Dodaj do ulubionych

2 kwietnia

02.04.08, 08:17
"Człowiek nie może żyć bez miłości. Człowiek pozostaje dla siebie
istotą niezrozumiałą, jego życie jest pozbawione sensu, jeśli nie
objawi mu się Miłość, jeśli nie spotka się z Miłością, jeśli jej nie
dotknie i nie uczyni w jakiś sposób swoją, jeśli nie znajdzie w niej
żywego uczestnictwa. I dlatego właśnie Chrystus-Odkupiciel, jak to
już zostało powiedziane, „objawia w pełni człowieka samemu
człowiekowi”. To jest ów — jeśli tak wolno się wyrazić — ludzki
wymiar Tajemnicy Odkupienia. Człowiek odnajduje w nim swoją właściwą
wielkość, godność i wartość swego człowieczeństwa. Człowiek zostaje
w Tajemnicy Odkupienia na nowo potwierdzony, niejako wypowiedziany
na nowo. Stworzony na nowo! „Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma
już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma mężczyzny ani kobiety,
wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie” (Ga 3,
28). Człowiek, który chce zrozumieć siebie do końca — nie wedle
jakichś tylko doraźnych, częściowych, czasem powierzchownych, a
nawet pozornych kryteriów i miar swojej własnej istoty — musi ze
swoim niepokojem, niepewnością, a także słabością i grzesznością, ze
swoim życiem i śmiercią, przybliżyć się do Chrystusa. Musi niejako w
Niego wejść z sobą samym, musi sobie „przyswoić”, zasymilować całą
rzeczywistość Wcielenia i Odkupienia, aby siebie odnaleźć. Jeśli
dokona się w człowieku ów dogłębny proces, wówczas owocuje on nie
tylko uwielbieniem Boga, ale także głębokim zdumieniem nad sobą
samym. Jakąż wartość musi mieć w oczach Stwórcy człowiek, skoro
zasłużył na takiego i tak potężnego Odkupiciela (por. hymn Exsultet
z Wigilii Wielkanocnej), skoro Bóg „Syna swego Jednorodzonego dał”,
ażeby on, człowiek „nie zginął, ale miał życie wieczne” (por. J 3,
16).

Właśnie owo głębokie zdumienie wobec wartości. i godności człowieka
nazywa się Ewangelią, czyli Dobrą Nowiną. Nazywa się też
chrześcijaństwem. Stanowi o posłannictwie Kościoła w świecie —
również, a może nawet szczególnie — „w świecie współczesnym”. Owo
zdumienie, a zarazem przeświadczenie, pewność, która w swym głębokim
korzeniu jest pewnością wiary, ale która w sposób ukryty ożywia
każdą postać prawdziwego humanizmu — pozostają najściślej związane z
Chrystusem. Ono wyznacza zarazem Jego miejsce. Jego — jeśli tak
można się wyrazić — szczególne prawo obywatelstwa w dziejach
człowieka i ludzkości. Kościół, który nie przestaje kontemplować
całej tajemnicy Chrystusa, wie z całą pewnością wiary, że
Odkupienie, które przyszło przez Krzyż, nadało człowiekowi
ostateczną godność i sens istnienia w świecie, sens w znacznej
mierze zagubiony przez grzech. I dlatego też to Odkupienie wypełniło
się w tajemnicy paschalnej, prowadzącej przez krzyż i śmierć do
zmartwychwstania.

Jest to podstawowe zadanie Kościoła we wszystkich epokach, a w
szczególności w epoce naszej, aby skierowywał wzrok człowieka, aby
skierowywał świadomość i doświadczenie całej ludzkości w stronę
tajemnicy Chrystusa, aby pomagał wszystkim ludziom obcować z głębią
Odkupienia, która jest w Jezusie Chrystusie. Przez to samo dotykamy
równocześnie największej głębi człowieka: ludzkich serc, ludzkich
sumień, ludzkich spraw."
Obserwuj wątek
    • isma Re: 2 kwietnia 02.04.08, 08:19
      I jeszcze:

      "Wierność powołaniu, czyli wytrwała gotowość „królewskiej służby”,
      posiada szczególne znaczenie dla tej wielorakiej budowy, gdy chodzi
      o zadania najbardziej zobowiązujące, od których też najwięcej zależy
      w życiu naszych bliźnich i całej społeczności. Taką wiernością swemu
      powołaniu winni się odznaczać małżonkowie, jak to wynika z
      nierozerwalnego charakteru sakramentalnej instytucji małżeństwa.
      Podobną wiernością swemu powołaniu winni się odznaczać kapłani, jak
      to wynika z niezniszczalnego charakteru, który Sakrament Kapłaństwa
      wyciska na ich duszach. Przyjmując ten Sakrament, my w Kościele
      Łacińskim zobowiązujemy się świadomie i dobrowolnie do życia w
      dozgonnej bezżenności, każdy z nas więc musi czynić wszystko, aby z
      Łaską Bożą zachować wdzięczność za ten dar i pozostać wiernym
      zobowiązaniu przyjętemu na zawsze. Podobnie jak małżonkowie ze
      wszystkich sił muszą się starać, aby wytrwać w jedności małżeńskiej,
      budując tym swoim świadectwem miłości wspólnotę rodzinną i
      wychowując nowe pokolenia ludzi zdolnych do tego, aby całe swoje
      życie znów poświęcić własnemu powołaniu, czyli owej „królewskiej
      służbie”, której przykład i wzór najwspanialszy daje nam Jezus
      Chrystus. Jego Kościół, który wszyscy stanowimy, jest „dla ludzi” w
      tym właśnie znaczeniu, że w oparciu o wzór Chrystusa58, i
      współpracując z Łaską, którą On nam wysłużył, możemy osiągnąć
      owo „panowanie”, czyli urzeczywistnić dojrzałe człowieczeństwo w
      każdym z nas. Dojrzałe człowieczeństwo oznacza pełne użycie daru
      wolności, który otrzymaliśmy od Stwórcy, kiedy powołał do istnienia
      człowieka „na swój obraz i podobieństwo”. Szczególnym miejscem tego
      daru staje się poświęcenie bez reszty całej swojej ludzkiej osoby w
      duchu oblubieńczej miłości dla Chrystusa, a wraz z Chrystusem dla
      wszystkich, do których On skierowuje ludzi — mężczyzn czy kobiety —
      tak całkowicie Mu oddanych. Oto ideał życia zakonnego podejmowany
      przez dawne i nowe zakony i zgromadzenia, a także przez instytuty
      świeckie, wedle rad ewangelicznych.

      W naszych czasach nieraz błędnie się mniema, że wolność sama jest
      dla siebie celem, że człowiek jest wolny, kiedy jej używa w
      jakikolwiek sposób, że do tego należy dążyć w życiu jednostek i
      społeczeństw. Tymczasem wolność jest wielkim dobrem wówczas, kiedy
      umiemy świadomie jej używać dla tego wszystkiego, co jest prawdziwym
      dobrem. Chrystus uczy nas, że najwspanialszym wypełnieniem wolności
      jest miłość, która urzeczywistnia się w oddaniu i służbie. Do takiej
      to właśnie „wolności wyswobodził nas Chrystus” (Ga 5, 1; por. 5, 13)
      i stale wyzwala. Kościół czerpie stąd nieustanne natchnienie,
      wezwanie i impuls dla swego posłannictwa i swej posługi wśród
      wszystkich ludzi. Pełna prawda o ludzkiej wolności jest głęboko
      wpisana w Tajemnicę Odkupienia. Kościół wówczas w całej pełni służy
      ludzkości, kiedy tę prawdę odczytuje z niesłabnącą uwagą, z żarliwą
      miłością, z dojrzałym przejęciem, kiedy w całej swej wspólnocie, a
      równocześnie poprzez wierność powołaniu każdego chrześcijanina
      przenosi ją w życie ludzkie i przyobleka w jego realny kształt. W
      ten sposób potwierdza się również to, co powiedziano już powyżej:
      człowiek jest i wciąż staje się drogą codziennego życia Kościoła."
      • nati1011 Re: 2 kwietnia 02.04.08, 08:36
        Pamiętam jak parę lat temu bardzo się bałam, jak to będzie gdy Jan
        Paweł II umrze. Wydawało mi się, że jest gwarancją jakiejś
        stabilności. Nie wyobrażałam sobie świata, Polski, siebie bez Niego.
        Na usprawiedliwienie dodam, że to był jedyny papież, którego znałam.
        Miałam wrażenie, że jak umrze, to świat się skończy.

        I miałam rację. Świata sie skończył. ALe nanajpierw sie zatrzymał.
        Ten dziko pędzący na oślep świat zatrzymał się na wiele długich dni.
        A potem narodził sie nowy świat. Pełen nadzieji. Te rekolekcje
        umierania sprawiły, że nie boję sie życia w nowym świecie.

        Teraz, gdy czegoś sie boję - zwłaszcza, gdy to nie jest znane,
        wracam do tamtych dni. I wiem już, że nawet najtragiczniejsze dla
        nas wydarzenia mogą dać nam radość o jakiej nawet nie potrafiliśmy
        marzyć.

        Dziekuję. Oczywiście dziekuję za cały pontyfikat, a włąściwie za
        świadectwo całego życia Karola Wojtyły. Ale szczegolnie dziekuję za
        tamte dni kwietniowe.
        • otryt Re: 2 kwietnia 02.04.08, 10:25
          nati1011 napisała:

          >Pamiętam jak parę lat temu bardzo się bałam, jak to będzie gdy Jan
          >Paweł II umrze. Wydawało mi się, że jest gwarancją jakiejś
          >stabilności. Nie wyobrażałam sobie świata, Polski, siebie bez
          Niego.

          To również były moje myśli. Miałem pewność, że gdy JP II jest z
          nami, to nic złego z Polską się nie stanie. Tak jak to niegdyś
          czynił Mojżesz, wyprosi dziś u Boga dla swojego ludu wszelkie
          potrzebne Łaski. Ale ten lud musi być wierny prawom i przykazaniom
          danym przez Boga. Musi pamiętać, że nie ma wolności bez
          solidarności, ale również, że nie ma solidarności bez miłości, że
          naród, który zabija własne dzieci nie ma przyszłości i żeby szanować
          własne polskie dziedzictwo, którego korzeniem jest Chrystus.
          Powinienem chyba wierzyć, że jest On cały czas z nami, że z troską
          patrzy na nas ze swojego okna w Domu Ojca i pomaga nam tyle, ile
          jest w stanie uczynić. Czasem zaczynam mieć obawy, czy sprawy idą w
          dobrym kierunku? W 2003 roku papież apelował, aby nie zaczynać
          awantury w Iraku. Wtedy go nie posłuchano, nawet jego rodacy.
          Pretekstem do wojny było z pełną premedytacją ogłoszone kłamstwo.
          Ci, którzy uważali tak jak On, zostali zakrzyczani przez większość,
          która powtarzała za mediami słowo w słowo.
          W latach 80-tych coraz więcej osób widziało, ze kolos ma gliniane
          nogi. Byłem pewny, że któregoś dnia się zawali, przy okazji niestety
          odłamkami raniąc innych. Tak zawsze w historii to wyglądało. Kolos
          się zawalił w sposób pokojowy, dając nam wolność. To cud wymodlony u
          Boga przez JPII.

          Pamiętam 13 maja 1981 roku. Tak bardzo się bałem, że odejdzie od nas
          na zawsze. Pamiętam te tłumy w kościołach w powszedni, zwykły dzień
          modlące się o jego uratowanie. Miał przecież jeszcze tak wiele nam
          do powiedzenia i do zrobienia w Kościele, świecie, Polsce. Pamiętam
          te festiwale radości, gdy nas regularnie odwiedzał. I odwiedziny
          Polaków w Rzymie. Plac przed jego bazyliką stał się tak bliski nam
          wszystkim. Watykan stał się nasz. Czyżby to wszystko miało się tak
          szybko skończyć?

          Jego stopniowe odchodzenie było dla mnie wielką lekcją. Odnosiłem
          wrażenie, że im mniej mu pozostawało zdrowia i sił fizycznych, tym
          bardziej rósł jego duch. Podczas jego pielgrzymki na Ukrainie nawet
          pogoda była mu posłuszna. A był już wtedy fizycznie bardzo słaby.
          Mój teść ma wiele wspólnego z Karolem Wojtyłą. Podobna umysłowość,
          temperament, sylwetka. Nawet jednostka chorobowa ta sama i
          odchodzenie podobne. Tamte lata przed śmiercią JP II to była wielka
          lekcja dla ludzi chorych, ale również dla ludzi nimi się
          opiekujących, będących blisko. Jak być ze sobą do końca. Jak siebie
          wzajemnie obdarowywać. Z tej lekcji dziś korzystam.

          Tak bardzo chciałem, aby moje dzieci go poznały i pamiętały, jak
          najwięcej. Aby tę pamięć o Wielkim Papieżu przekazały następnym
          pokoleniom, gdy mnie już nie będzie. Aby czerpały mądrość z tego
          wszystkiego, co po sobie pozostawił. Na szczęście załapały się do
          pokolenia JPII. Wracam wciąż do jego książek i encyklik. Czyta mi
          się je coraz lepiej, bo dawniej nie wszystko rozumiałem. Dziękuję Ci
          Boże za ten pontyfikat, Dziękuję Janie Pawle II za wszystko, co nam
          dałeś.


          • a_weasley Re: 2 kwietnia 06.04.08, 16:59
            otryt napisał:

            > Czasem zaczynam mieć obawy, czy sprawy idą w
            > dobrym kierunku? W 2003 roku papież apelował, aby
            > nie zaczynać awantury w Iraku. Wtedy go
            > nie posłuchano, nawet jego rodacy.

            Apelował również 12 lat wcześniej, żeby nie wykurzać Husajna z Kuwejtu. Nawet
            dogmat o nieomylności papieża nie stanowi, by był on nieomylny w sprawach polityki.
            I nie, nie zamierzam tu rozpętywać dyskusji na temat poboczny (tzn. Irak ogólnie
            i w kontekstach), stwierdzam po prostu, że to żaden dramat, że JP2 miał taki
            pogląd w jakiejś sprawie politycznej, a postąpiono, w tym Polacy postąpili, inaczej.
            • otryt Re: 2 kwietnia 07.04.08, 09:49
              a_weasley napisał:

              >Apelował również 12 lat wcześniej, żeby nie wykurzać Husajna z
              >Kuwejtu.

              Nie przekonuje mnie argument, że jeśli ktoś kiedyś zrobił błąd to
              robi zawsze błędy lub, że jeśli ktoś kiedyś miał rację to rację ma
              zawsze. Takie argumenty pochodzą ze skarbczyka nierzetelnej
              erystyki, mające w założeniu wyprowadzić rozmówcę w pole.

              Nie przypominam sobie, czy był taki apel JPII podczas pierwszej
              wojny o Kuwejt w 1990? Pamiętam jednak, że ojciec obecnego
              prezydenta USA mógł zadać decydujący cios Husajnowi w 1991 roku. Z
              jakichś niezrozumiałych dla mnie względów nie zrobił tego jednak,
              choć wystarczyło tylko postawić kropkę nad "i". Prawdopodobnie
              chodziło o to, aby Iran nie urósł za bardzo. A w ogólności o
              interesy ekonomiczne i strategiczne USA.

              >Nawet dogmat o nieomylności papieża nie stanowi, by był on
              >nieomylny w sprawach polityki.

              Oczywiście ten dogmat nie sięga tak daleko. Ale osobiście, jeśli
              już komuś miałbym wierzyć, to uwierzę JP II, który chyba jak nikt
              inny na świecie pragnął dobra Polski (i nie tylko), niż człowiekowi,
              który posługując się wielkim kłamstwem przekonał innych do wojny. W
              roku 2008 bilans tej wojny jest chyba dla wszystkich oczywisty. Nie
              wątpiłbym aż tak bardzo w umiejętności polityczne JPII, skoro
              potrafił prawie bezboleśnie zdemontować Imperium Zła. Komu innemu w
              dziejach udała się podobna sztuka? JP II swoim działaniem prostował
              drogi zapętlone przez innych. Zapętlone nie tylko w XX wieku, ale w
              całej historii ludzkości. Zło kiedyś posiane, za czasów papieża Jana
              Pawła II traciło swoją ostrość, a podziały sprzed wieków traciły
              stopniowo swoje znaczenie.

    • mama_kasia Re: 2 kwietnia 02.04.08, 08:54
      Isma, a możesz napisać, dlaczego akurat te teksty, a nie inne?
      • isma Re: 2 kwietnia 02.04.08, 09:50
        A z roznych powodow ;-P. Ale przede wszystkim dlatego, ze to takie
        bardzo... podstawowe rzeczy sa. Ze od tego, o czym tu mowa, sie
        zaczyna, na tym sie buduje.
        I jeszcze - ze mozna sie roznic w wielu sprawach, ale to, o czym Jan
        Pawel II mowi w tych partiach "Redemptor hominis", to jest chyba
        wszystkim chrzescijanom, niezaleznie od denominacji, wspolne.

        A inna rzecz, ze od kilku dni siedze w tym Pietraszce, co to
        kwietniowym wypisywalam - i to ujecie "zagarniecia calosci
        egzystencji" przez Chrystusa to bardzo podobne jest wink)).
        • mader1 Re: 2 kwietnia 02.04.08, 10:29
          a ja wczoraj dostałam do przeczytania homilie Kłoczowskiego
          wygłoszone niedługo po śmierci Jana Pawła II
          " ...Życie człowieka bez miłości pozbawione jest sensu. Nie wiem,
          dokąd zmierzam, jeżeli w moim życiu nie ma miłości. Czy jesteśmy
          skazani na takie doświadczenie ? Ono na pewno opisuje całe obszary
          naszych przeżyć w większym czy mniejszym nasyceniu. W życiu każdego
          z nas są jakże bolesne sytuacje braku miłości. Ale czy jestesmy
          skazani na ten brak ?
          I tutaj znajdujemy bardzo głębokie słowa wskazujące na to, jak
          Miłość może się do nas przybliżyć : ćzlowiek nie rozumie siebie,
          jeżeli " nie spotka się z Miłością, jeżeli nie dotknie i nie uczyni
          w jakiś sposób swoją "(10) Jest to opis niesłychanie piękny
          poetycko, a jednoczęsnie wnikliwy.
          Miłość zawsze jest darem, zawsze sie objawia. " Spotkanie miłości"
          łączy się w jakimś sensie ze zgodą na to, aby się objawiła. Ale
          spotkanie zawsze na początku pozostaje z jakimś dystansie. Miłość
          dopiero musi mnie dotknąć - jak dziewczyna kochająca swojego
          chłopaka; jak matka, która przytula dziecko - " i uczynić w jakiś
          sposób swoją". Miłość oswaja ; bylismy sobie obcy - miłość czyni nas
          swoimi; " człowiek nie znajdzie w niej żywego uczestnictwa" (10)
          jeżeli nie pozwoli się przeniknąc tej miłości To opis tego, jak
          miłość działa pomiędzy nami, w przestrzeni między " ja" a " ty". Gdy
          teraz w miejsce miłości wprowadzimy imię Jezus Chrystus, gdy
          porównamy nasze doświadczenie miłości bądź jej braku ( bo brak
          miłości też jest swoistym doświadczeniem miłości), może bliższa
          stanie się nam rzeczywistość Jezusa Chrystusa.... "
    • mader1 Re: 2 kwietnia 02.04.08, 10:05
      "... Trzeba przekazywać światu ogień miłosierdzia. W miłosierdziu
      Boga świat znajdzie pokój a człowiek szczęście ! To zadanie
      powierzam wam, drodzy bracia i siostry, Kościołowi w Krakowie i w
      Polsce oraz wszystkim czcicielom Bożego miłosierdzia, którzy tu
      przybywać będą z Polski i z całego świata. Bądźcie świadkami
      miłosierdzia !

      Akt zawierzenia świata Bożemu miłosierdziu

      Boże, Ojcze miłosierny,
      który objawiłeś swoją miłość
      w Twoim Synu Jezusie Chrystusie,
      i wylałeś ją na nas w Duchu Świętym, Pocieszycielu,
      Tobie zawierzamy dziś losy świata i każdego człowieka.
      Pochyl się nad nami grzesznymi,
      ulecz naszą słabość,
      przezwycięż wszelkie zło,
      pozwól wszystkim mieszkańcom ziemi
      doświadczyć Twojego miłosierdzia,
      aby w Tobie, trójjedyny Boże,
      zawsze odnajdywali źródło nadziei.
      Ojcze przedwieczny,
      dla bolesnej męki i zmartwychwstania Twojego Syna,
      miej miłosierdzie dla nas i całego świata!
      Amen."

      Najpiękniejszy moment Pielgrzymki 2002 roku... Mój Najmłodszy już
      całkiem spory, ale jeszcze go na świecie nie było... Taki mały dar,
      którego wcale miało nie być, a panoszył się i wiercił. Szczególnie
      wtedy, gdy byłam wzruszona. A wtedy byłam. Kręcił się ciekawie,
      dopukując sensu mojego poruszenia smile " Sluchaj, słuchaj... "
      poprosiłam go, głaszcząc brzuszek... Słuchał,ale wsłuchiwał się
      raczje we mnie niż Jego, ucząc się znaczenia słów i zdań po
      dziecięcemu - odbierając emocje najbliższych. No to wtedy zrozumiał,
      że cokolwiek tam, w tym nieznanym jemu świecie widzę czy słyszę,
      jest ważne.
    • nati1011 Re: 2 kwietnia 02.04.08, 12:33
      W wielkanoc leciał film o papieżu. Ten amerykański. Moim zdaniem
      dużo słabszy od polskiego, ale fragmenty obejrzałam.

      Bardzo smutno mi się zrobiło na fragmencie, jak papież mówił, że
      Polacy nie poprzestaną aż nie wywalcza sobie wolności, także
      wolności do wiary swoich przodków.

      Pomyślałam sobie, ze wolność wywalczyliśmy, tylko dlaczego
      przekształacamy ją w wolność od wiary. Mieliśmy być chrześijańskim
      tchnieniem w laicką Europę. Chyba jednak nie do końca wywiązujemy
      się ze swojej roli. I jakos szkoda mi, ze najbardziej słyszalnym w
      Europie głosem w obronie wartości chrześijańskich był głos
      Giertycha, a wielu innych natychmiast milkła, gdy media zaczynały
      starą, głupią śpiewkę: mówi pan/pani jak Giertych.

      Ostatnio czytałam o początkach wspólnej Europy. Jeden z jej
      pomysłodawców jest dziś kandydatem na ołtarze. Co takiego sie stało,
      że dziś ta sama Europa nie chce nawet sie przyznać do
      chrześijańskich korzeni. Jakby mało było Europie nauczki z
      przeszłości. Tak bolesną i długą lekcję przeszliśmy. Czy znów musimy
      ją powtarzać?
      • otryt Re: 2 kwietnia 02.04.08, 13:04
        nati1011 napisała:

        >Ostatnio czytałam o początkach wspólnej Europy. Jeden z jej
        >pomysłodawców jest dziś kandydatem na ołtarze.

        Kogo masz na myśli? Św. Benedykt z Nursji już dawno jest świętym,
        ale chyba nie o niego chodzi. Pozdrawiamsmile
        • isma Re: 2 kwietnia 02.04.08, 13:08
          Robert Schuman ma proces wink)) Beatyfikacyjny wink))
          • otryt Re: 2 kwietnia 02.04.08, 13:58
            Dzięki Ismo. Nie wiedziałem, że to sam ojciec założyciel UE jest
            kandydatem na ołtarze. On już jest na sztandarach Unii. Mam
            nadzieję, że nim nadal pozostanie, gdy zostanie świętym. Nie chcieli
            świętego Benedykta to będzie święty Robert. To bardzo dobry pomysł.
            Znając jednak przewrotność współczesnych polityków, można mieć
            obawy, czy i Roberta Schumana nie wykolegują z ojcostwa UE? A na
            sztandary powędrują zamiast niego męczennicy europejscy: Brandon i
            Fay. Mówisz, że oni nie z Europy? No problem! Nie takie rzeczy da
            się załatwić.
            • nati1011 Re: 2 kwietnia 02.04.08, 14:20
              otryt

              artykuł jest w ostatnim Gościu Niedzielnym. Polecam.
              • otryt Dziękuję, Nati:) /ntx 02.04.08, 14:34
          • nati1011 Re: 2 kwietnia 02.04.08, 14:19
            ot to. Dzikei Ismo. Ja zupelnie nie mam pamieci do dat czy nazwisk.
            Pamiętam sytuacje, wątek przyczynowy, ale nie nazwiska czy drobe
            szczegóły. To chyba też jakaś dyslekcja. smile))

            Do dzisiaj ciepło wspominam historyczkę z liceum, która przestała
            katowac mnie nazwiskami wodzów i datami bitew, za to była pod
            wrażeniem logicznego ciągu wydarzeń przedstawianego na kartkówkach i
            odpowiedziach. Dzieki niej mam na świadectwie z historii 5, choć z
            dat pamiętam tylko bitwę pod grunwaldem i II wojnę światową. smile))
            • isma Re: 2 kwietnia 02.04.08, 15:23
              wink)).

              Do cyferek ja tez nie mam glowy. Kiedys w liceum startowalismy z
              kolega (skadinad aktualnie sekretarzem redakcji Tygodnika
              Powszechnego, chi, chi) w konkursie o historii Krakowa - do druzyny
              dodano nam dziewczyne z innej klasy, ktora widzielismy na konkursie
              drugi raz w zyciu (i ostatni ;-(((). Ale wczesniej ustalilismy, ze
              ja sie wyucze zagadnien z kultury, on z historii w ogolnosci, a jej
              zostawilismy do wkucia na pamiec (niegruba) ksiazke pt. Kalendarium
              dziejow Krakowa, same daty wink)). Pomysl byl w swej prostocie
              genialny, tyle tylko, ze panna sie kalendarium NIE nauczyla, i
              musielismy jakos haftowac z nedznych zasobow naszych wlasnych
              pamieci ;-(((. Nie zapomne, jak lalam wode na temat dziejow
              stowarzyszenia robotniczego "Gwiazda", i katem oka zdolalam uchwycic
              na wyswietlanym za moimi plecami przezroczu z fotografia sztandaru
              tegoz stowarzyszenia date jego zalozenia...

              Nazwiska natomiast pamietam bezblednie. Na studiach sie ze mnie
              smiali, bo mozna bylo kilkusetstronicowy otworzyc slownik
              biograficzny teatru polskiego i podac dowolne nazwisko, a ja
              dopasowywalam do niego wlasciwe imie wink)). Szczegoly, zazwyczaj,
              pamietam tez wink))
    • mader1 Re: 2 kwietnia 03.04.08, 00:08
      21.37 Na Jana Pawła II znowu mnóstwo świec i zniczy. W moim kościele
      msza, wspólna " Barka". Ludzi tak dużo, że aż się " wylewali".
      Ta rocznica sprowadziła ich do Kościoła.
      Dariusz Karłowicz " Milczenie i mowa czynu..." ( w " Czuwanie" 1-8
      kwietnia 2005):
      "... Nie mam wątpliwości, że Papież czekał na nas ze swoją śmiercią.
      Nie odszedł przedwcześnie. Skonał. Czyje życie jest skończoną
      modlitwą, tego ostatnim słowem jest " amen". Wielcy duchem sami
      wybierają moment swojej śmierci. Czekał na nas. Dał nam czas, byśmy
      przystanęli, mogac posłuchać jego ostatniej katechezy, bysmy
      dostrzegli i zapamiętali ostatnią jego encyklikę o smierci,
      cierpieniu, odkupieniu. Jest jego wolą, żebyśmy przemyśleli związek
      tej encykliki z tajemnicą Bożego Miłosierdzia.
      Niewiele z tego jeszcze rozumiem. Mam niejasne przeczucie, że chodzi
      o związek między cierpieniem a zdolnością do znoszenia ciężarów
      innego, że niepodobna pomóc, jesli nie wyznamy z pokorą własnej
      ułomności. Tak jakby tylko ten, komu brakuje, mogł naprawdę dać,
      jakby drogą do miłosierdzia było przyjęcie cierpienia.
      Kto nie zaznał cierpienia ni razu, ten nie jest zdolny przekroczyć
      horyzontu własnego egoizmu, bo wspólnota miłosierdzia jest wspólnotą
      tych, którzy zdolni są wyznać swoją słabość, wspólnotą pokornych. Z
      pewnością więc encyklika cierpienia, śmierci, miłosierdzia jakoś
      odsyła nas do doświadczenia " Solidarności". Wzywa do tego, by
      rozpocząć wielkie ćwiczenia z wyobraźni miłosierdzia.
      Bogu z serca dziękować to wielki dar. Wczoraj do północy z żoną i
      synkami chodziliśmy po alei Jana Pawła II w Warszawie. Był dzień
      pogrzebu. Wszędzie płonęły świece. Wyglądało, jakby wybuchł wulkan i
      języki ognistej lawy zalewały chodniki, trawniki, małe place. Ludzie
      szli niespiesznie, skupieni, pogodnie smutni i sami chyba zaskoczeni
      ogromem swojej wdzieczności. Wulkan wdzieczności ? W Roku
      Eucharystii wielkie narodowe dziękczynienie. Tylko ślepy nie widzi
      dziś wielkiego wylewu łaski.
      Człowiekowi wiary trudno powstrzymać się od pytania, na co chce
      przygotować nas Bóg dając nam tak dużo. Na jak wielką pracę ?
      Na jak wielkie dzieło ? Na jak wielkie cierpienie ? "

      Może nie macie cierpliwości czytać. Bardzo chciałam podzielić się z
      Wami tym tekstem, przeczytanym dziś wśród wielu innych, na
      zakończenie.
      Coraz częściej zdarza mi się chcieć podzielić z Wami tym, co
      przeczytałam. Choroba jakaś, czy co ? smile
      • isma Re: 2 kwietnia 03.04.08, 08:31
        mader1 napisała:

        > Coraz częściej zdarza mi się chcieć podzielić z Wami tym, co
        > przeczytałam. Choroba jakaś, czy co ? smile

        No tez na to cierpie, juz od dluzszego czasu wink)).

        A wczoraj: mysmy sobie 21.37 odpuscili, bo mnie sie wyklarowala,
        niestety, wieczorno-nocna robotka ;-(((.
        Alesmy po poludniu na Msze sw. poszli - taka, wiecie, jak lubie, bez
        fajerwerkow, bez Barek i kolysania swieczkami. Nadzwyczajnie
        zwyczajna. Ladna rzecz ks. bp. Pieronek powiedzial - ze niby duzo o
        Ojcu sw. wiemy, wiemy tez sporo o jego cierpieniu fizycznym, ale
        niewiele wiemy - i pewnie wiele nie bedziemy wiedziec - o tym, ze
        cierpial tez duchowo.
        • otryt Cierpienie duchowe Jana Pawła II 07.04.08, 12:38
          isma napisała:

          >Ladna rzecz ks. bp. Pieronek powiedzial - ze niby duzo o
          >Ojcu sw. wiemy, wiemy tez sporo o jego cierpieniu fizycznym, ale
          >niewiele wiemy - i pewnie wiele nie bedziemy wiedziec - o tym, ze
          >cierpial tez duchowo.

          No właśnie. Nie potrafię nic o tym powiedzieć. Słyszałem o
          cierpieniach duchowych innych ludzi Kościoła, ale dlaczego nic nie
          wiadomo o cierpieniu duchowym JPII? Ostatnio czytałem o
          cierpieniach duchowych Matki Teresy z Kalkuty i francuskiego
          teologa Yves Congara. Pisali o tym w swoich pamiętnikach. Jan Paweł
          II jak mało kto był człowiekiem szukającym Prawdy przez duże P. To
          zawsze wiąże się z cierpieniem. W piśmie "W drodze" nr 10/2007 o.
          Mateusz Przanowski OP pyta:

          "3. Czy do tego stopnia pragnę poznania prawdy, że jestem gotów
          przejść przez rozmaite próby, w których szorstkość ludzi Kościoła
          będzie jedną z największych?

          ..........

          SZORSTKOŚĆ
          Przynosili Mu również dzieci, żeby ich dotknął; lecz uczniowie
          szorstko zabraniali im tego. A Jezus, widząc to, oburzył się i rzekł
          do nich: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie
          przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże” (Mk
          10,13–14).
          Czym jest szorstkość Kościoła? Szorstkość wynika z grzechów uczniów
          Chrystusa i jest ich cechą w każdym czasie, a ujawnia się wtedy, gdy
          odpędzają innych od Jezusa. To zachowanie budzi Jego jednoznaczne
          oburzenie. Szorstkość przybiera nieraz ogromne rozmiary i jest jakby
          zszywaniem na nowo zasłony przybytku, która rozdarła się chwilę po
          śmierci Jezusa, odsłaniając przed całym światem świętą obecność Boga
          (Mk 15,38). Z reguły jednak szorstkość Kościoła dotyka chrześcijan
          jako jakaś codzienna uciążliwość, dziwactwo, czasem małostkowość
          albo po prostu pospolite chamstwo. Wydaje mi się, że zmierzenie się
          z nią czeka w Kościele każdego, kto z całego serca pragnie spotkać
          Chrystusa. Aby Go spotkać, przynajmniej jeden warunek musi zostać
          spełniony. Jest nim głęboko zakorzenione pragnienie poznania prawdy
          i świadomość, że trzeba za to zapłacić pewną cenę, którą najczęściej
          będzie właśnie zmaganie się z codzienną szorstkością ludzi Kościoła.
          Wielką tajemnicą istnienia Kościoła jest to, że dla ludzi, w których
          pragnienie poznania Chrystusa było niesłychanie intensywne, jego
          szorstkość okazywała się szczególnie dokuczliwa.

          Szorstkość Kościoła staje się jednak w naszych czasach coraz
          bardziej nie do wytrzymania dla wielu ludzi. Myliłby się jednak ten,
          kto sądziłby, że dzieje się tak, ponieważ Kościół jest ostatnio
          bardziej antypatyczny, niż był kiedyś. To mocniejsze uczulenie na
          wszelkie przejawy słabości w Kościele bierze się z tego, że człowiek
          pada dziś bardzo często łupem nowoczesnej odmiany faryzeizmu, o
          której mówił Chrystus: „podobni jesteście do grobów pobielanych,
          które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości
          trupich i wszelkiego plugastwa” (Mt 23,27). Najnowszych faryzeuszy
          jest najwięcej wśród mistrzów reklamy i specjalistów od wizerunku.
          Człowiek jest traktowany jako potencjalny konsument idei i towarów.
          Robi się z niego „boga”, kusi, kokietuje, wmawia mu się wyjątkowość,
          czyni się go przedmiotem fałszywej sympatii. To jednak tylko
          pułapka, za którą najczęściej kryje się wielkie nic. Nie można
          zapominać, że szorstkość jest nie do wytrzymania dla tych, którzy są
          przyzwyczajeni do tego, że się ich nieustannie kokietuje i nimi
          manipuluje."

          Przyznam, że ja również źle znoszę tego rodzaju szorstkość. Pierwsza
          myśl: odejść od tych szorstkich ludzi. Nie mieć z nimi nic wspólnego.
      • otryt Re: 2 kwietnia 03.04.08, 09:27
        mader1 napisała:

        >Nie mam wątpliwości, że Papież czekał na nas ze swoją śmiercią.
        >Nie odszedł przedwcześnie. Skonał. Czyje życie jest skończoną
        >modlitwą, tego ostatnim słowem jest " amen". Wielcy duchem sami
        >wybierają moment swojej śmierci. Czekał na nas. Dał nam czas, byśmy
        >przystanęli, mogac posłuchać jego ostatniej katechezy, bysmy
        >dostrzegli i zapamiętali ostatnią jego encyklikę o smierci,
        >cierpieniu, odkupieniu.

        Mader, bardzo lubię te wygrzebane przez Ismę teksty. Znaleziony
        przez Ciebie tekst Dariusza Karłowicza też jest perełką. Chętnie to
        czytam. Nigdy dość nazwisk mądrych ludzi, którzy dość rzadko
        pojawiają się w medialnym obiegu. Nigdy dość mądrych słów.

        Miałem dokładnie takie samo odczucie, że nie odszedł przedwcześnie.
        To było trudne odchodzenie i bolesne, dla wielu, którzy Go kochali.
        Odnosiłem jednak wrażenie, że przez te wszystkie lata udzielił nam
        wszystkich możliwych lekcji. Jakże inne było moje odczucie 13 maja
        1981 w dniu zamachu na Jana Pawła II. Dlaczego tak szybko? – rodziło
        się rozpaczliwe pytanie. Przecież tak wiele ma nam jeszcze do
        powiedzenia. Na szczęście Bóg wysłuchał modlitw milionów ludzi,
        Matka Boża dopomogła zmieniając tor lotu pocisku.

        Ksiądz z mojego kościoła powiedział wczoraj, że JPII nie bał się
        ujawnienia światu III tajemnicy Fatimskiej. Miał wtedy zginąć na
        placu świętego Piotra, jednak modlitwy zostały wysłuchane. Pamiętam
        dzień w czerwcu 2000, kiedy oficjalnie ogłoszono ustami kardynała
        Josepha Ratzingera treść III tajemnicy. Komuś jednak wyraźnie
        zależało, aby do ludzi to nie dotarło, aby zagłuszyć czymś tę
        informację. W tym dniu dwie informacje zdominowały media: pierwsza
        to informacja o odkryciu ludzkiego genomu, druga o treści Tajemnicy
        Fatimskiej. Rok później doczytałem się, że genom został wtedy
        odkryty jedynie w 90% i zostało jeszcze trochę do odkrycia. To
        żmudna praca na całe lata. Jednak wybrano właśnie ten dzień spośród
        wielu możliwych. Ani wcześniej ani później nie robiono tego aż z
        takim rozgłosem, genom był nieobecny w mediach. Gdzieś między
        wierszami i w komentarzach pojawiała się informacja: „to odkrycie
        sprawi, że będziecie nieśmiertelni.” Gdy słyszę te słowa zapala się
        u mnie czerwona lampka ostrzegawcza, że gdzieś już te słowa
        słyszałem. Była jeszcze jedna sytuacja. Na początku lat 90-tych
        rosyjski bioenergoterapeuta Kaszpirowski przeprowadzał poprzez
        polską telewizję regularne cotygodniowe seanse, w których
        uczestniczyły miliony ludzi. W którymś momencie podczas takiego
        seansu powiedział, że człowiek ma olbrzymie możliwości, może nawet
        być nieśmiertelnym. Nauka o śmierci, jaką dał nam nasz Papież mówi
        całkiem co innego.
        • nati1011 Re: 2 kwietnia 03.04.08, 10:37
          otryt napisał: Gdzieś między
          > wierszami i w komentarzach pojawiała się informacja: „to odkrycie
          > sprawi, że będziecie nieśmiertelni.” Gdy słyszę te słowa zapala
          się
          > u mnie czerwona lampka ostrzegawcza, że gdzieś już te słowa
          > słyszałem. Była jeszcze jedna sytuacja. Na początku lat 90-tych
          > rosyjski bioenergoterapeuta Kaszpirowski przeprowadzał poprzez
          > polską telewizję regularne cotygodniowe seanse, w których
          > uczestniczyły miliony ludzi. W którymś momencie podczas takiego
          > seansu powiedział, że człowiek ma olbrzymie możliwości, może nawet
          > być nieśmiertelnym. Nauka o śmierci, jaką dał nam nasz Papież mówi
          > całkiem co innego.

          Nie Otryt, możemy być nieśmiertelni, a właściwie jesteśmy. Tylko, że
          my myślimy o nieśmiertelności pełnej radości w Niebie, a świat za
          wszelką cenę szuka wiecznego życia na ziemi. Życie dla świata jest z
          jednej strony wartością nadrzędną - dążą do tej "nieśmiertelnosci"
          dosłownie po trupach. Zabijając embriony, tworząc hybrydy,
          eliminując wszystko co chore, stare, ułomne... Dziwne to uwielbienie
          życia budowane na śmierci.

          Ogłoszenie tajemnicy Fatimskiej zagłuszyli w mediach, ale rekolekcji
          papieskich już się nie dało. Cały świat patrzył na umieranie
          starego, chorego człowieka. I cały świat widział jak wielkie życie
          sie z tej śmierci rodzi. Ten obraz w nich pozostanie. On wrył sie
          głęboko w ich serca czy tego chcą czy nie chcą. I ja mam nadzieję,
          że encyklika umierania, którą pozostawił nam papież dla niejednego
          będzie ostatnią deską ratunku, za którą się złapie gdy zobaczy, że
          świat, na którym budował całe swoje życie wali sie w pył. A wtedy
          Jan PAweł II wyciągnie do niego rękę i przeprowadzi przez
          najtrudniejszy most wprost w objęcia Ojca.

          Pytacie na co chciał na Bóg przygotować? A czy masowe odchodzenie od
          chreścijaństwa całych narodów nie jest wystarczająco straszne?
          Papież często mówił o cywilizacji śmierci. Zbudowaliśmy jej już
          ogromną świątynię. Jesteśmy coraz bogatsi, coraz zdrowsi, coraz
          dłużej żyjemy.... Tylko radości w nas coraz mniej. Wystarczy włączyć
          telewizję czy wyjść na ulicę by zobaczyć jak rozpaczliwie próbujemy
          zapełnić czymś pustkę, nie wiedząc, że życiaodajny płyn jest tuż
          obok.

          Potrzeba nam cierpienia, bólu, straty... Dpoiero wtedy patrzymy do
          Góry. Jak wszystko idzie dobrze zaczyna nam się wydawać, ze jesteśmy
          samowystarczalni, nie potrzebujemy Boga. Musi zaboleć, byśmy nie
          mówili jak pani Senyszyn, że nam jest dobrze na ziemi i nie chcemy
          iść do żadnego nieznanego Nieba...
          • isma "Mezowie galilejscy, dlaczego stoicie... 03.04.08, 11:19
            ...i wpatrujecie sie w niebo?"

            No wiec nie, nie. Trzeba wyraznie powiedziec: to nic zlego, ze jest
            nam dobrze na ziemi. Tu stoimy. Z tej ziemi wyrastamy. Na tej ziemi
            otrzymujemy dobro i dobro mozemy darowywac. Sam Bog na te ziemie
            zstapil przez Swoje Wcielenie, i tym samym ja uswiecil. Ta
            codziennosc czlowieka (o ktorej w tym drugim fragmencie z Redemptor
            hominis pisze Jan Pawel II - o wiernym wypelnianiu swojego
            powolania, o oddaniu i sluzbie czlowiekowi), to ziemskie zycie - nie
            jest "pustka"!

            Tyle ze trzeba w nim miec perspektywe - i ciagle je w tej
            perspektywie badac - wpatrywania sie w niebo, o.
            • nati1011 Re: "Mezowie galilejscy, dlaczego stoicie... 04.04.08, 11:40
              Ależ mnie tez jest dobrze na ziemi. Jak siedzę na dywanie i bawie
              sie z dziećmi, albo jak idę górską drogą, albo.... ogólnie jest mi
              dobrze. Nawet jeżeli todobrze jest tak często przerywane chorobami i
              dolegliwościami. A jaka szcześliwa jestem, gdy po dniu cieżkiej
              pracy kładę się spać widząc tej pracy efekty....

              Ale w tym pięknym świecie ciągle napotykam na śmierć. I gdyby nie
              perspetywa Nieba, to chyba umarłabym ze strachu przed śmiercią,
              kalectwem, nędzą...

              Moja mama opowiada, że babcia bardzo się śmierci bała. Na samo
              wspomnienie dostawała drgawek. Mimo dość głębokiej formacji
              duchowej, uczestnictwa przez lata w życiu Kościoła i grupy odnowy
              duchowej. Wiele lat przed śmiercią ciężko chorowała. Było wiadomo,
              że pomału umiera. A ciągle na każdą modlitwę czy sugestię o
              przygotowaniu się na smierć wpadała w paniczny lęk. Może dlatego
              musiała umierać nieprzytomna, od wielu lat pozbawiona zmysłów i
              kontaktu ze światem.
              • isma Re: "Mezowie galilejscy, dlaczego stoicie... 04.04.08, 12:19
                A bo moim osobistym zdaniem gotowosc na smierc to jest sprawa nie do
                konca zalezna od wiary. Tak sobie rozne smierci obserwujac, mysle,
                ze najpierw trzeba umiec godzic sie z wlasnym zyciem w wymiarze
                czysto ludzkim. Akceptowac to, co sie zdarzylo. Uznac za sensowne. I
                wtedy mozna umierac wink)).

                A czy za to czlowieka czeka jakas "nagroda w niebie", to juz jest
                troche inna sprawa. Zwlaszcza ze ja np. mam dosyc ugruntowane
                przeswiadczenie, ze "zasluzyc" sobie na nic w tej kwestii nie moge.
                Jak to sie genialnie mowi w moim ulubionym kanonie
                rzymskim, "rowniez nam, Twoim grzesznym sługom, ufajacym w Twoje
                milosierdzie, daj udzial we wspolnocie z Twoimi swietymi Apostolami
                i Meczennikami (...), prosimy Cię, dopusc nas do ich grona nie z
                powodu naszych zaslug, lecz dzieki Twojemu przebaczeniu."
      • mama_kasia Re: 2 kwietnia 03.04.08, 09:38
        Mader, dziękuję smile

        W Roku
        > Eucharystii wielkie narodowe dziękczynienie. Tylko ślepy nie widzi
        > dziś wielkiego wylewu łaski.
        > Człowiekowi wiary trudno powstrzymać się od pytania, na co chce
        > przygotować nas Bóg dając nam tak dużo. Na jak wielką pracę ?
        > Na jak wielkie dzieło ? Na jak wielkie cierpienie ?

        Trochę się nad tym zamyśliłam.
    • mader1 Re: 2 kwietnia 02.04.09, 21:19
      " wdzięczny za wszystko, wraz z całą wspólnotą Kościoła w Polsce powtarzam wobec
      Jezusa Miłosiernego: "Jezu Ufam Tobie". Niech to szczere wyznanie przynosi
      ukojenie kolejnym pokoleniom w nowym tysiącleciu. Bóg bogaty w miłosierdzie
      niech wam błogosławi !
      ( a na końcu, cóż powiedzieć ? Żal odjeżdżać !)
      • mamalgosia Re: 2 kwietnia 02.04.09, 21:35
        Codziennie o Nim myślę.
        Codziennie modlę się za Jego wstawiennictwem.
        Codziennie za Nim tęsknię
      • mama_kasia Re: 2 kwietnia 02.04.09, 22:39
        Właśnie wróciłam z kościoła...
        ...Tyle myśli.
        "Abba, Ojcze" śpiewaliśmy. A ja to pamiętam z Gdańska. Byłam wtedy na studiach. Wróciły różne wspomnienia.

        "Bo Kościół jak drzewo życia
        W wieczności zapuszcza korzenie
        Przenika naszą codzienność
        I pokazuje nam Ciebie."
        Trochę ostatnio problemów u mnie z Kościołem, ...w tym małym
        wymiarze. ...Prosiłam JPII o modlitwę za moją parafię.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka