Do stołu !

09.07.09, 11:16


Goście weszli w porządku i stanęli kołem;

Podkomorzy najwyższe brał miejsce za stołem;

Z wieku mu i z urzędu ten zaszczyt należy.

Idąc kłaniał się damom, starcom i młodzieży.

Przy nim stał kwestarz, Sędzia tuż przy Bernardynie,

Bernardyn zmówił krótki pacierz po łacinie.

Mężczyznom dano wódkę; wtenczas wszyscy siedli

I chołodziec litewski milcząc żwawo jedli.

Jak u Was jest przy stole. Gwar ? Przepychanki ? Żywe rozmowy ? Kłótnie i
przekomarzanie ? A dzieci ? Czy mają głos czy są jak ryby ?
Usiłujecie zachować powagę i czysty obrus ? wink))))

Kiedyś był u nas świeżo żonaty kolega. Przysięgał, ze u niego w domu przy
stole będzie spokojniej, a dzieci będą się odzywać tylko pytane. Dziś, gdy ma
ich czworo, zmienił zdanie. Ale wygląda na zadowolonego gwarem smile
    • mamalgosia Re: Do stołu ! 09.07.09, 11:21
      Prawie nigdy nie jadamy razem. Tylko w niedzielę i święta,
      najczęściej u mamy, a wtedy są przepychanki i kłótnie.
      W domu każdy je osobno. Ja śniadanie z książką, potem Chłopcy
      śniadanie z wylewaniem i kruszeniem oraz MiniMini (ja przy nich
      wykonuję ćwiczenia izometryczne). Mąż je śniadanie w pracy (bo w
      domu o 4.45 jeszcze nie jest głodny). Obiad Dzieci w przedszkolu,
      czasem w domu coś dojadają - ale to na luzie i kiedy zechcą. Ja
      rzadko. Mąż dopiero po powrocie z pracy - po 17 tej. No to on już
      kolacji nie je, więc znowu sie wszystko rozsypuje.
      Nie bolejemy nad tym faktem, jedzenie nie ma dla nas większego
      znaczenia, nie przywiązujemy wagi do "stołowych spraw".
    • mamalgosia czysty obrus 09.07.09, 11:22
      od dawna do kuchni kupujemy ceratę
    • mader1 Re: Do stołu ! 09.07.09, 11:27
      i jeszcze z tej książki Średniej, którą pożyczyła ostatnio :
      " Mama zastanowiła się uczciwie; zawsze jej na tym bardzo zależało. Na tym, żeby
      rodzina się kochała, słuchała i szanowała wzajemnie. Jedli razem kolacje,
      weekendowe śniadania, przy stole zawsze panował ruch i gwar. Każdy mógł
      wypowiedzieć swoje zdanie.
      Zawsze myślała, ze jej się udało.
      Aż do tej pory.
      Wypowiedzieć- owszem. Pożartować. Ale kto tak naprawdę słucha małych dzieci ? "
    • ewa_g96 Re: Do stołu ! 09.07.09, 15:08
      Z racji braku krzeseł /trzeba posklejać/ jemy w różnych miejscach. Generalnie
      dzieciaki opowiadają co było w szkole, ja co robiłam a mąż pochłania w milczeniu smile
      Za to w moi domu wspólne obiady to była masakra - strasznie sztywno i
      nienaturalnie, wszyscy się męczyli. Teraz jak się zjeżdżamy na święta jest
      wesoło - sporo śmiechu i anegdot, tak jak zawsze powinno być. A mi zawsze się
      marzył taki stół jak u Borejków z "Jeżycjady" może jak skleimy krzesła smile
      • mader1 Re: Do stołu ! 09.07.09, 15:13
        tak naprawdę już trochę ten stół z Jeżycjady macie , bo dzieciaki
        opowiadają, co dziło się w szkole i Ty też opowiadasz smile To, co
        najważniejsze, macie smile

        Ja byłam niejadkiem, a rodzice kazali mi zjadać wszystko z talerza,
        do końca... to rzeczywiście masakra była...
        • verdana Re: Do stołu ! 09.07.09, 16:20
          U nas razem jemy sniadania w niedziele (lub soboty, w zaleznosci od
          tego kidy ja, a teraz i najstarszy pracujemy) i obiady w niedziele.
          Niestety, w inne dni nie da się zgromadzić wszystkich przy sole,
          choc bardzo pilnuje tego, aby najmlodszy nie jadał obiadów sam.
          Nie przywiazuje duzej uwagi do jedzenia, ale do wspólnego jedzenia -
          tak. To bardzo mily moment, wszyscy gadaja, syn oskarza nas o
          podstepne zanieczyszczenie noży bialym serem 9ktory jak wiadomo nie
          nadaje sie do spozycia), męzowi wyrywany jest z dloni majonez, a
          pies rozpaczliwie szczeka pod stolem, czekajac kto mu cos da...
          Zakaz odzywania się dzieci przy stole uwazam za wyjątkowo
          bezsensowny, no chyba, ze mamy akurat jakis waznych gosci.
          • isma Re: Do stołu ! 09.07.09, 19:03
            Wspolne sniadanie w niedziele jest swiete, zeby sie walilo i palilo.

            Wieczorem czesto ktos przychodzi, no to mu sie daje jesc, i kto z rodziny
            jeszcze na nogach i chetny, to siada. Takoz z obiadem niedzielnym.

            Na codzien we wlasnym gronie jada sie - z wylaczeniem sniadan, bo te ja jem
            bladym switem - tez raczej wspolnie (zreszta szczuplosc Lebensraumu to poniekad
            wymusza), z tym, ze najczesciej w konwencji ukochanej przeze mnie z czasow domu
            rodzinnego, czyli kazdy cos tam swojego robi na boku (gazete np. czyta), i od
            czasu do czasu dzieli sie ze wspolbiesiadnikami jakas rewelacja. Wolno odchodzic
            od stolu i do niego wracac (niektorzy czasem, jak sie zaabsorbuja czyms innym,
            dajmy na to forum, to zapominaja, ze przeciez wlasnie jedli wink)).

            Dziecko oczywiscie, ze gada. Wlasnie przed chwila w trakcie kolacji obwiescilo
            ni z tego ni z owego: "nie zawsze oplaca sie wychodzic w atu" ;-O.
            • minerwamcg Re: Do stołu ! 09.07.09, 19:22
              isma napisała:

              > Dziecko oczywiscie, ze gada. Wlasnie przed chwila w trakcie
              > kolacji obwiescilo
              > ni z tego ni z owego: "nie zawsze oplaca sie wychodzic w atu" ;-O.

              Cudne!!!
        • mamalgosia Re: Do stołu ! 09.07.09, 17:54
          a ja byłąm grubym żarłokiem i trzeba mi było ograniczać. I np
          wszyscy jedli ziemniaki z sosem, a dziecko samo mięsko.
          brrr
          • verdana Re: Do stołu ! 09.07.09, 19:00
            Łaczę się w bólu. U mnie bylo tak samosad
            • mamalgosia Re: Do stołu ! 10.07.09, 08:56
              A jak miałam 10,11 lat, to mi zabroniono jeść lodów. Koleżanki
              wsuwały - wafelkowe, gałkowe, włoskie, na patyku - na basenie, na
              placu zabaw, w upał... a ja nie mogłamsad
              Teraz uważam, że było to niepotrzebne męczenie dziecka. Można było
              inaczej
              • skrzynka-3 Re: Do stołu ! 11.07.09, 01:25
                Staram sie zebysmy przynajmniej raz dziennie jedli razem-najczesciej
                jest to obiado-kolacja. W weekendy lubimy celebrowac wspolne
                sniadania -takie troche leniwe, dluzsze, wlasnie z rozmowami.Jesli
                tylko mozna to na tarasie.O zgrozo czesc domownikow spozywa je w
                pizamach i szlafrokach winkJej ile ciekawych rozmow pamietam co sie
                zaczely wlasnie przy stole.Na chyba wszelkie mozliwe tematy.Tak
                wlasciwie to u nas zaden posilek nie przebiega w ciszy smile

                Na codzien duzy stol drewniany niczym nie przykrywany-obrus wita na
                nim w niedziele.

                Wolno odzywac sie bez ograniczen, niezaleznie od wieku a to miedzy
                innymi za sprawa anegdoty, ktora opowiadal ojciec mojej Tesciowej:

                Rodzinny obiad, wszyscy siedza wpada spozniony jeden ze starszych
                synow i wola Ojcze!-tu wladczy ruch reki glowy rodziny i krotkie:
                spozniles sie, siadaj. -Ale ojcze!-milcz i jedz! Po zupie chlopak
                znowu podejmuje rozpaczliwa probe zakomunikowania czegos, takoz po
                drugim daniu za kazdym razem krotko usadzony-milcz, nikt Cie nie
                pytal. Przy deserze glowa domu zwraca sie do syna i laskawie zezwala
                na zabranie glosu. Syn odpowiada spokojnie: eee teraz to juz nic
                waznego. Chcialem powiedziec, ze braciszek... wpadl do gnojowki.
    • minerwamcg Re: Do stołu ! 09.07.09, 21:01
      U moich rodziców obyczaje stołowe wymuszała Jadalnia. Piszę ją przez
      duże jot, ponieważ była to i jest do dzisiaj jadalnia w
      staroświeckim stylu, z ogromnym kredensem, serwantką zwaną u nas
      witryną, wielkim stołem, w razie potrzeby rozkładanym (do wielkości
      stołu pingpongowego - grywaliśmy z bratem) i kompletem wysokich,
      twardych krzeseł. Sami rozumiecie, że mieć takie coś i nie
      celebrować posiłków to głupota i marnotrawstwo. Codziennie jadło się
      tam co najmniej jeden wspólny posiłek, na ogół obiad lub kolację, w
      święta wszystkie.
      I prawdę powiedziawszy to mi się podoba. Stół w jadalni w ogóle ma
      własności przyciągające - tam się czytało, pisało, szyło, kładło
      pasjansa, nawet do egzaminów na studiach wolałam się uczyć w jadalni
      niż przy własnym biurku.
    • anik801 Re: Do stołu ! 11.07.09, 18:36
      Jak jesteśmy na obiedzie u mojej mamy to gwar-gadanie,śmiech
      (zwłaszcza jak wszyscy zjadą).Uwielbiam to!Obiad niedzielny z
      teściami-bez rozmów,oni oglądają tv.Jak jem ja z mężem i córką to
      tak średnio-trochę rozmowy,trochę ciszywink
      • kim5 Re: Do stołu ! 13.07.09, 11:05
        Wyszłam z domu, w którym najważniejszy był stół w kuchni z naszym
        wspólnym gadaniem, kłóceniem się, rozmowami. Znajomi, którzy nas
        odwiedzali (hurtowe ilośći), zawsze instynktownie szli do kuchni.
        Teraz tak zorganizowałam nasze mieszkanie, aby w centrum stał duży
        stół. Lubię gadać i lubię karmić, więc stół stanął między kuchnią a
        pokojem.
        Dzieci nie mamy, ale kultywujemy leniwe sobotnio-niedzielne
        śniadania.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja