mamalgosia
08.10.07, 15:25
Będzie cytat. Uprzedzam, że pod względem językowym kiepski
(podejrzewam, że wina tłumacza, bo autora raczej nie - jest nim R.
Cantalamessa, mam o nim bardzo dobre zdanie), w jednym zdaniu nawet
pogubiłam się, o co chodzi. Ale mam nadzieję, że będzie on (cytat)
na tyle jasny, żeby zrozumieć, w czym rzecz
<Pewnego dnia słuchałem interesującego programu radia BBC
zatytułowanego "Ryty świeckie: pogrzeb". Program rozpoczynała
emitowana na żywo mowa mężczyzny sprawującego w tym momencie ryt
pogrzebu, w której tle słychać było muzykę Mozarta. Kierujący
uroczystością mówił: "Komfort posiadania przyjaciela albo osoby
drogiej może nam być zabrany, ale nie mieliśmy go tylko jednego.
Świat jest wielką wspólnotą i Małgorzata (imię zmarłej) była częścią
nas. Życie ludzkie zasadza się na wsparciu udzielanym innym..." W
tym momencie zza głosu prowadzącego uroczystość pogrzebową przebijał
głos prowadzącego program radiowy, który komentował:"Szlachetan
muzyka Mozarta, ale brak hymnów czy też psalmów". Po chwili: "Wiara
w ducha ludzkiego, ale nie wiara w Ducha Świętego". Prowadzący
pogrzeb kontynuował: "Nie powinniśmy być smutni. Przeżyć dobre
życie, życie które nas satysfakcjonuje przez 78 lat jest czymś, za
co powinniśmy być wdzięczni..." I głos prowadzącego program: "Jest
tutaj coś z godności, ale nie ma nic z dogmatu, ani z boskości. To
jest pogrzeb świecki".
Czym jest "pogrzeb świecki", albo - jak się go nazywa we Włoszech -
"cywilny"? Transmisja ta ukazuje pewnego rodzaju fenomen, który w
niektórych krajach europejskich, np. w Holandii, dotyczy - jak się
stwierdza - okoły połowy ludności. Gdzie indziej jest mniej
rozpowszechniony, ale ten styl grzebania zmarłych stale wzrasta. W
chwili śmierci kogoś bliskiego, krewni zwracają się do
tzw. "humanisty", który organizuje pogrzeb świecki, zazwyczaj w
krematorium. Na takim pogrzebie nie mówi się o Bogu, o Tajemnicy, o
życiu wiecznym, ale mówi się o osobie, która odeszła, o jej
zaletach, o jej zainteresowaniach.
Socjologowie i ludzie kultury, którzy zostali wezwani, aby
wytłumaczyć ten fenomen, nie boją się upatrywać przyczyny tego
zjawiska w wierze. "Kler stara się przypisywać ludziom wiarę
dogmatyczną, ściśle określoną, o wiele większą od tej, którą są oni
w stanie okazać. Wiele osób czuje się nieswojo, nieszczerze biorąc
udział w rytach wyrażających wiarę doktrynalną, ściśle określoną,
pod którą nie czują się zdolnymi do podpisania. Jeśli ludziom dane
byłoby zrozumienie rytów przejścia w sposób czysto symboliczny, nie
byłoby problemów. Lecz kler woli zaangażowanie doktrynalne, ściśle
okreslone i myśli, że byłoby hipokryzją żądać rytów religijnych,
kiedy nie jest się w stanie w ich znaczeniu zaakceptować wiary". Tym
co szkodzi, jest "duża" wiara i ona to właśnie powstrzymuje ludzi
przed pogrzebami religijnymi".
Pytań mam kilka:
Jak to wygląda w Polsce? Ile jest takich "świeckich pogrzebów", jaki
mają one przebieg? Czy byliście kiedyś na jakimś?
To tak dla zaspokojenia ciekawości.
Ale bardzo zastanowił mnie ten akapit o wyjaśnieniu zjawiska. Że
wiara przekazywana jest jakby "za duża" dla odbiorców. Kiedyś
mówiliśmy o języku listów KE, że niestrwany i bynajmniej nie dla
wszytskich. Ale tutaj jest coś głębszego - że samo sedno jest jakby
dla ludzi za trudne, nie do udźwignięcia, nie do pojęcia. Nawet nie
wiem, czy "za trudne" jest dobrym określeniem, ale odbieram to tak,
że jest to wiara, która przerasta możliwości człowieka (w jego
mniemaniu), więc odsuwa się on - aby nie czuć się hipokrytą, aby
może się jakoś nie załamać - bo to, o czym się w kościele mówi, jest
mu obce.
Jestem gorsza niż ten tłumacz, zero jasności w mojej wypowiedzi. Tak
więc chyba co do tej drugiej części, to nie sprecyzuję pytania, może
po prostu napiszcie, jak to rozumiecie i co o tym myślicie.
I trzecia rzecz: "Przeżyć dobre życie, życie które nas
satysfakcjonuje przez 78 lat jest czymś, za co powinniśmy być
wdzięczni..." Komu wdzięczni? W jaki sposób okazać tę wdzięczność?
(cały czas mówię o sytuacji, w której nie będzie doneisienia do
Boga)