Dodaj do ulubionych

Najważniejsza jest...

05.05.09, 10:50
"Istotą chrześcijaństwa nie jest miłość, przykazanie „kochaj
bliźniego swego” to nie jest najważniejsza rzecz w tej religii.
Najważniejsza jest wolność, to, że jesteśmy spadkobiercami ludu,
który wyszedł z Egiptu, domu niewoli. Mówimy, że Chrystus oddał
życie, aby nas wyzwolić. Całe posłanie Chrystusa sprowadza się do
obietnicy: „Będziesz zdolny kochać, gdy będziesz wolny”. On nie
mówi: „kocham cię”. Mówi nam: „wstań, idź, zrób to, a będziesz wolny
i będziesz kochał”. Chrystus jest wyzwoleniem".
Michał Zioło OCSO
Całą rozmowę z trapistą można przeczytać na
www.rp.pl/artykul/296206.html
Tak mi się ta wolność kojarzy z tezą, do której Otryt doszedł w
sąsiednim wątku, że łatwiej jest kochać i szanować, gdy można się
sprzeciwić.

Wolność najważniejsza, ale to miłość nakazana przykazaniem...
Nie ma miłości bez wolności?

Obserwuj wątek
    • mama_kasia Re: Najważniejsza jest... 05.05.09, 10:58
      Przed chwilą przeczytałam, zalinkowany na forum książkowym,
      uroczy wywiad z Michaelem Bondem, twórcą misia Paddingtona.
      A tam m.in. słowa, które skojarzyły mi się z tym wątkiem smile
      "a gdy się znajdę w Kościele katolickim, zazdroszczę tej
      wspólnocie, że jest taka, jaka jest, robi to, co chce,
      i wydaje się, wiedzieć coś, czego ja nie wiem"
      kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53581,6536381,Niedzwiedz_we_mnie.html
    • mamalgosia Re: Najważniejsza jest... 05.05.09, 13:16
      Nie lubię stopniowania: ważne, ważniejsze, najważniejsze. Nie lubię
      wybierania najlepszego z dobrych, najgorszego ze złych. Pytań: kogo
      kochasz bardziej, tatusia, czy mamusię.

      Ku wolności wyswobodził nas Chrystus.
      Z nich zaś największa jest miłość...

      Zachwyciła mnie kiedyś teoria niewoli miłości - Jan Paweł II odnosił
      ją do Maryi. Ja ją pojmuję szerzej. Kocham i wtedy jakby wolność
      swoją poświęcam w imię tej miłości. Ale taka niewola jest skutkiem
      mojego wolnego wyboru. Chcę jej. Nie jest więc zniewoleniem. Trudno
      mi ocenić, czy więc miłość jest ponad wolnością - w pewnym sensie
      tak, bo jej wolność została ofiarowana. Ale jednak wolność była
      PRZED.
      Nie potrafię ocenić, która ważniejsza. Wolność bez miłości według
      mnie jest samowolą, egoizmem. Miłość bez wolności nie ma sensu. Czy
      można więc je rozdzielać? I stopniować, która ważniejsza?
      • atama Re: Najważniejsza jest... 06.05.09, 09:54
        Masz rację, Mamałgosiu - o pierwszeństwo tu chodzi.
        Ja nie pamiętam, żeby mi na religii, ktoś o onej wolności mówił.
        Może stąd potem napięcia rodzące się z przykazania miłości, które
        często takie bardzo trudne.
      • minerwamcg Re: Najważniejsza jest... 06.05.09, 20:41
        A ja tam,powtórzę za księdzem Tischnerem, do tych "macierzyńskich
        niewoli miłości" zaufania nie mam. Mimo głębokiego szacunku dla
        świętej pamięci Autora tego sformułowania (a jeśli nie autora, to w
        każdym razie częstego użytkownika).
        Bo niewola to niewola. I trafia mi do przekonania argumentacja
        Tischnera, że zwłaszcza u nas, w kraju, który doświadczył rozmaitych
        zniewoleńm znaczeniem tego słowa żonglować nie należy. Bo co to za
        niewola, która w gruncie rzeczy jest wolnością? Co to za niewola,
        którą się dobrowolnie i w miłości wybiera, dając tym największy
        dowód, że właśnie jest się wolnym? Jak mawiał Humpty Dumpty, kiedy
        zmusza się słowa, żeby znaczyły coś innego niż znaczą, trzeba im za
        to osobno dopłacić.

        Ale prawdą jest, że z zewnątrz wolny wybór dokonany w miłości może
        się wydawać niewolą. Ot, nosi się obrączkę na ręce. Ma się dziecko.
        Złożyło się śluby wieczyste. Jest się chrześcijaninem. Z żadnej z
        tych rzeczy nie można się wycofać, wszystkie mają konsekwencje,
        wszystkie nakładają jakieś ograniczenia. No kurde, niewola smile
        • katriel Re: Najważniejsza jest... 06.05.09, 22:01
          Ja to mialam nawet taka przygode z "Traktatem o prawdziwym
          nabozenstwie..." sw. Ludwika Marii Grignon de Montfort
          (tam sie to pojecie "niewolnika Maryi" intensywnie lansuje).
          No razilo mnie to okropnie, i w zasadzie dalej razi.
          Ale kiedys wzielam udzial w dyskusji poboznosci maryjnej
          na jakims anglojezycznym forum, i - chcac sie podeprzec
          cytatami - wyguglalam sobie tekst "Traktatu" po angielsku.
          I nagle okazalo sie, ze po angielsku to mi brzmi zupelnie
          inaczej. Kiedy czytam polska wersje, stale majaczy mi
          widmo kajdan; angielska kojarzy mi sie raczej z sonetami
          Szekspira (tam sie tez co chwila jakis "slave" przewija),
          czyli z poezja jednak, co by nie powiedziec, milosna.
        • mamalgosia Re: Najważniejsza jest... 07.05.09, 08:52
          A, tak, różnili się Oni w filozofii bardzosmile A jakaż to piękna
          różnorodnośćsmile

          Jednak skłaniam się ku Wojtyle. Nie cierpię nieprzespanych nocy. Gdy
          mój Młodszy ma problemy krtaniowe niestety jednak nie mam innego
          wyjścia. I nie, minerwo, nie jest to żadna wolność, bo wyboru:
          siedzieć przy nim w nocy czy nie siedzieć, nie mam. Totalna niewola:
          siedzieć muszę. Tak, jest ona poprzedzona wolną decyzją, chcę to
          dziecko, z całym "dobrodziejstwem inwentarza". Tamten, fundamentalny
          wybór był wolny. Myślę, że to kwestia trochę nomenklatury, trochę
          myślenia, ale dla mnie jednak elementy niewolnictwa są smile
        • otryt Re: Najważniejsza jest... 07.05.09, 09:17
          minerwamcg napisała:

          >Bo niewola to niewola. I trafia mi do przekonania argumentacja
          >Tischnera, że zwłaszcza u nas, w kraju, który doświadczył
          >rozmaitych zniewoleńm znaczeniem tego słowa żonglować nie należy.
          >Bo co to za niewola, która w gruncie rzeczy jest wolnością?

          O, jakbym własne myśli czytał. Dla każdego człowieka nawet
          pojedyncze słowa mają nieco odmienne znaczenie, niosą inne emocje,
          inne doświadczenia, inne skojarzenia, więc naturalnym jest, że
          możemy się w odczuwaniu tego języka różnić. Słowa "niewola"
          czy "niewolnik" dla mnie zawsze brzmi złowrogo. Nawet dodany do tego
          wyraz "miłości" niewiele zmienia. Powstaje jakiś oksymoron, zbitka
          dwóch sprzecznych ze sobą słów. Może to dobre w poezji, bo otwiera
          przestrzeń interpretacji, ale nie żebym ja sam miał mówić takim
          językiem o swojej duszy. Przecież można mówić o bezgranicznym
          zaufaniu, oddaniu się, zawierzeniu, miłości. Dla człowieka takiego
          jak ja, który ma kłopoty z zaufaniem do innych, słowa o
          bezgranicznym zaufaniu mają naprawdę wielką wagę. Nie widzę potrzeby
          by je jeszcze bardziej wzmacniać. Określenie "niewola miłości"
          odbieram jako język kościelny, klerykalny, obcy mi, będący przejawem
          jakiejś egzaltacji, być może licytowania się na słowa, kto mocniej
          wyrazi swoje uczucia? Nie wiem, czy osoby, które tak mówią
          rzeczywiście tak czują? Czy jest to raczej przejaw nawyku
          językowego, który bezrefleksyjnie powtarza słowa zasłyszane w
          kościele czy modlitewniku. Czy ktoś wie, co to jest zelżywość? Takie
          słowo nie występuje w języku świeckim, jest za to obecne w
          modlitwie. To oczywiście tylko moje subiektywne odczucia.

          PS. Minerwo i Arturze. Przyjmijcie szczere gratulacje z okazji
          narodzin córeczki wraz z najlepszymi życzeniami dla Waszej rodziny.

          • mamalgosia oksymoron 07.05.09, 09:19
            No, to chyba własnie miało tak być. Chrześcijaństwo jest religią
            paradoksów
            • otryt Re: oksymoron 07.05.09, 09:39
              mamalgosia napisała:

              >Chrześcijaństwo jest religią paradoksów

              Zgoda. Tych paradoksów jest sporo. Może jednak nie warto bez
              potrzeby mnożyć nowych? Szczególnie wtedy, gdy rzecz można wyjaśnić
              innymi słowami bez wikłania się w paradoks.
              Ja również wiem, co to jest czuwanie przy chorym dziecku. Bywało, że
              wiele nocy pod rząd nie spałem lub na zmianę z żoną czuwaliśmy.
              Nazwałbym to raczej oddaniem się dziecku a nie niewolą. Czyniłem to
              świadomie i dobrowolnie. W pełnej wolności. Często właśnie w takich
              chwilach odczuwałem wielką miłość i czułość do chorego. To nie była
              niewola. Ktoś z zewnątrz mógł to tak widzieć. Jednak ja mówię o
              swoich, a nie o czyichś uczuciach.

              Jest tyle pięknych oksymoronów: ogień krzepnie, blask ciemnieje, ma
              granice nieskończony.
              • mader1 Re: oksymoron 07.05.09, 10:03
                kolejny raz Cię podziwiam Otrycie.
                Ale ja czuję, szczególnie ostatnio, trochę inaczej. Niewola miłości nie jest dla
                mnie stworzonym sztucznie paradoksem. Jest rzeczywistością. I rzeczywiście,
                najczęściej tak bywa, że opiekując się z kimś, będąc z kimś, co do kogo
                wyraziłam już swoją wolę, zrealizowałam tę wolność wcześniej, czuję czułość,
                oddanie ( no bo miłość " niewola miłości" zakłada). Ale czasem, może dlatego żem
                słabsza fizycznie albo duchowo ?, czuję zmęczenie, zniechęcenie. Nie ma się z
                kim " wymienić" w trudnej sytuacji, nie mogę odpocząć. O czułości muszę sobie
                przypomnieć dopiero. A już jeżeli to nie jest łóżko dziecka, a bycie przy kimś,
                kto przed chwilą uderzył, odepchnął, zranił... Jakby realizowała własną wolność
                jedynie kierując się uczuciami, pragnieniami... Ale jest jeszcze
                odpowiedzialność, dane słowo, słowo honoru,zaufanie niejednej osoby. Ta
                odpowiedzialność połączona z miłością i wolnością daje u mnie tę, zupełnie
                niepoetycką " niewolę miłości".
                • otryt Re: oksymoron 07.05.09, 11:56
                  mader1 napisała:

                  >Ale ja czuję, szczególnie ostatnio, trochę inaczej.
                  >Niewola miłości nie jest dla mnie stworzonym
                  >sztucznie paradoksem. Jest rzeczywistością.

                  Wierzę w to, ze możesz tak odczuwać.
                  Jednak to, co piszesz dalej nie przekonuje mnie. Zmęczenie i
                  zniechęcenie są normalnym ludzkim doświadczeniem, niejako skutkiem
                  ubocznym opieki nad dzieckiem, nad osobą starą. Pisałem wcześniej,
                  że będąc przy chorym dziecku odczuwałem szczególnie mocno miłość i
                  czułość, nie odczuwając jednocześnie zniewolenia, pomimo odczuwania
                  zmęczenia, lęku, zwątpienia. Pomyślałem sobie od razu, że gdybym nie
                  odczuwał tej miłości, być może czułbym zniewolenie, że muszę coś
                  robić tylko ze względu na ciążące na mnie zobowiązanie. Uczucie
                  miłości niweluje uczucie zniewolenia. Być może właśnie dlatego w
                  trudnych chwilach Bóg daje nam odczuć szczególnie mocno tę miłość i
                  czułość, byśmy nie czuli się zniewoleni, a robili co do nas należy z
                  przekonaniem i poświęceniem.

                  Historia Bakhity jest dla mnie przerażająca. Wyciągam z niej
                  zupełnie inne wnioski niż Ty. Trafiając do zupełnie innej, łagodnej
                  niewoli w Wenecji Bakhita czuła względną poprawę swego losu. Mogła
                  to w głębi swojego serca odczuwać jako właśnie „niewolę miłości”.
                  Tak bardzo jej los się odmienił. Subiektywnie mogła czuć się jak w
                  raju. Tym bardziej, że w Wenecji pokazano jej prawdziwego Boga. Dla
                  mnie czymś niewyobrażalnie okrutnym jest wysyłanie jej z powrotem do
                  Sudanu. Do piekła z którego wyszła, które zna. Cały czas bolą te 144
                  rany od pejczów. Tę straszną rzecz robią ludzie, którzy rzekomo
                  wierzą w prawdziwego Boga. I cóż ma robić ta biedna, przerażona
                  kobieta? Uciec do klasztoru przed piekłem Sudanu. Szczęśliwa, że jej
                  się to udało. Tak niestety widzę tę historię. Słowo niewolnica stało
                  się jeszcze bardziej negatywnie nacechowane.

                  • mader1 Re: oksymoron 07.05.09, 12:17
                    "Pomyślałem sobie od razu, że gdybym nie
                    odczuwał tej miłości, być może czułbym zniewolenie, że muszę coś
                    robić tylko ze względu na ciążące na mnie zobowiązanie. Uczucie
                    miłości niweluje uczucie zniewolenia. Być może właśnie dlatego w
                    trudnych chwilach Bóg daje nam odczuć szczególnie mocno tę miłość i
                    czułość, byśmy nie czuli się zniewoleni, a robili co do nas należy z
                    przekonaniem i poświęceniem."

                    tak, przy łóżku dziecka jest to bardziej klarowne. Choć pewnie nie dla tych
                    kobiet, które mają akurat depresję poporodową - one nie czują tej miłości w
                    sensie czułości ( pozytywnych odczuć ) i muszą odwołać się do Miłości.
                    Myślisz, że skoro nie odczuwam czułości w konkretnych sytuacjach, nie po prostu
                    kocham ? że gdybym kochała naprawdę, nie czułabym nigdy niewoli miłości ?

                    Historia jest przerażająca. Jednak nie zawsze można uniknąć " jeszcze gorszych
                    panów" , wtedy wewnętrzna wolności - mam Jednego Pana - jest, uważam, ratunkiem.
                • mamalgosia Re: oksymoron 07.05.09, 14:40
                  Czasem jak coś napiszesz, to jest mi to tak bliskie, że nie mieści
                  się to w zadnych granicach rachunku prawdopodobieństwa
              • mamalgosia Re: oksymoron 07.05.09, 14:39
                otryt napisał:


                >
                > Zgoda. Tych paradoksów jest sporo. Może jednak nie warto bez
                > potrzeby mnożyć nowych? Szczególnie wtedy, gdy rzecz można
                wyjaśnić
                > innymi słowami bez wikłania się w paradoks.
                Pewnie nie warto. Tylko, że to "bez potrzeby" stanowi clou.
                Widocznie dla kogoś potrzebne to jest i nie znajduje innego
                okreslenia. To nie stworzenie nowej sytuacji, tylko nazwanie
                zaistniałej.
                No, ale rozumiem, że komuś może nie pasować. Do mnie akurat to
                przemawia
    • otryt Re: Najważniejsza jest... 06.05.09, 12:15
      Ciekawy wywiad. Mnie najbardziej zainteresowała Afryka. W tym roku
      intensywnie uczę się Afryki.

      Chyba słusznie oprotestowuje Mamalgosia slowo „najważniejszy”.
      Kiedyś dyskutowaliśmy na forum o wzajemnym związku wiary, nadziei i
      miłości. Innym razem na tapecie była prawda, dobro i piękno. Teraz
      jest miłość i wolność. Myślę, że wszystkie te wielkie wartości są
      jak siostry syjamskie, splecione ze sobą w taki sposób, ze jedna nie
      jest w stanie istnieć bez drugiej. Ciekawie jest badać związki
      między nimi.

      Przyznam, że dużym zdziwieniem, a jednocześnie odkryciem, była dla
      mnie pielgrzymka Jana Pawła II do Polski w 1991 roku. Co będzie jej
      tematem przewodnim? - zastanawiałem się. Okazał się nim, jak
      pamiętamy, Dekalog i przesłanie przewodnie: "Bogu dziękujcie, Ducha
      nie gaście". Ta pierwsza pielgrzymka do Ojczyzny po odzyskaniu
      wolności uczyła nas, jak zagospodarować daną i zadaną nam wolność.
      To bardzo trudne zadanie, jego fundamentem jest Dekalog i miłość.
      Miłość jest motorem do pracy, w tym pracy nad sobą. Papież apelował
      o solidarność i miłość w życiu społecznym i osobistym.

      Nurtuje mnie od dawna pytanie, jaki jest związek pomiędzy wolnością
      osobistą, a wolnością od grzechu? Ten związek nie jest taki
      oczywisty i nie jest zbyt dobrze widoczny. Chrystus dążył do
      uwolnienia ludzi z niewoli grzechu, Judasz jego naukę rozumiał
      zupełnie inaczej, jako wyzwolenie się z niewoli politycznej.

      Myślę, ze warto tu jeszcze wprowadzić pojęcie bycia niewolnikiem lub
      człowiekiem wolnym w głębi duszy. To nie zawsze musi pokrywać się z
      faktycznym stanem wolność osobistej lub niewoli, ale pokazuje wektor
      zmian, jakie nastąpią w przyszłości. Ktoś będący niewolnikiem w
      głębi duszy z dużym prawdopodobieństwem stanie się nim (w sensie
      faktycznym) w przyszłości. Człowiek wolny w głębi duszy, odzyska
      wolność lub myśl przez niego posiana przyniesie wolność innym.
      Człowiek w głębi ducha wolny potrafi kochać, potrafi się sprzeciwić
      wobec zła, a nawet jeśli w tej chwili nie ma tyle siły by się
      sprzeciwić, będzie żył nadzieją, że kiedyś to zrobi, gdy siłę lub
      sposobność uzyska. Żyje nadzieją, że kiedyś nadejdzie taki dzień.
      Sposobi się ku temu, ćwiczy w cnotach. Przykładem ludzi wolnych w
      głębi duszy, lecz niewolnikami w sensie prawnym są np. Spartakus lub
      William Wallace, bohater filmu "Waleczne Serce". Cała historia
      Wallace`a zaczęła się od sprzeciwu wobec feudalnego prawa pierwszej
      nocy. Są oczywiście także odwrotne przykłady: ludzie w sensie
      prawnym wolni, lecz w głębi duszy niewolnicy.

      pl.wikipedia.org/wiki/William_Wallace
      pl.wikipedia.org/wiki/Spartakus
      Co ciekawe, okazuje się, że do sprzeciwu jest zdolnych niewielu
      ludzi. (około 10%). Do takiego wniosku doszli japończycy podczas
      ostatniej wojny. Mieli mnóstwo jeńców, a mało strażników do
      pilnowania ich. Zrobili badania psychologiczne tym jeńcom, którzy z
      nich są zdolni do sprzeciwu (a więc wolnych w głębi duszy), a którzy
      nie są do tego zdolni. Potem podzieli ich na dwie grupy. Pierwszą tę
      mniej liczną (10%) pilnowali dobrze przygotowani strażnicy, drugą
      znacznie liczniejszą grupę pilnowało dwóch słabo uzbrojonych.
      Japończycy wiedzieli, że ludzie w głębi duszy wolni potrafią
      pociągnąć za sobą tych niezdolnych do sprzeciwu. Bunt bywa zaraźliwy.

      Erich Fromm w swojej książce "O sztuce miłości" pisze, że do miłości
      w sensie ewangelicznym zdolnych jest bardzo mało ludzi. Osobiście
      uważam, ze do miłości są zdolni ludzie wolni w głębi swojej duszy, a
      więc wolni także od grzechu. Miłość i wolność splecione są bardzo
      mocno ze sobą.


      • atama Re: Najważniejsza jest... 06.05.09, 13:18
        Otrycie, czy mógłbyś rozwinąć tę myśl:

        > uważam, ze do miłości są zdolni ludzie wolni w głębi swojej duszy,
        a
        > więc wolni także od grzechu.

        Nikt nie jest wolny od grzechu.

        Ja po tym wywiadzie się zastanowiłam, co dla mnie konkretnie w
        sferze wolności oznacza Śmierć i Zmartwychwstanie Zbawiciela.
        • otryt Re: Najważniejsza jest... 06.05.09, 15:17
          >>uważam, ze do miłości są zdolni ludzie wolni
          >>w głębi swojej duszy, a więc wolni także od grzechu.

          >Nikt nie jest wolny od grzechu.

          No tak, źle się wyraziłem. Nikt nie jest wolny od grzechu. Są jednak
          ludzie, jak święci (odpowiednik Spartakusa), heroicznie starający
          wydostać się z niewoli grzechu, robiący wszystko, co tylko możliwe.
          Sprzeciwiający się wobec egoistycznego, grzesznego wieprza, jaki
          drzemie w każdym z nas. Wołający, dość tego! Nie chcę żyć w grzechu!
          Są jednak też tacy, co pławią się w grzechach, dobrze im z tym,
          czerpią z tego zyski, tworzą struktury zła, tęsknią aby wrócić z
          pustyni do Egiptu.

          Przyznam, że związek między wolnością a miłością wyczuwam
          intuicyjnie. Dość dawno czytałem książkę Fromma; wiem, że porusza tę
          tematykę na głębszym poziomie psychoanalizy. Poziom duchowy jest
          jeszcze głębszy. Co się tam tak naprawdę rozgrywa jest dużą
          tajemnicą. Nie potrafię tego udowodnić w sensie filozoficznym czy
          teologicznym.

          Ten drugi związek pomiędzy niewolą a niewolą grzechu jest chyba
          jeszcze trudniejszy do udowodnienia. W Starym Testamencie jest wiele
          fragmentów pokazujących, że gdy naród wybrany grzeszy, nie słucha
          proroków, którzy zostali przysłani by ich ostrzec to wnet popada w
          niewolę. W niewoli cierpią, poprawiają się, zyskują wolność...by
          cały cykl znów się powtórzył. Po wielokroć.

          Oczywiście na tej naszej ziemi nie ma bezgrzeszności, jak słusznie
          zauważyłaś. Nie ma idealnej miłości ani niczym nieograniczonej
          wolności. Tylko Bóg to posiada. On nas tym obdarza. W Nim jest
          prawdziwe źródło miłości i wolności, które promieniuje na nas.


    • mader1 wolna córka Boga 07.05.09, 10:29
      nie czuć się niewolnicą smile niewolnicą " zewnętrznych panów", ale jednocześnie
      realizować swoją wolność w stosunkach między ludźmi kierując się odpowiedzialną
      miłością
      Przypomniało mi się...

      "Dla nas, którzy od zawsze żyjemy z chrześcijańską koncepcją Boga i przywykliśmy
      do niej, posiadanie nadziei, która pochodzi z rzeczywistego spotkania z Bogiem,
      jest już czymś z czego niemal nie zdajemy sobie sprawy. Przykład świętej naszych
      czasów może nam w jakiejś mierze dopomóc w zrozumieniu tego, co oznacza po raz
      pierwszy i rzeczywiście spotkać Boga. Myślę o Afrykance Józefinie Bakhicie,
      kanonizowanej przez papieża Jana Pawła II. Urodziła się około 1869 roku - sama
      nie znała precyzyjnej daty - w Darfurze w Sudanie. W wieku dziewięciu lat
      została porwana przez handlarzy niewolników, była bita do krwi i pięć razy
      sprzedawana na targach niewolników w Sudanie. Ostatecznie, jako niewolnica,
      znalazła się na służbie u matki i żony pewnego generała, gdzie każdego dnia była
      chłostana do krwi. Pozostały jej po tym do końca życia 144 blizny. W 1882 roku
      została kupiona przez pewnego włoskiego kupca dla włoskiego konsula Callista
      Legnaniego, który wobec ofensywy mahdystów powrócił do Włoch. Znając tak
      okrutnych «panów», których do tej pory była własnością, tu Bakhita poznała
      «Pana» całkowicie innego, żyjącego Boga, Boga Jezusa Chrystusa - w dialekcie
      weneckim, którego się nauczyła, nazywała Go «Paron» (Pan). Do tej pory znała
      tylko panów, którzy ją poniżali i maltretowali albo - w najlepszym przypadku -
      uważali ją za użyteczną niewolnicę. Teraz natomiast usłyszała o istnieniu
      «Parona», który jest ponad wszystkimi panami, jest Panem panów, oraz że ten Pan
      jest dobry, jest uosobieniem dobroci. Dowiedziała się, że ten Pan zna także ją,
      że ją stworzył - co więcej, że ją kocha. Również ona była kochana właśnie przez
      najwyższego «Parona», w porównaniu z którym wszyscy inni panowie są jedynie
      marnymi sługami. Ona sama była znana, kochana i oczekiwana. Co więcej, ten Pan
      osobiście poznał los bitego, a teraz oczekiwał jej «po prawicy Boga Ojca». Teraz
      miała «nadzieję» - już nie nikłą nadzieję na znalezienie panów mniej okrutnych,
      ale wielką nadzieję: jestem do końca kochana i cokolwiek się zdarzy, jestem
      oczekiwana przez tę Miłość. A zatem moje życie jest dobre. Przez poznanie tej
      nadziei została «odkupiona», nie czuła się już niewolnicą, ale wolną córką Boga.
      Rozumiała to, co św. Paweł miał na myśli, gdy przypominał Efezjanom, że przedtem
      byli pozbawieni nadziei i Boga na ziemi - nie mieli nadziei, bo nie mieli Boga.
      Toteż, gdy chciano ją odesłać do Sudanu, Bakhita wzbraniała się. Nie chciała
      znowu odłączyć się od swego « Parona ». 9 stycznia 1896 roku przyjęła Chrzest,
      Bierzmowanie i pierwszą Komunię św. z rąk Patriarchy Wenecji. 8 grudnia 1896
      roku, w Weronie złożyła śluby w Zgromadzeniu Sióstr Kanosjanek i odtąd - poza
      swoimi zajęciami w zakrystii i na portierni klasztoru - podczas wielu podróży po
      Włoszech starała się zachęcać do misji: odczuwała konieczność propagowania
      wolności, którą zyskała w spotkaniu z Bogiem Jezusa Chrystusa. Wolność powinna
      być dawana innym, możliwie jak największej liczbie osób. Nadziei, która się w
      niej zrodziła i ją «odkupiła», nie mogła zachować dla siebie samej. Musiała
      dotrzeć do wielu, dotrzeć do wszystkich."

      Wolność - nikt nie jest moim panem, nad Pana, którego sobie wybrałam i wybieram
      w każdej chwili, a On pozwala mi tę wolność wyboru w chwili każdej.
      • otryt Re: wolna córka Boga 07.05.09, 11:18
        mader1 napisała:

        >Toteż, gdy chciano ją odesłać do Sudanu, Bakhita wzbraniała się.

        To najstraszniejszy fragment życiorysu Bakhity. Przypomina sytuację
        ludzi, którzy wyszli z więzienia i muszą tam wrócić powtórnie. Albo
        dzieci, które z rodziny zastępczej muszą znów trafić do domu
        dziecka. Raz można przeżyć piekło, żyjąc nadzieją, że się kiedyś z
        niego wyjdzie. Ale wracać tam, gdy się już poznało smak innego życia.
    • atama Re: Najważniejsza jest... 07.05.09, 10:46
      A mi na myśl przychodzą słowa Świderkówny:
      "Jeśli nazbyt często widzimy w posłuszeństwie przeciwień­stwo
      wolności, dzieje się tak przeważnie dlatego, że nie rozumiemy
      znaczenia dwóch słów: wolność i miłość. Wolność nie polega
      bynajmniej na robieniu tego, na co mam ochotę („co mi się chce"),
      lecz tego, czego chcę naprawdę. A każda godna tego miana miłość dąży
      w sposób naturalny do zjednoczenia, do którego prowa­dzi przede
      wszystkim zjednoczenie woli. Miłość zatem pragnie chcieć tego, czego
      chce ten, kogo kocha. W ludzkiej miłości bywa to nieraz
      niebezpieczne. Z Bogiem takiego problemu nie ma (...)"
      • atama Re: Najważniejsza jest... 07.05.09, 10:57
        Co mnie jakoś uderza w zacytowanym na początku wątku tekście o.
        Zioło, to wyzwolenie, które stało się naszym udziałem PO
        Zmartwychwstaniu.
        No zupełnie, ale to zupełnie nie potrafię sobie wyobrazić życia
        przed Chrystusem.
        o. Zięba pisze:
        "Fakt Zmartwychwstania oznaczał dla nas nie tylko zwycięstwo nad
        grzechem i śmiercią, lecz rozpostarł również przed człowiekiem nowy,
        bezkresny horyzont. Dopiero od Zmartwychwstania Chrystusa świat mógł
        się objawić człowiekowi w sposób nowy - jako arena wolności. Jezus
        Chrystus bowiem - używając pięknego sformułowania z Veritatis
        splendor - "wyzwolił naszą wolność". Ludzka świadomość uwolniona od
        kokonu doczesności, szczelnie dotąd opasującego każde ludzkie
        istnienie, mogła teraz spojrzeć w przyszłość odważniej i głębiej. I
        człowiek - już nie bezbronna igraszka losu, fatum, czy ananke -
        począł odkrywać względność wszelkich możliwych krępujących go
        determinizmów".
        Przyznam, że tego właśnie nie rozumiem. uncertain
        • mader1 Re: Najważniejsza jest... 07.05.09, 11:11
          pewnie jaśniejsze to stanie się wtedy, gdy przypomnisz sobie szkoły
          filozoficzne i jak umysł ludzki starał się odpowiedzieć sobie na pytanie - co to
          jest wolność, co to jest miłość, co to jest prawda i co to jest dobro - i jak
          różne znajdował na to odpowiedzi, równoprawne.
        • mader1 Re: Najważniejsza jest... 07.05.09, 11:13
          no i ten fragment.
          "Teraz
          miała «nadzieję» - już nie nikłą nadzieję na znalezienie panów mniej okrutnych,
          ale wielką nadzieję: jestem do końca kochana i cokolwiek się zdarzy, jestem
          oczekiwana przez tę Miłość. "

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka