Dodaj do ulubionych

Od kiedy chodzić z dzieckiem do kościoła?

06.06.08, 23:44
Mała dziś skończyła roczek i na mszy była 3 razy... W tym jedna chrzcielna smile
Wiadomo, takie dziecko zbyt wiele nie zrozumie, no i przy okazji rodzice się
rozpraszają. Zastanawiam się, czy warto chodzić z dzieckiem, żeby je
przyzwyczaić, czy jeszcze za wcześnie?
Obserwuj wątek
    • franula Re: Od kiedy chodzić z dzieckiem do kościoła? 07.06.08, 09:38
      My mamy 3,5 latkę. Chodzimy z nią od poczatku w zwyjatkiem chorób i
      innych sytuacji nadzwyczajnych. Raczej spokojne dziecko, nie sprawia
      wielkich kłopotów moze dlatego nigdy nie szuakliśmy innych
      rozwiązań. Ja myślę że warto.
    • mama_kasia Re: Od kiedy chodzić z dzieckiem do kościoła? 07.06.08, 11:13
      Tak sobie ostatnio rozmawiałam z mężem mniej więcej na
      ten temat. Doszliśmy do wniosku, że raczej nie wychowujemy
      dzieci, aby wierzyły, ale one to "robią" przy nas. Nasza
      wiara, w tym chodzenie do kościoła, jest ściśle z nami
      związana. Jest naszym życiem. A dzieci w tym,
      takim właśnie, życiu uczestniczą. Nie zastanawialiśmy się więc,
      kiedy dziecko ma z nami zacząć chodzi na mszę. My jak zwykle
      szliśmy razem, a dzieci (odkąd już zabieraliśmy je na dwór)
      jechały w wózkach z nami smile To było naturalne.
    • fiamma75 Re: Od kiedy chodzić z dzieckiem do kościoła? 07.06.08, 11:24
      Chodzimy od maleńkości, jeszcze przed chrzcinami zaczęliśmy ją
      zabierać. Wiemy, że niewiele rozumiała, ale to także dom jej Ojca.
      Teraz ma niecałe 2 lata, od dawna robi pięknie "amen", sama klęka na
      Podniesienie, rozpoznaje religijne obrazki, woła "Bozia", tłumaczymy
      jej, że Pan jezus mieskza w jej serduszku i ją kocha. Kiedyś mi
      powiedziała z uczuciem: "kocham Jezusa". Myślę, że takie dziecko
      moze wiedzieć wiecej o Bogu niż nam się wydaje.
    • minerwamcg Re: Od kiedy chodzić z dzieckiem do kościoła? 07.06.08, 13:22
      Oedpowiem po swojemu - odkąd dziecko jest na tyle spokojne a my na
      tyle dojrzali, żeby niedzielna msza święta nie była katorgą dla
      otoczenia i dla nas. Jeżeli zdajemy sobie sprawę, że z krzyczącym
      niemowlęciem trzeba wyjść, a dziecko nie cierpi akurat na ząbki czy
      inną przypadłość powodującą zwiększoną płaczliwość - to chyba nie ma
      problemu.
      Są maluchy i maluchy. Jedno przekima całą godzinę w pokoju ducha,
      drugie uzna ciszę za znakomitą okazję do głośnej "wypowiedzi" smile

      Moja matka jako roczniak dokonała kiedyś publicznego aktu apostazji.
      Kiedy jej nad głową huknęły szczególnie ponuro organy, rozdarła się
      na cały kościół "nie chcę Bozi, nie kocham Bozi!" Babcia miała
      obciach na całą parafię, i potem musiała długo z powrotem
      przyzwyczajać dziecko do kościoła smile))
    • michatka Re: Od kiedy chodzić z dzieckiem do kościoła? 08.06.08, 10:37
      u nas jak u mamy_kasi - chodzenie na mszę naturalnym elementem życia rodzinnego wink
      przerabialiśmy chodzenie na raty, kiedy starszaki były trudne do okiełznania ale zdecydowanie bardziej wolimy całą ekipą

      a co do tego że "takie małe dziecko to jeszcze nie rozumie" - a może właśnie rozumie? wink a może nie chodzi o "rozumienie" umysłem? trudno mi to ująć w słowa...
      • skrzynka3 Re: Od kiedy chodzić z dzieckiem do kościoła? 09.06.08, 15:56
        Chodzilismy od samego poczatku z kazdym z trojki-choc kazde ma
        zupelnie inny temperament. Czasem trzeba bylo stac przy wyjsciu i
        zrobic szybka ewakuacje ale i tak uwazam ze warto bylo.
        Podobnie jak dzieci od poczatku uczestnicza w calej liturgii Triduum
        Paschalnego. Wybieralismy tylko kosciol gdzie nie ma tloku i jest
        mozliwosc szybkiego wyjscia na zewnatrz albo jest osobna kaplica dla
        rodzin z malymi dziecmi.

        Z obserwacji widze, ze dzieci wiele rzeczy wchlonely niepostrzezenie
        i kiedy bylo przygotowanie do Pirwsze Komunii dziwily sie ze wiele
        osob z grupy nie umie odpowiedziec na pytania ksiedza o Msze Sw.


        Wyjatki stanowily oczywiscie choroby czy szczyt sezonu grypowego
        kiedy dzieciaki byly oslabione po jakis paskudnych chorobach (typu
        zapalenie pluc czy ospa)i w ogole nie byly zabierane w duze skupiska
        ludzkie
    • luizabla Re: Od kiedy chodzić z dzieckiem do kościoła? 13.06.08, 08:35
      nasza córeczka wczoraj skończyła roczek. Do kościoła chodzimy z nią
      od 2 tygodnia życia (przez co moja teściowa mało zawału nie
      dostała....) - opuściliśmy chyba 2 lub 3 msze, kiedy była
      przeziębiona. Myślę że pośrednio dzięki karmieniu piersią była
      odporna i nam nie chorowała, więc dzięki temu mieliśmy taką
      frekwencję smile

      Dopóki jednak nie zaczęła chodzić, to przez większość czasu spała,
      lub się rozglądała, albo zaczynała wtórować spiewem z organistą czy
      księdzem. Ogólnie nie przysparzała nam żadnych problemów. Jednak od
      3 tygodni ... cóż.... nie jest to proste zadanie, ale znajdujemy na
      to sposób - biorę do koscioła picie dla niej, bo czasem okazuje się
      że jest po prostu spragniona i dlatego zaczyna "wariować". Mamy tez
      zaprzyjaźnionych sąsiadów, których Wiktoria uwielbia (z
      wzajemnością smile) i czasem idziemy całą zgrają - ich 5 i nas 3, wiec
      w razie czego Wiktoria przechodzi co 5 minut z rąk na ręce i jest
      spokojna, zadowolona a my jestesmy w stanie skorzystać ze Mszy. Jak
      za bardzo szaleje to po prostu wychodzimy przed kościół.

      Tak wiec, ja polecam uczestniczenie we mszy od najwczesniejszych
      tygodni życia. Z kazdym dniem moje dziecko mnie zadziwia i zaskakuje
      tym jak wiele rozumie. Wiec dlaczego zakładamy że uczestnictwo we
      Mszy Św. jest takie niezrozumiałe dla dziecka? Psychika dziecka i
      jego rozum jest dla nas tak naprawdę nieogarnięte w całosci.

      Pozdrawiam serdecznie,
      Luiza
      • minerwamcg Re: Od kiedy chodzić z dzieckiem do kościoła? 13.06.08, 13:56
        > Wiec dlaczego zakładamy że uczestnictwo we
        > Mszy Św. jest takie niezrozumiałe dla dziecka? Psychika dziecka i
        > jego rozum jest dla nas tak naprawdę nieogarnięte w całosci.

        A poza tym, powiedzmy sobie szczerze, skoro przychodzimy do Boga z
        różnymi swoimi sprawami, to dlaczego nie mielibyśmy przyjść z dumą i
        powiedzieć "Szefie, oto mój brzdąc"? Że On wie? Ależ o wszystkim
        wie. A i tak się do Niego przychodzi.

        Poza tym kościół jest jakąś przestrzenią dobra, modlitwy, dla
        katolików wręcz przestrzenią realnej obecności Boga w Najświętszym
        Sakramencie. Więc dlaczego dziecko nie miałoby sobie po prostu pobyć
        w Bożej obecności? Dostać błogosławieństwo? To mu się zawsze przyda,
        każdemu się przydaje.
        Więc jeżeli tylko przebywając w świętej przestrzeni nie zakłóca
        takiego przebywania innym - to czemu nie?
    • malpolid Re: Od kiedy chodzić z dzieckiem do kościoła? 13.06.08, 15:32
      Z dziećmi chodzimy do kościoła od stadium noworodka.
    • justyszda Re: Od kiedy chodzić z dzieckiem do kościoła? 29.06.08, 21:33
      Dzięki za Wasz odpowiedzi. Ostatnio zaczęliśmy "próbować" i chodzimy na mszę z
      małą. Faktycznie są dzieci i dzieci smile Niestety, na rękach nie da rady, odkąd
      nauczyła się chodzić, w wózku na początku max. 15 min. Wytłumaczyć się nie da,
      bo bardzo żywiołowa jest, nie usiedzi w miejscu, a do tego jest bardzo
      towarzyska: chodzi po kościele (całe szczęście nie zapuszcza się daleko, ale
      pewnie to kwestia czasu) i zaczepia ludzi (zadziera główkę i puszcza
      zniewalający uśmiech tongue_out albo daje nierozłącznego misia, żeby go po chwili
      zabrać). Na rękach nie usiedzi, raz przekupiłam ją wafelkiem od loda (ale miałam
      wątpliwości, czy w kościele wypada tongue_out) No i co mam robić, chciałabym chodzić z
      mężem, bo już rok się wymieniamy i chodzimy osobno, z drugiej strony jednak, czy
      to rozpraszanie ludzi jest dobre???
      • luizabla Re: Od kiedy chodzić z dzieckiem do kościoła? 30.06.08, 09:06
        > (...)z drugiej strony jednak, czy > to rozpraszanie ludzi jest
        dobre???

        wiesz... sama sie tez nad tym zastanwiałam. Nie zauważyłam jednak
        wsród ludzi "złowrogich" spojrzeń w kierunku Wiktorii, jak ona się
        do nich uśmiecha a czasem zaczepia wink wiec uznałam że im to nie
        przeszkadza. Bierzemy ze soba do kościoła picie i chrupki
        kukurydziane - picie jest teraz niezbędne ze względu na upały i
        często okazuje się że to właśnie "o to chodziło" wink
        W kwestii podkarmiania dziecka w kościele ... nie patrzę na to w
        kategorii "nie wypada" - chyba lepiej żeby chrupało niż
        krzyczało.... wink

        A tak jeszcze na pocieszenie - przyjaciółka mówiła mi że jej
        córeczka ,gdy była już w okolicy drugiego roku życia to zaczeła juz
        ładnie siedziec z innymi dziecmi w ławeczce (a wczesniej zachowywala
        sie tak samo jak Wiktoria ....) - tylko koniecznie musiala siedziec
        z dziecmi w pierwszej ławce w kosciele zeby wszystko widziec i
        jednoczesniej miec dobry przyklad od innych troche starszych
        dzieci smile
        Cały czas się trzymam tej nadziei smile))) Jeszcze tylko niecały rok :-
        )))

        Pozdr.
        • azanna Re: Od kiedy chodzić z dzieckiem do kościoła? 30.06.08, 09:27
          luizabla napisała:

          > > (...)z drugiej strony jednak, czy > to rozpraszanie ludzi jest
          > dobre???


          Mnie się podoba nasza kaplica, bo nie muszę sie tym przejmować,
          ale...od zawsze uważałam, że dzieci są pełnoprawnymi członkami
          wspólnoty parafialnej, a niedzielna Eucharystia jest przecież
          centrum tygodnia, podczas której cała wspólnota gromadzi się w
          kościele. Dlatego dla dzieci też jest miejsce, trudno, że zachowują
          się jeszcze nieodpowiednio - to też w końcu sa członkowie KK. Nikogo
          nie namawiałabym, aby chodzić z maluchem na modlitwy medytacyjne,
          ale msza w niedzielę to co innego.
          • minerwamcg Re: Od kiedy chodzić z dzieckiem do kościoła? 30.06.08, 14:04
            > Dlatego dla dzieci też jest miejsce, trudno, że zachowują
            > się jeszcze nieodpowiednio - to też w końcu sa członkowie KK.

            Facet, któremu w kościele dzwoni komórka też jest członkiem
            Kościoła. Być może jest nim także pijak, który stoi na środku i coś
            wykrzykuje. A jednak tym ludziom zwraca się uwagę - ponieważ
            PRZESZKADZAJĄ. Uważam, że dziecko w kościele nie powinno
            przeszkadzać innym. Ludzie przychodzą do kościoła, żeby się modlić -
            nie żeby cierpieć z powodu zachowujących się nieodpowiednio dzieci.
            Jeżeli jest dla dzieci specjalna kaplica, albo wręcz specjalna msza -
            proszę bardzo. W innych przypadkach elementarne minimum miłości
            bliźniego wymaga, aby tegoż bliźniego nie terroryzować wrzaskiem ani
            tupaniem.
            • azanna Re: Od kiedy chodzić z dzieckiem do kościoła? 30.06.08, 15:12
              minerwamcg napisała:

              > > Dlatego dla dzieci też jest miejsce, trudno, że zachowują
              > > się jeszcze nieodpowiednio - to też w końcu sa członkowie KK.
              >
              > Facet, któremu w kościele dzwoni komórka też jest członkiem
              > Kościoła. Być może jest nim także pijak, który stoi na środku i
              coś
              > wykrzykuje. A jednak tym ludziom zwraca się uwagę - ponieważ
              > PRZESZKADZAJĄ.

              Nie przekonuje mnie taka analogia - małe dziecko, którego pewne
              nieodpowiednie do miejsca zachowania wynikają ze zwykłej niewinności
              i sa normalne dla młodego wieku jest dla Ciebie tożsame z pijakiem,
              który pod wpływem alkoholu przyszedł robić burdy do kościoła? Dla
              mnie nie jest.


              >Uważam, że dziecko w kościele nie powinno
              > przeszkadzać innym. Ludzie przychodzą do kościoła, żeby się
              modlić -
              > nie żeby cierpieć z powodu zachowujących się nieodpowiednio
              dzieci.
              > Jeżeli jest dla dzieci specjalna kaplica, albo wręcz specjalna
              msza -
              > proszę bardzo. W innych przypadkach elementarne minimum miłości
              > bliźniego wymaga, aby tegoż bliźniego nie terroryzować wrzaskiem
              ani
              > tupaniem.

              Przykład drastyczny. Jeszcze ani razu - a chadzam na msze od 32 lat -
              nie czułam sie steroryzowana krzykami czy tupaniem dziecka. Gdy
              dziecko zaczyna się zachowywać głośniej od księdza zawsze rodzice z
              nim wychodzą na zewnątrz - jakoś nigdy nie spotkałam się z inną
              sytuacją. Mnie chodziło bardziej o zachowania dziecięce typu
              kręcenie się, gaworzenie czy nawet chodzenie gdzieś pod ścianą
              koscioła. Oczywiście, że takie zachowania mogą przeszkadzać. Ale
              przeszkadza również głośne sapanie charakterystyczne dla niektórych
              starszych osób, przeszkadza zapach czosnku czy potu - trudno jednak
              wyrzucać wszystkich z kościoła - ba nie chciałabym tego - bo kościół
              jest dla wszystkich.
              • a_weasley Re: Od kiedy chodzić z dzieckiem do kościoła? 07.07.08, 00:29
                azanna napisała:

                > Nie przekonuje mnie taka analogia - małe dziecko, którego pewne
                > nieodpowiednie do miejsca zachowania wynikają ze zwykłej
                > niewinności i sa normalne dla młodego wieku jest dla Ciebie
                > tożsame z pijakiem, który pod wpływem alkoholu przyszedł robić
                > burdy do kościoła?

                Nie wiem jak Minerwa, ale ja mam pretensję nie do dziecka, a do
                rodziców. Pijak nie panuje nad sobą, a rodzice nad dzieckiem. Tyle,
                że rodzice są trzeźwi, więc chyba więcej się od nich wymaga?
                Zamieszanie w obu wypadkach to samo.
                Każdy ma wstęp do kościoła, ale jednak wycieczek w godzinach
                nabożeństw się nie wpuszcza. Kiedyś wystarczała tabliczka, obecnie
                np. w katedrze wawelskiej stoi w drzwiach obstawa i wycieczka w
                czasie mszy do katedry nie wejdzie.
                Co za nietolerancja!
            • jotka70 Re: Od kiedy chodzić z dzieckiem do kościoła? 03.08.09, 19:11
              Zanim napisze na temat pozwole sobie przywitac sie bo jest to moja pierwsza
              wypowiedz na tym forum - dzien dobry i serdecznie pozdrawiam.

              Mysle, ze poniewaz elementarne minimum milosci blizniego wymaga ode mnie, zebym
              znosil moich bliznich to rowniez blizni moga znosic moje dziecko. Nie mam na
              mysli oczywiscie sytuacji ekstremalnych albo lekcewazenia innych ale doprawdy
              sadze, ze naszym zadaniem jest wzajemne znoszenie sie. Poza tym msza nie jest
              prywatna medytacja tylko spotkaniem wspolnoty na lamaniu chleba. Znoszenie
              obecnosci malego dziecka jest chyba elementem wspolnotowego wymiaru tego spotkania.

              serdecznosci,

              J.
              • okri2 Re: Od kiedy chodzić z dzieckiem do kościoła? 03.08.09, 23:35
                Moja córcia nie wie co to znaczy zawstydzić się lub też schować się za spódnicę
                mamy. Nie płacze, nie krzyczy, nie hałasuje, ale za to zaczepia ludzi i zagaduje
                lub strzela rozbrajające uśmiechy. Nie sposób nie zwrócić na nią uwagi.
                Wiem, że to przeszkadza, ale nie widzę wyjścia. Często chodzę z nią sama do
                kościoła, nie mam gdzie jej zostawić, opiekunka w niedzielę ma wolne.
                Albo ja zabiorę córcię ze sobą i zaspokoję potrzebę spotkania się z Chrystusem w
                kościele, kosztem rozpraszania innych, albo poczekam (tylko ile??) i przez ten
                czas posłucham retransmisji przez radio sad

                Chodzę z córką do kościoła odkąd skończyła 2 tygodnie. Dawniej spała, bo była
                mała, potem chodziłam w czasie drzemek. Teraz nie ma sposobu.

                Pozdrawiam serdecznie
          • mader1 Re: Od kiedy chodzić z dzieckiem do kościoła? 30.06.08, 18:37
            Na temat samego zachowania dzieci w kościele było już parę wątków,
            niektóre burzliwe.
            Tu akurat taki jeden spokojny ;
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16182&w=74944568&a=74944568
    • azanna Re: Od kiedy chodzić z dzieckiem do kościoła? 30.06.08, 09:19
      My chodzimy od początku, no prawie - bo córeczka miała chyba 3
      tygodnie na swojej pierwszej mszy. Teraz ma 15 miesięcy. I bardzo
      się cieszę, że mamy kaplicę dla rodzin z małymi dziećmi, bo nie
      muszę się stresować, że moje dziecko przeszkadza wszystkim wokół.

      15 miesięcy to niedużo, ale było już kilka etapów w zachowaniu
      córki. Pierwszy był najfajniejszy, bo głównie spała, jak się
      obudziła wystarczyło powozić wózkiem, albo ukołysac na rękach. Potem
      zaczęło być gorzej, ale nie tragicznie - bo zaczęła się interesować
      wszystkim wokół i obserwowała otoczenie, a głównie dzieci. Najgorzej
      było w okolicach 10-12 miesięcy, kiedy jeszcze nie umiała chodzić, a
      bardzo chciała, wtedy w kościele dostawała szału. W wózku było
      niedobrze, na rękach niedobrze, na kolanach niedobrze. Po jej mszy
      roczkowej ze mnie ciekł pot, bo tak się buntowała.
      W okolicach 13 miesiąca kiedy już sama chodziła (a i ubrania
      zaczęliśmy nosić lżejsze) kościół zaczął być super - mogła sama
      chodzić i zaczepiać inne dzieci - wreszcie zaczęło być ciekawie.
      Tyle tylko, że lubiła biegać jak szalona, a ja lub mąż za nią.
      Jednak widzę, że zaczyna się uspokajać. Wczoraj nie za bardzo oddala
      się ode mnie i głównie zajmowała się badaniem swojego wózka.

      Myślę, że przyzwyczajanie dziecka od maleńkości do kościoła jest
      dobre, myślę, że chodzenie rodzinne jest dobre. Wtedy dziecko sie
      przywyczaja do tego jako do rytuału rodzinnego i mniej protestuje,
      bo wie, że nie ma innej opcji - cała rodzina jest w kościele, więc
      co innego miałoby robić? Widzę jak ciut starsze dzieci niż moje
      zaczynają uczestniczyć w liturgii - oczywiście na początku bez
      zrozumienia, najpierw klękają wtedy kiedy rodzice, mówią "amen",
      potem stopniowo coraz więcej. Myślę, że w ten sposób uczy się
      dziecka religijności, co w moim przekonaniu pomaga mu w późniejszym
      odkryciu wiary.
    • minerwamcg Pater Leon dicit: 04.07.08, 23:28
      www.goscniedzielny.wiara.pl/index.php?grupa=6&art=1214999028&dzi=1207763630
      • magdalaena1977 Re: Pater Leon dicit: 05.07.08, 00:20
        "Dzieciom nieznośnym i rodzicom nie umiejącym sobie na Mszy świętej w kościele
        poradzić z takimi dziećmi mówimy – NIE!"
        No dobrze, ale z tego co Wy (rodzice) mówicie, to czasami nieznośność dziecka
        nie jest efektem zaniedbania rodziców - tylko raczej charakteru czy
        predyspozycji malucha.
        Ojcu łatwo powiedzieć "NIE" ale co w takim razie radzi - zostawiać w domu aż
        podrośnie ? - tylko kiedy ?
        • verdana Re: Pater Leon dicit: 05.07.08, 09:42
          Hm... "Pozwólcie dziecom przychodzic do mnie" czy "Pozwólcie
          grzecznym i dobrze wychowanym dzieciom przychodzić do mnie"?
          Dla mnie - skandal. Kosciół wypędza dzieci z niewydolnych
          wychowawczo rodzin, dzieci nadpobudliwe, dzieci, ktore czesto sa po
          prostu dziecmi. A grzesznicy, ktorzy nie zakłócaja mszy, ale
          oszukuja, kradną, bija te dzieci - są na mszy mile widziani.
          • minerwamcg Re: Pater Leon dicit: 07.07.08, 00:02
            > Dla mnie - skandal. Kosciół wypędza dzieci z niewydolnych
            > wychowawczo rodzin, dzieci nadpobudliwe, dzieci, ktore czesto sa
            po
            > prostu dziecmi.

            Przepraszam, zanim zaczniesz oceniać Kościół, wspólnotę do której
            nie należysz i której, jak widzę, nie masz zielonego pojęcia -
            przeczytaj sobie cokolwiek np. o ośrodkach, jakie ów "skandaliczny"
            Kosciół tworzy dla poszkodowanych społecznie dzieci.

            > A grzesznicy, ktorzy nie zakłócaja mszy, ale
            > oszukuja, kradną, bija te dzieci - są na mszy mile widziani.

            Co proponujesz? Przesłuchania przed wejściem do kościoła? Pan może
            wejść, a pan nie, bo pan ukradł?
            Dopóki nie przeszkadzają innym, to jacy są jest sprawą między nimi a
            Bogiem.

            >"Pozwólcie dziecom przychodzic do mnie" czy "Pozwólcie
            > grzecznym i dobrze wychowanym dzieciom przychodzić do mnie"?

            Wypraszam sobie wykoślawianie Nowego Testamentu przez osobę
            niewierzącą na forum o wychowaniu w wierze.
            • magdalaena1977 Re: Pater Leon dicit: 28.07.08, 23:13
              > Dla mnie - skandal. Kosciół wypędza dzieci z niewydolnych
              > wychowawczo rodzin, dzieci nadpobudliwe, dzieci, ktore czesto sa
              > po prostu dziecmi.
              IMHO verdana ma trochę racji. Bo przecież z tego, co słyszę, to nawet starającym
              się i zaangażowanym rodzicom jest czasami trudno uspokoić dziecko. A faktycznie
              co z osobami , które sobie nie radzą, rodzinami z marginesu samotnymi
              nastoletnimi matkami itp.
              Przecież skoro akceptujemy grzeszników, to trudno postawić tamę akurat dla osób,
              które nie radzą sobie z dziećmi
              • minerwamcg Re: Pater Leon dicit: 29.07.08, 11:08
                Czy samotność lub nastoletniość przeszkadza matce wyjść z kościoła z
                dzieckiem, które zachowuje się zbyt głośno?
                • minerwamcg P.S. 29.07.08, 15:29
                  A to prezent dla tych, których zdaniem Kościół "skreśla", "wyrzuca
                  za drzwi" i "dyskryminuje".

                  www.caritas.pl/kontakty.php?id=1
                  www.czubaka.com/mike/figury/
                  www.szansaspotkania.net/index.php?page=7873
                  mateusz.pl/mz/1996/adr-adop.htm
                  www.opoka.org.pl/struktury_kosciola/inne/dobroczynnosc/domy_dziecka.html

                  www.domyopieki.pl/index.php?mn=konkurs&sel1=258&sel2=5 - ze
                  szczególnym uwzględnieniem tych prowadzonych przez Kościół i
                  organizacje katolickie.
                  • samboraga Re: P.S. 29.07.08, 15:46
                    No tak MInerwo, ale wszelka działalność Kościoła jest wtórna wobec sprawowania
                    Eucharystii, wręcz to Eucharystia uzdatnia do dzieł Bożych (pewnie mało
                    precyzyjnie się wyrażąm...). Więc pytanie o możliwość uczestnictwa we mszy św.
                    rodziców dzieci niesubordynowanych czy niepełnosprawnych, a także samych tych
                    dzieci (dzieci neipełnosprawne też przyjmują komunię) jest istotne.
                    • minerwamcg Re: P.S. 31.07.08, 15:31
                      Ale ja w dalszym ciągu zadaję pytanie, czy nastoletnia matka, albo
                      matka z rodziny patologicznej, albo matka dziecka nadpobudliwego,
                      albo jakakolwiek matka w trudnej sytuacji - nie może z dzieckiem
                      wyjśc z kościoła, kiedy to dziecko zaczyna przeszkadzać innym w
                      uczestniczeniu w liturgii?
                      • samboraga Re: P.S. 31.07.08, 20:33
                        nie może z dzieckiem
                        > wyjśc z kościoła, kiedy to dziecko zaczyna przeszkadzać innym w
                        > uczestniczeniu w liturgii?

                        Może. I zwykle wychodzi jak to zaczyna być bardzo przeszkadzające. Ale jeśli
                        będzie wychodzić przy każdym głośniejszym zachowaniu dziecka (bo spojrzenia
                        'życzliwych' ją wygonią, albo i sam ksiądz) to dla jednych dzieci będzie to
                        oznaczać - 'fajnie, jak pokrzyczę to nie muszę uczyć się skupienia, uważności,
                        bycia cicho i spokojnie', dla innych - 'msza św. nie jest aż tak ważna skoro
                        mama mi ustępuje jak pokrzyczę'... A dla mamy może oznaczać brak uczestnictwa we
                        mszy św., jeśli jest samotna to może to się rozciągać na lata (a jak nie jest to
                        to 'tylko'utrudnia logistykę niedzieli - jedno z rodziców musi pójśc na druga mszę).
                        Czy na pewno to chcemy wpoić dzieciom?wink I czy tego właśnie chcemy dla rodziców,
                        którym i tak jest trudno? Jako wspólnota Kościoła?
                        • minerwamcg Re: P.S. 31.07.08, 21:05
                          Wiesz - tak i nie. Pójście z dzieckiem na nomen omen udry "wrzeszcz
                          sobie, ale z kościoła nie wyjdziemy" jest wychowywaniem dziecka
                          kosztem bliźniego swego, i, śmiem twierdzić, także fatalne dla
                          samego dziecka, które łatwo może zagustować w urządzanych przez
                          siebie przedstawieniach.
                          A co do matek dzieci niepełnosprawnych, albo matek samotnych, to z
                          mojej obserwacji wynika, że one na ogół są czujne. One w i e d z ą,
                          że ich dziecko może przeszkadzać. Już się tego nauczyły, czy to w
                          domu samotnej matki czy w zatłoczonych mieszkaniach, czy wreszcie w
                          przychodniach i ośrodkach rehabilitacyjnych. I jeśli już przyszły do
                          kościoła, to tam starają się być w porządku.
                          Podgórze nie jest dzielnicą elity, sporo moich koleżanek spacerowało
                          z wózkami, kiedy ja się uczyłam do matury. Ich dzieci bywały
                          nieznośne, czasem niedopilnowane - ale w kościele były i pilnowane,
                          i znośne.
                          • a_weasley Teatr jednego aktora 02.08.08, 15:22
                            minerwamcg napisała:

                            > które łatwo może zagustować w urządzanych przez
                            > siebie przedstawieniach.

                            Ostatecznie gdzie indziej będzie miało tyle nomen omen wiernej publiczności?
                        • a_weasley Re: P.S. 02.08.08, 15:29
                          samboraga napisała:

                          >> nie może z dzieckiem wyjśc z kościoła, kiedy
                          >> to dziecko zaczyna przeszkadzać innym
                          >> w uczestniczeniu w liturgii?

                          > Może. I zwykle wychodzi jak to zaczyna być
                          > bardzo przeszkadzające.

                          I dobrze, jeśli to robi.
                          Zauważmy tylko, że wielce względna to rzecz, czyli zachowanie przeszkadzające
                          bardzo, czy nie bardzo, i nie samej mamie to oceniać.
                          Jeśli pojawiają się

                          > spojrzenia 'życzliwych' ją wygonią,

                          to najwidoczniej im to przeszkadza. A jeśli jeszcze ktoś zwraca uwagę, a
                          zwłaszcza - o to naprawdę trzeba się postarać

                          > albo i sam ksiądz)

                          to najwyraźniej właśnie ten poziom został osiągnięty.
                          Podobnie w kwestii tego, czy mój sąsiad słucha muzyki w godzinę po północy za
                          głośno, czy nie za głośno, ja też mam coś do powiedzenia, a nie tylko sąsiad.
                          • samboraga Re: P.S. 02.08.08, 21:23
                            > > spojrzenia 'życzliwych' ją wygonią,
                            >
                            > to najwidoczniej im to przeszkadza. A jeśli jeszcze ktoś zwraca uwagę, a
                            > zwłaszcza - o to naprawdę trzeba się postarać
                            >
                            > > albo i sam ksiądz)
                            >
                            > to najwyraźniej właśnie ten poziom został osiągnięty.
                            > Podobnie w kwestii tego, czy mój sąsiad słucha muzyki w godzinę po północy za
                            > głośno, czy nie za głośno, ja też mam coś do powiedzenia, a nie tylko sąsiad.

                            no skoro obecność na mszy św. to dla Ciebie to samo co słuchanie muzyki to
                            faktycznie się nie rozumiemy...
                            • a_weasley Re: P.S. 03.08.08, 00:59
                              samboraga napisała:

                              >> Podobnie w kwestii tego, czy mój sąsiad słucha
                              >> muzyki w godzinę po północy za głośno, czy nie
                              >> za głośno, ja też mam coś do powiedzenia,
                              >> a nie tylko sąsiad.

                              > no skoro obecność na mszy św. to dla Ciebie
                              > to samo co słuchanie muzyki to
                              > faktycznie się nie rozumiemy...

                              Nie pierwszy raz przekręcasz to, co wyraźnie napisałem, i do tego się odnosisz.
                              Rzetelne podsumowanie mojego stanowiska brzmiałoby raczej:
                              Głośne zachowanie dziecka przeszkadza tak samo jak głośna muzyka.
                              O tym, na ile określone zachowanie dziecka w danym czasie i miejscu przeszkadza
                              innym, decydują ci inni, tak samo jak w przypadku określonej głośności muzyki w
                              danym czasie i miejscu.
                              Przeszkadzanie ludziom w udziale we mszy jest zachowaniem równie nie w porządku,
                              jak niedawanie ludziom spać. Noc jest do spania, a kościół do modlitwy.
          • a_weasley Pater Leon dicit, beatum sit nomen suum 07.07.08, 00:23
            verdana napisała:

            > Hm... "Pozwólcie dziecom przychodzic do mnie" czy "Pozwólcie
            > grzecznym i dobrze wychowanym dzieciom przychodzić do mnie"?

            Tak, tak. I pozwala zabijać zwierzęta, chociaż jest napisane "nie
            zabijaj". Uwielbiam tramwajową teologię.
            Ja już zresztą pisałem, co jest napisane oprócz tego cytatu, który
            beztrosko wyrwałaś z kontekstu.

            > Dla mnie - skandal. Kosciół wypędza dzieci z niewydolnych
            > wychowawczo rodzin, dzieci nadpobudliwe, dzieci, ktore czesto
            > sa po prostu dziecmi.

            W każdym miejscu obowiązują pewne zasady, reguły zachowania. Na ogół
            wynikają one z tego, do czego to miejsce służy i po co tam inni
            przychodzą - mówią o tym, jak się zachowywać, żeby nie przeszkadzać
            innym. Dlatego nie rozmawia się z komórki w bibliotece, nie rozmawia
            się na głos w kinie i dlatego nie pozwala się dziecku głośno
            zachowywać w kościele, a jeśli się mu nie pozwolić nie chce lub nie
            umie - do kościoła się z nim nie chodzi. A także do synagogi, teatru
            i cyrku.
            Zanim ktoś mi wyjedzie z pytaniem, czy mam dzieci (na które nawiasem
            mówiąc wszyscy tu znają odpowiedź), oświadczam, że nie ma to nic do
            rzeczy. Ktoś, kto się domaga, żeby samochody nie blokowały przejazdu
            chodnikiem, też nie musi mieć samochodu ani nawet prawa jazdy; a to,
            że ja muszę gdzieś zaparkować, to jest, pry, mój problem. Ma rację,
            rzeczywiście to jest mój problem i nie mam prawa go rozwiązywać jego
            kosztem. Otóż tak samo rodzice dzieci nadpobudliwych, po prostu źle
            wychowanych czy równie po prostu jeszcze za małych nie mają prawa
            rozwiązywać swojego problemu kosztem innych. Moim w szczególności,
            albo tych, którzy swoje dzieci wychować potrafią, a po mszy
            usłyszą "mówiłeś, że nie wolno, a tamte dzieci tak robią i nic się
            nie dzieje"...
            Jakoś tak się utarło, że w kościele wolno wszystko. A potem z małego
            rozwydrzonego wyrasta dorosły cham.

            > A grzesznicy, ktorzy nie zakłócaja mszy, ale
            > oszukuja, kradną, bija te dzieci - są na mszy mile widziani.

            Przeszkadzają Ci w czymś?
            Tak a propos, bicie dzieci nie jest grzechem.
            • ea-szarri Re: Pater Leon dicit, beatum sit nomen suum 07.07.08, 03:08
              a_weasley napisał:

              > Dlatego nie rozmawia się z komórki w bibliotece, nie rozmawia
              > się na głos w kinie i dlatego nie pozwala się dziecku głośno
              > zachowywać w kościele, a jeśli się mu nie pozwolić nie chce lub
              nie
              > umie - do kościoła się z nim nie chodzi. A także do synagogi,
              teatru
              > i cyrku.

              Hmmm, jest drobna różnica między kościołem a cyrkiem – nie zachodzi
              w moim życiu żadna okoliczność, z której wynikałby dla mnie
              obowiązek bywania w cyrku. A także w kinie, teatrze, bibliotece czy
              synagodze.
              Nie słyszałam natomiast, by fakt bycia jedynym opiekunem
              niegrzecznego bachora zwalniał katolika z obowiązku uczestniczenia w
              niedzielnej mszy św.
              • a_weasley Re: Pater Leon dicit, beatum sit nomen suum 20.07.08, 17:09
                ea-szarri napisała:

                > Nie słyszałam natomiast, by fakt bycia jedynym
                > opiekunem niegrzecznego bachora zwalniał katolika
                > z obowiązku uczestniczenia w niedzielnej mszy św.

                Tego nie wiem, spytaj księdza.
                Jednakowoż założę się o każde pieniądze, że sytuacje, w których od soboty po
                południu do niedzieli wieczór nie dałoby się zostawić z kimś dziecka, to
                mniejszość przypadków. Utwierdzają mnie w tym wypowiedzi, które nie odwołują się
                bynajmniej do stanu wyższej konieczności, lecz dowodzą na różne sposoby, że to
                przecież nic złego, lub rozciągające ten stan wyższej konieczności na sytuację,
                w której dałoby się sprawę rozwiązać w ten sposób, że mąż i żona idą na różne
                msze (co, jak wspominałem, moi rodzice robili latami).
            • samboraga Re: Pater Leon dicit, beatum sit nomen suum 07.07.08, 09:53
              > Zanim ktoś mi wyjedzie z pytaniem, czy mam dzieci (na które nawiasem
              > mówiąc wszyscy tu znają odpowiedź), oświadczam, że nie ma to nic do
              > rzeczy.

              Nie ma, nie ma, podobnie jak nie ma, że protestant ocenia katolicką mszę... W
              dodatku specyficzną jej wersję - dla dzieci...
              • a_weasley Re: Pater Leon dicit, beatum sit nomen suum 20.07.08, 17:04
                Samboraga z braku argumentów ad rem napisała nie dość, że ad personam, to
                jeszcze bez sensu:

                > Nie ma, nie ma, podobnie jak nie ma, że
                > protestant ocenia katolicką mszę...

                Pokaż, gdzie OCENIAŁEM MSZĘ, a nie wypowiadałem się na temat ZACHOWANIA DZIECI,
                ich rodziców tudzież.
                • minerwamcg Re: Pater Leon dicit, beatum sit nomen suum 21.07.08, 15:36
                  Że już nie wspomnę o takim drobiazgu, że dyskusja dotyczy nie tylko
                  katolickiej mszy, a przychodzenia z dzieckiem do kościoła w ogóle.
                  Protestanckiego też smile
                  U metodystów czasem są w kaplicy jakieś maluchy - mniejsze, niż
                  uczniowie szkółki niedzielnej, którzy w tym czasie mają katechezę. I
                  zachowują się... jak dzieci w kościele, raz lepiej, raz gorzej smile))
                  Problem jest zatem ponadwyznaniowy.
                  • samboraga Re: Pater Leon dicit, beatum sit nomen suum 21.07.08, 16:53
                    > U metodystów czasem są w kaplicy jakieś maluchy - mniejsze, niż
                    > uczniowie szkółki niedzielnej, którzy w tym czasie mają katechezę. I
                    > zachowują się... jak dzieci w kościele, raz lepiej, raz gorzej smile))
                    > Problem jest zatem ponadwyznaniowy.

                    Jakoś byłam pewna, że protestanci albo nie zabierają dzieci (jak niemowlęta),
                    albo od razu do szkółki. Naprawdę.

                    A i takie małe pytanie, czy w ogóle bywacie na mszach dla dzieci czy to co
                    piszecie to obserwacje z normalnych mszy św.?
                    • minerwamcg Re: Pater Leon dicit, beatum sit nomen suum 21.07.08, 20:05
                      Pisałam gdzieś niżej, że na mszach dla dzieci nie bywamy - właśnie dlatego, że
                      są to msze dla dzieci, a nie dla starych koni smile)) I jeżeli ktoś wybiera się na
                      mszę dla dzieci, to niech się przygotuje, że spotka tam... no właśnie, dzieci
                      smile)) Ze wszystkimi konsekwencjami tego faktu, których był świadom, więc niechaj
                      odejdzie w pokoju i nie marudzi.
                      Nie uważam bynajmniej, że na mszy dla dzieci hulaj dusza piekła nie ma i
                      dzieciom wolno wszystko - ale np. dość często spotykanym zjawiskiem jest, że jak
                      jeden maluch się rozwrzeszczy, pozostałe zaczynają koncert jemu do towarzystwa.
                      W większym "stężeniu" maluchów to się może zdarzać nawet często...
      • ea-szarri Re: Pater Leon dicit: 07.07.08, 03:04
        Trochę dziwnie się czuję, czytając takie wypowiedzi...
        Bo tak: z jednej strony uważam, że moje dziecko zachowuje się (i
        zachowywało się w przeszłości) w kościele w sposób nie wadzący
        nikomu; z drugiej jednak strony, czasami zastanawiam się, czy
        przypadkiem nie jest to li i jedynie moja opinia.
        Nie zdarzyło mi się też usłyszeć nigdy w miarę konkretnej
        wypowiedzi, jakie zachowania małego dziecka w kościele są jeszcze
        dopuszczalne, a jakie już nie (i nie mam na myśli krańcowych
        zachowań, typu: uporczywy ryk trwający czas dłuższy). A
        przynajmniej jedno kazanie wytykające karygodne zaniedbania rodziców
        w tej materii ostatnio usłyszałam. Kazanie było długie, a ja nadal
        nie wiem, kiedy pretensje współwyznawcy pod adresem moim i mojego
        dziecka mam traktować jako głos wyważonego rozsądku, a kiedy jako
        efekt uboczny jego przewrażliwionego malkontenctwa...
        Ja rozumiem, że dziecko może w kościele przeszkadzać innym; wiem
        też, że jako matka mogę być nieobiektywna w stopniu graniczącym z
        zaślepieniem, ale tak naprawdę to nie mam nic do czego mogłabym się
        odwołać w sytuacji wątpliwej. Bo moje na przykład wyczucie miejsca i
        sytuacji mówi mi, że nie ma nic niewłaściwego w radośnie (i po
        względnemu cichu) biegającym sobie po kościele dziecku, a tu się
        okazuje, że to jest zachowanie karygodne...
        • a_weasley Ea-Szarri - dobre pytanie... 20.07.08, 17:43
          ea-szarri napisała:

          > Trochę dziwnie się czuję, czytając takie
          > wypowiedzi...
          > Bo tak: z jednej strony uważam, że moje dziecko
          > zachowuje się (i zachowywało się w przeszłości)
          > w kościele w sposób nie wadzący nikomu;

          Jeżeli ktoś mu zwrócił uwagę, to jest niezerowe prawdopodobieństwo, że
          przynajmniej jednej osobie wadziło (zapewne także kilku dalszym).

          > nie wiem, kiedy pretensje współwyznawcy pod
          > adresem moim i mojego dziecka mam traktować
          > jako głos wyważonego rozsądku, a kiedy jako
          > efekt uboczny jego przewrażliwionego malkontenctwa...

          Ktoś mi tu zaraz pewnie wytknie, że nie jestem współwyznawcą, ale ostatecznie
          niewspółwyznawcy też mają wstęp do katolickich świątyń wink
          Sprawa jest na pewno subiektywna i nie to uciążliwe, co uciążliwe, tylko to, co
          komu przeszkadza.
          Żeby nie cytować sam siebie, wskazuję np. na notkęAgreścika75 na ten temat.

          > Ja rozumiem, że dziecko może w kościele
          > przeszkadzać innym; wiem też, że jako matka
          > mogę być nieobiektywna w stopniu graniczącym z
          > zaślepieniem,

          Mówię bez ironii: bardzo cenię zdolność do wzięcia tego typu "poprawki na siebie".

          > ale tak naprawdę to nie mam nic do czego mogłabym
          > się odwołać w sytuacji wątpliwej.

          Hmmm...
          Do pytania "czy to byłoby na miejscu na ważnej uroczystości świeckiej"?

          > Bo moje na przykład wyczucie miejsca i sytuacji
          > mówi mi, że nie ma nic niewłaściwego w radośnie (i po
          > względnemu cichu) biegającym sobie po kościele
          > dziecku,

          Bba. Z chwilą jednak, kiedy owo dziecię tańczy na środku kościoła, wyysoko
          podkasując spódniczkę (autentyk, widziałem na jednym ślubie) albo biega tam i
          nazad po blaszanej pochylni umożliwiającej wózkom zjazd ze stopnia przy wejściu
          (również autentyk, boczne wejście do Mariackiego), to zaczyna przeszkadzać...

          > a tu się okazuje, że to jest zachowanie karygodne...

          Ładne to nie jest...
          Trudno stworzyć wyczerpujący katalog zachowań niestosownych, bo dzieci są zbyt
          pomysłowe. Najwyżej można posłuchać (choćby i tu poczytać), jakie zachowania
          wzbudzały protest.
          Akustycznie przeszkadza wszystko to, co by przeszkadzało w wykonaniu człowieka
          dorosłego lub przedmiotu martwego, bo niby dlaczego miałoby przeszkadzać mniej?
          Jeżeli wchodzi tam, gdzie się nie chodzi (prezbiterium, boczny ołarz,
          konfesjonał, ambona), to raczej nie wypada. To akurat nikomu nie przeszkadza,
          jest jednak formą nieuszanowania miejsca. Potem z radosnych dzieci wyrastają
          tacy na przykład tacydorośli.
        • minerwamcg Re: Pater Leon dicit: 21.07.08, 15:31
          Jak dla mnie, dziecko może prawie chodzić na głowie (prawie! Bo
          jednak tańczenia na środku kościoła i włażenia do prezbiterium nie
          pochwalam), byle robiło to CICHO. Niedobrze jest też, kiedy mama z
          małym dzieckiem siedzi w środku ławki, gdzie dzieciak się kręci,
          kopie ławkę, zaczepia siedzących obok. Pewnie opowiadałam wam, jak
          kiedyś wylądowałam obok kobiety, która zabawiała dzieciątko
          drewnianym różańcem o wielkich koralach, którym toż dzieciątko
          tłukło radośnie o ławkę. Grrrr! Żal mi było tej kobiety, bo widać
          było, że dzieciak włazi jej na głowę a ona sobie z nim kompletnie
          nie radzi - ale to naprawdę nie była wina siedzących obok.
          W zasadzie większych wymagań nie mam - a na msze dla dzieci nie
          chodzę.
      • samboraga Re: Pater Leon dicit: 07.07.08, 09:46
        Proponuję rozszerzyć - osobom bezdzietnym , a zwłaszcza starszym mówimy
        stanowcze 'nie' na mszach dla dzieci. Wiele osób przychodzi, bo 'pora dobra'.
        Msze dla dzieci sa różne. Są wielkoparafialne, albo w parafiach modnych, gdzie
        dzieci prawie skaczą po ołtarzu, i takie zwykłe, gdzie sam układ kościoła
        wymusza stanie po bokach, siedzenie w ławkach, mniej też ludzi, dzieci, więc i o
        spokój do skupienia łatwiej. Ojca Leona zapraszam do mojego...

        • mama_kasia Re: Pater Leon dicit: 07.07.08, 10:17
          Nie wiem, czy ojcu Leonowi chodziło o msze dla dzieci.

          Zgadzam się z nim, choć nie wyraziłabym tego w taki sposób smile
          Uważam, że dzieci trzeba wychowywać do liturgii, a wcześniej
          wychowywac dorosłych.

          Zastanawiam się, co zrobić z tymi, którzy są niewychowywalni sad
          Wychowywać mimo wszystko? Bo pozwolić na wszystko przecież nie.
          • samboraga Re: Pater Leon dicit: 07.07.08, 10:36
            > Zastanawiam się, co zrobić z tymi, którzy są niewychowywalni sad
            > Wychowywać mimo wszystko? Bo pozwolić na wszystko przecież nie.

            To trochę z innej beczki, bo dotyczyło dzieci starszych i sakramentu: po pewnej
            mszy św., po ogłoszeniach, ksiądz zatrzymał jeszce na chwile wiernych i
            powiedział, że odmówił komunii dwojgu dzieciom, które są znane księdzu, które
            źle się zachowują wobec nauczycieli, otoczenia (chodziło o coś poważnego,
            groźby, wyzwiska, ale ksiądz oczywiście nie podawał szcegółów) i że nie może być
            tak, że te dzieci w tygodniu się zachowują jakoś tam, a potem idą do komunii, że
            ksiądz chciał uniknąć zgorszenia. (Z góry napiszę, że to był po ostatni krok
            księdza, to nie tak, że nikt się tymi dziećmi nie zajął tylko je od stołu
            Pańskeigo odtrącił, nie.)
            Parafia jest mała, ksiądz uczył w szkole, zna dzieciaki, lubię go i kiedyś
            pytaliśmy go o jakiś problem 'religijny' jaki mieliśmy ze starszym dzieckiem.
            W pierwszej chwili byłam zdziwiona, ale potem pomyślałąm, że to dobrze. Że to
            jest pokazanie granic, że nie wszytsko wolno...
      • samboraga co o. Leon miał na myyśli;) 20.07.08, 19:18
        Trochę mi się rozjaśniło co do intencji o. Leonawink))
        W ostatnim numerze GN zamieszczona jest odpowiedź o. Knabita na list jednej z
        czytlniczek, zdziwionej felietonem o dzieciach w kościele, zacytuję fragment:
        "Solidaryzuję się w pełni z wiernymi, że nie mogą się wtedy skupić i pytają, po
        co są w takim razie Msze dla dzieci, na których atmosfera może być zupełnie inna
        i nikt nie ma o to pretensji."

        Czyli na Msze dla dzieci mogę z młodszym chadzaćwink))
    • samboraga Re: Od kiedy chodzić z dzieckiem do kościoła? 07.07.08, 10:19
      Trafiło mi się dziecko bardzo intensywne, przeszkadzające. Wcześniej myślałam,że
      takie dzieci są niewychowane... Starszy był taki spokojny, co najwyżej dopytywał
      ile jeszcze 'misiów uszatków' do końca, bo liczył czas na dobranocki...

      Zdziwił mnie tekst o.Leona, to chyba fragment jakiejś całości większej? Może
      wtedy będzie jaśniej? Mam wrażenie, że msze o.Leona przyciągają tłumy i w takim
      tłumie to faktycznie mogą się zdarzyć rodzice, którzy uważają że u ojca to
      wszystko wolno, bo taki miły...

      Wczoraj zdenerwował mnie peweien komentarz, który usłyszałam po wyjściu z
      kościoła. Nie pod adresem mojego dziecka, ale i tak miałąm odpowiedź na końcu...
      U nas na czas wakacji msze dla dzieci są zawieszane, byliśmy więc na normalnej.
      Rodziny z małymi dzizećmi zostają zwykle w narteksie, tam luźniej, dzieci mogą
      chodzić (mój starszy syn był ewenementem, dwulatki zasadniczo ciągle chodzą...).
      Moje dziecko potrafi się i odezwać w czasie podniesienia ('mama, KLĘKAM'), i
      chodzi, i lubi sobie potupać. Zazwyczaj biorę go wtedy na ręce, aż się uspokoi,
      jak się nie da to wychodzę na zewnątrz. Ale najgorsze jak akurat na mszy
      spokkają się 2-3 takie rozrabiaki i się nakręcają... Wtedy faktycznie pozostaje
      mi wyjśćsad

      Nie chcę wychodzić. Nie z egoizmu, 'bo nie chce nam się chodzić na dwie msze'
      przez najbliższe...eee...ile lat?...
      To nie pomaga dziecku. Po jednej gorszej mszy są lepszesmile
      Gdy wychodzimy to woła go przyroda i kończymy w pobliskim lasku, a ja już nie
      wiem czy byłam na mszy czy nie byłam...
      NAJLEPIEJ się zachowuje jak nie stoimy w narteksie, ale blisko ołtarza. Ale to
      zimą i wczesną wiosną, jak kościół nabity ludźmi. Bo od maja w niedziele mało
      osób, bo wyjazdy na dziełkę itp. i wtedy jeszce w połowie mszy i tak lądujemy w
      narteksie, bo łazi między ludźmi...

      Wczoraj mój synek siedział obok rozrabiającej dziewczynki. Starszej od niego,
      już się znają z kolejnej mszy... Próbowała go wciągnąć w zabawę - ale się 'nie
      dał'wink)) Trochę go potrzymałąm na rękach, pobujałam i poprosiłam, aby
      wytrzymał... Byłam z niego dumnasmile Dotrwaliśmy do końca. Dziweczynka była tak
      głośna, że inni ludzie zaczęli jej zwracać uwagę, rodzice z nią wyszli...
      Czasami, w pewnym wieku zwłaszca, faktycznei inaczej się nie da...
      • azanna Re: Od kiedy chodzić z dzieckiem do kościoła? 08.07.08, 09:20
        Ja chciałam jeszcze tylko zwrócić uwagę na dwie rzeczy:

        Pierwsza to fakt, że czasem nie ma możliwości zostawienia z kimś
        dziecka. Mój mąż studiuje zaocznie i czasem ma tak ułożone zajęcia,
        że jemu samemu ciężko jest wkomponować w niedzielę (czy wieczór
        sobotni) mszę, a drugiej to już na pewno nie dałby rady (żebym ja
        mogła pójść, a on zostałby z dzieckiem). A nikogo innego chętnego do
        opieki nie mamy.

        Druga (w moim odczuciu ważniejsza) to fakt, że mało wiemy o duchowym
        rozwoju dziecka. Jest sporo opowieści dzieci o ich spotkaniu z
        Bogiem czy Aniołami - myślę, że większość z nich to wynik dziecięcej
        fantazji - ale czy wiemy to na pewno? Czy nie zabieramy dziecku
        czegoś odcinając je w najmłodszych latach od kościoła - czyli
        miejsca, gdzie często najłatwiej spotkać Boga? Moja córeczka ciągle
        mnie zaskakuje tym jak wiele już rozumie - a jak ma mi pokazać swój
        wymiar duchowy, skoro często nie rozumiem prostych spraw, które
        próbuje mi przekazać. Przykładem może być sytuacja sprzed kilku dni.
        Mamy kalendarz na ścianie z jej zdjęciami - po zmianie kartki na
        lipiec Agatka stanęła w pewnej odległości od kalendarza i zaczęła
        powtarzać "tata, tata" - długo to trwało zanim zrozumiałam, że
        chodzi jej o to, że w rogu zdjęcia widać malutki, zamazany kawałek
        twarzy jej taty. A to było coś co mogłam dostrzeć - choć zdziwiłam
        się naprawdę mocno, że po tym małym kawałeczku poznała - więc jak ma
        mi powiedzieć, że spotyka Boga skoro operuje 10 słowami? To mam
        założyć, że nie spotyka? Przecież od Niego przyszła i jest spore
        prawdopodobieństwo, że obecnie ma z Nim lepszy kontakt niż ja.
    • a_weasley Od wiosny? 20.07.08, 17:13
      W sumie faktycznie dziecko musi się kiedyś do kościoła przyzwyczaić i faktycznie
      zimą wyjść w razie potrzeby, zwłaszcza w trybie nagłym, trudno, bo trzeba
      dziecię ubrać (w tym zakresie jest gorsze od komórki, bo komórki ubierać nie
      trzeba), a i tak na dworze zimno.
      Przy ciepłej pogodzie nie ma problemu, a zanim się zrobi zimno, to dziecię się
      przyzwyczai.
      Albo nie, znaczy jeszcze tego roku było za wcześnie...
      To wszystko nasunęło mi się dziś w Laskach, gdzie warunki są idealne, bo z
      kościoła wychodzi się na zieleń, w ciszę i spokój, ba, przed kościołem są ławki.
      Kościół, dajmy na to, Zbawiciela nadaje się do tego celu wyraźnie gorzej.
      • minerwamcg Wierzgająca żabka :) 21.07.08, 15:19
        W tychże Laskach miałam za sąsiadkę w ławce wyrośniętą pieciolatkę.
        Grzeczną. Tyle, że w paewnym momencie potrzeba ruchu wzięła górę i
        dzieciak zaczął kopać w deskę, na której się klęka. Bezgłośnie, ale
        drgania robiły swoje. Odwróciłam się do niej i mówię: "żabko, nie
        wierzgaj". I co? Żabka przestała wierzgać smile))
        • mader1 Re: Wierzgająca żabka :) 21.07.08, 15:36
          mówię: "żabko, nie
          > wierzgaj". I co? Żabka przestała wierzgać smile))

          Bo one tak lubią smile To tylko kochającego rodzica czasem poniesie i
          zamiast " żabko", powie ostrzej smile
          Mój się pokładał i cos mówił o bólu głowy, a my potraktowaliśmy to
          jako " ból kościelny" a potem, po wyjściu okazało się, że był duży,
          pełnometrażowy i wymagający proszka i poleżenia.
          • minerwamcg Re: Wierzgająca żabka :) 21.07.08, 19:55
            Wiesz, ani wierzganie nie było nadmiernie uciążliwe (tylko tak zwyczajnie) ani
            żabka poza nim nieznośna - więc jak mawiał pan Kmicic, "póki można, będę
            politykował" smile)) Jak już upominam w kościele cudzego łebka, to przynajmniej na
            początku miło i przyjaźnie smile
    • a_weasley Rada (nie moja) z bardzo starej dyskusji 20.07.08, 18:02
      Z górą trzy lata temu w dyskusji,
      której tytuł różnił się od niniejszej jedynie brakiem czasownika, Karolina_29
      napisała:

      Kiedyś od znajomej usłyszałam radę, żeby
      zachodzić z małym dzieckiem do kościoła
      regularnie w dzień powszedni
      "odwiedzić Pana Jezusa", pomodlić się chwilę,
      czasem coś opowiedzieć, wytłumaczyć.
      Była to starsza pani, która często do kościoła
      zabierała wnuczka. Mówiła (był już wtedy
      przedszkolakiem), że na mszę św wybiera się z nim
      dużo wcześniej, żeby mógł w spokoju wszystko
      obejrzeć, zajrzeć w różne kąciki. W czasie mszy
      był już spokojny.
    • mader1 " Równaj do..." 21.07.08, 15:48
      chyba na przysposobieniu obronnym była taka komenda. Przypomniała mi
      się w ostanią niedzielę.
      Na mszy był dwulatek (na oko). Chodził po kościele i nie robił wcale
      hałasu, tyle że się przemieszczał. Tato starał się go trzymać jak
      najdalej od ołtarza, coby nie przeszkadzał. A tuż przed ołtarzem,
      grzecznie uczestniczył we mszy jakiś ośmiolatek, dziewięciolatek.
      Mały wreszcie przedarł się przez kochające ramiona bliziutko,
      bliziutko. Spojrzał na starszego kolegę z wyraźnym szacunkiem.
      Stanął obok, podniósł mały łepek, złożył łapki. Potem jeszcze raz
      popatrzył na kolegę, " wyrównał do..." I tak już został do końca,
      naśladując zachwycony smile)))) A tato trochę z tyłu, oniemiały,
      wdzięczny Bogu i koledze za przykład smile

      Ja też kiedyś tak chciałam, zabrałam Malego, jeszcze mniejszego
      wtedy, na różaniec dla dzieci. Umieściłam obok klęczących tuż przed
      ołtarzem drugoklasistów. I ... szeroko ze zdumienia otworzyliśmy
      oczy...bo panowie zaczęli się okładać różańcami sad(((((
      Od tamtej pory nie szafuję słowami " nauczysz się od starszych" smile)))
      • maadzik3 Re: " Równaj do..." 27.07.08, 19:39
        Sa dzieci które równają zachowaniem do grupy (czasem w dół czasem w górę) a są
        takie (jak mój syn) które właściwie zawsze mają autorskie pomysłysmile) Tak to już
        w życiu bywa
    • fiamma75 Zbulwersowana 27.07.08, 12:47
      Dziś na mszy, która poza wakacjami jest mszą dziecięcą- była kobieta
      z neipełnosprawną umysłową ok. 10-letnią córką. Nieraz przychodzi na
      mszę z nią czy z 2 młodszych dzieci. Dziewczynka czasem zachowuje
      się głośno -na głos mówi, ale dziś nie było najgorzej -co jakiś czas
      wołała m"mamo" (nota bene duzo gorzej zachowywała się 4 -latka,
      którą "opiekowała się" nastoletnia siostra). Jednak proboszcz
      czytający beznadziejnie nudny list nt. trzeźwości przerwał czytanie,
      dopóki owa pani nie wyszła z dzieckiem.
      Zastanawiam się, gdzie jest miejsce dla rodziców dzieci
      niepełnosprawnych i dla samych dzieci niepełnosprawnych. Widać, ze
      zdaniem proboszcza i niektórych "paniuś" - nie w kościele sad
      Nanjelpeije zamknąc w domu - co z oczu, to z serca.
      • maadzik3 Re: Zbulwersowana 27.07.08, 19:37
        No to ja też jestem zbulwersowana. "Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie..."
        Zamiast pomóc, wspierać matkę 3-ki w tym niepełnosprawnej dziewczynki odwrócić
        się plecami!!!!
      • isma Re: Zbulwersowana 28.07.08, 12:49
        O zesz.
        Pomijam juz ten drobny szczegol, ze listow na temat trzezwosci wysluchuje sie co
        roku, i naprawde nic nowego w nich nie ma.
        Skutecznosc tez raczej watpliwa.
        Nawiasem mowiac, wczoraj rabczanski wikary przeprowadzil karkolomny wywod,
        laczacy trzezwosc z krolem Salomonem ;-O. Chapeau bas, ja bym w zyciu na ten
        zwiazek logiczny nie wpadla...
        • minerwamcg Re: Zbulwersowana 28.07.08, 17:29
          > Nawiasem mowiac, wczoraj rabczanski wikary przeprowadzil
          karkolomny wywod,
          > laczacy trzezwosc z krolem Salomonem ;-O.

          Yy? Czy miał na myśli niemożność nalania z pustego?
          • isma Re: Zbulwersowana 30.07.08, 11:31
            A - nie. Chodzilo o to, ze Salomon poprosil pana Boga o rozum, a
            niektorym na wlasne zyczenie ten rozum po wodce odbiera...
            Wikary, wydaje sie, mowil na trzezwo...
      • wickedwoman Re: Zbulwersowana 08.03.10, 13:03
        czytam ten wątek z wielkim zaciekawieniem, ponieważ jestem mamą noworodka i
        bardzo brakuje mi mszy świętej na którą obecnie nie mogę uczęszczać
        czytam...i bardzo trudno mi uwierzyć, że ludziom wierzącym w Boga tak bardzo
        przeszkadzają dzieci...Jezusowi nie przeszkadzały przecież "pozwólcie dzieciom
        przychodzić do mnie" prawda?
        tym bardziej nie rozumiem, dlaczego przeszkadzają niektórym dzieci a
        jednocześnie przychodzą do kościoła na mszę DLA DZIECI (!)
        w końcu, wracając do postu Zbulwersowanej- dlaczego ksiądz na mszy DLA DZIECI
        czyta list...przecież wiadomo, że język mszy czy lekcji musi być dostosowany do
        możliwości percepcyjnych dzieci-to moim zdaniem najprostsza droga do uśmiercenia
        religii katolickiej albo religii w ogóle-nie dziwię się, że jest coraz mniej
        wierzącej młodzieży, skoro tak niewiele osób w Kościele wychodzi na przeciw
        potrzebom religijnym dzieci

        • wiesia140 Re: Zbulwersowana 08.03.10, 14:48
          dlaczego ksiądz na mszy DLA DZIECI
          czyta list...przecież wiadomo, że język mszy czy lekcji musi być dostosowany do
          możliwości percepcyjnych dzieci-to moim zdaniem najprostsza droga do uśmiercenia
          religii katolickiej albo religii w ogóle-nie dziwię się, że jest coraz mniej
          wierzącej młodzieży, skoro tak niewiele osób w Kościele wychodzi na przeciw
          potrzebom religijnym dzieci

          Listy się czyta na każdej mszy , przynajmniej u mnie
          tak już jest . Piszesz ,ze nikt z kościoła nie wychodzi
          na przeciw , to nie jest tak , są rożne kółka w , ruchy charyzmatyczne ,
          a poza tym są też rodzice, to oni powinni wspomagać i wychodzić na przeciw,
          wiarę się kształtuje też w domu.
          • wickedwoman Re: Zbulwersowana 08.03.10, 21:17
            masz dużo racji w tym co piszesz, czasami być może jesteśmy zbyt wymagający co
            do księży etc.
            jeśli napisałam, że nikt nie wychodzi na przeciw...to cofam to, rzeczywiście tak
            nie jest, przecież sama niejednokrotnie byłam na mszy dla dzieci podczas której
            rzeczywiście księża wykazali cudowne podejście i kreatywność w obcowaniu z
            najmłodszymi
            niejednokrotnie jednak takiego podejścia brakuje, a szkoda, bo moim zdaniem to
            mogłoby wiele zmienić, wiadomo-nie każdy rodzic potrafi wychować swoje dziecko,
            nie tylko w wierze, ale "w ogóle" , pomoc duchownych osób jest czasami
            nieoceniona, osobiście nie uważam, że czytanie listów na każdej mszy jest bardzo
            celowe i czasami można by moim zdaniem zrobić odstępstwo zwłaszcza dla dzieci,
            ale być może nie mam tu racji, nie mnie to właściwie oceniać...

            dalej nie rozumiem jednak skąd tyle niechęci do dzieci w kościele...dla mnie
            taka wspólna modlitwa z dziećmi jest naturalna, nie sądzę żeby szkrab, który
            jest zbyt młody na zrozumienie pewnych spraw, obrażał swoim zachowaniem Pana
            Boga, co innego gdy dziecko jest już starsze i pewne rzeczy mogłoby zrozumieć, a
            rodzice zwyczajnie ignorują jego zachowanie
            • wickedwoman Re: Zbulwersowana 08.03.10, 21:26
              jeszcze raz prostuję swoja wypowiedź- nie uważam wcale, że kościół powinien być
              przede wszystkim trakcyjny dla dzieci- nie!
              dziecko potrafi się skupić przez chwilę i zrozumieć, że teraz jest czas modlitwy
              itd.
              mam na myśli tylko to, że msze na których wychodzi się w stronę dzieci poprzez
              specjalnie napisane kazania etc. są potrzebne, i dobrze kiedy dzieci mają taki
              swój czas w kościele przynajmniej moim zdaniem, i nie rozumiem, czemu ktoś komu
              to przeszkadza nie może po prostu pójść na mszę dla dorosłych
              • wiesia140 Re: Zbulwersowana 08.03.10, 21:39
                Jak ma taki wybór owszem może , ale w nie każdym kościele jest
                wydzielona msza specjalnie dla dzieci. gdzieś tu był jeszcze wątek na
                ten temat znajdę to go ci wkleję.
                • wiesia140 Re: Zbulwersowana 08.03.10, 21:51
                  O tu masz forum.gazeta.pl/forum/w,16182,107666139,107666139,Msza_dla_dzieci_bo_nie_rozumiem.html
                  • wickedwoman Re: Zbulwersowana 09.03.10, 12:34
                    dziękuję
                    może właśnie taka msza byłaby jakimś rozwiązaniem
                    szanuję osoby które potrzebują w kościele ciszy i skupienia, może właśnie pewien
                    podział mógłby być rozwiązaniem
                    pozdrawiam!
    • leluchow1 Re: Od kiedy chodzić z dzieckiem do kościoła? 31.07.08, 14:43
      My chodzimy do koscioła w każdą niedzielę i zabieranie tam dzieci jest dla nas
      tak naturalne jak oddychanie wink. Obaj chlopcy nie mieli mca jak byli I raz w
      kosciele. Od tego czasu chodzą regularnie chyba ze albo oni albo my oboje
      jestesmy chorzy.
    • izazdo ja chodze od 10 doby zycia 01.08.09, 20:19
      Urodzilam synka przez cc 02.07.09. Ciecie w czwartek, wypis do domu w niedziele
      o 17.00, na 18.00 nie zdazylabym, wiec juz nie poszlam (ale czuje sie
      usprawiedliwiona). Pierwszy raz z malym poszlam tydzien pozniej, czyli w 10
      dobie zycia i od tamtej pory chodzimy regularnie. Wychodze z zalozenia, ze sezon
      grypowy to nie jest, a jak ma cos zlapac to rownie dobrze moze w autobusie.
      Miech sie wdraza. Bo tak naprawde nie ma dobrego momentu: najpierw niemowle,
      wiec nic nie rozumie, potem biega i wrzeszczy, potem sie nudzi, a na koncu
      nieprzyzwyczajone i nie chce chodzic.
    • tonika80 Re: Od kiedy chodzić z dzieckiem do kościoła? 03.08.09, 11:55
      Chodzimy od samego początku, czyli mniej-więcej odkąd dzieciaki
      skończyły 3 tygodnie smile
      "Pozwólcie dzieciom przyjść do mnie"- i tego się trzymamy.
      Zależy mi, żeby moje dzieciaki wzrastały w wierze, żeby od narodzin
      zaszczepić im miłość do Pana Boga ("Bambuna"-jak to mówi moja 2-
      letnia córeczka) i żeby chodzenie do kościoła było dla nich czymś
      tak oczywistym jak to, że po sobocie zawsze jest niedziela smile
      Jak rozrabiają to sie chowamy do zakrystii albo przed kościół. Ale
      raczej są spokojne smile
    • sulla Re: Od kiedy chodzić z dzieckiem do kościoła? 03.08.09, 12:16
      Dla mnie to temat bardzo na czasie.
      Póki nasza córa była malutka, to chodziliśmy razem - spokojnie spała albo leżała
      w wózku. Teraz jest na etapie nauki chodzenia, i nie wytrzymuje w kościele
      dłużnej niż 15 minut. A przeszkadza bardzo, bo kościół mały, ludzi mało i krzyki
      i płacze są uciążliwe, a z kolei biegania z nią po całym kościele sobie nie
      wyobrażam. Któreś z nas musi wyjść przed kościół i siłą rzeczy nic nie słyszy,
      bo nie mamy nagłośnienia na zewnątrz.

      Chodzenie na zmianę jest dla nas uciążliwe, bo z racji niewielkiej liczebności
      zboru nabożeństwo mamy tylko jedno w niedzielę. Dlatego ja czasami chodzę do
      kościołó3 katolickich wieczorami. Mimo to szukam cały czas sposobu, żebyśmy
      mogli uczestniczyć w nabożeństwie we trójkę. Jeśli ktoś ma jakąś radę, to z
      wielką radością przyjmę smile
      • chrust5 Re: Od kiedy chodzić z dzieckiem do kościoła? 03.08.09, 14:31
        Dla mnie tez. My mala trojke i daje sie chodzic albo: jeden rodzic z
        jednym dzieckiem (a drugi z drugim kiedy indziej), najmlodszy
        roczniak wcale, albo sami, a dzieci kiedy indziej. Starsze zaczynaja
        byc w porzadku (2l i 8 m-cy), maly jest nie do wytrzymania, trzeba
        byloby za raczkujacym latac po kosciele. Ja jeszcze jakos daje rade
        skupic sie z duza dwojka obok, maz mowi, ze kompletnie nie wie o
        czym jest Msza. Mamy dylemat co robic.
        • szczur.w.sosie Re: Od kiedy chodzić z dzieckiem do kościoła? 03.08.09, 16:27
          Przy jednej mszy niedzielnej nie mamy wyjścia. Ale i problemów też nie mam z
          dziećmi na mszy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka