Dodaj do ulubionych

proszę o zachętę...

04.04.08, 00:58
...dla przyszłej młodej mamysmile tzn. co powiedzieć młodej mężatce, która ma bardzo ambiwalentne uczucia względem decyzji o pierwszym dziecku. Z jednej strony chciałaby przed 30-tką, mąż chce, warunki są... z drugiej - kończy drugie studia, chciałaby, oprócz tego, co robi obecnie - założyć firmę, zacząć zbierać plony z wieloletniego inwestowania w siebie, boi się utraty własnego życia, boi się ciąży, porodu... a jednak ciągle myśli o tym temacie, choć raczej z egoistycznych pobudeksmile ale z drugiej strony - czy ktoś decyduje się na dziecko z czystego altruizmu? gdybym miała na niego czekać, to pewnie do końca życia pozostałabym bezdzietna. Więc co mi poradzicie?smile

ps modlę się by Pan Bóg jakoś mi pomógł wszystko poukładać

pozdrawiam, szyszunia
Obserwuj wątek
    • nati1011 Re: proszę o zachętę... 04.04.08, 08:37
      stare powiedzneie mówi, że nigdy nie ma dobrego czasu na dziecko i
      równocześnie każdy jest dobry.

      argumenty "za"
      - im poźniej tym trudniej zdrowotnie. Każdy rok po 25 roku życia to
      może być - choć nie musi - trudniejsza ciaża.
      Jeżlei ktoś nie chce poprzestać na 1 dziecku to tym bardziej
      powinien zaczac przed 30-tką. Na wiele rzeczy kobieta ma czas, ale
      na rodzenie dzieci w zasadzie tylko 20 lat.
      Dziecko tak naprawdę wyłącza z życia zawodowego na 6 miesięcy
      (zakładając, ze wszystko idzie zgodnie z planem) Potem można
      stopniowo wracać do pracy.
      - dziecko nie musi ograniczać. W tym czasie można robić inne rzeczy.
      Np w ciaży kurs czy szkolenie, może nawet studia. Ja w ciaży
      zdobywałam uprawnienia zawodowe, na co nie miałam czasu pracując, a
      po ciąży poszłam na studia i założyłam działalność.

      Ale tak naprawdę to nie zdołasz nikgo przekonać do dziecka. tą
      decyzję trzeba podjąć samemu smile))
    • mmk9 Re: proszę o zachętę... 04.04.08, 09:09
      Rozbiegana, przestraszona, wszystkie sroki za ogon... Pięknie. Niech
      ona usiądzie i posiedzi godzinkę, pomyśli, jakie jeszcze zadania
      sobie narzucić smile No i wszystko do wykonania przed 30-tką,
      oczywiście. Powiedziałabym jej "wolniej , dziewczyno, wolniej. Znane
      są bowiem przypadki zostania matką kilkorga dzieci po 35-tce jak też
      przypadki załozenia firmy po 40-tce. Jak tez przypadki nerwic i
      niezachodzenia w ciążę od latania z wywieszonym językiem.
    • samboraga Re: proszę o zachętę... 04.04.08, 11:57
      czy dobrze zrozumiałam, że pytasz o znajomą? to...wydaje mi się, że to jest
      sprawa między Nią, a mężem...
      • franula Re: proszę o zachętę... 04.04.08, 12:02
        nikogo bym do takiej decyzji nie motywowała i nie zachęcała, to
        każdy musi taka decyzję podjąć sam tzn. w małżeństwie, w końcu sam
        będzie ponosić konsekwencjesmile

        Można opowiedzieć jak było u mnie. Co mnie się wydaje. I tyle.
      • isma Re: proszę o zachętę... 04.04.08, 12:32
        No, wlasnie. To sa sprawy, co do ktorych nikogo, chyba, nie
        mozna "zachecac". Ani do pierwszego dziecka, ani do drugiego, ani do
        wielodzietnosci wink)).

        Ja zakladam, ze w takich sprawach ma sie prawo mowic o wlasnym
        doswiadczeniu: macierzynstwo zmienilo w MOIM zyciu to i to... Ale
        bym sie nie powazyla na uogolnianie tych doswiadczen, a juz
        zwlascza - aplikowanie uogolnienia do konkretnej osoby. I sama tych
        doswiadczen nie majac, tez bym sie chyba nie powazyla na opowiadanie
        o zaslyszanym od znajomych i sasiadkek. Nie w tej sprawie.

        I na marginesie, odnosnie do tego szczegolu, ze dziecko "zazwyczaj"
        wylacza z pracy zawodowej na pol roku. Tak technicznie, to dzieci
        owszem, po uplywie tego pol roku wprawdzie sie znacznie
        usamodzielniaja, ale jeszcze dlugo, dlugo pozniej np. choruja (i to
        bez planu, niestety), co dla pracodawcy nie jest specjalnie
        komfortowe. Gdyby chodzilo tylko o macierzynski, to kazdy pracodawca
        jakos te pol roku by przecierpial.

        A po drugie - widzialam takie rodziny, w ktorych urodzily sie dzieci
        odrobine "felerne". Np. jak moje, bezglutenowe. I nagle sie okazalo,
        ze jest duze rozczarowanie. "A mysmy sie spodziewali...": ze np.
        bedzie mozna pojechac na wczasy za granicie (a tu guzik, bo diety
        nie mozna utrzymac), ze poslemy do zlobka (a tu patrz wyzej...), ze
        odetchniemy, wysylajac na kolonie (a tu patrz wyzej) itd.

        Wedle mnie, prawda jest taka, ze odpowiedzialnie decydujac sie na
        dziecko trzeba sie liczyc z perspektywa, duzego slowa uzyje, ofiary.
        Od czlowieka zalezy, czy potrafi ofiarowywac z radoscia, czy nie. Od
        okolicznosci, czy ta ofiara jest bardziej czy mniej radykalna.
        Ale zawsze jest, nie ma co slodzic, ze dziecko wlasciwie prawie nic
        w zyciu nie zmienia - a jesli, to tylko na lepsze wink)).
        • mader1 Re: proszę o zachętę... 04.04.08, 12:49
          > I na marginesie, odnosnie do tego szczegolu, ze
          dziecko "zazwyczaj"
          > wylacza z pracy zawodowej na pol roku.

          Taaa... moje dzieci kompletnie zmieniły moje życie. Ono się całkiem
          zmieniło - ale oczywiście ja się na to zgodziłam smile
          A też na początku myslałam nie tyle o pół roku, co o 5 miesiacach tongue_out
          • isma Re: proszę o zachętę... 04.04.08, 12:57
            No bos Ty odpowiedzialna jest wink)).

            A na marginesie - choc nie bez zwiazku z tematem - to niestety
            podroz IC 1301 w poniedzialek o swicie odpada: M. wlasnie
            triumfalnie wkroczyla w kolejne zapalenie oskrzeli. Zatem wychodzi
            na to, ze jednak ja mam ten dyzur wziac wink)).
            • mader1 Re: proszę o zachętę... 04.04.08, 13:20
              No i tak właśnie dzieci zmieniają nasze plany... Mało tego, jak
              pamiętasz, po jakimś czasie inteligentna matka ma w planie
              ewentualną koniecznośc zmiany planów smile))) w ten sposób zwiększając
              iloraz tejże w nieskończoność. Nagłe zmiany planów, stopniowe zmiany
              planów, zmiany strategii, zmiany poglądów i spojrzenia a potem
              powroty do wypróbowanych metod .... smile)))))
              Ucałuj.
              • isma Re: proszę o zachętę... 04.04.08, 13:36
                No. Przy czym matka tym rozni sie od ojca (nie wiem, czy ogolnie,
                czy u nas osobniczo), ze matka niezmordowanie konstruuje te rozne
                warianty na wypadek zmieniajacych sie okolicznosci, ojciec zas
                zaklada, ze skoro wszystko moze sie zdarzyc, to w ogole nic planowac
                nie ma sensu wink)).
                • mader1 Re: proszę o zachętę... 04.04.08, 13:41
                  albo nie ma sensu zmieniać planów smile))) jakoś to będzie smile)) i
                  przewidywać - jest nas dwoje, ona pewnie przewidziała smile)))
                  i wystarczy zadać niewinne pytanie" to co robimy ?" , żeby otrzymac
                  wszystkie możliwe warianty z rozrysowanymi konsekwencjami smile)))

                  Dal równowagi zostawiłam mu dziedziny, w których gdy mu mózg się
                  grzeje, niewinnie pytam " to co robimy ?" smile))
                  • isma Re: proszę o zachętę... 04.04.08, 13:49
                    Zawsze podejrzewalam, ze - wbrew pozorom - mamy tego samego meza ;-
                    ))).
          • nati1011 Re: proszę o zachętę... 04.04.08, 13:57
            Ja mówiłam o minimum. I czasem sie to udaje. Czasem nie. Choćby
            dlatego, ze nie da sieprzewidzieć ani jak przebiegnie ciaża, ani
            jakie bedzie dziecko. Ale to miał byc watek zachęcający, a nie
            szukający wszystkich "przeciw". chodziło mi raczej o to, ze jak sie
            chce i jest taka potrzeba, to czasem można pewne rzeczy zmienić - np
            pracę etatową na wolny zawód, który dużo lepiej pozwala godzić prace
            z chorujacymi dziećmi.

            Mój mały od października średnio jest w przedszkolu 5 dni w miesiacu
            (w marcu załapał się na ostatni i znów ma ropny katar). W zaden
            sposób nie pogodziłabym tego z pracą etatową.

            Kiedyś już to pisałam - że jezeli chodzi o dzieci nikt nie jest w
            stanie zpalanować 25 lat do przodu. Tyle może się wydarzyć i złego i
            dobrego, ze nie wiem czy planowanie ma wogóle jakikolwiek sens.

            Cieżko, trudno? Penie! Ale jak pięknie i szczęśliwie smile))
        • magdalaena1977 Re: proszę o zachętę... 04.04.08, 13:48
          isma napisała:
          > A po drugie - widzialam takie rodziny, w ktorych urodzily sie dzieci
          > odrobine "felerne". Np. jak moje, bezglutenowe. I nagle sie okazalo,
          > ze jest duze rozczarowanie. "A mysmy sie spodziewali...": ze np.
          > bedzie mozna pojechac na wczasy za granicie (a tu guzik, bo diety
          > nie mozna utrzymac), ze poslemy do zlobka (a tu patrz wyzej...), ze
          > odetchniemy, wysylajac na kolonie (a tu patrz wyzej) itd.
          Uważam, że przesadzasz. Nie widzę problemu z wyjazdem za granicę z rodziną z
          zachowaniem diety bezglutenowej. A dla starszych dzieci są specjalne
          bezglutenowe kolonie i obozy.
          Przecież to tylko drobna niedogodność żywieniowa i nie powinna determinować
          całego życia osoby na diecie.
          • isma Re: proszę o zachętę... 04.04.08, 13:51
            Nie ja. Ci, ktorych znam. Ale to ich pierwszy "feler" w zyciu wink)).
    • szyszunia11 Re: proszę o zachętę... 04.04.08, 12:28
      proszę o zachętę dla siebie nie dla znajomejsmile tylko użyłam takiej "zaowalowanej formy"smile... wiem, że to tylko moja decyzja, tzn. moja i męża, ale i takl właśnie takich argumentów "za" potrzebuję, one mnie podnoszą na duchusmile bardzo Wam dziękuję!!
      • mader1 Po co nam dzieci ? 04.04.08, 12:34
        wiele, wiele lat temu zabawiłyśmy się i napisałysmy wątek pod tym
        tytułem
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16182&w=15837217&a=15837217
        Zapomniałam już, co tam napisałam wink
        Dzieci.... dają poczucie siły i bezsiności. Są pretekstem do
        przemeblowania swojego życia. do ciągłego pytania " po co ?" Do
        zanurzenia się w siebie, swoje uczucia, do poznania siebie smile
        • mader1 Re: Po co nam dzieci ? 04.04.08, 12:44
          a... przeczytałam sobie ten zarchiwizowany wątek. Ależ Wy pieknie
          napisalyście. I... Brucha, cieszę się, ze ciagle coś tam skorbniesz
          od czasu do czasu... I spojrzałam, że jednak trochę nas weteranek
          jest...

          Potwierdzam to, co napisała Verdana. Świetnie jest mieć nastolatki.
          Wiecie, ze one same potrafią przynieść bilet na koncert - i dla Was ?
          Powiedzieć od niechcenia " A, kupiłam też dla Ciebie, bo wiem, że
          lubisz. "
          Albo przeczytać z książki jakiś fragment i... okazuje się, że to ten
          sam, który ty kiedyś uwielbiałaś smile)))
          Ale my Cię Szyszunia nie namawiamy, my uwielbiamy mieć dzieci smile
          .... "jak śpią".... smile))))
      • kulinka3 Re: proszę o zachętę... 04.04.08, 12:43
        Jeśli jesteś katoliczką, to poszukaj również w nauce kościoła wskazówek w tym
        względzie.
    • sion2 Re: proszę o zachętę... 04.04.08, 13:07
      Zgadzam sie z Ismą, zachecac CIEBIE nie mogę. Moge powiedziec czego
      sama jestem swiadkiem aczkolwiek wokol siebie wiec moje slowa beda
      bez uwzglednienia wszystkich okolicznosci wymienionych osob ale
      prawdziwe - zapewniam.
      Jakos tak mam ze spotykam wiele kobiet ktore boja sie decyzji o
      dziecku. gdy w koncu zdecyduja sie z rozsądku - nie znam ŻADNEJ
      ktora by tej decyzji żałowała, a mowie o 6 kobietach.
      X bardzo sie bala ciazy, dziecka, nie chciala. Najwazniejsza byla
      praca, lęk że straci pracę, że bedzie musiala siedziec w domu i "nic
      nie robic". Zdecydowala sie z rozsądku w wieku 28 lat. Cala ciaze
      zadnego zachwytu, zadnego wyczekiwania, wlasciwie myslala tylko o
      sobie, ile przytyla i jak szybko wroci do formy po porodzie. Nie
      kręcilo jej kupowanie slicznych ubranek i wybieranie wozka. Nie
      cierpiala rozmow o dziecku. Gdy urodzila dostala okropnego zapalenia
      piersi - przez tydzien nie zajmowala sie dzieckiem w ogole. Bylam u
      nich po miesiacu, zauwazylam pierwsze przejawy milosci. Po 3
      miesiacach... inna kobieta. Co chwila "moje kochanie" "jak ja cie
      kocham" "mamusia niezastąpiona jest" caluski i gilgotki co 5
      minut.Wróciła do pracy po 5,5 miesiacach z trudem i zalem. Po pracy
      gna do domu. uwielbia kupowac ciuszki i zabawki.

      Y takze z rozsadku sie zdecydowala na dziecko. urodzila corke 7 lat
      temu majac 26 lat. zajmowala sie nia tyle o ile, duzo babcia
      pomagala, jako tlumaczka duzo pracowala w domu. twierdzila ze to jej
      pierwsze i ostatnie dziecko. gdy dziewczynka miala 2 latka Y zaczela
      niesmialo przebakiwac ze byc moze kiedys dla dobra dziecka, aby nie
      bylo jedynaczka, zdecyduje sie na drugie dziecko. gdy cora miala 3
      latka niesmiale planowanie zmienilo sie w pragnienie drugiego
      dziecka. probowali z męzem 1,5 roku, raz poronila. zaczela miec
      niemal obsesje na punkcie posiadania drugiego dziecka gdyz cora z
      roku na rok robi sie fajniejsza i bardzo zdolna. Udalo sie, zaszla w
      ciaze. Ma teraz core 7 lat i synka 1,5 roku. Jest szczesliwa.

      Z do 33 roku odkladala zajscie w ciaze. bala sie, uwielbiala
      podroze, prace. zdecydowala sie po dlugich namowach męża. gdy
      urodzila dziecko zakochala sie w nim po uszy, karmila piersia 2 lata
      zeby alergii nie mialo. po 4 latach zapragnela drugiego dziecka,
      bardzo. niestety juz za pozno dla niej, 2 poronienia i koniec
      marzen. nie moze sobie darowac.

      I tak moglabym bez konca (no prawie).
      • magdalaena1977 Re: proszę o zachętę... 04.04.08, 13:22
        > gdy dziewczynka miala 2 latka Y zaczela
        > niesmialo przebakiwac ze byc moze kiedys dla dobra dziecka, aby nie
        > bylo jedynaczka, zdecyduje sie na drugie dziecko.
        Jako jedynaczkę naprawdę wkurzają mnie takie wypowiedzi.
        • isma Re: proszę o zachętę... 04.04.08, 13:39
          A ja sie uodpornilam. Jesli ktos ten poglad aplikuje do wlasnych
          planow rodzinnych (jak w tym przypadku), to jego sprawa. I jego
          dziecka (ktore niekoniecnzie musi ten poglad podzielic ;-O).

          Natomiast jak mnie usiluje w tym duchu pouczac, to owszem, potrafie
          byc STRASZNA wink)).
          • sion2 Re: proszę o zachętę... 04.04.08, 14:02
            isma napisała:

            > A ja sie uodpornilam. Jesli ktos ten poglad aplikuje do wlasnych
            > planow rodzinnych (jak w tym przypadku), to jego sprawa. I jego
            > dziecka (ktore niekoniecnzie musi ten poglad podzielic ;-O).
            >
            > Natomiast jak mnie usiluje w tym duchu pouczac, to owszem,
            potrafie
            > byc STRASZNA wink)).


            Mam nadzieje ze zauwazylyscie że to NIE MOJE poglady. podobnie jak
            wszystkie ktore wymienilam w poszczegolnych przypadkach
            >
            • magdalaena1977 Re: proszę o zachętę... 04.04.08, 14:31
              sion2 napisała:
              > Mam nadzieje ze zauwazylyscie że to NIE MOJE poglady. podobnie jak
              > wszystkie ktore wymienilam w poszczegolnych przypadkach
              Zauważyłam i dlatego nie wpisałam Twojego nicka powyżej cytatu.
      • szyszunia11 Re: proszę o zachętę... 04.04.08, 19:38
        Właśnie takie historie chciałam przeczytać.
    • magdalaena1977 Re: proszę o zachętę... 04.04.08, 13:26
      Uświadom sobie, że Ty w zasadzie MOŻESZ mieć dziecko. Że możesz (w porozumieniu
      z mężem) starać sie o nie.

      A ja nie mogę. Nie mam takiej możliwości. Jestem sama, nic nie wskazuje na to,
      że cokolwiek się zmieni w najbliższej przyszłości.
      I że nawet dziewczyny na forach typu bocian, które sie leczą, są w dużo lepszej
      sytuacji ode mnie. Bo co miesiąc mają szansę na zapłodnienie.
      • mader1 Re: proszę o zachętę... 04.04.08, 13:31
        Nie mam takiej możliwości. Jestem sama, nic nie wskazuje na to,
        > że cokolwiek się zmieni w najbliższej przyszłości.

        A tego nie wiesz smile Jak cała rodzina i znajomi już uznali, że mój
        brat jest zatwardziałym kawalerem, on przprowadził kobietę. Teraz
        mamy już zaproszenia na ślub. Ona powiedziała, że jeszcze rok temu
        nie uwierzyłaby, że kiedykolwiek będzie miała zakochanego w sobie
        mężczyznę. Że będzie chciał się z nią ożenić. Jeszcze rok temu.
        • magdalaena1977 Re: proszę o zachętę... 04.04.08, 13:42
          > > Nie mam takiej możliwości. Jestem sama, nic nie wskazuje na to,
          > > że cokolwiek się zmieni w najbliższej przyszłości.

          mader1 napisała:
          > A tego nie wiesz smile
          I tyko to pozwala mi zachować cień nadziei.
          Ale jednocześnie wiem, że o ile moją spotkać swoją drugą połówkę za 10 lat, to
          każdy rok w (staro)panieństwie zmniejsza moją szansę na dziecko.
          • alex05012000 Re: proszę o zachętę... 04.04.08, 13:45
            kuzynka urodziła pierwsze dziecko mając 45 lat, w ciążu czuła sie
            lepiej niż jej koleżanki jak miały 30, dziecko zdrowe ....
      • isma Re: proszę o zachętę... 04.04.08, 13:37
        Eeeee. Nie bede Cie "pocieszac", ale sciskam. Nic niemozliwego nie
        ma.
      • alex05012000 Re: proszę o zachętę... 04.04.08, 13:43
        z całym szacunkiem nie wrzucajmy do jednego worka singielki,
        niezdecydowanej na dzieci mężatki i pary zmagającej sie z
        niepłodnością...
        samotna kobieta może w każdej chwili poznać przyszłego męża i za 9m
        mieć pierwsze dziecko, nawet gdy komuś sie to wydaje mało
        prawdopodobne, czasami zresztą trzeba losowi nieco pomóc...
        tragedię par bezpłodnych zostawmy na osobności, to naprawdę wielki
        dramat i nie ma co tej tematyki mieszać
        co do zachęty - dla szyszuni- to ja osobiście gdybym miała coś
        doradzić zostawiłabym temat na powiedzmy rok, na spokojnie skończyła
        studia, nabrała oddechu i dystansu i wróciła do sprawy... takie
        międlenie za i przeciw czasami nie jest najlepsze...
        co do logistyki, wykluczając dzieci z problemami zdrowotnymi, po
        kilku miesiącach można spokojnie wrócić do aktywności zawodowej,
        zwłaszcza, że jak zrozumiałam, jakieś zaplecze finansowe jest...
        można pracowac i mieć małe dziecko, można mieć firmę i dziecko -
        pytanie podstawowe czego sie w życiu chce? nieststey decyzję trzeba
        podjąć samemu i samemu ponosi się konsekwencje, te miłe i te mniej
        miłe...
        • szyszunia11 Re: proszę o zachętę... 04.04.08, 19:37
          Dziękuję Ci alex, to mądre, co piszeszsmile ale wiesz, nie wiem, czy mi się uda zostawić temat na rok....smilesmile no bo temat się do mnie "przyczepił" ostatniosmilesmile i to chyba wskazuje na to że tak naprawde to ja chce, tylko chyba przeraża mnie nieodwracalność decyzji. Ale wiem, że łatwe decyzje bez poważnych konsekwencji to się skończyły w pisakownicy... Myślę też, że w tym przypadku faktycznie nie ma co siadać z kartką i ołówkiem i robić czysto rozumowego bilansu. Dzieci chcę mieć i na 100% o tym wiem. Kwestia tylko: czy to już teraz? Mam 26 lat, po wakacjach 27 - w sumie to nie ma na co czekać jak sądzę. I bardzo doceniam fakt, że mój mąż jest chętny, to mnie bardzo popycha w stronę macierzyństwa, bo gdyby jemu nie zależało, to byłoby mi trudno. Bardzo, bardzo Wam wszystkim dziękuję, wszystkie posty uwaznie przeczytałam.
          • alex05012000 Re: proszę o zachętę... 07.04.08, 09:59
            hmmm, nieodracalność decyzji to jest przypisana naszemu dorosłemu
            życiu, z powodu obaw z nią zwiazanych to ja nie chciałam wychodzić
            za mąż, potem ostrożnie i z pewnym ociąganiem wzięlam ślub cywilny,
            a dopiero po 6 latatch kościelny...ale moja historia to raczej
            wyjątek od reguły, co do dziecka to też nie jestem dobrym
            przykładem, piszesz że masz 26 lat, naprawdę myślę, że masz jeszcze
            duuuuużo czasu ale to idywidulane, bardzo indywidualne... ja w wieku
            26 lat byłam sama i o ile jakiegoś faceta chętnie bym widziała przy
            sobie, to do małżenstwa miałam totalną awersję a słowo dziecko było
            mi całkowicie obce..., nie ma reguły... jeśli nie chcesz sobie dac
            roku to daj sobie wakacje do wakacji a raczej łącznie z nimi... a
            potem zacznij działać, w te lub wewte...
      • nati1011 Re: proszę o zachętę... 04.04.08, 13:48
        ech magdalena, wiosna idzie, ciepło się robi, optymizmem w końcu
        powiało, a ty z takim pesymizmem smile))

        Ja tez znam parę takich beznadziejnych przypadków. Nic nie
        wskazywało, czy to na związek czy to na dziecko (lekarze krzyżyk
        położyli i powiedzieli, że z medycznego punktu widzenia absolutnie
        niemożliwe) A dziś to szęśliwe dzieciate rodziny.

        Daleka jestem od bagatelizowania. Doskonale znam gorzki smak
        samotności. Zarówno tej jak nie ma sie do kogo przytulić jak i tej -
        chyba jeszcze gorszej - we dwoje. A jednak wszystko poukłądało sie
        lepiej niż mogłabym to wymarzyć. I częsciowo także dlatego, że z
        pewnych rzeczy zrezygnowałam, a dziś wcale mi ich nie brak.

        pozdrawiam cie ciepło.
        • verdana Re: proszę o zachętę... 04.04.08, 23:11
          Ja Cie nie zachęcę. Jesteś jeszcze dostatecznie mloda, by nie musieć
          miec dzieci 'bo tak trzeba", "bo chyba już pora". Lepiej,
          zdecydowanie lepiej mieć dzieci, kiedy czujesz, ze naprawdę,
          naprawdę, nie ma takich przeszkód, które przeszkodzilyby Ci pragnąć
          dziecka.
          Lepiej miec dziecko parę lat później, ale bez wątpliwości, niż
          siedzac z dzieckiem w domu mysleć "gdyby nie ono, konczyłabym teraz
          fajne studia, kocham go, ale...". Nie jest bowiem prawdą, ze 100%
          kobiet, ktore majac watpliwosci zdecydowały się na dziecko, bo już
          czas, potem nie załuje. Niestety, znam takie, ktore żalują.
          Gdybys miała o 5-6 lat więcej napisalabym co innego, ale tak? Masz
          jeszcze mnóstwo czasu. Starczy i na studia i na pracę i na dzieci.
          • ekan13 Re: proszę o zachętę... 05.04.08, 23:09
            Myślę, że gdy przychodzi taki moment, ze chcesz dziecka, to zadna zachęta nie jest potrzebna i nagle żadne okoliczności nie sa przeciw, a wszystkie za.
            Ja chciałam poprzestać na dwójce, myśl o trzecim dziecku była dla mnie nie do przyjęcia. Pojawiło się trzecie, a wraz z nim dużo wieksze zaufanie do Boga, że wie co robi. Teraz się już nie zapieramsmile Można wszystko pogodzić, bo z każdym następnym dzieckiem jesteśmy jednocześnie lepiej zorganizowane. Zdecydowanie przy trójce potrafię zrobić więcej niż umiałam przy jednej.

            Może za bardzo przyzwyczailiśmy się do zycia z organizerem i wydaje nam się, że wszystko mozemy zaplanować, a to takie wielkie złudzenie.
            Z jednym dzieckiem,z piatką,czy bez dzieci życie moze ułozyć się tak, że nie zrobimy żadnej wielkiej kariery, nie osiągniemy spektakularnego sukcesu i jednocześnie z jednym dzieckiem, piatką czy bez dzieci możemy wszystko osiagnąć. Nie jest to chyba kwestia ilości posiadanych, czy nie posiadania dzieci, a całej masy zdarzeń na, na które nie zawsze mamy wpływ.

            Dla tej "zachęty" powiem tylko, że mnie niezależność finansowa, cudowne urlopy, satysfakcja i odnalezienie drogi do Boga spotkały dopiero jako mamę trójki całkiem małych jescze wtedy dziecismile
            Pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka