Dodaj do ulubionych

obiektywność ocen szkolnych

13.11.07, 21:00
Jestem po nieprzespanej nocy, więc może będę gadać jeszcze bardziej
głupio niż zwykle, ale i tak zakładam te wątek, bo jutro być może
będę po dwóch nieprzespanych nocachsmile, to już lepiej dziś...

No więc pytanie brzmi tak: czy tendencja do coraz większej
obiektywizacji ocen szkolnych jest dobra?

Na pierwszy rzut oka (i chyba na parę kolejnych także) wydaje się,
że to dobrze. Wszystkie VI klasy piszą ten sam test, czyli jak uczeń
dostanie 10 punktów w Parzymiechach Dolnych, to wie on tyle samo co
10 punktowy uczeń z cenrum Warszawy.
Oceny na semestr też obiektywizujemy - są średnimi ważonymi (już
nawet nie arytmetycznymi). Przy cząstkowych to samo szaleństwo.
Punkty, procenty, przedziały...

No i nie wiem, czy to dobrze. Chroni przed mściwością wściekłych
nauczycieli, którzy się uwzięli na uczniów, chroni przed ich
kaprysami, słabościami...
Ale brakuje mi tego miejsca na tzw. wkład własny ucznia. Na jego
trud, na jego możliwości... Sprawiedliwości nie rozumiem tak, że
każdemu po równo, a tak się porobiło. Może to właśnie dobrze? Gdy
zaczynałam pracę, był przepis, że ocena semestralna nie musi być
średnią ocen cząstkowych. I np. dwoje uczniów z tą samą średnią
mogło mieć inną ocenę na półrocze. Niesprawiedliwe, prawda?

Są uczniowie zdolni i są kombinatorzy - oni przy małym wkładzie
własnym uzyskują dobre wyniki. Ale to mnie nie boli, niech mają
(choć czasem bywa demoralizujące dla reszty klasy). Żal mi natomiast
tych, którzy są słabsi, a ja tego nie mogę wziąć pod uwagę. Widzę
np., że łebek się stara, że próbuje poprawiać oceny ze sprawdzianów,
że naprawdę chce... Ale najwyraźniej dobrymi chęciami piekło
wybrukowane i oceniamy same efekty.

Dziś na konferencji omawialiśmy przypadek pewnego ucznia, który jest
upośledzony - co najmniej w sposób umiarkowany - ale rodzice nie
chcą go przebadać w PPP, w związku z tym należy go traktować jak
każdego innego ucznia. No więc on prawdopodobnie powtórzy klasę. A
tak się stara..sad Wiem, wielka wina rodziców - ale oni są
niereformowalni.
No i nauczyciele najwyraźniej też.

A Wy chcielibyście, żeby Wasze dzieci były oceniane obiektywnie czy
subiektywnie?
Obserwuj wątek
    • mama_kasia Re: obiektywność ocen szkolnych 14.11.07, 09:02
      Według mnie nawet na terenie tej samej szkoły nie jest się w
      stanie zachować obiektywności ocen, bo jednak zależą one od
      sposobu oceniania przez nauczyciela. Każdy z nich ma jakiś system.
      A co do testu VI-klasisty... A jeśli bardzo dobry uczeń będzie
      miał w czasie testu akurat zły dzień - ból brzucha, kłopoty
      w domu itp.? Wcale nie musi napisać na miarę swoich możliwości.
      Wynik testu niekoniecznie musi świadczyć o posiadanej wiedzy.
      • mamalgosia Re: obiektywność ocen szkolnych 14.11.07, 09:06
        Kasiu, wiem, że póki będzie czynnik ludzki, nie będzie 100%
        obiektywizmu. Ale chodzi mi o sytuacje, kiedy w sposób jawny nie
        możesz wymagań obniżyć i dostosowac ich do dziecka, które ewidentnie
        ma mniejsze możliwości. Wiem, ma mniejsze możliwości - więc ma i
        niższą ocenę, tak jest sprawiedliwe.
        • mama_kasia Re: obiektywność ocen szkolnych 14.11.07, 09:26
          A to mi przypomina o sytuacji z wf-em. Jest dziewczynka drobna.
          W testach osiąga gorsze wyniki, nawet biorąc pod uwagę jej rozmiar.
          Natomiast - zgłasza się sama do reprezentowania klasy w meczu,
          jest zawsze gotowa ćwiczyć, angażuje się. Nauczycielka rozkłada
          bezradnie ręce - z ocen wychodzi czwórka sad Dyrekcja na
          zastrzeżenia odnośnie sposóbu oceniania (nie oceny) rozkłada
          ręce - system jest słuszny sad
          W tej samej klasie chłopców ocenia nauczyciel, który ma oceny
          z testów, ale są one jakąś cząstką oceny końcowej. Bierze pod
          uwagę aktywność, chęci, zaangażowanie. Słabszy sprawnościowo
          uczeń nadrabia i piątkę osiąga.
          To zawsze, mam wrażenie, jest czynnik ludzki. Pewnie, w przedmiotach
          innego typu, większą rolę odegrają oceny z wiedzy.

          Ale mam pytanie - czym z założenia są oceny w szkole? Co się
          na nie składa? Czego mają być obrazem?
    • mader1 Re: obiektywność ocen szkolnych 14.11.07, 11:07
      Jeżeli ocena ma sygnalizować, co się umie, ile ma się jeszcze do
      zrobienia, w jakim ogólniaku da się radę... jeżeli ma być
      informacyjna , jak najbardziej powinna być obiektywna.
      Natomiast mozna użyć innych środków do osiągnięcia celów
      wychowawczych smile
      Pamietam chłopca, który miał kiepskie oceny, natomiast dostał od
      wychowawczyni nagrodę za wysoką kulturę osobistą.
      Ale.... Mamalgosiu, oceny nie są obiektywne smile
      smile - uśmiech zrobił mój synek, który już mnie odciąga od komputera...
      Są oceny za klasówki i testy - te są bardziej obiektywne, mimo
      różnych wymagań, celów.
      Ale... oceny z odpowiedzi, oceny z aktywności na lekcji...
      W ścisłych przedmiotach możesz tego tak bardzo nie widzieć.
      W przedmiotach humanistycznych wychodzi jednak jak ocena jest
      subiektywna...
      Pamietam moją zdolną, oczytaną przyjaciółkę z ogólniaka - tak ją
      zawsze przestraszyli przy tablicy, że z roku na rok szło Jej
      słabiej. Im bardziej upewniała się, że " nie potrafi" ( dziwne, że
      jak ze mną rozwiazywała zadanie w łąwce, potrafiła), tym gorzej
      pisała klasówki sad(( Na szczęście na studiach przekonała się, jak
      jest inteligentna.
      • mamalgosia Re: obiektywność ocen szkolnych 14.11.07, 18:14
        mader1 napisała:

        > Jeżeli ocena ma sygnalizować, co się umie, ile ma się jeszcze do
        > zrobienia, w jakim ogólniaku da się radę... jeżeli ma być
        > informacyjna , jak najbardziej powinna być obiektywna.

        Tak, właśnie taki ma cel


        > Natomiast mozna użyć innych środków do osiągnięcia celów
        > wychowawczych smile
        > Pamietam chłopca, który miał kiepskie oceny, natomiast dostał od
        > wychowawczyni nagrodę za wysoką kulturę osobistą.
        Mader, rozumiem. Mozna. Ale ja np. uczę 390 uczniów, nawet jeśli
        chciałabym w ten sposób zmotywować tylko połowę, to nawet po tik-
        taku by nie mogli dostać

        >> Ale... oceny z odpowiedzi, oceny z aktywności na lekcji...
        Ależ to też jest wymierzone i wyważone! Z aktywności dajesz plusa.
        Cztery plusy - piątka. Pytasz - zadajesz 4 pytania i wpasowujesz w
        odpowiednie widełki. A co jeśli uczeń się denerwuje? Jesli
        odpowiedzi ustne stanowią dla niego duży problem? Albo odwrotnie?:
        pisze powoli?
        No wiem, niemożliwym jest ogranięcie tego wszystkiego. Ale nawet
        próbować nie mogę
    • maika7 Re: obiektywność ocen szkolnych 14.11.07, 11:52
      >A Wy chcielibyście, żeby Wasze dzieci były oceniane obiektywnie czy
      subiektywnie?

      Najbardziej bym chciała, zeby dziecko mialo poczucie rzetelności i
      sprawiedliwości oceny. To taki ideal.
      W życiu moich dzieci - roznie bywało. Ale właściwie do większoći ocen nie
      przywiązywaliśmy wielkiej wagi. Były sygnalem, ze cos idzie dobrze lub, że
      gdzies się coś zbylejaczyło i trzeba naprawić, albo wskazywały na konkretne kłopoty.

      Mowiły tez o stosunku do przedmiotu lub wrecz o stosunku do nauczyciela.

      Trudna sprawa z tymi ocenami. Chciałabym, zeby dzieci były oceniane obiektywnie,
      ale nie wylacznie za wiedzę (za to przede wszystkim), ale tez za aktywnośc,
      wykonywanie dodatkowych ćwiczeń itd...

      M.
      • mamalgosia Re: obiektywność ocen szkolnych 14.11.07, 18:17
        maika7 napisała:
        >
        > Najbardziej bym chciała, zeby dziecko mialo poczucie rzetelności i
        > sprawiedliwości oceny. To taki ideal.
        No, nie jesteś osamotniona w tym chceniu
    • nati1011 Re: obiektywność ocen szkolnych 14.11.07, 13:01
      moim zdaniem obiektywna to powinna być ocena z matury.

      Nie wyobrażam sobie, systemu oce, gdy w 4 czy 5 klasie oceny
      wystawia się tylko na podstawie sztywnych kryteriów. To jakaś
      totalna pomyłak. W podstawówce dzieci mają jeszcze wiele zaległosi i
      braków. Jezęłeli starają sie je nadrobić to MUSZA być za to
      nagrodzone lepszą oceną. Nawet jeżel;i ich poziom wiedzy nie osiąga
      szczytów. Inną sprawą są przedmioty wymagające umiejętności. TOTALNĄ
      BZDURĄ są dla mnie oceny z muzyki plastyki i w-fu. Chyba, że
      obrazują zaangażowanie. Chociaż moja córka np nie znosiła malować. I
      co. Ma mieć gorszą ocenę tylko dlatego że lepiej się czuje na muzyce
      niż plastyce? A dziecko nie mające całkowicie słuchu? Lub mniej
      sprawne. W życiu nie osiągnie w testach na w-fie więcej niż 2-3. Nie
      można kogoś karać za brak predyspozycji do danej czynności.
      Ja np do dzisiaj pamiętam platyczkę która katowała nas martwą
      naturą. Uwielbiałam malować pejzarze, ale nigdy nie była w stanie
      odwzorować cieni i światła w martwej naturze. Najpierw miałam 2 za
      prace, a potem regularnie uiciekałam z plastyki.

      Zresztą do dobry przykład. Podstawówkę skończyłam na trójkach i
      słabych czwórkach. Za to marzyłam o liceum ekonomicznym. To było to
      co chiałam robić w życiu. Ale w poradni pedagogicznej nie chciano mi
      dać tam skierowania. Na siłe próbowano mnie upchnąć w zawodówce. Na
      szczęście mój stan zdrowia wykluczał w zasadzie wszystkie. W końcu
      postanowiono zrobic mi testy pedagogiczno-psychologiczne. Wypadły
      tak dobrze, że .... odmówiono mi skierowania do liceum zawodowego, a
      kazano iść do ogólniaka. Zaparłam się przednimi łapami, bo ogólniak
      był dla mnie dalszym ciagiem koszmarnej podstawówki, gdzie uczą
      wszystkiego, tylko nie tego co mnie interesuje. W końcu dostała to
      skierowanie. Ukończyłam szkołe na samych piątkach i 6 (wprowadzili
      na koniec). Nasz system szkolny nie jest wogole przygotowany do
      wydobycia z dziecka tego co najlepsze. Teraz chyba jeszcze mniej niż
      kiedyś. Wszystko próbują ująć w ramy i sklasyfikować, a tak się nie
      da.

      a już system oceniania niemal wyłaćznie na podstawie testów, to
      jakaś wielka pomyłka. Czy to są roboty czy dzieci?
      • mamalgosia Re: obiektywność ocen szkolnych 14.11.07, 18:27
        nati1011 napisała:

        > moim zdaniem obiektywna to powinna być ocena z matury.
        Tak, ale właśnie idąc tym tokiem rozumowania dochodzimy do tego, ze
        obiektywna musi być ocena w liceum, no bo jak to: miał na
        świadectwie same bardzo dobre oceny, a zdał maturę gorzej niż kolega
        mający dostateczne, uczący się w innej szkole?

        A skoro tak, to i w gimnazjum, i w podstawówce (przychodzi do nas
        taki, co ledwie na dopuszczający wychodzi, więc pytamy: a co miał w
        podstawówce? A on w podstawówce czwórkowy).
        Przeraziło mnie, jakie wytyczne do oceniania mają przedszkolanki
        (tylko te oceny mają dla siebie, nie ma jak na razie świadectw z
        ukończenia grupy "maluchy")


        >
        > Nie wyobrażam sobie, systemu oce, gdy w 4 czy 5 klasie oceny
        > wystawia się tylko na podstawie sztywnych kryteriów.
        Myślę, że w takim razie nie wyobrażasz sobie wielu rzeczy, które
        dzieją się w szkołach z rozkazu Kuratorium Oświaty

        To jakaś
        > totalna pomyłak.
        A, tak, totalna. Tylko co z tego? Do mnie nie nalezy posiadanie
        swojego zdania (no, posiadać mogę, ale wyrażać już nie), do mnie
        nalezy stosowanie się do przepisów


        Czy to są roboty czy dzieci?

        Roboty
        • dominikjandomin Re: obiektywność ocen szkolnych 14.11.07, 19:24
          mamalgosia napisała:

          > A skoro tak, to i w gimnazjum, i w podstawówce (przychodzi do nas
          > taki, co ledwie na dopuszczający wychodzi, więc pytamy: a co miał
          w
          > podstawówce? A on w podstawówce czwórkowy).

          A co ma jedno do drugiego? Inna szkoła, inne wymagania.

          > Przeraziło mnie, jakie wytyczne do oceniania mają przedszkolanki
          > (tylko te oceny mają dla siebie, nie ma jak na razie świadectw z
          > ukończenia grupy "maluchy")

          A to też zależy od nauczycielki. Moja Mama została wezwana do
          przedszkolenej zerówki, ze Dominik sobie w szkole nie poradzi, bo on
          zupełnie czytać nie umie, a inne dzieci choć literkami sylabizują.
          Nie wpadły kobiety na to, że Dominikowi sie po prostu nie chciało
          czytać tych czytanek.

          > > Nie wyobrażam sobie, systemu oce, gdy w 4 czy 5 klasie oceny
          > > wystawia się tylko na podstawie sztywnych kryteriów.
          > Myślę, że w takim razie nie wyobrażasz sobie wielu rzeczy, które
          > dzieją się w szkołach z rozkazu Kuratorium Oświaty
          >
          > To jakaś
          > > totalna pomyłak.
          > A, tak, totalna. Tylko co z tego? Do mnie nie nalezy posiadanie
          > swojego zdania (no, posiadać mogę, ale wyrażać już nie), do mnie
          > nalezy stosowanie się do przepisów

          Nie wiem, co złego jest w sztywnych kryteriach. Sa one w porządku.
          Likwidują sympatie i antypatie belfra (bo nauczyciel nie belfrowaty
          nie przekłada swych sympatii na ocenę). Tyle, ze powinny być
          wszechstronne, a nie ograniczone do umiejętności odpowiedzi a lub b
          czy wykucia 100 dat.

          Bardziej zastanawiam się, jak można oceniać styl dziecka np. w
          wypracowaniu. Błędy - OK. A styl?

          No i - czy jednak, skoro dziecko nie osiągnęło pewnego poziomu, mimo
          starania się, powinno awansować? Dlaczego?

          I do jakiego wieku taki awans powinien być stosowany? A powyżej
          jakiego tylko sztywne kryteria "osiągnął / nie osiągnał"? Bo nie
          ulega wątpliwości, ze takie kryteria muszą być. Przy zawodzie
          lekarza, kierowcy czy wielu, wielu innych. A nawet "tylko" szewca
          czy fryzjera.
          • mamalgosia Re: obiektywność ocen szkolnych 14.11.07, 21:58
            dominikjandomin napisał:

            >> A co ma jedno do drugiego? Inna szkoła, inne wymagania.
            Ma, i to bardzo. Podstawy programowe te same. W myśl obecnych
            systemów oceniania taka rozbieżność jest neimożliwa (o ile
            oczywiście coś po drodze drastycznego się nie wydarzyło w życiu
            dziecka)



            >
            > A to też zależy od nauczycielki.
            Teraz już nie. Musi i tyle. Reforma szkolnictwa w pełnej krasie


            Moja Mama została wezwana do
            > przedszkolenej zerówki, ze Dominik sobie w szkole nie poradzi, bo
            on
            > zupełnie czytać nie umie, a inne dzieci choć literkami sylabizują.
            > Nie wpadły kobiety na to, że Dominikowi sie po prostu nie chciało
            > czytać tych czytanek.
            Nie gniewaj się, ale skoro piszesz o takim wydarzeniu, to to już
            oświatowa prehistoria. Zupełnie inaczej niż teraz było nawet wtdey
            gdy ja zaczynałam pracę - a nie było to aż tak dawno

            > Nie wiem, co złego jest w sztywnych kryteriach. Sa one w porządku.
            > Likwidują sympatie i antypatie belfra (bo nauczyciel nie
            belfrowaty
            > nie przekłada swych sympatii na ocenę).
            No, tak własnie. Dlatego zapytałam, co o tym myślicie. Czyli Ty
            myślisz, że takie sztywne kryteria są dobre

            Tyle, ze powinny być
            > wszechstronne, a nie ograniczone do umiejętności odpowiedzi a lub
            b
            > czy wykucia 100 dat.
            Aż tak źle nie jest, są wszechstronniejsze. Ale nie ma tej luki na
            różnice w zdolnościach uczniów. Że żeby wykuć te 100 dat jeden
            potrzebuje dwóch dni, a inny siedzi nad tym miesiąc dzień w dzień i
            w efekcie wykuwa 20


            >
            > Bardziej zastanawiam się, jak można oceniać styl dziecka np. w
            > wypracowaniu. Błędy - OK. A styl?
            To na szczęście nie jest mój problem, ale problem jest, zgadzam się.
            I dostrzeżony. Tylko, ż eprowadzi to do kolejnego absurdu - na
            egzaminach z polskiego jest coraz mniej pisania, bo pisania ocenić
            się obiektywnie nie da. Właściwie robi się z tego test - piszę o
            poziomie gimnazjalnym, bo akurat z takimi egzaminami mam styczność.
            Ale nie wiem, dlaczego pawlinka milczy - ona wie o wiele więcej


            >
            > No i - czy jednak, skoro dziecko nie osiągnęło pewnego poziomu,
            mimo
            > starania się, powinno awansować? Dlaczego?
            Dlatego, że jesli ma taki a nie inny poziom intelektualny, to nawet
            6krotne powtórzenie klasy nic mu nie da, tylko zniszczy zycie
            • dominikjandomin Re: obiektywność ocen szkolnych 15.11.07, 13:37
              mamalgosia napisała:

              > > No i - czy jednak, skoro dziecko nie osiągnęło pewnego poziomu,
              > mimo
              > > starania się, powinno awansować? Dlaczego?
              > Dlatego, że jesli ma taki a nie inny poziom intelektualny, to
              nawet
              > 6krotne powtórzenie klasy nic mu nie da, tylko zniszczy zycie

              Dlatego powinno mieć specjalną szkołę, w ktorej będzie traktowane
              inaczej. W mniejszej klasie, może z nauczycielem - opiekunem, i tak
              dalej. Skoro ma dziecko specjalne potrzeby, to powinno być
              traktowane specjalnie. Ale tez z tym założeniem, ze JEST traktowane
              specjalnie.
              • mamalgosia Re: obiektywność ocen szkolnych 15.11.07, 14:46
                A jest dobre to, że jak rodzic nie chce, to takich warunków stworzyć
                dziecku nie można?
                • dominikjandomin Re: obiektywność ocen szkolnych 16.11.07, 13:40
                  mamalgosia napisała:

                  > A jest dobre to, że jak rodzic nie chce, to takich warunków
                  stworzyć
                  > dziecku nie można?

                  Albo uznajemy prawo rodzica, albo nie.

                  Jest jeszcze kwestia szkoły integracyjnej. Ale to musi byc zmiana w
                  całym systemie szkoły i nauczycielstwa, aby np. inne dzieci
                  WIEDZIAŁY, czemu Tomek dostał 5 za dyktando z kupa błędów, a Maciek
                  zrobił 2 byki i dostał 3.
    • dominikjandomin Re: obiektywność ocen szkolnych 14.11.07, 15:30
      Obiektywnie.

      Znam subiektywne oceny nauczycieli, tego samego dyktanda, z tymi
      samymi błędami. W zalezności od nazwiska inna ocena.

      Ponadto - obecnie to od ocen zależą: stypendia, miejsca w szkołach
      czy na studiach. Zatem winno być to obiektywne.
      • mamalgosia miejsca w szkołąch poziomowo wyższych 14.11.07, 22:00
        Moim zdaniem ten problem dobrze rozwiązywały egzaminy wstępne.
        • dominikjandomin Re: miejsca w szkołąch poziomowo wyższych 15.11.07, 13:39
          mamalgosia napisała:

          > Moim zdaniem ten problem dobrze rozwiązywały egzaminy wstępne.

          Moim też.

          Ale w ramach deformy oświaty zostały zlikwidowane. Toteż ocena
          szkolna MUSI być obiektywna.
          • nati1011 Re: miejsca w szkołąch poziomowo wyższych 15.11.07, 15:32
            Profesor Górski opisuje swoje studia prawnicze.


            Przyjęci zostali wszyscy chętni. Nie było egzaminów. Ale już po
            pierwszych wykładach, a w zasadzie po pierwszej sesji egzaminacyjnej
            została grupa ok 1/3 pierwotnego stanu, kóra wytrwała bez większych
            uszczerbów do egzaminu. Reszta po prostu nie dąła rady.

            Jezłei chodzi o szkoły pomaturalne, uważam to zal lepszy p[omysł.
            • dominikjandomin Re: miejsca w szkołąch poziomowo wyższych 16.11.07, 13:42
              nati1011 napisała:

              > Profesor Górski opisuje swoje studia prawnicze.
              >
              >
              > Przyjęci zostali wszyscy chętni. Nie było egzaminów. Ale już po
              > pierwszych wykładach, a w zasadzie po pierwszej sesji
              egzaminacyjnej
              > została grupa ok 1/3 pierwotnego stanu, kóra wytrwała bez
              większych
              > uszczerbów do egzaminu. Reszta po prostu nie dąła rady.

              Na prawniczych to da radę. Koszt zajęć jest znikomy przy zwiększeniu
              liby studentów o 100%.

              A kierunki przyrodnicze - koszt zajęć przyrasta ponad 100% przy
              zwiększeniu liczby studentów o 100%!
          • pawlinka Re: miejsca w szkołąch poziomowo wyższych 15.11.07, 15:51
            Województwa: śląskie, małopolskie i świętokrzyskie prowadzą rekrutację systemem
            elektronicznym. Punkty z egzaminu + oceny na świadectwie + ewentualne
            osiągnięcia (wiele dziedzin: sportowe, naukowe, inne, oczywiście za
            potwierdzeniem) = miejsce w wybranej szkole. Decyduje system, a nie człowiek.
    • otryt Re: obiektywność ocen szkolnych 14.11.07, 20:41
      Szczytem jest próba obiektywizowania wypracowań. W wypracowaniu musi
      się znaleźć szereg słów kluczowych, za które są punkty. Jeśli
      uczniowie są przygotowywani schematycznie i tłuką dzień po dniu
      testy, to wiedzą czego się spodziewać. Biedny jest ten mocno
      oczytany, który odbiegnie od schematu, myśli oryginalnie i
      niezależnie i napisze wypracowanie na znacznie wyższym poziomie niż
      reszta. Bo zabraknie w nim słów kluczowych, które ma w wytycznych
      sprawdzający. Jeszcze biedniejszy jest ten, który wyciągnie z
      wiersza inne wnioski niż przewidziano w ministerstwie. Jeśli się
      mylę, że w ten sposób sprawdza się wypracowania na maturze, proszę
      mnie poprawić.
      • pawlinka Re: obiektywność ocen szkolnych 15.11.07, 15:14
        tak, testy na egzaminach kończących gimnazjum i szkołę średnią, a także
        podstawową, oceniane są wg tzw. klucza.
        Jeszcze nie jestem egzaminatorem, więc mogę mówić tylko z perspektywy
        nauczyciela przygotowującego uczącego w gimnazjum.
        Uczeń oczytany, wszechstronnie przygotowany pisze lepiej testy, niż ten uczący
        się tylko "pod" test, klepiący codziennie kilka z nich.
        Trzeba umiejętnie to wszystko połączyć. Uważam, że tak naprawdę niewiele się
        zmieniło, w szkole ćwiczymy, do egzaminu powtarzamy najlepiej indywidualnie.
        Otrycie, też tak myślałam jak Ty, ale teraz raczej już jestem mniej przerażona.

        Tutaj jest przykładowy test gimnazjalny, część humanistyczna.
        bi.gazeta.pl/im/1/4501/m4501701.pdf
        A tu: klucz bi.gazeta.pl/im/5/4501/m4501705.pdf

        Za kilka lat powiem o moich doświadczeniach z maturą.
        • otryt Re: obiektywność ocen szkolnych 16.11.07, 11:49
          Pawlinko, cała nadzieja, że ten czynnik ludzki, czyli myślący
          nauczyciele nigdy nie zaginą. Polonistka naszej córki ostrzegała nas
          wprost parę miesięcy przed maturą, że obawia się, że córka choć
          nieprzeciętnie oczytana może gorzej wypaść na maturze, bo nie uczy
          się według schematów, że nie można ich całkiem lekceważyć. W
          sytuacji, gdy liczy się każdy punkt, aby dostać się na dobrą
          uczelnię, uwagi polonistki miały duży sens.

          Nasz przyjaciel poszedł jeszcze dalej. Odradzał mianowicie swoim
          dzieciom samodzielne czytanie literatury, bo nie ma nic gorszego niż
          samodzielne myślenie i dojście do innych wniosków po przeczytaniu
          tej literatury niż nakazują wytyczne ministerstwa. Lepsza jest
          tabula rasa i wpisywanie w tą pustą przestrzeń wiadomości
          zaczerpniętych z bryków oraz ćwiczenie w dużych ilościach testów,
          których pełno w księgarniach. Wtedy najlepiej sprostają wymaganiom.
          Gdy już zdadzą maturę to proszę bardzo, niech czytają jak najwięcej.
          Wtedy mogą zacząć myśleć po swojemu.

          Pozdrawiam serdczniesmile
    • nati1011 z tego co piszecie jestem coraz bardziej przerażon 15.11.07, 07:44
      O jakiegoś czasu coś mi w tej szkole nie pasuje. Ale to co
      opisujecie, o ile dobrze zrozumiałam, to jakaś tresura i zaliczanie
      a nie wychowanie i pokonywanie ograniczeń.

      Nie rozumiem, dlaczego system, który sprawdzał się przez
      dziesięciolecia teraz nagle jest wylewany z kąpielą.

      Polecam ksiażkę profesora Górskiego - opisuje przedwojenną szkołę w
      rydzynie i studia. Życzyłabym sobie, by moje dziecko chodziło do
      takiej. Zapewniam, że nie było w niej testów.

      A moje 10 letnie dziecko ma problemy z napisaniem 5 zdań w kupie.
      Ale co wtym dziwnego, skoro nawet notatek z lekcji sie obecnie
      specjalnie nie robi. Zeszyty to niemal przeżytek. Wszystko dota
      robili w ćwiczeniach. Gdzie jest tylko wstaw, uzupełij,
      poskładaj..... I do tego testy na kądym kroku. Obłęd w ciapki.

      Ja rozumiem, że testami można się wspomagać, ale oceniać wszystko
      łącnie z językami????? Przecież to są schematy. Można nauczyć się
      schematu, nauczyć iluś testów na pamięć i zdobyć średnią ocenę będąc
      zielonym jak szczypiorek na wiosnę.

      Ja to widze z punktu widzenia rodzica i kiedyś ucznia. Jeżeli to ma
      jakiś głębszy sens to mnie oświećcie.


      I jezlei nawet te oceny nie sa takie same to potem rzeczywistość je
      weryfikuje. Po prostu ogólnie słaby uczęń nie poradzi sobie np w
      technikum mechanicznym czy na studiach technicznych. ALe
      przynajmniej, jeżeli jego słabsze oceny wynikały np z lenistwa w
      pewnym okresie życia, to miał kiedyś szanse to odrobić. Jak jest
      teraz????


      A sprawiedliwie to nie znaczy po równo.
      • mama_kasia Re: z tego co piszecie jestem coraz bardziej prze 15.11.07, 09:21
        > A moje 10 letnie dziecko ma problemy z napisaniem 5 zdań w kupie.
        > Ale co wtym dziwnego, skoro nawet notatek z lekcji sie obecnie
        > specjalnie nie robi. Zeszyty to niemal przeżytek. Wszystko dota
        > robili w ćwiczeniach. Gdzie jest tylko wstaw, uzupełij,
        > poskładaj..... I do tego testy na kądym kroku. Obłęd w ciapki.

        A u mojego 12-latka pisze się prace literackie, charakterystyki
        w zeszycie, referaty, a jak ktoś chce i opowiadania na konkurs.
        Moim zdaniem mają sporo możliwości ćwiczenia formułowania
        myśli, poglądów. Czyli znowu - czynnik ludzki.
        • mamalgosia Re: z tego co piszecie jestem coraz bardziej prze 15.11.07, 11:45
          Kasiu, na lekcjach to jest, owszem. Ale na koniec
          podstwawówki/gimnazjum jego wiedza będzie sprawdzona w inny sposób.
      • otryt Re: z tego co piszecie jestem coraz bardziej prze 15.11.07, 09:27
        >Można nauczyć się schematu, nauczyć iluś testów na pamięć i zdobyć
        >średnią ocenę będąc zielonym jak szczypiorek na wiosnę.

        Masz rację. Można nawet zdobyć maksymalną ocenę, jeśli się dobrze
        wkuje schematy. Zależy jak dobrą kto ma pamięć. Pisałem wczoraj o
        słowach kluczowych, które muszą się znaleźć w wypracowaniu.
        Myślałem, że matematyka łatwiej poddaje się obiektywizacji.
        Wystarczy podać dobry wynik zadania. Jednak nie do końca tak jest.
        Przy ocenie pracy z matematyki liczy się sposób dojścia do tego
        wyniku, a więc korzystanie ze schematów. Muszą być wypisane dane,
        zadanie ma być rozwiązane metodą podaną w szkole, musi być
        sprawdzenie. Gdy tego nie ma jest mniej punktów. Nie liczy się, że
        młody człowiek swoją pomysłowością i inteligencją zadanie rozwiązał
        w sposób znacznie szybszy i prostszy niż podawano w szkole.
        Nauczycielka tłumaczyła, że nie może postawić piątki, bo zabrakło
        tych elementów w rozwiązaniu. Na koniec podsumowała, przecież przez
        cały miesiąc tłukliśmy tę metodę! Wystarczyło tak zrobić.
        Pocieszaliśmy dziecko, że ważne jest, że myśli, ze rozumie, że
        posiada wiedzę. Niech się nie przejmuje tą oceną. Czuła się jednak
        i tak pokrzywdzona. Nasze rady, aby nie przejmować się ocenami
        wzięła dosłownie i na wyrost.

        A cóż mamy w dorosłym życiu? ISO czyli usilne wtłaczanie w schematy,
        nawet tego, czego się w schemat wtłoczyć nie da. Panuje jakieś
        przeświadczenie, ze instytucja działająca wg ściśle określonych,
        spisanych reguł będzie działać lepiej, bo nie będzie dowolności i
        nieokreśloności, jakie mogą wystąpić, gdy za sprawę bierze się
        człowiek a nie automat. Nie neguję konieczności istnienia procedur.
        W wielu miejscach są konieczne. Ale żeby człowieka traktować, jakby
        był całkiem bezmyślny to chyba drobna przesada.
        • dominikjandomin Re: z tego co piszecie jestem coraz bardziej prze 16.11.07, 13:47
          otryt napisał:

          > Myślałem, że matematyka łatwiej poddaje się obiektywizacji.
          > Wystarczy podać dobry wynik zadania. Jednak nie do końca tak jest.
          > Przy ocenie pracy z matematyki liczy się sposób dojścia do tego
          > wyniku, a więc korzystanie ze schematów. Muszą być wypisane dane,
          > zadanie ma być rozwiązane metodą podaną w szkole, musi być
          > sprawdzenie. Gdy tego nie ma jest mniej punktów. Nie liczy się, że
          > młody człowiek swoją pomysłowością i inteligencją zadanie
          rozwiązał
          > w sposób znacznie szybszy i prostszy niż podawano w szkole.
          > Nauczycielka tłumaczyła, że nie może postawić piątki, bo zabrakło
          > tych elementów w rozwiązaniu. Na koniec podsumowała, przecież
          przez
          > cały miesiąc tłukliśmy tę metodę! Wystarczyło tak zrobić.

          Coraz bardziej doeceniam mojego matematyka z LO.

          "Młodzi ludzie, ilu was jest, tyle może być rozwiązań zadania".

          "Najlepsze jest rozwiązanie najprostsze".

          I tak Dominik, mając zadanie z treścią (to wazne) z działu
          całkowania, zrobił je z twierdzenia Talesa, żadnych całek! Ocena
          nauczyciela: 6.

          Zdaje się, że wg schematów powinienem dostać 1.

          Ale miałem schematy na durnej chemii. Zrobiłem po swojemu, dobrze -
          1, bo INACZEJ niż baba uczyła. Z tym, ze nie byłem w stanie skapowac
          schematu jej i nigdy nie udało mi się zrobić wg jej schematu (tu się
          rpzyznaje do ściągania na klasówkach, aby te durnoty zaliczyć).
          • otryt Re: z tego co piszecie jestem coraz bardziej prze 16.11.07, 14:20
            >"Najlepsze jest rozwiązanie najprostsze".

            Oczywiście. W matematyce istnieje pojęcie elegancji. Te najprostsze
            rozwiązania są jednocześnie najbardziej eleganckie. Moja żona
            zdobyła w tym roku nowy zawód (czwarty!) nauczyciela matematyki.
            Przez ileś miesięcy, aby ukończyć studia pedagogiczne musiała
            pracować w szkole jako praktykantka. W materiałach dydaktycznych
            pokazywano schemat, jak nauczyć dzieci dodawania i odejmowania liczb
            całkowitych o różnych znakach. Nie spodziewałem się nawet, że prostą
            w gruncie rzeczy sprawę można aż tak skomplikować. Gdybym nie
            potrafił tego robić, nie wiem czy bym się nauczył uczony tą metodą?

            Ściąganie nie było mi nigdy potrzebne. Robiąc ściagi uczyłem się, a
            potem już nie musiałem z nich korzystać. Nie byłem się jedynie w
            stanie nauczyć przedmiotów na szkoleniu wojskowym, np definicji
            pagórka albo zagłębienia terenu smile Musiałem wtedy ściagać.

            Pozdrawiam

            • dominikjandomin Re: z tego co piszecie jestem coraz bardziej prze 16.11.07, 15:43
              otryt napisał:

              > Ściąganie nie było mi nigdy potrzebne. Robiąc ściagi uczyłem się,
              a
              > potem już nie musiałem z nich korzystać.

              Hah. Moze powinienem robić ściągi, mozę bym się wtedy wyuczył tych
              przykładów na pamięć? Sciągi robił kolega, a potem w dwójkę z nich
              zrzynaliśmy.

              Do niczego wiecej nie potrzebowałem ściąg. Nawet nie umiem ich
              robić sad

              Na szczęscie na studiach to ja ustalam, czego wymagać. Jestem
              wredny, bo każę mysleć. Notatki moga mieć ze sobą, na informatyce.
              Mają wykonać zadanie, a nie zastanawiać się, czy "open" jest
              pod "file" czy może pod "edit". smile
      • mamalgosia Re: z tego co piszecie jestem coraz bardziej prze 15.11.07, 11:52
        nati1011 napisała:

        >
        > Nie rozumiem, dlaczego system, który sprawdzał się przez
        > dziesięciolecia teraz nagle jest wylewany z kąpielą.

        Jak nie ma logicznego uzasadnienia, to się zwala na "wymogi unijne"

        > Zeszyty to niemal przeżytek.
        Z tym się nie mogę zgodzić. Owszem - uczniom nie chce się prowadzić
        zeszytów, ale do poziomu gimnazjalnego zeszyt jest podstawowym
        obowiązkiem. Nawet mnie to czasem śmieszy, jak muszę sprawdzać
        łebkom zeszyty, ale sprawdzam (w liceum nigdy tego nie robiłam)


        > I do tego testy na kądym kroku.
        Z tymi testami to rzeczywiście jest jakaś psychoza. Nasz dyrekto
        ciągle narzeka, że nie ma papieru do ksero, a prawda jest taka, że
        codziennie idzie ponad 500 kartek na testy! Uważam to za przesadę.
        >
        >
        • nati1011 Re: z tego co piszecie jestem coraz bardziej prze 15.11.07, 12:46
          > > Zeszyty to niemal przeżytek.
          > Z tym się nie mogę zgodzić. Owszem - uczniom nie chce się
          prowadzić
          > zeszytów,

          W 3 klasie podstawówki zostały zapisane 2 zeszyty 16-kartkowe z
          matematyki i 2 z polskiego. W przyrodzie było 5 stron.

          Uważam, że to zdecydowanie za mało. Za to do każdego przedmiotu jest
          po 5 zeszytów ćwiaczeń. A tam tylko się uzupełnia.

          Nawet z matematyki, jak za każdym razem trzeba było pisać wszystkie
          elementy zadania: dane, wzór, rozwiązanie, sprawdzenie, odp w
          zeszycie, to wyrabiał się nawyk. Teraz w ćwiczeniach jest miejsce
          tylko na podstawienie cyfr i na wynik. A potem jak trzeba samemu coś
          rozwiązać, to dziecko nawet nie wie od czego zacząć - bo nie ma
          kalki z ćwiczeń.

          Ja pamiętam sprawdziany jako logiczną odpowiedź na zadane pytanie.
          Trzeba było do tego więcej wiedzy (i wysiłku) niż skojarzenia czy
          jaskółka to ptak, roślina czy owoc. I zmusząło do czytania książek,
          oraz pozwalało wykazać się uczniom ponadprzecietnym. Jak po testach
          taki nauczyciel ma się wogóle zorientować czy dziecko się interesuje
          danym przedmiotem.

          Z włąsnego doświadczenia - choć ja na testy załapałam się glównie na
          studiach - pisałam 2 (słownie dwa_) testy, kóre wymagąły faktycznej
          wiedzy: z psychologii i handlu zagranicznego. Do pozostąłych nie
          musiałam się nawet specjalnie przygotowywać. Na 3 to można było
          skojarzyć odpowiedzi.
          • mamalgosia zeszyty ćwiczeń 15.11.07, 14:49
            Jak już napisałam - u nas jest inaczej i zeszyty przedmiotowe są
            podstawą.
            Ale jest wiele prawdy w tym co mówisz. Już w przedszkolu rodzice
            kupują dzieciom komplety podręczników - do uzupełniania własnie,
            nawet szlaczki rysuje się w książce. Kosztuje to dużo, ale w grupie
            byliśmy jedynymi rodzicami, którzy odmówili zakupu tych książek
            • nati1011 Re: zeszyty ćwiczeń 15.11.07, 14:57
              i miałam nadzieję, że ćwiczenia skończa się na etapie klas 1-3> Nic
              bardziej błędnego. W 4 klasie moje dziecko posiada pełen pakiet
              zeszytów ćwiczeń.
              • otryt Re: zeszyty ćwiczeń 15.11.07, 15:11
                nati1011 napisała:

                >W 4 klasie moje dziecko posiada pełen pakiet zeszytów ćwiczeń.

                Jeszcze w gimnazjum będą mieli. Myślę, że to
                wydawnictwa "przekonały" nauczycieli, że warto z tego korzystać.
                Podano kiedyś, że wszystkie wydawnictwa w Polsce ponad 60% dochodów
                mają z podręczników szkolnych. Inne ksiązki nie pójdą, jeśli będą
                zbyt drogie.

                Uważam, że stopień wykorzystania tych ćwiczeń przez moje dzieci był
                niewystarczający. Bardzo często były one niesprawdzane a czasem od
                początku do końca świeciły białością stron.


                • pawlinka Re: zeszyty ćwiczeń 15.11.07, 15:19
                  Nie używam zeszytów ćwiczeń, moi uczniowie ich nie mają. Wybraliśmy taki program
                  i taki podręcznik, który takowego nie posiada.
                  • mamalgosia Re: zeszyty ćwiczeń 15.11.07, 15:24
                    Ja to samo. Głównie chodzi o koszty - uważam, że nie byłoby w
                    porządku narażać rodziców na nie.
                    • nati1011 Re: zeszyty ćwiczeń 15.11.07, 15:27
                      > Ja to samo. Głównie chodzi o koszty - uważam, że nie byłoby w
                      > porządku narażać rodziców na nie.

                      nasza szkoła nie ma takich obiekcji. Mimo iż w okolicy przeważają
                      zdecydowanie rodziny ubogie.
                    • kudyn Pawlinka, Mamalgosia... 15.11.07, 16:02
                      Może tak połączycie siły i jaką szkołę otworzycie, wiedziałbym gdzie dzieciaki
                      posłać wink
                      • pawlinka Re: Pawlinka, Mamalgosia... 15.11.07, 16:05
                        korespondencyjnąsmile bo która opuści to swoje ukochane ślunskie miasto
                        dobrowolnie i Twoje dziewczynki w korkach spędzałyby dnie całe....
                        Ale pomysł fajny... Kto będzie szefem?, bo ja chce na pól etatu tylkosmile
                        • mamalgosia Re: Pawlinka, Mamalgosia... 15.11.07, 16:43
                          Szefem będzie mój obecny szef. Zatrudni Cię na pół etatu, to znaczy
                          na 35 godzin
                      • mamalgosia Re: Pawlinka, Mamalgosia... 15.11.07, 16:42
                        Kiedyś całkiem powaznie myślałam o prywatnej szkole.
                        Przestałam myśleć po przygodzie z prywatną knajpą
                • mamalgosia jak wydawnictwa zachęcają nauczycieli 15.11.07, 15:32
                  No na pewno nie tak, jak firmy farmaceutyczne zachęcają lekarzy, ja
                  przynajmniej nie spotkałam się z propozycję szkolenia na Majorce.

                  Jest tak, że jak zamówię podręczniki z danego wydawnictwa, to
                  komplet dla nauczyciela otrzymuję za darmo. I taką formę dopuszczam.
                  Natomiast oficyna Pazdro (nb najlepsza jeśli chodzi o chemię) ma
                  ofertę taką, że książki mają inną cenę dla ucznia (i tak niższą niż
                  w księgarni) i inną dla nauczyciela. Nauczyciel zatrzymuje sobie
                  różnicę. W mojej poprzedniej szkole byłą to bardzo popularna forma
                  rozprowadzania podręczników. W pierwszym roku pracy też to zrobiłam,
                  ale drugi raz nie potrafiłam. Książki dla ucznia sprzedałam po cenie
                  dla nauczyciela, co było bardzo źle przyjęte przez pozostałych
                  przedmiotowców.
                  • pawlinka Re: jak wydawnictwa zachęcają nauczycieli 15.11.07, 15:44
                    Dostałam zaproszenie na seminarium w hotelu, 150 gwiazdkowym prawie. Miałam
                    dostać materiały i kawę. Nie skorzystałam, bom chorasmile
                    • mamalgosia Re: jak wydawnictwa zachęcają nauczycieli 15.11.07, 15:52
                      no wiecie co! Nigdy mnie takie coś nie spotkało.
        • warszawianka51 Re: z tego co piszecie jestem coraz bardziej prze 16.11.07, 14:45
          Tak - zwala się zupełnie bezpodstawnie - w tym samym roku, w którym
          w Polsce zrezygnowano z egzaminów wstępnych na uczelnie wyższe w
          Hiszpanii je wprowadzono. W Polsce nauczyciele śmiali się, że
          Hiszpania przyjęła nasz dobry i sprawdzony system a my
          wprowadziliśmy "coś", co w Hiszpanii zostało odrzucone. Szkoda, że
          tak rzadko nasi ustawodawcy analizują jak rozwiązania, które chcą
          wprowadzić funkcjonują w innych krajach.
    • maika7 Re: obiektywność ocen szkolnych 15.11.07, 12:29
      Kilka uwag ogólnych:

      W moim przekonaniu od obiektywności ocen, zalecanych metod nauczania i
      sprawdzania wiedzy, liczy się przede wszystkim osobowość nauczyciela, talent,
      zaangażowanie w pracę i stosunek do dzieci i młodzieży.

      Jeśli zawód ten wykonuje ktoś z powołaniem - dzieci na tym zyskują prawie
      niezaleznie od "systemu". Taki ktos i mysleć nauczy i osobowości nie zabije i
      nauczy jeszcze dystansu do cyferek wypisywanych w dzienniku.

      Życze nam wszystkim mądrych nauczycieli

      A tendencję do obiektywizacji ocen uważam za niezłą
      smile
      M.
    • nati1011 zawsze nas chwalono za poziom wiedzy uczniów. 15.11.07, 15:06
      Zgodzę się, ze było trochę za dużo wiedzy encyklopedycznej - ale
      teraz te testy jeszcze bardziej promują suchą wiedzę - ale
      gdziekolwiek nasze dzieciaki jechały, tam mimo kłopotów z językiem
      stawały się prymusami. Teraz będziemy mieć takie same
      nowoczesne "głąby" jak na cąłym zachodzie wink - nie obrażając nikogo.

      Do dzisiaj mam ubaw po pachy, jak mieszkając w niemczech - jako
      au'pair byłam świadkiem "katastrofy". Upadł pilot od telewizora i
      rozpadł się na cżesci pierwsze - baterie, płytka, obudowa itd...
      Powstał lament, że trzeba bedzie zanieść do naprawy i wiele marek
      zapłacić. Wziełam te cześci i poskładałam w jedną całość. Zdumienie
      było nieograniczone. Padło pytanie: przecież mówiłaś, że kończyłaś
      liceum ekonomiczne? To skąd wiedziałaś jak to naprawić? Najbardziej
      rozśmieszył mnie fakt, że pan domu był kapitanem lotnictwa. A
      głupiego pilota nie potrafił do kupy złożyć. smile))))

      To są efekty specjalistycznego, wąskiego szkolenia.

      Pamiętam, jak przez pierwsze miesiące krew mnie zalewała, bo miałam
      wrażenie, że ktoś zaraz mi pokaże jak nalezy jeść łyżką i widelcem.
      Myślałam, że tylko mnie tak traktują, jako że przyjechałam z
      ciemnego wschodu (był rok 89). Potem się przyzwyczaiłam, jak
      zobaczyłam, że to u nich powszechne. Wszystko musiało być zdodnie z
      przepisem, normą, miarką....

      Nie mogłam tego znieść na dłuższa metę. A teraz wprowadzają to samo
      u nas ?????

      • mamalgosia naprawianie pilota 15.11.07, 15:27
        Myslę, że to taka nasza polska kombinatorska natura. Radzenie sobei
        w różnych sytuacjach, w któryc często inne narodowości mają problem.
        Znajoma (doktor chemii organicznej) przez jakiś zcas przebywała na
        uczelni w Stanach. No i brakło jakiegoś odczynnika. Badania stanęły,
        uczelnia niemalże sparaliżowana. A znajoma odczynnik ten sobie sama
        sporządziła - nawet nie było to trudne, tyle tylko, że nikt o tym
        nie pomyślał, żeby pokombinować a niekoniecznie wyciągać z
        fabrycznie zamkniętego słoiczka
        • nati1011 Re: naprawianie pilota 15.11.07, 15:29
          ale wyciaganie ze słoiczka jest zabójcą wszelkiego postępu.

          Wprawdzie nasza cywilizacja wspięła się już na bardzo wysoki poziom
          techniczny, ale parę wynalazków czy choćby lekarstw by się przydało.
          A w słoiczku ich nie znajdziemy sad(
      • pawlinka czytaliście? tak? to przeczytajcie:-) 15.11.07, 15:46
        bi.gazeta.pl/im/1/4501/m4501701.pdf

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka