ewa9717
05.06.12, 20:03
W poniedziałek (niegdyś bezmięsny, pamiętacie?) musiałam zrobić awaryjny obiad, a potem kolację na kilka padlinożernych osób i bez przeszkód nabyłam potrzebne mięcha i kiełbasy.I tak sobie przy okazji pomyślałam, że mamy teraz w trzynastotysięcznym pipidówku osiem sklepów mięsno-wędliniarskich plus kilka stoisk z kiełbasami w różnych sklepach spożywczych. Za moich podstawówkowych czasów (średniopóźny Gomułka) pipidówek miał mieszkańców ponad 15 tysięcy, a sklepy mięsne dwa: PSS-u i MHD. Z racji pracy mamy w biurze PSS-u czasem się coś spod lady dostało, ale tak ze dwa razy w tygodniu miałam prikaz zaraz po szkole lecieć zająć kolejkę w mięsnym, bo koło 15.oo był rzut dla drugiej zmiany, czyli dla tych, co pracowali od 7,00 do 15,00. Rany, do dziś pamiętam te bitwy pod Racławicami! I choć przecie niejednokrotnie brałam w nich udział, zdumiewa mnie, jak myśmy żyli i dawali radę??? I nie ma się co dziwić młodzieży, że niewiele z tamtych czasów kuma, skoro i żyjącym z perspektywy lat w pale się nie mieści, że pewne rzeczy były codziennością i jakoś je przeżyliśmy ;)