Dodaj do ulubionych

Szczęściarze

10.01.08, 14:51
Spotkaliście ludzi, którzy nic nie muszą robić, a szczęście,
pomyślność, dobrobyt, miłość same pukają im do drzwi ? Czasem słyszę
o nich od znajomych - jak to co chwilę coś dostają, zbierają z
ziemi,a zaszczyty i zdrowie są zawsze przy nich... Ostatnio mówiła
mi o tym mama. Następny raz zaoponowałam, bo wprawdzie znam ludzi
szczęśliwych, ale mam wrazenie, że są oni tacy pomimo trudnościom i
przeciwnościom.
Ale może się mylę ? Znacie ich ?
Obserwuj wątek
    • mama_kasia Re: Szczęściarze 10.01.08, 15:09
      Kiedyś moja bardzo dobra koleżanka, osoba z mojej wspólnoty,
      stwierdziła (z nutką zazdrości, choć starała się to ukryć wink,
      że Was to nie dotykają żadne nieszczęścia. Cóż, uśmiechnęłam
      się tylko... To nie tak i ona pewnie, jakby się zastanowiła,
      to zobaczyłaby, że to nie tak. Ale przecież nie chodzi o to,
      aby licytować się, kto doświadczył więcej wink
    • ese1 tak, znam pewna historie moze nie do konca taka 10.01.08, 17:21
      historie kobiety, ktorej mama, kiedy ona byla dzieckiem, wyjechala do USA za
      chlebem. Otworzyla tam punkt gastronomiczny, a kiedy okazalo sie to dobrym
      pomyslem i mogla przerobic to na dobra restauracje, sciagnela do siebie dzieci.
      Kobiete ta nazwe imieniem np. Ala, bo nie chce sie pozniej powtarzac. A wiec Ala
      z rodzenstwem pojechala do matki do USA, tam pomagala przy rodzinnym biznesie.
      Po wielu latach matka wracajac z Polski samolotem, nie zdazyla na swoj odlot,
      leciala liniami zastepczymi, troche pechowo, bo samolot sie rozbil. Alicja z
      rodzenstwem sprzedali restauracje, i ze spadkiem przyjechala do Polski. W USA
      miala meza, ktory ja rzucil dla innej - Ala nie mogla miec wlasnych dzieci.
      Przyjechala z majatkiem do Polski i wybudowala piekny ogromny dom nad jeziorem,
      a wkrotce potem dostala ogromne odszkodowanie za wypadek lotniczy, kwota w
      milionach dolarow. Tu w Polsce poznala mezczyzne, wyszla ponownie za maz,
      chcieli adoptowac dziecko, ale niestety nie spelniali jednego warunku, byli juz
      za starzy obydwoje, nadawali sie tylko na rodzine zastepcza, jednak i tego
      wyszly nici, bo gosc mial wypadek i zmarl. Alicja zostala sama z pieniedzmi,
      willa z basenem, 3-ma samochodami (takimi, ze oczy na wierzch wychodza,
      wszystkie sprowadzane ze stanow). Kobieta ta ma dzis okolo 55 lat, jest samotna,
      pije do kieliszka. Jest ona dobra znajoma mojej bylej opiekunki do corki. Kiedy
      jeszcze mieszkalismy w Polsce, latem, moja opiekunka zaproponowala mi, abysmy
      odwiedzili ta kobiete. POjechalismy - ja z dwojka dzieci plus opiekunka nasza.
      No coz, miejsce i dom imponujacy, nasza niania zaciagnela mnie do lazienki i
      pokazywala dywaniki, ktore jej kolezanke kosztowaly prawie 100 PLN. Pozniej
      dzieci chlapaly sie w basenie, ogolnie bylo milo, kobiete ta jednak odebralam
      jako taka lekko 'zdziwaczala'. Kiedy czas byl sie pozegnac zapytala sie mnie
      ona, czy wszystko zabralam, ja na to, ze zapomnialam zabrac basenusmile tak w
      zartach, a ona mi na to - wez sobie ten basen i dom, a oddaj mi swoje dzieci.
      Hm... zatkalo mnie, zapamietalam te slowa bardzo mocno i zrozumialam, ze ja to
      dopiero jestem 'szczesciara'.
      • ese1 errata 10.01.08, 17:23
        te dywaniki w lazience byly za 1000PLN smile
      • mader1 Re: tak, znam pewna historie moze nie do konca ta 10.01.08, 21:41
        rozumiem, że tę kobietę, którą spotkało tyle nieszczęść otoczenie
        jedynie z powodu posiadania pieniędzy uważało za szczęściarę ?
        Na pewno jest dobra, skoro uświadomiła Ci, jaka jesteś szczęśliwa....
    • maika7 Re: Szczęściarze 10.01.08, 18:34
      > Ale może się mylę ? Znacie ich ?

      Ale to ci, którzy sami uważają sie za szczęśliwych i spełnionych, czy ci,
      których my tak postrzegamy?

      Znam jedną parę - dobrobyt na nich nie spłynał, ale uważają, ze mają
      wystarczająco dostatnie życie. Są u kresu swojej drogi. Przeżyli idąc przez
      ponad pół wieku ramie w ramię, pielęgnując swoją miłość i bliskość. W niezłym
      zdrowiu dożyli starości. Przeżywali razem straty, smutki i radosci. Przy ich
      uczuciu ogrzał sie niejeden człowiek, i niejeden nauczyl łagodności w stosunku
      do innych ludzi widząc, jak zyczliwośc otwiera ludzkie serca.
      Stanowczo, Mader, ta para, o której piszę jest szczesliwa pomimo trudności,
      jakich doświadczyła. Dostają duzo i sami dają chyba jeszcze więcej. Promieniści wink

      M.
      • mader1 Re: Szczęściarze 10.01.08, 21:39
        ja tez znam ludzi uważających się za szczęśliwych smile My też się
        raczej uważamy za szczęśliwych - piszę raczej, bo momentami jesteśmy
        jak zbite psy smile))) - to wtedy, gdy nie esteśmy szczęśliwi smile))
        Miałam na mysli ludzi - szczęściarzy- którzy to szczęście mają " za
        darmo", bez żadnych starań.
        • maika7 Re: Szczęściarze 11.01.08, 08:02
          > Miałam na mysli ludzi - szczęściarzy- którzy to szczęście mają " za
          > darmo", bez żadnych starań.

          A to, nie, takich w moim otoczeniu nie widzę.

          smile
          M.
    • lucasa Re: Szczęściarze 10.01.08, 22:38
      mader1 napisała:

      > Spotkaliście ludzi, którzy nic nie muszą robić, a szczęście,
      > pomyślność, dobrobyt, miłość same pukają im do drzwi ? Czasem
      słyszę
      > o nich od znajomych - jak to co chwilę coś dostają, zbierają z
      > ziemi,a zaszczyty i zdrowie są zawsze przy nich...

      ja znam taka pare. nie bezposrednio - ale co o nich slysze, to
      wlasnie w takim kontekscie - co im sie (nastepnego) udalo.
      dziewczyna, taka co na studiach najlepsza, wszystkiego co sie
      dotknela poza studiami, okazywalo sie, ze ma talent. po tym jak
      wyszla za maz za druga milosc zycia. progozy medyczne na dzieci nie
      byly zbyt optymistyczne. a jest juz trojka maluchow. dom (wielki)
      mogli kupic bardzo okazyjnie (i to zaraz po studiach), samochod
      dostali okazyjnie. maz ma prace z zarobkami duzo wyzej niz
      przecietnymi w dodatku robi to co jest jego pasja. ona w domu z
      dziecmi dostala prace taka, ktora moze robic w domu z zarabia (za te
      kilka godzin, ktore lubi) przecietna pensje i jeszcze widzi swoje
      nazwisko w druku (wiec i spelniona mama i satysfakcje zawodowa tez
      ma). oboje szczesliwi. zaangazowani religijnie. milo slychac o tym
      co im nastepnego wyszlo. ale faktycznie na to wyglada, ze to im
      spada z nieba.

      ale sa tez takie osoby jak moj brat i bratowa. nawet jak jest
      podgorke, to sie nie skraza i na zewnatrz wyglada, ze wszystko jest
      ok. i taka krazy o nich opinia. a i przeciwnosci tez potrafia
      wykorzystac.

      pozdrawiam,
      A
      • lucasa ps. 10.01.08, 22:53
        i ja jestem szczesciarz.
        moze nie we wszystkim i nie jest to takie oczywiste dla kazdego. ale
        w tym co dla mnie najwazniesze - tak. a nawet nie wiem jak za to
        dziekowac. bo wszystko za darmo.

        A
    • ese1 ze Szczesciem... 11.01.08, 08:36
      jest podobnie jak z definicja kariery. Kiedys na zajeciach na studiach,
      spodobalo mi sie, kiedy prowadzacy zapytal nas kto uwaza, ze zrobil w zyciu
      kariere. Bo dla kazdego slowo kariera oznacza co innego, tak samo jest ze
      szczesciem. Niektorzy cale zycie beda nieszczesliwi, bo nie stac ich na Wille z
      basenem i osobiscie znam takich ludzi, ktorzy cale zycie maja 'pod gorke' w ich
      mniemaniu, ale znam tez takich, ktorzy majac niepelnosprawne dziecko czuja sie
      szczesliwi wzajemna miloscia.
      A tak naprawde to Szczescie jest zawsze, w kazdym z nas, trzeba po prostu je
      umiec i chciec odnalezc.
    • imbirka Re: Szczęściarze 11.01.08, 12:55
      Ja nie bardzo rozumiem, co to znaczy "nic nie muszą robić"? Nie znam ludzi, którzy leżą na kanapie i nic nie robią, a szczęście, dobrobyt i pomyślność sama przychodzi...Ci, którym się powiodło finansowo, czy w życiu osobistym, zawdzięczają to aktywnej postawie - ciężkiej pracy, zdobywaniu wykształcenia, dbaniu o małżeństwo, czerpaniu radości z drobnych rzeczy, i czasami zbiegowi pomyślnych okoliczności, ale nigdy tylko temu. Nie wierzę w takie opowieści o "szczęściarzach", bo zazwyczaj biorą się z bardzo powierzchownego oglądu życia innych ludzi. Sama się z tym spotkałam w innej sprawie - gdy już długo staraliśmy się o dziecko, ale jeszcze nikomu nie mówiliśmy o naszych kłopotach, okazało się, że osoby z naszego b. bliskiego otoczenia uważają, że ja nie chcę mieć dziecka z powodu ambicji zawodowych. A w moim przypadku trudno było o bardziej mylną opinię...
      >Następny raz zaoponowałam, bo wprawdzie znam ludzi
      > szczęśliwych, ale mam wrazenie, że są oni tacy pomimo trudnościom i
      > przeciwnościom.
      Bycie szczęśliwym to MZ taki stan dość niezależny od "obiektywnych" wyznaczników szczęśliwości. Uważam podobnie jak ty, i widzę to po sobie - nie wiem czy jestem szczęśliwa, raczej bywam, mimo świadomości, że mi w życiu trudno i ciężko.
      • mader1 Re: Szczęściarze 11.01.08, 15:58
        tak. to jest mój pogląd. Po prostu nigdy, nigdy nie widziałam
        człowieka, który byłby szczęśliwy bez żadnego wysiłku.
        Dla mnie pieniądze - nawet gdy ktoś ma ich więcej niż ja, nie są
        gwarancją szczęścia - choć zapewne z nimi jest łatwiej. Łatwiej ?
        Jak to napisałam to zaraz pomyślałam, że nawet tego pewna nie
        jestem... wink
    • nati1011 Re: Szczęściarze 11.01.08, 13:07
      szczęście zależy tylko i wyłacznie od naszej psotawy wewnętrznej.

      Szczęścia nie można kupić. Można miec wszystko- pieniadze, zdrowie,
      pomyślność i być nieszczęśliwycm. Można tez nie mieć nic i być
      pełnią (prawie) szczęścia.
      • kim5 Re: Szczęściarze 11.01.08, 13:20
        Nati, spod klawiatury mi to wyjęłaś. Szczęście to stan a nie stały
        repertuar zjawisk/funduszy.
        • alex05012000 Re: Szczęściarze/szczęśliwi 11.01.08, 15:28
          ja tak w sprawie porządkowej... mnie się zdaje ze mylone sa dwa
          pojęcia:
          szczęśliwi [nie koniecznie bogaci, nie koniecznie tacy co im życie w
          4litery nie dało, ale pogodni i zadowoleni...itd]
          i szczęściarze - którym się wszystko lub dużo rzeczy udaje [np.
          skonczyli dobre studia bez specjalnego trudu, trafiła im sie dobra
          praca przypadkiem, jakas ciotka z usa zostawiła spadek to kupili
          dom, trafili na extra żonę/męża, mają 3 udanych dzieci, które nigdy
          nie chorują i dobrze sie ucza...itd]
          • ese1 Re: Szczęściarze/szczęśliwi 11.01.08, 15:29
            alex05012000 napisała:

            > ja tak w sprawie porządkowej... mnie się zdaje ze mylone sa dwa
            > pojęcia:
            > szczęśliwi [nie koniecznie bogaci, nie koniecznie tacy co im życie w
            > 4litery nie dało, ale pogodni i zadowoleni...itd]
            > i szczęściarze - którym się wszystko lub dużo rzeczy udaje [np.
            > skonczyli dobre studia bez specjalnego trudu, trafiła im sie dobra
            > praca przypadkiem, jakas ciotka z usa zostawiła spadek to kupili
            > dom, trafili na extra żonę/męża, mają 3 udanych dzieci, które nigdy
            > nie chorują i dobrze sie ucza...itd]

            dobrze to ujelas. Szczesciarzem jest pewnie ten, kto wygral w totka, ale nie
            koniecznie musi byc z tego powodu szczesliwy, choc osobiscie nie znam takichsmile
          • mader1 Re: Szczęściarze/szczęśliwi 11.01.08, 16:01
            świetnie to ujęłaś, dziękuję smile co romanistka, to romanistka smile
          • imbirka Re: Szczęściarze/szczęśliwi 11.01.08, 16:45
            O tak, to bardzo trafne smile
            • mader1 Re: Szczęściarze/szczęśliwi 11.01.08, 23:07
              a czy nie uderzyło Was, że gdy ktoś pisze o szczęściarzach w sensie
              użytym przez alex na myśl przychodzą mu głównie pieniądze...
              Szczęśliwi obejmuje już bardziej całokształt.
              • lucasa Re: Szczęściarze/szczęśliwi 11.01.08, 23:52
                mader1 napisała:

                > a czy nie uderzyło Was, że gdy ktoś pisze o szczęściarzach w
                sensie
                > użytym przez alex na myśl przychodzą mu głównie pieniądze...

                mnie nie zdziwilo, bo szczesciarzom "cos" spada z nieba (wlasnie tak
                bez niczego, lezac na kanapie i sie nie starajac, a tu
                niespodziewanie zadzwoni ktos z propozycja pracy :p, lub propozycja
                wydania ksiazki lub tomika wierszy :p).a to "cos" jest materialne.
                szczesciarzom moga tez ewentualnie maz/zona/dzieci (tudziez dobre
                zdrowie czy pogodny charakter) spasc z nieba, ale nadal jest to
                namacalne i widzialne dla postronnych obserwatorow.

                ale, tak, masz racje.
                czy raczej Alex dobrze zauwazyla i rozgraniczyla szczesciarzy i
                szczesliwych (ale wlasnie chodzi o to, ze sa tacy co i do tej i do
                tej kategorii naleza i ja myslalam, ze to o takich ten watek).
                A
    • luccio1 Re: Szczęściarze 13.01.08, 13:39
      Myśląc o kimś: "szczęściarz", myślę o czym innym:
      o tym, że ten człowiek w swoim marszu naprzód, ile razy napotkał
      zamknięte drzwi, za którymi znajdował się dalszy odcinek drogi do
      przejścia, tyle razy napotykał człowieka, który w odpowiednim
      momencie te drzwi otwierał przed nim.
      Myślę tutaj o podstawowych etapach "pasujących" człowieka na
      samodzielnego naukowca, jakimi są doktorat i habilitacja: w obu
      przypadkach główną część pracy musi wykonać sam starający się - a
      jednak choćby samo dopuszczenie do obrony/kolokwium, czy
      poprzedzających egzaminów, zależy przecież nie od niego - tu decyzję
      podejmuje ktoś inny...
      • maika7 Re: Szczęściarze 13.01.08, 14:50
        > Myślę tutaj o podstawowych etapach "pasujących" człowieka na
        > samodzielnego naukowca, jakimi są doktorat i habilitacja: w obu
        > przypadkach główną część pracy musi wykonać sam starający się - a
        > jednak choćby samo dopuszczenie do obrony/kolokwium, czy
        > poprzedzających egzaminów, zależy przecież nie od niego - tu decyzję
        > podejmuje ktoś inny...

        Decyzje podejmuje ktoś inny, ale
        1. nie jeden człowiek, tylko zespół ludzi
        2. Decyzja zapada na podstawie dorobku delikwenta

        czyli klucz do tych akurat drzwi jest w ręce zainteresowanego
        • luccio1 Re: Szczęściarze 13.01.08, 14:59
          ad 1)
          zespół - owszem; zwykle jednak w zespole istnieje jednostka
          narzucająca swoją wolę pozostałym;

          ad 2)
          klucz - ale do jednego zamka; zamków jest więcej - "zamkiem" może
          być sam proces oceny, gdzie bywa dużo wolnej przestrzeni dla
          swobodnej interpretacji oceniającego w kwestii, czy podchodzący do
          egzaminu uczynił zadość, czy też nie...
          • maika7 Re: Szczęściarze 13.01.08, 16:15
            > zespół - owszem; zwykle jednak w zespole istnieje jednostka
            > narzucająca swoją wolę pozostałym;

            Daj spokój - to dorośli ludzie, każdy może głosować jak chce. Jesteś
            zwolennikiem spiskowej teorii dopuszczających do doktoratów?


            > klucz - ale do jednego zamka; zamków jest więcej - "zamkiem" może
            > być sam proces oceny, gdzie bywa dużo wolnej przestrzeni dla
            > swobodnej interpretacji oceniającego w kwestii, czy podchodzący do
            > egzaminu uczynił zadość, czy też nie...

            Oceniany jestes na kilku etapach. Masz racje - trudno o wymierną ocene dorobku.
            Próbuje się to robic i przeliczać na punkty "uczelniane". Jednak przy solidnym
            dorobku trudno go zakwestionować.

            Dorobek to Twoje klucze, nawet jak Ci dziurke od kluczy plasteliną zalepią, to
            dasz radę

            Co Ty habilitacje robisz i w stresie jesteś? czy co? smile)
            • luccio1 Re: Szczęściarze 13.01.08, 17:13
              maika7 napisała:
              > Co Ty habilitacje robisz i w stresie jesteś? czy co? smile)

              Jestem.
              Pracując poza strukturami uczelnianymi, podrobiłem moją zamierzoną
              habilitację na tyle, na ile mogłem to zrobić w czasie wolnym we
              własnym domu, przy własnym biurku (pracę zaczynałem nie mając
              jeszcze komputera, przed r. 2000).
              Do dokończenia tej pracy potrzebne są czas i pieniądze - teraz brak
              i jednego (ograniczony urlop) i drugiego (z czegoś muszę żyć).
              Nadto powaliła mnie informacja, że jako człowiek podchodzący do
              stopnia z zewnątrz, z boku, musiałbym wyłożyć 12.000 PLN za samo
              przeprowadzenie przewodu.

              (Doktorat już mam. Gdyby habilitację zniesiono, mógłbym już teraz
              obsyłać wszystkie konkursy na profesora uczelnianego po całej
              Polsce - dorobek publikacyjny wygląda nieźle.
              A jest wiele głosów, i to ludzi z tytułami, uważających habilitację
              za niepotrzebne zmuszanie dojrzałego człowieka do pisania jeszcze
              jednej rozprawy typu szkolnego).
              • maika7 Re: Szczęściarze 13.01.08, 18:02
                > Jestem.
                > Pracując poza strukturami uczelnianymi, podrobiłem moją zamierzoną
                > habilitację na tyle, na ile mogłem to zrobić w czasie wolnym we
                > własnym domu [...]

                No to nie zazdroszczę. Tym bardziej, że faktycznie koszty przeprowadzenia
                przewodu są dość znaczne. Życzę Ci zatem spotkania na swojej drodze ludzi
                otwierających drzwi, a nie przytrzaskujących palców.

                > (Doktorat już mam. Gdyby habilitację zniesiono, mógłbym już teraz
                > obsyłać wszystkie konkursy na profesora uczelnianego po całej
                > Polsce - dorobek publikacyjny wygląda nieźle.
                > A jest wiele głosów, i to ludzi z tytułami, uważających habilitację
                > za niepotrzebne zmuszanie dojrzałego człowieka do pisania jeszcze
                > jednej rozprawy typu szkolnego).

                To zalezy - teraz można habilitować się z dorobku, bez pisania rozprawy, co jest
                sporym krokiem do przodu. Pisanie rozprawy to czasem rzeczywiście kilka ładnych
                lat wyjętych z życia i - w sumie - zahamowanie rozwoju.

                Napiszesz, jaką dziedziną nauki się zajmujesz? I dlaczego jestes poza
                strukturami zamiast byc w strukturach?
                M.
                • luccio1 Re: Szczęściarze 14.01.08, 19:17
                  Jestem ukończonym historykiem i historykiem sztuki - z magisteriami
                  z obu dyscyplin.
                  Doktorat z historii - historią też się zajmuję (zaczynałem od
                  średniowiecza, a to znaczy, że mogę się zajmować równie dobrze każdą
                  epoką późniejszą).
                  Doktorat robiłem w Instytucie Historii PAN, w ramach tamtejszego
                  Studium Doktoranckiego (początek lat 80. - na UJ czegoś tekiego z
                  historii wówczas nie było). Broniłem się w Warszawie.
                  Po doktoracie miało czekać na mnie stanowisko w nowo powstającej
                  placówce wspomnianego Instytutu, zakładanej w Krakowie już-już, lada
                  dzień.
                  Obroniłem się w r. 1988 - natychmiast okazało się, że z powodów
                  oszczędnościowych placówka przestała istnieć, zanim na dobre
                  powstała; skoro zaś poszedłem robić doktorat do PAN, stałem się dla
                  UJ niczym "poganin i celnik". Przyszedł rok 1989 i musiałem brać
                  pracę, jaka była - w muzeum. Niby praca lekka, ale po odsiedzeniu
                  dnia i mnóstwie czynności, o których nie przypuszczałem, że je
                  kiedykolwiek będę wykonywał, czuję się teraz po powrocie do domu jak
                  przepuszczony przez wyżymaczkę, bez siły, by pociągnąć jakąkolwiek
                  pracę badawczą na własny temat (jeszcze kilka lat temu udawało mi
                  się to).
                  Czy masz już pełny obraz?
                  • maika7 Re: Szczęściarze 14.01.08, 21:17
                    > Czy masz już pełny obraz?

                    Prawie smile
                    Pewnie trzeba jeszcze do tego dodac, ze Twoje muzeum nie jest pewnie
                    zainteresowane wspomożeniem finansowym Twoich badań i opłaceniem przewodu.

                    Nie wiem, jak wyglada "siatka placówek badawczych dla historyków", ale
                    próbowałes zaczepić sie w jakiejś PAN-owskiej placowce poza Krakowem? Albo w
                    jakiejkolwiek placówce, która prowadzi badania i wspiera badaczy?
                    Przewód habilitacyjny mozesz otworzyć na dowolnej uczelni (która może takowe
                    przeprowadzać), myslałes o tym?
                    Co sie stało, że w ostatnich latach Twoja energia i ciekawośc świata gdzieś sie
                    zapodziała? I dlaczego chcesz robic habilitacje - dla własnej satysfakcji? Dla
                    otworzenia sobie nowych drzwi? dla podsumowania pewnego etapu rozwoju naukowego?
                    To ogromny wysiłek - dlaczego go podejmujesz nie mając nad soba "tykającego
                    zegara lat uczelnianych"?

                    Jesli pytam zbyt "obcesowo" - nie odpowiadaj.

                    smile
                    M.
                    • luccio1 Re: Szczęściarze 14.01.08, 21:55
                      maika7 napisała:
                      > Co sie stało, że w ostatnich latach Twoja energia i ciekawośc
                      świata gdzieś sie
                      > zapodziała? I dlaczego chcesz robic habilitacje - dla własnej
                      satysfakcji? Dla
                      > otworzenia sobie nowych drzwi? dla podsumowania pewnego etapu
                      rozwoju naukowego
                      > ?
                      > To ogromny wysiłek - dlaczego go podejmujesz nie mając nad
                      > sobą "tykającego zegara lat uczelnianych"?

                      Dla otwarcia sobie nowych drzwi - dla własnej satysfakcji tak po
                      drodze.
                      Przede wszystkim dla otwarcia sobie drzwi do stanowiska
                      samodzielnego, gdzie nie będzie mnie prześladować sytuacja typu:
                      jutro idę na urlop; co miałem zrobić, zrobiłem do 11 przed
                      południem, zaczynać czegokolwiek nowego nie ma sensu - a tu trzeba,
                      wypada odsiedzieć na pusto jeszcze 5 godzin do końca dnia pracy.

                      Z drugiej strony: nie wierzę w to, że kontakt drogą korespondencyjną
                      (jakimkolwiek środkiem technicznym) jest wystarczający; chcąc
                      jeździć po Polsce i rozmawiać na miejscu, rychło rozszastam urlop i
                      nie starczy go na prawdziwy odpoczynek, którego potrzebuję coraz
                      bardziej z roku na rok - latka lecą, pierwsze 50 już za mną...
                      Na urlopy bezpłatne mnie nie stać - na mnie głównie stoi dom. Dom
                      znajduje się w Krakowie, jest urządzony sprzętami, z których każdy
                      mógłby opowiedzieć długą historię, każdy jest dla mnie jakby żywy
                      człowiek; w szafach leży dorobek naukowy Rodziców - i mój własny,
                      księgozbiór Ojcowski, Macierzysty, uzupełniany przez lata już przeze
                      mnie; na meblach stoją drobiazgi ręki mojej Żony - sama rozumiesz,
                      że chciałbym to zachować i nie ruszać tego wszystkiego z miejsca.
                      Poza tym, jak wiesz, przenosiny do Krakowa skądkolwiek indziej w
                      Polsce - to awans, a już na pewno dla krakowianina ewentualność
                      opuszczenia Krakowa, gdyby trzeba to było robić pod przymusem, to
                      wstrząs, po którym niejeden się do końca nie pozbiera.
                      To na razie byłoby tyle.
                      Pozdrawiam
                      Łukasz

                      • maika7 Re: Szczęściarze 14.01.08, 22:18
                        > Dla otwarcia sobie nowych drzwi - dla własnej satysfakcji tak po
                        > drodze.
                        > Przede wszystkim dla otwarcia sobie drzwi do stanowiska
                        > samodzielnego, gdzie nie będzie mnie prześladować sytuacja typu:
                        > jutro idę na urlop; co miałem zrobić, zrobiłem do 11 przed
                        > południem, zaczynać czegokolwiek nowego nie ma sensu - a tu trzeba,
                        > wypada odsiedzieć na pusto jeszcze 5 godzin do końca dnia pracy.

                        W Muzeum masz normowany czas pracy? Paskudztwo sad


                        > Z drugiej strony: nie wierzę w to, że kontakt drogą korespondencyjną
                        > (jakimkolwiek środkiem technicznym) jest wystarczający; chcąc
                        > jeździć po Polsce i rozmawiać na miejscu, rychło rozszastam urlop i
                        > nie starczy go na prawdziwy odpoczynek, którego potrzebuję coraz
                        > bardziej z roku na rok - latka lecą, pierwsze 50 już za mną...

                        To zalezy co robisz. Jesli tylko przeprowadzić chcesz przewód - tracisz
                        kilkanascie dni urlopu w jednym roku. A po drugiej 50-tce będzie trudniej wink


                        > Na urlopy bezpłatne mnie nie stać - na mnie głównie stoi dom. Dom
                        > znajduje się w Krakowie, jest urządzony sprzętami, z których każdy
                        > mógłby opowiedzieć długą historię, każdy jest dla mnie jakby żywy
                        > człowiek; w szafach leży dorobek naukowy Rodziców - i mój własny,
                        > księgozbiór Ojcowski, Macierzysty, uzupełniany przez lata już przeze
                        > mnie; na meblach stoją drobiazgi ręki mojej Żony - sama rozumiesz,
                        > że chciałbym to zachować i nie ruszać tego wszystkiego z miejsca.
                        > Poza tym, jak wiesz, przenosiny do Krakowa skądkolwiek indziej w
                        > Polsce - to awans, a już na pewno dla krakowianina ewentualność
                        > opuszczenia Krakowa, gdyby trzeba to było robić pod przymusem, to
                        > wstrząs, po którym niejeden się do końca nie pozbiera.

                        smile) o awansie przy przenosinach do Krakowa oczywiście nie wiem. Dla mnie każde
                        miasto powyżej 5 tys. mieszkańców to miejsce, w którym wytrzymuję kilka dni smile)
                        Ale skoro jestes totalnie zakorzenionym Krakowianinem to rozważ te ewentualnośc
                        choćby przeprowadzenia przewodu poza Krakowem - moze nie jest to całkiem
                        absurdalny pomysł?


                        No nic, trzymam kciuki za potwierane drzwi wszelkie, za decyzje dobre i za
                        usamodzielnienie się naukowe i wychodzenie z pracy w chwili dogodnej.
                        A nienormowany czas pracy ... skutkuje tym czasami, że własnie wybieram sie do
                        domu.... pomieszkać nieco smile)) Mam nadzieję, ze pomysł robienia habilitacji
                        nigdy nie zakiełkuje w mojej głowie wink))
                        Dobrej nocy

                        smile
                        M.

    • ula27121 Re: Szczęściarze 14.01.08, 10:34
      mader1 napisała:

      > Spotkaliście ludzi, którzy nic nie muszą robić, a szczęście,
      > pomyślność, dobrobyt, miłość same pukają im do drzwi ?

      Muszę pracować ale nie muszę się o tą pracę starać. Szczęście, pomyślność,
      dobrobyt ( bo dla mnie to dobrobyt może kogoś by to rozbawiło....), miłość....to
      do mnie zapukało i puka...

      >Czasem słyszę
      > o nich od znajomych - jak to co chwilę coś dostają, zbierają z
      > ziemi,a zaszczyty i zdrowie są zawsze przy nich...

      Ostatnio chorowały mi dzieci ale jak teraz na to patrzę to stwierdzam, ze są
      super zdrowe.

      Myślę, że to o mniesmilei przyznam, ze już nawet kiedyś zastanawiałam się kiedy
      coś na mnie spadnie. Bo to chyba nie możliwe żeby się komuś całe życie układało.
      A jak spadnie to sobie na pewno z tym nie poradzę....może dlatego nie spada...
    • kubadere Re: Szczęściarze 14.01.08, 22:22
      Czasem czuję się jak szczęściara,mam kilkoro znajomych,którzy też
      tak na mnie/nas patrzą...
      Bóg nam błogosławi,mam dobrego-wierzącego męża,zdrowego i słodkiego
      syna - poznałam Boga,czego więcej do życia potrzeba...staram się
      cieszyć tym co mam, patrzeć na życie z nadzieją,choć wynajmujemy
      mieszkanie z garażem i nie mamy własnego lokum,choć auto dostaliśmy
      od przyjaciół a nie mamy prawa jazdy i stoi (...) smile,choć żyjemy z
      jednej przeciętnej pensji nie brakuje nam niczego,bo dobry Bóg
      ciągle zaopatruje,a to w wózek,a to w kolejne tanie mieszkanie na
      wynajem,a to w samochód właśnie,a to Kuba dostanie od naszych
      przyjaciół pakę extra ubrań...
      ale czasem myślę po co to wszystko,wolałabym by mąż zarabiał tyle by
      było nas stać na ubrania dla Kuby, łóżeczko, wózek...
      Mamy znajomych co myślą,że wszystko nam łatwo przychodzi...doceniam
      to wszystko co Bóg nam zsyła z nieba,ale czasem naprawdę wolałabym
      kupić...
      Wiem,że błogosławieństwo i pomoc drugiemu człowiekowi wraca z
      wielokrotnością...
      Pamiętam jak byłam w ciąży,było ciężko z finansami,nie wiem jak
      przeżywaliśmy kolejny miesiąc...szłam obok sklepów z akcesoriami dla
      dzieci i marzyłam by móc kupić choć coś najdrobniejszego dla
      maluszka i nie mogłam...ale Bóg dawał nam ludzi co o tak po prostu
      przynosili nam rzeczy dla dziecka - takie o jakich nigdy nie
      marzyłam,bo były firmowe,drogie i z górnej półki...
    • ula27121 Re: Szczęściarze 15.01.08, 13:11
      jakoś ten wątek nie daje mi spokoju....nie wiem dlaczegosmile
      Przypomniałam sobie, że mam taką przyjaciółkę Nie sądzę aby opowieść o niej
      kogoś zainteresowała ale ona ma życie dokładnie takie jak opisała mader w wątku
      założycielskim. A, ze jest moją przyjaciółką to wiem, że jest i szczęśliwa i
      szczęściara i w cale nie pomimo trudnościom.
      I do tego jest mądra, fajna i w ogóle cudowna.....smile
      • mader1 Re: Szczęściarze 15.01.08, 14:18
        ale to dobrze smile
        Wiesz, nie chodziło mi o jakieś wielkie trudności... Ja to chyba
        pisać nie powinnam, bo nie potrafię precyzyjnie wyrażać swoich
        myśli... Czasem to jest staranie, wysiłek

        > I do tego jest mądra, fajna i w ogóle cudowna.....smile

        myślę, że jest świetna, ale przypuszczasz, że po prostu " taka się
        urodziła" i nic Ją ta cudowność nie kosztuje ? Żadnej pracy nad
        sobą, nic ?
        Wiesz, ja nie podważam tego, co piszesz, tylko się zastanawiam czy
        powiedzenie " w czepku urodzony" jest prawdziwe ? czy niektórzy to z
        natury są "dobrzy, bezproblemowi, radośni" - takie kwiatki Pana
        Boga ?
        • ula27121 Re: Szczęściarze 15.01.08, 14:27
          Musiałybyśmy ustalić "próg" dla tych trudnoścismileNo bo ( bez złośliwości) jet
          dla niej trudnością gotowanie bo nie lubi ale....gosposie zatrudnili. Jest
          trudnością chodzenie do pracy....zatrudnili pracowników...

          Studia nie lekkie ale ona bardzo utalentowana- ja siedziałam dwa razy dłużej nad
          książkami i miałam gorsze efekty. Z tym to się chyba człowiek rodzi?

          Szczera, prawdomówna...

          Do tego bardzo urodziwa....z Panem Bogiem w przyjaźni...
          • mader1 Re: Szczęściarze 15.01.08, 17:24
            ula27121 napisała:

            > Musiałybyśmy ustalić "próg" dla tych trudnoścismileNo bo ( bez
            złośliwości) jet
            > dla niej trudnością gotowanie bo nie lubi ale....gosposie
            zatrudnili. Jest
            > trudnością chodzenie do pracy....zatrudnili pracowników...

            Nie, no co Ty smile rozmawiamy i nie podejrzewam cię o złośliwość.
            Myślimy razem smile
            Tak, ważny jest próg trudności. Tak już chyba mamy, że swoje
            rozważania odnosimy jakoś do swojej sytuacji - świadomie czy
            podświadomie, prawda ? Wielu ludzi wokól mnie " dostało więcej" i w
            związku z tym musieli czy muszą pracować dużo mniej, by mieć to
            samo, co ja. No niezupełnie to samo, bo moja sytuacja ( tak jak ich)
            jest autorska, niepowtarzalna - bo tak jak pieniądze można jeszcze
            przeliczyć jakoś, to problemy, uczucia, przeżycia, miłość,
            nieszczęścia i radości są nie do przeliczenia i nie do porównania smile
            Ale... no nie wdając się w szczegóły naszych WYJĄTKOWYCH sytuacji,
            są elementy porównywalne smile I patrząc ze swojego pułapu,widzę,jak
            wiele muszę się napracować, by tamten pułap osiągnąć lub nawet nie
            osiagnąć go nigdy. Wtedy mogę pomysleć sobie o ich problemach " cóż
            to za wysiłek", " cóż to za problem" - bez złośliwości i zazdrości,
            stwierdzając fakt.
            A potem myślę sobie o innych progach. Takiej dziewczynie z
            podstawówki, której pomagałam w matematyce - nie mogła pojąć
            ułamków. Rodzinę to miała nawet o wyższym statusie finansowym i
            prestiżu niż moja... Ale nauka jej nie szła , choć była dobra i
            fajna. A uczyła się dłużej i intensywniej niz ja. Poszła do
            zawodówki. Jest po rozwodzie, Jej dwoje dzieci ma kłopoty zdrowotne,
            nie może wykonywać zawodu - bo okazało się, że ma dużą alergię.
            Nie piszę o tym, by analizowac, czy się starała bardziej czy mniej
            niż ja. W tym czasie, gdy Ją poznałam, starała się jeszcze bardzo.
            Myślę o tym, że biorąc za " próg" trudności, jej próg w tej chwili,
            z jej punktu widzenia, ja pewnie nie mam żadnych problemów i
            trudności. A ja czuję trochę inaczej wink, choć czuję się szczęśliwa.

            Własnie. " Szczęściarze" , ale każdy ze swoim dostanym szczęściem
            coś musi dalej zrobić.
            Jeżeli " bredzę" to wybacz smile)))), dzieci mnie wołają, więc trochę
            się spieszyłam.
            • ula27121 Re: Szczęściarze 15.01.08, 18:21
              Ach, te dziecismile
              Tak, jest dokładnie tak jak napisałaś. I dlatego właśnie najpierw napisałam, że
              to chyba ja jestem taką szczęściarą a potem sobie przypomniałam o tej
              przyjaciółce i stwierdziłam, że to jednak ona nią jest. Taką szczęśliwą szczęściarą.

              bo tak jak pieniądze można jeszcze
              > przeliczyć jakoś, to problemy, uczucia, przeżycia, miłość,
              > nieszczęścia i radości są nie do przeliczenia i nie do porównania smile
              i tak sobie pomyślałam, że te trudności to są rzeczywiście różnie przez różnych
              odczuwane. Bo dla mnie gotowanie to naprawdę koszmar a mam koleżanki , które nie
              lubią ale jakoś tak są z tym pogodzone. Dla mnie z kolei nie jest problemem
              praca, za którą nie przepadam mimo, że spędzam w nie mnóstwo czasu.

              ale każdy ze swoim dostanym szczęściem
              > coś musi dalej zrobić.
              Dokładnie.....ale to chyba na następny wąteksmile

              Ps.: nie bredziszsmile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka