Dodaj do ulubionych

Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL-u

14.03.13, 17:22
Mnożą się różne dziwne artykuły, pomyślałam, żeby je wrzucać do jednego worka.
Stosunkowo świeże - wyborcza.pl/alehistoria/12,128608,13537218,Ale_Historia__Z_dziejow_seksu_w_Polsce_Ludowej__Nielegalne.html i metromsn.gazeta.pl/Portfel/1,126512,13478520,Rocznica_wprowadzenia_kartek_na_mieso__Przypominamy.html
Obserwuj wątek
    • horpyna4 Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 15.03.13, 19:07
      No cóż, mały Jasio jest chyba bardzo mały. Pomylił PRL z Rumunią, a sprzedawczynie w sklepach mięsnych z babami handlującymi po domach. Określenie "baba" w kontekście mięsnym było absolutnie jednoznaczne i nie odnosiło się do handlu państwowo-spółdzielczego.
      • aga-kosa Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 15.03.13, 19:27
        Byłam na spotkaniu z najwyższym posłem obecnego sejmu. Starszy tylko o pięć miesięcy od naszego syna. Syn z tamtego okresu jak wiele dzieci zapamiętał, że nie było teleranka. Gdy myśmy starali się o to aby dzieci nie były głodne nasz syn patrzył gdzie sympatyczniejsze dziewuchy. A pan poseł? Przypominał nam, Jak nam się ciężko żuło, gdy na półkach stał tylko ocet. Jak mu się udało tak wyrosnąć. Jak mu się udało... aga
        • efedra Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 24.03.13, 01:00
          aga-kosa napisała:

          > A pan poseł? Przypominał nam, Jak na m się ciężko żuło, gdy na półkach stał tylko ocet.

          Rzeczywiście, żucie octu jest nieprzyjemne - zęby zgrzytają.
          • luccio1 Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 25.03.13, 15:48
            Czas, kiedy w sklepie spożywczym "państwowym" stał na pólkach tylko ocet, herbata "popularna" - i leżał chleb, rozsypujący się na okruchy, gdy tylko chciało się odkroić następną kromkę - po piętce - istniał naprawdę.
            Było to lato 1981. Wtedy, kiedy w Łodzi był "marsz głodowy". Wtedy, kiedy były plakaty z bloczkiem kartki na mięso nabitym na widelec.
            Tak pamiętam, że było w Krakowie.
            Pod jesień zaczęło się jakby poprawiać - chleb wrócił do tego, co pamiętałem ze schyłkowego Gierka, "wrócił" normalny ser gouda, edamski, zaczął się pojawiać ser biały tłusty.
            Dalsza poprawa nastąpiła po stanie wojennym - kiedy pojawiła się na nowo śmietana, rzucana po 1 transporterze na sklep.
      • balamuk Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 15.03.13, 19:31
        Ano właśnie. Dlatego zamierzam wklejać różne dziwne rzeczy, które mi w oko wpadną. Mam nadzieję, że wy też, może stworzymy minimuzeum abstrakcyjnej wizji peerelu. ;)
    • a_weasley Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 18.03.13, 17:57
      W tekście o seksie rzeczywiście bzdury, ale tekst o mięsie lekko tylko przerysowuje rzeczywistość. Kombinacje z wymianą butelek i innych surowców wtórnych na dobra trudno dostępne (np. szklanki, kożuchy, papier toaletowy) pamiętam. "Baba z mięsnego" zaś to nie to samo co "baba z mięsem".
      Brakuje tylko jednej istotnej informacji: że kartki na mięso znalazły się wśród postulatów sierpniowych, ponieważ już wtedy z mięsem były kłopoty. Ważna informacja w czasach, gdy wciąż powtarzają się opowieści o gierkowskim raju zniszczonym bez powodu przez "Solidarność".
      • izabella1991 Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 19.03.13, 11:48
        Bzdura bzdurę pogania.... Niech jeszcze napiszą,że w okolicach Stanu Wojennego z głodu umieraliśmy:-)))
        Jak to było,że właśnie w czasach kryzysu co poniektórym drzwi lodówek nie domykały się ,tyle mięsa i nie tylko w nich było...Jakim cudem ,kiedy była powszechna reglamentacja towarów,to myśmy mieli w łazienkach po siedem szamponów,mydeł itd. No dziwy Panie dzieju...dziwy!
        Chociaż fakt, Np. dla mnie Pewex czy Baltona to były wrota do niedostępnego Raju!
        • a_weasley Pytania małej Izuni ;) 20.03.13, 22:02
          Izabella1991, która jak sam nick wskazuje doskonale pamięta lata 80-te, napisała:

          > Jak to było,że właśnie w czasach kryzysu co poniektórym drzwi lodówek nie domy
          > kały się ,tyle mięsa i nie tylko w nich było...

          W najgorszych czasach i największej biedzie zawsze znajdą się "co poniektórzy", którzy kwitną jak pączki w maśle.
          W getcie warszawskim (tzw. małym) była knajpa, w której podawano oryginalną whisky i stosowne zakąski. I "co poniektórych" było stać.

          > Jakim cudem ,kiedy była powszechna reglamentacja towarów,to
          > myśmy mieli w łazienkach po siedem szamponów,mydeł

          Właśnie dlatego. Jak człowiek mógł czegoś kupić więcej, to kupował, jeść nie wołało, mogło się przydać, jak nie na wszelki wypadek to na wymianę. Jak się trafił świniak, to się go przerabiało na przetwory i faktycznie miało całą lodówkę padliny.
          • aqua48 Re: Pytania małej Izuni ;) 21.03.13, 20:59
            Do koleżanki przyjechał wujek z Argentyny i nadziwić się nie mógł (powiedziano mu, że w Polsce brak papieru toaletowego), że w łazience zapas papieru na pół roku leży.. Nie mogli mu wytłumaczyć, że to właśnie dlatego że nie ma...
            • izabella1991 Re: Pytania małej Izuni ;) 22.03.13, 01:02
              No wlasnie o czyms takim pisze!
              Niby nie bylo nic nigdzie-a tu hokus-pokus-JEST!
              ZAPIS O GETCIE-BARDZO PRAWDZIWY-TAK WLASNIE BYLO...Bodajze s.p. Edelman wspominal tez,ze w getcie bylo tez mnostwo domow publicznych-to tak a propos...
              Mnie po prostu denerwuje gadanie malolatow-ze jakoby w latach 80-tych to tylko bida z nedza....Panie.Otoz nie,wcale tak nie bylo,a napewno nie wszedzie.
              • beata_ Re: Pytania małej Izuni ;) 22.03.13, 23:53
                izabella1991 napisała:

                > [...]
                > Niby nie bylo nic nigdzie-a tu hokus-pokus-JEST!

                Gdzie (u kogo) jest, tam jest - znaczy BYŁO albo NIE BYŁO.

                > Mnie po prostu denerwuje gadanie malolatow-ze jakoby w latach 80-tych to tylko
                > bida z nedza....Panie.Otoz nie,wcale tak nie bylo,a napewno nie wszedzie.

                Generalnie tak było i nie ma się co denerwować :-)
                A że nie wszędzie, i że można było coś "zorganiazować" lub "załatwić" - to już inna bajka...
              • a_weasley Klasa robotnicza jadła kawior 23.03.13, 22:08
                ustami swoich najlepszych synów.
        • minerwamcg Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 23.03.13, 23:46
          Czytałam gdzieś, że w stanie wojennym stało się wielogodzinnych kolejkach, żeby kupić ocet na kartki - co jest jednakowoż dość kretyniczną kontaminacją.
          Moja matka w kolejkach nie stała, bo zwyczajnie nie miała na to czasu - pracowała od ósmej do szesnastej. Z konieczności zatem jedliśmy to, co udało się po tej szesnastej dostać, i jakoś z głodu nie umarliśmy. Aczkolwiek tak, owszem, doskonale pamiętam, jak śnił mi się po nocach zwyczajny, a nie pomarańczowy z darów, żółty ser. Nie czekolada, nie pomarańcze - tylko właśnie normalny żółty ser, którego potrafiło w Krakowie brakować miesiącami. I do dziś wspominam plugawy smak kerguleny, która dziś jest rybką z wyższej półki (ale o tym pisałam) i wędzonego ostroboka, który zawsze był w sklepach.
          Chleb jedliśmy z masłem, nie z margaryną, jakoś udawało się dostać. Chleb i bułki były z prywatnej piekarni, więc sto razy lepsze niż dzisiejsze. Krótko mówiąc, było biednie, było chudo, ale głodni nie byliśmy.
          Z drugiej strony - pracowała wówczas mama, pracował już mój starszy brat. Ja jako smarkula w wieku szkolnym dostawałam rentę po nieżyjącym ojcu. Zatem każde z nas miało jakieś źródło dochodów... Wtedy się nad tym nie zastanawiałam, ale być może mama kupowała to czy tamto "na pasku"? Kiełbasę wiejską "od baby" nabywało się na pewno dwa razy do roku, na każde święta.
          • horpyna4 Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 24.03.13, 13:04
            W dużych miastach zaopatrzenie nie było wcale takie tragiczne. Ty masz doświadczenia z Krakowem, ja z Warszawą i z mojej rodziny nikt również nie stał w kolejkach. Mama wprawdzie miała czas, ale nie pozwalało jej na to zdrowie.

            Ale miałam w tamtych czasach wrażenie, że niektórzy ludzie po prostu lubią stać. Bo znam wiele osób, co stały na mrozie całą noc, żeby kupić karpia na Wigilię. Dzień później można było już go kupić niemal w biegu.

            Co do kartek, to nigdy ich nie rejestrowałam, jak wprowadzono tę idiotyczną rejestrację. W ten sposób miałam wybór między kilkoma sklepami, w których ona nie obowiązywała. Inaczej byłabym uwiązana do jednego. I często zdarzało mi się, że jak wchodziłam po pracy do sklepu, to akurat wynoszono z zaplecza tacę z lepszą wędliną; w ten sposób kupowałam w ogóle bez kolejki. Tyle, że ja nie miałam zbytniego parcia na te różne dobra, bo człowiekowi do przeżycia potrzeba bardzo niewiele; wolałam nie dojeść, niż wkręcać się w ten szał kolejkowy.

            A że w życiu obowiązuje zasada "każdemu to, na czym mu mniej zależy" (sformułowała ją bardzo trafnie Stefania Grodzieńska), to zawsze udawało mi się kupić lepsze żarcie bez kolejki, niż tym, co stali w kilometrowej. Bo oni "musieli", a ja nie.

            Poza tym byłam zawsze dość mobilna i sprawnie korzystałam z komunikacji publicznej. Często jeździłam do innych dzielnic, albo w ogóle poza Warszawę, głównie po to, żeby sobie pospacerować. A jak po drodze był jakiś sklep, to zaglądałam do niego i zwykle coś kupowałam. Zarówno z żarcia, jak i z dóbr przemysłowych, bo i z tymi bywało kiepsko.
            • balamuk Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 24.03.13, 17:57
              W Krakowie staliśmy w kolejkach, normalne, ale jakoś tak dorywczo, szynka przed świętami, karpie, czasem jakiś schab, papier toaletowy (za talony makulaturowe też przysługiwał, czysty zysk) i książki. A poza tym - też dużo jeździłm - książki/majtki/garnki itp. kupowało się na prowincji.
              • ewa9717 Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 24.03.13, 18:20
                Patrzaj Mania, a my z prowincji na łów wyruszaliśmy do większych miast ;)
                • horpyna4 Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 24.03.13, 20:58
                  Bo dystrybucja też była na zasadzie "każdemu to, na czym mu mniej zależy". Wtedy towar dłużej leżał na półkach w właśnie o to chodziło. Żeby półki sklepowe nie były zupełnie gołe.

                  • matylda1001 Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 05.04.13, 23:48
                    :) Czyli należy rozumieć, że ludzie na prowincji biegali bez majtek, skoro Balamuk je tam kupowała?
                    • ewa9717 Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 12.04.13, 13:08
                      matylda1001 napisała:

                      > :) Czyli należy rozumieć, że ludzie na prowincji biegali bez majtek, skoro Bal
                      > amuk je tam kupowała?
                      Nie, ludzie z prowincji woleli gatki wielkomiejsko nabywane ;)
              • minerwamcg Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 24.03.13, 21:57
                Bałamuk, masz rację! Pierwsze wydanie "Imienia róży", nie do dostania w Krakowie, kupiłam w pawiloniku z książkami w Radomyślu Wielkim. Tamże bawełniane podkoszulki, ocieplane gumiaki numer trzydzieści sześć, zimowe buty ze skóry, chińskie gumki do mazania, wełna. Z wakacji u babci zawsze wracałam obkupiona w dobra niedostępne w Krakowie :)
                • trevistas Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 27.05.13, 00:25
                  Musze sie zgodzic z teza, ze nieduze miejscowsci, np wsie gminne byly calkiem niezle zaopatrzone; np ksiegarnie byly nieporownywalnie lepiej zaopatrzone niz w wiekszych miastach, mozna w nich bylo naprawde znalezc nieosiagalne /a znane z recenzji/ rozne skarby.
            • a_weasley Nie samym mięsem czlowiek żyje 25.03.13, 22:28
              Dyskusje o zaopatrzeniu sprowadzają się na ogół do aprowizacji, ewentualnie do innych zjawisk objętych pojęciem życia na kartki.
              Tymczasem schody zaczynały się przy artykułach przemysłowych, niekiedy zamieniając się w drabinę.
              Kupić akumulator, to człowiek czekał na wiosnę, bo będzie festyn Trybuny Ludu i rzucą. Może. Posiadacz prostownika był potentatem, bo w handlu takich cudów nie było wcale.
              Po meble, po pralki stały listy społeczne.
              Jak znajoma potrzebowała wanny, to dała ogłoszenie do gazety. Które jakiś leszcz zamieścił w dziale "Sprzedam" i telefon urywał się przez cały dzień od 6:10 począwszy.
              Pękła nam muszla. Ojciec z głupia frant poszedł do sklepu z artykułami sanitarnymi, owszem, wrócił z muszlą... bo akurat, szczęście w nieszczęściu, była pierwsza dostawa od PÓŁTORA ROKU!
              I po co ja to zresztą piszę, kto wtedy żył i ogarniał, to ma takich opowieści na pęczki...
            • a_weasley Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 25.03.13, 22:37
              Horpyna4 pisze:

              > miałam w tamtych czasach wrażenie, że niektórzy ludzie po prostu lubią stać.
              > Bo znam wiele osób, co stały na mrozie całą noc, żeby kupić karpia na Wigilię.
              > Dzień później można było już go kupić niemal w biegu.

              ...bo akurat tutaj nastąpiła lokalna obfitość. W zamian za to gdzie indziej nawet stanie całą noc sprawy nie załatwiało. Akurat tak się złożyło, że udało się i karpia kupić, i noc przespać. Taka premia za silne nerwy ;)
              31 października 1951 roku (jeśli dobrze pamiętam relację) mój ojciec jechał do Poznania pociągiem dodatkowym jako jeden z KILKU pasażerów. To był pociąg dodatkowy, jechał 15 minut po pociągu kursowym, który odjechał przepełniony, że szpilki nie wsadzisz, z otwartymi drzwiami ruszył. Przy czym z megafonów podawano: obywatele, nie pchajcie się, za kwadrans będzie dodatkowy pociąg!
              Czy obywatele kochali jeździć w tłoku? Nie. Oni po prostu - z wyjątkiem tych kilku chlopaków - woleli nie ryzykować. Tak samo jak ci od nocy w kolejce.
            • efedra Nie Grodzieńska 26.03.13, 11:46
              horpyna4 napisała:

              > A że w życiu obowiązuje zasada "każdemu to, na czym mu mniej zależy" (sformułow
              > ała ją bardzo trafnie Stefania Grodzieńska),

              Z całym szacunkiem, Horpyno, ale to nie Grodzieńska, tylko Adolf Rudnicki, który napisał książkę "Pałeczka czyli Każdemu to, na czym mu mniej zależy".
              e.
              • horpyna4 Re: Nie Grodzieńska 26.03.13, 13:09
                Może Grodzieńska to z niego ściągnęła. We "Wspomnieniach chałturzystki" było trochę na temat tej zasady; podawała różne przykłady. Nie pamiętam już, czy powoływała się na czyjeś autorstwo powiedzenia, bo to było bardzo dawno - czytałam tę książkę krótko po tym, jak została wydana.
            • luccio1 Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 28.03.13, 21:46
              horpyna4 napisała:
              > Co do kartek, to nigdy ich nie rejestrowałam, jak wprowadzono tę idiotyczną rej
              > estrację.

              W Krakowie rejestracji kartek nie wprowadzono nigdy. Rzeczywisty przydział mięsa zawsze był mniejszy niż suma wydanych kartek. Trzeba było ganiać od sklepu do sklepu na los szczęścia. Zostawało się ostatniego dnia miesiąca z połową kartek - a potem trzeba było odczekać do komunikatu w gazecie, 3. albo 4. miesiąca następnego, że za kartki zeszłomiesięczne można do 10. wykupić woł-ciel z kością.
              • horpyna4 Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 29.03.13, 08:30
                W Warszawie nie brakło mięsa, więc rejestracja była niepotrzebną uciążliwością.

                Za to kilkakrotnie zdarzyło mi się podczas pobytu gdzieś daleko od Warszawy kupić na kartki bez kolejki luksusową wędlinę, bo miejscowi czekali na dostawę tańszej... no cóż, każdemu to, na czym mu nie zależy.
                • ewajer Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 31.03.13, 16:43
                  horpyna4 napisała:

                  > Za to kilkakrotnie zdarzyło mi się podczas pobytu gdzieś daleko od Warszawy kup
                  > ić na kartki bez kolejki luksusową wędlinę, bo miejscowi czekali na dostawę tań
                  > szej..

                  na wakacje co roku jeździliśmy w Pieniny. I mama kilkukrotnie kupowała całe spore uwędzone szynki. Bo rolnicy nie mieli kartek na mięso albo jakieś symboliczne. A szynek tych sprzedawczynie nie mogły kroić.
              • aqua48 Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 30.03.13, 11:58
                luccio1 napisał:
                >
                > W Krakowie rejestracji kartek nie wprowadzono nigdy.

                Owszem na samym początku była rejestracja, ale bardzo szybko z niej zrezygnowano, chyba nieoficjalnie.
    • haftowniczek Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 25.03.13, 12:44
      widać,że tamte czasy wam się podobały :)
      • izabella1991 Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 25.03.13, 13:20
        Tu nie ma:podobały się albo nie -w takich nam przyszło żyć i basta:-)))
        Ktoś tam wyżej przyczepił się do mojego nicka-ja w 1991 miałam już 21 lat.
        Co do tego.ze są ludzie ,,kochający stać w kolejkach" -to fakt,są tacy...Kwitło wtedy życie towarzyskie,a ile małżestw się w kolejkach poznało:-))) Ilu sąsiadów znajomych poznało...i to najweselsze,te znajomości trwają do tej pory!
        • balamuk Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 25.03.13, 19:59
          Izabello - Haftowniczek wyraźnie rękodzieło reklamuje.
          Minerwo, "Wszyscy jesteśmy podejrzani" dopadłam w Nowym Sączu, Junga w Andrychowie, a komplet Prousta w idealnym stanie w antykwariacie we Lwowie... Nie wspominając o rewelacyjnych desusach w Tarnowie. ;) A żeby Ewie oddac sprawiedliwość - po materiał na bluzkę i spódnicę studniówkową pojechałyśmy z mamusią do Katowic.
        • minerwamcg Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 25.03.13, 22:17
          Diabła tam, podobały. Wtedy się nam nie podobały, jak cholera - ale teraz mają jeden niezaprzeczalny urok: byliśmy o trzydzieści czy ile tam lat młodsi, i komu to przeszkadzało? :)
          Żyło jeszcze wówczas mnóstwo ludzi, bez których dzisiaj ten świat stracił na urodzie: mieliśmy dziadków, poniektórzy rodziców, żyły różne wąsate wuje i stare a poczciwe ciotki, były miejsca, które dzisiaj wspominamy z rozrzewnieniem - i co, teraz nam się to wszystko ma nie podobać? Toż to kawał naszego życia, jakie było to było, ale było nasze i to se ne vrati.
          • horpyna4 Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 26.03.13, 08:34
            Tamte czasy zdecydowanie nie podobały mi się. Chociaż urodziłam się już w PRL, to nie pasowałam do ustroju.

            Ale jedno muszę przyznać - to była niezła szkoła przetrwania. I to przetrwanie dotyczyło nie tylko aprowizacji (bywały okresy całkiem niezłego zaopatrzenia), ale choćby poruszania się w terenie bez uczciwych map. No i oczywiście wyrobienia w sobie odporności na przeróżne absurdy dnia codziennego oraz na jedynie słuszne polityczne teksty serwowane przez przekaziory.
            • izabella1991 Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 26.03.13, 12:15
              O to to to! Dobrze prawisz- Horpyno! Wódki Tobie dać!
              Kto to teraz z młodzieży potrafi trafić gdziekolwiek bez GPS-u,czy nie daj Boże bez mapy???? Kto,pytam? Ja tam może i do najmłodszych nie należę,ale mnie w szkole nauczyciele nauczyli umiejętności czytania mapy i dzięki temu może i pobłądzę gdzieś tam,ale zawsze w końcu trafię,gdzie należy.Na błądzenie w lesie znalazłam sposób: kompas ew.psica,która mięso i drogę do domu zawsze znajdzie...
              Co do szkoły przetrwania-to samo.Umiecie ugotować cokolwiek mając prawie pustą lodówkę ( a czasem i bez prądu,bo awaria)? Umiecie dogadać się z innymi ludźmi (czasem np. wrogo nastawionymi np. w jakowymś dalekim kraju) Ja umiem...Dzięki biegłej znajomości m.inn. Rosyjskiego dawałam sobie radę w Rosji,gdzie nie wszyscy Polaków lubią...
              A okres,kiedy to Pewexy były wrotami do raju wspominam ciepło ,bo może dlatego szanuję różne dobra,które kiedyś były luksusem,a dziś codziennością.
              Całusy dla Horpyny i dla wszystkich_Iza
              • horpyna4 Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 26.03.13, 13:02
                Młodzież teraz nie potrafi skorzystać z normalnej papierowej mapy, a w naszej młodości mapy były nie tylko bardzo niedokładne z powodu zbyt małej ilości zaznaczanych obiektów, ale jeszcze celowo fałszowane. Odległości zupełnie nie zgadzały się, wielokrotnie się z tym spotkałam.

                Uczciwe, dokładne mapy były wtedy tajne. Miało je wojsko i korzystali też niektórzy ludzie z racji wykonywanego zawodu. Oczywiście musiały być przechowywane w szafie pancernej, do której klucz miała wyłącznie uprawniona osoba (prześwietlona uprzednio przez wiadome służby). Szafy były plombowane i mogliśmy spać spokojnie, bo żaden imperialistyczny szpieg nie wykradł mapy...

                A jaka to była radocha, jak po upadku komuny zaczęto te mapy odtajniać i pojawiły się w sprzedaży. Początkowo z zamazaną pieczątką o tajności, ale wkrótce zaczęto je normalnie drukować i sprzedawać. I tak wybrać się gdzieś w nieznany teren z mapą 1:25 000 (czyli 1 km - 4 cm)... normalnie pełnia szczęścia.
                • izabella1991 Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 26.03.13, 13:39
                  O Rany-miód na serce ten wątek.....
                  Faktycznie,pamiętam te fałszowane mapy-konia z rzędem temu,kto znalazłby na nich np.Arłamów k/Olsztyna albo Broń boże Drawsko Pomorskie k/Koszalina. No nie ma i ...już !
                  Ja jestem z okolic Olsztyna i kiedyś podczas Biegów na Orientację dostaliśmy o dziwo-prawdziwe mapy! Heca była,bo jakiś zagubiony uczestnik dotarł aż do bram Ośrodka dla Oficjeli,skąd go pogoniono,ale szkód mu żadnych nie uczyniono:-)))
                  Wiem,że np. w Mierkach (też dawne woj.olsztyńskie) kiedy się obcy grzybiarz zaplątał,gdzie nie należało-to miał za kare np. kilkugodzinne obieranie kartofli dla strażników.Nie dotyczyło to dzieciarni-na szczęście...
                  • ewa9717 Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 26.03.13, 14:42
                    No to mam u ciebie kilka szkap z rzędami, bo Drawsko (zresztą wtedy miasto powiatowe) bywało normalnie na mapach. No i nie jest ono tak koło Koszalina...
                    www.google.pl/search?q=pierwszy+wiosenny+ptak&hl=pl&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=U7dOUcjDLoXGPMv9gaAJ&sqi=2&ved=0CDQQsAQ&biw=1013&bih=595#imgrc=qjxmGPNvJNQanM%3A%3Bckm_ywAIOjr2sM%3Bhttp%253A%252F%252Fi2.pinger.pl%252Fpgr208%252Fe578ba60001dc1864a659804%252Fpierwszy%252Bwiosenny%252Bptak.jpg%3Bhttp%253A%252F%252Fluzik.pinger.pl%252Fm%252F1643149%3B800%3B600
                    PS Wiem na pewno, bo mieszkałam w pobliżu ;)
                    • ewa9717 Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 26.03.13, 14:58
                      mapa.edu.pl/dojazd/koszalin_24828_drawsko-pomorskie_48720.htm
                      O rany, nie wiem, jakim cudem wyżej się durnota wkleiła!
                      • izabella1991 Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 26.03.13, 15:08
                        Owszem,masz rację-ja tylko pamiętam,że mój tata ok.1976-77 pojechał tam na poligon i brał ze sobą mapę wojskową,bo na takiej cywilnej za nic nie mógł znaleźć tego ,o co mu chodziło.Możliwe,że chodziło mu właśnie o poligon-a nie o miasteczko jako takie...
                        Faktycznie,tu mogę się mylić-przepraszam!
                        A co do szkap,to niestety:-(( Nie zmieszczą się wszystkie,mam jeno trawnik przed blokiem:-)))
                        Ale dzięki serdeczne i trzymaj się!
                        • matylda1001 Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 06.04.13, 00:33
                          Ale Bornego Sulinowa na mapach na pewno nie było.
                          • ewa9717 Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 06.04.13, 09:26
                            matylda1001 napisała:

                            > Ale Bornego Sulinowa na mapach na pewno nie było.
                            Nie było, ale to jakoś nie przeszkadzało w rozprzestrzenianiu się wieści o nim, i chyba nie tylko w najbliższej okolicy. Od mojego pipidówka to drogami ciut ponad 40 kilometrów, ale tutejsi i tamtejsi sami swoi uprawiali non stop handel wymienny, a i na grzyby "na ruski poligon" się jeździło ;)
                          • a_weasley Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 11.04.13, 21:50
                            Matylda1001 napisała:

                            > Ale Bornego Sulinowa na mapach na pewno nie było.

                            Jak już powyżej pisałem, w pewnym sensie było. Mam atlas samochodowy 1:500.000, na którym figurują "Borne" i "Sulinowo" jako wsie oddalone od siebie o parę km.
                            • horpyna4 Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 12.04.13, 08:41
                              I pewnie żadna z tych wsi nie była we właściwym miejscu, tylko mocno oddalona.

                              To był sposób na utrudnienie dotarcia w określone miejsca. Posuwano się nawet do tego, że "tajną" miejscowość zaznaczano na mapie, ale z zupełnie innej strony jakiegoś miasta mogącego stanowić punkt odniesienia.

                              No i wychodziło śmiesznie, zwłaszcza jak obie te miejscowości były położone przy jednej linii kolejowej i w dodatku zaznaczone na kolejowej mapce umieszczonej na korytarzu wagonu... może chodziło o to, żeby ten wredny szpieg pomyślał, że jedzie w przeciwną stronę?
                              • matylda1001 Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 12.04.13, 11:02
                                horpyna4 napisała:

                                >. może chodziło o to, żeby ten wredny szpieg pomyślał, że jedzie w przeciwną stronę?<

                                A pamietasz, Horpyno, te wszystkie tablice informujące o zakazie fotografowania? Na każdym budynku dworcowym taka była, na większości urzędów, na prawie każdym moście i mosteczku. Ciężkie życie miał u nas taki szpieg ;)
                                • ewa9717 Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 12.04.13, 13:09
                                  matylda1001
                                  >
                                  > A pamietasz, Horpyno, te wszystkie tablice informujące o zakazie fotografowania
                                  > ? Na każdym budynku dworcowym taka była, na większości urzędów, na prawie każdy
                                  > m moście i mosteczku. Ciężkie życie miał u nas taki szpieg ;)
                                  Na pipidowskiej poczcie (poniemieckiej, możliwej do kupienia na wielu pocztówkach) taki zakaz wisiał jeszcze przed kilku laty ;)
                                • horpyna4 Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 12.04.13, 16:07
                                  No pewne. Bo ten szpieg to robił zza krzaka zdjęcia aparatem marki Druh.

                                  Tak samo były (a może jeszcze są?) zakazy zatrzymywania przy szosach w pobliżu poligonów. No bo szpieg zaparkowałby i podpełzł do poligonu... a tak w ogóle to była świetna wskazówka, że w pobliżu jest jakiś wojskowy obiekt. Bo często nie było ich widać z szosy.
                                  • a_weasley Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 14.04.13, 23:35
                                    Horpyna4 napisała:

                                    > No pewne. Bo ten szpieg to robił zza krzaka zdjęcia aparatem marki Druh.
                                    >
                                    > Tak samo były (a może jeszcze są?) zakazy zatrzymywania przy szosach w pobliżu
                                    > poligonów. No bo szpieg zaparkowałby i podpełzł do poligonu... a tak w ogóle to
                                    > była świetna wskazówka, że w pobliżu jest jakiś wojskowy obiekt. Bo często nie
                                    > było ich widać z szosy.

                                    Gdzie ogólnie biorąc są wojskowe obiekty, to npl doskonale wiedział i odnośne władze doskonale sobie z tego zdawały sprawę.
                                    Co do granic poligonu, to byłem na pięciu obozach harcerskich na poligonach, w tym trzech za komuny, i pamiętam, że na skraju lasu stały tablice "Poligon wojskowy - Wstęp wzbroniony - Przebywanie grozi śmiercią". Czasem to było na wyrost, ale od czasu do czasu a to jakiś nielegalny grzybiarz wlazł na żelastwo grożące śmiercią lub kalectwem, a to go artyleria ogniem nakryła, a to ktoś wpadł pod czołg lub inne podobne ustrojstwo...
                                    Nam lokalizację wyznaczano w tej części poligonu, w której akurat w tym czasie nic szczególnego się nie działo. A i tak był taki obóz, że czasem drogą, przez którą się przechodziło w drodze do kuchni lub na pomost, czołgi jeździły. PT76 co prawda, ale zawsze.
                                • a_weasley Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 14.04.13, 23:48
                                  "- Czy dworzec kolejowy łatwo jest fotografować?
                                  - Łatwiej niż cokolwiek innego - odparł Szwejk - ponieważ dworzec się nie rusza, a fotograf nie potrzebuje go napominać, żeby zrobił przyjemny wyraz twarzy".

                                  Matylda1001 napisała:

                                  > te wszystkie tablice informujące o zakazie fotografowania?
                                  > Na każdym budynku dworcowym taka była, na większości urzędów,
                                  > na prawie każdym moście i mosteczku

                                  W podżywieckim Hucisku w latach 80-tych wisiał na przystacyjnym wolnostojącym wychodku.
                                  Z tego można się najwyżej obśmiać, ale spotkałem oficera, który twierdził, że za część zakazów fotografowania należałoby ich zawiesicieli postawić przed sądem za sabotaż. Wisiały sobie takie tablice tu i ówdzie na pozornie nic nie znaczących domach w miastach i stanowiły nieomylny znak, że pod tym domem jest schron przeciwlotniczy.
                                  • horpyna4 Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 15.04.13, 08:46
                                    Toż właśnie tak samo te zakazy zatrzymywania się przy szosach stanowiły wskazówkę.

                                    Dawno temu wybrałam się autobusem PKS na spacerek po lesie w pewnej odległości od Warszawy. I autobus złapał gumę po drodze, więc czekał w miejscu z zakazem zatrzymywania, aż mu dowiozą koło. Przez ten czas pasażerowie spacerowali trochę i mieli okazję stwierdzić, że niewidoczny z szosy poligon jest bardzo blisko.
                                    • a_weasley Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 15.04.13, 22:41
                                      Horpyna4 napisała:

                                      > Toż właśnie tak samo te zakazy zatrzymywania się przy szosach stanowiły wskazów
                                      > kę.

                                      Nie stanowiły żadnej wskazówki o tyle, że kawałek dalej były tablice, na których było napisane otwartym tekstem, że poligon. Często widoczne z szosy.
                                      Natomiast schrony jawnie oznakowane nie były. Oznakowanie miało się pojawić dopiero w czasie W.
                                      • matylda1001 Re: czy ktoś to może pamięta? 16.04.13, 00:50
                                        Tak mi sie teraz przypomniało, że dziecięciem będąc (no, może takim trochę starszym) oglądałam w TV program o jakimś imperialistycznym szpiegu. Właśnie go złapali, mięli sądzić, czy też już skazali. W każdym razie program miał za zadanie obrzydzić go w oczach polskiego społeczeństwa. Już dobrze nie pamietam, co tam więcej było ale pokazali leżący w jakimś parku wielki kamień, taki o nieregularnych kształtach. Miał tak z metr średnicy (umownie). Leżał na trawniku, kilka metrów od alejki w miejscu doskonale widocznym, na otwartej przestrzeni. Opowiadający o tym podszedł do tego kamienia i podniósł go dwoma rękami. Okazało się, że to nie jest prawdziwy kamień, tylko szpiegowska skrzynka :) Pod "kamieniem" szpieg zostawiał meldunki. Potem przychodzil drugi szpieg i je wyjmował. Jako dziecię wychowane na Hansie Klossie bardzo dziwiłam się, że szpieg okazał się taki głupi, no bo co to za skrytka, którą może wykryć nawet dziecko, a ktoś grabiący liście to juz na pewno. Nic dziwnego w tym, ze wpadł :) "Stawki większej niż życie" nie oglądał, czy co...? No i zastanawiam się, czy dorośli ludzie wierzyli w takie bajeczki?
                                      • horpyna4 Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 16.04.13, 08:25
                                        Nie wszędzie były takie tablice. Czasem bywało, że jakaś droga wiodła przez środek poligonu i tablica przy niej była wprawdzie, ale tylko z jednej strony. Kiedyś u schyłku peerelu przejechałyśmy z koleżanką przez taki poligon, bo nie było żadnego ostrzeżenia. Tablica była dopiero przy wyjeździe.

                                        Generalnie rzecz biorąc, był bałagan. Teoretycznie istniały pewne przepisy i zakazy, ale praktycznie większość miała je gdzieś. Łącznie z generalicją.

                                        Nawiasem mówiąc, pamiętacie te "rogatki" na szosach wylotowych z miast w stanie wojennym, gdzie kontrolowano przejeżdżające samochody? Najbardziej durny pomysł, takiej Warszawy nie otoczono przecież murem i bez problemu objeżdżało się sąsiednimi ulicami.
                      • balamuk Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 26.03.13, 15:10
                        Konia nie dam, ale mogę ci mielone usmażyć za to, co przypadkowo wkleiłaś, z nastroju bardzo średnio radosnego przeszłam w fazę umarcia ze śmiechu. Ajjjj... ;)))
                    • trevistas Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 27.05.13, 00:56
                      Na mapach turystycznch Pojezierza Drawskiego z lat 60 - tych Borne - Sulinowo wraz z linia kolejowa istnialo, ale juz w latach 70 - tych...to juz nie...
                  • a_weasley Socmapy 26.03.13, 15:11
                    Izabella1991 napisała:

                    > O Rany-miód na serce ten wątek.....
                    > Faktycznie,pamiętam te fałszowane mapy-konia z rzędem temu,kto znalazłby na ni
                    > ch np.Arłamów k/Olsztyna

                    I słusznie, bo Arłamów leży w Bieszczadach.

                    > Drawsko Pomorskie k/Koszalina.

                    Drawsko to akurat na mapach było. Natomiast Borne i Sulinowo to były dwie wsie oddalone od siebie o parę kilometrów, a nie jedno miasto. Podobnie na mapie turystycznej Pojezierza Lubuskiego Wędrzyn był wioską, a nie kilkutysięcznym miastem.
                    No i oczywiście poza rejonami atrakcyjnymi turystycznie nie szło dostać map o większej skali niż samochodówka 1:500.000.
                    Czasem zdarzało się, że na mapie turystycznej droga szła nie tą stroną potoku, ale przede wszystkim psuto wymiary. Najprościej - podgrzewając matrycę, żeby się lekko odkształciła. Zwykłemu użytkownikowi rybka, a dla np. artylerzysty już bezużyteczne.
                    Dodatkowo na ogół mapy miały "nierówne" skale, np. mapy gór to nie były setki, tylko 1:75000 albo 1:125000.
                    • izabella1991 Re: Socmapy 26.03.13, 16:04
                      O rany-jeszcze dzisiaj nic nie piłam,a już głupoty wypisuję....Nie mam pojęcia,dlaczego Arłamów mi się tu przyplątał..Łańsk miałam na myśli...:-))))
                      Przepraszam raz jeszcze i za kotlety dziękuję ,bo uwielbiam....

                    • horpyna4 Re: Socmapy 26.03.13, 17:00
                      Te nierówne skale to istnieją do dziś. Zresztą 1:125 000 to dość wygodna skala, 1 km - 8 mm; gorsze w przeliczeniach są np. 1:22 500, 1:28 000, 1:35 000, 1:52 000, 1:55 000, 1:65 000, 1:70 000, 1:85 000, 1:90 000, 1:120 000, 1:150 000, 1:175 000, czy 1:180 000.

                      Podane przeze mnie podziałki odnoszą się do faktycznie istniejących współczesnych map turystycznych, powstałych długo po upadku komuny. I zawsze zastanawiam się, jak komuś mogło zależeć na utrudnieniu ludziom życia w ten sposób. Przecież to nie ma sensu, no chyba że twórca czerpał przyjemność z bezinteresownego dokuczenia innym...
                      • balamuk Re: Socmapy 27.03.13, 19:56
                        Łojezusicku, co za zwyrodnialec to wymyślił??? Co to jest skala 1:22 500?
                        No dobrze, myślę w zamierzchłych kategoriach, kiedy człowiek brał mapę w normalnej skali (1:25000, 1:50000, 1:100000, niech będzie 1:125000), kodował sobie tę skalę i bez problemów przeliczał "w rozumie", praktycznie to samo się przeliczało. To znaczy patrzył na mapę i nie miał problemów z określeniem odległości. Przynajmniej tyle, nawet, jeżeli na mapach były różne takie nieścisłości...
                        • aga-kosa Re: Socmapy 27.03.13, 20:10
                          Przy tych starych mapach i skalach każdy z nas miał tabliczkę mnożenia i dzielenia w głowie. Nie było więc kłopotu z przeliczaniem. Teraz się wystukuje w kalkulatorze i żadne liczby nie są straszne.
                          A dziwne skale - to pewnie ktoś za to pieniądze wziął. aga
                          • a_weasley Re: Socmapy 28.03.13, 21:29
                            Aga-kosa napisała:

                            > Przy tych starych mapach i skalach każdy z nas miał tabliczkę mnożenia i dziele
                            > nia w głowie

                            I pewnie jeszcze miarkę w oku. Bo jak miał linijkę, to mógł skorzystać z podziałki liniowej, która wtedy na każdej mapie była.
                            Po pewnym czasie człowiek pi razy drzwi wiedział, czy dana odległość na mapie to będzie w terenie daleko, blisko czy tak w sam raz, przyrównując to do odległości sobie znanych i z mapy, i w terenu (zwłaszcza że wszystkie pasma Karpat z wyjątkiem Beskidu Niskiego były w tej samej skali 1:75000).
                            Obecnie dziwne skale prawdopodobnie biorą się ze stosunku wielkości arkusza, która komuś z czegoś wyszła, do obszaru, który chciał objąć mapą. Najdziksze skale miewają plany miast (zresztą nie zawsze w ogóle jest podana) i jakoś każdy trafia.
                            Nawiasem mówiąc przed wojną popularne były porosyjskie mapy w skali 1:42 tysiące (z jakąś końcówką jeszcze) i 1:84 tysiące z czymś, co wynikało z podzielenia cala przez odpowiednio jedną lub dwie wiorsty (stąd zwały się wiorstówką i dwuwiorstówką).
                            • horpyna4 Re: Socmapy 29.03.13, 08:25
                              Jednak najlepsze były mapy polskie, to zasługa Eugeniusza Romera.

                              Podczas ostatniej wojny Niemcy przedrukowywali nasze mapy i dodawali ewentualnie własny komentarz w opisie (choćby "Polnische Gitter" dla dwukilometrowej siatki), bo ichnie mapy w porównaniu z naszymi były nieczytelne. Wystarczy porównać "setkę" polską i niemiecką tego samego terenu.
                    • tymon99 Re: Socmapy 03.04.13, 08:01
                      a_weasley napisał:

                      > Dodatkowo na ogół mapy miały "nierówne" skale, np. mapy gór to nie były setki,
                      > tylko 1:75000 albo 1:125000.

                      1:75000 to akurat bardzo dobra, austriacka skala do mierzenia krokami.
                      • a_weasley Re: Socmapy 05.04.13, 11:57
                        Tymon99 napisał:

                        >> mapy miały "nierówne" skale, np. mapy gór to nie były setki,
                        >> tylko 1:75000 albo 1:125000.

                        > 1:75000 to akurat bardzo dobra, austriacka skala do mierzenia krokami.

                        Może i dobra, jeśli akurat ktoś ma taką długość kroku, tyle że odległości, przy których operuje się mapami o takich skalach, nikt ani teraz, ani za komuny, ani za sanacji (ludzie posługujący się mapą, mam na myśli) nie mierzył w krokach, tylko w kilometrach (ewentualnie w gotach, ale do tego się nie używa mapy, tylko regulaminu Górskiej Odznaki Turystycznej). W dodatku między Austrią a Prylem była jeszcze II RP, kiedy harcerze i inne plemiona koczownicze posługiwali się setkami.
                        Wzmiankowane wiorstówki i dwuwiorstówki też przeliczały odległość na mapie na odległość w terenie wyrażoną jednostkach odległości w obowiązujących w kraju pochodzenia, a nie w krokach.
                        • tymon99 Re: Socmapy 05.04.13, 20:42
                          a_weasley napisał:

                          > Może i dobra, jeśli akurat ktoś ma taką długość kroku

                          pierwotni użytkownicy tych map nie widzieli tu problemu, od tego jest regulamin..
                          • izabella1991 Re: Socmapy 06.04.13, 13:04
                            Wiecie co,dajmy na razie spokój z mapami,pogadajmy o czymś innym..
                            Kto z Was próbował tzw.dzisiejszej młodzieży wytłumaczyć,co to były kartki:na mięso,na buty(były,a jakże,choć krótko-chyba miały zielony kolor),na cukier itd.
                            Mój kuzyn -właściciel sklepu próbował swoim synom...i nie szło. Młodzieńcy nie mogli pojąć,że jak to : trzeba dać kartki i jeszcze za towar zapłacić.Bo gdyby był to rodzaj bonów pt. płacisz człeku bonami o wartości np. 100 zł-to bez problemu pojęli. Ale żeby dawać kartki i płacić jeszcze-to już im było trudno zrozumieć.
                            Dzisiejszym pannom młodym trudno pojąć,że można było w 54 m mieszkaniu urządzić wesele na ok.30 osób i to jeszcze z tańcami-a było takie u mnie w mieszkaniu ok.1975 roku.Miałam całe 5 lat,ale pamiętam do tej pory.Nikt nie gorszył się tym,że przy dzieciakach się pije czy pali.
                            Pozdrawiam i życzę fajnego weekendu_Iza
                            • aga-kosa Re: Socmapy 06.04.13, 18:02
                              Wnukom podrzuciłam do czytania " Niewiarygodne przygody Marka Piegusa" Niziurskiego. Nie rozumieli o czym czytali. Opis życia młodego chłopca dla nich to prehistoria. A przecież to jakieś 50 lat do tyłu.
                              A obecny strach przed posądzeniem o pedofilię albo znęcanie się nad dzieckiem.
                              Brałam w szkole w łapę a od rodziców w cztery litery i żyję.
                              Nie twierdzę, że trzeba dziecię bić ale zastosować mądrość ludową: małe dziecko jak drzewina - póki młode się nagina. Teraz dzieci nie mają obowiązków a jeśli dziecko ma tylko przywileje w rodzinie to znaczy, że nikt go nie kocha. Dostaje wszystko byle by rodzice mieli święty spokój. aga
                            • tymon99 Re: Socmapy 08.04.13, 09:20
                              próbowałem opowiedzieć tzw. dzisiejszej młodzieży, gdy była jeszcze w wieku przedszkolnym, opowiedzieć o niedoborze mięsa w sklepach. reakcja: "nie było wtedy zwierząt na świecie??"
                              • horpyna4 Re: Socmapy 08.04.13, 09:32
                                Tak, już wiele lat temu na tłumaczenie, że na początku stanu wojennego nie było Teleranka, jakieś dziecię odpowiedziało, że trzeba było przełączyć na Cartoon Network.
                                • izabella1991 Re: Socmapy 08.04.13, 14:18
                                  Dobre...hm...-niektóre rzecze dzieciarnia nie zrozumie-chyba ,ze w nastoletnim wieku zainteresuje się historią.
                                  Co do przysłowia o naginaniu drzewa-PRZEGENIALNE.Już zapisałam w pamięci,bo jest bardzo prawdziwe.Co innego lanie pasem na goły tyłek,czy kablem po buzi (tego nie pojmuję i nie pojmę) ,a co innego tzw.bezstresowe wychowanie(czyli jego brak).
                                  Nie wiem,jak wam,ale mnie jak i wielu innym osobom cierpnie skóra i pięści same się zaciskają podczas znienawidzonego programu ,,Super niania" czy chociażby ,,Ballady o Januszku".Obejrzałam raz....i starczy.Dla mnie rzeczona Super niania wcale super nie jest..
                            • a_weasley Re: Socmapy 11.04.13, 21:54
                              Izabella1991 napisała:

                              > Wiecie co,dajmy na razie spokój z mapami,pogadajmy o czymś innym..
                              > Kto z Was próbował tzw.dzisiejszej młodzieży wytłumaczyć,co to były kartki

                              Nie próbowałem, ale nie bardzo wiem, na czym by miał polegać problem, skoro pokolenie rodziców dzisiejszej młodzieży (czyli np. moje) nie miało problemu, żeby to zrozumieć, gdy była mowa o okupacji.
                              • matylda1001 Re: Socmapy 12.04.13, 10:53
                                a_weasley napisał:

                                >Nie próbowałem, ale nie bardzo wiem, na czym by miał polegać problem, skoro pokolenie rodziców dzisiejszej młodzieży (czyli np. moje) nie miało problemu, żeby to zrozumieć, gdy była mowa o okupacji.<

                                Kartki, jak kartki, ale ja pamiętam, że bardzo dziwiłam się, że babcia otworzyła drzwi gdy po dziadka przyszło Gestapo. No, mała wtedy byłam :)
                • jestem-tu Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 16.04.13, 19:34
                  Najśmieszniejsze jest to, że te mapy robiono na podstawie kupionych zdjęć z amerykańskiego satelity LANDSAT
                  • referee Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 26.05.13, 02:26
                    Niewątpliwie z perspektywy kilkudziesięciu lat i porównąjąc gospodarkę rynkową i gospodarką planową (realnego socjalizmu), to można przyjąć tezę, że w PRL żyło się jak w epoce kamienia łupanego, że pozwolę sobie na tego typu metaforę.
                    Pamiętam PRL, jako tą dekade gierkowską, która była relatywnie zasobna w towary; takim wykładnikiem w mojej pamięci pozostał np, sklepy spożywcze, sklep cukierniczo-winny i delikatesy na moim osiedlu- w latach siedemdziesiątych te sklepy były załadowane po brzegi towarami spożywczymi
                    i pamiętam PRL od 1980 w górę; lata osiemdziesiąte zdominowane przez marazm, szarość, pustki w sklepach. Właśnie w latach osiemdziesiątych powstała tak zwana szara strefa (handel prywatny krajowy i zagraniczny- komuna generalnie nie miała nic przeciwko ze względu na import towarów i waluty) i coś w rodzaju zielonego światła dla firm polonijnych, które wprowadzały na rynek dużo niezłych produktów. Powstawały jak grzyby po deszczu prywatne sklepy warzywno-spożywcze, na bazarach można było kupić wszystko. Również prywatna gastronomia zaczęła była rozwijać skrzydła; można było zjeść na szybko wyborną kiełbasę na gorąco, zapiekanki, pizzę, kurczaka z rożna, popić colą albo pepsi. Zycie towarzyskie miało się dobrze, ludzie brali aktywnie udział w życiu kulturalnym, które w latach osiemdziesiątych było w miarę pluralistyczne i było dla ludzi ucieczką od szarej rzeczywistości.
                    Błędem jest idealizowanie PRL według mnie, ale też błędem jest demonizowanie tego złego i tak i niedobrego, destrukcyjnego w sumie, systemu.
                    Bilety do kina, teatru i imprezy sportowe kosztowały grosze.
                    Prasa i książki też nie kosztowały majątek.
                    Ludzie byli przyjaźni i może bardziej bezinteresowni, niezorientowani tak finansowo, jak obecnie.
                    Podaż żywności nie była tak jak obecnie, ale jej jakość wyższa od obecnej sztucznej i chemicznej- to takie uproszczenie z mojej strony.
                • trevistas Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 27.05.13, 00:49
                  horpyna4 napisała:

                  >
                  > A jaka to była radocha, jak po upadku komuny zaczęto te mapy odtajniać i pojawi
                  > ły się w sprzedaży. Początkowo z zamazaną pieczątką o tajności, ale wkrótce zac
                  > zęto je normalnie drukować i sprzedawać. I tak wybrać się gdzieś w nieznany ter
                  > en z mapą 1:25 000 (czyli 1 km - 4 cm)... normalnie pełnia szczęścia.
                  Podpisuje sie od A do Z.
                  Takie skarby jak mapa 1 : 25000 czy 1: 10000 byly po prostu nieosiagalne.
                  A na ul. Kruczej w Wwie, byla ksiegarnia Wojskowych Zakladow Kartograficznych.
            • trevistas Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 27.05.13, 00:41
              horpyna4 napisała:

              >
              >
              >
              > ale choćby poruszania się w terenie bez uczciwych map.
              > ot co...
              W roku 1984 (?) bylem na obozie harcerskim w Bieszczadach i tam sie tez dowiedzialem, ze mapy z zalozenia byly nieuczciwe / zawartosc mapy nie pasowala do rzeczywistosci terenowej/.
              Mapy Bieszczad byl wyjatkowo ubogie w tresc.
              Ponoc wymogi bezpieczenstwa.....
    • plater-2 bo pamietasz zlotego Gierka 26.05.13, 09:28
      czyli do 1976, kiedy jako tako wszystko sie trzymalo kupy. Tylko, ze ten bal byl za pozyczoną kase, która zmarnotrawiono na nierentowne inwestycje.
      Przypomnij sobie sklepy komercyjne -lata 1977-1980, gdzie "zasadniczo bez kolejki" mozna bylo kupic cukier za 26 zl, porzadny nabial, mieso.
      Ja nie chodzial, u nas w pracy byl "chlop z jajami".

      Ale bardzo dobrze pamietam gomulkowskie czasy. Mieszkalismy w miescie wojewodzkim, w srodmiesciu, okna kuchni wychodzily na podworze, . Na to samo podworze podjezdzaly samochody , ktore przywozily towar do sklepu w rynku. Babcia wolala - "Wnusi, ciezarowka podjezdza, biegnij i zajmij kolejke - tylko nie tam gdzie wodka i papierosy ! A ja juz koncze tutaj z obiadem i zaraz przyjde cie wymienie". Ustawiala sie gigantyczna kolejka i ludzie czekali, nie wiedza co przywiezli, zupelnie jak w latach 80. Dodam, ze byly to czasy kryzysu kubanskiego i powszechnego czekania na III wojne swiatowa.
    • plater-2 Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 27.05.13, 01:01
      Z tym zaopatrzeniem sklepow na prowincji bywalo roznie. Pamietam sklep w Żarnowcu, w ktorym bez problemu mozna bylo kupic krem "Pani Walewska" nie do kupienia w Warszawie . A rybacy ze wsi Dębki, zamiast ten krem kupowac, prosili letnikow o kupienie w Warszawie łancucha dla krowy, kociolka duzego, lekarstwa dla babci....
      • horpyna4 Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 27.05.13, 09:24
        A, to akurat była normalka - dystrybucja na zasadzie "każdemu to, na czym mu mniej zależy". Ja lubiłam jeździć i łazić po całej Polsce, więc z każdego urlopu wracałam nieźle zaopatrzona. Zwykle w artykuły przemysłowe, ale nie tylko - w roku 1981, kiedy to tylko rząd miał się wyżywić, przywiozłam do Warszawy z północnej Wielkopolski pewnie ze 2 kg herbaty najrozmaitszych gatunków, ale wyłącznie bardzo dobrych. Bo takim herbaciarom, jak ja, nie było wtedy lekko. Zwłaszcza, że piję herbatę bez cukru i cytryny, więc musi mieć ona dobry smak, a nie tylko zapach.
        • izabella1991 Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 27.05.13, 12:11
          No to wielki szacunek dla pani-Horpyno! To nie było byle co!
          Ja z kolei pamiętam aferę ,jaką niechcący rozpętał mój tata w roku 1983 albo 84.
          Otóż tłukąc się służbowo po Polsce Północnej natknął się pewnego razu na dostawę waty i podpasek-a było tego wielkie mrowie:-))) Niewiele myśląc kupił ,ile sprzedali-coś około 20 kartonów i przywiózł do jednostki z myślą,że sprzeda....i sprzedał z pocałowaniem ręki.Nam:mamie i mi też zostawił spory zapas-żeby nie było...
          Natomiast zbulwersował tym zakupem nie kobity znajome czy nie(bo towar rozszedł się na pniu), ale kolegów,którzy nie mogli pojąc ,że kupując takowy towar,nie spalił się ze wstydu...
          Ojciec znalazł na przytyki odpowiedź,,A Wasze kobiety to co,palcem zatykają?' czym skutecznie kolesiom zamknął gęby.
    • balamuk Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 05.07.13, 11:47
      Jakieś to dziwne: www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,14101974,Dziadostwo_nie_do_zdarcia__Dlaczego_podoba_sie_nam.html#Cuk
      "lafirynda, zimny drań, zołza, lowelas, amant, hultaj, absztyfikant" - tych słów używała moja babcia, urodzona na przełomie wieków (XIX i XX, dla ścisłości), no, zołzy używaliśmy wszyscy, ale zołza chyba taka ponadczasowa jest. I to ma być coś charakterystycznego dla peerelu?
      • jan.kran Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 05.07.13, 20:31
        Ja mam 53 lata z czego 23 przezylam w PRL.
        Zle nie bylo ekonomicznie bo Tatus mial pasieke wiec kasa byla. Mielismy pierwsi na naszej niewielkiej ulicy pralke automatyczna i kolorowy telewizor.
        Malego fiata , sprzet AGD. Wszystko po znajomosci , za lapowki albo za spora kase.
        Mieso za ceny komercyjne ztylu sklepu od znajomej sprzedawczyni.
        Raz na jakis czas kupowalam dziesiec dolarow jako nastolatka i moglam nabyc kosmetyki w Pewexie , stac mnie bylo na zakupy w Modzie Polskiej lub w butikach.
        Swietne teatry , Filharmonia , Jazz nad Odra.
        Ale zarazem ten ciagly glod wolnosci , zycie w klamstwie , koszmarna propaganda sukcesu.
        Zdobycie ksiazek to byla gimnastyka bo poski zalegaly totalitarne cegly.
        Nawet jak kasa byla to pojscie do jakiejs przyzwoitej knajpy czy kupienie czegos lepszej jakosci to byl problem.
        Oczywiscie trzeba rozroznic lata gierkowskiej prosperity na kredyt i koszmarne lata przed stanem wojennym i okres stanu wojennego gdzie nawet majac pieniadze nie mozna bylo kupic niczego.
        Pamietam moja tesknote za lepszymi kosmetykami , pachnacymi proszkami do prania , kolorowymi zachodnimi gazetami.
        Ale najgorsze to bylo klamstwo saczace sie jadem zarowno w szkole jak potem na uczelni .
        Telewizja to byly pomyje , blichtr na wierzchu a w srodku koszmarna , wszeogarniajaca propaganda.
        Studiujac filologie klasyczna musialam uczyc sie ekonomii marksistowskiej , filozofii tejze , wojska na co tracilam mase cennego czasu.
        Moi znajomi byli aresztowani , przesladowani za to ze mowili prawde.
        Dla mnie najgorsze w PRL to bylo totalne odmozdzenie spoleczenstawa., totalitaryam, wlazenie z butami w kazda dziedzine zycia.
        • horpyna4 Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 06.07.13, 09:37
          No widzisz, ja w PRL przeżyłam całe 40 lat. Dla odmiany bardzo kiepsko ekonomicznie, ale zgadzam się z Tobą, że dyskomfort związany z paskudną propagandą i różnymi sprawami politycznymi był o wiele gorszy. Oczywiście wielu go nie odczuwało, stąd późniejsze jęki "komuno, wróć". Ale niektórych (w tym i mnie) bardzo to uwierało. I najgorsza była ta beznadzieja, że tak będzie zawsze. Dlatego niewiele mam współczucia dla obecnych narzekaczy, bo naprawdę mogą robić wszystko i nikt im niczego nie zabrania. Nie muszą się do nikogo łasić, a zazwyczaj ci "biedni" mają lepsze warunki materialne, niż ja miałam kiedyś. I jak mi ktoś skamle, że na coś potrzebne są ogromne pieniądze, to ja odpowiadam "ale TYLKO pieniądze". Pieniądze można zarobić, a łaszeniem się do władzy można było się sk*rwić.

          Ja z kolei przymierzałam się do studiowania na politechnice, ale ostatecznie odrzuciła mnie perspektywa dwóch lat wykładów i ćwiczeń z ekonomii politycznej. Jeszcze egzamin zdawać z czegoś takiego, fuj... zwłaszcza, że nie potrafiłam nigdy uczyć się "na pamięć". U mnie nauka polegała wyłącznie na zrozumieniu problemu.

          Na szczęście istniała fizyka na uniwersytecie i tam były wyłącznie tzw. "elementy nauk politycznych" - tylko jeden semestr, sam wykład bez ćwiczeń. A egzamin traktowany z przymrużeniem oka. Filozofia też była w miarę w porządku, zresztą nasz wydział był w tamtych czasach swoistą oazą wolności i niepraworządności - nawet nie było nacisków na uczestnictwo w pochodach pierwszomajowych; w tym samym czasie na innych wydziałach tej samej uczelni było dużo gorzej. Nas władza traktowała chyba trochę jak szurniętych Einsteinów, czyli niezbyt poważnie.

          I faktycznie, wpychanie się władzy w każdą dziedzinę życia to coś, czego absolutnie nie akceptuję. Ale są tacy, którzy takie działania uważają za oczywiste, bo kochają być prowadzeni za rączkę.
          • plater-2 Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 07.07.13, 19:42
            Ja kierowalam sie :
            1. studia, ktore nie beda "angelologia stosowana" ale zapewnia chleb (bogata z domu nie bylam)
            2. nie ma obowiazku odpracowywania, czyli po studiach bede mogla normalnie wyjechac na zachod celem zarobienia na posag.
            • horpyna4 Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 08.07.13, 07:50
              Za moich czasów każde studia wymagały odpracowania. Chyba przez dziesięć lat.

              Po prostu w tamtych czasach nie istniały tak naprawdę darmowe studia, to była tylko propagandowa fikcja. Jeżeli po studiach nie podjęło się pracy zgodnie ze wskazaniem lub przyzwoleniem pełnomocnika do spraw zatrudnienia, to trzeba było zwracać koszt studiów. W moim przypadku byłoby to 45 000 zł, a dla porównania pensja asystenta na wyższej uczelni wynosiła wtedy 1040 zł. Oczywiście tak niskie pensje dotyczyły właśnie absolwentów wyższych uczelni, bo świeżo upieczony technik miał pensję wyższą, niż inżynier.

              Wynika z powyższego, że studia nie były darmowe, tylko państwo udzielało na nie kredytu, który absolwent musiał spłacić; zwykle przez długoletnią pracę w państwowej instytucji za niewielkie pieniądze. Tyle, że oficjalnie nie nazywano tego po imieniu.

              Za moich czasów i tak nie było najgorzej, bo nie istniały już nakazy zatrudnienia z bezwzględnym przydziałem miejsca pracy. Kilka lat wcześniej kuzyn brał szybki ślub, bo jego narzeczona skończyła już studia i wciskano jej skierowanie do pracy gdzieś w okolicach Zgorzelca (mieszkali pod Warszawą), a on jeszcze studiował, więc był uwiązany do miejsca; małżeństw nie rozdzielano.

              Jeżeli ktoś skończył studia i chciał wyjechać za granicę, np. na wycieczkę, to rodzina musiała podpisać weksel, który była obowiązana wykupić w razie pozostania delikwenta na Zachodzie. Dotyczyło to zresztą nie tylko krajów stricte kapitalistycznych, ale też Jugosławii.

              Znam też faceta, którego zamożny ojczym lekką rączką zapłacił od razu po jego dyplomie za studia, żeby kochany i rozpieszczony pasierb nie musiał zawracać sobie głowy byle jaką robotą, tylko spokojnie poszukał lepszej.
              • izabella1991 Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 08.07.13, 12:43
                Coś takiego... moja nauczycielka rosyjskiego wspominała o nakazie pracy i np. kończyła studia w Gdańsku ,a nakaz pracy dostała ---w Bieszczady-dosyć wtedy dzikie.Nie dam też głowy,ale wydaje mi się ,że i na terenie ZSRR coś takiego obowiązywało.
                Horpyno-a czy wtedy można było ( np. łapówkami ) załatwić przenosiny gdzieś w bardziej korzystne dla siebie miejsce,czy też ...jak Bóg dał,to jadę? Ciekawa jestem ,po prostu...
                • horpyna4 Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 08.07.13, 17:22
                  Izabello, wszystko można było załatwić i niekoniecznie za łapówkę - ważniejsze było, żeby mieć tzw. "plecy". Czyli jedni mogli załatwić, inni nie bardzo.

                  W takich przypadkach, jak nakazy pracy, starano się raczej załatwiać różne mniej i bardziej lipne papiery uzasadniające konieczność pozostania w dotychczasowym miejscu zamieszkania. Mógł być to np. fikcyjny ślub z osobą, która z jakiegoś powodu nie mogła się przeprowadzić. Mogła być opieka nad chorym krewnym.

                  Jedna moja ciotka skończyła stomatologię na początku lat 50. i natychmiast dostała nakaz pracy w zapadłej wsi niedaleko Częstochowy. Warunki mieszkaniowe miała tam takie, że w zimie woda w wiadrze zamarzała jej w pokoju. Ale była elementem podejrzanym, jako córka przedwojennego pułkownika, więc nie tylko nie dało się tego ruszyć, ale w dodatku wciąż nasyłano na nią ubeków, żeby sprawdzić, czy nie leczy za pieniądze.

                  Tak więc warto tu jeszcze raz przypomnieć, że czasy PRL nie były jednolite pod względem traktowania ludzi. Ci młodsi mają pojęcie zwykle tylko o schyłku komuny; moja pamięć sięga Bieruta, a nawet Stalina.

                • asdaa Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 08.07.13, 21:56
                  izabella1991 napisała:

                  > Coś takiego... moja nauczycielka rosyjskiego wspominała o nakazie pracy i np.
                  > kończyła studia w Gdańsku ,a nakaz pracy dostała ---w Bieszczady-dosyć wtedy dz
                  > ikie.

                  moi rodzice (mama z centralnej Polski, ojciec z kresów) po studiach w Olsztynie musieli wziąć pospieszny ślub, by dostać nakaz pracy w jedno miejsce (okazało się, że są to dwa różne miejsca w odległości kilkudziesięciu km od siebie na "ziemiach odzyskanych"). Mieszkanie prawie kompletnie wyposażone (służbowe) dostali poniemieckie w małym miasteczku. Brat i ja tam się urodziliśmy, co nieco pamiętam, głównie piękny piec z ozdobnych zielonych kafli i sowieckie czołgi "grzejące" silniki co jakiś czas na rynku owego miasteczka. Po każdej takiej manifestacji siły pozostawał zryty powyrywany bruk układany za każdym razem na nowo.
              • plater-2 Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 08.07.13, 14:15
                horpyno, kiedy konczyłas studia ?

                Ja pamiętam, że maj ciotka zaraz po wojnie, konczyła farmacje, była wysłana gdzies w okolice Kamiennej Góry na kilka lat. Potem pisała podania, ze rodzice bez opieki na drugim końcu Polski i dali jej przeniesienie.

                Takze po szkole pielegniarskiej trzeba było odpracowac, niestety nie pamiętam ile.

                Za Gierka - tak był weksel, pamiętam. Ale nie po szkołach pomaturalnych, I nie po mojej uczelni. To była wiedza przekazywana z ucha do ucha, nigdzie sie o tym oficjanie nie pisalo.
                • horpyna4 Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 08.07.13, 17:41
                  Kończyłam studia na początku lat 70, jak świeżo nastał Gierek.

                  Co do szkół pielęgniarskich, to było śmiesznie. Chodziło o to, że brakowało pielęgniarek w szpitalach, bo pensje tam były głodowe, a warunki ciężkie. Pielęgniarki szukały zatrudnienia nie tylko w nielicznych wówczas (ale istniejących) prywatnych gabinetach, ale przynajmniej przychodniach - trochę lepsze zarobki, niż w szpitalu i dużo lepsze warunki pracy. Choćby dlatego, że bez nocnych dyżurów.

                  No i nasza ukochana władza wymyśliła - pielęgniarkom wolno zatrudnić się w tzw. lecznictwie otwartym dopiero po przepracowaniu iluś tam lat w szpitalu. Też nie pamiętam, ilu - może pięciu? Ale władzy nie starczyło wyobraźni, bo przepis ten nie zabraniał zatrudnienia się POZA LECZNICTWEM, w innym zawodzie. I tak bywało - prawie wszystkie monterki w pewnym dużym zakładzie produkującym lampy radiowe i inszą elektronikę były z wykształcenia pielęgniarkami...

                  Wracając do sprawy pielęgniarek w szpitalach. Pamiętam, jak kiedyś zmuszano pielęgniarki do niekończących się dyżurów, bo brakowało personelu. W pewnym dużym warszawskim szpitalu wręcz je zamknięto, nie pozwalając wyjść; wyskakiwały przez okna. Mało kto o tym wie, była cenzura. Wiedzą ci, którzy tam pracowali i ci, co mieszkali blisko i widzieli to na własne oczy.
                  • plater-2 Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 08.07.13, 17:59
                    No tak, ja konczylam w 1978 i po naszej uczelni nie bylo obowiazku odpracowywania, rynek pracy nie byl w stanie nas wchlonać.

                    Byl tez "sposob Kwasniewskiego" - zalatwialo sie obiegowke, absolutorium, zdawalo wszyskie egzaminy i wypozyczone rzeczy, a potem nawet nie bylo potrzeba pisac o przeniesienie terminu obrony. Niektorzy pisali, jakies bezsensowne preteksty wymyslali, ze nie zdązyli napisac pracy mgr i potrzeba im na to rok.

                    I nie byli przez MO traktowani jako absolwenci.

                    Tym sposobem mozna bylo wyjechacnawet bez zaproszenia na tzw. na konto A nawet na rok, a jak sie trafila fajna praca przedluzyc pobyt. Potem na zachodzie sie polapali, zwiazki zawodowe protestowaly i ograniczyli do poł roku, potem do trzech miesiecy.

                    Mozna bylo bedac na miejscu, na zachodzie wystepowac o przedluzenie wizy, nie zawsze sie to udawalo, trzeba bylo miec dobry podklad (studia, stypendium naukowe, sponosora itd.) ale ludzie i tak siedzieli z niewazna wiza, trzeba bylo tylko uwazac, zeby prowadzic sie moralnie.

                    Sprawdzali na ulicy wyrywkowo papiery,ale raczej osobom o egzotycznym wygladzie...

                    Konto A - na poczatku rzadali oswiadczenia skad te dolary, ale przyjmowali najbzdurniejsze deklaracje. Nikt tego chyba nie sprawdzał, rzad byl zainteresowany, zeby jak najwiecj dewiz splynelo do Polski.

                    Pielegniarki - w kazdym zawodzie istnieje zasada, ze osoby młode, poczatkujące daje sie na najbardziej wyczerpujące fizycznie i nerwowo stanowiska. Mlodych lekarzy do pogotowia, pielegniarki na ciezkie stany... Jak swoje odpracujesz, to okolo 45 masz szanse pracowac w sanatorium, przychodni...

                    Moje dziecinstwo to "mieszkanie przy szpitalu" na szpitalnym struchu a potem na strychu zlobka miejskiego, ktorego mamam byla kierowniczka. Wreszcie sanepid zamknal ten zlobek, poszedl do kapitalnego remontu i dostalysmy kwaterunkowa kawalerke-akwarium.

                    Zycie swiata pracy" nigdy nie bylo uslane rózami...


    • plater-2 Re: Wątek zbiorczy, czyli małego Jasia wizja PRL- 09.07.13, 00:45
      forum.gazeta.pl/forum/w,396,145598319,,rocznik_statystyczny_.html?v=2

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka