Dodaj do ulubionych

Doskonałość moralna

17.02.09, 11:40
Małgorzata Wałejko, "Tylko bądź", W drodze 2/2009:
"Zabieganie o doskonałość przed Bogiem i dla Boga jest pułapką b r a
k u p o k o r y, usilnym szukaniem możliwości mimo wszystko
odpłacenia się. Jednocześnie "wkładaniem" Boga w naszą ludzką miarę,
miarę "coś za coś": Jego miłość za poprawę, Jego bliskość za
dyscyplinę, moja świętość za doskonałość moralną".
Tymczasem ja ciągle się mocuję z wpojonym od dziecka religijnym
poczuciem winy, presją prawa i powinności. Jak radzicie sobie z
przekazywaniem dzieciom wiary w Boga, który miłosierdzie stawia
przed sprawiedliwością?
Obserwuj wątek
    • minerwamcg Re: Doskonałość moralna 17.02.09, 12:32
      Poruszyłaś bardzo ciekawy problem, który w dodatku sięga korzeniami
      aż do ś.p. Lutra, bo zatrąca o zbawienie z wiary albo z uczynków.

      Tymczasem z tego co słyszę, to ani protestanci ani katolicy nie
      stawiają tu alternatywy rozłącznej. I jedni i drudzy uważają, że
      wiara bez uczynków jest martwa, a bez wiary nie można się Bogu
      podobać.

      Tymczasem jest poważna pokusa, żeby iść w jedną stronę albo w drugą -
      i mamy albo takich, którzy uważają, że Szef odwali za nich wszystko
      i zbawi wszystkich za darmo cokolwiek by robili, albo takich, którzy
      traktują Boga jak skup butelek - oddaję tyle, tyle się należy,
      proszę pokwitować.
      Ci drudzy zresztą bynajmniej nie są tak cyniczni - najczęściej są to
      bardzo nieszczęśliwi skrupulanci, stający na uszach, żeby wobec Boga
      być "w porządku", roztrząsający każdą spowiedź, czy może nie było w
      niej o jednego westchnienia za mało, więc nie został spełniony
      warunek żalu za grzechy, albo czy skoro się nie powiedziało, że się
      jadło skwarki w piątek, to spowiedź nie była świętokradzka.
      Według mnie pierwsza postawa jest obraźliwa dla Szefa, bo traktuje
      Go jak dobrotliwego idiotę, który pozwala z siebie drwić, a druga
      jest przejawem diabelskiej pychy, uważającej, że jeśli się
      postaramy, możemy zbawić się sami, a Pan Bóg tylko przybije pod tym
      pieczątkę.
      Tymczasem sprawę na zdrowym poziomie postawił Szef we własnej
      Osobie, mówiąc o sługach nieużytecznych. I któryś święty, nie wiem
      który, bo przypisywano to zdanie połowie nieba od św. Tomasza z
      Akwinu począwszy, na Maksymilianie skończywszy: "Rób tak, jakby
      wszystko zależało od ciebie, a rezultatów oczekuj od miłosierdzia
      Bożego".
      • maadzik3 Re: Doskonałość moralna 17.02.09, 12:42
        Problem faktycznie ciekawy, wszechstronnie dyskutowany, od paru lat (chyba
        2000???) jest jekies plus minus wspolne protestancko-katolickie stanowisko.
        Co do - kluczowego w luteranizmie - zbawienia z laski przez wiare serdecznie
        polecam rozwazania Bonhoeffera o lasce drogiej i lasce taniej. Nie bede
        streszczac bo po pierwsze akurat jestem w biegu a poza tym tekst (przepiekny)
        jest napisany w sposob tak skondensowany ze obawiam sie ze strescic sie go bez
        wypaczenia nie da.
        • minerwamcg Re: Doskonałość moralna 17.02.09, 13:01
          A jest, jest - Wspólna Deklaracja o Usprawiedliwieniu, podpisana 31
          października 1999.
          • maadzik3 Re: Doskonałość moralna 17.02.09, 13:38
            O, dzieki. Wiedzialam ze cos jest ale nie pamietalam, a nie mialam czasu szukac.
            Lece dalejsmile
    • kudyn Re: Doskonałość moralna 17.02.09, 13:32
      W pierwszej kolejności czytamy Biblię, rozmawiamy, przyglądamy się postawie
      Jezusa. I komunikujemy im wielokrotnie i na różne sposoby, że na miłość Boga, na
      naszą miłość nie muszą zasługiwać. Że kochamy je zawsze, wszędzie i niezależnie
      od tego co robią. Ale w moim rozumieniu, musi to Bóg potwierdzić w sercu moich
      dzieci. Nasze starania mogą tylko do tego podprowadzić.
      Dla mnie to był taki swoisty przewrót kopernikański i to było moje nawrócenie.
    • mmb Re: Doskonałość moralna 17.02.09, 13:56
      Może nie do końca w temacie ale ostatnio czytałam artykuł o szukaniu
      doskonałości na ziemi który bardzo mi się spodobał:

      :Mateusz Wichary: "Niebo będzie w niebie.":

      "Może to brzmi jak oczywistość, niemniej niebo będzie w niebie. I w związku z
      tym, wszystko, co się z niebem łączy, również będzie właśnie w niebie. Czyli
      wszelka doskonałość; absolutne szczęście, całkowity brak problemów. To wszystko
      będzie w niebie, a nie na ziemi, bo niebo będzie w niebie.

      Czasem oczekując na pewne ważne decyzje w naszym życiu pomimo owej oczywistości
      faktu, że niebo będzie w niebie, zaczynamy się zachowywać w taki sposób,
      jakbyśmy oczekiwali na niebo na ziemi. Innymi słowy, mylimy je z niebem. Na
      przykład, są zbory, które mogą mylić niebo ze zbudowaniem czy kupieniem kaplicy.
      Wtedy, mówią, rozwiążą się wszystkie nasze problemy. A to przecież nieprawda.
      Czasem również jako zbory czy nawet okręgi mamy jakaś sprawę, która szczególnie
      nam doskwiera, jakiś problem, który bardzo mocno nas uwiera. I też jakoś nam się
      zaczyna wydawać, że jak już to coś pchniemy, czy rozwiążemy, to będzie niebo na
      ziemi.

      ...

      Jakaś siostra, która bardzo oczekuje na męża, może sobie myśleć: tylko jego mi
      brakuje do pełni szczęścia. Oczywiście, to nieprawda. Samotność ma swoje
      problemy i małżeństwo ma swoje. Po prostu owa siostra jeszcze ich nie widzi, a
      brak, który odczuwa, sprawia, że ma zupełnie nierealistyczne spojrzenie na
      świat. Podobnie sprawa może wyglądać z oczekiwaną z utęsknieniem pracą,
      szczególnie, gdy jesteśmy bezrobotni. Wtedy, myślimy sobie, wszystko się zmieni
      w 100%. I znów, to nieprawda. Bezrobocie ma swoje problemy i bycie pracownikiem,
      czy nawet szefem, również. Albo, nowe mieszkanie. Młode małżeństwo może
      oczekiwać na nie bardzo mocno. Szczególnie, kiedy to ich wymarzony własny kąt.
      Wtedy, myślą sobie, wszystko się jakoś ułoży. I znów, to nieprawda. Nie wszystko.

      ...
      Znów chrześcijanie dłużej wierzący mogą wyczekiwać na jakiś punkt zwrotny w swym
      życiu. Może tęsknią do zupełnej bezgrzeszności; mają wielkie pragnienie bycia
      zupełnie świętym i oddanym Bogu. I szukają sposobu, by tak właśnie się zaczęło w
      ich życiu dziać. To może sprawić, że zaczną słuchać osób, które będą ich
      namawiać do przeżycia chrztu w Duchu Świętym, czy tez wzywać do napełnienia się
      Duchem. Wtedy, obiecuje im się, wszystko się zmieni. Zaczniesz być tak święty
      jak jeszcze nigdy nie byłeś (czy byłaś). Zapanuje w Twoim życiu wreszcie
      prawdziwa doskonałość świętości. To znów, oczywiście kłamstwo. Uwolnienie od
      tego ciała śmierci nastąpi dopiero, gdy Chrystus powróci; niebo będzie w niebie.

      Oczywiście, te kroki, czy chwile, które opisałem w bardzo istotny sposób ZMIENIĄ
      bądź mogą zmienić nas i nasze życie. Nowa kaplica z pewnością jest wspaniałym
      narzędziem, które Bóg może użyć aby rozkrzewiać szerzej Ewangelię; które ułatwia
      nam głoszenie, oraz w końcu, które daje nam radość i umożliwia np. dłuższe
      społeczności, czy organizowanie różnych zborowych wydarzeń w tygodniu.
      Rozwiązanie jakiegoś palącego problemu z pewnością oczyszcza kościół i daje
      fundament pod budowanie czegoś nowego. Przełamanie snu duchowego w zborze
      niewątpliwie sprawi, że zaczniemy doświadczać nowych, wspaniałych
      błogosławieństw. Małżeństwo znów, poza decyzją o zaufaniu Chrystusowi, jest
      prawdopodobnie najbardziej brzemienną w skutki decyzją życia. Nowa praca czy
      nowe mieszkanie jest wspaniałym źródłem radości a przede wszystkim w oczywisty
      sposób pomaga nam żyć. Chrzest czy doświadczenie Bożej bliskości w jakiś
      szczególny sposób to również doświadczenia, które kształtują bardzo wyraźnie
      nasze życie.

      Czy pamiętamy jednak, że niebo będzie w niebie? Czy pamiętamy, że pomimo
      niewątpliwej wartości tych wszystkich wydarzeń one nie są odpowiedzią na
      wszystkie problemy? Że nie sprawią, że pozbędziemy całkowicie się bólu,
      cierpienia, rozczarowań, grzechu w naszym sercu, problemów i w końcu
      konieczności ciągłego wyczekiwania na to miejsce, gdzie właśnie tego wszystkiego
      - w odróżnieniu od ziemi - już doświadczać nie będziemy?

      Jeśli o tym nie pamiętamy, to żyjemy fikcją. Czyli karmimy się złudnymi
      nadziejami, "pobożnymi życzeniami"; naiwnymi i nie mającymi nic wspólnego z Bożą
      prawdą ckliwymi myślami, które wcale się Bogu nie podobają, bo są cukierkową,
      nie mającą zbyt wiele wspólnego z prawdziwym chrześcijaństwem bajeczką; są
      oczekiwaniem na drogę na skróty, które nie ma. Niebo będzie w niebie, a teraz
      jesteśmy na ziemi, i doświadczamy tego wszystkiego, co się z ziemią wiąże.

      Oczywiście, mamy prawo oczekiwać od Boga, że będzie lepiej. Że będzie nas
      zmieniał; że będzie rozwijał nasze zbory; że będzie czuwał nad naszym życiem; że
      będzie nas prowadził, i przekształcał mocą Ewangelii Chrystusowej i swego Ducha.
      Mamy prawo oczekiwać na Boże działanie. Mamy prawo, i zaszczyt i wielki
      przywilej prosić Boga o Jego ingerencję, i posiadamy wspaniałe obietnice, że
      prawdziwie słucha nas, i chce słuchać, i chce odpowiadać i zmieniać świat
      poprzez nasze modlitwy. Niemniej, niebo będzie w niebie.

      Cały artykuł: www.protestanci.org/artykuly/art42.php


      --
      www.szukającBoga.pl
      • mader1 Re: Doskonałość moralna 17.02.09, 14:39
        To bardzo pożyteczny tekst. Bliskie są mi słowa "
        Uwolnienie od
        > tego ciała śmierci nastąpi dopiero, gdy Chrystus powróci; niebo będzie w niebie"

        Doznałam w swoim życiu dużo łaski od Boga. Stało się tak, że przepełniona
        wdzięcznością wobec tego, co uczynił, myślałam, że od tamtej chwili wszystko
        będzie bardziej proste. No niestety, przyszło rozczarowanie samą sobą.Problemy
        ze sobą wciąż i wciąż trzeba pokonywać, a w miejsce jednych problemów, grzechów,
        cierpień przychodzą następne... Świetny tekst
    • mader1 dobry, lepszy, doskonały... 17.02.09, 14:49
      O doskonałości to nie będę pisać, bo to mnie nie dotyczy wink
      No ale jest ten ból, że tak trudno być dobrym. Ktoś miał tu na forum ładną
      sygnaturkę,z której dowiedziałam się, że nie jest trudno być dobrym, wystarczy
      tylko chcieć wink Szczęściarz wink Ja muszę wiele razy przełamywać się, pracować nad
      sobą, przełamać lenistwo czy wygodnictwo. Przejść nad poczuciem skrzywdzenia. No
      ale nie lubię też, gdy ktoś mówi " no taki po prostu jestem, nic nie poradzę",
      zwłaszcza, gdy swoją postawą rani ludzi dookoła. Z poczuciem winy wyznaje, że
      grzeszy i uważa, że to uprawnia go do czynienia tego nadal - przecież ostrzegał
      sad Jest w tym pójście na łatwiznę.
      Przeczytałam ostatnio poruszającą historię
      www.dobranowina.com/dobranowina/lu_fesh_2.htm
      i jak się ma do tej historii ta doskonałość czy niebo, które tu mielibyśmy
      osiągnąć ?
      • atama Re: dobry, lepszy, doskonały... 17.02.09, 20:48
        Dobry przykład do tego wątku.
        Dalej w cytowanym przeze mnie artykule jest:
        "Pragnienie bycia coraz lepszym i bardziej kochającym człowiekiem,
        wysiłek przekraczania siebie są konieczne i ich nie należy negować,
        lecz należy je z d e t r o n i z o w a ć: one nie mogą być
        najważniejsze w naszej relacji z Bogiem".
        Bardzo słusznie, ale jak to przekazać dzieciom? Kolekcjonowanie
        dobrych uczynków, przykłady pobożnych świętych itp. jest tak kusząco
        proste... I dość jeszcze powszechne niestety.
        • isma Re: dobry, lepszy, doskonały... 18.02.09, 19:41
          Ale ten problem, ekhem, istnial od poczatku wink)).
          "Oto my opuscilismy wszystko i poszlismy za Toba - coz wiec otrzymamy?" I Jezus,
          jak najbardziej, roztacza przed pytajacym Piotrem bardzo zachecajaca wizje
          wiekuistej stokrotnej nagrody wink)).

          Tylko ze, no, pytanie jest, co to znaczy "wszystko". I otoz, "wszystko" to nie
          znaczy "troche", a nawet "wiele". "Wszystko" to znaczy "wszystko". To nie chodzi
          o kolekcjonowanie poboznych uczynkow albo umartwien. Chwile przedtem jest
          rozmowa z bogatym mlodziencem, ktory przeciez poslusznie przestrzega przykazan,
          a nawet troche wiecej - ale to nie wystarcza.
          To chodzi o to, ze cale zycie ma byc radykalnym darem, ma byc pojsciem za
          Chrystusem.
          Niejeden pobozny swiety zachowywal sie czasem zgola niepoboznie, z tymze Piotrem
          wlacznie.
          Ale kierunek jego zyciu nadal Chrystus, i to sie liczy.

          Jak dzieciom? A, u nas prosto poszlo. W ktorys Wielki Post czy Adwent byla
          skarbonka na cukierki "za dobre uczynki". Zarobione cukierki potem skrupulatnie
          zjadla, i naocznie sie przekonala, ze... nic nie zostalo. Ze wszystko, co
          "uzbierane", sie kiedys wyczerpuje.
          Teraz juz nie handlujemy wink)).
          • mamalgosia Re: dobry, lepszy, doskonały... 19.02.09, 20:50
            A cukierki moich Chłopców zjadło samo Dzieciątko Jezus. Do dziś nie
            umiemy sobie tego wytłumaczyć
        • mader1 Re: dobry, lepszy, doskonały... 19.02.09, 00:02
          Kolekcjonowanie dobrych uczynków nie jest takie proste, nie przesadzajmy wink))
          wiem, co piszę, bo po sobie wiem wink
          Zadałaś trudne pytanie, bo my możemy pisać, co my chcemy ( jako rodzice)
          osiągnąć, a co nasze dzieci z tego wyciągają, to dopiero one powiedzą, jak
          zareflektują - pewnie już jako dorosłe.
          Przede wszystkim, staram się, mocno się staram, żeby moją miłość do dzieci
          pokazać, jako coś oczywistego, stałego, niezmiennego. Takie - " a ja Cię kocham,
          nawet jak teraz nie jestem zadowolona z tego, co robisz". Oczywiście nie mówię
          tego za każdym razem w spornej sytuacji- rozmawiamy rzeczowo.Staram się jednak,
          gdy widze wątpliwość, upewnić dziecko w tym.Nigdy, nigdy nie daję do
          zrozumienia, że przez jakąś przewinę możnaby moją miłość utracić. Mogę być
          zawiedziona, smutna, mogę się wściec - ale pytana , mówię, że tak mnie jakiś
          niecny czyn obszedł, bo kocham, bo zależy mi... Z tego też powodu jestem
          ogromnie dumna, jak coś pójdzie dobrze...
          Uczę też, że właśnie dlatego, ze ktoś kocha trzeba się postarać. To się u nas
          mówi wprost. Nasze wady, rodziców, widać jak na dłoni, ale na pytanie, dlaczego
          się bardziej staramy czy robimy coś dla bliskich, choć nie mamy siły czy czasu
          mówimy " bo kochamy"... To wychodzi w wielu rozmowach, odpowiedziach na proste
          pytania...w wielu sytuacjach. I jeszcze jedna ważna rzecz, którą słyszą nasze
          dzieci - mówimy wprost, że nasza miłość do nich w momentach, gdy mocno i
          wyraźnie ją czują, jest tylko chwilowym, drobnym odbiciem Miłości, tak wielkiej,
          że niewyobrażalnej.
          Tak robimy, tak mówimy. Natomiast czy nasze dzieci tak to czują ?

          Trzeba się starać . Raczej nie kolekcjonujemy wielu postanowień. Ja jestem mocno
          konkretna " coś jednego - proszę - a dobrze i żeby to był wysiłek " ( najlepiej
          mający dużą szansę na powodzenie). Zamiast górnolotnego " będę pomagał mamie"
          proszę o gorzej brzmiące " będę pamiętał o podlewaniu kwiatków". Bo to pomaganie
          jakoś się rozmywa, a podlewanie jest konkretem i jest spora szansa, że się
          utrwali i zostanie wink)))
          Myślę, ze rozumieją, że trzeba się starać DLA a nie W ZAMIAN ZA
          • minerwamcg Re: dobry, lepszy, doskonały... 19.02.09, 16:57
            Mądre jest to, co piszesz. W moim pokoleniu słowem "kocham" się w
            domu nie szafowało, ale oboje z bratem jakoś tam czuliśmy, że gdyby
            rodzice nas nie kochali, wisiałoby im, jak się zachowujemy.
            I nie, chyba raczej nie karali nas "odbieraniem uczuć". Jak
            narozrabialiśmy, gniewali się, czasem przylali, ale jakoś nigdy nie
            przyszło nam do głowy, że mogliby nas nie kochać.
    • mamalgosia Re: Doskonałość moralna 18.02.09, 10:59
      Ze 20 lat temu właśnie myślałam, że trzeba być idealnym.
      A ksiądz w Rzymie powiedział podczas homilii (ach, gdyby ci księża
      wiedzieli, że ich się faktycznie słuchasmile ), że nagrodą za dobre
      życie jest... dobre życie. To mnie tak poruszyło, że do dziś
      pamiętam te słowa (a było to w 1994 r), światło jakie wówczas było w
      kościele, zapach ścian, blask posadzki.
      Tak więc trzeba próbować być dobrym. I gdy się nie udaje - nie
      wpadać w rozpacz. I gdy się udaje - nie wpadać w pychę
      • atama Re: Doskonałość moralna 18.02.09, 11:43
        I to jest właśnie najtrudniejsze... Jak mówić dzieciom o
        wymaganiach, żeby nie przesadzić, żeby na nich nie koncentrować
        całej uwagi? Jak uchronić dziecko przed wpadnięciem w pułapkę
        kolekcjonowania dobrych uczynków. Wydaje mi się (może dlatego, że
        sama takie wychowanie religijne odebrałam od podstawówki
        poczynając), że taka praca nad sobą, żeby "być dobrym" jest jakby
        bliższa codzienności. To taki sposób na wplecenie religii w życie.
        Bardzo szybko wtedy zatraca się wolność dzieci bożych.
        Mi chodzi o taki bardzo praktyczny wymiar - np. mówicie dzieciom o
        tych nieszczęsnych dobrych uczynkach, czy w ogóle nie?
        • mama_kasia Re: Doskonałość moralna 18.02.09, 12:59
          > Mi chodzi o taki bardzo praktyczny wymiar - np. mówicie dzieciom o
          > tych nieszczęsnych dobrych uczynkach, czy w ogóle nie?

          Dzieci przynosiły postanowienia wielkopostne czy adwentowe
          z religii. Syn od razu uznawał je za dziwactwa. Jeżeli już coś
          postanawiał, to raczej modlitwę, dodatkowe praktyki religijne.
          Córka już inaczej. Ona przejmuje się tym, co pani mówi smile
          Jeśli sobie założy jakieś postawowienie czynienia dobrych
          uczynków (które wyjdzie na religii, czy rekolekcjach), to ]
          ją wspieram. Jednak sama raczej mówię o czynieniu dobra
          tak ogólnie, o byciu dobrym, miłosiernym itd.

          Jeszcze o tym im nie mówiłam, ale skłaniam się do zaproponowania
          kształtowania pewnej cechy, zwróceniach uwagi na grzech i z
          Bożą pomocą wychodzenie z niego. Tak, jak ja to słyszę w czasie
          mojej spowiedzi. Ale to do każdego dziecka w innych słowach
          muszę dotrzeć. To musi wyjść w trakcie codziennego życia smile

          W pewnym wieku wyszła też konieczność przestawienia myślenia
          dziecka z tego, że idę do kościoła, bo idzie cała rodzina, na idę,
          bo to ja idę, ja(!) Ale to cały proces dorastania do bycia
          osobnym człowiekiem.
          • atama Re: Doskonałość moralna 18.02.09, 14:06
            Bardzo Wam wszystkim dziękuję za to, co piszecie. Może martwię się
            na wyrost. W każdym razie - wyjdzie w praniu, czy sama bardziej
            kocham niż się doskonalę. Jeśli bardziej kocham, to chyba naturalnie
            przekażę to dzieciom...
            Martwię się, żeby niechcący nie nastawić dzieci przeciw
            katechetce/księdzu/babci, że mówią nie tak jak jest...
            Dużej delikatności tu trzeba, co daj Boże smile
          • kudyn Re: Doskonałość moralna 18.02.09, 22:06
            Podobnie to widzę.
            Staramy się uczyć odróżniać dobro od zła. Często też w wieczornym rachunku
            sumienia, co dzisiaj było dobrego a co złego. Za dobro dziękujemy (a nie
            chwalimy się smile za zło przepraszamy. O dobrych uczynkach też raczej ogólnie.
            • minerwamcg Re: Doskonałość moralna 18.02.09, 22:17
              Uważam, że dobre uczynki są... dobre. Współczesna pedagogika
              odstępuje od mówienia dziecku "bądź coraz lepszy, pracuj nad sobą,
              zmieniaj się" na rzecz "bądź jaki chcesz, bądź sobą, nie musisz się
              zmieniać".
              Być może jestem staroświecka, ale uważam, że chrześcijanin bez pracy
              nad sobą i ciągłego poprawiania się - z miłości do Boga i ku
              pożytkowi bliźnim - może się wypchać.
      • anndelumester Re: Doskonałość moralna 19.02.09, 16:24
        mamalgosia napisała:


        > A ksiądz w Rzymie powiedział podczas homilii (ach, gdyby ci księża
        > wiedzieli, że ich się faktycznie słuchasmile ), że nagrodą za dobre
        > życie jest... dobre życie.

        Bo tak jest smile))
        • mamalgosia Re: Doskonałość moralna 19.02.09, 20:50
          Ale dla mnie wtedy było to nie do pojęcia
    • nati1011 Re: Doskonałość moralna 19.02.09, 18:20
      nie umiem nic napisac o doskonałości, bo nawet nie wiem co to
      miąłoby być.

      Dopiero niedawno dostrzegłam, ze Bóg to nie urzednik kontroli
      skarbowej, który rozliczy mnie z każdej pomyłki i błędu. Sama sie
      tego uczę. Raz lepiej raz gorzej. Powtarzam dzieciom, że je kocham.
      I dlatego że kocham to wymagam, bo chcę by było im dobrze,
      bezpiecznie, łatwiej... Mam nadzieję, zę zrozumieją.

      Dla mnie takim kluczem było zrozumienie, ze 10 przykazań, to nie
      zakazy Boga robienia paru przyjemnych rzeczy, ale drogowskaz jak
      żyć, by to życie było dobre, uczciwe i pożyteczne dla mnie i innych.
      Wtedy stało sie to prostsze. Ale nie łatwe.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka