21.07.07, 14:05
Co to jest odwaga?
Gdzie przebiega granica między nią a np. brawurą? Głupotą? Agresją?

Czy tchórzostwo zawsze jest złe? Gdzie przebiega granica między nim a
uległością? Pokorą? Posłuszeństwem?

Czy jesteście odważni?

W Trzęsaczu jest niesamowity ksiądz. Wygląda jak prorok i mówi jak prorok,
sam prowadzi parafię i nie wyjeżdża nawet na urlop. Nie sposób go zapomnieć -
choć miałam okazję spotkać go raz 3 lata temu, 2 razy rok temu i 3 razy w
bieżącym roku - wywiera niezatarte wspomnienie. Moim zdaniem jest atrakcją,
którą można porównać ze znajdującymi się tam ruinami kościółka zmytego przez
morze.
W ubiegłą niedzielę mówił na homilii o odwadze. Takie swoje przemyślenia,
które sprawiły, że i we mnie temat zakiełkował. Mówił porywająco i słuchałam
go naprawdę uważnie - jakoś i jemu i mnie się to udało, pomimo tego, że Młody
już wtedy miał kupę w pampersie i śmierdziałsmile
No więc ów ksiądz powiedział, że trzeba odważnych ludzi. I trzeba odważnych
rodziców.
Slogan?
Co rozumiecie pod tymi pojęciami?
Czy jesteście odważnymi ludźmi i rodzicami?

Ja nie jestem odważnym człowiekiem na pewno. Ale rodzicem chyba czasem tak.
Czasem.

Ciekawe jest na przykład to, że jak mam w domu wielką ćmę, to wzywam Męża
żeby ją zatłukł, a jak jej nie ma, to mamę (tak, tak). A jak nie ma nikogo,
to zamykam pomieszczenie z ową ćmą do czasu gdy przyjdzie ktoś odważny. Boję
się i tyle. Ale jeśli ta ćma byłaby w pokoju Synków i oni by się jej bali, to
biorę lacza i ćma nie żyje. Oczywiście wątek raczej ma na celu rozmowę o
innym typie odwagi, ale tak sobie myślę, że może być różnie, w zależy, o
jakie interesy walczymy, prawda?
Piszcie
Obserwuj wątek
    • mader1 Re: odwaga 21.07.07, 15:58
      Słabsi uczą nas odwagi ?
      Zawsze znajdzie się ktoś słabszy, o którego trzeba się upomnieć.
      Dzieci nas uczą , co to strach.
      Sami , choć cierpimy, mamy nadzieję, że coś wymyślimy. Cierpienie okazuje się
      do oswojenia. Do pomodledlenia. Do zracjonalizowania, do przeżycia. Dzieci...
      jak cierpią wali się świat... tłuczemy się jak ćmy...
      • ula27121 Re: odwaga 23.07.07, 09:22
        Ja chciałabym być odważna...Dla mnie odwaga to brak lęku przed jutrem, brak lęku
        o pieniądze, o zdrowie, o pracę, o przyszłość dzieci. Nie wiem czy potrafię
        przekazać sens moich przemyśleń. Odwaga to dla mnie umiejętność przyjmowania
        tego co Bóg dla nas przygotował. Ja na przykład boję się że zajdę w kolejną
        ciążę bo chciałbym pracować, bo mam plany zawodowe i prywatne. Boję sie ze przez
        to, że nie mamy oszczędności nie moglibyśmy finansowo sprostać jakiejś poważnej
        chorobie w rodzinie...Nie mówię, żeby nic nie robić i czekać na to, że Pan Bóg
        mnie nakarmi ale żeby robić co się da bez lęku, że sie to straci. Bez lęku, ze
        nie będę mogła posłać dzieci na lekcje języka czy do szkoły muzycznej.
    • kasia_ol1 nie na temat... 23.07.07, 19:22
      jeśli Ty, Kasiu, wakacjowałaś w tym roku w Trzęsaczu, to byłyśmy prawie
      sąsiadkami przez dwa tygodnie...
    • sunday również nie na temat 25.07.07, 13:41
      > Ciekawe jest na przykład to, że jak mam w domu wielką ćmę, to wzywam
      > Męża żeby ją zatłukł, a jak jej nie ma, to mamę (tak, tak). A jak nie
      > ma nikogo, to zamykam pomieszczenie z ową ćmą do czasu gdy przyjdzie
      > ktoś odważny. Boję się i tyle. Ale jeśli ta ćma byłaby w pokoju Synków
      > i oni by się jej bali, to biorę lacza i ćma nie żyje.

      A nie lepiej wypuścić na dwór?
    • trolka72 Re: odwaga 28.07.07, 16:33
      Rzadko piszę, wiec sie przypomnęsmile Mam troje dzieci: 10,8 i 2 lata. A piszę bo
      czuje sie wywołana do tablicy; jestem uważana za odważną, co więcej sama tak o
      sobie myślę. Jednak moje odwaga jest chyba miernej próby: po prostu działam
      impulsywnie, nie myślę o różnych możliwych konsekwencjach, tylko- działam.
      Potem ogladam efekty. W moim życiu ta cecha to wielki atut; ale jak byłoby,
      gdyby przyszło mi zmierzyć się z prawdziwym cierpieniem? Myślę, że wtedy osoba
      bardziej refleksyjna, spokojna (jak mój mąż np)okazałaby inną, chyba
      prawdziwszą odwagę.
      W jakich sytuacjach uruchamiam automatycznie tryb : działaj? W momentach
      kryzysowych w kontekście zdrowia dzieci (nie widzę krwi, ran, wysokiej gorączki
      tylko bardzo racjonalnie podejmuję środki zaradcze), w momentach zawodowych
      wyzwań, albo kiedy okazało się, że jestem w trzeciej- zupełnie nie po mojej
      myśli-ciąży. Ale- gdybym miała zmierzyć się z poważną chorobą, śmiercią
      najbliższych? Instynktownie czuję, że kiepsko by było...
      • mamalgosia Re: odwaga 28.07.07, 21:21
        Trolko,
        Zauważyłąm, że w podbramkowych sytuacjach też potrafię stawić im czoła i gdy
        trzeba szybko działać (gdy np. Młodszy się dusił), to robię to co trzeba. Ale
        nie nazwałabym tego odwagą. Może to jakiś gen macierzyństwa
        • trolka72 Re: odwaga 28.07.07, 22:28
          Dla mnie odwaga to umiejętność ( w uproszczeniu) zachowania się adekwatnego do
          sytuacji i umiejetnosci pomimo pojawiających sie emocji: lęku, smutku, itd. A
          więc jest to, wg mnie, umiejetność poradzenia sobie z emocjami, i podjecie
          decyzji, pomimo tych emocji. Dlatego np. mówię, co myślę (choć moge sie bać
          reakcji otoczenia), spokojnie reaguję (albo niespokojnie, ale reaguję)choć
          wewnątrz sie mogę bać...
          Może uruchamiamy odwagę w sytuacjach dla nas ważnych i kiedy bardziej nam sie
          opłaca to niż jej nie okazanie- więc w sytuacjach kryzysowych. Kiedy indziej
          komuś to się nie opłaca- lepiej zmilczeć niż sie komuś narazić, zostać niż wyjść
          (to chroni ego. bo gdybym wyszła, to by mi się pewno udało, a nie spróbowałam,
          bo jestem np. nieśmiała a nie nie potrafię) itd. Mnie sie wydaje, że ważny
          aspekt odwagi- to nieoszukiwanie się co do motywów własnego postępowania np.
          Co do genu macierzyństwa- moze po prostu dziecko jest dla ciebie ważne (dla
          większosci z nas jest, choćby z przyczyn biologicznychsmile- chcemy zeby nasze,
          jakże wyjatkowesmile geny przetrwały).
          Zresztą rzecz jest złożona. Żeby działać według przekonań trzeba nie tylko
          odwagi- ale i mądrosci, by w ogóle te przekonania rozeznać...
          • mamalgosia Re: odwaga 28.07.07, 23:38
            trolka72 napisała:

            > Dla mnie odwaga to umiejętność ( w uproszczeniu) zachowania się adekwatnego
            do
            > sytuacji i umiejetnosci pomimo pojawiających sie emocji: lęku, smutku, itd.

            Patrz, to chyba w tym tkwi sedno: inaczej definiujemy odwagę. Dla mnie nie ma
            ona żadnego związku z adekwatnością.


            A
            > więc jest to, wg mnie, umiejetność poradzenia sobie z emocjami, i podjecie
            > decyzji, pomimo tych emocji.
            To nazwałabym po prostu dojrzałością.


            Dlatego np. mówię, co myślę (choć moge sie bać
            > reakcji otoczenia), spokojnie reaguję (albo niespokojnie, ale reaguję)choć
            > wewnątrz sie mogę bać...
            Tak, to właśnie i dla mnie odwaga


            Czyli uważasz, że odwaga tyle kosztuje, że "nie warto" jej jakby uruchamiać,
            gdy koszty poniesione byłyby zbyt duże? Czyli niejako gra niewarta świeczki?
            Taka odwaga czasem? Z rozsądku? Muszę to przemyśleć przy okazji kolejnej
            bezsennej nocy


            > Co do genu macierzyństwa- moze po prostu dziecko jest dla ciebie ważne (dla
            > większosci z nas jest, choćby z przyczyn biologicznychsmile- chcemy zeby nasze,
            > jakże wyjatkowesmile geny przetrwały).
            O, nie, chciałąbym żeby moje dzieci były jak najmniej do mnie podobne. Niestety
            tylko raz się udałosmile

            > Zresztą rzecz jest złożona. Żeby działać według przekonań trzeba nie tylko
            > odwagi- ale i mądrosci, by w ogóle te przekonania rozeznać...
            Oczywiście, że rzecz jest złożonasmile Dlatego drążę
            • trolka72 Re: odwaga 29.07.07, 08:31
              Tylko słówko a propos kosztów uruchamiania odwagi: sądzę, że zdecydowana
              większosć naszych zachowań ma charakter przystosowawczy ( a więc się "opłaca"-
              niekiedy z perspektywy dziś, niekiedy jutro, niekiedy-życia wiecznego- od osoby
              zależy, którą "opłacalność" wybiera). Osoby, które np. są nieśmiałe (choć to
              oczywiście co innego niż tchórzliwe, to tylko przykład)są np. wyręczane przez
              innych, uznawane za "grzeczne", nie wchodzą w konflikty (to nie stereotypy nt
              tych osób tylko różne możliwe profity nieśmiałości-dla każdego są inne, mogą
              być zupełnie inne niż te wymienione). Z większością zachowań jest podobnie.
              Czasem próg przystosowawcze/nie zostanie przekroczone (np. nie objawiam lęku
              tylko w obecności chłopaka, który w odpowiedzi na takie zachowania leci do
              urzędu, czy bierze na klate inne moje problemy- oczywiście też czerpie z tego
              profity;czuje się męski, kochający itd-tylko i w obecności dzieci, które nie
              tylko mnie nie wyręczą, ale i same poczują lęk).
              Żeby nie było wątpliwości; nie jestem wyrachowaną osobąsmile)która na wszystko
              patrzy z perspektywy opłacalności, tylko staram sie oglądać ludzkie motywacje
              pod różnym kątem-oczywiście uznają np. motywację altruistyczną, z tym, że
              sądzę, że i ona jest złożona, rzadziej niż zwykło sie uważać jest
              całkiem"czysta" od motywów umocnienia własnego ego. Zresztą dlaczego miałąby
              być?
              Co do biologicznego motywu rozprzestrzenienia genó- to oczywiście tak wieeelkie
              uproszczenie, że aż trochę żart:ale motywacja "przekazania" części siebie-
              psychicznie czy fizycznie- nie zawsze świadoma- jest, moim zdaniem, wpisana w
              rodzicielstwo (biologiczne i adoptycyjne, żeby uniknąć wątpliwości).
              Co do relacji odwaga- dojrzałość; moim zdaniem one są zwiazane. Tylko
              impulsywność i brawura nie wymagają dojrzałości (czyli coś, co ja prezentujęsmile)
              Ale ja piszę- i tak nie uchwyciłam do końca tego co myślę...
              Co do adekwatnosci do sytuacji a odwagi- no widzisz, kwestia ujmowania odwagismile)
              ta dojrzałą (jak ładnie to ujęłaśsmile)moim zdaniem to zawiera.
              Ale może ja w ogóle piszę o "kompletnym" człowieku, który w oczywisty sposób
              musi być wyposażony w odwagę? Chyba tak, bo od razu widzę szereg takich
              powiązań- a ty piszesz o odwadze w NAS- nie tak kompletnych, nie tak dojrzałych-
              tylko wciąż w drodze do w/w.
              Pozdrawiamsmile)
              • mamalgosia Re: odwaga 29.07.07, 09:44
                trolka72 napisała:

                > Tylko słówko a propos kosztów uruchamiania odwagi: sądzę, że zdecydowana
                > większosć naszych zachowań ma charakter przystosowawczy ( a więc się "opłaca"-

                > niekiedy z perspektywy dziś, niekiedy jutro, niekiedy-życia wiecznego- od
                osoby
                >
                > zależy, którą "opłacalność" wybiera).
                Tak, trolko. Nawet spotkałam sie nie raz z zarzutami, że wierzący są
                interesowni, bo jak robią coś dobrego to dlatego, żeby sobie zasłużyć an
                nagrodę. A ateiści są bezinteresowni.
                Ale czy istnieje coś takiego jak bezinteresowność?

                > Co do relacji odwaga- dojrzałość; moim zdaniem one są zwiazane. Tylko
                > impulsywność i brawura nie wymagają dojrzałości (czyli coś, co ja
                prezentujęsmile)
                I tu sie zatrzymałam. Związane. Uważam siebie akurat za osobę niedojrzałą i
                nieodważną - to by sie zgadzało. Ale chyba są momenty, kiedy bywam odważna -
                czy są to więc momenty kiedy bywam dojrzała? Wiesz, chyba neikoniecznie.
                O rany, ale zabrnęłyśmy...


                > Ale ja piszę- i tak nie uchwyciłam do końca tego co myślę...
                To ja mam tak samosmile)))

                > Ale może ja w ogóle piszę o "kompletnym" człowieku, który w oczywisty sposób
                > musi być wyposażony w odwagę? Chyba tak, bo od razu widzę szereg takich
                > powiązań- a ty piszesz o odwadze w NAS- nie tak kompletnych, nie tak
                dojrzałych
                > -
                > tylko wciąż w drodze do w/w.
                Co Ty - ja sama nie wiem, o czym piszęsmile
                Pytałam właściwie w obu aspektach - bo i czym dla NAS jest odwaga (czyli
                właśnie dla takich niekompletnych), jak i również o to, czym w/g nas ta odwaga
                jest - czyli właśnie nawiązanie do jakiegoś nieistniejącego ideału
                • trolka72 Re: odwaga 29.07.07, 10:23
                  >

                  > Tak, trolko. Nawet spotkałam sie nie raz z zarzutami, że wierzący są
                  > interesowni, bo jak robią coś dobrego to dlatego, żeby sobie zasłużyć an
                  > nagrodę. A ateiści są bezinteresowni.
                  > Ale czy istnieje coś takiego jak bezinteresowność?
                  > >
                  > Zależy z jakiej perspektywy patrzećsmile)Przecież oni mogą zachowywać się
                  beziteresownie, bo chcą potwierdzić swój wizerunek, poczuć się lepszymi i
                  milion innych rzeczy. Tak samo jak wierzący- też tak robimy.tylko proporcje w
                  mieszance motywów są różne... Żadna zasługasmile
                  >
                  >
                • ula27121 Re: odwaga 17.08.07, 20:01
                  >Ale czy istnieje coś takiego jak bezinteresowność?

                  Kiedyś , nie pamiętam gdzie i kiedy, jedna pani wykładała i w tychże wykładach
                  twierdziła , że wszystko co robimy dobrego i miłego komuś to tak naprawdę robimy
                  to dla siebie. Twierdziła, że idąc korytarzem i uśmiechając się do kogoś robimy
                  to tylko po to żeby on się do nas oduśmiechnął a to nam sprawi przyjemność....


                  Ktoś to pewnie zbadał, odkrył a iluś już tą tezę pewnie obaliło, ale tak mi się
                  przypomniało
    • lolinka2 w wykonaniu mojej Dużej odwaga... 28.07.07, 17:30
      Kilka zdarzeń, które mnie zadziwieniem a niekiedy dumą rodzicielską napełniają

      Odwiedziny u starszej kobiety, która nie mam pojęcia do końca co ma na celu. W
      każdym razie upatrzyła sobie tę moją Dużą (5-letnią) jako obiekt kąśliwych pytań
      i prób "zagonienia w kozi róg" (tak jak niektórzy z dorosłymi Świadkami Jehowy
      lubią robić). Skutek: dziecko przez pół godziny odpowiadało z sensem, ładnie i
      składnie na pytania Pani, po czym z wrodzoną sobie szczerością, bliska była
      powiedzenia Pani, że owa kobitka zginie w Armagedonie. Zatrzymałam ten potok
      słów, na szczęście, ale nie wiem czy to była odwaga czy już brawura w jej
      wykonaniu...

      Druga sytuacja: Omawiamy na zebraniu księgę Ezechiela, rozdziały 18-20 (z
      kolejki wypadło). Duża przymierza się, przymierza, w końcu podnosi łapkę do
      góry, dopuszczona do głosu wygłasza komentarz do znanego sobie wersetu Ezech.
      18:4, gdzie i w jaki sposób można go zastosować. Cały komentarz taki "po
      jejowemu" - jej sposób rozumowania, mówienia, formułowania myśli i wniosków.
      Mało kiedy się wzruszam, ale łzy zakręciły mi się w oczach. I to niewzruszone
      przekonanie w głosie...

      Sytuacja nr 3: Dzisiaj ok 16. Głosimy na osiedlu domków jednorodzinnych.
      Pierwsze drzwi - Natalię trafia. "No, kiedy ja zacznę rozmowę...?" OK, w
      następnych drzwiach. Zamknięte. Kolejny dom (do tej pory właścicielka odsyłała
      nas z kwitkiem na pierwsze spojrzenie) - Pani podeszła do furtki, moje dziecko
      zadało sensowne pytanie, poczekało na odpowiedź, przedstawiło biblijny punkt
      widzenia czytając werset, który sama na swoim studium niedawno przerabiała, po
      czym zaproponowało kobiecie broszurę. I nieważne to, że Pani uznała, że "nie
      chce tych ulotek". Wysłuchała najważniejszego fragmentu głoszonego orędzia -
      słów z Pisma Świętego. A co do odwagi w tym wszystkim.... Nie wyobrażam sobie,
      żebym jako pięcioletnia dziewczynka stanęła przed czyimiś drzwiami, otworzyła tę
      Świętą Księgę i z takim przekonaniem, głośno i dobitnie obwieszczała jej treść.
      Ba, znam sporo osób, które do tej pory tremują się niemiłosiernie, stając przed
      cudzymi drzwiami. Sama nieraz się stresuję przypuszczalną, hipotetyczną reakcją
      domownika. Duża niby też, ale nie w ten sposób. W niej jest to COŚ, czego często
      brakuje dorosłym. Bezwzględne zaufanie, że powodzenie tej działalności to
      kwestia mądrości wyższej i nie do końca nasza sprawa i nasze dzieło. Po prostu
      odwaga.
      • mamalgosia Re: w wykonaniu mojej Dużej odwaga... 28.07.07, 21:25
        Lolinko, Twoja Córka jest nie tylko odważna, ale i bardzo mądra. Czy w innych
        sytuacjach - nie związanych z wiarą - też tak się zachowuje?

        No i nie piszesz nic o sobie...
        • lolinka2 Re: w wykonaniu mojej Dużej odwaga... 29.07.07, 10:24
          Duża generalnie jest taka, aczkolwiek zależnie od fazy... Najprawdopodobniej tak
          jak my oboje jest dwubiegunowa, więc czasem jej reakcje są kompletnie
          nieadekwatne do sytuacji, ale nigdy wymierzone przeciwko komuś. Tak ogólnie jako
          córka, jest b. pomocna w domu: sprząta swój pokój dzielnie (wprawdzie z
          zaciśniętymi zębami ale jednak), śmieci wynosi, u Małej czasem zabawki poskłada,
          poza tym czyta i pisze - i strasznie ją to kręci ostatnio smile), no i bawi się
          oczywiście. Co do takich dojrzałych zachowań, czasem jak ją za mocno ponosi,
          musi pójść do swojego pokoju żeby się wyciszyć. Ostatnio ją tak odesłałam, za 5
          minut wchodzę i pytam, czy jej zdaniem już jest wyciszona i chce się do nas
          przyłączyć (śpiewaliśmy sobie rodzinnie). Uznała, że jest lepiej, ale jeszcze
          nie, i jak będzie całkiem spokojna, to sama przyjdzie. Tyle skrótowo o Dużej.

          Co do odwagi i do mnie....
          Odwaga rodzicielska -nie bać się być rodzicem własnego dziecka. Wg tej definicji
          sporo tchórzostwa mamy na świecie. Ja się nie boję. Po prostu wiem, że dano mi
          te kilka(naście) lat na wykonanie konkretnej pracy i tak do tego podchodzę.
          Odwaga cywilna - powiedzieć komuś prawdę w sposób taktowny tzw asertywność.
          Trochę kuleje... jak chyba u każdego... czasem wolę przemilczeć i dostać w łeb
          niż się odezwać. W rodzinie mi asertywności nie brak, uczę się jej obecnie w
          kontaktach z pracodawcą (zawsze mnie paraliżowały rozmowy o pieniądzach), czasem
          ubolewam, że brak mi w/w na ulicy (kiedy jakiś idiota omal mnie nie rozjedzie na
          zielonym, kiedy widzę matkę z dzieckiem która pali papierosa nad wózeczkiem,
          kiedy wandale zaśmiecają ulicę...). Ot, życie.

          Brawurowa nigdy nie byłam. Za mocno się boję.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka