Dodaj do ulubionych

Sklepy mięsne

05.06.12, 20:03
W poniedziałek (niegdyś bezmięsny, pamiętacie?) musiałam zrobić awaryjny obiad, a potem kolację na kilka padlinożernych osób i bez przeszkód nabyłam potrzebne mięcha i kiełbasy.I tak sobie przy okazji pomyślałam, że mamy teraz w trzynastotysięcznym pipidówku osiem sklepów mięsno-wędliniarskich plus kilka stoisk z kiełbasami w różnych sklepach spożywczych. Za moich podstawówkowych czasów (średniopóźny Gomułka) pipidówek miał mieszkańców ponad 15 tysięcy, a sklepy mięsne dwa: PSS-u i MHD. Z racji pracy mamy w biurze PSS-u czasem się coś spod lady dostało, ale tak ze dwa razy w tygodniu miałam prikaz zaraz po szkole lecieć zająć kolejkę w mięsnym, bo koło 15.oo był rzut dla drugiej zmiany, czyli dla tych, co pracowali od 7,00 do 15,00. Rany, do dziś pamiętam te bitwy pod Racławicami! I choć przecie niejednokrotnie brałam w nich udział, zdumiewa mnie, jak myśmy żyli i dawali radę??? I nie ma się co dziwić młodzieży, że niewiele z tamtych czasów kuma, skoro i żyjącym z perspektywy lat w pale się nie mieści, że pewne rzeczy były codziennością i jakoś je przeżyliśmy ;)
Obserwuj wątek
    • lidka449 Re: Sklepy mięsne 05.06.12, 22:36
      Jasne,że przeżylismy i nocne kolejki do mięsnego i po otwarciu
      tworzyly sie od razu dwie lub trzy kolejki.Kartki 2,5 kg dla normalnego
      dla ciężej pracujacego 4kg.
      A ludzie i tak byli sobie bardziej zyczliwi :)
      • horpyna4 Re: Sklepy mięsne 06.06.12, 08:00
        No, z tą życzliwością różnie bywało, zwłaszcza w kolejkach dla tych, co "bez kolejki". Inwalida potrafił walnąć szczudłem w głowę kobietę w zaawansowanej ciąży. Chociąż takie zachowania można było spotkać raczej w większych aglomeracjach, bo w mniej ludnych miejscach bardziej wszyscy się znali i wstydziliby się takich zachowań.
        • voxave Re: Sklepy mięsne 06.06.12, 16:28
          Od dźwigania wszystkiego co w rece wpadło, mam do dzisiaj za długie ręce :)
      • tymon99 Re: Sklepy mięsne 06.06.12, 21:35
        lidka449 napisała:

        > ludzie i tak byli sobie bardziej zyczliwi :)

        jakoś.. inaczej to zapamiętałem.
        • lidka449 Re: Sklepy mięsne 06.06.12, 21:41
          cóż z pamięcią bywa różnie jest wybiórcza, a może ja trochę idealizuję
          czasy "lat durnych i chmurnych"...
          • tymon99 Re: Sklepy mięsne 07.06.12, 23:28
            lidka449 napisała:

            > cóż z pamięcią bywa różnie jest wybiórcza

            bez względu na to, jak wybiórcza jest moja pamięć, raczej trudno mi wyobrazić sobie Polaków staczających bójki na pięści o Prawo Zakupu Mięsa w roku 2012.
            • matylda1001 Re: Sklepy mięsne 10.06.12, 11:50
              tymon99 napisał:

              >bez względu na to, jak wybiórcza jest moja pamięć, raczej trudno mi wyobrazić sobie Polaków staczających bójki na pięści o Prawo Zakupu Mięsa w roku 2012.<

              Gdyby tego mięsa nie było, to teraz byłoby tak samo :) Tak czy inaczej nie chciałabym powrotu tamtych czasów. Utkwiła mi w pamięci pewna scenka... Mały sklepik mięsny, w stu procentach wypełniony przez klientów, wśród tych ludzi ja. Jeden wielki tumult i wrzawa. Lada już "pojechała" z pół metra do przodu, za ladą zażywna jejmość, od czasu do czasu stara sie przywołać oczekujących do porządku przeuroczym - "coście, bydło"? W końcu nie wytrzymała, wskoczyła na jakiś stołek, z toporem w rękach i zakrzyknęła - "cisza ma być, bo łby poodrąbuję" No i cisza zapadła, na chwilę...
    • balamuk Re: Sklepy mięsne 07.06.12, 12:55
      ewa9717 napisała:
      > Rany, do dziś pamiętam te bitwy pod Racławicami! I choć przecie niejednokrotnie brałam > w nich udział, zdumiewa mnie, jak myśmy żyli i dawali radę??? I nie ma się co dziwić > młodzieży, że niewiele z tamtych czasów kuma, skoro i żyjącym z perspektywy lat w pale > się nie mieści, że pewne rzeczy były codziennością i jakoś je przeżyliśmy ;)

      Ano przeżyliśmy, bo taka konwencja była, jak teraz gry komputerowe. Chcesz przeżyć - musisz się dostosować do zasad, inaczej kiszka. Ale prędzej mnie piorun trzaśnie, niż zatęsknię do tych kretynizmów! I boski smak wystanej przez noc szynki haniebnie przegrywa z możliwością kupienia 15 deka czegokolwiek o każdej porze. Jakaś mało martyrologiczna jestem. ;)
      • tamsin Re: Sklepy mięsne 07.06.12, 22:51
        Nie wspominam przyjemnie: sprzedawczynie w bialych fartuchach obsmarowane krwia, kawalki miesa obrzynane i dodawne na wage, az sie kilo zebralo, no i na koncu zapakowanie tego wyczekanego towaru w zabazgrany olowkiem papier. No jakos nie moge sie wzruszyc, raczej ..brrr..
    • luccio1 Re: Sklepy mięsne 08.06.12, 14:23
      Gdzieś mi się błąka po zakamarkach pamięci, że za późnego Gierka zróżnicowano dzień bezmięsny "regionalnie":
      w Krakowie zamiast w poniedziałek - był we środę.
      • aqua48 Re: Sklepy mięsne 08.06.12, 17:38
        Ja pamiętam poniedziałek bezmięsny w Krakowie, środa była później, chyba dodatkowo :) Za to kolejki, kartki i kupowanie wszystkiego co wpadło w ręce, żeby potem ewentualnie wymienić na coś innego to pamiętam doskonale. Wymieniałam grysik na cukier.
        I kolejki dla "uprawnionych". Nie tylko spożywcze, kiedyś przypadkowo stanęłam w takiej kolejce w sklepie "Jabloneksu". Jak się zorientowałam, że źle stoję, to bylam już zaklinowana między klientami i pozostało tylko się nadąć do rozpuku i udawać kobietę w mało zaawansowanej ciąży, ktora musi, ale to absolutnie musi, nabyć biżuterię z czeskiego szkła, na szczęście akurat była moda na szerokie, rozkloszowane płaszcze... Broszkę z zielonym kamyczkiem mam do dzisiaj.
    • matylda1001 Re: Sklepy mięsne 10.06.12, 12:46
      Najciekawiej było w stanie wojennym, o czym przekonała się moja przyszła (wtedy) teściowa - Alinka. Zbliżały się jej imieniny (16.06.1982), więc postanowiła udać się do mięsnego. Żeby kupić coś dobrego, trzeba było zając kolejkę już w nocy. Wzięła więc dzień urlopu i nie bacząc na obowiązującą godzinę milicyjną, około godziny trzeciej w nocy stała już pod sklepem, była w pierwszej "dwudziestce" więc marzenie o 1/2 kg pachnącej szyneczki stało się całkiem realne :) Tak sobie stała, rozmyślając, że może dostanie jeszcze kawałek baleronu, może nóżki na galaretę rzucą... Rozmarzyła się... aż tu nagle zorientowała się, iż dzieje się coś niedobrego. Stojących pod sklepem ludzi zaczął okrążać kordon milicyjny. Ludzie starsi, tacy, którzy przeżyli okupację i przywykli do ulicznych łapanek, gnali w kierunku pobliskich bram. Zostali tacy jak teściowa, niedoświadczeni. Wszyscy (około 30 osób), określeni wdzięcznym mianem aspołecznych spekulantów, zostali zaproszeni do milicyjnej "budy", takiej dużej, jaką jeździło ZOMO. Auto ruszyło. Jeden starszy pan, doświadczony okupacją, ale z laską, więc nie zdążył zwiać, spojrzał przez zakratowane okno i martwym głosem oświadczył, że to kierunek na... Palmiry!
      Na szczęście okazało się, że nie Palmiry, ale i nie dużo bliżej :) Samochód zatrzymał się poza granicami miasta i ludzie zostali wypuszczeni wśród rechotu rozbawionych stróżów prawa. Zważywszy na to, że najbliższy przystanek komunikacji miejsckiej był oddalony o kilka kilometrów, a o taksówkach nawet nie było co marzyć, powrót całej grupy do domu trwał dłuuugo.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka