Pomóżcie, bo się zatraciłam. Wczoraj założyłam wątek dot. mojego
starania o dyspensę, bardziej on jednak dotyczy umotywowania takiej
prośby. Cały dzień spędziłam przy necie próbując ustalić o co ja
właściwie proszę tzn. doskonale rozumiem o co prosze, nie potrafię
tego natomiast odnieśc do prawa kościelnego, a ksiądz mi w tym nie
pomógł uznając, że najlepiej wszystko opisywać własnymi słowami.
Zgadzam się z nim, nie mam zamiaru wymądrzać się, czy pelmizować z
prawem, którego nie znam, zżera mnie natomiast ciekawość. Jestem 7
lat po ślubie cywilnym, szczęśliwe z nas małżeństwo, przyćmione
jedynie postawą mojego męża wobec wiary. Definitywnie odszedł od
wiary i Kościoła. Ja natomiast przeciwnie, zaczęłam do niego lgnąć i
wprowadzać w wiarę dzieci. Dorosłam do decyzji o powrocie do
Kościoła, postanowiłam ochrzcić dzieci, a za namową księdza wystąpić
o dyspensę, tak abym mogła razem z nimi uczestniczyć w liturgi. I tu
jest problem, bo w zasadzie nie wiem, czy występuję o dyspensę od
przeszkody (mój mąż jest przeszkodą, która nie pozwala mi zawrzeć
sakramentu małżeństwa), czy też o odstąpienie od formy kanonicznej i
uznanie ślubu cywilnego. Wszędzie napotykam jedynie teksty o
uniważnieniu małżeństwa, ewentualnie o przygotowaniu do "małżeństwa
mieszanego", a co z takimi "popaprańcami" jak ja? Myślałam, że jest
nas więcej...

Pomożecie mi zrozumieć?