Dodaj do ulubionych

Nieograniczona siła Miłości

12.11.07, 09:21
Witam,
Byłam ostatnio na spotkaniu dla narzeczonych (przeprowadzam tam
badania) i słucham katechez z wielką przyjemnością - nawet nie wiem,
czy bardziej one nie przydałyby się młodym małżeństwom niż
narzeczonym, którzy i tak myślą, że będzie fajnie jak w komedii
romantycznej wink.
Ksiądz podczas katechezy powiedział, że jeśli ktoś myśli, że modląc
się i chodząc do kościoła zapewnia sobie Zbawienie, to myśli jak
człowiek w średniowieczu. Dzisiejsza teologia mówi, że kochając,
postępując zgodnie ze wskazaniami Jezusa Chrystusa jesteśmy w stanie
zbawić większą ilośc osób. Podał przykład: jeśli mąż wytrzymuje z
wyjątkowo wredną żoną, kocha ją, postępuje w stosunku do niej
kierując się Ewangelią, to swoją postawą może zbawić siebie, ją i
jeszcze swoje dzieci, które to wszystko widzą. I z tego, co
zrozumiałam nie chodziło Księdzu wcale o to, że żona czy dzieci
nawrócą się dzięki tej obserwacji. To zbawienie nastąpi niejako z
automatu, bez udziału tych osób - to siła miłości osoby, która jest
obok nich zadziała.

Ja nie jestem mocna w tych zagadnieniach i dla mnie była to nowość.
Nowość, która mnie uradowała, bo mam w otoczeniu wiele osób
niewierzących smile I była to nowość, która mnie zmobilizowała - jeśli
od mojego zachowania zależy nie tylko moja przyszłość, to mam więcej
zapału do bycia "lepszą".

Może dla mnie to nowość a Wy o tym wiecie od dawna i
żadnej "rewelacji" tu nie odkrywam smile No ale podzielcie się swoją
refleksją, bardzo proszę. smile
Obserwuj wątek
    • mama_kasia Re: Nieograniczona siła Miłości 12.11.07, 09:44
      "Pozostałym zaś mówię ja, nie Pan: Jeśli któryś z braci ma żonę niewierzącą i ta chce razem z nim mieszkać, niech jej nie oddala! 13 Podobnie jeśli jakaś żona ma niewierzącego męża i ten chce razem z nią mieszkać, niech się z nim nie rozstaje! 14 Uświęca się bowiem mąż niewierzący dzięki swej żonie, podobnie jak świętość osiągnie niewierząca żona przez "brata"3. W przeciwnym wypadku dzieci wasze byłyby nieczyste, teraz zaś są święte3. 15 Lecz jeśliby strona niewierząca chciała odejść, niech odejdzie! Nie jest skrępowany ani "brat", ani "siostra" w tym wypadku4. Albowiem do życia w pokoju powołał nas Bóg. 16 A skądże zresztą możesz wiedzieć, żono, że zbawisz twego męża? Albo czy jesteś pewien, mężu, że zbawisz twoją żonę?5" (1Kor 7,12-16)
      • warszawianka51 Re: Nieograniczona siła Miłości 12.11.07, 09:47
        No to jest tak, jak myślałam. Niczego odkrywczego nie napisałam smile
        • mama_kasia Re: Nieograniczona siła Miłości 12.11.07, 10:11
          Napisałaś: "To zbawienie nastąpi niejako z
          automatu, bez udziału tych osób - to siła miłości osoby,
          która jest obok nich zadziała." Tego bym taka pewna nie była,
          bo to jednak Bóg zbawia. Dla mnie zbawienie poszczególnych
          osób to tajemnica. W przytoczonym cytacie jest napisane, że
          pewności co do zbawienia tych osób jednak mieć nie możesz.
          "A skądże zresztą możesz wiedzieć, żono, że zbawisz twego męża?
          Albo czy jesteś pewien, mężu, że zbawisz twoją żonę?"
    • twoj_aniol_stroz Re: Nieograniczona siła Miłości 12.11.07, 09:50
      To dla mnie też jest nowością, konkretnie to, że będąc dobrą dla
      innych mogę im pomóc w zbawieniu. Kiedyś natomiast czytałam takie
      zdanie odnośnie naszego zbawienia: będąc miłosiernym wobec innych
      zmazujesz wiele swoich złych uczynków, bo miłość jest w stanie wiele
      grzechów zakryć.
      To co napisałaś bardzo mi pomoże, bo mam niestety wokoło siebie
      ludzi, którzy chodzą do kościoła, modlą się, ale... potrafią
      powiedzieć, że im spowiedź wystarczy raz w roku, bo nie grzeszą sad
      Jakoś nie czuję się na siłach, a wręcz uważam, że mi nie wolno,
      uświadamiać im, że jednak nie jest tak różowo, więc skoro tak jest
      jak piszesz, to mnie to ogromnie cieszy smile))))
      A swoją droga to wyczytałam kiedyś, że to co robimy dobrego dla
      innych tu na ziemi, możemy ofiarować Bogu za tych co cierpią w
      czyśćcu, to tym duszom bardzo pomaga. Może właśnie szczególnie w
      listopadzie (miesiącu poswięconym duszom czyśćcowym) warto o tym
      pogadać z Panem Bogiem smile))
      Kasia
      • warszawianka51 Re: Nieograniczona siła Miłości 12.11.07, 10:38
        Nie wiem, czy tak jest. Może ja źle zrozumiałam, albo może Ksiądz
        coś źle wyinterpretował... Ale trzeba mieć nadzieję, prawda? smile
        • twoj_aniol_stroz Re: Nieograniczona siła Miłości 12.11.07, 14:44
          Trochę mnie martwi cytat Mamy-Kasi, który to cytat wyraźnie mówi
          wyłącznie o małżeństwach, a ty sprawa dotyczy niestety ociupinkę
          dalszej rodziny niż męża. No, ale cóż Pan Bóg jest baaaardzo
          miłosierny, więc może tę zasadę rozciąga też na innych ludzi smile)))
    • nati1011 Re: Nieograniczona siła Miłości 12.11.07, 10:10
      I z tego, co
      > zrozumiałam nie chodziło Księdzu wcale o to, że żona czy dzieci
      > nawrócą się dzięki tej obserwacji. To zbawienie nastąpi niejako z
      > automatu, bez udziału tych osób - to siła miłości osoby, która
      jest
      > obok nich zadziała.

      Coś nie tak zrozumiałaś. Nie można kogoś zbawić "z automatu".
      Potrzebne jest do tego minimum udziału osoby zbawianej. Musi ona
      przynajmniej chcieć być zbawiona.

      Ja to rozumiem inaczej. Jezeli zyjesz w otoczeniu dobrego
      chrzescijanina, to po pierwsze widzisz owoce jego życia i w jakis
      sposob one do ciebie przemawiaja, i nie będziesz aż tak zamknięty na
      łaskę bożą by powiedzieć mu ostateczne nie. A po wtóre, łaska
      wymodla, czy wypracowana przez tą osobę spływa niejako na cąłe jej
      otoczenie.

      Ja to na swój użytek tłumaczę tak, że zły duch działąjący na tych
      bliskich ma mocno związane ręce (bo przecież może tylko tyle ile mu
      Bóg pozwoli) i jego siła oddziaływania jest dużo słabsza iż by była,
      gdyby taka osoba nie była w kegu łaski dobrego chrześijanina. Nie
      jest więc w stanie cąłkowicie zagłuszyć pragnienia Boga jakie jest w
      każdym człowieku. W ten sposób można mieć dużą nadzieję, że nawet
      jeżeli taka osoba nie nawróci się oficjalnie, nie przyjmie
      wszystkich skaramentów itd, to w ostatchnim tchnieniu swojej duszy
      będzie w stanie zawołać: Jezu ratuj.

      I też w to głęboko wierzę, bo i u mnie wiele osób, które mogły by
      być bardziej formalnymi katolikami sad
      • kulinka3 Re: Nieograniczona siła Miłości 12.11.07, 10:23
        Ten automat to chyba jakieś nieporozumieniewink)).Każdy z nas po śmierci stanie
        przed Panem i będzie sądzony z miłości, ale własnej, a nie żony czy męża, do
        Stwórcy.Chyba ,że o czymś nie wiem?
        • warszawianka51 Re: Nieograniczona siła Miłości 12.11.07, 10:33
          No w temacie Zbawienia, to chyba żadne z nas nie może powiedzieć, że
          wie wszystko smile
          • kulinka3 Re: Nieograniczona siła Miłości 12.11.07, 10:36
            Jasnewink)), ale skoro ksiądz mówi o automacie, to jestem ciekawa źródełka owego
            wywodu.
      • warszawianka51 Re: Nieograniczona siła Miłości 12.11.07, 10:36
        Gdy ja się zastanawiałam nad słowami Księdza, to pomyślałam też tak:
        jeśli ja będę człowiekiem, który zasłuży na Zbawienie i znajdzie się
        w Raju, to jak Raj może być dla mnie Rajem, skoro nie będzie tam na
        przykład mojego męża albo moich dzieci? W ten sposób wytłumaczyłam
        sama sobie tę teorię. smile No ale piszcie, piszcie - mnie to Zbawienie
        z automatu też nie przekonuje, choć bardzo bym chciała żeby było
        możliwe.
        • kulinka3 Re: Nieograniczona siła Miłości 12.11.07, 10:42
          Widać Pan Bóg jakoś te eschatologię poukładał,że i niebo i piekło jest możliwewink))
        • kudyn Re: Nieograniczona siła Miłości 12.11.07, 11:06
          Rzecz w tym, że nie możemy na zbawienie zasłużyć.
          A kwestia nieobecności osób kochanych - mam nadzieje że wszyscy będą zbawieni,
          ale to kontrowersyjna teza i już go z Kulinką przerabialiśmy smile i też się pod
          tym zdaniem podpisuję:

          kulinka3 napisała:

          > Widać Pan Bóg jakoś te eschatologię poukładał, że i niebo i piekło jest możliwe
          • nati1011 Re: Nieograniczona siła Miłości 12.11.07, 12:35
            > Rzecz w tym, że nie możemy na zbawienie zasłużyć.

            Widzisz, problem w tym, że mnie np przez 30 lat - pełnej (mam na
            myśli sakramenty) - obecności w kościele nikt tego nie powiedział.
            ALbo mówił tak, że nic z tego nie rozumiałam. Od najmłodszej
            katechezy pamiętam tylko,że trzeba koniecznie przestrzegać 10
            przykazań i grzech wyklucza nas z nieba. W środku nocy mogłam
            recytować jakie to czyny zamykają drogę do nieba.

            Ciekawa jestem ilu ludzi odeszło z formalnego kościoła, bo nie
            potrafiło sprastać tym wymaganiom?
            • kudyn Re: Nieograniczona siła Miłości 12.11.07, 12:42
              I dalej tak jest. Ostatnio na kazaniu z okazji Wszystkich Świętych ksiądz
              wyliczał co trzeba zrobić żeby zasłużyć na Niebo.
              • nati1011 Re: Nieograniczona siła Miłości 12.11.07, 13:02
                A ja do dzisiaj pamiętam kazanie sprzed jakiś 15 lat, gdzie ksiądz
                powiedział, że prawdziwy chrześcijanin nie może być szcześliwy. Jak
                jest szczęśliwy to coś z nim jest nie tak. sad

                Skoro księża gadają takie bzdury to czemu się tu dziwić sad
          • mamalgosia puste piekło 12.11.07, 17:32
            I ja się kiedyś wtrącałam do dyskusji o piekle - bo to, ze ono jest
            (wierzymy w to), wcale nie oznacza, że musi się w nim ktoś
            znajdować.

            Pastor po śmierci trafił do piekła. Oprowadzający go człowiek w
            nienagannym garniturze pokazuje mu salon masażu, cyrk, sieć
            luksusowych sklepów. Podniecony pastor wciąż jednak pyta, gdzie
            smażą się grzesznicy, gdzie jest ten ogień piekielny, kotły i
            smoła?! Zniecierpliwiony gospodarz prowadzi go do niewielkiego
            pomieszczenia, gdzie rzeczywiście w kilku podgrzewanych naczyniach
            przypiekają się jacyś podekscytowani nieszczęśnicy. — To katolicy —
            tłumaczy zawstydzony — oni bardzo nalegali...
    • mamalgosia ex opere operato 12.11.07, 17:28
      to właśnie pierwsze, co mi się nasunęło.

      Wierzę, że miłość ma moc przemieniania. Że grzeje jak piecyk w
      środku zimy i że w jego pobliżu łatwiej się rozgrzać, niż z dala od
      niego.
      Ale jednak musi być wolna decyzja człowieka. Mąż nie zbawi żony,
      córka nie zbawi matki. Decyzję o przyjęciu zbawienia każdy musi
      podjąć sam - być może własnie pod wpływem tego ciepła, być może
      rozgrzany miłością najbliższych.

      Myślę jednak o tej "wierze zastępczej", którą wyznają katolicy.
      Dlatego chrzcimy niemowlęta - przecież nie potrafią one same wyznać
      wiary. Albo w ogóle cała katolicka wiara w działanie sakramentów
      (wiem, że na zewnątrz Kościoła często postrzegana jako magiczna) -
      że działają one i są skuteczne same z siebie, niezależnie od
      postawy, przyjęcia, zasług osoby przyjmującej je. Czy nie jest to
      właśnie podobne myślenie jak z tym, że miłość Męża ma zbawić żonę
      zupełnie bez jej chcenia?
      Coś mi tu nie pasuje, ale na razie jeszcze nie wiem co. Pewnie mi to
      uświadomiciesmile
      • isma Re: ex opere operato 12.11.07, 19:21
        No, dzialaja ex opere operato, ale o ile sa wazne udzielone. Czyli,
        np. w przypadku doroslego przymujacego chrzest, jednak musi byc jego
        wola.
        I chyba jednak tak samo z tym zbawieniem: wykonanie w szczegolach
        moze byc rozne, ale jednak, chyba, osobista wola - u tych, ktorzy
        nia w pelni dysponuja, oczywista - nawiazania jakiejs wiezi z Bogiem
        byc powinna?
        • mamalgosia Re: ex opere operato 12.11.07, 21:43
          Ismo, oczywiście sama czuję, że bez sensu jest zbawianie kogoś na
          siłę i dawanie mu czegoś czego on nie chce (tylko czy nie chce, czy
          nie wie, że chce?). Ale jakoś nie wychwytuję różnicy. Z tępoty.

          Tępocie mojej winna nie jestem, ale nie chcę w niej twkić. Więc
          wykaż błąd.

          Sakrament to jakiś znak (widzialny) łaski Bożej (niewidzialnej). I
          ja tak rozumiem, że on się dzieje gdy jest udzielany. Ty mówisz - że
          musi być dyspozycja przyjmującego. Ale w takim razie jaki byłby sens
          mówienia o tym, że działają właśnie same w sobie, moca zbawczą
          Chrystusa? Czy głównie chodzi o podkreślenie tego, że ewentualna
          niegodność szafarza nie ma znaczenia? A jeśli warunkiem ważności
          jest to by przyjmujący chciał, to czy jest również warunkiem
          ważności, by szafarz chciał? Czy to już własnie nie ma znaczenia?
          Domniemywa się, że chce?

          A czym jest tzw. skuteczność? Może własnie ona zalezy od dyspozycji
          przymującego? To znaczy: ona na pewno zalezy m.in. od tego, ale może
          tylko ona?

          Chrzest niemowlęcia wyciska znamię na jego duszy bez względu na jego
          brak dyspozycji, a skutki - mogą byc różne.

          No i jak tu pisze warszawianka - może miłość też wyciska piętno, cyz
          chcemy tego, czy nie?

          Pragnę miłości, ale bardzo bym nie chciała by tak było.
          Marionetkowość mnie przeraża
          • isma Re: ex opere operato 12.11.07, 23:22
            Nie no czekaj, moze to nieporozumienie jest. Co to znaczy "dzieje
            sie, kiedy jest udzielany"?

            Z tym chrztem - ja zakladam, ze w przypadku doroslego nie wystarczy
            wypowiedzenie formuly trynitarnej i polanie glowy woda, do waznosci
            intencja (czy wrecz wola, w sytuacji zwyczajnej) chrzczonego byc
            musi. No, dajmy na to - czy sakramentem byly chrzty Zydow dokonywane
            pod przymusem?
            To samo, ale na tym gruncie juz sie nie czuje zbyt bezpiecznie, z
            malzenstwem chyba - nie wystarczy samo wypowiedzenie formulki wobec
            asystujacego, musi byc wola stron, zeby byl sakrament (przy czym,
            oczywiscie "na wejsciu" domniemywa sie, ze ona jest, ewentualnie to
            domniemanie mozna obalic).

            No wiec, przynajmniej w tych przypadkach, mimo, ze bylyby jakies
            widzialne znamiona, to sakramentu nie ma, a zatem i laska
            sakramentalna nie dziala, podejrzewam?

            Natomiast otwarta jest kwestia, jakimi jeszcze drogami dzialania
            dysponuje Pan Bog i czy te, hmmm, wymagaja chetnej czlowieczej woli.
            Szawel niby spadl w swoim czasie z konia, ale, w sumie, nawet on
            wcale nie musial zostac chrzescijaninem wink)).
          • mamalgosia godność szafarza 13.11.07, 21:22
            "Święcenia kapłańskie. Otrzymałem je z rąk biskupa Ignacego
            Świrskiego... dwukrotnie!
            (...)
            W siedleckiej katedrze było zimno jak w psiarni, a cała ceremonia -
            "czytana". Oszołomiony tym wydarzeniem nie miałem nawet siły, by je
            emocjonalnie głebiej przeżywać. Dopiero po kilku dniach swego
            rodzaju znieczulenia dotarło do mnie, że osiągnąłem pierwszy etap
            realizacji powołania. A tu nazajutrz po święceniach, z samego rana,
            biskup wezwał mnie do siebie. Przychodzę zaniepokojony, a on mi
            mówi: "Przepraszam bardzo księdza, ale ja mam wątpliwości, czy
            wzbudziłem należytą intencję w momencie święceń. Na wszelki wypadek
            musze to powtórzyć".
            I istotnie, załozył stułę, wziął kielich z hostią i udaliśmy się do
            kalicy, gdzie w skróconej nieco wersji raz jeszcze ksiądz biskup
            udzielił mi sakramentu".

            Tak pisze o. Leon Knabit.

            A jeśli szafarz by nie powtórzył? To nieważny ksiądz? Ilu takich
            nieważnych księży, bierzmowańców, ilu nierozgrzeszonych?
            No nie, tak to być nie może...
    • mader1 Re: Nieograniczona siła Miłości 12.11.07, 22:23
      Dobrze by było, może wiele osób skorzystałyby z mojej Miłości, ale
      może i ja... ja skorzystałabym z Niej...
      Ale chyba (?) gdzieś błądzimy...
      Relacja człowiek - człowiek chyba nie wystarczy, nawet jezeli byłaby
      pełna miłości, oddania i pragnienia zbawienia dla ukochanych...
    • warszawianka51 Re: Nieograniczona siła Miłości 14.11.07, 08:19
      Ja się jeszcze pozastanawiałam nad problemem. I pomyślałam, że
      Ksiądz kierował swoje słowa do osób, które przygotowują się do
      sakramentu. I są, przynajmniej w założeniu, katolikami - więc nie
      było tu mowy o zbawianiu ateistów poprzez miłość świadczoną przez
      osoby wierzące.

      No i jeszcze coś. Przeczytałam wczoraj nową książkę Musierowicz "Na
      Gwiazdkę" i tam jest fragment z Ks. Twardowskiego:

      "Paradoks leży w tym, że Bóg wszechmogący jednej rzeczy nie może:
      zbawić człowieka bez jego dobrego wysiłku. Człowiek sam musi wybrać
      miłość."

      I po przeczytaniu tego fragmentu pomyślałam sobie, że jeśli taka
      jędzowata żona widzi wysiłki kochającego męża, to po pewnym czasie
      otworzy się na tę miłość i nauczy się ja dawać - i na tym może
      polegać pomoc męża. No ale o tym to już ktoś napisał.
    • warszawianka51 Re: Nieograniczona siła Miłości 14.11.07, 22:19
      Nikt nie chce się udzielać w moim wątku sad
      No to pogadam sama ze sobą smile Byłam dziś znów na badaniach i Ksiądz
      zaskoczył mnie swoją definicją sakramentu - jest to małżeństwo Boga
      z prostytutką, którą jest każdy z nas. Podobno wziął to ze św.
      Augustyna.
      No, może Was trochę (po)ruszę wink
      • mader1 Re: Nieograniczona siła Miłości 15.11.07, 00:05
        > Nikt nie chce się udzielać w moim wątku sad

        Bo każdy się rozmarzył i chciałby, żeby to było możliwe, a
        wątpi... smile

        Ta prostytutka to nic juz w porównaniu z tym, co napisałaś
        wcześniej smile
        Chciał uświadomić, że nie bardzo załugujemy na Przyjaźń z Bogiem...
        Ale ja to wiem nawet i bez takich porównań.
      • kudyn Re: Nieograniczona siła Miłości 15.11.07, 10:21
        Że to definicja sakramentu to bym nie powiedział, ale na pewno bardzo dobrze
        tłumaczy ich kontekst. Obraz ten był już mocno obecny w ST, nawet prorok Ozeasz
        ożenił się z prostytutką.
      • isma Re: Nieograniczona siła Miłości 15.11.07, 10:46
        Hm. Znaczy, efektowne. Ale (ja sie wyraznie starzeje) ja to jakos
        wole, zeby mowic o pewnych prawdach bez fajerwerkow ;-(((. W
        najnowszym Tygodniku jest znowu troche o "niekonwencjonalnym"
        podejsciu do przekazu wiary.
        Mam coraz wiecej watpliwosci ;-(((.
        • warszawianka51 Re: Nieograniczona siła Miłości 15.11.07, 13:10
          Wiesz co Isma? smile Zgadzam się z Tobą w kwestii tych fajerwerków, ale
          myślę, że chęć na nie jest odwrotnie proporcjonalna do dojrzałości
          wiary. Ten Ksiądz mówił do ludzi młodych - katecheza z prostytutką
          była o mistycznym ciele Chrystusa - to nie był łatwy temat do
          wytłumaczenia ludziom, którzy w większości, jak wynika z moich
          badań, nie mają kontaktu z religią katolicką (nie chodzą do
          kościoła, nie rozmawiają z nikim o Bogu czy religii). Gdy do takich
          ludzi mówi się w sposób normalny, bez fajerwerków, wrzucając co
          jakiś czas bardziej skomplikowany termin teologiczny, to oni śpią.

          Ja mam to szczęście, że mieszkam na przeciwko kościoła, w którym
          msze prowadzą młodzi księża z całego świata (i tu są fajerwerki), a
          koło mojej Mamy, która mieszka 10 minut piechotką ode mnie jest
          kościół tradycyjny. No i mam wybór zwłaszcza, że w niedzielę zawsze
          jemy obiad u moich Rodziców smile
          • isma Re: Nieograniczona siła Miłości 15.11.07, 18:28
            No toz ja na razie tylko o swoich gustach mowie wink)).

            Ale faktem jest, ze sie zastanawiam tez troche w ogolnosci - i,
            oczywiscie, roznorodnosc jest dobra, tylko... to chyba podobnie, jak
            z tym kiczem koscielnym, o ktorym pisala Mary Ann. Pytanie: czy, jak
            sie skonczy czas fajerwerkow, to rzeczywiscie bedzie to ustapienie
            miejsca wierze dojrzalej, czy raczej rozczarowaniu, ze to cale
            chrzscijanstwo nie jest takie atrakcyjne, jak sie z poczatku
            wydawalo?

            Nie wiem, mysle wink)).
      • mamalgosia Re: Nieograniczona siła Miłości 15.11.07, 14:53
        Święty nie święty, ksiądz nie ksiądz. Nie podoba mi się to
        porównanie.
    • mamalgosia jeszcze mi przyszło do głowy... 14.11.07, 22:48
      uzdrowienie paralityka. Nie ma w Ewangelii zadnej mowy o tym, że on
      chce być uzdrowiony (może to oczywiste? A moze tylko dla nas
      oczywiste, że zdrowie jest taką wartoscią, że każdy jej pragnie? A
      więc może każdy pragnie zbawienia - choć sam o tym czasem nie wie?).
      To osoby troszczące się o niego przynoszą go przed Jezusa (i to z
      niemałym poświęceniem, bo jednak spuszczanie kogoś z łóżkiem na
      linach przez dach nie jest czymś prostym). Wszyscy trzej synoptycy
      piszą, że uzdrowił go "widząc ICH wiarę".
      Bierny odbiorca miłosierdzia.
      Ciekawe
      • kulinka3 Re: jeszcze mi przyszło do głowy... 14.11.07, 23:03
        Kurczę, ciekawe!
      • kudyn Re: jeszcze mi przyszło do głowy... 15.11.07, 10:08
        Jeżeli człowiek ma w sercu zaszczepione pragnienie Boga, jeżeli prawdziwe jest
        zdanie Augustyna „niespokojne jest nasze serce, dopóki nie spocznie w Tobie”, to
        każdy człowiek pragnie zbawienia.
        ICH wiara – dlaczego czterech a nie pięciu? Tekst pokazuję wagę wiary innych dla
        zbawienia, ale nie wyprowadzałbym wniosku, że jego zbawienie było z automatu.
        Dla mnie ważne jest, że ten paralityk dzięki nim spotkał Jezusa, a myślę że to
        jest istota wiary.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka