Wierzący a rozwód...

30.08.07, 15:17
Właśnie rozwodzę się z mężem. Zastanawiam się jak będę traktowana w
moim kościele. Boję się reakcji niektórych osób. Dość mam osobistych
problemów i tak bardzo potrzebne mi zrozumienie i wsparcie. Jak Wy
byście zareagowały w takiej sytuacji?
    • justyna.ada Re: Wierzący a rozwód... 30.08.07, 16:05
      . Jak Wy
      > byście zareagowały w takiej sytuacji?

      Ale - jako rozwodzące się (teoretycznie) czy jako znajome
      rozwodzącej się osoby?

      A, i wyjaśnij,co masz na myśli "traktowana w moim kościele?"

      pozdrawiam
      • zebra12 Chodzi oczywiscie o znajomych rozwodzących się :) 30.08.07, 19:15
        Pytam, bo boję się wykluczenia czy czegoś w tym rodzaju. Należę do
        wspólnoty ewangelicznej. Boję się czy inni nie będą mnie traktować
        jak czarnej owcy. Nie bardzo też chcę się przed wszystkimi tłumaczyć
        dlaczego i czy na pewno nie dało się czegoś jeszcze zrobić dla
        ratowania związku.
    • jogo2 Re: Wierzący a rozwód... 30.08.07, 16:10
      Słowo daję, czasy pani Dulskiej, kiedy pół ulicy wiedziałoby, że
      Iksińska jest rozwódką i sklepowa nie byłaby dla niej taka grzeczna,
      jak dla pani doktorowej i pani sędziny już chyba minęły, a także na
      szczęście Polska to nie Turcja. Taką mam nadzieję. Według mnie
      wierzący powinni, jeżeli już, gorszyć się ludzmi podejmującymi
      współżycie przed ślubem, bo w tej sytuacji zależy coś zarówno od
      jednej jak i od drugiej strony, a z tego co zdążyłam zauważyć, robią
      sobie zero problemu. A ja, taka głupia, naiwna, kiedyś brałam tę
      kwestię poważnie. W każdym razie, co ma poradzić kobieta, której mąż
      chce rozwodu? Nie wymieniając szeregu innych przyczyn. W wypadku
      kwaśnych min/uwag znajomych, radzę zastanowić się poważnie, czy nie
      zmienić znajomych.
      Pozdrawiam,
    • sion2 Re: Wierzący a rozwód... 30.08.07, 17:28
      Mam bliska kolezanke zyjaca w konkubinacie, druga moja kolezanka ze
      studiow tez tak zyje. NIe zglaszaly mi ze cos w moim stosunku do
      nich jest nie tak, wiec podejrzewam ze tym razem z przekazem nie mam
      klopotu.

      W twoim kosciele dopuszcza sie separacje np. gdy ktores ze
      wspolmalzonkow znęca sie nad drugim, nie rozumiem wiec pytania
      twojego. Dopoki ty sie nie zwiazesz z innym mężczyzną, jesli rozwod
      jest nie z twojej winy, to nawet do sakramentow mozesz przystepowac
      tak jak inni. Jak niby mialabys byc traktowana w kosciele? twoje
      prawa nie sa ograniczone, po prostu z punktu widzenia kosciola jesli
      wzielas slub sakramentalny to on trwa do smierci, chyba ze sie
      stwierdzi niewaznosc zawarcia. A jesli mialas tylko cywiliny slub no
      to nawet na korzysc teraz wypadniesz smile.
    • mader1 Re: Wierzący a rozwód... 30.08.07, 17:36
      Dalsza znajoma... pewnie nie czułabym się upoważniona do
      dyskutowania,rozmyślania o Jej życiu, a tym bardziej oceniania czy
      porównywania.
      Przyjaciółkę czy koleżankę starałabym się wspierać, wysłuchać...
      Zresztą... właśnie teraz jedna z bliskich mi par zanjomych jest tuż
      przed rozwodem.
      To straszne przeżycie.
      A o Twojej sytuacji w kościele napisała już Sion.
    • minerwamcg Re: Wierzący a rozwód... 31.08.07, 11:23
      Trudno powiedzieć, jak będziesz traktowana w Twoim kościele a także Kościele -
      nie znamy tej wspólnoty i nie wiemy, jaki jest jej stosunek do ludzi
      rozwodzących się. Nie do rozwodów, bo do tych chrześcijanie nastawieni są
      zdecydowanie negatywnie (nawet jeśli ich Kościół dopuszcza rozwody), tylko
      właśnie - do ludzi.
      Jeżeli wspólnota jest życzliwa i przyjazna, będą w Tobie widzieć raczej "tę
      naszą biedną Zebrę, której się nie ułożyło i za którą trzeba się modlić" niż
      gorszycielkę, która obniża poziom moralny świętego zgromadzenia. Życzę Ci, żebyś
      znalazła zrozumienie.
    • luccio1 Re: Wierzący a rozwód... 31.08.07, 18:38
      Jeśli to Cię cokolwiek pocieszy - to dawniej i teraz tzw. "opinia
      publiczna" przypisuje winę za rozwód jednak w pierwszej kolejności
      mężowi - nie żonie.
    • basia313 Re: Wierzący a rozwód... 31.08.07, 23:39
      Pamietaj ,ze rozwod sam w sobie nie musi prowadzic do wylaczenia
      Ciebie w jakiejkolwiek formie ze spolecznosci w Twojej parafii. Sama
      wiesz co bylo przyczyna rozwodu i pewnie jak zwykle jest to
      skomplikowana sprawa. JEsli jednak wina byla po stronie Twojego
      meza, to oczywiscie mozesz spokojnie z podniesiona glowa chodzic. I
      teraz dopoki nie zwiazesz sie z innym mezczyzna , to oczywiscie o
      nic sie nie musisz martwic. WIelu juz tu wspomnialo, ze oczywiscie
      ludzie nadal odbieraja rozwod w specyficzny sposob i z tym niestety
      niewiele mozna zrobic. Jesli sumienie masz czyste, to chodz z
      podniesiona glowa. Pan Jezus Cie nadal kocha obojetnie co soe stalo.
    • mamalgosia Re: Wierzący a rozwód... 01.09.07, 22:19
      Przepraszam, że tak obok pytania, ale palce posłuszne sercu
      wklepują: a jak Tobie w tym wszystkim? Dużo żalu? Bólu? Niepewności,
      lęku, poczucia straty, może porażki? Jak z Twoim poczuciem
      bezpieczeństwa? Jak sobie radzisz?
      To musi być bardzo trudne...
    • dorotkak Re: Wierzący a rozwód... 04.09.07, 10:13
      nie nam oceniac innych, co komu w duszy gra to Bog to rozsadzi

      przygotuj sie na dziwne reakcje, wymysl sobie co odpowiesz na zbyt
      osobiste pytania, przygotuj sie, ze niektorych znajomych straciszsad
Inne wątki na temat:
Pełna wersja