zwierze_futerkowe
10.03.08, 21:51
Dla mnie to jeden z najbardziej zapamiętanych zapachów PRL-u: jak im się to
mleko w kuchni przypaliło i cała szkoła tym śmierdziała. Ale i tak lepsza była
ta przypalenizna niż mleko śmierdzące starą ścierą - a takie całkiem często
się trafiało, błeee.
Woźna to mleko przynosiła w czasie lekcji, w takim emaliowanym wiadrze z
chochlą. Kubki trzeba było mieć swoje, nosiło się je codziennie w tornistrze -
niektóre nauczycielki potrafiły uwagę wpisać, jeżeli się kubka zapomniało. Ja
mleko lubię od zawsze, ale pamiętam, jakie katusze co niektórzy w klasie
przeżywali. Niejeden kwiatek zwiądł od ukradkiem wlewanego mleka, hihi;
dziewczyny czasem przynosiły kakao i próbowały jakoś to "dosmaczać". Szkoda
tylko, że nie pozwalali kanapek jeść do tego mleka, no bo na lekcji...
A najlepiej jak woźna z mlekiem weszła w trakcie klasówki: nauczycielka ją
szybko wyganiała, a my w tym krótkim czasie zaczynaliśmy gorączkowe
"konsultacje". :)