Dodaj do ulubionych

dyspensa od przeszkody czy formy kanonicznej małż?

28.11.07, 19:04
Pomóżcie, bo się zatraciłam. Wczoraj założyłam wątek dot. mojego
starania o dyspensę, bardziej on jednak dotyczy umotywowania takiej
prośby. Cały dzień spędziłam przy necie próbując ustalić o co ja
właściwie proszę tzn. doskonale rozumiem o co prosze, nie potrafię
tego natomiast odnieśc do prawa kościelnego, a ksiądz mi w tym nie
pomógł uznając, że najlepiej wszystko opisywać własnymi słowami.
Zgadzam się z nim, nie mam zamiaru wymądrzać się, czy pelmizować z
prawem, którego nie znam, zżera mnie natomiast ciekawość. Jestem 7
lat po ślubie cywilnym, szczęśliwe z nas małżeństwo, przyćmione
jedynie postawą mojego męża wobec wiary. Definitywnie odszedł od
wiary i Kościoła. Ja natomiast przeciwnie, zaczęłam do niego lgnąć i
wprowadzać w wiarę dzieci. Dorosłam do decyzji o powrocie do
Kościoła, postanowiłam ochrzcić dzieci, a za namową księdza wystąpić
o dyspensę, tak abym mogła razem z nimi uczestniczyć w liturgi. I tu
jest problem, bo w zasadzie nie wiem, czy występuję o dyspensę od
przeszkody (mój mąż jest przeszkodą, która nie pozwala mi zawrzeć
sakramentu małżeństwa), czy też o odstąpienie od formy kanonicznej i
uznanie ślubu cywilnego. Wszędzie napotykam jedynie teksty o
uniważnieniu małżeństwa, ewentualnie o przygotowaniu do "małżeństwa
mieszanego", a co z takimi "popaprańcami" jak ja? Myślałam, że jest
nas więcej... smile Pomożecie mi zrozumieć?
Obserwuj wątek
    • nati1011 Re: dyspensa od przeszkody czy formy kanonicznej 28.11.07, 20:03
      Nie bardzo rozumiem.

      Żeby móc w pełni uczestniczyć w życiu kościoła musisz uporządkować
      sprawę swojego małżeństwa. Masz ślub cywilny, a musisz miec
      kościelny. O ile wiem, nie da się tego załatwić drogą papierkową.
      Potrzebny jest czyn.

      Z tego co piszesz to taka dyspensa dotyczy zgody na zawarcie
      małżeństwa z osobą niewierzącą. Czyli musi się odbyć ślub kościelny,
      na który oboje musicie się stawić.

      Nie słyszałam o możliwości "ukościelnienia" związku cywilnego czyli
      uznania go za zawarty sakrament.


      (mój mąż jest przeszkodą, która nie pozwala mi zawrzeć
      > sakramentu małżeństwa),

      Ale zupełnie bez jego zgody - choćby na taki ślub "połówkowy" - się
      nie obedzie. Zaocznie się raczej nie da.

      Chyba, że ja coś źle zrozumiałam.
      • wolanka79 Re: dyspensa od przeszkody czy formy kanonicznej 28.11.07, 21:34
        Jestem 7 lat po ślubie cywilnym, ksiądz powiedział mi, że taki ślub
        może być uznany przez kościół dla mnie za wiążący i że odpuszczone
        mi będzie i będę mogła w pełni uczestniczyć we mszy, dostanę
        rozgrzeszenie i będę mogła przyjąć komunię (sprawa ta wyszła przy
        chrzcie dzieci). Nie było żadnej mowy o kolejnym ślubie, a jak o
        takowym wspomniałam, ksiądz powiedział, że ślub już mam i o ile
        składałam przysięgę szczerze, pomimo tego, że ona brzmiała zupełnie
        inaczej, niż w kościele to Bóg tez przy tym był i mi wierzył. Nie
        znam się na prawie kościelnym, ale ta dyspensa nie jest po to, aby
        przygotowac mnie do ślubu kościelnego z moim "niewiernym" mężem. No
        chyba, że ksiądz zataił coś przede mna, ale wątpię. Co więcej,
        powiedział, że odpowiedź będzie w przeciągu kilku dni...
        Chciałabym wiedzieć, jak prawidłowo określić taką dyspensę, bo
        jestem już skołowana.
        • nati1011 To teraz naprawdę nic nie rozumiem 29.11.07, 13:22
          > Jestem 7 lat po ślubie cywilnym, ksiądz powiedział mi, że taki
          ślub
          > może być uznany przez kościół dla mnie za wiążący i że odpuszczone
          > mi będzie i będę mogła w pełni uczestniczyć we mszy, dostanę
          > rozgrzeszenie i będę mogła przyjąć komunię (sprawa ta wyszła przy
          > chrzcie dzieci). Nie było żadnej mowy o kolejnym ślubie, a jak o
          > takowym wspomniałam, ksiądz powiedział, że ślub już mam i o ile
          > składałam przysięgę szczerze, pomimo tego, że ona brzmiała
          zupełnie
          > inaczej, niż w kościele to Bóg tez przy tym był i mi wierzył


          O ile dokładnie takie były słowa księdza, to ja jestem bardzo
          zdumiona, bo pierwszy raz słysze o takich "możliwościach".
          Specjalista nie jestem, ale nawet nie słyszałam, by była możliwość
          potraktowania ślubu cywilnego jako kościelnego. I szczerość
          przysięgi nie ma tu nic do rzeczy.

          Albo ten ksiądz jest niedouczony (lub ja) albo faktycznie ma jakiś
          ukryty cel.

          Może chodzi tu o jednorazową zgodę na komunię, ale z tego co wiem,
          to też nie jest praktykowane - przerabiałm temat niedawno, z okazji
          komunii diecka. Temat był wałkowany przez pół roku.
          • alex05012000 Re: To teraz naprawdę nic nie rozumiem 29.11.07, 14:59
            zgadzam sie z nati, jak ja byłam 6 lat po ślubie cywilnym i
            poszliśmy załatwiać chrzest córki i ślub co się odbyły razem, na
            jednej mszy -polecam!, to księża uznawali nas za kawalera i pannę,
            żyjacych w wielkim grzechu rzecz jasna, w dodatku z dzieckiem ...
            tak nawet było w tych kościelnych papierach, kawaler i panna,
            musieliśmy zdjąć obrączki zeby je założyć...
            nota bene zamiast nas zachęcać do ślubu kościelnego i odejścia od
            owego grzechu, to w kurii (pisaliśmy podanie o ślub w innym
            kościele) tak mnie ten ksiądz potraktował niezbyt miło .. ale to
            inna kwestia...
            wracając do wolanki i jej mężą to są te śluby jednostronne czy coś
            takiego, z ateistą, to czemu nie wziąć takiego???
    • imbirka Re: dyspensa od przeszkody czy formy kanonicznej 28.11.07, 21:59
      Na Twoim miejscu po prostu zadzwoniłabym do odpowiedniej kurii i zapytała, ew.
      umówiła się na rozmowę. Adresy kurii znajdziesz tutaj:
      www.opoka.org.pl/struktury_kosciola/diecezje/
      Na prawie kanonicznym się nie znam, swego czasu byłam po prostu szczęśliwa, że
      można otrzymać dyspensę na ślub z osobą niewierzącą, i że mój mąż w zgodzie ze
      swoim sumieniem będzie mógł uroczystość naszego ślubu przeżywać. Jakoś dziwna
      wydaje mi się możliwość uznania małżeństwa cywilnego za sakrament... A może
      poprosisz o taką dyspensę i ślub połączycie ze chrztem dzieci?
    • kann2 Re: dyspensa od przeszkody czy formy kanonicznej 28.11.07, 23:59
      Wolanko. Czegoś tu nie rozumiem. Z Twoich słów wynika, że Ty jesteś
      katoliczką, natomiast mąż uznaje siebie za niewierzącego. Nie macie
      slubu kościelnego, skutkiem czego nie możesz przyjmować Komunii św.

      Według mojej wiedzy:

      1. Nie nabijaj sobie głowy dyspensą od formy kanonicznej i
      uważnieniem małżeństwa cywilnego. Jest to możliwe tylko w sytuacji,
      w której małżeństwo jest zawierane z niekatolikiem (tzw. małżeństwoe
      mieszane). Katolik z katoliczką - niemożliwe.

      2. Wyściem dla Was jest zawarcie małżeństwa w kościele, z tym że
      Twój mąż będzie występował w nim jako "ochrzczony-niewierzący".
      Obydwoje musicie złożyć stosowne przyrzeczenia.

      3. Bo chyba nie decydujecie się na zobowiązanie, by żyć ze sobą "jak
      brat z siostrą", aby móc otrzymać rozgrzeszenie?

      Poczytaj tu - numery 71-93
      www.kkbids.episkopat.pl/dokumentydlep/malzenstwo.htm#etykieta1
      • isma Re: dyspensa od przeszkody czy formy kanonicznej 29.11.07, 00:52
        Jak dobrniesz do rozdzialu VIII, to sie potwierdzi to, co napisal
        Kann w pkt. 1.

        Argumenty sa mocne: poniewaz strona, ktora, powiedzmy, porzucila
        wiare katolicka, ostentacyjnie nie praktykuje etc., ale zostala
        ochrzczona w KK i formalnym aktem z niego nie wystapila, a zatem
        nadal don nalezy, to wymogi w takim "malzenstwie podobnym
        mieszanemu" sa bardziej wysrubowane, niz stawiane w przypadku
        malzenstwa mieszanego sensu stricto.

        www.kuria.lomza.pl/sad/index.php?wiad=4
        Autor wiarygodny, mysle, ponad wszelka watpliwosc jest:
        150.254.193.77/thfac/p/pr/bi/soba.html
        A ten Twoj zyczliwy ksiezyna... z ksiezyca Ci spadl wink))
    • magdalaena1977 Re: dyspensa od przeszkody czy formy kanonicznej 29.11.07, 00:41
      Chyba wiem, o co chodzi z tym uważnieniem:

      wolanka79 pisze:
      > ksiądz powiedział mi, że taki ślub może być uznany przez
      > kościół dla mnie za wiążący i że odpuszczone
      > mi będzie i będę mogła w pełni uczestniczyć we mszy,
      > dostanę rozgrzeszenie i będę mogła przyjąć komunię
      Może chodzi o to, żebyś w trakcie tej uroczystości WYJĄTKOWO mogła iść do
      spowiedzi, dostać rozgrzeszenie i przyjąć komunię mimo braku mocnego
      postanowienia poprawy co do grzechu przeciwko szóstemu przykazaniu (współżycia z
      mężczyzną, który w świetle prawa kanonicznego nie jest Twoim mężem).

      Tak BTW - czy ja dobrze rozumiem, że Ty i Twój mąż jesteście ochrzczeni , ale
      przez wiele lat nie praktykowaliście i dlatego nie macie ślubu kościelnego ?
      • wolanka79 ja chyba też już wiem, ale... 29.11.07, 10:24
        do tego księdza idę na rozmowę jutro i będę przygotowana smile Pisałam
        już w poprzednim wątku, że ksiądz w osttatniej chwili, kiedy mówił
        mi o napisaniu prośby do arcybiskupa wspomniał, że powinnam napisać,
        iż mąż ślub kościleny mi obiecywał, a teraz zdecydowanie się z tej
        obietnicy wycofał (wcale tak nie było). Ten ksiądz jest proboszczem
        dość dużej i dobrze w środowisku katolickim odbieranej parafi, jest
        znany z tego, że lubi pomagać ludziom, jest/był wykładowcą, więc
        trudno mi uwierzyć w jego niewiedzę. Myślę, że może próbuje mnie
        nieco zmanipulować, po złożeniu mojej prośby okaże się, że jednak
        małżeństwo musi być zawarte w kościele, ksiądz zacznie naciskać,
        albo zaproponuje skromną cichą uroczystość itd. Wtedy się wkurzę, bo
        i owszem jestem owieczką bożą, ale nie lubię tak bezwiednie być
        prowadzona z jednego kąta pastwiska w drugi. Jutro porozmawiam z
        księdzem i napiszę Wam, czego się dowiedziałam.
        • isma Re: ja chyba też już wiem, ale... 29.11.07, 11:39
          Jednej rzeczy nie rozumiem, no ale ja to malo lotna jestem, mam
          niewatpliwe szczescie zycia w nieskomplikowanym pod wzgledem
          religijnym zwiazku wink)) i, oczywiscie, to nie moja sprawa.

          Dlaczego Ty nie mozesz po prostu, ze sie tak jak administratywista
          wyraze, zgodnie z wlasciwoscia, zalatwiac tej sprawy przez wlasnego
          proboszcza, ewentualnie posilkujac sie informacjami z wlasnej sw.
          Kurii (zwlaszcza, ze jest to kuria warszawska, gdzie niewatpliwie i
          kompetentni ludzie sa, i z racji miejsca zamieszkania latwo Ci
          dostepni)?

          Dlaczego trzeba jakichs forsownych konsultacji z jakimis ksiezmi z
          dobrze odbieranych parafii, ktorych intencje w dodatku odbierasz -
          zasadnie lub nie - jako niezbyt czyste?
          • imbirka Re: ja chyba też już wiem, ale... 29.11.07, 12:09
            Zgadzam się z Ismą. Gdy ja załatwiałam sprawy okołoślubne, okazało się, że
            księża w parafii, a nawet proboszcz nie są zbyt kompetentni w sprawach
            wymagających dyspensy, nie znali procedury, i musieliśmy niepotrzebnie angażować
            różne osoby dla poświadczenia różnych rzeczy, czego kuria wcale nie wymagała.
            • isma OT 29.11.07, 12:25
              Chichichi, nie musza byc kompetentni, grunt, zeby wiedzieli, gdzie
              zapytac wink)).

              Jakis czas temu prowadzilismy kolejna z naszych odwiecznych dyskusji
              z pewnym kaplanem, na temat jakoby oczywistej wyzszosci dziewictwa
              nad malzenstwem, i zeszlo na "biale" malzenstwo. Zarzucilam zatem
              supozycje, iz hipotetycznie mogliby pojawic sie w parafialnej
              kancelarii narzeczeni, ktorzy do protokolu zadeklarowaliby, iz
              swiadomie i dobrowolnie wykluczaja posiadanie potomstwa, albowiem
              nie zamierzaja w owym malzenstwie podejmowac wspolzycia, na wieksza
              chwale Boza oczywista - i coz by nastapilo?

              Kombinowal, kombinowal, az w koncu, kiedy w filizance z ristretto
              bylo widac dno, odbil sie oden i wpadl na trop jedynie wlasciwy:
              przerwalbym sporzadzanie protokolu i uderzyl do sw. Kurii o
              wykladnie wink)).
              No, ale to koscielny specjalista od pedagogiki ma byc, a nie prawnik.
              • nati1011 Re: OT 29.11.07, 12:35
                a podobno powinien po prostu odmówić im małżeństwa.
                • isma Re: OT 29.11.07, 12:50
                  Albo przekonac wink)). Do braku wyzszosci dziewictwa nad malzenstwem,
                  oczywiscie wink)).
        • kann2 Re: ja chyba też już wiem, ale... 29.11.07, 16:46
          Wolanko, a dlaczego nie możecie zawrzeć po prostu slubu kościelnego,
          z szacunkiem dla niewiary Twego męża. Czy on z miłości do Ciebie nie
          może zgodzić się na to wiedząc, że to dla Ciebie ważne? Niechby
          wystąpił na tym slubie jako niewierzący, ale czemu dla Ciebie nie
          mógłby się zgodzić na małżeństwo kościelne?
        • kann2 dyspensa 04.12.07, 22:21
          wolanka79 napisała:

          Jutro porozmawiam z
          > księdzem i napiszę Wam, czego się dowiedziałam.

          Oj, chyba ksiądz ją mocno zdołował, bo nawet napisać nie chce.
          • wolanka79 Re: dyspensa 04.12.07, 23:30
            Niestety to nie to smile
            Córcia przechodziła przez dwa tygodnie anginę ropną i uwięziła mnie
            w domu na dobre. Do księdza idę jutro i relację, jak obiecałam, na
            pewno zdam smile Oby mnie tylko nie poniosło, bo to niestety moja
            słabość, a pewna jestem, że dałam się wpisać w plan księdza - czy to
            właśnie gnuśność? smile
          • isma Re: dyspensa 04.12.07, 23:31
            E no, nie, nie jestesmy w prokuraturze!

            (jest tez mozliwe, ze to ow czcigodny a wplywowy kaplan zostal mocno
            Sobczakiem zdolowany. Przez niewiaste. Swiat sie konczy.)
          • wolanka79 niestety 06.12.07, 15:59
            niestety, księdza nie zastałam, zostawiłam swoje podanie i będę
            czekać na rozwój wypadków. Byłam za to u księdza w swojej parafi, w
            sobotę jesteśmy z mężem umówieni na rozmowę. Dostałam burę, że
            omawiałam sojw sprawy w innej parafi, ksiądz próbował mi wmówić, że:
            1. mąż mnie nie kocha i nie powinnam z nim być - dosłownie!
            2. mąż zgodził się na chrzest bo starsza córka ma skończone 6 lat i
            niedługo komunia, więc głupio mu będzie przed kumplami, że nie
            ma "imprezy",
            3. mąż drwiąc sobie z Boga i będąc głupkiem będzie dzieci zabierał w
            niedziele na zakupy smile
            4. mąż się nawróci po pierwszym zawale i wtedy będzie błagał o
            przebaczenie.
            Przyjęłam to wszystko ze stoickim spokojem, bo było zbyt
            śmieszne/żałosne, żeby się tym przejmować.
            Na rozmowę jednak pójdziemy, macie jakieś rady odnośnie tego
            spotkania? Rozmawiałam z mężem, zachowa spokój, ustaliliśmy, że
            jeżeli mnie ksiądz nie zniechęci do kościoła totalnie (niemożliwe,
            ale cicho sza...) to możemy z nim nawet przedyskutować kwestię
            ślubu. Mój mąż najlepiej zna mój charakter i chyba w końcu uwierzył,
            że zależy mi na przynależności do kościoła, skoro ksiądz z tej
            rozmowy wyszedł cało smile Wierzę, że będzie dobrze smile))
            • nati1011 bardzo smutne to co napisałaś 06.12.07, 16:45
              ale niestety = samo życie.

              Do dziś pamiętam kazenie proboszcza - z okazji Bożego ciała - ponad
              pół godziny mówił, jakie to ma do nas pretensje, że na procesję
              przyszła garstka ludzi, i jacy to ci nieobecni sa bee. zamiast
              podziękować tym co jednak przysli. sad(

              Gdyby mój mąz zechciał pójśc ze mną kiedyś na msze, to bardzo
              starannie bym się najpierw dowiedziała, który ksiądz bedzie mówił
              kazanie. Bo probosz to i świętego by chyba zniechęcił. A jak
              przypomn sobie zebranie z rodzicami przed pierwsza komunią, to włsy
              jeżą mi się na głowie.

              A co do rad księży, to tez już słyszałam - parę razy - że powinnam
              odejśc od męża. Powód - jedynie religijny. Patrząc po świecku jest
              prawie ideałem męża i ojca. Ale dla niektórych księży brak zgody
              miedzy malżonkami w kwestii wiary jest powodem do rozpadu rodziny z
              2 dzieci. Bardzo to smutne.

              Naprawdę nazwał twojego męża głupkiem?
              • wolanka79 Re: bardzo smutne to co napisałaś 06.12.07, 19:39
                tak, ksiądz nazwał mojego męża wprost głupkiem. Nie powiedział, że
                błądzi, że szuka, nie dopytywał, co takiego w jego zyciu się
                wydarzyło, że zwątpił, jak i czy w ogóle o tym rozmawiamy, ksiądz u
                którego byłam wcześniej (ten od dyspensy) pytał o takie sprawy i w
                żadnym wypadku nie sugerował niczego w tak złośliwy sposób. Gdzie są
                ci księża z mojego dzieciństwa? Należałam jako dziecko do oazy i
                jakoś wspaniale wspominam tamten czas i tamtych księży...
                • minerwamcg Re: bardzo smutne to co napisałaś 06.12.07, 22:03
                  Ano, niestety. Z nietypową sprawą nie należy chodzić do typowego
                  księdza... Jest to bardzo przykre, ale sami też to przewałkowaliśmy
                  przy okazji ślubu ekumenicznego.
                • kann2 Re: bardzo smutne to co napisałaś 06.12.07, 23:42
                  Wolanko, czy mogę jeszcze raz zadać pytanie, które postawiłem wyżej?
                  Dlaczego Twój mąż nie chce zawrzeć ślubu kościelnego wiedząc, że
                  Tobie na tym zależy? Przecież może występować na tym ślubie jako
                  niewierzący, niepraktykujący...
                  • wolanka79 już odpowiadam 07.12.07, 00:31
                    mój mąż ma duszę artysty i wszelkie formy zniewolenia, a za takową
                    uważa kościół, budzą w nim sprzeciw. Najgorsze jest to, że w kilku
                    sprawach, szczególnie po ostatnich doświadczeniach z księżmi, jestem
                    w stanie choć po części przyznać mu rację. Kościół jest instytucją i
                    oprócz swojej duchowości jest także "urzędem" i pracują w nim
                    różni "urzędnicy". Inaczej nie miałby jak zaistnieć, ja to rozumiem,
                    mój mąż niestety nie. Poza tym, wyrobił sobie opinię o kościele na
                    podstawie kontaktów z ludźmi, którzy za wierzących się uznają, a do
                    świętości im bardzo daleko. Im więcej w tym środowisku hipokryzji, a
                    np. ostatni raport o wierze Warszawiaków jest tego dobrym
                    przykładem, tym większy bunt się w nim rodzi. Wiem, że nie ma ludzi
                    bez skazy, natomiast katolik powinien swoją postawą dawać
                    świadectwo. Jeżeli dopuszczalna jest taka sytuacja, że taka osoba z
                    premedytacją krzywdzi i niszczy innych ludzi, a uchodzi za ideał, to
                    można się na kościele zawieść. Tym bardziej to boli, jeżeli to jest
                    ktoś bliski. Nie staram się tłumaczyć mojego męża, staram się go
                    zrozumieć, na pewno brakuje mu pokory, może za słabo obstawałam przy
                    swoim, za mało tłumaczyłam, jak mi zależy. Mój mąż jest wspaniałym,
                    dobrym człowiekiem i jestem pewna, że dla mojego dobra zrobi
                    wszystko, on z jednej strony chiałby mi pomóc, z drugiej stara się
                    mnie chronić i ja go rozumiem. Napisałam we wcześniejszym poście, że
                    w sobotę idziemy porozmawiać z księdzem w naszej parafi, ksiądz na
                    pewno będzie mówił o ślubie, jestem bardzo ciekawa jak ta rozmowa
                    się potoczy i co zostanie ustalone. Mam nadzieję, że oprócz daty
                    chrztu, data ślubu także. Z drugiej strony wolałabym, abyśmy nie
                    brali ślubu na siłę, liczyłam, że trafimy na księdza, który nam
                    pomoże, a nie z góry spisze męża na straty, mnie także, a zajmie
                    się "ratowaniem" biednych dusz moich dzieci. Myślę, że mój mąż
                    trochę liczy na to, że ktoś go w końcu urzeknie swoją "czystością"
                    wiary, a także postępowaniem, da jej świadectwo, przekona, pokaże
                    właściwą drogę, a z tym jest niestety ciężko, oj bardzo ciężko smile
                    Wiesz, mój mąż na ostatnim spotkaniu rodzinnym bronił stanowiska
                    kościoła w naszej sprawie, to on tłumaczył babciom i ciociom, że
                    doskonale je rozumie(zachęcanie do ślubu, trudności w udzieleniu
                    zgody na chrzest, rozmowy, przepytywanki), bo chrzest dzieci na pół
                    gwizdka, po to, żeby był to hipokryzja, - one tego nie rozumiały,
                    wręcz wpierały mu, że nam się należy, bo przecież porządni jesteśmy,
                    a po co od razu ślub, dzieci najważniejsze, ot takie polskie
                    dumanie. Padł nawet argument, że księża potrafią mordercom wybaczyć,
                    a nam trudności robią !!!!
                    • nati1011 Re: już odpowiadam 07.12.07, 08:52
                      chęć uniknięcia hipokryzji dobrze świadczy o twoim mężu. Jak ma coś
                      robić tylko dla formy to przecież oczywiscie bez sensu. Jeszcze
                      będzie z niego dobry katolik smile))
                      A babcie i ciocie... no cóż, taki to ten nasz polski katolicyzm
                      niestety. Niby powszechny a jaki powierzchowny.


                      A co do księży - ja już dawno temu odkryłam, że z niektórymi
                      sprawami to trzeba do "specjalnego" księdza chodzić. Tzn starannie
                      najpierw wybrać. Niestety. Ja tak trochę z uporem maniaka polecam
                      zawsze dominikanów, bo to jedyna znana mi grupa charakteryzująca się
                      trochę innym styl;em myślenia o wierze i wierzących. Innych
                      zakonników nie mam w pobliżu, a księża... jacy są sami wiecie.
                      Niektórzy wspaniali, niektórzy... jak twój czy mój proboszcz sad

                      A ty wolanko, jeżlei chcesz "zarazić" męża wiarą, to przecież na
                      pewno znajdziesz grupę prawdziwych, przejętych swoją wiarą
                      chrześcijan w pobliżu. Może faktycznie to przekona twojego męża.

                      Życzę powodzenia. Jedziemy na tym samym wozku, choć ja mam trochę
                      więcej spraw formalnych uregulowanych wink
                    • kann2 Re: już odpowiadam 07.12.07, 09:38
                      No ale czego oczekiwałaś po rozmowie z księdzem? Piszesz, że liczysz
                      na to, że ksiądz pomoże. Jedynym wyjściem dla Was jest po prostu
                      zawarcie slubu kościelnego - tego naprawdę się nie da obejść w
                      Waszej sytuacji. Mąż na tym slubie może wystepować jako niewierzący,
                      jeśli rzeczywiście za takiego sie uznaje, ale nie można tego
                      załatwić drogą "papierkową". Co zniechęca go do slubu: niechęć do
                      Kościoła, do księży, do ceremonii religijnych? Przecież dla
                      ukochanej osoby, o której wie, że jej na tym bardzo zależy, mógłby
                      przezwyciężyć te niechęci.
                      • nati1011 Re: już odpowiadam 07.12.07, 10:53
                        Przecież dla
                        > ukochanej osoby, o której wie, że jej na tym bardzo zależy, mógłby
                        > przezwyciężyć te niechęci.

                        To chyba nie jest takie proste. Zgodzę się tu z tym co napisała
                        jedna z pań na tym forum określająca się jako ateistka. Ja też nie
                        zgodziłabym się - z miłości do męża - na ślub w obrządku np świadków
                        Jehowy lub muzułmański.

                        Z drugiej strony to jakiś ogromny temat tabu w kościele -
                        rodziny "mieszane" religijnie. 20 lat temu była pewna oczywistość.
                        Prawie wszyscy mieli ślub kościelny i przynajmniej oficjalnie
                        uczestniczyli w praktykach religijnych. Nawet jak ktoś miał jakieś
                        wątpliwości to nie ośmielał się o tym głośno mówić.

                        Teraz sytuacja wygląda inaczej. Przynajmniej wśród młodych ludzi
                        (tak do 40). Kościoły opustoszały. Okres poszukiwań nie jest
                        związany z uczestnictwem w praktykach raligijnych, tylko przeważnie
                        oznacza odejście od formalnego kościoła. Częśc ludzi zawiera ślub
                        kościelny - jeszcze z przyzwyczajenia, część pozostaje w
                        konkubinacie lub bierze tylko ślub cywilny.

                        Kiedy po paru latach, któryś z małżonków dojrzewa do powrotu (bo
                        jednak niemal zawsze są to ludzie ochrzczeni) budzą się w związku,
                        który jest wielkim problemem w ich powrocie do praktyk religijnych.
                        Bo albo nie ma ślubu kościelnego, albo współmałżonek nie spełnia
                        wszystkich kryteriów (choćby sprawy antykoncepcji lub praktyk
                        religijnych czy wychowania dzieci w duchu religii). I niestety darmo
                        szukać pomocy wsród księży. Rady typu - możesz unieważnić
                        małżeństwo - doprowadzają mnie do szału. Zajęto się związkami
                        niesakramentalnycmi (przeważnie dotyczącymi rozwodników) ale nikt
                        nie troszczy sie o małżeństw, gdzie są różnice w gorliwości czy
                        świadomości wiary. Dla proboszcza liczą się tylko papiery. Byle był
                        ten formalny ślub kościelny i dzieci ochrzczone, to już nie ma
                        problemu. A problem jest i to coraz większy.

                        Bo niestety wolanko, nawet jeżlei twój mąż zgodzi się na ślub
                        kościelny, to jescze wcale nie musi oznaczać końca twoich problemów
                        z zachowaniem wymagań religijnych. niestety.
                        • maika7 Re: już odpowiadam 07.12.07, 11:04
                          Mam cały czas wrażenie, ze jest jakieś niezrozumienie tego, co pisze Kann.

                          Kann proponuje nie nawrócenie tylko normalnie praktykowany slub połówkowy. Taki,
                          w ktorym jedna strona jest wierząca, a druga nie. Jesli mąż Wolanki okresla sie
                          jako ateista (mimo, ze formalnie nalezy do kościoła katolickiego) to moga wziać
                          ślub połowkowy. Ona jako osoba wierząca a On jako NIEWIERZĄCY. Zgodnie z JEGO i
                          JEJ sumieniami.


                          Sprawa nawrócenia - to osobna zupełnie sprawa i w tym przypadku (ślubu) nie ma
                          chyba co tych spaw łączyć. Bo w tym wypadku (ślubu połówkowego) ślub nie równa
                          sie nawróceniu i NIE jest jego wyrazem.

                          Ja tez nie moge zrozumieć jaka jest przeszkoda w wzięciu ślubu połówkowego,
                          ktory daje swobode OBU zainteresowanym stronom, nie "gwałci" sumienia żadnej ze
                          stron, a wnosi uporzadkowanie i spokoj w rodzine.

                          M.
                          • imbirka Re: już odpowiadam 07.12.07, 11:38
                            Zgadzam się z Maiką, jakieś się tu piętrzy nieporozumienie.
                            > Kann proponuje nie nawrócenie tylko normalnie praktykowany slub połówkowy. Taki
                            > ,
                            > w ktorym jedna strona jest wierząca, a druga nie. Jesli mąż Wolanki okresla sie
                            > jako ateista (mimo, ze formalnie nalezy do kościoła katolickiego) to moga wziać
                            > ślub połowkowy. Ona jako osoba wierząca a On jako NIEWIERZĄCY. Zgodnie z JEGO
                            > i
                            > JEJ sumieniami.
                            To jest najlepsze rozwiązanie, moim zdaniem. Niestety, niewiele osób o nim wie.
                            Ślub "połówkowy", jednostronny czy jak go tam w skrócie nazwać, to ślub dla
                            tych, którzy swoją niewiarę mają przemyślaną, tak jak inni wiarę. Taki ślub to
                            wzajemny wyraz szacunku dla odmiennych poglądów, postawy życiowej etc. W czasie
                            takiego ślubu nie pada ani jedno słowo, ani jedno zobowiązanie, które godziłoby
                            w wolność osoby niewierzącej.
                            maika7 napisała:
                            > Sprawa nawrócenia - to osobna zupełnie sprawa i w tym przypadku (ślubu) nie ma
                            > chyba co tych spaw łączyć. Bo w tym wypadku (ślubu połówkowego) ślub nie równa
                            > sie nawróceniu i NIE jest jego wyrazem.
                            Otóż to. Dla mnie wręcz to był wyraz akceptacji niewiary moje męża, tego, że ja
                            go przyjmuję "w całości", bez założeń, że się kiedyś nawróci. Aczkolwiek w
                            kwestii nawracania w związkach mieszanych ja mam bardzo radykalne poglądy - nie
                            czuję się odpowiedzialna za nawrócenie mojego męża (bardziej, niż za po prostu
                            codzienne świadczenie o wierze), nie podejmuję żadnych "specjalnych" działań w
                            tym kierunku, zwłaszcza żem sama w kryzysie, i może to ja powinnam się nawrócić,
                            nie on. Uważam, że Bóg ma swoją prywatną z moim M. historię, i mi nic do tego.
                          • isma Re: już odpowiadam 07.12.07, 12:28
                            He, he, a ja - nie dyskutujac na razie o konkretnym przypadku
                            Wolanki, bo tu okolicznosci nie sa dla mnie zbyt jasne - bym postawe
                            takiego meza jak najbardziej rozumiala.

                            Ja rozumiem, ze Kann proponuje slub "polowkowy" (chociaz on zaraz
                            bedzie wolal, ze a kysz, slubow polowkowych nie ma - no bo nie ma),
                            a nie nawrocenie. I rozumiem, ze dla wierzacej polowy jest ze wszech
                            miar sluszne i zbawienne, zeby nie poprzestac na cywilnym, tylko sie
                            pobrac sakramentalnie. Rozumiem, ze dla katolika wazne jest,
                            zeby "nie zyc w grzechu". Natomiast wcale nie jestem taka pewna, ze
                            tego rodzaju rozwiazanie wprowadza "spokoj w rodzinie". Rzadko
                            zdarza sie, zeby mozna bylo zjesc ciastko i miec ciastko.

                            Dajmy na to, gdyby mi slubny mi po paru latach oszalal i zostal, no,
                            z grubej rury, wyznawca jakiegos kultu wschodniego: ja wiem - kims w
                            rodzaju krysznaity. Mamy slub katolicki, ale slubnemu zalezy, zeby
                            jeszcze - z szacunku dla jego aktualnych przekonan - sie dac po
                            jegowyznaniowemu slubnymi girlandkami przystroic (oczywista, nie
                            mialoby oznaczac to mojej konwersji), co jego sumieniu da wlasciwy
                            spokoj.

                            Dla mnie to w sumie niby powinno byc bez znaczenia, ceremonia,
                            ktora niczego w moim statusie nie zmienia, z milosci dla slubnego
                            (oraz zamilowania do ceremonii wink))wlasciwie moglabym sie dac
                            namowic. Moglabym?

                            Dla mnie pies jest pogrzebany w tym, ze oczywiscie jak najbardziej
                            do pomyslenia jest wspolna decyzja pary o tym, ze biora slub
                            wyznaniowy, z ktorym tylko jedno wystepuje jako wierzace. Jesli taka
                            podejma decyzje na wspolne zycie (a nie slub cywilny), to ok.
                            Natomiast, hm, no, zeby po jakims czasie takie rozwiazanie forsowac,
                            to trzeba, moim zdaniem, miec wyrazna aprobate drugiej strony. Tu
                            sie chyba nie powinno dzialac metoda "a co ci zalezy", "jakos sie to
                            zalatwi", no.

                            I teraz wracajac do przypadku Wolanki - ja w tym opisie wydarzen
                            woli drugiej strony nie widze. I to, wedle mnie, sprawe by zamykalo.
                            Nie ma co chodzic za jakimis rozwiazaniami "zaocznymi", ktore,
                            cozywiscie, sa niemozliwe do realizacji, nie ma co wyrzekac na
                            ksiezy, ze nie chca pomoc. Tu sprawa jest prosta - zalezy od decyzji
                            meza Wolanki. Tylko od niej.
                            • kann2 Re: już odpowiadam 07.12.07, 12:49
                              Już krzyczę:
                              Nie ma slubów połówkowych ani jednostronnych!

                              Co do pytania: "mogłabym?" - odp. brzmi nie!

                              Kan. 1127 - § 3. Zabrania się, przed lub po kanonicznym zawarciu
                              małżeństwa zgodnie z przepisem § 1, stosować inne religijne zawarcie
                              tegoż małżeństwa w celu wyrażenia lub odnowienia zgody małżeńskiej.
                              Zabroniony jest również taki obrzęd religijny zawarcia małżeństwa, w
                              którym asystujący katolicki i szafarz niekatolicki, stosując
                              równocześnie własny obrzęd, pytają o wyrażenie zgody stron.
                              • maika7 Re: już odpowiadam 07.12.07, 12:54
                                > Już krzyczę:
                                > Nie ma slubów połówkowych ani jednostronnych!

                                Kannie, a czy jak juz krzyknąłeś - możesz jeszcze raz wyłożyć na czym polega to,
                                co ja nazywam ślubem połowkowym? Bo zaraz Wolanka bedzie myslała, ze wprowadzam
                                Ją w bląd pisząc, ze można zawrzeć zwiazek malżeński z osoba niewierząca zgodnie
                                z sumieniami obojga.
                                • kann2 Re: już odpowiadam 07.12.07, 13:01
                                  Tak potocznie i nieprawidłowo nazywają niektórzy małżeństwo
                                  zawierane między stroną katolicką a niewierzącą. Bliższe wyjaśnienia
                                  mozna znaleźć w linku, który podałem wyżej (Instrukcja Konferencji
                                  Episkopatu Polski o przygotowaniu do małżeństwa, n. 71 i nast.).
                                  Ogólnie mówiąc: można zawrzec takie małżeństwo, przy czym strona
                                  katolicka winna złożyc przyerzeczenie, że będzie praktykowała swą
                                  wiarę i uczyni wszystko, co w jej mocy (ważne sformułowanie!), by
                                  wszystkie dzieci z tego małżeństwa zostały ochrzczone i wychowane w
                                  K-le katol. Druga strona albo przyjmuje to do wiadomości (wersja
                                  łagodniejsza), albo zobowiązuje się wobec świadków, że nie będzie
                                  przeszkadzała stronie katolickiej (wersja ostrzejsza, stosuje sie ją
                                  wtedy, gdy ktoś odszedł od wiary katolickiej).

                                  Niepoprawność nazwy "slub jednostronny" polega na tym, że małżeństwo
                                  zawierają dwie osoby, a nie jedna, i dla obojga będzie to małżeństwo
                                  nierozerwalne, wymagające wierności, miłości i sakramentalne, jeśli
                                  oboje są ochrzczeni.
                              • maika7 To nici z girlandek????? 07.12.07, 12:55
                                >Co do pytania: "mogłabym?" - odp. brzmi nie!

                                sad((
                                M.
                                • isma Re: To nici z girlandek????? 07.12.07, 13:09
                                  Kannie, uspokajam. Na razie jeszcze wink)) jestesmy oboje rzymskimi
                                  katolikami. Nawet ksiedza po koledzie zamierzamy przyjac wink)).

                                  A girlandek szkoda. Moze sie w lancuchy choinkowe w zamian
                                  przystroimy, zwlaszcza ze te jakoby symbolizuja wiezy grzechu ;P.
                                  • kann2 Re: To nici z girlandek????? 07.12.07, 13:21
                                    isma napisała:

                                    > Kannie, uspokajam. Na razie jeszcze wink)) jestesmy oboje rzymskimi
                                    > katolikami. Nawet ksiedza po koledzie zamierzamy przyjac wink)).

                                    Miło słyszeć, że katolicka rodzina z Was jest.

                                    >
                                    > A girlandek szkoda. Moze sie w lancuchy choinkowe w zamian
                                    > przystroimy, zwlaszcza ze te jakoby symbolizuja wiezy grzechu ;P.

                                    A ja słyszałem, że rajskiego węża.
                                    • isma Prysly zmysly 07.12.07, 14:19
                                      kann2 napisał:

                                      > A ja słyszałem,

                                      Ze sluch masz dobry, to ja wiem. Niech Ci bedzie, ze waz.
                                      Ale wech prosze cwiczyc!
                                      • kann2 Re: Prysly zmysly 07.12.07, 15:51
                                        Nic z tego. Węch słaby!
                                        • isma Re: Prysly zmysly 07.12.07, 15:56
                                          A, no tak, szczesliwy chrzescijanin bez psa ;-P.
                              • isma Re: już odpowiadam 07.12.07, 13:12
                                kann2 napisał:
                                >
                                > Co do pytania: "mogłabym?" - odp. brzmi nie!


                                A no wlasnie. I przeloz to teraz na sytuacje radykalnego ateisty: on
                                juz slub ma. Cywilny. Jedyny dla niego wazny.
                                • kann2 Re: już odpowiadam 07.12.07, 13:19
                                  Gdyby chodziło o niekatolika, możliwa jest dyspensa od formy, a ślub
                                  może być zawarty w świątyni innego wyznania, w USC lub nawet w
                                  gronie rodziny. W Twoim przykładzie jednak chodzi o katolika, który
                                  uznaje się za radykalnego ateistę, a więc w praktyce sprzeniewierza
                                  się swej wierze. W takiej sytuacji wymogi sa surowsze.

                                  Dobrze wiem jednak, że nie niweczy to poważnych trudności i
                                  mozliwości konfliktów.
                            • maika7 Re: już odpowiadam 07.12.07, 12:51
                              Ismo, zgadzam sie z tym, co piszesz, chociaz cały czas ma wrażnei, ze i Wolanka
                              i Jej Mąż NIE ROZWAŻALI (byc moze się mylę) ślubu "połówkowego".

                              A to, co piszesz, o zgodzie i woli Męża jest oczwiście jak najbardziej
                              oczywiste. Bo tylko za jego zgodą i przy jego dobrowolnej checi taki ślub ma w
                              ogóle sens. I tylko wtedy niesie "uporzadkowanie i spokój".

                              Jesli Mąż Wolanki stwierdziłby, ze nie życzy sobie takiego ślubu - to oczywiście
                              zamyka (dla mnie) sprawę.

                              Gdybyscie kiedyś w girlandkach byli - proszę daj znac - wyobraźnia podsuwa mi
                              takie obrazy, ze chcialabym w razie co moc skonfrontowac je z rzeczywistościa wink))
                              • isma Re: już odpowiadam 07.12.07, 13:15
                                Masz jak w banku. Ale na razie, sadzac po tempie klerykalizacji w
                                mojej rodzinie, w bliskie pieciolecie slubu bedzie radykalnie po
                                rzymskokatolicku, a w dwudziestopieciolecie, to sie boje myslec ;-P.
    • isma Terminy 10.12.07, 08:41
      No i jak tam? W porzadku? Cos sie udalo?
      Bo, jak powiadaja, "nie ma takowych terminow, z ktorych by się
      viribus unitis przy boskich auxiliach podniesc nie mozna" wink)).
    • jancze Re: dyspensa od przeszkody czy formy kanonicznej 10.12.07, 18:55
      Nam też ksiadz powiedział, że mąż nie moze zawrzeć ślubu cywilnego
      podczas uroczystości ślubu kościelnego (pisze tak łopatologicznie
      trochę, ale może mnie zrozumiecie i nie będziecie łąpać za słówka).
      Następny ksiądz powiedział, że można. Postanowiłam pójść "do góry",
      czyli do kurii - gdzie potwierdziła się oczywiście wersja
      pozwalajaca. A ksiądz notariusz z kurii od razu wziął telefon i
      zadzwonił do tego księdza, co nie do końca zgadzał się z prawdą...
      A moi znajomi - 13 lat po ślubie cywilnym - chcieli ochrzić malutką
      córeczkę. Wzięli właśnie na jednej Mszy Św. ślub i ochrzcili małą.
    • wolanka79 wizyta u proboszcza 11.12.07, 21:58
      była bardzo ciekawa smile Otóż nasz ksiądz proboszcz potraktował nas
      bardzo, bardzo przyzwoicie (a inaczej się zapowiadało). Nie było już
      mowy o głupocie, zawale i takich tam, za to przyznał, ze chciałby
      uniknąć chrztu dla marnej tradycji. Powiedział też coś fajnego, że
      moi teściowe chyba zrobili krzywdę mężowi dając mu łaskę chrztu, a
      potem zabierając (mąż przyznał podczas rozmowy, że z domu nie
      wyniósł tradycji chodzenia do kościoła) i może lepiej by było, gdyby
      nie był ochrzczony jako dziecko i świadomie, jako dorosły wstąpił do
      kościoła. Proboszcz wspomniał, że w takiej rodzinie jak nasza zawsze
      istnieje ryzyko, że takich dylematów doświadczą nasze dzieci, O
      dziwo, mąż już nie zaprzeczał, że Boga nie ma. Stwierdził, że nie
      może uczciwie przyznać, że wierzy, że jest. Powiedział także, że
      bardzo mnie kocha i nie ma zamiaru być dla mnie jakąkolwiek
      przeszkodą w wierze. Ksiądz za to powiedział, że nie udzieli nam
      ślubu, jeżeli mąż nie ma zamiaru być ze mną zawsze, do końca. Ten
      oczywiście, przyznał, że zamierza i zrobiło się prawie jak w
      telenowela argentina smile Ostatecznie ustaliliśmy, że jeszcze
      porozmawiamy o ślubie, chrzcie, w spokoju przeżyjemy święta i po
      świętach podejmiemy decyzję. Podobało mi się, że ksiądz od razu
      zaznaczył, że jeżeli nie weźmiemy ślubu, dzieci i tak będą
      ochrzczone. Jeszcze w spokoju wszystkiego nie przedyskutowaliśmy,
      ale widzę, że sprawa go ruszyła. To zasługa księdza, pozwolił mężowi
      spojrzeć na sprawę z perspektywy kościoła, a nie bolejącej żony
      (niby chodzi o to samo, ale...).
      Co do dyspensy, mój księżulek podanie złożył, dzwonił wczoraj, że
      jeszcze nie ma odpowiedzi smile
      Aha, i proboszcz wspomniał, że będzie potrzebna zgoda biskupa na
      ślub z osobą ochrzczoną, niewierzącą, czyżby znowu dyspensa? smile))
      • kann2 Re: wizyta u proboszcza 11.12.07, 23:05
        No widzisz. No tak, trzeba zgody biskupa na ślub z osobą ochrzczoną,
        niewierzącą, ale nie da się ślubu zastąpić dyspensą.
        • isma Re: wizyta u proboszcza 11.12.07, 23:13
          Viribus (jakkolwiek by to dwuznacznie nie brzmialo) unitis, przy
          boskich auxiliach...
        • wolanka79 DA SIĘ!!!!!!!! JEST DYSPENSA 10.01.08, 17:46
          Jestem szczęśliwa, właśnie zadzwonił ksiądz z informacją, że
          otrzymaliśmy dyspensę od formy liturgicznej małżeństwa, jutro
          jedziemy do kancelarii spisać akt ślubu i zawieźć metryki
          dzieciaczków, bo są potrzebne do chrztu.
          Przepraszam, tak w ogóle, że się nie odzywałam, myślami byłam z
          Wami, moja młodsza córcia tak chorowała, że otarłyśmy się o szpital
          i dlatego mnie nie było.
          Napiszcie coś!!!! Słowa zdumienia, zaskoczenia? Nie wiem, tak
          wątpiliśmy, a tu proszę!
          • nati1011 Re: DA SIĘ!!!!!!!! JEST DYSPENSA 10.01.08, 17:50
            ciesze się waszym szczęściem,

            ale nic nie rozumiem smile

            Wydawałao mi się to niemożliwe.
            • wolanka79 Re: DA SIĘ!!!!!!!! JEST DYSPENSA 10.01.08, 18:03
              mnie też, spytałam nawet księdza wprost, czy nie próbuje nas
              zmanipulować i przygotować do ślubu z niewierzacym. Powiedział, że
              nie. Mój mąż podpisał stosowne papiery, że jest niewierzący, że nie
              będzie dzieciom torował drogi do wiary, że nasze małżeństwo uważa za
              nierozerwalne, ja podpisałam coś podobnego tj. że jestem wierząca,
              że będę dzieci wychowywać w wierze, i tak samo, że nasze małżeństwo
              jest nierozerwalne. Biskup udzielił nam dyspensy od formy
              liturgicznej, będziemy normalnie wpisani do księgi małżeństw.
              Wcześniej wypełniliśmy też formularz dla narzeczonych.
              Teraz już tylko spowiedź i mogę cieszyć się życiem bez tego ciężaru
              za plecamismile Jak ja pragnę znowu poczuć to oczyszczenie z grzechu,
              tego wolnego ducha w sobie!!!!!!!!!Iść po ulicy i śmiać się do ludzi!
          • isma Re: DA SIĘ!!!!!!!! JEST DYSPENSA 10.01.08, 18:49
            Szczerze mowiac, ciekawi jestesmy tej dyspensy okrutnie. I
            tego "aktu slubu", co to sie go bedzie spisywac.

            Wychodzi, ze szkola z Nawarry piorem ks. Sobczaka inaczej
            interpretuje kodeks, niz inne szkoly wink)):

            www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TA/TAI/pr_malzenskie_10.html
            • wolanka79 Re: DA SIĘ!!!!!!!! JEST DYSPENSA 10.01.08, 18:57
              to znaczy?
              chętnie waszą ciekawość zaspokoję i jak tylko będzie po wizycie u
              księdza mogę ją opisać, tylko wyjaśnijcie mi, bo nie rozumiem, w co
              wątpicie. Dlaczego "akt ślubu", a nie akt ślubu?
            • wolanka79 Re: DA SIĘ!!!!!!!! JEST DYSPENSA 10.01.08, 19:01
              czy teraz będzie tak, że część z Was, mimo tej dyspensy, nie uzna
              naszego małżeństwa za katolickie i będzie kręciło nosem? Rozumiem,
              że są dwie szkoły (rozumiem ten fakt, bo o jakich szkołach myślicie
              niestety nie mam pojęcia sad( ), ale biskup to chyba nie przypadkowy
              ksiądz, który może dokonać jakiejś nadinterpretacji? A może się mylę?
              Wytłumaczcie mi, proszę o co chodzi...
              • isma Re: DA SIĘ!!!!!!!! JEST DYSPENSA 10.01.08, 19:13
                Zeby byla jasnosc: nic nam (tzn. mnie) do oceniania czyjegokolwiek
                malzenstwa i "uznawania" go za takie czy inne. Uznac czy ocenic je
                moze w sposob wiazacy Kosciol, tyle.

                Natomiast, hobbistycznie czasem sobie schodzac z gruntu prawa
                swieckiego na grunt kanoniczny, ja nie spotkalam sie w literaturze z
                takim zjawiskiem, jakie opisujesz. Ale, oczywiscie, wszystko jest
                mozliwe, moze ci, co maja wiecej doswiadczenia, sie spotkali.
                • wolanka79 Re: DA SIĘ!!!!!!!! JEST DYSPENSA 10.01.08, 19:22
                  jest jasność smile)) nie posądzam Was o to!! Zastanawiam się tylko nad
                  tym, czy w Kościele może panować jakaś dowlonośc w interpretacji
                  prawa, bo jeżeli biskup uznał moje małżeńswto to już chyba żaden
                  ksiądz tego nie podważy, prawda? bynajmniej nie pwoinien, czy dobrze
                  myślę? Gdzieś chyba był taki wątek o tym, że wcale nie jest łatwo
                  odnaleźć się tym osobom, które żyją w takich
                  związkach "zdyspensowanych", muszę poszukać...
                  • nati1011 Re: DA SIĘ!!!!!!!! JEST DYSPENSA 10.01.08, 19:43
                    Wolanka - nie szukaj już dziury w całym. ciesz się.

                    Nie wiem jakie są problemy w zdyspensowanych małżeństwach, ale skoro
                    masz dyspensę biskupa - to twoje małżeństwo jest ważne.

                    Ja tez jestem zdziwiona, że dostałaś tą dyspensę, ale ja laik
                    jestem. Biskup skończył większe szkoły. W dodatku, chyba jedo
                    decyzję to tylko ktoś wyżej może podważyć. A nie sądzę, by ktoś w
                    twojej sprawie chciał skarżyć do papieża wink
                    • wolanka79 CIESZĘ SIĘ I TO BARDZO 10.01.08, 20:03
                      tylko zaniepokoił mnie ten cudzysłów przy akcie ślubnym...
                      • kann2 Re: CIESZĘ SIĘ I TO BARDZO 10.01.08, 22:09
                        Już niech Cię nic nie niepokoi, a cudzysłów najmniej.

                        Twój przypadek dał mi przynajmniej okazję do dogłębnych studiów
                        problemu. Nie powiem, bym nie miał wątpliwości. Wcześniej pisałem:
                        wybij to sobie z głowy, teraz już "tylko" wątpliwości. A może z
                        czasem i one znikną.

                        Skoro masz papier, przez biskupa podpisany, masz prawo cieszyć się
                        ważnym małżeństwem.
                      • isma Re: CIESZĘ SIĘ I TO BARDZO 11.01.08, 08:03
                        Nie, nie, cudzyslow oznaczal tylko tyle, ze mowimy o akcie slubu w
                        sensie "papiera", a nie o akcie w sensie "zdarzenia" wink)).
                        Skrzywienie zawodowe - rozroznienie na "akty" i 'akta" to ejst
                        stakle utrapienie w mojej brazny wink)).
          • mader1 Re: DA SIĘ!!!!!!!! JEST DYSPENSA 10.01.08, 21:29
            co za dyżur mam smile)))
            cieszę sie z Twojego szczęścia smile)))
            nikt nie będzie nosem kręcił.
            zawsze ciekawie jest usłyszeć o rozwiązaniach, z którymi do tej pory
            się nie spotkało smile)))
            ja rozumiem, że będziesz miała ślub, o którym marzyłaś smile)))
            • mader1 Re: DA SIĘ!!!!!!!! JEST DYSPENSA 10.01.08, 21:59
              Trudno mi powiedzieć, jaki przepis tu się tyczy, bo w tzw. "
              międzyczasie" wiele razy zmieniała się koncepcja księdza, z którym
              rozmawiałaś smile)))i ja w swojej tępocie nie zawsze nadążałam. Z
              pewnością biskup się nie myli, możesz być spokojna smile))
              Może po prostu chodzi o :

              Kan. 1119 - Poza wypadkiem konieczności, przy zawieraniu małżeństwa
              należy zachować obrzędy przepisane w księgach liturgicznych
              zatwierdzonych przez Kościół albo przyjęte prawnymi zwyczajami.

              I tu uznano tę konieczność ?

              Gratulacje jeszcze raz smile
              • wolanka79 Re: DA SIĘ!!!!!!!! JEST DYSPENSA 11.01.08, 22:34
                odiwdził nas dzisiaj ksiądz proboszcz i powiedział, że udzielono nam
                dyspensy na tej samej podstawie co byłemu prezydentowi i jego
                małżonce, ale w szczegóły prawne nie chciał się zagłębiać, a ja już
                nie wnikałam smile)) za namową!
                • mader1 Re: DA SIĘ!!!!!!!! JEST DYSPENSA 11.01.08, 22:41
                  to jest duża radość i cieszę się, że tak się skończyło smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka