27.09.07, 13:23
Szczyt bezczelności: wykorzystywanie przerwy w pracy na obgadywanie
szefa.

Nie będę pisać, jakie mam z nim przejścia. Wspomniałam gdzieś, że na
początku roku powiedział mi coś takiego, że mój Mąż chciał iść z tym
do PIPu. Nie będę też pisać o tym, co on z nami robi w świetle prawa
(bo można zaleźć komuś za skórę nie łamiąc prawa, nie ma haka, tylko
żal), choć chętnie bym o tym pogadała (bardzo się przy tym
denerwuję). Albo o tym, że w zeszłym roku oficjalnie ogłosił, że
niektóre osoby muszą pracować za darmo.

Dzisiaj przypadkiem (tak, znowu przypadkiem) rozmawiałam z jedną z
nauczycielek. Zapytałam, jak jej synek (1,5 roku), a ona na to, że
od poniedziałku jest chory. Acha, zapytałam więc, dlaczego nie
poszła na opiekę. Na co ona, że teraz na opiekę chodzi mąż. No w
porządku. Po chwili milczenia koleżanka mówi: "Wiesz, ja bym chciała
zostać z synkiem. Ale w zeszłym roku byłam 3 razy na opiece i
dyrektor wezwał mnie i powiedział, że mam się zdecydować, czy chcę
być w domu czy w pracy. W tym roku go zapytałam czy mogę iść na
opiekę, na co on, że mogę, oczywiście, on tylko obserwuje, a jak
będzie trzeba, to zwolni".
Zmroziło mnie.
Przyznam, że dotychczas wszystkie przewinienia naszego szefa
zwalałam na głupotę/niewiedzę/niedopieszczenie i samotność (od kilku
lat jest rozwodnikiem), ale chyba jednak się myliłam.
Kobieta boi się walczyć - choć oczywistym jest, że za takie coś nie
mogłaby zostać zwolniona, boi się presji, rozmów itp.
Niestety ją rozumiem. Tylko, że w ten sposób to my do niczego nie
dojdziemy, będzie coraz gorzej.

Czuję się dziwnie.
Od jakiegoś czasu nie ufam sobie, nie wiem, czy to co czuję że
powinnam zrobić, rzeczywiście powinnam.
Ale nie powinniśmy siedzieć cicho, prawda?
Teraz tak sobie myślę, że może każdy z nauczycieli w mojej szkole ma
za sobą jakąś tego typu rozmowę? Milczymy. Niektórzy z lęku przed
utratą pracy (choć tu akurat nie ma sie czego bać, bo on nie może
zwolnić, a jeżeli zwolni, to każdy Sąd Pracy przywróci), niektórzy
nie wiem z jakiego powodu, a niektórzy - do których i ja należę - z
powodu słabej psychiki, lęku przed krzykiem (bo i to mu się zdarza),
złością, szykanami.
Ale coraz częściej myślę, że to koszt, który może powinno się
ponieść?
Nie wiem, naprawdę nie wiem.

W najbliższy wtorek byłaby okazja, żeby wypowiedzieć swoje zdanie -
będzie miała miejsce taka sytuacja, w której się część osób
wykorzystuje.
Nie wiem, co robić
Obserwuj wątek
    • lolinka2 Re: mobbing 27.09.07, 13:32
      Przez mobbing odeszłam z 3 szkół w swojej karierze nauczycielskiej: dwa razy
      mobbowała mnie kobieta...
      A ten jeden raz, kiedy spróbował to zrobić mężczyzna, był jednym razem za dużo,
      skończyło się odejściem z zawodu...
      Potem trafiła się znowu kobieta, tym razem w wydawnictwie językowym, odeszłam
      bez względu na fakt, że byłam w ciąży i mogłam (miałam prawo) zostać.

      Rozumiem, aczkolwiek teraz, po studiach jakie skończyłam (HR) walczyłabym w sądzie.
      • mamalgosia Re: mobbing 27.09.07, 13:41
        lolinka2 napisała:

        > Przez mobbing odeszłam z 3 szkół w swojej karierze
        nauczycielskiej: dwa razy
        > mobbowała mnie kobieta...
        Lolinko, wierzę Ci. I dopiero teraz rozumiem. Dotychczas pracowałam
        w szkole, w której takie rzeczy absolutnie nie miały miejsca (choć
        układy były, ale to chyba jak wszędzie) i na godziny w trzech innych
        szkołach - nigdzie nic takiego nie było! Tutaj doznałam szoku, nie
        chciałam w to wierzyć.

        No więc moją główną myślą jest ucieczka. Przede wszystkim, żeby
        ratować siebie, bo kosztuje mnie to bardzo wiele, ze szkodą
        własciwie dla wszystkich, którzy mają ze mną kontakt. Mama
        Przyjaciółki powiedziała, że ona widzi tylko jedno
        wyjście: "Zadzieram kiecę i lecę" (dużo potem myślałam o tym - dla
        niej to było proste: jest źle, trzeba uciekać. Może to właśnie
        powinno być tak?)
        Ale niestety nie mam możliwości ucieczki. Robię wszystko co mogę,
        ale rynek pracy jest u nas fatalny, jak to na prowincji


        > A ten jeden raz, kiedy spróbował to zrobić mężczyzna, był jednym
        razem za dużo,
        > skończyło się odejściem z zawodu...
        aż tak...sad



        >
        > Rozumiem, aczkolwiek teraz, po studiach jakie skończyłam (HR)
        walczyłabym w sąd
        > zie.
        Jej, strasznie się tego bojęsad
    • warszawianka51 Re: mobbing 27.09.07, 15:07
      Kasiu,
      Dlaczego myślisz o ucieczce?
      Nie jesteś jedyną osobą wykorzystywaną w tej szkole. Cała Wasza
      grupa ma prawo po swojej stronie - nawet nie tylko prawo, ale po
      prostu rację.
      Dyrektor jest ważną osobą, ale bez Was, nauczycieli, szkoła nie
      będzie istnieć.
      Nie dałoby rady porozmawiać z innymi, którzy źle się czują w obecnej
      sytuacji i wejść z nimi w "koalicję"? Może dyrektor w trakcie
      konfrontacji z grupą zastanowi się nad swoim postępowaniem. On Wami
      manipuluje bo jest zbyt pewny swojej pozycji. Jesteście zastraszeni.
      Może spróbujcie jego zastraszyć, jeśli nie będzie chciał wysłuchać
      Waszych racji. Nie znam się na szkolnej hierarchii ale może warto go
      postraszyć kuratorium?
      Umiałabyś znaleźć wśród nauczycieli niezadowolonych z rządów
      dyrektora osobę z charyzmą, z siłą, która mogłaby być Waszym
      przedstawicielem?
      Wydaje mi się, że godzenie się na obecną sytuację lub ucieczka to
      tylko chwilowe rozwiązanie, które i tak nie da Ci spokoju...
      Pisz na bieżąco, jak ta sytuacja wygląda.
      • mamalgosia Re: mobbing 27.09.07, 20:43
        Niestety. Nikt nie chce powalczyć lub boi się. Kompletnie nikt.
        Jeżeli ktokolwiek w jakikolwiek sposób postawił się w jakichś
        nienormalnych sytuacjach, to byłam to tylko ja (a i tak robię to
        bardzo rzadko)
        • warszawianka51 Re: mobbing 27.09.07, 20:55
          Oj sad
          To faktycznie kiepsko. Nie wiem czy odważyłabym się w takiej
          sytuacji na samotną walkę. Nie wiem, czy moje bohaterstwo
          przyniosłoby więcej szkody czy pożytku.
          Trudno nie reagować, ale co robić, gdy reagowanie jest skazane na
          porażkę?

          Nie wiem, co Ci doradzić. Ucieczka z tej szkoły wydaje mi się coraz
          rozsądniejszym rozwiązaniem, no ale skoro będziesz miała trudności
          ze znalezieniem innej pracy... Ja nigdy nie pracowałam, ale wiem z
          doświadczenia mojego męża jak bardzo wyniszczająca jest praca w
          miejscu, którego się nie lubi.
          Może wchodzi w grę praca w innym mieście? A może
          przekwalifikowałabyś się - masz drugi zawód - może praca w Kościele?
          Są media kościelne, fundacje... Nie wiem, czy nie bredzę
          przypadkiem smile Jeśli się zagalopowałam w tym doradzaniu, to mnie
          przyhamuj smile
          • mamalgosia Re: mobbing 27.09.07, 21:34
            warszawianka51 napisała:

            > Oj sad
            > To faktycznie kiepsko. Nie wiem czy odważyłabym się w takiej
            > sytuacji na samotną walkę. Nie wiem, czy moje bohaterstwo
            > przyniosłoby więcej szkody czy pożytku.
            > Trudno nie reagować, ale co robić, gdy reagowanie jest skazane na
            > porażkę?
            Dokładnie tak, no jakbyś wyjęła moje myśli z głowy.

            Ja nigdy nie pracowałam, ale wiem z
            > doświadczenia mojego męża jak bardzo wyniszczająca jest praca w
            > miejscu, którego się nie lubi.
            Wiesz, moja praca na szczęscie nie składa się w 100% z patrzenia na
            buzię dyrektora - na szczęscie są jeszcze uczniowie (trudni, bo
            środowisko fatalne, ale daję radę), są jeszcze zwykłe lekcje. A to
            kocham, choć męczę się ostatnio bardzo (fizycznie)


            > Może wchodzi w grę praca w innym mieście?
            To już i tak jest nie w moim mieście właśnie, tylko we wsi
            niedaleko. Naprawdę przechlapanesad

            A może
            > przekwalifikowałabyś się - masz drugi zawód - może praca w
            Kościele?
            Kiedyś myślałam o tym - ale nie tak jakoś na poważnie, tylko w
            bardzo mglistej hipotezie. Rozwiała się - nie jestem dobrym
            Świadkiem. A to podstawa. Nie może Boga przekazywać innym zawodowo
            osoba taka jak ja. No nie może. Nie będę się wdawać w niepotrzebne
            szczegóły, po prostu nie mogę.

            Media kościelne...
            Może nie uwierzysz, ale ja w życiu prywatnym jestem nieśmiała. Nie
            potrafiłabym, stres by mnie zeżarł.
            Ale dziękuję za rady.
            Próbuję nie tracić nadziei, że kiedyś wreszcie jakaś nauczycielka w
            moim mieście odejdzie z pracy. Tylko nie wiem, czy ja tego dożyję
    • alex05012000 Re: mobbing 28.09.07, 08:33
      nie wiem jaka jest dokładna definicja mobbingu, ale krzywe patrzenie
      na zwolnienia lekarskie (swoje czy na dzieci) jest zjawiskiem
      powszechnym, inna rzecz w jaki sposób przekazuje sie uwagi czy
      napomnienia...
      ja tam akurat dobrym przykładem nie jestem, bo przez 7 lat mojej
      pracy w obecnej firmie, L4 wzięłam raz, po zabiegu chirurgicznym, 2
      tygodnie (na siłę mi chcieli wpisac miesiąc, ale walczyłam dzielnie)
      i raz 4 dni na skręconą kostkę na której chodzić się nie dało..., co
      to jest "opieka", nad chorym dzieckiem jak rozumiem, nie mam
      pojęcia ...
      natomiast gdybym była pracodawcą też by mnie takie "opieki"
      wkurzały, ale od czasu do czasu każdemu może się zdarzyć...
      natomiast walka z pracodawcą jest na ogół walką z wiatrakami, bo
      nawet jeśli sie wygra, pracodawca zawsze może, z zachowaniem
      odpowiedniego okresu wypowiedzenia, po prostu umowę rozwiązać ... w
      każdym razie pracodawca prywatny napewno, o szkole i zatrudnieniu
      nauczycieli to ja nic nie wiem... może są jakieś inne zasady, ale
      przypuścmy, ze w pracy taka osoba zostaje, to można jej
      tak "uprzyjemnić" żywot, ze sama odejdzie...
      z tego też względu np ja, mając lat 42 , kobieta, dzieciata, ... nie
      będę nic mówić, narzekać, ani się o nic upominać, choćby i mi się
      należało, bo w tym wieku, jako kobieta, nie znajdę pracy, w której
      mi zapłacą tyle żebym przeżyła do następnego miesiąca z rodziną, o
      satysfakcjonującej nie mówię... powstaje błędne koło...
      • mamalgosia Re: mobbing 28.09.07, 15:06
        alex05012000 napisała:

        > nie wiem jaka jest dokładna definicja mobbingu, ale krzywe
        patrzenie
        > na zwolnienia lekarskie (swoje czy na dzieci) jest zjawiskiem
        > powszechnym, inna rzecz w jaki sposób przekazuje sie uwagi czy
        > napomnienia...
        Poniekąd rozumiem. Na państwowej posadzie wiąże się to z jakąś
        dezorganizacją pracy, a w prywatnej z dodatkowymi kosztami.

        Oczywiście bardzo to prorodzinnesad

        >> natomiast walka z pracodawcą jest na ogół walką z wiatrakami, bo
        > nawet jeśli sie wygra, pracodawca zawsze może, z zachowaniem
        > odpowiedniego okresu wypowiedzenia, po prostu umowę rozwiązać ...
        W szkole to niezbyt jest możliwe, musiałby dać dyscyplinarkę, ale
        jakoś ją uzasadnić.
        Ale z tymi wiatrakami to chyba masz rację.


        to można jej
        > tak "uprzyjemnić" żywot, ze sama odejdzie...
        Co niniejszym mój szef powoli acz skutecznie czynisad(
        • alex05012000 Re: mobbing 28.09.07, 15:24
          a kto mówi, że u nas jest cokolwiek prorodzinnego ??? w większości
          firm chcieliby bezpłciowe, bezrodzinne i bezdzietne cyborgi
          pracujące 24/dobę...
          tak mi sie przypomniało, zę tez w swoim zawodowym życiorysie miałąm
          jedną prace, która psychicznie była wykańczająca, pracowałam tam 9
          miesięcy, prezesem była kobieta ale nie dało się... po prostu sie
          nie dało... chora kobieta, klimakterium, brak chłopa czy co innego,
          nie wiem, nie do wytrzymania była totalnie... praca od 9 do 19.00 w
          jakimś horrorze, odeszłam - dostałam fajną propozycję, z której nic
          nie wyszło i zostałam na lodzie, ale nieważne... w końcu tę prezes
          też "wywalili" z tej firmy... nie mam kontaktu ani z nią ani z
          firmą...
          mimo wszystko najlepiej zmienić pracę kiedy nie odpowiada, z tego
          czy innego powodu... ja zmieniałam wiele razy, przez 10 lat, w
          między czasie parę razy nie mogłam niczego znaleźć, a jestem główny
          żywiciel rodziny! a teraz w koncu siedzę sobie spokojnie niedługo
          ósmy rok zacznę ... i choć są i blaski i cienie, to nie narzekam,
          grzechem byłoby narzekać...
          życze ci mamałgosiu spokoju i zdrowia, z całego serca....
          • mamalgosia Re: mobbing 28.09.07, 15:31
            Piszesz o tym klimakterium...
            Myślę, że nie można wszystkiego zwalać na tego typu czynniki, ale myślę, że
            gdyby mój szef miał kobietę, to wyglądałoby to inaczej. Przede wszystkim ona
            chciałaby mieć go w domu, a nie w pracy.
            • alex05012000 Re: mobbing 28.09.07, 16:05
              niektórzy, kobiety ale i faceci!!! przechodzą ten etap fatalnie dla
              otoczenia...
              niektórzy bez-rodzinni, też fatalnie to znoszą i siedzą w pracy do
              nocy, bo nie mają co w domu robić i dogadują tym rodzinnym, bo im po
              prostu zazdroszczą...
              tamta moja prezes wtedy też nie miała ani faceta/męża ani dzieci...
              trzymaj sie w każdym razie ma-małgosiu!
    • ula27121 Re: mobbing 28.09.07, 09:11
      No, ja odeszłam. Najpierw urodziłam dwójkę dzieci tak żeby wykorzystać urlopy,
      zwolnienia, macierzyńskie tak maksymalnie. Miałam urodzić troje i przeczekać do
      emerytury szefowej (byłejsmile ale tak pod rząd nie dałabym chyba rady.

      Na szczęście w moim zawodzie proszą sie żeby przyjść do pracy....nie ma problemu
      ze zmienianiem jej nawet wielokrotnie.

      Poza tym moja była szefowa uważam, że ma problemy psychiczne- poważne i
      pogłębiające się. Ja mam cały czas poczucie, że powinnam jej jakoś pomóc.
      Zawiadomić córki, które są daleko.

      Ale powiem jeszcze, że ta sytuacja w pracy uświadomiła mi jak strasznie
      wyniszczające musi być uczucie nienawiści. Ja miałam tyle złych uczuć (mam...)w
      stosunku do tej kobiety, tyle żalu, niechęci....To mnie zabijało w tamtej pracy.
      Te emocje, że jak o niej myślałam to nie mogłam spać a w niedzielę miałam
      ściśnięty żołądek.

      Uważam jednak, że ucieczka nie jest dobra. Ja to rozważałam, żeby tak pójść i
      uprzedzić ja o tym, że jeśli nie zmieni postępowania to zacznę działać- nie wiem
      czy ktoś by mnie poparł? Ale nie miałam odwagi. Tłumaczę sie tym, że ona
      naprawdę chora, nie ma szans na jakąkolwiek racjonalną rozmowę....ale to takie
      tłumaczenie, nie odważyłabym się postąpić tak jak uważam za słuszne.

      Wiem, że obecnie pracownicy chcą zakładać sprawę o mobbing ale nie wiem czy coś
      z tego wyjdzie.

      A, i jeszcze jedno. Ja też na początku tłumaczyłam szefową ale uważam, że nic
      nie usprawiedliwia takiego postępowania. Nie można swoich prywatnych problemów
      przerzucać na pracowników. Nic tego nie tłumaczy.
      • monibiel Re: mobbing 28.09.07, 09:56
        No i poczułam się trochę młodsza czytając ten wątek. Wróciły
        wspomnienia. Co to jest mobbing? Dla mnie terror psychiczny po
        prostu. Nie musi być chamstwa, krzyków i podnoszenia głosu, ale jest
        lęk. Paraliżujący strach, który bierze się nie wiadomo z czego, bo
        nieraz właściwie się zastanawiasz czego ci wszyscy ludzie sie boją?
        A boją się. A ty z nimi. Taką właśnie miałam kiedyś w pracy
        sytuację. Szefowa grzeczna i kulturalna, a jednak działająca tak, że
        ludzie bali się nie tylko jej, ale i siebie nawzajem. PŁakałam
        mężowi w rękaw, bolała mnie brzuch kiedy jechałam do pracy. Aż
        któregoś dnia odkryłam, że ta kobieta, tak niezadowolona z mojej
        pracy jednocześnie podkrada mi ją. Złapałam papiery i jak burza
        poleciałam do rektora. Dziś żałuję, że nie do prawnika - sprawę
        miałabym wygraną.
        Nie wyobrażam sobie dzisiaj nie walczyć o siebie w pracy. Każdy ma
        prawo do g o d n e g o traktowania. Mobbing opiera się tylko na
        lęku. Istnieje dopóki wszyscy się boją. Wyjścia w zasadzie masz dwa -
        walczyć o siebie albo odejść, bo inaczej po prostu zwariujesz ty i
        twoi bliscy - piszesz przecież, że odbija się na nich ta sytuacja.
        Monibiel
        • ula27121 Re: mobbing 28.09.07, 11:23
          Dokładnie. Zwariujesz Ty i Twoi bliscy. U mnie rodzina też na tym cierpiała.
        • mamalgosia Re: mobbing 28.09.07, 15:17
          Mój szef nie jest niezadowolony z mojej pracy, a nawet przeciwnie.
          Zresztą sama musze przyznać, że jeśli chodzi o moje obowiązki wobec
          młodzieży to naprawdę jestem w porządku.
          Nie potrafię znieść tego wszytskiego "wokół". I znane mi płakanie w
          rękaw Męża, o którym piszesz; i znane mi jojczenie przed
          Przyjaciółką; znany mi ból brzucha...
          Tak, dojrzałam już do tego, co piszesz: albo jedno albo drugie. Na
          razie jednak technicznie nie potrafię ani jednego ani drugiego.
    • tres_ka Re: mobbing 28.09.07, 09:25
      Moja przyjaciółka miała tak straszną dyrektorkę w pracy (też w szkole), że w
      końcu odeszła, nie miała siły. Niestety, jak próbowała coś zrobić, "postawić
      się", NIKT jej nie poparł i została takim kozłem ofiarnym. Przez to miała duże
      kłopoty z awansem, bo pani dyr. miała koleżanki na różnych stanowiskach i mściła
      się. Po prostu horror. Ale ona nie miała siły, żeby walczyć SAMA z tym całym
      układem, była za słaba.
    • isma szklanka 28.09.07, 09:26
      Autorka watku o biurku tutaj - zaskoczenie, co ;-p?
      No wiec szklanka, zaleznie od spojrzenia, jest jednak do polowy
      puista albo do polowy pelna.

      Bo ja lubie swoja prace. Ale ukladow w niej panujacych to nie lubie.
      Postepowania na granicy prawa albo wbrew prawu i poszukiwania
      uzasadnien dla tego - tez nie lubie.

      Ale chyba najwazniejsza jest kwestia poczucia, czy robi sie cos w
      samej swej istocie sensownego. Jesli nie - trzeba uciekac. Jesli
      tak - trzeba walczyc (a ze to kupe nerwow kosztuje, to fakt -
      wlasnie sie od powrotu z urlopu nader przykro przekonuje ;-((() .
      • ula27121 Re: szklanka 28.09.07, 11:27
        No moja praca nie jest jakoś bardzo sensowna- przynajmniej na razie bo myślę, że
        z czasem zmienię. Ale teraz po prostu mogę pracować. Robić to co robię w miarę
        dobrze a wracając do domu mogę zająć się rodziną. Nie jestem spięta i
        zdenerwowana jak jeszcze parę miesięcy temu, mogę spokojnie zasypiać a w
        niedzielę myśleć o niedzieli a nie od około 12.00 w południe czuć sie jak przed
        poważnym egzaminem bo " jutro do pracy"....tak się nie da pracować
        ....przynajmniej ja nie umiałam niestety.
      • mamalgosia Re: szklanka 28.09.07, 15:25
        Właśnie to rozeznanie jest najtrudniejsze. Oczywiście wolałabym pracować jak
        kiedyś z młodzieżą licealną, jest super, uczą się, słuchają... Tutaj się
        szarpię, jestem zmęczona nieludzko... A jednak: kto ich ma uczyć jak nie ja? mam
        wieloletnią praktykę, sukcesów dość dużo - więc może własnie to moje posłanie
        tam właśnie w to miejsce ma sens? Dlatego starałam się rozeznać, ciągle się
        staram. Ale koszt... Nie wiem, czy aż taki. Koszt - w przenośni i dosłownie również.

        Nigdy dotąd w życiu nie byłam na takim rozdrożu na wielu ważnych płaszczyznach
        życia. Ja naprawdę nie wiem, co robićsad
      • mamalgosia Re: szklanka 28.09.07, 15:27
        no dobrze: a jeśli praca jest bezsensowna, układy fatalne, zerowa przyjemność
        czy satysfakcja, ale nie ma szans na zmianę, a pracować trzeba? jak wtedy sobie
        radzić z tą pustą szklanką?
        • ula27121 Re: szklanka 01.10.07, 12:46
          Ja to bym chyba zacisnęła zęby i trzymała się myśli, że pracuję tylko dla
          pieniędzy bez których nie dam rady przeżyć....i cały czas szukała miejsca do
          którego dało by sie uciec. Chyba żyłabym też nadzieją, że coś
          znajdę....Rozważyłabym też rodzenie dzieci czekając na lepsze czasy. Może jakaś
          rodzina zastępcza- wtedy bym o tym pomyślała na poważnie.
    • dorotkak Re: mobbing 28.09.07, 12:16
      kochana mamalgosiu
      nie mam czasu wiele pisac - ale ja niestety tez juz to wszystko
      przeszlamsad zaraz po studiach trafilam na takiego szefa w duzej
      miedzynarodowej firmie, ze az cierpne na wsopmnienie.
      Placa ogolnie byla kiepska, nadgodziny platne ale tak samo kiepsko.
      Glownym zalozeniem naszego szefa bylo to, ze mamy non stop siedziec
      przy biurkach, bez wstawania do toalet, picia, jedzenia...plus
      komentarze w stylu "Pani to bulki sprzedawac by sie nadwala, albo do
      budki z piwem..."
      mial swoja jedna ulubienice, reszte traktowal na rownie podle,
      chcialysmy cos z tym zrobic, ale to bardzo trudno udowodnic - chyba
      by nagrywac trzeba bylo
      wybralam ucieczka i dobrze na tym wyszlam i finansowo a przede
      wszystkim emocjonalnie
      powodzenia!
      • mamalgosia Re: mobbing 28.09.07, 15:29
        dorotkak napisała:

        > kochana mamalgosiu
        > nie mam czasu wiele pisac - ale ja niestety tez juz to wszystko
        > przeszlamsad

        Jakoś mnie to szczególnie nie dziwi, skoro czytam w Twoich myślach...

        zaraz po studiach trafilam na takiego szefa w duzej
        > miedzynarodowej firmie, ze az cierpne na wsopmnienie.
        Ciekawe, prawda? tyle lat, a zapomnieć się nie dasad
        Ale jak uciec...
    • mamalgosia magdalaena1977 28.09.07, 15:03
      Bardzo dziękuję za maila. Rzeczowy, a rady chyba w 100% słuszne
    • mamalgosia warszawianki 28.09.07, 15:34
      dziewczyny, nie gniewajcie się za to co napiszę. Ale Wasze spojrzenie jest
      trochę jednak niepełne: u Was jest taki rynek pracy, że choć czasem znalezienie
      innej pracy może być trudne, to jednak nie niemożliwe. U nas to wygląda zupełnie
      inaczej. Decyzja o "zmianie pracy" (którą bardzo chciałabym wcielić w życie)
      najczęściej równa się "rezygnacji z pracy".
      Gdybyśmy nie potrzebowali mojej pensji, to posiedziałabym w domu na wychowawczym
      do czasu aż któraś nauczycielka odejdzie gdzie bądź.
      nie wiem, naprawdę nie wiemsad((
      • alex05012000 Re: warszawianki 28.09.07, 16:15
        nie mamy sie za co gniewać! ja wprawdzie warszawianka, ale mam
        znajome e-mamy na prowincji i wiem jak to jest....
        a co do znajdywania pracy - i w stolicy i poza nią - wszystko zależy
        od zawodu, znajomości języków, wykształcenia, płci, i innych
        czynników... taki humanista, kobieta, z innym językiem jak
        angielski, albo nic ciekawego nie znajdzie, albo znajdzie, ale nie
        utrzyma za to rodziny... ja wiele lat dorabiałam do pensji na
        drugim, trzecim etacie... teraz mam coraz mniej sił, dziękuję Bogu
        za te pracą jaką mam, bo pozwala mi jako/tako utrzymać dom i jest
        raczej satysfakcjonująca ...
        p.s. w tym miesiącu zbankrutowałam, ale to m. innymi z powodu
        restauracji pianina, nowej lodówki i szkoły...
        • mamalgosia Re: warszawianki 28.09.07, 21:44
          We wrześniu wszyscy rodzice głodują
          • alex05012000 Re: warszawianki 01.10.07, 09:00
            no, jak jeszcze kupują nową lodówkę i naprawiają (dla dziecka) ponad
            100 letnie pianino... to napewno...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka