mamalgosia
27.09.07, 13:23
Szczyt bezczelności: wykorzystywanie przerwy w pracy na obgadywanie
szefa.
Nie będę pisać, jakie mam z nim przejścia. Wspomniałam gdzieś, że na
początku roku powiedział mi coś takiego, że mój Mąż chciał iść z tym
do PIPu. Nie będę też pisać o tym, co on z nami robi w świetle prawa
(bo można zaleźć komuś za skórę nie łamiąc prawa, nie ma haka, tylko
żal), choć chętnie bym o tym pogadała (bardzo się przy tym
denerwuję). Albo o tym, że w zeszłym roku oficjalnie ogłosił, że
niektóre osoby muszą pracować za darmo.
Dzisiaj przypadkiem (tak, znowu przypadkiem) rozmawiałam z jedną z
nauczycielek. Zapytałam, jak jej synek (1,5 roku), a ona na to, że
od poniedziałku jest chory. Acha, zapytałam więc, dlaczego nie
poszła na opiekę. Na co ona, że teraz na opiekę chodzi mąż. No w
porządku. Po chwili milczenia koleżanka mówi: "Wiesz, ja bym chciała
zostać z synkiem. Ale w zeszłym roku byłam 3 razy na opiece i
dyrektor wezwał mnie i powiedział, że mam się zdecydować, czy chcę
być w domu czy w pracy. W tym roku go zapytałam czy mogę iść na
opiekę, na co on, że mogę, oczywiście, on tylko obserwuje, a jak
będzie trzeba, to zwolni".
Zmroziło mnie.
Przyznam, że dotychczas wszystkie przewinienia naszego szefa
zwalałam na głupotę/niewiedzę/niedopieszczenie i samotność (od kilku
lat jest rozwodnikiem), ale chyba jednak się myliłam.
Kobieta boi się walczyć - choć oczywistym jest, że za takie coś nie
mogłaby zostać zwolniona, boi się presji, rozmów itp.
Niestety ją rozumiem. Tylko, że w ten sposób to my do niczego nie
dojdziemy, będzie coraz gorzej.
Czuję się dziwnie.
Od jakiegoś czasu nie ufam sobie, nie wiem, czy to co czuję że
powinnam zrobić, rzeczywiście powinnam.
Ale nie powinniśmy siedzieć cicho, prawda?
Teraz tak sobie myślę, że może każdy z nauczycieli w mojej szkole ma
za sobą jakąś tego typu rozmowę? Milczymy. Niektórzy z lęku przed
utratą pracy (choć tu akurat nie ma sie czego bać, bo on nie może
zwolnić, a jeżeli zwolni, to każdy Sąd Pracy przywróci), niektórzy
nie wiem z jakiego powodu, a niektórzy - do których i ja należę - z
powodu słabej psychiki, lęku przed krzykiem (bo i to mu się zdarza),
złością, szykanami.
Ale coraz częściej myślę, że to koszt, który może powinno się
ponieść?
Nie wiem, naprawdę nie wiem.
W najbliższy wtorek byłaby okazja, żeby wypowiedzieć swoje zdanie -
będzie miała miejsce taka sytuacja, w której się część osób
wykorzystuje.
Nie wiem, co robić