Dodaj do ulubionych

Rybka smazona. Dzisiejszy delikates.

23.04.12, 17:20

5-letnie (jak plan) rybki wielokrotnie mrozone lekko osolone sola drogowa
w panierce z jajeczkiem z metalami ciezkimi...

Paluszki lizac...
Obserwuj wątek
    • voxave Re: Rybka smazona. Dzisiejszy delikates. 23.04.12, 20:15
      Może nie jest tak źle......
      Trzeba znaleźc stale źródło dobrej rybki.Jest pysznie.
      • lidka449 Re: Rybka smazona. Dzisiejszy delikates. 23.04.12, 21:05
        zgodze sie i dobrze miec w rodzinie wedkarza :)
        a tak wracajac do przeszlosci smazalnie ryb byly
        a w niej swieze dorsze za grosze i to bylo pyszne
        gdy zblizal sie koniec miesiaca w domach krolowaly ryby
        i ser :)
        przynajmniej w niektorych.
        • balamuk Re: Rybka smazona. Dzisiejszy delikates. 25.04.12, 16:58
          Smażalnie to były nad morzem, ja z południa i do tej pory mam do smażonych ryb niejaki uraz. Zakodowały mi się jako tradycyjne menu piątkowe, smażony mintaj albo dorsz, do tego postne ziemniaki i surówka z kapusty, ależ to w ustach rosło...
          • asdaa Re: Rybka smazona. Dzisiejszy delikates. 25.04.12, 21:18
            balamuk napisała:

            smażony mintaj albo dorsz, do tego postne ziemniaki i surówka z kapusty

            dodam: kiszonej kapusty - to jedno z moich do dzisiaj ulubionych dań
          • tamsin Re: Rybka smazona. Dzisiejszy delikates. 26.04.12, 04:22
            Nigdy nie lubilam smazonych ryb, zarowno z wakacji w Lebie ani tych co w domu byly wysmazone do nieprzytomnosci przez mame. Wstret zostal mi taki, ze po zamowieniu fish and chips z bardzo populrnej smazalni ryb w Salisbury (kolejka i tlum w porze lunchu jak w PRLu) po jednym gryzie, calosc wyladowala w koszu na smieci. Do tej pory te PRL-skie czy tradycyjne angielskie to dla mnie to samo, nie do przelkniecia..
            • qubraq Re: Rybka smazona. Dzisiejszy delikates. 24.06.12, 15:47
              Kiedyś - 52 lata temu- pracowałem na wiertni poszukując ropy naftowej w Krynicy Morskiej; kumpla ojciec był dyrektorem WPG i stąd ta praca; zarabialem 200 zł dziennie ale dniówka -10 godzin; w przerwie na obiad chodzilismy do smażalni ryb przy plaży i tam 4 porcje smazonego karmazyna a 200 gramow z bułeczką sie jadlo i dalej do roboty do szóstej... to były czasy! ;-) Dzieki Matyldziu za zaproszenie do tanca... :-)
              • matylda1001 Re: Rybka smazona. Dzisiejszy delikates. 24.06.12, 21:46
                qubraq napisał:

                >Dzieki Matyldziu za zaproszenie do tanca... :-) <

                Witaj! "Taniec" z Tobą zawsze jest przyjemnością :)
                • qubraq Re: Rybka smazona. Dzisiejszy delikates. 25.06.12, 10:17
                  Żebys Ty wiedziala jaki ja bylem tancerz... :-) od najwczesniejszych lat juz uczylem sie tanczyć i np. w 1946 roku w lecie, zaraz po powtornym wkroczeniu "Radzian" do Lwowa, jako pionier z dzietdoma na Kadeckiej chodziłem co tydzień na koncerty i bale do dawnej Resursy Kupieckiej, w której urządzono Dom Pionierów i tam sie wytańcowywalem z dziewczętami przeważnie starszymi ode mnie ktore juz umialy tańczyc walca; tańczylismy do znanych walców z Jeziora Łabędziego, Szczełkunczyka, z Maskarady i innych popularnych walców rosyjskich, dziewczęta w białych bluzkach i czerwonych "gaustukach" czyli pionierskich chustach i granatowych spódnicach, z warkoczami upietymi w kitki i wielkimi białymi kokardami
                  chlopcy w granatowych krotkich spodenkach i białych koszulach takze z czerwonymi
                  "gaustukami" na szyi; bardzo lubiła ze mna tańczyć 15-letnia "pionierwożata" bo dobrze tańczylem i bylem stosunkowo wysoki jak na moje 7 lat; potem juz w Polsce w latach 1946-51
                  tańczylem tańce ludowe w zespole tanecznym domu dziecka a potem to juz tylko na uczniowskich lub studenckich zabawach.
                  Tańczyć przestałem jak sie zaczęło tańczenie luzem z dreptaniem w miejscu i wiciem sie niby w chorobie św. Wita... Dziewczetom to jeszcze jakoś nawet fajnie wychodziło ale faceci w takim tańcu wygladali - przynajmniej dla mnie - okropnie...
                  • konrad_myslik Dzień dobry 27.08.12, 21:05
                    W związku z Pańskim wpisem dotyczącym przygód tanecznych w lwowskiej resursie kupieckiej uprzejmie proszę o kontakt.
                    Z poważaniem
                    Konrad Myślik

                    PS: poszukuję wiadomości o wnętrzu tego budynku.
                    • qubraq Re: Dzień dobry 28.08.12, 14:40
                      konrad_myslik napisał:

                      > W związku z Pańskim wpisem dotyczącym przygód tanecznych w lwowskiej resursie k
                      > upieckiej uprzejmie proszę o kontakt.
                      > Z poważaniem
                      > Konrad Myślik
                      > PS: poszukuję wiadomości o wnętrzu tego budynku.

                      Wiele Panu nie powiem bo niewiele pamietam - wielka sala lustrzana z kolumnami i tylko to pamietam... ;-)

                  • minerwamcg Re: Rybka smazona. Dzisiejszy delikates. 29.08.12, 22:50
                    Qbraq, napisz wspomnienia! Choćby krótkie, ale napisz, to jest ładny kawałek historii.
          • tymon99 Re: Rybka smazona. Dzisiejszy delikates. 27.08.12, 22:27
            balamuk napisała:

            > tradycyjne menu piątkowe, smażony mintaj albo dorsz, do tego postne ziemniaki

            tradycyjne menu piątkowe mojej matki: śledź w oleju, ziemniaki w łupinach. trzeba by chyba być norwegiem, żeby to polubić.
    • tymon99 Re: Rybka smazona. Dzisiejszy delikates. 25.04.12, 23:08
      rybki same z siebie zawierają sporo metali ciężkich, więc niepotrzebnie przejmujesz się tak panierką.
      • lisia312 Re: Rybka smazona. Dzisiejszy delikates. 11.06.12, 21:57
        na południu też były smażalnie, często razem z plackarniami.
        Ale pamiętam ryby, których dzisiaj już nie widuję:
        Kergulena, miętus.
        Na jednej ze smażalni w Tychach był napis( ponieważ należała do PSS Społem):
        Społem nad potokiem :):):)
        • kapitan_marchewa Re: Rybka smazona. Dzisiejszy delikates. 28.08.12, 07:02
          Przez właściwie całe lata 80-te i 90-te bywałem nad naszym morzem w Gąskach. Kiedyś to była absolutna wieś. I przy latarni, tuż przy plaży, była (i jest) smażalnia, rybki palce lizać, nawet - chyba z rozpędu - i w latach 90-tych.
          Nawet nie skomentuję jak taka rybka smakuje w obecnych czasach, choć ostatnio byłem tam w 2007. Ale raczej się nie poprawiło.
          Cen również nie skomentuję.
          30 lat temu to było tanie żarcie, jedno z podstawowych nad morzem.
          Teraz to jak ekskluzywne "owoce morza" :)
          • aqua48 Re: Rybka smazona. Dzisiejszy delikates. 29.08.12, 19:04
            U mnie w domu ryb smażonych się nie poważało, nikt tego nie lubił. Dla mnie do tej pory np. karp smażony na Wigilię to coś egzotycznego. Karpia się robiło w domu w galarecie, albo po żydowsku i teraz ja tak robię. Natomiast Mama robiła genialnie śledzie marynowane z cebulką. Rarytas. I też niedrogi.
            • horpyna4 Re: Rybka smazona. Dzisiejszy delikates. 29.08.12, 19:13
              U mnie też nigdy nie było na Wigilię smażonego karpia, tylko w galarecie.

              • beata_ Re: Rybka smazona. Dzisiejszy delikates. 30.08.12, 18:29
                A u mnie wigilijnie i smażony, i galaretowany karp, o! :-)
          • rybak Bo najlepiej złowić samemu! 13.11.12, 16:50
            Jeśli już naprawdę chcę dziś dorsza bałtyckiego (a nie importowane mrożeńce, które królują w nadmorskich smażalniach), wykupuję daleki rejs wędkarski (zwłaszcza we Władysławowie polecam) i wieczorem mam już tego (w filetach) ze 20 kilo. A potem przez cały pobyt - do woli - smażone, panierowane (własnoręcznie!), ewentualnie kotlety z dorsza mielone z mielonym jabłkiem, cebulką i majerankiem - pyyyyycha! A co ja głupi, żeby 100 złotych za trzy porcje beleczego płacić, jak mogę za 200 natachać tego towaru dla rodziny i siebie skolko ugodno i jeszcze przyjemność z tego mieć?
    • minerwamcg Re: Rybka smazona. Dzisiejszy delikates. 29.08.12, 23:03
      Rybkę z domu wspominam dobrze. Mama kupowała dorsza, jakoś zawsze trafiała na świeżego, czasem udawało się też dostać niesolone, czyli tzw. zielone śledzie do smażenia. I to było dobre. A na Boże Narodzenie obowiązkowo smażony karpik, mniam, przepadam do dzisiaj.
      Morszczuki, mintaje i in. wyroby dorszopodobne pojawiły się później, w stanie wojennym królował osławiony błękitek, co do którego władza zapewniała, że po pierwsze nie ma w nim żadnych pasożytów, a po drugie są one kompletnie nieszkodliwe :) No, ale pasożyty było widać gołym okiem, więc długo łgać się nie dało i błękitek poleciał ze sklepów.
      I co Wam powiem, to Wam powiem, ale takiego panierowanego dorsza (jakie metale ciężkie w panierce? Panierka z własnoręcznie utartej buły, ołowiu nie tarłam!) tobym dzisiaj chętnie i owszem. Czasem kupuję pstrąga czy szczupaka, ale co morskie to morskie...
      A jak kiedyś kupiłam pangę (jeszcze nie wiedziałam, co to za syf, zachęciła mnie bratowa, która zdaje się też wówczas nie wiedziała, skąd i jak hodowana ta rybka), to nawet koty nie chciały.
      • minerwamcg Smażalnia story, czyli post scriptum 29.08.12, 23:10
        A właśnie, P.S., czyli Przypomniałam Sobie ;) Koło nas na Rynku Podgórskim była smażalnia ryb, czasem kupowaliśmy tam gotowe rybki na obiad, też były niezłe, oczywiście poza błękitkiem :)
        Ale jak miała na obiad być ryba, także smażona w domu, obowiązkowo w smażalni kupowało się surówkę z kiszonej kapusty. Nie mam pojęcia, jak oni to robili, ale była genialna! W życiu lepszej nie jadłam. Nie wiem, co w niej było, gołym okiem widać było kapustę, cebulę i marchewkę - ale zrobione i przyprawione było to tak, jak nigdy mi się (ani mamie) nie udało.
        • minerwamcg PS II, czyli kergulena 29.08.12, 23:18
          Cholera, sklerozę mam. Ale trudno, będzie w odcinkach, to nawet porządkuje narrację :)
          W stanie wojennym z braku czego lepszego w krakowskich sklepach pojawiła się mikra rybka o słodkawym mięsie, niejaka kergulena. Smażyło się toto na maśle, albo raczej na margarynie, bo masło było na kartki - i zjadało, ja końcami zębów, bo mi toto rybstwo strasznie nie smakowało. Mnie, bo np. mój brat wtrajał aż mu się uszy trzęsły, podobnie odwiedzający nas czasem wujek z Kielc - u nich takiego specjału nie było. Czyli - rzecz gustu.
          W dobie gospodarki rynkowej ze zdumieniem zobaczyłam toto w sprzedaży - i to, wyobraźcie sobie, jako rybkę z nienajniższej półki. Myśl, że wobec obfitości wszelkiego jadła można coś takiego dobrowolnie kupować i spożywać ze smakiem na długo dostarczyła mi materiału do refleksji :)
          • voxave Re: PS II, czyli kergulena 30.08.12, 18:09
            Mam bliska przyjaciółke ona te rybke uwielbiała i za nia płacze.
            Rybka zostala mocno nadłowiona i teraz jej białe, bezsmakowe mięsko jest rarytasem.Słynęla z braku ości--tylko kregosłup z przyległościami.
            • beata_ Re: PS II, czyli kergulena 30.08.12, 18:33
              Może właśnie w braku ości, cała jej uroda była ;-)
              Ja tam pamiętam, że smaku toto nie miało i nadawało się ewentulanie tylko jako ryba "po grecku" - tam i tak sos jest najważniejszy! :D
              • lisia312 Re: PS II, czyli kergulena 26.11.12, 22:24
                tia.... ostatnio widziałam w sklepie -42 zł/ kg..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka