nati1011
03.12.08, 20:11
Taka jedna myśl drazy mnie od tego wątku abstynenckiego. I chodzi mi
nie o intencje (te są oczywiste i chwalebne) ale o sposób
realizacji. I nie odnosze się do autora poprzedniego wątku, tylko
ogólnie.
Jaka jest rola postu i jałmużny (pozwolę sobie to razem umieścić).
Biblia mówi nam o poszczeniu w tajemnicy, w skrytości serca, o
dawaniu jałmużny po kryjomu. Czy więc post i abstynencja (wszelkiego
typu) powinna być jawna, publiczna, atakująca?
Czy dając jałmużnę mam prawo zabierać coś swojej rodzinie? Czy tez
wolno mi dać tylko to, co było dla mnie przeznaczone (rodzinie
ugotuję obiad z 2 dań a sama oddam zaoszczędzone pieniądze i zjem
suchy chleb)? Czy też w imię wyższości jałmużny nad innymi formami
powinna pościć cała radzina? Czy w piątek zachowując post wolno mi
poczestować gości mięsem, jeżeli oni tego postu nie zamierzają
zachowywać, czy też powinnam ich posilić rybą - której nie lubią
jeść?
Śluby absytnenckie, które dotąd znałąm oznaczały osobistą
abstynencję. Nie słyszałam o zakazie - mimo ślubowania - częstowania
alkoholem (choćby w niewielkich ilościach), zakazu trzymania go w
domu czy przyjmowania w podarunku. Wydaje mi się, ze to rodzaj postu
siłą narzuconego otoczeniu. Ja poszczę, wiec i wy musicie.
Osobiście poszczac w piątek bez wyrzutó sumienia robię obiad mięsny,
bo reszta rodziny pościć nie zamierza. A podejmując post sierpniowy
kupuję mężowi piwo, bo przecież poszczę ja a nie on.
A może się mylę?