warszawianka51
27.09.07, 13:42
Powracam na forum

Powracam do czynnego uczestnictwa, bo czytałam
Was pilnie codziennie

Nie taki ze mnie jednak egocentryk, żebym
miała od razu na cześć mojego powrotu o nim wątek zakładać - wątek
będzie o powrotach trudnych.
Zainspirowała mnie mary_ann, która napisała w ramach wyjaśnień: "A
sami wiecie, że im więcej czasu upływa, tym trudniej
wrócić." Doświadczyliście takich trudnych powrotów? Powrotów, na
które w zasadzie nie ma się ochoty? Albo ochotę ma się, ale bilans
zysków i strat pokazuje, że lepiej zachować istniejące status quo...
Czasem powrót jest jednoznaczny z przyznaniem się do porażki. Co
powoduje, że człowiek jednak potrafi wyjśc z bezpiecznego dla siebie
miejsca, zaryzykować odrzucenie i jednak powrócić?
Temat trudnych powrotów to z jednej strony problem powracającego a z
drugiej - tego, do którego się powraca. Czasem burzy mu się
istniejący porządek świata. Czasem ma on ochotę powiedzieć: teraz
jest już za późno na powrót, teraz już Ciebie nie chcę. A czasem
wyciąga z radością ręce, jak ojciec syna marnotrawnego - Jezus uczy
nas, jak powinniśmy przyjmować powracających.
Podzielicie się refleksją?