Dodaj do ulubionych

Adopcja a chrzest

08.09.09, 08:08
Tak sobie ostatnio pomyślałam i chciałam Was prosić o pomoc,
pomysły, zaplecze z zakresu Tradycji i nauki Kościoła, opinie i
wszystko co przyjdzie Wam do głowy w temacie chrztu dzieci
adoptowanych.
Zdarza się, że adoptowane dziecko jest już ochrzczone. Kontaktu z
chrzestnymi nie ma.
Wiem, że rodzicom i tym dzieciom czasem brakuje tego wymiaru życia
chrześcijańskiego, rodzinnego.
Czy słyszeliście o czymś na kształt obrzędu błogosławieństwa dla
rodziców adopcyjnych i quasichrzestnych (możnaby wymyślić dla nich
nawet jakąś miłą nazwę) obejmujący ich zobowiązanie przed Bogiem i
Kościołem do wychowania dziecka w wierze?
Wyobrażam sobie to trochę na podobieństwo np. błogosławieństwa dla
narzeczonych. Wspólna modlitwa, podjęcie zobowiązania (chociażby
własnymi słowami), odpalenie świecy od Paschału...

Pytam, bo cenię sobie Wasze opinie smile))
Obserwuj wątek
    • nati1011 Re: Adopcja a chrzest 08.09.09, 08:41
      nie słyszałam i nie bardzo widze taki pomysł. Rodzice chrzestni
      czasami nie są obecni w życiu dziecka - takze nieadoptowanego - i to
      z róznych przyczyn - wyjazd, choroba, śmierć.... Brak chrzestnych
      nie zmienia obowiazków rodziców -naturalnych, czy adopcyjnych.
      Chrześni powinni wspierać rodziców w wychowaniu dziecka w wierze. To
      moze robić kazdy - także dziadkowie czy przyszywane ciocie.

      Adoptując dziecko przyjmujemy je z całym bagażem jego życia. Jeżeli
      zostało ochczone przez rodziców, to nie nalezy tego sakramentu
      powtażac czy ulepszać. Te dzieci przechodza wystarczajaco dużą
      traume, ze nie są ze swoimi biologicznymi rodzicami, lub że wrecz
      zostały przez rodziców porzucone. Wydaje mi się nie fair podważanie
      jeszcze chrztu.
      Wiem, ze kierujesz sie dobrymi intencjami, ale jakoś mi ten pomysł
      zgrzyta,.
    • nati1011 Re: Adopcja a chrzest 08.09.09, 08:51
      > Wiem, że rodzicom i tym dzieciom czasem brakuje tego wymiaru życia
      > chrześcijańskiego, rodzinnego.

      Ale w jakim sensie? Rodzice adopcyjni przejmują obowiazki rodziców
      bilogicznych, a chrześni? Ich rola przeważnie ogranicza sie do tzw
      lepszych cioć i wujków. Chrzestni mieli być u nas np przy odnowieniu
      przyżeczeń z chrztu przed I komunią. I wiele dzieci szło nie tylko
      bez chrzestnych, ale nawet tylko z 1 rodzicem. Nie były to wyjatki -
      sporo tych dzieci sad Ja osobiście, gdybym nie miała kontaktu z
      chrzestnymi poprosiłabym kogoś bliskiego dzieku o pełnienie tej
      funkcji nieoficjalnie.

      A swoja drogą, czy w rodzinach, gdzie porzuca sie dzieci - wieszość
      trafia do adopcji z powodow powaznych zaniedban rodzicielskich-
      ktokolwiek dba o chrzest dziecka?
      • atama Re: Adopcja a chrzest 08.09.09, 09:37
        nati1011 napisała:
        > Rodzice chrzestni
        > czasami nie są obecni w życiu dziecka - takze nieadoptowanego - i
        > to z róznych przyczyn

        Nad tym przyznam ubolewam. Obmyślając sobie taki przykładowy obrzęd
        doszłam i do tego, żeby także jakoś uwypuklić (bez przesady
        oczywiście, bo nie to jest najważniejsze!) rolę chrzestnych i ich
        zobowiązanie w ceremonii chrztu.

        > Chrześni powinni wspierać rodziców w wychowaniu dziecka w wierze.
        > To moze robić kazdy - także dziadkowie czy przyszywane ciocie.

        Oczywiście, że może być każdy, ale w życiu potrzebne są
        uroczystości, ceremonie itd. Podjęcie zobowiązania przed Bogiem,
        tylko trochę bardziej uroczyście... Zależałoby mi na pokazaniu rangi
        roli chrzestnego. Może wtedy takie zobowiązanie byłoby trwalsze??? W
        zasadzie o to mi chyba najbardziej chodzi.

        > Adoptując dziecko przyjmujemy je z całym bagażem jego życia.
        > Jeżeli zostało ochczone przez rodziców, to nie nalezy tego
        > sakramentu powtażac czy ulepszać.

        Nie wyobrażam sobie powtarzania sakramentu. Też nie o ulepszanie mi
        chodzi. Chodzi o nadanie roli takiego religijnego wspieracza w nowej
        rodzinie.

        > Te dzieci przechodza wystarczajaco dużą
        > traume, ze nie są ze swoimi biologicznymi rodzicami, lub że wrecz
        > zostały przez rodziców porzucone. Wydaje mi się nie fair
        > podważanie jeszcze chrztu.

        To mi się wydaje szczególnie ważne i dziękuję, że zwróciłaś na to
        uwagę. Kwestia poczucia porzucenia i wyczucie, czy taki obrzęd by
        się przydał, czy raczej zaszkodził to już do omówienia z dzieckiem
        (jeśli mowa o starszym). I jeszcze raz zaznaczam - nie chodzi o
        podważanie chrztu.

        >ale jakoś mi ten pomysł zgrzyta,.

        Właśnie o konfrontację z odczuciami "na chłodno" bardzo mi zależało,
        także DZIĘKUJĘ! smile

        > Rodzice adopcyjni przejmują obowiazki rodziców
        > bilogicznych
        Prawnie, ale brakuje mi tu wymiaru religijnego. Oczywiście rodzice
        wierzący, adoptujący ochrzczone dziecko w sercu biorą na siebie to
        zobowiązanie. Mi chodzi o jakieś zaznaczenie tego. O uczynienie tego
        jakoś w Kościele i przed Kościołem. Prosząc Kościół o modlitwę o
        wsparcie. Jakoś tak próbuję ubrać w słowa swoje odczucia czy
        intuicje.

        > Chrzestni mieli być u nas np przy odnowieniu
        > przyżeczeń z chrztu przed I komunią. I wiele dzieci szło nie tylko
        > bez chrzestnych, ale nawet tylko z 1 rodzicem. Nie były to
        wyjatki -
        > sporo tych dzieci sad

        Prawda, że przykre to jakoś...? sad
        • nati1011 Re: Adopcja a chrzest 08.09.09, 10:38
          Atama, ja miałam trochę na bakier z ojcem. I bardzo alergicznie
          reaguję na pewne sprawy, wiec moze dlatego twój pomysł odebrałam
          jako formę poprawiania chrztu.

          > Oczywiście, że może być każdy, ale w życiu potrzebne są
          > uroczystości, ceremonie itd. Podjęcie zobowiązania przed Bogiem,
          > tylko trochę bardziej uroczyście... Zależałoby mi na pokazaniu
          rangi
          > roli chrzestnego. Może wtedy takie zobowiązanie byłoby trwalsze???
          W
          > zasadzie o to mi chyba najbardziej chodzi.

          Tak - tylko to ma uzasadnienie w przypadku pierwszej uroczystości, a
          ty chciałabyś ją w pewien sposób powtórzyć.


          > Nie wyobrażam sobie powtarzania sakramentu. Też nie o ulepszanie
          mi
          > chodzi. Chodzi o nadanie roli takiego religijnego wspieracza w
          nowej
          > rodzinie.

          Wiesz, my właśnie przerabiamy przyniesienie do światyni dziecka
          ochrzczonego - i w naszym wypadku uzupełnienie obrzędu chrztu. U
          dziecka adoptowanego nie bezie takiego obrzędu, ale może - np we
          wspólnocie przykościelnej - urzadzić taką uroczystość wprowadzenia
          dziecka do wspólnoty koscielnej. I tu mogą pojawić sie te osoby
          wspierające - ale ja bym raczej unikała nazywania ich chrzestnymi.
          Przepraszam, ale może jakaś inna nazwa. No bo chrzestny, to osoba
          biorąca udział w chrzcie dziecka. Chyba, że w szczególnych
          przypadkach, po rozmowie ze starszym dzieckiem i jego zgodzie, by
          dana osoba zastępowała mu nieobecnego chrzestnego. Ale naprawde
          trzeba być w tym bardzo ostroznym


          > > Chrzestni mieli być u nas np przy odnowieniu
          > > przyżeczeń z chrztu przed I komunią. I wiele dzieci szło nie
          tylko
          > > bez chrzestnych, ale nawet tylko z 1 rodzicem. Nie były to
          > wyjatki -
          > > sporo tych dzieci sad
          >
          > Prawda, że przykre to jakoś...? sad

          Bardzo - ale dotyczy nas wszystkich, nie tylko dzieci adoptowanych.
          • atama Re: Adopcja a chrzest 08.09.09, 11:01
            nati1011 napisała:
            > Przepraszam, ale może jakaś inna nazwa. No bo chrzestny, to osoba
            > biorąca udział w chrzcie dziecka. Chyba, że w szczególnych
            > przypadkach, po rozmowie ze starszym dzieckiem i jego zgodzie, by
            > dana osoba zastępowała mu nieobecnego chrzestnego. Ale naprawde
            > trzeba być w tym bardzo ostroznym

            Nazwałam ich quasichrzestnymi, ale brzmi to paskudnie, przyznasz? smile)
            Wymyślenie tytułu byłoby fajne, ale może zamknąć się w sferze
            rodzinnych tradycji, rytuałów, powiedzonek. Nie musi od razu trafiać
            do nowego wydania słownika j. pol.

            Dobry pomysł z wprowadzeniem do swojej wspólnoty.
            Ale gdyby tak udało się w skali parafii... Tak po prostu. Dla
            wszystkich, zwyczajowo, absolutnie nie obowiązkowo!

            > dotyczy nas wszystkich, nie tylko dzieci adoptowanych.
            Może za mały kładzie się na to nacisk?

            Nie porywam się na naprawianie świata, ale gdyby tak udało się jakoś
            pięknie wypełnić tę lukę? Widzę taką potrzebę i rolę Kościoła w
            pomocy rodzinom adopcyjnym... Ale może przesadzam i tworzę byty
            niepotrzebne...
            • nati1011 Re: Adopcja a chrzest 08.09.09, 11:33
              Ja osobiście jestem rozczarowana.

              Własnie nastąpiła zmiana kapłanów w parafii. Odbywa się to tak. W
              srodku tygodnia biskup wydaje dekret, przenosi kapłana na drugi
              koniec województwa, a w niedziele parafianie słysza w ogłoszeniach 2
              zdania: z dniem... ks x został przeniesiony do... a na jego miejsce
              przybył ks y. dziekujemy x, witamy y. A przecież ten kapłan był w
              parafii 2-3 lata, czasem dłuzej. Czy nie powinna odbyć się choćby
              msza pożegnalna, połączona z podzieowaniami za trud i pracę?
              Zastanawiam sie coraz częsciej, czy ci kapłani to karnie sa
              przenoszeni ???

              Analogicznie do Twojego zapytania - uważam, ze skoro parafia ma
              tworzyć rodzinę, to powinna przynajmniej witać nowych członków. Czy
              naprawdę ruch ludzi jest tak duży, ze nie mozna by było np
              zorganizowac 1 mszy w miesiacu - na powitanie nowych członków
              wspólnoty? Tych co sie wprowadzili? Bo nowonarodzone dziecko jest
              witane w ceremonii chrztu. Ale nowi lokatorzy? No jak oddaje się
              nowe osiedle, to trudno byłoby imiennie wymieniać, ale pojedyncze
              rodziny? Czy właśnie dzieci adoptowane.

              Atama, pytaj, walcz, pros... uważam pomysł za mądry i bardzo cenny smile
              • melapela2 Re: Adopcja a chrzest 08.09.09, 11:50
                > Czy nie powinna odbyć się choćby
                > msza pożegnalna, połączona z podzieowaniami za trud i pracę?

                Myslę, ze to zalezy od proboszcza. U mnie w parafii zawsze wita sie
                i żegna księzy. Na pożegnanie kazdy z nich celebruje mszę, po której
                kazdy kto chce może sie z nim pożegnać osobiście. Nawet diakoni
                przychodzacy na miesięczne praktyki sa witani i żegnani (z tym że
                juz bez uroczystych mszy pożegnalnych).
              • mama_kasia Re: Adopcja a chrzest 08.09.09, 13:55
                Czy nie powinna odbyć się choćby
                > msza pożegnalna, połączona z podzieowaniami za trud i pracę?

                Nasi mają piękne pożegnania smile
                Ostatnio żegnaliśmy jednego z braci, misjonarza, który był u nas
                rok. I tak na koniec, przy wszystkich, przez mikrofon wypaliłam, że
                czuło się, że nasza parafia nie była jego miejscem. ...Wiecie,
                zupełnie tego negatywnie nie odczułam, ale inni ...no, śmiali
                się (ci, co się odważyli śmiać, ale pozostali, to strach myśleć),
                że mu nagadałam. A ja tak szczerze, od serca chciałam wink))
                Na szczęście sobie to wyjaśniliśmy po mszy.

                Są i podarunki od parafian, od wspólnot, słowa szczere (może mniej
                niż moje wink)), modlitwa.

                Ale są też sytuacje, gdy wraca się z wakacji i tylko idzie
                wieść, że tego już nie będzie sad To wtedy, gdy odchodzą z
                zakonu sad Tak też bywa.
                • nati1011 Re: Adopcja a chrzest 08.09.09, 15:38
                  nie mówiłam o odejściach, tylko o zwykłych przeniesieniach
                  • isma Przeniesienia ksiezy 08.09.09, 16:59
                    Poniewaz sie, widze, zupelnie konkurencyjny offtopic zrobil, to go moze
                    zatytuluje, zeby sie nie mylilo wink)).

                    No wiec z tymi przeniesieniami. Nasza Umilowana Archidiecezja (w skrocie: NUA)
                    na swej stronie internetowej komunikuje przeniesienia bodaj w czerwcu czy z
                    poczatkiem lipca (cielesnie one sie dokonuja zazwyczaj z koncem wakacji). Kto
                    ciekaw, moze sprawdzic - i to jest najczesciej odwiedzana podstrona wink).
                    Ale proboszczowie to chyba wedle uznania obwieszczaja. Moj pleban ma zwyczaj
                    obwieszczac z ambony dopiero jak przeniesienie stanie sie cialem - czym zapewne
                    zaskarbia sobie dozgonna wdziecznosc sw. Kurii Metropolitalnej, albowiem
                    przynajmniej pielgrzymek wiernych żądajacych pozostawienia tego czy innego
                    duszpasterza w czasie przed sierpniowa dogrywka to nie generuje.

                    W tym roku proboszcz Najlepszej Parafii Archidiecezji (w skrocie: NPA) mial
                    sytuacje nader trudna, albowiem nastapil deal polegajacy na wymianie pracujacych
                    dotychczas w NPA dwoch ksiezy magistrow na jednego ksiedza doktora. Deal z wielu
                    wzgledow ambarasujacy.

                    Rzec musze, iz ujal mnie polusmiech blakajacy sie po obliczu ksiedza pralata,
                    kiedy stwierdzal, iz przeniesiono do NPA ksiedza doktora, zas fakt ten kaze nam
                    szczegolnie intensywnie modlic sie o nowe, lepsze powolania kaplanskie wink)).
                    Bylo troche jak z ta szczeroscia Kasi - niektorzy odniesli wrazenie, iz
                    nowonabyte powolanie stojace w tym czasie za oltarzem nie jest przedmiotem
                    szczegolnej atencji swego nowego proboszcza wink)).
                    • nati1011 Re: Przeniesienia ksiezy 08.09.09, 17:20
                      Ja chciałam zauważyć tylko, że skoro kapłani nie uwazają za stosowne
                      powitania czy pozegnania kapłana pracującego kilka lat na rzecz
                      parafii, to gdzie by tam chcieli sobie zawracać głowę powitaniem
                      nowego członka parafii... Dla mnie to smutne tak ogólnie sad
                      • isma Re: Przeniesienia ksiezy 08.09.09, 17:38
                        Wiem, z praktycznego punktu widzenia to pewnie tak. Ale dla mnie to jednak
                        zupelnie rozne istotowo rzeczy sa, zaraz wyzej sprobuje napisac, dlaczego.
                      • mamalgosia Re: Przeniesienia ksiezy 08.09.09, 18:36
                        A tak z ciekawości zapytam: witacie osoby, które się przyprowadziły
                        z innego miejsca?
                • dominikjandomin Re: Adopcja a chrzest 08.09.09, 19:22
                  mama_kasia napisała:


                  > Ale są też sytuacje, gdy wraca się z wakacji i tylko idzie
                  > wieść, że tego już nie będzie sad To wtedy, gdy odchodzą z
                  > zakonu sad Tak też bywa.

                  Gorzej, gdy w plotkach dowiadujesz się, że twój duszpasterz i stały spowiednik
                  uciekł z koleżanką z duszpasterstwa... Z plotek, mimo, że kilka razy w tygodniu
                  jesteś w zakrystii, nikt ci nie powie jakoś tak... łagodniej.
              • dominikjandomin Re: Adopcja a chrzest 08.09.09, 19:15
                nati1011 napisała:

                >A przecież ten kapłan był w
                > parafii 2-3 lata, czasem dłuzej. Czy nie powinna odbyć się choćby
                > msza pożegnalna, połączona z podzieowaniami za trud i pracę?

                U nas są Msze pożegnalne. Czyli wina Twego proboszcza....

                > Zastanawiam sie coraz częsciej, czy ci kapłani to karnie sa
                > przenoszeni ???

                Czasem tak. A częsciej nie.

                >to powinna przynajmniej witać nowych członków. Czy
                > naprawdę ruch ludzi jest tak duży, ze nie mozna by było np
                > zorganizowac 1 mszy w miesiacu - na powitanie nowych członków
                > wspólnoty? Tych co sie wprowadzili? Bo nowonarodzone dziecko jest
                > witane w ceremonii chrztu. Ale nowi lokatorzy? No jak oddaje się
                > nowe osiedle, to trudno byłoby imiennie wymieniać, ale pojedyncze
                > rodziny?

                Dałoby się. Pomysł bardzo mądry.
        • isma Re: Adopcja a chrzest 08.09.09, 18:27
          No wiec ja jestem zdecydowanie przeciwna wymyslaniu "obrzedu przyjmowania
          dziecka adoptowanego do wspolnoty parafialnej". Owszem, byc moze Kosciol
          powinien sie zaanazowac w wspieranie rodzin adopcyjnych. Ale zeby te cele
          duszpasterskie mialy byc osiagane akurat w liturgii, to by, mnie sie wydaje,
          bardzo powazne racje musialy byc.

          atama napisała:


          >ale w życiu potrzebne są
          > uroczystości, ceremonie itd. Podjęcie zobowiązania przed Bogiem,
          > tylko trochę bardziej uroczyście...


          No i zastanowmy sie, do czego takie myslenie moze doprowadzic... Ano, do tego,
          ze liturgia (sakramenty!) przestaje byc uprzywilejowanym miejscem spotkania Boga
          i czlowieka, a staje sie miejscem uroczystosci rodzinno-towarzyskich. Z tego
          korzenia wyrastaja sluby dla bialej sukni z trenem, ciagnacej sie przez jak
          najdluzsza nawe, i Pierwsze Komunie, zeby sie dziecko nie czulo wyobcowanie
          wsrod rowiesnikow.

          A to nie o to chodzi. Im mniej "prywatyzowania" liturgii, tym lepiej. Zwlaszcza
          ze - do tego zaraz dojde - liturgia Kosciola juz dysponuje takim bogactwem
          sensow, ktore lekcewazymy, a zamiast nich probujemy wymyslac wlasne ceremonie...

          Zależałoby mi na pokazaniu rangi
          > roli chrzestnego. Może wtedy takie zobowiązanie byłoby trwalsze??? W
          > zasadzie o to mi chyba najbardziej chodzi.

          Nie. Przyjmujacy chrzest ma miec chrzestnego "o ile to mozliwe". Istnienie (badz
          nieistnienie) chrzestnych nie ma zwiazku z istota sakramentu. Tak szczerze
          mowiac, to juz predzej chrzestny - dojrzaly swiadek wiary - jest potrzebny
          doroslemu katechumenowi, ktory nie ma wsparcia w wierzacej rodzinie. Dziecko ma
          miec to wsparcie w naturalnych rodzicach, przede wszystkim. Ich zgoda jest do
          chrztu wymagana, a zatem zaklada sie ich wspolprace z otrzymywana przez dziecko
          w sakramencie łaską.


          > Nie wyobrażam sobie powtarzania sakramentu. Też nie o ulepszanie mi
          > chodzi.

          Ano wlasnie. Chrzest jest przeciez sakramentem wyjatkowym, przymowanym raz jeden
          na cale zycie, i nic nie powinno stwarzac wrazenia (poza ewidentna
          koniecznoscia, jaka jest zagrozenie zycia), ze to jest jakas ceremonia, ktora
          mozna odbywac "na raty", ze wzgledu na "uroczystosc"). W istote tego znaku jest
          wpisana jednorazowosc!
          Nie powtarzamy przeciez np. chrztu udzielonego w innych wspolnotach
          chrzescijanskich przy konwersji na katolicyzm, uznajac, iz jest to gest tak
          doniosly, ze drobne roznice w rytuale nie maja znaczenia.
          Bo ten ochrzczony czlowiek narodzil sie juz na nowo dla Chrystusa!
          To jest istota rzeczy (a nie to, czy on wszedl do wspolnoty parafii bazyliki
          swietej Etelburgi czy prepozytury swietego Kombiniana).


          > Oczywiście rodzice
          > wierzący, adoptujący ochrzczone dziecko w sercu biorą na siebie to
          > zobowiązanie. Mi chodzi o jakieś zaznaczenie tego. O uczynienie tego
          > jakoś w Kościele i przed Kościołem.

          Nie to jest istota rzeczy. Owszem, wychowanie religijne dziecka jest wazne. Ale
          przeciez to dziecko wzial sobie w sakramencie chrztu Chrystus, w Niego to
          dziecko zostalo wszczepione! Łaska sakramentalna istnieje i dziala, niezaleznie
          od tego, co rodzice i chrzestni (a nawet Kosciol) zrobia lub czego nie zrobia
          (oczywiscie, lepiej zeby jak najwiecej robili - ale nie mozna stwarzac wrazenia,
          ze to glownie od ich "jakosci" zalezy...)...


          > > Chrzestni mieli być u nas np przy odnowieniu
          > > przyżeczeń z chrztu przed I komunią. I wiele dzieci szło nie tylko
          > > bez chrzestnych, ale nawet tylko z 1 rodzicem. Nie były to
          > wyjatki -
          > > sporo tych dzieci sad
          >
          > Prawda, że przykre to jakoś...? sad

          A kiedyz to, prosze Was, Kosciol odnawia przyrzeczenia chrzcielne?
          Ano, w liturgii Wielkosobotniej. Co roku.

          Co roku Kosciol wzywa w litanii wstawiennictwa wszystkich Bozych swietych,
          naszych chrzcielnych patronow i "rodzicow chrzestnych", aby wspierali
          ochrzczonych w zyciu po chrzescijansku. Co roku Kosciol jako cala wspolnota
          odnawia przyrzeczenia chrzcielne. Co roku gromadzi sie wokol nowo poswieconej
          wody chrzcielnej, dziekujac Panu Bogu za dar chrztu swietego, za swoja "smierc w
          starym ciele" i narodzenie do nowego zycia.

          Po co wymyslac obrzed, ktory JEST wink))?

          Tylko trzeba ten jego sens dostrzec i wydobyc. Wielka Sobota to jest ten dzien,
          w ktorym Kosciol mowi: "jestesmy wspolnota swietych, ktorej fundamentem jest
          chrzest Chrystusowy, a ktora zmierza wzajemnie sie wspierajac do obiecanego
          Krolestwa".
          I takie "przyjecie do Kosciola" i "przypomnienie zobowiazan" warto zeby
          autentycznie kazdy przezyl. Nie tylko adoptowany wink)).
          • atama Re: Adopcja a chrzest 09.09.09, 07:19
            Bardzo dziękuję za ustawienie hierarchii:
            > Nie to jest istota rzeczy. Owszem, wychowanie religijne dziecka
            jest wazne. Ale
            > przeciez to dziecko wzial sobie w sakramencie chrztu Chrystus, w
            Niego to
            > dziecko zostalo wszczepione! Łaska sakramentalna istnieje i
            dziala, niezaleznie
            > od tego, co rodzice i chrzestni (a nawet Kosciol) zrobia lub czego
            nie zrobia
            > (oczywiscie, lepiej zeby jak najwiecej robili - ale nie mozna
            stwarzac wrazenia
            > ,
            > ze to glownie od ich "jakosci" zalezy...)...

            Może nienajszczęśliwiej zatytułowałam wątek. Nie miałam na myśli
            podważania, powielania, ani poprawiania sakramentu chrztu już
            udzielonego. Chrzest przywołałam raczej dlatego, że to przy jego
            okazji pojawiają się w rodzinie osoby o szczególnej funkcji. Tylko o
            ten wymiar mi chodziło, ale może masz rację Ismo, może za duży wtedy
            akcent położony na rodziców, ciotki itp.
            smile))
            • isma Re: Adopcja a chrzest 14.09.09, 18:54
              No, nie, jasne, ja wbrew pozorom smile)) rozumiem, o co Ci chodzi.

              I dlatego mysle sobie, ze nie od rzeczy by bylo podzialac w temacie na gruncie
              juz przez Kosciol przygotowanym - takim ze zostaje tylko wypielegnowac zasiew.

              Tak sobie kombinuje, ze gdyby jakos te liturgie Wigilii Paschalnej wlasnie
              dopelnic trescia - powiedziec dziecku: widzisz, wlasnie dzisiaj wspominamy Twoj
              chrzest. Ty go nie pamietasz, my go nie pamietamy, ale Chrystus - i Kosciol - go
              pamieta. Nie ma przy tobie twoich rodzicow chrzestnych - ale jest twoj swiety
              patron, i sa wszyscy swieci, ktorych Kosciol w ten dzien wzywa w litanii - to by
              moze bylo calkiem sporo?
      • dominikjandomin Re: Adopcja a chrzest 08.09.09, 19:07
        nati1011 napisała:

        >Chrzestni mieli być u nas np przy odnowieniu
        > przyżeczeń z chrztu przed I komunią. I wiele dzieci szło nie tylko
        > bez chrzestnych, ale nawet tylko z 1 rodzicem. Nie były to wyjatki -
        > sporo tych dzieci sad

        Moi chrzestni mieszkali kawał drogi ode mnie. I pewniue nie tylko moi. Trudno
        wymagać, aby zasuwali kawał drogi dla czyjegoś widzimisię (bo tak mi wygląda to
        wymaganie).

        Albo nakażmy, ze chrzestny musi być z tej samej parafii. I zakaz przeprowadzek smile

        > A swoja drogą, czy w rodzinach, gdzie porzuca sie dzieci - wieszość
        > trafia do adopcji z powodow powaznych zaniedban rodzicielskich-
        > ktokolwiek dba o chrzest dziecka?

        W pewnych chrzczą, w innych nie. Nawet kiepskie rodziny mają przebłyski
        normalności. No i dochodzi jeszcze ta znikoma ilość sierot naturalnych.

        A z innej beczki: co z aktem chrztu po adopcji, zmianie imienia, nazwiska? Akt
        urodzenia na innego człowieka niż akt chrztu?
        • isma Re: Adopcja a chrzest 08.09.09, 19:33
          Kan. 877 -

          § 1. Proboszcz miejsca udzielenia chrztu powinien bezzwłocznie i dokładnie
          zapisać w księdze ochrzczonych nazwisko ochrzczonego, czyniąc wzmiankę o
          szafarzu, rodzicach, chrzestnych oraz o świadkach, jeśli występują, jak również
          o miejscu i dacie udzielonego chrztu, podając również datę i miejsce urodzenia.

          § 2. Jeśli idzie o dziecko zrodzone z matki niezamężnej, należy wpisać nazwisko
          matki, gdy fakt jej macierzyństwa jest publicznie stwierdzony albo ona sama z
          własnej woli o to prosi na piśmie lub wobec dwóch świadków. Należy wpisać także
          nazwisko ojca, gdy jego ojcostwo potwierdza jakiś dokument publiczny, albo
          oświadczenie złożone przez niego wobec proboszcza i dwóch świadków. W
          pozostałych wypadkach wpisuje się ochrzczonego, bez żadnej wzmianki o ojcu lub
          rodzicach.

          § 3. W wypadku dziecka adoptowanego należy wpisać nazwiska adoptujących oraz -
          przynajmniej jeśli tak czyni się w akcie cywilnym regionu - nazwiska rodziców
          naturalnych, zgodnie z §§ 1 i 2, przy uwzględnieniu przepisów Konferencji
          Episkopatu.
          • dominikjandomin Re: Adopcja a chrzest 08.09.09, 20:05
            Ale tu jest adopcja po chrzcie i po wpisie. A zatem? Iśc do księdza z papierem z
            sądu i wymagać wpisania nowych danych?
            • kann2 Re: Adopcja a chrzest 08.09.09, 20:25
              Tak. Akt w parafialnej księdze metrykalnej ma odpowiadać aktowi
              urodzenia z USC.
              • verdana Re: Adopcja a chrzest 08.09.09, 20:30
                W przypadkach znanych mi adoptowanych dzieci chrzest sie odbył i to
                najprawdopodobnie drugi - poniewaz nikt nie wiedział, czy dzieci
                byly już ochrzczone. przypuszczano, ze tak - ale pewnosci nie bylo.
                Zatem ksiądz uznal, ze lepiej chrzest powtorzyc, niż zaniechać
                chrztu. W jednym znanym mi wypadk na 100% dziecko zostalo
                ochrzczone "z wody" w szpitalu, a mimo to chcrezst powtorzono.
                Ale jesli sa metryki...
                • dominikjandomin Re: Adopcja a chrzest 08.09.09, 21:06
                  Kolega z pracy obie córki ochrzcił "warunkowo", do metryk się nie doszukał.

                  Ale są dzieci, o których wiadomo, że były chrzczone, więc chrzest warunkowy odpada.

                  W sumie lepiej dla rodziny, aby ten chrzest był już w nowej rodzinie, ale nie
                  zawsze się da...
                  • kann2 Re: Adopcja a chrzest 08.09.09, 22:29
                    Kan. 845 - § 1. Nie można powtarzać sakramentów chrztu, bierzmowania
                    i kapłaństwa, które wyciskają charakter.
                    § 2. Jeśli po przeprowadzeniu starannego dochodzenia,
                    istnieje jeszcze roztropna wątpliwość, czy wyliczone w § 1
                    sakramenty zostały rzeczywiście lub ważnie udzielone, należy ich
                    udzielić warunkowo.


                    W przypadku dziecka adoptowanego trzeba po prostu poszukać w miejscu
                    zamieszkania jego rodziców, czy w tamtejszej parafialnej księdze
                    chrztu jest zapis o przyjęciu tego sakramentu. Ośrodki adopcyjne
                    zresztą w wielu przypadkach troszczą się o to i przekazują nowym
                    rodzicom metrykę chrztu. Problem natomiast pojawia się, gdy nowi
                    rodzice chcą dla dziecka ustanowić nowych chrzestnych.
                    • dominikjandomin Re: Adopcja a chrzest 09.09.09, 16:32
                      Gorzej, jak do matki nie ma kontaktu, a z zasady była "niezamieszkała" lub też
                      nie mieszkała pod adresem meldunku...
                • kann2 Chrzest "z wody" 08.09.09, 22:34
                  verdana napisała:

                  W jednym znanym mi wypadk na 100% dziecko zostalo
                  > ochrzczone "z wody" w szpitalu, a mimo to chcrezst powtorzono.

                  A może jedynie zostały dopełnione te obrzędy, których nie odprawiono
                  przy chrzcie udzielanym w niebezpieczeństwie śmierci?

                  W sumie zastanawia mnie zawsze, skąd się wzięła nazwa chrztu "z
                  wody" na oznaczenie tego udzielanego w niebezpieczeństwie śmierci.
                  Przecież każdy chrzest jest "z wody". Może dlatego, że przy takim
                  chrzcie używa się wyłącznie wody, ale juz nie ma np. namaszczenia
                  olejem i innych obrzędów.
                  • verdana Re: Chrzest "z wody" 09.09.09, 22:20
                    Nie. Wiem na pewno.
    • izazdo a ja znam przypadek podwojnego chrztu!!! 13.09.09, 19:25
      Wujek meza adoptowal 2 dziewczynki. Ochrzczone. A mimo to chrzest powtorzono
      (pelna ceremonia, nowi chrzestni - moj maz byl chrzestnym).

      Nie mowcie, ze niemozliwe, bo tak wlasnie bylo. Ale nie pytajcie mnie, jak to
      zalatwil, jego zona ma kilku wujkow ksiezy, wiec pewnie wszystko odbylo sie
      zgodnie ze sztuka, chociaz z wierzchu moze nie wyglada. Do dzis sama nie moge
      wyjsc ze zdumienia.

      Moze chodzilo o to, ze po zmianie nazwiska w niebiesiech nie bylyby odnotowane
      jako chrzescijanki big_grin
      • isma Re: a ja znam przypadek podwojnego chrztu!!! 13.09.09, 19:46
        Nie no, naduzycia nie mozna wykluczyc, zdarzaja sie takowe.
        Inna sprawa, czy czlowiek, wiedzac, ze uczestniczy w popelnianiu naduzycia,
        powinien sie na ten udzial godzic...?
        • dominikjandomin Re: a ja znam przypadek podwojnego chrztu!!! 14.09.09, 14:06
          E, wystarczy, że ksiądz dodał (nie do mikrofonu) "o ile nie byłeś chrzczony" i
          gra gitara...
          • atama Re: a ja znam przypadek podwojnego chrztu!!! 14.09.09, 18:25
            Przepraszam, ale to jakaś szopka.
            Nie o łamanie zasad chodziło mi przy zakładaniu tego wątku.
            A wyliczanie przykładów nagannego zachowania jednego czy drugiego,
            chyba niczemu tu nie służy. uncertain
    • gaja268 Re: Adopcja a chrzest 23.09.09, 21:05
      Wiem ,że chrztu się nie powtarza. Ale...np. w przypadku mojej córki
      był problem- małą była ochrzczona w szpitalu, przez redemptorystę-
      misjonarza. Rodziców chrzestnych brak. W dokumentach śladów
      jakichkolwiek brak...A jakoś problem rozwiązać trzeba- wszak metryka
      potrzebna będzie nie raz...więc była ceremonia, przy okazji chrztu
      młodszego dziecka- po pierwsze wchodząc do kościoła prosiliśmy, "aby
      parafia dowiedziała się, że dziecko zostało przyjęte do Kościoła", po
      drugie w jej przypadku ceremonia została ograniczona do zapalenia
      świecy i nałożenia szaty. Dostałam akt chrztu z data tejże
      ceremonii...Jestem na bieżąco i w praktyce z adopcjami. Nawet jeśli
      rodzice twierdzą(biologiczni- jeśli maja ochotę z OAO rozmawiać...)że
      dziecko było ochrzczone, to i tak sporadycznie udaje się metrykę
      odnaleźć/uzyskać...nie mówiąc już o zmianie danych w niej
      zawartych...Myślę więc(chociaż mogę być w błędzie)że w przypadku
      kiedy mamy pewność, że dziecko było ochrzczone dopuszczalna powinna
      być taka ceremonia jak u mojej córki- pomijając nawet elementy
      dotyczące dziecka, ale dopełniając tych dotyczące zobowiązań i woli
      rodziców. Bo tak na logikę- jakie znaczenie mają w tym momencie
      zamiary, wola i zobowiązanie złożone przez rodziców biologicznych,
      jeśli to nie oni za wychowanie dziecka odpowiadają? To nie oni będą
      je wychowywać, nie oni będą je przygotowywać do kolejnych
      sakramentów...
      • atama Re: Adopcja a chrzest 24.09.09, 07:29
        O! Dziękuję Ci bardzo za ten wpis i życiową perspektywę popartą
        doświadczeniem. Właśnie o takie sytuacje mi chodziło.
        Chodziło pierwotnie, bo przyznam, że wpis Ismy dał mi mocno do
        myślenia (z tymi właściwie rozłożonymi akcentami).
        No i w kropce znowu jestem wink

        PS. Witaj na forum! smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka