isma
22.11.07, 06:40
Rzucam temat haslowo, ale pewnie dobrze wiecie, o co chodzi.
Bo w kwestii relacji miedzyludzkich, to mniej-wiecej intuicyjnie
wiemy, co mozna, i co nalezy komu powiedziec, zeby sie prawdzie nie
sprzeniewierzyc.
Ale z mediami jest inaczej. Czasami dowiadujemy sie z nich tego, co
one uwazaja za wiedze dla nas niezbedna. czasami ich rozmowcy
usprawiedliwiaja swoje niemilczenie tym, ze "ludzie maja prawo
wiedziec", a zatem zachowanie dla siebie jakiejs wiedzy byloby
klamstwem.
No, przykladowo, diecezjanie bisupa Wielgusa - mieli prawo znac
prawde wiadomo w jakiej sprawie? Pewnie tak. Diecezjanie biskupa
Stefanka - tez pewnie tak, chociaz wydawaloby sie, ze sprawa
inwigiliacji chrzystusowcow, do ktorego to zgromadzenia biskup
nalezy, moglaby byc raczej wewnetrzna sprawa zakonu, niz publiczna.
Kiedy prawda powinna stawac sie publiczna?