Dodaj do ulubionych

Pelisa marzeń

07.02.13, 17:08

Płaszcz podbity futrem naturalnym, a na wierzchu materiał.Moi rodzice wzdychali do czegoś takiego,ale tylko ojca płaszcz pamiętam---to był baranek a na wierzchu materiał wełniany--luksus.
Ostatnio takie coś wywaliłam do śmieci po śmierci dziadka w wieku 95 lat.
Obserwuj wątek
    • horpyna4 Re: Pelisa marzeń 07.02.13, 21:24
      Zwykle było to bardzo ciężkie, bo skóra barania waży sporo. Fakt, że bardzo ciepłe.

      Ale jak się porządnie nie zabezpieczyło śmierdzącą naftaliną, to następowała inwazja moli. A poza naftaliną nie było żadnych środków przeciwmolowych, przynajmniej w początkach PRL.

      Za to jak przyszedł pierwszy silny mróz i wsiadło się do zatłoczonego autobusu...
    • matylda1001 Re: Pelisa marzeń 07.02.13, 22:51
      Moja mama miała takie coś. Materiał - nie wiem co to było, ale popielaty kolor pamiętam. Pod spodem były nutrie i kołnierz szalowy z nutrii. Ciężkie było jak nieszczęście. Do tego nosiła popielaty, filcowy kapelusz.
      • voxave Re: Pelisa marzeń 08.02.13, 01:25
        Widzę starszego pana chodzącego do kościoła w takim odzieniu,faktycznie kołnierz ma z nutrii.
        Na wierzchu szary samodział,a do tego czapka z nutrii--ohyda.
        Sama miałam futro z nutrii,ale żółte,szyte na zamówienie z kapturem---ojciec hodował parę nutrii na futra dla domowych kobiet.Ja na swój kołnierz czekałam rok bo te kremowe i żółte słabo się rozmnażały.
        Nutria na mój kołnierz była przez nas osobiście wykarmiona bo matka ją odrzuciła.Przychodziła z ogrodu do kuchni, wdrapywała sie na stół brała w łapki przygotowana tam butelkę z mlekiem siadała na doopie i piła---ludzie z okolicy przychodzili popatrzeć.
        Ale był płacz, jak ojciec zadecydował,ze trzeba ja zabić bo juz czas a ojciec hodowle likwiduje.
        Do dzisiaj nienawidzę futer z nutrii----tamta trauma mnie nawiedza.
        • matylda1001 Re: Pelisa marzeń 08.02.13, 10:53
          O... nie! Współczuję Ci bardzo, bo to tak, jakby ktoś mi kazał nosić kołnierz z mojego kochanego kota. Jeszcze teraz z Twoich słów przebija żal do ojca. Rodzice czasami robią krzywdę dzieciom nie bardzo zdając sobie z tego sprawę.
          • voxave Re: Pelisa marzeń 08.02.13, 13:47
            Mój żal do ojca jest jak stąd, do Księżyca......a może dalej.
            • iryska2604 Re: Pelisa marzeń 12.02.13, 19:11
              Jakoś teraz nikt nie hoduje nutrii.Pamiętam - to był chyba rok 1968,w Poznaniu na rynku Jeżyckim był stragan i te nutrie juz oprawione,podzielone na połówki szły jak świeże bułki. Tanie były.
              • voxave Re: Pelisa marzeń 13.02.13, 01:14
                Znakomita była kiełbasa z nutrii----sama ją robiłam.Taka chudziutka i smaczniutka,pozostało wspomnienie.
                • izabelski Re: Pelisa marzeń 15.02.13, 08:39
                  mysmy za darmo dostawali od brata babci tuszki nutrii
                  hodowali je na futra, a jesc sie brzydzili - bo nutriee mialy zolte zeby :)

                  robilismy z nich pasztety
                  • aga-kosa Re: Pelisa marzeń 15.02.13, 09:07
                    Też dostawaliśmy mięso z nutrii od hodowców. Było bardzo smaczne. W stanie wojennym nigdy nam nie brakowało mięsa i kartkami mogliśmy się dzielić.
                    Ale napisać chciałam o kożuchach;
                    Pracowałam w zootechnice i mój dział to była hodowla owiec. Ogromnie miłe, sympatyczne i mądre stworzenia. Był szał na kożuchy i wszelkiej maści notable zgłaszali się po skóry. Weterynarz wydawał polecenie ubój z konieczności, mięso było do kupienia po dwa zł za kilogram a skóra do kupca.
                    Któregoś ranka przychodzę do pracy , drzwi owczarni wyłamane i 40 sztuk brak. Tyle się mieściło wtedy na samochód.
                    Naturalnie milicja, przesłuchania.
                    Pierwsze pytanie do mnie i koleżanki ( zootechniczki od hodowli bydła) czy my mamy futra?
                    Koleżanka odpowiada bezczelnie, że ma. Mama jej dała żeby teściowa nie mówiła, że ma synową z gołą d.
                    Ja na to samo pytanie odpowiedziałam, że nie mam bo mogłam się spodziewac takiego pytania.
                    Owiec nie odnaleziono. Teraz "kulka" z baraniny kosztuje 30 zł za kilogram a kożucha dalej nie mam. Ot czasy. :) aga
                • tymon99 Re: Pelisa marzeń 15.02.13, 10:58
                  frankfurterki z nutrii były pyszne, ciekawe czy da się je gdzieś dziś kupić?
                  • voxave Re: Pelisa marzeń 15.02.13, 11:37
                    Nutria ma raczej takie pomarańczowe zęby-----ale zębów nie jadamy.

                    Kożucha tez sie nie dorobiłam i już nie tęsknię.

                    Pasztet czy klops z mięsa nutrii tez robiłam---ale zawsze dodawałam wieprzowinę bo mięso nutrii jest chude--a ważne aby z karku usunąć gruczoł zapachowy.......
                    • ewa9717 A wracając do pelisy. 15.02.13, 19:00
                      Mnie się to kojarzyło dość obciachowo, coś tak między mister Twister bywszyj minister a opierścienionymi brudnymi paluchami bogatej handlary. Sama nie wiem czemu ;)
                      I drugie okrycie obciachowe" po przyjeździe do pipidówka widywane w niedzielę na kobitach: płaszcz czarny (z takiego gładkiego nie za grubego materiału, może rodzaj krepy?), dopasowany w talii, od talii chyba półklosz, a przy szyi lis, taki z łapkami i szklanymi oczkami. Brrr...
                      • balamuk Re: A wracając do pelisy. 15.02.13, 19:17
                        A brrr, te lisy gapiły się na człowieka!
                        Pelisę miał mój Dziadziuś przed wojną, wiem to z opowieści i pozostało mi wrażenie, że to coś archaicznego. W domu nie miał nikt i chyba nikt nie pożądał. W ogóle teraz ktoś jeszcze tego słowa używa?
                        Kożuch jeden kupili rodzice dorastającej córeczce, zgodnie z modą przepięknie dopasowany i niewygodny jak cholera. Drugi dostałam od koleżanki, która miała dostawy ciuchów ze zgniłego Zachodu, na odmianę szeroki i nieforemny jak na krasnoarmiejca. Równie niewygodny, o dziwo. Oba poszły do ludzi, bo miejsce w szafie bez sensu zajmowały.
                        • iryska2604 Re: A wracając do nutrii 15.02.13, 21:26
                          Moja mama była trochę dziwna pod tym względem, że nigdy nie brała do ust podrobów, królika czy zająca. Przyjechała kiedys do mnie z siostrzeńcem ( siostra na wsi- rolniczka) przywiezli mi trochę mięska, wędliny własnej roboty i siostrzeniec mówi:- ciocia,a tu wujek dał trochę kiełbasy z nutrii.Tylko nie mów babci bo nie będzie tego jadła i się wścieknie że to wiozłem. A ja na kolację zrobiłam tą kiełbasę na ciepło nic babci nie mówiąc.Wrąbała, smakowało a ten potem chodził i mówił - babcia a ja bym ci cos powiedział ale moze lepiej nie....W końcu sie wydało.Babci było głupio coś powiedzieć bo jadła i chwalila ze taka dobrą kiełbasę zrobili.
                      • voxave Re: A wracając do pelisy. 16.02.13, 04:44
                        Ewciu------tak to szczyt elegancji--ale lepsze szklane oczka u lisa na szyi niż u wiejskiego męża.
                        • ewa9717 Re: A wracając do pelisy. 16.02.13, 08:42
                          No, jeśli to był szczyt elegancji, to ja jestem w głebokiej depresji ;)
                          I tych numerów z mężem też nie kumam...
                          • momas Re: A wracając do pelisy. 16.02.13, 09:13
                            no jesli dobrze zrozumialam - tez chyba bym wolala szklane oczka u lisa niz u męza... (objaw po spozyciu procentów), bo ja wogóle do podpitych facetów mam bardzo negatywny stosunek.
                            A ja w nastoletnich latach marzylam o kozuchu-kurtce tureckiej. takiej do półuda. Wisial taki w komisie i kosztowal 10500zl... jakos tak pod koniec lat 70-tych. Kwota duza - odkladalam więc dlugo. Oczywiscie kozucha nie "dorobilam sie". Chyba go ktoś kupił...
                            :)
                          • voxave Re: A wracając do pelisy. 16.02.13, 10:23
                            A kiedy oczka mężusia świecą się najbardziej---jak sie alkoholu napije za dużo.
                            • aga-kosa Re: A wracając do pelisy. 16.02.13, 12:09
                              Z kożuszkami to był dowcip:
                              przychodzi do kuśnierza kobieta i prosi żeby jej zrobił kożuszek taki za d,pę.
                              Kuśnierz popatrzył na kobietę i mówi: niestety droga pani u mnie tylko za pieniądze. aga
                              • horpyna4 Re: A wracając do pelisy. 16.02.13, 12:16
                                W pierwszej połowie lat 50. ubiegłego wieku ten dowcip chadzał jako anegdotka o pani Bierutowej. A ponieważ zrobiły się akurat modne futerka o długości tzw. 7/8...

                                Takich dowcipów o żonach peerelowskich prominentów było zresztą więcej. No i zwykle nie było to przesadzone; większość tych pań była równie prymitywna, jak ich mężowie. Oczywiście bywały wyjątki.
    • minerwamcg Re: Pelisa marzeń 19.02.13, 00:44
      Pelisę z barankiem i baranim kołnierzem miał mój dziadek. Babcia i mama nosiły futra - długie, ciemnobrązowe i chyba właśnie z nutrii, bo takie ościste i błyszczące. W babcinym pipidówku noszenie czegoś takiego było niemalże obowiązkiem, jak która baba nie miała, uchodziła za biedną. Trochę rehabilitowało posiadanie lisa, takiego właśnie z łapkami i szklanymi oczkami, lisi kołnierz u płaszcza cieszył się mniejszym uznaniem.
      • horpyna4 Re: Pelisa marzeń 19.02.13, 08:23
        No i jeszcze jedno - dawniej baby często zakładały futra na Wszystkich Świętych. Nawet jak nie było bardzo zimno, to spocone pożal się Boże elegantki musiały szpanować. Tymi lisimi pyskami również.

        • momas Re: Pelisa marzeń 19.02.13, 10:36
          noooo..... wizyta na cmentarzu kojarzyła mi się z:
          - zapachem staeryny maczaniem w niej palców,
          - pańską skorką,
          - i wszechobecnym, powalającym zapachem formaliny!
          • momas Re: Pelisa marzeń 19.02.13, 10:36
            naftaliny miało byc oczywiście... :D
            • ewa9717 Re: Pelisa marzeń 19.02.13, 11:20
              Te premiery okryć zimowych do dziś się zdarzają na cmentarzach ;)
            • horpyna4 Re: Pelisa marzeń 19.02.13, 12:36
              No właśnie, naftaliną jechało od tych świeżo wyciągniętych z szafy futer.
            • tymon99 Re: Pelisa marzeń 19.02.13, 15:59
              formaliną też czasem w pobliżu cmentarza zajedzie :)
    • matylda1001 Re: Pelisa marzeń 19.02.13, 13:16
      Jako młoda panienka miałam takiego lisa z łapkami i szklanymi oczami, rudy był... od babci dostałam i miałam z nim sporo kłopotów na wycieczce do Budapesztu. Na ulicy zaczepiały mnie obce baby, szarpały za ogon (lisi ogon, naturalnie) i pytały "meni forint?" Gdyby to nie był prezent od babci, to chyba bym go dobrze sprzedała, chociażby dla świętego spokoju :)
      Najlepsze było jednak to, co sie stało po powrocie, na Okęciu. Celnik spojrzał na mojego lisa w taki na wpół ironiczny, na wpół współczujący sposób i zapytał" - "nie poszedł"?
      Potem miałam jeszcze piękny, turecki kożuszek, a potem to już żadnego naturalnego futra bo zrozumiałam, że to się nie godzi.
      • ewa9717 Re: Pelisa marzeń 19.02.13, 14:40
        O, przypomniało mi się. Jako dziewczę jeszcze licealne byłam z rodzicami w Rumunii. W Bukareszcie gosciliśmy u jakichś tambylców (taka wymiana, my u nich, potem oni u nas) i z całej wizyty oprócz buł (Balamuk wie, o co biega) zapamiętałam refrenowo powtarzające się westchnienia pani domu kierowane w stronę pana małzonka: "Radu, lisa!" Strasznie była na takiego własnie naszyjnego z łapkami i ócz paciorkami napalona (w następnym roku marzenie spełniła), co mnie dziwiło, bo nawet w pipidówku stare baby już tego nie nosiły chyba wtedy.
        • matylda1001 Re: Pelisa marzeń 19.02.13, 14:56
          ewa9717 napisała:

          >co mnie dziwiło, bo nawet w pipidówku stare baby już tego nie nosiły chyba wtedy.<

          ... albo JESZCZE nie nosiły (w tamtym czasie). Lisy były modne tak mniej więcej od 1980 do 85r. Połowa eleganckiej Warszawy w nich biegała. Do tego były takie wielkie czapy, też lisie, ale ja nie miałam, do tej pory nie noszę żadnych czapek.
          • ewa9717 Re: Pelisa marzeń 19.02.13, 15:10
            Lisie czapy tak, ale te paskudztwa z łapkami to u nas starszawe baby w pipidówku w latach sześćdziesiątych nosiły. W latach 1980-85 to ja już całkiem dorosła byłam i jako zywo to coś z łapkami modne nie było.
            • balamuk Re: Pelisa marzeń 19.02.13, 15:40
              Lisy kojarzą mi się z przełomem lat 60. i 70. Z kołnierzy ciotek się na mnie GAPIŁY. Na szczęście mamusia stwierdziła, że nie życzy sobie zewłoka zwirzątka na szyi nosić, więc w domu horroru uniknęłam. ;)
              A z Rumunią był cyrk. W latach 80., kiedy z powodów politycznych żadne towarzyskie wymiany już nie wchodziły w grę, przyjeżdżały na odmianę delegacje. Dziennikarze od rozwoju rolnictwa socjalistycznego, zespoły ludowe, sportowcy z klubów milicyjnych, sam kwiat. Odpracowywałam te delegacje dla chleba i zawsze pojawiał się ten sam problem - ktoś mnie odciągał na bok, zaklinał, żebym nikomu (a zwłaszcza "opiekunowi delegacji") pod żadnym pozorem nie zdradziła, po czym konspiracyjnie pytał, gdzie można kupić lisy. Oczywiście po niedługim czasie na stronę odciągał mnie opiekun delegacji z tym samym pytaniem. Wychodziłam na idiotkę, bo zgodnie z logiką odpowiadałam, że pewnie u kuśnierza... Potem szukałam im tych kuśnierzy w najróżniejszych miastach, pytałam, chodziłam, uczestniczyłam w negocjacjach, wysłuchiwalam zwierzeń na temat żon i kochanek, kota można było dostać. Teraz myślę, że powinni mi byli płacić potrójnie. :(
            • matylda1001 Re: Pelisa marzeń 19.02.13, 15:47
              W latach sześćdziesiątych? z łapkami?? ze szklanymi oczami i z klamrą w mordce zapinaną na ogonie ???
              Takie były?: 1.bp.blogspot.com/-2bW8VPhwV20/TuzaCwhG0zI/AAAAAAAAAGw/Iz9NYq0OYB8/s1600/4ca3f6e076c73_1.jpg
              No to ja pierwszy raz takiego lisa widziałam w 1979r, w Boże Narodzenie. Wiem na pewno, bo zrobił na mnie wrażenie. Byłam z mamą na ślubie córki jej koleżanki, i ta dziewczyna miała takiego właśnie białego lisa przewieszonego przez ramię na ślubnej sukni. W kościele św. Anny to było, na Krakowskim Przedmieściu, jak dziś pamiętam :) Dla mnie to była absolutna nowość. Dopiero potem wszedł w modę. Niechby ktoś starszy się wypowiedział bo nie wiem, czy mnie jakaś skleroza nie bierze :)
              • ewa9717 Re: Pelisa marzeń 19.02.13, 15:54
                Biały lis przez ramię przwieszony to może i jaki sznyt był, nie wiem, ale te mordziasto-łapkowo-paciorkowooczne przy szyi do zimowego płaszcza to naprawdę najwyzej późny Gomułka, pamietam, jak z koleżanką oceniałyśmy, ze toto ino stare ruskie baby (u nas w pipidówku tak z 80% to byli wówczas sami swoi zza Buga) noszą.
                • horpyna4 Re: Pelisa marzeń 19.02.13, 16:20
                  Te mordy lisie to chyba była moda jeszcze sprzed wojny. Ja widywałam takie egzemplarze już w latach 50. i nie były one najnowsze. Na prowincji na pewno dłużej egzystowały, niż w dużych miastach. Może też dlatego, że na prowincję trafiły później, a przecież w tamtych czasach takie rzeczy noszono z oszczędności przez długie lata.
                  • ewa9717 Re: Pelisa marzeń 19.02.13, 19:58
                    Tak, masz rację, ale tu mówimy raczej o końcu zjawiska, nie o jego początkach.
              • asdaa Re: Pelisa marzeń 19.02.13, 21:32
                > Takie były?: 1.bp.blogspot.com/-2bW8VPhwV20/TuzaCwhG0zI/AAAAAAAAAGw/Iz9NYq0OYB8/s1600/4ca3f6e076c73_1.jpg

                to była wersja wypasiona; uboższa nie miała łebka i ogona, wyglądała bardziej jak kołnierz zawiązywany łapkami pod szyją

                -----
                wszystko co lubię jest nielegalne, niemoralne albo tuczące....
                • matylda1001 Re: Pelisa marzeń 19.02.13, 22:02
                  asdaa napisała:

                  > to była wersja wypasiona; uboższa nie miała łebka i ogona, wyglądała bardziej jak kołnierz zawiązywany łapkami pod szyją

                  Bez łebka i ogona to się zgodzę. Przecież kolnierze z lisa były zawsze. Z łebkami, ogonami i szklanymi oczami to moda po roku 1980, na bank.
                  • voxave Re: Pelisa marzeń 20.02.13, 02:09
                    Moja Mama miała taki dowiązywany kołnierz z czarnego lisa, ze srebrnymi końcówkami---piękny był ten kołnierz,obfity i ściągał zazdrosne spojrzenia innych kobiet.
                    Sama wzdychałam do swojego bo należało mieć.
                    Jak miałam już 20 lat dostałam takiego lisa i czapkę do niego,białe to było.
                    Ale byłam elegancka.:)
                    Czapki nie dało sie nosić bo było w niej za gorąco----całe życie chodziłam bez czapki z racji długich i gęstych włosów oraz zadawania szyku..
                    • matylda1001 Re: Pelisa marzeń 20.02.13, 10:14
                      Vox, z mordą i szklanymi oczami był ten Twój lis? który to był mniej więcej rok?
                      • voxave Re: Pelisa marzeń 20.02.13, 12:33
                        Gdzieś około 1973 dostałam takiego lisa białego--ale marzył mi sie rudy----posiadała go moja bratowa czego jej zazdrościłam:)
                        Brat potrącił rudego samochodem,dał skórkę do wyprawienia.Piękny był.
                        Odziedziczyłam owego lisa w 1981 jak mój brat z zona zwiali do Kanady---ale ja juz z moda byłam gdzie indziej.
                        W Kanadzie na mszy widać było Polki bo w futrach z lisa zimą---haha.
                        Polki tez chodziły w spódnicach jak te panie z Azji.
                        Mnie po wylądowaniu w Toronto rozebrano i odebrano spódnice tudzież sandały.
                        Nałożono spodenki ,bawełniany podkoszulek ,skarpety białe, frotowe i adidasy białe.
                        Czułam się jak po gwałcie.
                        Co kraj to obyczaj.
                        W Polsce w latach 90-tych nie wypadało starszej dziewczynie latać w spodenkach.
                        • ewa9717 Re: Pelisa marzeń 20.02.13, 13:23
                          voxave napisała:


                          > W Polsce w latach 90-tych nie wypadało starszej dziewczynie latać w spodenkach.
                          No i znowu się okazuje, że przekonań indywidualnych nie należy uogólniać. W latach dziewięćdziesiątych byłam już na pewno mocno starszą dziewczyną, bo kole czterdziestki, a w spodenkach latałam, i to nie tylko na wycieczkach. I wcale nie mieszkałam w dużym mieście,gdzie byłabym anonimowa, tylko w pipidówku na Ziemiach Wycyckanych ;)
                          • aga-kosa Re: Pelisa marzeń 20.02.13, 13:48
                            Na Dolnym Śląsku chodziłam latem zawsze w szortach. Wyjątek stanowiło pójście do kościoła. Tam trzeba było być ubranym odpowiednio - skromnie.
                            Jak przeprowadziliśmy się na wielkopolską wieś - pierwsze wyjście do sklepu było w szortach. Nie znałam wtedy ludzi i wiedziałam, że to oni przyzwyczają się do mojego wyglądu ( miałam wtedy 52 lata) i przyzwyczaili się. ( nogi wprawdzie nie gołe mogę jeszcze na widok publiczny wystawić).Leginsy na co dzień nosi już wiele pań po pięćdziesiątce.
                            A z liskami to młode jesteście - ja pamiętam jak na początku lat pięćdziesiątych panie z takimi lisami nawet latem " w gości" chodziły. aga
    • momas a na temat karakułów sie wypowiecie? 20.02.13, 14:21
      tez byly chyba modne....
      :)
      tyle tylko, ze sposób ich pozyskiwania straszliwy... no, ale w zasadzie, dotyczy to kazdego futra...

      potem byla jeszcze faza na takie kurki kudlate - o masz, zapomnialam nazwy....
      • ewa9717 Re: a na temat karakułów sie wypowiecie? 20.02.13, 14:51
        Karakuły w mojej rodzinie mają swoją historię: na takie futro uciułała sobie moja mama, wówczas jeszcze panienka. Latała po kuśnierzach, ale jakoś zaden egzemplarz (futerka, nie kuśnierza) jej nie porwał, wreszcie jeden pan kuśnierz obiecał dokładnie to, co sobie mama wymarzyła. Kupić już nie zdążyła, bo zaskoczyła ją wymiana pieniędzy, no i ponoć tylko na kupon samodziału na jesionkę starczyło ;)
        W ten sposób najpaskudniej chyba pozyskiwanych skórek w naszej rodzinie nie było.
        • voxave Re: a na temat karakułów sie wypowiecie? 20.02.13, 15:35
          Zgoda na wsi jest luzacko i można chodzić jak sie chce--ale urzędnik w mieście to już nie może .
          Pamięm jak mnie dyrektor zrugał za zbyt śmiały dekolt.
          • balamuk Re: a na temat karakułów sie wypowiecie? 20.02.13, 18:20
            Pewnie słusznie, ale co ma piernik do wiatraka? Przecież nikt nie pisał, że "starsze dzieczyny" chodziły czy też chodzą do pracy ubrane w krótkie spodenki.
            I nie, na wsi nie jest luzacko. Luzacko jest tam, gdzie człowiek ma zapewnioną - jak to już Ewa napisała - anonimowość.

      • momas Re: a na temat karakułów sie wypowiecie? 22.02.13, 09:35
        Przypomniałam sobie! te kudłate to mireuszki były...
    • baas1 Re: Pelisa marzeń 28.05.13, 18:11
      Na początku lat osiemdziesiątych, byłam wtedy w liceum marzyłam o kożuszku. Dziewczyny w starszych klasach nosiły takie piękne, bułgarskie albo tureckie, nie pamiętam, luźne, haftowane, z obszyciem przy rękawach i na całym "obwodzie" takim dłuższym włosiem frędzlowatym. Po prostu cudo! No i w końcu mój ojciec stwierdził, że trzeba mi sprawić kożuszek. Była taka baba w naszym mieście, która szyła kożuchy. No więc pojechaliśmy, ja tłumaczę jak ma wyglądać, że ma być lużny, nie za długi i z wąskimi obszyciami, ze stójką, nie z kołnierzem. Wszystko ok. Przy przymiarce widzę, że całkiem inny. A potem to już go nie chciałam. Uszyła mi małpa taki, jak nosiły "stare baby" - dopasowany w pasie, z wielkimi futrzanymi obszyciami przy rękawach, tylko stójkę miał. Wstydziłam się w nim chodzić, a rodzice do mnie, że przecież taki piękny. Ojciec się na mnie obraził za niewdzięczność. Potem w nim jeszcze na studiach chodziłam, bo zimy były ciężkie, a kożuch już nie wydawał mi się taki badziewiasty. Ale to rozczarowanie pamiętam do dziś. Taka trauma:)
      • momas Re: Pelisa marzeń 28.05.13, 18:21
        ta..... wiem o jakim kożuszku piszesz. Tez był moim marzeniem. Taki do pół uda.
        Marzenie również pozostało w sferze niespelnionych. Jak uzbierałam wyataczający wkład własny (reszte mieli dołożyć rodzice) "moj" kozuszek znikł z komisu :>
      • matylda1001 Re: Pelisa marzeń 28.05.13, 18:42
        Oj! jakże dobrze Cię rozumiem :) Przeżyłam cos podobnego ale chodziło o spodnie. Modne były takie długie i bardzo szerokie u dołu "dzwony". Jakims cudem kupiłam odpowiedni materiał i poszłyśmy z mamą do krawca. Krawiec mierzy długość od pasa do podłogi, pyta ile ma być. No to mu mówię, że takie o cztery cm dłuższe niż teraz, bo teraz to ja jestem w butach bez obcasa. Kątem oka zauważyłam, że mama robi jakieś miny, coś mu tam za pomocą gestów sugeruje. Potem krawiec pyta o szerokość u dołu, no to mowię jak ma być, a mama to samo - jakąś pantomimę odpracowuje za moimi plecami :) Głupi krawiec pomyślał sobie, że skoro płaci matka, to co będzie smarkatej słuchał. Prawda wyszła w czasie przymiarki. Spodnie miały szerokość jak takie od garnituru ojca i ledwo kostkę zakrywały. Więcej ich nie widziałam, bo żadna sila nie zmusiła mnie do odebrania tego cudeńka od krawca, mama odebrała sama. Nawet przymierzyć ich w domu nie chciałam i do dziś nie mam pojecia co sie z nimi stało. Wygrałam to, że mama już nigdy więcej nie wtrącała się do moich ubrań :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka