Dodaj do ulubionych

Kto ma prawo znac prawde, czyli o mediach

22.11.07, 06:40
Rzucam temat haslowo, ale pewnie dobrze wiecie, o co chodzi.
Bo w kwestii relacji miedzyludzkich, to mniej-wiecej intuicyjnie
wiemy, co mozna, i co nalezy komu powiedziec, zeby sie prawdzie nie
sprzeniewierzyc.

Ale z mediami jest inaczej. Czasami dowiadujemy sie z nich tego, co
one uwazaja za wiedze dla nas niezbedna. czasami ich rozmowcy
usprawiedliwiaja swoje niemilczenie tym, ze "ludzie maja prawo
wiedziec", a zatem zachowanie dla siebie jakiejs wiedzy byloby
klamstwem.

No, przykladowo, diecezjanie bisupa Wielgusa - mieli prawo znac
prawde wiadomo w jakiej sprawie? Pewnie tak. Diecezjanie biskupa
Stefanka - tez pewnie tak, chociaz wydawaloby sie, ze sprawa
inwigiliacji chrzystusowcow, do ktorego to zgromadzenia biskup
nalezy, moglaby byc raczej wewnetrzna sprawa zakonu, niz publiczna.

Kiedy prawda powinna stawac sie publiczna?
Obserwuj wątek
    • nati1011 Re: Kto ma prawo znac prawde, czyli o mediach 22.11.07, 07:38
      Mnie najbardziej razi wydawanie wyroków przez media.

      Nawt jeżeli odkryja jakąś sensację ie wolno zastępować sądów i
      wydawać wyroków - a sposób relacji w mediach jest jednoznaczny.
      ŻŹadnej domniemanje niewinności, żadnych wątpliwości. Człowiek od
      razu jest skazany. Szczególnie bulwersowało mnie wydawanie wyroków
      lustracyjnych. Wybaczcie, ale jakieś "dowody" czy "zeznania" złożone
      przez SB-ka, przy braku większości "teczek" nie sa dla mnie podstawą
      do mieszania z błotem wielu porżadnych ludzi. I np w sprawach tak
      wątpliwych wierzę osobie posądzonej a nie "teczkom".

      Jeżeli jest podejrzenie popełnienia przestępstwa - w pierwszej
      kolejności powinny być zawiadomione odpowiednie organy - policaj,
      urząd skarbowy czy co tam za to odpowiada. Dopiero jeżlei zwykła
      ścieżka nie przynosi efektów wolno sprawę upublicznić - jako
      ostatnią deskę ratunku. Myślę - dla przykładu, że np artykuły w
      sprawie biskupa Wielgusa były usprawiedliwione. Ale w sprawie ks.
      Malińskiego już nie.

      Oczekiwałabym od mediów obiektywnego przedstawienia faktów - a nie
      plotek i pomówień. Ale nasze media zachowują sie ostatnio jak
      gadzinówki. Robią sensację ze wszystkiego i co najgorsze - kreują
      wyroki. A to nie dziennikarz, ale widz powinien wysuwać wnioski z
      przedstawionych wiadomości. Ale takich jest bardzo mało. Cóż mówię o
      ideale smile)

      I wyjątkowo razi mnie poprawność polityczna, czyli mówienie o
      pewnych sprawach zgodnie z obecnie wytyczoną linią. Czy wyobrażacie
      sobie np informację o zabójstwie w trakcie libacji alkoholowej,
      której towarzyszyłaby informacja, że ofiara i zabójca byli parą
      homoseksualną? A przecież jeżeli konkubent zabija konkubinę, to taka
      informacja się pojawia. Ale przecież obecnie nie wolno sugerować, że
      w środowisku homoseksualistów dochodzi do jakichkolwiek przestępstw,
      bo od razu jest się homofobem.

      Prawda zawsze obroni sie sama. Oby była prawdą. I o ile towarzyszy
      jej troska o dobro drugiego człowieka, a nie nadzieja na pulizera.
      • isma troche OT 22.11.07, 12:34
        O, Nati, poruszylas temat, ktory tez mnie interesuje. Z tym
        zawiadamianiem odpowiednich organow. W praniu to sie, niestety,
        okazuje, nieproste.

        Zalozmy, ze przyszedl do mnie czlowiek z informacja o tym, ze
        podczas wyjazdu wakacyjnego, dajmy na to, choru szkolnego, jego
        opiekun stosowal regularna przemoc. Rodzaj fali - zlecal starszym
        szykanowanie mlodszych, karal nieposluszenstwo wielogodzinnym
        siedzeniem w kucki na korytarzu, obrzucal inwektywami, ponizal itp.
        Moj rozmowca byl swiadkiem takich zachowan, wie tez, ze jeden z
        rodzicow nawiedzil prokurature, wypytujac, jak mozna sprawe na
        drodze prawnej rozwiazac (poniewaz Krakow to male miasto, po
        wykonaniu jednego telefonu do zaprzyjaznionej prokurator ten fakt
        potwierdzilam - znaczy sie, sprawa predzej czy pozniej moze sie stac
        publiczna, a szeptana po katach jest z cala pewnoscia). Ale moj
        rozmowca byl zdania - z ktorym sie nie do konca moge zgodzic - iz
        wystarczy w tej sprawie, hmmmm... "upomnienie brata w cztery oczy",
        co tez uczynil.

        Minelo kilka miesiecy. Sprawa, wydaje sie, przyschla. Nie dotyczy
        mnie bezposrednio. Wiem o niej z relacji wiarygodnego swiadka, ale
        jednak nie pokrzywdzonego czy jego opiekuna. Ale jednak ten
        czlowiek, no, dalej ma do czynienia z dziecmi ;-(((.

        Co byscie zrobily (w sensie prawnym, to ja wiem, co mozna zrobic,
        no, ale to nie jest sedno problemu)? Namawialy do sformalizowania
        zarzutow? Porozmawialy z przelozonymi tej osoby?

        Kto ma prawo "znac prawde" w takim przypadku?
        • anndelumester Re: troche OT 22.11.07, 13:11
          W przypadku jakichkolwiek form przemocy wobec dzieci opcja -
          "upomnienie brata w cztery oczy" jest moim zdaniem nie na miejscu.
          Sa osoby nadajace sie do pracy z dziecmi i sa takie , ktore powinny
          przzebywac daleko od dzieci.
          BTW jako matka dziecka własnie wolalabym wiedziec i pewnie mialabym
          zal , że ktoś wiedzial, nic nie zrobil..itd.
          • isma Re: troche OT 22.11.07, 15:23
            Wiec mnie gryzie przede wszystkim to, ze jazdy mialy charakter
            systemowy - ze sa osoby, ktore nie doswiadczyly krzywdy, za to
            pokazano im, ze mozna krzywdzic innych. Bo, rozumiem, no (chociaz
            nie podzielam), prawem rodzicow jest uznac, ze malym sie nic
            dramatycznego nie stalo, i ze po sadach lazic nie beda. Ale,
            cholera, zostaje wlasnie to budowanie struktur zla ;-(((.
        • mader1 Re: troche OT 22.11.07, 13:13
          no wiesz, On sam "upublicznił" swoje czyny - przeciez robił to
          przeciwko dzieciom , publicznie.
          Dlaczego namawiać do sformalizowania zarzutów ? Co z tego wyniknie ?
          Po pierwsze tym dzieciom stała się krzywda, realna. Po drugie, może
          zdażyć się to jeszcze raz.
          A jaki jest powód zaniechania działania przewidzianego prawem w
          danych okolicznościach ? Poniżenie innego człowieka pozostanie
          bezkarne, poczucie poniżenia, niesprawiedliwości, bezsilności w
          dzieciach też. Upomnienie miałoby wystarczyć, by ta osoba się
          poprawiła ? To trzeba sobie zadać pytania. Czy w Niej nastąpiła
          poprawa, czy to się nie powtórzy, czy zadośćuczyniła krzywdzie,
          starała się ją naprawić ?
          • mader1 Re: troche OT 22.11.07, 13:14
            poza wszystkim może on po prostu potrzebuje jakiegoś leczenia , bo
            ma skłonnosci do przemocy ?
          • isma Re: troche OT 22.11.07, 15:08
            No wlasnie. Osoba ma tak, ze w tej chwili jest wzglednie correct
            (zawsze byla, hmmmm, oschla i malo sympatyczna) ale trudno
            powiedziec, czy z racji "poprawy", czy z racji obiektywnego braku
            okazji do takich jazd, jakie mialy miejsce we wzglednym wakacyjnym
            odosobnieniu.
            Zadoscuczynienia nie bylo, z cala pewnoscia nie, w kazdym badz razie
            nie na tym forum, na jakim nastepowalo krzywdzenie.
            Zal - moze. A moze tylko obawa, nie wiem.

            Moj klopot polega glownie na tym, ze wiedze mam z drugiej reki, choc
            wiem, ze zrodla sa wiarygodne. Tyle, ze postapilabym wbrew intencji
            zrodel, gdybym cos z ta wiedza probowala robic (zrodlo przyszlo do
            mnie wskutek pewnego nieporozumienia, tj. myslalo, ze ja sprawe znam
            skadinad wink)), a poza tym raczej z intencja dowiedzenia sie, co
            ewentualnie grozi tej osobie - w sensie, czy da sie sprawe na
            gruncie prawnym zamiesc pod dywan ;-((().
            • mader1 Re: troche OT 22.11.07, 16:30
              ja rozumiem, że sytuacja jest dość specyficzna... bo Ty nic nie
              wiesz na pewno ? Masz tylko jedno źródło, ale wcale nie wiadomo,
              jaka jest prawda ? Ale mam wrażenie, że gdy zaniecha się
              wyjaśniania, szkoda będzie bardzo duża sad
              To są dzieci.
              One są bezbronne.
              • isma Re: troche OT 22.11.07, 18:48
                Niestety, wiem na pewno ;-(((.

                To raczej chodzi o to, ze, no, w zasadzie nikt mnie na adwokata nie prosil (jesli juz, to raczej, na adwokata, he, he, tej drugiej strony ;-(((). Te dzieci maja rodzicow, ktorzy - w pewnym aspekcie - mieli prawo w ich imieniu zdecydowac o przemilczeniu sprawy. Skoro jeden z nich chodzil do prokuratury i pytal, ale formalnie zadnych krokow nie podjal...?

                Roboczo zakladam, ze wolno mi dochodzic sprawiedliwosci w odniesieniu do wlasnej krzywdy. Ale czy wolno mi dochodzic osadzenia krzywd "reszty swiata"? No, taki Zaleski - ja rozumiem, ze wstrzasnelo nim ujawnienie jego wlasnych papierow. Ale czy to mu dalo prawo do oskarzania (tu akurat, co gorsza, publicznego, ale generalnie idzie mi teraz o zasade) krzywdzicieli osob trzecich? Ktore np. chcialyby zapomniec? Jak sobie mysle o mozliwych do zaakceptowania dla mnie motywacjach dzialan tego rodzaju, to wlasnie przychodzi mi na mysl proba pokazania, ze jakies zlo mialo charakter systemowy. Ze to, wlasnie, powoduje cos na ksztalt zgorszenia, jesli jest niejawne i wydaje sie byc aprobowane.

                Metnie gadam, wiem.
                • mader1 Re: troche OT 22.11.07, 20:52
                  wiesz na pewno, że odbywały się akty przemocy dotyczące dzieci . A
                  jeżeli zmilczysz i to nadstępny raz się powtórzy ? a jeżeli
                  wyrządziło to ogromną szkodę - pisałaś o systemowym charakterze zła
                  bardzo trafnie.
                  Tu nie chodzi o odpowiedzialność za cały świat. Są rzeczy . o
                  których nie wiesz na pewno. Możesz się domyslać, ale nie wiesz. W
                  tym wypadku twierdzisz, że informacja jest pewna.Całkowicie. I nie
                  chodzi o drobiazg, jednorazowe krzyknięcie.....
                  Ja byn tego nie nazwała wtrącaniem się w cudze sprawy.
                  Chyba że wiesz, że jakis rodzic o tej sytuacji powiadomił.
                • direta Re: troche OT 23.11.07, 12:00
                  isma napisała:

                  > Niestety, wiem na pewno ;-(((.
                  >
                  > To raczej chodzi o to, ze, no, w zasadzie nikt mnie na adwokata nie prosil (jes
                  > li juz, to raczej, na adwokata, he, he, tej drugiej strony ;-(((). Te dzieci ma
                  > ja rodzicow, ktorzy - w pewnym aspekcie - mieli prawo w ich imieniu zdecydowac
                  > o przemilczeniu sprawy. Skoro jeden z nich chodzil do prokuratury i pytal, ale
                  > formalnie zadnych krokow nie podjal...?
                  A może nie podjął dlatego, że poczuł się don Kichotem? Że wyraźnie dano mu do
                  zrozumienia o "małej szkodliwości społecznej" czynu a inni rodzice uznali, że
                  lepiej sprawę przyklepać niz się borykac z całym aparatem wymiaru sprawiedliwości?
                  Bo jak w sądach jest każdy widzi, a dzieciaki tylko na niepotrzebny stres narażą
                  i jeśli nie wywalczą sprawiedliwosći, to dopiero będzie zgorszenie?
                  Czy jesteś pewna Ismo, że dałoby się tę sprawiedliwosc w naszych sądach
                  wywalczyć? Że winny zostałby ukarany?
                  A moze skonczyłoby się na tym, ze dzieci ucierpiałyby jeszcze bardziej, ze
                  przylgnęłoby potem do nich przezwisko "ciot" - bo na pewno skojarzono by sprawę
                  chóru ze słynną sprawą molestowania chórzystów w Poznaniu i w końcu byłoby jak w
                  tym dowcipie:
                  Nie wiem czy Kowalski ukradł, czy jego okradli, w każdym razie pamiętam, że był
                  zamieszany w kradzież.
                  Myślę, że to jest głowny powód dla ktorego wielu rodziców woli zamieść pod dywan.
                  "Bo synowie tego świata roztropniejsi są w obcowaniu z ludźmi podobnymi sobie
                  niż synowie światłości"

                  Jeśli wiesz na pewno że działanie przyniesie zburzenie struktur zła - działaj.
                  Dotrzyj do tego rodzica, który złożył zawiadomienie i wspierajcie się, potem
                  niech do Was dołączą inni rodzice.
                  Ty może tylko jesteś powołana do tego, by dać nadzieję i wskazać sposób
                  działania tym rodzicom, którzy są zdecydowani walczyc o dobro swoich dzieci.
                  Ale jesli z góry wiesz, ze sprawa nie zakonczy sie ukaraniem winnych - moze
                  lepiej odpuścić, żeby większego zgorszenia nie było?

                  Gdyby to się przydarzyło mojemu dziecku - chciałabym wiedzieć, że coś takiego
                  się działo i walczyć. Gdyby moje dziecko nie daj Boże znalazło się wśród
                  krzywdzicieli - też chciałabym wiedzieć, żeby móc z dzieckiem porozmawiać i
                  wyplenić zło w zarodku.
                  Myślę, że rodzice mają prawo wiedzieć.
                  A co z tą wiedzą zrobią, to juz sprawa między nimi i Bogiem.
                  • isma Re: troche OT 23.11.07, 12:52
                    Aspektu seksualnego nie bylo, co do tego mam pewnosc. Zawiadomienia,
                    w sensie formalnym, tez - tylko "sondazowa" wizyta w prokuraturze.

                    Co do skutecznosci drogi sadowej jestem raczej sceptyczna. M.in.
                    dlatego, ze byloby to dokladanie traumy do traumy.
                    Ale sa tez inne drogi - np. sluzbowa, prawda? Jesli ktos jest
                    dyrygentem choru, opiekunem kolka plastycznego, animatorem oazy, bo
                    ja wiem, kim jeszcze - to mozna rozmawiac z przelozonymi tej osoby.
                    I w ten sposob probowac - jesli nie naprawic krzywdy - to
                    przynajmniej dac sygnal, ze zdarzenia nie byly w porzadku, i nie
                    dopuscic do ich powtarzania sie, nie?

                    A z tym "obcowaniem z synami tego swiata", to tak, istotnie - nie na
                    darmo jeden z moich preceptorow w tut. urzedzie powtarzal, ze lepiej
                    znac jednego prokuratora niz siedem kodeksow wink)).
                    • direta Re: troche OT 23.11.07, 23:22
                      isma napisała:

                      > Aspektu seksualnego nie bylo, co do tego mam pewnosc.

                      To dobrze, ale gdy sprawe się rozdmucha i upubliczni, to zdziwię się jeśli
                      nikomu nie skojarzy się to z poznańskim chórem. I na pewno znajdą się
                      "przezywacze". Z bezinteresownej chęci dopieczenia.

                      Zawiadomienia,
                      > w sensie formalnym, tez - tylko "sondazowa" wizyta w prokuraturze.
                      >
                      > Co do skutecznosci drogi sadowej jestem raczej sceptyczna. M.in.
                      > dlatego, ze byloby to dokladanie traumy do traumy.
                      > Ale sa tez inne drogi - np. sluzbowa, prawda? Jesli ktos jest
                      > dyrygentem choru, opiekunem kolka plastycznego, animatorem oazy, bo
                      > ja wiem, kim jeszcze - to mozna rozmawiac z przelozonymi tej osoby.
                      > I w ten sposob probowac - jesli nie naprawic krzywdy - to
                      > przynajmniej dac sygnal, ze zdarzenia nie byly w porzadku, i nie
                      > dopuscic do ich powtarzania sie, nie?

                      No więc właśnie - bo tu chodzi o 2 rzeczy:
                      1. o ukrócenie tego typu praktyk
                      2. o to by dzieci miały pewność, że jest sprawiedliwośc, a zło powinno byc ukarane
    • mader1 Re: Kto ma prawo znac prawde, czyli o mediach 22.11.07, 11:46
      W jakimś momencie naszej (europejskiej) historii kultury i prawa
      odeszliśmy od samosądów, wydawania wyroków według widzimisię jednej
      osoby ( choćby nalepszej). Zostały wypracowane przez wieki , z
      zaczerpnięciem ze wzorów rzymskich, pewne procedury. Należy się ich
      trzymać, a mam wrażenie, że to zostało gdzies zagubione.
      Rzucane są ciężkie oskarżenia przed wydaniem wyroku. Oskarżenia,
      które niszczą człowieka, wobec których staje bezbronny.
      Zanim zostanie to dokładnie zbadane, mamy do czynienia ze swoistym
      samosądem.
      A przeciez wiemy, jak dobrze wiemy, że nawet gdy sprawa trwa długo,
      jest obrońca, wyrok opiera się na dowodach, są błędy, są wyroki,
      które po latach w świetle nowych dowodów okazują się błędne.

      A pamiętacie jeszcze Kluskę wyprowadzanego, tuż przed wizytą
      papieską w kajdankach, w swietle kamer do aresztu ?

      Według mnie jednym z ważniejszych praw człowieka jest prawo do
      intymności i dobrego imienia. Ażeby czlowieka tego dobrego imienia
      pozbawić, należałoby mieć dowody, rzetelnie zbadać sprawę i
      wszystkie jej okoliczności.

      A ... co do lustracji to jestem za. Ale z zachowaniem wszelkiej
      ostrożności w ferowaniu wyrokow.
      • luccio1 Re: Kto ma prawo znac prawde, czyli o mediach 22.11.07, 23:09
        > A pamiętacie jeszcze Kluskę wyprowadzanego, tuż przed wizytą
        > papieską w kajdankach, w swietle kamer do aresztu ?

        Pamiętam. I mam wątpliwości.
        Sponsorował budowę Sanktuarium Miłosierdzia Bożego - w porządku.
        Trochę mniej w porządku, że głośno się tym przechwalał (trąbienie i
        bicie w kotły na rogach ulic, że się daje jałmużnę).
        Prawdę mówiąc wolałbym, gdyby podniósł płacepracownikom -
        nawet "wybiegając przed szereg", albo np. dał 13 pensję na wakacje
        letnie, 14 pensję na Boże Narodzenie (na Zachodzie to standart).

        Poza tym: uczono mnie, że płacenie podatków, punktualnie i w
        nieuszczuplonej wysokości i nie szukanie na siłę ulg - to jedna z
        podstawowych cnót obywatelskich...
        • a_weasley Re: Kto ma prawo znac prawde, czyli o mediach 23.11.07, 11:14
          luccio1 napisał:

          > Pamiętam. I mam wątpliwości.
          > Sponsorował budowę Sanktuarium Miłosierdzia Bożego - w porządku.
          > Trochę mniej w porządku, że głośno się tym przechwalał (trąbienie i
          > bicie w kotły na rogach ulic, że się daje jałmużnę).

          Jego prawo, sprawa między nim a Szefem. Odebrał już nagrodę swoją - jego wybór.

          > Prawdę mówiąc wolałbym, gdyby podniósł płacepracownikom -
          > nawet "wybiegając przed szereg", albo np. dał 13 pensję na wakacje
          > letnie, 14 pensję na Boże Narodzenie (na Zachodzie to standart).

          Azaż nie z denara zmówili się z nim?
        • mader1 Re: Kto ma prawo znac prawde, czyli o mediach 23.11.07, 11:25
          znałam osobę, która pracowała u Niego - nie była wśród
          aresztowanych - wink i nie narzekała.Choć wiązano z Nią duże nadzieje
          w firmie, przejscie w inne miejsce, lepsze dla przyszłej kariery,
          przyjęto ze zrozumieniem. Pożegnano ja z kulturą.

          > Poza tym: uczono mnie, że płacenie podatków, punktualnie i w
          > nieuszczuplonej wysokości i nie szukanie na siłę ulg - to jedna z
          > podstawowych cnót obywatelskich...

          Właśnie tak rozchodzi się " złe imię". Ulgi są po to, by z nich
          korzystać. Ustawodawca ma w związku z nimi specjalny zamysł - mają
          dawać jakiś efekt dla całej gospodarki.
          Nie wiemy czy na siłę. Tak nam to w prasie przekazano.

          > Prawdę mówiąc wolałbym,

          Tego pana nie znam , ale niezaleznie na co bym przeznaczyła ogromne
          pieniądze, które bym miała smile))) (... bym)- najlepiej się
          gospodaruje zawsze cudzymi pieniędzmi - nie mi oceniac Jego wybory,
          które złe nie były.
          Wszystkie sprawy wygrał. I co ? Ciągle winny, bo Go w telewizji
          pokazali...
          • luccio1 Re: Kto ma prawo znac prawde, czyli o mediach 23.11.07, 20:39
            mader1 napisała:
            > Ulgi są po to, by z nich
            > korzystać. Ustawodawca ma w związku z nimi specjalny zamysł - mają
            > dawać jakiś efekt dla całej gospodarki.

            Jeśli jednak ulgi są sformułowane na tyle niechlujnie prawniczo, że
            możliwa jest rozbieżna interpretacja zależnie od Urzędu Skarbowego
            (tj.: co jest nadużyciem w jednym Urzędzie, nie jest nim w
            sąsiednim) - to wówczas korzystanie z ulg staje się wątpliwe
            moralnie i z punktu widzenia ludzi stojących z boku wygląda na
            krętactwo.

            • kudyn Re: Kto ma prawo znac prawde, czyli o mediach 23.11.07, 23:25
              Skoro prawo jest niechlujnie sformułowane to za karę Kluskę do paki wsadzić? Tym
              bardziej, jeżeli skorzystanie z ulgi ma pozwolić szkołom taniej zakupić sprzęt
              komputerowy. Ja tu wątpliwości moralnych dopatrzeć się nie potrafię.
    • kann2 Re: Kto ma prawo znac prawde, czyli o mediach 22.11.07, 12:34
      Biskupi podają takie kryteria:

      1. Prawdomówność.
      2. Miłość
      3. Sprawiedliwość
      4. Roztropność
      5. Unikanie zgorszenia
      6. Troska o dobre imię
      7. Odpowiedzialne rozpowszechnianie prawdy o bliźnich
      8. Wiarygodność źródeł
      9. Odpowiedzialny odbiór prawdy o drugim człowieku

      www.episkopat.pl/?a=dokumentyKEP&doc=200775_1
      • isma Re: Kto ma prawo znac prawde, czyli o mediach 22.11.07, 12:44
        No, Bog Ci zaplac za promowanie PiTmenow wink)).

        Z uzytych przeze mnie przykladow rzeczywiscie mogloby wynikac, ze
        tylko o lustracje idzie, co jest jednak wrazeniem blednym. A
        tymczasem kryteria PiT-menow okazuja sie byc, istotnie, nader
        uzyteczne rowniez uniwersalnie!

        Ale, niestety, w odniesieniu do mediow, pies jest pogrzebany chyba w
        rozumieniu pojecia "unikania zgorszenia" ;-(((.
        • mader1 Re: Kto ma prawo znac prawde, czyli o mediach 22.11.07, 13:06
          Nie tylko unikanie zgorszenia, choć sianie zgorszenia to zdaje się
          raczej cel - wtedy jest wiecej szumu wokół nie tylko sprawy , ale i
          tytułu prasowego.
          Jeszcze pies pogrzebany :
          7. Odpowiedzialne rozpowszechnianie prawdy o bliźnich
          8. Wiarygodność źródeł
          9. Odpowiedzialny odbiór prawdy o drugim człowieku
          • isma Re: Kto ma prawo znac prawde, czyli o mediach 22.11.07, 13:15
            W odniesieniu do lustracji, to faktycznie, wiarygodnosc zrodel jest
            kluczowa wink)).

            Ale mnie interesuje tez moment, kiedy ustalenie "prawdy" mamy juz za
            soba. Znamy ja. Na przyklad dlatego, ze jest naszym wlasnym
            doswiadczeniem. Zeby (jednak!) wrocic do przykladu lustracji - dajmy
            na to, wyczytalismy we wlasnych aktach, jak niejaki Sonik, ze
            donosil na niego niejaki Karkosza.
            Co daje Sonikowi prawo do obwieszczenia mediom, ze niejaki Karkosza
            (aktualnie nie pelniacy zadnej funkcji publicznej, spolecznej itp.)
            na niego donosil?
            • mader1 Re: Kto ma prawo znac prawde, czyli o mediach 22.11.07, 16:41
              rozumiem, że dowiaduję się, że moja koleżanka/kolega donosiła na
              mnie. To nawet prawdopodobne jest. Wiem, nie budzi to wątpliwości,
              ok. Na jej szczeście media wcale by się tą sprawą nie
              zainteresowały - bo raz : ja nie jestem osobą znaną, publiczną,
              dwa : ona nie jest... Niby nie ma problemu.
              Ale są jeszcze wspólni znajomi, prawda ? Mówic, czy nie ? Nie
              wyobrażam sobie bym po dowiedzeniu się o takim fakcie obdzwoniła
              wszystkich znajomych i im powiedziała.Bo niby co miałoby z tego
              wyniknąć ? Ale gdyby ktoś zapytał, nie widziałabym powodu, by
              ukrywać. Czyli pada pytanie" oglądałaś swoje akta ? - tak. - donosił
              na ciebie ktoś - tak. - kto ? - X"
              Nie wydaje mi się, by media były najlepszym miejscem do
              roztrzygania, roztrząsania, dochodzenia i zadośćuczyniania.Do
              wchodzenia w ludzkie dramaty. Ale ostatnio całe życie ludzi, o
              których ma pojęcie ( czy którymi się interesuje) choćby większa
              garstka innych ludzi, toczy się jakby publicznie sad
              I to jest jeden z elementów tego papierowo- publicznego życia.
            • luccio1 Re: Kto ma prawo znac prawde, czyli o mediach 23.11.07, 20:35
              isma napisała:
              > Co daje Sonikowi prawo do obwieszczenia mediom, ze niejaki
              Karkosza
              > (aktualnie nie pelniacy zadnej funkcji publicznej, spolecznej
              itp.)
              > na niego donosil?

              Idzie tu o dążenie do przywrócenia świata - w miejscu i w zakresie
              dla mnie dostępnym - do elementarnego porządku.
    • mader1 życie na pokaz... 22.11.07, 16:56
      A publiczne opowiadanie o swoich problemach ? O problemach rodziny,
      znajomych w rozlicznych talk show's ?
      Odnajdywanie rodziców, którzy oddali dziecko do Domu Dziecka ?
      Flirty, godzenie rodzin, łączenie par ?
      Wszystko w świetle kamer ?
      Łzy wzruszenia widzów, wysoka oglądalność, temat do rozmów w domu...
      • nati1011 Re: życie na pokaz... 22.11.07, 17:16
        zdecydowanie nie. To żerowanie na najniższych instynktach.

        Obawiam się jednak, że niedługo słowo "intymny" trafi do słownika
        staropolsczyzny z adnotacją - zaprzestano stosować w II połowie XX
        wieku sad((

        Jeszcze jak ma to jakiś cel: np odnajdywanie rozdzielonych rodzęństw
        czy pokazanie tych dzieciaków z domu dziecka... no mogę zrozumieć,
        choć nie jestem przekonana, czy to najlepsze rozwiązanie problemu.
    • nati1011 odnośnie lustracji w świetle chrześcijaństwa 22.11.07, 17:26
      Ja mam pewne zastrzeżenia odnośnie chrezścijańskiego podejścia do
      lustracji.

      Zalóżmy, że ktoś tam 40 lat temu popełnił jakieś świństwo. Np
      doniósł na kolegę ze studiów. Młody był, głupi. Celowo nie piszę o
      tych zmuszanych do współpracy, bo to zupełnie inna hiostora. Nasz
      student zrobił to dobrowolnie.

      Ale za parę lat wydoroślał. Zmądrzał. Wyrósł na uczciwego i
      moralnego człowieka. Wyznał i odpokutował tamten grzech młodości.

      Nie powiedział kolegom. Nie dlatego, ze się bał, tylko nie chciał
      ich ranić. Wiedział, że wyznanie prawdy by mu ulżyło, ale nie chiał
      przysparzać cierpienia swoim bliskim. Zadośćuczyniła im to jakoś
      inaczej.

      Czy wolno nam teraz po latach rzucać w niego kamieniami? I
      przekreślać cały - może bardzo piekny życiorys? Czy nikt z nas nie
      ma na sumieniu drobnych świńst, kórych się do dziś wstydzi? W czym
      jesteśmy lepsi, że na nas nie ma kwitów.... I dlaczego to akurat ta
      wina ma przekreślać człowieka, a nie np zdradzanie żony? Albo
      oszustwo podatkowe?

      Trochę tak to widzę. Gdyby mój mąż mnie zdradził. Ale ta sprawa
      byłaby dawno zakończona i w miarę możliwości naprawiona. Co by mi to
      pomogło, gdyby mi się przyznał? Co oczy nie widzą, to sercu nie żal.
      Czasem lepiej nie wiedzieć. A jak się domyśla, to nie mieć pewności.
      • mader1 Re: odnośnie lustracji w świetle chrześcijaństwa 22.11.07, 21:22
        > Trochę tak to widzę. Gdyby mój mąż mnie zdradził. Ale ta sprawa
        > byłaby dawno zakończona i w miarę możliwości naprawiona. Co by mi
        to
        > pomogło, gdyby mi się przyznał? Co oczy nie widzą, to sercu nie
        żal.
        > Czasem lepiej nie wiedzieć. A jak się domyśla, to nie mieć
        pewności.

        To trochę jak ja... w niektórych okolicznościach nie dociekam, bo
        nie jestem mściwa. Ale to tez zalezy od okoliczności. Gdyby ten sam
        mąż , który Cię zdradził ( a może zdradza, czy zdradziłby następny
        raz, gdyby nadarzyła się okazja) robił Ci sceny zazdrości i
        awantury w zwiazku z tym, że jesteś miła w stosunku do swoich
        klientów , mogłabyś chcieć wiedzieć wink
        • nati1011 Re: odnośnie lustracji w świetle chrześcijaństwa 22.11.07, 22:12
          wyraźnie opisuję sytuację, gdy byl to stary błąd, dawno zrozumiany i
          odpracowany.

          Wyjątkowo podle się czułam, gdy o wsółpracę z SB oskarzani byli
          ludzi, którzy potem wręcz heroicznie z komunizmem walczyli. Nie nam
          oceniać. Zwłaszcza tych, którzy nie mogą się już bronić zza grobu. A
          relację mamy bardzo jednostronną i wątpliwego pochodzenia i
          wiarygodności.
          • mader1 Re: odnośnie lustracji w świetle chrześcijaństwa 22.11.07, 22:23
            > wyraźnie opisuję sytuację, gdy byl to stary błąd, dawno zrozumiany
            i
            > odpracowany.

            No. Ale niejedno w życiu widziałam sad


            > Wyjątkowo podle się czułam, gdy o wsółpracę z SB oskarzani byli
            > ludzi, którzy potem wręcz heroicznie z komunizmem walczyli. Nie
            nam
            > oceniać. Zwłaszcza tych, którzy nie mogą się już bronić zza grobu.
            A
            > relację mamy bardzo jednostronną i wątpliwego pochodzenia i
            > wiarygodności.

            Św. Piotr. Jego historia była dla mnie zawsze wielkim pocieszeniem,
            wielką nadzieją, wielkim Darem.
            Myślę o sobie, o różnych chwilach w moim życiu, o tym, co jeszcze mi
            się zdarzy - bo przecież Piotr takze był przekonany, że już nigdy,
            nigdy nie zdradzi... I nie potępiam, a zwłaszcza tych, którzy potem
            to odpracowali, odpokutowali. Nie odważyłabym się. Ich historia
            może być nadzieją dla mnie, gdy następnym razem upadnę mocno i na
            pysk.
            • luccio1 Re: odnośnie lustracji w świetle chrześcijaństwa 22.11.07, 23:16
              mader1 napisała:
              > Św. Piotr. Jego historia była dla mnie zawsze wielkim
              pocieszeniem,
              > wielką nadzieją, wielkim Darem.
              > Myślę o sobie, o różnych chwilach w moim życiu, o tym, co jeszcze
              mi
              > się zdarzy - bo przecież Piotr takze był przekonany, że już nigdy,
              > nigdy nie zdradzi...

              Tylko że donosicielstwo - to nie św. Piotr.
              Donosicielstwo - to Judasz. To on doniósł, że Jezus z Uczniami
              będzie tego a tego wieczoru, w tym a tym ogrodzie...
              Nie wiemy, czy został potępiony - bardzo możliwe, że Bożego
              Miłosierdzia (które z definicji jest nieskończone) starczyło i dla
              niego.
              Ale po tym, jak wydał Pana Jezusa, nie próbował już nikogo pouczać!
              • mader1 Re: odnośnie lustracji w świetle chrześcijaństwa 23.11.07, 09:44
                > Ale po tym, jak wydał Pana Jezusa, nie próbował już nikogo pouczać!
                No właśnie. Bo to jak ta historia ze zdradą męża. Niestety, on
                spada z piedestału. Swój autorytet musi ciężko odrobic..... choć to
                wcale nie jest niemożliwe.
                Mam wrażenie, ze nie wystarczy nie powiedzieć, żeby było o.k.
                Choc to nie oznacza według mnie, żeby mówić miały akurat gazety.
                Straciły prawo do oceniania, bo sami nie chcą być oceniani.
          • a_weasley Re: odnośnie lustracji w świetle chrześcijaństwa 23.11.07, 18:26
            nati1011 napisała:

            > Wyjątkowo podle się czułam, gdy o wsółpracę z SB
            > oskarzani byli ludzi, którzy potem wręcz heroicznie
            > z komunizmem walczyli. Nie nam oceniać.

            A niby dlaczego? Zdrada jest zdradą. Trzeba rzeczy nazywać po imieniu. Mogę się
            zgodzić, że potem swoją winę odkupił.
            Ja już swoje wypłakałem. Nad biednym fałszywie oskarżonym x. Czajkowskim.
            Wcześniej, w 1992, nad jeszcze biedniejszym Bonim, który się tak przejął
            fałszywymi oskarżeniami, że aż dostał zawału.
            Wzruszające. Gdyby nie fakt, że oskarżenia były prawdziwe.
            • isma OT - do Arthura 23.11.07, 20:34
              Arthurze - odbierz poczte gazetowa, bardzo prosze wink)).
              • a_weasley Re: OT - do Arthura 23.11.07, 21:17
                Nic nie przyszło.
                • isma Re: OT - do Arthura 24.11.07, 10:46
                  Poslalam jeszcze raz ze skrzynki moderatorskiej.
      • mama_kasia zdrada i przyznanie się do winy 23.11.07, 09:28
        > Trochę tak to widzę. Gdyby mój mąż mnie zdradził. Ale ta sprawa
        > byłaby dawno zakończona i w miarę możliwości naprawiona. Co by mi to
        > pomogło, gdyby mi się przyznał? Co oczy nie widzą, to sercu nie żal.
        > Czasem lepiej nie wiedzieć. A jak się domyśla, to nie mieć pewności.

        No ja zdecydowanie chciałabym, aby mąż się przede mną przyznał.
        Zdrada jest dla mnie złamaniem obietnicy, przysięgi. Ukrywanie
        zdrady jest kłamstwem. Za dużo zła. Pewnie, że bym cierpiała,
        ale takie cierpienie może być (z Bogiem) oczyszczające. I wcale
        nie chodzi o mściwość, a o oczyszczenie. Zgadzam się na cierpienie.
        Nie zgadzam się na kłamstwo.
    • sion2 Re: Kto ma prawo znac prawde, czyli o mediach 22.11.07, 21:22
      Dla mnie niedopuszczalne jest rozpatrywac czyjąś przeszłosc bez
      kontekstu calego zycia - w tym sie zgadzam z biskupami. uwazam że
      nie jest dobrze przekreslac calego czlowieka i jego dorobek bo
      kiedys zarejestrowal sie jako TW. A propos jak sie skonczyla sprawa
      bpa Stefanka bo jestem tak zalatana [czytaj:zapisana] ostatnio że
      nie mam czasu ani na wiadomosci ani na Internet sad znam tego
      czlowieka osobiscie (a raczej znalam) i same plusy... naprawde
      wielkiego pokroju czlowiek... oczywiscie jesli wspolpracowal -
      trudno, ale nie bede na pewno go przekreslac

      natomiast jesli chodzi o to donoszenie na widok czyjegos zla...
      mysle ze jesli chodzi o dzieci mamy wieksze zobowiazania niz w
      kazdej innej sytuacji... ja bym sie starala namowic tego znajomego
      ismy do zawiadomienia prokuratury, drążyłabym sprawe az do
      znudzenia...
      • isma Re: Kto ma prawo znac prawde, czyli o mediach 23.11.07, 09:17
        Ze Stefankiem, zdaje sie, stanelo na tym, ze rozwaza kroki prawne
        wobec gazety.
        Szczerze mowiac, niezaleznie od tego, czy wspolpracowal czy nie, to
        czytanie w kosciolach listu poparcia (oprocz jego wlasnych
        wyjasnien, do ktorych jak najbardziej ma prawo) dla niego przez
        duchowienstwo diecezji - jakos mi nie bardzo lezy. No, ale to na
        marginesie.
        • kann2 Re: Kto ma prawo znac prawde, czyli o mediach 23.11.07, 10:14
          isma napisała:

          > Ze Stefankiem, zdaje sie, stanelo na tym, ze rozwaza kroki prawne
          > wobec gazety.

          O tak. Nawet ks. Tadeusz Zaleski mu to doradzał. Niebywałe.
          Natomiast zgadzam się z Tobą, że pisanie komunikatu do odczytania w
          kościołach jest wątpliwe. Którego biskupa czy księdza tego rodzaju
          zaprzeczenia oczyściły? Chyba tylko jednego Jezuitę, ale nie
          zaprzeczenia, a wygrana przed sądem:
          www.gazetawyborcza.pl/1,75478,4694690.html
          • isma Re: Kto ma prawo znac prawde, czyli o mediach 23.11.07, 10:29
            Ach, moj drogi, co do tego jezuity, to sad ustalil tylko, ze
            konkretny esbek sfalszowal konkretna teczke. Znam takich, co
            utrzymuja, iz o niewinnosci Woloszyna to nie swiadczy ;-O. Aberracja
            kompletna.

            Z tym poparciem duchowienstwa diecezji to to nie tylko jest
            nieskuteczne, ale, moim zdaniem, podkresla wrazenie "solidarnosci
            koroporacyjnej", ktora to, jak wiadomo, jest jednym z podstawowych
            zarzutow wobec postawy Kosciola Matki naszej w sytuacjach
            kryzysowych ;-(((.

            A z innej beczki - komunikat z 342. zebrania plenarnego KEP mowi o
            tym, ze zaden z biskupow nie wspolpracowal, w sensie, ze swiadomie i
            tajnie. Ale nie jest dla mnie jasne zdanie o "wiedzy" owczesnych
            wladz koscielnych w tej materii. To ezopowo jest powiedziane - nie
            wiadomo, czy idzie o konkretne kontakty konkretnych osob, czy o to,
            ze czasem okolicnzosci wymuszaly kontakt z SB na plaszczyznie, ze
            sie tak wyraze, sluzbowej.
            • nati1011 Re: Kto ma prawo znac prawde, czyli o mediach 23.11.07, 11:39
              - nie
              > wiadomo, czy idzie o konkretne kontakty konkretnych osob, czy o
              to,
              > ze czasem okolicnzosci wymuszaly kontakt z SB na plaszczyznie, ze
              > sie tak wyraze, sluzbowej.


              Mam nadzieję, że źle zrozumieałam. Przecież o winie - jakiejkolwiek -
              można mówić, gdy jest chęć współdziałania. Gdy ktoś się godzi.
              Czy rozmowa (przymusowa) z oficerem SB przed wydaniem paszportu to
              wsółpraca? Czy wizyta w biurze SB w sprawach budowy kościoła
              parafialnego to współpraca? Czy wykorzystywanie przez tajniak
              informacji uzyskanych np od znajomych w trakcie przyjęcia
              urodzinowego jest współpracą tych osób? Chyba niektórzy zapomnieli
              jak wyglądał tamten okres. Oczywiście wielu ludzi nie miało kontaków
              ze służbami, ale wielu innych - z racji choćby zawodu - było na nią
              na każdym kroku nasrażonym. Ale to jeszcze nie byłą współpraca. Bo
              jeśli tak, to zdrajcą był każdy, kto miał sa sąsiada SB-ka (choćby
              tajniaka, o czym nie miał pojęcia) i umówił się z nim parę razy na
              piwo.

              W tym miejscu przypomina mi się "śmieszna" sytuacja towarzysząca
              publikacji informacji zawartych w teczce Kaczyńskiego (nie pamiętam
              którego) z automatyczną adnotacją, że te materiały zostały
              sfałszowane. Tak. Te akurat były sfałszowane, a wszystkim pozostałym
              wierzy się jak świętym. Tego nie potrafię zrozumieć.

              Ja wiem, że byli wtedy bohaterowie i zwykłe kanalie. Ale jeżeli nie
              możemy w sposób obiektywny przedstawić faktów - a nie możemy - to
              lepiej spalić te teczki, niż mamy bohaterów omyłkowo mieszać z
              kanaliami.

              A tylko czekam, jak co niektóre kanalie będa brac zaświadczenia z
              IPN-u świadczące o ich "świętości". Bo przecież najważniejsze teczki
              zostąły zniszczone.
              • isma Re: Kto ma prawo znac prawde, czyli o mediach 23.11.07, 13:05
                Nie, nie, Nati, to nie o to chodzi.
                Chodzi m.in. o to, ze, w Memoriale Episkopatu Polski w sprawie
                wspolpracy... biskupi m.in. stwierdzili, w odniesieniu do ksiezy:

                "...Odpowiedzialność dotyczy w pierwszej kolejności wszystkich,
                którzy zataili
                swoje kontakty z funkcjonariuszami bezpieczeństwa przed swoimi
                przełożonymi, a
                zwłaszcza nie wykonywali obowiązku składania do Kurii Biskupiej
                szczegółowego
                sprawozdania o wszelkich rozmowach prowadzonych z pracownikami
                organów
                bezpieczeństwa lub milicji na spotkaniach, które były organizowane
                bez
                prawidłowych w świetle kodeksu postępowania administracyjnego
                urzędowych
                wezwań. Obowiązek taki wynikał z postanowień 106 Konferencji
                Plenarnej
                Episkopatu z 24 stycznia 1968 r."

                Inaczej mowiac: byly pewne, scisle okreslone, kategorie kontaktow,
                ktore KKH ocenila jako niebedace wspolpraca swiadoma i tajna:
                - te, ktore wynikaly z prawidlowych w sensie administracyjnoprawnym
                wezwan roznych organow panstwa, w tym SB (to jest to, o czym piszesz
                np. w zwiazku z budowa kosciolow, takze paszportami itp.)
                - te, ktore odbywaly sie nieformalnie, ale za wiedza przelozonych.

                O ile te pierwsze nie budza zasadniczo zadnych watpliwosci, i tu
                KEP we wczorajszym komunikacie Ameryki swoim stwierdzeniem odnosnie
                do obecnych biskupow nie odkryla, o tyle co do tych drugich, hmmmm,
                no juz sprawa jest troche sliska. Zwlaszcza w odniesieniu do ksiezy
                zakonnych, bo ci ustalonym przez episkopat wytycznym nie podlegaja,
                i kuriom niczego meldowac nie musieli (przykladowo, Stefanek wlasnie
                jest zakonnikiem).

                Zastanawiam sie po prostu, czy stwierdzono, ze kontakty nalezaly
                tylko do tej pierwszej kategorii, a zatem sa kompletnie bez zarzutu,
                czy tez, ze wprawdzie mialy tez nieformalny charakter, ale
                dopuszczalny (tylko na jakiej drodze dopuszczalny - skoro, jak
                napisalam powyzej, ksieza zakonni procedurze "odtajniania" kontaktow
                z SB nie podlegali)? Jak wskazuje przyklad Skworca, roznie z tym
                moglo byc.

                (Ja moge pisac niezbyt precyzyjnie, bo probuje wlasnie znalezc
                kontrargumenty dla inicjatywy zlozkalizownaia pomnika Jana III
                Sobieskiego w Wiedniu oraz wypozyczenia kilku dziel sztuki z muzeow
                watykanskich, a to wymaga duzego dystansu do rzeczywistosci wink)) -
                jak by co, to mnie korygujcie.)
                • isma Re: Kto ma prawo znac prawde, czyli o mediach 23.11.07, 13:27
                  Oooo. W KAI-u podali:

                  Bp Stanisław Budzik powiedział KAI, że na ręce Zespołu ds. Oceny
                  Etyczno-Prawnej wpłynęły oświadczenia wszystkich biskupów, których
                  akta badała w IPN Kościelna Komisja Historyczna. Zespół ten
                  przestudiowawszy wyniki prac Komisji orzekł, że nie ma podstaw, aby
                  kwestionować oświadczenia biskupów, którzy wyjaśnili swój sposób
                  kontaktów ze służbą bezpieczeństwa. "Wykazano, że siła tych
                  dokumentów nie jest wystarczająca, aby formułować zarzut świadomej
                  współpracy wobec któregokolwiek z obecnych biskupów" - oświadczył
                  sekretarz generalny Konferencji Episkopatu Polski.

                  Hierarcha dodał, że nie ma dowodów o nieposłuszeństwie kanonicznym
                  tych duchownych, o których mówią dokumenty znalezione przez
                  Kościelną Komisję Historyczną. Kontakty te odbywały się bowiem za
                  zgodą ich przełożonych.
                  • mader1 Re: Kto ma prawo znac prawde, czyli o mediach 23.11.07, 13:34
                    więc co z Wielgusem ?
                    • isma Re: Kto ma prawo znac prawde, czyli o mediach 23.11.07, 13:44
                      No wiec wlasnie, zglupialam kompletnie. Zwlaszcza, ze
                      termin "przelozony" mozna tez rozumiec szeroko, np. tak, ze w
                      przypadku nauczyciela akademickiego - rektor KUL to moglby byc np.,
                      i sprawa zalatwiona. Dalej mnie frapuje jednak przede wszystkim ten
                      obowiazek meldowania w kuriach - w jakiej formie on byl nalozony, i
                      czy faktycznie byl spelniany.

                      Kannie, czy Ty w koncu w styczniu, po dziewiatej, dotarles (o ile to
                      jeszcze pamietasz wink)), do tego Logosa i przejrzales ten zbior
                      komunikatow KEP?
                      • kann2 Re: Kto ma prawo znac prawde, czyli o mediach 23.11.07, 16:45
                        No, nie dotarłem wtedy, bo się przestraszyłem, kogo tam mogę
                        spotkać. Ale rzeczywiście trzeba to będzie zrobić. Tzn. byłem w
                        Logosie, ale faktycznie nie otworzyłem tej książki. Przepraszam i
                        poprawę obiecuję. Może w środę, mam takie 10 minut w których tam
                        zachodzę.

                        Znając jednak po pierwsze, bałaganiarstwo formalne partykularnego
                        prawodawcy kościelnego, a po drugie - co ważniejsze -
                        niebezpieczeństwo cenzury kościelnej, boję się, czy tak otwartym
                        tekstem biskupi mogli powiedzieć, że każdy kogo wzywają na rozowy,
                        ma się opowiedzieć przełożonemu.

                        Ciekawe, że ostatnio dwóch posądzanych o współpracę broniło się
                        twierdząc, że o wszystkim wiedział, już to Jacek Kuroń, już to
                        kardynał Wojtyła. Niestety, anie jednego, ani drugiego nie można o
                        to zapytać.
                        • isma Re: Kto ma prawo znac prawde, czyli o mediach 23.11.07, 20:14
                          Nie bylo czego sie bac, rekiny zima siedza pod lodem. Zreszta nawet
                          jesienia rekiny jadaja raczej jarsko wink)).

                          A ja sobie dzisiaj poszlam. Ale nic z tego, biskupi, jak zbiorowa
                          Pytia, w komunikacie obwiescili ludowi Bozemu, ze sie zastanawiali
                          nad sytuacja Kosciola w Polsce wink)).

                          Wiec mnie tez ta pewnosc Budzika co do tego, ze en masse "przelozeni
                          wiedzieli" bardzo sie podoba, w swej blogoslawionej ogolnosci -
                          kazdemu da sie znalezc takiego przelozonego, co to juz na lonie
                          Abrahama sie wyleguje... Skadinad jest to metoda znana w zalatwianiu
                          skarg ("nie zwolnil sie tam u was kto w wydziale, albo nie poszedl
                          na emeryture? To sie napisze, ze wlasnie on prowadzil te sprawe,
                          coscie zawalili").
                          • isma Cyryl jak Cyryl, ale te metody... ;-((( 27.11.07, 15:30
                            No, tak. Tosmy sie dowiedzieli.

                            Bp Budzik w wywiadzie dla "Dziennika":

                            "W niektórych materiałach znajdują się notatki z rozmów danego
                            kapłana z funkcjonariuszem SB, ale po jego wyjaśnieniach nie ma
                            podstaw do kwestionowania, że były to rozmowy, a nie współpraca, i
                            ze prowadził je z polecenia swojego kościelnego przełożonego."

                            Nie ma podstaw do kwestionowania wyjasnien biskupa. Czyli, papierow
                            na te "polecenia" nawet nikt nie probowal szukac. No, to
                            sie "historycy" nabadali, ze hej ;-(((.
                            • mader1 Re: Cyryl jak Cyryl, ale te metody... ;-((( 27.11.07, 16:15
                              Mnie oczywiście usprawiedliwia zawsze to, ze jestem prostą
                              kobietą wink)), ale na mój prosty rozum to jest tu coś mocno
                              pogmatwane.
                              Taka komisja to mogłaby w tak prosty sposób uzasadniać swoje zdanie
                              kiedyś, kiedyś gdy jeszcze nie było wokól tego tak dużego szumu i
                              tak wielkich wątpliwości i ... dezorientacji wiernych.
                              Mam wrażenie, że " po Wielgusie" takie oświadczenie sprawę jeszcze
                              mocniej gmatwa i przyczynia się do jeszcze wiekszej dezorientacji.
                              Jeżeli sprawę wnikliwie zbadano, jeżeli żaden biskup nie
                              współpracował, może należałyby się Komuś przeprosiny i dokładniejsze
                              wyjaśnienie sprawy ?
                              a jeżeli ciągle " nic nie wiemy, ale przypuszczamy..." to po co to
                              oświadczenie ?
                              • mader1 A ! Miałam już się nie odzywać... b/t 27.11.07, 16:16

                                • kulinka3 Re: A ! Miałam już się nie odzywać... b/t 27.11.07, 17:38
                                  Chyba się nie powstrzymamwink)) to za co przepraszał bp.Wielgus już nie
                                  rozumiem. A o współpracy to wiedzieli ci, którzy już niestety pomarli i
                                  świadczyć nie mogą.Eh życie......
                                  • kann2 Re: A ! Miałam już się nie odzywać... b/t 27.11.07, 22:27
                                    Czy orzeczenie zespołu dotyczy także sprawy abp. Stanisława
                                    Wielgusa?

                                    - Zespół przygotował część ogólną i kończy obecnie pracę nad oceną
                                    poszczególnych przypadków. W tej części ogólnej, w której nie
                                    wymieniano żadnych nazwisk, nie ustosunkował się do przypadku abp.
                                    Stanisława Wielgusa. Zespół przyznaje jednak, że jest to przypadek
                                    najtrudniejszy.

                                    www.dziennik.pl/polityka/article87518/Koniec_lustracji_biskupow_w_Polsce.html
                    • kann2 Re: Kto ma prawo znac prawde, czyli o mediach 25.11.07, 09:45
                      mader1 napisała:

                      > więc co z Wielgusem ?

                      Już jest odpowiedź:

                      A jednak wielka mistyfikacja...

                      Ksiądz arcybiskup Stanisław Wielgus nie był tajnym współpracownikiem
                      SB. Sprawa jego oskarżenia o współpracę ze specsłużbami PRL została
                      celowo sprowokowana. Fakt ten potwierdził wydany 22 listopada br.
                      komunikat z 342. zebrania plenarnego Konferencji Episkopatu Polski,
                      przywołując końcowe wyniki prac powołanej przez to gremium
                      Kościelnej Komisji Historycznej oraz Zespołu ds. Oceny Etyczno-
                      Prawnej.

                      www.naszdziennik.pl/index.php?typ=wi&dat=20071124&id=wi14.txt
                      • isma Re: Kto ma prawo znac prawde, czyli o mediach 25.11.07, 13:35
                        No nie no, zaraz, ale to jest tlumaczenie ignotum per ignotum.
                        Wielgus nie wspolpracowal, bo wedlug komunikatu zaden aktualny
                        biskup nie wspolpracowal. Ale co KHK i zespol ustalily, i na jakiej
                        podstawie, to dalej nie wiadomo.
                        A ze oskarzenie - w sensie: momemt, w ktorym sie pojawilo, bylo
                        nieprzypadkowe, to zgoda. Tylko, ze to nie jest dowod na jego
                        nieprawdziwosc.

                        No, w najblizsza sobote sobie jeszcze Dziennik poczytamy. A i
                        redaktor Terlikowski nie pozostanie w milczeniu ;-(((.
                        • kann2 Re: Kto ma prawo znac prawde, czyli o mediach 25.11.07, 14:53
                          A czemu dopiero w najbliższą sobotę?
                          • isma Supernowa 25.11.07, 16:22
                            Ciekawskis. O ile ja sie znam na astronomii, to w sobote powinna sie
                            nowa gwiazda na firmamencie lustracyjnym pojawic. Chyba, ze niebiosa
                            sie zachmurza do tego czasu, to obserwacja nie bedzie dostepna
                            szerokiej publicznosci.

                            No, nic. Poki co, moze zdaze do biblioteki wink)).
                            • kann2 Ciekawość 25.11.07, 16:47
                              www.mis24h.com/images/cat_1.jpg
                              • isma W rzeczy samej: 25.11.07, 16:57
                                Curiosity killed the cat!

                                Ale moze ofiar w ludziach nie bedzie.
          • mader1 Re: Kto ma prawo znac prawde, czyli o mediach 23.11.07, 10:39
            Szczególnie zwraca uwagę fragment :
            "Marek K. chciał się chyba wykazać przed przełożonymi, że
            spacyfikował takiego wroga socjalizmu. Wyrządził mi tym poważną
            krzywdę - powiedział o. Wołoszyn."
            Praca, to praca. Trzeba się było przed [rzełożonymi czymś wykazac, a
            jak ktoś ( czyt. UB ek) był nieudolny, niezręczny to tworzył sobie
            fikcję, żeby dostać premię czy nagrodę albo po prostu nie zostać
            zwolniony.
            Doniesienia prasowe puszczam więc " mimo uszu", bo z tego, że
            dziennikarz coś wyczytał niewiele wynika.
    • nordynka1 Re: Kto ma prawo znac prawde, czyli o mediach 23.11.07, 10:39
      trochę obok ale powiązane - sposób podawania informacji

      ostatnimi czasy czytam gazety ze swoistym filtrem na oczach -
      zwracam uwage na sposób podania informacji, zastanawiam się jak
      inaczej możnaby te samie wiadomości podać i..niestety, wciąż się
      przekonuję, że media stosują mniej lub bardziej widoczną
      manipulację. A no choćby artykuł na temat wysokiego urzędnika
      pewnego samorządu, który miał dopuścić się korupcji i nielegalnie
      zarobić jak podano - "...aż 142 tys zł...". Po co to słówko "aż" ?
      Wzbudza odpowiednie emocje i wrażenie jeszcze większego świństwa
      popełnionego przez osobę związaną z partią niepopieraną przez tę
      gazetę. Sam akt korupcji jest świństwem i niepotrzeba mu
      wyolbrzymiania przez stwarzanie wrażenia, że to o jakieś ogromne
      pieniądze chodzi i w tej partii to właśnie tacy ludzie są.
      A numer gazety z piątku przed wyborami..., noo postarali się
      naprawdę. Na pierwszej stronie tekst o tym, że nie popierają żadnej
      partii, ale ".. jesli chcesz tego tego i tamtego a nie chcesz tego
      owego i tamtego, to wiesz na kogo masz głosować.." W każdym,
      dosłownie każdym dziale był artykuł na anty do partii niepopieranej
      przez gazetę. Nawet w sporcie, na całą stronę. TYlko pogodę ominęli.

      Prawda zawsze przyniesie dobro i obroni się sama. Jednak te same
      fakty można podać w różny sposób - zasugerować to czy tamto, coś
      wyolbrzymić a coś pominąć. Brakuje mi mediów podających informacje,
      a nie interpretujacych je po swojemu.
      • isma wiarygodnosc tytulow 23.11.07, 10:57
        Ooo, tak. "Glos Wielkopolski", ktory oglosil piorem pana
        Kazmierczaka rewelacje na temat Stefanka, wslawil sie na poczatku
        roku tegoz samego piora tekstem o Dziwiszu, tuszujacym seksskandale
        w Watykanie i szykanujacym Zaleskiego.

        Pioro ma, o ile wiem, w zyciorysie wyrok za naruszenie praw
        autorskich innej osoby, no, ale to szczegol.
      • nati1011 Re: Kto ma prawo znac prawde, czyli o mediach 23.11.07, 11:47
        Prawda "przerobiona" na sposób medialny przestaje być prawdą.

        Moja wersja wydarzeń (na potrzeby tego wątku)

        Fakt:
        Posłankę zatrzymano na gorącym uczynku przyjmowania kasy od
        podstawionego faceta.

        Informacja:
        Posłanka wzięła łąpówkę i została złapana na gorącym uczynku.

        Fakt nieujawniony:
        Podstawiony facet, przez rok czasu uwodził posłankę i mieli tzw
        romans.

        Wątek poboczny:
        Posłanka pilonie potrzebowała pieniędzy i próbowałam je pożyczyć od
        swoich znajomych.

        Fakt nieznany:
        Kochanek ofiarował swoją "Pomoc"

        Pytanie:
        1. Czy posłanka w momencie zatrzymania brała łapókę, czy odbierała
        pożyczkę od kochanka?
        2. Gazeta napisała prawde czy nie?

        Histora naciągnięta, ale chyba dobrze obrazuje na ile można mieć
        zaufanie do "rewelacji" medialnych i jak łatwo z neutralnego
        zdarzenia zrobić aferę.



      • otryt "aż" i "jedynie" 23.11.07, 13:31
        nordynka1 napisała:

        >Po co to słówko "aż" ? Wzbudza odpowiednie emocje i wrażenie
        >jeszcze większego świństwa popełnionego przez osobę związaną z
        >partią niepopieraną przez tę gazetę.

        Tylko dwie literki i jak wiele zmienia w odbiorze tekstu. Nie
        zwracałem wcześniej na to uwagi. Przez analogię, każda reklama, gdy
        mówi o cenie zawsze umieszcza słowo "jedynie". Pozdrawiamsmile
    • maadzik3 Re: Kto ma prawo znac prawde, czyli o mediach 23.11.07, 10:50
      Powiedziałabym, że to zależysmile))
      W przypadku osób publicznych, mogących mieć z tytułu sprawowanej funkcji wpływ
      na pewien krąg osób (nie tylko na przekazywanie im pewnych swoich opinii i
      przemyśleń, ale czasem bezpośrednio na ich życie)uważam że ich prywatność
      powinna być w stosunku do "zwykłych obywateli" mniej chroniona. Po prostu jeżeli
      ktoś korzysta z przywilejów bycia "autorytetem" (czesem moralnym), "fachowcem",
      "przedstawicielem oficjalnym jakiegoś gremium" itp. itd. to osoby wobec których
      tak występuje mają prawo zweryfikowania jego/ jej słów z faktami z życia tej
      osoby. Niekoniecznie tymi pachnącymi skandalem, choc te sie swietnie sprzedaja,
      chodzi mi o fakty dot. wyksztalcenia, przebiegu kariery, ale tez potwierdzajace
      lub nie wiernosc temu co dana osoba glosi. Nie celem potepienia - czlowiek nie
      krowa, czasem zmienia zdanie, ale jesli ktos uzurpuje sobie prawo do decydowania
      o moim zyciu chce wiedziec z kim mam do czynienia.
      Osoby niepubliczne powinny korzystac z daleko posunietego prawa do prywatnosci.
      Generalnie uwazam ze fakty z zycia prywatnego powinny byc ujawniane tylko
      wowczas gdy maja znaczenie dla stosunkow tej osoby z innymi osobami wobec
      ktorych ma realna wladze lub publicznie wystepuje jako autorytet. W tym sensie
      rozwod Maliniakowej, ktora od rana do nocy trabila ze rozwody sa "be" mnie nie
      interesuje (bo i czemu mialby, poza ewentualna pomoca tejze w ciezkich
      chwilach), podobnie rozwod kogos tam z show-biznesu, mimo ze to juz news, ale
      rozwod (zwlaszcza np. z orzeczeniem o winie) polityka ktory chcialby
      wspolobywatelom rozwodow zakazac (przypadek teoretyczny) to juz jest zupelnie co
      innego. Mysle ze nie musze tlumaczyc dlaczegowink))
      Jedna zasada obowiazuje IMHO zawsze. Informacja (dobra lub zla) na temat jakiejs
      osoby musi byc rzetelna, w miare mozliwosci pelna. No a osoba o ktorej sie
      wypowiadamy publicznie powina o tym wiedziec. Poza sytuacjami gdy ujawnienie
      informacji grozi informatorowi realnym niebezpieczenstwem (raczej domena prawa
      karnego) nie uznaje anonimowych zrodel, plotek towarzyskich przeciekajacych do
      prasy itp. Jesli mam odwage cos powiedziec prasie o kims (pamietajac o 8
      przykazaniu) to powinnam miec odwage powiedziec to wpierw tej osobie - ze
      zapytano mnie, ze zamierzam powiedziec, albo np. powtorzyc opinie (jesli chce
      sie wypowiadac) ktorej nigdy nie tailam i ktora nie raz wyglaszalam publicznie.
    • otryt Perełka dziennikarskiej manipulacji 23.11.07, 12:56
      Pragnę zwrócić uwagę na to, że media mają swoich właścicieli, oni z
      kolei swoje interesy. Dziennikarz nie może pisać co chce i jak chce.
      Musi trzymać się polityki informacyjnej wyznaczonej z góry.

      Piękny przykład manipulacji: „Sąsiedzi cieszą się z wyprowadzki
      Kaczyńskich” . Napisała ją Katarzyna Wójtowicz w Gazecie Wyborczej.
      Rozumiem, że można nie lubić polityka danej opcji i wszelkimi
      sposobami starać się mu zaszkodzić. Można wyciągać poważne sprawy i
      liczne afery. Jednak tutaj przekroczono wszelkie granice. Ciekawe
      czy pani Katarzyna wstydzi się tego artykułu? Michnik lub Żakowski
      nie napisaliby czegoś takiego, aby się nie ośmieszyć. Zlecili to
      początkującej dziennikarce. Zdają sobie dobrze sprawę, że część
      wyborców to kupi. Takich artykułów o bzdetach było bardzo dużo.
      Bzdety nadyma się do kosmicznych wymiarów. Przeinacza. Błędnie
      interpretuje materiał, aby w końcu dać tytuł, który ma luźny związek
      z treścią artykułu. Czytelnik został zmanipulowany.

      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,55670,3154770.html
      Cóż opowiedzieli dziennikarce sąsiedzi?

      1).- Owszem, zawsze powie "dzień dobry" - mówią mieszkańcy - ale o
      bliższym kontakcie nie było mowy.

      2) Zapraszaliśmy Kaczyńskich na kawę, chcieliśmy im pokazać nasze
      małe kotki. Pani prezydentowa Maria obiecywała nawet, że przyjdzie,
      ale nigdy nie wpadła z wizytą - mówi Lucyna Czerniawska

      3) Inne sąsiadki też nie wypiły herbatki w towarzystwie pani
      prezydentowej.

      4) Nie pożyczają też od niej szklanki cukru lub mąki, gdy im
      zabraknie.

      5) Podkreślają, że Kaczyńscy są mili, ale trzymają wszystkich na
      dystans.

      6) Czasami spotykaliśmy panią Marię na spacerze z psem, ale nawet do
      niej nie podchodziliśmy, bo zawsze obok szli ochroniarze - opowiada
      Maria Rachmielowska

      7) nawet piesek prezydenta nie ma łatwego życia. Jak ten biedak ma
      się załatwiać, kiedy trzech "borowików" nie spuszcza z niego
      wzroku? - dodaje pani Lucyna.

      8) Piotr Kamecki, lokator spod czternastki, też za prezydentem
      tęsknić nie będzie, ale przyznaje, że mieszkanie z nim w jednym domu
      miało zalety. - Na ulicy było spokojniej. No, ale po meczach Legii
      to już różnie bywało. Nieraz chuligani ukręcili lusterko i
      porysowali samochód. Kiedy pod domem pojawiła się ochrona
      prezydenta, już się to nie zdarzało - mówi.

      9) Inni lokatorzy też płakać nie będą, jedynie gospodarz domu
      odczuwa żal. - Nikt nie jest święty, ale za pana prezydenta to w
      naszej kamienicy było jak w prawdziwym domu - uważa pan Antoni.

      10) Zasmucona jest wiceprezeska Domostwa. - Pan Lech Kaczyński
      wnosił do naszego domu słońce i radość. Wyjątkowo niekłopotliwy
      lokator. Bardzo żałuję, że się wyprowadza - mówi.

      Katalog zbrodni zawierają punkty 1-7. Punkty 8-10 mówią o
      pozytywach, jednak aby ktoś się nimi za bardzo nie przejął zdania 8
      i 9 są osłabione wtrętami autorki, że lokatorzy (inni) nie będą
      płakać ani tęsknić. Punkt 10 wystarczyłby za wszystko. Punkt 9 to
      też wielka pochwała, ale ginie w dwóch nie wiadomo przez kogo
      dodanych negatywach. Każdy chciałby mieszkać w miejscu, gdzie
      sąsiedzi wnoszą ciepło i radość, gdzie żyje się jak w prawdziwym
      domu. Jednak wniosek autorki jest inny: Sąsiedzi czekają na ich
      wyprowadzkę z utęsknieniem, cieszą się, nie mogą się doczekać, choć
      żaden nie powiedział tego wprost. Jakby to była jakaś rodzina
      pijaków, żuli lub awanturników. To wszystko owiane grozą tajemnicy,
      bo termin wyprowadzki jest nieznany. Termin zna tylko uzbrojony po
      zęby BOR. Tytuł dopełnia wszystkiego: „Sąsiedzi cieszą się z
      wyprowadzki Kaczyńskich. Wielu ludzi poprzestaje na przeczytaniu
      tylko tytułu lub tytułu i streszczenia pobieżnie przeglądając tekst.
      Pozostaje gdzieś z tyłu głowy wrażenie, że byli wyjątkowo
      uciążliwymi lokatorami, bo przecież tylko wtedy się cieszymy, gdy
      tacy się wyprowadzają. Radio cytując przegląd prasy wtłoczy to
      zdanie w kilku sekundach lub w dowcipie w przerwie między muzyką.
      Informacja poszła w świat. Będzie powielana w innych mediach i w
      milionach domów. Punkt 10 stanowi zapewne alibi, aby obronić się
      przed zarzutem o manipulację. Wtedy GW zawsze może powiedzieć, że
      były różne głosy i oni te różne głosy zamieścili, także te pozytywne.






      • mader1 Re: Perełka dziennikarskiej manipulacji 23.11.07, 13:20
        miałam się już na tym wątku nie odzywać, bo zdecydowanie mnie tu za
        dużo, ale pamiętasz jak jakiś czas temu dyskutowaliśmy o innym
        artykule ? Też rzetelnym inaczej
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16182&w=39697069&a=39697069
        • isma Re: Perełka dziennikarskiej manipulacji 23.11.07, 13:34
          Ano. Odzywaj sie, odzywaj. Bo ianczej to ja sie krolem Sobieskim
          calkiem zalamie.

          Swoja droga, moj slubny mi zawsze wypomina, jak to usilowalam
          nauczac podstaw dziennikarstwa, i, po dlugim meczeniu uczestnikow
          zajec, aby wyeksplikowali, co tez sie powinno znalezc w informacji
          prasowej, pewien student wykrzyknal odkrywczo: "dziennikarz powinien
          napisac prawde", na co prowadzaca zajecia odruchowo odpalila: "a co
          to jest prawda?".

          Taaak, pytanie Pilata wink)).
          • mader1 Re: Perełka dziennikarskiej manipulacji 23.11.07, 13:45
            > Ano. Odzywaj sie, odzywaj. Bo ianczej to ja sie krolem Sobieskim
            > calkiem zalamie.
            może zapodaj temat na forum, to może nawet coś interesującego z
            tego wyniknąć smile)))
            A... i pogłaszcz Miniaturkę smile
            • isma kompletnie OT, choc tez o manipulacji 23.11.07, 13:57
              No, tak. Ze niby, dal nam przyklad (i mozliwosc) wychowywania w
              wierze, Turczynow rznac?
              No i te muzea watykanskie...

              Smichy-chichy sobie robisz wacpani, a ja musze w ciagu najblizszej
              godziny dobitnie wyajsnic, dlaczego NIE. Odpowiedz "bo nie" (ktorej
              mozna uzyc w stosunku do dziecka, nawet wychowywanego w wierze - ew.
              w jakiejs innej formie stylistycznej) nie wchodzi w rachube ;-(((.
      • a_weasley Re: Perełka dziennikarskiej manipulacji 23.11.07, 14:10
        otryt napisał:

        > Piękny przykład manipulacji: „Sąsiedzi cieszą się z wyprowadzki
        > Kaczyńskich” . Napisała ją Katarzyna Wójtowicz w Gazecie Wyborczej.

        Dla ścisłości w "Nowym Dniu", tabloidzie wydawanym przez tę samą spółkę, który
        na szczęście zrobił zasłużoną klapę.

        > 2) Zapraszaliśmy Kaczyńskich na kawę, chcieliśmy im pokazać nasze
        > małe kotki. Pani prezydentowa Maria obiecywała nawet, że przyjdzie,
        > ale nigdy nie wpadła z wizytą - mówi Lucyna Czerniawska

        Która zresztą się strasznie wkurzyła, bo mówiła zupełnie co innego (wiem to od
        jej syna).
        • otryt Re: Perełka dziennikarskiej manipulacji 26.11.07, 11:03
          a_weasley napisał:

          >Dla ścisłości w "Nowym Dniu", tabloidzie wydawanym przez tę samą
          >spółkę, który na szczęście zrobił zasłużoną klapę.

          To prawda. Ja jednak tę informację już w lutym 2006 zaczerpnąłem z
          portalu internetowego Gazeta.pl. Była podana obok kilku innych
          najważniejszych informacji politycznych na pierwszej stronie portalu.
          Umieszczanie bzdetów obok spraw bardzo poważnych to też jakaś metoda
          manipulacji.

          >Która zresztą się strasznie wkurzyła,
          >bo mówiła zupełnie co innego (wiem to od jej syna).

          Mała ta Warszawasmile Wkurzyła się tak strasznie, bo sąsiad nie
          przyszedł obejrzeć kociąt? Też bym do kogoś takiego nie poszedł.
          Zapraszając nie miała chyba najlepszych intencji. A ta jej złosć
          może zainicjowała powstanie tego artykułu?


      • nordynka1 Re: Perełka dziennikarskiej manipulacji 23.11.07, 15:07
        otoż to..

        inny tytuł z tej samej gazety z tego tygodnia "Prezydent nie
        wysłucha expose premiera", na pierwszej stronie. Prezydent nie
        wysłucha, bo wyjeżdża z wizytą dyplomatyczną ustaloną dawno temu, a
        to premier ustala termin swojego expose. Ale informacja z
        odpowiednim wydźwiękiem poszła w świat.
      • mader1 Miałam się juz nie odzywac 23.11.07, 15:37
        i nie będę smile))
        Ale to mnie ubawiło szczególnie
        Początek artykułu :
        "Inne sąsiadki też nie wypiły herbatki w towarzystwie pani
        prezydentowej. "
        Koniec artykułu :
        "Jako jedna z nielicznych miała okazję wypić kawę w mieszkaniu
        Kaczyńskich."
        I patrzcie, jak pięknie napisane smile)) Jedno drugiemu nie
        przeczy smile)))
        Jak ktoś do mnie przyjdzie, podam mu wszystkie napoje smile))
    • luccio1 Re: Ks. Czajkowski i bp Stefanek 23.11.07, 20:47
      Ks. Czajkowski:
      sprawa obrazu w katedrze sandomierskiej, przedstawiającego jakoby
      mord rytualny
      (żądał usunięcia tego obrazu - naprawdę nie ma tam nic! autor
      obrazu, Karol de Prevot, nie wiedział, jak ów "mord rytualny"
      wygląda, nikt nie potrafił mu opowiedzieć, jak miałaby wyglądać
      rzecz, która się nie zdarzyła - poprzestał na przedstawieniu pleców
      postaci skupionych kręgiem wokół powierzchni silnie oświetlonej
      punktowo - stołu?).

      Bp Stefanek:
      przed uroczystościami w Jedwabnem powiedział: "od nas nikogo tam nie
      będzie" - tzn. sam je zbojkotował, księżom z kierowanej przez siebie
      diecezji (świadomie nie napisałem: swojej!) zakazał udziału.
      I faktycznie - z diecezji łomżyńskiej nikogo tam nie było.
      • kudyn Re: Ks. Czajkowski i bp Stefanek 23.11.07, 23:15
        "W latach 1698 i 1710-1713 toczyły się bodaj dwa najbardziej znane oskarżenia o
        mord rytualny w Polsce. Duża w tym zasługa ówczesnego biskupa sandomierskiego
        Stanisława Żuchowskiego, który spopularyzował obydwa posądzenia w swych
        pracach[68] Posądzenie z 1710 roku zostało również utrwalone przez malarza
        Karola de Prevot na stallach w Kościele św. Pawła w Sandomierzu [69].

        W kwietniu 1698 roku, w kaplicy kolegiackiej zakonnik znalazł martwe dziecko.
        Po szczegółowy zbadaniu sprawy okazało się, iż jest to Małgorzata, córka
        Katarzyny Mroczkowicowej. Po wstępnym przesłuchaniu ustalono, że dziecko zmarło
        śmiercią naturalną, matkę zaś ukarano jedynie za to, że go nie pochowała. Wyrok
        ten nie został jednak zatwierdzony przez biskupa krakowskiego. Sprawę
        postanowiono rozpatrzyć ponownie. W trakcie przesłuchania 18 kwietnia Katarzyna
        zeznała, iż martwe dziecko dostarczyła Żydowi Berkowi „we wtorek przed niedzielą
        Białą”, który miał z niego rzekomo spuścić krew[70]. Zeznania te odwołała
        dopiero po konfrontacji z oskarżonym 21 kwietnia.

        Berkowi kazano się stawić przed sądem miejskim, pomimo początkowych sprzeciwów
        przystał na to. Dalszy przebieg sprawy tak oto opisuje ksiądz Żuchowski:

        Nad to rozkaże przynieść z Kościoła dziecinę
        Aby widzieć zabójstwa znaki, oraz minę
        Jaką na ten czas będzie na sobie wyrażał
        Czy ze strachu struchleje? czy będzie odgrażał?
        Boć to jest na złoczyńców próba pospolita.
        Z twarzy czasem co wewnątrz dzieje się wyczyta
        Ledwie co z trumny wieka pachołek usunie
        W oczach sądu, pospólstwa, w oczach Żyda lunie
        Krew się z porżniętych razów: ledwie nie przemówią
        Rany wszystkie, kiedy się tak krwią osurowią
        Jakby świeżo zadane, płynie aż krew z trumny
        Wszyscy wstaną, na taki casus niefortunny
        Patrzaią, żałują się, mówią że do Boga,
        Krew ta o pomstę woła, i to męką srogą
        Drugi raz już wytryska, na on czas w Kościele
        Teraz znowu powtórnie, choć siódmej Niedziele
        Po zabiciu dziecka. Potym skąd się brała
        Krew jeszcze? Kiedy wszystkie wygnieciono z ciała,
        I z żyłek pryncypalnych, jak kiedy truciznę
        Czuje drogi Achates, gęstym surowiznę
        Obmywa z siebie zaraz potem i wydaje
        Co przeciwna zaraza na niego powstaje.
        Tak i ta droga perła, krwawe toczy znoje.
        Gdy blisko niego stoją, ludzie winnych dwoje.
        Z dawnego doświadczenia te powieści słyną
        Że przy zabójcach rany zabitych krwią płyną[71] .

        Jak się wydaje, zaistniała sytuacja była wystarczającym powodem do tego, aby
        wszcząć postępowanie przed Trybunałem Koronnym. Dnia 29 lipca Mroczkowicowa
        zeznała, że oddała dziecko żywe do Berka i jego żony. Ci zaś następnie je
        umęczyli [72]. Tak więc zarzut o dokonanie mordu postawiono zarówno przed
        arendarzem żydowskim, Aleksandrem Berkiem, jak również jego żoną. Pomimo tortur
        oskarżony nie przyznał się do winy.

        Sąd jednak podjął decyzje o winie Berka, jak również Mroczkowicowej. Obydwoje
        skazani zostali na karę śmierci. Zachowała się relacja z tych wydarzeń, opisana
        przez księdza Żuchowskiego:

        Na plac prowadzić każą, dopiero się zaleje
        Nie w czas się matka łzami, i ciężko boleje
        Widzi się bydź w ostatniej, a straszliwej chwili
        Widzi śmierć przed oczyma, nim pod miecz nakłoni.
        Wpuł żywa wpuł umarła, odsłoniętej głowy
        Temiż co pierwej Żyda powoływa słowy.
        Kat też miecza dobędzie, pióro drży przed strachem.
        Żyd blisko niej w śmiertelną koszulę przybrany,
        Stał jako sęp ponury, nic więcej, spytany
        Tylko że to nieprawda, nie wiem odpowiada.
        Niedługo kat i miecza do karku przykłada
        Samo się ostrze ostrzy, tylko co przymierzy
        Łeb spadnie, brzydki kadłub o ziemie uderzy.
        Taki koniec czeka każdego rozlewce
        Grotem drugiego rażąc samo się krzy drzewce.
        ......
        Potym głowa niewiasty pod szubienicami
        Wbito i z Żydowskiemi na pale ćwierciami
        Które żeby się długo na słońcu napiekły[73]

        W roku 1710 w Sandomierzu doszło do kolejnego oskarżenia o mord rytualny: Żydzi
        oskarżeni zostali o zamordowanie dziecka Jerzego Krasnowskiego. Głównym
        podejrzanym był rabin Jakub Herc. Pochodził on z Orawy, skąd podczas wyprawy
        wiedeńskiej przeniósł się na Śląsk, a stąd do Pacanowa i Sandomierza[74] .
        Podczas trwającego trzy lata procesu, bardzo czynnie udzielał się ksiądz S.
        Żuchowski, który m.in. nakazał sporządzić owe słynne obrazy. W trakcie procesu,
        syn oskarżonego Abramek, przeszedł na katolicyzm i złożył obciążające
        oskarżonych zeznania. Podobnie jak miało to miejsce w przypadku oskarżenia ze
        Świniar, tu również z biegiem czasu zwiększała się liczba oskarżonych.
        Ostatecznie w 1713 roku wszyscy oskarżeni, poza nieletnim neofitą, skazani
        zostali na śmierć [75]. W roku 1712 August II mocny wydał również dokument w
        sprawie tego oskarżenia, na mocy którego wszyscy Żydzi z Sandomierza raz na
        zawsze mieli opuścić to miasto[76]"

        historicus.umk.pl/modules/wfsection/article.php?articleid=66
        • luccio1 Re: Ks. Czajkowski i bp Stefanek 24.11.07, 14:45
          Obraz sandomierski oglądałem. Prawda, że już dawno temu (1978) - ale
          oglądałem go okiem historyka sztuki (byłem wtedy na obozie
          inwentaryzacyjnym Instytutu Historii Sztuki UJ).
          Na tym obrazie naprawdę niczego nie widać - o co chodzi, wiadomo
          tylko z podpisu.

          Wracając do właściwego tematu:
          ks. prof. Czajkowski przeszedł w stan spoczynku - zniknął ze
          świecznika.
          To samo zrobił ks. Maliński.
          Co przeszkadza biskupowi Stefankowi uczynić to samo? czyżby
          przyzwyczajenie do bycia w centrum, przyzwyczajenie do rozkazywania
          i patrzenia, jak inni wykonują? poczucie satysfakcji, że gra się
          ludźmi jak pionkami?
          Chce bronić "dobrego imienia" przed sądem? Czy nie zdaje sobie
          sprawy, że już dawno temu sam je zbrukał, że sam podeptał swój honor?
    • otryt Dziennikarze 27.11.07, 10:23
      Napisałem wcześniej, że dziennikarze bardzo często sprzeniewierzają
      się prawdzie, a więc podstawowej sprawie. Jeśli tak jest, to z
      pewnością nic dla nich nie znaczą takie drobiazgi jak miłość,
      sprawiedliwość, roztropność, unikanie zgorszenia, troska o dobre
      imię, odpowiedzialność. Nie mówię o wszystkich, ale dotyczy to
      znacznej części środowiska. Kłamstwa jakimi karmią nas media, nie są
      prostymi kłamstwami, bo na to są paragrafy. Przyjmują one postać
      przeróżnych manipulacji. Jak wielka jest pomysłowość w tym względzie
      może zadziwiać i przerażać. Dałoby się grubą książkę z przykładami
      napisać. Ludzie ci bardzo często prostytuują swój talent,
      wykorzystując go w złej sprawie. Nie jest chyba dla nikogo
      odkryciem, że dziennikarz pisze to, co mu każą właściciele mediów.
      Naprawdę niezależni publicyści zostali już chyba tylko w internecie.

      Myślę, że media powinny pełnić rolę edukacyjną w naszym bardzo
      skomplikowanym świecie, a więc obok dobrego pióra dziennikarze
      powinni znać się bardzo dobrze na jakimś wycinku wiedzy. Dziennikarz
      powinien objaśniać rzeczywistość, powinien przypominać ludziom (bo
      pamięć jest bardzo słaba), co było wcześniej w danej sprawie, co kto
      mówił dawniej i co robił, aby nie dało się tak łatwo być
      przefarbowanym lisem, wciskać kitu. Tymczasem miast objaśniać
      rzeczywistość, procesy, konflikty, które zachodzą, aby wyborcy
      świadomie uczestniczyli w demokracji, by rozumieli, postępuje się
      dokładnie odwrotnie - rzeczywistość się zaciemnia i utwierdza
      wyborców w poczuciu chaosu i niezrozumienia. W mętnej wodzie można
      robić mętne interesy. Publika patrzy i nic nie rozumie. Sprawy ważne
      są przemilczane, za to wrzuca się mnóstwo tematów zastępczych,
      drobiazgi rozdyma się do kosmicznych rozmiarów. Brakuje mi finałów
      rozpoczętych z wielkim hukiem spraw. Zaczynając jakiś temat w
      mediach, należy go pilotować przez cały czas, aż do takiego lub
      innego finału. Mam na myśli z hukiem ujawniane afery, które potem
      rozmywają się w niebycie.
    • isma sw. Franciszka Salezego 24.01.08, 17:17
      Wklejam, bo wazne. Dawno nie czytalam tak dobitnego tekstu.

      Orędzie Benedykta XVI na 42. Światowy Dzień Środków Społecznego
      Przekazu

      Drodzy bracia i siostry!

      1. Temat najbliższego Światowego Dnia Środków Społecznego Przekazu –
      „Środki społecznego przekazu na rozdrożu między gwiazdorstwem a
      służbą. Szukać prawdy, by się nią dzielić" – pokazuje, jak ważna
      jest rola tych narzędzi w życiu osób i społeczeństwa. Nie ma bowiem
      dziedziny ludzkiego doświadczenia, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod
      uwagę rozległe zjawisko globalizacji, w której media nie stały się
      częścią składową stosunków międzyosobowych oraz procesów
      społecznych, gospodarczych, politycznych i religijnych. W związku z
      tym w orędziu na Światowy Dzień Pokoju 1 stycznia tego roku
      napisałem: "Specjalna odpowiedzialność za promowanie poszanowania
      rodziny, informowanie o jej oczekiwaniach i prawach, ukazywanie jej
      piękna spoczywa szczególnie na środkach społecznego przekazu, ze
      względu na ich możliwości edukacyjne" (n. 5).


      2. Dzięki zawrotnej ewolucji technologicznej środki te uzyskały
      niezwykłe możliwości, stawiając jednocześnie nowe i nieznane pytania
      i problemy. Niezaprzeczalny jest wkład, jaki mogą one wnieść w
      przepływ wiadomości, w poznawanie faktów i szerzenie wiedzy:
      przyczyniły się one, na przykład, w decydującym stopniu do
      alfabetyzacji i socjalizacji, jak również do rozwoju demokracji i
      dialogu między narodami. Bez ich udziału naprawdę trudno byłoby
      sprzyjać i umacniać zrozumienie między narodami, nadać globalny
      wymiar dialogom pokojowym, zapewnić człowiekowi podstawowe dobro
      informacji, gwarantując jednocześnie swobodny przepływ myśli przede
      wszystkim w odniesieniu do ideałów solidarności i sprawiedliwości
      społecznej. Tak! Media jako całość nie są jedynie środkiem szerzenia
      idei, ale mogą i powinny być także narzędziami w służbie świata
      bardziej sprawiedliwego i solidarnego. Nie brakuje niestety ryzyka,
      że mogą się one przekształcić w systemy służące podporządkowaniu
      człowieka logikom podyktowanym przez panujące w danym okresie
      interesy. Tak jest w przypadku przekazu wykorzystywanego dla celów
      ideologicznych bądź w celu sprzedania produktów konsumpcji za pomocą
      natrętnej reklamy. Pod pretekstem przedstawiania rzeczywistości w
      istocie dąży się do usprawiedliwiania i narzucania wypaczonych
      wzorów życia osobistego, rodzinnego czy społecznego. Ponadto, aby
      zwiększyć tzw. oglądalność, czasami media nie wahają się uciekać do
      wulgarności, przemocy i przekraczania zasad. Istnieje wreszcie
      możliwość, że przez media są proponowane i promowane wzorce rozwoju,
      które raczej pogłębiają przepaść technologiczną między krajami
      bogatymi i biednymi, zamiast ją zmniejszać.


      3. Ludzkość stoi dziś na rozdrożu. Również do mediów odnosi się to,
      co napisałem w encyklice „Spe salvi” na temat dwuznaczności postępu,
      który ofiaruje nowe możliwości dobra, ale też otwiera przepastne
      możliwości zła, które wcześniej nie istniały (por. n. 22). Należy
      zatem postawić sobie pytanie: czy mądrze jest godzić się na to, by
      środki społecznego przekazu służyły niekontrolowanemu gwiazdorstwu
      bądź znalazły się we władaniu tych, którzy posłużą się nimi w celu
      manipulowania sumieniami. Czy nie należałoby raczej sprawić, aby
      pozostały one na służbie osoby i dobra wspólnego i
      sprzyjały "formacji etycznej człowieka, we wzrastaniu człowieka
      wewnętrznego" (tamże)? Ich niezwykły wpływ na życie osób i
      społeczeństwa jest faktem powszechnie uznanym, należy jednak
      podkreślić przełom, powiedziałbym nawet – prawdziwą i właściwą
      zmianę roli, jakiej muszą one stawić czoło. Dziś, w coraz
      wyraźniejszy sposób, przekaz zdaje się czasami rościć sobie prawo
      nie tylko do przedstawiania rzeczywistości, ale też do
      determinowania jej dzięki posiadanej władzy i sile sugestii.
      Stwierdza się na przykład, że w sprawie niektórych wydarzeń media
      nie są wykorzystywane do właściwej roli informacji, ale
      do "tworzenia" samych wydarzeń. Wielu pasterzy postrzega z
      niepokojem tę niebezpieczną zmianę ich funkcji. Właśnie dlatego, że
      chodzi o rzeczywistość, która głęboko wpływa na wszystkie wymiary
      ludzkiego życia (moralny, intelektualny, religijny, społeczny,
      uczuciowy, kulturalny), narażając dobro osoby, należy powtórzyć, że
      nie wszystko to, co jest możliwe technicznie, jest dopuszczalne
      etycznie. Wpływ środków przekazu na życie współczesnego człowieka
      stawia zatem pytania, których nie można uniknąć, a decyzji i
      odpowiedzi, na które one czekają, nie można dłużej odkładać.


      4. Rolę, odgrywaną w społeczeństwie przez narzędzia społecznego
      przekazu, należy już traktować jako integralną część kwestii
      antropologicznej, która jawi się jako kluczowe wyzwanie trzeciego
      tysiąclecia. W taki sam sposób, jak to się dzieje na froncie życia
      ludzkiego, małżeństwa i rodziny oraz w dziedzinie wielkich zagadnień
      współczesnych, dotyczących pokoju, sprawiedliwości i ochrony
      stworzenia, również w sferze przekazu społecznego w grę wchodzą
      konstytutywne wymiary człowieka i jego prawdy. Gdy komunikacja traci
      etyczny punkt odniesienia i wymyka się spod kontroli społecznej,
      przestaje się liczyć z centralnym miejscem człowieka i jego
      nienaruszalną godnością, co grozi negatywnym wpływem na jego
      sumienie i jego decyzje, a w ostateczności uzależnieniem wolności i
      samego życia osób. Właśnie dlatego niezbędne jest, aby środki
      społecznego przekazu zazdrośnie broniły osoby i w pełni szanowały
      jej godność. Coraz więcej osób uważa, że w tej dziedzinie niezbędna
      jest dziś " info-etyka", tak jak istnieje bioetyka w dziedzinie
      medycyny i badań naukowych związanych z życiem.


      5. Należy unikać, by media stały się tubą materializmu gospodarczego
      i relatywizmu etycznego, będących prawdziwymi plagami naszych
      czasów. Mogą one natomiast i powinny przyczynić się do poznawania
      prawdy o człowieku, broniąc jej przed tymi, którzy usiłują jej
      zaprzeczyć lub zniszczyć. Co więcej, można powiedzieć, że
      poszukiwanie i przedstawianie prawdy o człowieku stanowią najwyższe
      powołanie komunikacji społecznej. Wykorzystywanie do tego wszystkich
      środków wyrazu, coraz piękniejszych i coraz bardziej wyrafinowanych,
      jakimi dysponują media, to porywające zadanie, powierzone w
      pierwszej kolejności przełożonym i pracownikom tego sektora. Zadanie
      to jednak w jakiejś mierze dotyczy nas wszystkich, wszyscy bowiem w
      czasach globalizacji, jesteśmy użytkownikami i pracownikami
      komunikacji społecznej. Nowe media, szczególnie telefonia i
      internet, odmieniają oblicze samej komunikacji i być może jest to
      cenna okazja do nakreślenia go na nowo, tak aby były lepiej
      widoczne, jak się wyraził mój czcigodny poprzednik Jan Paweł II,
      zasadnicze i niezbywalne rysy prawdy o osobie ludzkiej (por. List
      apostolski “Il rapido sviluppo”, 10).


      6. Człowiek spragniony jest prawdy, poszukuje prawdy; dowodzą tego
      zainteresowanie i powodzenie wielu inicjatyw wydawniczych, programów
      czy filmów telewizyjnych wysokiej jakości, w których uznane są i
      dobrze ukazane prawda, piękno i wielkość osoby ludzkiej, łącznie z
      jej wymiarem religijnym. Jezus powiedział: "Poznacie prawdę a prawda
      was wyzwoli" (J 8, 32). Prawdą, która nas wyzwala, jest Chrystus,
      ponieważ tylko On może odpowiedzieć w pełni na pragnienie życia i
      miłości, jakie mieszka w sercu człowieka. Ten, kto Go spotkał i
      pasjonuje się Jego orędziem, doświadcza nieogarnionego pragnienia
      podzielenia się tą prawdą i przekazania jej: "To wam oznajmiamy, co
      było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy
      własnymi oczami – pisze św. Jan – na co patrzyliśmy i czego dotykały
      nasze ręce [...], oznajmiamy wam, abyście i wy mieli
      współuczestnictwo z nami. A mieć z nami współuczestnictwo znaczy:
      mieć je z Ojcem i Jego Synem Jezusem Chrystusem. Piszemy to w tym
      celu, aby nasza radość była pełna" (1 J 1, 1-
      • isma Re: sw. Franciszka Salezego 24.01.08, 17:18
        Wzywajmy Ducha Świętego, aby nie zabrakło odważnych pracowników
        mediów i prawdziwych świadków prawdy, którzy, wierni nakazowi
        Chrystusa i przejęci orędziem wiary, "potrafią stawać się
        wyrazicielami dążeń współczesnej kultury i starają się przeżywać
        obecną epokę masowej komunikacji nie jako czas alienacji i
        zagubienia, ale jako cenną sposobność do poszukiwania prawdy i
        budowania wspólnoty między ludźmi i narodami" (Jan Paweł II,
        Przemówienie do uczestników konferencji na temat mediów i kultury, 9
        listopada 2002).


        Z tym życzeniem z serca udzielam wszystkim mego błogosławieństwa.


        Watykan, 24 stycznia 2008, święto św. Franciszka Salezego
      • mader1 list do nas wszystkich 24.01.08, 19:55
        dziękuję Isemk, Clifford ciągle trwa, mogłam więc przeczytać
        zapodany przez Ciebie tekst, nie czytając go na głos Małemu smile
        Szczególnie fragmenty :

        Ich niezwykły wpływ na życie osób i
        > społeczeństwa jest faktem powszechnie uznanym, należy jednak
        > podkreślić przełom, powiedziałbym nawet – prawdziwą i właściwą
        > zmianę roli, jakiej muszą one stawić czoło. Dziś, w coraz
        > wyraźniejszy sposób, przekaz zdaje się czasami rościć sobie prawo
        > nie tylko do przedstawiania rzeczywistości, ale też do
        > determinowania jej dzięki posiadanej władzy i sile sugestii.
        > Stwierdza się na przykład, że w sprawie niektórych wydarzeń media
        > nie są wykorzystywane do właściwej roli informacji, ale
        > do "tworzenia" samych wydarzeń. Wielu pasterzy postrzega z
        > niepokojem tę niebezpieczną zmianę ich funkcji. Właśnie dlatego,
        że
        > chodzi o rzeczywistość, która głęboko wpływa na wszystkie wymiary
        > ludzkiego życia (moralny, intelektualny, religijny, społeczny,
        > uczuciowy, kulturalny), narażając dobro osoby, należy powtórzyć,
        że
        > nie wszystko to, co jest możliwe technicznie, jest dopuszczalne
        > etycznie. Wpływ środków przekazu na życie współczesnego człowieka
        > stawia zatem pytania, których nie można uniknąć, a decyzji i
        > odpowiedzi, na które one czekają, nie można dłużej odkładać.
        i

        Zadanie
        > to jednak w jakiejś mierze dotyczy nas wszystkich, wszyscy bowiem
        w
        > czasach globalizacji, jesteśmy użytkownikami i pracownikami
        > komunikacji społecznej. Nowe media, szczególnie telefonia i
        > internet, odmieniają oblicze samej komunikacji i być może jest to
        > cenna okazja do nakreślenia go na nowo, tak aby były lepiej
        > widoczne, jak się wyraził mój czcigodny poprzednik Jan Paweł II,
        > zasadnicze i niezbywalne rysy prawdy o osobie ludzkiej (por. List
        > apostolski “Il rapido sviluppo”, 10).

        wydały mi się ważne. Ludzie zawsze byli po trosze " dziennikarzami"
        przecież komunikując się między sobą i zmieniając ustnie czy to
        listownie, zasłyszane teksty. Plotka zabiła niejednego.
        Ale teraz... mamy jeszcze większe możliwości... czy mamy tego
        świadomość ?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka