małżeńskiego.
        >Mam jednak wrażenie i pisałam to już do Skrzynki,że pod pojęciem- płodność aktu
        >-rozumiemy coś innego.
        >To nie jest płodność rozumiana w taki oto sposób,że kobieta ma być w chwili aktu
        >dosłownie płodna.Przecież w fazie poowulacyjnej czy w ciąży kobieta płodna nie
        >jest. Akty są płodne w znaczeniu pewnej dyspozycyjności do płodności,możemy
        > zostać rodzicami,bo podejmujemy czynności, które mogą do tego prowadzić.

        O ile dobrze orientuję się w zasadach stosowania NPR to sytuacja wyglada
        dokladnie odwrotnie niż to opisuje kulinka. Małżonkowie raczej podejmują wiele
        czynności aby jednak rodzicami NIE zostać.
        Sytuacja wygląda tak że małżonkowie badają swój organizm aby wykryć taki moment
        (np. III faza) kiedy podejmując wspolzycie nie mogą zostać rodzicami.
        I co wtedy robią ? Podejmują wspolzycie w taki sposob jakby .... chcieli zostać
        rodzicami tj. składając nasienie w pochwie.

        Nie za bardzo spójna wydaje się taka postawa małżonków.
        I nie dziwię się temu że zdecydowana (!) większość katolików nie rozumie w
        takiej sytuacji argumentu o "płodnosci aktu"

        Dlatego kwestia płodności aktu to bardzo średnie kryterium bo nie oszukujmy się
        w przypadku NPR to że akt jest niepłodny to tez efekt kilkudniowych pomiarów
        temperatury i badania śluzu.

        Analogicznie jak dziecko czeka specjalnie na słoneczny dzień aby w południe
        wyjść i spalić sobie skórę na słońcu to przecież nie powiemy dziecku że to nie
        jego wina tylko słońca ktore tak mocno grzeje. Dobrze wiemy że mocna opalenizna
        jest efektem celowego działania dziecka.

        Tak samo nieplodny akt małżenski w przypadku stosowania NPR jest efektem
        swiadomego działania małzenstwa. Msylę ze słowo "swiadome" ma tutaj duze znaczenie.

        Co innego gdybysmy rozwazali sytuację małżenstwa ktore wspolzyje spontanicznie,
        kiedy ma na to ochotę to rzeczywiscie wtedy akt nieplodny jest "niezawiniony".

        DLatego z tą "płodnośćią" aktu to tak prosto nie jest.
        Jeżeli chodzi o jedność to ja się niepodejmuję określać co najbardziej jednoczy
        małzónków i w jakiej pozycji. Czy jest to cały członek w pochwie, czy pół, a
        może samo nasienie, a może członek w ręce czy ustach?
        Szczegolnie gdy uznaje sie iz grzechem nie jest osiągnięcie orgazmu przez
        kobietę po odbytym stosunku na drodze masturbacji.

        Tak sobie myslę że małżonkowie chyba nie potrzebują dokładnej instrukcji jakie
        musi być położenie członka względem pochwy aby akt małzenski był jednoczący.
        Tak samo jak małzonkowie nie potrzebują dokładnego algorytmu do wyliczenia ile
        dzieci moga / powinni posiadać przy zadanej sytuacji majątkowej.

        I jeszcze słowo w sprawie tzw. "furtki"
        Otóż praktycznie od wszystkich zasad są wyjatki biorące pod uwagę różne sytuacje
        życiowe. Nawet od niektórych 10 przykazań mamy całą listę sytuacji kiedy
        grzechem nie jest kradzież, opusczenie mszy świętej a nawet zabicie człowieka !
        Dlaczego w takim razie zrobienie furtki w nauczaniu o seksie miałoby być takie
        dramatyczne ? Nie widze specjalnie powodu.
        • otryt Re: Jeszcze w sprawie plodnosci - do kulinki 05.07.07, 09:08
          poprzezknieje napisała:

          >Z zainteresowaniem przeczytalem watek
          • skrzynka3 Do Otryta 05.07.07, 11:15
            A dlaczego zakladasz ze Poprzeknieje jest rodzaju zenskiego??? Moze raczej
            Poprzezknieje napisal:

            Z zainteresowaniem przeczytalem wateksmile))
            • otryt Re: Do Otryta 05.07.07, 11:48
              skrzynka3 napisała:

              >A dlaczego zakladasz ze Poprzeknieje jest rodzaju zenskiego??? Moze raczej
              >Poprzezknieje napisal:

              To nie ja tak zakładam. W systemie poprzezknieje tak właśnie określił swoją
              płeć. Ja wykorzystałem tylko funkcję "odpowiedz", która automatycznie określa
              wpisaną wcześniej płeć. U Ciebie wygląda to tak:

              skrzynka3 napisała:


              • skrzynka3 Re: Do Otryta 05.07.07, 12:15
                Acha smile)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka