Dodaj do ulubionych

ZAWODY WYMARŁE LUB NA WYMARCIU ...

18.10.06, 11:24
Pamiętam z dzieciństwa( a było to we wczesnych latach 70. )Pana, który
chodził po osiedlu ( Kraków )z takim przenośnym urządzeniem i ostrzył noże,
nożyczki i drutował garnki. Czy Pamiętacie kogoś takiego? Moja kuzynka raz
dała mu do naostrzenia nożyczki do paznokci i ... niestety niewiele z nich
zostało po naostrzeniu.
Obserwuj wątek
    • horpyna4 Re: ZAWODY WYMARŁE LUB NA WYMARCIU ... 18.10.06, 11:51
      Pewnie, że pamiętam. Takim zawodem jest też repasaczka. A pamiętacie nabijanie
      wkładów do długopisów?
    • meduza7 Re: ZAWODY WYMARŁE LUB NA WYMARCIU ... 18.10.06, 11:52
      Na naszym osiedlu taki pan pojawia się w lecie mniej więcej raz na miesiąc.
      Chociaż... mam wrażenie, że w tym roku już go nie widziałam? Ale może tylko
      mijaliśmy się.
      Pan saturatorowy! Ten zawód już nie odżyje...
      • maary5 Re: ZAWODY WYMARŁE LUB NA WYMARCIU ... 19.10.06, 08:38
        Był też taki pan co sie zjmował recyklingiem,tylko ze wtedy
        sie "szmot"mówiło.Jeżdził wozem konnym i wołał "Szmot,szmot,szmot!!!
        Garnki,miski za gałgany!!!Stare pierze kupuję.Szmot,szmot,szmot!!!".Do dzis nie
        wiem po co mu to pierze było,niemniej gospodynie ze szmatami leciały i dlugo
        garnki targowały-ten za mały,ten obity,a może garnuszek pan dołozy?
    • a_weasley Zaopatrzeniowiec 18.10.06, 15:36
      W każdym większym zakładzie pracy był jakiś pan Władzio czy pan Zdzisiu, który
      jeździł po całym kraju i załatwiał. Miał wytartą walizkę, bystre oczka, mocną
      głowę, a w kieszeni nieformalnie wygospodarowane przez dyrektora fundusze na
      koszty reprezentacyjne i wiedział, gdzie, z kim i jak zagadać, żeby fabryka
      dostała, i to na czas, absolutnie nieosiągalne rygle aluminiowe na podstawie
      płaskiej, bez których nie wykona planu.
    • minerwamcg Re: ZAWODY WYMARŁE LUB NA WYMARCIU ... 18.10.06, 15:56
      Pamiętam druciarza! Może tego samego, co Ty, bo też w Krakowie... Tyle, że u
      nas nie chodził po osiedlu, tylko po podwórkach kamienic. Stawał na środku
      podwórza i darł się "Gaaaaaarki naprawiaaaaaać!", a moja babcia wychylała się z
      balkonu i wołała "Panie druciarz, mieszkanie szesnaście!"
      Przychodził, siadał w kuchni na małym stołeczku i rozkładał warsztat. Garnków
      nie drutował, bo nie były gliniane, tylko nitował. Gdzieś jeszcze do dziś w
      domu jest nitowany garnek...
    • a_weasley Cinkciarz 18.10.06, 18:06
      Pamiętacie tych panów w kożuszkach do pasa albo marmurkowych kurtkach, z których
      co trzeci był konfidentem milicji? Czendż many, czendż many... Tauszen geld, gut
      becalen... Marki dolary rubelki, marki dolary rubelki...
      Jedni byli uczciwi i zarabiali na widełkach, inni przewalali frajerów,
      korzystając z tego, że wszystko dzieje się w nerwowym pośpiechu.
      Mieli swoje wielkie dni w 1981 i potem 1989 roku, a potem dość szybko znikli -
      przez krótki czas kręcili się w pobliżu kantorów, konkurując mniejszymi
      widełkami, wreszcie całkiem wymarli.
    • luccio1 Re: ZAWODY WYMARŁE LUB NA WYMARCIU ... 18.10.06, 21:18
      Zakład naprawy wiecznych piór. W Krakowie pamiętam z lat 80. dwa: Adam
      Janczyszyn (Sławkowska 23, w bramie) [pan, niejako w zgodzie z brzmieniem swego
      nazwiska, mówił pięknym bałakiem]; oraz Karcz - Szpitalna 3 [albo 5] - ten
      przetrwał do połowy lat 90.
      • minerwamcg Re: ZAWODY WYMARŁE LUB NA WYMARCIU ... 18.10.06, 21:28
        Zgadza się. Firma Karcz (najpierw Szewska, potem się gdzieś przenieśli)
        wytwarzała ponadto długopisy będące niezłą podróbą BICa, w czterech kolorach, z
        tego niebieski zmywalny i nie, zmywalny atrament, zmywacze do atramentu i
        długopisu i rozmaite pisaki. Korzystałam z nich przez całe liceum.
      • cereusfoto Re: ZAWODY WYMARŁE LUB NA WYMARCIU ... 19.10.06, 07:39
        O nie - sprostuję - Pan Karcz na Szewskiej się mieścił a potem na
        Krowoderskiej. Sama chadzałam i stałam w dużej kolejce - co się wówczas przed
        sklepem ustawiała. A towar miał przedni jak na owe czasy to fakt.
        • sin2001 Re: ZAWODY WYMARŁE LUB NA WYMARCIU ... 20.10.06, 12:46
          Latarnik. Do ok. 1975 roku były w Bydgoszczy na niektórych ulicach (np.
          Kwiatowa) latarnie gazowe, wymagające ręcznego zapalenie i zgaszenia.

          Naprawiacz lalek ( wstawiał nowe oczy i miał zapasowe kończyny...)
          Naprawiacz zabawek ( kleił, naprawiał mechanizmy sprężynowe)
          Transport konny. Węgiel w Bydgoszczy wozili konnymi wozami jeszcze w końcu lat
          70-tych.
          Oficer polityczny w LWP i pewnie mnóstwo innych funkcji wynikających z Systemu.


          Ciekawe co robili zimą ci , co latem sprzedawali "gruźliczankę".


          • uyu Re: ZAWODY WYMARŁE LUB NA WYMARCIU ... 21.10.06, 14:22
            Zima sprzedawali wate cukrowa:) Latarnika tez pamietam, wozakow wegla takze. A
            jakie madre te konie byly! Same wracaly do domu, bo wozak czesto byl w stanie
            wskazujacym i drzemal spokojnie.
    • minerwamcg Kosiarze 21.10.06, 15:39
      ...a właściwie koszarze, od koszy noszonych na plecach, ale nikt sobie nie
      chciał łamać języka na sz-rz, więc byli kosiarzami. Nosili węgiel, z chodnika
      do piwnicy (tym, co mieli piwnice bez okienek) albo z piwnicy do mieszkania,
      tym, co nie chcieli bądź nie mogli nosić sami ciężkich wiader.
      Mieli na plecach pudłowate kosze na szerokich pasach jak plecak, byli zasmoleni
      jak nieboskie stworzenia i nazywali się na ogół Tadzio albo Władzio :)))
      • meduza7 Re: Kosiarze 21.10.06, 16:29
        Odpowiednikiem punktów nabijania dlugopisów są teraz punkty nabijania
        kartridży...
        • meduza7 Re: Kosiarze 21.10.06, 16:29
          Ups, nie tu miało być ;)
          • babiana Re: napelnianie zapalniczek 22.10.06, 17:05
            Byly takie punkty napelniania zapalniczek jednorazowych. Poza tym punkty
            cerowania artystycznego.
            Piora wieczne do tej pory naprawiaja. W Montrealu sklepy sprzedajace np. Mont
            Blanc rowniez naprawiaja. Dowiedzialam sie, ze przed podroza samolotem trzeba
            wypuscic atrament z piora wiecznego. Jak tego nie zrobi sie to pozniej plamia i
            cos trzeba naprawiac.
          • cereusfoto Re: Kosiarze 23.10.06, 07:38
            No to jeśli mowa o nabijaniu to były ( i sama też korzystałem ) punkty
            nabijania syfonów ( tych szklanych ).
      • luccio1 Węglarze 28.10.06, 10:51
        Nosili węgiel w paczkach (tak przynajmniej mówiono w Krakowie).
    • nolwen58 Re: ZAWODY WYMARŁE LUB NA WYMARCIU ... 27.10.06, 22:51
      A "kierowce" urzedowych wozow konnych ktos pamieta?, np. woz pocztowy z
      paczkami ? , lub weglarz?, karawaniarza?
      • babiana Re: ZAWODY WYMARŁE LUB NA WYMARCIU ... 28.10.06, 00:18
        Weglarza to nie pamietam, ale ciezarowki z weglem jadace do portu to pamietam.
        Szczegolnie w czasach kiedy byly przydzialy zimowe na koks czy wegiel.
        Wystarczalo to na pol zimy. Trzeba bylo jakos sie ratowac lub zamarznac.
        W miescie portowym bylo troche latwiej. Wygladalo to nastepujaco: w srodku nocy
        glowa rodziny udawala sie na trase, ktora ciezarowki wozily koks z wagonow
        kolejowych. Zatrzymywalo sie kierowce i podawalo adres. Zadnej zaliczki.
        Dostawa nastepowala w srodku nocy(tej samej lub nastepnej).
        Ciezarowka podjezdzala od tylu domu z hukiem zwalala koks i natychmiast znikala.
        Akcja trwala moze ze dwie minuty. Pamietam kiedy w nocy ten huk mnie budzil i
        myslalam, ze moze wojna sie zaczyna. Pan kierowca przychodzil po zaplate dnia
        nastepnego lub nawet za dwa dni. No i prosze jaka uczciwosc miedzyludzka
        panowala za czasow PRL a czlowiek zostawal kryminalista z powodu kaprysu
        ogrzania sobie domu.
        • tamsin Re: ZAWODY WYMARŁE LUB NA WYMARCIU ... 28.10.06, 02:51
          pamietam ten koks czy wegiel tak po prostu pol furmanki rzucony na srodku
          chodnika, jak najblizej okienka do piwnicy. Ludzie ktorzy ten koks zamawiali,
          przynajmniej we Wroclawiu, byli mieszkancami starych czynszowych kamienic. Nie
          byli mlodzi, czesto samotne starsze kobiety. Przez nastepny dzien, dwa czy
          trzy, widac bylo te babinki z szuflami na chodniku. Popychaly ten koks do
          okienka, nawet nie wyobrazam sobie jak one ten wegiel wnosily do piecow na np.
          czwarte pietro starej kamienicy.
          • robin153 Re: ZAWODY WYMARŁE LUB NA WYMARCIU ... 28.10.06, 15:15
            Ja mieszkalm wlasnie przez 21 lat w samym centrum K-wa (tuz pod Wawelem) gdzie
            mielismy piece weglowe i trzeba bylo wegiel nosic z piwnicy, 3 pietra w gore.
            Mieslismy zazwyczaj weglarza, ktory nosil wegiel na plecach w takiej paczce na
            co miala szelki, jak plecak. Weglarz byl klasycznym alkoholikiem, smierdzial
            wodka zawsze, mala sucha chlopina, do dzis nie wiem jak on ta pake pelna wegla
            wyniosl na 3 wysokie pietro. Czasem jednak nie przyszedl....wiec samemu z
            wiaderkiem trzeba bylo is do tej piwnicy. Ta krakowska piwnica to byl po prostu
            loch, wilgoc, szczury - szlo sie tam z sercem na plecach, zwlaszcz jak
            wczesniej przeczytao sie jakis kryminal lub "kobre"obejrzalo.

            Potem piece zostaly zamienione w "elektryczne" ogrzewanie, ale mama wciaz w
            jednym pokoju palila, bo bylo taniej.
    • aankaa Re: ZAWODY WYMARŁE LUB NA WYMARCIU ... 31.10.06, 10:48
      co wiosnę pojawiał się na osiedlu pan z wózkiem i ryczał na cały głos "kwiaty
      na balkony, ziemia, ziemiaaaaaaaaaa"
      • horpyna4 Re: ZAWODY WYMARŁE LUB NA WYMARCIU ... 31.10.06, 11:28
        Ja pamiętam "ziemia do kwiatów, ziemia, ziemia" i dalsze powtarzanie tej
        sekwencji. A, jeszcze roznosicielka mleka, zanim pojawiło się mleko stawiane pod
        drzwiami (czyli baaardzo dawno). Wołała "mleko, mleko!", zawsze dwukrotnie to
        mleko było wykrzykiwane.
        • babiana Re: ZAWODY WYMARŁE LUB NA WYMARCIU ... 31.10.06, 12:43
          Na mojej ulicy z tym mlekiem to byl problem. Mleczarz stawial mleko do takich
          specjalnych koszykow umocowanych na plocie. Pewnego dnia w tych aluminiowych
          kapslach zaczely pojawiac sie dziury. Balismy sie pic tego mleka. Problem coraz
          bardziej nasilal sie. W koncu wyczatowalismy, ze to wrony siadaly na butelki i
          wbijaly swoj dziob aby napic sie troche mleka. Dzioby ich nie sa zbyt dlugie
          wiec obskakiwaly po kilka butelek. Uradzilismy wyjscie z sytuacji. Otoz
          wystawialo sie puste butelki z nalozona na nie musztardowka. Mleczarz rano
          wstawial butelke z mlekiem i przykrywal musztardowka.Problem zostal rozwiazany.
          Te musztardowki to rzeczywiscie byly niezastapione:-)
          • aankaa mleczarz 31.10.06, 22:19
            pojawiał się bladym świtem na klatce, dzwoniąc metalowym koszem
            przed świętami na (pustej, na wymianę) butelce zostawiało się 5-złotówkę
            • a_weasley Re: mleczarz 02.11.06, 14:30
              aankaa napisała:

              > pojawiał się bladym świtem na klatce, dzwoniąc metalowym koszem
              > przed świętami na (pustej, na wymianę) butelce zostawiało się 5-złotówkę

              Hehe. Trudniłem się tym w III licealnej (nie byle jakich klientów miałem, oho,
              samemu Rakowskiemu przynosiłem jedno chude co drugi dzien, a raz mi się butelka
              stłukła, to się Kania pośliznął!). Miałem z tego 1,70 od butelki albo 2,10,
              zależnie czy była winda (średnia krajowa to było wtedy jakieś 20 tysięcy).
              Teraz by też pewnie byli chętni, ale domofony uniemożliwiają.
    • lowca.masek Re: ZAWODY WYMARŁE LUB NA WYMARCIU ... 01.11.06, 20:40
      No to z mojej branży;
      1. Tramwajowy zwrotniczy. Siedział sobie facet w budce na skrzyżowaniu,
      obserwował, jakiej linii wóz nadjeżdża i żelaznym drągiem (fachowo mówiąc:
      zwrotnikiem) nastawiał mu odpowiedni kierunek jazdy (pamiętam takiego "na żywo"
      z ronda Rataje w Poznaniu a "z telewizora" na filmie "Nie lubię poniedziałku",
      gdzie kierował na właściwy szlak pijanego Łazukę:))
      2. no i oczywiście konduktor, zastąpiony automatem biletowym i kasownikiem.
      "Proszę przechodzić do przodu" to jego ulubione zawołanie z czasów, kiedy bilet
      kosztował 45 groszy a on nigdy nie miał drobnych na "resztę" dla płacących
      50-groszówkami pasażerów:) Ja pamiętam już tylko konduktorów w podmiejskich
      autobusach.
      3. To może nie jest zbyt znane szerszej forumowej publiczności, ale był jeszcze
      ktoś taki jak dyżurny podstacji: był to gość, który czuwał sobie (albo i nie
      czuwał z powodów, które pominę...:)) w stacji zasilającej tramwajową sieć
      trakcyjną. Jego robota polegała na tym, że musiał "ręcznie" załączyć napięcie
      kiedy zbyt wiele wozów ruszyło równocześnie i "wywalił" wyłącznik szybki (coś
      jak bezpiecznik)
      • a_weasley Re: ZAWODY WYMARŁE LUB NA WYMARCIU ... 02.11.06, 14:27
        lowca.masek napisał(a):

        > No to z mojej branży;
        > 1. Tramwajowy zwrotniczy. Siedział sobie facet w budce na skrzyżowaniu,
        > obserwował, jakiej linii wóz nadjeżdża i żelaznym drągiem (fachowo mówiąc:
        > zwrotnikiem) nastawiał mu odpowiedni kierunek jazdy

        No pamiętam takich facetów, ale to się po polsku wajchowy nazywało...
        • babiana Re: ZAWODY WYMARŁE LUB NA WYMARCIU ... 02.11.06, 15:24
          Wymarlym zawodem jest palacz w lokomotywie parowej. Pamietam jako male dziecko
          te lokomotywy jak z wiersza Jana Brzechwy. Jak podjezdzala na peron to bardzo
          balam sie tej lokomotywy. I utkwil mi w pamieci taki uczerniony sadza palacz,
          ktory szuflowal wegiel lopata. Zreszta obydwaj, ten co prowadzil
          lokomotywe(zapomnialam jak nazywalo sie to stanowisko) jak i palacz wygladali
          jak kominiarze.
          • horpyna4 Re: ZAWODY WYMARŁE LUB NA WYMARCIU ... 02.11.06, 17:54
            Właśnie w tym roku zwiedzałam parowozownię w Wolsztynie. Miło powspominać dawne
            podróże...
    • a_weasley Maszynistka 02.11.06, 19:55
      Nie sekretarka, która odbiera telefony, spławia natrętów i parzy kawę, ale
      właśnie maszynistka, której jedynym zajęciem jest pisanie na maszynie.
      W każdej dużej instytucji była hala maszyn, gdzie stały szeregi stolików z
      maszynami, a przy nich siedziały kobiety i przepisywały. Tłukły w te klawisze z
      zawrotną szybkością, świetnie czytały gryzmoły panów dyrektorów, referentów,
      podkierowników i nadasystentów (aczkolwiek czasem trafił się taki, że wiadomo
      było, że jego to tylko pani Jadzia przeczyta i klęska i rozpacz, jeżeli pani
      Jadzia akurat była na chorobie), poprawiały błędy w nazwiskach adresatów i w ogóle.
      Był to zawód tak sfeminizowany, jak męskim zawodem był maszynista kolejowy.
      Może jeszcze gdzieś takie hale są, ale niewątpliwie jest to zjawisko ginące i
      zawód ginący równie jak mechanik maszyn biurowych.
      Ja jeszcze pamiętam taką maszynistkę, ale ona była jedna na całe
      trzydziestoosoowe biuro i było to 10 lat temu. Przypuszczam, że tam też już mają
      komputery.
      • babiana Re: Maszynistka 02.11.06, 20:09
        Byl tez organizowany ogolnopolski konkurs na najlepsza maszynistke tzn. taka
        ktora najwiecej znakow na minute pisala. Laureatke owego konkursu pokazywano
        nawet w DTV i Polskiej Kronice Filmowej.
    • jolunia01 Re: ZAWODY WYMARŁE LUB NA WYMARCIU ... 25.11.06, 19:43
      Jeszcze do niedawna w moim miasteczku był punkt naprawy parasoli - można było
      nie tylko naprawić "rusztowanie", ale i pokrycie wymienić. Niestety, wraz z
      chińszczyzną po 5 zł nastąpił koniec tej pożytecznej działalnosci.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka